Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Rebecca Dagan

24 maja 2013, o 17:54

hi, my name is whatever you call me


327

MIANO Rebecca Dagan

DATA UR. 03.06.2163 r.

MIEJSCE UR. Jerozolima, Izrael, Ziemia

RASA Człowiek

PŁEĆ Kobieta

OBYWATELSTWA Ziemskie

SPECJALIZACJA Inżynier

PRZYNALEŻNOŚĆ Przymierze Systemów

ZAWÓD Chorąży Przymierza



Wyższe; absolwentka Szkoły Inżynierii i Informatyki Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie (na studia zakwalifikowana będąc dwa lata młodszą niż przewidywała ustawa dot. edukacji), uczestniczka wojskowego programu szkoleniowego na stacji badawczej Mnemosyne

Lokal nr 164, Okręg Bachjret, Cytadela


Wystarczy jeden rzut oka na Rebekę, by rozgryźć jej pochodzenie. Równie dobrze mogłaby nosić rozpostarty nad sobą transparent: "Pochodzę z Izraela!". I nie chodzi tylko o śniadą karnację czy naturalnie czarne (zazwyczaj jednak farbowane na kolor zależny od aktualnego nastroju) włosy. Tu w grę wchodzi jeszcze to coś - coś, co sprawia, że widząc osobę pierwszy raz w życiu, jesteśmy w stanie wskazać, gdzie się urodziła.
A więc - Żydówka. Zdecydowanie jednak nieortodoksyjna. Już sama jej fryzura zdaje się być herezją. Część bujnej czupryny jest bowiem regularnie golona niemal do zera, druga zaś utrzymywana pozostaje w artystycznym nieładzie zaczesanym na lewą stronę. Aktualny kolor także woła o pomstę do nieba - bo jakże to tak, bordowy?!
Poza tym jednakże Rebecca właściwie niczym zewnętrznie się nie wyróżnia... No, poza dość charakterystycznym tatuażem zdobiącym całą jej prawą rękę. Po nim rzeczywiście można ją rozpoznać. Czerwonowłosa nie posiada jednak kolczyków, których można by po niej również oczekiwać, jej ciała nie szpeci też ani jedna blizna. Makijaż? Nieznaczny, łagodne tylko podkreślenie i tak już ciemnej oprawy oczu. Sylwetka także przeciętna - 174 cm wzrostu, przyjemnie kobiece, zaokrąglone kształty, niczego za dużo, niczego za mało.
Wzrost i waga: 174 cm, 59 kg
Skóra: śniada
Oczy: brązowe; implant w prawej gałce ocznej, niewidoczny;
Włosy: naturalnie czarne, aktualne farbowane na ciemną czerwień;
Znaki szczególne: rozciągający się na całej długości prawej ręki i zahaczający o bark tatuaż, wykonany za namową porucznika Hearrowa podczas spędzanej w Vancouver przepustki


Gdy jako noworodek nie zaprezentowała całej potęgi swego drażniącego uszy głosiku, podejrzewano u niej zespół Downa. Potem, gdy ku zaskoczeniu personelu medycznego, jej rozwój przebiegał prawidłowo, zaczęto szukać czegoś innego. Czegokolwiek, co tłumaczyłoby nienaturalny wręcz spokój, późniejszą niechęć do mówienia i fotograficzną pamięć. Od tego czasu niewiele się zmieniło, a lata badań zbyto lakonicznym stwierdzeniem - sawantka.
Prawda jest jednak znacznie prostsza. To po prostu taki typ. Cichy. Milczący. Samotnik wyalienowany ze społeczeństwa z własnej woli. Czy to naprawdę aż takie dziwnie? Nie wszyscy muszą być duszami towarzystwa. Nie wszyscy muszą pragnąć życia w stadzie. Rebecca nie pragnie. Samotność bardzo jej pasuje.
Z drugiej strony jednak, nie jest cyborgiem - choć tak właśnie zazwyczaj jest postrzegana. Ma uczucia. Ma tęsknoty. Ma też szeroki zbiór kompleksów zdający się zupełnie nie iść w parze z wybitnym umysłem. Pewność siebie? Gdzieżby tam. Panienka Dagan to dziewczę chorobliwie wręcz nieśmiałe, niezdolne do dostrzeżenia własnych zdolności. Och, oczywiście, wie, co potrafi zrobić, a czego nie. Ale... To, że umie się gdzieś włamać, odzyskać informacje pozornie stracone czy naprawić mecha, to przecież nie takie wielkie osiągnięcie. To nic wielkiego, każdy umie takie rzeczy - przynajmniej w mniemaniu Rebeki.
W ogólnym rozrachunku otrzymujemy więc postać niemal tragiczną. Zagubioną w wielkim świecie, z uporem idealistki jednak wierzącą, że kiedyś znajdzie swoje miejsce. Że gdzieś istnieje azyl specjalnie dla niej, gdzie nauczy się akceptować samą siebie. Bo póki co tego nie potrafi. Póki co jest dzieckiem o smutnym, nieobecnym uśmiechu i rzędach liczb przesuwających się stale pośród jej myśli.
Zainteresowania: ogólnie pojęte systemy zabezpieczeń (łącznie ze sposobami na ich zniesienie), programowanie, muzyka klasyczna;
Lęki: niewiedza (Rebecca musi wiedzieć, to daje jej poczucie bezpieczeństwa), pozostanie samą w trudnej sytuacji, śmierć; niepokój budzi w niej także myśl o krzywdzie Vince'a Cadogana;
Przyzwyczajenia/zwyczaje: regularna kontrola licznych komunikatów wyrzucanych przez omni-klucz, mocna kawa każdego ranka;
Uzależnienia: -
Znaki szczególne: małomówna, posiada pamięć fotograficzną, zaklasyfikowana jako sawantka;


Śmierć? Kalectwo? Spokojnie, kochanie, nie ma się czego bać.
Rozliczenie z przeszłością boli znacznie bardziej.

                        - komandor Zamir Altherra


Podobno nie płakała - i nie pomógł nawet powitalny klaps w pulchną, gładziutką pupę. Oddychała miarowo, całą swoją noworodkową piersią, krzyczeć jednak nie chciała. Świdrowała tylko lekarzy uważnym spojrzeniem dużych, czekoladowych oczu.
Potem podobno nie chciała mówić. Umiała, bo gdy miała coś do przekazania, nie brakowało jej słów. Tylko nie chciała. Tak po prostu.
Nie biegała też bawić się z rówieśnikami. Wolała podrzucać piłkę sama, lub siedzieć na schodku przed domem i grzebać patykiem w piasku. Odkąd poznała cyfry, kolejne ich rządki pojawiały się pisane jej drobniutkim paluszkiem na ziemi. Liczyła coś, co wymykało się pojmowaniu dorosłych.
Nie pamięta tych czasów, to oczywiste. Wszystko to tylko opowieści. Nie ma jednak powodu, by nie wierzyć. Dlaczego matka (neurochirurg w jednym z jerozolimskich szpitali) miałaby ją okłamywać? Dlaczego miałby robić to ojciec? Och, on kłamstwo miał wprawdzie we krwi - pierwszorzędny agent izraelskiego Mossadu był artystą półprawd. Ale jej nigdy nie okłamał. Na pewno nie.
Już od chwili narodzin była więc inna. Nie spełniała sztywnych kryteriów określających normalność - zaczęto więc szukać tego przyczyn. Ponad połowę dzieciństwa spędziła w jerozolimskim szpitalu. Na jej mózgu studenci uczyli się prowadzić badania i szukać uchybień we wzorowych wynikach. Bo zawsze było coś niepokojącego. Ten brak płaczu. Ten spokój. Ta nieruchliwość niemowlęcia.
Ostatecznie wygrała z personelem medycznym. Opędzono ją lakonicznym stwierdzeniem - sawantka. Bez zespołu upośledzenia umysłowego. Jedynie lekkie otępienie, tak wpisano w karcie. Chcąc zrobić z niej chorą, wyświadczyli przysługę. Bo przecież od teraz miała na papierze, że jest genialna. Zdrowa i wybitna.
Oczywiście, w niczym jej to nie pomogło. To tak nie działa. Nie pozwolono jej rozpocząć nauki od późniejszej klasy, pomimo, że umiała już czytać i znała tabliczkę mnożenia. Nie miała ulg przy aplikowaniu na uniwersytet - to, że dostała się na wybrany wydział w wieku lat siedemnastu, nie zaś wymaganych dziewiętnastu wynikało jedynie z wyników w nauce, na które sama sobie zapracowała. Z drugiej strony - nie dostawała też trudniejszych egzaminów. Jedyne, co jej podarowali, to łatkę kujonki. Dziwaczki. Ale z tym da się żyć. To nic takiego. Przynajmniej nikt jej nigdzie nie zapraszał. Przynajmniej nie musiała szukać wymówek, by nie iść na imprezę, nie świętować z kimś urodzin.
W ogólnym rozrachunku te czasy były jednak całkiem zwyczajne. Najciekawiej zrobiło się wtedy, gdy włamała się do baz danych Cerberusa.
Nie mówimy tu o najściślej strzeżonym serwerze z aktami elit organizacji - Rebecca zbyt mało w siebie wierzyła, by w ogóle próbować takiego ataku. Zajrzała tylko to raportów dotyczących zbrojeń, a i tego nie uczyniłaby, gdyby nie głupi zakład. Rzadko się zakładała - z kimkolwiek, o cokolwiek. Ale raz jej się zdarzyło.
Po raportach zbrojeniowych była jeszcze prywatna sieć korespondencja przechwycona z najbliższego serwera komunikacyjnego, spis przychodów (których źródła nie udało jej się jednak odkryć), lista ostatnio wyróżnionych agentów i rozpiska tras pokonywanych przez jeden z okrętów organizacji. Dla niej - nic ważnego. Same pierdoły pochodzące z dopiero co powstającej, rozwijającej się, nie posiadającej jeszcze bardziej konkretnych zabezpieczeń placówki. Okazało się jednak, że nie do końca.
Bo w końcu trafiła do sieci Cerberusa. Gdzieś, gdzie nigdy nie powinno jej być.
Ktoś dotarł do jej znaleziska - co nie było szczególnie trudne, nie umiała bowiem jeszcze szyfrować ani ukrywać danych przechowywanych na swym omnikluczu. Czegóż jednak oczekiwać? Miała tylko siedemnaście lat. Sawantka czy nie, po prostu fizycznie nie zetknęła się jeszcze z całą wiedzą niezbędną do bezpiecznego poruszania się w extranecie.
Miała więc wyciek. Wyciek prosto na biurko dyrektora uniwersytetu.
Następnego dnia wyciągnęli z egzaminu i zamknęli w gabinecie dyrektora razem z jakimś służbistą. Potem okazało się, że nazywa się on Zamir Altherra, jest komandorem Przymierza i wie o niej więcej, niż mogła podejrzewać. Wtedy jednak tego nie wiedziała.
Siedziała na wątpliwej jakości krzesełku i patrzyła bez szczególnego zainteresowania na surowe oblicze nieznanego mężczyzny w mundurze. Przypominał jej goryla. Ważyły się jej losy, jej przyszłość, a ona mogła myśleć tylko o tym, jak bardzo ten tutaj przypomina małpę. Gdy zaproponował jej przeniesienie z uczelni, początkowo nie rozumiała. Gdzie niby miałaby się z nim udać. Na Planetę Małp? Potem wróciła do rzeczywistości. Szkolenie w placówce naukowej Przymierza zamiast uniwersytetu.
Właściwie... czemu nie?
Wyjaśnijmy to sobie - nie było wybuchu entuzjazmu i poczucia dumy. Nie było patriotycznych pobudek i idealistycznej wiary w to, że kiedyś zmieni świat. Chłodna kalkulacja i stała walka z obrazem goryla w mundurze, tylko to zajmowało wtedy jej myśli. No i cyfry. Zawsze były też cyfry.
Zabrali ją razem ze wszystkimi dokumentami z uczelni i kartą zdrowia ze szpitala. Posłali też do psychologa, który, po zadaniu milionów mniej lub bardziej sensownych pytań miał stworzyć jej laurkę. Nigdy jej nie czytała. Oczywiście, mogłaby. Zdobycie własnych akt z Bazy Danych Sojuszu z czasem stało się łatwe. Ale nie chciała. Wystarczyła jej wiedza, że ma ona co najmniej trzy strony. Tak wiele na jej temat.
Mimo tego chyba nie mogło być tam nic kompromitującego, skoro nie zmienili zdania. Przysłali piękny okręt i delegację w wyprasowanych mundurach. Goryl wręczył jej oficjalny papier potwierdzający jej wciągnięcie do armii Przymierza. Podpisała, oczywiście. Bo co jej za różnica, czy będzie cywilem, czy żołnierzem? W danej chwili niewiele to dla niej zmieniało.
Nad tym, dlaczego postanowili wciągnąć ją w machinę żołnierskiego życia nigdy się nie zastanawiała. Musieli mieć jakiś powód. Może po prostu lubili odmieńców.
Najpierw trafiła do Londynu z przekonaniem, że to ostateczny cel ich podróży. Szybko wyprowadzono ją z błędu. Postawienie przed komisją wojskową, wypełnienie kolejnych papierów, przydział munduru i legitymacji - to jedyne, co miało ją tu czekać. Potem znów na pokład i w drogę.
Schodząc na stację badawczą Mnemosyne znała już imię, nazwisko i stopień Goryla. Uświadomili ją także, kim miał być dla niej. Opiekunem. Kuratorem. Och, dobrze, niech będzie. Skoro tak chcecie.
Kolejne trzy lata nie widziała innego świata poza placówką. Niczego poza nią jednak nie potrzebowała. Miała sprzęt, dzięki któremu mogła się rozwijać. Nauczycieli, którzy pokazali, jak stać się ledwie cieniem w extranecie. Tych, którzy wskazali jej, jak trzymać broń i jak w pełni wykorzystać jej potencjał. I nikt już nie bał się jej cyfr. Jeśli już o nich mówiono, to z szacunkiem. Nagle z dziwaczki stała się jak gdyby nowo odkrytym artefaktem, którego jednak nie bada się, lecz ogląda z fascynacją i rozwija jego potencjał.
W trzecim roku intensywnego szkolenia wytypowano ją do projektu o kryptonimie - co za poczucie humoru! - Cyborg. Po podpisaniu odpowiednich dokumentów wylądowała na stole operacyjnym, by ponownie się budząc, mieć już dodatkowe cacko imitujące połączenie nerwowe między gałką oczną a ośrodkiem odbioru bodźców wzrokowych. Od tego dnia jej rzeczywistość poszerzona została o potężny ładunek informacji zdobywanych w jednej tylko chwili - dłuższej lub krótszej - bez konieczności manualnego łączenia się z extranetem.
Kolejne dwa lata szkolenia to znów czas monotonny i w gruncie rzeczy dość nudny, zakończony wręczeniem jej stopnia sierżanta i ostatecznym zwolnieniem z konieczności przebywania w placówce. Z dniem otrzymania nowego munduru stała się wolnym człowiekiem. Oczywiście, wciąż służyła Przymierzu. Pomagała ścigać extranetowych przestępców i zabezpieczać rządowe serwery przed takimi, jak ona. Robi to dziś. Poza tym jednak z armią łączy ją znacznie mniej, niż można by sądzić. Zdecydowanie nie jest bohaterką Przymierza, czołową patriotką ludzkości. Ot, tylko jednym z bardziej zdolnych informatyków na ich usługach.


PRZEBIEG SŁUŻBY dostęp przyznany, trwa ładowanie akt

Wykonane misje:
[Carmen Ortega] Pieśni umarłych raport #1
[Konrad Strauss] werbunek + misja > anulowane raport #2, #3, #4
[Peter King] Operacja Szalony Geniusz > anulowane raport #5
[Konrad Strauss] Pulvis et umbra sumus > anulowane raport #6
[Marshall Hearrow] Bene meritus raport #7
[Irene Dubois] The Lost Boys raport #8
[Hawk] Blackout > anulowane raport #9, #10

Aktualnie wykonywane:
[Charles Striker] Ducunt volentem fata, nolentem trahunt raport w przygotowaniu (#11, #12, #13) [ZAWIESZONA]
[Irene Dubois] Kołysanka raport w przygotowaniu (#14)



nie posiada, zaokrętowana na krążowniku Przymierza SSV Wizna



> crafting: części M-76 Zjawy (Q2)
> nagranie wizji ze Żniwiarza na omni-kluczu, film zarejestrowany na pokładzie Żniwiarza;
> karta ułatwiająca dostęp do wejść w bazach Przymierza

* Posiada prototypowy wszczep technologiczny przy prawym nerwie wzrokowym, połączony z odpowiednim implantem w mózgu. Jego działanie sprowadza się do poszerzania rzeczywistości - urządzenie analizuje wszystko, na co spojrzy Rebecca i automatycznie przeszukuje dostępne zasoby informacyjne na dany temat. Dotyczy to zarówno podawania menu lokali, na które akurat spojrzy, jak też wyszukiwania akt osobowych w Bazie Danych Przymierza (to drugie wymaga jednak zawieszenia spojrzenia na danej osobie na dłuższy czas). W żadnym przypadku rzut oka nie wystarczy by uaktywnić wszczep.
* Szczególne uzdolnienia w kierunku tworzenia nowych programów na wszelkie platformy. Obejmuje to zarówno kody obchodzące zabezpieczenia sieci jak i, przykładowo, usprawnienia programów naprawczych sond.
* Jej włamanie do baz danych Cerberusa, choć dotyczyło sieci dopiero co powstającej, nie zawierającej newralgicznych informacji, nie przeszło z pewnością bez echa. Choć sama Rebecca nic o tym nie wie, bardzo prawdopodobne jest, że jej postać jest już dobrze znana organizacji - i że nie jest im wcale tak obojętna, jak by chciała.


ODZNACZENIA

Rekrut [i]1/5
Jeden z wielu 5/10
Eksplorator 0/10
Zagubiono-znaleziono 0/10
Skupiony 0/3
Specjalizacja w przeciążeniu 0/5
Poczta 0/5
Maniak zakupów 73.730/500.000
Zawsze gotowy 0/2
Bez litości 0/10
Podstawowe szkolenie 22/30
Reakcja łańcuchowa 0/50
Bezsprzeczny idealista 1/35
Bezsprzeczny renegat 4/35

Ostatnia edycja karty: 14.04.2018 r.

STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość