Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Bleys Belford

13 wrz 2014, o 00:48

The task ahead of us is never as great as the power behind us.


613

MIANO Bleys Belford

DATA UR. 27.07.2146, [40 lat]

MIEJSCE UR. Houston, Texas, UNAS, Ziemia

RASA Człowiek

PŁEĆ Mężczyzna

OBYWATELSTWA Ziemskie

SPECJALIZACJA Żołnierz

PRZYNALEŻNOŚĆ Cerberus

ZAWÓD Oficer Cerberusa, Kapitan fregaty "Hekate"



Wyższe, ukończona Wyższa Szkoła Wojskowa w Austin oraz trening N.




Czarnowłosy mężczyzna o wnikliwym spojrzeniu niebieskich oczu. Orli nos, dość wąskie usta sprawiające wrażenie zaciśniętych w linię, mocno osadzone oczy i złamana linia brwi - wszystko to może nadawać nieco surowy wygląd jego twarzy. Uśmiech, jeśli sięga oczu, zwykle łagodzi nieprzystępność oblicza. Gęsty, smoliście czarny i zawsze przystrzyżony zarost okalający szczękę muśnięty jest pasmem siwizny przy policzkach.
Bleys mierzy sześć stóp i trzy cale wzrostu, sylwetkę ma dobrze wyrzeźbioną regularnymi ćwiczeniami. Trzy tatuaże, po jednym na piersiach, ramieniu i plecach. Posiada bardzo liczną kolekcję starych białych blizn na całym ciele; najświeższa jest potężna szarpana szrama na prawej łopatce.
Ruchy Bleysa wydają się niespieszne ale pewne, jakby czas opóźniał się na jego wezwanie. Głos dość niski, nieco chrapliwy i donośny, zwykle pobrzmiewa w nim spokojna nuta.
Wybiera klasyczne dobrze skrojone stroje, często wariacje wojskowej galowej marynarki, nawet jeśli z elementem ekstrawagancji, to zawsze stosownym do sytuacji. Handlarz Cienia pewnie już wyczaił, że na jego biurku leży najnowszy numer "After Dark Fashions".
Wzrost i waga: 190 cm, 96 kg.
Skóra/karapaks: Biała, często z umiarkowaną opalenizną.
Oczy: Niebieskie.
Włosy: Smoliście czarne.
Tatuaże:
- Między łopatkami niedokończony granatowy tatuaż prezentujący literę N wkomponowaną w sześć języków ognia tworzących większy płomień.
- Na prawym przedramieniu czerwony łeb klixena ziejący żółtym płomieniem.
- Na piersiach dwie walczące bestie: klixen trzymający za gardło batariańskiego varrena. W ciała obu zwierząt wpisane batariańskie symbole, które kiedyś były numerem niewolnika i symbolem właściciela.
Rany:
- Poważna rana prawego ramienia sprzed dwóch lat podczas akcji N6. Łopatka, kilka mięśni i ścięgień zastąpione bionicznymi protezami. Bywa, że ramię drży lub drętwieje, co czasem mocno go wkurza. Ćwiczy oburęczność, ale to wciąż nie to, co dawniej.



Charakter Bleysa jest umiarkowanie ekstrawertyczny, czuje się swobodnie wśród ludzi. Ma w sobie szczyptę teatralności, którą potrafi wykorzystać przy rozmowach negocjacyjnych. Niemal instynktownie rozumie i posługuje się mową ciała.
Jeśli nie skończyła mu się akurat cierpliwość, to otacza go aura stoickiego spokoju. Kiedy wybucha, to zwykle na krótko; potrafi też mieć dystans do rozegranej przez siebie dramy. W bardziej napiętych sytuacjach może nie zdawać sobie sprawy ze swego gniewu, dopóki kogoś nie dotknie.
Można przyjąć, że żywiołem jego charakteru jest ogień, jednak częściej płomień sączy się powoli niczym wulkaniczna lawa, niż szaleje siejąc zniszczenie.
Przyjemności woli brać pełnymi garściami albo zrezygnować z nich całkiem. Jeśli coś nie jest zabawą, to chce to robić z sercem i wymaga zaangażowania od innych.
Lubi zachwycać się wielkimi ideami, przychodzi mu to zwykłe łatwiej niż zachwyt ludźmi, których tłum wydaje się przeciętny i szary. Pod warstwą dumy kryje się jednak pokora, dzięki której potrafi odłożyć własne potrzeby, by poświęcić się dla większej sprawy. Ma ogromne zaufanie do Człowieka Iluzji, jego wizjonerstwo wywiera na nim olbrzymie wrażenie i jeśli ten nie zrazi go niczym, chętnie pójdzie za nim w ogień.
Jest bardzo związany ze swoją siostrą. Wiedział, że musi szybko dorosnąć, aby ją ochronić. Ten okres trochę rzutuje na teraźniejszość, strata towarzysza oddziału, za którego czuł się odpowiedzialny często wpędzała go w stan odrętwienia, który leczy alkoholem. Przyjaźń traktuje jak pakt wzajemnej ochrony. Potrafi nadstawiać karku za towarzyszy broni i dbać o ich potrzeby.
Dla wrogów jest bezwzględny i zwykle nie daje drugiej szansy, jeśli nie widzi w tym oczywistych korzyści.
Nie popiera eksperymentów Cerberusa na ludziach, o ile organizacja nie płaci im odpowiednio za ryzyko. Zdaje sobie jednak sprawę, że ludzkość jest już w stanie wojny, nawet jeśli o tym jeszcze nie wie, a na czas wojny obowiązują okrutne prawa, dlatego jest zdecydowany wykonać każdy rozkaz centrali.
Nie ma specjalnych uprzedzeń do obcych, choć wielu takowe mogłoby mu zarzucić po usłyszeniu wypowiedzi Belforda, iż "dobrze dla Przymierza byłoby brać batarian w niewolę". Bleys nie uważa jednak takiego podejścia za przejaw uprzedzenia rasowego, lecz wynik pragmatyzmu, służący wymianie jeńców, lub środek nacisku w negocjacjach.
Zainteresowania: Militarystyka, psychologia, kultura i historia obcych ras.
Lęki: Strach o życie członków rodziny, z której pozostała już tylko siostra. Silna obawa przed założeniem własnej rodziny.
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Palenie i picie w samotności przy pracy.
Uzależnienia: Niewielkie od adrenaliny związanej z ryzykiem i walką, jak i środków bojowych.
Znaki szczególne: Jest wytrwały i wytrzymały, potrafi znieść długotrwały wysiłek psychiczny jak i fizyczny. Jednak przeciągający się stres, w połączeniu ze stratą czy nawet drażliwą przykrością, potrafi wybić go z rytmu i sprawić, że opadnie z sił niczym płomień duszony brakiem tlenu.



Akta Cerberusa

[2147-2153] Urodzony na Ziemi w Texasie. Syn porucznika floty Merle'a Belforda i jego żony Rachel, obiecującej studentki medycyny. Dwa lata młodsza siostra Katherine.
[2154-2161] Przenosi się z matką na powstającą stację Arcturus. Rachel Belford dostaje zatrudnienie na posadzie lekarza w kopalniach asteroidalnych. Trudna praca w złych warunkach, jednak dobrze płatna. Ojciec służy wciąż we flocie.


wspomnienia #1


W przeciwieństwie do Katherine nie byłem dzieciakiem, którego łatwo można było zamknąć w domu. W kopalniach asteroidalnych nikt nie zawracał sobie zbyt mocno głowy przepisami BHP i zasadami bezpieczeństwa. Wałęsałem się po ośrodku włażąc w każdy ciemny zakamarek i podglądając uzbrojonych ochroniarzy.

wspomnienia #2


Ojciec odwiedzał nas wtedy rzadko na Arcturiusie. Pamiętałem wiele jego rozmów z mamą, gdy wracał z misji w kosmosie:
- Gordon z tobą rozmawiał? Był tutaj? Nie lubię tego fagasa... - W głosie ojca było słychać poirytowanie.
- Jesteś zazdrosny? Urocze - odparła mama, starając się brzmieć pojednawczo. - Podkochiwał się we mnie na studiach, to wszystko.
- I ciągle gadacie przez ekstranet...
- Och, muszę czasem otworzyć gębę do kogoś znajomego. - Tym razem matka była zirytowana. - Inaczej dawno bym zwariowała w tym ponurym miejscu na końcu wszechświata.
- Prosiłem, żebyś została na Ziemi...
- A ty zostałeś na Ziemi, kiedy prosiłam? - Kłótnia wisiała na włosku, ale przecież oboje nie widzieli się od tak dawna. - To folder z ofertą dla kolonistów. Dał mi go Gordon. Leci na New Zion. Kolonia dopiero staruje i są tańsi niż Elysium czy Eden Prime.

[2162-2164] Zamieszkały na New Zion.

wspomnienia #3

Rok: 2164
Skylliańskie Pogranicze
Mgławica Petra
Planeta: New Zion


New Zion to niewielka kolonia, jedna z bardziej wysuniętych. Za grosze można było dostać ziemię pod uprawę. Lubiłem to miejsce; było trochę jak dziki zachód ze starych westernów. Ojciec zrezygnował ze służby we flocie. Zainwestowali oszczędności w nowoczesny sprzęt rolniczy i założyliśmy plantację.

*wyciąg z rejestracji dronów*


Czterokołowy łazik brnął w gęstwinie roślin przypominających wielkie ziemskie paprotniki. Po kabinie kręcił się rejestracyjny dron.
- Fajnie masz, że ojciec zostawia ci Grizzlego - powiedziała Katherine. Dziewczyna miała zacięcie do prac domowych z biologii, a Bleys czasem woził ją w okolicach plantacji, by mogła filmować tutejszą florę i faunę. Chłopak zaśmiał się. Nie był jeszcze pełnoletni, ale prowadził już masywnego, lekko opancerzonego terenowego quada ojca, którego pieszczotliwie ochrzcili "Grizzly", jak bojowy wóz piechoty sojuszu - M29.
- A jaki ma wybór? Ktoś musi objechać farmę i sprawdzić ogrodzenie.
- Lepiej żeby nie znalazł nas Gordon. - Przyjaciel mamy był zastępcą szeryfa i niedawno wyjechał zbadać sygnał korwety kurierskiej obcych, która wylądowała awaryjnie kilkadziesiąt kilometrów od kolonii.
- Nie podoba mi się, że większość żołnierzy piechoty morskiej odleciała w zeszłym roku. Z nimi chyba wszyscy czuli się bezpieczniej na Zionie. W ANN podawali, że w ubiegłym tygodniu porwano cywilny transportowiec lecący do nas z Elysium...
- Nie martw się. Marines zostawili nam trochę ludzi i sprzętu. I systemy obronne. Słyszałaś o GARDIAN'ach? To zautomatyzowane wieżyczki najnowszej generacji. Rozprują kadłub każdego pirata, który zbliży się do kolonii.
Kath skinęła głową trochę uspokojona zapewnieniami brata, który podłapywał każdą nowinkę związaną z militariami.
Bleys zatrzymał quada na szczycie paprociowego wzgórza. Skanery pokładowe nie pokazywały żadnych dużych form życia w pobliżu. Otworzył górny właz i wyszli wraz z siostrą na dach transportera. Kath zajęła się swoimi dronem wyposażonym w kamery i podstawowe sensory. Bleys przeczesywał horyzont wojskową lornetką ojca. Nagle gwizdnął cicho, dostrzegłszy fragment kadłuba statku w listowiu.
- To chyba korweta, która prosiła dziś naszą wieżę o pomoc i pozwolenie na awaryjne lądowanie. Na burtach jest fragment napisu, ale nie potrafię odczytać. - Bleys dał maksymalny zoom, przyglądając się obcym symbolom.
- Daj popatrzeć. - Katherine wzięła od brata lornetkę. - To batariańskie znaki - powiedziała z przekonaniem. - "Proton II", chyba tak się powinno odczytać.
- Skąd znasz batariański alfabet? - zdziwił się Bleys.
- Batariański to jak lingua franca w systemach Terminusa. Cała masa istot go używa.
- Kiedy się tego nauczyłaś?
- Niektórzy nie szwendają się po niebezpiecznej okolicy tylko interesują obcymi kulturami. Co miałam robić, kiedy mój brat zostawiał mnie samą z VI, a sam wolał towarzystwo szczurów na Arcturiusie?
- Łał! - Bleys otrzymał właśnie cios w mięsień naramienny od Kath. - Jak na naukowca masz dobry prawy prosty, siostrzyczko. Zbierajmy się lepiej, zanim Gordon nas wypatrzy.

wspomnienia #4


Czas: 21 lipca, 2164
Tej nocy kilka tysięcy mieszkańców New Zion zostało zbudzonych przez huk wystrzałów dział akceleratorów masy i ryk silników fregat przelatujących tuż nad domami kolonistów. Nikt nie wiedział, dlaczego systemy GARDIAN nie rozpoczęły ostrzału agresorów. Dużo później z mediów dowiedziałem się, że jedni mówili o awarii systemu, a inni o sabotażu. Winnych nigdy nie znaleziono. System obrony, niewielki posterunek piechoty morskiej i kilka jednostek opancerzonych zostało zniszczonych z dział pokładowych trzech fregat krążących nad kolonią. Okręty zrzuciły kilka własnych uzbrojonych transporterów, które przy wsparciu z powietrza przeprowadziły korygowany atak, rozbijając resztę obrony kolonii.
Piraci spędzili tylu ludzi, ile tylko zmieściło się w ładowni niewolniczych fregat. Wśród nich byliśmy moja siostra i ja. Przez kilka długich lat mieliśmy nie wiedzieć, co stało się z mamą mającą tej nocy dyżur i z ojcem, który ruszył z bronią w ręku na pomoc stawiającym opór żołnierzom.

[2164 - 2168] Przetrzymywany w batariańskiej niewoli

wspomnienia #5

Rok: 2164
Otchłań Nemejska
Planeta: Ori'shan


Ori'shan była jedną z wielu "dzikich kolonii" działających poza oficjalnym prawem batariańskiego rządu. Port w którym wystawiono nas na sprzedaż tętnił życiem. Renegaci i nielegalni handlarze ze wszystkich zakątków galaktyki mogli się tu schronić i znaleźć robotę, podobnie jak na Omedze. Planeta utrzymywała dość ożywione stosunki handlowe z Systemami Terminusa. Moja siostra i ja wraz z wieloma innymi zostaliśmy zakupieni przez batarian sprawujących tutaj teokratyczną władzę. Ich przywódcą był Bel'Khar, zwany też przez miejscowych Prorokiem.

Wiele miejsc na tej skale wciąż było radioaktywnych po dawnym konflikcie nuklearnym. Między siedzibą Proroka a osłoniętym górami portem w Ori'shan szalały piaskowe burze uniemożliwiające lądowanie. Jechaliśmy w opancerzonych pustynnych transporterach. Wtedy pojawiła się moja pierwsza szansa. Wóz, którym mnie przewożono, został uderzony przez miażdżypaszczę. Batariańscy strażnicy nie mieli tyle szczęścia co ja i skończyli nieprzytomni lub martwi. Do dziś nie jestem pewien, jak udało mi się pokierować uszkodzonym łazikiem, by wydostać się ze strefy, w której miażdżypaszcza siała spustoszenie. Nie stawiałem oporu podczas kiedy reszta eskorty nas okrążała. Obcy, z początku nerwowi, okazali mi dziwny szacunek. Jednym z nieprzytomnych batarian w naszym cudem ocalałym transporterze był syn Bel'Khara.

wspomnienia #6


Batarianie docenili mój wyczyn i zostałem przeniesiony do grupy niewolników szkolonych jako żołnierze. Tutaj nawet niewolnik mógł piąć się po szczeblach kariery. Wszystkim uprowadzonym wszczepiano niewielkie chipy pod czaszkę; można było dzięki nim zlokalizować naszą pozycję w obrębie planety i nawet zdalnie pozbawić życia. Mając niewolników na elektronicznej smyczy, nasi oprawcy obiecywali większą swobodę tym, którzy wykażą się posłuszeństwem. Nadzorcy doskonale wiedzieli, że póki mają Katherine, będę robił co mi każą. Tymczasem musieliśmy poznać język i obyczaje obcych. Religia jaką propagował Prorok była mieszanką dawnych wierzeń batarian oraz interpretacją tego, co ich uczeni odcyfrowali z proteańskich zapisów. Bel'Khara był jednym z reformatorów dawnej religii. Wykradł jeden z antycznych Filarów Siły i wzbogacił go zapisami własnej interpretacji tego, co odczytał z wizualnych zapisów protean z księżyca Bira. Cały ów zapis na Filarach nazywany był Słowem. Wyznawcy Słowa wierzyli, że "rasy niższe", takie jak ludzie, kroganie, czy vorcha, są plagą, która w rękach najeźdźców doprowadzi do zagłady galaktyki. Rasy niższe miały jednak szansę na odkupienie, jeśli zrozumieją sens Słowa zapisanego na Filarach Siły i pojmą swoje miejsce w planie protean, który odczytali batariańscy prorocy.
Dla mnie był to zwykły religijny bełkot. Nawet jeśli uczonym udało się odszyfrować coś znaczącego z przekazu protean, było to wymieszane z szalonymi domysłami i naciąganą interpretacją. Wtedy jednak zacząłem żywić przekonanie, że jeśli rzeczywiście batarianie obawiają się ludzi, dominacji naszego gatunku, to mają po temu słuszne powody. Żaden inny gatunek nie rozwinął się i adaptował tak szybko tuż po sięgnięciu gwiazd, jak my.

wspomnienia #7


Niewolnicy, którzy wykazali się walecznością podczas pierwszego abordażu na wrogi statek, i którzy mieli wystarczająco dobre wyniki na treningach, byli kierowani na szkolenia Gwardii Proroka. Trening Gwardii prowadzony był na wzór Specjalnych Jednostek Interwencyjnych Hegemonii. Wykonywanie zadań podczas treningu po podaniu rekrutom środków powodujących silny ból, czy halucynogenów zaburzających funkcjonowanie zmysłów, tortury i przesłuchania polegające na wbijaniu igieł w nerwy, nie było tu niczym niezwykłym. Wpajano nam jednak, że trening i służba w Gwardii Proroka jest przywilejem. Nie było też mowy o zaniedbywaniu nauki. Gwardia nie miała być zbieraniną tępych osiłków. Czego by nie powiedzieć o Proroku, nie był głupi w swym szaleństwie. Miałem tylko nadzieję, że ja będę sprytniejszy, inaczej mój umysł zostanie usmażony przez czip kontroli pod czaszką.

Po czterech latach piekła, bezwzględnego posłuszeństwa wobec przełożonych i kilku misjach bojowych, zostałem pełnoprawnym członkiem Gwardii. To oznaczało udział w łupach i większą swobodę. Kiedy wylądowaliśmy z ładunkiem bojowych stymulantów na Omedze, postanowiłem działać. Poprosiłem o wizytę u lekarza. Wydłubanie sobie chipu kontroli przez jakiegoś konowała z Omegi nie wchodziłoby oczywiście w grę. Salariański lekarz, którego opłaciłem, wymienił kilka sposobów pozbycia się wszczepu, ale żaden mi się nie podobał. Usunięcie lub zdalna dezaktywacja nadajnika były ryzykowne; nawet gdyby się powiodło, po straceniu mojego sygnału batarianie nie wybaczyliby mi, a Katherine przypłaciłaby życiem moją ucieczkę. Lekarz z Omegi obiecał, że zawiadomi o mojej sytuacji Przymierze. Na adres w ekstranecie, który założyłem, przyszła wiadomość, że powinienem czekać cierpliwie, aż warunki pozwolą działać Sojuszowi i Radzie Cytadeli. Ale na mój e-mail przyszła jeszcze jedna wiadomość. Podpisana "Od przyjaciół". Autor wyjaśniał, że ratunek może nigdy nie nadejść. Rada jak i Przymierze nie mogą ryzykować tak dalekiej wyprawy w nieznane, która pochłonęłaby wiele sił, środków i zapewne doprowadziła do konfliktu z tutejszymi piratami i lokalnymi watażkami. "Przyjaciele" powiedzieli też, że mogą pomóc. Co miałem do stracenia? Opisałem swój plan ucieczki i poprosiłem o analizę. Dostarczyli mi własne wskazówki i urządzenie, które mogło z niewielkiej odległości dostroić się do naszych czipów pod czaszką i dezaktywować je.

wspomnienia #8


Rok: 2168
"Zdobądź ich zaufanie, a staną się łatwym celem" - powiedziałem Rannocowi, jednemu z krogan, który był w Gwardii dłużej niż ja. Spodobało mu się. Kroganin był dobrym żołnierzem Proroka, ale on też nie cieszył się z bycia psem łańcuchowym obcych. Którejś nocy, gdy nasza warta zbiegła się z radioaktywną burzą wokół Fortecy Proroka, pozbyliśmy się kilku strażników i wykradliśmy Katherine. Pozostało porwać jeden z pustynnych łazików i... wjechać w radioaktywną burzę, która zakłóci sygnał nadajników. Batariański odpowiednik licznika Geigera szalał coraz wyższymi dźwiękami, ale pancerz wozu szczęśliwie nie został spenetrowany niebezpieczną dawką promieniowania. Później musieliśmy zdezaktywować niewolnicze chipy i wydostać się poza zasięg burz, gdzie nie mogły lądować statki. Kryliśmy się w jaskiniach przed powietrznymi patrolami, by dotrzeć do punktu, gdzie w niewielkim porcie czekała na nas nieoznakowana korweta wysłana przez "Przyjaciół".

Kim byli tajemniczy "Przyjaciele"? Cóż, wtedy wierzyłem, że była to Fundacja Mleczna Droga niosącą pomoc ludziom cierpiącym z powodu działań obcych ras. Odtransportowali nas na Ziemię i wykazali najwyższą troskę o nasze dobro i zdrowie. Na Ziemi przeprowadzono z nami parę wywiadów jako cudownie ocalonymi. Nagrania zrobiły furorę, Fundacja Mleczna Droga dostała ponoć za to olbrzymi zastrzyk funduszy z datków. Prezes fundacji spotkał się z nami osobiście, ofiarowała mi i Katherine niezłe stypendium.

Po latach mogliśmy dowiedzieć się co stało się z rodzicami. Ojciec zginął podczas ataku piratów. Matkę zabrał na Illium jej dawny przyjaciel - Gordon. Podobno miała się dzięki temu pozbierać po tragedii jakiej doświadczyła. Moje śledztwo na Illium (w którym pomogli mi ludzie z Mlecznej Drogi) wykazało, że nie układało im się dobrze i mama chciała odejść po dwóch latach związku z Gordonem. Nie potrafiłem znaleźć Gordona, nie miałem pojęcia, co stało się z mamą, trop urwał się na kilka kolejnych długich lat.

[2168] Uratowany z batariańskiej niewoli przez agentów operacyjnych z komórki Junona, pracujących dla Fundacji Mleczna Droga. Wstępne testy agentów operacyjnych wykazują duży potencjał przydatności obiektu dla organizacji, silną motywację do nauki, jak i chęć niesienia pomocy ofiarom uprowadzeń przez obcych. Zainteresowany szkoleniem i karierą wojskową. Wraz z siostrą skierowany do uzupełnienia edukacji ogólnej, dalsze testy i obserwację.

[2169-2173] Przejęte dane szpiega Handlarza Cienia:
Obserwowany obiekt skierowany do świeżo założonej prywatnej wyższej szkoły wojskowej finansowanej przez Cord-Hislop Aerospace. Wykryta wysoka aktywność agentów Cerberusa w placówce; uczniowie poddawani subtelnej indoktrynacji oraz testom pod kątem ewentualnej współpracy i przydatności dla organizacji.
Spotyka się z działaczami młodzieżówki partii Terra Firma. Obserwacje wykazują pewną korelację z poglądami partii. Kontaktuje się z prawnikiem "Mlecznej Drogi" w sprawie możliwości nacisków na Sojusz, by ten interweniował w rejonach, gdzie ludzie są przetrzymywani jako niewolnicy. Naciski przynoszą jednak niewielkie efekty.


[2174-2175] Rekrutacja i służba jako młodszy agent w stopniu szturmowca.

wspomnienia #9


Po zakończeniu szkoły zdawałem sobie coraz mocniej sprawę z biurokratycznego paraliżu, jaki ogarniał Przymierze. To właśnie wtedy zacząłem próbować znaleźć kogoś, kto miałby kontakt z Cerberusem. Ale to oni znaleźli mnie. Dostałem propozycję służby na fregacie "Hierophant". Okręt był niezależną jednostką, która podpisała korsarski kontrakt z Przymierzem.
"Hierophant" wspierany był zarówno danymi przymierza, jak i wiedzą Cerberusa, i przeprowadził kilka skutecznych misji na Skylliańskim Pograniczu. Uwagę dowództwa Przymierza zwróciło odbicie jednej z naukowych placówek badawczych z rąk batarian, gdzie wykazałem się zdolnościami negocjacji, co pozwoliło na uwolnienie zakładników. List z gratulacjami od admiralicji poparty był otwartą propozycją pracy dla Przymierza.
Oficerowie dowodzący "Hierophantem" bardzo mi imponowali zarówno doświadczeniem, jak i niekonwencjonalnymi metodami pracy. Zdawali się mieć bardzo luźne podejście do wytycznych Przymierza podczas zlecanych misji; miałem wrażenie, że dzięki temu odnosili błyskotliwe sukcesy. Pod koniec trzyletniej służby na "Hierophancie" zostałem zabrany do jednej z tajnych placówek szkoleniowych Cerberusa. Oficerem prowadzącym szkolenie był Henry Barna, który zaplanował sześć lat temu odbicie mnie i Katherine z niewoli. Rozmowy z nim przekonały mnie całkowicie; jeśli miałem służyć ludzkości to chciałem to robić z maksymalną skutecznością. Skorzystałem z oferty Przymierza, a Cerberus zyskał lojalnego uśpionego agenta.
Ze względu na kilkuletnie doświadczenie bojowe i szkołę, rozpocząłem służbę Przymierzu w stopniu sierżanta. Zostałem przydzielony do jednostki szybkiego reagowania na pokładzie krążownika SSV Belgrad.

[2176-2185] Awansowany do rangi uśpionego agenta w szeregach Floty Przymierza.

[2176] Wywiad doniósł o ruchach obcych statków na obrzeżach naszych terytoriów w Systemach Terminusa. Gdy piraci przypuścili atak na Elisuim, SSV Belgrad przybył na miejsce jako jedna z pierwszych większych jednostek. Po zrzucie na planetę nasz oddział dostała rozkaz organizowania obrony naziemnej kolonistów. Przez parę godzin było naprawdę gorąco. Wkrótce przyszły jednak posiłki i zgłosiłem się, by spróbować rozmów z wycofującymi się batarianami, którzy wzięli zakładników. Przeciągałem rozmowy na tyle długo by jednostka szturmowa zajęła dogodne pozycje i ruszyła do ataku wybijając piratów z minimalnymi stratami w ludziach.

[2177-2178] Byłem zmotywowany sukcesami, które odniosłem. Zaliczone szkolenie N na Ziemi, a potem N2 w zerowej grawitacji na opuszczonych kopalniach asteroidalnych były tego dowodem. Już jako podporucznik dołączyłem do załogi korwety SSV Valetta, operującej ze stacji Arcturus. Specjalna jednostka linii N zajmowała się wojskowymi misjami ratunkowymi i dywersją na tyłach wroga. W czasie inwazji na Torfan wchodziliśmy do podziemnych instalacji piratów przez szyby wentylacyjne, więc przezywano nas "szczurami tunelowymi". Misje były ekstremalnie ryzykowne, ale chciałem się ich podejmować. Spędziłem kilka lat w podziemnej fortecy batarian i miałem największe szanse na przeżycie i sukces prowadząc oddział.

[2179] Odwiedziłem Ziemię i Kathrin, teraz już świeżo upieczonego lekarza. Dostała nawet atrakcyjny staż załatwiony przez Fundację Mlecznej Drogi. W rzeczywistości również przez Cerberusa. Na Marsie miałem możliwość wzięcia udziału w szkoleniu N3. Było trudno, bo udostępniona ilość tlenu w kombinezonach ledwie starczała na ukończenie zadań stawianych przez instruktorów.

[2180-2181] Wywiad Cerberusa postanowił naprowadzić Przymierze na trop ludzi powiązanych z atakiem na Elysium. W kryjówce ekstremistów na Skylliańskim Pograniczu rozpoznałem korwetę "Proton II", którą zobaczyliśmy wraz siostrą piętnaście lat temu, lądującą wtedy na New Zion. Jeden z jeńców zeznał, że Gordon Hersh był jego współpracownikiem. To obudziło we mnie demony przeszłości. Dlaczego wszystko działo się tak powoli? Dlaczego ten sukinsyn wciąż był żywy i na wolności? Awans na porucznika sztabowego był gorzkim pocieszeniem.
Szkolenie N4 kompletnie mnie zaskoczyło miejscem. Zrzut na spadochronach na starą platformę wiertniczą pełną zdradliwych miejsc. Mimo rozbieganych myśli o Gordonie i kontuzji przy trudnym lądowaniu udało mi się wykonać zadanie.

[2182] Szkolenie N5 było desantem na turiański krążownik wyłączony z czynnej służby. Byliśmy załadowani "ślepą amunicją" a na pokładzie czekało na nas komando Hierarchii. Komputery celownicze obliczały trafienia. Atakowaliśmy krążownik z kilku stron i wiedzieliśmy, że grupy, które poniosą zbyt wiele strat nie zaliczą szkolenia. Nie mogliśmy zatem potraktować tego jak zabawy. Dołożyć obcym było wręcz punktem honoru. Ci z nas, którzy byli w czołówce wyników wzięli udział we wspólnym z turianami desancie na stację w Trawersie Attykańskim, opanowaną przez przemytników chronionych przez dobrze zorganizowany oddział Krogan. To była trudna przeprawa, odłamki granatu i własnego pancerza wyciągano ze mnie zdecydowanie zbyt długo.

[2183] Wraz z awansem na komandora porucznika przyszło przeniesienie na fregatę głębokiego rozpoznania jako XO. Niesamowity statek. Mogliśmy przejść niezauważeni w głąb terytorium batarian. Rajd był udany, jednak odbiliśmy tylko kilkunastu niewolników. Byli to sami obcy, choć wywiad donosił wcześniej, że powinno też być wielu ludzi. Jedna z w wyzwolonych asari zeznała, iż z tutejszymi handlarzami spotkał się pewien człowiek. To był Gordon Hersh. To nie wszystko; asari twierdziła, iż podsłuchała o tym, jak Gordon organizował spotkanie łowców niewolników z obcymi, których rasy nikt nie potrafił rozpoznać. Obcych interesowali wyłącznie ludzie. Podobno zapłacili za niewolników swoją tajemniczą technologią. To było dla mnie wstrząsająca wiadomość. Nie miałem powodów by wątpić w słowa asari. Naciskałem na dowództwo jak tylko mogłem, byśmy poszli dalej tym tropem i dokonali kolejnego rajdu w tym obszarze, gdzie prowadziły ślady. Admiralicja jednak poinformowała mnie, że uważa owe doniesienia za błędny trop i zabroniła ich upubliczniania. Dostaliśmy rozkaz opuszczenie Systemów Terminusa.

[2184] Kolejna misja bojowa w celu odbicia niewolników zostaje odwołana ze względu na próby negocjacji pokoju z Hegemonią. Po ataku na Cytadelę Rada próbowała załagodzić konflikty w galaktyce i skupić się na wspólnej walce z gethami.
Szkolenie N6 zapamiętałem jako lodowe piekło. To były długie, wycieńczające marsze, przygotowane na kilku planetach o ekstremalnie niskich dla człowieka temperaturach. Na jednym z lodowych księżyców bez ustanku podawano nam z którego rejonu się wycofać, by wyjść poza zasięg spadających meteorów. Po szkoleniu zrzucano nas w polarne obszary, gdzie Przymierze prowadziło wiertnicze prace poszukiwawcze. Na jednej z planet niespodziewanie znaleźliśmy się w pobliżu podziemnej instalacji wydobywczej gethów.
Zaciekła walka zakończyła się dla mnie w ciężko uszkodzonym Mako po przyjęciu trafienia kolosa. Łapiduchy Przymierza poskładały mnie do kupy, lecz wiedziałem, że zdobytej dotąd wysokiej sprawności mogę już nie odzyskać.

[2185] Od jakiegoś czasu poczęły dochodzić sygnały ze Skylliańskiego Pogranicza, że w kilku ludzkich koloniach zaczęli znikać mieszkańcy. Wciąż nie byłem w pełni sprawny fizycznie, jednak zostałem przydzielony jako doradca wojskowy do rozmów z przedstawicielstwem Hegemonii. Przymierze miało zgodzić się na oddanie batarianom kilku systemów gwiezdnych w zamian za zdecydowane kroki w celu likwidacji piractwa w kilku miejscach Systemów Terminusa.

Rozmowy szły dobrze, dokonaliśmy ze wsparciem Hegemonii rajdu na pozycje batariańskich ekstremistów i znaleźliśmy kontenery z bronią biologiczną. Bronią, która miała odpowiadać za porwania kolonistów. Przymierze miało już odtrąbić zwycięstwo, kilku lokalnych polityków i wojskowych odpowiedzialnych za kolonie w Skylliańskim Pograniczu miało dostać pochwały i odznaczenia. Ja miałem otrzymać kolejny awans.
Cerberus był żywo zainteresowany tą misją, a ja zdawałem tajne raporty z przebiegu negocjacji i wspólnych działań z Hegemonią. Wtedy dostałem polecenie od Cerberusa - użyć szpiegowskiego oprogramowania na jednym z osobistych komputerów członka naszego korpusu dyplomatycznego. Zabieg okazał się strzałem w dziesiątkę. Wykradziona korespondencja sugerowała porozumienie z przedstawicielem Hegemonii i sfabrykowanie dowodów na porwania kolonistów. Wszystko zakończyło się medialną aferą.

Reportarz sieci Alliance News Network

Nie milkną echa afery po powrocie korpusu dyplomatycznego Przymierza, który toczył rozmowy z przedstawicielami Batariańskiej Hegemonii. Zapowiadająca się obiecująco obustronna współpraca doprowadziła do rzekomego wyjaśnienia tajemniczych ataków na kilka z kolonii w rejonie Skylliańskiego Pogranicza. Informacje, jakie wyciekły w czasie zakulisowych negocjacji, mogą dowodzić, iż dyplomaci obu stron manipulowali zdobytymi dowodami świadczącymi jakoby o wykryciu i pojmaniu sprawców ataku na kolonistów.
Komandor porucznik Bleys Belford, kilkukrotnie odznaczony za walki z piratami, został postawiony w stan oskarżenia przez prokuraturę wojskową z zarzutem o cyberszpiegostwo.
Przedstawiciele parlamentarnej opozycji z partii Terra Firma uważają, iż w świetle okłamywania opinii publicznej, postawienie bohatera Przymierza w stan oskarżenia jest skandalem.
Przewodniczący partii Charles Saracino oświadczył publicznie, iż ludzie tacy jak Belford to prawdziwi patrioci, i jeszcze dziś rano złoży wniosek o powołanie parlamentarnej komisji śledczej, która zbada aferę.

Tymczasem wyniki sondaży wyborczych dla Terra Firma są nadzwyczaj pomyślne. Oskarżana często o uprzedzenia i rasizm Terra Firma odrobiła z nawiązką straty ostatnich miesięcy.


Notatka prasowa ANN

Z braku wystarczających dowodów prokuratura umarza śledztwo w sprawie cyberszpiegostwa kmdr por. Bleysa Belforda. Raport komisji śledczej potwierdza, iż kilku polityków i wojskowych w porozumieniu z przedstawicielami Hegemonii próbowało manipulować dowodami w sprawie uprowadzeń kolonistów. Porwania były zapewne wynikiem działań innej grupy obcych. Belford, jak twierdzi w wywiadzie dla mediów, z powodu licznych kontrowersji wokół sprawy oraz korupcji w strukturach rządowych jak i wojskowych, której doświadczył, rezygnuje ze służby w siłach Przymierza.

[2186] Agent: Bleys Belford, Kryptonim Operacyjny: Torch
Po ostatnich wydarzeniach w których brał udział Torch i deklaracji poparcia dla Fundacji Mleczna Droga napływ funduszy do FMD zwiększony o 112% w skali sześciu miesięcy.
Polecenie: przydzielić do centrali w stopnia oficera.
Zmiana statusu: Kapitan fregaty "Hekate"



Hekate jest jednostką należącą oficjalnie do firmy transportu i ochrony "Centaur". Firma jest częścią jednego z holdingów wykupionych przez Cerberusa, który operuje w ryzykownych operacjach handlowych, również w Systemach Terminusa.

W rzeczywistości załoga Hekate stanowi część jednej z wielu sekcji Cerberusa, która wspiera inne priorytetowe dla Człowieka Iluzji zadania.
Okręt został zbudowany jako prototyp. Przed skonstruowaniem Normandii SR02 inżynierowie musieli przeprowadzić wiele testów, by zbudować własną wersję fregaty klasy Normandia. Hekate była modelem na tyle udanym, że po przeróbkach wprowadzono ją do służby we flocie Cerberusa.

Hekate nie jest typową fregatą przystosowaną do długiej wymiany ognia, lecz raczej szybką i cichą jednostką przeznaczoną do akcji "hit & run" misji szpiegowskich, ratowniczych lub rozpoznania.
Wyposażona jest w napęd Tantala i technologię maskującą. Uzbrojenie i pancerz nie są tak silne, jak na typowej bojowej fregacie. Smukły kadłub posiada pojedynczy osiowy akcelerator masy i wyrzutnię torped, zaś systemy GARDIAN, choć precyzyjne, są lżejszą wersją tej broni, która przegrzeje się szybciej podczas intensywnego ognia.

Jednostka wyposażona jest w sześć kompaktowych wydajnych silników antyprotonowych, po dwa na skrzydłach (o zmiennej geometrii) i dwa na rufie. Wszystkie silniki mogą w pewnym zakresie poruszać się niezależnie, co zdolny pilot jest w stanie wykorzystać do karkołomnych manewrów.
Na dziobie zainstalowano solidną antenę i zadbano o mocny układ komunikacyjny.

W hangarze mieści się prom klasy Kodiak oraz mech Atlas.



• Standardowy jasno-szary pancerz z logiem firmy "Centaur" na naramienniku. Na napierśniku grawerunek liter "Hekate" z psim łbem. Wąskie żółte pasy wzdłuż ramion i pośrodku napierśnika. W wersji bojowej pancerz przyjmuje ciemniejsze szare odcienie z wzorem moro.
• Mały krzyżyk na łańcuszku (zabrany z ciała biotyczki na podwodnej stacji Raitaro)
• Kilka kubańskich cygar.
• Zapalniczka Ronson z grawerunkiem loga Przymierza

  • Zalazł za skórę paru piratom, ściga od wielu lat Gordona Hersha, odpowiedzialnego za śmierć jego rodziców.
  • Negocjator wojskowy - potrafi blefować, wyczuć blef przeciwnika i zachować zimną krew nawet podczas ekstremalnie stresowych sytuacji. Zdolność naturalna jak i poparta szkoleniami i praktyką.
  • Siostra jest naukowcem Cerberusa.
  • Znajomość kultury batarian, ich języka, podstawy obyczajów obcych ras, jak i związane z tym obycie w Układach Terminusa.
  • W batariańskim kalendarzu klixen jest znakiem Bleysa.

ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Chiktikka i 1 gość