Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Ja'antian Actthan

25 sie 2015, o 21:25

Jak ten czas zapierdala.


638

MIANO Ja'antian "biotyk" Actthan

DATA UR. 17.03.2150r.

MIEJSCE UR. Palaven

RASA Turianin

PŁEĆ Mężczyzna

OBYWATELSTWA Palaveńskie

SPECJALIZACJA Strażnik

PRZYNALEŻNOŚĆ Hierarchia Turian

ZAWÓD Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik



Wykształcenie wyższe. Ukończona wyższa szkoła oficerska na Palaven.

Pokój nr.7, sektor D12, Pancernik 20, Siódma Flota Turian.


Turianin niskiego wzrostu. Twarz ozdobiona tatuażami plemiennymi typowymi dla turian. Można zaobserwować dość poważne rozdarcie lewego policzka, oraz liczne blizny. W większości spowodowane są nieudanymi manewrami lotniczymi oraz kilkoma wybuchami. Jego srebrne oczy są głęboko osadzone, przez co wielu osobom wydaje się, że świecą. Mówi powoli, dokładnie, lecz przez wieloletnią służbę zdarza mu się nadużyć przekleństw. Z jego mimiki nie da się nic odczytać, ponieważ Ja'antian potrafi świetnie ukrywać emocje. Nigdy nie podejmuje pochopnych decyzji. Ja'antian jest dumnym przedstawicielem turian, co dokładnie widać po jego sposobie chodzenia, wyprostowany, głowa zadarta do góry, ale mimo to szanuje inne rasy.
Wzrost i waga: 179cm, 81kg
Skóra/karapaks: Gruba, z licznymi wypustkami, szaro-niebieska.
Oczy: Srebrne.
Włosy: Brak.
Znaki szczególne: Rozdarty lewy policzek.


Ja'antian jest apodyktyczny, można to było zauważyć już w jego dzieciństwie podczas zabaw z kolegami na podwórku. Gdy bawili się w np. atak na krogan, zawsze musiał być Admirałem Floty. Ja'antian nie toleruje sprzeciwu jak również złego wykonania zadania, jednak gdy ktoś dobrze wykona zlecenie, bywa bardzo hojny. Kiedy składa komuś obietnicę, zawsze jej dotrzymuje i wymaga tego od innych. Nielubi okazywać jakichkolwiek uczuć, ponieważ uważa to za osłabiające. Nie ma żadnych zahamowań przed mordowaniem, o ile umożliwi mu ono osiągnięcie wyznaczonego celu. Dla przyjaciół jest miły, choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, natomiast dla wrogów bezwzględny. Jego celem do którego dąży, oprócz zostania Admirałem Floty, jest zwiedzenie miejsc, w których nikt, nigdy nie był. Ja'antian raczej niczego się nie boi, chyba że bardzo skrycie.
Zainteresowania: Kobiety.
Lęki: -
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Zawsze po bitwie zaznacza na desce rozdzielczej swojego myśliwca ilość zestrzelonych najeźdźców.
Uzależnienia: -
Znaki szczególne:


Ja'antian miał dosyć kiepskie dzieciństwo. W wieku lat 4 zostały mu wszczepione implanty biotyczne. Od 5 roku życia uczył się podstaw technologicznych. Przez większość czasu ćwiczył korzystanie z mocy jak i omni-klucza, jednak czasem zdarzały się dni wolne od nauki, kiedy to mógł wyjść i pobawić się z przyjaciółmi. Mimo że był obdarzony mocami biotycznymi, nie szło mu to za dobrze. Prawdopodobnie spowodowane to było problemem z koncentracją. Kiedy miał 6 lat zmarła jego matka. Powodem śmierci była nieuleczalna choroba. Ojciec był wojskowym, mimo że załamał się śmiercią żony, musiał się opiekować synem i pełnić służbę wojskową. Gdy wyjeżdżał na misję, zostawiał syna z opiekunką. Pewnego razu kiedy wyruszył, już nigdy nie wrócił. Oficjalna wersja głosi, że cały oddział zginął w walce, jednak nie zostało to nigdy potwierdzone. Osierocony Ja'antian trafił w ręce opiekunki, której nienawidził. W ten sposób mijały kolejne lata, a nauki nie ubywało.

Jednak musiało się to zmienić. Bądź to przez brak perspektyw, bądź przez kaprys opiekunów, w wieku 9 lat, musiał, wraz z nimi, przeprowadzić się do małej kolni w pobliżu ojczystej planety - Palaven. A co za tym idzie, musiał zapomnieć o przyjaciołach. Niestety podczas podróży natrafili na deszcz meteorów, na tyle mocny by przebić osłony statku. Widząc to, opiekunowie umieścili Ja'antiana w kapsule ratunkowej i wystrzelili w przestrzeń kosmiczną, sami mieli wsiąść do kolejnych, lecz nie zdążyli, gdyż jeden z kamieni trafił w napęd wysadzając cały statek. Eksplozja posłała kilka meteorów w stronę kapsuły niszcząc moduł łączności i sensory wyszukujące najbliższą powierzchnię planety oraz odepchnęła ją. Tak leciał w niewiadomym kierunku dzień, drugi, czwarty, dziesiąty. Kiedy tak krążył w nicości, miał dużo czasu na przemyślenia przeszłości oraz marzenia o przyszłości, które pomagały mu zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Pewnego dnia straszliwy wstrząs zbudził go ze snu. Gdy tylko otworzył oczy, zobaczył lufę pistoletu M-3 Predator wycelowaną w jego głowę.
- Żadnych gwałtownych ruchów! Możemy sobie nawzajem pomóc, tylko się nie ruszaj.
Powiedziała postać, której wcześniej nie zauważył, gdyż skupiony był na lufie. Spojrzał na nią, była to quarianka. Miała około 180cm wzrostu i typowy kombinezon quarian, przez który nie było widać jej twarzy.
- Ja... byłem w podróży... później deszcz meteorów... wszędzie skały... uciekłem kapsułą... a moi opiekunowie... opiekunowie tam zostali... wybuch... ja... ja się boję! - wycedził przerażony Ja'antian.
- Spokój! I tak nic z tego nie zrozumiałam. - odłożyła broń - Umiesz strzelać?
- J-ja?
- Nie, ja! Oczywiście, że ty.
- Nigdy nie miałem broni w rękach.
- Umiesz cokolwiek?!
- Znam się trochę na biotyce i technologi.
- Dobra. Może być. Choć za mną. - Quarianka szarpnęła go za ramię. - O! I tak przy okazji jestem Ket'Nara nar Defrahnz.
W ten oto sposób został zwerbowany na statek piratów. Później dowiedział się, że potrzebowali kogoś kto posprząta lub przyniesie alkohol kapitanowi i w razie potrzeby zastąpi kogoś z ekipy.

Ja'antian, nie mając lepszej możliwości, grzecznie sprzątał statek. Któregoś razu się zdarzyło, że do napadu brakowało jednej osoby, więc trzeba było wziąć młodego turianina. Plan wyszedł świetnie, biotyk się spisał, od tej chwili kapitan zawsze zabierał go na misje. Tak mijały dni, miesiące, lata. Ket, przez ten czas, była jego jedyną bratnią duszą. Czas wolny zawsze spędzali razem na rozmowach oraz grze w karty i tak przez 6 lat.

Kolejnym celem był bogaty, turiański kupiec. Plan zakładał pojmanie go, wymuszenie okupu, a w razie spłacenia, wypuszczenie go. Lecz mimo, że okup trafił do nich i tak poderżnęli kupcowi gardło. Ja'antian nie lubił łamać obietnic. Udał się do Ket, żeby o tym pomówić. Quarianka była zajęta pisaniem czegoś w rodzaju pamiętnika na Datapadzie, na łóżku, nagle do jej kajuty wpadł oburzony biotyk.
- Jak on mógł to zrobić! Przecież obiecał! - warknął turianin.
- O co chodzi, dzieciaku? - spytał zdziwiona quarianka rzucając Datapada koło poduszki.
- O to, że kapitan nie dotrzymuje obietnic! Tak się nie robi!
- Nie musisz krzyczeć przecież siedzę przed tobą. - machnęła ręką tak aby wsunąć urządzenie pod poduszkę - Jemu chodzi tylko o zysk.
- I co?
- I to, że i tak nie masz jak tego zmienić, on jest taką a nie inną osobą.
- Zmienić nie zmienię, ale mogę zakończyć. - dobył M-5 Falangę.
- Co ty planujesz?
- Zastrzelę go, po prostu zastrzelę.
- Nie rób tego. Nawet jeśli ci się uda załoga cię znajdzie i zabije. - Ja'antian już jej nie słuchał, odwrócił się i szedł w kierunku wyjścia lecz nie zdążył. Nagły ból w okolicy potylicy... upadek... ciemność. Obudził się w kapsule ratunkowej, rozejrzał się, zobaczył Datapada, włączył ostatni wpis:

"Wybacz, że Cię ogłuszyłam. Ja po prostu chciałam Cię chronić. Gdybyś zastrzelił go, kapitan by Cię zamordował. Nie mogłam do tego dopuścić. Jeśli naciśniesz niebieski przycisk wyślesz sygnał SOS, ktoś na pewno Cię znajdzie. Szkoda, że nie było dane nam być razem. Teraz musisz o mnie zapomnieć i zadbać o swój tyłek.
Twoja Ket"


Wysłał sygnał SOS i czekał. Przez ten czas stwierdził, że uczucia osłabiają, z ich powodu podejmuje się złe decyzje. Wysłanie sygnału SOS miało dwie strony, dobrą i złą. Dobra była taka, że go znaleziono. Natomiast zła, że go rozpoznano jako pirata.

Stanął przed sądem za liczne morderstwa i kradzieże, sąd wystawił wyrok śmierci lub 15 lat w koloni karnej w zawieszeniu na 20 lat służby wojskowej, do wyboru przez skazanego. Ja'antian wybrał karę w zawieszeniu. Jako turianin z mocami biotycznymi powinien trafić do oddziału przeznaczonego specjalnie dla biotyków, jednakże, przez to, że od 9 roku życia nie korzystał z mocy i dosyć krótko się uczył, nie potrafił zbyt wiele nawet z podstaw. Jednoroczne szkolenie poszło wyśmienicie, Ja'antian okazał się świetnym strzelcem oraz pilotem, jednak jego biotyka nie poszła naprzód. Teraz pojawił się duży problem, przydzielić go do Kabali, gdzie byłby praktycznie bezużyteczny, czy wykorzystać talenty? Jedno co było pewne to to, że nie mógł należeć do żadnego oddziału naziemnego, ponieważ w sytuacji, gdyby należało szybko zareagować, mógłby nieświadomi użyć biotyki. Prawdopodobnie skutkowałoby to buntem pozostałych żołnierzy. Z obawy o to, został przydzielony do eskadry lotniczej. Jednak mało przestrzeni w kokpicie uniemożliwiało korzystanie z biotyki. Z drugiej strony jest biotykiem, co jest bardzo rzadką cechą, więc trzeba go jakoś nagrodzić. Najprostsze rozwiązanie? Oczywiście wysłać go do szkoły oficerskiej.

Kolejny rok szkolenia zakończył się sukcesem. Teraz w pełni mógł służyć w eskadrze, której zadaniem było chronić statki kupiecki przed kolejnymi atakami piratów. Młody podporucznik z pewnością zapamięta swoją pierwszą misję.

Ja'antian przed pierwszym zadaniem był lekko podekscytowany. Niby już latał statkiem, ale nigdy nie było to tak "profesjonalne" jak teraz. Lecieli w zwartym szyku. Jeden przed statkiem, drugi za. Trzeci i czwarty z prawej i lewej strony, niżej względem statku kupieckiego. A ostatni nad nim. Ja'antian leciał z prawej strony. Misja przechodziła gładko. Spokój, nic się nie dzieje. Weszli w atmosferę małej planety, na której byłą kolonia turian. Do miejsca lądowania był jeszcze spory kawał drogi. Wpadli w zasadzkę. Zanim ktokolwiek zareagował, nieoznakowany statek wystrzelił serię z dział. Myśliwiec Ja'antiana nie wytrzymał siły ognia napastnika, został poważnie uszkodzony. Biotyk nie mógł utrzymać maszyny w powietrzu, musiał się katapultować. Procedura przeszła pomyślnie, niestety jeden z odłamków rozsypującego się myśliwca pomknął w stronę pilota, rozpruwając hełm jak i jego lewy policzek. Ja'antian stracił przytomność. Obudził się w szpitalu.

Po kilku misjach zaprzyjaźnił się z resztą pilotów, mianowicie: Quintentosem Epiusem, Nelickem Lenynem, Joraetrusem Sianarem oraz Septianem Kasanarem. Nowi znajomi nazwali go "biotykiem", ze względu na to, że jako jedyny w eskadrze posługiwał się mocą. Przez 18 lat wszystkie misje kończyły się sukcesem, piraci już nie atakowali statków kupieckich, przynajmniej tych, które eskortowała ich eskadra. W uznaniu zasług 33 letniego biotyka-pilota dosyć niechętnie dano mu awans. Został przydzielony do Siódmej Floty Turian, gdzie, jako porucznik, dostał własną eskadrę, do której sam mógł wybrać pilotów. Oczywiście wybrał swoich dawnych znajomych z eskadry eskortowej. I tak minęło kolejnych 3 lat na patrolowaniu wielu rejonów galaktyki. Niektórzy zaczęli nazywać ich "Diamond Claws", ponieważ "rozrywali" przeciwników.



Brak własnego środka transportu. Używa myśliwca floty. Cechą charakterystyczną tego myśliwca jest namalowane rozdarcie pazurami z prawej strony kadłuba.



Standardowy generator tarcz
omni-klucz "Primo"
20 tysięcy kredytów
lekki, szczelny pancerz pilota opłacony przez armię

-

Ja’antian Actthan

Avatar użytkownika
 
Posty: 117
Dołączył(a): 19 sie 2015, o 18:46
Miano: Ja'antian Actthan
Wiek: 36
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianie
Zawód: Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik.
Lokalizacja: [Mgławica Węża > Wdowa] Cytadela, kilka dni przed końcem przepustki
Kredyty: 21.565

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość