Korlus, znany jako cmentarzysko statków kosmicznych jest obecnie siedzibą wielu grup najemników, między innymi Błękitnych Słońc, którzy ponoć wykorzystują wraki statków do badań nad nowoczesnym uzbrojeniem. Planeta nie posiada biosfery (efekt cieplarniany trwa od dawna przez aktywność wulkanów).
LOKALIZACJA: [Mgławica Orła > Imir]

Bar "U Jacka"

4 cze 2015, o 16:54

Obrazek


Bar "U Jacka" to prosperująca już od dawna, mała speluna urządzona we wnętrzu hangaru starego frachtowca, którego przednia część jest niemal doszczętnie zniszczona. Statek na boku ma już niemal całkiem zamazany napis "Jacksonville", a przynajmniej tak obstawia większość osób, bowiem najwyraźniej widać tylko początek - Jack, skąd wzięła się nazwa baru. Część lubi twierdzić, że statek nazywał się Jackass.
Właściciel, co do którego większość spodziewa się, że ma na imię Jack, w rzeczywistości jest podstarzałym, starym trepem o imieniu Bernard, choć mało kto zdaje się to respektować. Pozbawiony prawej ręki i lewej nogi, codziennie opowiada coraz to różne historie o tym, jak do tego doszło - od ataku na bazę Zaćmienia, przez wojnę pierwszego kontaktu, po atak miażdżypaszczy na Tuchance.
Nie wiadomo, ile konkretnie ma lat, ani jaka jest jego prawdziwa historia - lubi też mówić, że przybył na Korlus, bo brudne powietrze przypomina mu Stany Zjednoczone, a chamscy ludzie wokół - rodzinne Detroit. Na pewno miał wspólną przeszłość z Błękitnymi Słońcami, być może przez krótki okres czasu robił z nimi interesy. Obecnie prowadzi ten mały bar, który przyciąga rzeszę ludzi aktualnie przebywających na Korlus - głównie najemników, chcących odpocząć po całodziennym patrolu.
Nie oferuje co prawda kobiet, ale żongluje alkoholem, informacjami i śmiesznymi historiami. Codziennie dziesiątki osób różnych ras upijają się w tej spelunie, by następnego dnia wrócić, jako stali bywalcy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

9 cze 2015, o 09:38

Logan dawno już przestał kwestionować reguły i motywacje, które rządziły dowództwem Przymierza. Kiedy więc dostał kolejne zadanie, mające odwrócić jego uwagę od próby rozwikłania zagadki znikających kolonistów, ani trochę się nie zdziwił. Do pewnego stopnia nawet się cieszył, ostatnich kilka dni spędził nieco w zawieszeniu, no i wciąż czekał na nowego łącznościowca, po tym jak w „tajemniczych okolicznościach” załogę Midway opuściła Heather. Trochę mu ulżyło z tego powodu, ta kobieta doprowadzała go do zbyt wielkiego bólu głowy.
Na szczęście łatwo udało mu się stłumić myśli o niedawnych wydarzeniach, skupiając swoją uwagę na właśnie przeglądanych aktach. Isaac White, zbieg, poszukiwany przez samo Przymierze. Jednocześnie brak jakichkolwiek informacji na temat tego za co generalicja tak bardzo chce mieć go w swoich rękach. Do tego premia za wciąż oddychającą przesyłkę – czyżby chodziło o informacje? Prawdopodobnie sądząc po małym rekonesansie Laskina w ogólnie pojętej przestrzeni wirtualnej, z której zdołał wyłowić inne, mniej oficjalne ogłoszenie dotyczące tej samej persony.

Z oczywistych względów nie chcąc wzbudzać zamieszania, „zaparkował” Midway na orbicie Korlusa, dodatkowo aktywując systemy maskujące okrętu. Ostatecznie wolał nie ryzykować, że jakiś narwany najemnik dopadnie do konsoli i postanowi aktywować systemy obrony laserowej planety. Może i to miejsce wyglądało jak jedna wielka rupieciarnia, ale tylko skończony idiota uważałby, że Błękitne Słońca nie zabezpieczyli swojego podwórka. No a ponieważ to miała być prosta misja, a nie początek manewrów wojskowych, wolał nie komplikować zbytnio spraw.

Na planetę dostał się transporterem, przy którym zostawił Carstena i Junko, którzy stanowili dostateczne wsparcie. Dodatkowo nie chcąc wzbudzać podejrzeń, założył na siebie prosty, czarny pancerz pozbawiony zbędnych, zbyt łatwo kojarzonych z armią symboli.
Sprawnie lawirując w ekstranecie, bez problemu znalazł jakże popularną w tych stronach spelunę czyli bar „U Jacka”. Z wciąż aktywnym komputerem, widowiskowo mieniącym się wokół jego lewego przedramienia, aktywował moduł komunikacji i po krótkiej chwili wydał jeden konkretny dźwięk.
- Komandorze.
Widocznie nie musiał mówić nic więcej, bo odezwała się dokładnie ta sama osoba, do której skierował swoje słowa.
- Majorze – chropowaty głos Duboffa był zbyt charakterystyczny, by móc go pomylić z czymkolwiek innym.
- Niech Laskin monitoruje aktywność radiową w promieniu kilometra od mojej aktualnej pozycji – nie żeby istniała szansa na wychwycenie faktycznej rozmowy, ale nawet samo natężenie przesyłanych sygnałów mogło ostrzec go przed nadciągającymi kłopotami.
- Już się tym zajmuje.
- Dziękuję.
Więcej nie musiał mówić, praca z profesjonalistami ma ten niewątpliwy plus, że nawet bez niańczenia doskonale wiedzą co mają robić.
Rossowi zostało więc już tylko jedno. Dezaktywował omni-klucz i jakby nigdy nic przekroczył próg baru. Już bardziej podświadomie obiegł spojrzeniem całe wnętrze, wychwytując każde potencjalne zagrożenie jakie mógł zarejestrować. Teraz zostało mu tylko znaleźć delikwenta, a jeśli nie, po prostu usiąść przy barze i grzecznie poczekać, jednocześnie szukając osób, od których mógłby spróbować wyciągnąć potrzebne informacje, czyli gości wyglądających na stałych bywalców. Ostatecznie jeśli ktoś zna tu całą obsługę z imienia, albo zamawia „to co zwykle” to jest tu nie pierwszy raz i prawdopodobnie choć otarł się o jego dzisiejszy cel.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

9 cze 2015, o 12:37

Już po przekroczeniu progu, Ross wiedział, że możliwe zagrożenia mogą nadejść z każdej strony. Brudny, zatłoczony i śmierdzący bar pełen był typów, których mogłoby się określić jako "spod ciemnej gwiazdy". Kilkanaście stolików skoncentrowanych bardziej pod ścianami pomieszczenia obsadzonych było przez co najmniej trzy osoby siedzące przy jednym. Większość osób nie miało na sobie ani kapturów, ani hełmów, lecz zdecydowana większość miała na sobie założone pancerze.
Z wolna ruszając do przodu, nie przykuwał uwagi wszystkich, nie zastała też nagła, dramatyczna cisza z chwilą jego wejścia. Kilku siedzących najbliżej środka, którym szedł major, spojrzało na niego spode łba, nie rozpoznając znajomej twarzy. Logan jednak kierował się do baru, przy którym trwała równie ogromna wrzawa.
Stojący za ladą, starszy mężczyzna o rumianej twarzy śmiał się głośno i rubasznie, jednocześnie mocno gestykulując obiema dłońmi i opowiadając historię do pozostałych, rozbawionych mężczyzn robiących mu za słuchaczy. Ross usiadł koło jednego, niemal zupełnie pijanego mężczyzny, wpatrującego się we właściciela lokalu.
Ten nie zauważył nawet nowego przy barze, przy którym siedziało co najmniej sześć osób.
- I ja mu wtedy... słuchajcie... - wyrzucił z siebie, unosząc palec wskazujący dość topornie wykonanej protezy, która zastępowała mu całą, jedną rękę. - Tak do mnie mówić nie będziesz, zasrańcu! I podnoszę broń, celuję w niego, ten już się napina i chce mi wpierdolić... I strzelam!
Uniósł nagle ręce, a wśród słuchaczy poniósł się krzyk. Zadowolony z wywołanego efektu, odczekał chwilę i kontynuował.
- A tu kurwa broń przegrzana! Jak mnie złapał, mówię wam... w życiu tak wkurwionego kroganina nie widziałem!
Łatwo było wywnioskować, że słynny Bernard - "Jack" - nie zamierza łatwo zakończyć swojej opowieści, a wśród jego pijanych słuchaczy z pewnością Ross nie znajdzie informacji. Nie mając zbyt wielu opcji do wyboru, przeniósł swój wzrok na salę.
Wszystko wydawało się w porządku. Pijani, rozgadani, pijący. Niektórzy grali w karty. Wśród wszystkich, po chwili dostrzegł coś niespotykanego w tym miejscu - jeden, wciśnięty w sam kąt i skryty w mroku stolik, który tworzyła stara skrzynie. Na jej mniejszej wersji, oparty o ścianę, siedział samotnie jeden mężczyzna i, sądząc po zawartości popielniczki, wypalał właśnie szóstego papierosa. Na głowie miał kaptur, nie hełm, lecz reszta jego ciała pokryta była pancerzem.
Obserwował cały czas lokal, mając bardzo dogodne miejsce. Koło jego stolika widoczna była krótka drabinka, prowadząca zapewne na wyższy pokład tego zdezelowanego frachtowca. Ross łatwo ocenił przydatność zajęcia takiego miejsca - widział wszystkich, prawie nikt nie widział jego. W razie czego miał gdzie uciekać, do góry, zmuszając możliwego napastnika do pogoni za nim.
W tym właśnie momencie, wzrok nieznajomego spotkał się z tym Logana. Major rozpoznał w nim coś znajomego - spojrzenie, które z równym uporem wpatrywało się w niego z plakatu oznajmiającego nagrodę za jego głowę.
Isaac White nie poruszył się ani na moment. Zgasił papierosa o blat stołu i, ignorując popielniczkę, wyrzucił go w bok, nie spuszczając wzroku z Rossa. W każdej chwili, gdyby tylko Logan wstał z krzesła barowego i ruszył w jego kierunku, zamierzał rzucić się w kierunku drabinki i spróbować szczęścia w ucieczce do innej części frachtowca. W barze było zbyt głośno, by krzykiem się z nim porozumieć - możliwe, że podejście było więc jedyną opcją Logana.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

10 cze 2015, o 19:17

Sytuacja nie rozwijała się po jego myśli, ale akurat do tego zdążył już przywyknąć. Naturalny element otoczenia wpisany w życiorys członka linii T, jakby nie patrzeć słynącej z elastyczności i umiejętności dostosowania do sytuacji. Major przez krótką chwilę rozważał swoje opcje. Ciężko było powiedzieć, że miał ich wiele. Wystarczyło drgnąć by White rzucił się do ucieczki tworząc całą masę kłopotów. Jak łatwo ocenić zmiana prostego zadania w idiotyczny pościg nie leżała w jego planach na spędzenie dzisiejszego dnia.
- Poproszę whisky – rzucił do barmana odwracając wzrok od White’a. Zawsze istniała szansa, że po prostu uśpi jego uwagę. Jakby nie było, obecnie siedział napięty jak struna i wystarczyło drgnąć, by zaczął spieprzać ile fabryka dała.
Odbierając swojego drinka jakby nigdy nic ruszył w stronę najbliższego wolnego stolika, nie kierując się w żadnym wypadku kryterium bliskości swojego celu. Oczywiście gdyby ten nagle zerwał się do ucieczki, Logan był gotowy i mógł bez większych trudności rzucić się w pogoń. Dla świętego spokoju wolał jednak w pierwszej kolejności spróbować trochę rozeznać w okolicy.
O ile udało mu się usiąść, uruchomił omni-klucz i dał swojemu dwuosobowemu wsparciu znać w informacji tekstowej żeby w miarę czego byli gotowi do pogoni. Następnie spędził jakiś kwadrans uważnie przyglądając się rozwojowi wydarzeń. Jak przystało na snajpera, miał dość cierpliwości, by siedzieć całymi dniami w absolutnym bezruchu, czekając aż cel wejdzie mu pod lunetę. Spędzenie kilkunastu minut nad szklanką whisky było więc zdecydowanie miłą odmianą.
Jeśli natomiast White nie zdecydował się na ucieczkę i zamiast tego siedziałby na swoim miejscu, wciąż w niego wpatrzony, w pewnym momencie po prostu spróbowałby go przywołać dyskretnym ruchem dłoni. Kto wie, może będzie na tyle zaintrygowany, by podejść. W końcu zawsze może sobie uroić, że Logan pracuje dla jakiegoś brokera informacji albo innej osoby, która mogłaby zaoferować mu ochronę w zamian za kilka nowinek na boku.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

14 cze 2015, o 14:22

Barman najwyraźniej dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że do jego lokalu weszła nowa osoba. Przez ułamek sekundy zaprzestał opowiadania, łypiąc okiem na Rossa i próbując przypisać jego twarz do tych już mu znanych. Nie doszukał się, niestety, w nim żadnego z lokalnych klientów, lecz nie dał po sobie poznać zdziwienia. Kontynuował, ku uciesze słuchających, swoją historię, jednocześnie zdrową ręką z hukiem kładąc przez majorem szklankę. Po krótkiej chwili szukania odpowiedniej, niepustej butelki, wyjął zabrudzoną, napoczętą whiskey o wątpliwej jakości alkoholu wewnątrz i nalał trunku do wcześniej postawionego na ladzie naczynia.
Nie wyrażał chęci uregulowania zapłaty teraz - najwyraźniej większość osób tutaj piła na rachunek, którym zajmowano się potem. Nic dziwnego - bar ten z natury nie przyciągał zbyt wielu osób spoza planety, a ktokolwiek z lokalnych do niego trafiał, na pewno powracał po kilku dniach. A jeśli znowu chciał się napić, musiał dbać o to, by ktokolwiek chciał mu coś sprzedać.
Kątem oka, ruszając do stolika, Logan dostrzegł, że mężczyzna drgnął. Jak gdyby każdy mięsień jego ciała nastawiony był na ucieczkę, gdy major wykonał ruch, White był gotowy. Jak jednak się okazało, Ross nie podszedł bezpośrednio do mężczyzny, wybierając któryś z wolnych stolików.
Logan otrzymał potwierdzenie przyjęcia nowych informacji przez resztę swojego zespołu. Mógł usiąść na miejscu i skosztować ohydnej, mocnej whiskey, jaką mu nalano. Jednocześnie nietrudno było mu znaleźć kontakt wzrokowy z Isaaciem - poszukiwany nie spuszczał z niego oka.
W reakcji na gest wykonany przez Rossa, White jedynie uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Minęło może dziesieć sekund, gdy najwyraźniej zmienił zdanie względem komunikacji z Rossem. Uruchomił swój omni-klucz i wskazał na niego, wyraźnie chcąc, by major pozwolił mu na taką komunikację. Po chwili Logan otrzymał informację o chęci nawiązania połączenia przez osobę znajdującą się w tym pomieszczeniu. Jeśli tylko się zgłosił, Isaac, jednocześnie mimochodem przenosząc wzrok na bar, nawiązał rozmowę.
- Obcy facet chce ze mną porozmawiać dzień po pojawieniu się ogłoszeń - parsknął cicho śmiechem, lecz nie było w tej reakcji radości. - Czego chcesz?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

14 cze 2015, o 17:19

Przynajmniej nie rzucił się do ucieczki. Logan miał więc szansę na uniknięcie pościgu. Nawet jeśli tutejsi rezydenci byli tylko narwańcami, którzy nawet nie stali koło kogoś z jego wyszkoleniem, wizja wymiany ognia z dwudziestoma najemnikami nie widziała mu się jako coś do czego chciałby doprowadzić. White wyszedł z inicjatywą co dobrze wróżyło, Ross musiał teraz tylko dowieźć sprawę do linii mety.
- Prosto do rzeczy? - Mimowolnie wzruszył ramionami. - Biorąc pod uwagę, że wciąż siedzisz w pierwszym miejscu w jakim ktokolwiek będzie cię szukał, do tego na planecie gdzie większość sprzedałaby twoje zwłoki za połowę ceny wywoławczej, myślałem że nie jesteś w aż takim pośpiechu.
Nigdy nie widział się w roli członka linii B albo S, dla których manipulacja jest równie istotnym narzędziem jak omni-klucz dla kogokolwiek z T, ale znał się na ludziach i wiedział, że musi wypaść tu tak naturalnie jak to tylko możliwe.
- W porządku, więc czego chcę? W skrócie tego czego wszyscy inni. Z tą różnicą, że zamiast wysyłać za tobą łowców głów, a potem spędzić wspólnie miesiące wypełnione nader bolesnymi przesłuchaniami, wolę zapłacić ci dostatecznie dużo żebyś mógł zapaść się pod ziemię.
Logan raz jeszcze przesunął wzrokiem po sali wypełnionej typowo szemraną klientelą. Musiał ograniczyć tak typowe dla siebie lustrowanie pomieszczenia, to mogłoby zdradzić wojskowe szkolenie zakodowane w jego DNA.
- Nie mamy dużo czasu i wbrew temu co możesz sobie wmawiać, nie jesteś tu bezpieczny, więc powiem wprost, planuję dopić drinka, a potem wyjść. Dokładnie tyle masz czasu by podjąć decyzję - na końcu, dla dodatkowego podkreśleni dramatyzmu, przechylił szklankę i wlał w siebie dobre dwie trzecie jej zawartości.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

14 cze 2015, o 18:15

White nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, czekając, aż Ross dojdzie do samego końca swojego wywodu. Przez cały ten czas nie spuszczał wzroku z Logana, jakby bojąc się, że, mimo pokazywanych przez niego intencji, mężczyzna zrobi nagły ruch i wyciągnie pistolet.
Gdy major doszedł wreszcie do ostatniej kwestii, oznajmiając, że zamierza wyjść jak tylko dopije zamówioną wcześniej whiskey, reakcja Isaaca była natychmiastowa.
- Jeśli wiesz, dlaczego mnie ścigają, to wiesz też, że to tak nie działa - warknął, zapominając się i używając tonu na tyle głośnego, że słychać go było przy sąsiednich stolikach.
Westchnął cicho, przecierając dłonią twarz i wyglądając na pogrążonego w głębokim zamyśleniu. Przesuwał wzrokiem po ubrudzonej powierzchni stolika, po pełnej niedopałków popielniczce, a wreszcie po reszcie sali. Mało kto wyglądał na zainteresowanego nim lub Rossem, przynajmniej przy pierwszych oględzinach.
- Jesteś z Przymierza - rzucił nagle, tonem stwierdzającym fakt, a nie pytającym.
Loganowi ciężko było stwierdzić, czy rozpoznał to po jego zachowaniu, mimo pozbawionego symboli pancerza, czy też było to strzelenie w ciemno. Nie widać było wyrazu twarzy White'a, gdyż skryta była ona pod kapturem. Ciężko też było stwierdzić, jak pewny jest tego, co właśnie powiedział.
- Gdyby przysłał cię ktoś inny... Byłaby opcja. Na pewno. Nie tylko wy mnie chcecie. Z tym, że większości zależ bardziej na tym, żebym był żywy. Dla Przymierza to byłoby tylko wygodne, ale nie jest konieczne.
Spojrzał po raz ostatni w stronę majora, wyłączając wszelką komunikację między nimi. Wstał nagle, odsuwając z hukiem skrzynię, która robiła mu za siedzenie.
- Niestety, umowy nie będzie! - krzyknął, wskakując od razu na czwarty stopień drabinki. Nieliczni, trzeźwi spojrzeli na niego jak na wariata, ale nikt nie wydawał się rzucać zaraz za nim, albo łypać groźnie na Logana.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

16 cze 2015, o 20:32

W pierwszej kolejności po prostu przeciągle westchnął. Reakcja White’a była najgorszą z możliwych. Nie to, że go zdziwiła, ale wciąż stanowiła zbyt duże rozczarowanie, by nie odmówił sobie tego uniwersalnego wyrazu ogólnie pojętego narzekania.
Ross ani myślał zwlekać i z niemalże nienaturalną zwinnością przybrał odpowiednią pozycję, jednocześnie podnosząc się z krzesła. Zupełnie jak pocisk, z niezwykłą precyzją umieszczany w komorze, by w przeciągu krótkiej chwili wystrzelić w kierunku celu. W tej chwili nawet nie myślał o potencjalnych przeszkodach i pozostałych osób w barze. Każdy potencjalnie ruchomy element znalazł się w jego polu widzenia i to wystarczyło.
Bez pardonu wbiegł na jeden ze stolików, w gruncie rzeczy praktycznie nad nim przelatując i kiedy tylko dotkną stopami ziemi, od razu uniósł swoje przedramię, aktywując omni-klucz. Wystarczył jeden ping, wysłany do czekającego na zewnątrz wsparcia, by zawiadomić ich o rozwoju wydarzeń. Drugą czynnością było sprawne zaprogramowanie omni-klucza, w którym załadował program kamuflażu taktycznego.
Nie chciał marnować czasu sprawdzając czy White nie czeka na górze drabinki z lufą wycelowaną wprost w miejsce gdzie Logan planował wpakować swoją głowę, więc jakakolwiek osłona mogła pomóc. Nawet jeśli jednak nie zdołałby skutecznie zniknąć z oczu wszystkim gapiom, nie miał zamiaru zwalniać i po prostu polegać na sile swoich tarcz.
Jeśli Isaac planował na niego zaczekać to plan był prosty, obalić uciekiniera, rozbroić i przygotować do transportu. Samo złapanie go nie było wcale końcem kłopotów, bo Logan wolał nie myśleć co stanie się jeśli poszukiwany postanowi zawołać swoich znajomych. Nic dziwnego, że major szybko postanowił posłać go prawym sierpowym na zasłużony odpoczynek. Ostatecznie nieprzytomni ludzie z zasady mają spore problemy z komunikacją.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

17 cze 2015, o 23:03

Kamuflaż taktyczny
<55
Hawk wylosował/a 1d100:
12
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Bar "U Jacka"

17 cze 2015, o 23:04

Reakcja Rossa była natychmiastowa - to z pewnością trzeba było przyznać. Niemniej, White skakał po tej drabince równie szybko, przez co przemknął na wyższy poziom zanim głowa majora znalazła się w połowie drogi.
Nic nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek miał zaraz rzucić się w obronie White'a. Niemal wszyscy zwrócili uwagę na skakanie mężczyzny po stolikach, jednak nikt nawet nie pokusił się o wstanie z miejsca. Najwyraźniej lokalni wyznawali zasadę "wszystko, co mnie nie dotyczy, to nie moja sprawa", lub też Isaac nie miał tutaj wielu przyjaciół.
Brak pogoni był też z innej strony bardzo dobrym znakiem dla Logana - znaczyło to, że, prawdopodobnie, tylko on pokusił się na złapanie zbiega. Przynajmniej patrząc na resztę tutejszej klienteli.
Po chwili żołnierz wyskoczył na wyższy poziom, a jego oczom ukazał się dość przewidywalny wygląd - będąc na wyższym pokładzie zniszczonego frachtowca, mieli pełen obraz jego zniszczeń. Całe płaty metalu i pancerza z góry statku w tej jego części odeszły, bądź zostały zabrane, odsłaniając nagą konstrukcję, a za nią brudne, ciemne niebo Korlusa. Ściana tego małego pomieszczenia w całości trzymała się tylko przy jego końcach, a jej pozostałości przy podłodze świadczyły o kierunku, w którym się ciągnęła. Za nią właśnie stał Isaac, chcąc przywitać Rossa ogniem. W pozostałość starego włazu skierowany miał pistolet, zgodnie z przewidywaniami mężczyzny.
Logan zauważył wyraźne zaskoczenie na jego twarzy, kiedy nie zauważył nikogo. Wyraźnie wolał jednak dmuchać na zimne i rzucił się biegiem w drugą stronę, z daleka od możliwego napastnika.
Przeskoczył przez dziurę w podłodze, przemierzając szczątkowy korytarz, wpadł wreszcie do, również otwartego na niebo, sporego pomieszczenia, z którego podłogi została tylko jego obramówka. Na środku widniała dziura, stworzona przez jeden, wielki kawał metalu o wystającym końcu.
Po przejściu na przeciwną stronę tej dziury, kucnął, chowając się tak, że ów wystający kawałek zasłaniał go od strony wejścia.
- Nie weźmiesz mnie żywcem, pamiętaj - warknął głośno, nie myśląc nawet o wyjściu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

18 cze 2015, o 21:35

Czasami zastanawiał się czy kamuflaż taktyczny nie uczynił jego pracy aż zbyt prostą. Momentami wystarczyło po prostu wcisnąć jeden guzik, by potencjalne zagrożenie zmieniło się w bezbronną, zdezorientowaną ofiarę. Sprawa oczywiście nie była tak prosta i korzystanie z pola maskującego musiało iść w parze ze szkoleniem, inaczej ciężko było wymagać od niego cudów. Zbyt wiele luk w projekcie, zbyt dużo elementów, z którymi ten nie mógł sobie poradzić. Na szczęście nie istniała taka rzecz, której nie mógłby nadrobić stary dobry "czynnik ludzki".
Logan ruszył z wolna w stronę celu, stopniowo przyspieszał, w pewnym momencie dochodząc do szybkiego truchtu. Nie miał wiele czasu i wiedział doskonale, że lada moment jego generator się wyczerpie, jednocześnie jednak nie mógł ruszyć pełnym sprintem, pozwalając by dźwięk kroków zdradził jego pozycje. W tej sytuacji musiał działać błyskawicznie, ale ponad wszystko rozważnie. Długi korytarz był pierwszym problemem - musiał więc pokonać go tak szybko jak było to możliwe.
Drugim problemem była pozycja White'a. Ross w biegu chwycił jeden z wystających prętów i niemal od razu rzucił nim ku prawej stronie pomieszczenia, w którym chował się Isaac. Sam natomiast swoje kroki skierował w lewo.
Plan był banalnie prosty - odwrócić uwagę uciekiniera, zajść go od tyłu, a następnie zaatakować omni-ostrzem. W tej sytuacji już po prostu nastawił się na to, że może pojawić się konieczność uszkodzenia przesyłki. Podstawowym planem było obezwładnienie White'a, ale gdyby ten jakimś cudem był na tyle zaznajomiony z technikami walki wręcz, miał w planach od razu użyć omni-ostrza i ciąć ku ręce trzymającej pistolet. Eliminacja potencjalnych zagrożeń, skuteczniej pozwoli mu na dostarczenie pakunku żywcem.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

22 cze 2015, o 20:01

Kamuflaż taktyczny
<55
Hawk wylosował/a 1d100:
31


Normalny cios +4PA
<90
Hawk wylosował/a 1d100:
13


Szansa na odrzucenie:
<75
Hawk wylosował/a 1d100:
60


Wypuszczenie z ręki pistoletu przez Isaaca
<90
Hawk wylosował/a 1d100:
11

P: 750 - (150*1,6) = 510

Isaac - Przeciążenie
<60
Hawk wylosował/a 1d100:
11

Logan: T: 0

Isaac - Spalenie
< 60
Hawk wylosował/a 1d100:
89


Logan: T: 0; P: 750
Isaac: T: 650; P: 510
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Bar "U Jacka"

22 cze 2015, o 20:47

Ross natychmiast po automatycznym wyłączeniu się kamuflażu taktycznego, ponownie załadował ten program, powodując, że w powietrzu okazał się jako półsekundowa anomalia, niezauwazona przez chowającego się za odłamkiem i dziurą Isaaca. Dzięki temu mógł bez problemu dostać się do mężczyzny, starając się stąpać jak najciszej po metalicznej powierzchni - obejście dziury zajęło mu może cztery sekundy.
Widział skulonego White'a z pistoletem w górze - patrzył się w drugą stronę niż ta, z której nadchodził Ross. Ręka dzierżąca pistolet była tą zawieszoną w powietrzu bliżej Logana.
Ross rozpoznał w orężu Akolitę, nie miał jednak czasu w tym momencie na zastanawianie się, skąd Isaac wszedł w posiadanie tego pistoletu. Natychmiast ciął w kierunku niespodziewającego się niczego poszukiwanego, który nie był w stanie uniknąć ataku - w chwili, w której ta właśnie akcja przerwała działanie programu, a sylwetka mężczyzny ukazała się oczom White'a było już za późno.
White warknął, kiedy ostrze sięgnęło jego skóry - Ross odkrył, że pod rękawem płaszcza, Isaac kryje również pancerz, przez co omni-klucz natrafił na przeszkodę, przez którą z trudem się przebił. Niemniej, efekt został osiągnięty - zbieg wypuścił z ręki pistolet i odskoczył w bok, tracąc równowagę i spadając na ziemię półtorej metra dalej.
Zaklął siarczyście, podnosząc się natychmiast na nogi. Jego omni-klucz zabłysnął pomarańczowym blaskiem, a w kierunku wciąż stojącego blisko Rossa poleciał wysłany ładunek Przeciążenia.
Wciąż przeklinając pod nosem, natychmiast odpalił kolejny program, prawie na oślep wystrzeliwując w stronę przeciwnika coś, co wyglądało jak mała kula ognia.
- Popełniasz błąd - warknął, odsuwając się krok po kroku po kole, zwiększając odległość. Uważnie obserwował Logana, trzymając lewą dłonią prawe przedramię, z którego sączyła się ciemna substancja, niemal zlewająca z czarnym tłem rękawa płaszcza. - Nie jestem tym złym.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

11 lip 2015, o 09:14

Pozostając całkowicie skupiony na celu Ross niespecjalnie przejął się jego odpowiedzią na cios omni-ostrzem. Pozbawił go broni i choć Issac wciąż miał w zanadrzu jakieś sztuczki, to wyłączenie z gry również ich było tylko kwestią czasu. Zresztą Logan był tylko człowiekiem, nawet jeśli na ogół zdawał się być opanowanym, spokojnym oficerem to i jemu takie podrygi ofiary wpuszczały do krwiobiegu tą dziwną mieszankę adrenaliny ze szczyptą frustracji wywołanej oporem. Ostatecznie kto nie lubi wyzwań?
Poszukiwany niczym ranne zwierze wierzgał jeszcze i skomlał, ale Ross myślał tylko o tym, czy byłby tak samo skłonny do rozmowy, gdyby ładunek gorącej plazmy, której major zdołał uniknąć, zaczął trawić jego pancerz, gadka również tak by mu się kleiła. Na szczęście tą krótką chwilę oddechu mógł wykorzystać na odnowienie swoich tarcz, co znowu pozwoliło mu cieszyć się dodatkową warstwą ochrony przed kolejnymi niespodziewanymi atakami.
Następnie przeszedł do działania i tym razem postanowił zadać ostateczny cios, zamiast bawić w dalsze podchody. Niczym błyskawica doskoczył do Isaaca, próbując powalić go na ziemię i dopiero jeśli mu się to udało, pozwolił sobie użyć omni-ostrza, ale nie by zaatakować, a po prostu przystawić do twarzy uciekiniera.
- Tylko daj mi powód, wcale nie musi być dobry - warknął dodatkowo nachylając nad poszukiwanym.
Nawet jeśli nosił pancerz, to twarz miał odkrytą, więc jedyną barierą między ostrzem, a podłogą tego zrujnowanego frachtowca, była tylko materia organiczna składająca się na ten nieszczęsny byt, noszący imię Issac White. Wystarczyło tylko lekko pchnąć, by stracić sporą część proponowanej nagrody. Dlatego w razie czego Logan uważnie sprawdzał czy obezwładniony człowiek nie wpadnie na genialny pomysł walenia głową w jego broń.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

4 sie 2015, o 16:23

Ross mógł spodziewać się wiele po uciekinierze, ale na pewno nie tego, że nagle ujdzie z niego werwa. Na twarzy White'a wciąż rysowała się pogarda do majora Przymierza, który ośmielił się go zaatakować niczym zwykły, brudny najemnik, niemniej zamiast rzucić się do ataku z własnym omni-ostrzem, ten z wolna próbował sięgnąć leżącej obok broni. Nie zwracał przy tym uwagi na to, czy może zostać w tym czasie zaatakowany - jak gdyby nigdy nic, próbował zdobyć z powrotem swój oręż, co, Ross musiał przyznać, mogło być cholernie dziwne.
Nic więc dziwnego, że mężczyzna zdążył załadować z powrotem swoje tarcze i bez problemu powalić na ziemię Isaaca, z którego wydobyło się krótkie, wręcz zwierzęce warknięcie.
- Nie potrzebujesz cholernego powodu - odrzucił głosem nasyconym pogardą, z reką wciąż wyciągniętą ku broni. - Jebane Przymierze... - dodał i splunął w stronę napastnika, obracając głowę w stronę pistoletu. Przez ten nagły ruch, omni-ostrze drasnęło jego brodę i choć z pewnością nie była to poważna rana, White syknął, gdy polała się pierwsza kropla krwi. Mrucząc pod nosem kilka przekleństw, sam nakręcał paradę nienawiści toczącą się we własnej głowie, nim znowu podjął temat.
- Nie masz żadnego wyboru. Dostałeś rozkaz, nie? Na pewno dostałeś jebany rozkaz. Więc radzę ci użyć tego ostrza zanim sam to zrobię, skoro ty nie masz jebanych jaj żeby zabić zbiega. - jego usta wykrzywił w tym momencie okropny uśmiech, wyglądający bardziej jak grymas bólu. - Na pewno nie dam się zaprowadzić do pieprzonego Przymierza...
Mówiąc to, jego ręka rozbłysła, uaktywniając omni-klucz, którym spróbował sięgnąć blokującego go ramienia Rossa. Logan szybko dostrzegł wysuwające się omni-ostrze leżącego człowieka. Pytanie czy był w stanie zrobić coś nim majorowi Przymierza?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

25 sie 2015, o 20:41

Cała ta szamotanina coraz bardziej irytowała majora, kiedy natomiast wzbogaciło ją gadanie White’a, Ross nie miał innego wyjścia jak tylko sporadycznie dźgać go ostrzem, żeby przerwać jego wywody.
Tak, tak – myślał pozwalając swojej nieporadnej ofierze robić z niego wielkiego złego agenta, jeszcze większego złego brata. To co tak naprawdę dziwiło go w tej całej sytuacji to zachowanie celu, które stanowczo odbiegało od popularnego wzorca. Ot przykładowo musiała minąć dłuższa chwila nim nadeszła jakże oczywista próba kontrataku.

Problem White’a polegał na tym, że Logan wręcz na nią czekał, bo i ciężko było tego nie robić. Na szczęście leżący pod nim człowiek nie przeszedł takiego samego szkolenia jak on. Przydatna wiedza. Zwykła anatomia ludzkiego działa, geometria ruchu, mobilność stawów, która wchodziła do głowy Rossa wraz z pokrzykiwaniem licznych instruktorów walki wręcz. Nawet nie musiał myśleć, zareagował instynktownie – omni-ostrze było zbyt długie, by White mógł go nim dźgnąć, zwłaszcza gdyby jeszcze zmniejszył ich dystans. Tym samym Logan bez pardonu wyłączył swój omni-klucz, przywarł swoim tułowiem do Isaaca, dając jednocześnie upust swojej irytacji i waląc delikwenta z główki prosto w nos.
Teoria była prosta, poszukiwany nie był w stanie z tej pozycji na tyle wygiąć łokcia, by zrobić mu jakąkolwiek krzywdę. Może gdyby najpierw ruszył ręką, a potem aktywował broń, ale w tej sytuacji mógł Logana co najwyżej poklepać po plecach.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

2 wrz 2015, o 17:38

Szansa na zachowanie przytomności przez Isaaca <60
Hawk wylosował/a 1d100:
59
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Bar "U Jacka"

2 wrz 2015, o 18:40

Amatorski ruch White'a był dość nieudany - z wściekłością gotów był mocować się z siedzącym na nim Rossem, sam będąc mężczyzną nieco mniejszych gabarytów. Podniósł głowę z ziemi, wyginając szyję i usiłując wydostać się z potrzasku, aż poczerwieniał na twarzy. Nie trwało to jednak zbyt długo - sekundę później Logan zamachnął się i uderzył zbiega z główki prosto w nos.
Głowa White'a uderzyła o ziemię w skutek tego uderzenia, a wzrok mężczyzny stanął za zasłoną mgły. Oczy powędrowały mu do góry, w stronę sufitu, tracąc kontakt z siedzącym na Isaacu żołnierzem.
Z uszkodzonego nosa poszkodowanego zaczęła lać się krew, lecz wyglądało na to, że sam wstrząs i uderzenie potylicą w twardą, metalową powierzchnię pod wpływem ciosu i grawitacji wyrządziło więcej szkód. White wybełkotał coś niezrozumiałego pod nosem i... zemdlał. A przynajmniej jego oddech nie ustał, oczy się zamknęły, a po twarzy, w stronę ziemi, wędrowała mu strużka krwi wydobywająca się z wnętrza nozdrzy.
W tym momencie komunikator Rossa aktywował się, wywołując blask omni-klucza na jego ręce. Szybkie oględziny upewniły go w przekonaniu, że White nie symuluje a faktycznie stracił przytomność i Logan mógł spokojnie odebrać połączenie. Rozmówcą okazał się Laskin.
- Majorze, do wraku zbliża się oddział złożony z dwóch, uzbrojonych mężczyzn. Znajdują się sześćset metrów na wschód od waszej pozycji i komunikują się z kimś wewnątrz baru - mężczyzna wyrzucił z siebie wiadomość dość spokojnym tonem, lecz nie ujmowało to powagi sytuacji, jaką Ross natychmiast wyczuł. - Z ich rozmowy wynika, że szukają kogoś konkretnego, ale nie posługują się imieniem i nazwiskiem. Nie wspomnieli również o nagrodzie. Rozmówca z wewnątrz baru wspomniał, że cel "znajduje się w zasięgu, ale poza polem widzenia".
Kogokolwiek mogli szukać członkowie oddziału, opancerzeni i uzbrojeni z pewnością nie szliby na przyjazną pogawędkę w barze. Chociaż, z drugiej strony, na Korlusie nigdy nie wiadomo jak się skończy, jeśli jednego dnia zaniedba się własne bezpieczeństwo. Tak czy inaczej, Logan w kościach czuł, że nie minie się spokojnie z możliwymi łowcami nagród, jeśli obierze poprzednią drogę - przez bar.
- Oddział znajdzie się na miejscu w maksymalnie dziesięć minut.
- Sugeruję rozpoczęcie ekstrakcji i wysłanie oddziału naziemnego do eskorty na miejsce lądowania promu. Czy pochwyciliście cel, majorze? - na kanale odezwał się również komandor DeBuff, którego głos od razu rozpoznał Logan.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "U Jacka"

5 wrz 2015, o 10:20

Głos White'a zastąpiły wypowiedzi jego poddanych i choć była to dla niego niebywała ulga, to nie mógł powiedzieć, że wiązała się z przekazaniem mu najlepszych informacji. Oczywiście zakładał, że do czegoś takiego dojdzie, samo schwytanie celu nie było problemem, ale ekstrakcja zawsze stanowiła wyzwanie.
Początkową informację od Laskina skwitował tylko cichym chrząknięciem, dając mu znać, że przyjął do wiadomości to co miał mu do powiedzenia. Dwójka mężczyzn nie była problemem, niestety w tej sytuacji, para szybko zyskałaby sobie sympatyków i zanim by się zorientował, potrzebowałby wsparcia w strzelaninie z całym barem. Już nie wspominając o tym co mogłoby się stać, gdyby na ziemi wylądował cały oddział żołnierzy w barwach Przymierza. W raporcie z akcji pewnie ktoś określiłby to "incydentem", ale w praktyce byłaby to cholerna rzeź.
- To nie wchodzi w grę - odpowiedział wreszcie słysząc sugestię komandora. Cenił opinie starego przyjaciela jak mało kogo, ale to nie było konwencjonalne pole walki, więc jego propozycja została z miejsca odrzucona przez majora. - Ściągnijcie mi Harpera, potrzebuje informacji o słabych strukturalnie punktach tego wraku. Konkretnie ściany, którą będzie w stanie rozerwać działko Kodiaka.
Tyle wystarczyło by wszyscy zorientowali się co planował. Każdy oficer w linii T odbywał trening w przestrzeni kosmicznej, niemal do perfekcji trenując manewry abordażu jednostek wroga. Jednym z podstawowych był ten, który zaproponował. Zrobienie wyrwy w poszyciu okrętu, wdarcie się przez niego, lub wprost przeciwnie - ucieczka. Oczywiście wywołałoby to spore zamieszanie, ale zanim ktokolwiek zorientował by się co właśnie zaszło, Logan wraz ze swoim celem przeskoczyliby do podstawionego Kodiaka i byli w drodze na Midway. Jeśli jednak najemnicy popisaliby się lepszym czasem reakcji, to działa fregaty oferowały wystarczającą zaporę ogniową by zniechęcić kogokolwiek.
- Laskin, chcę mieć zabezpieczony kanał między mną, Carstenem, Harperem i komandorem Duboffem. Potrzebuję kierunku i promu przy mojej pozycji do 10 minut, przekażcie im co planuję zrobić.
Powiedział już wszystko, mógł więc w spokoju zacząć swoje przygotowania. W pierwszej kolejności zabrał broń White'a i zdemontował jego omni-klucz na wypadek gdyby znowu planował jakichś sztuczek, następnie przesunął go na pozycję, którą początkowo on sam zajmował, czyli za zasłoną. Kiedy się za nią znalazł ściągnął z pleców swój karabin snajperski, na wypadek gdyby jakiś geniusz postanowił wychylić głowę przez szczelinę. Dodatkowo za każdym razem kiedy sprawdzał czy nikt nie wchodzi na górę, aktywował kamuflaż taktyczny. Po pierwsze chcąc uniknąć zauważenia jego osoby, a po drugie by mieć chwilę na wymierzenie w cel, a potem zadanie maksymalnej ilości obrażeń wykorzystując technologię maskującą. Dodatkowo ustawił swój omni-klucz tak, by nie aktywował się samodzielnie, co mogłoby zdradzić jego położenie, a żeby cała komunikacja była kierowana bezpośrednio do słuchawki w jego uchu.
Tyle powinno wystarczyć do czasu, aż jego załoga zdobędzie informacje, których potrzebował.
ObrazekObrazek
Logan Ross

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Dołączył(a): 14 cze 2014, o 09:27
Miano: Logan "Shroud" Ross
Wiek: 38
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan SSV Midway
Status: T5 w stopniu majora, rozpoznawalna postać.
Kredyty: 5.750

Re: Bar "U Jacka"

8 wrz 2015, o 18:45

Wszystko potoczyło się bardzo szybko - zdecydowanie za szybko, jeśli chodziło o gusta Rossa. W pomieszczeniu, w którym obecnie był, nagle o ścianę obił się granat, a pomieszczenie wypełnił odbijający się od metalowych ścian, ogłuszający huk. Bębenki Logana jak gdyby znalazły się na moment na granicy pęknięcia, gdy żołnierz rzucił się w odwrotną stronę niż ta, z której nadleciała broń, w naturalnym odruchu ucieczki.
- Majorze, jest ich więcej! Powtarzam, napastników w barze jest więcej niż jeden. Dwójka wchodzi po drabince, kolejny, mały oddział przemieszcza się wgłąb statku do majora pozycji. - wiadomości, jakie przekazano Rossowi z pewnością nie były dobre. Ba! W tym momencie okazało się, że znalazł się w najgorszej możliwej sytuacji.
W środku zasadzki na Isaaca White'a zrobionej najpewniej przez konkurencję.
- Prom jest już w drodze. Przesyłam koordynaty ekstrakcji.
Na omni-kluczu Logana pojawił się mały schemat poziomu, na którym obecnie się zajmował w tej stalowej konstrukcji, która niegdyś była prawdziwym statkiem kosmicznym. Kiedy żołnierz chwycił już dobrze poszukiwanego, przez którego wpakował się w taką kaszanę, spotkała go kolejna, niemiła niespodzianka - pierwszy, opancerzony mężczyzna oddziału poruszającego się po drabinkach znalazł się już po drugiej stronie tego pomieszczenia i wystrzelił pierwszą salwę z karabinu szturmowego, którego część naboi trafiła w tarcze Rossa.
Mężczyzna automatycznie padł na ziemię, łatwiej niż wcześniej - winę za to ponosił cucący się White, który, kaszląc krwią, która prysnęła również na hełm żołnierza Przymierza, wierzgnął, tworząc samym sobą dodatkowy balast. Sekundę zajęło mu rozpoznanie sytuacji i powrót pamięci sprzed utraty przytomności - wtedy już szarpnął, nie chcąc, by go niesiono.
Kolejny mężczyzna wyłonił się zza zakrętu. Teraz Ross był już pod ostrzałem dwójki.
- Majorze, drugi oddział za chwilę przetnie waszą drogę ekstrakcji!
Ponaglenia ze strony oficera natychmiast wyklarowały sytuację w głowie Logana - w obecnej chwili fizycznie nie dał rady sprostać znowu White'owi i napastnikom, którzy skutecznie próbowali go osaczyć. Isaac czołgał się już po podłodze by uniknąć ostrzału w kierunku wyrwy na środku pomieszczenia, prowadzącej na niższe poziomy. To, co zamierzał zrobić początkowo umknęło Loganowi jako, że miał White'a za człowieka o chociażby szczątkowym zdrowiu psychicznym. NIe mógł być więc przygotowany na to, że Isaac, będąc przy krawędzi, zwyczajnie... rzuci się do przodu.
Poszukiwany uniknął chwytu majora, próbującego go przed tym powstrzymać. Kolejne pociski obiły się o jego tarcze, huk wystrzału wypełniał pomieszczenie, a adrenalina nakłaniała do natychmiastowego biegu. Nie mając wyjścia ani pewności, czy White w ogóle przeżyje upadek, Ross zdecydował się na natychmiastową ucieczkę do punktu ekstrakcji.
Już po pierwszych dwóch zakrętach uniknął napastników czających się od strony baru - wszak nie on ich interesował i nie mieli powodu, żeby go gonić. Bez problemu i bez nadziewania się na drugi oddział, idący od strony innego wejścia do wraku, dotarł do sporej wyrwy w kadłubie frachtowca, do której w tej samej chwili podlatywał prom, uchylając wejście do środka i umożliwiając Rossowi wskoczenie na pokład.
Żołnierz Przymierza został utwierdzony w jednym przekonaniu - cokolwiek zrobił Isaac White, z pewnością nie był tylko jakimś tam, cholernym kryminalistą.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04


Powrót do Korlus

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość