Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 20:33

Striker obserwował go zimnym wzrokiem. Nie żeby, nie robił tego wcześniej ale teraz wyglądało to trochę inaczej. W tamtą feralną noc był wściekły, kiedy przylecieli po Islandii byli tak zmęczeni, że nie był w stanie normalnie myśleć. Teraz swoim zachowaniem pewnie doprowadziłby do dumy swoją rodzinę do piątego pokolenia wstecz. Chyba tak wyglądałaby jego przyszłość gdyby nie poszedł z Rosenkovem. Na pewno miałby mniej blizn i tatuaży ale tak pewnie by się zachowywał.
Starał się nie parsknąć śmiechem słysząc jak powiedział, że będzie mu jej brakować. W jego oczach widać było pewnego rodzaju przebłyski tego jak bardzo się powstrzymuję przed wyjściem z roli. Trzeba było jednak przyznać, że tworzyli idealny zespół. Aya idealnie podłapała to co mieli odegrać. Było to też wygodniejsze niż tłumaczenie natrętowi wszystkiego co się wydarzyło. Ukrywanie wszystkiego tajemnicą wojskową było wygodniejsze.
- Słuchaj Jed. Nie chce żebyś to jakoś źle zrozumiał ale jesteśmy małżeństwem już od kilku lat. Nie nosiliśmy tylko obrączek podczas misji. Więc jeśli mógłbyś, chcielibyśmy dokończyć raporty i się stąd wynieść.
Uśmiechnął się do niego lekko przepraszająco. Kiedy zachowywał się normalniej można było w nim zauważyć więcej ludzkich cech przebijających się ponad jego wygląd. Zaczął powoli już zamykać drzwi. Nie było sensu kontynuować teraz tej rozmowy. Nie wiedział jakie do końca Aya miała z nim kontakty ale nie miało to teraz znaczenia.
- Trzymaj się Jed.
Skinął do niego głową i zamknął drzwi. Poszło to dość gładko. Nawet jak na dramat, który chciał stworzyć sąsiad z dołu. Może przynajmniej w głowie trochę mu się ułoży i przestanie ich prześladować. Odwrócił się w stronę kobiety i lekko się uśmiechnął. Zrobił minę w stylu „no co ja ci mogę powiedzieć?”. I znowu się jej przyglądał pozwalając jej powoli ułożyć sobie teraz wszystko w głowie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 21:01

Dopiero wtedy, gdy dowiedział się, że przez cały ten czas bezskutecznie uderzał do mężatki, Jed zwątpił już całkowicie. Wycofał się z mieszkania i skinął głową, po raz pierwszy nie patrząc na Strikera z niechęcią, a przynajmniej nie z tak silną jak zwykle. Na twarzy kobiety pojawiło się poczucie winy, choć pewnie inaczej odbierane przez każdego z nich.
- Jasne - powiedział. - Przepraszam. Może kiedyś do zobaczenia.
Odwrócił się na pięcie i poszedł w stronę windy, zostawiając ich samych. Gdy Charles zamknął za nim drzwi, Hatake wciąż nie ruszała się z miejsca, wpatrując się w wejście do mieszkania, jakby odprowadzała swojego znajomego spojrzeniem. W końcu westchnęła i odepchnęła się od ściany, wracając do pokoju.
- Jed - powtórzyła po Charlesie. - Nie pamiętałam jego imienia. Pamiętam, że pracował dla Kassy na jednym z wyższych pięter. Że był technikiem, więc zanosiłam do niego pancerz za każdym razem do naprawy, odkąd się o tym dowiedziałam. I że malowałam z nim lokal, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. Czy on zaproponował, czy ja poprosiłam. Zaczyna mnie to wkurwiać, Charles.
Usiadła na kanapie, sięgając z powrotem po swoją kawę. Miała lekko zmarszczone brwi, sfrustrowana swoją niepamięcią. Tym, że dopóki Striker był obok, to jakoś ją z tego wyciągał, ale jeśli w końcu zostanie sama z jakimś w miarę świeżym znajomym, to czeka ją sporo niezręczności.
- Ile rzeczy jeszcze zapomniałam? Czy będę teraz zapominać stopniowo po kolei wszystko, czy przypominać sobie? Czy zostanie tak jak jest, a ja będę musiała żyć z lukami, dopóki ktoś mi ich nie powypełnia? Pewnie mówili mi o tym przed zaimplementowaniem tożsamości, ale, do cholery, nie pamiętam tego - parsknęła krótko śmiechem. - Wspaniałe.
Gdy jednak uniosła wzrok na Charlesa, po dłuższej chwili uśmiechnęła się z powrotem. Już nie sarkastycznie, a całkowicie naturalnie. Napiła się kawy.
- Dziękuję - powiedziała. - Zamężna jeszcze nie byłam. To też coś nowego. Ty go chyba nie lubiłeś, nie? - przekrzywiła lekko głowę. - Jest miły. Martwił się tylko. Na pewno wcale nie chciał utrudniać działań wojsk.
W jej oczach błysnęło rozbawienie. Striker był takim samym majorem, jak ona komandorem. Jedyne, co łączyło ich z Przymierzem, to umowa Charlesa, póki co wyłącznie słowna. Dokumenty miał dostarczyć mu Perkins, a póki co jeszcze się nie odzywał. Pewnie chciał po tym wszystkim spędzić trochę czasu z rodziną. Z Alex.
- Możesz kontynuować te działania, jeśli chcesz - zasugerowała, obdarzając go uśmiechem, który znał tak dobrze i po chwili namysłu wstając, by jednak podejść do mężczyzny. - Przywracanie pamięci Ayi Hatake po traumatycznych przejściach, podejście trzecie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 21:22

To było trochę dziwniejsze niż podejrzewał. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co musiał przeżywać Tad. Chociaż nie. On w porównaniu do niego pasował do tego dość klasycznego kanonu męskich mężczyzn. To on miał tego pecha, że pasował do kanonów męskich mężczyzn ale prosto z pierdla. Tak „męskich”, że wywoływali w innych pewną dozę przerażenia. Nie licząc może tak samo spaczonych ludzi jak on. Wciąż przechodziły go ciarki na myśl jak patrzyła na niego jedna z żon na tamtej stacji. Byle tam tylko nie wrócić.
- Wolałbym nie wiedzieć, które z was to zaproponowało. – Pokręcił głową. Naprawdę nie chciał wiedzieć. Im szybciej zniknie on z jego pamięci tym lepiej. Podszedł do kontuaru w kuchni. Wyjął ze świeżej paczki papierosa i oparł się o blat. Przysłuchiwał się temu co ma ona do powiedzenia.
Nie dziwił się jej. Też nie lubił jak mózg płatał mu figle. To znaczy obydwoje mieli inne problemy ale obydwa dość mocno lawirowały wokół spraw mentalnych. Uśmiechnął się do niej szczerze w końcu, kiedy skończyła swoją serie pytań.
- No cóż, chyba będziesz najtrudniejszym pudełkiem puzzli jaki widziałem. – Zaciągnął się ponownie po raz pierwszy. – Nie martw się powrzucamy wszystkie elementy prędzej czy później. Dopóki nie zapomnisz jak się oddycha to powinniśmy sobie jakoś poradzić z tym problemem.
W końcu i on sobie pozwalał na trochę więcej sarkazmu. Wcześniej było to trochę na porządku dziennym teraz już nie do końca. Sam nie wiedział co mogłyby ją urazić, a co nie. Powoli przeistaczała się w całkowicie inną osobę. Wade już nigdy nie będzie, co najwyżej może skończyć jako coś pomiędzy albo jako Aya. Na to jednak musiał poczekać. Wszystko mogło się szybko zmienić z dnia na dzień.
Kolejny raz się zaciągnął i spojrzał na jej uśmiechniętą twarz. Cokolwiek by nie zrobiła to właśnie w momentach, których to robiła wiedział, że jest to coś o co warto walczyć i chronić.
- No ciężki lubić kogoś kto podwala się do twojej ukochanej. – Parsknął śmiechem. – Ostatnim razem prawie mu rozwaliłem głowę o podłogę. Nic dziwnego, że mógł sie trochę stresować kolejnym spotkaniem.
Podrapał się po głowię wspominając swoje niezbyt racjonalne zachowanie tamtego dnia. Nie czuł się jednak temu winien. Irytował go strasznie, do tego nawinął się i nie potrafił się zamknąć, kiedy powinien. Może jednak powinien mu był wtedy rozwalić głowę. Teraz jednak zemścił się o wiele gorzej.
Obserwował ją jak podchodzi powoli w jego stronę i nie mógł, aż uwierzyć w to co widzi. Wiedział, że potrafi być dość… przekonującą ale to było coś nowego. Nawet jej ruchy były inne. Bardziej pasujące do drapieżnego zwierzęcia niż seksownej pracownicy biurowej z umiejętnościami zabijania. I to chyba działało na niego znacznie bardziej niż to co było wcześniej.
Jego dłonie w końcu wylądowały na jej wcięciu w tali. To, że chciała wrócić do tego co robili wcześniej było dość odważne z jej strony. Ewentualnie przypomniała sobie coś więcej, kiedy krew zaczęła mocniej buzować w jej ciele.
- Wszystkiego za jednym razem sobie nie przypomnisz ale próbować warto.
Parsknął śmiechem i przysunął się bliżej do kobiety. Jednak zamiast powrócić do pocałunku jak wcześniej, jego usta dotknęły jej szyi. Nie wiedział, czy nie będzie to za dużo ale kontynuował wiedząc, że jako Wade bardzo to lubiła. Raczej takich rzeczy jej nie programowali w głowie przed misją. Przysunął ją trochę mocniej do siebie znowu ciesząc się jej bliskością.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 21:48

Kobieta zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc chyba o czym Charles mówi. Albo nie zgadzając się z tym. Pokręciła lekko głową, wskazując drzwi mieszkania, przez które przed chwilą przegonili Jeda.
- Wiedział o tobie przecież. Nie podwalał się.
Musiała być bardzo nieczuła na podchody, jakie uskuteczniał jej znajomy, albo po prostu nie widziała go w taki sposób. Nie wyobrażała sobie ich wspólnej przyszłości razem i traktowała go bardziej jako kolegę, niż kogokolwiek więcej. Niestety biedny Jed zdecydowanie wyobrażał sobie wszystko, o czym ona w życiu nie pomyślała i teraz pewnie usiłował w jakiś sposób uporać się ze swoim cierpieniem.
Aya nie była pracownicą biurową. Nawet jeszcze jako Sonya Wade nie pasowała do tego obrazu, z umiejętnościami, jakich nie powstydziłby się niejeden najemnik. Jej ruchy zdecydowanie się zmieniły, nabrały swobody, nietłumione teraz przez charakter, jaki narzucił na nią wcześniej Cerberus. W końcu przed Montrealem miała być skuteczną agentką Człowieka Iluzji, nie jego sekretarką. Charles widział, jak porusza się teraz w walce i widział, że ta płynność przeszła też do jej codziennego sposobu bycia. Zresztą chodziła chyba jeszcze ciszej, niż zwykle.
Zadrżała, kiedy poczuła jego dotyk, tak inny od wszystkiego, na co pozwalali sobie do tej pory. Jej wspomnienia były poplątane i to, co pamiętała z życia jako Sonya, pozostawało za mgłą. Uczucie wobec Strikera pozostało, ale sama mówiła, że dni się jej plączą. Japonię pamiętała szczegółowo, ale to wciąż było jak oglądanie vidu - czujesz emocje, utożsamiasz się nawet, ale to nie jesteś ty. Teraz była już sobą.
Faktycznie, tak szczegółowo w jej preferencje nie ingerowali. Zamruczała cicho, jak kot, czując obce i jednocześnie tak bardzo znajome usta przesuwające się w dół jej szyi. Niczego nie pospieszała, bo nic ich nie goniło. Tak samo jak zawsze wsunęła dłonie pod koszulkę mężczyzny, by poczuć ciepło jego ciała. Po chwili namysłu zmusiła go do tego, żeby ją ściągnął, a potem odsunęła się na tyle, by mogła przyjrzeć się jego klatce piersiowej, poranionej i zabrudzonej dziesiątkami tatuaży. Zmarszczyła lekko brwi, przesuwając opuszkami palców po konturach, po starych bliznach, które jeszcze nie tak dawno znała na pamięć, ale cóż, teraz sporo się pozmieniało. Na widok zaognionej, świeżo oczyszczonej i zszytej przez nią rany, w jej oczach pojawiło się poczucie winy. Potem jej palce powędrowały wzdłuż filarów katedry, tak jak robiły to zawsze, choć pewnie nie pamiętała.
- Może gdybym miała całe życie zapisane na sobie, byłoby teraz łatwej - powiedziała cicho. - Póki co mam zapisaną śmierć, i to nie swoją.
Po krótkiej chwili tej zadumy wróciła do siebie i uniosła wzrok z powrotem na twarz Charlesa. Na usta, przede wszystkim. Może gdyby faktycznie dopiero poznawali się teraz, byłoby za wcześnie. Ale przecież łączyła ich dość już długa, burzliwa wspólna przeszłość, nawet jeśli dla niej pozostawała za mgłą. I nie było nikogo, kto mógłby ich oceniać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 22:08

Kiedy zamruczała, po jego plecach przeszły dziwne ciarki. Tego raczej się nie spodziewał. Naprawdę musiał teraz nauczyć się wielu jej reakcji na nowo ale nie był to dla niego jakimś większym problemem. Mieli teraz czas aby znowu się ze sobą poznać tak jak wtedy Japonii. Jakby nie patrzeć w dwa dni dowiedzieli się o sobie więcej niż pewnie większość ludzi w ciągu roku. Ich związek był bardzo chaotyczny niczym pole walki. Byli jednak doświadczonymi żołnierzami. Dla nich była to codzienność wiec łatwiej im było lawirować w tym wszystkim. Rozumieć się nawzajem lepiej.
Czując jej znajomy dotyk na swoich plecach lekko się uśmiechnął dalej delikatnie całując jej długą szyję. To często się zdarzało w ich związku ale zazwyczaj nie kończyło seksem. Zazwyczaj chciała się po prostu o niego ogrzać. Jak teraz na to popatrzeć to swoim zachowaniem naprawdę coraz bardziej przypominała kota. Już bardziej nie mogli chyba do siebie pasować. On był przecież psem bojowym, ona za to kotem, którego wysyłano na misję by wszystko rozwiązywała jak tylko chce. Do tego bardzo problematycznym dla swoich właścicieli.
Ściągnął z siebie koszulkę. Przez te dwa miesiące jego budowa ciała mocno się zmieniła. Wcześniej jego ciało składało się prawie z samych mięśni. Te dwa lata w więzieniu sprawiły, że wychudł ale tkanka mięśniowa pozostała. Zrobił się trochę większy w barkach i na pewno przytył. Przypominał bardziej siebie samego z najlepszego okresu bycia w Rosenkovie.
- Całe życie? – Parsknął śmiechem. – To tylko dwa lata.
Wszystkie tatuaże, które nosił powstały w czasie jego odsiadki. Gdyby posiedział dłużej to pewnie wytatuowali by mu głowę. Już to, że dał sobie wytatuować wewnętrzną część ręki było dość dziwne. Mało kto tak robił. Od szczęki w dół był chodzącym brudnopisem wypełnionym czarnym tuszem.
Podszedł do niej bliżej. Jednak tym razem nie zaczął jej obejmować jak wcześniej. Po prostu jej się przez chwilę przyglądał. Obydwoje mieli problem z tym aby coś zrobić bez zastanowienia. Przynajmniej teraz. Gdyby to było kilka dni wcześniej to pewnie rzuciliby się na siebie nawzajem. Niczym zwierzęta, którymi chyba tak naprawdę byli.
- To tylko blizny. One nie mają znaczenia.
Patrząc na jego ciało można było zrozumieć, że mógł mieć rację. Ilość obrażeń jakie nosił na swoim ciele były wręcz przerażające dla każdej innej osoby. Przecież jego siostra ledwo co powstrzymała łzy widząc w jakim jest stanie. Przynajmniej wyglądał już zdrowiej z wyglądu. Nie miał już tak podkrążonych oczu. Nie był wychudzony. Może był teraz rany ale nie sprawiało to wrażenia, że cokolwiek mu grozi.
Ponownie jego dłonie złapały ją dłońmi w okolicach bioder. Jego pocałunek nie był agresywny tak jak wtedy w klinice. Był spokojny, przemyślenia ale jednak nie pozbawiony emocji starał. Po prostu nie chciał być zbyt nachalny w tym co robi. Jedyne co zrobił jak zawsze aby ułatwić im to wszystko było złapanie Ayi za uda i podniesienie w górę. To akurat już zdarzało im się wyjątkowo często.
- Powiedz jeśli robię cos nie tak, dobrze?
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 22:42

- Dwa lata też by mi wystarczyły - mruknęła, badając dotykiem kolejne tatuaże, teraz te znajdujące się na jego ramieniu. Wszystko to robiła już wcześniej, ale wciąż było to dla niej coś zupełnie nowego, a przez to dla Charlesa też. Przekrzywiła lekko głowę, przyglądając się jego skórze z zainteresowaniem, jakie pamiętał u niej praktycznie tylko z Japonii, z ich pierwszej spędzonej wspólnie nocy. Potem była już przyzwyczajona.
Zaśmiała się cicho, gdy podniósł ją z podłogi i poprosił ją o ewentualne zastrzeżenia.
- Nie - odparła z rozbawieniem. - Nie robisz niczego nie tak. Nigdy nie robiłeś. Chodźmy tam.
Delikatnym ruchem głowy wskazała sypialnię, zaciskając jednocześnie uda na jego biodrach, tak, żeby nie spaść. Watson mlaskał śmiesznie, dojadając swojego naleśnika mimo protestów Ayi, ale kobieta zdawała się tego nie zauważać, albo było jej obecnie wszystko jedno co jadł jej kot. Przynajmniej miała pewność, że za nimi nie pójdzie.
Gdy została przeniesiona do sąsiedniego pokoju, kopnięciem zamknęła za sobą drzwi i wokół nich zapadła ciemność. Sypialnia nie miała czujników ruchu, które zapaliłyby światło, a rolety były całkowicie zasunięte. Przytuliła się mocniej do Strikera, jakby obawiała się, że w mroku zaraz walnie nią o ścianę, albo nie trafi w łóżko. Kiedy uwolnił ją ze swojego uścisku, wypuszczając tak po prostu, czy odkładając na materac, sięgnęła do jednej z lampek i włączyła przytłumione światło. W ciepłym blasku nocnej lampki wyglądała zupełnie inaczej, niż w każdej innej chwili dzisiejszego dnia. Jej ciało rzucało długi cień na przeciwległą ścianę, tak samo jak rzęsy na jej policzki. Nie odrywała wzroku od Strikera, nawet w chwili, w której sięgnęła do brzegu swojej białej bluzki, by ją z siebie zdjąć.
Wyciągnęła rękę do niego, by złapać go za pasek od spodni i przyciągnąć do siebie. W jej gestach wciąż było trochę niepewności, może wynikającej z tego, że dla niej był to praktycznie ich pierwszy raz, taki, którego mogła doświadczyć jako ona sama, bez fałszywej tożsamości przytłumiającej wszystko, z czym miała do czynienia. Ona równie dobrze mogła poprosić go, by powiedział jej, jeśli zrobi coś nie tak. Ale czy nie lepiej było po prostu sprawdzić, co i w jak dużym stopniu się zmieniło?
- Śniłeś mi się dzisiaj - powiedziała cicho, unosząc głowę, żeby obdarzyć go długim pocałunkiem, już nie tak delikatnym, jak do tej pory. Jej długie włosy rozsypały się po zmiętej, jasnoszarej pościeli, tworząc przyciągający wzrok kontrast. Oddychała już szybciej, może ze stresu, a może z zupełnie innych przyczyn. - Żałowałam, że nie obudziłam się jednak obok ciebie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

13 kwi 2018, o 23:23

Jej zachowanie było bardzo podobne do tego co mieli, kiedyś uśmiechała się częściej. Jej emocje naprawdę musiały już nie być tak przytłumione jak wcześniej. W jakiś sposób odpowiadało mu to nawet bardziej. Obydwoje się ciągle zmieniali więc równie dobrze za dwa dni mogliby równie dobrze znowu zmienić swój charakter. Póki co, biorąc pod uwagę to co się działo teraz, czuł, że to chyba był ten moment w którym wszystko nabrało całkowicie innego znaczenia. Tak jakby po raz kolejny mogli zaznać to co mieli wcześniej ale na swój sposób tak jak nigdy przedtem.
Powoli szedł stronę w sypialni. Nie zwracał już uwagi na nic. Po raz kolejny to właśnie ona stała się dla niego całym światem, a cała reszta była tylko jakimś nic nieznaczącym tłem. Jakby nie patrzeć za każdym razem tak było, kiedy zbliżali się do siebie. Cały świat po prostu wtedy całkowicie tracił na znaczeniu.
Po tym jak kopnęła drzwi, a jedyne co widział to jej święcące w ciemnościach oczy lekko zastanawiał się jakim cudem to już zdążyło zajść tak daleko. Pewnie zastanawiał by się nad tym dłużej gdyby nie to, że wyczuł nogą, że gdzieś tam przed nim jest łóżko. Ostrożnie położył ją na łóżko. Oczywiście mógłby ją rzucić ale to nie był najlepszy pomysł po tym ostatnich dniach. Obydwoje byli zbyt poobijani by pozwolić sobie, aż na takie zabawy.
Przyglądał się jej, kiedy odpaliła światło. Wyglądała tak samo olśniewająco jak zawsze. Jakby wydarzenia dwóch ostatnich dni w ogóle się nie wydarzyły. Nigdy nie wyobrażał sobie, że dojdzie do tego tak szybko. To, ze w ogóle do tego doszło było też dość tajemnicze. Chociaż to mogła zapamiętać. Skoro tak dobrze pamiętała Japonie to mogła zapamiętać, że za każdym razem jak to robili przekazywali sobie uczucia znacznie mocniej niż normalnie. Chyba zresztą to, przyśpieszyło rozwój ich związku.
Kiedy przyciągnęła go do siebie przypomniał sobie sytuacje w Sendai. Może, kiedy była lekko wstawiona to jej charakter stawał się bardziej podobny do Ayi? Wtedy też brała co chciała, a Striker był wyjątkowo chętny by w tej kwestii być bardzo uległy. Kiedy tak znajdował się zaraz nad nią przyglądał się jej lekko zakłopotany. Dla niego też był to trochę jak pierwszy raz. Może teraz zachowywali się jak dorośli ale obydwoje w jakiś sposób nie różnili się zbytnio od napalonych nastolatków nie za bardzo wiedzących co robią.
Odwzajemnił jej pocałunek tak jak zawsze miał to w zwyczaju ale było w tym coś nowego. Chyba starał sie bardziej niż zazwyczaj, chyba nawet bardziej niż podczas świąt. Kiedy znowu się odsunęła patrzył na nią właśnie wzrokiem, który miała zarezerwowany tylko dla siebie.
- Ja też. – Pochylił się całując jej szyję schodząc niżej powoli w stronę dekoltu. – Brakowało mi ciebie w łóżku.
Może zabrzmiało to dość dwojako ale raczej dość łatwo można było zrozumieć, że naprawdę chodziło mu o wspólne budzenie się. Zazwyczaj wywalała go z łóżka aby przygotował śniadanie, kiedy ona mogła jeszcze chwilę pospać na o wiele większej przestrzeni. Bardzo delikatnie złapał ja za pierś przez stanik. Był przy tym wyjątkowo ostrożny, jakby nigdy wcześniej tego nie robił. Wrócił znowu do jej ust przejmując trochę inicjatywę, a jego dłoń powoli wjechała pod stanik.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

14 kwi 2018, o 10:07



Wciąż była niepewna i zestresowana, mimo, że przecież robili to już dziesiątki razy. Ale nadal pozostawało to tylko wspomnieniem kogoś obcego, kto przez jakiś czas był w jej głowie. Z jakiegoś powodu zależało jej jednak na tym, by spróbować ponownie, sprawdzić jak będzie to wyglądało teraz i czy pamięta to zgodnie z rzeczywistością. A może miała dość tej nieporadności między nimi, tej w zwykłej rozmowie i niezręcznym funkcjonowaniu obok siebie i doszła do wniosku, że w ten sposób uda się jej to przełamać. Natychmiastowe przejście za tę ostatnią barierę było rozwiązaniem dość drastycznym, ale przecież przyjemnym jednocześnie, więc na co mieli czekać?
Jęknęła cicho, czując jego dotyk i przyciągnęła go do siebie mocniej, z pełnym zaangażowaniem odwzajemniając długi pocałunek. Może łatwiej było się otworzyć tutaj, w półmroku sypialni, niż w mocno oświetlonym salonie, gdzie wokół plątał się kot i do drzwi pukały cienie obcej przeszłości. Tutaj byli tylko oni, we dwoje, a cała reszta świata pozostawała gdzieś za tymi czterema ścianami. Aya podniosła się do pozycji siedzącej, jednocześnie zmuszając Charlesa do odsunięcia się od niej i sięgnęła do zapięcia na plecach, by pozbyć się zbędnej warstwy koronki, utrudniającej mu działanie. Jej włosy spłynęły po zupełnie nagiej już od pasa w górę skórze, przypominając Strikerowi to wszystko, co myślał, że już stracił. Potem przesunęła opuszkami palców po jego zarośniętym policzku i położyła się z powrotem, zabierając go ze sobą. Z chwili na chwilę była coraz mniej niepewna. Jej jasna skóra rozgrzewała się pod dotykiem mężczyzny, a oddech stawał się nierówny, urywany.
- Pamiętam - wyszeptała, choć nie wiedział czy mówi do niego, czy sama do siebie.
Słabe, ciepłe światło sprawiało, że łatwo było nie zauważać starej blizny, jeszcze z pierwszej akcji na Islandii, której tak wstydziła się kiedyś. Teraz fakt, że dłonie albo usta Charlesa się do niej zbliżały, nie robił na niej żadnego wrażenia. No, przynajmniej negatywnego. Poprowadziła w końcu jego dłonie do zapięcia swoich spodni, unosząc jednocześnie lekko biodra, by pomóc mu zdjąć z niej całą resztę zbędnych ubrań. Kwiaty wiśni na jej biodrze wydawały się bardziej intensywne w tym świetle, będąc jedynym, co odcinało się od jej gładkiej skóry. Powiedziała coś cicho, ale Striker nie zrozumiał, bo albo mówiła niewyraźnie, albo odezwała się w języku, którego nie znał.
W końcu Aya rozpięła jego pasek od spodni i pomogła mu się ich pozbyć, przyciągając go wreszcie do siebie. Wydawała się drobniejsza, niż w rzeczywistości, zwłaszcza teraz, gdy Charles pochylał się nad nią, dwukrotnie od niej większy. Na krótką chwilę w jej oczach błysnęła niepewność, odrobina strachu, ale zniknęły jak tylko doczekała się tego, do czego dążyła przez ostatnie minuty. Z jej rozchylonych ust wydostało się głośne westchnięcie, zbyt dobrze znane Strikerowi, by w ogóle go zaskoczyło. Tutaj, teraz mogło się wydawać, że nic się nie zmieniło. Że wrócili z Islandii i żadne z nich nie poleciało odwracać swojego życia do góry nogami. Że żadne z nich nie było teraz obcą osobą - było tak, jak powinno być.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

14 kwi 2018, o 12:23

Odsunął się od niej, kiedy ta postanowiła pozbyć się ostatniego fragmentu swojego ubioru powyżej pasa. I dopiero chyba teraz zauważył, że wcześniej nigdy nie miała na sobie takiego stanika. Nie kojarzył go w ogóle. Zazwyczaj była to dość klasyczna bielizna bez specjalnego seksapilu. To po ona sama tak na niego działała i zazwyczaj szybko to co miała na sobie leżało gdzieś na podłodze. Więc ten widok trochę go zaskoczył. Może była to część garderoby, którą dawno temu zebrała ze sobą z Kronosa.
Z szybkiej gonitwy myśli wyrwał go jej dotyk na jego policzku. Szybko wrócił do tego co robił wcześniej. Kiedy poczuł jak jej ciało zaczyna się robić coraz cieplejsze wiedział, że to akurat się nie zmieniło. Ten sam nierówny i nierówny oddech, który tak dobrze znał. Niektóre rzeczy się nie zmieniały i teraz mógł mieć absolutną pewność.
Kiedy usłyszał jej słowa jego działania stały się trochę bardziej pewne siebie. Powoli odsunął się od niej pomagając się pozbyć jej spodni w raz z bielizną, której kawałek zobaczył. To też nie było coś co nosiła zazwyczaj. Tak nie ubierała się nawet dla niego. Chociaż przez ten okres ich związku nigdy nie ubierała nic specjalnie dla niego. Nie licząc może sukienki, którą miała na kolacji u jego siostry. Nawet nie miała na sobie koronkowej bielizny. Za nim po raz kolejny się nad nią pochylił jego dłonie przejechały po jej udach. Na swój sposób znowu przypominał sobie kształt jej ciała. Znajomy tatuaż przywołał wiele wspomnieć jak i emocji związanych z jej osobą. Widząc jej całkowicie nagie ciało przed sobą w pozycji, której nie spodziewał się zobaczyć tak szybko o ile w ogóle zobaczyć jego serce zaczęło bić mocniej.
Zresztą, kiedy poczuł znajomy dotyk w okolicach lędźwi wiedział już, że przekroczą granicę tego co niby planowali robić. Szybko pozbył się spodni i przylgnął do kobiety jakby cały świat nie miał znaczenia. Równie dobrze, za oknami mogłaby lądować flota jakiejś nieznanej cywilizacji dla niego byłoby na ten moment niczym czym można by było zawracać sobie głowę.
Robił to powoli widząc jej początkowe przerażenie ale, kiedy jej ciało spięło się w znajomych rozkoszach sam też poddał się temu wszystkie całkowicie. Jego usta były zbyt skupione na jej szyi. Wiedział jak to na nią działa. Za to jego ruchy było wolniejsze i trochę bardziej namiętne niż jak na początku, kiedy robił to wszystko ostrożnie. Nie śpieszył się jednak. Nie musieli. To była chwila na której obydwoje mogli się jakoś zrelaksować i może zbliżyć się do stanu sprzed ostatnich wydarzeń. Jakkolwiek mieli to jednak zrobić, wiedział już, że nie będzie tak samo. Nawet teraz, kiedy robili to już któryś raz z kolei w ich związku to kolejny raz było to nowe. Inne. Jakby dopiero teraz, kiedy opadły już wszelkie możliwe bariery między nimi w końcu mogli się do zbliżyć do siebie w całkowicie inny nieznany im wcześnie sposób.
Kontynuował rozpieszczanie kobiety każdym możliwym gestem. Nic dziwnego, że sobie przypominała. To była ta strona Strikera o której wiedziała tylko ona. Teraz trudno było doszukać się w nim tego co musieli jej w poić. Był delikatny, ostrożny i starał się aby to ona była teraz najszczęśliwszą osobą na świecie. Do tego był zdolny do miłości, a raczej trudno było tego wymagać po ludziach jego pokroju. Miał też świadomość, że osoba pod nim była do niego podobna bardziej niż kiedykolwiek. Może dlatego właśnie uzupełniali się tak dobrze.
W pewnym momencie jego wsunęła się pod jej pośladek i jednym już wyćwiczonym ruchem ręki przeciągnął tym razem kobietę na siebie. Podsunął się bliżej zagłówka by znaleźć się w pozycji półsiedzącej. Przysunął ją mocniej do siebie, a jego usta tym znowu powróciły do namiętnego pocałunku. Jego ręka wciąż pozostawała na pośladku tym razem ściskając go mocniej, a drugą ręką jeździła po jej gładkich plecach. Nie mógł nawet wyczuć tej świeżej blizny, która się tam znajdowała
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

14 kwi 2018, o 13:02

W końcu Aya zamknęła oczy i poddała się wszystkiemu, co Charles z nią robił. Jedną ręką błądziła po jego karku, drugą trzymała się jednego z drewnianych szczebli zagłówka nad swoją głową. Jej rytmiczne westchnięcia odbijały się od ścian, a przechodzących ją dreszczy nie miała jak ukryć. Wcale zresztą nie zamierzała tego robić. Tutaj w końcu z ich twarzy opadały wszystkie maski i znikały wszystkie wątpliwości. Nie było już na nie miejsca w łóżku, nie było na nie miejsca między nimi. Lampka nocna oświetlała nagie ciało kobiety w sposób, który sprawiał, że trudno było od niej oderwać wzrok. A może to nie była w ogóle kwestia światła.
Zmiana ją zaskoczyła, ale szybko się dostosowała. Mocniej objęła mężczyznę udami, wtulając się w niego. Jej gorący oddech ogrzewał jego szyję, a dłonie zaciskały się na ramionach, w tym na tym, w które przedtem uderzała, by go sprowokować. Cóż, teraz też udało się jej go sprowokować, chociaż do zupełnie czegoś innego. Uważała jednak, by nie trafić na ranę. Nie chciała sprawiać mu bólu. Każdy jej ruch stopniowo doprowadzał Charlesa do granicy, którą ostatecznie przekroczyli razem.
Gdy już ochłonęli, kobieta nie ruszała się z miejsca. Siedziała nadal wtulona w Strikera, z głową opartą o zagięcie jego szyi. Nie widział jej twarzy, nie mógł więc domyślić się, co dzieje się w jej głowie. Czy była zadowolona, czy żałowała, czy z powrotem czuła się niezręcznie, czy też już jej przeszło. Jej oddech uspokajał się. Jasna skóra reagowała na dotyk mężczyzny niezależnie od tego, o czym myślała Aya - ciarki przechodziły po jej udzie, plecach, czy ramieniu, gdziekolwiek obecnie znajdowała się dłoń Charlesa. Poprawiła się w miejscu, ponownie układając głowę w wygodnym wgłębieniu jego ramienia, choć teraz tak, by móc przyglądać się swoim własnym palcom, wędrującym automatycznie po konturach tatuaży.
- Mówiłeś mi kiedyś o nich wszystkich, czy nie? - spytała w końcu, po wyjątkowo długiej chwili milczenia. - Opowiadałeś mi, co znaczy każdy z nich? Skąd kościół na twojej klatce piersiowej i dlaczego masz wytatuowane nawet dłonie?
Mówiła cicho, a jej głos był ciepły. Chyba więc wszystko było w porządku i nie zamierzała zaraz mu uciec, chowając się pod warstwami ubrań i udając, że to wszystko nie miało miejsca. Jego tatuaże były jedną z tych rzeczy o których doskonale wiedziała, ale nigdy się nie dopytywała o szczegóły. Teraz myślała, że zapomniała, że zniknęły one z jej głowy, jak wiele innych informacji.
- Lubię to, jak na mnie patrzysz - stwierdziła jeszcze, choć teraz wciąż widział tylko co najwyżej czubek jej głowy i kawałek nosa. Dopiero po chwili uniosła głowę, dając mu do zrozumienia, że czeka na pocałunek. - Co ty ze mną robisz, Charlie?
Jej ostatnie pytanie było zupełnie retoryczne, okraszone lekkim uśmiechem, zupełnie różnym od wszystkich jej wcześniejszych uśmiechów. Może faktycznie to było za wcześnie, ale czy istniał lepszy sposób dla nich na rozładowanie emocji po wydarzeniach ostatnich dni? Byli w końcu parą, nawet jeśli Aya wciąż nie czuła się z tym pewnie. Prawdopodobnie do teraz, bo w tej chwili zmieniało się wszystko.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

14 kwi 2018, o 13:36

Siedząc oparty o zagłówek łóżka sam starał się uspokoić swój oddech. Oparł głowę i patrzył w sufit by zrobić kobiecie jeszcze więcej miejsca przy szyi. Gładził dalej jej ciało będąc trochę zaskoczony, że jej ciało reaguje, aż tak mocno na jego dotyk. Wcześniej też reagowała ale nie, aż tak jak teraz. Podobało mu się to. Może właśnie dlatego, że opadły już wszystkie możliwe maski? Aya wydawała się być osobą o wiele bardziej emocjonalną niż jej wszczepiona wcześniej osobowość. Zazwyczaj po stosunku dochodziła do siebie szybciej. Teraz leżeli już tak jakiś czas, a ona dalej nie potrafiła się pozbierać. Miał tylko nadzieję, że nie usłyszy zaraz jej głosu pełnego złości lub niezadowolenia.
Jak zawsze zaczęła w końcu jeździć palcami wzdłuż konturów każdego z tatuaży. To też się nie zmieniło. Pewnego rodzaju nawyk, który zdążyła już wykształcić podczas ich burzliwego związku. Mocno ciągnęło ją do jego tatuaży. Pamiętał jak Islandii, kiedy bez zastanowienia dotknęła wytatuowanego numeru na jego szyi, który wyróżniał się najbardziej. Nie był w stylu więziennym. Wyglądał jak nadruk produktu.
- Szczerze mówiąc nie opowiadałem. Każdy z nich mówi o tym co zrobiłem w więzieniu. Nie są to raczej historie o których chcesz się dzielić z kimkolwiek. – Pocałował ją w czubek głowy. Przycisnął ją potem trochę mocniej do siebie, aby jeszcze lepiej czuć jej nagie ciało na sobie. – Dlatego wtedy, kiedy byliśmy na Omedze ten kapitan drużyny najemników. Vova. Zareagował inaczej niż cała reszta. – Wyprostował jedną dłoń przed sobą patrząc na wytatuowaną całą rękę. –Większość moich oznacza, że byłem mordercą w więzieniu i to wysoko postawionym. Dlatego trochę się przeraził.
Nie było sensu tego ukrywać. Spędzili już ze sobą sporo czasu. Wiedziała jaka była jego przeszłość do tego wspominał jej, że siedział w najgorszym więzieniu. Aby przeżyć trzeba było walczyć albo trzymać się tak mocno na uboczy aby nikt cię nie zauważył. Z wyglądem i posturą Strikera dość trudno było zostać niezauważonym.
Przez dwa lata udało mu się dzięki swoim talentom wzbić na wyżyny więziennej hierarchii. Był bezwzględny więc dlatego Siemion się nim zainteresował. Potem było już łatwiej. Był częścią mafii. Gdyby załatwili mu wcześniejsze zwolnienie to może nawet przeszedłby oficjalną inicjację. Skończył jednak szczęśliwie z kobietą życia u boku, a do tego nie był, aż tak wielkim wstydem dla całej swojej rodziny, kiedy na ten moment był kontraktorem Przymierza.
- Sam chciałbym wiedzieć.
Parsknął śmiechem ale grymasił, kiedy kobieta oczekiwała dalszych pocałunków i pieszczot. Była inna ale w jakiś sposób Striker bardzo szybko przechodził z tym do porządku dziennego. Nie znał jej jeszcze tak jak wcześniej ale chciał poznać. Pragnął bliskości jej osoby oraz tego aby była u jego boku. Po krótszej chwili znowu ich usta złączyły się razem. Wyprostował się zmuszając ją do tego aby obydwoje teraz byli złączeni ze sobą w uścisku.
Teraz zastanawiając się nad wszystkim nie wiedział jakim cudem udało mu się coś takiego. Może gdyby nie zmiana jej charakteru wcześniej to nigdy by się nie poznali. Chyba, że podczas jakiejś misji. Może nawet musieliby się pozabijać. Tylko tyle, że wtedy byłoby to już na serio. Bez żadnych wspólnych wspomnień czy przeżyć.
Nawet jeśli doszłoby do tego, że musieliby współpracować to raczej nie byłoby opcji aby potem wylądowali razem w łóżku. Wychodziło jednak na to, że byli wyjątkowo ze sobą kompatybilni. Wychodziło to nawet trochę po za zwykłe logiczne rozumowanie. W końcu odsunął swoją twarz lekko do tyłu uśmiechając się ciepło.
- Kocham cię.
Wiedział, że tymi słowami mógł popsuć tą całą sytuację. Równie dobrze nie. Chciał po prostu żeby wiedziała. Szczególnie, pewnie po tym wydarzeniu jeszcze dużo czasu minie za nim, kiedykolwiek znowu tak po prostu będzie mógł wypowiedzieć te słowa. Nawet wcześniej nie mówił już tego tak często tak jakby nie chciał aby to słowo straciło całą swoją magię.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

15 kwi 2018, o 10:49

Łatwo było zapomnieć, że nie jest już wieczór, a ich nie czeka za chwilę sen. Półmrok panujący w sypialni i zmięta pościel wokół nich nastawiały trochę na kolejną noc. Musieli jednak w końcu wstać i zrobić coś sensownego ze swoim dniem, który w rzeczywistości dopiero się zaczynał. Mimo to Aya wydawała się nie spieszyć. Leniwie przesuwała palcami po tatuażach, każdym kolejnym, a przynajmniej po tych, do których miała dostęp. Uspokoiła już oddech, ale wciąż nie wstawała z miejsca.
- Po seksie się nie liczy - odpowiedziała tylko na jego wyznanie, ale w jej głosie było słychać rozbawienie, nie niezręczność. Mówiła mu rano, że pewnie długo jeszcze nie zdobędzie się na powtórzenie tego po raz kolejny, więc teraz też nie odwdzięczyła mu tym samym. Ale ta długo wyczekiwana chwila bliskości sprawiła, że kobieta stała się znacznie bardziej otwarta i przestała już tak spinać się w jego towarzystwie. Przynajmniej póki co.
W końcu zeszła z niego, całując go jeszcze krótko w zarośnięty policzek i wstała z łóżka, by podejść do okna. Wcisnęła przycisk podnoszący rolety, bo skoro i tak Przymierze ich pilnowało, to mogli sobie na to pozwolić, a Jed, przed którym mogli ukrywać się wcześniej, znalazł ich i tak. Światło stopniowo wpadało do sypialni, rozjaśniając pomieszczenie i sprawiając, że dla przyzwyczajonego do półmroku wzroku Strikera naga Aya stała się w pewnym momencie tylko ciemną sylwetką na tle dużego okna. Wciąż jednak trudno było odwrócić od niej wzrok, zwłaszcza jak ruszyła z powrotem w jego stronę. Uśmiechnęła się, pochylając się nad nim, ale nie po to, by go pocałować, ale żeby podnieść swoje ubrania, rzucone między innymi gdzieś pomiędzy zagłówek a poduszki. Stopniowo zaczęła się ubierać, w tę bieliznę, której nie znał, czarne spodnie i białą bluzkę. Nie patrzyła już wtedy na niego, zamyślona nad czymś, czym nie zamierzała się dzielić.
- To jakie masz plany na dzisiaj? - spytała w końcu, rzucając mu jego spodnie. - Będziesz dzwonić do Emily, żeby przekazać jej dobre wieści? Do mamy?
Otworzyła drzwi do sypialni, wpuszczając do środka Watsona, który od razu wpadł w zmiętą pościel, wkopując się pod kołdrę.
- Chcesz się przejść? Ja chyba nie usiedzę w domu teraz.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

15 kwi 2018, o 16:35

Zazwyczaj po dość wycieńczającej sesji z Aya szedł od razu spać albo chociaż. Nie licząc może momentów, kiedy robili to w dzień. Wtedy czuł się jakby miał naładowane baterie na najbliższe kilka dni. Miał więcej energii do działania, a z jego zachowania znikały jakiekolwiek depresyjne elementy. Widząc jednak jak leniwie przesuwa palcami po tatuaż spodziewał się, że ona za chwilę zaśnie. Już wcześniej zdarzało jej się zasypiać dzień wiec nie byłby zbytnio zaskoczony gdyby teraz też po prostu odpłynęła po tym wszystkim.
- A w trakcie? – Spytał w jego głosie tez można było usłyszeć rozbawienie. Chyba w końcu obydwoje mieli jakieś zalążki humoru i lepszego samopoczucia na ten dzień po tym niezbyt przyjemnym poranku. Zrobili to co zawsze w takiej sytuacji czyli wyrzucili z siebie całą frustrację podczas seksu. Jak widać to raczej nie miało się zmienić. Już to, że mógł ją dotykać było dość przyjemne ale to, że mogli robić dość ważną część ich związku zaraz po powrocie z piekła z którego przeszli było wyjątkowo przyjemnym zaskoczeniem.
Nawet nie poczuł jak zaczęła z niego schodzić. Była leciutka w porównaniu z nim. Zawsze się bał, że może jej zrobić krzywdę. Czasami mu się zdarzało być bardziej porywczym podczas ich wspólnych zabaw ale wiedząc już, że nie jest zwykłą kobietą z biura mógł założyć, że będzie mógł sobie pozwalać na trochę więcej.
Jej delikatny pocałunek na policzku sprawił, że jego wzrok zaczął śledzić jej tak znajomą nagą sylwetkę poruszającą się po sypialni. Zmrużył lekko oczy, kiedy pierwszy promyki światła zaczęły się dostawać do środka. Kiedy się wracała w jego stronę przyglądał się jej z dużym zainteresowaniem. Chyba zawsze tak robił jak byli tylko razem. Tak jakby nie liczyło się nic innego tylko ona. Szczególnie, kiedy pochylała się nad nim. To też było nowe. W jakiś sposób w swoim nowych zachowaniu wydawała mu się znacznie bardziej atrakcyjna niż wcześniej. Takiego obrotu sytuacji się nie spodziewał.
Wydawała się też na swój sposób być bardziej aktywna, a jej zachowanie posiadało pewną charakterystykę przypisaną do typowego życia człowieka takiego ja on czy ona. Żyli inaczej niż inni. Mogli sobie pozwolić na dłuższe chwile razem ale zawsze ta natura nie pozwalała zachować pewnego rodzaju spokoju. Zawsze gotowość w razie gdyby coś poszło nie tak. Rozumiał to. Po prostu wcześniej lekko dał się rozpieścić temu leniwemu trybowi życia.
- Zadzwonię do Emily i umówię nas na spotkanie. Lepiej to ugadać na żywo niż przez telefon. – Westchnął. – Zresztą niedługo ma urodziny więc pewnie trzeba będzie na nie iść. – Złapał spodnie w locie, gdzie w środku wciąż w komplecie byłą jego bielizna. Zaczął je zakładać na łóżku zastanawiając się chwilę nad czym się ona tak zastanawia. Wiedział jednak, że lepiej było nie pytać. Przynajmniej nie teraz. – Z matką gadałem tylko raz od powrotu. W sumie to ona zadzwoniła do mnie żeby się spytać czy wszystko u mnie w porządku. – Westchnął. – Nie lubię kłamać, wiesz? Jednak musiałem jej powiedzieć, że wszystko jest okay i jakoś sobie radze.
W końcu zszedł z łóżka. Jego koszulka była w salonie. Musiał wiec zabrać z sypialni tylko swoje skarpetki. No i bluzę. To była kanada wiec na dworze wciąż nie było widać nadchodzącej wiosny. Usiadł wiec obok niej. Podał jej świeże skarpety, a potem założył swoje. Czekał ich dzień pełen chodzenia i dobrze o tym wiedział.
- Możemy się przejść do restauracji. Potem nie wiem. Coś zjeść i chcesz iść do tego fryzjera? Nawet jeśli nie chcesz ich jeszcze ścinać to mogą ci zrobić dobrą wizualizację efektu końcowego. – Zastanowił się jeszcze chwilę nad czymś.- Muszę tez kupić składniki do ciasta i jakiegoś jedzenia na kolację. No i jeszcze muszę się skontaktować. – Spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – To chyba nie będzie, aż tak spokojny okres. Dobrze, że możemy go spędzić razem to może przypomnisz sobie coś więcej, a ja w końcu poznam ciebie.
Pocałował ją jeszcze przed wstaniem z miejsca i pójściem do salonu. Na swój sposób jakoś to wróciło do normy i trzymali się dalej razem. Miłość była przerażającą siłą.
- I w jakim ty języki wtedy mówiłaś w łóżku? To był japoński?
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

19 kwi 2018, o 00:18

Aya zaśmiała się cicho, słysząc jego pytanie.
- W trakcie to już w szczególności - odparła, ubierając się w całą resztę swoich rzeczy. Była w wyjątkowo dobrym nastroju, zupełnie nie pasującym do tego, jaki panował pomiędzy nimi rano. Ale trudno było się jej dziwić, po tym co właśnie się wydarzyło. Nawet jeśli było to dość gwałtowne przekroczenie granicy niezręczności, to mimo tego pozostawało całkiem przyjemne. Odwzajemniła pocałunek bez wcześniejszej niepewności, a jej usta rozciągnięte były w lekkim uśmiechu. Jako Sonya była dużo bardziej stonowana, zarówno w pozytywnych emocjach, jak i pewnie negatywnych. Teraz pozwalała sobie uśmiechać się częściej i choć wciąż nie gadała tyle co Snow, to mówiła trochę więcej. Jakby spadł z niej jakiś ciężar. Może nawet taką Wade łatwiej było pokochać, bo w końcu była sobą. Ale Charles miał to już za sobą.
- Na razie tylko o tym myślałam, ale może faktycznie możemy gdzieś zajść - wzruszyła ramionami po chwili zastanowienia. - Nie wiem gdzie tu jest dobry fryzjer w Montrealu. Poszukam czegoś. Na pewno nie będziesz mieć nic przeciwko?
Uniosła pytające spojrzenie na mężczyznę, jakby obawiała się, że tak drastyczna zmiana nie tylko jej charakteru, ale i wyglądu, sprawi że trudniej będzie mu się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Ale Striker chyba nie miał nic przeciwko, skoro sam jej to proponował. Wstała i wyszła z sypialni, podchodząc do resztki naleśników i łapiąc jednego, by zjeść go na sucho. Podciągnęła się potem i usiadła na blacie, podążając spojrzeniem za Charlesem, gdy chodził po mieszkaniu.
- Hm? Nie wiem. Pewnie tak - uśmiechnęła się z lekkim zakłopotaniem. - Nie pilnowałam się, przepraszam.
Watson wskoczył jej na kolana, więc przytuliła go do siebie. Musiała tęsknić za Sherlockiem, choć to czarny kot od zawsze był jej bliższy. Drugi, rudy, pozostawał ciągle na uboczu, na spokojnie konteplując sobie życie. To z Charlesem dogadał się w sumie bardziej, niż z kobietą, która karmiła go przez wszystkie lata jego życia.
- Możemy się zebrać do restauracji za chwilę. Na piechotę nie dojdziemy, szkoda czasu w sumie, ale możemy wziąć taksówkę - zasugerowała, wyciągając do Charlesa rękę, gdy przechodził obok. Przyciągnęła go do siebie, obdarzając go jednym z tych uśmiechów, które nie zdarzały się u niej zbyt często. Może po prostu było tak do tej pory, mogło się to zmienić. W jej oczach pojawiało się coś nowego, coś czego Striker nie znał. - Pamiętasz, jak mówiłeś, że poradziłbyś sobie ze mną bez problemu? Wiesz, w restauracji jest dużo miejsca i niewielka szansa, że coś się zniszczy. Chcesz to sprawdzić? - uniosła pytająco brwi.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

19 kwi 2018, o 23:37

Coś sprawiało, że Charles’owi było dość łatwo przyjąć Aye do swojego życia. Tak jakby jej nowe zachowania i charakter były jeszcze bardziej dopasowane do jego osoby. Była też możliwość, że teraz, kiedy już obydwoje nie musieli ukrywać swoich emocji mogli w końcu przenieść ich związek na trochę inny poziom. Może i taką kobietę było znacznie łatwiej pokochać ale przecież on kochał ją już wcześniej, teraz po prostu w jakiś dziwny sposób czuł, że to uczucie staje się jeszcze silniejsze. Było to mocno nielogiczne ale trudno było w miłości przecież odnaleźć jakąkolwiek logiczność.
- Nie, nie będę. – Uśmiechnął się do niej przechadzając się po salonie. Znowu przecież wrócili na jakiś czas do bardziej normalnego życia. Musiał znowu wskoczyć w codzienne ubrania, a pancerze i broń pochować na swoje miejsce. Nigdy się nie spodziewał, że będzie mógł prowadzić takie życie ale teraz było w końcu inaczej. Było normalnie.
- Zresztą w najgorszym wypadku, kiedyś ci one odrosną.
Parsknął śmiechem. Było mu bez różnicy jaką długość włosów będzie mieć. Już wiele osób zdążyło mu powiedzieć, że Aya należy do dość atrakcyjnych osób więc raczej w każdej fryzurze będzie jej dobrze. Szczególnie, że chciała iść do jakiegoś lepszego fryzjera. Co jak co ale mimo wszystko naprawdę o siebie dbała. Daleko jej było do niego, gdzie fryzjer był od święta lub jak zarost i włosy utrudniały mu pracę.
Przyglądał się jej z uśmiechem na twarzy. Rzadko widział ją zakłopotaną. To znaczy od dzisiejszego dnia trochę się to zmieniło ale raczej długo nie znudzi mu się ten widok. Było w tym coś uroczego. Tym bardziej teraz, kiedy wiedział, że tak naprawdę jest podobnie jak on chodzącą maszyną do zabijania, która pewnie nigdy nie pozwoliłaby sobie na coś takiego.
- Brzmiałaś dość słodko.
Tym razem na twarzy wykwitł mu lekko złośliwy uśmiech. Ona też chyba będzie musiała przyzwyczaić się do kilku nowych zachowań Strikera, które wcześniej nie miały miejsca. Może znali się długo ale okazało się, że nie znali się wcale. Więc w dość paradoksalny sposób wydarzenia ostatnich dni lekko pozytywnie wpłynęły na ich związek.
Szedł właśnie w stronę kuchni by zabrać papierosy. Ostatnią część swojego typowego wizerunku. Musiał kupić sobie nową zapalniczką jako, że stara nie nadawała się już do niczego. W sumie zniszczenie jej pozwoliło mu pozbyć się ostatniego artefaktu dość mocno przypominającego mu o jego przeszłości.
- Dobry pomysł. – Rzucił, gdy nagle przyciągnęła go do siebie. Jego dłonie automatycznie wylądowały na jej udach jak zawsze głaszcząc je z dołu powoli w górę. Jej propozycja była dość szokująca ale pasowała mu. Do tego to spojrzenie, które sprawiło, że jego serce zaczęło mocniej bić. – Pakuj ciuchy treningowe. Kupimy po drodze sprzęt do sparingu. – Jego twarz lekko się zbliżyła do jej. – Nie masz ze mną szans ale skoro tak bardzo chcesz przegrać to nie mam prawa cię powstrzymywać.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

20 kwi 2018, o 16:46

Kobieta zmrużyła lekko oczy, odwzajemniając złośliwe spojrzenie Strikera. Była jednak zbyt rozbawiona, by faktycznie wyglądać choć trochę groźniej niż zwykle. W takich momentach w niczym nie przypominała człowieka, którym była - byłej już agentki Cerberusa, równie, a według niej nawet bardziej śmiercionośnej, niż Chalres. Dla Strikera zawsze stawała się najlepszą wersją siebie, nawet gdy nie była do końca Ayą. W domu nie myśleli o tym, co dzieje się w trakcie walki i jakie są ich zobowiązania. Na tę chwilę wrócił ten nastrój, który mieli na Islandii, tak jak uśmiech wrócił na twarz Hatake. Przesunęła dłońmi po jego przedramionach, podążając za nimi spojrzeniem. Chyba jego tatuaże przyciągały ją jeszcze bardziej, niż przedtem, albo po prostu chciała go dotykać, by upewnić się, że nie jest wymyślony, jak połowa jej wspomnień.
- Masz wiadomość - zauważyła i stuknęła paznokciem w jego wyłączony omni-klucz, którego kontrolka migała teraz. Charles musiał nie zwrócić na to uwagi w zamieszaniu dzisiejszego dnia.
- Jaki sprzęt treningowy masz na myśli? - spytała ciemnowłosa, opierając ręce na jego dłoniach, jakby nie chciała, żeby zajmował się korespondencją, tylko został tu jeszcze na moment. - Jeśli chcesz, możemy polecieć po drodze po jakieś symulatory. Chyba że wolisz coś bardziej realistycznego, to możemy wziąć tylko generatory sztucznych tarcz i pancerzy, i termiczną broń do tego. Nie dam Ci się pobić bez niczego, bo wystarczy że mnie złapiesz i gra się skończy - parsknęła śmiechem.
Wszystko, co proponowała, było bezpieczne i nie groziło tym, że postrzelą się nawzajem niechcący. Zresztą dźwięki wystrzałów w środku miasta od razu przyciągnęłyby do nich problemy. Kobieta wydawała się równie podekscytowana pomysłem, co on sam, a może nawet bardziej. To była bezpieczna alternatywa prawdziwej walki. Uniosła pytająco brwi.
- Czy jak przebiorę się w kombinezon, to oddasz mi zwycięstwo walkowerem, tylko po to, żeby go ze mnie zdjąć?
Sama też pochyliła się lekko, przekręcając głowę, a jej usta znalazły się na milimetry od ust Charlesa. Uśmiechała się, patrząc na niego z tak bliska, z fascynacją równą tej, z którą patrzyła na niego w Sendai. Dla niej to wszystko było nowe, świeże, a że z jej twarzy spadła narzucona przez Cerberusa maska, to teraz kipiała nagromadzonymi w sobie przez ten czas emocjami. Ich związek przez ostatni miesiąc zdążył się ustabilizować i uspokoić, teraz jednak wszystko zaczynało się na nowo, a każdy kolejny krok był dla Ayi czymś ekscytującym. Może nawet sam Striker tak był, skoro teraz znacznie lepiej docierała do niej jego przeszłość, przedstawiona jej przed ich pierwszym spotkaniem w mocno negatywnych barwach. Teraz mieszała się ona z rzeczywistością, tworząc zestaw, od którego trudno było się tak po prostu odwrócić. No i tak samo, jak do niego, do Hatake docierało jak wiele w rzeczywistości ich łączy. Pocałowała go w końcu, delikatnie, ale z dawno niespotykaną u niej czułością, a jej palce w dobrze znajomym już geście przesunęły się po jego zarośniętym policzku.
- Powinieneś przeczytać wiadomość - powiedziała, odsuwając się po chwili. - Może to coś ważnego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

21 kwi 2018, o 00:29

Jej delikatny dotyk jak zawsze wprowadził go w wyjątkowo pozytywny nastrój. Dawało mu tą niewielką trochę sztuczność pewność, że wszystko jest okay tak jak wcześniej. Tak jakby to, że pragnęła też jego bliskości wprawiała jego mózg w jakiegoś dziwnego rodzaju stupor, który całkowicie blokował jakiekolwiek racjonalne myślenie. W tej kwestii miała na niego wyjątkowo zły wpływ. Nie potrafił się przy niej zachować logicznie, a jego byłe dowództwo pewnie by złapało się teraz za głowy widząc co wyprawia. Na ten moment już większość jego bliskich wpadała w osłupienie wiedząc co nieco o tym co robi Charles. Ryzykował wszystkim co miał dla kobiety, która miała go zdradzić nie raz ale dwa razy, a do tego gdyby coś poszło nie tak to walczyliby ze sobą na śmierć i życie. Dobrze, że był dziwnym człowiekiem.
Spojrzał na swoją rękę widząc wiadomość. Westchnął cicho. Zastanawiał się kto tym razem. Może Przymierze po niecałych parunastu godzinach postanowiło mu przypomnieć, że dokumenciki czekają albo Cerberus, który pragnie potwierdzić jak bardzo Striker jest świadomy tego jak bardzo ma u nich przejebane. Opcji było wiele i każda z nich mogła bardzo szybko zepsuć ten sielankowy nastrój jaki zaczął panować w mieszkaniu. Wiedział też o tym jak bardzo Aya różni się od Sonyi. Ona od razu zauważy zmianę w jego charakterze, a do tego pewnie bardzo szybko mu to wypomni.
- To może chwilę poczekać.
Pokręcił głową i wrócił do patrzenia w jej ciemne oczy, które tak bardzo go zainteresowały już podczas pobytu na Islandii. Teraz wydawały mu się jeszcze bardziej interesujące. Jeszcze bardziej przyciągające. Jego palce automatycznie wręcz powoli wślizgnęły się pomiędzy jej. Tak jak, kiedyś. Tak jakby to wszystko nigdy się nie wydarzyło.
- Symulatory? Generatory sztucznych tarcz? Nie spodziewałem się, że Cerberus cię tak trenował. To przecież dla rekrutów. – Parsknął śmiechem. – Mówiłem o zwykłych ochraniaczach na piszczele, rękawice i hełmy. Skoro jednak tak się boisz, że mogę cię złapać to możemy zrobić tak jak ty chcesz. Możemy odegrać cały scenariusz gdzie dwóch agentów walczy o zabezpieczenie terenu.
Wciąż się uśmiechał. Przypomniał sobie jak sam był studentem i trenowali go w taki sposób. Potem w Rosenkovie kazali mu strzelać prawdziwą bronią. Nic nie sprawiało, że człowiek nawet podczas treningu starał się bardziej, kiedy gdzieś w głowie pojawiała się myśl, że można umrzeć przez głupi błąd. Mogli to zrobić tak jak chciała mogli też wykonać typowy dla siebie sparing.
- Możemy też załatwić imitację noży. Wiesz. – Uśmiechnął się lekko. – Ja wezmę zwykły nóż bojowy, a dla ciebie coś co przypomina wakizashi. Tak to się nazywało? Chciałbym zobaczyć legendarnego Ducha w akcji.
Teraz uśmiechnął się szerzej chwaląc się swoją wiedzą. Przecież pracował wcześniej od czasu do czasu z Cerberusem jako operator. Nic dziwnego, że miał trochę więcej na temat tego jak specjalizowali swoich ludzi. W jakiś sposób to właśnie ta grupa bardzo dobrze oddawała charakter Hatake. Może gdyby nie to, że wydawali mu się oni być znacznie bardziej zdyscyplinowani. Mógł się mylić. Aya może miała kłopotliwy dla dowódców charakter ale nie znaczyło to, że nie jest świetnym wojownikiem. I właśnie to chciał sprawdzić.
Przyglądał się z zaciekawieniem. Był trochę zaskoczony, że akurat to jej udało się jej zapamiętać. Jego dziwne zainteresowanie jej osoby w kombinezonie. On wiedział jednak, że nie chodziło po prostu o kombinezon, a po prostu o nią. Nie odpowiedział jej jednak na to pytanie.
Zaczęła go fascynować jeszcze bardziej niż wcześniej. Szczególnie, że w ten dziwny wręcz sposób tak dobrze się rozumieli. Może właśnie przez to, że tak jak on była świetnie wyszkolonym żołnierzem, sprawiało, że podświadomie ciągnął swój do swego. Wiedział jaką opinię musiał mieć o nich Cerberusem, a co dopiero o nim. Bycie jednym z najlepszych operatorów nie sprawiało, że twoje akta opływały w historię pełne glorii i chwały. To były przerażające plamy krwi, które już na zawsze będą plamić cały jego życiorys. Dziwiło go jednak dlaczego mówili jej o nim skoro ich spotkanie było czystym przypadkiem. Może po prostu mieli na niego jakąś teczkę od czasu tych kilku wspólnych misji? Zresztą chcieli go zrekrutować. Mogli go przecież wymienić jako przykład tego z czym może się spotkać podczas swojej misji.
On sam słyszał o duchach wiele przerażających rzeczy. Nie wiedział co ma myśleć o tym, że teraz, kiedy byli po prostu we dwoje. To wszystko było tak dalekie od prawdy. Byli zwykłymi ludźmi, którzy nagle odkryli, że nie mogą bez siebie żyć. Pewnie gdzieś w innym uniwersum obydwoje gdzieś ze sobą by teraz walczyli na śmierć i życie nigdy nie podejrzewając nawet, że pomiędzy nimi mogłyby wykiełkować takie uczucie. Mogliby też się nigdy nie spotkać. Jakikolwiek byłby to scenariusz. Żadne z nich nie odkryłoby jak bardzo pozytywny wpływ mogą mieć na siebie. Dwójka żołnierzy do zadań specjalnych, kiedyś stojąca po dwóch stronach barykady teraz starała się ułożyć sobie jakoś życie razem.
Odwzajemnił jej pocałunek. Czas dla niego dosłownie się zatrzymał. To znowu było nowe ale na swój sposób tak bardzo znajome. Mogła poczuć jak się uśmiecha.
- Za chwilę sprawdzę. – Przysunął się bliżej niej i jakby nigdy nic zaczął jej mówić cicho do ucha. – Nie oddam ci żadnej walki walkowerem, Aya. Będę jak zawsze o ciebie walczył.
Pocałował ją delikatnie zaraz obok ucha. Raczej nigdy sobie nie pozwalał na takie rzeczy. Powoli pozwalał sobie na więcej z nią podczas ich związku ale zawsze bał się tego, że go zostawi lub zrobi jej krzywdę. Teraz, kiedy wiedział, że jest podobnie jak on zaprawiona w boju to zmieniało to postać rzeczy. W końcu sprawdził wiadomość na omni-kluczu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

21 kwi 2018, o 23:08

Kobieta przewróciła oczami, wciąż jednak pozostając rozbawioną. Łatwo było rozmawiać o tym jakby nigdy nic, a co innego gdyby stanęli naprzeciw siebie z prawdziwą bronią. Któreś musiałoby wystrzelić pierwsze. Któreś być może zostałoby ranne. Chyba ani on, ani Hatake nie chcieli tak ryzykować. To nie był trening tylko ich mała zabawa, test sprawdzający prawdziwość pogróżek, którymi nie do końca poważnie się wcześniej wymieniali.
- Nie trenowaliśmy tak, no co Ty - westchnęła. - Nie myślałam tylko, że chcesz tak na poważnie. Chciałam cię sprawdzić, nie poobijać. Ale dla mnie to nie problem.
Parsknęła śmiechem, gdy wspomniał o duchu. Pokręciła głową.
- Nie jestem duchem. Miałam dopiero część szkoleń. Żeby zostać duchem musiałabym mieć wszczepiony specjalny implant. Przed Montrealem jeszcze nie było tego w planach. Ale długie ostrze, czy omni, czy nie, to mi pasuje. Wiesz zresztą.
Komórka na Omedze utkwiła w jej pamięci, zresztą już mu o tym mówiła. Wyznanie komuś miłości po raz pierwszy rzadko się zapominało, nawet jeśli tak jak Aya miało się z zapamiętywaniem spore problemy. Kwestia kombinezonu też musiała zostać w jej głowie. Parsknęła znów śmiechem, słysząc jego obietnicę i zdecydowanie nie biorąc jej na poważnie. Przez moment wyglądała, jakby poczuła się lekko niezręcznie, odzwyczajona od takich wyznań. Może jej życie przed Strikerem w nie nie obfitowało. Skinęła głową, pozwalając mu odsunąć się od siebie, a potem zjechała z blatu i poszła do gabinetu, by tam zająć się jakimiś swoimi rzeczami.
Wiadomość nie przynosiła szczególnie złych wiadomości. Przychodziła od Daryla i nie była związana ani z dokumentami związanymi z Przymierzem, ani bezpośrednio z Cerberusem. Mimo to jednak odbierała im trochę swobody, tak jakby i tak nie mieli jej wystarczająco mało.
Charles,

Mówili, że wróciliście do mieszkania w Montrealu. Nie planujecie tam zostać długo, prawda? Sugerowałbym wam zebrać się już dzisiaj. Myślałem że polecicie po rzeczy i dalej, a nie że zostaniecie na noc. Najlepiej wylećcie z Kanady. Ty już może nie masz problemów, ale Sonya może mieć, i to spore. Przejrzałem wtedy pobieżnie te akta i myślę że Cerberus nie da jej tak po prostu wrócić do domu i zająć się sobą.
Zadzwoń do mnie, jakbyś potrzebował pomocy z przeprowadzką. Coś się wymyśli.

Daryl

Aya zajęła się gdzieś sobą. Słyszał dźwięki z gabinetu, szelest papierów i przekładanych książek. Kroki kobiety nadal były bezdźwięczne, za to dotarł do niego jej głos, nucący melodię, której nie znał. To nie była Sonya, zachowywała się teraz zupełnie inaczej. Musiała zdawać sobie sprawę z tych różnic, z czego wynikały jej obawy. I choć daleko jej jeszcze było do Snow, to nie była tak cicha i milcząca jak przedtem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KANADA] Montreal

21 kwi 2018, o 23:34

Nie tylko ona poczuła się niezręcznie. On chyba zresztą też widząc jej reakcje. Przejechał dłonią po włosach. Było to dość ciekawe, że za każdym razem to robił, kiedy czuł się niezręcznie lub czymś poirytowany. Nie był mocno skomplikowaną konstrukcją jeśli chodzi o zachowania. W sprawach niezwiązanych z misją lub pracą można było dosłownie czytać z niego jak z otwartej książki.
Gapił się jeszcze chwilę w jakiś punkt gdzieś przed. Chyba na ścianę czy na jeden z tych nowoczesnych obrazów. Czuł się trochę głupio z tym co powiedział. To było trochę cheesy, a do tego raczej za wcześnie. Zbyt wcześnie. Powoli mu się mieszało wszystko w głowie. Niby za wcześnie ale przed chwilą przecież… Pokręcił głową. Dobrze wiedział na co się pisze, a jeszcze lepiej wiedział jak bardzo trudne mogą być mimo wszystko te dni.
Nie był tym kogo jej opisywano, nie zachowywał się nawet tak jak większość jego kolegów po fachu miała to w zwyczaju. Był inny. Był dziwny. To raczej nie miało się zmienić w najbliższym czasie. Niby Aya bała się, że to on jej nie zaakceptuje taką jaką jest. Ona też mogła zapomnieć o tym jaką osobą jest Charles. Tak naprawdę wrócili do punktu wyjścia. Wrócili do momentu w którym byli w Sendai.
Odpalił papierosa, aby wyciągnąć się z tej gonitwy myśli, które od kiedy uzyskał wolność stawały się coraz silniejsze. Najgorsze jednak były chwile po nich. Potrafił czasami po prostu patrzyć się w jakiś punkt, a jego wzrok był po prostu pusty. Nawet wcześniej, kiedy byli razem to zdarzało mu się po prostu odpłynąć. W końcu zajął się wiadomością.
Spróbujemy wylecieć jutro z samego rana. Dzisiaj musimy załatwić jeszcze kilka spraw.
Skoro czytałeś jej akta to nie masz się o co martwić. Tym razem jeśli tu przylecą to będą mieli problem. Wiedzą też, że się ich spodziewamy. Z taktycznego punktu widzenia nie ma sensu atakować od razu.
Zadzwonię. Gdybyś potrzebował pomocy z Susan daj znać. Coś się wymyśli.

Uśmiechnął się pod nosem. W wyjątkowo dziwny sposób, jego brat i Susan, reagowali na rozmawianie na ich temat. Wiedział, że zachowuje się teraz jak wujek śmieszek ale i tak go to bawiło. Musiał odbić sobie te lata w których nie mógł irytować Daryla swoją osobą.
Spojrzał w stronę gabinetu słysząc nucenie kobiety. Ta melodia. Tak bardzo obca ale wydawało mu się, że skądś to zna. Ostatnio wiele rzeczy mu się „wydawało”. Zaciągnął się papierosem. Poszedł w końcu w stronę sypialni pakując do torby jakieś bardziej sportowe ciuchy. On niestety się nie zmienił. Wciąż był milczący, a do tego wyjątkowo cichy. Zresztą zawsze taki był. Przy ludziach zachowywał się inaczej. Podczas rozmowy też. Wciąż jednak, kiedy pozostawał sam to bardzo łatwo można było zauważyć ten smutek, który w sobie nosił. To prawda żyło mu się lepiej teraz lepiej, a co ważniejsze miał po co żyć. Zmieniał się na lepsze lecz wciąż tak jak i ją czekała bardzo długa droga do wypracowania sobie tego lepszego życia.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KANADA] Montreal

23 kwi 2018, o 01:33

Odpowiedź od Daryla przyszła niemal natychmiast. Widać było w niej frustrację, jaką Charles wywołał, więc w sumie osiągnął swój cel.
O co ci chodzi? Nic jej nie zrobiłem i między nami do niczego nie doszło. Skup się lepiej na swoich sprawach. Oferuję pomoc w przeprowadzce, nie w pracy nad związkiem.

Z reguły młodszy Striker inaczej reagował na takie przytyki, zadowolonym uśmiechem albo jakimś dwuznacznym żartem. Albo Susan w jakiś sposób zalazła mu za skórę i nie mógł sobie z tym poradzić, albo po prostu się zmienił. Oba były równie prawdopodobne, w końcu Charles nie widział go od ośmiu lat, a opowieści Emily i Tada mogły być tylko jedną stroną medalu. Możliwe też, że kryło się za tym coś więcej, coś, czego Striker nie miał jak się domyślić. Kto wie, czy siostra nie będzie potrafiła mu wyjaśnić przyczyny tej frustracji.
Chwilę później w drzwiach sypialni zobaczył znajomą sylwetkę Ayi. Tym razem nie była już tylko ciemną plamą na tle drzwi, bo okno pokoju było odsłonięte.  Przyglądała mu się przez chwilę, ostatecznie wchodząc w końcu do środka. Na jej twarzy nie było już żadnego zakłopotania, ale przeszło jej też to błogie rozleniwienie, które wypełniało ją po ich mniej lub bardziej skutecznym przełamywaniu barier niezręczności. Uśmiechnęła się do niego krótko, podchodząc do szafy i otwierając swoją część.
- Mogę się dorzucić do Ciebie? Nie chce mi się nieść drugiej torby - poprosiła, a jeśli się zgodził, w jego bagażu znalazł się zwyczajny, bordowy top na ramiączkach i płaskie buty. Widać spodni zmieniać nie zamierzała, może te, które miała na sobie, były wystarczająco wygodne.
- To jak? Chcesz walki na noże? Wiesz na co się piszesz? - spytała. W jej oczach znów błysnęło to coś, czego nie znał. Musiała lubić tego rodzaju rozrywkę, bardziej niż potrafiła się teraz przed nim przyznać. - W razie czego inny sprzęt da się szybko załatwić. Gdybyś zmienił zdanie.
Uśmiechnęła się i wyszła z powrotem do salonu, przesuwając po drodze dłonią po jego pochylonych nad torbą plecach.
- Możemy już lecieć? Czy masz tu coś jeszcze do zrobienia? - dobiegł do niego jej głos. - Watson, nie, zostaw to. To nie jest zabawka. Jeśli chodzi o fryzjera, Charlie, to nie chcę, żebyś musiał na mnie czekać. Możesz wrócić do domu i zacząć się pakować, a ja dolecę później. Pewnie trochę to potrwa, wynudzisz się.
Usłyszał dźwięk otwieranej lodówki, a potem jednej z szafek. Potem, jeśli nie chciał z jakiegoś powodu opóźnić wyjścia, także stuk obcasów butów, które nałożyła już Hatake. Wkrótce była gotowa do wyjścia, ze swoim czarnym płaszczem na ramionach i dłońmi w kieszeniach. Tylko ta biała bluzka wyzierająca spod rozpiętego okrycia wierzchniego była czymś nietypowym, czymś do czego Charles nie był przyzwyczajony. Kobieta uśmiechała się, pewnie ciesząc sie tym, że będzie mogła mu pokazać nad czym pracowała przez ostatnie tygodnie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8478
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość