Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

[EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 04:38

Obrazek


Port morski w Mancie już od ponad stu lat uchodzi za największy w całym Ekwadorze. Początkowo skupiony na typowo gospodarczych celach, z czasem przeistoczył się w potężny obiekt, w pełni wykorzystujący leżące na terenie miasta wybrzeże. Już teraz port, choć morski, wielkością dorównuje niejednemu obiektowi zawieszonemu w kosmosie o podobnym przeznaczeniu, dotyczącym jednakże statków poruszających się po nieco innych terenach.
Spora, centralna część obiektu przeznaczona jest na doki podzielone ze względu na kraj pochodzenia transporterów w nich obecnie przebywających. Jest to również strefa najbardziej zaludniona - handel, wycieczki czy transport publiczny, często dotyczący leżących w sąsiedztwie wysp Galapagos, sprawia, że przez hale przewijają się istne tłumy ludzi.
Sytuacja na obrzeżach portu wygląda zgoła inaczej. Wypełniona jest bowiem dokami prywatnymi - wynajętymi przez osoby fizyczne bądź też większe korporacje, w tym Movichai Energetics, którego własność znajduje się niemal w najbardziej oddalonym od głównego wejścia punkcie.

Wraz z krótką wiadomością o czasie zbiórki, świeżo zwerbowani do dość intrygującej i tajemniczej przez swój brak informacji misji otrzymali również numer doku, w którym to mieli się zjawić. Okazał się on jednakże znacznie większym zaskoczeniem niż mijane w drodze na miejsce, zacumowane statki o różnych gabarytach lub statkach. U celu bowiem dostrzegli batyskaf - wyglądająca na potężną machina powiadomiła ich o dotarciu do celu przez jasne logo zatrudniającej członków ekipy firmy, umieszczone na jej pancerzu. Poza tym niestety nie wyróżniała się kolorystycznie - ciemna, toporna konstrukcja przypominająca nieco łódź podwodną, lecz o znacznie mniej wydłużonym kształcie.
Oprócz nich samych w doku nie było dotąd nikogo, nic też nie wskazywało na to, by ten stan miał się zaraz zmienić. Właz skafu okazał się zamknięty.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 10:08

Powrót na Ziemię kosztował go niemałą ilość kredytów, wydawało mu się jednak, że ta drobna inwestycja będzie opłacalna. Obecnie był na urlopie i nie musiał się nikomu spowiadać, szczególnie swojej korporacji, która z tych doków prawdopodobnie korzysta. Niemniej jednak, po prostu kreatywnie chce spędzić czas i przy okazji zarobić to i owo. Nie do końca wiedział, jak ma przygotować się do tego typu misji, dlatego przygotował się tak samo jak do kontraktu MJS, jedyną różnicą było to, że nie miał na sobie tego kretyńskiego kombinezonu roboczego. Nie śpieszył się. Skoro był na urlopie to po prostu chciał spojrzeć na to i owo. Był w Ekwadorze, zatem jakby nie patrzeć - kraju egzotycznym, w tym miejscu odrobinę zurbanizowanym. To jedyna wada tego miejsca. Oczywiście to nie oznaczało tego, że nie można było tutaj aktywnie odpocząć. Szczególnie przy pięknych, latynoskich kobietach, na które spoglądał co jakiś czas.
Zmierzał do wyznaczonego miejsca spotkania spokojnym, aczkolwiek energicznym krokiem. Zapalił już czwartego tego dnia papierosa, a warto wspomnieć o tym, że był to wczesny ranek. Obiecał sobie już nieraz, że przestanie i kończyło się jak zawsze, czyli do dupy. Słaba wola? Być może, on to jednak nazywa przyzwyczajeniem i jego nałóg w ogóle mu nie przeszkadza. No cóż, nic się na to nie poradzi. Do tej misji został zatrudniony jako specjalista techniczny, na strzelaniu nie miał tak wielkiego pojęcia jak o tym pierwszym zagadnieniu. Ubrał się zatem tak, aby w trakcie jakichkolwiek prac nic mu nie przeszkadzało: szara bluza z kapturem, oczywiście głębokim na tyle, by skryć twarz przed jakimikolwiek stróżami prawa (którzy nie ścigali Matta, spokojnie), czarne spodnie robocze z dużą ilością kieszeni i w kompozytowymi wzmocnieniami na kolanach i łydkach, buty sportowe. To byłoby na tyle, gdyby jeszcze nie plecak. Wyglądało to co najmniej tak, jakby jakiś kretyn szedł do doków na mały biwak, jednak nic bardziej mylnego. W plecaku znajdowały się narzędzia "pożyczone" od swojego pracodawcy. Pas narzędziowy, klucze i wkrętarka, nawet maska przeciwpyłowa. Wszystko może się przydać, prawda? Zresztą w jego umowie był zawarty dopisek o tym, że narzędzia pracy załatwia we własnym zakresie, nie wspominając o broni, którą oczywiście też ma przy sobie.
Zobaczywszy batyskaf był już pewien tego, gdzie tym razem będzie pracował. No cóż, niejednokrotnie spawał mocowanie silnika pulsacyjnego, będąc w przestrzeni kosmicznej, zatem głębiny morskie nie będą takie straszne. Przynajmniej z pozoru. Jako, że nikogo nie było, nie miał zamiaru się odzywać. Odłożył ciężki plecak na ziemię i przysiadł na murku. Zgasił papierosa butem, sięgnął do kieszeni spodni po paczkę Marlboro. Wyciągnął papierosa i zapalił go blaszaną zapalniczką Zippo. Wydawało mu się, że trochę poczeka sobie na współpracowników.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 15:14

Było mnóstwo miejsc na Ziemi, których nie odwiedził, więc nie byłoby to odkrycie Ameryki6 gdyby powiedzieć, że jeszcze nigdy nie był w Ekwadorze. Wszystko wokół było dla niego nowe i za każdym razem nie mógł wyjść z podziwu dla najbardziej błahej rzeczy, która dla mieszkańców była codziennością. Tak, zachowywał się jak typowy turysta i w zasadzie nawet nie próbował tego ukrywać. Podobnie też jak swojego przygotowania na akcję.
Warto wspomnieć o tym, że przyjął zlecenie pracy przez Movichai Energetics, gdzie miał spędzić dwa tygodnie w głębinach oceanu. W normalnych okolicznościach zrezygnowałby z tego, ale przyjrzał się wszystkiemu z szerszej perspektywy, szukając informacji w extranecie. Głównie to były plotki i właśnie na nich bazował, ale firma utraciła kontakt z jedną ze stacji. Niby nic nadzwyczajnego, ale wysłano ekipę mającą naprawić systemy komunikacyjne i... nie wiadomo co się wydarzyło. Nic, zero, brak jakichkolwiek informacji. Coś się nie udało i cholera wie co. Movichai najwyraźniej wprowadziło embargo na informacje o danej placówce, bo nawet nie wiadomo było o jaką konkretnie chodzi. Chociaż, gdyby poszukać głębiej, można by dojść do tego, która stacja była powodem zamieszania. W końcu rezygnowano z żywej obstawy na rzecz komputerów, a więc to zawężało "krąg podejrzanych". Jakby jeszcze brać pod uwagę port w którym mieli się zgłosić i odległość do najbliższej podejrzanej stacji, to może nawet udałoby się wytypować tą jedną jedyną stację, o którą chodziło.
No, ale byłaby to sztuka dla sztuki, bo w końcu i tak miał się tego dowiedzieć.
W kontekście całej sprawy, interesujący był termin, bo gdyby chodziło wyłącznie o eliminację jakiegoś zagrożenia, to nie dawaliby na to żadnego terminu. Po prostu wymagaliby pozbycia się problemu, nie narzucając z góry czegoś takiego.
Dwa tygodnie.
Konrad nie mógł przestać myśleć o tym, ile potrzebowałby wody pitnej i żywności, by przetrwać przez ten czas na stacji. Nie chcąc jednak liczyć na przypadek, szczęście, czy po prostu przygotowanie firmy, kupił sobie mały zapas tabliczek czekolady i batoników. Na pewno mieli tam się udać z zaopatrzeniem, ale czy wśród prowiantu byłyby słodycze? Tego nie wiedział.
Gdy w końcu dotarł na doku, mógł o sobie powiedzieć, jako człowieku przygotowanym do zadania. Liczył też, że pracodawca będzie przygotowany podobnie.
Miał na sobie swój kompletny pancerz i N7 Huragan, ale nie był tam służbowo, więc pozbył się jakichkolwiek oznaczeń Przymierza i swojego stopnia, choć barwy zachował. Ktoś mniej obeznany z polityką, mógłby to uznać za udawanie, ale jeżeliby spojrzeć na to chłodnym okiem, to ten prosty zabieg był bardziej niż odpowiedni i wielokrotnie wykorzystywany w przeszłości, przez różne armie.
Ostatnimi czasy miał też nawyk nagrywania wszystkiego co tylko mógł, więc to też miał zamiar robić przez cały czas. Miał nadzieję, że jego poprzednicy też to robili i dowie się, co go czeka. W końcu najgorsza jest niewiedza. bo przez nią podejmuje się złe decyzje.
Na miejscu czekał już jeden z ludzi, który pewnie też został wynajęty do zadania. W przeciwieństwie jednak do Straussa, był ubrany bardziej... mniej bojowo. No nic, oby nie było tak niebezpiecznie, jak zakładał.
- Cześć. - przywitał się na wstępie, podchodząc bliżej palacza i zerkając na ich domniemany środek transportu. Logo firmy rozwiewało wszelkie wątpliwości odnośnie tego, czy tym udadzą się do ich tymczasowego domu, na czas trwania kontraktu.
- Też przyjąłeś zlecenie od Movichai Energetics? - dobrze było się wpierw upewnić, czy mężczyzna czekał na coś innego, czy też obaj mieli razem pracować. Dobrym wyjściem było zadbanie o dobre znajomości, bo przebywanie dwa tygodnie pod wodą z grupą osób, których by nie znosił, źle działałoby na niego.
- Konrad - przedstawił się, wyciągając rękę do zakapturzonego typa. Jeżeli było jak zakładał i technik również wybierał się na wycieczkę "Nautilusem", to dobrze byłoby z nim pogadać. W zasadzie oczywistym było, że stał przed jakimś mechanikiem, inżynierem lub kimś w tym guście, skoro nie miał na sobie żadnego pancerza ochronnego. W zleceniu wymagana była jedna z tych dwóch rzeczy, a skoro nie A, to w takim razie B.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 17:39

Vexarius najwyraźniej nie był stworzony do przepustek.
Na ogłoszenie Movichai Energetics natknął się siedząc w poczekalni portu kosmicznego Euqilor, kiedy bez większego celu przeglądał Extranet w oczekiwaniu na przylot promu na Omegę. W pierwszej chwili zupełnie je zignorował - krótka, enigmatyczna informacja o poszukiwaniu osób o przeszkoleniu bojowym oraz technicznym nie posiadała żadnych szczegółów, a myśli porucznika leniwie krążyły dookoła Zaświatów, nie wychodząc poza rozważanie jakiego drinka zamówi po przylocie. Przejrzał ogłoszenie i bez większego zastanowienia wyrzucił je z zakładek, wracając do czytania artykułu o mechanizmach stosowanych w modyfikacjach przeciwpancernych do broni krótkich i długich, zamieszczonego na stronie Armax Arsenal. Zamiana ciężkiego, zaplutego klimatu Omegi na podmorskie głębiny nie leżała w kręgu jego zainteresowań.
Ale z drugiej strony...
Ogłoszenie zostawiło w jego głowie nasionko, które zaczęło powoli wypuszczać korzenie. Vex próbował czytać artykuł, ale jego myśli co chwilę wracały do krótkiej instrukcji. Nigdy nie był na ojczystej planecie ludzi i nie było to raczej miejsce gdzie widywało się osoby jego pochodzenie. Z głębinami też nie miał większego doświadczenia poza jedną czy dwoma misjami szkoleniowymi do Oddziałów Specjalnych na oceanicznych planetach. No i była jeszcze kwestia przepustki - czy nie po to dostawało się czas wolny, by spędzać go jak... no, czas wolny? Odpoczywać? Korzystać z uroków swobody i siedzieć godzinami przy barze? I gapić się bez celu na niebieskoskóre tancerki? I budzić w zapchlonym hotelu z głową szumiącą od kaca? Zrezygnowanie z tego na rzecz potencjalnie niebezpiecznej misji w podmorskich odmętach byłoby nienormalne. Wręcz niewłaściwe.
Vex wyłączył artykuł i przywrócił zakładkę z ogłoszeniem.
Jego stary dowódca często żartował, że turiańska służba zaczyna się w dniu narodzin, a kończy w dniu śmierci. Może było w tym trochę prawdy.

Po przylocie na Ziemię porucznik udał się bezpośrednio do doku wskazanego w informacji zwrotnej. Wszystko czego potrzebował miał ze sobą - włączając w to niewielki prowiant dostosowany do jego własnego układu trawiennego, zabieg nie tyle ukierunkowany na przetrwanie na podwodnej stacji, co na pobyt na Ziemi. Nie miał pojęcia czy w ludzkiej metropolii serwują cokolwiek opartego na białkach prawoskrętnych, a nie chciał się o tym przekonać w bolesny sposób. Domyślał się, że skoro Movichai Energetics zdecydowało się na jego zatrudnienie, to na okres pracy prawdopodobnie zostanie mu zapewnione wyżywienie, ale przy braku dokładnych instrukcji nic nie było stuprocentowo pewne.
Ekwadorski port przypominał sobą mrowisko, ale nie sprawiał wrażenia zacofanego - a wręcz przeciwnie. Idąc bez pośpiechu jego ulicami, turianin przyglądał się wysokim budynkom i tańczącym na falach ciężkim transportowcom oraz mniejszym okrętom. Manta nie przypominała sobą miast Palavenu i ich surowej, praktycznej architektury, ale Vex potrafił docenić strukturę ludzkiego miasta. Na swój sposób. Ogromne hale i liczne przejścia pomiędzy dokami byłyby utrapieniem podczas bezpośredniego ataku. Przystanie i transportowce trzeba byłoby zdobywać pojedynczo, a morski odcinek wybrzeża odciąć z powietrza... A może artylerią strategicznie umieszczoną na zakolu zatoki...
Kiedy dotarł do celu, okazało się że nie jest pierwszy. Dwie inne osoby - ludzie, brak zaskoczenia - już czekały w pobliżu ciężkiego batyskafu z firmowymi oznaczeniami Movichai Energetics. Vex obrzucił ich krótkim spojrzeniem, od razu zauważając, że nie był jednym który zdecydował się na przybycie w pełnym rynsztunku i że podobnie zrobił mężczyzna w barwach Przymierza. Powodem ponownie był niedobór instrukcji w ogłoszeniu, przez co turianin, nauczony doświadczeniem, przyjął najgorszy przypadek, w którym tuż po przybyciu na miejsce zbiórki zostaną wrzuceni na głęboką wodę. Dosłownie i w przenośni.
- Panowie - przywitał się, zatrzymując się nieopodal ich środka transportu. Inżynier z obstawą. Póki co rozsądnie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Wyświetl uwagę administratora
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 16.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 19:52

Przez ostatni dzień Bleys bił się z myślami i kręcił chmurny po okręcie. W każdej wolnej chwili zamykał się w swojej kajucie i wyładowywał emocje na treningowym worku, lub trzymał uniesioną broń w prawej dłoni, dopóki mięśnie rannego kiedyś przedramienia nie zaczynały lekko drgać w niekontrolowany sposób. To zwykle znów wprawiało go w jeszcze gorszy humor ale złość dawała energię do dalszych ćwiczeń.

Przy kolejnym zleceniu transportowym Hekate trafiła na orbitę Ziemi. Przeglądając Extranet i zadania sugerowane przez centralę Cerberusa Bleys natknął się na coś, co zwróciło jego uwagę. Movichai Energetics poszukiwało ludzi do rozwiązania problemów w jednej ze swoich geotermalnych stacji. Prócz kogoś z obyciem technicznym zlecenie sugerowało miejsce dla typowego najemnika. Może właśnie tego było mu trzeba? Chociaż czy nie robił się już na to za stary i zbyt pokiereszowany przez wojenne losy? Postanowił jednak spróbować i zgłosił swoją kandydaturę.

Gdy zmierzał do doków w Mancie nie opuszczały go wątpliwości. Czy poradzi sobie jak kiedyś, gdy był u szczytu formy i piął się po szczeblach kariery w strukturach Przymierza? Wątpił w to. Być może nigdy nie będzie już tak dobry jak dawniej. Ale miał cholerną ochotę się sprawdzić. Wypalić przeciwnościom losu prosto między oczy, jak za dawnych czasów, miast starzeć się na mostku.
Na sobie miał szary bojowy pancerz, który dostarczyła mu ochroniarska firma "Centaur", dla której oficjalnie pracował. Na napierśniku widniało niewielkie logo z napinającym łuk centaurem. Bleys nie zamierzał się z tym kryć. Na wierzch miał narzuconą tylko czarną rozpiętą kurtkę, a przez ramię przerzuconą torbę. Ze sobą wziął kilka niezbędnych rzeczy jak manierka, trochę żołnierskich racji żywnościowych i ubranie na zmianę.
Portowy widok miasta nie robił na nim specjalnego wrażenia, w swoim życiu we flocie widział już sporo podobnych barwnych miejsc. Ale fakt, że znów miał znaleźć się na misji z bronią w dłoni wprawiał go w miłe uczucie ekscytacji i pomagał rozwiać ponury nastrój ostatnich dni.
Gdy dotarł na miejsce już z oddali rzucił mu się w oczy masywny batyskaf i jego jasne logo. W pobliżu czekało już dwóch ludzi oraz jeden turianin. Ludzie swym ubiorem wpasowywali się w zapotrzebowanie z ogłoszenia - mechanik i najpewniej żołnierz Przymierza. Uwagę Belforda zwrócił jednak turianin. Przecież to z nim poznali się nie tak dawno na Sur'Kesh.
Przywitał się z zebranymi wyciągając do każdego prawicę.
- Bleys - przedstawił się. - Z panem, poruczniku, miałem okazję niedawno się poznać. Vexarius, jeśli nie zwodzi mnie pamięć? - pod maską uśmiechu w kierunku obcego oficer stał się czujny. Zastanawiał się, czy to zwykły przypadek przywiódł tu tego żołnierza Hierarchii, czy było w tym coś więcej?
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

27 lis 2014, o 22:23


Otchłań
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Vex, Konrad Strauss, Matthew Tarczansky, Bleys Belford


Krawędź - nie istnieje sposób na jej wytłumaczenie, gdyż jedyni, którzy coś o niej wiedzą są tymi, którzy już przez nią przeszli.”
Hunter S. Thompson


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Nie minęło wiele czasu od nadejścia ostatniego członka tej eskapady, nim coś zaczęło się dziać. Właz prowadzący do wnętrza batyskafu otworzył się, odsłaniając nieco ciemnego wnętrza transpondera. Dziurę szybko jednak przesłonił rześko wyglądający mężczyzna, wyskakujący na "suchy ląd" i mierzący wzrokiem wszystkich zebranych.
- Widzę, że wszyscy już się zebrali - oznajmił im na powitanie rezolutnym tonem. Podparł biodra rękoma, jak gdyby przy tym prezentując swój typowo roboczy strój - miał bowiem na sobie prosty, komfortowy uniform z małym logiem Movichai Energetics na piersi. - W takim razie zapraszam na pokład. Jeszcze chwila nim ruszymy, ale lepiej wejść do środka, nie?
Mówiąc to, sam wskoczył do wnętrza skafu, najwyraźniej oczekując po reszcie tego samego.
W środku transponder wyglądał na znacznie mniejszy, niż wydawałoby się z zewnątrz. Podzielony na trzy sektory, mógł pomieścić maksymalnie dziesięciu ludzi, lub piątkę ze sprzętem.
Weszli bezpośrednio do śluzy, której drzwi prowadzące do reszty skafu były otwarte - najprawdopodobniej jednak mogło to ulegać zmianie i, podobnie jak w statkach kosmicznych, batyskaf mógł odgrodzić się od tego pomieszczenia, otwierając jego drzwi także pod wodą. W tym małym pokoiku to, co zwróciło ich uwagę, to zajmujący swe miejsce na ścianach sprzęt - para pięciu, różnej wielkości i kształtów pancerzy w jednakowej kolorystyce. Jakkolwiek małe lub duże by one jednak nie były, każdy wydawał się być co najmniej dwa razy większy niż oryginalny pancerz każdego z przybyłych. Wyglądały wręcz jak nieco toporne kombinezony sprzed wieku, w jakich paradowali astronauci. Tyle, że w pełni zrobione z nieznanych im stopów metali.
Następne pomieszczenie było podzielone na dwa, a zarazem stanowiło całość pokładu. Jedną trzecią jego długości, mniej więcej, stanowił otwarty na resztę skafu kokpit, z całą masą przyrządów, konsol i paneli, oraz, oczywiście, jednym fotelem. Znajdował tam się również przedni iluminator, przez który obecnie widać było otwarte morze u wyjściu doku.
Pozostała część pokładu była, naturalnie, pomieszczeniem, w którym mogli usiąść. Rozlokowane pod ścianami siedzenia, obok bocznych iluminatorów, były niestety jedyną wygodą, na jaką mogli liczyć. Koniec skafu zagospodarowany był przez zalakowane skrzynie z nieznaną im zawartością, przez które wnętrze wydawało się jeszcze mniejsze.
- Jestem Daniel Rocheford. Będę waszym pilotem, specjalistą i możliwie, że zastępczym pracownikiem na dole. Przeszedłem szkolenia miesiąc temu, na innym grzbiecie. - zaczął mówić, jednocześnie usadzając się na fotelu w kokpicie i rozpoczynając majstrowanie przy tablicy rozdzielczej. - Jesteśmy na pokładzie batyskafu o nazwie Vidar. Możecie się rozsiąść, czeka nas trochę jazdy. Na szczęście mam dla was zajęcie - uśmiechnął się, jednocześnie uruchamiając jeden z przełączników.
Przed nimi, na środku batyskafu, uruchomiony został holograf nieznanej im kobiety. Nie miała na sobie znaków bądź logotypów poświadczających jej pracę dla Movichai Energetics, ale nie ulegało wątpliwości, że tak jest.
- Witajcie - rozpoczęła dość oficjalnie. W międzyczasie usłyszeli syk zamykającego się włazu zewnętrznego, choć drzwi śluzy, która odgradzała ich od przedsionka, pozostawały otwarte. Na razie. - Nazywam się Shou Chua-Xi. Pracuję w Movichai Energetics i moim zadaniem jest wprowadzić was w temat przed wyruszeniem.
Urwała na moment, jak gdyby robiąc efektowną pauzę, w czasie trwania której jej holograficzna głowa obróciła się, lustrując każdego ze zgromadzonych. - Przepraszam was za sposób, w jaki odbywa się ta odprawa. Wolimy zminimalizować ryzyko zaangażowania prasy w tę sprawę. Jest dość delikatna.
Ton jej głosu był na tyle oficjalny, by wiedzieli, że mimo jej dość miłego nastawienia, kobieta może dbać o ich ocenę znacznie mniej niż w rzeczywistości. Złączyła dłonie z tyłu, za plecami, przybierając postawę odzwierciedlającą jej nastawienie. - Poznaliście pewnie Daniela. Będzie waszym pilotem, operatorem batyskafu. Przeszedł również ryfterskie szkolenia, będzie więc waszym źródłem wiedzy. Po tej odprawie, odpowie na wszelkie pytania związane ze środowiskiem, do jakiego się udajecie. Ja jestem tu po to, by przedstawić wam ogół sprawy, o której, niestety, sami nie wiemy wiele. Mimo wszystko, byłabym wdzięczna za zaoszczędzenie nieco czasu. Podróż do stacji potrwa i możemy wykorzystać te kilka minut przez wyruszenie natychmiast. Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam rozpoczęcie "odprawy" już w trakcie zanurzania? - skierowała swe pytanie, nie patrząc jednak na Daniela, ale na siedzących wokół niej ludzi.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 00:02

Długo nie trzeba było czekać na pozostałych uczestników wyprawy. Byli nimi turianin, któremu skinął głową na przywitanie i mężczyzna imieniem Bleys. Jeżeli facet się nie pomylił, to obcy nazywał się Vexarius. No i kolejną rzeczą, jaka była prosta do zauważenia, to opancerzenie i bronie ostatnich przybyłych do tego kwartetu. Argus i Windykator były porządnymi narzędziami i gdyby nie posiadany przez Konrada Huragan, to czułby pewną zazdrość na widok tych karabinów.
- Konrad. Konrad Strauss. - przedstawił się nowo przybyłym, co by stała się zadość konwenansom.
W zasadzie chciał coś jeszcze powiedzieć, ale za jego plecami coś zaczęło się dziać z batyskafem. Jego luk się otworzył i wyszedł z niego pracownik firmy, który zapraszał ich go wnętrza pojazdu.
- No to co panowie? Wchodzimy. - powiedział, uśmiechając się i zacierając obie dłonie, wszedł do mini łodzi podwodnej. Jedyną rzeczą jaka go zasmuciła, był brak kobiety w ekipie i zdał sobie sprawę z tego, gdy znalazł się we wnętrzu pojazdu. Dwa tygodnie w towarzystwie samych facetów. Nie by liczył na jakąś przygodę w podmorskich głębinach, ale mając okazję, mógłby chociaż poflirtować z przedstawicielką płci przeciwnej. A tak, to był takiej okazji pozbawiony. To trochę podkopywało jego morale, ale uspokoił siebie logiką. Nie spędzą na dole tyle czasu, bo prędzej zginą, albo rozwikłają sprawę. Tak, logika zawsze była pomocna.
Pierwszą rzeczą jaką zobaczył, będąc w pierwszym z pomieszczeń, były dosyć masywne kombinezony. Patrząc na nie, dosyć łatwo można było sobie wyobrazić siły natury, od jakich miał chronić swoich użytkowników. To nie miał być spacer po parku, o nie. Idąc dalej i pozwalając sobie na swobodną eksplorację, swój wzrok zawiesił na skrzyniach w tylnej części batyskafu. Jak zwykle w takich przypadkach, ciekaw był ich zawartości i miał nadzieję się dowiedzieć tego wkrótce. Najpewniej były tam zapasy żywności i sprzęt do napraw, ale czy tylko tyle?
Kiedy w końcu opanował swoją ciekawość, skierował swoje kroki ku frontowi, gdzie udał się Daniel; ich pilot, przewodnik i niańka, tam na dole.
Mieli za moment ruszać, więc posłuchał się polecenia kierowcy i usiadł na siedzeniu wmontowanym w ścianę.
Po raz kolejny był już myślami tam na dole i analizował wszystkie możliwe scenariusze, gdy Rocheford włączył coś i przed nim pojawił się hologram z długowłosą Azjatką.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Ten widok podziałał na inżyniera otrzeźwiająco niczym kawa, gdzie zamiast śmietanki w proszku, ktoś dodał kokainę. Otworzył szerzej oczy i usadowił się wygodniej na swoim miejscu, kiedy jego serce w szaleńczym tempie pompowało krew do jego mózgu.
- Nic się nie stało. - odezwał się w odpowiedzi na gadkę grzecznościową kobiety - To zrozumiałe.
Nie mógł poradzić nic na to, że jego natura wymuszała na nim takie, a nie inne zachowanie. Po prostu taki był i wiele czasu upłynie, zanim się zmieni.
- Mnie to nie przeszkadza. Z chęcią usłyszę cokolwiek, już teraz.
W zasadzie był w takim stanie, że mógłby słuchać czegokolwiek od niej, byleby tylko dalej mówiła. Jej głos wydawał się być dla Straussa melodyjny i niemal hipnotyzujący. Tak bardzo, że nawet nie zwrócił uwagi, kiedy właz do batyskafu się zamknął.
Jeżeli coś by poszło nie tak, to Chua-Xi mogła być ostatnią kobietą, jaką widziałby na oczy.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 00:20

W trakcie oczekiwania na swoich współpracowników zdążył spalić papierosa, zjeść dwie kanapki i rozpalić kolejnego papierosa. Po korporacji, w której pracuje krążą plotki, jakoby Matthew bardziej wolał dym papierosowy od powietrza, co oczywiście jest wierutnym kłamstwem. Jak widać na załączonym obrazku, inżynier ewidentnie starał się rzucić palenie. Wtem na horyzoncie ukazała się postać w pancerzu o charakterystycznym niebieskim kolorze. Miał nadzieję, że nikt nie wplącze w to Przymierza, ale wyszło jak wyszło. Nie, żeby miał cokolwiek przeciwko nim, niemniej jednak nie chciał mieć do czynienia z kimkolwiek, kto prowadzi konszachty z firmą jego ojca. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Wyglądał na standardowego żołnierzyka i nie sprawiał wrażenia, aby był kimś więcej. Z pewnością był młodszy od Matthew, ale to nie oznaczało, że można było się nad nim znęcać. Siedząc tak na murku, spojrzał na nowego kompana i zdjął kaptur.
-Siemanko, ziomuś.-Powiedział, po czym przybił mu tak zwaną grabę. Rzecz jasna powiedział to ze szczerym uśmiechem, bo po prostu był dość towarzyskim jegomościem. Od razu wstał i przedstawił się.-Matt.-No cóż, pierwszy raz udał się na zlecenie, które zakładało zejście w morskie głębiny. Trochę go to stresowało, bowiem przestrzeń kosmiczna wbrew pozorom nie jest tak zabójcza. W oceanicznej otchłani czyha wiele niebezpieczeństw, ale przede wszystkim zabójcze ciśnienie, które potrafi zgnieść człowieka do rozmiarów puszki piwa. To chyba oczywiste, że przyjął to zlecenie, inaczej nie znalazłby się w tym doku. Niemniej jednak na pytanie Konrada odpowiedział twierdzącym kiwnięciem głowy.

Pozostałych dwóch przywitał jedynie skinieniem, bowiem zaraz po nich pojawił się przedstawiciel Movichai Energetics. Jak się później okazało, jego współpracownik był prawdopodobnie Niemcem. Pięknie.
-Matthew Tarczansky.-Przedstawił się i pewnie pan żołnierzyk z Przymierza od razu skojarzył nazwisko inżyniera. Syn marnotrawny króla logistyki, odznaczonego w zeszłym roku nagrodą "Super Pracodawcy". Wszedłszy na pokład batyskafu, mechatronik rozglądał się bardzo solidnie. Ciekawe, czy był zasilany rdzeniem napędowym Fergussona. Jeśli tak, to współczuł okresu pogwarancyjnego i kosztu napraw. Co jakiś czas poprawiał swój plecak. Był on na tyle ciężki, że uwierał w ramiona i z każdym krokiem dało się usłyszeć grzechotanie metalowych narzędzi. Kiedy znaleźli się na miejscu, gdzie ponownie mogli spocząć, Matthew nie skorzystał z tego przywileju, zamiast tego, na fotelu posadził plecak, a co! Ujrzawszy hologram z dość urodziwą Azjatką, przez chwilę pomyślał o tym, czy przypadkiem nie zmienić pracodawcy. Niemniej jednak o energetyce geotermalnej nie miał zielonego pojęcia, czyli ze zmiany branży nici. Cholera.
-Tak, wszystko rozumiemy. Nie chcecie, aby wasz "sekrecik" wyszedł na jaw i zatrudniliście nas. Można skończyć te pierdoły i przejść do meritum?-Mówiąc to, poprawił kaptur. Ton Matthew nie należał do najprzyjemniejszych. Doskonale znał dwie korporacje, dosłownie od podszewki i nie przepadał za ich kodeksem postępowania. Założył ręce na klatce piersiowej, dając znak o tym, że jest bardzo czujny i podejrzliwy. Mając takie doświadczenie z WŁASNĄ rodziną, każdy byłby ostrożny w takiej sytuacji.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 01:49

- Komandor Belford. Mały wszechświat. - Turianin odwrócił się do nowo przybyłego i uścisnął wyciągniętą dłoń. Pamiętał go z pokazu broni kinetycznej i pamiętał też, że mężczyzna użył wtedy czasu przeszłego w odniesieniu do swojego stopnia. Niemniej, uprzejmość sugerowała pominąć ten szczegół. - Pańska pamięć jest w porządku, komandorze. Vexarius Viyo - powtórzył, ostatnią wypowiedź dodając na użytek pozostałych.
- Widzę, że jest pan fanem nie tylko salariańskich Konferencji, ale również podmorskich głębin. - Pojawienie się czwartego człowieka sprawiło, że turianin porzucił wszelkie nadzieje na towarzystwo inne niż ludzkie, szczególnie, że unoszący się na wodzie czarny batyskaf nie wyglądał na taki, który pomieściłby większą ilość osób. Tego człowieka przynajmniej znał. I chociaż szanse ponownego spotkania się w rozległej galaktyce były minimalne, tak Vexowi nie wydało się to aż tak dziwne - w końcu to on był tu nietypowym gościem, a nie odwrotnie.
Syk otwieranego skafa uciął wszelkie rozmowy. Vexarius kiwnął głową na słowa Rocheforda, który wyłonił się z wnętrza pojazdu i wszedł do wnętrza za pozostałymi, starając się ostrożnie stawiać kroki. Potężne pancerze - skafandry? - stojące w pomieszczeniu buforowym między śluzą, a resztą batyskafu, sprawiły, że turianin zwolnił kroku, przyglądając się im z bliska. Ich liczba nie wyglądała na przypadkową, co oznaczało że ich wycieczka po głębinach może być bardziej dosłowna niż sądził. Nie był pewien co o tym sądzić, ale bez względu na ich przeznaczenie, miał nadzieję, że zaopatrzyli się również w wersję turiańską.
Kiedy już znaleźli się w środku, usiadł we wskazanym miejscu na jednym z przyściennych siedzisk i przesunął spojrzeniem po głównym iluminatorze oraz widoku na spokojne wody. Batyskaf mógł sprawiać nieco klaustrofobiczne wrażenie, ale przynajmniej ich pierwsza część podróży będzie z jakimś widokiem.
Gdy w centrum skafu pojawił się hologram kobiety, która najwyraźniej była ich przełożonym, turianin oderwał spojrzenie od kokpitu i przeniósł je na rozmówczynię. Syk zasuwanego włazu oznajmił dużo bardziej dobitnie, że nie ma odwrotu i że ich zlecenie się rozpoczęło.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedział, pochylając się do przodu i opierając łokcie na kolanach, a dłonie łącząc pod brodą. Wątpił, by ktokolwiek miał coś przeciwko, a wypowiedzi jego nowych towarzyszy tylko utwierdziły go w tym przekonaniu. Chociaż tej, która wyszła z ust inżyniera, daleko było dyplomacji. - Osobiście wolałbym wiedzieć w co się pakujemy nieco wcześniej niż przed przybyciem na miejsce. Każda informacja, którą możecie nam udostępnić, będzie mile widziana.
Sytuacja do złudzenia przypominała odprawy jakie często dostawał w armii. Niewielki oddział, mała przestrzeń promu desantowego, szybkie przypomnienie celów misji przez dowódcę. Aż musiał powstrzymać odruch, by zdjąć z grzbietu karabin i sprawdzić czy celownik jest właściwie skalibrowany, a pochłaniacze ciepła siedzą na swoich miejscach.
Nie mógł jednak powstrzymać delikatnego uśmiechu do własnych myśli. Jaki był sens przepustki, kiedy podczas jej trwania tęskniło się za pracą?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 16.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 02:43

- A ja widzę, że ludzie dostają dziś turiańskie wsparcie nawet na dnie oceanu. - odparł obcemu swobodnie, z umiarkowanym optymizmem w głosie.
Po chwili skinął głową podwodniakowi, który zaprosił ich do wnętrza batyskafu i zwinnie opuścił za przewodnikiem do wnętrza. Otaksował spojrzeniem imponujących rozmiarów kombinezony, które zajmowały sporą część śluzy. Widać gospodarze przygotowali już dla nich sprzęt i nie zamierzali trwonić czasu. Dobrze. Wszedł za Rochefordem do kolejnego pomierzenia. We wnętrzu panował ład, a ich pilot widać czuł się komfortowo w swoim królestwie, co również cieszyło, choć oficera zastanawiało, dlaczego przydzielono im człowieka, który przeszkolenie przeszedł tak niedawno. Rozsiadł się w fotelu przy ścianie i zwrócił spojrzenie na hologram kobiety, która miała zająć się ich odprawą.
Ponownie spojrzał na swoich towarzyszy. Ten, który przedstawił się jako Konrad był chyba najmłodszy z nich i wydawał się tryskać energią jeszcze bardziej niż ich pilot. Entuzjazm to cecha, którą Belford cenił u żołnierzy.
Matthew natomiast wydawał się być mocno sceptyczny w stosunku do ich prowadzącej, co też wkrótce potwierdziły jego niezbyt dyplomatyczna słowa. Czyżby jakieś złe doświadczenia?
Oficer jednak po części rozumiał podejrzenia Tarczanskiego, sam podejrzewał od początku, że sprawa może być śmierdząca, skoro potrzebują nie tylko techników ale i ludzi potrafiących obchodzić się z bronią. Ciekawe tylko kto nabruździł przy geotermalnej technologii? Projekt musiał mieć zasięg globalny i pewno skupiał znaczne fundusze z wielu ziemskich źródeł. Sprawa była tym bardziej intrygując, że firma nie chciała rozgłosu.
- Wstrzymajmy się na razie z osądami - rzekł zdawałoby się wielkodusznie - Pozwólmy przedstawić sytuację naszym gospodarzom.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 03:27

Słowa Matthewa skierowane do Shou, wywołały u Daniela jedynie ciche parsknięcie śmiechem. Mimo wszystko, Azjatka skinęła głową na słowa zarówno Tarczynskiego jak i Straussa, jakkolwiek dziwne spojrzenie Konrada by jej się nie wydawało. Dała o tym zaznać na moment marszcząc brwi, nieco niepewna, czy w poprawny sposób odczytuje jego reakcję.
Mimo wszystko, w chwili, w której do głosu doszedł Vex, odwróciła od żołnierza wzrok, przenosząc go na tego służącego w zgoła innej armii.
- Jak pan chce, panie Viyo - mówiąc to, patrzyła również w stronę Bleysa.
Przygotowany do startu Rocheford opadł z powrotem plecami na oparcie fotela, obracając się nieco w nim tak, by mógł zerknąć na swoje tyły - do dalszej części pomieszczenia, w którym siedziała reszta.
- Postaram się to nieco streścić. Zmierzacie do stacji Raitaro, umieszczonej na grzbiecie Galapagos. Trzy miesiące temu utraciliśmy kontakt z pięcioosobową grupą pracującą na miejscu. - przerwała na moment, a jej spojrzenie przeniosło się nieco na dół - na przedmiot bądź miejsce, którego hologram już nie uchwycił, sprawiając, że z perspektywy siedzących kobieta wpatrywała się intensywnie w ziemię. - Oczywiście, wszystko wskazywało i dalej wskazuje na usterkę systemów komunikacji, z którymi załoga zgłaszała już problemy. Natychmiast wysłany został zespół naprawczy, lecz po wejściu batyskafu w zasięg sonarów stacji, połączenie zaczynało się urywać. Ostatecznie zerwało się całkowicie. Po czterdziestu ośmiu godzinach czekania na jakiekolwiek znaki bądź naprawę usterek, wysłaliśmy kolejną załogę. Później zespół ratunkowy. - westchnęła ciężko, ponownie przerywając i tym samym pozwalając na chwilę ciszy. Jej wzrok ponownie się uniósł, lustrując wnętrze skafu, którego w pełni z pewnością kobieta nie mogła widzieć. Dopiero wtedy przeniosła swój wzrok na turianina, choć swe słowa wciąż kierowała do każdego z nich. - Po trzeciej próbie zaprzestaliśmy wysyłania skafów do stacji. Następne załogi otrzymywały zadania zdobycia jak największej ilości informacji przy zachowaniu bezpiecznej odległości od Raitaro. Zaczęliśmy podejrzewać bunt załogi.
Odchrząknęła, wyraźnie niezadowolona ze swojego doboru słów, lecz jednocześnie nie próbowała wymyślić zamiennika. Natychmiast przeszła dalej, tym razem spoglądając na Bleysa.
- Rzecz w tym, że okolica wydawała się spokojna. Skafy wysłanych na początku ekip dryfowały puste w pobliżu stacji. W przypadku każdego buntu pracownicy za wszelką cenę starali się wydostać na powierzchnię. Już jeden skaf mógł im to umożliwić. Na dodatek, co najdziwniejsze, prąd wciąż płynie. - skrzyżowała ramiona na wysokości klatki piersiowej, marszcząc przy tym brwi, przez co na jej czole pojawiło się kilka zmarszczek. Mina ta wskazywała jednakże na zadumę, nie naburmuszenie. Do wyjaśnienia swych słów kobieta podeszła dopiero potem. - Pracownicy stale zajmują się generatorami. Miesiąc temu miała miejsce usterka, lecz zanim zdążyliśmy podjąć decyzję o możliwym zakończeniu działania maszyny, została naprawiona.
Kobieta ruchem głowy odgarnęła lekko opadające jej na twarz kosmyki włosów, przywracając ułożonej fryzurze jej nienaganny wygląd. Widać chciała szybko zakończyć tę odprawę, jednocześnie przekazując w miarę precyzyjnie informacje. Jak sama oceniała swoją pracę, nie sposób było odgadnąć po jej dość beznamiętnym wyrazie twarzy.
- Tutaj zaczyna się wasze zadanie. Nie musi potrwać dwóch tygodni. Nie wiemy, z czym mamy do czynienia. W waszej załodze znajdują się technicy oraz żołnierze - obecni lub nie. Obecny tutaj Daniel zna systemy na stacji najlepiej, dlatego wami pokieruje i wskaże warte zapamiętania informacje. W przypadku usterki, pomożecie w naprawie systemów. W przypadku buntu, bądź... - przerwała na moment, niepewna znów tego, w jakie słowa powinna ubrać treść, którą chce przekazać. - Nieszczęśliwego wypadku, będziecie musieli znaleźć sposób na kontakt z nami oraz wspomóc Daniela. Został on przeszkolony niedawno, lecz ma wiedzę, dzięki której wami pokieruje. Będziecie musieli przejąć obowiązki pracowników na czas wysłania przez nas zastępczej grupy.
Tym sposobem, Shou rozwiązała zagadkę dwóch tygodni w ogłoszeniu, które równie dobrze mogły okazać się jedną dobą. - W batyskafie znajdują się potrzebne wam przedmioty. Zaopatrzyliśmy transporter również w pokarm oparty na białkach prawoskrętnych. W stacji znajduje się cykler, lecz przystosowany jest do spożycia przez ludzi. Dodatkowo otrzymaliście pancerze, lecz musicie traktować użycie ich jako ostateczność. Pracownicy mają dopasowane do własnej fizjonomii, znacznie nowocześniejsze metody ochrony. Wasze modele mogą okazać się niewystarczające, a jest nikła szansa, że któreś z was, w razie wypadku, odnajdzie dobry na siebie sprzęt wśród pracowników.
Wypowiadając te słowa, przybrała ton wyraźnie kończący ten wątek. Skierowała swój wzrok w miejsce, w którym znajdowała się nieoddzielona niczym kabina pilota, oraz Rocheford sam w sobie. Nie mogli jednak wiedzieć, czy faktycznie Shou jest w stanie go zauważyć.
- Myślę, że tyle z mojej strony i możemy ruszać. Odpowiem jeszcze na wasze możliwe pytania związane z całym przedsięwzięciem, lecz o warunki, postępowanie oraz środowisko należy pytać Daniela.
Wbiła w nich pełen oczekiwania wzrok, a w tej samej chwili batyskaf zadrżał. Uruchamiany w nim napęd z wolna ożywiał masywny transponder, wraz z rozświetlaniem się kolejnych kontrolek na tablicy rozdzielczej umieszczonej w kokpicie, przed fotelem Rocheforda.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 12:45

Matthew pracował w korporacji i doskonale znał metody działania osób rządzących nią. Dodatkowo, jego rodzina prowadzi jedną z większych firm transportowych, którą bez wątpienia można byłoby nazwać korporacją. Ma po prostu złe doświadczenia i nie jest zbytnio przekonany do tego, by o nich mówić. Ledwo znał tych ludzi i tego turianina. Po co miałby się przed nimi uzewnętrzniać? Nie było takiej potrzeby, tym bardziej kiedy trwała odprawa. Niemniej jednak, nie miał zamiaru być w tej sytuacji dyplomatą. Piastując swoje obecne stanowisko w Fergusson Engineering, cały czas chowa coś pod dywan, a w ciągu swojej kariery pod tym dywanem jest już Mount Everest gówna.
-Czekaj, czekaj, czekaj. Bo ja czegoś tutaj nie rozumiem. Kilka batyskafów. Zero efektów. Wydaję mi się, lala, że własną cipę na chuja zamieniłaś i teraz z nami w chuja właśnie lecisz. Gdyby nie znajdowało się tam nic ważnego, to byście zapomnieli o tej stacji. Pytam zatem grzecznie. Co takiego znajduje się na tej stacji, że ryzykujecie życie czterech kompletnie niezwiązanych z tą firmą osób? Technologia? Jakieś dokumenty? Zresztą...Pewnie i tak dowiemy się na miejscu.-Po tych słowach postanowił sobie przysiąść, po prostu po ludzku, puściły mu nerwy. Te wszystkie tajemnice. Szlag by je trafił. Osobiście dla bezpieczeństwa swojego i swoich towarzyszy wolałby wiedzieć, co takiego znajduje się na stacji, że po raz kolejny próbują odzyskać z nią kontakt. Co prawda, przyjął zlecenie i postanowił pomóc. Dla zasady, jest człowiekiem słownym i zawsze wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Teraz jednak przyświecał mu jeszcze wyższy cel, bowiem potrzebował pieniędzy, które wydałby na wakacje ze swoją córką w jakimś ekstrawaganckim kurorcie. Wiedział, że jego słowa wywołają burzę, niemniej jednak musiał to powiedzieć. Resztę odprawy już milczał, aktywował swój omni-klucz i włączył sobie Tetrisa, w którego bardzo zażarcie ostatnio grywał. Pozwalało to mu się uspokoić, od taka forma rozrywki i rozluźnienia przed dość prawdopodobną utratą kończyny bądź życia.-Japierdolsztajn...W jaki syf się wpakowałem.-Dodał tylko na koniec odprawy. Wystarczyło mu jedynie czekać na to, kiedy trafi na miejsce pracy.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 15:49

Porucznik słuchał w ciszy słów Chua-Xi. Kiedy skaf zadrżał, zapowiadając rychłe zanurzenie, bez większego udziału świadomości sięgnął do kieszeni po swój tranzystorek. Nie żeby się niepokoił... Jego palce się niepokoiły, tak. Po prostu nieczęsto bywały w ciasnym pomieszczeniu, które miało się właśnie zanurzyć i zejść na głębokość przy której ciśnienie potrafi z mecha klasy ATLAS zrobić metalową kulkę wielkości kciuka.
- Czyli jedna załoga pięcioosobowa, potem trzy kolejne... W najgorszym przypadku oznacza to dwadzieścia osób na stacji - zauważył. Jeżeli bunt rzeczywiście miał miejsce i wszyscy z obecnych na stacji będą do nich wrogo nastawieni, cała wyprawa szybko może się zrobić bardzo nieprzyjemna. Z drugiej strony, nie był pewien czy stacja ryfterska była w ogóle przystosowana do takiej ilości mieszkańców.
- Byłaby możliwość otrzymania chociaż pobieżnych danych osobowych wszystkich osób, które zostały wysłane na stację od czasu zaniku komunikacji? Póki jeszcze mamy zasięg? Albo jakichś schematów stacji, ułożenia korytarzy i pomieszczeń? - Vex wyprostował się, opierając o ścianę pojazdu. Konstrukcja jednostajnie drżała pod wpływem pracujących silników, szczęśliwie na tyle cicho, by nie zagłuszać rozmowy. Tranzystorek przeskoczył pomiędzy jego trzema palcami, gdy zastanawiał się nad słowami kobiety, trawiąc ich znaczenie. - Problemy z komunikacją są raczej wątpliwie, bo gdyby problem leżał tylko w niej i nie można byłoby jej naprawić, któraś z załóg zwyczajnie wysłałaby kogoś z powrotem na górę z wiadomością. Ale wspomniała też pani bunt. Tamtejsza załoga miałaby w ogóle powody, by taki wzniecić?
Na wypowiedź Tarczańsky'ego, zerknął w jego stronę. Jego słowa, chociaż ponownie zbyt agresywne jak na gust Vexa, mogły nie być takie całkiem bezpodstawne, chociaż nie musiały. Cała otoczka wyprawy była podejrzana, z tym że to akurat porucznika niezbyt dziwiło - korporacje żyły własnymi tajemnicami. Różnica między nim, a turianinem była taka, że Vex był przede wszystkim żołnierzem. Praca przy ograniczonej wiedzy na temat zadania była w wojsku praktycznie na porządku dziennym. Jednak tutaj sytuacja wyglądała na bardziej praktyczną, niż tajemniczą - zaginione załogi oznaczały wypłatę odszkodowań i cios w opinię firmy.
Korporacyjna tajemnica - nie zawsze. Korporacyjna praktyczność - to co innego.
- Jestem pewien, że powód zmrozi nam krew w żyłach, gdy już go odkryjemy. Podwodna hodowla klonów? Eksperymenty na faunie morskiej, mające na celu stworzenie ogromnej kałamarnicy kontrolującej ludzkie umysły? Kto wie, panie Tarczańsky, może niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Jeszcze się nie zanurzyliśmy. Jestem pewien, że pani Chua-Xi nie miałaby nic przeciwko, jeżeli postanowiłby pan zrezygnować i wysiąść - odparł lekko, uśmiechając się bez większej wesołości.
- W każdym razie, ze względu na nieznany charakter zagrożenia, proponuję potraktować misję na stacji jak przypadek wojskowy. Do czasu zidentyfikowania sytuacji. - Jego spojrzenie przeniosło się na Konrada oraz Bleysa. Z tego co się orientował, to w zebranym towarzystwie tylko oni byli członkami regularnych armii. - Formacja 3-2 na wejściu, z cywilami z tyłu, i 2-2-1 w dalszej części kompleksu, z cywilami w środku. Odbezpieczona broń, kontakt ograniczony do minimum. A potem się zobaczy. Co wy na to? Panie Rocheford, jak wygląda podejście do stacji? Otwarty dok, rękaw ze śluzą?
Ostatnie pytanie turianin skierował w stronę pilota, spoglądając w stronę kokpitu.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 16.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 16:20

Chociaż technik był wpatrzony w ich informatorkę jak w obrazek, to rejestrował każde słowo jakie płynęło z jej ust. Co prawda hologram nie pokazywał całej sylwetki kobiety i musiał nadrabiać to wyobraźnią, to jednak jego wyobrażenia były bardzo rozbudowane.
Jego umysł był jednak zdolny do zajmowania się kilkoma rzeczami na raz, więc jednocześnie rozbierał wzrokiem odległą o kilometry kobietę, jak też próbował w poskładać w całość, wszystkie usłyszane przez niego rzeczy.
Wiedza o tym, że byli czwartym zespołem wysłanym do stacji, nie działała motywująco i wymagała zadania sobie pytanie: co się stało z pozostałymi piętnastoma osobami, jakie wysłali przed nimi?
Ich skafy były puste, czyli albo przebywali na stacji, albo już nie żyli. Jeżeli jednak by wszyscy byli w elektrowni, to razem z nimi przebywałoby tam dwadzieścia pięć osób, o ile dotarliby do Raitaro.
To nie były dobre dane liczbowe, jeżeli chodziło o zapasy tlenu i żywności, a na pewno ktoś przebywał na stacji, skoro została naprawiona usterka z dostawą prądu, o jakiej już wspomniano.
Inną rzeczą były utraty kontaktu z powierzchnią, przez załogi i to było najbardziej niepokojące, a skoro znajdywano puste łodzie, to znaczyło raczej, że były całe.
Już w zasadzie zbierał się, by zadać pierwsze pytanie, gdy bezceremonialnie i mało oględnie, wyraził swoje wątpliwości Matt. Jego nazwisko krążyło w głowie Straussa, ale nie potrafił powiedzieć, skąd je kojarzył. Z racji liczby, co raz to mniej cenzuralnych i kulturalnych słów, Konrad wstał z miejsca, nie zwracając zbytniej uwagi na to, że się zanurzali. Chwycił się jednego z uchwytów zamontowanych w suficie i zwrócił się w kierunku drugiego inżyniera.
- Spokojnie, spokojnie. - gestem dając facetowi znać, by posłuchał się jego rady. Zaraz potem odezwał się do długowłosej brunetki. - Proszę wybaczyć koledze język, ale wyraził on swoje wątpliwości, które ja również podzielam.
Wziął głęboki oddech i od razu wypuścił powietrze, by zacząć właściwą część swojej wypowiedzi.
- Właśnie się dowiedzieliśmy, że los piętnastu osób jakie wysłaliście przed nami, jest nieznany i to trochę niepokojące. Znaleźliście ich batyskafy i jak się domyślam, były nieuszkodzone. Jeżeli więc nie ma ich tam gdzie się udajemy, to oni nie żyją. Ponadto macie tam większy problem niż tylko z komunikacją, dlatego spytam: czy stacja ma na stanie urządzenia zagłuszające? Bo z tego, co przed chwilą usłyszałem, to właśnie wynika i albo coś takiego tam mieli, albo zmienili specyfikację urządzeń komunikacyjnych tak, by zagłuszały wszystko w zasięgu ich sonaru. Możliwe, że to właśnie sonar w takim wypadku przerobili i to miałoby sens.
Obojętnie, czy wszyscy chcieli słuchać to, co miał do powiedzenia sierżant, dalej mówił. Wolał wypowiedzieć na głos swoje myśli i robić coś konstruktywnego, zamiast jedynie rzucać oskarżeniami. Jak się okazało, turianin też nie miał zamiaru próżnować i miał własne pytania. Plany stacji wiele by ułatwiały im, a zwłaszcza inżynierom, skoro mieli przez jakiś czas pełnić obowiązki zwykłych pracowników Movichai.
- Dodatkowo dobrze by było, gdybyśmy znali pojemność placówki. Ilu osobom może ona zapewnić życie i przez jaki czas? Pięciu? Dziesięciu? Trzydziestu? Chodzi mi tutaj o tlen i żywność.
Pytanie odnośnie pojemności Raitaro było ważne, bo jeżeli brać pod uwagę wariant optymistyczny, to wszyscy ludzie jakich wysłano, znajdowali się na stacji.
- No i ostatnie pytanie ode mnie, by nie przedłużać. To jest misja o podwyższonym ryzyku, w bardzo surowym środowisku i niebezpiecznych warunkach, o czym nas wcześniej do końca nie informowano. Dla podniesienia morale drużyny, przydałoby się przejść do najważniejszego: ile dostaniemy kredytów, za powodzenie akcji? Zapewne więcej niż w przypadku standardowych zleceń, bo to nie jest standardowe zlecenie.
Wątpił w to, by pozostałych nie interesowały kredyty, ale on był jak na razie jedynym, który o nie spytał i to był na razie najlepszy moment na dowiedzenie się, ile dostaną i możliwą negocjację wynagrodzenia, jeżeli byłoby zbyt niskie według oceny obecnych.
Słowa Vexa odnośnie formacji, jaką mieliby przyjąć, miały pewien sens i w duchu aż wstyd się zrobiło blondynowi, że nie pomyślał o czymś takim. Pokiwał przytakująco głową, zgadzając się na proponowany wariant poruszania się po stacji. Przynajmniej do momentu, kiedy uświadomił coś sobie.
- Wpierw musielibyśmy ustalić cele do realizacji. Załóżmy, że doszło do buntu i z niewiadomych przyczyn pracownicy nie chcą opuścić stacji, a batyskafy ekip znajdywano puste, krążące w pobliżu. Jeżeli nie chcemy skończyć jak nasi poprzednicy, bez możliwości powrotu, to ktoś będzie musiał zostać i pilnować łodzi. Tak więc 3-2 i 2-2-1 odpadają. - raz jeszcze wziął głęboki oddech i westchnął - Mogę zostać z tyłu, gdy reszta zmierzałaby do centrum kontroli. Gdyby doszło do najgorszego wariantu i starcia, to posiadam przeszkolenie oraz sporą siłę ognia. Utrzymałbym się do czasu wsparcia.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

28 lis 2014, o 20:30

Bleys słuchał Shou z rosnącym zainteresowaniem jak i zaskoczeniem dla powagi sytuacji, w której zaraz mieli się znaleźć. Korporacja nie potrafiła sobie poradzić z tym problem i jak na razie nie usłyszeli niczego, co wskazywałoby, że ludzie Movichai Energetics przez trzy miesiące wymyślili cokolwiek przełomowego. Po wybuchu Tarczewskiego były komandor wstał.
- Panie Tarczewski wulgarne uwagi, proszę zachować dla siebie - rzekł stanowczo, choć bez emocji - Oficerowi prowadzącemu należy się szacunek, w armii nie tolerujemy takich zachowań. Jeśli uważa pan, że podczas akcji mogą puścić panu nerwy proszę skorzystać z rady porucznika, póki jeszcze to możliwe - zakończył poważnie. Potem składając dłonie za plecami zwrócił się znów w stronę hologramu i wysłuchał dalszych przemyśleń obu wojskowych. Poparł prośbę turianina o dane osobowe wysłanych do Raitaro ludzi. To mogło mieć olbrzymie znaczenie dla operacji. Zgodził się też z Konradem, gdy wspomniał o danych stacji i potem o zapłacie.
- Powoli panie Viyo, to nie turiański krążownik podczas rozkazu standardowego abordażu. Choć popieram wprowadzenie wojskowych standardów, musimy też pamiętać, że jesteśmy najemnikami - spojrzał znów w stronę prowadzącej odprawę.
- Zaginęły tam trzy załogi. Nie wiemy co się z nimi stało. Zaskoczyliście nas powagą sytuacji. Ufam, że zaskoczycie też profesjonalnym podejściem - stosownie wysokim wynagrodzeniem i wglądem w kontrakt. Chciałbym dostać na piśmie, że jesteśmy ubezpieczeni i wskazani członkowie naszych rodzin dostaną stosowne zakontraktowane środki w krytycznym wypadku, jak i informacje o naszym zaginięciu, chciałbym również zabezpieczyć te dane. - Bleys nie był człowiekiem, który myśli wyłącznie o kredytach, ale znał życie i nie zamierzał pozostawiać niedomówień, wymagał od siebie, od towarzysz, ale i stawiał warunki pracodawcy. Nie chciał też, by w razie niepowodzenia z winy firmy zamieciono sprawę pod dywan. Złapał właściwy balans trzymając się uchwytu, gdy skaf ruszył.
- Powiedziała pani, że wysłano kilka jednostek, które zbierają informacje w odpowiednim oddaleniu od stacji. Powinniśmy zobaczyć ich raporty i skontaktować się z nimi przed rozpoczęciem wejścia na Raitaro. Jeśli strzał Konrada o zagłuszaniu komunikacji ze strony sonarów stacji jest celny, zapewne jednostki pływające na granicy zanikania sygnału mogłyby potwierdzić te przypuszczenia.
Wysłuchał też uwag młodszego żołnierza Przymierza na temat formacji.
- Widzę, że myśli pan nieszablonowo. - pochwalił - Przychylam się do tego pomysłu - Ekipa ratunkowa, którą posłano przed nimi zapewne też przestrzegała standardowych środków bezpieczeństwa i poniosła porażkę. - Nie możemy myśleć utartymi procedurami, a pośpiech może tylko zaszkodzić - rzekł patrząc na kolejno na każdego z członków ekipy.
- Za wcześnie jeszcze by zadecydować o szczegółach wejścia na stację, wysłuchajmy kolejnych danych i przyjrzyjmy się okolicy. Panie Rocheford, co z pustymi skafami, które dryfowały swobodnie? Czy inne ekipy je dokładnie zbadały?
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

29 lis 2014, o 00:40

Azjatka zmarszczyła ponownie brwi, prezentując tym razem nieco mniej cierpliwą minę. Skierowała swój wzrok na Matta.
- Nie ma żadnej tajemnicy w tym. Stacja sama w sobie warta jest takich misji. Szczególnie ta na grzbiecie Galapagos - zaczęła powoli, licząc wyraźnie na to, by nikt w tym momencie jej nie przerwał. - Jest jedną z największych. Bez niej konserwacja, naprawa i dalsze utrzymanie reaktorów na ryfcie nie jest możliwa. To jak zamknąć elektrownię zaopatrującą pół kraju w prąd tylko dlatego, że zgubili się pracownicy.
Przestąpiła z nogi na nogę, której oczywiście dostrzec nie mogli. Hologram obejmował jej popiersie, unoszące się ponad powierzchnią podłogi i spoglądające w kierunku usadzonych pod iluminatorami mężczyzn. - Znajdujesz ludzi lub zatrudniasz nowych. Bunty już się zdarzały, lecz nigdy tego typu. Również wysłane na miejsce jednostki składały się z ludzi z różnych przydziałów, kultur czy nawet zakątków świata. Nie istnieje logiczne wyjaśnienie dla zbiorowego buntu tego typu. Nie przy obecnych informacjach.
Sprawa wydawała się prosta, lecz tylko gdy słowa o niej mówiące wypowiadane były z ust Chua-Xi. Widząc zainteresowanie kwestiami kontraktów, natychmiast uniosła jedną z dłoni - tą, na której umieszczony miała omni-klucz, a drugą aktywowała interesujące ją panele.
- Oczywiście, odpowiednie dokumenty zawędrowały już na wasze omni-klucze. Zawierają wszystkie potrzebne zaświadczenia. Kwotą startową jest piętnaście tysięcy kredytów, lecz, w zależności od waszej efektywności, może ona ulec zmianie. - W istocie, omni-klucz każdego z mężczyzn uruchomił się, powiadamiając swego właściciela o nadejściu plików. Kobieta odwróciła wzrok od własnego urządzenia, pozwalając by poświata zgasła w chwili, w której zostało dezaktywowane. Znów lustrowała wzrokiem wybranych przez siebie, bądź też jej pracodawcę lub kolegę z pracy, ludzi do tego zadania.
- Nie mieliśmy jak przyjrzeć się opuszczonym skafom. Jak mówiłam, tracimy łączność z naszymi transponderami w chwili, w której trafiają do strefy lustrowanej przez systemy Raitaro, które, jak wynika z naszych analiz, mogłyby posłużyć za swojego rodzaju zagłuszacze. Nasze następne jednostki trzymaliśmy z boku, zostały też odwołane po znalezieniu każdej informacji jaką były w stanie. Nie znajdziecie ich więc na dole. Co do samej stacji... Jak wspomniałam, jest większa. Jest w stanie zapewnić ciasne lokum dla około dwudziestu ludzi.
Urwała na moment, krzyżując ręce, tym razem z tyłu, na plecach, przyjmując dość typowo oficjalną pozę, jaką zaserwowała im niemal na początku.
- Kwestię wykonania przez was zadania i planu pozostawiam do waszej dyskusji. Jak rozumiem, koniec pytań do mnie. Po otrzymaniu podpisanych umów, zostawię was Danielowi - skinęła głową dość na ślepo, w stronę kokpitu, w którym siedział Rocheford.
Pilot jednakże tego nie zauważył. Siedział tyłem, schowany za oparciem fotela, majstrując przy tablicy rozdzielczej. Wewnętrzna śluza z sykiem się zamknęła, a mruk chodzącego napędu wzmógł się. Jak się okazało - tylko na moment. Batyskaf powoli opuszczał dok, a przez jego iluminatory widzieli, jak poziom wody stopniowo się podchodzi wraz z ich zanurzaniem się.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

29 lis 2014, o 01:50

Doskonale zrozumiał fakt, iż był zbyt ofensywny w stosunku do Azjatki, której imienia nie byłby wstanie wymówić nawet po pijaku. Denerwowały go korporacje, wszystko co z nimi związane i dlatego w dość niemiły sposób artykułował swoje wątpliwości co do słuszności tej misji, ale nie miał zamiaru z niej rezygnować, co wcześniej zasugerował mu turianin. Oczywiście, że wysłuchiwał wszystko co miała do powiedzenia piękna pani, nawet wyskoczył mu komunikat od odebranych plikach, który niezwłocznie otworzył. Niemniej jednak, naszła go myśl, którą postanowił od razu przedstawić swoim towarzyszom.
-Sygnał może nie docierać z kilku przyczyn.-Odezwał się. Tym razem bez tonu wkurzonego szczeniaka, teraz zabrzmiał fachowo i spokojnie.-Po pierwsze. Hipotetycznie, jeśli doszło do bunty, a pracowały tam osoby zapewne łebskie to mogły skalibrować nadajnik na częstotliwość, której nie obsługują naziemne systemy odbiorcze, albo mogli zrobić mały Trójkąt Bermudzki.-Tu przerwał na chwilę, bowiem przejrzeć kilka własnych plików w omni-kluczu. Ot, po to by nie palnąć czegoś głupiego. Po odnalezieniu odpowiedniego, pobieżnie go przeczytał i wynik swoich przemyśleń przedstawił zebranym.-Podczas Zimnej Wojny sądzono, że Trójkąt Bermudzki to ruska broń. Nadajnik bardzo niskich częstotliwości, który powodował, że wszystkie przyrządy nawigacyjne dostawały jobla. Wiem, że to nie jest XX wiek i teraz operujemy o wiele bardziej zaawansowanymi zabawkami, ale w czystej teorii to dość możliwe. Skafy mogą być nienaruszone, bo pilot, któremu cała nawigację szlag trafił, prawdopodobnie zatrzymał skaf i tu żołnierzyki mogli przejąć załogę misji ratunkowej. Wojakiem nie jestem i nie wiem, czy to ma sens, ale sprawa zaginionych załóg i nienaruszonych pojazdów byłaby wyjaśniona. Poza tym, ktoś kto przejął władzę nad zbuntowaną ekipą jajogłowych zrobiłby wtedy z tego cyrku nawiedzony dom.-Warto dodać, że Matt podczas wygłaszania swojej śmiałej teorii bardzo mocno gestykulował. Nie był do końca pewien tego, czy nadajnik niskich częstotliwości ogłupiłby nawigację do tego stopnia, ale uważał to za dość sensowne.-A aura gaci pełnych strachu i bycia jednocześnie niewidocznym dla reszty świata jest co najmniej na propsie.-No i skończył swoje specjalistyczne pieprzenie w tym temacie. Najchętniej zapaliłby papierosa, wiedział jednak, że na pokładzie tej puszki raczej tego nie wolno. W ogóle, chyba w trakcie całej tej misji będzie problem o chwilę na szluga. Może to mu pozwoli rzucić? Oby, bo na papierosy wydaje fortunę. Pieniądze jakie zaproponowała mu Movachai były dla niego bardzo dużą kwotą. Mniej pieniędzy dostawał za wykonanie kontraktu z ramienia MJS, dlatego nie miał zamiaru narzekać.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

29 lis 2014, o 20:40

Kwestia kredytów nigdy nie była dla porucznika najważniejsza, a przynajmniej nie kiedy pracował dla Hierarchii. W tym przypadku na tyle skupił się na misji, że dopóki Konrad nie przypomniał o zarobku, zupełnie zapomniał, że obecnie pracują tu jako najemnicy.
Szczęśliwi czasu nie liczą, i tak dalej.
Kwota zaproponowana przez kobietę była dla niego jak najbardziej do przyjęcia i kiedy ich omni-klucze rozżarzyły się po otrzymaniu stosownych oświadczeń, turianin przejrzał je pobieżnie, dodał cyfrowy podpis i odesłał. Nawet, gdyby wśród dokumentów znalazł się jakiś nieciekawy haczyk, nie było teraz czasu i możliwości, by zrezygnować.
- Rozsądnie - zgodził się na słowa Straussa o pozostawieniu kogoś z tyłu, gasząc urządzenie i spoglądając na mężczyznę. Cholera, nawet bardzo. Rzeczywiście nie wziął pod uwagę, że skafy ich poprzedników dryfowały w pobliżu stacji, a powinny czekać zacumowane tam gdzie zostawiła je załoga po zadokowaniu. Oznaczało to, że o ile nie zepsuł się dok, to ktoś musiał je odsyłać z dala od kompleksu. Dobrze, że towarzysze z oddziału trafili mu się z głowami na właściwym miejscu. W takim razie 2-2 i 1-2-1 musiało wystarczyć.
Batyskaf zaczął się zanurzać i turianin posłał ostatnie spojrzenie na świat widoczny na iluminatorze. W najlepszym wypadku będzie dane im obejrzeć słońce dopiero za dwadzieścia cztery godziny, a w najgorszym... Były gorsze miejsca do zakończenia żywota, ale podwodna stacja też nie zajmowała szczytu jego listy marzeń.
- Oczywiście, panie Belford. Po prostu nie chciałem zawstydzać swoich nowo poznanych sojuszników z Przymierza i dać im szansę się wykazać - odparł łaskawie na słowa komandora, ukazując w uśmiechu szereg zębów. Znowu pochylił się do przodu, tym razem dlatego, że skaf zatrząsł się przy zejściu pod wodę.
- Czyli jakby nie patrzeć, naszym pierwszym celem powinno być centrum komunikacji. Jeżeli ktoś przekalibrował sonar lub stworzył ten... Trójkąt Bermudzki, to nasza największa szansa jest, że będzie właśnie tam - dodał, ale bardziej dla formalności. Jeżeli Chua-Xi wraz z oświadczeniami dosłała plany placówki oraz listę pracowników, ponownie rozświetlił omni-klucz, tym razem by podejrzeć to pierwsze. Jego wzrok na chwilę uciekł w stronę kokpitu. - Panie Rocheford, ile będzie trwała podróż?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 16.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

29 lis 2014, o 21:04

Panna Shou wydawała się poirytowana zachowaniem Matta i nie było w tym nic dziwnego, bo najzwyklej w świecie jej ubliżał. Konrad miał jednak nadzieję, że jego próba załagodzenia sytuacji, trochę ostudziła atmosferę. Bleysowi też nie spodobały się słowa mechanika i kulturalnie, ale dosadnie dał mu o tym znać. W mózgu zaiskrzyło też coś i zapaliła się metaforyczna żarówka, kiedy mężczyzna wspomniał o armii. Vex zwracał się do niego komandorze, kiedy jeszcze byli na zewnątrz, ale jakoś ten fakt umknął uwadze blondyna. Prawdopodobnie z tego względu, że oficer nosił szary pancerz z centaurem. Jednak sposób w jaki się wysławiał był odmienny od tego, jakim posługiwali się zwykli piechurzy i odznaczał się na tle pozostałych.
Nawet błaha pochwała od Belford potrafiła sprawić, by Strauss poczuł lekką dumę dla siebie i to też przemawiało za tym, że mógł mieć do czynienia z komandorem Przymierza, w stanie spoczynku lub incognito. Zwykle bowiem jedyną osobą, jaka potrafiła napompować ego sierżanta, był on sam.
W zasadzie obecność kogoś wyżej wedle wojskowej hierarchii, potrafiłaby wiele ułatwić inżynierowi. Ostatnim razem był zmuszony jednocześnie dowodzić i zastanawiać się nad rozwiązaniami zagadki, a teraz mógłby poświęcić się całkowicie myśleniu nad rozwikłaniem sprawy i dostarczać sugestie, które mogłyby ich ocalić przed niechybną śmiercią. Taki układ mu odpowiadał, a sam ex-oficer powoli też poczuwał się do przewodzenia grupie.
Co do uzasadnienia poprzednich misji, to okazało się, że było tak jak się spodziewał. Nie powiedział tego na głos, ale domyślał się, jaką wartość może przedstawiać stacja.
Kiedy na omni Konrada zawędrowała umowa, zabrał się za pobieżne przyjrzenie się jej. Piętnaście tysięcy to nie były zbyt duże pieniądze, ale nie miał zamiaru tego komentować. Wszystko dlatego, bo przyszła mu do głowy alternatywa, co musiałby zrobić, by przeżyć. Nie tak dawno temu, był gotów na ogromne poświęcenie ze swojej strony i wciąż pamiętał o tym. Co prawda przeżył i nie doszło do tego czego oczekiwał, ale to nie zmieniało faktu, że był gotów na więcej niż tylko swoją śmierć w imię większego dobra. Czy byłby na to gotów po raz kolejny? Nie miał pojęcia, ale mimo wszystko dał swój elektroniczny podpis.
Słowa Chua-Xi zdawały się potwierdzać wcześniejsze przypuszczenia specjalisty i w duchu jednocześnie się z tego cieszył, jak i smucił. Jeżeli było tak, jak przypuszczał Matt i prócz zagłuszania komunikacji, miała im siąść nawigacja, to czekała ich niezbyt ciekawa perspektywa. Oczywiście wykluczał taką możliwość z braku dowodów, ale mimo wszystko w razie "W", wolał pamiętać o słowach niepokornego.
Co jeszcze mógł w zasadzie dodać? Co powinien jeszcze powiedzieć, zanim zaczną na dobre misję? Najważniejszym było chyba zadbanie o podstawy i skupienie się na swojej specjalizacji. Kim był, prócz tego, że najlepszy? Ekspert od bycia przygotowanym na wszystko.
- Dobra panowie. Przyjmijmy, że komunikacja w strefie stacji działa, ale nie wydostaje się poza jej zasięg. W takim wypadku, proponuję udostępnić kontakty do siebie. - w trakcie jak to mówił, udostępnił wszystkim swój omni-komunikator, by z łatwością mogli się z nim porozumieć. Wydawało się to być rozsądnym rozwiązaniem, póki nie wiadomo było, co ich czeka na miejscu. - Dobra, ja już swój udostępniłem i byłoby dobrze, jakbyście postąpili podobnie. Ciebie to też by się tyczyło Daniel.
To chyba było wszystko, co mógł na tamten moment wymyślić z podstawowych rzeczy i co by dać odpocząć nogom, ponownie usiadł na swoim miejscu. Miał jednak wrażenie, że mógłby coś jeszcze zrobić, lub zaproponować, ale jak na razie to nie wiedział co.
- Lepiej mi się myśli, gdy słyszę jakieś gdybania lub propozycje. O co jeszcze powinniśmy zadbać? - spojrzał po kolei na wszystkich, prócz pilota i choć nie liczył na coś niezwykle odkrywczego, to choćby na cokolwiek. Co prawda pomysł z "Trójkątem Bermudzkim" pokrywał się w części z tym, co już wcześniej mówił, to jednak nie wyjaśniał wszystkiego. Resztę informacji musieli zdobyć, by mieć pełniejszy obraz sytuacji.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [EKWADOR] Manta -> Port morski

30 lis 2014, o 00:51

Bleys skoncentrował się na kontrakcie, który trafił na jego omni-klucz. Szczerze mówiąc targował się przed chwilą tak ostro, bo obawiał się, że korporacja może zechcieć pobieżnie i na szybko zapoznać ich z kontraktem, by w ostatniej chwili nie wiedzieli co podpisują. Wszystko jednak wyglądało przyzwoicie. Zapłata nie była oszałamiająca, ale gdyby była zbyt wysoka podejrzewałby, że korporacji nie koniecznie zależy, by najemnicy wrócili cali.
- Dziękujemy pani Chua-Xi - Uśmiechnął się krzepiąco do holograficznego wizerunku kobiety. Dziewczyna od początku sama wyglądała na przejętą powagą sytuacji.
- Ufam, że otrzymamy zaraz certyfikowane potwierdzenie, iż dokumenty zostały stosownie zabezpieczane - "W razie wypadku" dodał w myślach - wolał nie obniżać morale załogi. Potem zwrócił się do turianina.
- Z pewnością - rzekł Vexowi z wyrazem, w którym nie było widać urazy.
- Tu, na Ziemi - rzekł niby mimochodem akcentując fakt gdzie się znajdują i do kogo należy planeta - wielu podziwia obywatelską postawę waszej rasy wobec wspólnego zagrożenia, poruczniku. To, czego dokonaliście chociażby podczas Krogańskich Rebelii, jest wspaniałym świadectwem dojrzałości waszego społeczeństwa. - Oficer musiał przyznać, że z jednej strony imponowało mu poczucie obowiązku, poświęcenie z jakim turianie potrafili oddać się sprawie w razie potrzeby dla dobra ogółu, nie bacząc na zapłatę lub własne koszta. Uważał jednak, że w pewnych okolicznościach ten niemal stadny instynkt mógł okazać się zgubny. Ten fakt człowiek Cerberusa wolał zachować jednak dla siebie.
Następnie wysłuchał z uwagą teorii Tarczanskiego. Cieszył się, że facet szybko się ogarnął i nawet pod presją potrafił analizować fakty.
W międzyczasie udostępnił towarzyszom swoje dane za sugestią Konrada i zgodził się z uwagą Vexariusa obrania jako priorytet centrum łączności. Zaczął też analizować słowa Shou o niezbadanych batyskafach, gdy Konrad zapytał o dalsze przemyślenia.
- Skoro, skaf, który wchodzi w zasięg zakłóceń jak na razie trzykrotnie został stracony, to rozważania Matta mogą być całkiem na miejscu. Atak może się rozpocząć jeszcze zanim dotrzemy do stacji. Jeśli jakimś sposobem zostalibyśmy unieruchomieni będziemy zmuszeni opuścić statek w kombinezonach i to z obciążeniem - zerknął w kierunku skrzyń, w których znajdowały się ich zapasy i sprzęt.
- A jak powiedziała Shou - ewentualni zbuntowani pracownicy stacji, dzięki lepiej dopasowanym kombinezonom (i sądzę bogatemu głębinowemu doświadczeniu) mogliby stać się dla nas nie lada zagorzeniem. Zatem proponuję by pan Rocheford zapoznał nas także ze specyfiką tych cacek, w razie jeśli trzeba będzie ich użyć w pośpiechu. - trójka z nich miała bogate doświadczenie bojowe, dlatego poradzą sobie zapewne w korytarzach stacji. Turiański porucznik czuł się jak ryba w wodzie jeśli chodzi o propozycje formacji. Podobnie zapewne było z żołnierzem Przymierza, obeznanym do tego w kwestiach technicznych.
- Macie jakieś podwodne doświadczenie? Panie Strauss zgaduję, że próbował pan sił w treningach linii N? Tego cacka pewno nie dostał pan na piękne oczy. - rzekł wskazując na broń - Huragan N7. Ta szybkostrzelna broń wymagała doświadczonego strzelca.
- A sądząc po pańskich opiniach ma pan też solidne doświadczenie techniczne? - zagadnął mężczyznę. Chciał wiedzieć na czym stoi i w czym są dobrzy ludzie, z którymi będzie pracował. Spojrzał też pytająco na pozostałych, był ciekaw czym mogą się pochwalić. Przyłożył palce do ust, gdy spoglądał na Matta.
- Panie Tarczansky, czy pańskie nazwisko nie przypadkowo kojarzy mi się z koncernem Fergussona? - zagaił.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Następna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość