Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

3 kwi 2015, o 00:01

Przez długi czas Konrad był nieprzytomny, oraz nieświadomy tego wszystkiego, co miało później miejsce. Jednak gdy tracił przytomność z powodu połamanych żeber i krwotoków wewnętrznych, oraz gdy ogarnęła go ciemność, to zaczynał widzieć twarze. Trudno jednoznacznie stwierdzić, ile czasu to trwało. Godzinę? Minutę? Ułamek sekundy? Wielogodzinna sesja obrazów, przewijające się przez jego umysł, mogła się zmieścić w czasie, zanim upadł bezwładnie na podłogę.
Przychodziły do niego wszelkie radosne wspomnienia. Uśmiech matki, gdy narysował jej obrazek. Pierwszy raz, jaki przeżył z córką sklepikarza. Widział po kolei wszystkie twarze osób, które spotkał. Obrazy przewijały się co raz to szybciej i szybciej, zlewając się ze sobą w jedno, aż przestały.
Nie było nic. Tylko ciemność. W tej ciemności jednak pojawił się jasny punkcik, który powoli się zbliżał. To było cudowne i jednocześnie przerażające. Czymkolwiek był ten jasny punkt, wydawał się być ciepły i przyjemny, ale jednocześnie zwiastował koniec czegoś. To był punkt, po którego przekroczeniu, nie było powrotu. To było właśnie straszne.
Zanim jednak można było pomyśleć o opcjach i czymkolwiek, to światełko szybko zaczęło się oddalać. Dla samotnej osoby w głębokim mroku, było to przerażające i bolesne. Nie wiedział, dlaczego to się wszystko działo. Był sam i przestraszony.

Kiedy budził się spod wpływu anestetyków, czuł się okropnie. Wszystko go bolało, a zwłaszcza klatka piersiowa. Po śnie jaki miał, zostawało co raz to mniej w jego pamięci, a w pięć minut po przebudzeniu, to kompletnie nie pamiętał, co mu się śniło. Jego uwagę zwracały ukłucia bólu, jakie czuł w opuszkach palców u prawej dłoni. Normalne, czasem się zdarza, gdy krew nie dopływa w jakieś miejsce. Próbował zgiąć i rozprostować palce, ale coś nie wyszło. Najwyraźniej stracił czucie w dłoni. Pomógł sobie drugą ręką, chcąc przywrócić dłoni krążenie, ale coś było dziwnego. Wciąż walcząc z bólem i zmęczeniem, otworzył oczy. Chciał się przekonać, w czym tkwi problem. Sama wiedza o naturze problemu, nie była przyjemna. To nie było możliwe, by brakowało mu palców. Przecież Konrad wciąż je czuł. Powoli nawet zaczynał odczuwać swędzenie w nich.
Powinien odczuwać radość, bo przeżył, ale daleki był od jakiejkolwiek euforii. Lewą dłonią prawie natychmiast zaczął sprawdzać po kolei, czy czegoś jeszcze mu nie brakuje, a gdzie nie mógł dotrzeć ręką, tam próbował ocenić sytuację wzrokiem. Stracił tylko i aż cztery palce. Wykpił się śmierci tanim kosztem.
Jacyś kompletnie nieznani mu ludzie, próbowali go uspokoić i wyjaśnić sytuację, ale on ich nie słuchał. Ich słowa ledwie ocierały się o uwagę inżyniera, do którego docierała cała świadomość tego, że bezpowrotnie utracił część siebie. Ledwie skończył pozbywać się jednego problemu, a tu nagle zjawił się drugi. To było okropne.

Nie miał pojęcia, kiedy w pomieszczeniu medycznym znalazła się reszta znajomych mu osób. Może byli tam cały czas, a może nie. Wiedział tylko, że kiedy padło jego nazwisko, to zareagował i zaczął rozglądać się za kobietą, która je wypowiedziała. Był otumaniony przez leki, doszło do niego. Aż nazbyt dobrze pamiętał ten stan, gdy przebywał w szpitalu psychiatrycznym.
"...lecz okazało się to niemożliwe." Niemożliwe. NIEMOŻLIWE.
Ostatnie słowo, które wypowiedziała Azjatka, którą skądś kojarzył, Strauss odebrał jako obwieszczenie wyroku. Potwierdzenie czegoś, co już wiedział. Praktycznie reszta słów kobiety, nie docierała do niego, bo wciąż przejęty był swoim stanem. Nie miał zielonego pojęcia, co go dalej czekało i tego, co powinien zrobić.
Jak tylko do jego świadomości przedostała się informacja, że Chua-Xi przestała mówić, wstał chwiejnie ze swojego miejsca. Prawą ręką chwycił się za obolałe żebra i w pijackim chodzie wyszedł z pomieszczenia, na korytarz. Zdrowa ręką pomagał sobie utrzymać równowagę, kiedy próbował zajść najdalej jak tylko mógł, od pomieszczenia ze zgromadzonymi. Półtorej metra od centrum medycznego, nie wytrzymał i z niemałym bólem zwymiotował na podłogę.
Ta upokarzająca czynność dołączyła do reszty innych rzeczy, jakie do tej pory mu się przytrafiły. Nie tyle, że zwymiotował, ale nie był w stanie dojść do jakiegoś zlewu, sedesu, czy czegokolwiek, co byłoby z dala od publiczności. Wyobraźnią widział już wyniki sędziów: 2, 1, 3 i 2. Żałosne. Powinien być twardy i to przetrzymać. Powinien się pogodzić ze stratą. Powinien wiele rzeczy, ale chciał tylko płakać. Nie zrobił tego jednak, bo resztkami swojej dumy i woli, powstrzymał się od tego.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

3 kwi 2015, o 02:31

Bleys nie był zachwycony faktem, że musi wracać. Czuł się odpowiedzialny, by dopilnować wszystkiego. Gdyby był młodszy, być może uparłby się by zostać, nawet za cenę narażenia życia. Dzisiaj wiedział jednak, że jego duma i przesadne poczucie obowiązku może okazać się zgubne. Jeśli przez uszkodzony kombinezon padłby tu trupem, nie przysłużyłoby się to psychice Rocheforda, która nie była już w najlepszej kondycji.
- Powodzenia, przejmuje pan dowodzenia poruczniku - rzekł odpalając odrzut i mknąc długimi susami nad dnem.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek powiem to turianinowi - mruknął jeszcze kręcąc głową. Vexarius udowodnił jednak swoją wartość i to jego rad przed podjęciem ostatecznej decyzji wysłuchiwał zawsze najchętniej Belford.
Gdy opuszczał dok dla ludzi po procedurze osuszania Daniel wciąż jeszcze pracował przy generatorach. Bleys ruszył ku kabinie medycznej powiadamiając Tarczanskiego, że jest już na pokładzie stacji.
Mniejwięcej wtedy usłyszeli od Daniela, że "skończone". Belford skinął głową.
- Gratulacje. Ruszajcie tyłki do bazy. Gdy byłem młodszy wiedziałem jak przestawić starsze recyklery na produkcję czegoś mocniejszego - zaśmiał się pod nosem. Poinformował też towarzyszy, że Konrad przeżył zabieg, choć skok napięcia musiał pozbawić go kilku palców, z czym maszyna nie może sobie poradzić. Dla Vexa przygotował pakiet leczący, potem wraz z Mattem pomogli młodszemu oficerowi i Danielowi spocząć w centrum medycznym. Tarczansky radził sobie błyskawicznie z usunięciem wirusa oraz ponownym nawiązaniem komunikacji i Belford dołączył do niego, gdy upewnił się, że zadbał o wycieńczonego technika i rannego oficera.
- Tu nie wolno palić Tarczansky - rzekł gdy zobaczył technika ćmiącego fajkę.
- Ale wiesz... To już nie nasz problem - dodał wyciągając z kieszeni pancerza dopalone do połowy cygaro i wyszczerzył zęby. Klepnął Matt w ramię i dopingował go przez chwilę gdy ten nawiązywał łączność. Potem wezwali pomoc.
Bleys udał się do mesy, gdzie znalazł Daniela. W pomieszczeniu śmierdziało jak nieszczęście. Były komandor zapalił cygaro, by zabić zapach zgnilizny.
- Chyba wiem jak się pan czuje Rocheford - rzekł przyciszonym głosem siadając w pobliżu technika.
- Czasem człowiek nie jest gotów na co go spotka. Ja też nie byłem, gdy jako wyrostek wpadłem w łapy batarian - mruknął niechętnie. Rzadko kiedy o tym opowiadał. Westchnął wypuszczając kłąb dymu.
- Gdy po latach wyszedłem z tego cało wiedziałem jedno... Jeśli to mnie nie zabiło, to już dam radę wszystkiemu. Wyciągnąłem z niewoli siostrę... - spojrzał na twarz Rocheforda zaciągając się cygarem.
- Ty uratowałeś dziesiątki tysięcy ludzi. Wielu żołnierzy z którymi służyłem nie miałoby tyle jej co pan, Rocheford - uśmiechnął się stukając przez moment na omni-kluczu. Przesłał technikowi swoją wizytówkę.
- Jeśli chciałbyś kiedykolwiek o tym pogadać, albo po prostu szukałbyś nowej roboty... Znam wielu ludzi. Potrzebujemy takich jak ty Danielu - agent Cerberusa uśmiechnął się krzepiąco i wyszedł zająć się powitaniem ekipy ratowniczej, która wchodziła na Raitaro. Wkrótce Matt został osaczony krzyżowym ogniem pytań inżynierów, zaś Vexem i Konradem zajął się w końcu prawdziwy lekarz.

- Powinienem wracać na mój statek - odparł gdy Tarczansky zaproponował wspólny wypad do knajpy. Mattowi też zamierzał dać namiary na siebie. W końcu organizacja dla której pracował Bleys bardzo chętnie przyjmowała utalentowanych ludzi.
- Ale niech to szlag, jedna kolejka jeszcze nikogo nie zabiła! - stwierdził machnąwszy ręką. Z całej ekipy był chyba najbardziej odporny na stres po tym wszystkim co przeszedł w życiu. Czuł się jakby siedział na promie i wracał po jednej z dziesiątek misji, które zaliczył. Popijając witaminowy koktajl i ćmiąc cygaro miał wreszcie chwilę dla własnych myśli. Przyłapał się na tym, że pierwszy raz po tym, gdy był zmuszony opuścić flotę Sojuszu czuł się naprawdę dobrze. Być może był solidnie skrzywiony przez los, szalony, uzależniony od adrenaliny, ale nie pamiętał kiedy ostatni raz w ciągu dwóch lat zapomniał na tak długo o bolącej ręce i bolącej przeszłości.
Gdy dotarło szefostwo i zobaczył Konrada stojącego o własnych siłach ucieszył się, że nie stracił żadnego człowieka. Belford zrozumiał, że tu było jego miejsce: wśród żołnierzy i z bronią w ręku. Być może Bleys czekał na kulę, na której jest wypisano jego imię ale nie dbał o to.
Był jeszcze niedawny ostro wkurzony na sierżanta Przymierza, że naraził operację na szwank. Teraz jednak, gdy było już po wszystkim przeszło mu, nie czuł już złości.
- Nie szarżujcie tak następnym razem sierżancie. Nie bez rozkazu. Szkoda życia... - mruknął kręcąc głową i oceniając stan inżyniera gdy ten wychodził.
Potem skupił się na słowach Chua-Xi. Och tak, przedstawicielom korporacji było głupio. To znaczy, że najemnicy dostaną dodatkową gratyfikację, by nie puścić pary z ust. Przysłuchiwał się radom Tarczanskiego dla techników i pani Chua-Xi oraz pytaniom Vexariusa. Taaa, byli młodsi od niego i pełni wigoru i nadziei. Sądzili jeszcze, że swoim zaangażowaniem zmienią świat. Belford rozumiał, nawet trochę zazdrościł, że oni jeszcze wierzyli. Zresztą, kto jak nie młodzi mieli coś zmienić? Sam nie czuł się jeszcze zbyt staro więc poparł pytania obu towarzyszy broni.
- Donne żyła jeszcze, gdy zmierzaliśmy do reaktorów - spojrzał wyczekująco na kobietę.
- A fakt, że zatrudniliście na stacji tak niebezpiecznych ludzi bardzo mnie zastanawiał, zwłaszcza kiedy Cleroy o mało nie pozabijał nas biotycznymi biczami, Riffost nie zarżnął z kamuflażu maczetą, Annet nie wgniotła biotyką oczu w czaszki, a ktoś omal nie przejął kontroli nad skafem tym diabelnym wirusem - zakończył wyliczankę, choć bardziej z ciekawości jak też korpy wykręcą się od powiedzenia prawdy, niż licząc na jakieś rzetelne informacje.
Chwilę potem Chua-Xi otworzyła drzwi, przez które moment temu wyszedł Konrad. No cóż, żołnierz Przymierza nie był w najlepszym stanie, pochylony nad swoimi wymiocinami.
- Siostro! - zawołał Bleys patrząc czy pielęgniarka, która kręciła się w centrum medycznym przy Danielu wciąż jest w pobliżu. Sam podszedł do sierżanta gotów go podtrzymać i odprowadzić z powrotem do centrum medycznego, nie będąc pewien czy ranny zaraz nie zasłabnie i nie poleci na ścianę.
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

6 kwi 2015, o 16:05



Ciężko było wydostać od Bleysa odpowiedź. Z pewnością go słuchał, wtedy, w śmierdzącej mesie, gdy Belford się do niego przysiadł. Jego reakcją było jedynie podniesienie wzroku w stronę mężczyzny - agenta Cerberusa przeszyło spojrzenie przekrwionych oczu dosłownie na ułamek sekundy, po którym wziął jedynie wizytówkę i znów zainteresował się podłogą, pozwalając Bleysowi na pozbawione żalu opuszczenie go w tym momencie.
Wracając do akcji w centrum medycznym, Chua-Xi przeniosła swoje spojrzenie na Vexa, wcześniej nie okazując reakcji na jego słowa o hierarchii.
- Zapewniam Pana, że wszyscy pracownicy naszej stacji nie zostali wybrani przypadkowo. Spośród setek kandydatów, na podstawie opinii psychologów, Movichai Energetics wybiera ludzi odpowiednich do tego zadania, którzy pełnią swoje funkcje przez również określony przez naszych lekarzy, dopuszczalny czas - przeniosła teraz spojrzenie swych ciemnych oczu na Bleysa, który również wspomniał o tym, jak niebezpieczni ludzie znajdowali się na tej stacji. - Umiejętności bojowe nie są przez nas sprawdzane. Z pewnością możecie wyobrazić sobie, jak musi wyglądać życia na Raitaro. Ryft to środowisko nieustannego zagrożenia, ludzie lepiej uwarunkowani do życia w stresie radzą sobie z presją, inni mniej. Staramy się wybierać tylko tych pierwszych.
Cokolwiek mogło to znaczyć, a skojarzenia nasuwały im się od razu. Shou kontynuowała jednakże, rozwijając temat.
- Raitaro jest pierwszym... tak ekstremalnym przypadkiem. Nasze stacje głębokomorskie w zamyśle miały być sterowane przez komputery kwantowe, nie ludzkie jednostki. Niestety, staje się to możliwe dopiero od niedawna. Raitaro to przedostatnia stacja, która nie posiada tych systemów. W Thanis, drugiej, prace postępują. Jak jednak mówiłam, zmiany w psychologii uczestników programu są wręcz zagwarantowane i każde z nich znało ryzyko. Niestety, opinie lekarzy o każdym z ryfterów nie różniły się od pozostałych, nie mogliśmy więc wiedzieć, że w trakcie trwania programu część z nich wpadnie na pomysł unicestwienia sporych połaci terenu i samych siebie przy tym.
Konrad wybiegł przed nimi, niemniej azjatka ruszyła zaraz za nim, zaskoczona. Wyszła na korytarz i, widząc pochylonego Konrada i kałużę wymiocin pod nim, zrobiła coś, czego nie mógł się spodziewać po biurokratce - ze stukotem obcasów uderzających o metalową podłogę podbiegła do porucznika i złapała go pod ramię, jakby asekurując przed wpadnięciem w kałużę.
- Panie poruczniku, nie powinnam w ogóle proponować wyjścia! Strasznie Pana przepraszam... Rinn? Jim, pomóż mi do cholery! - warknęła do stojącego obok psychologa, który z nieco mniejszym entuzjazmem schował datapad, podszedł i złapał Konrada pod drugi bok, chyba, że ten sobie tego nie życzył. Szybko zaczął eskortować porucznika z powrotem do centrum medycznego wraz z trzymającym go Bleysem. - Będziesz musiał wyjść gdzie indziej z panem Rochefordem. Pan Strauss musi odpocząć - odrzuciła kobieta, odprowadzając do drzwi dwójkę by stanąć w nich, póki nieobecny duchem Daniel nie wyszedł z pomieszczenia za psychologiem.
- Wracając do tematu... Naprawdę wątpię, by była to operacja na większą skalę, panie Tarczansky - nieco mniej przychylnym okiem, czego można się było spodziewać po tym niemalże w nią skierowanym oskarżeniu, spojrzała na trzymany datapad. - Według wstępnych opinii naszych techników, wykorzystana przez Cleroya technologia znajdowała się już na Raitaro. Systemowe zniszczenie zapór polegało na zrobieniu chaosu wśród plików, jedyną jego umiejętnością było uzyskanie sobie dostępu do źródła. Był głównym inżynierem i, według wstępnych opinii psychologów na podstawie codziennych raportów do centrum kontroli, już sześć miesięcy temu został wyłoniony z tłumu jako naturalny przywódca na Raitaro. Reszta podporządkowała się jego woli w większym lub mniejszym stopniu. Być może to od niego zaczął się tak zwany... - zerknęła znów w datapad, zmieniając stronę - "kult Błękitu". Wedle doktora Rinna, ryfterami owładnął rodzaj uzależnienia behawioralnego. Według raportów, coraz więcej czasu spędzali na zewnątrz, co spowodowało ryzyko niedoboru substancji odżywczych w organizmie w skutek zmniejszonej ilości posiłków wewnątrz stacji w stosunku do dobowej normy.
Azjatka westchnęła cicho, opuszczając dłoń trzymającą datapad na moment i przenosząc wzrok na zebranych.
- Johne Cleroy był ekspertem w jeśli chodzi o systemy komputerowe, lecz była to dość marginalna dziedzina, niezbyt też miło widziana w świetle prawa. Byłby doskonałym hakerem, chyba tak to najlepiej można ująć. Napisany przez niego wirus mógł powstać w jego głowie na długo przed dostaniem się na Raitaro, według doktora Rinna wątpliwe jest jednak, by przystąpił do programu od początku wiedząc, co chce zrobić. Na podstawie raportów video być może będziemy w stanie określić czas, w jakim w jego zachowaniu dało się już zauważyć początki obsesji. Jeśli chodzi o resztę...
Uniosła na moment rękę z datapadem, lecz nim ta powędrowała przed jej twarz, zatrzymała się i powróciła na swoje miejsce, jakby Chua-Xi powstrzymała się przed spojrzeniem na jego wyświetlacz.
- Na skutek naprężeń podłoża, wokół Raitaro pokazało się wiele nowych szczelin. W odległości dwustu metrów od stacji znaleźliśmy zwłoki w zwęglonym kombinezonie, wewnątrz smokera, który uaktywniła aktywność wulkaniczna. Pancerz był zaklinowany, lecz w takiej pozycji, która sugeruje, że osoba będąca wewnątrz umyślnie weszła do środka i pokonała niemal metr wgłąb. Nie mamy na razie sprzętu pozwalającego na bezpieczne wydobycie, smoker wciąż może być aktywny. Podejrzewamy jednak, że w pancerzu znajdują się resztki Halee.
Na moment zamilkła, jakby dając im trochę czasu do namysłu. Po upływie tych kilku sekund, klasnęła w dłonie, przerywając nagle ciszę i przeniosła wzrok na Konrada.
- Panie poruczniku, doktor Heissenberg zaraz do pana przyjdzie. Potrzebuje pan odpoczynku najbardziej ze wszystkich, dlatego najpewniej zasugerują panu pozostanie w centrum medycznym jeszcze przez jakiś czas, póki jest tu nasza ekipa. Reszta z was jest już wolna - spojrzała po wszystkich, kierując swój wzrok na każdego z osobna. - Również pan panie Strauss, jeśli poczuje się na siłach lub poprosi o asystę kolegów. Tymczasem jeszcze raz przekażę swoją wdzięczność.
Skinęła głową i następnie ruszyła w kierunku wyjścia, by chwilę później zostać zastąpioną przez niskiego lekarza, który natychmiast podszedł do Konrada, miast jednak pytać o jego stan, zaczął studiowanie jego danych medycznych na datapadzie, milcząc i nie zwracając uwagi na resztę.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

7 kwi 2015, o 14:39

Porucznik słuchał w milczeniu wyczerpującej odpowiedzi Chua-Xi. Jej słowa miały sens, a po tym czego doświadczyli na stacji, bardzo łatwo można było w nie uwierzyć. Być może dlatego, że sami byli świadkami tego obłędu, sami wiedzieli jak to jest być w ciągłym napięciu i pod groźbą niespodziewanej śmierci. Spędzili na dnie oceanu raptem kilka godzin, a już skakali sobie do gardeł i stawali się drażliwi; wizja pracowania tu przez sześć miesięcy była zwyczajnie przerażająca i Vex był w stanie uwierzyć, że mogło to mieć destruktywny wpływ na członków Raitaro.
Daniel był tego najlepszym przykładem.
- Cleroy odnosił się do tego jak do "zadania", które ktoś mu przydzielił. Może to były tylko majaki szaleńca, który sam sobie wymyślił misję - stwierdził w końcu, unosząc dłoń i pocierając dwoma palcami łuski pancerza między oczami. Ciężko było mu się skupić. - Nie wszyscy ryfciarze współpracowali. Annet próbowała go powstrzymać.
Śmierć jej siostry przyjął milczeniem. Najwyraźniej szaleństwo za bardzo wgryzło się w jej umysł, nie pozostawiając już nic, co mogli uratować. Być może Raitaro było stracone już dawno przed tym, jak wylądowali w jego doku.
Podobnie zareagował na widok Konrada, chociaż w jego spojrzeniu pojawił się cień współczucia. Sierżant spędził w letargu znacznie więcej czasu niż on, ale ciężko było powiedzieć czy jego humor, osłabienie i fatalny stan był efektem medykamentów, czy raczej świadomości swojej straty. Lekarze powiedzieli, że Gina - jedyne pozytywne światełko na całej stacji - poskładała jego obrażenia przed swoim zniszczeniem, ale być może organizm wciąż czuł ich efekty. Vex nie wiedział. Kiedy lekarz i Bleys pomagali odprowadzić sierżanta z powrotem do pomieszczenia medycznego, turianin również cofnął się kilka kroków.
- Najważniejsze jest to, że już po wszystkim - powiedział cicho. Chua-Xi rozwiała parę jego wątpliwości, ale prawdopodobnie nigdy nie dowiedzą się prawdy. Może ta tkwiła w podwodnym szaleństwie, a może po prostu pracownicy Raitaro mieli pecha. Porucznik odwrócił się do Matta i Bleysa.
- W normalnych okolicznościach bym nie odmówił wspólnej wizyty w knajpie, panie Tarczańsky - powiedział, uśmiechając się krzywo. - Ale obawiam się, że leki i alkohol nie tworzą najlepszej mieszanki, a ja jeszcze przez kilka dni będę musiał faszerować się tym pierwszym. Zresztą, podejrzewam, że niezwykle trudno byłoby mi dostać u was coś... kompatybilnego z moim układem trawiennym. Komandorze, wspominał pan o swoim okręcie. - Tu turianin przeniósł spojrzenie na Belforda. - Będziecie może zmierzali w stronę Cytadeli? Nie podrzuciłby mnie pan tam przy okazji? - dodał, kiedy ruszyli korytarzem w stronę śluzy.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Ostatnio edytowano 14 kwi 2015, o 10:24 przez Vex, łącznie edytowano 2 razy
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

9 kwi 2015, o 03:14

Tłumaczenie Chua-Xi brzmiało całkiem dobrze, Bleys nie wątpił, że zastęp sztabowców zatwierdził i przygotował już dawno co też kobieta ma powiedzieć najemnikom, by nie dręczyła ich pokusa wypaplania tego wszystkiego pismakom. Ile z tego było prawdą? Zapewne nie dowiedzą się nigdy.
Oficer nawet cieszył się, że nie on zadawał tu najwięcej niewygodnych pytań, sam słuchał i zapamiętywał. Oczywiście zamierzał złożyć szczegółowy raport centrali Cerberusa z tego co zaszło na Raitaro, opatrzony zastrzeżeniem "ściśle tajne".
Skinął głową na prośbę turianina.
- Oczywiście, będę rad móc pana gościć - odparł.
- Jeśli porucznik nie miewa się dobrze czuję się w obowiązku odstawić go od razu na Cytadelę. - zwrócił się do Matta.
- Zapraszam również, jeśli potrzebujesz transportu. Mamy świetnie wyposażony pokładowy barek - dodał z uśmiechem.
- Myślę, że zdążymy nim moja "Hekate" odleci - wszak zgodnie z planem mieli zabawić na podwodnej stacji znacznie dłużej, a okręt w rękach XO miał tymczasem załatwiać inne pilne sprawy.
Podziękował Chua-Xi za współpracę i był gotowy do drogi na powierzchnię.
Tarczańskiemu Bleys również przekazał swoją wizytówkę i firmy Centaur dla której pracował.
- Gdyby w Fergussonie nie doceniali dostatecznie pańskich umiejętności moi przełożeni z pewnością znaleźliby dobrą posadę dla człowieka o takich talentach, Tarczansky. Wiele razy myślałem, że już po nas, kiedy ratował nas pan swoimi sztuczkami - rzekł kiedy ruszyli w kierunku śluz i skafu, który miał przetransportować ich na powierzchnię.
- Proszę powołać się na mnie u moich przełożonych, nawet gdybym nie był obecny i potrzebowałbyś pomocy - dodał, gdy znów znaleźli na pokładzie batyskafu, który zabrał ich w drogę powrotną. To był wyjątkowo długi dzień, jak często w takich chwilach nie potrafił dokładnie określić jak dawno temu transportowano ich na misję.
- Panu poruczniku Viyo nie będę proponował pracy, myślę, że Hierarchia nie będzie nierozsądna by płacić za mało tak zdolnemu oficerowi? - zapytał półżartem.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
-30% do kosztu regeneracji tarcz ✔ - 1 PA / strzał Motyką ✔ +15% do celności broni ✔
+5% do obrażeń broni i mocy ✔ +20% do obrażeń wręcz ✔ 20% szans na podpalenie omni-ostrzem ✔
+20% do pancerza ✔

Prawdziwy gracz pbfów potrafi pogodzić wszystko. - William Kraiven

Obrazek
Bleys Belford

Avatar użytkownika
 
Posty: 275
Dołączył(a): 13 cze 2014, o 20:59
Miano: Bleys Belford
Wiek: 40
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kapitan Hekate
Lokalizacja: Omega/Hekate
Status: Oficer Cerberusa, oficjalnie kapitan prywatnego statku kurierskiego, ex Przymierze
Kredyty: 9.940
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

10 kwi 2015, o 14:31

Korporacyjna, niezwykle poprawnie politycznie gadka na temat załogi. Miód na uszy dla większości społeczeństwa, ale nie dla człowieka, który wypruwa sobie flaki dla innej korporacji. Jednak zdążył już zauważyć, że grzeszki Fergusson Engineering nie były tak podłe, jak te Movachai Energetics. Nie zamierzał już wytykać jej swoich podejrzeń. Oskarżać ją o kłamstwo w żywe oczy. Miał swoje spostrzeżenia na temat tej stacji i wydarzeń na niej, które zresztą miały powielenie w słowach turianina i Bleysa. Machnął tylko bezradnie dłonią, bo to co słyszał było dla niego tylko zapchaniem dziury czymś cholernie nieszczelnym i prędzej czy później cały syf wypłynie na jaw, jeśli sytuacja powtórzy się na innych stacjach tego typu.
Niemniej jednak, musiał skomentować to i owo. Nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
-Nie był tylko specem od komputerów. Wyglądał też na konesera BDSM, smagał tymi pejczami jak prawdziwy zawodowiec.-Mruknął pod nosem i pokręcił głową. Sprawa tej stacji na długo pozostanie w jego głowie, ale nie zamierzał szukać źródła tego całego zajścia. To nie była jego sprawa, nie leżało to w jego gestii, zresztą...Nawet nie chciał przypominać sobie o tym, co tutaj zobaczył, chociaż był świadomy tego, że te obrazy na pewno będą wielokrotnie go zalewać i dawać mu we znaki podczas snu. Raitaro zostawiło na nim spore piętno, choć nie było po nim tego widać. Pod płaszczykiem profesjonalizmu i luźnego podejścia do życia, krył się naprawdę emocjonalny człowiek. Ta cała wyprawa zostawiła swoje piętno, które pozostanie w jego głowie na zawsze.
Był mocno zawiedziony, kiedy Bleys i Vex odmówili mu wyjścia do knajpy. Wyglądało na to, że chyba tylko on chce napić się w słonecznym, egzotycznym miejscu, jakim bezsprzecznie były wyspy Galapagos. Pociągnął nosem, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyciągnął jedną. Rzecz jasna, znów sobie zapalił. Deficyt nikotyny był u niego tak duży, że zanim wszystko się unormuje...Minie jeszcze kilka, kilkanaście fajek. Najlepiej przy dobrym drinku.
-Dobra, nie to nie. W takim razie wszystkie panienki i drinki w Mancie są moje.-Poruszył sugestywnie brwiami i uśmiechnął się szeroko. Musiał się lekko odprężyć, zanim ruszy w podróż do domu. Co prawda, to będzie tylko kilka godzin lotu do Chicago, gdzie mógłby spędzić trochę wolnego czasu w swoim apartamencie. Uznał jednak, że chwila w tym słonecznym i ciepłym miejscu mu nie zaszkodzi.
Otrzymawszy wizytówkę od komandora, schował ją do kieszeni. Kiwnął głową, z pewnością zapamięta. Nie wiedział ile jeszcze wytrzyma pracując dla Fergussona, biorąc pod uwagę to, że chce przejąć prawo do opieki nad córką. Praca w tej korporacji na pewno nie pozwalała mu na to, bowiem jego wizyty w domu były symboliczne i żaden normalny sąd nie pozwoliłby zajmować się córką, kiedy Matt przez większość roku znajduje się w przestrzeni kosmicznej. Wypuścił dym papierosowy nosem i uśmiechnął się szeroko.
-Na pewno będę pamiętał, szefie. Jakby co, będziemy in touch.-Rzucił do komandora i ruszył za nimi do skafu. Odetchnął z niemałą ulgą, kiedy mógł już opuścić tą stację. Zostawiał za sobą kawał swojej ciężkiej pracy. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z ich często modyfikowanym planem. Ta wyprawa miała też swoje dobre strony, nauczył się wielu rzeczy, poznał wspaniałych ludzi, z którymi przeżył piekło. To warto było zapamiętać, przetrwali pomimo przeciwności. Nie poddali się. On się nie załamał. Nieskromnie można stwierdzić, że był z siebie dumny. Dał z siebie wszystko, a nawet więcej niż mógł. Pracował na 300% swoich możliwości i to z pewnością mogło go napawać zadowoleniem z siebie. Tutaj uznał, że stać go na zdecydowanie więcej, niż tylko na harowanie jak wół w MJS. Poczuł się kimś ważniejszym, bardziej wartościowym.
-To co synki? Nasz wypad na podryw musi poczekać, co?-Spytał, kiedy zasiadł na miejscu w skafie, który miał ich zabrać na powierzchnię. Wiedział jedno. Już nigdy nie zgodzi się na to, by nurkować tak głęboko. Co to to nie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

12 kwi 2015, o 20:07

Zwymiotował. W zasadzie trudno powiedzieć, czy winny był jego stan zdrowia, czy umysłu. Daleka od prawdy nie była też kombinacja obu tych stanów. Co prawda podpierał się lewą ręką o ścianę i o ile by nie zasłabł, to by nic sobie nie zrobił, ale zaraz za nim pojawili się Bleys z Shou, którzy go asekurowali. Wciąż było mu wstyd z powodu tego co zaszło, ale troska tych osób, choćby i symboliczna, w jakimś stopniu była... może nie kojąca, ale mile widziana. Wytarł usta o prawe przedramię i pozwolił się zaprowadzić z powrotem do sali.
Paradoksalnie jego osłabienie się nie zwiększyło, za to trochę zyskał na trzeźwości myślenia. Wciąż się nie odzywał, słuchając tego o czym mówiła kobieta, oraz o czym mówiła reszta ekipy. Z tego co zdążył się zorientować, to jednak nastąpiły jakieś następstwa przeciążenia generatorów, ale nie tak wielkie, by zagrozić komukolwiek na lądzie. Jedynymi widocznymi oznakami tego, że coś było nie tak, były szczeliny w pobliżu stacji. Nie było mu przykro, że części tych zasług nie mógł przypisać, ale raczej martwił go fakt, że przez niego wszystko mogło potoczyć się gorzej. Nie mógł się pozbyć tego potwornego wrażenia, że jego błąd mógł kosztować życia dziesiątki tysięcy ludzi, choć próbował robić wszystko by do tego nie doszło.

W końcu wszyscy zaczęli zdążać do wyjścia i w pomieszczeniu zostali tylko Strauss i lekarz, który chyba przeglądał jakieś medyczne dokumenty. Sierżant cały czas patrzał na swoją prawą rękę i brakujące na niej palce. Wyglądało to tak nierealnie.
- Doktorze. - odezwał się do mężczyzny, nie podnosząc wzroku ze swojej kalekiej dłoni. - Proszę zawołać panią Shou. Muszę z nią porozmawiać w cztery oczy.
To raczej nie powinien być dla niego problem, więc Konrad czekał cierpliwie, aż kobieta znowu się zjawi.
- Proszę pani. Nie mogę skorzystać z mojego wojskowego ubezpieczenia. Prócz tego, że jestem na urlopie, to nie była operacja Przymierza i żadne odszkodowanie, ani rehabilitacja nie są dla mnie dostępne. Jestem w kropce. - mówił prawdę i właśnie świadomość tego sprawiała, że tak fatalnie się czuł. Stracił palce i nie mógł sobie rościć żadnych praw do pomocy od floty.
- W tej sytuacji byłbym bardziej niż wdzięczny, gdyby pani pomogła mi z... - obrócił swoją dłoń, by zobaczyć jej wewnętrzną część i spróbował zgiąć kikuty swoich palców, by jak kiedyś zacisnąć dłoń w pięść. Oczywiście efekt był połowiczny. - Z alternatywami dla mnie. Jeżeli nie odzyskam sprawności, to nie będę mógł wykonywać żadnej manualnej pracy.
Nigdy nie uważał, że będzie musiał prosić kogokolwiek o pomoc, ale rzeczywistość nie zostawiała mu żadnej alternatywy. Jego samego z zawartością konta ciężko by było coś wymyślić, a już zwłaszcza legalnymi sposobami.
- Proszę się zgodzić, zanim zacznę panią błagać.
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

13 kwi 2015, o 23:25

Pomieszczenie już opustoszało. Pozostała w nim dwójka osób pozostawała milcząca przez pierwszą chwilę, głównie za sprawą nieudzielającego się również wcześniej doktora, nieustannie wpatrującego się w prowizoryczną kartę pacjenta. Nieco nieobecnym wzrokiem spojrzał po Konradzie gdy ten zabrał głos, zwracając się do niego ze swoją dość nietypową prośbą, lecz skinął głową, uruchamiając swój omni-klucz.
Pani Shou, gdy tylko odprowadzi pani gości, prosiłbym z powrotem tutaj - rzucił do komunikatora niespodziewanie życzliwym i oficjalnym tonem, z pewnością zdając sobie sprawę z tego, że azjatka przemierza korytarz z innymi pracownikami i nie wyglądałoby to dobrze, gdyby zwracał się do niej po imieniu.
Nie minęło więcej niż pięć minut nim drzwi do centrum medycznego ponownie się rozsunęły, a Chua-Xi weszła do środka z charakterystycznym stukotem niskich obcasów butów, rozbrzmiewających echem w małym pokoju wraz z każdym jej krokiem.
Starając się wyglądać dość niewzruszenie, wsłuchiwała się w słowa Straussa, kiwając głową gdy doszedł do swojej ostatniej kwestii.
- Cóż, w tej kwestii mam chyba dobrą wiadomość, bo nie chcę widzieć Pana błagającego o coś takiego, panie poruczniku - uśmiechnęła się lekko, tak nienaturalnie w odczuciu Konrada, któremu z pewnością nie było teraz do śmiechu. - Pragnę przypomnieć, iż na początku naszej współpracy podpisał pan z naszą firmą umowę, w której dodana była wzmianka o ubezpieczeniu zdrowotnym. Niestety, my sami nie posiadamy własnych centrów medycznych, żeby Panu pomóc, ale...
Podeszła jeszcze o krok, chowając za siebie datapad, jakby nieco bardziej personalnie podchodząc w tej chwili do żołnierza.
- Nie kazałabym Panu od tak zmywać się do Portu po nową zabawkę. Tutaj nie mamy na to warunków, lecz koszta pańskiego leczenia w klinice Bancroft Medical zostały już przez firmę pokryte. Oprócz wynagrodzenia, w Mancie znajdują się wszystkie potrzebne dokumenty, jak i transport, jeśli tylko Pan sobie tego życzy. Nie znam szczegółów, komunikacja wciąż jest dość utrudniona na dnie, wysłaliśmy informację priorytetowym kanałem i ktoś inny miał się tym zająć. Niemniej, otrzyma Pan bioniczne protezy wszystkich czterech palców. Z pewnością, będą miały swoje plusy i minusy, ale po odpowiednim czasie rekonwalescencji powinny umożliwić Panu powrót do fachu.
Na koniec tejże mowy Chua-Xi obdarowała porucznika już pełniejszym uśmiechem, usiłując podnieść go w ten sposób na duchu i skierowała się z wolna ku drzwiom.
- Proszę dać znać, kiedy będzie Pan gotowy do drogi! - dodała na koniec, patrząc na porucznika oczekująco i, z nim lub bez, ruszyła wgłąb korytarza, pozostawiając doktora samemu sobie, który po chwili zastanowienia opuścił pomieszczenie zaraz za nią.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [GRZBIET GALAPAGOS] Stacja Raitaro

21 kwi 2015, o 19:50

Słuchając wypowiadane przez kobietę słowa, przypomniał sobie, że faktycznie odpowiednie zapisy znajdowały się w podpisanej przez niego umowie. Na śmierć zapomniał o samej umowie, a dzięki niej jego wyblakły los, znów mógł nabrać kolorów. Chyba po raz pierwszy od kiedy się obudził, na jego twarzy nieśmiało zawitał uśmiech.
Tak, to mogło się udać. Jeszcze sporo rzeczy czekało na wykonanie przez niego i dzięki protezom, wciąż będzie mógł być sobą w każdym aspekcie. Co prawda wolałby swoje stare palce z powrotem, ale niestety ta droga była już dla niego zamknięta.
- Dziękuję. Odpocznę jeszcze trochę i wtedy udam się na powierzchnię. - powiedział już ciut radośniej, skoro na powierzchni miał się nim zająć chirurg.
Kiedy Chua-Xi opuściła pomieszczenie, Konrad położył się na kozetce i uciął sobie krótką drzemkę, która zmieniła się w kilkugodzinny sen.
Kiedy się zbudził i zjadł batona, rozpakowanego z niemałym trudem, to dał znać, że jest gotów do powrotu na powierzchnię. U góry czekało go wiele rzeczy do załatwienia, ale w pierwszej kolejności chciał mieć za sobą operację. Przygotowanie promu i pilota trwało kilka minut, po których sierżant razem z całym swoim dobytkiem, opuszczał Raitaro. Robił to bez żalu, bo stacja odebrała mu zbyt wiele.

zt
ObrazekObrazek

Theme Ubiór cywilny

Wszystko co słyszymy jest opinią, a nie faktem.Wszystko co widzimy jest perspektywą, a nie prawdą. - Marek Aureliusz
Konrad Strauss

Avatar użytkownika
 
Posty: 860
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 10:03
Wiek: 29
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Specjalista N2
Lokalizacja: Treches
Status: Starszy sierżant. Doświadczenie z obcą technologią(trzy razy). Po załamaniu nerwowym, jest na przymusowym urlopie.
Kredyty: 38.570
Medale: 5
Determinacja (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) To tylko draśnięcie! (1) Order Darwina (1)

Poprzednia strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość