Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

[FRANCJA] Alpy francuskie

20 cze 2015, o 13:24

Obrazek


Najwyższy łańcuch górski Europy celem wypraw turystycznych jest już od wielu lat, jednak dopiero teraz, po wyraźnym skoku technicznym, poznawać go można nie tylko z perspektywy nart targanych do jednego z bezpiecznych, tłumnych kurortów. Wraz z rozwojem technologii, na których opierają się ogólnie pojęte systemy podtrzymujące życie, otworem stanęły nie tylko wcześniej zabezpieczone, w miarę przystępne trasy dla względnych laików, ale także wciąż nie do końca okiełznane, mroźne i nieprzewidywalne, wysokie partie gór wraz z masywnymi sylwetkami tamtejszych lodowców. Pojedyncze, mniejsze bądź większe chaty wzniesione na granicy między rejonami bezpiecznymi, niemal w pełni skomercjalizowanymi, a tymi, które wciąż jeszcze umykają ludzkiej żądzy podporządkowania sobie natury, stały się obiektami przyciągającymi ludzi szukających odrobiny wytchnienia od codziennego pośpiechu.
Obecnie na mapach znaleźć można kilkanaście prywatnych domów położonych w wysokich partiach Alp, przytulających się do francuskich lodowców. Do każdego z nich dostać się można jedynie w sposób tradycyjny - spacerem po wytyczonej przedtem ścieżce bądź też wierzchem, wykorzystując oferowane u podnóża gór (oraz na kolejnych stacjach przystankowych) przysadziste, odporne na chłody konie. Oczywiście, możliwe jest również wypożyczenie specjalnie przystosowanych do wysokogórskich wypraw, unoszących się nieco ponad ziemią skuterów śnieżnych (choć od swych przodków różnią się znacznie, wciąż określa się je nazwą wykorzystywaną w przypadku bardziej archaicznych pojazdów z XXI wieku), mało kto jednak się na to decyduje. Unikanie wprowadzania wyższej techniki tam, w górę, jest jedną z niepisanych zasad mających przedłużyć życie naturalnych jeszcze obszarów Alp i zachować specyficzny klimat tegoż rejonu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

20 cze 2015, o 18:41

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Podróż na Ziemię nie należała do najdłuższych, podobnie jak samo dotarcie do Francji i podnóża tamtejszych gór. Czas spędzony na pokładzie promu - spędzony czy to na rozmowach, czy też zwyczajnie przespany - nie obfitował w żadne atrakcje, a jedyną przerwą w spokojnym locie była ta wymuszona przez przesiadkę do kolejnego pojazdu już na Ziemi. Ten drugi, nieco mniejszy od standardowego prom z portu w Paryżu dostarczyć miał ich do najbliższej wskazanej przez Nathalie górskiej miejscowości, z której to mieli podążyć dalej, w nieco mniej komfortowych warunkach.
Pewnym minusem podróżowania współczesnymi promami był brak okien. Oczywiście, istniały modele w podobny luksus wyposażone, jednakże prosty przedstawiciel swego gatunku, który odebrał ich z Paryża, zmuszał podróżnych do zabawiania się we własnym zakresie. Ściany promu przejrzyste stawały się jedynie tuż przed nosem pilota, w samym pomieszczeniu pasażerskim nie sposób było podziwiać mijaną okolicę. Choć więc ośnieżony masyw Alp normalnie dostrzegało się na długo przed przekroczeniem faktycznych granic rejonu, Marshallowi i Irene dane było zetknąć się z łańcuchem po raz pierwszy dopiero po opuszczeniu pojazdu w niewielkiej miejscowości u jego podnóża.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Do tej pory nie będąc świadkami stopniowego zbliżania się do gór, stawiając pierwsze kroki na wyłożonym brukiem chodniku musieli zmierzyć się z całym majestatem łańcucha na raz. Dla Hearrowa nie było to, oczywiście, nic nowego, tym niemniej także i jemu trudno było powstrzymać się od spędzenia chwili na zwykłym wpatrywaniu się w górujący nad nimi masyw. Powszechnie mówiło się, że góry nigdy nie są takie same, każdego dnia ukazują swe inne oblicze - i teraz, spoglądając na nie po czasie wymuszonej separacji, Marshall nie mógł się nad słusznością tych słów nie zastanawiać.
Jeśli chodzi o samą miejscowość, ta była typowym malutkim miasteczkiem turystycznym pełnym urokliwych, drewnianych domostw i, co jasne, niedużych straganów z pamiątkami. Zgodnie ze wskazówkami udzielonymi im przez Nathalie w krótkiej notce, Labby - bo tak też nazywała się miejscowość, nazwę swą biorąc od najbliższego lodowca - była położona na granicy rejonów cywilizowanych i tych nieujarzmionych. Za nią nie było już żadnego podobnego ośrodka, a jedyna, szeroka teraz jeszcze, brukowana aleja z niej wychodząca (a przedtem będąca główną ulicą miejscowości) prowadziła wprost ku jeszcze wyższym partiom gór.
Przybyłej parze dane było uczynić jednak dwa, może trzy kroki, nim ktoś zawołał donośnie imię Irene, przekrzykując radosny gwar miasteczka. Nie zdążyli jeszcze opuścić niedużego placyku, służącego za tutejszą przystań promów i jednocześnie parking znacznie mniejszych, ale za to bardziej licznych skuterów śnieżnych, gdy z drugiego krańca parceli pomachała do nich energicznie stosunkowo wysoka, odziana w puchową kurtkę nastolatka.
- Irene! - Jeszcze przez chwilę machając ręką w powietrzu, by zwrócić na siebie uwagę rudowłosej, w kilku długich krokach zmniejszyła dystans dzielący ją od pary. Sprawnie unikając zderzenia z innymi turystami opuszczającymi prom bądź też ustalającymi ostateczne warunki wypożyczenia skutera, już w kolejnej chwili zamknęła Dubois w zaskakująco silnym uścisku, uniemożliwiającym kobiecie przerwanie pieszczoty zbyt wcześnie. - Bałam się, że nie przyjedziesz.
Teraz, gdy stała tuż obok, okazała się być dokładnie tą samą dziewczyną, którą znała Irene - tyle, że o trzy lata starszą. A w tym wieku trzy lata to przecież bardzo dużo. Mając czternaście lat Alice była jeszcze dzieckiem, teraz zaś - młodą, atrakcyjną kobietą. Wprawdzie obszerna, puchowa kurtka, szeroki szalik ciasno owinięty wokół szyi i zabawna czapka w pasy w pastelowych kolorach ukrywały większość sylwetki młodej Trémoille, Irene jednak dobrze wiedziała, czego się spodziewać. Czarnowłose dziewczę już wcześniej zapowiadało się na uwodzicielkę i raczej nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Tymczasem - nie mając, oczywiście, pancerza mogącego utrzymać odpowiednio wysoką temperaturę jej ciała - Alice poprawiła kolorowe rękawiczki kryjące jej smukłe dłonie, strzepała odrobinę śniegu z ramion (choć w reszcie świata było znacznie cieplej, tutaj opady śniegu czy gradu nie były niczym dziwnym; w zasadzie im wyżej, tym dłużej trwającej atmosfery świątecznej należało się spodziewać) i uśmiechnęła się szeroko. Rumieńce na śniadych policzkach sugerowały, że uprzedzona o przyjeździe kuzynki dziewczyna musiała czekać już od jakiegoś czasu - niekoniecznie tutaj, drepcząc w kółko po placyku, ale być może spacerując po głównej ulicy miasteczka i napawając się jego urokiem.
- Macie wszystko? Na górze jest naprawdę zimno. - Przekrzywiając lekko głowę, jeszcze przez chwilę spoglądała na Irene, by wreszcie zawiesić spojrzenie bystrych oczu na Hearrowie. Choć nie pytała w tej chwili o to, kim jest - zapewne sporej części się domyślała, a tego, czego nie wiedziała, zamierzała dowiedzieć się dopiero w domu, przy ciepłym palenisku - w jej oczach widać było nieskrywane zaciekawienie. To oczywiste, że dojrzewającą kobietkę interesuje każdy nowy mężczyzna - tym bardziej zaś, gdy przyprowadza go ulubiona, dawno niewidziana siostra (choćby tylko cioteczna).
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

20 cze 2015, o 21:34

Ziemia.
Z godziny na godzinę Irene była coraz bardziej spięta. Starała się to ukrywać pod beztroskim uśmiechem, ale to było coraz trudniejsze. Czuła już, jak spinają się jej mięśnie pleców i szyi i wiedziała już, że długo nie puszczą. Tym bardziej, że wciąż nie wiedziała czego się spodziewać i podejrzewała że jeszcze przez kilka godzin się tego do końca nie dowie. Na pewno będą pytać co się z nią działo przez ten czas. Jak poznała Hearrowa, czym się teraz zajmuje, gdzie mieszka. No i będą się do niej zwracać imieniem, które nie budziło już w niej pozytywnych emocji, chyba że wypowiadał je podporucznik. Nadal nie umiała sobie tego wyobrazić.
Po wyjściu z promu uniosła twarz do słońca i zamknęła oczy. Świeże powietrze, którego zapach zdążyła już zapomnieć, wypełniło jej płuca. No i ten widok... Nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak po prostu na wakacjach. Bo w sumie mogła to tak nazwać, wyjazd w formie czystego wypoczynku - niczego nie musiała tu załatwić, nowy pracodawca też póki co się nie odzywał, nie zamierzała stąd uciec w popłochu. Otworzyła oczy by spojrzeć na podporucznika. W końcu to miejsce - może nie konkretnie to miasteczko, ale ogólnie okolice - były mu bardziej niż znajome. Uśmiechnęła się do niego niepewnie. Było cholernie zimno, więc sięgnęła po kaptur, by naciągnąć go na głowę i osłonić się chociaż przed śniegiem i wiatrem.
- Dziwne uczucie - westchnęła, raczej nie mając na myśli mrozu. Wsunęła też dłonie w rękawiczki. Na Cytadeli było chyba o trzydzieści stopni więcej, nie było łatwo się przestawić. - No więc... Nathalie napisała jak stąd trafić na górę, powinniśmy teraz chyba...
Gdy dotarło do niej wołanie, zamilkła i obróciła się w miejscu, marszcząc brwi. Głos brzmiał trochę znajomo, ale nie do końca. Dopiero kiedy Irene zobaczyła dziewczynę, rozpogodziła się nieco. Niezupełnie wiedziała jak zareagować. Alice zmieniła się bardzo, odkąd widziały się ostatni raz. Wystrzeliła w górę i dojrzała. Już z daleka było widać, że nawet jej sposób chodzenia stał się bardziej kobiecy, nie wspominając o głosie. Uśmiechnęła się do myśli, że może faktycznie te geny pochodzą ze strony ojca, w końcu matka często czyniła Irene wyrzuty że jest do niego podobna, jakby to była najgorsza obelga świata.
- Alice, hej - nie zdążyła powiedzieć nic więcej, tylko stęknęła w uścisku nastolatki i dopiero po chwili niepewnie go odwzajemniła. - Ale jestem - sama w to do końca nie wierzyła. Gdy młoda ją wypuściła, rudowłosa uniosła wzrok na Hearrowa i wzruszyła ramionami. - Nie wiem... chyba tak. Powinniśmy mieć coś specjalnego?
To podporucznik szkolił się w Alpach, a Alice tu mieszkała. Oni powinni znać odpowiedź na to pytanie, bo Irene mogła jedynie skinąć głową i liczyć na to, że nie okaże się że czegoś zapomniała w najmniej odpowiednim momencie.
Uśmiechnęła się, widząc, jak zaciekawione spojrzenie dziewczyny padło na Hearrowa i jakoś już nie mogło się od niego odwrócić. Cóż, zdawała sobie sprawę z tego, jak on wygląda, zresztą to przez to jakoś nie potrafiła zrozumieć jak to się stało, że na początku zachowywał się tak dziko w jej towarzystwie. Nie powinien mieć przecież absolutnie żadnych problemów z kobietami.
- To jest... Arrow - stwierdziła, spoglądając na niego. Nie wiedziała, co więcej powinna mówić, czy planował się afiszować ze swoją przynależnością do Przymierza, czy powie o tym dopiero jak ktoś spyta. A odkąd Harper wytknął jej przypadkowe użycie imienia, kompletnie nie wiedziała już jak go przedstawiać. - A to Alice, moja kuzynka.
Wsunęła dłonie w rękawy, tworząc prowizoryczną mufkę, nie przeszkadzając im w ewentualnym zapoznaniu. Za to uniosła wzrok z powrotem na ośnieżone szczyty. Ten widok nie mógł się równać z żadnym innym.
- To miło, że po nas wyszłaś. Jak się dostaniemy na górę? Nathalie rozpisała mi trasę, ale dużo lepiej ruszyć z kimś, kto ją zna.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

21 cze 2015, o 12:47

Podróż jak zwykle minęła mu tak jak zazwyczaj. Dobrze znał już ten czas, który przyszło mu spędzać w promie z Cytadeli na Ziemię i z powrotem, zresztą wcale nie tak dawno już leciał tą trasą. Tydzień temu dokładnie, a teraz wracał z powrotem. Tym razem Europa, Alpy, Francja… To było tak niedaleko Anglii, że przez długi czas zastanawiał się czy nie wypadałoby w ogóle dać matce znać, że będzie w pobliżu. Może udałoby się wyrwać, chociaż na kilka godzin do Londynu, przecież to nie było wcale daleko.
Zdawał sobie sprawę z tego, że nie znaleźli się tam z jego powodu i bynajmniej teraz Irene i tak była skupiona na spotkaniu ze swoją rodziną. To było wystarczająco stresujące dla niej, chociaż pewnie nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak bardzo denerwował się Hearrow. Na ostatnią chwilę zawsze tak miał, że przechodził mu wszelki entuzjazm i bardzo chętnie zabrałby się z powrotem do domu i tak siedział, bez kontaktów międzyludzkich, bez poznawania nowych ludzi, bez zagłębiania się w rodzinne sprawy, które jednak nie dotyczyły jego samego. Był tam, bo był, po prostu. Bo ona chciała, żeby z nią poleciał.
Sam Arrow miał trochę mniej problemów z zapakowaniem się, głównie dlatego, że to nie był jego pierwszy raz. Royal Marines uczyło jak w małej powierzchni torby czy walizki upakować jak najwięcej przydatnych rzeczy, chociaż wtedy Marshall śmiał się z tego typu przeszkolenia. Teraz dziękował za to wszystkim bogom galaktyki, bo nie zamierzał ubierać na siebie kurtki już na Cytadeli. Przebrał się dopiero potem, co od razu sprawiło, że jego torba stała się o połowę lżejsza. Zresztą był facetem i zapewne nie miał tam nawet jednej piątej tego, co zapakowała Irene do siebie.
Teraz w tej samej kurce zasuniętej po samą szyję, rękawiczkach i czapce wysiadł z promu momentalnie przesuwając spojrzeniem po szczytach gór. Widział je już tyle razy, ale za każdym kolejnym razem wydawały mu się tak samo imponujące i fascynujące jednocześnie. Uwielbiał morze i plaże, ciepłe powietrze Australii gdzie dorastał, ale nic, absolutnie nic nie mogło się równać z górami, a szczególnie z tak pięknymi jak Alpy.
- W trudnych warunkach kształtują się charaktery – mruknął naciągając czapkę bardziej na uszy i wyciągnął dłoń przed siebie pozwalając płatkom śniegu opaść na rękawiczkę. Uśmiechnął się do siebie. Kiedy był tu ostatni raz? Rok temu? Ostatnio ciągle rzucali go w miejsca, które nie miały żadnego związku z tym, do czego był szkolony. Do czego był stworzony. Teraz nie dość, że znalazł się w miejscu, które naprawdę kochał to jeszcze nie musiał martwić się przydziałem. Czekały go naprawdę miłe chwile i z tym samym, szczerym uśmiechem odwrócił się do Irene. Zapomniał już przez ten tydzień o wszystkich kłótniach, zwłaszcza, że dni minęły spokojnie i tak bardzo normalnie, że nie mógł w to uwierzyć. Codzienne poranne śniadania przed wyjściem do ambasady i wieczorne spędzanie wspólnie czasu nastroiło go strasznie pozytywnie. No i co najważniejsze wreszcie bez problemu cieszyli się tylko swoim towarzystwem, bez rozdrapywania niepotrzebnych problemów. Teraz doświadczał chyba jednego z najprzyjemniejszych uczuć, więc zawiesił jeszcze spojrzenie na szczytach gór mrużąc oczy przed odbijanym światłem słonecznym do śniegu i objął ramieniem Irene przyciskając ją do siebie.
Dopiero głos gdzieś za nimi wyrwał go z zamyślenia i odruchowo zabrał rękę dopiero po chwili zastanawiając się, dlaczego tak nerwowo zareagował. Do tego jeszcze przez długi czas będzie musiał się przyzwyczajać. Zmierzył spojrzeniem zmierzającą w ich kierunku dziewczynę i uniósł brwi w rozbawieniu na jej powitanie. Ale kiedy wzrok Alice przeniósł się na podporucznika ten spojrzał niepewnie na Irene i wyszczerzył zęby w pełnym zakłopotania wyrazie twarzy. No i się zaczynało…
- Marshall Hearrow, ale może być Arrow – dopowiedział wyciągając rękę do kuzynki Francuzki. Nie miał pojęcia, co mógłby więcej dodać, a obawiał się, że na miejscu i tak go zasypią gradem pytań zaraz po wywiadzie przeprowadzonym na Irene. To był standard. Rodziny tak po prostu miały.
Podporucznikowi wydawało się, że akurat niczego nie zapomniał. Jak nigdy. Nawet nie miał tego dziwnego uczucia w żołądku, które mogło świadczyć o tym, że coś jednak na Cytadeli zostało. Nie mówił już niczego więcej, zresztą miał zamiar nie odzywać się niepytany do końca dzisiejszego dnia. Dopóki nie przyzwyczai się do sytuacji i nie poczuje trochę swobodniej. Teraz o to było bardzo ciężko, ale starał się zachowywać normalnie bez nerwowych uśmiechów i spojrzeń. Zabrał ich rzeczy przewieszając sobie swoją torbę przez ramię a tą Irene biorąc do drugiej ręki gotów w każdej chwili ruszyć gdzie trzeba.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

21 cze 2015, o 18:18

Na pytanie Irene nastolatka wzruszyła lekko ramionami. Coś specjalnego? To zależy, co traktuje się jako specjalne.
- Ciepłe kurtki, swetry, zestaw zimowych dodatków. - Alice zaśmiała się cicho. Wszystko, co wymieniała, to były oczywistości, a jednak wszyscy wiedzieli, że czasem właśnie o tym, co oczywiste, najłatwiej zapomnieć. Jeśli chodzi o samą siedemnastolatkę, tą ewidentnie bawiła chwilowa zmiana ról - do tej pory to raczej ona była przepytywana w ten sposób, sama w roli opiekuna stawała właściwie po raz pierwszy. - Z tego, co pamiętam, nasi goście zapominali zwykle o termosie i butach z wysoką cholewką. Mało kto wierzy, że śnieg naprawdę może sięgać wyżej niż tylko do kostki - parsknęła cicho. Dla kogoś, kto w pobliżu lodowca spędził większość swojego życia, podobna nieznajomość praw natury rzeczywiście musiała być zabawna.
- Alice. - Przedstawiając się Marshallowi, nastolatka uścisnęła jego dłoń. Męski charakter powitania był nietypowy tylko do chwili uświadomienia sobie, że w trudnych warunkach panujących w wysokich Alpach raczej trudno o bycie księżniczką. Od przeniesienia się w góry minęło 7 lat - to wystarczająco dużo czasu, by dorastająca kobietka zmężniała w ten atrakcyjny, doceniany przez wielu samców sposób.
- A teraz chodźcie, zanim rozpada się na dobre - rzuciła wreszcie krótko i gestem wskazała kierunek, w którym powinni podążyć. Nie opuszczając placu, mieli wyminąć tylko dwa obecne tu promy i szereg gotowych do wypożyczenia skuterów, by zatrzymać się przy pozostawionych nieco dalej, trzech kolejnych pojazdach śnieżnych. Teraz, na postoju, wyglądały dość podobnie do swych przodków - dopiero w trasie, po złożeniu płóz i wyczuciu mocy silników, widać było większe różnice.
- Macie bagaże, więc sprowadziłam z kolegami nasze skutery - rzuciła lekko, by po chwili zawahać się i spojrzeć na parę uważniej. - Umiecie w ogóle na tym jeździć? - Jakkolwiek prosta mogła wydawać się obsługa skutera, mina Alice wyraźnie pokazywała, co nastolatka myśli o podobnie beztroskim traktowaniu pojazdów. Wnioskując tylko z postawy dziewczyny można było dojść do wniosku, że wszystkie dotyczące tego tematu mądrości znalezione w extranecie mijają się z prawdą bardzo szerokim łukiem.
- W razie czego możemy pojechać też konno. Potrwa to trochę dłużej, ktoś musiałby też przywieźć wasze bagaże, ale przynajmniej mielibyście wycieczkę krajoznawczą. - Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami i uśmiechnęła się. Dla niej samej żaden z dwóch sposobów dotarcia do domu nie był lepszy od drugiego. Decyzja miała należeć tylko do Irene i je wybranka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

21 cze 2015, o 20:52

Wszystko to miała. Zresztą zaczęła się przygotowywać do przylotu w takie miejsce już w momencie, gdy Arrow obiecał jej wspólny pobyt "gdzieś gdzie jest śnieg". To znaczyło temperatury minusowe, więc posłusznie zaopatrzyła się w odpowiednie ciuchy. I mimo, że teraz czuła chłód na nieosłoniętej twarzy, to sielankowy widok rekompensował wszystko. Czuła się, jakby po raz pierwszy znalazła się na Ziemi - bo chyba pierwszy raz w życiu wszystko było jakoś tak całkowicie na swoim miejscu. I nikt jej do niczego nie zmuszał. Uśmiechnęła się do Alice, po raz kolejny lustrując ją spojrzeniem. Naprawdę się zmieniła. Przegapiła chyba akurat ten moment, kiedy z dziewczynki stawała się kobietą, dlatego też teraz nie mogła się do tego przyzwyczaić.
Nie wzięła ze sobą termosu, ale liczyła na to, że w razie czego Nathalie ją nim poratuje. Buty sięgały jej nad kolano, więc śnieg nie powinien dostawać się do środka, przynajmniej dopóki nie będzie się w nim tarzać. Ale tego nie planowała.
Posłusznie ruszyła za Alice, mijając parking. Na widok trzech skuterów śnieżnych zaświeciły się jej oczy. Oczywiście, że nie potrafiła na nich jeździć, bo skąd miałaby umieć? Ale to było wyzwanie. Do tego Irene w wyobraźni czuła już pęd powietrza i uczucie, którego lot zamkniętymi pojazdami nie mógł zastąpić.
- To nie może być trudne - wzruszyła ramionami i podeszła do jednego z nich, przesuwając po nim dłonią. Zapewne wystarczyło wyczuć moc silników i opanować skręcanie, by z całą resztą sobie poradzić, jeśli nie będą zbytnio szarżować. Chociaż i w tym temacie sobie szczególnie nie ufała. Za bardzo lubiła adrenalinę.
Uniosła wzrok z powrotem na Alice dopiero, gdy ta wspomniała o podróży konnej. Cóż, ani w jednym, ani w drugim Irene nie była fachowcem.
- Na jednym potłukę się jak spadnę, na drugim poobijam sobie tyłek, nie widzę różnicy - zaśmiała się. W tym momencie konie kojarzyły się jej wyłącznie z tym, co Hearrow miał na boku. I może trochę z blizną, którą tatuaż zakrywał, tą, którą mało delikatnie wytknął jej tydzień temu. Ale odsunęła od siebie tę myśl, tak samo jak robiła to przez ostatni tydzień. Uniosła na podporucznika pytające spojrzenie.
- Jak wolisz? - spytała, odsuwając dłoń od skutera. Nie jeździła konno od dobrych dziesięciu lat, a wcześniej też robiła to raptem kilka razy, ale podobno takich rzeczy się nie zapomina. Stać na nogach, nie siedzieć. Poruszać się w tym samym tempie, co zwierzę. Było coś więcej? Nie potrafiła sobie przypomnieć.
Mieli jeszcze mnóstwo czasu. Nic ich nie poganiało, a spokojne przyjrzenie się Alpom z końskiego grzbietu też brzmiało zachęcająco. Mogła powstrzymać na kilka dni swoją potrzebę intensywnych przeżyć.
- Pojechałabym konno - stwierdziła w końcu, uśmiechając się. - Ale i na to chciałabym wsiąść, niekoniecznie w tej chwili - z rozbawieniem zerknęła na Alice. I pomyśleć, że dopiero co była dzieckiem, naśladującym ją w każdy możliwy sposób. - Może mnie nauczysz, jak się nie rozbić.
Bagażu też nie potrzebowała natychmiast. Właściwie mogła potraktować te odwiedziny jako chwilowe zwolnienie w pędzie swojego życia. Chyba że Arrow bardzo protestował, jeśli był równie zafascynowany pojazdami, co Irene. Wtedy absolutnie odmawiać nie zamierzała.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

23 cze 2015, o 11:37

Miał ochotę prychnąć i rzucić coś w stylu „co, ja nie potrafię?” ale się powstrzymał i tylko uśmiechnął szeroko. A potem padło zdanie o koniach i Hearrow już całkiem zgłupiał. Kiedy ostatnio jeździł konno? Piętnaście lat temu? Oczy mu się zaświeciły i z niepewnością spojrzał na Irene. Z jednej strony bardzo chciał przejechać się skuterem, chociaż zdecydowanie miał z tym częściej do czynienia niż z końmi. A z drugiej właśnie perspektywa poobcowania z naturą właśnie w ten sposób, w siodle był czymś, co niesamowicie go kusiło.
Pamiętał doskonale każdy dzień spędzony w stadninie, kiedy był młody. W końcu pomimo tego, że wychowywała go sama matka to nigdy im niczego nie brakowało i można było ich rodzinę uznać nawet za majętną. Hearrow nigdy się z tym nie obnosił, zresztą, od kiedy wyprowadził się z rodzinnego domu poziom jego życia był jedynie średni i od tej pory sam zarabiał na siebie. Teraz, kiedy była jeszcze Irene znów miał namiastkę czegoś, co można było nazwać prawdziwym domem, chociaż zdawał sobie sprawę z braku obietnic i zapewnień.
Tymczasem wciąż nie wiedział, jaką decyzję podjąć i spojrzał na bagaże, po czym westchnął.
- To – skinął głową w kierunku skuterów śnieżnych. – SRV5 Viking. Czterosuwowy silnik z dynamicznym wtryskiem, asymetryczne przednie zawieszenie, Standardowy rozrusznik elektryczny i bieg wsteczny załączany po naciśnięciu przycisku. Te wasze mają łady design, wojskowe opcje są nieco mniej… jaskrawe.
Wyszczerzył zęby dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że przecież nie wspomniał nawet o swoim fakcie przynależności do Przymierza. Zawiesił się na moment, po czym z rozbawieniem dodał:
- Spokojnie, o koniach wiem trochę mniej – podrapał się z zakłopotaniem po głowie przez czapkę i spojrzał na Alice by przenieść wzrok na Irene. Wzruszył ramionami i przystał na decyzję Francuzki. Konno faktycznie byłoby nieco wolniej, ale za to zwierzę może dostać się bez problemu w miejsca, gdzie skuter raczej nie przejedzie. To z kolei zapewniało widoki, za którymi Arrow tęsknił najbardziej. Tego chyba Irene o nim nie wiedziała – fakt, że podporucznik uwielbiał spędzać czas na świeżym powietrzu, w miejscach gdzie zazwyczaj ciężko było spotkać ludzi. – W porządku, możemy się przejechać. W torbie mam same majtki, ale jestem z nimi bardzo związany. Już raz za nimi biegałem po jednej planecie i wolałbym je zastać na miejscu.
Naprawdę, konie były ostatnim, czego się tutaj spodziewał i zaczął się poważnie zastanawiać, jak bardzo bogata jest ta część rodziny Irene.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

6 lip 2015, o 18:07

Przyglądając się parze przez krótką chwilę, Alice uniosła brwi w zdumieniu gdy z ust Marshalla padło właściwie wszystko, co mogło upewnić ją, że mężczyzna rzeczywiście zna się na rzeczy. Nie umknęło jej także porównanie do skuterów wojskowych oraz wniosek, z jakim się ono wiązało. Tym niemniej póki co nie drążyła tematu związku Hearrowa z Przymierzem, zamiast tego uśmiechnęła się szeroko i lekkim skinieniem zaakceptowała ostateczną decyzję turystów. Jednocześnie parsknęła też cicho na wzmiankę o skarbach, jakie kryć miały się w torbie Arrowa.
- Spokojnie, w naturze nic nie ginie. Majtki czy nie majtki, nie możesz zabrać torby ze sobą. Może na to nie wygląda, ale czeka nas nie byle jaka przeprawa, a dodatkowe utrudnianie pracy wierzchowcom nigdy nie wyszło nikomu na dobre. - Ruchem głowy wskazując na wyjście z lądowiska, nastolatka poprowadziła ich ku najbliższemu budynkowi, który to okazał się być ni mniej, ni więcej jak niewielką, przytulną stajnią. Machnięciem ręki przywołują do siebie przesiadującego w ciasnej kanciapie stajennego, wskazała trzy konie, które zamierzali zabrać - przysadziste osobniki o niezwykle gęstej, szorstkiej sierści - następnie zwracając się ponownie do swych towarzyszy.
- Zostawcie tu swoje rzeczy, Bart przywiezie je przed wieczorem - rzuciła zwięźle, wskazując kąt przy drzwiach prowadzących do pokoiku stajennego. - Bart to mój kolega, nie gubi bagaży - dodała jeszcze z szerokim uśmiechem, uzmysławiając sobie, że ani Irene, ani Marshall nie mają prawa wiedzieć, o kim mówi.
Tymczasem nadszedł czas na osiodłanie wybranych wierzchowców. Alice prędko przyskoczyła pomóc stajennemu i nic nie stało na przeszkodzie, by pozostała dwójka postąpiła w jej ślady. Na oko czterdziestoletni mężczyzna opiekujący się tutejszą stajnią stwarzał tylko pozory oschłego, bowiem już po kilku krótkich chwilach okazywał się być osobnikiem nie tylko towarzyskim, ale też diablo rozmownym. Gdyby tylko ktoś zechciał go słuchać, mężczyzna prędko wyjaśniłby, jak należy poprawnie przysposobić konie do jazdy oraz pokazałby, co i jak należy zapiąć.
Niezależnie od tego, czy przyjezdni zdecydowaliby się pomóc czy nie, wierzchowce osiodłane zostały sprawnie i już kilka chwil później wyprowadzone zostały na mroźne podwórze.
- W porządku, chyba jesteśmy gotowi - rzuciła Alice, z zamyśleniem klepiąc szyję swojego wierzchowca. Osobnik przydzielony Irene zaczął grzebać kopytem w śniegu, ten zaś, na którym jechać miał Hearrow, dmuchnął mu ciepłym powietrzem w szyję. - Jak macie czekoladę, to możecie wziąć ze sobą. Albo termos z gorącą herbatą. To pomoże wam rozgrzać się trochę po drodze.
Potem udzielając jeszcze Irene podstawowych instrukcji jeździeckich, nastolatka wskoczyła wreszcie na szerokie, wygodne siodło i powoli ruszyła głównym traktem. W kolejnej chwili opuszczając już niewielkie miasteczko, skierowała wierzchowca na wąską ścieżkę prowadzącą ku górom i, obejrzawszy się na swych towarzyszy, uśmiechnęła się szeroko.
- No, to witamy w Alpach.



Obrazek



Droga do celu trwała ponad dwie godziny i w chwili, gdy ich oczom ukazała się sylwetka Ostatniego Domu, uczucie ulgi trudno było porównać z jakimkolwiek innym. Nienawykła do siodła Irene czuła w tej chwili każdy, dosłownie każdy mięsień swego drobnego ciała, a i Marshall z trudem przypominał sobie ostatni czas, kiedy czułby się podobnie zmarnowana. Zgodnie z wcześniejszymi słowami Alice, droga rzeczywiście okazała się być trudną i choć samymi końmi właściwie kierować nie musieli - wierzchowce doskonale radziły sobie z wybieraniem odpowiedniej ścieżki - tak już utrzymanie się na ich grzbietach wcale nie było takie proste. Do gracji, z jaką swym ciałem balansowała nastolatka obojgu dorosłych było daleko, choć Hearrow w pewnej chwili zaczął sobie przypominać, na czym to wszystko polega. Zresztą, nawet takie niedogodności nie mogły zmienić jednego - widoków. Te rzeczywiście były imponujące, zupełnie odmienne od tych, z którymi stykali się na co dzień i, szczerze mówiąc, w zupełności wynagradzały całe zmęczenie, z jakim przyszło im się teraz mierzyć.
Sam Ostatni Dom wyrósł niemal jak z podziemi. Po prostu za którymś zakrętem pnącej się nieustannie pod górę, wąskiej ścieżki nie było już kolejnej połaci śniegu czy kolejnego przewężenia między surowymi, zimnymi masywami skalnymi, ale - chata. Duża, drewniana, budziła wspomnienia czasów, gdy nie wszystko było jeszcze przesycone elektroniką i masą sprytnych, automatycznych rozwiązań. Nawiązywała do tych dni, gdy podwórze odśnieżało się prostym, szerokim szpadlem, a wodę przed kąpielą przynosiło się z pobliskiej studni i grzało na węglowej kuchni.
Oczywiście, podobnie skrajny folklor nikomu nie groził. Po oddaniu koni w ręce Alice, która sama zajęła się ich rozsiodłaniem, wytarciem wiechciem słomy i rozdzieleniem do boksów, po rozruszaniu zesztywniałych nóg i pierwszym rozejrzeniu się po podwórzu goście zaproszeni zostali do środka, by tam przekonać się, że klasyczna wygoda wcale nie stoi w kontraście z nowoczesnością. Ciepła woda płynęła tu z gustownych kranów, starannie rozprowadzone ogrzewanie zapewniało ciepło w każdym kącie chaty a smakowite zapachy z kuchni mogły zapowiadać posiłki przygotowane wprawdzie na współczesnym sprzęcie AGD, ale smakujące zupełnie jak domowe kiedyś.
- Już myślałam, że się nie doczekam. - Nie mogło się też obyć bez kolejnego powitania, stąd ledwo zaczęli otrzepywać się ze śniegu i zdejmować ciepłe kurtki, w drzwiach jadalni pojawiła się niewysoka, ciemnowłosa kobieta. Gdyby nie to, że Alice nie miała rodzeństwa, przybyłą łatwo byłoby wziąć za siostrę nastolatki. Choć Nathalie - bo o niej mowa - była matką małoletniej przewodniczki, mało kto, widząc je po raz pierwszy, prawidłowo określał łączące je więzi.
Wycierając ręce w przewiązany w pasie fartuszek kuchenny, kobieta w dwóch krokach zbliżyła się do przybyłych, by już w kolejnej chwili zamknąć Irene w matczynym niemal uścisku.
- Cieszę się, że cię widzę, kochanie - rzuciła cicho, przez długą chwilę nie pozwalając rudowłosej cofnąć się choćby o krok.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

6 lip 2015, o 18:53

Skinął głową, chociaż trochę niepewnie. Naprawdę wolał mieć swój bagaż przy sobie i chociaż w zasadzie nie było w nim niczego wartościowego, (bo kto na wyjazdy rodzinne bierze ze sobą broń np.), to już raz miał problem z zagubionymi rzeczami i nie chciał tego przerabiać po raz kolejny. Skoro jednak Irene nie miała z tym żadnego problemu i sam Marshall zostawił rzeczy dla wspomnianego wcześniej przez Alice Barta. Potem skierował się za dziewczyną odprowadzając jeszcze wzrokiem skutery, wciąż nie do końca będąc pewnym swojego wyboru. Jego wątpliwości zostały rozwiane chwilę później, gdy tylko przekroczyli próg stajni, do której zaprowadziła ich nastolatka.
Znajomy zapach, być może nie do końca należący u niektórych do przyjemnych od razu uderzył podporucznika w nozdrza. Uśmiechnął się lekko i skinął głową na powitanie stajennemu. Potem przeniósł wzrok na kilka wystających z boksów łbów, które przyglądały się nieznajomym z zaciekawieniem. Marshall był zdecydowanie osobnikiem należącym do tych, którzy wolą słuchać niż mówić i chociaż w towarzystwie już trochę bardziej obeznanym ze swoją osobą gadał rzeczywiście dużo, tak teraz z uwagą i nieukrywanym zainteresowaniem słuchał wszystkiego, co starszy mężczyzna miał do powiedzenia. Oczywiście posiadał jakąś tam wiedzę jeszcze z lat młodzieńczych, więc co rusz kiwał głową przypominając sobie, co gdzie przypiąć i w jaki sposób, żeby było poprawnie. Wreszcie odsunął się od zwierzęcia z szerokim uśmiechem na twarzy odsłaniającym niemal całe uzębienie i skrzyżował ręce na piersi wyraźnie zadowolony ze swojego dzieła. Miał tylko nadzieję, że to wszystko nie przekręci się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy przyjdzie mu wsiąść na konia. Na szczęście nic takiego się nie stało, więc po chwili podporucznik już poprawiał się w siodle. Spiął konia piętami i wyjechał na szlak gdzie od razu uderzyło go w twarz mroźnie powietrze. Powietrze, za którym faktycznie tęsknił, co dotarło do niego po kilku chwilach.
- Przyznam szczerze, że jeszcze w takim wydaniu Alp nie zwiedzałem – powiedział zrównując się z Alice i uśmiechając do dziewczyny. Dopiero po chwili dotarło do niego, że jeszcze kilka miesięcy temu z żadną kobietą, (bo jakby nie patrzeć nastolatka już takową była) nie rozmawiałby tak swobodnie, nie mając z tym żadnego problemu. I pewnie całkiem spora była w tym zasługa Irene. Uśmiechnął się do siebie odwracając wzrok od dziewczyny i kierując go ku szczytom gór. Wiatr zawiewający śnieg na samym wierzchołku sprawiał, że wyglądały imponująco. Tak, jak je zapamiętał. – Byłem tutaj na skuterach, na nartach, nawet starymi rakietami śnieżnymi, ale nigdy konno – kontynuował poklepując zwierzę po szyi. – Zazwyczaj ludziom, którzy mieszkają na miejscu góry szybko się nudzą. Ty wydajesz się być inna.
Pozwolił sobie na niezobowiązującą chwilę rozmowy, skoro i tak czekała ich długa droga, jednak po pewnym czasie widoki pochłonęły go całkowicie i zamilknął na dalszą część podróży pozwalając kuzynkom na nacieszenie się sobą. W końcu nie widziały się szmat czasu, nie miał zamiaru teraz skupiać całej uwagi na sobie, chociaż przypuszczał, że taki moment pewnie nastąpi. Rodziny tak mają.
Gdy na horyzoncie wreszcie pojawił się cel ich podróży, Hearrow musiał przyznać, że należy zdecydowanie do tych, w których chciałby spędzić ostatnie dni swojego życia. Był tak idealnie wkomponowany w zbocze, że Marshall przez długą chwilę nie mógł oderwać od niego wzroku z lekko otwartymi ustami musiał wyglądać wręcz przekomicznie. Jeśli cała rodzina Irene była tak dziana podporucznik przez chwilę zaczął mieć wątpliwości, co do tego, jak bardzo do niej pasuje. Szybko jednak odpędził od siebie te myśli zsiadając z konia.
- Ktoś mi będzie musiał wymasować tyłek – mruknął stękając lekko, kiedy wreszcie rozprostował kości. Rozejrzał się jeszcze dookoła ruszając wreszcie przed siebie i kierując swoje kroki za Alice i Irene ku wejściu do, bądź, co bądź, posiadłości. Po wejściu do środka ledwo zdążył zdjąć czapkę, kiedy w progu stanęła, jak się domyślał, nie kto inny jak ciocia Irene, chociaż na ciocię bynajmniej nie wyglądała. Pozwolił im na przywitanie czując się, co najmniej dziwnie. Jakoś nie przywykł do tego typu spędzania czasu z obcą rodziną będąc tym, którego ma się poznawać, a nie tym, który kogoś przedstawiał. Westchnął cicho uśmiechając się z zakłopotaniem.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

7 lip 2015, o 18:46

Nie jeździła konno tak dobrze jak Hearrow, nie wspominając o Alice. Mimo jakiejś wiedzy, którą przecież zachowała, bo pewnych rzeczy się nie zapomina, wciąż miała wrażenie że coś robi nie tak. Siodło, które początkowo wydawało się wygodne, po jakimś czasie zaczęło ją uwierać i powoli wysiadały jej mięśnie ud. Ale nie narzekała, nie przyznała się do tego że cokolwiek jej nie pasuje, bo za bardzo była przejęta wszystkim, co się działo.
W rozmowę Arrowa i Alice się nie wtrącała. Im bliżej domku się znajdowali, tym większy odczuwała niepokój. Nastoletnia kuzynka nie była już stresująca, bo niewiele się zmieniła mimo wszystko. Wciąż była tą samą Alice, którą Irene pamiętała. Uśmiechnęła się tylko, słysząc, że podporucznik już nie reaguje paniką na konieczność rozmowy z osobnikiem płci żeńskiej. To znaczyło że przez chwilę mogła oddać się własnym myślom. Zapatrzona w ośnieżone szczyty usilnie zastanawiała się co teraz. Dawno temu obrała konkretną drogę, mimo że wiedziała, że tą drogą nie ma już powrotu. Porzuciła rodzinę nie planując wracać. A teraz jechała na przysadzistym koniu u boku Arrowa do górskiej rezydencji ciotki. Przez chwilę miała ochotę zawrócić i galopem wrócić na dół, do portu, by uciec po raz kolejny, tylko tym razem porządnie.
Ale westchnęła tylko i dogoniła Alice, przyjmując na twarz maskę beztroski. Jej uśmiech był naturalny i szczery, choć coraz poważniej się zastanawiała po cholerę postanowiła tu przylecieć.
- Macie z Nathalie jakieś plany na najbliższe dni? - odchyliła się w siodle, prostując plecy. - Tak dawno nie byłam na Ziemi, że prawie zapomniałam jak wygląda. Wspomnienia oddają czasem jeszcze mniej niż zdjęcia czy vidy.
Daleko jej było do drelli i ich pamięci.Mogła im tylko zazdrościć.
Podróż spędziła albo w milczeniu, albo zagadując nastolatkę na neutralne tematy. Ciekawiło ją co działo się z nimi i co działo się w domu, ale podejrzewała, że na takie rozmowy będą jeszcze mieli czas. Ostatnie kilkadziesiąt metrów przejechała u boku Hearrowa, zrównując się z nim. Jakoś pewniej się tak czuła. Zwykle lubiła niewiadome i spontaniczne pomysły, nawet bardzo. Tym razem jednak potrzebowała jego wsparcia, nawet jeśli się do tego nie przyznawała. Odetchnęła głęboko. Zawsze przecież mogę wziąć skuter i stąd zniknąć, zanim ktokolwiek się zorientuje. Nie zabierać nawet bagaży, ani swoich, ani cennych majtek Arrowa, tylko jego samego i odjechać, jeśli zrobi się gorąco.
- Miałam powiedzieć to samo - mruknęła, zaskakując ze zmęczonego konia. - Może się jakoś dogadamy.
Na niej dom nie zrobił wrażenia. Gdyby bogactwo i luksusy były dla niej ważne, jej życie trochę inaczej by wyglądało. Pewnie aktualnie leżałaby na brzegu basenu, albo siedziała za biurkiem w nudnej pracy. Tylko w życiu niekoniecznie o to jej chodziło.
Uśmiechnęła się niepewnie na widok Nathalie i gwałtownie wypuściła powietrze z płuc, gdy ta zacisnęła na niej swoje ramiona. Jej córka wydoroślała bardzo, ale ona sama wyglądała dokładnie tak, jak te kilka lat temu. Irene zastanawiała się, czy jej też jest dana taka nieprzemijająca uroda.
- Ciebie też miło widzieć - zaśmiała się, gdy kobieta ją puściła. - Ostatni Dom, co? Konie wydawały się zirytowane tym, że nie jest jednym z pierwszych.
Otrzepała się ze śniegu i rozpięła kurtkę, by w końcu ściągnąć z siebie cały ten zimowy zestaw. W środku nie był potrzebny, było ciepło i błogo.
- Nathalie, to jest Marshall -przedstawiła go tak, jak on siebie wcześniej, gdy poznawali się z Alice. W tym samym momencie przypomniały się jej słowa Harpera. Arrow to Arrow. Zacznie go chyba przedstawiać imieniem i nazwiskiem, razem ze stopniem wojskowym przed i ksywką pomiędzy. - Dziękuję za zaproszenie, nie spodziewałam się... nie sądziłam że... - zamilkła na moment, by westchnąć wreszcie i wejść głębiej do domu, zerkając jeszcze na podporucznika. Rozejrzała się, a jej wzrok padł wreszcie z powrotem na Nathalie i Irene uśmiechnęła się spokojniej. - Strasznie dawno was nie widziałam.
Nikt nie wyskoczył na nią zza rogu, podejrzliwość najwyraźniej okazała się zbędna, a to były jednak tylko odwiedziny.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

7 lip 2015, o 22:39

Po dotarciu do domu cała trójka znajdowała się już w zasadzie w niezłej komitywie - Alice ochoczo podjęła rozpoczętą przez Hearrowa rozmowę, do której w kolejnej chwili dołączyła się także Irene. Dzieląc się własnymi spostrzeżeniami na temat gór, jazdy konnej czy ogólnie egzystencji w trudnym środowisku, nastolatka okazała się być nie tylko nieznudzoną życiem w Alpach, ale wyraźnie zachwyconą miejscem, w którym przyszło jej mieszkać. Od swych wielkomiejskich rówieśnic różniła się nie tylko fizycznym zahartowaniem, ale także niespodziewanym w jej wieku rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności - co musiało wynikać z konieczności nieustannego pilnowania się. Góry nie tolerują przecież głupoty i jeśli chciało się tu przetrwać, należało się im w pewien sposób podporządkować.
W każdym razie, po dotarciu do Ostatniego Domu podobną otwartością obdarzyła ich także Nathalie. Sama Irene nie powinna być ciepłym przyjęciem zaskoczona, natomiast Marshall - cóż, to zależy od jego wcześniejszych doświadczeń. Nie ulegało jednak wątpliwości, że pani Trémoille nie odniosła się do niego ani z przesadną ciekawością (by nie powiedzieć - wścibstwem), ani też nieufnością. Szczerze mówiąc, przyjęła go tak, jakby już dawno należał do rodziny - choć przecież widziała go po raz pierwszy w życiu.
-Wiem. To wszystko źle się poukładało, co? - powiedziała cicho Nathalie, nie wymagając od Irene bardziej konkretnych słów. - Ale teraz jest już... Będzie normalnie. Tak, jak już dawno powinno być. Szczerze w to wierzę - zakończyła dobitnie, by wreszcie, uśmiechnąwszy się jeszcze ciepło, zwrócić wreszcie swą uwagę ku przedstawionemu mężczyźnie.
- Miło mi cię poznać. - Ciemnowłosa kobieta bez wahania wyciągnęła do Hearrowa rękę, gotowa powitać się z nim męskim uściskiem dłoni. Dobrze wiedząc, że nadmiar czułości w takich sytuacjach raczej nie jest czymś pożądanym, rozsądnie postanowiła podobnych atrakcji mężczyźnie zaoszczędzić.
Potem czas jakby gwałtownie przyspieszył. Gdy tylko pierwszym konwenansom stało się zadość, Nathalie zaprowadziła całą trójkę do jadalni, gdzie na niezbyt dużym, ale wystarczającym stole rozłożona już była zastawa dla pięciu osób. Kim był ten ostatni, nieobecny początkowo gość wyjaśniło się już po tym, gdy cała czwórka najadła się i opiła własnej roboty kompotem - właśnie wtedy, przy akompaniamencie stłumionego warkotu silnika, na podwórze zajechał młody chłopak - wspomniany wcześniej przez Alice Bart - wraz z bagażem przybyłych. Głośno tupiąc, dobrą chwilę poświęcił na otrzepanie się ze śniegu i rozebranie z zimowego zestawu, by na koniec wtaszczyć bagaże do wskazanego mu pokoju i w kolejnej chwili dołączyć do biesiadujących.
Zasiedzieli się do późnego wieczora. Jako pierwszy wykruszył się Bart, w ślad za nim - Alice. Szczery śmiech nastolatki, oddalające się głosy oraz trzask otwieranych i zamykanych drzwi wejściowych nie pozostawiały wątpliwości - młoda przewodniczka nie miała być tej nocy sama i najwyraźniej nie zamierzała jej też spędzić w domu. Sama Nathalie przyjęła to ze stoickim spokojem, ze śmiechem tłumacząc, że młodzi lubili włóczyć się po najbliższej okolicy do całkowitego zmroku, po którym po cichu zakradali się do tutejszej stajni i zasypiali na miękkim sianie.
Ostatecznie biesiadowanie zakończyło się późno w nocy, gdy dwa dzbany grzanego wina były już opróżnione a ogień na dużym palenisku przygasał powoli. Nathalie, tłumiąc ziewnięcie, wskazała jeszcze gościom wybrany dla nich pokój (całe szczęście kobieta nie zamierzała bawić się w zacofanie w stylu przydzielania im dwóch pokoi w przeciwnych krańcach domu) i kilka chwil później sama zniknęła w swojej sypialni.
Nastała noc. Mroźna, ciemna, cicha noc w nowym miejscu, rozkosznie pierwotnym miejscu.

Spali długo. Nieduża, ale przytulna sypialnia i umieszczone w niej małżeńskie, drewniane łóżko zachęcało do zwlekania ze wstaniem. Szeroka, puchowa, bardzo ciepła kołdra nie ułatwiała sprawy i w zasadzie jedynym argumentem przemawiającym za opuszczeniem uwitego przez noc gniazda była wizja gorącego prysznica w przyległej do sypialni łazience.
Pierwsze promienie chłodnego, górskiego słońca zatańczyły na szybie, przemknęły przez niedbale zasunięte zasłony, musnęły policzki Irene i czubek nosa Arrowa. Drewno łóżka zaskrzypiało cicho, gdy para poczyniła pierwsze kroki w kierunku poranka i...
Sielankę zaburzały głosy. Logika podpowiadała, że po długim, wieczorno-nocnym posiedzeniu wciąż było jeszcze zbyt wcześnie na pełnoprawne życie - zegar wskazywał wprawdzie godzinę jedenastą, ale w tym momencie dzień powinien się dopiero zaczynać. Tymczasem stłumiona rozmowa, jaka odbywała się gdzieś poza sypialnią nie wróżyła niczego dobrego bo raz, że w ogóle nie powinna się teraz odbywać, a dwa - trudno było przeoczyć wyraźną nutę niepokoju, jaka dominowała w dyspucie.
Głosy rozpoznać można było dwa - Nathalie i młodego towarzysza Alice, Barta. Pełna treść dyskusji nie była wprawdzie w stanie przedrzeć się przez masywne drzwi pokoju, tym niemniej urywki, jakie dało się wyłapać, tylko podkreślały nienaturalność takiego poranka.
- Zaręczam pani, że przyprowadziłem ją do domu całą i zdrową, naprawdę nie wiem...
- Wierzę ci, Bart, naprawdę, ale byłeś ostatnią osobą, która...
- Umówiliśmy się na dzisiaj, miałem przyjść rano i...
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

11 lip 2015, o 00:57

Wszelkie wątpliwości przeszły jej już po mniej-więcej godzinie. A gdy na stole pojawiło się grzane wino, które lepiej niż cokolwiek do tej pory odpędzało wszelkie stresy, mogła wreszcie odetchnąć spokojnie. Wszystko było w porządku, niepotrzebnie bała się tej wizyty. Niepotrzebnie czekała na pułapkę i wyskakującą zza rogu matkę. Nawet Hearrow został przyjęty lepiej, normalniej niż mogła się spodziewać. Nathalie nie poruszała niewygodnych tematów i nie traktowała go dziwnie, co pozwalało na pełną swobodę. Wciąż jednak Irene nie mogła oderwać wzroku od Alice. Dziewczyna wydoroślała niesamowicie, a przecież pamiętała ją jeszcze jako dziecko. Rudowłosa uśmiechała się do siebie, zastanawiając się, czy mogłaby odwdzięczyć się za zaproszenie goszcząc ją na Cytadeli. Tylko podporucznik musiałby się zgodzić. To było całkiem miłe uczucie, posiadanie... kogoś więcej. Kogoś swojego.
Rozgrzana winem i ciepłym posiłkiem nie zamierzała protestować, gdy Nathalie wskazała przeznaczoną im sypialnię. Podziękowała, po chwili namysłu przytulając jeszcze ciotkę i zniknęła za drzwiami pokoju gościnnego.
Usiadła na łóżku, krzyżując nogi i przeczesując powoli włosy wydobytą z torby szczotką. Uśmiechnęła się do Arrowa, czując, jak wino krąży w jej żyłach i wychodzi na policzki lekkim rumieńcem. Mimo, że na zewnątrz musiało być straszliwie zimno, Irene chłodu nie czuła. Nie tu, siedząc na miękkiej pościeli, w grubych i szczelnych czterech ścianach domu.
- Niepotrzebnie się bałam - przyznała. Czy wspominała mu wcześniej, jak bardzo się stresuje? Cóż, była tak skupiona na swoich obawach, że nawet tego teraz nie pamiętała. W tej chwili mogła się nareszcie uspokoić, a jedynym wspomnieniem nerwów było już tylko spięcie pleców. - Nie jest tak źle, prawda?
Odrzuciła szczotkę i wstała, by wyjąc ze swojego bagażu kosmetyczkę i coś do spania. Gdzieś w okolicy raczej były dla nich ręczniki, więc przynajmniej tym się nie martwiła.
- To co z tymi masażami? - uśmiechnęła się jeszcze do Hearrowa, unosząc brwi z rozbawieniem i zniknęła w łazience.

Poranek był dokładnie taki, jaki sobie mogła wymarzyć. Obudziła się zaplątana we własne włosy, w Hearrowa i w kołdrę. Mruknęła coś cicho, rozplątując się póki co przynajmniej z tego pierwszego i powoli otworzyła oczy, a jej oczom ukazał się drewniany strop. Czuła się, jakby cofnęło ją w czasie o sto lat. Dopiero po chwili dotarło do niej gdzie właściwie jest i co miała zaplanowane na ten dzień, więc podniosła się na łokciach, zerknąć na Arrowa.
- Nie śpij - przekręciła się w miejscu i oparła o niego, budząc go trochę mniej delikatnie, niż ostatnio. Bardziej jak głodny Rado. - Chodź, miałeś mnie nauczyć jeździć na skuterze.
Czy faktycznie się na to umawiali? Nie była pewna, wczoraj dużo się działo. Tak czy inaczej zamierzała to na nim wymóc, a że lubiła robić nowe rzeczy, to poczuła już lekkie podekscytowanie. Zsunęła się z łóżka i chwilę później, już ubrana, była gotowa na śniadanie.
Tylko że jednak nie było tak beztrosko.
- Oni się tam kłócą, czy co? - mruknęła do Arrowa, przekraczając próg.
Przez chwilę jeszcze obserwowała rozmawiających, przysłuchując się im i wyciągając swoje wnioski. Czyli Alice zniknęła. Nic nadzwyczajnego, Irene w jej wieku często znikała na kilka dni. Odchrząknęła, zwracając na siebie uwagę.
- Hej - przywitała się. - Przeszkadzam?
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

23 lip 2015, o 10:18

Będzie normalnie.
To zdanie wypowiedziane przez Natalie zabrzmiało w miejscu takim, jak ten przepiękny drewniany dom, jak faktycznie dobra wróżba. Marshall uśmiechnął się do siebie i zamyślił na moment tylko po to by po chwili wyrwany z tego zamyślenia odpowiedzieć „również” na ciepłe przyjęcie. Szczerze mówiąc nawet się tego spodziewał, to było takie typowe w tych okolicznościach. Ale nie mówił nic, ani niw wyrywał się przed szereg z opowiadaniem o sobie. Doszedł do wniosku, że na wszystko przyjdzie czas, więc nie ma się, z czym spieszyć. W końcu byli na wakacjach, czyż nie?
Potem wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak podporucznik sobie wyobrażał. Było dobre wino, było miłe towarzystwo i ten uśmiech, który nie schodził mu z twarzy. Gdzieś przez moment przeszło mu przez myśl, że nie spodziewał się w życiu, że sprawy się tak potoczą. Było spokojnie, a on sam o dziwo wcale nie czuł się nieswojo. Wręcz przeciwnie i jedyne, z czego mógł się najbardziej cieszyć, to to, co widział w oczach Irene. Nie potrafił tego zdefiniować, ale wiedział, że to zdecydowanie coś dobrego. Tylko to wino. Wino, którego zdecydowanie powinien w tej sytuacji wypić mniej. W końcu to był jedyny alkohol, który działał na niego w ten charakterystyczny sposób. Musiał się mocno pilnować.
Na szczęście po dość wymagającym dniu, głównie przez podróż i późniejsze intensywne kontakty towarzyskie Natalie pozwoliła im udać się na zasłużony spoczynek. I gdy tylko przekroczyli próg ich tymczasowej sypialni, Marshall pierwsze, co to opadł ciężko na łóżko z długim westchnięciem, po czym zamknął oczy.
- Nie jest – mruknął przekręcając się na brzuch i wkładając dłonie pod głowę. Czuł, że jeszcze ze dwie minuty takiego leżenia i zaśnie bez niczego. I będzie spał cholernie długo. – Myślisz, że ściany są tu wystarczająco grube? I to ja miałem mieć masaż…
To ostatnie powiedział do siebie tylko po to, by z udawanym zrezygnowaniem znaleźć się w łazience zaraz za Francuzką.

Poranek przyszedł zdecydowanie zbyt szybko, niż podporucznik by chciał. Dość brutalnie wybudzony mruknął tylko coś, po czym odwrócił głowę w przeciwną stronę i tylko ręką obejmująca Irene w talii została gdzie była.
- Śpij, nigdzie nie idę – wolną ręką wyciągnął poduszkę spod głowy i przykrył się nią dość jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru teraz się nigdzie ruszać. Ale najwyraźniej Francuzka miała co do tego całkowicie inne plany. – Nie idź…
Zdążył tylko wyciągnąć rękę i w geście zrezygnowania opuścić ją z powrotem na pościel. Nie docierały póki co do niego żadne bodźce zewnętrzne, a biorąc pod uwagę fakt, że zwykle wstawał skoro świt, tak spanie do tak później godziny sprawiło, że Marshall wyglądał co najmniej na niedospanego. Mocno niedospanego. Nawet z włosami stało mu się coś dziwnego, chociaż nie zwykły nigdy plątać się podczas snu.
Wreszcie, niezbyt zadowolony i wcale nie ukrywając tego faktu, wstał i naciągnął na siebie spodnie a potem koszulę. Dopinając jeszcze ostatnie guziki wreszcie zwrócił uwagę, na to, o czym mówiła Irene. Usłyszał faktycznie nerwowe głosy zza ściany i dotarło do niego, że może faktycznie te nie są tak grube jak wczoraj mu się wydawało.
- Trochę tak brzmi – odpowiedział idąc za rudowłosą i stanął w progu. – Dobry… Jakiś problem?
Zerknął na Barta i po chwili dopiero dotarło do niego jak to mogło zabrzmieć.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

24 lip 2015, o 15:38

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Zaraz po otwarciu drzwi od sypialni oczom pary ukazali się właściciele dobrze znanych głosów. Stojąc nieopodal otwartego na oścież przejścia do kolejnego pomieszczenia - pokoju Alice - automatycznie urwali dyskusję, jak gdyby zreflektowali się wreszcie, że swą rozmową mogli obudzić gości. Niepokój wymalowany na obu twarzach był jednak zbyt wyraźny, by mieć o podobną pobudkę żal - cokolwiek się stało, zarówno zdaniem Barta jak i Nathalie było sprawą poważną.
- Och, Irene, bardzo cię przepraszam za to zamieszanie, ale... - Z przyzwyczajenia najpierw się tłumacząc, a dopiero potem wyjaśniając powód takiego a nie innego poranka (rudowłosej taka postawa kobiety nieprzyjemnie kojarzyła się z czasami, gdy Nathalie była w zasadzie całkowicie zdominowana przez swego świętej pamięci małżonka), ciemnowłosa sapnęła wreszcie cicho i skrzywiła się wyraźnie. - Chodzi o Alice. - Spoglądając to na Irene, to na Marshalla, Nathalie nie kryła zmęczenia. Był dopiero początek dnia, ale złe wieści już teraz prowadziły kobietę na skraj wyczerpania.
- Ja wiem, jak to brzmi - wychodzę na nadopiekuńczą, histeryzującą bez potrzeby. To w końcu nastolatka, taki wiek, że się szaleje, wpada na głupie pomysły... Ale to do niej niepodobne - stwierdziła kobieta stanowczo, kątem oka zerkając na Barta. Ten przytaknął w ponurym milczeniu, po chwili przekraczając próg pustego pokoju przyjaciółki. Podczas kontynuowanych przez Nathalie wyjaśnień kręcił się bezradnie po zajmowanym dotąd przez Alice pomieszczeniu, jak gdyby próbując z samego jego urządzenia wywnioskować, co dokładnie strzeliło do głowy jego dobrej koleżance.
- Ona nigdy... Nigdy nie robiła niczego podobnego i nie wierzę, by nagle tak bardzo się zmieniła. Wiem, że dawno jej nie widziałaś... - Kobieta zerknęła na Irene, szukając u niej potwierdzenia swych kolejnych słów. - ...ale sama dobrze wiesz, że nawet wcześniej Ala była... Inna. Dojrzała. Nie w głowie jej były podobne wybryki i naprawdę...
Nathalie odetchnęła cicho, nagle tracąc rezon. Gdy odezwała się ponownie, znów dała o sobie znać ta bardziej uległa postawa, jaką dotychczas wymuszał na niej Alain Trémoille.
- Przepraszam, nie tak miały wyglądać wasze odwiedziny. Mieliście tu odpocząć, a nie... - Machnęła dłonią w bliżej niesprecyzowanym geście, resztę wypowiedzi pozostawiając w domyśle. Niezasłużone poczucie winy, jakie odmalowało się teraz na i tak zasępionej twarzy kobiety, powodowało niemal fizyczny ból.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

24 lip 2015, o 18:11

Stał tak dobrą chwilę wodząc spojrzeniem po całej trójce i nie bardzo wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć. Hearrow chyba jako jedyny poczuł się teraz jeszcze bardziej w nieodpowiednim miejscu niż poprzednio. Przecież nic o nich nie wiedział, a tym bardziej nie zamierzał bawić się w jakieś domysły na temat tego jak powinna zachowywać się nastolatka. Już wystarczy, że miał problemy z kobietami w swoim wieku, wiec tak naprawdę nie miał pojęcia jak to odbierać.
Mimo wszystko słuchał ze skupieniem wszystkich wyjaśnień (i dziwnych tłumaczeń) pozwalając Irene na kontynowanie konwersacji w typowo rodzinnym klimacie, by wreszcie, jak na żołnierza przystało, włączyć ten bardziej oficjalny instynkt.
- Dzwoniliście do znajomych? Może jest u kogoś i zapomniała powiedzieć? – oparł się plecami o ścianę z wciąż skrzyżowanymi na piersi rękoma. Faktycznie przyjechali tutaj odpocząć, ale to wcale nie znaczyło, że Marshall mógł mieć gdzieś problemy, które nagle się pojawiły. To nie było w jego stylu, zresztą przez właśnie ten sam idealizm, pakował się raczej w kłopoty. Teraz ten idealizm podpowiadał mu jedyne (według niego) słuszne wyjście. – Jeśli macie jakieś pomysły mogę pójść jej poszukać. Chętnie się przejdę.
Nie chciał teraz siać zbędnej paniki. Tego akurat był pewien, że ostatnie, czego im w obecnej chwili trzeba to jeszcze więcej niepokoju. Starał się, więc mówić i zachowywać w możliwie najmniej nerwowy sposób. Nie było to trudne, w końcu był najmniej zaangażowany emocjonalnie w to wszystko. Po chwili odepchnął się od ściany i ruszył w kierunku otwartego pokoju Alice. Stanął w progu i omiótł go spojrzeniem próbując wychwycić jakieś mniej lub bardziej rzucające się w oczy, podejrzane rzeczy. Jeśli nastolatka sama gdzieś wyszła nie powinien znaleźć niczego niepokojącego, z drugiej strony wczoraj wszyscy byli zmęczeni mogli czegoś nie usłyszeć, bądź nie zauważyć.
- Coś zniknęło? Zabrała jakieś rzeczy? – Zapytał odwracając się w stronę Natalie. To było pierwsze, co przyszło mu do głowy, zresztą przecież dość oczywiste pytanie. Nie chciał grzebać w rzeczach dziewczyny, ale podejrzewał, że Bart oraz jej matka wstępnie ocenili, czego mogło brakować. Trochę czuł się jak jakiś policjant śledczy z SOC. Tego samego, którego wręcz nie znosił, ale miał tam jedną znajomą, więc wiedział mniej więcej jak wygląda zajmowanie się podobnymi sprawami. I kiedy dotarło do niego, że w tak oficjalnym i zawodowym wydaniu Irene go jeszcze nie widziała zawahał się przez moment, nie będąc do końca pewnym czy w ogóle powinien się w to mieszać. Zresztą miał wrażenie, że jest jedyną osobą, która wprowadzała tutaj względny spokój.
- Popytałbym w mieście, może ktoś ją widział i przede wszystkim spróbowałbym się z nią skontaktować. Jeśli omni-klucz jest aktywny to będziemy mieć jakiś punkt zaczepienia.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

27 lip 2015, o 19:52

Irene pokręciła tylko głową i uniosła dłonie w uspokajającym geście. Za bardzo nie wiedziała co ma powiedzieć, gdy Nathalie skupiła się na przepraszaniu jej za hałas. Zresztą obudzili się sami - no, przynajmniej ona - więc ta dość głośna dyskusja sama w sobie nie była problemem.
Alice. Co ona odwala?
Pierwszą myślą, jaka pojawiła się w głowie Francuzki, było to, że ona sama przecież w tym wieku miała ciekawsze pomysły niż siedzenie w domu. I nikomu się nie meldowała, gdy planowała zniknąć na kilka dni. Potem szybki ślub miał utrzymać ją w ryzach, ale... cóż. Alice mogła mieć to po niej, potrzebę działania, niechęć do tkwienia w miejscu i ten narwany charakter.
Ale potem przyszły też inne myśli. Myśli przypominające, że przecież młoda cieszyła się na ich przyjazd. Nie mogła się doczekać, aż spędzą ze sobą trochę czasu. Dlaczego w takim razie miałaby decydować się na ucieczkę akurat teraz? Dlaczego nie za kilka dni, kiedy ich już nie będzie? Przecież dziś mieli razem jechać na skutery. Chyba. Przynajmniej tak jej się wydawało, ale grzane wino mogło zaburzyć pamięć.
No i przecież byli w górach. Daleko do wszystkiego. Nie mogła tak po prostu wstać rano, wyjść i zniknąć.
- Nie przejmuj się nami - jeśli jakaś senność trzymała ją jeszcze nieco, gdy wchodziła do salonu, to zniknęła już całkowicie. Rzadko kiedy rudowłosa przejmowała się innymi, ale nie po to teraz próbowała odzyskać kontakt i naprawić popsute relacje, by teraz jakby nigdy nic obojętnie stwierdzić "wróci" i pójść na śniadanie.
Uniosła wzrok na Hearrowa, który chyba bardziej teraz odnajdował się w sytuacji, niż ktokolwiek inny. Zadał kilka sensownych pytań, więc pokiwała tylko głową.
- Pójdę z nim - zaoferowała. Przecież nie zamierzała siedzieć w domu i czekać. To nie było w jej stylu, była zbyt niecierpliwa. - Sprawdziliście skutery, albo stajnie? Gdyby wzięła skuter, moglibyśmy go namierzyć.
Nawet nie pytała, czy próbowali się z nią kontaktować. Oczywiście, że próbowali. To pewnie było pierwszym, co Nathalie zrobiła, gdy zastała puste łóżko. Ale wspomniany przez Hearrowa aktywny omni-klucz... czy zastanawiali się, czy da się ją namierzyć? Tak po prostu? Irene niewiele miała wprawy w lokalizowaniu zaginionych, bo przez ostatnie lata bardziej skupiała się na unikaniu bycia odnalezioną, ale kto wie... Uruchomiła swoje urządzenie i zabrała się za próbę złapania sygnału. Nie chciała do Alice dzwonić, chciała tylko sprawdzić, czy jest w stanie chociaż ogólnie określić jej położenie. W końcu ID jej omni-klucza miała.
- Coś mówiła wczoraj, kiedy ją odprowadziłeś? - spytała Barta, mijając go w drodze do kuchni, skąd chciała wziąć chociaż kawałek chleba, zanim z Marshallem wyjdą. Skan w tym czasie przeprowadzał się sam, miała chwilę. No i nie chciała wprowadzać dodatkowych nerwów, więc biorąc przykład z podporucznika starała się zachowywać jakby nigdy nic. - Może się źle dogadaliście, może faktycznie pojechała tylko do miasta i zaraz wróci?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

27 lip 2015, o 22:13

Choć poczucie winy wciąż nie ustąpiło, na twarzy Nathalie odmalowała się wyraźna ulga. Chęć pomocy najwyraźniej była czymś, czego kobieta w tej chwili potrzebowała. Inaczej miała się natomiast sprawa z Bartem. Przejęcie inicjatywy przez dwójkę gości nie złamało zafrasowanej miny chłopaka - młodzieniec wciąż zaciskał zęby, a zmarszczki na jego czole nie złagodniały nawet na krótką chwilę.
- Rozmawiałam już ze wszystkimi, u których Alice bywała, nikt jej nie widział. - Nathalie odetchnęła bardzo powoli, zbierając słowa. Gotowa była też odpowiadać na kolejne pytania, jednak... Uprzedził ją Bart.
- Na pewno nie poszła do miasta - stwierdził z pełną stanowczością, kierując na Marshalla poważne spojrzenie. - Ona... Gdyby chciała uciec albo... Albo po prostu szukałaby samotności poszłaby w góry. Tylko tam. Odkąd tu przyjechała była oddana Alpom, im dłużej tu mieszkała tym bardziej stawała się dzika. - Chłopak urwał nagle, jak gdyby już teraz powiedział za wiele. Tym niemniej już w kolejnej chwili pokiwał głową, przytakując tym samym pytaniu o zabrane rzeczy. Najwyraźniej to on zajął się inwentaryzacją pokoju nastolatki, co z kolei nasuwało myśl, że możne znał ją lepiej niż jej własna matka. - Wzięła swój górski plecak. To znaczy... To taki jej zestaw podróżny. Plecak, którego nigdy nie rozpakowywała. Miała tam trochę ciepłych ciuchów, mapę okolicy, zapasowe buty... Wszystko to, czego można potrzebować w górach. - Rozglądając się po pomieszczeniu, po krótkiej chwili ponownie spojrzał na pozostałą trójkę. - Nie ma też jej ulubionej bluzy. Gdziekolwiek poszła... Ona... Chyba nie ma zamiaru za szybko wracać. - Myśl, że może nie chcieć wrócić wcale nie mogła przejść chłopakowi przez gardło.
Chwila ciężkiej ciszy była doskonałą chwilą na próbę namierzenia omni-klucza nastolatki. Sama geolokalizacja urządzenia o znanym ID była czynnością prostą, stąd komunikat o poprawnym zalogowaniu się do sieci i pojawienie się znamiennego proszę czekać na tle mapy satelitarnej nie było żadnym zaskoczeniem. Za to kolejna informacja - to już co innego. Nie tylko nie pojawiła się oczekiwana kropka, mająca oznaczać przynajmniej przybliżone położenie dziewczyny, ale... Nie było zupełnie nic. Urządzenie Alice musiało być wyłączone - pytanie tylko, czy z własnej woli, czy wskutek jakichś szczególnych okoliczności.
- Wzięła konia, jednego - Nathalie odpowiedziała tymczasem na kolejne z pytań. - Swoją ulubioną klacz, Maharet.
- W wysokich górach skutery się nie sprawdzają - dodał ciszej Bart i potrząsnął lekko głową. Cokolwiek planowała nastolatka - jeśli to faktycznie był jakiś jej plan - wiedziała, co robi.
Po samym pytaniu Irene chłopak milczał natomiast przez krótką chwilę. Trudno było stwierdzić, czy po prostu próbuje odtworzyć sobie dokładnie każde słowo z poprzedniego wieczoru, czy raczej decyduje, co powiedzieć powinien, a czego nie.
- Nie. - Gdy wreszcie się odezwał, w jego głoście ponownie gościła pewność. - Była taka, jak zawsze. Nie miałem pojęcia, że zamierza coś takiego, chyba że... - Choć nie dokończył treść pozostawiona w domyśle była jasna. Chyba, że to nie były jej zamiary. Bart chrząknął cicho. - Naprawdę nie sądzę jednak, by była w mieście. Ja też popytałem znajomych, nie tylko Nathalie. Nikt Alice nie widział, nikt nie wie... Nikt nie ma pojęcia, co się z nią stało. Ale jeśli poszła w góry, jeśli weszła na wysokie ścieżki... - Chłopak uniósł pełne niepokoju spojrzenie na Irene. - Zna góry lepiej niż ja czy pani Nathalie, lepiej niż ktokolwiek z naszych znajomych, ale to może nie być wystarczające.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

28 lip 2015, o 12:25

Skinął głową i zamyślił się na moment, ale odnotował w pamięci wszystkie rzeczy, które przekazał mu zarówno Bart jak i matka Alice. Tylko, że wciąż coś bardzo intensywnie mu się tutaj nie zgadzało. Nie miał zamiaru tym wcale dzielić się na forum publicznym, więc postanowił poczekać na dogodniejszą okazję.
Całkiem inną kwestią pozostawał młodzieniec, z którym Alice spędziła poprzedni wieczór. Marshall nie znał obecnych tutaj nawet w połowie tak dobrze jak Irene, chociaż podejrzewał, że sama Francuzka również jakoś nie bardzo kojarzy Barta. Hearrowowi jakoś nieszczególnie przypadł on do gustu, co nie oznaczało wcale, że podporucznik go obwinia. Zwyczajnie jakoś nie mógł się co do niego przekonać, a zwykła sympatia nie wchodziła tutaj w grę. Po prostu. Przecież nie wszystkich od razu musiał ubóstwiać, czyż nie?
- Zabierzemy kilka swoich potrzebnych rzeczy i możemy ruszać – powiedział, kiedy przynajmniej część dyskusji dobiegła końca. Wiedział, że wszelakie poszukiwania należy rozpocząć zaraz o świcie (a oni już świt przespali ze trzy razy) i najlepiej za dnia. Ogromnym plusem już był sam fakt, że poranek, choć mroźny był niezwykle słoneczny, a to z kolei rokowało dobre szanse na udane poszukiwania. – Irene? Mogę na słówko?
Przeszedł do sypialni wyznaczonej im w gościnie i zaczął wyjmować cześć rzeczy z szafy. Wiedział doskonale co może się przydać a co będzie zupełnie niepotrzebne, ale biorąc pod uwagę fakt, że przyjechali tutaj na wakacje a nie na przydział, wciąż brakowało mu kilku istotnych rzeczy. O te miał zamiar poprosić czy to Natalie czy Barta.
- Coś mi się tu nie podoba – powiedział do Francuzki, kiedy już zostali sami i był pewien, że jego słowa nie dotrą to innych uszu. – Dziewczyna wychowała się w górach przez tyle lat. Zna je doskonale i z tego, co zdążyłem wywnioskować lubi to miejsce. Jakoś nieszczególnie chce mi się wierzyć, że sama poszła w wyższe partie. To zwyczajna głupota, nie wychodzi się samemu nie informując o tym nikogo. Służyłem tu pięć lat, zawsze szliśmy przynajmniej we dwóch.
Pokręcił głową. Alice przy pierwszym spotkaniu sprawiała wrażenie na tyle dojrzałej, że podobny pomysł stał się teraz iście absurdalny. Hearrow wiedział, że górom należy się szacunek i wątpił, aby dziewczyna nagle zapałała ogromną chęcią spędzenia tam więcej czasu. Bez nich.
- A ten cały Bart zwyczajnie mi się nie podoba. Wybacz, nie lubię go – mruknął przyglądając się rzeczom naszykowanym do drogi. – Będę potrzebować plecaka, a poza ubraniem i czekanem nie mam niczego, co trzeba by było zabrać ze sobą. Linia też się przyda i oprogramowanie do omni-klucza z detektorem lawinowym. Sonda, łopatka, raki, kask…
Zatrzymał na moment zdając sobie sprawę, że to, co mówi mogło brzmieć co najmniej dziwnie, ale stare przyzwyczajenia z wojska jakoś nie dały się w tym momencie odpędzić.
- Wybacz – uśmiechnął się szeroko. – I będę miał prośbę też do ciebie. Dopóki będziemy sobie beztrosko pomykać na grzbietach wierzchowców przez przełęcze i górskie drogi, nie mam nic przeciwko, żebyś szła ze mną. Ale jeśli zacznie się robić poważnie i trzeba będzie gdzieś wyłazić albo schodzić, to wolałbym żebyś wróciła tutaj.
Uśmiechnął się przepraszająco, ale miał nadzieję, że Irene zrozumie, o co mu chodzi.
Po tych słowach ruszył z powrotem do kuchni żeby wreszcie poprosić głównych zainteresowanych o uzupełnienie swojego sprzętu i kiedy już spakował wszystko, co uznał za potrzebne mógł udać się do stajni. Tam część rzeczy przytroczył do juków konia i w zasadzie był gotów do drogi.
- Pogoda nam sprzyja, może nawet uda się trafić na jakieś ślady. Musimy mieć oczy szeroko otwarte.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

28 lip 2015, o 20:08

Przysłuchiwała się wyjaśnieniom, kiwając głową. Plecak, którego nigdy nie rozpakowywała. Skąd ona to znała... Tylko skoro nie zamierzała uciekać, to co, ktoś ją porwał? Jeśli tak, to jak to zrobił? W nocy, przez okno, nie budząc nikogo? Pozwalając jej zabrać swój plecak i ulubioną bluzę? Irene skończyła jeść pierwszą lepszą bułkę znalezioną gdzieś w kuchni i skinęła głową do Hearrowa, ruszając za nim.
- Znajdzie się, nie martwcie się - rzuciła jeszcze pocieszająco, chociaż wyszło mniej wiarygodnie niż chciała. Zresztą nigdy nie była stworzona do bycia wsparciem. Normalnie zignorowałaby to, dochodząc do wniosku że Alice jest prawie dorosła i chyba może podejmować swoje decyzje, ale teraz... no, to była Alice. - Arrow wie co robi.
Taką przynajmniej miała nadzieję, bo ona poza wyjechaniem za dziewczyną w góry nie widziała żadnego rozwiązania. Przecież nawet nie będą mogli jej wołać, tyle się oglądała vidów o lawinach i innych takich. Westchnęła cicho i zniknęła za podporucznikiem w sypialni. Dokładnie zamknęła drzwi, upewniając się, że Nathalie i Bart nie będą ich słyszeć i oparła się o nie plecami, krzyżując nogi w kostkach. Przez dłuższą chwilę przyglądała się, jak Marshall opróżnia szafę. Jej wzrok błądził od jego twarzy do sterty rzeczy i z powrotem.
- Nawet ja bym tam sama nie poszła - mruknęła w odpowiedzi. Co prawda Irene trzymałaby się z daleka od wysokich gór nie dlatego, że brak zabezpieczenia w postaci drugiej osoby był głupi, ale przez swoją absolutną ignorancję w temacie. To już nie były ścieżki w wąwozach i wygodne przejścia, tylko coś, co wymagało specjalistycznego sprzętu. Przynajmniej tak to wyglądało.
- Nie sądzę, żeby to była jego wina - wzruszyła ramionami, odpychając się wreszcie od drzwi i podchodząc do swojej torby. Otworzyła ją i długo wpatrywała się w ciepłe ubrania, sama nie wiedząc za co się zabrać. - Wydaje się przejęty. Gdyby wiedział o ucieczce wcześniej, pewnie uciekłby razem z Alice. Jej omni jest wyłączony - dodała jeszcze, dając do zrozumienia, że już to sprawdziła.
Wyjęła z torby część ubrań, starając się mniej-więcej dostosować do tego, co przygotował Hearrow. Mruknęła jakieś ciche mhm, gdy zaczął wymieniać sprzęt, który znała tylko z nazwy i usiadła obok swoich rzeczy, starając się sprawiać wrażenie, że ma jakąś kontrolę nad tym, co się dzieje.
- W porządku - uśmiechnęła się niepewnie. - Myślę, że Nathalie wszystko ma. To znaczy... żeby nam pożyczyć.
Przewróciła oczami, gdy Arrow wyraził swoja prośbę i najwyższym wysiłkiem woli powstrzymała się od poinformowania go, że przecież sobie ze wszystkim poradzi. Westchnęła więc tylko i skinęła głową, pozwalając mu póki co żyć w przekonaniu, że rudą da się tak po prostu odesłać z powrotem.
Chwilę później załatwiła od Nathalie w miarę możliwości wszystko, czego im brakowało i sama spakowała się tak, jak należy. Broń też zabrała, gdy podporucznik nie patrzył, tylko przez brzęczącą gdzieś z tyłu głowy myśl, że Alice nie uciekła z własnej woli. Schowała ją na dnie, by póki co o niej zapomnieć. Przecież nie była potrzebna. To tylko zabezpieczenie. Wychodząc złapała jeszcze coś do jedzenia dla Hearrowa i wręczyła mu w drodze do stajni. Dawno już się nauczyła, że lepiej z posiłków nie rezygnować, bo nie wiadomo, kiedy zdarzy się kolejny. Poprosiła też Nathalie o coś na drogę, coś gorącego do picia i może do jedzenia. Nie wiedziała, ile to może potrwać.
Wybrała tego samego konia, który przywiózł ją tu z miasta. Jakoś większe zaufanie miała do znajomego wierzchowca.
- No nie wiem, od rana minęło dobrych kilka godzin, już pomijając fakt, że nie wiemy kiedy Alice odjechała - naciągnęła rękawiczki. - Ale poszukajmy. I tak lepszego pomysłu nie mam.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1420
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.615
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [FRANCJA] Alpy francuskie

28 lip 2015, o 22:20

Podczas, gdy para zajęła się pakowaniem wszystkiego, co mogłoby im się przydać w górach, Bart jeszcze przez chwilę próbował znaleźć sobie miejsce w domu, by wreszcie sapnąć cicho i wyjść na zewnątrz.
- Przygotuję konie - rzucił tylko w ramach wyjaśnienia do Nathalie, po czym na kolejne kilka dłuższych chwil zniknął pozostałym z pola widzenia i zaszył się w stajni. Sama pani Trémoille również zniknęła w którymś z pokoi Ostatniego Domu, w związku z czym goście mogli spokojnie przemyśleć, czego im potrzeba i w niezakłócanym przez nikogo spokoju wymienić się poczynionymi do tej pory spostrzeżeniami.
Gdy zaś byli gotowi, nie pozostało im nic innego, jak ubrać się ciepło i wyjść na zewnątrz. Pogoda rzeczywiście im sprzyjała - mroźne słońce świeciło jasno na niemalże zupełnie bezchmurnym niebie - ale szczególnie Hearrow musiał zdawać sobie sprawę, że w górach aura nigdy nie bywa stała. Wszystko potrafi zmienić się dosłownie w ciągu kilku minut i nawet zaczynając dzień w pełnym słońcu, nie można było być pewnym, że tak samo się go skończy. Zresztą, nawet pomijając specyfikę wysokogórskiego środowiska - było po prostu zimno. Śnieżnobiały śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami i gdyby nie okoliczności, z jakimi przyszło im się mierzyć, z pewnością można byłoby się nim cieszyć.
Bart już na nich czekał. Trzymając za wodze dwa osiodłane, przysadziste, przestępujące teraz w miejscu konie - srokatego i gniadego - rozglądał się jeszcze po obejściu, na koniec wzdychając cicho. Spoglądając wreszcie na wychodzących z domu, wyciągnął rękę, gotów przekazać wierzchowce parze. Nie wskazywał dokładnie, kto na którym powinien pojechać, w związku z czym mogli wybrać sobie sami.
- Pojadę z wami, mógłbym... - zaczął, kierując się już do trzeciego osiodłanego wierzchowca, gdy zatrzymał go głos Nathalie.
- Nie, Bart. Myślę, że... Lepiej byłoby, gdybyś pojechał do waszej bazy. Mógłbyś dać im kopię swojej mapy, a jeśli... Jeśli coś by jej się stało... - Słowa ugrzęzły kobiecie w gardle, dała więc za wygraną i nie kontynuowała pesymistycznej myśli. Zamiast tego zwróciła się do Marshalla i Irene wyjaśniając, o jaką bazę dokładnie chodziło. - Bart jest jednym z tutejszych ratowników górskich. Nie możemy jeszcze zgłosić oficjalnego zaginięcia, jest za wcześnie, ale gdyby... W razie czego byłby na miejscu, miałby sprzęt, mógłby od razu...
- Pani Nathalie, tam są moi koledzy, a ja... Ja nie mogę tak po prostu... Nie mogę czekać. Nie mogę - przerywając kobiecie, młodzieniec spojrzał błagalnie na Irene, jak gdyby wiedząc, że to prędzej w niej znajdzie sojusznika niż w Marshallu.
W obliczu chwilowego impasu decyzję pozostawiono najwyraźniej samozwańczej ekipie poszukiwawczej, bo Nathalie nie protestowała już, lecz także spojrzała tylko na swych gości. Ostatecznie to oni wybierali się na szlak, w związku z czym logicznym było, że to oni powinni zdecydować, czy potrzebują towarzystwa kogoś stąd czy też nie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Następna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość