Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

[Tel Awiw] Mosad

23 mar 2016, o 17:31

Obrazek


Siedziba Mosadu, czyli Instytutu do Spraw Wywiadu i Zadań Specjalnych, już od niemal dwóch stuleci owiana jest tajemnicą. Izrael od ponad stu lat dysponuje najlepszą i najbardziej rozbudowaną siatką satelitów szpiegowskich, zdolnych do zrobienia zdjęcia twarzy każdego, chodzącego po kuli ziemskiej osobnika. Nie tylko wyniosło to Mosad na czoło najskuteczniejszych agencji wywiadowczych na świecie, lecz również pozwoliło na kontrolę informacji, którą zdobywają ich wrogowie. Lokalizacja siedziby Mosadu do dziś pozostaje nieznana, a jedyne, czym może posiłkować się świat zewnętrzny, to teorie spiskowe, plotki i niepotwierdzone informacje. W extranecie pełno jest zdjęć podpisanych jako rzekome centrum wywiadowcze, które tak naprawdę przedstawiają budynki nawet nieznajdujące się w tym samym kraju. Dezinformacja szerzona przez władze państwa odbywa się więc na szeroką skalę.
W rzeczywistości, siedziba Mosadu to spory kompleks mieszczący w sobie wszystkie wydziały agencji. Położony jest niedaleko wybrzeża, w mało odznaczającym się, niskim i szerokim budynku o bardzo rygorystycznej ochronie. Wszystko to na obrzeżach miasta, poza szlakami turystycznymi i w okolicy, do której mało kto ma powód by tak naprawdę jeździć. Blok z zewnątrz wygląda surowo, niemal przemysłowo, wewnątrz jednak urządzony jest w elegancki sposób. Posiada tylko pięć pięter sięgających ponad ziemią - architekci skupili się na rozbudowaniu kompleksu podziemnego, zawierającego między innymi ukryty hangar, do którego wlecieć można niespełna kilometr dalej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

23 mar 2016, o 17:54

Tak jak obiecała, Amira zorganizowała odpowiedni transport, który pojawił się by odebrać Rebeccę siedem godzin i trzydzieści minut później. Otrzymała ona na swój omni-klucz informacją z numerem doku, do którego powinna się stawić. Przywitał ją dość spory prom, przemalowany na czarno, z małą flagą Izraela wciśniętą w kąt. Podobnym eskortowano delegatów wysokiego szczebla. Pojazd był uzbrojony na tyle, by móc odeprzeć lekki atak w czasie wysyłania w eter sygnału ratunkowego. Na jego pokładzie kobieta znalazła pilota, oraz opancerzonego mężczyznę robiącego jej za ochronę. Nazywał się Me'ir i nie był w stanie odpowiedzieć na większość jej pytań, gdyż jedyne, o czym on został poinformowany, to miejsce i czas odebrania jej. No i lokalizacja, do której miał ją zawieźć. W trakcie trwania lotu z chęcią opowiedział jej o tym, co mogło zmienić się w Tel Awiwie odkąd ostatnio tam była - jak piękne jest to miasto i jak dumny jest z tego, iż urodził się w tym kraju, w którym i ona. Nie miał jednak problemu z milczeniem, jeśli i ona nie podtrzymywała rozmowy - co w jej przypadku mogło być dość prawdopodobne.
Lot potrwał kilka godzin, po których mogła odczuwać typowe, związane z podróżą zmęczenie. Prom nie miał okien, przez które mogłaby wyjrzeć - nie wiedziała więc, gdzie dokładnie leci. Pilot oszczędnie informował ją o tym, iż wlatują do Układu Słonecznego, a później, że schodzą do ziemskiej atmosfery. To drugie była w stanie wyczuć sama - pojazd zadrżał, przeciwstawiając się działającym nań prawom fizyki. Dwadzieścia minut po tym, gdy lot przeszedł w płynny, a prom ślizgał się w ziemskiej atmosferze bez żadnego problemu, wreszcie poczuła jak hamują. Byli na miejscu.
Drzwi rozsunęły się, ukazując jej ciemny hangar, do którego wlecieli. Nad głową dostrzegła sufi zamiast jasnego nieba - w Tel Awiwie zbliżało się południe. Hala, do której wysiadła, była pusta, jeśli nie liczyć czekającej na nią Amiry. Kobieta okazała się być drobna, choć jej uniform był elegancki, a sam jej wygląd bez zarzutu. Pod pachą trzymała dwa datapady.
- Panno Dagan. - skinęła w jej kierunku głową na przywitanie, po czym pokierowała ją ku windzie znajdującej się w hangarze. - Czeka na panią agentka Wechsler, partnerka pańskiego ojca. Postara się przybliżyć sytuację, w której obecnie się znajdujemy.
Me'ir został w hangarze, organizując napełnienie zbiorników promu paliwem przed następnym kursem. Weszły do sporej windy. Panel na niej pokazywał poziom -6. Jazda na samą górę, na piętro czwarte ponad powierzchnią ziemi, potrwała dobre kilka minut.
- Czy życzy sobie pani czegoś do zjedzenia lub picia? Może kofeiny? - zaoferowała Amira, sięgając ku jednemu z datapadów. Zmarszczyła brwi, czytając nowy komunikat na urządzeniu. Winda zatrzymała się, a drzwi rozsunęły, ukazując jasno oświetlony dzięki obecności okien korytarz, ciągnący się na przód do kolistego pomieszczenia. Minęły kilka oszklonych gabinetów, stając w wejściu do czegoś, co wyglądało jak centrum kontroli lotów. Stanowiska, kilka osób siedzących przy biurkach i monitory. Ogromne wyświetlacze ukazujące mapę świata, mapę Tel Awiwu, uchwycone przez satelitę zdjęcia nieznanych Rebecce mężczyzn i kobiet, i zbitki tekstów - danych odczytywanych przez pracujących w tej chwili techników.
- Tutaj jesteście. - nagły, niski, kobiecy głos odezwał się za plecami Dagan, wywołując konsternację na twarzy Amiry. Najwyraźniej nie lubiła bycia zaskakiwaną.
- Rebecco, to...
- Talia Wechsner. Pracowałam z twoim ojcem. - dłoń kobiety wystrzeliła, by pustym gestem, jakim było podanie komuś reki, przywitać Dagan. Wyglądała z goła inaczej niż Neumann - jej ciemne, pofalowane i gęste włosy obojętnie odgarnęła za ucho, nie układając w konkretną fryzurę. Na sobie nie miała uniformu, lecz normalne ubrania - brązową, skórzaną kurtkę, białą koszulkę i jeansy, do tego buty na niskim obcasie. Na udzie zapiętą miała kaburę, w której znajdował się pistolet. Jej uroda była dość charakterystyczna dla Izraelskich kobiet, a jej skóra nieco ciemniejsza niż niemal przykładnej, białej kobiecie, jaką była Neumann obok. Druga kobieta kiwnęła głową, żegnając się z Rebeccą i oddając ją do rąk Talii, która zaprowadziła Dagan do jednego z oszklonych pomieszczeń. Na środku pokoju znajdował się stół i kilka krzeseł, jak w małej sali konferencyjnej. Sama Wechsner skierowała się jednak do mini aneksu kuchennego przy ścianie, załączając ekspres do kawy.
- Kawy? - spytała swobodnie, wyciągając dwa kubki, jeśli ta odpowiedziała twierdząco. Tak czy inaczej, zanim odezwała się ponownie, zrobiła sobie czarną, mocną kawę, do której wsypała dwie łyżeczki cukru. - Zanim wyjaśnię ci sytuację, muszę spytać. Czy kontaktowałaś się z kimkolwiek w sprawie twojego ojca? Na przykład ze swoją matką?
Położyła kubek na blacie, zajmując miejsce naprzeciwko Dagan. Z kieszeni kurtki wyjęła nagle mały projektor, wielkości pendrive'a, który pozostawiła jednak wyłączonym, obracając w dłoni i wbijając uważne spojrzenie ciemnych oczu w córkę zaginionego partnera.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

23 mar 2016, o 19:53

Czas rzadko kiedy jej się dłużył, zwykle miała go wręcz za mało. Teraz jednak godziny zdawały się ciągnąć w nieskończoność - najpierw czekanie na Cytadeli, potem czekanie na promie, w obu przypadkach niewiele mogła zrobić. Sam lot był wprawdzie o tyle lepszy, że miała świadomość jakiegokolwiek udziału w sprawie - w końcu nie grzała dupy w stolicy czy na Wiźnie, ale faktycznie udawała się do serca całego zamieszania - ale też dlatego, że było się do kogo odezwać. Rebecca rzeczywiście nie była zbyt rozmowną, w pewnym momencie odezwało się w niej także niewyspanie zmuszające do poświęcenia godziny czy dwóch na czujną drzemkę, tym niemniej Me'ir - do czego to doszło, że doczekała się bodyguarda? - był przyjemnym towarzystwem. Najpierw wymieniła z nim kilka słów z grzeczności, potem dlatego, że rozmowa o ojczyźnie mimo wszystko była miłą odmianą. Dagan nie była patriotką, nawet w najbardziej prymitywnym sercu siedzi jednak choćby okruch przywiązania do miejsca, z którego się wywodziło. Choć więc aktualnie Rebece trudno było skupić się na rozmowie w żaden sposób niedotyczącej jej ojca, wraz z kolejnymi pytaniami i wymienianymi spostrzeżeniami stawało się to prostsze i zaskakująco przyjemne. Tel Awiw. Kiedy ostatnio tam była?
Tym razem nie przybywała jednak jako turystka, niekoniecznie też jako córka powracająca do domu. Oczywiście, to drugie było w jakiś sposób sformułowaniem prawidłowym, tym niemniej gdy dane jej było opuścić wreszcie prom, czuła się bardziej jak ofiara, ewentualnie - po prostu jak mundurowa. Ciemny hangar i oczekująca na nią agentka nijak nie mogły kojarzyć jej się z dzieciństwem, za to z pracą - już tak.
Z tym, że w pracy nigdy nie musiała zajmować się kimkolwiek ze swych bliskich.
Tak czy inaczej, chwilowo brakowało jej słów. Była w stanie tylko kiwać głową, przytakiwać i przemieszczać się posłusznie tam, gdzie ją prowadzono. Małomówność była dla niej względnie typowa, ale tym razem chodziło o coś więcej. Ciężkie, przytłaczające milczenie nijak się z Dagan nie wiązało. Poza być może porucznikiem - czy aby na pewno? nie widziała się z nim tak dawno, równie dobrze mógl już awansować - Cadoganem, z którym szkoliła się na Mnemosyne nie było nikogo, kto zdawałby sobie sprawę, że rodzina była dla Rebeki... Może nie najważniejsza, ale ważna. I że potrafiła wydobyć z niej odrobinę człowieka, zestaw bardziej ludzkich, zrozumiałych reakcji.
Ostatecznie jedyne słowa, które zdołała z siebie wydobyć podczas kilku minut wędrówki za Amirą to odpowiedź przecząca na pytanie o posiłek i kawę. Nie, nic nie chciała. Nie była zresztą pewna, czy w ogóle byłaby w stanie cokolwiek przełknąć, przynajmniej w tej chwili. Może później, gdy wpadnie w uspokajające trybiki machiny wywiadu... Tylko czy to w ogóle się stanie? Została tu sprowadzona, bo z jakiegoś powodu ojciec tak sobie zażyczył. To niekoniecznie obejmowało wykorzystywanie jej w roli innej niż córki. Kojąca rutyna i zestaw zasad rządzących działaniami mundurowych mogły być w tej chwili daleko poza jej zasięgiem.
W jakiś sposób pomogło jednak towarzystwo drugiej z kobiet. Może dlatego, że była tak inna od urzędniczo niemal grzecznej Neumann, może dlatego, że znacznie bardziej przypominała czynnych żołnierzy - niezależnie od powodów, jej obecność sprawiła, że myśli Rebeki wyostrzyły się. Nie bardzo, nie na tyle, by mogła zapomnieć o wszystkich swych lękach, ale wystarczająco, by odzyskać zdolność wysławiania się.
- Rebecca Dagan. - Zamykając dłoń agentki w męskim raczej uścisku dłoni przedstawiła się, choć zapewne wszyscy tutaj wiedzieli, kim jest. To w końcu był ich zawód, prawda? Wiedzieć wszystko o wszystkich i wszystkim. Dagan była przekonana, że gdyby poświęcić chwilę na przejrzenie danych zawartych na którymkolwiek z mijanych wcześniej stanowisk, można by tam znaleźć bardzo wiele. Od listy ostatnich zakupów któregoś z generałów Przymierza po kody dezaktywujące każdą istniejącą na Ziemi broń jądrową. Mosad... Mosad miał przecież wyrobioną markę i choć Rebecca nigdy nie miała z nim nic wspólnego (poza służącym w nim ojcem), to trudno byłoby jej uwierzyć, że organizacja z tak bogatym doświadczeniem mogłaby zejść na psy. Nie mogła. Raczej nie mogła.
W każdym razie, gdy po raz drugi zadano jej pytanie o kawę, zdążyła już nie tylko zmienić zdanie - trochę może dla świętego spokoju, a trochę dlatego, że chyba faktycznie przydałoby jej się stanąć na nogi - ale także przypomnieć sobie, jak wyrażać własne zdanie słowami. Jakkolwiek więc irytujące zaczynały jej się wydawać wszystkie te rytuały grzecznościowe - strata czasu! - zawczasu ugryzła się w język tak, by po otwarciu ust uwolnić z nich tylko stonowane, akceptowalne:
- Poproszę. Nie pogardziłabym też jakimś energetykiem, jeśli macie. - Łączenie kofeiny z jeszcze większą porcją kofeiny nie było może decyzją najmądrzejszą, ale Dagan już to na sobie przetestowała. Dopóki dosłownie się w tym nie utopi - a tego nie miała teraz w planach - nie powinno być źle.
Ostatecznie usiadła naprzeciwko Wechsner i obejmując obiema dłońmi kubek z kawą, wbiła w agentkę uważne spojrzenie. Konkrety. Może wreszcie jakieś pozna.
- Nie - odpowiedziała więc najpierw zgodnie z prawdą. Mogła czuć się źle, w duchu mogła wyć z lęku o ojca, ale przy tym wszystkim rozsądek wciąż miał coś do powiedzenia. Na przykład to, że gdyby Mosad chciał poinformować jej matkę, jeśli uznałby, że może to zrobić - zrobiłby to. Dagan nie miała uprawnień do podobnego pośrednictwa, tyle przynajmniej wiedziała. Nigdy nie pracowała w wywiadzie, ale podobne zasady znane były raczej każdemu. Szpiedzy sami decydują, co komu powiedzieć. Inicjatywa leży po ich stronie, bo bardzo często jedno nieopatrzne słowo może zaprzepaścić wiele lat subtelnych podchodów, naprawdę ciężkiej, ryzykownej pracy. To logiczne, taka specyfika jednostki. Szanować to było Rebece o tyle łatwiej, że jak naprawdę bała się o Gavriela, tak już niezbyt wiele uwagi poświęcała myśli, że matka ma prawo wiedzieć. Nie była to przy tym arogancja - to po prostu szczegół, który w całej mnogości zasad rządzących relacjami międzyludzkimi Rebece umykał.
- Matka nic nie wie - powtórzyła więc w nieco innych słowach. - To znaczy, nic ponad to co pewnie zazwyczaj. - Wzruszyła lekko ramionami. To zawsze wyglądało tak samo - w najlepszym przypadku Gavriel uprzedzał, że jakiś czas go nie będzie, w najgorszym znikał bez słowa i podobnie bez zapowiedzi wracał. Aliza Dagan wiedziała przecież na co się decyduje, godząc się na ten związek. Wiedziała, że tak będzie. Ta świadomość nie dawała jej zbyt wielu praw do narzekań.
Rebecca odetchnęła bardzo powoli i zmusiła się do upicia pierwszego łyku gorącego naparu. Było bardzo wiele pytań, które cisnęły jej się teraz na usta, nie zadała jednak żadnego. To chyba nie był jeszcze ten moment, chyba po prostu nie musiała jeszcze o nic pytać, by uzyskać odpowiedzi.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

23 mar 2016, o 22:59

Talia nieco się zmieszała, rozglądając po aneksie kuchennym. Podeszła do jednej z szafek, która okazała się być obudowaną lodówką. Zajrzała do środka, większą uwagę poświęcając wszystkim puszkowanym napojom, jakie znalazła. Po krótkiej chwili sięgnęła po jeden z nich. EnergyBOOST, głosił kolorowy napis. Mruknęła pod nosem coś, co brzmiało jak Amir się chyba nie obrazi. Postawiła puszkę przed Rebeccą, tuż obok zrobionej dla niej kawy w białym kubku bez żadnego wzoru.
Gdy siedziała już wygodnie przed nią, skinęła głową, pochwalając fakt, iż nie wie nikt poza Rebeccą o otrzymaną przez żołnierkę komunikacie. Ze względu na charakter Mosadu, Dagan nie mogła być jednak pewna, czy misja związana z jej ojcem jest faktycznie tajemnicą najwyższego szczebla, czy po prostu jedną z wielu akcji - w końcu agencja trzymała niemal wszystko pod kluczem i w największym sekrecie, a Rebecca nie miała też tak wiele do czynienia z innymi jej agentami niż ojciec.
- To dobrze. To, co teraz powiem, jest objęte tajemnicą państwową. Gdyby nie wiara pokładana w słuszność decyzji Gavriela, nigdy nie prowadziłybyśmy tej rozmowy.
Jej ton nie był wypełniony żadnymi, charakterystycznymi emocjami, nie był też jednak obojętny. Talia chciała mieć pewność, iż Dagan rozumie, że nie wciągaliby jej w to gdyby dokładne instrukcje jej ojca o tym nie mówiły. Po krótkiej chwili sięgnęła ku projektorowi, który wcześniej wyciągnęła ze swojej kieszeni. Uaktywniła omni-klucz, wprowadzając kod autoryzujący uruchomienie przekazu. Zainicjowało to wyświetlanie się holograficznego nagrania, na którym widoczna była praktycznie tylko twarz agenta Dagana w sporym powiększeniu. Przedstawił on szereg numer i cyfr, zarówno jako część swojego identyfikatora, jak i numer nagrania. "Ostatnie życzenia".
- Przekazuję swoją ostatnią wolę w razie stwierdzenia mojej śmierci w trakcie wykonywania śledztwa operacji Nefilim. - odchrząknął, odwracając na moment wzrok od kamery. Zapewne zastanawiał się, w jaki sposób dobrać słowa, by przekazać sprawnie wszystkie targające nim uczucia. - Nie muszę przypominać wam o wadze odnalezienia ostatnich trzech fragmentów kodu, zanim Nefilim zostanie wpuszczony do sieci. Gdy tylko go zdobędziemy, powinniśmy przywołać na Ziemię moją córkę. Żaden z techników Miriam nie podejdzie do Nefilima odpowiednio. Ona to potrafi.
Spuścił wzrok, a na jego twarzy pojawił się smutek. Czyżby stała za nim niechęć do mieszania Rebecci do jego spraw służbowych, czy też wspomnienie córki, której nigdy nie poświęcał tyle czasu, ile naprawdę chciał? Dagan spodziewała się już zakończenia nagrania, kiedy na ostatnie kilka sekund mężczyzna powrócił wzrokiem do kamery, wbijając go w twarz obserwatora.
- W sześciu drzemie siła szesnastu, lecz powstrzymuje ją urodzony o świcie.
Materiał urwał się, wyłączając nagranie niemal natychmiast. Projektor wcześniej przysłaniał dziewczynie Talię, teraz jednak dostrzegła jej badawcze spojrzenie, studiujące każdą reakcję córki na nagranie ojca. Uniosła lekko brwi, w wyczekującym geście, dłonią łapiąc za kubek i unosząc do ust. Wzięła pierwszy łyk gorącego napoju, nie zważając na jego temperaturę.
- Pewnie domyślasz się, której części nie rozumiemy kompletnie - westchnęła, znowu sięgając ku projektorowi. Odtworzyła ostatnie kilka sekund nagrania, a Gavriel powtórzył zagadkowe zdanie z kamienną twarzą. - Czy kojarzysz choć część? Fragment? Cokolwiek? Na pewno nam to pomoże zanim przejdziemy do sedna projektu, do którego Gavriel chciał cię włączyć.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

24 mar 2016, o 12:03

Skinęła lekko głową. Nie była aż tak ułomna, by w słowach drugiego człowieka nie dostrzec jakiejś wycelowaną w nią ofensywy, ale w przypadku Talii nie było mowy o czymś takim. Jej komentarz nie mógł Dagan urazić, bo po prostu był... Normalny. Do przewidzenia. Taką mieli pracę, prawda? Trudno było się dziwić, że przestrzegają rządzącymi nią reguł. Trudno było się dziwić, że myśl o złamaniu jednej - tej najważniejszej, o niedopuszczaniu do swych sekretów kogoś nieuprawnionego - żadnego z agentów nie napawałaby entuzjazmem. I nie miało znaczenia, o jakiego rodzaju działaniach mieli by mówić. Po prostu każdy ma swoją domenę, a dane poufne zazwyczaj domeną Rebeki nie były. Chyba, że zdobywała je sobie sama, ale nie o tym teraz.
- Oczywiście - przytaknęła więc, bo choć z poszanowaniem reguł dotyczących tego, co wolno jej wiedzieć a czego nie wolno mogła mieć pewne problemy, tak dzielenie się zdobytą wiedzą problemem nie było żadnym. Dagan nie dzieliła się. Z nikim, chyba, że dostała bezpośredni rozkaz mówiący inaczej. W tym przypadku nie było jednak mowy o podobnych niedogodnościach, bo sugestie - rozkazami mimo wszystko nie były, ostatecznie Wechsler nie była jej przełożoną - zbiegały się z jej własną postawą. I pięknie.
Obraz znajomej, nie widzianej od dawna twarzy uderzył ją z siłą rozpędzonego pociągu. Rozjechana po raz drugi została brzmieniem ojcowskiego głosu. Same słowa początkowo do niej nie docierały, nie tak jak mimika czy intonacja Gavriela. Tato. Do rzeczywistości sprowadziło ją dopiero uderzenie numer trzy, sam koniec nagrania. Nie spodziewała się, że po poleceniu sprowadzenia jej na Ziemię cokolwiek jeszcze nastąpi. Po tym stwierdzeniu umysł Rebeki automatycznie przystąpił do odtwarzania sobie tego, co dane jej było usłyszeć, gdy...
W sześciu drzemie siła szesnastu, lecz powstrzymuje ją urodzony o świcie.
Zmarszczyła brwi. To nie... Nie, Rebecca nigdy nie sięgała po stwierdzenie, że coś nie ma sensu. Tym bardziej nie sięgnęłaby po nie teraz, gdy padły one ze strony jej ojca. Gavriel Dagan był mistrzem kłamstw i półprawd, ale jeśli coś mówił, to zawsze to coś znaczyło. To, że znaczenie to nie zawsze było oczywiste, to już inna sprawa.
- Nie - stwierdziła tymczasem powoli, wyraźnie zastanawiając się nad ostatnimi słowami. Wcześniejsze też były ważne, ale nie ulegało wątpliwości, że to końcówka brzmiała dziwnie. - Nie wiem, co to może znaczyć... przynajmniej nie teraz. Może tylko... - zawahała się. - "Urodzony o świcie". Lucius. Mniej więcej to znaczą wszystkie dzisiejsze wariacje na temat tego słowa, imienia. Łukasz. Loukas. Luka. Lucjusz. - Wzruszyła lekko ramionami, szczerze mówiąc nie przywiązując się do tej teorii. To był strzał, po prostu pierwsze, co jej się skojarzyło. Nie miała pojęcia, czy to dobry trop i nawet nie zamierzała się nad tym zastanawiać. Nie teraz, kiedy nie było żadnego kontekstu, żadnego punktu zaczepienia.
Poświęciła więc jeszcze tylko jedną chwilę na zmagania z nierozwiązywalną chyba teraz zagadką. Upiła kolejne łyki kawy, w tej chwili niezbyt zwracając już uwagę na temperaturę napoju. Powiedzieć, że nieoczekiwane zadanie, jakie przed nią postawiono, ją uspokoiło byłoby przesadą, tym niemniej myślała. Nareszcie. Obłęd związany z roztrząsaniem kolejnych wariantów tego, co mogło stać się z Gavrielem - w typowy dla każdego człowieka sposób Rebecca nie dopuszczała jeszcze do siebie myśli, że ojciec mógł po prostu przestać istnieć, że zginął gdzieś, raniony wrogim pociskiem, przeszyty ostrzem, zatruty czy wykończony w jakikolwiek inny mało przyjemny sposób - chwilowo ustał.
- Nefilim. Co to jest? - zapytała wreszcie, ponownie unosząc wzrok na Talię. Zadawanie pytań wciąż mogło nie być konieczne, teraz jednak Dagan nie mogła się powstrzymać. Nefilim. Wedle tradycji hebrajskiej - lud gigantów powstały wskutek łączenia się synów Bożych, aniołów, z córkami człowieczymi. Upadli, niegodziwi, odpowiedzialni za wiele dręczących ludzką krzywd. Oczywiście, w tym momencie nie mogło chodzić o postać wyjętą z legend, przynajmniej nie do końca. Nagrane słowa ojca sugerowały... Wirus? A może szerzej, jakaś SI? Jak jednak miałoby to działać? Co miałoby robić i wreszcie - co oznaczało odpowiednie podejście? Nie było co gdybać. Potrzebowała odpowiedzi.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

24 mar 2016, o 15:36

Wechsler skinęła głową, słysząc jej teorię o Lucjuszu lub Łukaszu. Prawdopodobnie również dotarła do takowego wniosku. Złapała za projektor leżący pomiędzy nimi i przez moment trzymała go w dłoni, wbijając wzrok w to ostanie świadectwo swojego partnera, nim postanowiła schować go z powrotem do kieszeni skórzanej kurtki. Pochyliła się nad stołem, opierając łokcie o blat. Jedną dłonią oplatała ciepły kubek z napojem, który co chwilę wędrował do jej ust, pozwalając kobiecie upić łyka.
- Też o tym myśleliśmy. Po prostu założyłam, że może to być coś, co powtarzał ci w domu, jak ojciec córce, czy coś w tym rodzaju. Jeśli nie, będziemy próbować dalej - westchnęła cicho, nieco zawiedziona, lecz szybko pozbyła się tego wyrazu z własnej twarzy, przywołując maskę profesjonalizmu. Pytanie o Nefilim bardzo pomogło - pozwoliło jej skupić się na sednie sprawy i projektu, za który być może ojciec Dagan oddał życie.
- Nie wiemy sami. Nie do końca. Pierwsze wzmianki o nim dotarły do nas dwa lata temu od agentów w Chinach. Ma tam inną nazwę, my nadaliśmy mu swoją - wzruszyła ramionami. Jej omni-klucz rozbłysnął gdy aktywowała urządzenie, przełączając kilka opcji, co skutkowało wyświetleniem się hologramu. Pokazywał on fragment kodu programu komputerowego, co Rebecca rozpoznała natychmiast. Widziała również, że jest on niesamowicie złożony. Tysiące zmiennych skompilowane do kilku linijek, chwyty programistyczne, których ona uczyła się w wojsku, a które teraz, rozbudowane, znajdowały się w tym małym fragmencie usprawniając go. Niektórych linii nawet nie rozumiała na pierwszy rzut oka, nie mając czasu, by dogłębnie się zapoznać z każda linią.
- Teoretycznie to szybki, rezydentny wirus komputerowy, z tym, że cholernie inteligentny. Nie mamy pojęcia, jakie jest jego końcowe przeznaczenie. Obecnie jedyne, co robi, to zaraża inne pliki i powiela się, dążąc do zachowania jak najmniejszego rozmiaru. Mamy tylko kilka fragmentów jego kodu - wspomniane fragmenty przewijały się w hologramie i choć Talia określiła to mianem "kilku fragmentów", linijek były setki. - Stworzyliśmy mu zamknięte środowisko extranetowe i wypuściliśmy tam. Gdy dysponowaliśmy tylko pierwszym fragmentem, jedyne, co robił, to znajdował niezabezpieczone programy i podczepiał się pod nie, wzbogacając nimi swój kod źródłowy i tworząc zróżnicowane potomstwo. Potem dodaliśmy do tego kolejne dwa, znalezione elementy układanki.
Uśmiechnęła się pod nosem, lecz nie był to wyraz spowodowany radością. Bardziej zrezygnowaniem. Hologram zmienił się na krzykliwy komunikat - reklamę w extranecie.

TRENERZY PERSONALNI JEJ NIENAWIDZA
ZNALAZLA SPOSOB NA UTRATE ZBEDNYCH KILOGRAMOW W OSIEM DNI
SPRAWDZ TERAZ
DARMOWE, NATURALNE SPOSOBY NA ODCHUDZANIE
SCHUDNIJ NIE WYCHODZAC Z DOMU


- Zaczął się reklamować. Dużo programów tak robi, dodatkowe fragmenty kodu dodały tę funkcję - wyjaśniła, kiwając przy tym głową sama do siebie. To na razie nie było nic nadzwyczajnego. - Ale zaczął to robić... inteligentnie. Wprowadziliśmy do extranetu informację o koncercie Biotic Sirens i tworzyliśmy coraz więcej zapytań odnośnie tej tematyki. Nefilim zmienił taktykę. Sprawdził, co jest teraz popularne i po chwili namawiał ludzi do kupna biletów w okazyjnej cenie. Gdy popularny stał się artykuł o problemie ze stronami warez, promował się zarówno najnowszymi materiałami i najlepszą witryną warez w extranecie, jak też sposobami na zabezpieczenie oprogramowania przed kradzieżą. Jakby dodatkowe fragmenty kodu uczyniły go inteligentnym.
Westchnęła cicho, dezaktywując hologram. Przeniosła swoje czujne spojrzenie na siedzącą przed nią Rebeccę i, nie odrywając go, uniosła kubek do ust, wypijając kolejne kilka łyków ciemnego napoju.
- Nie mamy pojęcia jaki ma być produkt końcowy. Chińczycy ulepszają go fazowo gdzieś na naszym własnym podwórku, a elementy kodu przechowują w punktach dostępu rozrzuconych po całym mieście. Zlokalizowaliśmy trzy, twój ojciec zaginął po udaniu się w przewidywane miejsce czwartego punktu. Wszystkie były mocno strzeżonymi, ukrytymi placówkami. Zresztą, z Chińczykami problemy zaczęły się już dwa lata temu, gdy zaczęli współpracować z naszymi hakerami i organizacjami terrorystycznymi.
Skrzywiła się nieco, zdając sobie sprawę z tego, iż naszymi nie brzmi dobrze w kontekście Izraelskich przestępców. Nie poprawiła się jednak, uznając, iż Rebecca nie przywiąże do tego tak wielkiego znaczenia.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

24 mar 2016, o 18:16

Pokręciła przecząco głową. Cokolwiek ojciec chciał jej przekazać tą zagadką, Rebecca nie była w tej chwili w stanie jej zrozumieć. Jeśli agentka liczyła na to, że pojawienie się Dagan rozwiąże przynajmniej to... Cóż. Nie. Przynajmniej na razie. Może później coś ją olśni, może znajdzie sposób na wyparcie rozczarowania Talii jakąś satysfakcjonującą odpowiedzią. Może. A może nie.
- Nie, przykro mi - zwerbalizowała więc swą niewiedzę, zwrot grzecznościowy dodając z automatu, nie dlatego, by rzeczywiście było jej przykro. Nie było. Żal odczuwała tylko w kontekście zaginięcia jej ojca, ale z powodu rozczarowania, którego źródłem chwilowo się stała - już nie. - Nie widywałam się z ojcem zbyt często, zresztą nawet, jeśli cokolwiek kiedyś wspominał... Nie wiem. W tej chwili nic podobnego sobie nie przypominam.
Zagadkowe zdanie nie dawało jej jednak spokoju, choć więc wyjaśnieniom Wechsler przysłuchiwała się z uwagą, starając się nie uronić żadnego szczegółu, równoległym torem wszystko, co usłyszała, próbowała dopasować do ostatniej wiadomości ojca. Musiała, po prostu musiała próbować, bo... Gavriel w nią wierzył. Tajemnicze zdanie nie pojawiło się dla rozrywki, poza tym samo to, że zażądał sprowadzenia jej tutaj, że zasugerował wciągnięcie jej w jakiś projekt... To wiele dla Rebeki znaczyło. Więcej, niż być może powinno i na pewno więcej, niż po sobie pokazywała. Niezależnie jednak jak bardzo by się w tej chwili starała, skutki były raczej marne. Jedyne spostrzeżenie mogące ewentualnie - bardzo ewentualnie - łączyć przedstawiany jej teraz projekt ze słowami ojca wiązało się z cyfrą sześć. W sumie sześć fragmentów kodu miał mieć wirus, tak? Trzy już zdobyte i trzy ostatnie, o których wspominał Gavriel. Sześć. Co jednak miała znaczyć siła szesnastu?
Zresztą, to może w ogóle nie miało związku. Może sens był zupełnie inny.
- Ewoluuje - stwierdziła tymczasem krótko, wcześniejsze spostrzeżenie zostawiając dla siebie. W tym momencie ważniejsze były konkrety, a nie niepotwierdzone w żaden sposób domysły. - Jak prawdziwy wirus. Zbiera materiał genetyczny, modyfikuje go, wrasta w żywy organizm i przechodzi w stadium bezobjawowe, powiedzmy... Latencji. Utajenia. Małe rozmiary mają sprawiać, że odbierany będzie jako niegroźny, a przez to - akceptowalny. Staranny dobór drogi szerzenia się, modyfikacje mające zwiększać jego zaraźliwość... - W zasadzie powtarzała to, co usłyszała od Talii, ubierając jednak we własne słowa. Myślała głośno, chwilowo nie dodając nic od siebie. Musiała wtórnie przerobić temat, przeanalizować go na swój własny sposób, a dopiero potem, po dodatkowej chwili milczenia, sformułować własne zdanie.
- Produkt końcowy... Każdy wirus kiedyś się wybudza. Utajenie trwa tygodnie lub lata, ale prędzej czy później pojawiają się objawy, zaczyna się wyniszczenie. Może z tym tutaj jest tak samo, może nie ma czegoś takiego, jak konkretny kod finalny. - Zmarszczyła lekko czoło. - Braliście pod uwagę epidemię? Zarazić jak najwięcej jednostek w jak najkrótszym czasie, a potem, w jednej chwili, doprowadzić do destrukcji. Trzy brakujące części kodu... Któraś z nich może być stałym elementem warunkującym, powiedzmy, opóźniony zapłon. Paraliż całej płaszczyzny wirtualnej państwa, siedzi rządkowych i bezpieczeństwa. To jest wykonalne. - Wzruszyła lekko ramionami. Zdawała sobie sprawę, że przed momentem zaliczyła niecodzienny monolog, ale w kwestii technikaliów to nie było już aż tak dziwne. Tematy zawodowe potrafiły wyzwolić w Rebece gadatliwość, o którą nikt by jej nie podejrzewał.
Nie zmieniało to jednak faktu, że póki co to były tylko gdybania. Konkrety - inteligencja wirusa, jego niezwykłe zdolności dostosowywania się do środowiska zewnętrznego - były frapujące, ale chwilowo niewiele wyjaśniały. Wirus. Nad wirusami pracowało się wszędzie. Chiny, Ameryka, Izrael też z pewnością miał swój arsenał, który z dużym prawdopodobieństwem testował poza własnymi granicami. To było logiczne, potencjalną broń - a wirusy, czy to biologiczne, czy komputerowe, spokojnie mogły jako taka służyć - najlepiej było testować w rejonie docelowym, od razu dostosowując go do czekających nań warunków. Produkcja czegoś takiego u siebie mogła wymagać wprowadzania późniejszych poprawek, a na to nie każdy miał czas, chęci czy pieniądze.
- Najwyraźniej miejsce przewidywane stało się rzeczywistym - rzuciła tymczasem. Mimowolnie przygryzając wargę upiła jeszcze ze dwa łyki kawy, by wreszcie sięgnąć po puszkę energetyka. Otwierając ją z cichym sykiem spłukała z gardła gorzki smak esencjonalnego naparu, zastępując go wyraźnie chemiczną słodyczą.
- Daliście im powód? - zapytała tymczasem, chwilowo skacząc z tematu na temat. Na niezbyt wygodne sformułowanie, jakim było nazwanie przestępców naszymi rzeczywiście nie zwróciła większej uwagi, w zasadzie zupełnie je pominęła. - Potknęliście się na ich terenie, ktoś się wydał? Czy to po prostu zapędy ekspansjonistyczne, własna inicjatywa Chin? - To nie było pytanie ściśle związane z tematem, wynikało bardziej z ciekawości, chociaż... W porządku, nie do końca. Tło bywało ważne. Bywało wręcz najważniejsze. Oczywiście, Dagan nie była politykiem i uchwycenie stosownej perspektywy mogło jej umknąć, tym niemniej nie zaszkodzi zapytać. Szczególnie, że przecież wciąż nie bardzo wiedziała, co ma tu zrobić. Wybrać się tam, gdzie przegrał jej ojciec? To byłoby... Cóż. Nie sądziła, by dali jej takie uprawnienia. Zresztą Gavriel mówił raczej o pracy nad już zebranym, całym kodem. Chyba więc miała czas. Przynajmniej trochę czasu na to, by dowiedzieć się jak najwięcej i w miarę możliwości coś wymyślić. Cokolwiek. Choćby jeden przydatny szczegół dotyczący zaginięcia ojca lub samego Nefilima.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

25 mar 2016, o 12:48

Talia skinęła głową, a na jej twarzy pojawiło się zacięcie. Dezaktywowała swój omni-klucz całkowicie, dopijając kawę i odkładając kubek z powrotem na blat. Na razie nie śpieszyło jej się do posprzątania naczyń. Była zbyt skupiona na rozmowie, a Dagan wiedziała, że prawdopodobnie agentka sporą uwagę przykłada do mimiki Rebecci gdy ta odpowiadała na jej pytania, lub wyrażała opinię. Sama rozmowa z sawantką mogła być dla Wechsler zagwozdką.
- To jest jeden z gorszych scenariuszy na zakończenie tego - potwierdziła kwestię możliwego wykorzystania wirusa do paraliżowania rządowych sieci, podpiętych do extranetu. - Oczywiście, każdy wirus ma w sobie umiejętności adaptowania się do środowiska i ewolucji, ale nigdy nie były one na tak wysokim poziomie jaki prezentuje Nefilim. Czwarty fragment kodu może zmienić go jeszcze bardziej.
Talia postukała palcami w blat stołu, odklejając się od oparcia siedzenia i pochylając do przodu. Odległość dzieląca ją od Rebecci wciąż była spora, gdyż mebel był szeroki, ale w pomieszczeniu były same. Dagan gdyby uważnie się rozejrzała, dostrzegłaby skrytą w rogu sali kamerę, która z pewnością obserwowała każdy ich ruch. Wechsler nie zwracała na nią najmniejszej uwagi, choć musiała wiedzieć, że tam jest. Tak czy siak zachowywała się spokojniej.
- Tutaj pojawia się problem - westchnęła głośno, odgarniając opadające na jej twarz, rozpuszczone włosy. - Nie mamy wystarczających dowód na powiązanie tej grupki z Chińskim rządem. W każdej chwili Republika Chińska może wyprzeć się wszystkich akcji podejmowanych przez przestępców ze swojego kraju. Udało nam się przechwycić jedynie fragmenty rozmów i ślady transferów pieniędzy z Chin do Tel Awiwu z rządowymi oznaczeniami, ale te zawsze można podrobić. Przynajmniej według prokuratury. Tylko po cholerę przestępcy mieliby udawać, że są fundowani przez swój kraj? Żeby skupić agencje wywiadowcze na dyplomatach zamiast nich?
Pokręciła głową, a jej wzrok na moment stał się nieobecny. Jej komunikator cichym piknięciem oznajmił przyjście nowej wiadomości, którą Talia natychmiast odczytała, przepraszając Dagan na chwilę.
- Wysyłamy dziś ludzi do magazynu, do którego udał się twój ojciec. Operacja za chwilę się zacznie - oznajmiła jej, unosząc lekko brwi. Wstała, odsuwając krzesło od stołu. - Możesz poczekać tutaj. Istnieje szansa, że znajdą jego ciało.
Mogła to potraktować jako możliwe zaproszenie, by poszła z Talią i obserwowała poczynania jednostek oddziałów specjalnych, choć mogło wiązać się to z ryzykiem, że zobaczy swojego ojca, zakrwawionego i zakatowanego w jakimś kącie. Albo związanego i czekającego, aż nadejście pomocy wywoła reakcję u przestępców, którzy zabiją go dopiero wtedy. Wechsler może i miała w sobie empatię, ale nie widziała powodu, by nie być z Rebeccą szczera i wolała mieć pewność, że ta wie, na co się pisze.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

25 mar 2016, o 14:32

Kilku pozostałym jeszcze łykom kawy nie poświęcając już większej uwagi, Rebeka stosunkowo szybko wlewała w siebie zawartość puszki z energetykiem. Pośpiech nie wynikał przy tym z faktycznej konieczności prędkiego pozbycia się napoju, ale był raczej naturalną reakcją na oddanie się wszystkim tym problemom, z którymi aktualnie zmagał się Mosad. Zająwszy się wędrówkami przez labirynt pytań bez odpowiedzi - cóż, te drugie nawet jeśli istniały, były w tej chwili nieznane - unosiła puszkę do ust automatycznie, a przez to w tempie zupełnie wyrwanym spod kontroli. Poza jej świadomością pozostawała też intensywność spojrzenia, jakim mierzyła ją Talia - choć to umknęłoby Rebecce pewnie także wtedy, gdyby na zawiłościach Nefilima i ewentualnych jego skutków skupiała się mniej. Dagan po prostu takich szczegółów nie zauważała - widziała je, ale nie docierała do niej żadna niezwykłość podobnych spostrzeżeń.
Niczego takiego nie można było natomiast powiedzieć o szczegółach technicznych. Te Rebece nie umykały. Czy to zawiłości studiowanego akurat programu, czy też znajdujące się w zasięgu wzroku obiekty - takie rzeczy Dagan widziała, dostrzegła więc i tym razem. Kamera. Rzuciła na nią kątem oka, tym niemniej nie była szczególnie zdziwiona. To raczej oczywiste, że podobna placówka jest pod stałą obserwacją. Sieć monitoringu była tu pewnie większa niż ktokolwiek przypuszczał.
Zresztą, nawet gdyby chciała wysnuć teraz jakąś teorię spiskową - a nie chciała - to nieszczególnie miała na to czas. Kiwając głową ze zrozumieniem na komentarz polityczny, niewiele miała do dodania. W zasadzie nic. Nigdy nie odnajdywała się w podobnych rozgrywkach, nigdy nie potrafiła zrozumieć rządzących nimi zasad i odkryć kierujących stronami motywów. I nawet, jeśli kiedyś próbowała to wszystko pojąć, teraz pozostawiała tę grę ludziom, którzy znali się na niej lepiej. Politykom. Dyplomatom. Czy choćby wywiadowi.
Jedynym więc, czego w tej chwili nie mogła pozostawić bez reakcji, była ostatnia propozycja Talii. Możesz poczekać tutaj. To sugerowało, że mogła też pójść, stać u boku Wechsler i patrzeć na przebieg zadania. Że mogła narazić się na kontakt z obrazami, których wcale nie chciała widzieć, ze scenami, które...
Gówno. To był jej ojciec. Jeśli nawet miała ujrzeć go skatowanym, nieprzypominającym samego siebie, to była mu to winna. Nieważne, że rzadko bywał w domu. Nieważne, że wcale nie znała go tak dobrze, jak powinna znać jako jego córka. Nieistotne.
- Nie, chciałabym iść z tobą. - Skoro agentka sama przeszła przedtem na ty, Rebecca nie widziała powodu, dla którego miałaby zwracać się do niej inaczej. - Ja chcę... Muszę to zobaczyć. - Mogła dodać, że może zauważy na przekazie coś, co wysłani agenci przeoczą. Że może znajdzie jakąś wskazówkę, tak, jak działo się to na filmach. Ale to była głupota, Dagan o niczym takim w tej chwili nie myślała. Jedynym, co nią kierowało, była chora, masochistyczna chęć bycia świadkiem tego, co działo się z jej ojcem. Cokolwiek by to było. Z jednej strony prawdopodobnych scen, z jakim być może za parę chwil miałaby się zmierzyć, nikt nie powinien oglądać, z drugiej jednak Rebecca zdawała sobie sprawę, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie poszła teraz z Talią. Gdyby Gavriel rzeczywiście zginął, albo gdyby mieli go teraz zabić... Symboliczne towarzyszenie mu w ostatniej podróży, tak to nazwijmy. Nijak miało się to rytualnych czuwań przy chorym czy potem, przy zmarłym, ale w tej chwili chorąży nie miała przecież innej możliwości. Oglądanie akcji z daleka było jedynym, co mogła teraz zrobić. Dla ojca. Dla siebie.
Bez wahania podniosła się więc z miejsca, z trzaskiem zgniotła opróżnioną w międzyczasie puszkę i wrzuciła ją do pobliskiego śmietnika. Nie, wcale nie była gotowa na to, co może zobaczyć. Ale i tak nie zamierzała zostać w tym pokoju ani chwili dłużej.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

26 mar 2016, o 23:37


Wechsler nie potrzebowała wiele przekonywania by skinąć głową, słysząc słowa Rebecci wyrażającej chęć pójścia wraz z agentką. Najwyraźniej skoro już tu była i poznała szczegóły misji, w której brał udział jej ojciec, trzymanie jej w niewiedzy odnośnie dalszych poczynań projektu nie miało wielkiego znaczenia. A przynajmniej takie mogła odnieść wrażenie Dagan. Talia skinęła na nią głową, sugerując jej pójście wraz z nią. Obydwie wyszły z sali z powrotem na korytarz, po którym znów nikt się nie wałęsał. Kobieta od razu skierowała się w stronę, w którą początkowo szła Dagan razem z Amirą - ku swoistemu centrum wywiadowczemu. Stanęły wreszcie na podwyższeniu, mały, otoczonym barierką balkoniku, spoglądając w dół na rząd biurek i niebieskie wyświetlacze. W sali nie znajdowały się żadne okna, prawdopodobnie mur też był zbyt gruby, by wiele niechcianych sygnałów zdradzało ich lokalizację. Dwa z sześciu, największych ekranów pokrywających całą ścianę naprzeciw schodków prowadzących w dół obecnie wyświetlało obraz jakiegoś magazynu. Równie dobrze mogłoby to być zdjęcie gdyby nie to, że na dole przesuwała się obecna godzina obok daty.
Talia zeszła na dół, podchodząc do jednego z biurek, przy którym siedział dość przeciętnej budowy mężczyzna. Przy swoim terminalu nieustannie uderzał palcami w holograficzną klawiaturę, nie wydając się zwracać uwagi na kogoś obok - pewnie nawet nie zauważyłby nadejścia kobiet, gdyby stojąca bezpośrednio przed nim Weschler nie zagadnęła:
- Ile do rozpoczęcia, Amir? - mruknęła cicho, a otrzymawszy odpowiedź dwanaście minut, odwróciła się. Kolejnym przystankiem było stanowisko obok. Siedziała przy nim krótkowłosa dziewczyna wyglądająca na hinduskę. Siedziała pogrążona w papierach, fizycznym papierze - przeglądała właśnie jakąś bardzo starą książkę, być może pochodzącą nawet w dziewiętnastego wieku. Gdy dostrzegła Talię, natychmiast przestała.
- Wciąż nie mogę złamać tej szóstki i szesnastki - westchnęła rozczarowana własnym niepowodzeniem. Przeniosła uważne spojrzenie na Rebeccę. - Cześć. Jestem Leah.
Nie wyciągnęła ręki na przywitanie - zamiast tego zgarnęła jeden z datapadów i skupiła się na jego zawartości.
- Mam wrażenie, że nie powinniśmy zaczynać tej operacji bez poznania prawdy o tej końcówce. Tylko co nią może być? Jakaś księga, miejsce? Ulica szósta przez szesnastą? Jakim mieście? Miasto Łukasza, Lucjusza?
- Próbuj. Muszę zobaczyć jak przygotowania - odrzuciła nieco zrezygnowana Talia. - Rebecco, zostań tutaj. Zobacz, czy uda wam się coś znaleźć - dodała, sama odbijając od biurka w stronę drugiego końca pomieszczenia. Nachyliła się wtedy nad innym stanowiskiem, a holograficzna, pomarańczowa poświata odbiła się od jej twarzy. Rozmawiała z kimś przez komunikator, w czasie, gdy Leah pogrążona była w rozmyśleniach.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

27 mar 2016, o 00:08

Podążyła za Talią bez słowa, czując, że chwila względnego spokoju i okiełznania myśli minęła, ponownie ustępując miejsca spięciu. Zaschło jej w gardle, a przyjemny dotąd posmak cukru na języku stał się nagle niemal nieznośnym. Odruchowo wsuwając dłonie do kieszeni spodni uświadomiła sobie, że na skórze pojawiły jej się pierwsze krople potu, a wzdłuż kręgosłupa prześlizgnęła się pierwsza kaskada dreszczy. Była pewna, że musi być tutaj, razem z innymi agentami Mosadu, że nie może kryć się we względnie bezpiecznym pokoiku, w którym znajdowała się jeszcze przed chwilą, ale trudno było się nie denerwować. Naprawdę bardzo trudno.
W efekcie nie starczyło jej ciekawości nawet na to, by po drodze choć trochę się porozglądać - co przecież zwykle robiła. Nie, tym razem Dagan wbiła spojrzenie w plecy podążającej krok przed nią Wechsler i nie była w stanie zająć się czymkolwiek innym, jak tylko bezwolnym pokonywaniem wskazanej jej ścieżki. Bała się. Naprawdę bała się tego, co może zobaczyć.
Przydzielenie jej jakiegoś zadania, wciągnięcie do jakiejkolwiek pracy było więc niewątpliwie decyzją słuszną - choć w tym momencie pewnie nie aż tak świadomą, jak można by sądzić. Talia wskazała jej miejsce u boku kolejnej z agentek - Leah, tak? - po to, by po prostu... Cóż. Rebecca była tu obcą, ściągniętą tylko ze względu na szacunek dla ostatniej woli Gavriela. To logiczne, że nie chciano, by przeszkadzała.
Poświęciła więc tylko jedną myśl mężczyźnie, do którego zwróciła się Talia - aha, więc to najpewniej jego zapasy energetyków uszczupliłam - już w kolejnej chwili zwracała się ku tej, obok której miała czekać. Czekać - i może jednak coś wymyślić. Cokolwiek. Dwanaście minut. Dwanaście minut, zanim, być może, do końca straci jasność umysłu. W porządku.
Nie zważając na brak jakiegoś bardziej standardowego powitania, nie zwróciła też uwagi na odchodzącą Talię - zamiast tego zajęła miejsce obok dziewczyny i odetchnęła cicho. No dobrze. Szóstka i szesnastka.
- Księga... - Pocierając z zamyśleniem nadgarstek, Rebecca chwyciła się pierwszej myśli, która przyszła jej w związku z tym do głowy. Nie była szczególnie wierzącą, ale Izrael... Wiecie, to państwo samo prosiło się o podobne skojarzenia. - Ewangelia świętego Łukasza? Rozdział szósty, werset szesnasty? - rzuciła w formie pytania, nie kryjąc nawet swych wątpliwości. Strzały, to wszystko co miała. Niepodparte niczym domysły, skojarzenia wybierane na chybił-trafił.
- A jeśli miasto... Antiochia, jeśli trzymać się Łukasza jako ewangelisty? Albo Rzym, jeśli założyć, że może chodzić o jakiegoś cezara Lucjusza? - Pokręciła głową i skrzywiła się lekko. Nie lubiła pracy, w której brakowało jej konkretów. Nie lubiła, gdy kazano jej zgadywać - a w tej chwili mniej więcej do tego to się sprowadzało. Zgadywanki. Mniej więcej takie, w jakie zwykły bawić się dzieci - z tym, że wtedy nie chodziło ani o czyjeś życie, ani o bezpieczeństwo, a jedynie o zabawę. Teraz natomiast nie było zabawnie, nie było ani trochę.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

28 mar 2016, o 00:05

Talia szybko wróciła do ich biurka. Jej omni-klucz był jednak cały czas aktywny, a słuchawka w uchu służyła za kontakt z osobami odpowiedzialnymi za rozpoczęcie operacji. Stanęła przy Rebecce, wydając się ich nie słuchać. Jej wzrok był nieobecny, utkwiony gdzieś w nagraniach monitoringu wyświetlanych na ścianie wielkiej sali.
Leah za to poświęcała Dagan pełnię uwagi. Słuchała jej propozycji, kiwając przy tym głową - propozycja miasta wydawała się wywrzeć na niej większe wrażenie. Może dlatego, że sama bardzo długo usiłowała powiązać to z miejscem, a teraz córka Gavriela wspomogła ją wiedzą historii, której Cohen nie znała. Wechstler drgnęła nagle, unosząc rękę z urządzeniem do góry i wstukując na nim jakieś nowe zagadnienia.
- Antiochia? Turcja? Nie, to pewnie ma jakieś inne, symboliczne znaczenie - wertowała kolejne kartki książki, którą trzymała. Wyglądała na atlas geograficzny przedstawiający zmiany na mapach przez wieki, sięgając czasów Jezusa i wcześniej. - Myślisz, że to może być wskazówka do lokalizacji następnego punktu? Wiesz, następnego fragmentu kodu?
Mówiła szybko, niemal niezrozumiale, ale kierowała słowa do Rebecci. Na moment odwróciła wzrok od książki, spoglądając nieco niepewnie na jej reakcję. Chyba nie wiedziała ile stojąca obok nich agentka zdecydowała się powiedzieć Dagan, a ile zachować w tajemnicy.
- Gdyby tylko... - westchnęła, przenosząc swoją uwagę na holograficzny terminal, na którym wpisała kolejne zagadnienia w extranet, szukając geograficznych współrzędnych lokalizacji Rzymu, Antiochii i Tel Awiwu. Czegokolwiek, co pomogłoby im znaleźć kolejną kryjówkę Chińczyków.
Nagle jednak odezwała się Talia. Wechsler wzrok utkwiony miała we fragmencie Biblii, wyświetlanym na jej omni-kluczu. Choć wcześniej wydawałoby się, że całość jej uwagi skupia się na słuchaniu komunikatów pozostałych agentów Mosadu, teraz zaczęła cytować fragment Biblii.
- Ewangelia według świętego Łukasza, rozdział szósty, werset szesnasty - zaczęła. Jej głos niemal przypominał obojętny, choć mimika jej twarzy zdradzała napięcie zmieszane z pełnym skupieniem. - "Judasz Iskariot, który się stał zdrajcą"
Umilkła, przenosząc po krótkiej chwili swoje spojrzenie nie na Rebeccę, ale na siedzącą obok niej Leah. Brwi krótkowłosej zawędrowały ku górze, jakby próbowała odczytać, jakie może mieć to znaczenie i które z nich obstawiać będzie Talia.
- Myślisz, że według Gavriela mieliśmy w naszych szeregach zdrajcę? - Talia zmarszczyła brwi. Jej palce powędrowały ku słuchawce - wyraźnie któreś z wypowiadanych przez osoby po drugiej stronie słów sprawiło, że na powrót przypomniała sobie o potrzebie słuchania ich.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

28 mar 2016, o 16:12

I tym sposobem wkroczyli na grząski, bardzo grząski grunt. Jak sama teoria o tym, że zagadka miałaby być wskazówką co do kolejnej lokalizacji była prosta, przyjemna i względnie akceptowalna, tak już potraktowanie tajemniczego zdania za ostrzeżenie przed zdradą było... Niewygodne. Wymagające wiele ostrożności w komentowaniu tego wariantu, kontrolowanego balansowania na granicy tego, co można powiedzieć, a tego, co lepiej zachować dla siebie. Rebecca odetchnęła cicho. Oczekiwano od niej wyrażenia własnego zdania, więc...
- Nie wiem - stwierdziła w ramach wstępu. - Być może. Z drugiej strony, może chodzić o coś znacznie prostszego. O położenie kolejnej kryjówki... - skinęła lekko głową w kierunku Leah, od której wyszła ta sugestia. - ...albo o coś jeszcze innego, na co po prostu nie wpadłyśmy.
Myśl, że Gavriel mógł wskazywać na wariant z pewnością najmniej przyjemny, była trudna. Samo przekazanie informacji byłoby wprawdzie całkiem sprytne, ale... Rebecca nie mogła pozbyć się myśli, że jeśli rzeczywiście o to chodziło, to nie spełniła oczekiwań. Jeśli miało chodzić o zdradę, ojciec miał prawo oczekiwać, że Dagan podejrzenia te zachowa dla siebie i sprawdzi je najpierw, zanim czymkolwiek się podzieli. Teraz jednak było pozamiatane, zdrada stała się jedną z rozważanych opcji i nie było szczególnych możliwości wycofania się z tego. Nie, kiedy Talia chwyciła się właśnie tej możliwości, temat potencjalnej lokalizacji kolejnego fragmentu kodu uważając za mniej prawdopodobny. Jedyne, co mogła w tym momencie zrobić, to po prostu zachować dla siebie kolejną, jeszcze mniej wygodną myśl. Mieliście? Wciąż możecie mieć.
- Wspomniałaś wcześniej o współpracy Chińczyków z jakimiś izraelskimi hakerami, terrorystami. Macie jakieś konkretne nazwiska? - zapytała po chwili, spoglądając na Wechsler z uwagą. Starała się nie zwracać uwagi na to, że dwanaście minut to jednak bardzo mało, a obecna rozmowa jest tylko chwilowym zajęciem się przed clue obecnego posiedzenia z agentami. Ojciec. Wciąż chodziło przecież o ojca.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

29 mar 2016, o 22:00

Talia wydawała się być, mimo wszystko, zdeterminowana. Z uporem wpatrywała się w wyświetlacz, gdy jej mózg przetwarzał możliwość wystąpienia w ich szeregach zdrajcy. Czy taką wiadomość zawarłby Gavriel? Widząc milczenie swojej przełożonej, Leah również nie mówiła nic. Przynajmniej dopóki nie odezwała się Rebecca.
- Gavriel nie lubił prostych rzeczy - westchnęła, z hukiem odkładając ciężki tomik na biurko. Chyba jednak jej się na nic nie przyda. - Talia, powiadomiłaś resztę? Odwołają operację? - dopytywała, przenosząc swój ciekawy wzrok na agentkę, która pokręciła przecząco głową.
- Są zdeterminowani. Wiesz, że Jakoba nic nie odwiedzie od tej operacji - mruknęła w odpowiedzi, niezbyt zadowolona. Dopiero wtedy przeniosła spojrzenie na Dagan. - Mamy. Leah?
- Jasne - dziewczyna podała Rebecce datapad, który pełen był różnych, mniej lub bardziej regionalnych nazwisk. Żadne jednak nie kojarzyło się Dagan z jakąkolwiek, znaną jej osobą. Niektórzy zamiast nazwisk wpisane mieli pseudonimy - być może ich tożsamość nie była znana nawet tak doskonałej siatce szpiegowskiej, jaką posiadał Mosad.
- Zaczynają - dodała pod nosem Wechsler. Kamera ukazująca magazyn wreszcie pokazała inny obraz - nadciągającej z czterech stron brygady zamaskowanych żołnierzy, wszyscy kierowali się do okien magazynu.
Rebecca musiała widzieć w swoim życiu, choćby niebezpośrednio, wiele akcji wojskowych. Ta wyglądała bardzo podobnie. Widziała, jak pierwszy mężczyzna z brygady antyterorrystów wrzuca przez okno granat błyskowy, wcześniej wybijając je kolbą karabinu. Wszystko szło jak w zegarku, z pewnością towarzyszyło całemu wydarzeniu dużo emocji, których ekran nie mógł oddać. Dagan słyszała w tle komunikację między agentami, której przysłuchiwała się wpatrująca się w monitory Talia.
Akcja potrwała trzy minuty. Tyle wystarczyło, by sprawnie przeprowadzona operacja wprowadziła wszystkich do środka magazynu. Rebecca nie musiała się przysłuchiwać - szepty w uchu Talii i jej wyraz twarzy dały jej odpowiedź.
Cel nie został zlokalizowany. Magazyn jest pusty.
Wechsler zaklęła. Obracała się już bokiem do monitorów, a przodem do Rebecci, otworzyła już usta, by coś dodać, kiedy nagle komunikacja znowu ożyła. Wszyscy usłyszeli krzyki.
Na zewnątrz, natychmiast!
Nagła eksplozja otoczyła ekran ukazujący perspektywę kamery monitoringu piękną mieszaniną kolorów, żółtego, czerwonego i szarego. Elementy gruzu wystrzeliły w powietrze wraz z szybko topiącym się szkłem pochodzącym z szyb. Oczy Talii otworzyły się szeroko, a ona natychmiast wróciła spojrzeniem do ekranów. Na jej ustach wykwitło bezgłośne Nie.
To, co stało się później, można było opisać jako chaos. Dziesiątki osób poderwało się ze swoich miejsc, niektórzy krzyczeli do siebie nawzajem, inni do komunikatora. Talia wpatrywała się we wszystko pustym wzrokiem, Leah również nie ruszyła się z miejsca. Dopiero po chwili przylgnęła do terminala i zaczęła wykrzykiwać pytania o ocalałych. Wyzuty z emocji wzrok Wechsler napotkał ten należący do Dagan.
- Zostań tu. Amira! - wykrzyknęła wściekle imię, unosząc głowę do góry i rozglądając się. Poszukiwana kobieta szybko się odnalazła. - Zabierz ją stąd. Muszę to sprawdzić - warknęła, choć ciężko było stwierdzić, czy jest zła na kogokolwiek, czy na siebie i całą tą sytuację. Amira pojawiła się przy Rebecce, niemo prosząc ją, by poszła za nią - z powrotem do pomieszczenia z ekspresem do kawy, gdzie zamierzała stanąć przy drzwiach niczym pies obronny. Nie wyglądała na ciężką do pokonania, po prostu stanęła tak nie wiedząc, jak się zachować w tej sytuacji. Jej twarz dalej wyrażała obojętność, teraz tylko trochę podszytą strachem, z jakim wpatrywała się w Dagan. A może również tak samo patrzyła na wszystko inne. Dłonie schowała za plecy, w milczeniu przeszywając Rebeccę spojrzeniem, gdy na zewnątrz jedni przekrzykiwali drugich.
Wszystko działo się zbyt szybko, by mogło wydać się realnym.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

30 mar 2016, o 11:25

Znalezienie się w miejscu jednocześnie tak znanym i tak niedostępnym jak siedziba Mosadu było doświadczeniem co najmniej ciekawym. Możliwość siedzenia w towarzystwie słynących ze swego profesjonalizmu oraz determinacji agentów i prowadzenie z nimi rozmów niemal jak równy z równym było czymś zaskakująco przyjemnym i satysfakcjonującym. Gdyby w tym wszystkim nie chodziło o Gavriela, Rebecca mogłaby się zdobyć na szeroki uśmiech towarzyszący wygranej - w końcu wpuszczono ją gdzieś, gdzie w zasadzie nie wpuszcza się nikogo. Żołnierz czy nie żołnierz, mało kto dysponował prawem do zajrzenia wywiadowi przez ramię. Z drugiej jednak strony, gdyby nie ojciec, Dagan nigdy by się tu nie pojawiła, chyba więc nie powinna tego rozdzielać.
Skinieniem głowy podziękowała za wręczony jej datapad, ale jedyne, na co starczyło jej czasu, to rzucenie okiem na otrzymaną listę. Nikogo nie kojarzyła, ale nie spodziewała się przecież, że będzie inaczej. Nie planowała też - przynajmniej w tej chwili - nikogo sprawdzać. Zresztą, czy w ogóle był sens to robić? Przecież Mosad na pewno wszystkich prześwietlił, a dysponując znacznie lepszym sprzętem i większymi możliwościami niż Dagan - zrobił to dokładniej niż ona by w tej chwili mogła. Nie, to po prostu zwykła ciekawość kazała jej poprosić, przeczytać i zapamiętać. Czy raczej - automatycznie zapisać w formie złożonego obrazu, który z pomocą swej pamięci fotograficznej będzie mogła później odtworzyć. Nie wiedziała, czy to kiedykolwiek jej się przyda, ale przecież zawsze chomikowała każdą wiedzę, którą mogła.
A potem się zaczęło. Zaczęło i skończyło, bardzo szybko i zupełnie nie tak, jak miało, jak powinno. Nie znaleźli Gavriela, nie znaleźli w zasadzie nikogo. Szybka akcja prowadzona według znanego Rebece schematu - pod tym względem wywiad niewiele różnił się od standardowych służb mundurowych. Wykorzystać element zaskoczenia, załatwić sprawę w jak najkrótszym czasie, z jak najmniejszymi szkodami własnymi. Teraz jednak to nie zadziałało.
Teraz zostali po prostu wysadzeni w powietrze.
Miała prawo zareagować krzykiem, histerią, potokiem łez i absolutnym brakiem rozsądku. Miała do tego prawo, była w końcu córką mężczyzny, którego spodziewano się tam znaleźć, żywego lub martwego. Zamiast tego jednak jedynym znaleziskiem okazała się... śmierć? Nie wiedziała, nie mogła nawet oszacować rozmiarów porażki. Za szybko ją stamtąd wyprowadzono, za szybko odsunięto ją od serca operacji, każąc czekać teoretycznie tylko za ścianą, w praktyce, wedle tego, co czuła teraz Dagan - dużo, dużo dalej.
Nie krzyczała. Nie uroniła ani jednej łzy. Nie mogła jednak usiąść na miejscu, nie mogła tak po prostu zaakceptować tego, że każą jej czekać. Pomijając już nawet emocjonalne zabarwienie sprawy - bo jednak głównym bohaterem wciąż był tu jej ojciec - można było sięgnąć choćby po prosty argument egoizmu i arogancji. W tym momencie było trochę tak, jakby pokazano jej to wszystko tylko po to, by zabrać jej zabawkę sprzed nosa jeszcze zanim zdążyła się nią nacieszyć. Tak, w głowie Rebeki było miejsce na takie myśli. Nawet teraz - albo szczególnie teraz. Bo może był to po prostu mechanizm obronny, jeden z wielu, które uczyniły z niej postać zamkniętą w ciasnej skrzynce własnych, oddzielających ją od społeczeństwa murów.
- Chcę tam być - rzuciła w pewnej chwili, miotając się po pomieszczeniu jak osaczony tygrys. Gdy zatrzymała się w pół kroku, jej wzrok zawisł bezpośrednio na pilnującej ją teraz Amirze. - Na pewno zaraz tam kogoś wyślecie, musicie sprawdzić, zabrać swoich. Na pewno nie będziecie tu po prostu czekać. Chcę tam iść. - Wiedziała, że brzmi to co najmniej żałośnie. Tyle dobrego, że nie histeryzowała przy tym jeszcze, bo to przekreśliłoby jej kandydaturę od ręki. Teraz? Teraz też nie sądziła, by tak chętnie chcieli ją wziąć ze sobą. Ale ona musiała iść. Musiała!
W dwóch krokach znalazła się nieco bliżej Amiry. Zaciskając zęby, przez chwilę świdrowała agentkę wzrokiem. Nigdy przedtem nie zależało jej tak bardzo na tym, by mogła podeprzeć się jakimś rozkazem, jakimś odgórnym poleceniem wciągnięcia jej w całą sprawę. Nigdy przedtem tak bardzo tego nie pragnęła - i nigdy przedtem nie było to tak bardzo nieosiągalne. Mosad nie podlegał przecież Przymierzu. Rozkazy generalicji nie mogły ingerować w pracę izraelskiego wywiadu.
- Zaczęli was wyprzedzać - stwierdziła w pewnej chwili, werbalizując wniosek, który sam prosił się o wypowiedzenie. Ewentualna przewaga, jaką Mosad miał na początku, zdobywając trzy pierwsze części kodu, wyraźnie się teraz zachwiała i przesunęła na drugą stronę, tę jeszcze nieokreśloną, niezidentyfikowaną do końca. Wraz z zaginięciem - śmiercią? - Gavriela i teraz, w związku z pułapką. Dla Rebeki nie były to jeszcze wystarczające argumenty, by rzeczywiście uznać, że może tu chodzić o zdradę, ale jednak... Coś się stało. Coś, co zepchnęło agentów na pozycję tych drugich. - Co najmniej o krok. Powiedz jej, powiedz Talii... - odetchnęła głęboko. To było trudniejsze niż mogło się wydawać. - Jeśli mój ojciec tam był, jeśli jest gdziekolwiek w okolicy, mógł zostawić jakieś wskazówki. I one nadal mogą tam być. Nawet teraz, nawet... po tym. - Bliżej niesprecyzowanym machnięciem ręki wskazała salę, w z której przed momentem ją wyprowadzono. Salę, której centrum stały się teraz ilustrujące tragiczną pomyłkę obrazy.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

31 mar 2016, o 13:14

Rebecca, perswazja:
<60
Hawk wylosował/a 1d100:
81

Raczej jej nie wypuszczą.
Czy Amira zawiadomi Talię:
<60
Hawk wylosował/a 1d100:
92
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: [Tel Awiw] Mosad

31 mar 2016, o 13:26

Tak specyficznie wyglądająca kobieta jak Amira wydawała się nie przykuwać niczyjej uwagi wewnątrz Mosadu. Nikt nie patrzył się na ich dwójkę, gdy szły do zamkniętego pomieszczenia, które, jak większość gabinetów na tym poziomie, było oszklone. Nawet wcześniej wydawałoby się, że nikt nie zauważa jej widocznych na twarzy implantów, których znaczenia Dagan mogła się tylko domyślać. Może pozwalały jej na bezpośredni dostęp do baz danych Mosadu, a informacje wyświetlał na soczewce? Jej oczy były naturalnie bardzo jasne, niebieskie, równie dobrze mogło się na nich coś wyświetlać, czego bez podejścia bardzo blisko nikt nie mógłby dostrzec. Wcześniej Neumann przywoływała na twarz lekki, uprzejmy uśmiech, którym prawdopodobnie witała różnych gości, a może i nawet współpracowników. Teraz jednak patrzyła na Rebeccę kamiennym wzrokiem, a strach, który wcześniej chował się za jej spojrzeniem, zniknął po krótkiej chwili.
Nic nie wskazywało nawet na to, by to, co inżynier do niej mówiła, wywarło na niej wrażenie. Dostała wyraźne polecenie od Talii, a jeśli była jedna rzecz, w której, poza zdobywaniem informacji, Amira była doskonała, to właśnie wykonywanie poleceń. Stała przy przejściu, wpatrując się w Dagan z uporem - była przecież jedynym przykuwającym uwagę punktem w tym pomieszczeniu. Jej dłonie pozostały schowane za plecami, za którymi znajdowało się szkło. Po korytarzach nerwowo chodzili kolejni ludzie, różnie ubrani agenci Mosadu, kilku mężczyzn w garniturach. Chaos nie ustępował.
- Przykro mi, panno Dagan - odezwała się po krótkiej chwili milczenia kobieta. Na jej twarzy próżno było jednak szukać faktycznych wyrzutów sumienia. Maska, którą przywdziała, była zbyt nieprzenikniona. - Jestem pewna, że agentka Wechsler przyjdzie po panią, jeśli uzna, iż pani obecność przyda się gdzieś indziej.
W tym momencie, Amira Neumann równie dobrze mogła być elementem ściany lub fizyczną przeszkodą, niezdolną do zmiany zdania. Zachowywała się niemal jak syntetyk, gdyby nie ten krótki moment zwątpienia gdy dotarły wreszcie do tego pomieszczenia. Nie spuszczała wzroku z Dagan. Nie była zbyt postawną kobietą - prawdopodobnie Rebecca byłaby w stanie ją powalić, lecz nigdy nie mogła być pewna, jakie sztuczki jej przeciwniczka zna.
W pewnej chwili za oszkloną szybą dostrzegła przechodzącą w szybkim tempie Talię. Kobieta mówiła coś do towarzyszącego jej mężczyzny, nie patrząc w stronę pomieszczenia, w którym Neumann trzymała Rebeccę. Po prostu przechodziła dalej, kierując się w stronę wyjścia. Nie wyglądała, jakby miała po Dagan wstąpić.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Tel Awiw] Mosad

31 mar 2016, o 14:27

Rebecca nie była standardowym, kipiącym testosteronem i tylko szukającym okazji do bitki żołnierzem, stąd jeśli nawet przeszło jej przez myśl, by wyrwać się z pomieszczenia siłą, nie zamierzała tego robić... No, a przynajmniej nie teraz. Zresztą, większość argumentów mimo wszystko przemawiała za byciem rozsądną. Do Mosadu wpuszczono ją jedynie przez grzeczność, to raz. Każdy tutejszy pracownik, nawet urzędnik, mógł być bardziej niebezpieczny niż jakikolwiek szeregowy żołnierz, to dwa. Agenci z pewnością wiedzieli co robili i dobrze byłoby okazać odrobinę szacunku ich pracy, to trzy.
Tylko to nigdy nie było takie proste. Uprzejmość łagodnie wyglądała na papierze, w praktyce osiągnięcie... Powiedzmy sobie szczerze, Dagan bardzo nie lubiła, gdy traktowało się ją jak kogoś z przypadku, pozbawionego wartości. Akceptowała to jedynie wtedy, gdy nie chciano jej wysyłać na pierwszą linię frontu - wtedy rzeczywiście nie miała nic przeciw, by zwyczajnie ją pomijano. Ale teraz to była zupełnie inna sytuacja. Jej ojciec po coś ją tu ściągnął i choć w treści pozostawionego przez niego nagrania chodziło raczej o to, by zajęła się zdobytym już kodem Nefilima, to Rebece trudno było sobie wyobrazić, by zapytany teraz o zdanie Gavriel rzeczywiście uważał, że najlepiej zamknąć Dagan w szklanej klatce, podstawić jej pod nos kawę. Na miłość boską, była żołnierzem, do cholery, chorążym! Nie została nim za ładne oczy. Ani, mimo wszystko, za bezczynne siedzenie za biurkiem.
- Jasne. Tylko niech zgadnę - nie uzna tak wcale, bo przecież jestem tu jako córka Gavriela, nikt inny - warknęła tymczasem, w zasadzie nie oczekując odpowiedzi. To wszystko ją... Drażniło. Naprawdę mocno drażniło. Do tego stopnia, że gdy za szybą pojawiła się znajoma sylwetka Talii, Rebecca nie zdążyła przemyśleć swojego zachowania i najpierw rąbnęła pięścią w szkło, a dopiero potem uświadomiła sobie, co robi.
- Talia! - ryknęła, nawet nie kryjąc sfrustrowania. Jeśli ona, oni wszyscy naprawdę sądzili, że Dagan będzie mogła tu tak po prostu siedzieć i liczyć na to, że następnym razem sobie poradzą, to... Nie. Nie mogła. Nie, kiedy w jej głowie na dobre rozgościła się niepokojąca myśl - jeśli dobrze zinterpretowali przekaz Gavriela i jeśli mężczyzna się nie mylił, będą mieli problem. Naprawdę duży problem. Nie tylko nie zbliżą się do swojego celu, ale wręcz zaczną się od niego oddalać. Będą tracić ludzi, bo za każdym razem, gdy ułożą nowy plan, ich zamiary wyciekną do drugiej z zainteresowanych stron, co pozwoli jej się przygotować.
Syknęła sfrustrowana, wciąż nie decydując się jeszcze na próbę siłowego przepchnięcia się przez blokowane przez Amirę przejście. Zamiast tego...
Bez wahania aktywowała swój omni-klucz. To było głupie, może nawet żałośnie naiwne. Pierwszym, co zrobili agenci po zaginięciu Gavriela, były na pewno kolejne próby ponownego nawiązania kontaktu, zlokalizowanie mężczyzny, cokolwiek. Zanim ściągnęli tu ją, Rebeccę, z pewnością wszystko sprawdzili. Tym niemniej Dagan nie mogła się powstrzymać, by nie zrobić czegoś sama, na swoim własnym, przenośnym komputerze. Miała przecież namiary na ojca, jego numer. Rzadko z niego korzystała - podobnie zresztą jak z numeru do matki, do rodziców odzywała się znacznie rzadziej niż powinna - ale miała. Nic więc nie stało na przeszkodzie, by teraz naiwnie spróbowała go wykorzystać. Z dzwonienia zrezygnowała - jeśli mężczyzna by żył, ale znajdował się gdzieś we wrogim środowisku, przychodzące połączenie w niczym by mu nie pomogło. Wiadomość tekstowa jednak... Wysłała taką, pustą, pozbawioną treści. Nie chodziło przecież o to, co ewentualnie mogłaby przekazać, w grę wchodził tylko kontakt.
Kontakt, którego zapewne nie uda się nawiązać, ale... Musiała. Wewnętrzny przymus, najprostsza droga oszukania się, że jednak coś robi, jest przydatna. W tle uruchomiła więc jeszcze jeden ze standardowych programów lokalizujących, z jakich zwykła korzystać we własnej pracy w Przymierzu i, zadanym hasłem czyniąc numer identyfikacyjny omni-klucza ojca, ponownie uniosła wzrok na Amirę.
- Nie jestem tylko córką Gavriela - burknęła, nie sądząc jednak, by przyniosło to jakikolwiek efekt. Milczenie było jednak w tej chwili zaskakująco trudne nawet dla niej. - Jestem też żołnierzem, całkiem niezłym - dodała bezczelnie. - Dajcie mi cokolwiek zrobić. Jak nie w terenie, to chociaż tutaj. - Skrzywiła się. Wrażenie, że rzuca grochem o ścianę, było w tym momencie niewiarygodnie silne.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 444
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 23
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Tel Awiw] Mosad

31 mar 2016, o 16:36

Tajny rzut MG
A<30<B<60<C
Hawk wylosował/a 1d100:
56
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: [Tel Awiw] Mosad

31 mar 2016, o 16:44

Amira wydała się być zaskoczona agresywnością, z jaką Rebecca zareagowała na jej przymusowe zatrzymanie w pomieszczeniu. Jej oczy powiększyły się do rozmiarów spodków, a usta otworzyły się, gdy szklana powierzchnia zadrżała od uderzenia kobiecej pięści.
- Panno Dagan! Pa... - urwała w połowie, jakby rezygnując z wypowiedzenia tamtej konkretnej myśli. A może po prostu uznała, że krzyk wzywający agentkę wystarczająco jej przeszkodził i nie zamierzała przekrzykiwać się z chorążym Przymierza. - To naprawdę niestosowne zachowanie. Agentka Wechsler...
Ale Rebecca mogła przestać ją już słuchać. Krzyk przedarł się na zewnątrz, pokonując nie tylko grube szkło, ale też wrzawę panującą na korytarzu. Talia odwróciła się, urywając w połowie swoją wypowiedź skierowaną do idącego z nią mężczyzny. Przeniosła spojrzenie na Dagan, zaskoczona - niemniej zaciekawiony był jej towarzysz. Agent wyciągnął szyję, chcąc dojrzeć, co robi tyle hałasu. Dostrzegł nieco zażenowaną i upokorzoną Amirę, stojącą obok dziewczyny o bordowych włosach.
Dagan nie mogła usłyszeć, co powiedziała Wechsler do drugiego agenta. Efekt był jednak widoczny - mężczyzna skinął głową, obrzucił szklane pomieszczenie ostatnim, przelotnym spojrzeniem, po czym ruszył dalej do wyjścia. Talia tymczasem podeszła do drzwi i otworzyła je, zmuszając Amirę do odsunięcia się jej z drogi. Kobieta natychmiast zaczęła gęsto się tłumaczyć.
- Panna Dagan bardzo chciałaby uczestniczyć w śledztwie. - jej komentarz odnośnie sytuacji brzmiał chłodno. Nie podobało jej się to, jak mogła wypaść w oczach Talii, choć teoretycznie nie pozwoliła Rebecce się wydostać. Tak czy inaczej, była zła. Możliwie na żołnierkę, możliwie na siebie samą. Ciężko było to sprecyzować na jej stosunkowo pozbawionej istotnych emocji twarzy.
Wechsler skinęła głową, przenosząc wzrok na Dagan. W przeciwieństwie do swojej koleżanki, ona nie była zła. Nie była nawet zirytowana, choć jej twarz, jak i gestia całego ciała zdradzały napięcie. Temu jednak Becca nie mogła się dziwić - przed chwilą możliwie jej przyjaciele zginęli w niespodziewanym wybuchu, który mógł również zabić jej ojca, choć teoretycznie nie stwierdzono jego obecności tam. Nikt nie przeszedłby po tym do rutyny pracy bądź porządku dziennego, nie tak szybko.
- Dziękuję, Amiro. Nic się nie stało - odpowiedziała łagodnie, co agentka Neumann skwitowała kiwnięciem głową. Przeszyła Rebeccę spojrzeniem po raz ostatni, po czym skierowała się do wyjścia, zostawiając obie kobiety same. Talia jednakże nie zaczęła mówić wtedy. Milczała jeszcze przez następne kilkanaście sekund, jakby podejmując w tej chwili decyzję dotyczącą losu Dagan. - Wiem, że jesteś żołnierzem, ale obecnie jesteś pod skrzydłami Mosadu - zaczęła dość spokojnie. Nerwy w jej oczach nie miały odzwierciedlenia w głosie. - Możesz ze mną pójść. Musisz jednak słuchać się rozkazów innych agentów i informować nas, jeśli będziesz próbowała połączyć się z jakimkolwiek, znalezionym tam urządzeniem. Jasne?
Wymogi, choć mogły brzmieć niczym warunki przedstawione przez rodzica dla dziecka, które bardzo chce pójść z nim do pracy, z pewnością nie wzięły się znikąd. Musieli brać pod uwagę wszelkie możliwości, szczególnie, jeśli mogli mieć do czynienia z wirusem, który mógłby zainfekować jej omni-klucz.
Oczekiwała wyraźnej zgody ze strony Dagan, nie ruszając się, póki ta jej nie wyraziła. Tymczasem wysłana przez nią wiadomość dotarła na omni-klucz jej ojca, a przynajmniej musiała do tego czasu. Nie dostała jednak żadnej informacji zwrotnej, a program lokalizujący działał, na razie bez żadnych rezultatów.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8464
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Następna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość