Ojczysta planeta ludzi wkracza w złoty wiek - rozwojowi ulega przemysł, handel i sztuka. Postawiono na ekologię i lepiej zagospodarowano teren, dzięki czemu wszystkim, teoretycznie, żyje się lepiej, choć prawdę mówiąc stale rośnie przepaść między biednymi i bogatymi mieszkańcami.
LOKALIZACJA: [Gromada Lokalna > Układ Słoneczny]

[ISLANDIA] Austurland

16 sie 2017, o 16:02

Seth w odpowiedzi uśmiechnął się oszczędnie, skupiając się jednak bardziej na tym, co działo się wokół. Wade zachowywała się dziwnie, była spięta i wyglądało na to, że nie tylko przez to, co powiedział jej Striker. Być może faktycznie poczuła się urażona tym, że jego słowa zaleciały szowinizmem i zamierzała teraz udowodnić, że nie ma racji, chcąc ją ochronić przed całym światem i samym sobą. A może wręcz przeciwnie, nawet tego nie zauważyła. Była zdziwiona, gdy to on za nią pobiegł, może więc wcale nie była aż tak przejęta ich drobnym nieporozumieniem spowodowanym ucieczką Charlesa. Ważne, że go znaleźli. A ona sama z jakiegoś powodu miała swoją wizję tego, co miało się teraz wydarzyć, i odpuszczanie całej akcji nie leżało w jej planach. Jeśli chodzi o Borysa, to wydawała się go kompletnie nie zauważać. Albo doskonale wiedziała o tym, że mężczyzna jest nią mocno zainteresowany i postanowiła to olać, albo nie miała o tym bladego pojęcia. Jedno i drugie równie prawdopodobne.
Prom podniósł się z ziemi przy szumie silników i chwilę później zostawili już budynek Kassy za sobą. Tym razem mając bardziej sensowny i lepiej ułożony plan, niż wtedy, gdy Charles wychodził z niego za pierwszym razem. Przynajmniej zjadł zupę w samotności, zanim do restauracji nie wparowała wściekła Wade. Teraz lecieli przed siebie, stopniowo przedzierając się na okolice coraz mniej zaludnione, ale za to coraz bardziej zaśnieżone. W końcu i Montreal stał się tylko aglomeracją za ich plecami.
To nie był długi lot. Kilka godzin, które przerodziłoby się w znacznie więcej, gdyby zdecydowali się na pojazd naziemny i prom. Dość szybko znaleźli się nad oceanem, a widoki przestały być tak zróżnicowane i pasjonujące, jak wcześniej. Teraz przez okna widzieli wyłącznie powierzchnię lodowatej zapewne wody. Każdy zajął się czymś innym - Seth czytał jeden z datapadów, które dostał od Wade jeszcze na Ishtar. Kobieta miała teraz słuchawki wsadzone w uszy, w ten sposób odcięła się od świata i tylko patrzyła przez przednią szybę w milczeniu. Aaron siedział za sterami, co jakiś czas rzucając Strikerowi pytanie dotyczące Islandii, albo bliżej nieokreślone propozycje działania po dotarciu na miejsce. Trudno było coś ustalić w ten sposób, bez mapy, bez konkretów, bez wiedzy na temat tego, do kogo właściwie lecą, więc niedługo po starcie zrezygnował. Borys też milczał, w przeciwieństwie do Sonii bujając głową w takt muzyki, która leciała mu w słuchawkach i bawiąc się małym nożem motylkowym. Wychodziło mu to całkiem efektownie, szkoda że była to umiejętność zupełnie nieprzydatna.
W końcu zamajaczyła przed nimi sylwetka wyspy. Lśniła bielą i szarością, a kilkanaście minut później także czernią skalistych klifów. Fljótsdalshreppur, o którym mówił wcześniej Aaron, okazało się niewielkim miastem, znanym głównie ze znajdującego się nieopodal wodospadu Hengifoss. Lokalizacja, którą otrzymał Striker, wskazywała punkt położony mniej-więcej w równej odległości od jednego i drugiego, kilkanaście kilometrów na północny zachód. Domki, które na szybko wynajęli, by móc przeczekać w nich noc, znajdowały niedaleko poza granicami miasta. Czarnoskóry mężczyzna skierował prom w ich stronę, oblatując górę dookoła. Sonya wyciągnęła słuchawki z uszu i pochyliła się, jakby dzięki temu mogła widzieć lepiej. Wydawała się zachwycona tym, co pojawiło się przed jej oczami, od momentu w którym dotarli na Islandię. Może nigdy tutaj nie była. W przeciwieństwie do niej, Borys spał, pochrapując cicho z rozchylonymi ustami. On nie należał do tych, których poruszały ładne widoczki.
Obudził się dopiero, gdy prom niezbyt gładko osiadł na ziemi. Aaron wymruczał jakieś przeprosiny i otworzył drzwi, wyskakując na zewnątrz. Zorientował się, że jest tu jednak tak samo zimno, jak w Kanadzie, o ile w ogóle nie jeszcze bardziej, więc naciągnął kaptur na głowę. Znajdowali się na kawałku płaskiego terenu, który trudno było nazwać lądowiskiem, ale obok stał jeszcze jeden skycar, więc raczej nie zatrzymali się tam, gdzie nie powinni. Domki stały na zboczu góry, więc widok, który się przed nimi otwierał, mógł zapierać dech w piersiach.
- Mamy dwa, chyba te najmniejsze - powiedział Aaron, wskazując najbardziej odległe domki o skośnych dachach, stojące obok siebie i na pierwszy rzut oka dwa razy mniejsze, niż przeciętne mieszkanie na Cytadeli. - Są trzyosobowe, więc musimy się jakoś podzielić - spojrzał na zegarek. - Jest po dwudziestej.
- Nie mamy nic do jedzenia - mruknął Borys, przecierając zaspane oczy. - Ani do picia.
- To weź prom i skocz po coś do miasta.
Rosjanin skinął głową i wrócił do pojazdu, choć tym razem na fotel kierowcy. Poczekał jednak, aż wszyscy zabiorą swoje bagaże, żeby nie odlecieć z nimi. Pewnie zanim wróci, minie co najmniej pół godziny.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

16 sie 2017, o 20:41

Czuł się coraz bardziej zmulony. Sam już nie wiedział, która jest godzina. Te ciągłe zmiany stref czasowych dawały mu się we znaki. Kiedyś był na to bardziej odporny, teraz po prostu czuł się jak zwykły turysta, który lata za granicę raz lub dwa razy w roku. Kiedy pojazd wylądował przeciągnął się. W końcu mógł rozprostować kości. Miał dosyć tego małego pudełka, w którym czuł się jak kaszalot w konserwie. Codziennie miał wiele okazji by przeklinać swoje gabaryty. To, co wielu ludzi uznałoby za atut na polu walki czy w jakimś sporcie w normalnym życiu było sporym utrudnieniem. Kupowanie wszystkiego na zamówienie, wszystko zawsze za małe. Że, niby kobiety lecą na wysokich mężczyzn? Może coś w tym jest, ale raczej nie na gigantów jak on. Nawet w akademii większe branie mieli kolesie między 185-190 cm. Chociaż może było to wina tego, że wszyscy się go bali ze względu na mimikę twarzy i wygląd szafy.
Wyszedł z pojazdu i natychmiastowo odpalił papierosa. Przeciągnął się ponownie. Rozprostowanie kończyn było właśnie tym, czego tak bardzo potrzebował. Zaciągnął się mocno. Na tyle mocno, że od razu od głównej części odpadł spory kawałek popiołu. Był już kiedyś na Islandii, więc średnio go ruszały lokalne widoki. Oczywiście było pięknie, ale nie znalazł się tutaj by wszystko podziwiać. Cieszyło go to, że jest to jedno z miejsc na Ziemi, które raczej jeszcze przez bardzo długi czas się nie zmieni.
Spojrzał w stronę domków, po tym jak wspomniał o nich Aaron. Nie były największe, ale lepsze to niż nic. Nie, żeby liczył na jakiś luksusowy apartament zbudowany w typowym minimalistycznym skandynawskim stylu, w którym znajdowały się ciepłe źródła, sauna oraz luksusy XXI wieku, ale skoro ich nocleg wyglądał tak, a nie inaczej to po prostu to zaakceptował. Założył plecak. Był już gotowy zająć swój pokój czy tam łóżko. Za bardzo nie wiedział jak wyglądają w środku. Wrócił wzrokiem do grupy.
- Borys, podeśle ci listę rzeczy, których potrzebuje z miasteczka.
Przesłał mu wszystko na jego omni-klucz. W większości lista składała się z zamówienia, dzięki któremu będzie mógł przygotować coś z lokalnego jedzenia. Jeszcze nie wiedział dokładnie, co, ale mając dostęp do świeżych składników mógł zrobić coś lepszego niż wtedy na Nerthusie. Oczywiście mógł polecieć z Borysem, ale wolał nie ryzykować. Nie miał żadnej pewności czy osoby, które ich szukają tutaj są czy nie. Jeśli ktoś by go rozpoznał raczej całą operacja poszłaby się jebać. Zabrał wiec z bagażnika torby z wyposażeniem, by potem przejrzeć go w swoim domku. Właśnie tutaj był problem. Nie za bardzo mu się chciało uczestniczyć w tym całym cyrku, który za chwilę nastąpi, czyli kogo mu wrzucą do budynku.
- Słuchajcie, ja zajmuje domek z lepszym widokiem na dolinę. Wybierzcie, które z was będzie spędzać tą noc ze mną. Ostrzegam tylko, z rana potrafię być trochę nieprzyjemny.
Uśmiechnął się lekko, wiedząc, że kolejny raz dowcip ten zrozumie tylko jedna osoba. W sumie to nawet dobrze. Nie za bardzo by chciałby reszta też poznała go ze strony, w której z samego rana potrafi wycelować w kogoś z broni, a jedyne, co wtedy ich ratuje to, to czy zdążył się już wybudzić czy dalej jest w pół-śnie. Ruszył w końcu w stronę noclegu. Niech oni sami sobie wybierają. On już wiedział, że ktokolwiek trafi do niego, dostanie najlepsze żarcie po tej stronie galaktyki.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

16 sie 2017, o 23:33

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 12:40

Borys machnął ręką w geście, który prawdopodobnie miał znaczyć, że bez problemu może zrobić zakupy również dla Strikera. Poza Wade, oni nie wiedzieli jeszcze czego można się po mężczyźnie spodziewać pod względem kulinarnym. Może dlatego też to ona właśnie westchnęła i ruszyła za Charlesem w stronę wybranego przez niego domku.
- Ja z nim pójdę - rzuciła, co sprawiło, że Rosjanin wychylił się z promu, z oburzeniem odmalowanym na twarzy.
- Ze mną ostatnio nie chciała pokoju dzielić, a teraz sama leci, ja pierdolę - mruknął. Niestety niewystarczająco cicho, żeby kobieta tego nie usłyszała. Spojrzała na niego przez ramię, a na jej niezadowolonej od dłuższego czasu twarzy na moment pojawiło się rozbawienie.
- Teraz też nie chcę. A ty byś się napierdolił i go nie upilnował, więc nie masz nic do gadania.
Pozostali parsknęli śmiechem, bo nie dało się nie przyznać jej racji. Nie mówiąc nic więcej i nie komentując kolejnych wyrazów oburzenia ze strony Borysa, Sonya poszła za Strikerem, ze wzrokiem wbitym w rozpościerający się przed nimi widok. Dolina może nie była tak efektowna, jak większość miejsc na Islandii, ale trudno było odmówić jej urokliwości. Szkoda, że z nich wszystkich tylko Wade była w stanie go docenić. Ale kto wie, może wszyscy pozostali już tu byli, tak samo jak Charles. Z miejsca, w którym się znajdowali, widzieli połać bieli, od której odznaczało się leżące poniżej miasteczko. W drugą stronę mieli górę, ze szczytem w tej chwili przesłoniętym chmurami.
Domek nie był duży. Może ze czterdzieści metrów kwadratowych w sumie, podzielonych na duży pokój z aneksem kuchennym, niewielką łazienkę i klaustrofobiczną sypialnię. W salonie znajdował się kominek, ale w tej chwili w środku miał wyłącznie lampkę w kształcie paleniska. Po włączeniu dawała miłe, ciepłe światło, ale nie mogła się równać z prawdziwym ogniem. Być może dało się skorzystać z kominka tak, jak należy, ale to wymagało głębszego zainteresowania tematem.
Sonya rzuciła torbę przy drzwiach i znalazła nieopodal panel, za pomocą którego podniosła rolety, wpuszczając do środka trochę światła i włączyła ogrzewanie. Dość szybko po tym zaczęła zmieniać się temperatura - w końcu nie żyli w dwudziestym pierwszym wieku, żeby trzeba było czekać kilka godzin, aż nagrzeją się ściany. Zajrzała do sypialni, do łazienki, włączyła ekspres do kawy.
- Możesz spać tam - skinęła głową w stronę sypialni. - Wolę nie być zastrzelona, jak będę chciała wyjść z niej w nocy albo rano do łazienki.
Kanapa w salonie wyglądała na taką, która się rozkłada, ale Wade nie sprawdzała tego teraz. Zamiast tego zrzuciła z siebie płaszcz, zostając w pancerzu - niepełnym, bo bez hełmu. Nałożyła go jeszcze w Kanadzie, kiedy lecieli szukać Strikera, nie spodziewając się, że mężczyzna po prostu je zupę, a oni panikują bez przyczyny. Potem nie było kiedy się przebrać. Jej pancerz był wyraźnie wyprodukowany przez Kassę, choć nie nosiła tego ich sztandarowego modelu z okrągłymi elementami na napierśniku, a jakąś lżejszą wersję. Przerzuciła sobie torbę na kanapę i zaczęła powoli rozbierać się z tego wszystkiego, zostając ostatecznie w kombinezonie, który nosiła pod spodem. Ze swojego bagażu wyjęła normalne ubrania i z nimi, bez słowa, zniknęła w łazience, dając Charlesowi trochę czasu dla siebie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 19:21

Trochę zaskoczyło go to, że to właśnie Wade postanowiła dzielić z nim domek. Nie to żeby mu to przeszkadzało. W sumie to nawet go to cieszyło. Widok kobiety był chyba o wiele lepszy, niż kolejny pół-nagi samiec alfa. Tego już się wystarczająco naoglądał w swoim życiu. Przeszły go ciarki, kiedy przypomniał sobie wspólne prysznice w więzieniu. Przerażało go to, że przez całe swoje życie widział więcej nagich chłopów niż powinien.
Kiedy dotarli do domku w końcu mógł się całkowicie wyluzować. Wchodząc do środka spodziewał się czegoś gorszego, ale nie wyglądało to tak źle. Chociaż zawiódł się, że kominek to tylko nowoczesna atrapa. Zresztą może nawet i lepiej, nawet nie wiedział skąd miałby pozyskać lub kupić drewno na środku niczego. Rzucił swoje rzeczy zaraz przy wejściu. Jeszcze nie wiedział gdzie zamierzał spać, musiał się najpierw rozejrzeć.
Oczywiście zaczął od kuchni. Od swojego małego zboczenia. W sumie było tu wszystko, czego potrzebował. Może nie był to najnowocześniejszy sprzęt kuchenny, ale dało się na nim przygotować podstawowe rzeczy. Nawet był piekarnik. Trochę rozklekotany, ale sprawny. Odwrócił się w stronę „salonu”. Przez chwile przyjrzał się rozbierającej Wade. Musiał przyznać, że chyba nie było bardziej seksownego widoku niż kobieta w kombinezonie bojowym. Jakby nie patrzeć taki widok działał wystarczająco na wyobraźnie, szczególnie, że taki ubiór można było uznać za drugą skórę. Potrząsnął głową. Po tej robocie będzie sobie musiał znaleźć kobietę albo pójść do burdelu, brak płci pięknej w jego życiu dawał się we znaki.
Kiedy dziewczyna weszła do łazienki, zajrzał do pokoju, który miał być jego sypialnią. No nie wyglądało to najlepiej. Łóżko o wiele mniejsze niż się spodziewał. Jedno osobowe, wiec mógł zapomnieć o tym by spać pod kątem. Wrócił, więc do salonu. Kanapa była na pewno większa i szersza niż cały tamten pokój. Nie było opcji by tam spał.
Zabrał z kanapy rzeczy Wade i najzwyczajniej w świecie przeniósł je do tamtego pokoju. Wrócił do pomieszczenia głównego. Podszedł do swoich toreb. Przeniósł je na kanapę, by chwilę później wszystko wypakować. Do tego temperatura w pomieszczeniu zaczęła się podnosić. Musiał w końcu ściągnąć z siebie cały ten osprzęt. Więc sam zaczął się rozbierać. Różnica jednak była taka, że pod tym wszystkim nie miał żadnego kombinezonu tylko normalne ciuchy. No może oprócz spodni, które były bojowe. Złapał też za torby z osprzętem. Miał zamiar go później przejrzeć, nie wiedział, co spakował do nich Borys.
W końcu był rozpakowany. Przygotował też świeże ciuchy do założenia po wzięciu prysznica, jak tylko Sonya opuści toaletę. Musiał się w końcu umyć, bo czuł się cholernie brudny. Był przyzwyczajony do takiego stanu, ale wolał wykorzystać ten moment spokoju jak najszybciej, za nim wszystko pójdzie w ruch, a o małych przyjemnościach będzie mógł zapomnieć. Rozsiadł się wiec na kanapie czekając. Najgorsze było to, że nie było tutaj nawet telewizora. Musiał, więc siedzieć w ciszy i gapić się w ścianę.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 19:45

Wade nie spędziła w łazience dużo czasu. Tylko tyle, ile potrzebowała na przebranie się w coś normalnego, znacznie wygodniejszego, i związanie włosów w niedbały kucyk, z którego kilka celowo wypuszczonych kosmyków zasłaniało bliznę na policzku. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że Striker się jej przygląda, bo sama nie patrzyła też na niego. Dopóki miała świadomość, że jest, nigdzie się nie wybiera sam i nie robi niczego dziwnego, traktowała go praktycznie jak wystrój domku.
Wyszła z łazienki w czarnych spodniach i długim swetrze w tym samym kolorze. Zamiast butów od pancerza, miała na nogach wysokie kozaki. W końcu było tu dość chłodno, mimo ogrzewania. A pewnie zamierzała wcześniej czy później wyjść jeszcze na zewnątrz. Od razu ruszyła do kanapy, ale gdy zorientowała się, że nie ma na niej jej torby i pancerza, uniosła pytające spojrzenie na Charlesa.
- Co jest? - rozłożyła ręce. W jednej z nich trzymała złożony kombinezon. Rozejrzała się, dopiero po chwili zauważając swoje rzeczy za otwartymi drzwiami sypialni. Westchnęła. - Na żarty ci się zebrało? Nie śpię tam.
Zamaszystym krokiem weszła do mniejszego pokoju. Światło automatycznie się w nim zapaliło, znacznie ułatwiając jej spakowanie wszystkiego do swojej torby. Schowała tam wszystkie elementy pancerza i to, co nosiła pod nim, zamykając zatrzaski chwilę później. Wytaszczyła walizkę na zewnątrz i postawiła ją obok drzwi, w salonie. Najwyraźniej nie interesowało jej to, że Strikerowi będzie niewygodnie, albo nawet o tym nie pomyślała. To ona miała zajmować kanapę.
Przeszła do kuchni, w której zabrała się za parzenie sobie kawy. Trudno było zliczyć, ile takich już dzisiaj wypiła. Albo była wyjątkowo uodporniona na kofeinę, albo w ogóle nie zamierzała iść spać. Dzisiaj, ani przez następne kilka dni.
To co z tymi zakupami?

Wiadomość od Borysa przyszła w tym samym momencie, w którym do kubka zaczął płynąć strumień gorącego, ciemnego napoju. Charles zapomniał wysłać mu listy składników, których chciał użyć do dzisiejszego gotowania. I pewnie od razu się za to zabrał. Wade natomiast, ze swoją kawą, rozejrzała się po pomieszczeniu, ale poza trzema stołkami barowymi przy niewielkim blacie nie znalazła niczego, na czym mogłaby usiąść. Ostatecznie więc wyciągnęła sobie jakiś datapad z torby i opadła na kanapę obok Strikera, z urządzeniem i gorącym kubkiem. Odstawiła go na stojący przed nimi stolik i oparła się wygodnie, gotowa zabrać się za czytanie. W międzyczasie jednak uniosła spojrzenie na sufit, potem zerknęła na siedzącego obok mężczyznę i uśmiechnęła się lekko, za pomocą wbudowanego w podłokietnik panelu wysuwając z sufitu ekran. Charles miał swój telewizor, którego nie widział przedtem.
- Miałam taki kiedyś w hotelu - wyjaśniła. - Znalazłam go po trzech dniach.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 20:53

Spojrzał jak wynosi swoje rzeczy z małego pokoju i przewrócił oczami. No przecież on nie będzie tam spał. Równie dobrze mógłby się położyć w szafie.
- No to mamy problem, bo ja tam też spać nie będę. Kurwa, nie potrafię się pomniejszyć. Wiec albo śpisz tam, albo śpisz ze mną na tej cudownej kanapie.
Prychnął śmiechem. Dobrze wiedział, że w takim wypadku wybierze tamten pokój. Chyba nie poznał osoby, która by chciała spać z kimś takim jak on w jednym łóżku. Pamiętał, że czasem dzielił łóżko ze swoimi ludźmi podczas pracy w, Rosenkovie ale to tylko ze względu na brak większej ilości miejsc do spania. Plus był taki, że żaden się nigdy nie wiercił. No i spali w kombinezonach, a nie w piżamach czy bieliźnie. W sumie i tak to brzmi źle. Westchnął, wiedząc, że będzie musiał użyć jakiejś karty przetargowej.
- Dam ci moją broń, dobra? Więc będziesz mogła na spokojnie korzystać z kibla w dzień i w noc.
Spojrzał na nową wiadomość od Borysa. Przygotował, więc na prędko listę rzeczy, które będą mu potrzebne na przygotowanie steków z jagnięciny. Jak już był na miejscu, to chciał znowu spróbować tego lokalnego i świeżego mięsa. Pewnie jak wróci na Cytadele, o ile wróci, to będzie mógł zapomnieć o takich rarytasach. Przesłał szybko listę potrzebnych mu składników oraz paru pierdół, jak płyn pod prysznic, przegryzki z rekina oraz coś na śniadanie. Chociaż po to mógł wybrać się z rana sam. Pewnie mają tam jakąś piekarnie. Nic tak nie poprawia dnia jak świeże pieczywo. Przez chwilę zastanawiał się czy do listy nie dopisać kondomów, tak tylko żeby wkurwić Rosjanina, ale odpuścił sobie i posłał wiadomość.
Uśmiechnął się delikatnie do niej i zaczął bawić się pilotem. Przerażała go ilość kanałów, szczególnie, że większość była lokalną telewizja. Po Islandzku. Nic nie rozumiał. Trochę mu zajęło za nim zaczął dobierać się do kanałów, które rozumiał. Może i w kosmosie każdy gadał po angielsku, ale na Ziemi było dalej jak w lesie, każdy w swoim języku. Zaczął zastanawiać się czy u innych ras jest tak samo, czy też wcześniej męczyli się z jakimiś różnymi językami.
W końcu odkrył, że miał możliwość dorwania się do jakiejś platformy VOD. W tym tej, w której miał swoje konto. Zalogował się, więc. Dostęp do ogromnej bazy filmów i seriali, jak w mordę strzelił. Uśmiechnął się sam do siebie i odpalił serial, który aktualnie oglądał. Była to dość specyficzna kreskówka, trochę komedia, ale w większości składała się z smutnych momentów opowiadających o życiu. Wiec idealna dla nie go. Rozsiadł się wygodniej, miał zamiar położyć nogi na stoliku przed sobą, ale uznał to za słaby pomysł. Wolał nie wiedzieć jak w tym momencie mu śmierdzą stopy po całym dniu chodzenia.
- Czemu chodzisz w butach po pokoju?
Obrócił głowę w jej stronę. Trochę go to zastanawiało. Wychował się przez większość życia w Europie, gdzie chodzenie w butach po domu było cholernie dziwne. Zdziwiło go to tym bardziej, że domek był w naprawdę w dobrym stanie, a do tego cholernie czysty. Czuł się jak gospocha. Spojrzał na godzinę, a potem znowu na nią.
- Przy okazji, zauważyłem, że ci się tu podoba. Niedługo powinna pojawić się zorza polarna. Piękna sprawa za pierwszym razem, ale cholernie utrudnia spanie.
Wrócił wzrokiem do telewizora. Przyglądając się temu, co właśnie działo się w serialu. Zjechał trochę niżej by oprzeć głowę o zagłówek, co w sumie nie za dużo dało. Był za duży na ten mebel.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 21:50

Walizka stojąca poza sypialnią jasno dawała do zrozumienia, że Wade nie zamierza spać w oddzielnym pomieszczeniu. Pokręciła przecząco głową, zaglądając do środka, by zorientować się że faktycznie, łóżko może być na Strikera za małe. Miało jakieś dwa metry długości i siedemdziesiąt centymetrów szerokości. Może i by się na nim na siłę zmieścił, ale nie byłby to najwygodniejszy sen. Na pewno na kanapie będzie mu wygodniej, bo - tak jak myślał - mógł spać na niej na ukos, skoro docelowo była dwuosobowa. Sonya westchnęła, opierając dłonie na biodrach i wbijając spojrzenie w podłogę. Zastanawiała się jak to rozwiązać. W końcu niechętnie skinęła głową.
- Dasz mi swoją broń - zgodziła się. - I śpię przy otwartych drzwiach.
Wyglądało na to, że nie chodziło jej wyłącznie o bezpieczny poranek, ale również miała obawy przed tym, że Striker znów im ucieknie. Tylko po to przecież ktoś musiał spędzić tę noc z nim w domku, by upewnić się, że nie pójdzie nigdzie sam. Po dojściu do takiego kompromisu zajęła się swoimi sprawami.
Borys nie odpowiedział na wiadomość, można więc było zakładać, że przynajmniej poszuka tego, o co Charles go prosił. Ciekawe było tylko to, czy Striker będzie musiał się z nim za to rozliczyć, czy wszystko szło na rachunek Simarda. Biorąc pod uwagę, że zapłacił za ich noclegi i wszystko, czego potrzebowali, prawdopodobnie jedzenie też fundował. A być może i alkohol.
Kobieta nie patrzyła na to, co pojawiło się na ekranie. Rzuciła tylko okiem i szybko wróciła do czytania, kreskówka jej nie interesowała. Dopiero gdy usłyszała pytanie, zerknęła na swoje buty. Uśmiechnęła się z rozbawieniem, zakładając nogę na nogę.
- Nie jestem w domu - odparła. - I jest zimno.
Nie spytała dlaczego Charles chodzi w butach, ale może nawet nie przyszło jej do głowy, by się nad tym zastanowić. To, co czytała, wydawało się dość absorbujące. I jeśli mężczyzna zajrzał jej przez ramię, nie zobaczył żadnego z dziesiątek raportów, ani niczego związanego z pracą, ale początek siedemnastego rozdziału jakiejś książki. On oglądał telewizję, ona miała swoje rozrywki.
Dopiero kiedy usłyszała o zorzy, oderwała się od swojej literatury, po raz pierwszy odkąd wylądowali na Islandii, z większym zainteresowaniem spoglądając na Charlesa. Długo milczała, ostatecznie przenosząc wzrok na noc za oknem.
- Kiedy człowiek ma możliwość polecenia wszędzie, łatwo zapomnieć, że i tutaj, na Ziemi są rzeczy warte zobaczenia - stwierdziła cicho. - A ja cholernie nie lubię latać. Skoki przez przekaźnik są najgorsze. Więc wcale nie byłam wszędzie. Ani na Ziemi, ani poza nią. Nie miałam okazji, tak samo jak nie miałam okazji zobaczenia jeszcze zorzy.
Nie odrywała wzroku od okna, ale odkąd pojawił się ten temat, stała się dużo bardziej obecna. Tak jakby przypomniało się jej, że nie jest tu sama. Albo że Striker jest człowiekiem i w sumie może z nim porozmawiać.
- Słyszałam, że na Thessii mają złotą. Kiedyś ją czciły, bardzo dawno temu - dodała jeszcze, w końcu odwracając się do siedzącego obok. Uśmiechnęła się lekko. - Nie prosiłam Borysa żeby mi nic kupił, bo założyłam, że mnie nakarmisz. Planujesz coś zrobić dzisiaj, czy mam jeszcze zadzwonić do niego? Pewnie jest jeszcze w mieście.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 22:26

Skinął do niej głową zgadzając się na taki układ, lepsze to niż spanie na łóżku niezgodnym z jego proporcjami. Zrobiłby wszystko żeby najzwyczajniej w świecie się w wyspać w normalnym łóżku, a nie kolejny raz śpiąc na za małej pryczy. Tego chciał uniknąć najbardziej w świecie.
Zastanawiało go, czemu chce spać przy otwartych drzwiach, przecież nie zamierzał znowu uciekać. W sumie, jeśli wybrałby się rano do miasta, pewnie mogliby to znowu uznać za ucieczkę. Nie dziwił im się, tym razem pewnie założyli już na niego tyle sprzętu lokalizującego, że musiałby stąd uciec nago żeby go już nie znaleźli. I pewnie wtedy zdechłby z wyziębienia gdzieś w tych majestatycznych warunkach. To nie byłby najlepszy plan.
- Nie przesadzaj, nie jest aż tak zimno.
Wzruszył ramionami. To znaczy dla niego nie było, aż tak zimno. Ta temperatura nie przeszkadzała mu jakoś specjalnie, szczególnie, że domek dalej się nagrzewał i pewnie niedługo sam będzie się denerwował, ze w pomieszczeniu jest za gorąco, a w bieliźnie nie będzie mu się po nim kręcić. Westchnął dość głośno, zerkając jej przez ramię. Ciekawiło go, co czytała, zresztą sam już dawno niczego nie czytał. Nie tknął żadnej książki, od kiedy opuścił więzienie. Nie miał na to zbytnio czasu. Zdziwiło go jej reakcja na zorzę. Była trochę jak dziecko, co ciągle odkrywało coś nowego na świecie. Trochę jej tego zazdrościł.
- Też tak kiedyś miałem. Dzięki korporacji zobaczyłem więcej świata niż inni ludzie w moim wieku, niestety nie mogłem się nacieszyć widokami czy bawić się tam w turystę. Co zobaczyłem to moje. Na Islandii już raz byłem, ale nie, jako żołnierz, a zwykły turysta. Przesiedziałem tutaj cały miesiąc.
Też zaczął patrzyć przez okno. Pamiętał jak za pierwszym razem tutaj wylądował. Zastanawiał się wtedy, co mu strzeliło do głowy. Większość jego kolegów po fachu wybierało jakieś ciepłe kraje z łatwym dostępem do panienek, a jemu pewnego razu przyszedł pomysł, że przyleci tutaj. Na wyspę na zadupiu Ziemi gdzie populacja jest mniejsza niż małego miasta gdzieś w zachodniej europie. Dopiero potem zauważył jak na swój sposób zakochał się w tym miejscu. Cisza i spokój, gorące źródła, dobre żarcie, a przede wszystkim czas by wszystko sobie poukładać w głowie. Jak wrócił do bazy poczuł się jak nowonarodzony człowiek.
- Oczywiście, że planuje. – Zaśmiał się. – Przygotuje specjał, którego się tutaj nauczyłem, czyli steki z udźca jagnięcego z kością. Mogłem zrobić też gotowaną głowę owcy, ale nie wiem czy byście byli wstanie to zjeść od razu.
Co ciekawe, kiedy opowiadał o jedzeniu, mówił jakby całym ciałem. Podekscytowany. Też trochę jak dziecko opowiadające rodzicom o swoim ulubionej zabawce czy o jakiś fascynujących go na tą chwilę pierdołach.
- Jagnięcina w tym rejonie ma świetny smak dzięki wielkim pastwiskom i rosnących na nich ziołach. Uwierz mi nie ma lepszej na całej Ziemi, najlepsza z najlepszych, tak jak Kobe jest najlepszą wołowiną świata.
Na twarzy gościł mu wręcz ogromny uśmiech wspominając o tych frykasach. Sam zresztą cieszył się duchu, że będzie mógł pracować z takim cudem gastronomi. W końcu wstał ze swojego miejsca i zabrał swoje ubrania. Musiał w końcu wziąć prysznic. Nie wiedział ile mu to zajęło, ale zdążył przebrać się w normalne ubrania, czyli bluzę oraz spodnie dresowe. Czuł się jak nowonarodzony. I nie chodził już w butach.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

17 sie 2017, o 23:21

Skinęła głową, gdy wspomniał o swoim incydencie jako turysta. Na moment mina jej zrzedła, jakby przypomniała sobie coś, co sprawiło, że zorza przestała być tak fascynująca. Może zorientowała się, że teraz też turystami nie są. Bo nie byli, mieli do zrobienia coś zgoła innego. Znaleźć trzeciego takiego jak Simard i Striker i przekonać go do współpracy. Mieli mnóstwo rzeczy do ustalenia, mnóstwo planów do ułożenia, wszystkie za i przeciw. Kilkugodzinne obserwowanie zorzy na niebie wydawało się przy tym czymś zupełnie nie na miejscu.
- Nie mam pojęcia, dlaczego to dla ciebie taki problem, ale jeśli ci to tak przeszkadza, to mogę je zdjąć - parsknęła śmiechem, sięgając do zatrzasków butów i zsuwając je z nóg. Odstawiła je obok kanapy, podwijając nogi pod siebie i prawie natychmiast wracając do lektury. Częściowo zepsuty nastrój sprawił, że wolała ukryć twarz w datapadzie, niż rozmawiać dalej. Striker jednak dosłownie chwilę później ponownie przykuł jej uwagę. I nawet znów się uśmiechnęła.
- Głowę owcy? Chyba by mnie to przerosło - stwierdziła, sięgając po swoją kawę. Upiła ostrożnie łyka. Napój pachniał dobrze, jak powinien, najwyraźniej ekspres był całkiem niezłej jakości. - Byłam w Kobe. Ogólnie w Japonii byłam kilka razy. Podobno mam tam też daleką rodzinę, ale nigdy ich nie spotkałam. Nawet bym ich nie znalazła, zresztą nie jestem pewna czy chcę szukać.
Na razie jeszcze Striker nie miał pewności, że Borys w ogóle znajdzie to, o co został poproszony, ale mógł się cieszyć na zapas. Sonya nie zatrzymała mężczyzny, gdy ten podniósł się i ruszył w stronę łazienki. Odprowadziła go tylko spojrzeniem, znając życie wracając do lektury niemal natychmiast.
Kiedy wyszedł spod prysznica, odświeżony i ubrany w normalne rzeczy, Wade nadal siedziała w tym samym miejscu. Osunęła się tylko nieco na kanapie, zarzucając nogi na stół tak, jak wcześniej chciał to zrobić Charles, ale zrezygnował. Zaczytana, nawet na niego nie spojrzała. Podniosła wzrok znad książki dopiero w momencie, w którym usłyszała pukanie do drzwi. Spojrzała pytająco na Strikera, bo w końcu on stał, a ona całkiem wygodnie siedziała.
- To pewnie Borys, otworzysz? - poprosiła, w razie gdyby nie zrozumiał jej bez słów.
Istotnie w progu stał Rosjanin, pokryty śniegiem i zmęczony, niosący w rękach dwie papierowe torby z zakupami. Sapnął i wręczył je Charlesowi, jednocześnie przesuwając spojrzeniem po wnętrzu domku. Utkwił wzrok w Sonii, w jej wyciągniętych przed siebie długich nogach, potem w przebranym w dres mężczyźnie. Odchrząknął, zsuwając kaptur z głowy.
- Nasz jest chyba trochę większy - skomentował. - Domek, w sensie. Co ty kurwa w ogóle, Striker. Rekina se kurwa wymyślił i jagnięcinę. Nie możesz zjeść jak człowiek?
- Ja nie narzekam - odezwała się z pokoju Sonya, przyglądając się pozostałej dwójce przez ramię.
- Mhm - mruknął Borys, wsuwając ręce w kieszenie. Spojrzał na Wade. - A ty nic nie chciałaś?
- Charlie mnie nakarmi.
- Mhm - podrapał się po karku. - Mogę z tobą porozmawiać na osobności?
Sonya uniosła brwi ze zdziwieniem, ale w końcu sięgnęła po buty, by z westchnięciem nałożyć je z powrotem. W tym samym momencie spojrzała znacząco na Charlesa, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że niepotrzebnie je zdjęła, co było oczywiście jego winą. Potem weszła do sypialni po swój płaszcz i owinąwszy się nim, wyszła na zewnątrz. Drzwi zamknęły się za nimi i zapewne gdyby Striker chciał, byłby w stanie podsłuchać o czym rozmawiają, ale w tej chwili stał z dwiema torbami pełnymi zakupów i z nimi też coś musiał przecież zrobić.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

18 sie 2017, o 00:08

-Dzięki.
Powiedział Charles, zabierając od niego torby. Nie były jakoś super ciężkie, ale pewnie zawierały najprzydatniejsze składniki potrzebne do wykonania dania plus przegryzki.
- Przecież to jedzą ludzie.
Parsknął śmiechem. Kolejny filistyn. Zero jakiejkolwiek świadomości żywieniowej. Świat był pełny pysznego jedzenia, ukrytego w takich małych miejscach. A on, o ile, jeśli nie zginie zbyt szybko, miał zamiar spróbować w jak największych ilościach.
Przewrócił oczami, kiedy Borys poprosił Sonye na osobności. Świetnie, jeszcze tego mu teraz brakowało, żeby trafił przypadkiem w jakiś romantyczny trójkąt. Teraz tylko czekać, aż zazdrosny Borys zdradzi go w najmniej spodziewanym momencie misji. Jak na przykład będzie zwisał na skarpą, a ten go z niej zepchnie albo przypadkowo postrzeli go w głowę. Pokręcił głową. Powinien przestać oglądać tyle filmów, bo zaczyna wytwarzać w głowie podobnie dziwne scenariusze. I najważniejsze, żeby jakikolwiek z tych scenariuszów miał sens, najpierw musiałby mieć u niej jakiekolwiek szanse, a takich nie miał, więc powinien przestać się nad tym wszystkim zastanawiać.
Poszedł wiec do kuchni. Nie zamierzał też podsłuchiwać ich rozmowy. Szczególnie, że pewnie będzie dotyczyć jego osoby albo ich nieistniejącego związku. Pewnie będzie gadał, jakim to on jest socjopatą i jak bardzo niebezpiecznie jest zbliżanie się do niego. Oczywiście Striker nie mógł zaprzeczyć tym zarzutom, bo były prawdą, co prawda zmienił się w ostatnim czasie na lepsze, ale to nie zmieniało faktu, że do bezpiecznych ludzi zaliczyć go nie można było. Więc odpuścił sobie jakiekolwiek udawanie, że interesuje go ich rozmowa. Nawet, jeśli opracowywaliby plan jak go zabić.
Otworzył torbę. Chciał zabrać się za coś, co naprawdę lubił. Czyli przygotowywanie kolacji. Wszystko jak zawsze przygotował obok siebie. Mięso i całą resztę, którą miał później użyć. Dodatki musiał tylko ugotować. To były tylko warzywa. Najważniejsze było mięso, którym musiał się zająć wyjątkowo dobrze, jeśli chciałby smak był jak najlepszy. Wyciągnął, więc spory kawał jagnięciny. Cieszył się, że nie musi za to płacić. Problemem gotowania w różnych miejscach było to, że za każdym razem trzeba było kupować wszystkie składniki i przyprawy od nowa, a większość z nich i tak zostawała później. Przygotował kilka garnków, w których miały ugotować się świeże warzywa, a mięso wstawił do brytfanki. Obok siebie otworzył suszonego rekina, którego podjadał podczas przygotować. Czyli polania mięsa oliwą i obsypania go przyprawy. Potem musiał je delikatnie wymasować.
Czekał aż skończą rozmowę. Miał tylko nadzieje, że Borys nie spierdoli jej humoru, bo wtedy to on będzie się musiał z nią użerać, a nie on. By oczyścić umysł zabrał się za nacieranie mięsa.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

18 sie 2017, o 00:52

Wade długo nie wracała. Przez jakiś czas słychać było z zewnątrz głosy, nie dało się jednak z takiej odległości i przez drzwi połączyć tego z jakimś sensownym tematem. Najpierw rozmawiali normalnie, potem Rosjanin powiedział coś, co sprawiło, że kobieta roześmiała się głośno i długo nie mogła przestać. Charles nie widział jej jeszcze tak rozbawionej, poza jedną chwilą, gdy obserwował ją z daleka w stołówce, jeszcze w Montrealu. Raczej nie zapowiadało się, by miała wrócić z zepsutym humorem. Później jeszcze przez kilka minut dyskutowali już nieco ciszej, aż w końcu zapadła cisza. Przez niewielkie okno w kuchni Charles mógł zauważyć sylwetkę Borysa, idącą ścieżką wydeptaną w śniegu w kierunku drugiego domku, tego zajmowanego przez niego i dwóch pozostałych. Sonya jednak nie wracała do środka. Striker miał czas przygotować większość rzeczy do swojego dania, w ciszy domku, bądź przy towarzyszeniu kreskówki, która leciała w tle - jak wolał.
Wade pojawiła się w końcu dobre dwadzieścia minut później. Była zmarznięta i lekko ośnieżona, ale nie wydawała się tak niezadowolona, jak zwykle. Wręcz przeciwnie. Coś musiało mieć na nią dobry wpływ - albo rozmowa z Borysem, albo widok rozpościerający się z niewielkiego tarasu. Na tyle, na ile Charles ją poznał, całkiem możliwym było, że przez ostatnie kilkanaście minut po prostu stała, oparta o barierkę, wpatrując się przed siebie i czekając na obiecaną zorzę. Tej jednak póki co nie było widać, więc wróciła. Rozebrała się z płaszcza, tym razem wieszając go przy drzwiach i ściągnęła też buty, żeby tym samym uszczęśliwić swojego tymczasowego współlokatora.
- Jak rozpoznać, czy będzie zorza? - spytała tuż po wejściu, podchodząc do Charlesa i zaglądając mu przez ramię. Sprawdziła tylko co robi i odsunęła się z powrotem, decydując się na zajęcie jednego ze stołków. Usiadła na nim i oparła się łokciem o blat, wspierając głowę na dłoni.
- Pomóc ci? - zaproponowała, choć pewnie tylko z grzeczności.
Obserwowała jak Striker przygotowuje posiłek, tak samo jak obserwowała go jeszcze w restauracji. Tym razem znali się już nieco lepiej, choć ich relacje wtedy z pewnością były prostsze. Ona tylko zamawiała obiad, on tylko go przygotowywał. Dopiero później pojawiły się nagrania. Teraz patrzyła, ale w pewnym momencie jej spojrzenie stało się nieobecne. Jutrzejszy dzień wisiał nad nią ciemną chmurą.
- Jak chcesz to jutro zrobić? - potwierdziła domysły, poruszając ten temat. - Na mapie, w miejscu tych koordynatów, jest jakiś punkt przeładunkowy. Sprawdzałam. Hangary, od dawna nieużywane, bo temu miastu, którego nazwy nie wypowiem, nie opłacało się utrzymywać... nie pamiętam dokładnie, nieważne. Kupił to prywatny przedsiębiorca, odciął się od świata, pasuje do takich jak wy.
Skrzyżowała nogi w kostkach, opierając je o jedną z obręczy na swoim stołku. Patrzyła Charlesowi na dłonie, ale raczej nie w ten peszący sposób, a po prostu dlatego, że były najciekawszym elementem w okolicy.
- Jeśli pójdziesz sam, nie będziemy w stanie cię osłaniać po wejściu do środka. Jeśli pójdę ja, to... to nie przejdzie - machnęła dłonią, nawet nie siląc się na wyjaśnienie. - Jeśli oni pójdą we trzech, a bez ciebie, to w ogóle bez sensu. Jest tam też lądowisko, chociaż nagrania satelitarne nie pokazują, by ktokolwiek z nich korzystał. Z ośrodka wyjeżdża czasem pojazd, taki sześciokołowy, potem wraca, i znowu nic. Pewnie po zapasy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

18 sie 2017, o 01:22

Siedział w ciszy robiąc swoje. Źle mu trochę z tym było, że musiał słuchać ich rozmowy z daleka. Przez lata był przyzwyczajony, że wszystkie rozmowy odbywają się przy nim, bo nie było sensu niczego ukrywać, szczególnie, jeśli większość twoich kompanów ryzykowała życiem dokładnie jak on. Chociaż słysząc jej głośny śmiech, zdziwił się trochę. Bo albo naprawdę mieli dobry kontakt, albo powiedział coś na tyle głupiego, że nie wytrzymała. Nie jego problem. Tak chciał myśleć. Na swój sposób drażniło go to, że nawet taki przegryw jak Borys ma lepszy kontakt z kobietami niż on. Jak żyć? Zadał sobie pytanie w duchu.
Nawet nie zauważył, że o wiele mocniej ściskał mięso przy masażu. Rozluźnił uścisk by robić to delikatniej. Nie chciał swoją siłą połamać kości, które były naprawdę ważne przy efekcie wizualnym potrawy. Co ciekawe nawet nie zareagował na otwierane za nim drzwi. Pewnie jeszcze parę godzin wcześniej rzuciłby nożem w ich stronę. Tak na wszelki wypadek. Usłyszał za sobą jej kroki. Ciche. Może, jednak jak miała na sobie buty. Prawie jej nie słyszał.
- Nie jestem specem, ale. – Wyjrzał przez okno w kuchni. – Niebo jest bezchmurne, temperatura bardzo nisska, nie wiem w ciągu paru godzin może będzie. Trudno przewidzieć.
Dodał trochę więcej ziół. Delikatnie wtarł je w mięso. Co ciekawe, jak na tak wielkiego mężczyznę miał bardzo delikatny dotyk. Nawet nie dało się zauważyć, żeby mięso w jakikolwiek sposób się wyginało czy wyciekała z niego krew. Czasami ludzie potrafią mieć dziwne talenty.
- Wrzuć warzywa do gotującej się wody. Kalafior, marchewka i groszek.
Była to typowa klasyka zieleniny na tej wyspie. Można je było znaleźć w każdym daniu. Zresztą nie było, co się dziwić. Trudno było tutaj o coś innego, mało, jakie rośliny radziły sobie z lokalną glebą. Pomimo rozwoju technologii i większej ilości szklarni na wyspie, dalej najważniejsze były klasyczne warzywa.
Spojrzał przed siebie, kiedy wspomniała o następnym dniu. Nie chciał sobie tym za bardzo tego dnia o tym myśleć. Miał cały następny dzień by wszystko przemyśleć, chociaż plan był dość prosty. Westchnął, na twarzy znowu zagościło mu zmęczenie, jakby ten właśnie temat odebrał mu jakąkolwiek przyjemność z gotowania. Nie lubił mieszać obowiązków ze swoim hobby. Więc odpowiedział dość krótko.
- Pogadamy o tym jutro. Mam parę pomysłów, ale nie ma sensu o nich teraz dyskutować.
Wytarł dłonie o ścierkę, zapach ziół roznosił się, bo domku. Pachniało naprawdę dobrze, pomimo tego, że jedzenie nawet nie było gotowe. Odpalił piekarnik i wrzucił mięso do środka. Teraz tylko odczekać godzinę i wszystko będzie gotowe. Potem dorzuci do mięsa warzywa by przeszły zapachem przypraw i tyle. Proste danie, ale jedno z lepszych, jakie jadł w życiu.
- Co tam chciał, Borys?
Spytał przyglądając się jej. Wolał wiedzieć niż potem doszło do jakiejś nieprzyjemnej sytuacji w czasie akcji. Tym bardziej, że planował dostać się do budynku sam. Jeśli miał znaleźć swojego przyjaciela, musiał to zrobić sam. Nie chciał ryzykować, że ucieknie na jego widok. Zresztą jemu i tak już było bez różnicy czy przeżyje to czy nie. Chociaż, z minuty na minę wolałby żeby przeżył.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

18 sie 2017, o 12:19

Sonya zrobiła to, o co została poproszona, przy okazji syknęła z bólu gdy gotująca się woda prysnęła jej na dłoń - albo w przeciwieństwie do Strikera nie za bardzo odnajdowała się w kuchni, albo po prostu miała pecha. Potem siadła na stołku, postanawiając więcej mu nie przeszkadzać. Kuchnia nie była duża, nawet trudno było ją tą kuchnią nazwać. Trzy szafki i kawałek blatu, w większości zajęty przez płytę grzewczą i ekspres do kawy. Ale mogło być gorzej - mogli nie mieć jej wcale.
- Mhm - mruknęła, niemal tak samo jak Borys te niecałe pół godziny wcześniej. Krótki, bezsłowny wyraz niezadowolenia wobec otrzymanej odpowiedzi. Nie do końca się zgadzała z tym podejściem. Wolała już teraz przynajmniej częściowo rozważyć jutrzejsze możliwości, ale skoro Charles nie chciał poruszać tego tematu, to przecież nie miała jak go zmusić.
Kawa, którą zrobiła sobie wcześniej, była już zimna. Zrezygnowała więc z dopijania jej, zostawiając ją na stole przy kanapie. Wzruszyła ramionami, gdy padło pytanie i uśmiechnęła się lekko.
- Głównie mówił o tym, że źle się podzieliliśmy w domkach - odparła szczerze, całkiem swobodnie. - Podziela twój strach, że jak mnie ktoś nie będzie pilnował, to czeka mnie krzywda. Tylko ma trochę inne obawy, niż ty.
Patrzyła na swoje palce, wystukujące na blacie bliżej nieokreślony rytm. Jej słowa brzmiały jak pytanie - sama nie wiedziała, czy powinna się Strikera bać, czy nie. Musiała go pilnować, ale wiedziała, że nie będzie w stanie zachować przytomności przez całą noc. Ona też była zmęczona, a w przeciwieństwie do Charlesa na Ishtar nie zaznała zbyt wiele spoczynku. Skrzywiła się do jakiejś myśli i z powrotem uniosła wzrok na gotującego.
- Proponował też tutejsze piwo - dodała. - Mają u siebie. Ja nie chcę, ale jakbyś był zainteresowany, to może się z tobą podzielą.
Cokolwiek było tak zabawne, by śmiała się tak głośno, teraz o tym nie wspomniała. Pewnie uznała, że jego to nie będzie interesować, albo go nie rozbawi. Albo po prostu nie chciała o tym mówić.
- Jak ty możesz to jeść, to tak śmierdzi - zmieniła temat, wskazując przekąski z rekina. Faktycznie, ich zapach wypełnił prawie całe pomieszczenie. Chcąc jakoś to zagłuszyć, Sonya wyciągnęła z kieszeni cienkie papierosy i odpaliła jednego, nie przejmując się tym, że siedzą w domku i prawdopodobnie wisiał tu gdzieś znak zakazu palenia. Do tej pory Charles nie widział jej z fajką w ręku. To, co paliło, bardziej jednak pasowało na dziwnego rodzaju cygaretki, niż to, co palił on. Opakowanie wyglądało jak jakiś bliżej nieokreślony wytwór asari. Dym, który wydmuchiwała w stronę pokoju, nie kuchni, pachniał jak drzewo sandałowe, co było znacznie przyjemniejsze, niż smród suszonego rekina.
- Długo trzeba będzie na to czekać? Zdążyłam zgłodnieć - uruchomiła omni-klucz i zerknęła na niego, odczytując jakąś wiadomość, która właśnie przyszła. - Musimy ustalić, o której jutro wstajemy. Uprzedzam, że nastawiasz sobie alarm i budzisz się sam.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

19 sie 2017, o 00:06

Parsknął śmiechem widząc jej próby wrzucenia warzyw, szczególnie, że jeszcze zdołała się oparzyć. To już trzeba było mieć talent. Zauważył, że nie zdarzył jeszcze umyć rąk. Lodowatą wodą zmył oliwę oraz przyprawy z dłoni. Mógł mieć absolutną pewność, że nie ważne czy zabije kogoś gołymi rękoma czy uświni je niewiadomo, w czym, dalej będą pachnieć tą rewelacyjną zaprawą, jaką udało mu się zrobić. Był z siebie naprawdę dumny.
- Nie denerwuj się tak, to prosta sprawa, nie planujemy przecież bitwy z armią rozwścieczonych krogan. Pewnie po prostu pójdę sam, a wy mnie będzie osłaniać. Jak pójdę z kimkolwiek to będzie źle wyglądać, nie mogę sobie przecież zepsuć mojej opinii najtwardszego w jednostce, nie?
Zaśmiał się. Mimo, że nie był to temat do żartów to plan dokładnie tak wyglądał. Tym razem nie chodziło o ich bezpieczeństwo, czy stricte jej. Po prostu każdy inny plan zakładał, że ludzie z ośrodka otworzą do nich ogień jak do kaczek. Nie był to może wielki plan, ale idealny na skalę ich możliwości. Wręcz szyty na miarę. Prychnął znowu słysząc, o czym mówił Borys. Teraz był absolutnie pewny, dlaczego Wade tak wybuchła śmiechem, zarazem to trochę dziwne, bo tak długo się nie znali by mogła mu zaufać.
- Co? Boi się, że cię w nocy zgwałcę? – Zaśmiał się głośno. – Gdyby tylko wiedział. O kurwa. – Nie mógł się powstrzymać od śmiechu. – O Jezu, gdyby Simmard mógł to usłyszeć.
Złapał za paczkę suszonego rekina i zaczął go jeść. Delektował się każdym małym kawałkiem tego mięsa. Musiał je zapamiętać, bo tego smakołyku chyba nigdy już nie dostanie do rąk. Starał się nie śmiać jak jadł, ale trudno mu się było powstrzymać.
- Nie oceniaj tylko spróbuj.
Położył obok niej paczkę oczekując, że spróbuje. Inaczej uzna ją za mięczaka kulinarnego. Zawsze trzeba było próbować czegoś nowego, bo inaczej było się zwykłym normikiem. Potrząsł dłońmi by pozbyć się soli, której było całkiem sporo w tym smakołyku, by potem wrócić do tematu.
- Gwałt był niedopuszczalny w jednostce. Jeśli któryś się tego dopuścił to droga Sonyu, kara była niewyobrażalna. Podczas mojej pracy, zdarzyło się to tylko raz. Widzisz w moim byłym zawodzie nie było czegoś takiego jak zwolnieni dyscyplinarne. Oj nie. Najzwyczajniej w świecie go zabili, a żeby nas nauczyć, jaka jest za to kara, zrobili to na naszych oczach. Nie jest to najprzyjemniejsze wspomnienie, szczególnie dla mężczyzn. Nie musisz się martwić, że spotka cię coś złego z mojej strony.
Już się nie śmiał, bo całą tą sytuację miał przed oczami, kiedy starsi stażem operatorzy obdzierali go ze skóry, w miejscach, o których lepiej nie wspominać przy zdrowych i pełnych witalności młodych wtedy mężczyznach. Ponoć w całej historii jednostki były tylko 3 gwałty, za każdym razem, kiedy trafiały się jakieś świeżaki. Taka kara była wystarczająca. Pozwala pozbyć się z jednostki złej krwi. Wrócił myślami do pokoju, w którym się znajdowali, już nie był w sali głównej budynku Rosenkova, a w małym domku na Islandii, w którym chętnie by zamieszkał na stałe gdyby nie ta cała sytuacja.
- A, co do jedzenia to myślę, że jeszcze z godzinę maksymalnie. To zdążysz zjeść, a potem obejrzeć sobie zorzę. Czuje się jak bym ci zaplanował wakacje.
Stwierdził fakt, bo tak też się czuł. Gdyby nie ta cała otoczka śmierci, która może nadejść z dupy, to pewnie znowu poczułby się jak turysta. Tyle, że tym razem nie sam, a z seksowną kobietą.
- Spokojnie, wstanę pewnie przed tobą i skoczę po coś do żarcia do miasta. Chyba, że chcesz pójść ze mną i zjeść coś na miejscu.
Wzruszył ramionami. Nie spodziewał się, że puszczą go tam samego, ale warto było spróbować. Taki spacer pewnie pomógłby mu odświeżyć trochę umysł przed nadchodzącą akcja.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

19 sie 2017, o 01:30

Westchnęła i wzruszyła ramionami. Nie denerwuj się nigdy nie pomagało tak po prostu. Mówienie komuś, żeby się uspokoił, było jak przekonywanie kroganina, że najlepszym dla niego rozwojem zawodowym jest florystyka. Zwyczajnie nie działało. Ale jeśli chodziło o zmianę tematu, to ta działała niemal zawsze, pod warunkiem, że zrobiło się to umiejętnie. Teraz, gdy Striker się roześmiał, było to wystarczająco skuteczne. Sama Sonya uśmiechnęła się, znacznie szerzej, niż dotychczas w jego towarzystwie. Nie zdążyła jednak zaśmiać się głośniej, bo w chwili, w której wspomniał Simarda, ten szczery uśmiech zmienił się w grymas utrzymywany już wyłącznie siłą woli. I nie minęło wiele czasu, zanim zniknął całkiem, mimo że Charles śmiał się nadal. Musiał przypomnieć jej o jutrzejszym dniu, o którym dopiero co zdążyła zapomnieć. Albo o tym, że martwi się o Claude'a, w końcu na niego też polowali. A może wspomnienie mężczyzny wiązało się jeszcze z jakąś inną nieprzyjemną przeszłością. Zaciągnęła się swoim słodkim dymem i wypuściła go w stronę pokoju. Potem niepewnie sięgnęła po kawałek suszonej ryby, ugryzła i skrzywiła się z niesmakiem, ale dojadła ją do końca.
- To było... ciekawe - powiedziała z zastanowieniem. - Wybacz, ale bardziej dyplomatycznej opinii nie umiem wyrazić.
Parsknęła śmiechem, odsuwając przekąski od siebie w stronę Strikera. Jeśli jemu smakowały, mógł je sobie jeść, ale to nie znaczyło, że muszą jej śmierdzieć pod nosem.
- Nie wiem, czy Borysowi chodziło konkretnie o to - uśmiechnęła się znów, choć niemal niezauważalnie. - Myślę, że zakładał wszystkie czarne scenariusze. Bywa... nadopiekuńczy. W stosunku do mnie. Przepada za moim towarzystwem, ale ja za jego niezbyt. Zachowuje się jak debil.
Czyli wiedziała o tym, jakie plany ma wobec niej Rosjanin. Szansa na ich zrealizowanie to była zupełnie oddzielna sprawa. I raczej beznadziejna. Kolejna strużka dymu powędrowała pod sufit. Kobieta przyglądała się jej przez chwilę w milczeniu, słuchając propozycji Strikera.
- Dziwny jesteś, Charlie.
Po tej enigmatycznej refleksji podniosła się z miejsca i przeszła do pokoju, by zabrać stamtąd swoją zimną kawę. Wróciła do aneksu kuchennego, w którym podeszła do zlewu, starając się możliwie jak najmniej przeszkadzać przy gotowaniu i umyła naczynie pod bieżącą wodą. Potem wstawiła kubek do ekspresu, by zrobić sobie kolejną kawę. W końcu z tamtej nie wypiła zbyt wiele.
- Najpierw nas zostawiasz, bo wszystko wolisz sam. Nazywasz mnie córeczką tatusia i twierdzisz, że poszedłeś w cholerę, bo problemem byłam ja - mówiła do swojego kubka, nie podnosząc wzroku. - A teraz brzmisz jakbyś martwił się tym, czy miło spędzę wieczór i czy nie będę głodna rano. Gdybym znała cię lepiej, może nawet uwierzyłabym, że cię to naprawdę interesuje.
Ekspres poinformował o zakończonym procesie parzenia kawy, więc kobieta ją zabrała i wróciła na swoje miejsce na stołku. Mimika jej twarzy momentami była nieprzenikniona i to właśnie była jedna z takich chwil.
- Nie pójdziesz sam. Mogę pójść z tobą. Ktokolwiek może pójść z tobą.
Dopaliła swoją cygaretkę i pstryknięciem wrzuciła ją do zlewu naprzeciwko. Żarząca się końcówka syknęła cicho, gasnąc w jakiejś pojedynczej kropli wody.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

19 sie 2017, o 18:30

Widział jak z twarzy znikał jej uśmiech, kiedy wspomniał o Simardzie. Wiedział już jednak, że lepiej będzie jak przestanie o nim przy niej wspominać. Wolał sobie nie zaprzątać głowy ich znajomością. Nic o niej szczerze mówiąc nie wiedział, a nie widział sensu w rozdrapywaniu tego. Nawet nie chciał wiedzieć jak musiał jej wejść na głowę po tym jak Charles najzwyczajniej w świecie spierdolił z ich siedziby. Cieszyło go to, że spróbowała jednak mięsa. Może nie była jeszcze stracona.
- Zawsze coś.
Wzruszył ramionami słuchając jej opinii. Wcale nie musiał być dyplomatyczna. Mogła po prostu powiedzieć, czym lub jak jej to smakuje. Oczywiście suszone mięso ryby to była całkowicie inna para butów niż z czerwonego mięsa. Prychnął słysząc o Borysie.
- Chyba wszyscy zdążyli to zauważyć, oprócz samego zainteresowanego.
Spojrzał na mięso w piekarniku. Powoli dochodziło. Już czuł zapach tej cudownej potrawy, aż zakręciło go w brzuchu. Nie mógł się jej doczekać. Szczególnie, że mógł to być jego ostatni posiłek. Jeśli już miał umrzeć, to na pewno nie z pustym brzuchem. Tego mógłby nie znieść. Uwielbiał jeść, przez co musiał ćwiczyć więcej od reszty by zachować sylwetkę, co spowodowało też, że nie był wielki tylko w wzwyż, ale przez mięśnie i wszerz. Z tego całego obserwowania wyciągnęły go jej słowa „Dziwny jesteś, Charlie”.
Już nie pierwszy raz słyszał takie słowa. Tylko czasami brzmiało to bardziej dosadnie. Coś w stylu „Jesteś pojebany” albo „Powinieneś się leczyć”. Coś w ten deseń. Wysłuchał jej monologu. Miała racje. Sam wtedy za bardzo nie wiedział, co chciał osiągnąć. Wierzył w jakaś deus ex machine, która wyciągnie go z tego problemu albo niczym komiksowy Punisher zrobi wszystko sam. Podrapał się po głowie klęcząc przed piekarnikiem. Opadł dłoń o blat i kilka razy zastukał w niego palcami. Czuł, że musi zapalić. Tym bardziej, że wokół niego unosił się już zapach tytoniu. Wstał. Poszedł w stronę swojej torby i wyciągnął paczkę papierosów. Nie musiał przecież jej mówić, dlaczego tak zrobił, ale czuł, że jest jej winien jakieś wytłumaczenie. Odpalił papierosa. Dym wypuścił wprost na rozżarzoną końcówkę. Przyglądał jej się chwilę, by ponownie się zaciągnąć.
- Gdybym ci powiedział, że martwiłem się o was wszystkich to byś mi uwierzyła?
Zapytał. Taka niestety była prawda. Wiedział, że brzmiało to cliche lub idiotycznie. Niestety tak było. Nie chciałby w tym uczestniczyli, bo nie znali ludzi Rosenkova tak jak on lub Simard. Dobrze wiedzieli jak załatwiają swoje sprawy oraz problemy. On po prostu nie chciałem nikogo z zewnątrz w to mieszać.
- Chodzi o to, że. –Zamilkł na chwilę, kolejny uderzenie dymu w płuca i westchnięcie. – Wiem, czym się też zajmujecie, ale to nawet nie jest blisko tego, co robiliśmy my. Do naszych sposobów. Nie chciałem, żeby przez tego zasranego idiotę powstało więcej takich jak my, rozumiesz? Wolałem pójść sam, zniknąć z waszego życia i zrobić swoje. Bo porównaniu z wami ja nie mam nic do stracenia, absolutnie nic. Aaron ma pieprzoną żonę, Seth nie wiem, Borys ma ciebie. – Prychnął. – A co ja mam? Gówno pracę w jakiejś kuchni lub kolejne kontrakty, bo nic innego nie potrafię zrobić w swoim życiu. Jeśli bym zginął nic by się nie zmieniło i tak dla całego świata już jestem martwy. Ja po prostu…
Zaczął się łamać, odwrócił się drugą stronę. Oparł się dłońmi o blat. Znowu się łamał. Tak jak wtedy, kiedy siedział w parku. Od kiedy wyszedł z więzienia, coraz częściej go to spotykało. Nie potrafił się pogodzić sam ze sobą, z tym, jakim jest człowiekiem. Po prostu nie potrafił normalnie funkcjonować. Jak nie ataki agresji, to chęć na zakończenia swojego życia? Jeśli coś nie zajmowało jego umysłu to zawsze się to tak kończyło. Różnica była taka, że nie miał teraz nawet jak uciec lub zniknąć. Miał dopiero 29 lat, a już czuł się pieprzonym wrakiem człowieka. Zamiast spędzać ten czas najlepiej jak tylko mógł, bawiąc się lub po prostu żyć to siedział na kolejnej operacji, na którą nie miał wpływu. Od urodzenia nie miał nigdy na nic wpływu. Uczciwie zapracował sobie na te wewnętrzną brzydotę. Urodził się z piętnem. Miał to zapisane w genach. Teraz mógł sobie zapełnić swoje życie nową pracą, kolejnymi kontraktami czy udawaniem, że wszystko jest w porządku, ale to nie miało prawa go naprawić. Był Charles Strikerem, a na to nie było żadnego lekarstwa.
- Po prostu nie chciałem, żebyście skończyli jak ja. Żebyście musieli żyć z tym zasranym piętnem.
Pociągnął nosem, a głos mu się łamał. Był naprawdę zmęczony. Po raz kolejny zbierało mu się na płacz. Nie liczył na jej litość, na niczyją litość. Tacy jak on nie zasługiwali na nic dobrego od innych ludzi. Po prostu musiał zebrać się by przeżyć kolejny bezsensowny dzień. Zastanawiało go to, jak ludzie potrafią wstawać każdego dnia i mówić „Tak, nowy dzień, jedziemy z tym koksem!”. Jak ludzie to robili? On tego na pewno nie wiedział. Delikatnie się trząsł był na pieprzonej granicy.
- Chyba zaczęła się zorza.
Powiedział tylko cicho na koniec nie zmieniając swojej pozycji, dając jej do zrozumienia, że chyba potrzebuje trochę czasu dla siebie. Papieros powolnie się dopalał, do tego niebezpiecznie blisko jego skóry. Nawet nie reagował, nie czuł już nic. Ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Chciał, żeby ten koszmarny dzień się już skończył. A jutro? Nie obchodziło go, co miało się wydarzyć. Martwił się tylko i wyłącznie o ich bezpieczeństwo.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [ISLANDIA] Austurland

19 sie 2017, o 22:43

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

19 sie 2017, o 23:08

- Nie - odparła cicho, opuszczając wzrok.
Nie uwierzyłaby mu, bo nie miała powodu, by to zrobić. Tak samo jak nie miała powodu wierzyć teraz, przynajmniej do momentu, w którym zaczęło być po nim widać, że mówi szczerze. Wade spięła się w sobie, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce na klatce piersiowej, jakby próbowała w ten sposób odciąć się od niego, spodziewając się nie załamania, ale wybuchu. Może tak właśnie funkcjonował Simard, a tylko z nim dotąd kobieta miała do czynienia.
- Borys gówno ma - poprawiła go w międzyczasie, jakby te słowa sfrustrowały ją bardziej, niż wszystkie pozostałe. Popchnęła nogą obręcz stołka, obracając się w prawo, później w lewo. Słuchała Strikera, wyraźnie nie wiedząc, jak zareagować. Odkąd się odwrócił, nie widział już jej twarzy, nie miał pojęcia co ze sobą robił. Tylko zapach drzewa sandałowego w pewnym momencie stał się silniejszy.
- Jesteś też inny niż Claude - powiedziała cicho, nagle znajdując się bezpośrednio za nim.
Bez butów poruszała się praktycznie bezszelestnie. Z tą samą swoja beznamiętną miną obróciła się i stanęła obok Strikera, opierając się tyłem o ten sam blat, w który mężczyzna wbijał swoje ręce. Obserwowała go tak samo intensywnie, jak zawsze, choć nagle znalazła się znacznie bliżej, niż kiedykolwiek do tej pory.
- Czasem jest już za późno żeby kogoś ratować - stwierdziła, wzruszając ramionami. - A oferty pomocy się nie odrzuca, nie w sytuacji takiej, jak twoja. Zresztą... nam to nie grozi. Nie będziemy tak zniszczeni jak wy, bo nikt nam takich rzeczy nie robi. Być może jesteśmy spierdoleni na swój sposób. Nie zdążyłeś nas poznać zbyt dobrze.
Uśmiechnęła się lekko, sięgając do dłoni Charlesa, ale nie po to, by go za nią złapać, ale żeby wyciągnąć spomiędzy jego palców kończącego się papierosa. Wrzuciła go do zlewu, obok swojego niedopałka. Potem odsunęła się z powrotem, wracając do bezpiecznego dystansu, który na tę jedną krótką chwilę znacząco się zmniejszył.
- Każdy ma jeszcze coś do stracenia, nawet kiedy wydaje się, że nie ma się nic. Ale to brzmi jak słaby frazes, więc nie będę cię do niczego przekonywać. Z drugiej strony, ty nie musisz przekonywać mnie, bo wbrew pozorom nie jestem tak głupia na jaką wyglądam i rozumiem, o co ci chodzi. Nie wiem co będzie dalej. Zresztą nie wiem, co będzie jutro, poza tym, że nie jesteś skazany na to samo, co Claude. On ma w dupie innych ludzi. Jesteście tak samo różni, jak jesteście podobni. I to jest trochę przerażające.
Odepchnęła się od blatu i przesunęła jeszcze raz spojrzeniem po spiętej sylwetce Strikera. Westchnęła cicho, opierając jeszcze na chwilę niepewnie dłoń na jego ramieniu, przelotnie, by w końcu przejść do swoich butów i płaszcza, do wejścia do domku. Szybko je na siebie wciągnęła, narzuciła kaptur na głowę i otworzyła drzwi, wpuszczając chłód do domku.
- Nie spal mięsa, Charlie. Zawołaj mnie jak będzie gotowe, albo przyjdź.
Drzwi trzasnęły, a kobieta zniknęła za nimi. Striker został sam, z niedokończoną kolacją i swoimi myślami.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8626
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [ISLANDIA] Austurland

20 sie 2017, o 00:30

Słuchaj jej uważnie, to znaczy na tyle ile pozwał mu jego rozpadający się umysł. Przez lata bariera bezpieczeństwa, budowana przez lata waliła się niczym domek z kart. Wszystkie myśli atakowały go bez ustanku. Emocje, które tak dawno starał się w sobie zablokować potęgowały tylko szybkość zniszczeń. Był ogromnej postury, ale teraz czuł jak się kurczy z każdym jej wypowiedzianym słowem. Chciał uciec, po raz kolejny. Jak tchórz, którym tak naprawdę był. Był tak skupiony na utrzymaniu się w stanie używalności, że nie zauważył tego, że stoi obok niego. Patrzył w dół, uciekał wzrokiem jak tylko mógł.
Zastanawiał się nad jej słowami. Może miała rację, może nie staną się tacy jak on czy Simard, czy cała reszta takich jak on. Chciał jej zaufać i uwierzyć w jej słowa, ale było mu o wiele trudniej niż się wydawało. Szczególnie, ze nie kierował nimi ktoś z zewnątrz, a ktoś tak samo wyćwiczony jak on. Chciał w to uwierzyć. A przynajmniej próbował.
Jednak to kolejne zdania uderzyły w niego z największa siłą. Może jednak miał coś do stracenia? Tylko, co? Nie miał żadnego większego celu w życiu, gdyby nie praca w kuchni, pewnie by dalej włóczył się gdzieś po galaktyce wykonując czyjeś rozkazy lub robił wszystko sam. Nie potrafił dostrzec tego celu. Po prostu nie potrafił. Chciał, ale nie mógł nic znaleźć. Powodu, dla którego mógłby po prostu żyć.
Zbierały się w nim kolejne pokłady żalu i smutku. A najbardziej zmęczenia. Nie tylko psychicznego, ale i fizycznego. Nie wiedział niby, w jaki sposób różnił się od Simarda. Może przez brak uczucia jakiejkolwiek indywidualności nie mógł sobie poradzić w znalezieniu tych różnic. Przeżyli to samo, widzieli to samo, byli przerażająco podobni, ale, w jaki sposób różni? Docierało do niego, że jedyną różnicą pewnie było to, że on potrafił przeskoczyć na drugą stronę, a Striker dalej stał w rozkroku. Nie potrafił się pogodzić z rzeczywistością. Może chodziło jej o coś innego? Może pomimo tego, co przeżyli tak naprawdę wszystko wpłynęło na nich inaczej?
Zastanawiałby się pewnie nad tym dłużej gdyby nie to, że poczuł czyjś dotyk na swoim ramieniu. Nie pamiętał już, kiedy ostatni raz ktoś go dotknął intencjonalnie. Zazwyczaj chcieli go zabić. W tym momencie poczuł jak po twarzy pierwszy raz od wielu lat pociekły łzy. Najprawdziwsze łzy. Po prostu ciekły, nawet nie szlochał. Wydawało mu się, że śni, dopóki nie usłyszał jak kilka uderzyło o blat. Starał się wyregulować oddech. Odwrócił delikatnie głowę w jej stronę. Głos miał suchy do tego jakby coś ściskało mu gardło.
- Jasne.
Odpowiedział tylko krótko. Kiedy drzwi się zamknęły za nią po prostu wybuch? Ale tym razem nie agresją, a szlochem dorosłego mężczyzny. Czuł się najgorzej w świecie. Nie potrafił zrozumieć tego, co się z nim działo. Wyprostował głowę przyglądając się szybie przed swoją twarzą. Widział swoje odbicie. Nawet trochę nie przypominał siebie, a przypominał bardziej tego samego dzieciaka, który zgubił się w drodze do normalnego życia. Miał tylko nadzieje, że ona tego nie słyszy. Nie chciałby następnego dnia zaczęli w niego wątpi ze względu na jego stan. Przesunął się powolnie w stronę zlewu. Odkręcił najzimniejszą wodę, jaka się tylko dało i zaczął nią nacierać sobie twarz.
- Nie, nie, nie.
Mówił do siebie płaczliwym głosem. To nie był on. To nie był Charles Striker, którego stworzyła korporacja. To nie był ten perfekcyjny żołnierz Rosenkova, a zwykła cipa, która ledwo, co trzymała koniec z końcem. Chlapał wodą na twarz, jego bluza była mokra od ilość płynu spływającego z jego twarzy. W końcu się wyprostował. Spojrzał na sufit pomieszczenia. Musiał się ogarnąć. Nie mógł tak dalej funkcjonować. Złapał ścierkę i wytarł sobie twarz. Woda wcale nie pomogła. Może i przestał płakać, ale jego przekrwione białka mówiły, więcej niż powinny. Miał mocno podkrążone oczy. Zmizerniał. Założył na głowę kaptur od bluzy. Nie chciał na siebie patrzeć.
Spojrzał na piekarnik. Jedzenie było prawie gotowe wiec lepiej było się nim zająć niż dalej roztrząsać problemy, które w tym momencie wpływały na misje za bardzo. Otworzył urządzenie, delikatnie za pomocą ścierki wyciągnął brytfankę. Mięso było w idealnym stanie, tak samo warzywo. Położył naczynie na drewnianej misce i przełożył ją na stół. Wyciągnął sztućce, jakieś szklanki i talerze. Wszystko było gotowe i podane. Spojrzał na drzwi na zewnątrz. Musiał ją zawołać lub wyjść. Wolałby by to pierwsze, ale wciąż czuł ścisk w gardle. Odpalił, więc papierosa by jeszcze bardziej unormować swój oddech. Otworzył drzwi na zewnątrz. Wyszedł. Nie założył nawet butów. Stanął obok niej z delikatnie dymiącym papierosem. Spojrzał w stronę zorzy.
- Jedzenie jest już gotowe.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Następna strona

Powrót do Ziemia

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość