W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

12 gru 2017, o 00:14

Widząc co robią pozostali, sama sięgnęła do zaczepów swojego hełmu, pomimo cichej myśli w głowie, że może nie powinna tego robić. Przywitał ją i tak jeden, wielki ukrop, choć nie zareagowała jak Min-Jae. Jej gorąc nie przeszkadzał, choć w tej chwili wnętrze pancerza utrzymującego bardziej komfortowe warunki wydawało się być bardziej zachęcające.
Zastanawiała się nad tym jak będzie wyglądał dla ocalałych moment ponownego zobaczenia Ziemi. Była tak przyzwyczajona do tego, jak wyglądała, że nie wyobrażała sobie nawet wejścia do świata bez całkowitej znajomości go. Inna sprawa, że być może nie będą oglądali jego przyjemniejszej strony - w zależności od tego jak dowództwo podejdzie do ich sprawy. Czy faktycznie uznają ich za dezerterów, jak podejrzewał Nomad, czy wykażą zrozumienie.
- Skoordynujemy z nim proces ewakuacji - zgodziła się, gdy wspomniał o komandorze. Dobrze, że mieli kogoś choćby częściowo nadzorującego ich zgromadzenie. Czterdzieści osób to pozornie nie było dużo, ale nie przetrwaliby zbyt długo bez jakiegokolwiek dowódcy - jednej osoby lub całego organu. Ludność tego potrzebowała. Małe skupiska i duże, tworzyły chaos bez porządku narzuconego przez kogoś innego.
Być może to też tłumaczyło fakt, iż czterdzieści osób zdołało się zorganizować na tyle, by bezpiecznie odłączyć od przeważającej reszty rozbitków i działać na własną rękę. Jedna osoba, która ich do tego nakłoniła, która wymyśliła plan i prowadziła ich ze sobą jak owce marzące o lepszej przyszłości.
- Zmieniła się technologia i sąsiedzi. Ludzie pozostali tacy sami - odparła na jego pytanie. To, czy było to pocieszające, zależało od punktu widzenia.
Trzymała pistolet oparty na swoich kolanach, podobnie postępując z bronią jak Nomad, koło którego zajęła miejsce. Nie ufała im w pełni, ale nie wierzyła też, że ci, ta konkretna dwójka, ma wobec nich złe intencje. Może się myliła, najwyżej pluć w brodę będzie później.
- Chyba nie ma skąd się dowiedzieć. Tamci z krążownika nie próbują się komunikować, ci nadali sygnał Przymierza. Może tamtym asari się udać, jeśli mają ze sobą jakieś komunikatory - zmarszczyła brwi, patrząc przez ramię ich kierowcy na unoszące się fale pyłu, gdy uderzali w mniejsze wydmy. - Nawet jeśli nawiążą kontakt, jesteśmy daleko od terytorium Republik. Minie kilka, kilkanaście godzin nim zdążą tu dolecieć.
Wewnętrzna Przestrzeń Rady nie ułatwiała. Ryzykowali, że wysłany zostanie oddział znajdujący się najbliżej Mgławicy Ateny, co minimalizowało czas podróży do kilku godzin. Wolałaby mieć więcej czasu - a najlepiej jego nieskończoność, jeśli asari nie udałoby się skomunikować z bazą.
ObrazekObrazek
Cain

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 paź 2017, o 12:34
Miano: Meghan Vazquez
Wiek: 31
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Postać główna: Hawk
Lokalizacja: Kralla
Status: Operator C3 oddziałów Przymierza.
Kredyty: 8.750

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

17 gru 2017, o 14:36

Solberg milczał, patrząc się przed siebie. Droga nużyła się, gdy wokół niewiele się zmieniało. Jedne wydmy były zastępowane przez drugie, te przez kolejne. Pojazd poruszał się między nimi dobrze już pewnie znaną kierowcy ścieżką, choć dla nowo przybyłej czwórki było to całkowicie obce pustkowie. Nie mieli okien wokół siebie, jedynym co widzieli było więc to, co dało się ujrzeć przez przednią szybę. Rianne znów zerknęła przez ramię, tym razem przyglądając się Cain, która odsłoniła swoją twarz. Była w tym mało subtelna, ale trudno było się dziwić jej zaciekawieniu. Gdy zdejmowali hełmy, tajemniczy przybysze z nieba stawali się ludźmi, takimi jak oni, a i protokół wojskowy przestawał mieć takie znaczenie. Przynajmniej w tej krótkiej chwili, przez dziesięć minut drogi, w której oddział po prostu siedział i czekał, aż dotrą na miejsce.
- To naprawdę dużo musiało się zmienić - powiedział cicho rudobrody mężczyzna, nie odwracając wzroku od skrzącego się piachu przed nimi.
Min-jae poprawił się w miejscu i palcem odciągnął kołnierz kombinezonu od szyi. Stroje dwójki z przodu były luźne i cienkie, ich wręcz przeciwnie. A nawet klimatyzacja w pojeździe miała swoje granice.
- Nawet jeśli asari miały komunikatory, na pewno im je zabrali - odparł mężczyzna na przypuszczenie Meghan. - Tak samo jak wszystko, co przy sobie miały.
- Asari? Tak się nazywają? - spytała Rianne, odwracając się do nich. - To są ci nowi sąsiedzi? Chciałabym porozmawiać z jedną z nich.
- Może będziesz miała okazję - mruknęła Dahl cicho, na tyle, że dziewczyna jej nie usłyszała. Jeśli faktycznie dotrą jakoś do dwóch zakładniczek, prawdopodobnie nie będą one zbyt pozytywnie nastawione do jakiegokolwiek przedstawiciela ludzkiej rasy. Wręcz przeciwnie. Nic dziwnego jednak, że Rianne była zafascynowana niewiadomą. Dla niej wszystko, co poza granicami tej pustynnej planety, było nowe i interesujące.
Po wspomnianych dziesięciu minutach, które jednak dłużyły się niemiłosiernie, dotarli do czegoś, co Solberg nazwał oazą. Pojazd wjechał w duży otwór jak u twojej starej kamiennej formacji, znajdując się w skalnym korytarzu, prowadzącym w dół. Jeszcze przez kilka minut wiatr zawiewał piach do środka, widzieli jak drobinki unoszą się przed szybą pojazdu, ale w końcu i one zniknęły. Stopniowo zjeżdżali coraz niżej kręta plątaniną kamiennych tuneli, by w końcu dojechać na miejsce.
Duża przestrzeń, będąca praktycznie wielką podziemną jaskinią, oświetlona była przez kilka sporych dziur w górze, prowadzących na powierzchnię. Piach nie wpadał do środka, więc może skalista formacja sięgała wyżej, niż najwyższe zaspy, za to pozwalała promieniom słońca sięgać i tutaj. Gdzieniegdzie były ustawione lampy, ale w tej chwili były wyłączone - nie było potrzeby na dodatkowe źródło światła, choć w porównaniu do powierzchni planety, tutaj panował półmrok. W jaskini ustawione były prowizoryczne przegrody, dzielące ją niezbyt skutecznie na pomieszczenia, w większości wyglądające jak oderwane od statku kawałki kadłuba. Niektóre przypominały kawałki statków asari, musieli więc rozebrać wrak i zabrać jego elementy tu. Wszystko jednak w jakiś sposób sprawiało wrażenie zamieszkanego, cywilizowanego, zadbanego. W końcu ludzie spędzili tu trochę czasu, czyniąc z tego miejsca swój dom. Po wspólnej części plątało się teraz kilkanaście osób, a dwie wyjrzały z jednego z pomieszczeń gdy usłyszały dźwięk nadjeżdżającego pojazdu. Mimo umiejscowienia pod ziemią, wciąż było tu gorąco, więc większość była ubrana znacznie luźniej, niż Solberg i jego córka.
- Witajcie w oazie - mruknął mężczyzna, wyłączając silnik i otwierając drzwi.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7667
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

20 gru 2017, o 23:15

Kralla szybko przypomniała kobiecie to, jak nudną miała powierzchnię. Chwilowe ożywienie wywołane rozmową, zdjęciem hełmu i wejściem do pojazdu szybko zmieniło się w stan zamyślenia, w którym trwała przez całą podróż, nie odzywając się więcej. Czuła na sobie spojrzenie dziewczyny, ale nie usiłowała jej za to skarcić. Może tamta myślała, że po tylu latach nawet ludzie poza piaszczystą planetą zdążyli się zmienić. Cain macki nie wyrosły od tego galaktycznego życia, ale w zasadzie tyłu głowy nie zdążyła jeszcze pokazać - a jeżeli reszta osób nie będzie tak budząca zaufanie jak dwójka, którą spotkali dotychczas, to wolałaby się w ogóle nim do nich nie obracać.
Wreszcie poza nudnym piaskiem pojawiło się coś jeszcze, co wyrwało kobietę z apatii. Wyprostowała się w miejscu, spoglądając na formacje skalne, które jak na razie nie przypominały za bardzo oazy, którą miała w głowie. Zniknęło całkowicie wraz z wjazdem do środka.
Może nazywanie dziurą w ziemi oazą było czymś, co pomagało im lepiej to akceptować. A może na krążowniku na prawdę było tak źle, że nawet takie warunki nie stanowiły żadnej przeszkody.
Potrzebowała chwili by przyzwyczaić swój wzrok do półmroku, gdy jej buty wreszcie uderzyły o twardszą powierzchnię piaskowca. Jarzące się słońce było ciężkie do zniesienia dla nieuzbrojonego oka, tutaj jednak było znacznie przyjemniej, także pomimo gorąca i duchoty panującej w jaskini.
- Uroczo - odparła tylko, bez cienia ironii, choć nie potrafiła zabrzmieć całkowicie szczerze. Przypięła hełm do paska pancerza, nie chowając broni do kabury, choć przez myśl przeszło jej by to zrobić. - Zabierzcie nas do tego całego komandora - poleciła, rozglądając się. Nie spodziewała się pasków wyszytych na ramieniu, po prostu była ciekawa - tego miejsca, ludzi tu żyjących. Zastanawiała się jak zaadaptowali się do Kralli, że byli w stanie wytrzymać na jej powierzchni całe lata. To akurat ich gatunek robił znakomicie - przyzwyczajał się. Przekształcał. Ale w wyniku tego procesu często się zmieniał, w sposobie bycia lub innych aspektach. Na pewno przywykli do innego ubierania się - takiego, którego pozazdrości im ona sama po następnej godzinie spędzonej w pancerzu, który jeszcze jej nie doskwierał.
ObrazekObrazek
Cain

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 paź 2017, o 12:34
Miano: Meghan Vazquez
Wiek: 31
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Postać główna: Hawk
Lokalizacja: Kralla
Status: Operator C3 oddziałów Przymierza.
Kredyty: 8.750

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

10 sty 2018, o 02:14

Pustynia stawała się dla niego coraz bardziej irytująca. Było to chyba jedyne miejsce, które z taktycznego punktu widzenia było bezużyteczne. Gdyby to była pustynia lodowa to przynajmniej mieliby gdzie się ukryć. Do tego śnieg ma znacznie więcej zastosowań niż piach. Wszystko tutaj wręcz krzyczało, że ci przetrwali całą tą katastrofę statku nie mieli prawa przeżyć w takim miejscu. W jakiś sposób jednak im się udało. Nawet zdążyło się tutaj urodzić nowe pokolenie. Coś jednak było w tym powiedzeniu, że ludzie jak są jak karaluchy i przetrwają wszędzie.
Nie odzywał się przez całą trasę ciągle obserwując trasę pojazdu i meldując dowództwo o ich aktualnej pozycji. W tej chwili miał tą niewielką chwilę dla siebie za nim wykipi na nich to całe gówno, które zbierało się na tej planecie przez tak długi czas. Może i uda im się poznać tajemnicę statku ale to nie im będzie to oceniać. Póki co ich zadanie ze zwiadu przerodziło się w misję typowo ratunkową. W najgorszym wypadku wezwą wsparcie. Miał tylko nadzieję, że zdąży ono przylecieć na czas.
Oaza, która się przed nim pojawiła była dla niego czymś nowym. Chociaż bardziej pasowałoby tutaj określenie „interesujące”. Jeśli obydwa „klany” miały ze sobą jakiś problem to ten drugi miałby ogromny problem z podbiciem takiej twierdzy. No chyba, że miałby wsparcie na orbicie, które przebiłoby zewnętrzną część tego miejsca. Wtedy raczej nie byłoby problemu. Dobrze, że oni mieli akurat zasoby, aby w najgorszym wypadku bawić się w coś takiego. Wolał jednak nie przekonywać się jaka jest skuteczność ludzi na statku w czasie burzy piaskowej.
Wychodząc z pojazdu zmierzył wzrokiem miejscowych. Wciąż zaskakiwała go wytrwałość tych ludzi. Inną rzeczą było to jakim cudem udało im się ujść z życiem podczas upadku statku. Przecież przy wcześniejszych modelach krążowników nie brano nawet pod uwagi awaryjnego lądowania. Od tego były kapsuły ratunkowe.
- Lepiej żeby wiedział coś więcej niż nasi przewodnicy.
Rzucił pod nosem na wspólnym kanale.
ObrazekObrazek
Nomad

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 31 paź 2017, o 19:39
Miano: Douglas Emerson
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Kredyty: 20.000

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

14 sty 2018, o 19:57

Solberg wysiadł z pojazdu, przy okazji rozpinając kombinezon, który miał na sobie. Ściągnął z siebie górną połowę, zostając w nim od pasa w dół i tylko przewiązał się w biodrach rękawami, by ubranie nie zsunęło się z niego. Został w podkoszulku bez rękawów, który nosił pod spodem. Był bardzo chudy, czego nie było widać przedtem. Nawet nie szczupły.
- Rianne zaprowadzi was do komandora, ja odstawię auto - powiedział, rozglądając się dookoła, jakby upewniał się, że wszystko jest w porządku. Ludzie przyglądali się im z zainteresowaniem, ale nikt nie podszedł bliżej, tak jakby obecność ludzi spoza Kralli, innych przedstawicieli Przymierza, była czymś tak absurdalnym, że obawiali się że znikną. Ale czwórka, która spadła im z nieba, raczej nie zamierzała znikać. Wśród opalonych przez słońce planety ludzi, wyglądali blado jak trupy.
- Chodźcie za mną - poleciła dziewczyna i ruszyła przodem, prowadząc ich w jeden z odchodzących od dużego pomieszczenia tuneli.
Temperatura z chwili na chwilę zaczynała irytować coraz bardziej, zwłaszcza, gdy weszli w podłużne przejście w kamieniu, które nie miało luksusu otworów w suficie, wpuszczających trochę świeżego powietrza. Blondynka jednak nic sobie z tego nie robiła, pewnie była to kwestia przyzwyczajenia. I gdy już powoli zaczynali mieć dość, dotarli w końcu do odchodzącego od korytarza małego pomieszczenia. Rianne odsłoniła przed nimi zawieszoną w przejściu szarą zasłonę z logiem Przymierza, która mogła być kiedyś wszystkim, począwszy od zasłony prysznicowej, przez prześcieradło, po inne rzeczy, które można było znaleźć na pokładzie wojskowego okrętu. Teraz odgradzała pomieszczenie należące do komandora od reszty korytarza skalnego, który prowadził jeszcze gdzieś dalej.
Gdy weszli do środka, ich oczom ukazała się równo wydrążona, prostokątna jaskinia, w której stało kilka metalowych mebli, charakterystycznych dla pokładów statków. Te, na które patrzyli, pochodziły chyba z produkcji asari. Więc jednak coś udało im się odzyskać ze znalezionego wraku. Postawny, jasnowłosy mężczyzna, na oko koło osiemdziesiątki, przy niewielkim stole pochylał się nad wyłączonym omni-kluczem, usiłując w jakiś sposób go aktywować, albo zapoznać się z nowoczesną elektroniką. Gdy usłyszał kroki, uniósł wzrok i odłożył narzędzie, z którego korzystał. Na widok nieznajomych wstał, przesuwając spojrzeniem po ich twarzach. Byli obcy, ale jednocześnie był gotowy na ich przybycie, pewnie od momentu, w którym udało im się aktywować sygnał.
- Dziękuję, Rianne, możesz odejść - powiedział. Dziewczyna skinęła głową i usunęła się z pomieszczenia, zostawiając ich samych z człowiekiem, który miał im udzielić odpowiedzi na pytania. - Komandor Julius Javert - przedstawił się. - Chociaż nie wiem czy po tylu latach ranga ma jakiekolwiek znaczenie.
Jego pokój, który musiał być jednocześnie sypialnią, jak i miejscem pracy, był całkiem przestronny, bez problemu więc zmieścili się w środku. Wskazał im dwa wolne stołki i łóżko, na których mogli usiąść, sam cofając się pod przeciwległą ścianę i opierając się o nią plecami. Ręce skrzyżował na klatce piersiowej, obserwując przybyszów.
- Pewnie macie więcej pytań, niż odpowiedzi. Rozumiem, że jesteście tylko grupą zwiadowczą, która miała wybadać co się dzieje na powierzchni, a rzeczywistość przerosła wasze wyobrażenia. Pewnie będziemy musieli poczekać na okręt, który zmieści nas wszystkich. Przygotować ludzi do opuszczenia planety - zamilkł na moment, zastanawiając się nad czymś wyraźnie, ale tą myślą się nie podzielił. - Szczerze, to nie sądziłem, że ktokolwiek po nas przyleci jeszcze za mojego życia.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7667
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

18 sty 2018, o 05:37

Wzrokiem odprowadził odjeżdżający pojazd. To by było chyba na tyle jeśli chodzi o jakąkolwiek dalszą podroż pojazdem. Chociaż i tak jeszcze przyjdzie im się nim przemieszczać. Od samego początku miał złe przeczucia co do tej misji, a teraz w końcu czuł, że na pewno zadziała tutaj prawo Murphiego. Zgasił papierosa, którego wcześniej odpalił w pojeździe, by chwilę potem ruszyć za Rianne. Chciał poznać dowódcę tego pechowego statku wojennego, którego główna misja z patrolowania galaktyki, zmieniła się w zaludnianie okolicznych systemów.
Czuł jak pod pancerzem poci się jak nigdy w życiu. Nawet podczas ostatniej misji nie spocił się tak jak teraz, gdzie byli na powierzchni może z godzinę. Hełm trzymał pod pachą cały czas pod ręką. Tak w razie czego, gdyby okazało się, że tubylcy jednak nie chcą wydostać się z tego miejsca. Rozglądał się po kompleksie wciąż trochę zaskoczony jak udało im się tutaj przetrwać. Przecież tutaj nawet nie dało się jakoś normalnie uprawiać czegokolwiek. Czuł się jak w filmie, który nie kończył się dobrze dla głównych bohaterów. Równie dobrze mogli być kanibalami. Wolał jednak nie ruszać swoimi myślami dalej w tę stronę.
Wkraczając do pokoju komandora poczuł się dziwnie. Nie rozumiał za bardzo jakim cudem przez czterdzieści lat udało im się tutaj zachować dalej hierarchie wojskową. Tutaj bardziej pasowałoby już hierarchia jakieś wioski jak w czasach kolonialnych. Jakiś starszy wioski czy coś. Jednak mężczyzna stojący przed nim wciąż zachowywał się jak typowy wojskowy. Może i dobrze. Protokoły nie zmieniły się, aż tak bardzo przez ostatnie dziesięciolecia więc bez problemu powinni się dogadać.
- Komandor sztabowy Emerson.
Przedstawił się mężczyźnie. Od razu wysyłając zapytanie do dowództwa o człowieka, którego miał przed sobą. Przy takich misjach wolał cały czas pozostawać w kontakcie z górą. Szczególnie w misjach tak dziwnych jak ta. W innymi przypadku po prostu trzymałby się protokołów. Przymierze na wszystko miało odpowiedź, jednak ta sytuacja wychodziło po za jakikolwiek podręcznik czy poradnik.
- Dużo się zmieniło przez te lata. W ciągu kilku godzin powinny zjawić się statki transportowe.
Wzruszył ramionami. Niestety w rzeczywistości dla Douglasa była to raczej jedna z tych misji na których nie czuł się dobrze. Po prostu chciał to załatwić i wrócić do swojego oddziału. Po prostu nie chciał żeby coś poszło nie tak w momencie, kiedy mogli ewakuować przynajmniej jedną grupę cywili. Może żołnierzy? Trudno było mu dokładnie ocenić jak nazwać ich w tej sytuacji.
- Chętnie byśmy się dowiedzieli co poszło nie tak w waszej misji. Szczególnie, że wylądowaliście spory kawałek drogi od układu słonecznego.
ObrazekObrazek
Nomad

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 31 paź 2017, o 19:39
Miano: Douglas Emerson
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Kredyty: 20.000

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

18 sty 2018, o 14:01

Postura Solberga wywołała w jej głowie kolejną zagwozdkę. Planeta była jałowa - czy udało im się tak długo przeżyć wyłącznie z proszkowanego jedzenia? Jak duże były zapasy na krążowniku? Wątpiła, by udało im się cokolwiek wyhodować, choć może pod powierzchnią, blisko jakichś żył wodnych, dałoby się poszerzać zapasy. Przynajmniej z normalnym, naturalnym jedzeniem, nie proszkowanym.
A może skorzystali z tego, że nie wszyscy przeżyli pierwszy rok i teraz mieli jedzenia w brut.
Ostrzegawczy wykrzyknik pojawił się na małym ekraniku umieszczonym na ramieniu jej pancerza, nie mogąc połączyć się z wizjerem jej hełmu. Było gorąco - na tyle, by męczyć systemy podtrzymywania komfortu środowiska wewnątrz kompozytowej zbroi, sprawiając, że ukrop z każdą chwilą stawał się bardziej odczuwalny.
Zmarszczyła brwi, gdy dotarli do prostokątnej jaskini, będącej kwaterą komandora. Jej mina nie wynikała z miejsca, w którym się znaleźli, ale z omni-klucza, który usiłował aktywować. Z pewnością był zaintrygowany nową technologią, ale to, w jaki sposób obchodził się z delikatnym urządzeniem wywołało w niej wewnętrzny protest.
- Porucznik Vazquez - odparła za Emersonem, rozglądając się po pomieszczeniu z zaciekawieniem, które ustąpiło tajemnicy mężczyzny, stającego teraz przed nimi. Jego historia była bardziej intrygująca niż meble pochodzące ze statku obcych.
Milczała, nie czując potrzeby dorzucania większej ilości pytań. Im mniej i wolniej je zadadzą, tym mniejsza szansa, że skonfundują komandora mocniej, odwracając uwagę od tego, co ważne. To, jak znaleźli się na Kralli było istotne, więc czekała na odpowiedź, obserwując mężczyznę w tym czasie i ignorując chęć poruszenia tematu asari. Prawdopodobnie do jednej z nich należał omni-klucz i mógł być czymś szalenie istotnym, ale potrafiła być cierpliwa.
Czekając na posiłki, mieli trochę czasu. Przynajmniej na razie.
ObrazekObrazek
Cain

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 paź 2017, o 12:34
Miano: Meghan Vazquez
Wiek: 31
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Postać główna: Hawk
Lokalizacja: Kralla
Status: Operator C3 oddziałów Przymierza.
Kredyty: 8.750

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

20 sty 2018, o 21:53

Mężczyzna przyglądał im się przez chwilę w milczeniu, jakby usiłował jakoś ich ocenić. Ale po pierwsze byli od niego znacznie młodsi, a po drugie pochodzili z zupełnie obcego świata. Może i Przymierze było wciąż takie samo, może w wojsku niewiele się zmieniło, ale ci ludzie, którzy właśnie spadli im z nieba, byli tak obcy, jak obce były dla nich asari i ich technologia - technologia, którą Javert usiłował przed chwilą rozkręcić śrubokrętem, co spotkało się z wewnętrznym sprzeciwem Cain.
- Komandor Emerson i porucznik Vazquez - powtórzył, przenosząc pytające spojrzenie na pozostałą dwójkę. Tamci też się przedstawili, naturalnie, podając swoje nazwiska i stopnie wojskowe, które mężczyzna przyjął skinieniem głowy. Dahl i Min-jae nie wtrącali się jednak, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że wystarczy dwójka, która rozmawia z Javertem, inaczej zwyczajnie będą się przekrzykiwać i do niczego nie dojdą. Słuchali jednak ze skupieniem, czekając, aż zostaną zadane wszystkie właściwe pytania.
- W takim razie nie pozostaje nam nic, jak czekać. Ktoś zajmie się organizacją. Dobrze by było... dotrzeć jeszcze z tą informacją do drugiej grupy, chociaż nie wiem, czy dużo osób stamtąd będzie chciało lecieć z powrotem na Ziemię. Będę się nad tym zastanawiać za chwilę.
Przeczesał palcami dłuższe, zaczesane do tyłu włosy. Można było zakładać, że ludzie przez tyle lat się zmienią, ale nie, mężczyzna wydawał się taki sam, jak każdy inny człowiek na jego stanowisku. Może starszy, niż powinien, ale nikt tutaj nie martwił się tym, czy jego stopień wojskowy powinien się zmienić, czy nie. Był komandorem gdy rozbili się na Kralli i tak już pozostało.
- Co poszło nie tak. Krócej by było, gdybym miał wymienić rzeczy, które poszły zgodnie z planem - skrzywił się. - Trochę czasu minęło, ale trudno to zapomnieć. Trafiliśmy na księżyc Plutona, który okazał się nie być księżycem, tylko jakąś technologią, z którą, domyślam się, ludzkość ma już do czynienia, inaczej nie odpowiedzielibyście na nasz sygnał. Człowiek dowodzący okrętem, Kairem, jeśli Solberg was zaznajomił z nazwą, stwierdził, że jest to odkrycie na miarę naszych czasów i trzeba zagłębić się w szczegóły tego, do czego dolecieliśmy. Mieliśmy kilku naukowców na pokładzie, zdolnych ludzi. Zbyt zdolnych. Przez to popełnili błąd, podjęli decyzję, której nie powinni podejmować. Major Kuzniecov jakoś aktywował to... urządzenie. I kiedy po jakimś czasie wypadliśmy po drugiej stronie, nie było już co ratować. Cokolwiek to było, Kair nie jest statkiem przystosowanym do korzystania z tej technologii. Systemy były prawie spalone, kontrola nad okrętem była praktycznie zerowa, a jedyne, co mogliśmy zrobić, to włączyć skanery w poszukiwaniu planety o rozsądnych warunkach i spróbować dotrzeć chociaż na nią.
Rozłożył ręce, rozglądając się wokół, jakby chciał dać do zrozumienia o czym mówi. Planeta, którą znaleźli, niekoniecznie odpowiadała rozsądnym warunkom, jakich oczekiwali. Była jedną wielką piaskownicą, na której jakimś cudem udało im się przeżyć.
- Znaleźliśmy sposób na funkcjonowanie tutaj, ale po kilku latach major Kuzniecov został zamordowany, a władzę przejęli następni rangą. Nie wszyscy się na to nie zgodzili. I ci, którzy zaprotestowali, albo nie żyją, albo są tutaj. Próby skonstruowania działającego nadajnika były przedtem uniemożliwiane przez tamtych, dlatego tyle to trwało. Jestem jednak przekonany, że wśród mieszkających na Kairze ludzi są tacy, którzy chcą zostawić to piekło i wrócić, albo po raz pierwszy zobaczyć Ziemię. Ilu jesteście w stanie zabrać?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7667
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

22 sty 2018, o 18:15

Komandor wydawał się być kimś konkretnym. Oddanym swojej pozycji do samego końca, niezależnie od warunków i czasu, jaki zdążył upłynąć. Szanowała to w pewien sposób. Nie wiedziała, czy, będąc w jego sytuacji, udałoby jej się utrzymać zimną krew i znaleźć sposób na zaadaptowanie się do nowego, nieprzyjaznego środowiska.
Pomimo tego, jak ważną był figurą, nie potrafiła powstrzymać wyrazu konsternacji, który pojawił się na jej twarzy gdy tylko zaczął mówić. Nie widziała w jego historii sensu, a przynajmniej od razu poddała jej fragmenty w wątpliwość we własnej głowie. Ile z tego powinna powiedzieć? Czy mężczyzna nie wiedział, o czym mówił, czy kłamał? Czy historia, której ją nauczyli, była przekłamana?
- Komandorze Javert - zaczęła i odchrząknęła, zerkając na Nomada by spojrzeć, czy jego reakcja była podobna do niej. Teoretycznie nie powinna zabierać głosu sama, pierwsza. Nawet jeśli linia C była znacznie mniej rygorystyczna, wciąż był dowódcą oddziału.
- Do czasu odnalezienia przez nas Przekaźnika, według tego, czego nauczono nas w szkole, był on nieaktywny. Pierwsze aktywowanie urządzenia i włączenie go było uroczystością, i wielkim osiągnięciem.
Nie pamiętała szczegółów, ale historię tego słyszała wielokrotnie. Nie to jednak wywołało jej zmieszanie. Kwestia odkrycia Przekaźnika nie była tematem, w którym poczuwała się specjalistką, więc wolała nie drążyć go nie mając pełni informacji. Włączenie urządzenia zmieniło sposób, w jaki Pluton poruszał się od tego dnia po sferze niebieskiej, wpływając na jego orbitę. To nie było coś, co mogło przejść niezauważonym.
Chyba, że przeszło.
- Nie podróżowaliście prywatnym statkiem. Nie chcę poddawać waszej historii w wątpliwość, ale podróżujemy Przekaźnikami Masy od prawie czterdziestu lat. Jakim cudem nikt nie zainteresował się losem zaginionego krążownika Przymierza? - powstrzymała grymas, który uparcie usiłował pojawić się na jej twarzy. Obojętność była znacznie bardziej profesjonalna, choć w pełni nieszczera. - Statki nie znikają w przestrzeni kosmicznej tak o. Akcja poszukiwawcza musiała się rozpocząć.
Może to zniknięcie Kairu doprowadziło naukowców do Przekaźnika Masy. Nie pamiętała szczegółów samego odkrycia, tylko późniejszy, pierwszy przelot i odkrycie Strumienia Arkturusa. Krążownik mógł być tropem, po którym, jak po sznurku, podążała reszta, ale znalezienie go nie mogło być tak trudne, gdy już opanowali galaktyczną sieć tuneli.
ObrazekObrazek
Cain

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 paź 2017, o 12:34
Miano: Meghan Vazquez
Wiek: 31
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Postać główna: Hawk
Lokalizacja: Kralla
Status: Operator C3 oddziałów Przymierza.
Kredyty: 8.750

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

22 sty 2018, o 21:54

Historia, którą opowiedział komandor brzmiała bardzo fishy. Niby zawsze mówiono im, że mają myśleć nieszablonowo tak wiara w to, że kilka lat przed znalezieniem pierwszy przekaźników jakiś statek wojskowy Przymierza wystrzelił się w kosmos jak z jakiejś procy, przy okazji rozpadając się po drodze, nie brzmiało zbyt dobrze. Wyglądało jednak na to, że przez chwilę się nad czymś zastanawiał. Potem skierował swój wzrok na Cain. Miał nadzieję, że nie uzna go za jakiegoś fana teorii spiskowych ale lubił sobie czasem gdybać.
- Może odpalili go przypadkiem, na chwilę. Może to był system obronny. Nie wiem. – Podrapał się po głowie. – Potem flota zaczęła ich szukać, polecieli na ostatnie znane koordynaty i znaleźli przekaźnik. Przy takim znalezisku raczej dowództwo miałoby w dupie zaginiony statek. Odnalezienie takiej technologii wyjątkowo dobrze przyciszyło by zniknięcie nawet kilku statków.
Wierzył w Przymierze ale nie był też idiotą. Może jego teoria ma coś wspólnego z działaniami rządu po tamtym wypadku mogło też być tak, że najzwyczajniej w świecie Javert leciał sobie z nimi w chuja wciskając im jakaś bajeczkę. Tu jednak pojawiał się problem. Oni naprawdę byli tutaj od ponad czterdziestu lat. Raczej nie wyobrażał sobie, żeby banda dezerterów zrobiła taką szopkę teraz. Gdyby zaginęli później to znaleźli by ich bardzo szybko.
Wyciągnął paczkę papierosów z kamizelki taktycznej. Znowu się nad czymś zastanawiał. Ci ludzie nie wiedzieli też kim są obcy, którzy się tutaj rozbili. Jeździli sprzętem, który powinien stać w muzeum. Czuł się jakby ktoś postanowił go wysłać na zwiedzanie skansenu Przymierza na jakimś pustynnym zadupiu. Jeszcze bardziej nie potrafił pojąć jakim cudem udało im się nawet tutaj założyć rodziny. To wszystko brzmiało jak czyste szaleństwo.
Myślami szybko jednak wrócił do rzeczywistości. Przede wszystkim był żołnierzem, nie na jego barkach było rozmyślanie nad tym co ich dokładnie spotkało bo to wycisną już z nich ludzie z S. Pewnie przesłuchają wszystkich, a potem wyślą do kwarantanny czy cholera wie gdzie. Ci ludzie mogli podważyć całą nowożytną historię.
- Przyślą transportowce, stąd zabiorą ludzi promami. – Zaczął liczyć w głowie. – Na transportowcu znajdują się dwa Kodiaki. Do jednego Kodiaka wsiada około dwanaście albo piętnaście osób. Przelot między planetą, a statkiem to będzie około 20 minut w obydwie strony. W dwie godziny powinniśmy się uporać z waszym obozem. Z drugim może być różnie z tego co mówisz.
Westchnął. Miał nadzieję, że drudzy nie byli tak bardzo agresywni jak opisywał ich komandor. W takim wypadku musieliby wykonać zrzuty wojska na planetę i walczyć z nimi jak z dezerterami. Wtedy sytuacja na pewno z gównianej przeistoczyłaby się w gównoburzę.
ObrazekObrazek
Nomad

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 31 paź 2017, o 19:39
Miano: Douglas Emerson
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Kredyty: 20.000

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

25 sty 2018, o 21:22

Javert chyba nie rozumiał ich zaskoczenia, bo zmarszczył lekko brwi, słuchając ich protestów. Dopiero wyjaśnienie Cain rzuciło mu trochę światła na sprawę. Mimo to jednak wydawał się czegoś nie rozumieć, choć nie wiedzieli do końca z czym ma problem. Teraz akurat wpatrywał się intensywnie w kobietę, jakby usiłował czytać jej w myślach. Bezskutecznie.
- Przekaźnika? - powtórzył, po czym pokiwał głową. - Nie wątpię. Niestety jednak ta część historii jest poza naszym zasięgiem. Spytajcie kogoś tam, skąd przylecieliście. Niech oni wam odpowiedzą na te pytania. Ktoś musiał się zainteresować, bo jak wspomnieliśmy, to nie był prywatny statek. Sam jestem zaskoczony, że zajęło to tyle czasu, skoro od prawie czterdziestu lat znacie tę technologię. Ale z drugiej strony zawsze była mowa o tym, że galaktyka to duże miejsce, a nasze lokalizatory wysiadły, albo zostały zniszczone. A jeśli nas nie szukali...
Zamilkł na moment, ewidentnie nie wiedząc jak zakończyć to zdanie. Rozumiał, jakim szokiem to musiało być dla nich. Prawdopodobnie jednak nie większym niż ich zaskoczenie, gdy okazało się, że aktywowana bezmyślnie technologia wystrzeliła ich na drugi koniec kosmosu, odcinając od wszystkiego, co znali, i zostawiając ich na pastwę nowego, obcego świata. Pokiwał głową.
- Przekaźnik. Czy da się kogoś wyśledzić przez przekaźnik? Dokąd statek poleciał, w którym miejscu galaktyki go wyrzuciło? - spytał, przenosząc spojrzenie na Nomada. Pewnie chciał uzyskać jedną, konkretną odpowiedź na to pytanie. Taką, która nie twierdziłaby, że Przymierze dobrowolnie postanowiło zignorować utratę czterystoosobowej załogi i wojskowego okrętu.
- Dwie godziny z nami, do tego trzy... może cztery z tamtymi, jeśli będą chcieli współpracować. Ale na to bym nie liczył. Mimo, że chciałbym zabrać wszystkich, część może wcale nie chcieć być zabrana. Może was posłuchają. Może powinniście pojechać tam i pokazać im, że Przymierze ich nie zostawiło. To będzie bardziej wiarygodne, niż powtarzanie tego jak mantrę przez starszych mieszkańców.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7667
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

29 sty 2018, o 18:42

No tak. Skąd ludzie sprzed czterdziestu lat mogliby mieć jakąkolwiek wiedze o przekaźnikach. Zastanawiał się prze chwilę jak wyjaśnić te wiedzę o technologii protean człowiekowi dla którego ten czas minął na przeżyciu na pustyni. Przypomniała mu się wtedy ta legendarna wręcz historia o japońskim żołnierzu, który po zakończeniu drugiej wojny wciąż stacjonował w swoim bunkrze przez kilkanaście lat dalej wierząc w to, że wojna trwa.
- Nie wiem czy w ogóle ludzie odpowiedzialni za to jeszcze w ogóle żyją. W sensie generalicja. Nie wiem.
Był mocno skonsternowany zaistniałą sytuacją. Zresztą chyba jak wszyscy członkowie tej misji. To raczej nie mieściło się w ich kompetencjach. Powoli zaczynał się zastanawiać czy nie lepiej byłoby gdyby znaleźli tutaj oddział Cerberusa, który przygotował zasadzkę na Przymierze. Ta sytuacja wymykała się spod jakiegokolwiek racjonalnego podejścia. Jedyne co go martwiło to góra, która nie miała z tym żadnego problemu. Jakby znalezienie załogi sprzed czterdziestu lat było czymś zwyczajnym.
- Można. – Westchnął. – Jednak nie widzę możliwości żeby wasz statek mógł w ogóle mieć taką technologię na pokładzie. Nasi inżynierowie będą musieli rozebrać resztki waszego statku i sprawdzić logi.
Wyglądało na to, że ktokolwiek po nich przyleci będzie miał tak samo dużo roboty jak oni. Nawet nie chciał wiedzieć skąd ściągną speców od starych technologii. Bardzo dużo zmieniło się od momentu ich zniknięcia gdzieś w kosmosie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. – Podrapał się po policzku. – Według protokołu ratunkowego najpierw powinniśmy wyciągnąć tych, którzy są najbliżej. – Spojrzał na karabin w swoich dłoniach, a potem na resztę oddziału. – Jest nas tylko czwórka, z tego co już wiemy ich jest około 120. Jeśli coś poszłoby nie tak to raczej nie byłoby co z nas zbierać.
Może i mieli technologię ale to wciąż było zbyt dużo ludzi. Nie opanowaliby tej sytuacji zbyt dobrze. Według podręcznika na jedną osobę powinno przypadać 20 cywili. Tutaj jednak nie byli to zwykli ludzie ale porzuceni przez Przymierze żołnierze, którzy raczej nie powitają ich okrzykami radości.
ObrazekObrazek
Nomad

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 31 paź 2017, o 19:39
Miano: Douglas Emerson
Wiek: 31
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Kredyty: 20.000

Re: [Mgławica Ateny > Orisoni] Kralla

20 lut 2018, o 12:17

Nie mogła się dziwić jemu zaskoczeniu, lecz wywołało w niej lekkie ukłucie rozczarowania. Chęć uzyskania odpowiedzi była zbyt silna, by spróbować je od komandora wydostać, ale może nie był osobą, którą w tej kwestii powinno się przypierać do muru. Po tylu latach, wszelki spisek, który mógł wpłynąć na ich lądowanie na Kralli mógł równie dobrze umrzeć śmiercią naturalną. Logi statku powiedzą im więcej, na razie powinni skupić się na zadaniu. Nie warto było się kłócić ani rozwodzić teraz. Przypadkowe zniknięcie takiego rozmiaru okrętu było śmiesznym przeoczeniem, które mogło zdarzać się na filmach, gdzie w chwilach ważnego odkrycia biurokracja magicznie przestawała działać.
Ale w takim razie co z rodzinami? Dlaczego te setki, tysiące osób nie rozpoczęły akcji poszukiwawczej, nie zwróciły uwagi organów władzy na zaginionych bliskich? Resztką opanowania powstrzymała się przed otwarciem ust po raz kolejny. Zrugała się w myślach, przywracając je na właściwe tory - nie po to tu byli. Nie teraz. Dochodzenie będzie później i z pewnością nie ona je będzie przeprowadzać, ani nie Nomad.
Ewakuacja. Setka ludzi. Statek asari. Same problemy. Przemknęło jej przez głowę, że wolałaby już zasadzkę najemników lub piratów. Problemy najłatwiej rozwiązywało się bronią, ale nie te, przed którymi stanęli teraz.
- Jeden Przekaźnik połączony jest z kilkoma innymi i to zawęża ilość miejsc, w których mogliście wylecieć. Ale nie wiem jakie pojęcie o tym mieliśmy w tamtych czasach. To rozstrzygną nasi inżynierzy - odparła na jego pytanie, mimowolnie się prostując.
Wbiła wzrok w trzymany przez mężczyznę omni-klucz, co skutecznie przywróciło jej uwagę do tego, co działo się teraz i było istotne.
- Komandor Emerson ma rację. Powinniśmy najpierw ewakuować ten obóz - potwierdziła twardo. - Nie wiemy jak zareagują pozostali. Jeżeli uznają, że nie chcą naszej pomocy i rzucą się na nasz mały oddział setką osób zanim przybędą posiłki, może to się skończyć źle. Będą straty, po obu stronach.
W jej oczach pozostali, którzy zostali przy okręcie, byli nieobliczalni. Wolałaby utrzymać ich przybycie w tajemnicy jak najdłużej i ewakuować tych, do których dotarli najpierw, i którzy znajdowali się najbliżej.
- Komandorze, mogę? - zagadnęła, wskazując ruchem dłoni na trzymany przez niego omni-klucz. - To nowa technologia. Też takie mamy. Mogę dowiedzieć się czegoś o obcych rozbitkach.
ObrazekObrazek
Cain

Avatar użytkownika
 
Posty: 25
Dołączył(a): 26 paź 2017, o 12:34
Miano: Meghan Vazquez
Wiek: 31
Klasa: Strażnik
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C3
Postać główna: Hawk
Lokalizacja: Kralla
Status: Operator C3 oddziałów Przymierza.
Kredyty: 8.750

Poprzednia strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość