W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

6 sty 2019, o 01:54

- Możemy się nad tym zastanowić później - odpowiedział Rhama, uśmiechając się do niej, a w jego oczach zobaczyła dobrze znajomy płomień, tlący się póki co lekko gdzieś w oddali. Dwuznaczność jego słów umknęła jednak pozostałym, prawdopodobnie na szczęście. Może dlatego, że na wszelki wypadek szybko przeniósł spojrzenie na butelkę z zabójczo mocnym alkoholem.
Kroganie nie byli rasą, którą można było porównywać do ludzi. Asari, tak. Drelli też. Może quarian, budową ciała w większości się zgadzali i odpornością na alkohol pewnie tak samo. Ale kroganie? To były chodzące czołgi, odporne na wszystko, łącznie z osiemdziesiecioprocentowym alkoholem, który wyżera brud z metalowych podłóg statku i robi odbarwione plamy na ubraniach, na które skapnie. Rhama musiał mieć ogromne zaufanie w swoje filtry, albo było mu już wszystko jedno.
Sięgnął po butelkę i odważnie pociągnął z niej łyka, jakby miał już wcześniej do czynienia z rynkolem. Jego wyraz twarzy po przełknięciu sprawiał jednak, że trudno było w to uwierzyć. Rozkasłał się, krzywiąc niemiłosiernie, a po jego plecach przeszedł dreszcz, niekoniecznie jeden z tych przyjemnych.
- Co to, kurwa, jest? - spytał, gdy już udało mu się wziąć oddech.
- Ooo, księżniczka z Cerberusa rynkolu nigdy nie piła? - zaśmiał się Sykes, przyglądając się jego cierpieniu ze szczerym zadowoleniem.
- Piła. I to nie jest rynkol, tylko jakieś niedestylowane gówno. Smakuje jak szczyny pyjaka. Skąd to masz?
- Z Omegi - Tiberius wzruszył ramionami, a w jego oczach pojawiła się niepewność. Może póki co nie miał okazji się napić i osobiście tego sprawdzić, bo nie zdarzyło się wyzwanie, którego nie chciałby wykonać. Naeem pokręcił głową i rozejrzał się za czymś do popicia, ale niczego nie znalazł - poza wódką, która nie byłaby w tej chwili zbyt mądrym wyborem. No i drinkiem Veronique, a tego raczej nie zamierzał wyrywać jej w tej chwili z ręki.
Zauważenie lekarki sprawiło jednak, że przestał się krzywić, a na jego twarz wrócił uśmiech. Nieco podejrzany, jeden z tych, po których nigdy nie przychodziło nic dobrego, sprawiający, że ciemnowłosa kobieta zrobiła krok w tył.
- Nie - wyciągnęła w stronę Rhamy wskazujący palec. - Nie gram w to, Rhama.
- Wtrąciłaś się. Za późno.
- Nieprawda! Od początku mówiłam, że to głupota! Wiesz, jak rynkol działa na żołądek człowieka? Na wątrobę? Nie zamierzam umierać jutro przez pół dnia, jak ty z pewnością będziesz.
- To wykonaj zadanie - Naeem wzruszył ramionami. - Przecież ja ci je wymyślę. Spodziewasz się po mnie czegoś złego?
- Oczywiście, że tak - Veronique parsknęła śmiechem. - Tak jak po was wszystkich.
- Wykonaj zadanie - powtórzył Sykes, uśmiechając się szeroko. Gdy to robił, widać było uszkodzone przez poparzenia nerwy twarzy, bo uśmiech nie był równy, ale chyba mu to nie przeszkadzało. To była drobna niedogodność, która i tak nie miała wpływu na jego od zawsze dość mierne powodzenie u płci przeciwnej.
- Nie - lekarka skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
- A jeśli dostaniesz taki rozkaz? - spytał Rhama i objął Hawk, dając jej tym samym do zrozumienia, czego od niej oczekuje. Czego oczekują od niej praktycznie wszyscy. - Od przełożonej?
- Nie... proszę. Pani kapitan. Bez przesady - kobieta przeniosła błagalne spojrzenie na Hawk. - Przecież on mi wymyśli kolejne czołganie się po ziemi, czy inny szpagat.
- Szpagat? - powtórzył Naeem i roześmiał się.
- Ja nie umiem... nie umiem szpagatu. Przysięgam.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

8 sty 2019, o 15:04

Uśmiechnęła się, ale odwróciła wzrok widząc jego spojrzenie, bo nie była pewna, czy będzie w stanie zachować kamienną twarz. Chyba nawet nietrzeźwa nie przyzwyczaiła się jeszcze do jego otwartości gdy byli wśród załogi i nie była na nią gotowa. Reszta prawdopodobnie niczego nie zauważyła, ale jej percepcja była teraz dość zaburzona.
Z rozbawieniem obserwowała, jak bierze pierwszy łyk rynkolu i zaśmiała się z resztą gdy zaczął kasłać. Wątpiła, by ona była w stanie zareagować jakkolwiek lepiej. Sykes pił najgorsze rzeczy, z pogranicza tego, co nazywano alkoholem, a co było trutką na szczury. Nauczyła się nigdy nie sięgać po niepodpisane butelki w kuchni, a nawet czasem wąchać przed napiciem się tych z etykietami, bo zawartość zawsze mogła nie pasować do tego, co było napisane na naczyniu. Nie było jej śpieszno do napicia się rynkolu, więc dziękowała tylko wszystkiemu dookoła za to, że była pierwsza, więc minie pewnie dopiero godzina nim kolejka dotrze do niej ponownie. Było zbyt wiele osób, a ona wolała obserwować i pić coś dobrego, niż ryzykować, przynajmniej jeszcze przez chwilę.
- Myją tym kible na Omedze, co może pójść nie tak? - zagadnęła niewinnie, klepiąc pokrzepiająco Rhamę po ramieniu. To niepewność na twarzy Tiberiusa bawiła ją najbardziej, choć gdzieś w tyle głowy zapaliła jej się czerwona lampka. Miała tylko nadzieję, że cokolwiek to nie było, nie było dekstro. Choć czy rynkol nie szkodził wszystkim rasom jednakowo? Nigdy się tym nie interesowała. Chyba tak, może nie. Nigdy nie wypiła go więcej niż kilka łyków. Na ogół sięgali po niego gdy wszyscy już byli lekko wstawieni - tylko w takim wypadku wydawał się być świetnym pomysłem, a wtedy jej wytrzymałość była już obniżona na wstępie, więc niewiele potrafiła zdzierżyć przed zrezygnowaniem z kolejek. - Czy ktoś to wcześniej pił? - parsknęła śmiechem, zerkając na Sykesa pytająco.
Niemal poczuła palące spojrzenie lekarki na sobie, choć przez jej zamyślenie sam początek ich rozmowy jej chyba umknął. Wmieszał się w tło, wypełnione muzyką, gwarem, odległym śmiechem i morzem. Dawno przestało jej być zimno, teraz wiatr przyjemnie muskał jej twarz i rozwiewał włosy, podtrzymując uśmiech na jej twarzy nieustannie.
- Musisz umieć szpagat, doktor Vinnet. Inaczej na statku nie ma dla ciebie miejsca, przyjmujemy tylko umiarkowanych akrobatów - cmoknęła, obracając się w bok, obserwując lekarkę z rozbawieniem, które niezbyt pasowało do błagalnego spojrzenia, jakim ona obdarzyła Hawk.
Jakaś, bardzo złośliwa część w niej, przypomniała sobie przyjście do stacji medycznej z prośbą o wspomagacze. Nie chciała jednak kierować się wcześniejszą urazą, bo wiedziała, że lekarka pewnie miała wtedy rację. Na ogół gdy przychodziła do niej, nie miała wiele do powiedzenia, bo Vinnet zdawała sobie sprawę ze swojej ekspertyzy i nie obchodziło ją to, jakie stanowisko zajmowała dana osoba. Poniekąd dlatego ją tak lubiła.
- Dawaj, Vera - rzuciła, podświadomie sięgając własną dłonią do tej, która ją obejmowała, muskając ją palcem w zamyśleniu. - Rhama ci wymyśli, nie Sykes - dodała, przypominając jej, że zagrożenie nie było tak wielkie.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

8 sty 2019, o 23:25

Tiberius pokręcił przecząco głową, spoglądając niepewnie na Rhamę. Mężczyzna nie padł jak długi po pociągnięciu jednego łyka, ale chyba wszyscy spodziewali się teraz po nim tego w ciągu najbliższych kilku minut. On sam zresztą też nie wydawał się tak pewny siebie jak przed chwilą, jakby nie pokładał aż tak dużej wiary w swoje filtry. Ani Hawk, ani Naeem nie wiedzieli czy zadziała to na niego tak, jak na nich wszystkich zadziałałby shot mocnego bimbru, czy gorzej.
- Nie no, wszyscy wybierali zadanie - powiedział technik, drapiąc się po głowie. - On był pierwszy.
- Brawo, Rhama - mruknęła z przekąsem lekarka, przyglądając się mu w oczekiwaniu na pierwsze objawy nadchodzącej utraty przytomności. - Zaniesiemy cię do Johna. Położymy was razem i zobaczymy, który rano będzie pamiętał mniej z poprzedniego wieczoru.
Naeem zaśmiał się, unosząc na kobietę swoje jasne spojrzenie. Obserwował ją przez chwilę, z ustami rozciągniętymi w tym nietypowym dla siebie, podejrzanym uśmiechu. Pokręcił głową.
- Oj, grabisz sobie.
Vinnet jęknęła z niezadowoleniem, gdy kapitan nie uratowała jej przed kompromitującym zadaniem, które miał wyznaczyć dla niej Rhama. A fakt, że był to on, a nie Sykes, niczego nie poprawiał. Zwłaszcza teraz, gdy nie wiedziała, czego może się po nim spodziewać. Nie mogła się domyślać, że Hawk przypomniała sobie o jej odmowie sprzed kilkudziesięciu godzin, pewnie nawet nie przyszło jej to do głowy. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, jakby miało ją to uratować przed genialnym pomysłem obejmującego Hawkins mężczyzny.
- No mów - westchnęła.
- Chcę, żebyś zrobiła to, co robiłaś ostatnio w ambulatorium na Wraithcie - zażądał Rhama.
Lekarka zbladła, zerkając na czerwonowłosą. Po chwili z pretensją wyciągnęła palec w stronę mężczyzny, który wymyślił jej zadanie, by przez zaciśnięte zęby rzucić:
- Nie.
- Łooo, co to było? - zainteresował się Sykes. - Musisz.
- Vera ma zaskakujący talent aktorski - wyjaśnił Rhama. - Naprawdę godny podziwu.
- Rhama, nie!
- Jak nie, to pijesz - wyciągnął w jej stronę kwadratową butelkę. - Zasady są proste. Sama mówiłaś.
Vinnet przyglądała mu się przez chwilę, usiłując chyba zwęglić go spojrzeniem, choć bez skutku. Dopiero po długiej chwili warknęła z niezadowoleniem, jeszcze raz zerkając na Hawk, jakby chciała się w czymś upewnić, by w końcu wyciągnąć dłoń do siedzącej na ławce grupki.
- Potrzebuję papierosa. Tylko nie tego gówna, co ty palisz, Sykes. Normalnego - poruszyła palcami, poganiając ich. - Nienawidzę cię, Rhama. Bardzo proszę mnie nie zwalniać, dobra? Wbrew pozorom lubię tę pracę.
Jeśli Hawkins jej nie poczęstowała, wzięła jednak jednego od Tiberiusa, choć z niechęcią. Odpaliła go, wciągając dym, choć nieumiejętnie tylko do ust, nie do płuc, by wypuścić go przed siebie gęstą chmurą. Jej postawa się zmieniła: kobieta wyprostowała się, stanęła w nieco większym rozkroku, roztrzepała starannie ułożone, choć nieco potargane przez wiatr włosy. Uniosła podbródek, spoglądając na nich z nieco innej perspektywy, niż zazwyczaj. Jej usta wygięły się w obcym, a jednak zaskakująco znajomym grymasie.
- Powinieneś przypomnieć sobie o prostej zasadzie, która mówi, że nie zgadzam się na żadne pierdolone niespodzianki - zaczęła, mówiąc do Tiberiusa zmienionym głosem, który wyjątkowo mocno z czymś się czerwonowłosej kojarzył. - Każda kosztuje cię albo kredyty, albo łeb. Zależy jak bardzo mi się nie spodoba.
Rhama roześmiał się, tak samo jak reszta chwilę później.
- A ciebie co tak bawi? - zwróciła się do niego, znów słabo zaciągając się papierosem i wydmuchując dym w jego stronę. Jej spojrzenie było twarde i oceniające. Całkiem podobne do tego, które Hawkins często widywała w lustrze. - Musisz się cieszyć, że siedzisz na plaży. Przynajmniej możesz robić syf bez ryzyka, że ktoś wypierdoli cię z baru.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 15:45

Rynkol nie działał od razu, ale i tak złapała się na tym, że zerka na Rhamę nieco częściej niż wcześniej. Pamiętała w jakim stanie położył się obok niej gdy ostatnio udało jej się go spić, ale wtedy wypił znacznie mniej niż dziś. Wieczór był rozłożony na więcej godzin niż ich wcześniejsze, mocno skondensowane popijawy, ale i tak wrażeń mieli sporo.
Święto okazało się dokładnie tym, czego mogła sobie zażyczyć. Tym, czego się spodziewała i na co tak czekała. Wieczór nad morzem koił jej nerwy, a obecność wszystkich wokół sprawiała, że policzki bolały ją od rozciągania ust w uśmiechu. Zapomniała nawet o tym, co działo się wcześniej - a przynajmniej o wszystkich negatywnych konotacjach. Po ich rozmowie na dalszym odcinku plaży pozostało jej tylko rozlewające się po klatce piersiowej ciepło, którego nawet częściowe spełnienie się przepowiedni nie było w stanie przegnać. Nareszcie czuła się szczęśliwa.
- Już się boję - westchnęła, gdy zaczęli się przekomarzać. Nie miała pojęcia o co może Rhamie chodzić, ale chętnie zobaczyłaby coś, czego Vinnet najwyraźniej się wstydziła - lub miała jakieś inne opory przed pokazaniem tego, nawet w takim towarzystwie i o tej godzinie, kiedy wszystkim już chyba było wszystko jedno. Równie dobrze mogłaby przeczołgać się po ziemi jak wąż, pewnie Hawkins zapomniałaby o tym przy kolejnej osobie i kolejnym wyzwaniu, pochłaniającym jej uwagę.
Rozłożyła ręce, gdy kobieta szukała papierosa. Wystrzelała się już ze swoich, zostawiła tylko dwa dla siebie i oba już wypaliła. Też miała ochotę się zapalić, więc gdy ktoś wreszcie się zlitował i wyciągnął do Veronique paczkę, w drodze powrotnej przechwyciła ją żeby wyciągnąć też jednego dla siebie.
Obracała go w palcach, wolną ręką szukając zapalniczki w kieszeni i oglądając kobietę z rozbawieniem. Jej postawa się zmieniła, ku zdziwieniu czerwonowłosej. Faktycznie miała odstawiać teraz jakiś pokaz.
Zamarła w połowie drogi papierosa do jej ust, marszcząc brwi i spoglądając na nią podejrzliwie, gdy zaczęło do niej docierać, dlaczego słowa brzmią znajomo. Jak coś, co mogłaby powiedzieć, choć nie przypominała sobie żeby kiedykolwiek to faktycznie mówiła. Wydęła usta w grymasie, gdy wreszcie, z opóźnieniem, które wywołał w jej procesach myślowych alkohol, zorientowała się kogo naśladuje Vinnet.
- Lepiej, żebyś umiała ten szpagat - zagroziła jej, odpalając swojego papierosa. Zmieniła nogę, zakładając drugą na pierwszą gdy w poprzednim ułożeniu zaczęły jej drętwieć. Wypuściła dym z ust w stronę czarnego nieba, na którym w niektórych miejscach połyskujące z góry gwiazdy przykrywały chmury. - Ja nie palę tak papierosów - dodała, dla samej zasady, jakby chwytanie ich w inny sposób dyskredytowało cały występ.
- Często tak robi? - spytała Rhamę, który zażyczył sobie takiego wyzwania i wreszcie parsknęła śmiechem. Nie czuła, żeby jej duma była urażona, choć oczywiście według niej Vinnet niewiele rzeczy zrobiła dobrze. W końcu ona tak nie mówiła, nie dobierała tak słów, nie paliła tak papierosów. Może tylko spojrzenie się zgadzało. Tak czy inaczej, nie potrafiła dłużej powstrzymać śmiechu, obserwując lekarkę w roli, w której by się jej nie spodziewała.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 16:41

Gdy padł komentarz Hawk, lekarka z powrotem wróciła do poprzedniej siebie, spoglądając na swoją kapitan z wyraźną obawą. Oddała papierosa Tiberiusowi, który bez żadnych skrupułów zabrał się za dopalanie go po niej - w przeciwieństwie do Vinnet zaciągając się tak, jak należy. Kobieta napiła się, chcąc pewnie zabić smak dymu tytoniowego w ustach.
- Ja nie palę wcale, robię co mogę - rzuciła. - Przepraszam. Po prostu strasznie nie chciałam pić rynkolu.
Rhama uśmiechnął się do niej szeroko, tak, jak na trzeźwo nie zdarzało mu się zbyt często. Przetarł oczy dłonią i wyciągnął nogi przed siebie, wygodniej usadawiając się na twardej ławce. Jego ręka wciąż obejmowała czerwonowłosą, delikatnie przesuwając się po jej ramieniu w geście, który nie pasował do otaczającej ich sytuacji, ale którego w jego subtelności nikt nie zauważał. Każdy i tak przejęty był tylko tym, co zaprezentowała właśnie ich stateczna pani doktor.
- Tylko raz to zrobiłam - zaprotestowała, zanim Naeem zdążył odpowiedzieć na zadane przez Hawkins pytanie. - I tylko dlatego, że Rhama panią naśladował, a jest w tym absolutnie beznadziejny.
- Ej!
- I musiałam pokazać mu jak to się robi.
- To, że ja wkopałem ciebie, nie znaczy, że musisz mi się odwdzięczyć tym samym - roześmiał się mężczyzna.
- To właśnie dokładnie to znaczy. Dawaj mi tę butelkę. Komu mam teraz wymyślać wyzwanie?
Vinnet wyrwała rynkol z dłoni Rhamy i rozejrzała się, ale wszyscy obecni najwyraźniej wzięli już wcześniej udział w zabawie i albo musiała zacząć kolejne kółko, albo znaleźć sobie inną ofiarę. Odwróciła się w stronę plaży, wbijając wzrok w tłum. Jej zmarszczone brwi i poważna mina nie pasowały do faktu, że w jednej dłoni trzymała swojego własnego drinka, a w drugiej butelkę odrdzewiacza.
- Jak się trzymasz, Naeem? - spytał Sykes, czekający tylko, aż jedyny, który postanowił się tego napić, wyląduje nieprzytomny na skale. Ale filtry, które umieszczono w implancie, okazywały się chyba wyjątkowo skuteczne. Kto wie, może niezależnie od tego, jak silne alkohole Rhama wybierał, zawsze przepuszczały tyle samo, czyli prawie nic.
- Doskonale - padła odpowiedź, a dłoń Naeema zsunęła się z ramienia kobiety i wsunęła pod kurtkę, badając przyjemny w dotyku materiał sukienki i jeszcze przyjemniejsze zakrzywienie jej talii.
- No kurwa, nie wierzę - Tiberius podrapał się po głowie. - Nie napiłeś się, co? Udawałeś.
W odpowiedzi usłyszał tylko parsknięcie śmiechem.
Vinnet w końcu w tłumie wypatrzyła znajome twarze i wkrótce wciągnęła do tak nielubianej przez siebie zabawy imprezowej połowę załogi obecnej na plaży. Poza Rhamą, tylko jedna młoda nawigator zdecydowała się na rynkol zamiast wyzwania, gdy zadanie przerosło jej chęć skompromitowania się przed wszystkimi znajomymi i nieznajomymi. Kilka minut później leżała już za ławką, oddychając ciężko i stękając z bólu istnienia.



Upływały kolejne minuty, jedna za drugą, kwadrans za kwadransem. Plaża pustoszała, gdy mieszkańcy kolonii powoli zbierali się do swoich domów, zostawiając po sobie śmieci i światełka, wciąż niezmiennie nadające skałom ciepła. Ludzie Hawk też powoli zaczynali znikać, wracać na pokład statku, czy do innych miejsc, które czekały na nich tej nocy. Pod koniec, gdy zbliżał się wschód słońca, a niebo nabrało charakterystycznego fioletu, Hawk czuła już zmęczenie, ciążące jej na powiekach i sprawiające, że chłód zaczynał dawać się we znaki. Ich dzień był wyjątkowo długi, biorąc pod uwagę o której wstali. Naeem nie wylądował nieprzytomny na ziemi ani po dziesięciu minutach, ani po godzinie, ani po dwóch kolejnych, co sprawiło, że Sykes obraził się na niego i sam zaprezentował jak należy pić rynkol, żeby kopał, a chwilę później wytoczył się z plaży w sobie tylko znanym kierunku, w towarzystwie jakiejś nieznajomej kolonistki, która w dobroci swojego serca postanowiła mu pomóc.
Gdy pierwsze promienie słońca zaczęły oświetlać wschodnią plażę, nadając jej niepowtarzalnej kolorystyki, zostali tam już tylko we czworo: Hawk z Rhamą, Nephiett i Satia, która pojawiła się razem ze wschodem. Widzieli jeszcze kilka grupek, które nie chciały się pogodzić z końcem święta, ale nikt nie miał już siły na taniec. Z głośników leciała jakaś muzyka, choć DJ zniknął i zablokował konsolę, by ta po prostu włączała kolejno to, co ustawił na kolejne kilka godzin. Powolny, spokojny utwór sprawiał, że sen wydawał się wyjątkowo kuszącą opcją.
- Może ta cała Arvuna nie będzie taka zła - zauważył Scott i ziewnął. - I tak nic lepszego nie mieliśmy do roboty. A ja teraz chyba będę wracać na statek.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 17:09

Nie chciała sobie nawet wyobrażać tego, jak wyglądał pokaz Naeema, usiłującego ją naśladować. Pokręciła tylko głową, przypatrując się mu z politowaniem - jakby po nim spodziewała się czegoś lepszego, choć z ich dwójki bardziej Vinnet by o to nie posądzała. Już wcześniej zauważyła, że Veronique przynajmniej traktowała go normalnie na samym początku, gdy pojawił się na statku, nic dziwnego że pojawiła się między nimi nić porozumienia.
- To ciekawe - skomentowała tylko, ze złośliwym uśmiechem. - Będziesz musiał mi pokazać - dodała, grożąc mu papierosem, który trzymała w dłoni. Postanowiła już, co będzie dla niego drugim wyzwaniem, gdy kolejka z powrotem do nich wróci, ale wypity przez nią alkohol szybko odrzucił ten pomysł i sprowadził go na dalszy plan tak, że po kilku minutach przestała o nim w ogóle pamiętać.
Nie odezwała się gdy Sykes zarzucił Rhamie nieprawidłowe picie, ale z trudem powstrzymała swój śmiech. Nie wspominała nic o filtrach. Jej Naeem powiedział o nich szybko, przy którejś okazji, ale teraz wyznanie prawdy zepsułoby tylko urok chwili. Dopiero znacznie później, gdy temat powrócił, a mężczyzna uznał, że pokaże mu jak się naprawdę pije, poczuła lekkie wyrzuty sumienia. Niewystarczające by mu przerwać, naturalnie.
Wielokrotnie świętowali na Omedze, czy w mesie na statku. Każdy większy łup, każde zwycięstwo czy popisową ucieczkę. Czasem nie potrzebowali powodu żeby nawalić się w którejś loży w Zaświatach. Lubiła te momenty. Czuła się w nich jak w bańce, wśród czegoś znajomego, co odgradzało ją od problemów dnia wczorajszego i niepewnością dnia następnego. Arvuna i plaża w niczym nie przypominały hermetycznej stacji kosmicznej czy metalowych ścian odgradzających mesę na statku, ale czuła się tak, jakby była w dobrze znanym sobie miejscu. Tam, gdzie powinna być i gdzie należała. Wśród tylu ludzi nie było miejsca na jej wątpliwości i jej to w zupełności odpowiadało.
Nie zorientowała się nawet gdy horyzont zaczął jaśnieć. W pewnym momencie poczuła, jak kończą się jej rezerwy energii, nadrobione podczas jej poprzedniego, wielogodzinnego snu. Powieki stały się cięższe, dłoń rzadziej sięgała po butelkę. Dawno dopalony papieros leżał gdzieś pod ławką, zgnieciony podeszwą buta. Zwróciła na niego uwagę dopiero teraz, co jednocześnie uzmysłowiło jej jak jasno było już dookoła. Tłumy ludzi przestały przysłaniać jej widok na niebo, które znów stało się fioletowe, kolorowe, nie ciemne i nocne.
- Może nie będzie - odparła lakonicznie, przymykając oczy. Oparła głowę o ramię siedzącego obok mężczyzny, nie chcąc ruszać się z ławki ani spod jego ramienia, przy którym była przez ostatnie kilka godzin. Zmęczenie sprawiło, że nie potrafiła nawet nacieszyć się wschodem, tak jak cieszyła się poprzednim, oglądając go po wyjściu ze statku.
- Zbierajmy się - zadecydowała, mentalnie się do tego przygotowując, ale jej ciało przestało być posłuszne, więc nie zmieniła pozycji póki mężczyzna się nie ruszył, zmuszając ją do podniesienia głowy i otworzenia oczu. Jedyne o czym marzyła teraz to położenie się do miękkiej pościeli, którą zostawili poprzedniego dnia, wychodząc na zewnątrz.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 17:57

- Ogarnę nam taksówkę - zaproponował Nephiett, w odpowiedzi na co Rhama pokręcił głową.
- My nie wracamy na Wraitha.
- Nie?
- Nie. Możecie lecieć sami.
Asari podniosła się z ziemi, na której siedziała, przeciągając się leniwie. Ciepłe promienie słońca odbiły się od jej błękitnej skóry nadając jej nietypowy odcień. Może więc z tego samego powodu Naeem przez ostatnie kilkanaście minut nie mógł oderwać wzroku od Hawkins, na którą światło wschodzącej gwiazdy również padało. Wyglądał już na mocno zmęczonego, pijanego też, tak samo jak ona, ale i tak trzymali się bardzo dobrze w porównaniu do innych członków załogi. Nie obawiał się już ostrożnych gestów czułości w stronę czerwonowłosej, choć nie pozwalał sobie też w towarzystwie na zbyt wiele. Ona jednak bez problemu zauważała uśmiech błąkający się po jego twarzy, spojrzenie które momentami nie mogło oderwać się od jej ust, czy gładkiej skóry jej uda.
Nephiett i Satia zebrali się jako pierwsi. Pożegnali się, zabrali kilka butelek, by wyrzucić je do wielkiego śmietnika stojącego przy wyjściu z plaży i kilka minut później już ich nie było. Dopiero wtedy Rhama pochylił się, obdarzając Hawk długim, czułym pocałunkiem, którego nikt znajomy już nie widział. Zdawał sobie sprawę z faktu, że musi być zmęczona, ale nie przedłużało to ich obecności na plaży na tyle, by czuł jakieś wyrzuty sumienia.
- Teraz - powiedział cicho, gdy się odsunął. Jego dłoń powędrowała do jej jasnego policzka, po którym przesunęła się delikatnie. - To jest moment, który ja mógłbym uwiecznić na zawsze. Ten widok.
Nie chodziło mu chyba jednak o spokojne morze, od którego tafli odbijało się wschodzące słońce. Nie miał na myśli różowego nieba i lampek za plecami, spokojnej muzyki ani stosów śmieci na plaży. Nie odwracał wzroku od niej, od poplątanych, unoszonych przez wiatr czerwonych włosów, od śpiącego już spojrzenia zielonych oczu, od rozchylonych po pocałunku ust, od wszystkiego tego zatopionego w złotym świetle.
- Chodź - wstał, podając jej dłoń - Zaniósłbym cię, ale to... byłoby niebezpieczne.
Sam też miał lekki problem z przypomnieniem sobie pionu, ale szybko go odnalazł. Obojętnie zostawił pod ławką wszystkie butelki, które przez ostatnie kilka godzin opróżnili oni, obejmując za to Hawkins i ruszając z nią w stronę postoju taksówek, dziś umiejscowionego chyba dużo dalej, niż jeszcze poprzedniego wieczora. Musieli poczekać chwilę, aż przyleci po nich pusta, ale niecałe dwadzieścia minut później znajdowali się już w lesie, a przez wysokie, gładkie pnie drzew widzieli czekający na nich, znajomy już domek.
Rhama pozwolił jej wejść pierwszej. Gdy zamknęły się za nimi drzwi, zablokował je, po czym bez zastanowienia zrzucił buty i ściągnął z siebie bordową koszulę, nie widząc już powodu, dla którego miałby dłużej znajdować się poza miękkim łóżkiem. Na moment wszedł jeszcze do łazienki, by umyć twarz, albo zęby, albo jedno i drugie, po czym z nieco nieprzytomnym spojrzeniem wylądował w białej pościeli. Po drodze złapał Hawk w pasie, wciągając ją tam ze sobą, niezależnie od tego, czy była na to gotowa, czy jeszcze nie.
- Chodź tu - mruknął tylko.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 18:10

Nie chciała opuszczać plaży, ale tym razem nie dlatego, że tak jej się na niej podobało. Na pewno w innej sytuacji bardzo doceniłaby to, jak promienie wschodzącego słońca odbijają się od tafli wody, jak szum obijających się o skały fal koi jej myśli i uspokaja ją jak nic innego. Ale teraz fizyczne poruszenie się z ławki niemal przerastało jej możliwości. Czuła się jakby do niej wrosła przez ten cały czas, który spędzili na miejscu, a domek, który wynajęli, znajdował się po drugiej stronie planety. Westchnęła przeciągle, z niezadowoleniem, mrugając kilkukrotnie chcąc się dobudzić ze snu, który zakradał się do niej niepostrzeżenie i pozbawiał ją połowicznie przytomności w mgnieniu oka.
Pocałunek zakotwiczył ją w rzeczywistości, rozbudzając bardziej niż wizja miękkiego łóżka w domku. Uśmiechnęła się szerzej, łącząc dopiero teraz fakty, jego spojrzenia i uśmiech z jasnym światłem Aysur, rozświetlającym jej twarz. Odwzajemniła go tęsknie, mimo tego, że bliskości nie powinno jej brakować, bo tym razem żadne z nich nie utrzymywało dzielącego ich dystansu.
- Widok mnie styranej po całym dniu? - parsknęła śmiechem, kręcąc głową. Niektórych rzeczy nawet ich poprzednia rozmowa nie była w stanie jej wyjaśnić. Podejrzewała, że wygląda na zmęczoną i pijaną, bo tak się czuła, więc nie rozumiała jego zachwytu. Jej romantyzm miał swoje granice, które w chwilach jak ta nakreślały się znacznie wyraźniej.
Podniosła się z wahaniem, chętnie asekurując ramieniem mężczyzny. Wypił znacznie więcej od niej, ale miała wrażenie, że i tak wygląda i radzi sobie z tym lepiej. Omega miała ten plus, że powrót z Zaświatów na statek zajmował może kilka chwil, krótki, choć chwiejny spacer, a teraz musieli jeszcze znaleźć prom i gdzieś dalej przelecieć. Jakaś cząstka jej świadomości wciąż była pewna, że wracają na statek.
Stojąc i czekając na taksówkę, dopiero teraz zrobiło jej się zimno. Krótki spacer ją nieco otrzeźwiał, a przynajmniej rozbudził na tyle, by dotarło do niej, że na Arvunie wcale nie jest ciepło, a ona ma odkryte nogi.
- Długo tego nie zapomnę - powiedziała cicho, obejmując się ramionami by uniemożliwić chłodnej bryzie wtargnięcie pod jej kurtkę. Wciąż nie czuła, by ten dzień się kończył, choć wznoszące nad horyzont słońce było jasnym oddzieleniem tamtej nocy od następnej doby w Asie.
Podróży promem niemal nie pamiętała. Zamyślona obserwowała miasto przez okno, może nawet przysnęła, nie potrafiła tego określić dokładnie, ale na pewno nie było jej już zimno. W pojeździe nie wiał wiatr, więc nawet jeśli minęło aż dwadzieścia minut nim wreszcie znaleźli się na miejscu, przynajmniej spędziła je w komforcie.
Domek był znajomy, przywitała go z radością na twarzy. Ściągnęła z siebie buty, a później rzuciła kurtkę obok, na oparcie któregoś krzesła. Złote światło sączyło się między gałęziami drzew, widocznych zza wielkiej, przeszklonej ściany, hipnotyzując. Zmusiła się do rozpięcia sukienki i zsunięcia jej z siebie, nie odrywając wzroku od widoku, jaki miała przed oczami, póki nie pociągnął ją w stronę łóżka, gdzie białe zasłony odgrodziły ją od reszty świata. Zamknęła oczy, przytulając się do niego odruchowo i poddając się nadchodzącej senności.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 19:33

Rhama wydawał się nie widzieć w jej twarzy zmęczenia. Spory wpływ mógł mieć na to wypity przez niego alkohol, czego Hawk nie wzięła pod uwagę. Prawdopodobnie równie duży, jak uczucie, którym ją darzył i które czyniło ją ideałem - przynajmniej w chwilach takich, jak ta.
- Nigdy tego nie zapomnę - odpowiedział, przytulając ją mocno, gdy oczekiwali na prom. Obrócił się nieco, by odsłonić ją od wiatru, który nadciągał tym razem od zachodu. Pewnie w okolicach domku morze nie miało być tak spokojne jak tu, gdy fale będą rozbijać się znów o skalisty klif, nad którym mieli wynajęty nocleg.
Gdy objął ją już później, w łóżku, jego skóra pachniała wiatrem Arvuny. Tak samo jak zapewne jej włosy, a może wręcz oni cali i wszystko, co na sobie mieli, po kilku długich godzinach spędzonych na plaży, przy samym brzegu. Pocałował ją w czubek głowy, naciągając na nią jasną kołdrę i zamykając ją w ciasnych objęciach swoich ramion. I mimo, że łóżko było duże, zajmowali niewielką jego część, tak mocno w siebie wtuleni.
- Dobranoc - wymruczał cicho Rhama, a jego klatka piersiowa zawibrowała.
Sen przyszedł szybko i z łatwością. Co by nie mówić, byli na nogach pełną tutejszą dobę, dwadzieścia dziewięć długich godzin, a przecież przyzwyczajeni byli do kilkunastu, dwudziestu maksymalnie. Arvuna może i była piękna, ale jeśli będą tak funkcjonować przez następne kilka dni, wykończy ich to całkowicie.
Prawdopodobnie to przez zmęczenie i upojenie nie śniło się jej nic. Wpadła po prostu w czarną studnię bez dna, na niewiadomą ilość godzin. Nie musieli nastawiać budzików, nikt nie czekał na nich rano, co najwyżej wypadało zwolnić domek przed szesnastą. Może dlatego nie obudziło jej ani światło, ani dźwięk omni-klucza, ani ból głowy - choć ten już nadciągał, co mogła z łatwością wyczuć, gdy tylko się poruszyła. Ale pierwszym, co przebiło się z rzeczywistości za jej zasłonę snu, był dotyk leżącego obok niej mężczyzny. Dłoń Rhamy przesuwała się po znajomym, rozgrzanym po nocy ciele, badając jego krzywizny i stopniowo ją wybudzając. Po całej nocy wciąż leżała przodem do niego, przytulona tak samo jak w chwili, w której zasypiała. Czuła opuszki palców wędrujące powoli w dół wzdłuż jej kręgosłupa, potem po biodrze i w górę, po wcięciu w talii, ramieniu, szyi. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła Naeema przypatrującego się jej z uśmiechem, błądzącym gdzieś po jego twarzy.
- Cofam to, co mówiłem wczoraj - powiedział cicho, tak jak wieczorem całując ją w czubek głowy, w nieziemsko poplątane włosy. - To jest lepszy widok. Dzień dobry. Przyniosłem ci wodę.
Nie odsunął się jednak, ani nie podał jej szklanki, w pełni zaabsorbowany teraz jej osobą. Hawk mogła tylko domyślać się, jak Rhama teraz się czuje, a pamiętając ile wczoraj wypił trudno było wierzyć, że dobrze. Mimo to uśmiechał się do niej, w ten charakterystyczny sposób, w jaki nie uśmiechał się do nikogo innego. Światło wpadające przez okno, zza jej pleców, było jakieś inne niż przedtem, stłumione, mogła więc zakładać, że opuścił rolety, skoro obudził się wcześniej od niej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 20:04

Jeżeli cokolwiek jej się śniło to w ogóle tego nie pamiętała. Nie czuła się za to tak wypoczęta jak poprzednim razem, gdy obudziła się na Wraithcie po kilkunastu godzinach snu. Świadomość swojego położenia w przestrzeni wracała do niej bardzo powoli. Najpierw poczuła dotyk na swojej skórze, pod gorącą kołdrą, później znajomy zapach morza, do którego mogła się przyzwyczajać, ale w takich chwilach przypominała sobie o nim na nowo. Z zamkniętymi oczami uśmiechnęła się lekko, ignorując czający się w rogu ból głowy. Nie ruszała się z miejsca, skupiając na przyjemnym dotyku i jego bliskości, ciepłej kołdrze i resztce swojego zaspania.
Z początku nie dotarły do niej nawet jego słowa. Przeciągnęła się, mrucząc coś w odpowiedzi, co brzmiało składnie w jej głowie, ale przestało gdy tylko postanowiła to zwerbalizować. Wspomnienia poprzedniego wieczora wciąż były dla niej żywe i wciąż wprawiały ją w dobry nastrój, nawet jeśli upojenie alkoholowe w większości z niej zeszło, zostawiając po sobie nieprzyjemny posmak w ustach i niechybną migrenę.
- Wstałeś wcześniej - zauważyła półprzytomnie, przysuwając, by móc wtulić twarz w jego klatkę piersiową i zamknąć oczy jeszcze na chwilę. Nie chciała wstawać, a to było dla niej coś nowego. Na ogół chętnie wyskakiwała z łóżka, zostawiając w nim wszystkie mary senne i resztki dnia poprzedniego, a teraz kurczowo się tego trzymała, nie chcąc z tego rezygnować.
Pragnienie w niej wreszcie zwyciężyło, zmuszając do obrócenia na plecy. Przetarła twarz, czując pod powiekami piasek, którego kilkugodzinny sen nie był w stanie w pełni zmyć. Dopiero teraz w pełni czuła to, o czym mówił jej wcześniej, gdy zachwalała długą dobę na Arvunie. Jej organizm nie był do tego przyzwyczajony.
- Która godzina? - zagadnęła, podpierając się na łokciach i podsuwając nieco w górę, opierając plecy o zimną ścianę. Podciągnęła kołdrę za sobą, nieprzyzwyczajona do chłodu, pamiętając o tym, że zasnęła w samej bieliźnie, a jej sukienka leżała nie wiadomo gdzie. - Długo spałam?
Choć zmieniła pozycję, pociągnęła go do siebie, nie chcąc rezygnować z jego bliskości. Czekała tylko na szklankę wody, lub butelkę czegokolwiek, czym mogłaby nawilżyć usta i odetchnąć, witając nowy dzień. Nie potrafiła jeszcze odciąć poprzedniego grubą kreską, ale od czegoś musiała zacząć. Odruchowo sprawdziła też omni-klucz, ale nie spodziewała się wielu wiadomości, pamiętając godzinę, do której bawili się wszyscy wczoraj.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 20:43

Rhama mruknął twierdząco. Wstał wcześniej, bo inaczej nie miałby jak przynieść jej wody. Pogrążona w głębokim śnie, nie zauważyła, gdy podnosił się z łóżka i krzątał się po domku. Jego dłoń dotarła do jej karku i wsunęła się w czerwone włosy, ale nie próbował przeczesywać ich palcami, bo na chwilę obecną było to niewykonalne.
Niechętnie pozwolił jej obrócić się na plecy i odsunąć od siebie, po czym sięgnął do wysokiej szklanki pełnej wody, czekającej na jego szafce nocnej, obok pustej butelki po alkoholu. Wypili wczoraj sporo, Rhama w szczególności. Mimo to wyglądał teraz całkiem nieźle, choć możliwe, że duży wpływ miała na to obecność Hawk.
- Nieszczególnie. Jest trzynasta - odparł, podnosząc się też i opierając plecami o powleczony szarym materiałem zagłówek łóżka. Przyciągnął ją do siebie, by oparła się o jego rozgrzaną po nocy klatkę piersiową. Podciągnął też kołdrę wyżej, samemu nie mając ochoty na opuszczanie gorącej, zmiętej pościeli, zwłaszcza, że w nocy pozbył się też spodni i został w samej bieliźnie, tak samo jak Hawk. Spanie w jeansach nie należało do najwygodniejszych.
Chłodna woda była zbawieniem dla zaschniętych po wczorajszej imprezie ust. Naeem nie odbierał jej szklanki, pozwalając kobiecie pić ile chciała. Nie zaglądał jej też do omni-klucza, zamiast tego sięgając do panelu nad ich głowami i odsłaniając okno. Rolety uniosły się, ukazując im widok w całej okazałości. I dziś, niestety, pogoda nie sprzyjała już spacerom, ani zabawom na plaży. Gęsty deszcz przebijał się przez korony otaczających ich drzew i odbijał od powierzchni tarasu i dachu, wydając dźwięk, na który wcześniej nie zwrócili uwagi.
Skoro uruchomiła omni-klucz, Rhama chwilę później zrobił to samo, sprawdzając swoje logi. Na Hawkins czekały tylko dwie wiadomości, choć d jednego nadawcy, których treść przypominała o wczorajszych wydarzeniach.
Do: Kapitan Jeanette Hawkins
Od: Nadia Yovenko

Strasznie przepraszam.
Boże, jak mi głupio, to nawet słowa tego nie opiszą. Nie wiem gdzie miałam głowę. Proszę nie być na mnie złą. Nie chciałam zrobić niczego złego, zresztą nie zrobiłam przecież, ja tylko rozmawiałam, prawda? Życzę wam wszystkiego najlepszego i niech się wam układa na zdrowie.

Nadia

Do: Kapitan Jeanette Hawkins
Od: Nadia Yovenko

To nie miało być sarkastyczne!!!!!1 Ja naprawdę tak życzę. Naprawdę.

Nadia znowu.

Naeem nic nie powiedział, ale wyłączył swoje urządzenie, więc chyba nie wydarzyło się nic niepokojącego, co musiałby jej zareportować. Zamiast tego przytulił ją mocniej, opierając brodę o czubek jej głowy i wyglądając przez okno, na zatopiony w deszczu las. To nie był widok, do którego którekolwiek z nich było przyzwyczajone. Z reguły budzili się przy szumie statku, czy on na pancerniku, czy ona na Wraithcie. A potem na tym drugim oboje. Teraz, leżąc tu, przez chwilę mogli poczuć się jak zwykli ludzie, którzy mieszkali stacjonarnie w jednym miejscu i latali w ładne miejsca na wakacje.
- Jak się czujesz? - spytał cicho, przesuwając dłonią po jej ramieniu.
Ostatnio edytowano 12 sty 2019, o 21:32 przez Mistrz Gry, łącznie edytowano 1 raz
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 21:08

Kiwnęła głową, przyjmując do niego szklankę, z której duszkiem wypiła połowę zanim poczuła się usatysfakcjonowana zaspokojeniem pragnienia. Otarła wierzchem dłoni usta, resztę wody dopijając już powoli i spokojnie, bo wolała też nie pobudzać swojego żołądka. Na razie obudziła się tylko częściowo i wolała nie odczuwać całej potęgi kaca na raz, choć i tak czuła się dość wymięta. Miała wrażenie, że alkohol wciąż się jej trzyma, bo głowę miała lekką, pełną szumów. Zamrugała kilkukrotnie, wyostrzając obraz jak stara kamera cyfrowa, dochodząc do siebie z każdą minutą, oparta o zagłówek.
Oddała mu pustą szklankę chwilę później. Trzynasta nie brzmiała tak źle, biorąc pod uwagę ich powrót z plaży, który odbywał się przy wschodzie słońca. Ile przespała, sześć, siedem godzin? To wyjaśniałoby, czemu dalej czuje w sobie efekt wypitego alkoholu. Już w domku wypiła go sporo, a później na imprezie co najmniej dwa razy tyle, choć w nieco większym odstępie czasu, dzięki któremu w ogóle była w stanie potem chodzić, a nie musiała być eskortowana, jak Sykes.
Znów zamrugała, gdy omni-klucz poraził ją swoim jasnym blaskiem, a Rhama dodatkowo odsunął rolety, wpuszczając do środka światło. Na zewnątrz wcale nie było promieniście i przesadnie jasno, ale i tak potrzebowała chwili żeby się przyzwyczaić. Złapała się na tym, że lekko zaspana musiała przeczytać pierwsze zdanie wiadomości więcej niż raz, by jej sens wreszcie do niej dotarł, ale jej usta wygięły się w uśmiechu gdy doczytała resztę.
- Yovenko się kala - skomentowała z rozbawieniem, wskazując mu swoje urządzenie. Wyłączyła je, nie widząc potrzeby w odpisaniu teraz. I tak pewnie zobaczą się później, gdy wrócą na statek. Hawkins i tak nie miała jej niczego do powiedzenia, nie była zła, Nadia nie miała za co przepraszać, więc wolała nie rozdmuchiwać tego jeszcze bardziej. Nie zakładała, że dziewczyna może teraz denerwować się tym, że kapitan jest na nią tak wściekła, że zostawia wydarcie się na później, gdy będzie mogła zrobić to głośno, a nie przez wiadomości.
Oparła gorący policzek o jego ramię, przypatrując się widokowi za oknem. Nie zorientowała się wcześniej, że pada. W domku odgłosy wokół były inne, niż na statku, może bębnienie kropel zlało jej się z całą resztą. Obserwowała, jak drzewa wyginają się przy podmuchach wiatru, wyjątkowo pozbawione złotych kolorów, w których kąpały się gdy Hawkins zasypiała, podczas wschodu.
- Dobrze - odpowiedziała, częściowo zgodnie z prawdą. Jej myśli wciąż krążyły wokół ostatniego wieczora, ale tym razem cofały się jeszcze dalej, trafiając na ich rozmowę na plaży, która też była żywa, może nawet jeszcze żywsza w jej głowie teraz, na trzeźwo, niż wczoraj. Żałowała niektórych słów, które wypowiedziała. Nie potrafiła podchodzić do tego tak spokojnie jak on, nie potrafiła nie szukać problemów i powodów, dla których to wszystko nie miało racji bytu i dlaczego była powodem jego wszystkich nieszczęść. Ale ze wszystkich, wiedziała, że nie żałuje tych ostatnich, wypowiedzianych przez siebie wyznań. - A ty? Wypiłeś sporo - dodała, zmuszając własne myśli do powrotu na właściwy tor. Obróciła głowę w górę, żeby móc na niego spojrzeć i uśmiechnęła się lekko, sięgając ręką do jego dłuższych włosów i zaczesując je lekko do tyłu. - Uraziłeś dumę Tiberiusa tym rynkolem.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 21:50

Widząc wiadomości od Yovenko, Rhama uniósł wysoko brwi w zaskoczeniu. Uruchomił jeszcze na chwilę swoje własne urządzenie, sprawdzając skrzynkę przychodzących, ale nic nowego tam na niego nie czekało.
- Mnie nie przeprosiła - zauważył z oburzeniem i rozbawieniem jednocześnie. Mógł czuć się wczoraj atakowany, gdy z jednej strony miał przyglądającą się mu Hawk, a z drugiej kokietującą go Nadię. Szkoda, że zorientował się tak późno i pierwsze kilkadziesiąt minut przeżył w totalnej nieświadomości.
Uśmiechnął się do niej później, gdy przeczesała palcami jego opadające na czoło, niesforne włosy. Gdy sobie na to pozwalał, jeszcze zagrzebany w pościeli, z nagą klatką piersiową i nieułożoną po nocy fryzurą, wyglądał dużo młodziej i bardziej beztrosko, niż na co dzień. Daleko mu było do nakładania masek, do ukrywania czegokolwiek, bo nie miał teraz powodu, by to robić.
- Jest nie najgorzej - odparł oględnie.
Mogła się domyślać, że skoro wstał, to wziął już swoje leki przeciwbólowe, pozwalające mu funkcjonować na co dzień. A skoro je wziął, to musiały one działać też na skacowaną po rynkolu głowę. Na pewno napił się wody, może wyszedł na moment na zewnątrz, by ochłonąć. W każdym razie gdy się budziła, on wyglądał już na w stu procentach świadomego faktu, że zaczął się kolejny dzień. Dziś w końcu czekało go coś poważnego, na co nastawiał się już od kilku dni. Obiecał Hawk, że to zrobi i o ile w ostatniej chwili się nie wycofa, jego dzień zapowiadał się na ciężki.
Ale póki co byli tutaj, a Vinnet też się nie upominała. Mieli co najmniej następne trzy godziny tylko dla siebie.
- Myślisz, że powinienem mu dzisiaj powiedzieć o filtrach? - zaśmiał się, gdy przypomniała o jego wczorajszym popisie. Chyba wszyscy byli pod wrażeniem, choć Sykes do końca nie był w stanie uwierzyć, że Rhama naprawdę się napił i nie oszukał. - Rozważałem napicie się tego syfu jeszcze raz, żeby mu to udowodnić, ale na samą myśl mną trzęsło. No i trochę obawiałem się, że dwa łyki to będzie jednak za dużo. Nawet dla mnie. To smakowało jak rozpuszczalnik.
Nagle zmarszczył brwi, wbijając w Hawkins spojrzenie pełne oburzenia.
- W ogóle, przeczołgaj się jak wąż? Co to był za pomysł? - pokręcił głową z niedowierzaniem, a zaczesane przez nią do tyłu włosy znów opadły mu na czoło. - Nawet nie spytałem ile punktów za to dostanę, bo to była jakaś bzdura totalna. Pijana Jean ma nasrane w głowie, bardzo mi przykro.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 22:05

- Może zostawiła ci list w kajucie, tak jest romantyczniej - odparła, chowając za dłonią długie ziewnięcie, starając się wybudzić raz, a porządnie, ale trzeźwość umysłu przychodziła do niej powoli i leniwie, zupełnie nie tak, jak na statku. Naprawdę czuła się na wakacjach, przynajmniej w tej dobie, od wczoraj do dziś. Bębniące o szybę krople deszczu wcale nie pomagały, przez nie w ogóle nie miała ochoty wychodzić z łóżka, mając świadomość tego jak zimno i nieprzyjemnie jest na zewnątrz. Pod pościelą było idealnie i nawet jej chęć porządnego umycia się, zmycia z siebie zmęczenia i alkoholu, i w ogóle całego poprzedniego wieczora, nie była wystarczająco silna by ją wyciągnąć z pierzyny od razu po przebudzeniu.
Uśmiechnęła się szerzej, wspominając filtry i wzruszyła ramionami. Decyzja należała do niego, bo choć ją bawiło to pastwienie się nad Sykesem, który nie potrafił objąć umysłem idei kogoś o mocniejszej głowie niż on sam, w dodatku o aż tyle, to miała świadomość tego, że im dłużej utrzymają go w niewiedzy, tym bardziej poczuje się dotknięty na koniec tym wielkim oszustwem.
- Wtedy może podwajać ci wszystko, co będziecie w przyszłości pić - ostrzegła go z rozbawieniem, opierając dłoń o jego klatkę piersiową. Była ciepła, jak wszystko, co znajdowało się w łóżku i dawało jej więcej powodów do zostania pod kołdrą. - Albo potrajać. A ten rynkol... Nie wiem skąd go wziął, ale już zwykły smakuje jak rozpuszczalnik jak dla mnie.
Piła go kilka razy, ale na ogół to było coś, co jednym łykiem nie zwalało na ziemię pijącego. Dopiero po trzech czy czterech bardzo żałowało się picia na następny dzień, choć paskudztwo miało tak straszny smak, że wytrwanie aż czterech potencjalnych łyków było może i sprawą honoru, ale jednocześnie świadczyło o głupocie pijącego. Nie, żeby sama tego wcześniej nie próbowała, ale nie była z tych momentów jakoś szczególnie dumna.
Gdy wspomniał jej zadanie, roześmiała się głośno, przypominając o tej jednej rzeczy, która wcześniej jej umknęła gdy analizowała poprzedni wieczór w głowie. Pokręciła głową, nie umiejąc odpowiedzieć na jego pytanie ani wytłumaczyć absurdu swojego zadania. Była wtedy pijana, a gdy była pijana, miała różne pomysły. Mniej lub bardziej wdzięczne, on akurat nie miał szczęścia, bo padło na niego gdy wreszcie mogła dać swojej kreatywności trochę ujścia.
- Nie wiem. Może pokażesz mi, jak wygląda pijana Jean - odrzuciła, uśmiechając się złośliwie, bo tym samy przypomniał jej wyzwanie dla Vinnet i ich rozmowę, która nastąpiła gdy kobieta je wykonała. - Czy potrafisz tylko trzeźwą? Chętnie zobaczę.
Uśmiechnęła się pod nosem, zagrzebując jeszcze głębiej w kołdrze, wbrew sobie i dojrzewającej w jej głowie chęci pójścia pod prysznic. Kojarzył jej się z zimnym deszczem, który mogła oglądać teraz ze swojej bezpiecznej kryjówki pod pościelą, suchej i gorącej.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 22:59

Przewrócił oczami, gdy wspomniała o liście w kajucie. Nie, bardziej prawdopodobne było, że Nadia nie odezwie się do niego już nigdy i będzie unikać go przez następny miesiąc, przemieszczając się korytarzem obok jego nowej, przestronnej kajuty jak duch. A obok niej trzeba było przejść, by dotrzeć do windy prowadzącej do maszynowni. Jej zachowanie postawiło ją teraz w wyjątkowo trudnej sytuacji.
- Pójdę do niego jak wrócimy na statek - postanowił Naeem z rozbawieniem, pewnie dochodząc do tego samego wniosku. - Pewnie ucieszy się, jak się dowie, że kiedyś, bez filtrów, nie byłem taki twardy. Podejrzewam, że po pierwszej naszej butelce skończyłbym jak John. Wykrzykiwałbym ci te erotyki, leżąc na podłodze, zawinięty w koc.
Gdy przypomniała mu o małej impresji, jaką wykonała w ramach swojego zadania Vinnet, roześmiał się, kręcąc przecząco głową. Wczoraj pokaz lekarki rozbawił absolutnie wszystkich, ale w żaden sposób jej nie uwłaczał. Mogłoby być gorzej, gdyby prezentował to Rhama, mniej uzdolniony w temacie.
- Ile punktów dostanę za bycie upierdliwą? - zaczął ją przedrzeźniać sztucznie wysokim głosem, ale w przeciwieństwie do tego, co mieli okazję zobaczyć na plaży, naprawdę wyglądało to biednie. Zaśmiał się sam z siebie i machnął ręką z rezygnacją. - Nie, nie bardzo. Poćwiczę. Ale potrzebuję więcej okazji, żeby przyjrzeć się wzorcowi. Chodź do mnie.
Nie pozwolił jej do końca zagrzebać się w kołdrze, zamiast tego obejmując ją w pasie i wciągając na siebie. Gdy usiadła na jego kolanach, przodem do niego, dopiero wtedy owinął ich zagrzaną pościelą, zupełnie tak, jak zrobił dawno temu, gdy po raz pierwszy potajemnie przyszła do jego jeszcze poprzedniej kajuty na pokładzie Wraitha. Wtedy to on był zaspany, a ona całkowicie rozbudzona, teraz sytuacja się odwróciła, choć oboje tkwili w mocnym rozleniwieniu. Nikt, kto budził się po całonocnej libacji, nie był pełen energii i motywacji na nadchodzący dzień.
Rhama uśmiechał się do niej, przesuwając opuszkami palców po jej szyi i jednym ramieniu, którego nie zakrywała kołdra. Była duża, bez problemu owinął nią ich oboje, choć jak widać niedokładnie.
- Zresztą pijana Jean i tak zachowuje się zbyt rozsądnie. Nie mówi nic głupiego. Nie jest wcale taka łatwa, jak się spodziewałem. Nie tańczy - przyciągnął ją do siebie mocniej. - Ale za to ma durne pomysły i całkiem znośnie śpiewa. Chociaż wybór piosenki mnie zaskoczył. Nie sądziłem, że to znasz.
Jego uśmiech na moment stał się mniej łobuzerski, a w błękitnym spojrzeniu pojawiło się ciepło.
- I pijana Jean pozwala sobie na wyznania, których pewnie nie usłyszałbym od niej na trzeźwo.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

12 sty 2019, o 23:18

Kiwnęła głową, wyobrażając sobie jak zadowolony z siebie byłby Sykes gdyby dowiedział się, że wygrana Rhamy była wyłącznie sprawą jego filtrów. Mógłby odebrać swój wyimaginowany tytuł króla libacji, bo mało kto mu dorastał do pięt. Pewnie gdyby zatrudnili na pokładzie kroganina to i tak opicie go Voodoo obrałby sobie za punkt honoru. Na szczęście mało kto teraz w ogóle próbował, choć niekiedy widziała w mesie jak już lekko podpici ludzie rzucają mu wyzwanie, a on chętnie podnosi rękawice, nie mając dla nich żadnej litości. Następnego dnia na ogół widziała kogoś innego na zmianie, lub ich, półżywych, jeśli nikt nie zgodził się pracować za nich następnego dnia.
Pokręciła głową rozbawiona, ale cmoknęła niczym znawca, oceniając krytycznie jego występ.
- Vinnet poszło lepiej - stwierdziła, unosząc brwi. - A już do jej występu miałabym kilka obiekcji.
Nie potrzebowała dodatkowej zachęty, by zająć miejsce na jego kolanach i przysunąć się jeszcze bliżej niż wcześniej. Czuła się już rozbudzona, choć pewnie nie wyglądała. Odgarnęła włosy z twarzy do tyłu, nie próbując nawet ich przeczesać palcami, tak jak on wcześniej dusząc ten pomysł w zarodku i poddając się całkowicie. Nie czuła potrzeby. Lubiła to, jak na nią patrzył, nawet teraz. Nie musiała spoglądać na siebie w lustrze, żeby wiedzieć, jak wygląda. Wystarczyło, że spojrzała w utkwione w niej spojrzenie niebieskich oczu by wiedzieć, że wszystko było w najlepszym porządku.
- Tańczyłaby, gdybyś wreszcie przestał udawać, że nie chcesz - odrzuciła, wydymając ostentacyjnie usta. Wtedy, na ławce, siedziało jej się bardzo dobrze, ale szybko przestała w ogóle myśleć o wyjściu na parkiet. Może tańcząc trochę by otrzeźwiała i wytrzymała dłużej bez przygniatającego ją zmęczenia, ale nie mając odpowiedniego do tego partnera mogła sobie tylko pomarzyć. Deuce niezbyt się do tego nadawał już gdy przyszli na plażę. - Nie komentuj tego nawet - zaśmiała się, nie chcąc wspominać swojego mało udanego popisu wokalnego. - Zrobiłam to tylko po to, żeby nie musieć pić rynkolu. Nie myśl sobie, że jeszcze to kiedyś usłyszysz.
Uśmiechnięta, mimowolnie odwróciła wzrok słysząc, jak zaczyna wspominać też te partie wieczoru, do których konfrontacji nie do końca była przygotowana. Dostrzegła małą, podłużną bliznę na jego klatce piersiowej, o której już zapomniała, a może wcześniej, przed tamą jej jeszcze nie było. Przesunęła po niej palcami, przypominając o tym, co doprowadziło do ich szczerej rozmowy. Nie potrafiła teraz zbyć tego uśmiechem. Świadomość rozmowy, którą odbyła z Deucem, zżerała ją od środka, wywołując dyskomfort, którego nie chciała teraz czuć. Nie tutaj, w ciepłym łóżku, przykryta całkowicie kołdrą jak w kokonie i opleciona jego ramionami.
- Przepraszam za tamto - mruknęła, nie myśląc wcale o swoim wyznaniu, ale wszystkim innym, całym swoim dziwnym zachowaniu, które je poprzedzało. - Deuce był nawalony. Gadał o nas, o mnie. Spytałam go czego od ciebie chciał wtedy, na statku, kiedy się dowiedział. Bałam się, że walnął ci jakąś wiązanką, czasem zachowuje się jak idiota.
Westchnęła ciężko, przecierając wolną ręką oczy, bo piasek pod powiekami znów zaczął jej przeszkadzać.
- Był pijany, więc mi powiedział. Wszystko - dodała, wzruszając ramionami, choć sama nie wiedziała dlaczego. Tylko kołdra zsunęła się przez to z jej drugiego ramienia, odsłaniając je. - A ja spanikowałam.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

13 sty 2019, o 00:09

- Mnie się podobało - zaśmiał się Naeem, choć pewnie tak samo jak ona miała zastrzeżenia do jego prezentacji, tak on mógł mieć zastrzeżenia do jej śpiewu. W końcu robił to dużo lepiej, nawet jeśli nie miał zbyt wiele okazji żeby się tym pochwalić. To nie znaczyło jednak, że zamierzał ją w jakikolwiek sposób krytykować pod tym względem. To nie było istotne.
Gdy spoważniała, Naeem zrobił to samo, choć usiłował zatrzymać nastrój, zanim ten uleciał, przesuwając palcami po jej dłoni - tej samej, co błądziła teraz po jego klatce piersiowej. Blizna nie wyglądała na świeżą, więc pewnie o niej zapomniała. Rhama miał ich kilka, choć większość znajdowała się w okolicy jego charakterystycznego implantu. Poza tym jedna klatce piersiowej, podłużna na brzuchu, wyraźna rana postrzałowa nad lewym łokciem i dwie długie szramy na lewym udzie. Nie pytała go skąd pochodzą i czego są skutkiem, a on sam z siebie jej tego też nie opowiadał, pewnie uznając za nieistotne. Był dobry zarówno przed komputerem, jak i w oddziale uderzeniowym. Musiał mieć doświadczenie, a to często wiązało się przecież z obrażeniami. Ich życie to nie było wylegiwanie się w ciepłej pościeli w domku nad morzem. To, co oni mieli na co dzień, inni tylko oglądali w vidach.
- Nie powinien był ci tego mówić - odezwał się w końcu Naeem, po długiej chwili milczenia. - Ale nie powiedziałem mu niczego, co nie byłoby prawdą. Nie sądziłem tylko, że dojdzie do tego, że Adams wyzna ci to za mnie. Nie tak to sobie wyobrażałem. To dość mocno odbiera znaczenie temu, co mówiłem na tamtym urwisku.
Uśmiechnął się krzywo, bo choć żartował, to faktycznie był z tego faktu niezadowolony. Wiedział, co czuje do Hawkins i ona też to wiedziała, ale to wyznanie nie należało do Deuce'a. Szkoda, że był zbyt pijany, by to zrozumieć, a teraz pewnie nawet nie pamiętał, co powiedział. Rhama westchnął i przesunął dłonią teraz po drugim jasnym ramieniu, które odsłoniła kołdra. Mógł iść do Adamsa i porozmawiać z nim o tym, opieprzyć go, spytać dlaczego, jak mógł to zrobić, ale chyba mijało się to z celem, skoro on pewnie nie pamiętał nawet, że Hawk i Naeem byli na plaży.
- Dlaczego spanikowałaś? - spytał, podążając wzrokiem za swoją ręką. - Myślałem, że to wiesz. Że to oczywiste.
Inaczej nie zrobiłby tego wszystkiego, co dla niej zrobił. Można było się tego domyślić już dawno, gdy rzucił dla niej całe swoje poprzednie życie. Wtedy nie panikowała, nie robiła z tego nic wielkiego. Teraz wystarczyły nieopatrzne słowa pijanego pilota, by ogarnęło ją nagłe, niewyjaśnione przerażenie. Naeem tego nie rozumiał.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

13 sty 2019, o 00:34

Nie odpowiadała nic na początku, bo wiedziała, że to jej wina. To nie on nie powinien tego mówić, to ona nie powinna pytać. Skorzystała na tym, że był kompletnie nawalony, więc pewnie było mu wszystko jedno, albo to była jedna z barier, które opadły, opuszczone przez alkohol. Przypominał zawinięte w koc zwierzątko bardziej niż poważnego człowieka, z którym wtedy Naeem rozmawiał w korytarzu statku. Wspomnienie jego słów, choć wypowiedzianych głosem pilota, wciąż sprawiało, że czuła w klatce piersiowej lekkość, choć w ustach pozostawał posmak winy, której pochodzenia nie potrafiła wytłumaczyć. Ale to nie było istotne. Już wczoraj pogodziła się z tym, że to wszystko było tego warte. Zrozumiała to i zaakceptowała, odwdzięczając mu się tym samym, werbalnym potwierdzeniem własnych uczuć. Gdyby nie udało jej się do tego dojść, nie otworzyłaby wtedy ust, a jeśli już, na pewno nie powiedziałaby tego, co powiedziała. Czucie tego, co czuła, a wypowiadanie tego na głos to dla niej były zupełnie dwie rzeczy, z których tylko jedna mogła mieć poważne konsekwencje, wbrew logice.
- Nie odebrało żadnego znaczenia - pokręciła głową, nie chcąc psuć dobrego humoru, z którym oboje się obudzili. Ciężkie rozmowy powinni mieć już za sobą, nie chciała powtarzać tego wszystkiego, w dodatku na trzeźwo i z lekko ćmiącą głową, w oczekiwaniu na nadejście prawdziwego, kacowego dyskomfortu.
Westchnęła głośno, czując, jak jej radość umyka wbrew jej panicznym próbom utrzymania uśmiechu na twarzy. Nie miała niczego do powiedzenia, co poprawiłoby jakoś tę sytuację. Wyszło źle, nie powinna pilota o to pytać, powinna pozwolić Rhamie zrobić to tak jak sobie wyobrażał a nie odbierać mu możliwość wyznania wszystkiego na swoich warunkach.
Z drugiej strony, wtedy nie odpowiedziałaby mu od razu. Myślała, że poradzi sobie z tym lepiej, ale wiedziała, że gdyby usłyszała te słowa ze strony Naeema, nie odpowiedziałaby tymi samymi, nie od początku. On, w przeciwieństwie do Adamsa, zauważyłby, że robi się biała jak ściana i pożałował natychmiast tego, że w ogóle otwierał usta. A ona nie miała wpływu na swoje reakcje, nie potrafiła nawet wytłumaczyć swojego zachowania tak, żeby było dla niego zrozumiałe.
Podciągnęła kołdrę na oba ramiona, chwytając się materiału kurczowo, by zrobić coś z rękami. Nie tak miał ten ranek wyglądać, miał wyglądać jak druga połowa ich imprezy. Miał być beztroski i szczęśliwy, przynajmniej zanim zadzwoni Vinnet, przypominając o tym, do czego Naeem się zobowiązał. Nie była gotowa na powrót do tego, nie teraz.
- Wiedziałam. Ale... to nie takie proste - odparła, wpatrując się w bliznę, którą znalazła, tak jak zeszłego wieczora wpatrywała się w gwiazdę nad horyzontem. Zmarszczyła brwi, wściekła na samą siebie. Zapomniała o słowach, które przyszły do niej poprzedniego wieczora, a które wszystko tłumaczyły. Żałowała, że na rozmowy o uczuciach nie mogli umawiać się z piętnastominutowym wyprzedzeniem, żeby mogła przygotować i skategoryzować wszystko, poukładać to sobie w głowie i odpowiedzieć mu od razu, gdy o coś spytał.
- Nie wiem - przyznała po chwili, ale nie przestała szukać odpowiednich słów, którymi mogłaby mu to wyjaśnić. - Póki tego nie powiedziałeś, mogłam udawać, że to coś innego. I nie bać się o to, co przez to może się stać.
Podniosła spojrzenie na niego, wściekła na siebie za to, że spytała Deuce'a o to, o co go spytała, ale też za to, że w jej głowie pojawiały się dylematy przy najprostszych rzeczach i nie potrafiła poradzić sobie z czymś, co powinno być jasnym dla wszystkim powodem do radości.
- Nie umiem przestać myśleć o tym, co będzie kiedyś. I jeśli kiedykolwiek coś ci się stanie, to będzie moja wina.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

13 sty 2019, o 01:34

Westchnął ciężko, widząc, jak kobieta z powrotem owija się kołdrą, ale nic nie powiedział. Zamiast tego przyglądał się jej niezmiennie, szukając w jej okolonej poplątanymi włosami twarzy wyjaśnienia tego, co działo się w jej głowie. Chciał jej pomóc, ale nie wiedział jak. To miał być miły poranek dla nich obojga, tymczasem ona wracała do swojej ciemnicy, pełnej defetystycznych myśli, a on nie potrafił znaleźć na to rozwiązania.
- Co innego, Jean? - spytał miękko, ale bez trudu wysłyszała w jego głosie pierwsze objawy frustracji. Niczego takiego jednak nie było widać w jego intensywnym spojrzeniu, więc kto wie, może się jej tylko wydawało. - Co byłoby inaczej, gdybym cię nie kochał? Miałbym stwierdzić "pierdolę to, lecę w swoją stronę" gdyby coś zaczęło się sypać, czy wrócić do Cerberusa jeśli okaże się, że przeceniłem swoje... nasze możliwości? O czym ty mówisz?
Mówił spokojnie, bardziej z niedowierzaniem i smutkiem, niż złością. Ale widziała, że jej słowa go zabolały, nawet jeśli starał się tego po sobie nie pokazywać. Nie sądził pewnie, że przywołanie tego tematu teraz doprowadzi do jakiegoś dziwnego nieporozumienia, jakie właśnie miało miejsce. Westchnął znów, po raz pierwszy w końcu się poddając i opuszczając wzrok.
- Twoja wina? - powtórzył i pokręcił powoli głową. - Jeśli sama mnie nie zastrzelisz, to nie będzie to twoja wina. Jestem dorosłym człowiekiem. Podejmuję swoje własne decyzje. Jeśli uważałaś, że ta była zła, trzeba było powiedzieć mi wtedy.
Rozejrzał się, szukając czegoś, czego nie znalazł, więc się poddał. Jego dłonie nie błądziły już po jej ramionach, ale opierały się nieruchomo na udach kobiety, nie w jakimś konkretnym celu, tylko dlatego, że tak było wygodniej, że tutaj opadły w rezygnacji chwilę wcześniej.
- Jeśli kiedykolwiek coś mi się stanie, będzie to moja wina. Nie mówię, że nie będziesz miała prawa czuć się z tym źle, bo jeśli cokolwiek z tego, co powiedziałaś wczoraj, miało jakieś znaczenie, będziesz to prawo mieć. Ale nie będziesz odpowiedzialna. Nie jesteś za mnie odpowiedzialna. Tak samo jak ja nie jestem za ciebie - nadal mówił spokojnie, choć z jego spojrzenia zniknęła nadzieja na to, że jeszcze da się ten poranek uratować. - Taką sobie wybraliśmy drogę. Za chwilę może tu wpaść Kirył i zastrzelić mnie, zanim zdążę przejść do stołu po broń. Może wpaść Benu i zrobić to samo tobie. Które będzie czyją winą?
Zerknął w stronę łazienki, nad czymś się zastawiając. Nie miał jak poprawić jej nastroju, gdy sam nie czuł się dobrze. "Kocham cię, ale" nie należało do najlepszych wyznań, jakie mógł usłyszeć. Odgarnął włosy z twarzy i utkwił wzrok w jej dłoniach, kurczowo trzymających kołdrę.
- Pójdę wziąć prysznic - poinformował ją, chyba też tracąc ochotę na kontynuowanie tej rozmowy w ich obecnym stanie. Wymagało to od niej, by wstała i wypuściła go z łóżka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Aysur] Arvuna

13 sty 2019, o 02:20

Słysząc frustrację w jego głosie, poczuła własną, rodzącą się w tyle jej głowy i narastającą z każdym wypowiedzianym przez niego zdaniem. Nie rozumiał niczego, co do niego mówiła, ale czy powinna się temu dziwić? Nie rozumiał kiedy próbowała wytłumaczyć mu na plaży, nie zrozumie teraz, nie zrozumie prawdopodobnie nigdy, bo problem nigdy nie leżał w jego zdolności pojmowania, tylko w jej nieodpowiednim doborze słów i chaotycznym, skróconym synopsis tego, co prowadziło do jej wyborów albo paniki czy jej braku. Jak mogła kiedykolwiek skrócić coś tak rozległego do jednego zdania? Nie miała jednego powodu, przez który poczuła wtedy strach. Miała ich tysiące, niezwiązanych ze sobą lub przeplatających się jedno z drugim. Milczała, choć miała ochotę wykrzyczeć, że tak nie jest, że rozumie to, że jest dorosły, że ona też jest dorosła, że wszystko to jest warte ryzyka. Ale wiedziała, że czegokolwiek nie powie, tylko pogorszy sprawę. Nie umiała rozmawiać, umiała pertraktować i żądać, ale nie potrafiła otworzyć się przed nim i schować wszystkie, niebezpieczne myśli pod łóżko. Te, które czasem podpowiadały jej, że lepiej było nie mieć czegoś nigdy niż zaznać tego i do końca życia obawiać się o tego utratę.
- Jak w ogóle możesz kwestionować to, czy to co powiedziałam miało znaczenie? - skrzywiła się, ignorując resztki swojej samokontroli usiłujące wymusić na niej milczenie i próby powrotu do tego, z czym zaczęli dzień. Pożałowała, że powiedziała cokolwiek na temat Deuce'a, że nie zbyła jego późniejszego pytania wzruszeniem ramion. Po cholerę w ogóle próbowała się przed nim otwierać? Nie nadawała się do tego. Nie nadawała się do tego wszystkiego, nie potrafiła zaakceptować zależności drugiej osoby od siebie, nie kiedy nie potrafiła zadbać nawet o samą siebie. Jeszcze wczoraj poczuła spokój i świadomość tego, że cokolwiek by się nie działo, to wszystko było tego warte, ale teraz wystarczyło jego wspomnienie jej początkowej reakcji by mentalnie powróciła do tego samego stanu, z którym poradziła sobie wcześniej.
- Mówiłam ci. Mówiłam ci wczoraj wszystko - wydusiła z siebie, wściekle, nie wiedząc, dlaczego znowu musi to powtarzać. - Myślisz, że przez co mieliśmy tamtą rozmowę? Myślisz, że gdybym cię nie kochała, zachowywałabym się tak, jak teraz?
Pomyślała o tym, żeby go zatrzymać, wziąć dwa, trzy oddechy i uspokoić samą siebie. Nie chciała się kłócić, nie o to jej chodziło gdy odpowiadała na jego pytanie. Ale miała wrażenie, że wszystko, do czego doszli wspólnie poprzedniego dnia, było na marne, bo przecież spanikowała gdy pośrednio usłyszała jego wyznanie z ust pilota. Powinna uśmiechnąć się i wyznać, że kocha go bez względu na wszystko inne, że nieważne, czy umrą dziś, jutro czy za tydzień, będzie cieszyć się z każdej minuty, którą spędzili razem. Nie powinna patrzeć w lustro i widzieć osoby, która na tę miłość nigdy nie zasłużyła, która wpakowała mu się do łóżka by znaleźć ujście własnych, negatywnych emocji i nie widziała w sobie niczego poza nimi. Nie powinna też milczeć, kiedy wiedziała, że go kocha, ani pozwolić na to, by jej nietrafione słowa przyćmiły to, co czuła gdy budziła się w jego ramionach.
Wstała, wysuwając się spod kołdry, z milionem rzeczy, które chciała mu powiedzieć, ale wiedząc, że wszystkie odbierze w zły sposób, bo nie miała tych prawidłowych. Musiał rozumieć ją bez słów, bo za ich pomocą nigdy niczego nie osiągnęła. A skoro nie rozumiał, nie wiedziała, co może z tym zrobić. Odeszła od łóżka na kilka kroków, odwracając się przodem do okna, za którym padał błogo chłodny deszcz, czując napięcie w każdym mięśniu swojego rozgrzanego od nerwów ciała.
NPC ARMOR CASUAL VOICE THEME BATTLE THEME GG: 4208550
ObrazekObrazek
+77,5% do obrażeń od broni+20% do celności+40% tarcz+20% do obrażeń od mocy boj.+30% do pancerza
+5% szansy na krytyk+1 pochłaniacz ciepła do każdej broni





GOOD OL' PIRATES/THEME
Hawk

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 2103
Dołączył(a): 14 kwi 2012, o 23:37
Miano: Jeanette Hawkins
Wiek: 30
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat, najemnik
Lokalizacja: Wraith
Status: Widmo-renegat, ex-przymierze, poszukiwana przez Cerberusa.
Kredyty: 62.387
Medale: 13
Rekrut (1) Żołnierz (1) Kat (1) Arbiter (1) Nieproszony gość (1) Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Zaawansowane szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość