W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

8 lip 2019, o 23:06

Finalnie zrobił to do czego go trenowano całe życie, a mianowicie eliminacji wrogich celów. Skoro ich mistrz IT mówił, że lepiej to zabić to pewnie miał rację. Nie miał absolutnej pewności czy to dobry pomysł, ale mógł to przecież jakoś zataić w raporcie. W ten czy inny sposób. Shukin raczej nie wygadałby się górze bo przejebane mieliby obydwaj. Wycelował więc Graalem w głowę zbieracza i oddał szybki strzał.
-Możemy ruszać dalej.
Rzucił tylko krótko chcąc już po prostu przejść do tego całego pomieszczania kontroli kolonii.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

11 lip 2019, o 14:53

Dinh nie zdążyła zaprotestować, a Shukinowi było to chyba jeszcze bardziej obojętne, niż Strikerowi. Odstrzelona głowa zbieracza eksplodowała zieloną miazgą, rozerwana przez kolce z wyrzutni, a jego przygniecione stalową belką ciało znieruchomiało. Pilot skrzywiła się i zakasłała, może w reakcji na ten widok, a może z innego powodu. Cisza, wcześniej zagłuszana wystrzałami, potem wizgiem przeciwnika i charakterystycznym bzyczeniem rozpaczliwie trzepoczących skrzydeł, w tej chwili wróciła do kolonii. Znów byli tu sami, otoczeni tylko ciemnością.
- Nikomu nic nie jest? - upewnił się Alexander, rozglądając się po pozostałych. - Mamy siedemdziesiąt metrów do centrum obsługi kolonii.
Zostawienie martwego zbieracza za plecami nie było ciężką do podjęcia decyzją. I tym razem mimo stałej ostrożności i czujności nie musieli przygotowywać się więcej do walki. Ogromna większość napastników odleciała, zostawiając opustoszałą kolonię. Nie znaleźli więcej ani jednego ciała, ani ludzkiego, ani obcego, przynajmniej na swojej drodze do docelowego budynku. Nie znaleźli też żywych. Mieszkańcy poznikali, jakby wyparowali w trakcie swoich codziennych czynności. W niektórych budynkach świeciły się pojedyncze światła, w większości działała klimatyzacja.
Wejście do budynku obsługi kolonii znajdowało się na szerokim tarasie, wzniesionym jakiś metr nad poziom podłoża. Typowy kontener, jak większość tych, od jakich zaczynały założone przez ExoGeni kolonie, z dużym, podwójnym wejściem i zasłoniętymi roletami oknami. Ale drzwi były zabezpieczone. Dwie wieżyczki czekały na ich pojawienie się, ewidentnie wciąż aktywne i uniemożliwiające im bezproblemowe dostanie się do środka. Typowa technologia, z którą każdy z nich miał już do czynienia, nic obcego. Zbieracze ich nie zniszczyli, pozostawało tylko pytanie dlaczego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

11 lip 2019, o 19:13

No i świetnie. Najlepsze rozwiązanie problemu, zdaniem Dagan. Gdy ruszyli dalej, nieszczególnie się na trupa oglądała. Bardziej martwy być nie mógł, nie? Rzuciła tylko okiem na zwłoki, na do niedawna należącą do nich broń, której tym razem nie zamierzała zabierać - z prostej niechęci do dźwigania ładunku większego niż taki, przy którym mogła się spokojnie poruszać - i poszła razem z resztą. Siedemdziesiąt metrów do celu? Świetnie. W końcu. Te spacerki po opustoszałej kolonii zdecydowanie nie były czymś, co Dagan by lubiła.
Oczywiście, wejście do samego budynku nie mogło być tak zupełnie bezproblemowe. Z drugiej strony, strzegące go wieżyczki były przynajmniej czymś znajomym, czymś, z czym każde z nich - no, może oprócz Dinh, chociaż kto ją tam wie - z pewnością miało już wcześniej do czynienia. Rebecca w każdym razie miała na pewno. Ot, standardowy model mający na celu najpierw strzelać, a potem... Nie, w zasadzie w ogóle nie pytać, tylko robić miazgę z każdego, kto chciałby się zbliżyć nieproszony. Tak jak oni teraz, na przykład.
Ale, właśnie, Dagan już z takimi wieżyczkami pracowała i arogancko - lub po prostu bez fałszywej skromności? pewnie połowicznie jedno i drugie - uważała, że nie powinny one być większym problemem. Na miłość boską, parę chwil temu prawdopodobnie unieszkodliwiła wrogi okręt. Uporanie się z czymś bardziej standardowym powinno teraz w zasadzie przyjść samo.
- Poczekajcie moment - rzuciła krótko do reszty, sama zatrzymując się poza zasięgiem wieżyczek, dla pewności kitrając się za jakąkolwiek zasłoną, jaką mogła znaleźć. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak ktoś chciał ich jeszcze ostrzelać. - Spróbuję je wyłączyć na chwilę. Albo przejąć. - Na chwilę było tu kluczem, bo gdyby faktycznie musiała je wyłączać, nie byłoby wcale w interesie grupy, by nie działały w ogóle. Bo jak już na przykład znajdą się w środku budynku, to wieżyczki mogły być przydatne i zwyczajnie pilnowałyby im dup. Z tego też powodu przydatne mogłoby okazać się nie tyle wyłączanie, co przejęcie kontroli nad maszynerią. Posiadanie takiej siły ognia po swojej stronie wciąż mogłoby być zbawienne, gdyby jednak... No, gdyby kolonia nie była aż tak opustoszała. Jakby się znowu przypałętał jakiś Zbieracz lub cholera wie co.
W każdym razie, jak powiedziała, tak zrobiła. Po raz kolejny wspierając się własnym omni-kluczem, zajęła się tym, co potrafiła najlepiej - manipulowaniem przy platformach bojowych.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 498
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

14 lip 2019, o 14:19

Striker patrzył na rozerwaną głowę Zbieracza z pewną dozą obrzydzenia. Zabijał już różne rasy, ale coś takiego? To było jak rozgniatanie przerośniętego karalucha, który potrafił w bonusie strzelać. Może też powodem tego obrzydzenia było samo to, że użycie Graala z takiej odległości było najzwyklejszym w życiu overkillem niemającym całkowitego sensu. Zaczął się nawet zastanawiać nad tym czy nie nadeszła w końcu pora na zmianę broni na coś mniej absurdalnego i nie sprawiającego, ż cała okolica zamienia się w rzeź. Tak. To był pomysł który będzie musiał wdrożyć w życiu po powrocie do domu.
Kiedy ruszyli dalej, a do jego uszu docierał tylko dźwięk ich poruszających się pancerzy i ciężkich butów, wiedział już jak bardzo dziwne stanie się jego życie w jego najbliższej przyszłości. Kolejny raz wyruszył myślami do tego samego miejsca gdzie nigdy nie wybrał drogi Rosenkova. Mógł być cywilem albo wojskowym w logistyce. Siedzieć na planecie, mieć jakieś normalne hobby, może nawet mieć dzieciaka czy kurwa nie wiem, psa czy inne zwierze. Ale nie, był tutaj. Na koloni, która została prawdopodobnie zdziesiątkowana przez nieznaną nikomu rasę obcych.
Kiedy Daggan była zajęta hakowaniem wieżyczek on po prostu rozglądał się wzrokiem po całej koloni i zastanawiał się nad tym co mogło się tutaj wydarzyć. Jednoznaczne było to, że raczej mieszkańcy tego miejsca nie zniknęli od tak sobie i nie wyparowali. Patrząc na to jak działała ich broń mógł też wyobrazić jakie ślady by pozostawiła w tym miejscu, gdyby doszło do ataku. Nic takiego nie widział. Przynajmniej tutaj. Opcje były dwie. Albo koloniści leżą teraz w jakimś masowym grobie gdzie niedaleko nich albo zostali porwani. Przy pierwszej opcji raczej poczuliby już smród rozkładających się ciał bo przy takiej temperaturze rozkład nastąpiłby szybciej niż w normalnych warunkach. Druga opcja była trochę bardziej przerażająca i kojarzyła się z filmami za nim ludzkość spotkała obcych.
- Myślisz, że w środku są jacyś cywile?
Zapytał Aleksandra wskazując bronią w stronę drzwi gdzieś przed nimi. Wątpił w to. Jeśli wieżyczki działały to znaczyło, że monitoring też. Pewnie już dawno by ich zauważyli i pewnie otworzyliby drzwi wierząc, że przybył dla nich ratunek. Na ten moment jednak nie usłyszeli nic co mogłoby świadczyć o tym, że cokolwiek w centrum kontroli żyje.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

25 lip 2019, o 17:46

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

25 lip 2019, o 18:10

Po zhakowaniu systemów statku zbieraczy, wieżyczki nie stanowiły już wielkiego problemu. Przejęcie ich jednak - już tak. Może to była kwestia uszkodzonego przedtem omni-klucza, albo stresu jaki towarzyszył Rebecce na powierzchni planety. Ekran jej urządzenia wyświetlił wszystkie niezbędne dane, ale kobieta nie znalazła wśród nich czegoś, do czego mogłaby się podłączyć. Natomiast opcje zasilania - już jak najbardziej. Wieżyczki uniosły lufy, opuściły je gwałtownie, a potem do ich czwórki dotarł dźwięk dezaktywujących się sprzętów.
- Szczerze? Mam nadzieję - odpowiedział Alexander cicho, wzdychając ciężko.
Saraya uśmiechnęła się do czerwonowłosej i postąpiła do przodu, ryzykując odrobinę, bo gdyby działania Dagan nie przyniosły jednak oczekiwanych efektów, wyszłaby prosto na linię ognia. Po wszystkim, co już przeszli, miała jednak zaufanie do swojej - co by nie mówić - przełożonej i jej umiejętności.
Nic ich nie zaatakowało. Słyszeli tylko chrobot żwiru pod ich ciężkimi butami i echo kroków rozbrzmiewających na metalowych schodach. Taras z prowizoryczną barierką teraz nie był już broniony przez wieżyczki, nic więc nie przeszkodziło im podejść do samych drzwi. Te, naturalnie, były zablokowane, ale otwarcie ich zajęło Rebecce dosłownie moment.
I pierwszym, co usłyszeli i zobaczyli, były wystrzały z broni palnej, rozbijające się nieporadnie o szafki po ich prawej stronie. W nich trafiły też - a konkretnie w Rebeccę, uderzając w tarcze i nadszarpując wytrzymałość generatora. Nic się jej nie stało, a poza napędzeniem strachu raczej większej krzywdy jej ten atak nie wyrządził. Większe przerażenie zobaczyła w oczach jasnowłosej nastolatki, która teraz wycofywała się, unosząc w górę standardowy, ludzki karabin i mamrocząc niewyraźne przeprosiny. Wyciągnęła rękę do niewielkiej lampki biurkowej i zapaliła ją, oświetlając zarówno nowo przybyłych, jak i samą siebie, a nawet na oko sześćdziesięcioletniego mężczyznę, unieruchomionego przez bliżej nieokreśloną barierę, otaczającą całe jego ciało. Siedział przy biurku, z dłońmi opartymi o panel obsługi komputera, ale nie zareagował ani na ich wejście, ani nawet na strzały.
Dziewczyna przesunęła spojrzeniem po wszystkich i mało ostrożnie rzuciła karabin na ziemię, nie zabezpieczając go nawet - widocznie nie miała dotąd do czynienia z bronią - i wyminęła ich wszystkich, dopadając do drzwi, zamykając i blokując je za nimi. Dopiero wtedy oparła się plecami o ścianę i odetchnęła ciężko. W słabym świetle lampki widzieli jej opuchnięte od płaczu oczy i wypełniające je przerażenie.
- Przepraszam - wyszeptała. - Teraz mnie znajdą. Boże, teraz mnie znajdą. Zaraz tu przyjdą.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

28 lip 2019, o 12:06

Westchnął głośno słysząc odpowiedź Alexandra. Nie był przystosowany do tego, żeby cieszyć się z cywilów podczas misji. Nie za bardzo wiedział jak z nimi postępować w niektórych sytuacjach. Szczególnie takich jak ta. Zazwyczaj kończyło się to na gadkach w stylu „nie mogę udzielić takich informacji” lub „proszę opuścić ten teren”. To, że ostatnio musiał bardziej pracować charyzmą nie znaczyło, że to lubił.
Działka były już wyłączone wiec na spokojnie mogli wejść do środka i może dowiedzieć się czegokolwiek więcej na temat tego co dokładnie się wydarzyło. Do tego lepiej było mieć jakąkolwiek osłonę gdyby jednak Zbieracze postanowili się zebrać i ich zabić gdy zaczną grzebać w systemach obrony. Zamiast jednak zerowego oporu napotkali nastolatkę, która postanowiła wyładować w nich prawie cały magazynek. Cóż, no to Shukin ma tych swoich cywili.
- Uruchom swój urok osobisty i spróbuj ją uspokoić.
Rzucił do Shukina obserwując jak dziewczyna w pośpiechu próbuje zamknąć drzwi. Sama dziewczyna nie wyglądała zbyt dobrze. Powoli do niego docierało, że to co pewnie zobaczyła żadna terapia nie wyleczy. PTSD jest na zawsze i coś o tym wiedział.
Sam dopiero po chwili zainteresował się mężczyzną w barierze. Cóż pierwszy raz widział coś takiego. Widział już biotyczne bariery, ale to? To było coś całkowicie nowego. Nawet nie wiedział jak długo ten mężczyzna już w tym tkwił. Postanowił więc przyjrzeć się jego twarzy i sprawdzić czy w ogóle kontaktuje ze światem.
- Daggan.
Spojrzał na dziewczynę nie musząc pewnie mówić co od niej chce. Przecież przyszli tutaj w jednym celu. Jakiekolwiek dane wyciągnie na pewno okażą się przydatne. Wykonał kilka zdjęć omni-kluczem. Trupów nie musiał bo przecież Przymierze tego nie potrzebowało, ale ta cała bariera była raczej czymś czego mogli nie mieć. Oczywiście zajął się też zeskanowaniem jej. Raczej nie należało to do jego codziennych obowiązków.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

28 lip 2019, o 17:49

Spojrzała na Alexandra, spojrzała na Charlesa i - niemożliwe! - musiała przed sobą przyznać, że w tym przypadku zgadza się ze Strikerem, z jego westchnięciem i niechęcią widoczną w spojrzeniu. Cywile... Cywile byliby dobrą wiadomością o tyle, że po prostu byliby tu kimś pozostałym żyjącym, kimś, kto być może mógłby im powiedzieć, co się wydarzyło. Znacznie bardziej prawdopodobne było jednak, że ten potencjalny cywil będzie spanikowany i rozhisteryzowany, i że nie powie im zupełnie nic. Bo cywile rzadko kiedy byli przydatni - a przynajmniej tak uważała sama Dagan. I też sądziła, że lepiej byłoby, gdyby ich na akcjach nie było.
Tak czy inaczej, zaraz mieli się przekonać, czy ktokolwiek na nich czeka. Droga do budynku była wolna i choć Rebecca nie była w pełni zadowolona ze swych dokonań - ostatecznie nie udało jej się przejąć wieżyczek - to ostatecznie machnęła na to ręką. Najważniejsze, że mogli przejść dalej.
Przejść dalej i zostać ostrzelanym, gdy tylko Rebeka otworzyła im zablokowane drzwi.
- Kurwa mać - sapnęła, odruchowo cofając się - jak gdyby to miało jej cokolwiek pomóc w przypadku faktycznego ataku. Co, oczywiście, nic by jej nie dało, gdyby przeciwnik chciał ich zabić.
Przeciwnikiem okazała się jednak nastolatka, więc chyba nie musieli obawiać się śmierci. Przynajmniej takiej zadanej świadomie - bo niezabezpieczony karabin wciąż mógł wyrządzić krzywdę. Rebecca w dwóch krokach znalazła się przy odłożonej broni, by doprowadzić ją do odpowiedniego stanu.
- Ty też - rzuciła do Sarayi, uzupełniając tym samym instrukcje Charlesa w sprawie uspokajania nastolatki. - Spróbujcie z dziewczyną pogadać, może powie wam coś odkrywczego.
Sama nie była w dyskusjach najlepsza, stąd nie zamierzała na nie tracić czasu. Przyglądając się przez chwilę mężczyźnie unieruchomionemu w dziwnej barierze - zmarszczyła brwi, nigdy nie widziała niczego podobnego - ostatecznie pozostawiła go Charlesowi, skoro mężczyzna zajął się już odpowiednią dokumentacją terenu. Ona miała inne zadanie. Był tu komputer, a skoro tak, to może będą też jakieś konkrety. Krzywiąc się lekko, sięgnęła ostrożnie ku panelowi obsługi komputera, uważając, by nie dotknąć bariery. Miała nadzieję, że da się użyć tego sprzętu bez ruszania tego dziwactwa, jakie otaczało nieruchliwego teraz mężczyznę, ale jeśli nie, Dagan gotowa była spróbować dostać się do komputera zdalnie, przez swój własny omni-klucz.
Jeśli ten ostatni nie umrze jej po tej misji, to naprawdę będzie cud, Rebecca była o tym przekonana.
Tak czy inaczej, potrzebowali teraz... No, czegokolwiek. Czerwonowłosa postanowiła zacząć od obrazu z kamer zamontowanych w kolonii i, jeśli byłoby to osiągalne, chwilowego ożywienia wieżyczek - teraz na użytek ich własnego, małego oddziału.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 498
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

23 sie 2019, o 00:10

Jak widać, Shukin miał zgoła inne podejście do obecności cywili na akcji, niż Rebecca i Charles. Może nie był tak emocjonalnie obojętny jak czerwonowłosa i nie doświadczył tego, czego do tej pory w życiu doświadczył Striker. Mężczyzna pokręcił tylko głową z sobie jedynie znanego powodu, nie siląc się na komentarz. Byli zbieraniną różnych ludzi, wysłanych tylko po to, by zająć się niewygodną umową z piratami. Tego w planach nie było i jedno było pewne - w niezadowoleniu z tego, jak sytuacja się potoczyła, byli jednogłośnie zgodni.
- Hej, już po wszystkim - Alexander posłusznie odwrócił się do nastolatki, gdy znaleźli się w środku i dziewczyna zatrzasnęła za nimi drzwi. Uśmiechnął się łagodnie, przypinając broń z powrotem do biodra i wyciągnął przed siebie rozprostowane dłonie. - Przylecieliśmy tu jakiś czas temu i możemy spokojnie odlecieć. Możesz się zabrać z nami. Weźmiemy twojego... - zerknął w stronę pogrążonego w stazie mężczyzny. - ...ojca? Dziadka?
- To pan Adanir! Nie znam go! Wiem tylko że tu pracuje! - odparła zrozpaczona nastolatka, a jej oczy na nowo wypełniły się łzami. - Moją rodzinę zabrali. Mojego brata zabrali małego.
- Brawo, Alex - mruknęła Saraya pod nosem i podeszła bliżej, zwracając się już potem do dziewczyny. - Jesteśmy z Przymierza. Przekazaliśmy już informację, ktoś się tym zajmie - nie do końca była to obietnica zgodna z prawdą, ale przecież nie składali nastolatce raportu, tylko usiłowali ją uspokoić. - Jak masz na imię?
- Ingrid - odpowiedziała blondynka po chwili namysłu i siorbania nosem. - Przepraszam że strzelałam. Zgaście światło. Przyjdą tu.
- Nikogo już nie ma. Odlecieli.
- Nie wszyscy.
Shukin uniósł brwi, rzucając Dinh pytające spojrzenie. Ta wzruszyła tylko ramionami. Dlaczego zbieracze pozostawili kogoś na planecie, pozostawało to niewiadomą. Tak czy inaczej jeśli Ingrid miała rację i faktycznie był tu ktoś jeszcze, poza tymi, których zabili, będą musieli się bardzo postarać, by uciec stąd niezauważeni. Albo, ewentualnie, pozbyć się zagrożenia, zamiast go unikać.
- Dlatego włączyłam wieżyczki. Hasło jest na monitorze.
Jak powiedziała, tak było - Rebecca znalazła przyklejoną na spód monitora karteczkę, z zapisanym ciągiem znaków "RedRidingHood245", który po wpisaniu w systemy okazał się odblokowywać wszystko i dawać dostęp do każdego systemu kolonii, jaki Dagan mogła sobie wymyślić. Zabezpieczenia nie były najwyższych lotów. I to stanowiło ten jeden plus, pozytywną informację na dzisiejszy dzień.
W systemie monitoringu znalazła nagrania wszystkiego, co wydarzyło się w kolonii od momentu ataku.
Roje owadów, wpędzających ludzi w ten stan, który widzieli teraz u unieruchomionego mężczyzny. Zbieraczy, ściągających ludzi do statku, w który być może gdzieś nad nimi wbił się Skyranger. Innych z kolei rozstrzeliwujących tych, którzy jakimś cudem uniknęli zamknięcia w stazie i pojedynczych zbieraczy umierających od strzałów tutejszych służb porządkowych, niewystarczająco skutecznych przeciwko temu wrogowi. Zrzucenie wszystkiego na omni-klucz zajęłoby za dużo miejsca, ale Rebecca mogła wyciągnąć płytkę danych, na których zostało to wszystko zapisane i dostarczyć ją dowództwu. O ile uda im się opuścić to wspaniałe miejsce.
- A co z panem Adanirem? Długo już jest w takim stanie? - spytał cicho Shukin.
- Tak - dziewczyna siorbnęła nosem. - Bo weszłam przez okno jak jeszcze było otwarte i zamknęłam się od środka. Chcieli się tu dostać, ale te wieżyczki na zewnątrz były już wtedy włączone. Nie wiem czy nie zostawili kogoś żeby nas dobić. Żeby nie było świadków. Nie wiem czy oni w ogóle tak myślą. Nie wiem czy w ogóle myślą. Wrócą po nas zaraz. Zostawili takiego wielkiego potwora. Teraz już na pewno tu przyleci jak strzeliłam.
- Spokojnie. Jak my strzelaliśmy, to nic nie przyleciało - Dinh objęła ją, gładząc po ramieniu, a po wzmiance o potworze w jej spojrzeniu znów pojawiła się nerwowość. Ingrid odgarnęła pojedyncze włosy, przyklejone do zapłakanych policzków i wbiła spojrzenie w plecy Strikera, badającego starszego mężczyznę. Na nim skupiła się na dłużej, wbrew swoim słowom stopniowo dochodząc do siebie w uspokajających objęciach młodej pani pilot. Kto wie, czy nie poczuła się odrobinę pewniej, gdy zorientowała się, że ktoś o aparycji takiej jak Charles stoi tym razem po jej stronie.
Ciemnopomarańczowa poświata otaczała ciało Adanira, unieruchamiając go w pozycji takiej, w jakiej go chyba zastała. Jedną dłoń miał opuszczoną, jakby korzystał z komputera, drugą uniesioną w geście odpędzania czegoś - może owadów. Ze skupieniem wpatrywał się w monitor, choć po przesunięciu razem z krzesłem jego nieobecny wzrok skupił się na Strikerze. Nie był martwy, to na pewno. Pytanie tylko, czy byli w stanie coś zrobić z jego obecnym stanem. Otaczająca go bariera lekko się elektryzowała w dotyku, ale nie była fizyczną skorupą, którą musieliby przełamać, żeby go uwolnić. Miała bardziej formę biotycznej bariery, choć w innym kolorze.
- Kiedy stąd polecimy? - spytała cicho Ingrid.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

26 sie 2019, o 10:51

W całym zaaferowaniu zapomniała o najprostszych rozwiązaniach. O tym, że w cywilnych placówkach kartka z hasłem przyklejona na lub przy monitorze to w zasadzie rzecz święta i niemal wszędzie obecna, zdejmowana jedynie w przypadku audytu, który mógłby nie pochwalać podobnej dostępności kodów dostępu. Tutejsza placówka najwyraźniej jednak kontroli dawno nie widziała, bo karteczka była dokładnie tam, gdzie powiedziała Ingrid. Rebecca westchnęła cicho nad własną ślepotą i bez wahania wklepała ciąg znaków.
Dlaczego nie zawsze wszystko mogło być tak proste?
Pozostawiając Sarayi i Alexandrowi rozmowę z Ingrid, a Charlesowi oględziny dziwacznie unieruchomionego pana Adanira, sama zajęła się przeglądaniem i pobieraniem wszystkich potrzebnych danych. Nie mieli czasu analizować wszystkiego, zresztą - i tak musieli pokazać to wszystko górze, Dagan wsunęła więc nośnik danych i zarządziła zgrywanie. Na oglądanie przerażających obrazów będzie jeszcze czas.
Chociaż jednego mogła - i właściwie powinna - poszukać.
Takiego wielkiego potwora. To już tak opisane nie brzmiało dobrze, tym bardziej więc lepiej było wiedzieć, o co chodzi, nie? Pozostawiając zgrywanie danych w tle, ponownie aktywowała obie wieżyczki, potem poświęcając chwilę na przeglądanie nagrań. Leciała przez nie pobieżnie, nie analizując tego, co widziała. Nie przyglądała się za bardzo widocznym na nagranych obrazach strzelaninom, bitwom i rozgrywającym się dramatom. Szukała konkretnej rzeczy - czegoś, co Ingrid mogła opisać w taki a nie inny sposób.
Jeśli miałby być choćby cień szansy, że spotkają wielkiego potwora w drodze powrotnej, lepiej było być na niego przygotowanym.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 498
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

27 sie 2019, o 13:03

Lekko wzdrygnął się, kiedy zobaczył że człowiek w bańce dalej funkcjonuje i żyje. Szczerze mówiąc cała ta technologia Zbieraczy mu imponowała. Gdyby mieli coś takiego dla siebie to może podczas wielu misji udałoby się uniknąć strat wśród cywili. I tyle o ile ta cała zabawa ze stazą wydawała mu się bardzo ciekawa tak nie wiedział jaki miała wpływ na człowieka jak go już stamtąd wyciągną. Równie dobrze mógł być warzywem albo nie wiem, mógł po prostu być martwy. Może dowie się o tym czegoś więcej kiedy wróci do Centrali i ktokolwiek będzie miał mu ochotę wyłożyć trochę więcej informacji o technologi obcych.
Charles nagle przeniósł wzrok na grzebiącą w komputerze Daggan i podrapał się po głowie. Domyślał się czego szukała bo sam zresztą od razu by sprawdził o czym mogła mówić dziewczyna. Równie dobrze mógł to być zasrany czołg albo patrząc na to jak wyglądali przybysze to mógł to być przerośnięty karaluch.
- Weź lepiej sprawdź to co widzą teraz kamery żebyśmy wiedzieli gdzie się kręcą. Stare informacje zbytnio nam się teraz nie przydadzą, a analizą ich zajmą się ludzie na Wiznie.
Westchnął lekko. Cała ta misja nie była nawet obok tego co zakładał w swojej głowie. Ze zwykłej pertraktacji z lokalnym królem piratów musieli przenieść się na planetę gdzie dość nieznana ludzkości rasa odwalała zbrodnie wojenne na ich rasie. Tego właśnie potrzebował zaraz po tym jak jego ludzie zaczęło się układać. Coś czego nie potrafił zrozumieć i z tym walczyć. Jedyną wieścią która go jako tako uspokajała była myśl, że da się ich zabić. W ten czy inny sposób.
- Sprawdź też ile kolonistów zniknęło, ile nie żyje, a ile może się chować na terenie placówki. Pewnie byli połączeni omni-kluczami z centralną bazą.
Rzucił wyciągając z kieszonki kamizelki papierosy. Oparł się o stół niedaleko mężczyzny w stazie. Zaciągnął się mocno zastanawiając się nad czymś.
- Alex. Dasz rade założyć w okół niego barierę i ją rozszerzyć? Może udałoby nam się to ściągnąć z niego. W takim stanie nie będziemy mogli go taszczyć z nami jak dojdzie do ataku.
I w taki właśnie sposób Striker sprawił, że pewnie w oczach dziewczyny jego osoba przestała już być najbezpieczniejszym obiektem do przebywania obok. Chciał pomóc mężczyźnie, ale nie wiedział jak, a przy okazji nie był najlepszy w przekazywaniu niezbyt dobrych wieści w inny sposób niż prosto z mostu.
- Wyniesiemy się stąd w momencie, kiedy oczyścimy teren z wrogów.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

10 wrz 2019, o 19:14

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

10 wrz 2019, o 19:47

- Teraz to nie wiem ile ich zostało, bo widziałam na kamerach jak odlatuje statek z planety - wtrąciła się jeszcze Ingrid. Jej wypowiedzi były chaotyczne i nie wnosiły tak dużo, jak by oczekiwali, ale mimo wszystko przynajmniej mieli dzięki niej jakąś niezbyt jasną relację. - Weszli wszyscy do środka i potem wystartowali, rozwalili pole, jak pójdziecie w tamtą stronę to zobaczycie jak zniszczone jest, a potem zostałam tutaj z panem Adanirem i czekałam aż nie wiem, aż może polecą stąd też pozostali, nie wiem czemu nie zabrali też reszty i tego potwora, może nie zdążyli, a może jakby nas dobili to... to wtedy...
Przełknęła nerwowo ślinę, rozglądając się po wszystkich obecnych, ale najwyraźniej nie wyglądali, jakby z kontekstu rozumieli o co dziewczynie może chodzić, więc tylko przetarła twarz dłońmi i odwróciła się z powrotem do Dinh.
- Dlaczego tu przylecieliście? Dlaczego tylko po pani i po tej drugiej pani widać, że jesteście z wojska? Kim są ci panowie? - pytała cicho, ale w pomieszczeniu nie było niczego, co wydawałoby jakieś dźwięki, nic więc nie zagłuszyło jej pytań. - Dokąd nas zabierzecie? Na inną planetę? Czy na Ziemię? Gdzie wojsko zabiera takich... jak ja i pan Adanir?
- Słońce, zaraz ci odpowiem na wszystkie pytania, ale najpierw mam do ciebie wielką prośbę - Saraya oparła dłoń na ramieniu blondynki i gestem wskazała dwa wysokie regały z dokumentami, stojące w rogu pomieszczenia, a potem drugi komputer tuż obok. - Zaloguj się tam i poszukaj wszystkiego, co zawiera w sobie słowa Jewel albo Vasiliev. Zgraj to na swój omni-klucz. Będziesz dla nas ogromną pomocą.
Ingrid pokiwała nerwowo głową i odepchnęła się od ściany, by usiąść na krześle przy odległym biurku i zająć się tym w ciszy. Dinh odetchnęła z ulgą i podeszła do Alexandra, opierając dłonie na biodrach i przyglądając się jego działaniom.
- Mogę spróbować, ale nie wiem czy to zadziała w ten sposób - Shukin podrapał się po skroni. - To nie może przecież trwać wiecznie.
- Możemy nie mieć akurat tyle czasu, ile to trwa - mruknęła Saraya pod nosem.
Podczas gdy mężczyzna podjął pierwszą próbę, Rebecca przeglądała bieżące nagrania z monitoringu. Niektóre kamery nie działały, inne były wciąż aktywne. Żadna nie pokazywała więcej żywych kolonistów, niż ta dwójka, której czarujące towarzystwo mieli okazję doceniać w tej chwili. Nie było też więcej zwłok, poza pojedynczymi, nieruchomymi, chitynowymi sylwetkami, od których odbijało się światło zapalonych lamp, rozsianymi sporadycznie po alejkach kolonii. Zbieracze faktycznie zabrali się z centrum, a ci, którzy pozostali, przenieśli się gdzieś indziej.
Dagan prawie to przeoczyła, ale podświadomość kazała jej się cofnąć do kamery, którą już odrzuciła jako nieistotną. Bo przecież na miejscu, jakie wybrali na lądowisko, nikogo nie było, gdy tu trafili. Teraz jednak przy ich desantowcu plątały się dwie humanoidalne, uskrzydlone sylwetki, zaglądając do środka i rozglądając się prawdopodobnie za nimi. A obok, ledwie na brzegu zasięgu kamery, widoczny był wielki potwór, o jakim wspominała Ingrid.
Coś, co wyglądało jak kilkanaście zwłok połączonych w jedno, wielkie, lewitujące nad ziemią stworzenie, przesuwało się właśnie za czekający na nich Tremoille. Dwie pary jaśniejących fioletem oczu na moment zwróciły się w stronę kamery. Otaczająca stworzenie poświata odbijała się od lakierowanej powierzchni pojazdu, a długie kończyny ciągnęły się po ziemi wokół, zostawiając w niej podłużne wyżłobienia. Głowa potwora, o którym wspominała zajęta teraz grzebaniem w dokumentach Ingrid, znajdowała się na wysokości na oko trzech metrów nad ziemią.
- Nie mogę sobie z tym poradzić - przyznał niechętnie Shukin. - To tak nie działa. Mogę spróbować w niego uderzyć biotyką, ale nie obiecuję, że nic mu się wtedy nie stanie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

15 wrz 2019, o 13:00

Chaotyczny monolog Ingrid przepływał gdzieś obok niej, Rebecca niby zdawała sobie sprawę, że dziewczyna ciągle coś mówi, ale sens wypowiedzi do niej jakby nie docierał. Czerwonowłosa była tak zapatrzona w ekran komputera, że jej interaktywność wobec pozostałych niemal zupełnie umarła. Dziewczyna uniosła wprawdzie wzrok na chwilę, gdy Ingrid została oddelegowana do szukania informacji, a pozostali zebrali się bliżej pana Adanira, dywagując co z nim zrobić, potem znów jednak wracając do własnych zajęć.
Własnych zajęć, które przyniosły złe, ale to zajebiście złe wyniki.
- Nie chcę wam przerywać tego konsylium, ale nie mamy już czasu. Tak jakby - rzuciła, nie zwracając uwagi, w którym momencie dyskusji się wcięła, komu przerwała i generalnie jak bardzo była z tym wtrąceniem się niewychowana. Ruchem głowy wskazała wyłapany z monitoringu obraz, na którym dało się zobaczyć to... Cóż, to gigantyczne coś, co właśnie zasadzało się prawdopodobnie na ich desantowiec. Desantowiec, którym fajnie byłoby wrócić do domu, na przykład. Albo po prostu mieć go w zanadrzu, jakby tu, na planecie, nagle rozpętał się większy syf.
Nie olała jednak zupełnie wszystkiego, co mówili. Gdy Charles zasugerował - zarządził? - próbę konkretnej oceny, jak dokładnie przedstawia się sytuacja kolonistów, Rebecca w międzyczasie sprawdziła, czy rzeczywiście omni-klucze tutejszych były zarejestrowane, podpięte do jednej sieci i, jeśli tak - puściła w tle namierzanie kolejnych narzędzi. Jak się da znaleźć i zlokalizować żywych, to świetnie. Jeśli nie, będzie im musiało wystarczyć wyliczenie strat i uświadomienie sobie, ilu kolonistów zostało straconych na rzecz Zbieraczy.
Tak czy inaczej, podstawowym problemem był w tej chwili potwór. To coś, z czym chyba musieli walczyć, biorąc pod uwagę przekonanie Strikera, że muszą oczyścić teren z wrogów. Bo, szczerze mówiąc, chyba faktycznie musieli to zrobić, nie? Inaczej nie będą mogli zameldować o zabezpieczeniu kolonii.
W milczeniu ponownie powiększyła obraz z monitoringu, tak, by obrzydliwość potwora była dla wszystkich widoczna w pełnej krasie.
- Ktoś z tym próbował w ogóle walczyć? - mruknęła pytająco po chwili, oglądając się na Ingrid. Rebecca zadała pytanie odruchowo, bez konkretnego celu, ale, z drugiej strony - jeśli ktoś próbował się do stwora dobrać, może przynajmniej dowiedzieliby się, jakie ma słabe strony. Albo że, na przykład, nie ma żadnych i generalnie są w jeszcze większym gównie, niż byli dotąd.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 498
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

20 wrz 2019, o 18:29

Kiedy zobaczył z czym przyjdzie im się mierzyć, aż westchnął głośno. W tym momencie problem Pana Adanira właśnie stał kurewsko nieistotny biorąc pod uwagę to pieprzone latające gówno z złożone z ciał. Kiedy był młodszy zdarzało mu się grać w różne gry. Szczególnie te starsze, ale nigdy nie spodziewał się, że wyląduje w kosmicznym horrorze napierdalając się z necromorphami. Po prostu wzruszył ramionami i zaczął się zastanawiać jak to zabić. Czymkolwiek to coś było.
Spojrzał na papierosa, który zgasł mu w ręce. Jakby nie patrzeć tak był pochłonięty tymi wszystkimi nowymi informacjami, że w ogóle o nim zapomniał. Odpalił go ponownie aby jeszcze przez chwilę nacieszyć się lekkim bólem w płucach za który przyjdzie mu pewnie zapłacić w dalekiej lub niedalekiej przyszłości. Podrapał się po już całkiem długich włosach, które kolejny postanowiły rosnąć jak chcą bo dbanie o nie nigdy nie było jego mocną stroną. Z czymś takim nie walczył i nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie musiał. Nawet nie wiedział pod co to gówno przypisać.
- Cóż… patrząc na ilość trupów na drodze tutaj myślę, że tak. Ktoś próbował.
Westchnął głośno wypuszczając dym z płuc. Przyglądał się mapie koloni. Mieli od ogromny fart. Zbieracze, którzy oczyszczali kolonie nie niszcząc niczego na miejscu raczej nie mogli przewidzieć tego, że ktoś może tego użyć przeciwko nim.
- Dagan uruchom wszystkie możliwe drony rolnicze i sprzęt. Jeśli cokolwiek da się sterować zdalnie tym lepiej. Wszystko co działa niech jedzie na naszego nowego przyjaciela byle szybko. Sprawdź czy rozrzutniki z nawozem są pełne.
W końcu zajęcia z partyzantki zaczęły przynosić efekty. Oczywiści zdarzało mu się leżeć w rowie przez kilka godzin czekając na konwój czy inny cel, ale teraz tutaj musiał wykorzystać tą całą wiedze, którą wbijali mu do głowy latami.
- Zrzuć na niego tyle gówna ile się da. Chce, żeby skurwiel płonął jak cytadela podczas najazdu Sarena. Niech drony transportowe wezmą paliwo czy baterie energetyczne. – Zaciągnął się papierosem kolejny raz. – Ingrid. Gdzie macie zbrojownie. Potrzebujemy flar sygnalizacyjnych. Pewnie macie je w zestawach przetrwania. Jak dobrze pójdzie wykończymy to coś zanim dotrze tutaj. A jeśli nie jego, to z głowy będzie obstawa.
Uśmiechnął się sam do siebie lekko przerażająco. Wyglądało to jakby mordowanie miał we krwi i to za pomocą każdego przedmiotu czy rzeczy jaka była w okolicy. I trochę w tym było prawdy. Nie miał zbyt wielu talentów, ale w unicestwianiu wrogów był wyjątkowo skuteczny.
- Uruchom też systemy wczesnego ostrzegania koloni. Włącz alarmy, muzykę cokolwiek. Wszystko byle tylko dostali zbyt dużo sygnałów dźwiękowych. To powinno ich troszeczkę zdezorientować.
Rzucił niedopałek na ziemie i przygniótł go butem. Poprawił na głowie kaptur, a z blatu obok zabrał swojego Graala. Podskoczył kilka razy w miejscu sprawdzając czy sprzęty dobrze leży. Przynajmniej tutaj będzie miał trochę roboty bo to co wydarzyło się na statku było zasraną porażką.
- Shukin idziesz ze mną, Dinh zabezpiecz cywili i dane. Dagan bierz się za robotę.
Przygotował się do opuszczenia centrum. Czekał tylko na informację gdzie znajdzie zbrojownie, a ktoś zablokuje za nimi wyjście.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

22 wrz 2019, o 23:49

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

23 wrz 2019, o 19:22

- Tak, to ten właśnie - odezwała się z drugiej strony pomieszczenia przerażona dziewczyna, gdy na ekranie głównego komputera wyświetliło się nieznane im stworzenie. Przyglądała się mu z daleka szeroko otwartymi oczami, zaciskając kurczowo ręce na oparciu swojego krzesła. Gdzieś za nią wyświetlało się postępujące kopiowanie plików, więc chyba udało się jej znaleźć dokumenty dotyczące wymienionych przez Sarayę tematów. - To jest wasz statek? Tym przylecieliście? No to nie polecimy nigdzie. Przecież to nas nie przepuści. Przecież to jest takie wielkie, nawet on nic z tym nie zrobi - wyciągnęła rękę w stronę Charlesa, który najwyraźniej został dla niej bohaterem numer jeden wśród wszystkich tu obecnych.
Wyszukiwanie omni-kluczy skazane było na porażkę. Może i były one wcześniej podpięte do jednej sieci, ale coś w tej chwili blokowało sygnał. Jeśli zostali zabrani na statek zbieraczy, na co wskazywały nagrania, możliwe że już nigdy więcej pod nic się nie podepną - biorąc pod uwagę kierunek lotu Skyrangera, gdy opuścili go swoim desantowcem. O ile zaplanowany atak Vasilieva się ostatecznie powiódł. Po wylądowaniu po drugiej stronie planety nie mieli pojęcia, co wydarzyło się w przestrzeni te kilka minut później.
Dostanie się z centrum obsługi kolonii do systemów odpowiedzialnych za rolnictwo było kwestią kilku sekund. Tutaj dane nawet nie były chronione hasłem, skoro Dagan zalogowała się ogólnie do komputera, to miała do nich bezpośredni dostęp. Do dyspozycji miała cały system nawadniający pola, zmechanizowane systemy użyźniania i kilkanaście różnego rodzaju pojazdów, począwszy od klasycznych traktorów, przez kombajny, kosiarki, rozpylacze, po snopowiązałkę.
Uruchomienie wszystkiego na raz wymagało sięgnięcia do ograniczonych zasobów zasilania kolonii, ale w tym momencie nikt poza nimi z tych zasobów nie korzystał. Rebecca widziała, jak przed nią zapalają się kolejne kontrolki aktywnych maszyn. Przez noc pogrążoną w absolutnej ciszy zza drzwi dotarły do nich dźwięki powoli otwierających się bram znajdujących się nie tak daleko hangarów. A później, w absurdalnej szarży pojazdów rolniczych, w ataku, który sam w sobie brzmiał idiotycznie, ale był bardziej skuteczny niż cokolwiek, co mogło im przyjść dziś do głowy, urządzenia ruszyły w kierunku desantowca.
To było jak symulator rolnika. Becca sterowała urządzeniami stopniowo zbierającymi się w zgrane stado, by ostatecznie poprowadzić je na wojnę z nieznajomym. Doskonale widziała na monitoringu moment, w którym dźwięk maszyn wzbudził niepewność zbieraczy. Postacie poderwały się z miejsc, celując z broni w stronę źródła dźwięku, ale nawet salwa strzałów z karabinów nie była w stanie powstrzymać na raz całej kawalkady traktorów. Jedna z kontrolek faktycznie zgasła, po niej dwie kolejne, gdy wiązka lasera wystrzelona przez latającego potwora przebiła się przez silniki następnych urządzeń, ale chwilę później Dagan z satysfakcją mogła obserwować, jak zbieracze, nie chcąc się wycofać, padają na ziemię pod kołami pojazdów. Nie wszyscy, naturalnie, bo jeden zdołał w ostatniej chwili uruchomić skrzydła i wzlecieć w powietrze, lądując ostatecznie w dość ciężkim stanie na dachu Tremoille. Na bocznej ścianie desantowca odbiła się plama krwi. Z pomocą maszyn Rebecca unieruchomiła też wielkiego stwora, choć do pozbawienia go życia potrzebne było coś więcej, niż duża ilość traktorów.
- Idziemy teraz? Czy ja mogę już iść? Proszę? Proszę pana... Alex? - Ingrid zerwała się z krzesła. - Tu się już zgrało. Przepraszam, ja... ja już wszystko zgrałam. Możemy lecieć?
- Siedźcie tutaj z Sarayą - polecił Shukin krótko, nakładając z powrotem hełm na głowę. - Zawołamy was. Dagan, idziesz? Więcej tu już nie zrobisz.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

29 wrz 2019, o 10:26

Zrobiła wszystko, co zasugerował Charles, bo pomysł był tak abstrakcyjny, że nawet nie wiedziała, jak konkretnie miałaby go skrytykować. Jak automat sięgnęła do systemów sterujących sprzętem rolniczym, a gdy bez większego trudu udało się wszystko uruchomić i posłać w szarży na potwora, Dagan nie przejmowała się już nawet szczególnie niepowodzeniem w kontekście wyszukiwania omni-kluczy kolonistów. Widok traktorów i maszyn wszelkiej maści ruszających w jednym kierunku, prosto do walki - jakby nagle uprawa pól przestała zaspokajać ich ambicje, jakby w jednej chwili wszystkie zapragnęły walki - był w jakiś sposób hipnotyzujący. Dziwaczny i śmieszny, szczególnie, gdy dorzucić do tego akompaniament alarmów czy muzki, które Striker kazał uruchomić - a jednocześnie przerażająco skuteczny.
Ja pierdolę, pomyślała czerwonowłosa odkrywczo, przez dobrą chwilę wpatrując się tylko w monitory transmitujące na żywo heroiczną szarżę traktorów.
Drgnęła dopiero na słowa Shukina. Rzeczywiście, tu już niewiele mogła zrobić. To znaczy, zawsze mogła zostać przy komputerze tak po prostu, by obserwować wszystko z bezpiecznego daleka, ewentualnie wesprzeć taki plan jakimiś wymyślonymi na biegu argumentami, że trzeba pilnować Sarayi i, przede wszystkim, ich przerażonego cywila - z drugiej jednak strony w Rebecce jakby obudził się duch walki.
Chociaż... No nie, nie do końca. Dagan po prostu chciała tę całą abstrakcję zobaczyć na własne oczy, bo wciąż nie mogła uwierzyć, że właśnie tak postanowili załatwić problem potwora. I że taki raport będą przedstawiali górze. Napuściliśmy na niego krwiożercze ursusy, a potem jakoś poszło.
Ja pierdolę, pomyślała po raz kolejny, zbierając się jednak od komputera i sięgając po broń. Tym razem niewątpliwie im się ona przyda.
- Idźcie przodem - rzuciła do chłopaków, jak gdyby faktycznie potrzebowali dodatkowej zachęty lub podkreślenia, że sama Rebecca na front się pchać nie zamierza, po czym sama ruszyła za nimi, co jakiś czas oglądając się tylko na tyły. Chociaż, szczerze mówiąc, nie spodziewała się, by ktokolwiek miałby ich teraz zajść od dupy strony. No bo jednak kto by przegapił tak srogą fiestę, jaka właśnie rozgrywała się przy Tremoille? No nikt, niezależnie do jakiej rasy by zależał.
Rozpłaszczając się pod kołami traktorów, Zbieracze wciąż pewnie nie mogą wyjść z zachwytu nad ludzką pomysłowością. Na pewno.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 498
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

8 paź 2019, o 16:21

Jedyne czego żałował właśnie w tej chwili była myśl, że nikt nigdy nie zobaczy jak jego absurdalny plan wypalił. Nikt z dowództwa, jego znajomych czy bliskich. Nikt nie zobaczy tego cudownego przebłysku dzikiej abstrakcji jaka spłodziła się w jego umyśle na tej zapomnianej planecie. Oczywiście ten cały plan miał prawo nie wypalić, ale jednak jego największa umiejętność zwana szczęściem znowu zadziałała.
- Niesamo-kurwa-wite. – Powiedział do siebie pod nosem. Dobrze, że na głowie miał swój kaptur bo szczerzył się teraz jak idiota na widok nagich cycków. Nie interesowało go to, że może nawet za chwilę umrzeć podczas szturmu na to co zostało ze zbieraczy. Był zbyt zachwycony samą ideą tego, że będzie mógł przedstawić swój raport DeWolfowi gdzie rozpieprzył oddział technologicznie lepszych kosmitów pieprzonymi traktorami.
Zebrała się w nim jakaś nowa siła po tym co zobaczył. Ci cali super zbieracze krwawili i zdychali dokładnie tak samo jak każda inna istota żywa. Wychodziło też na to, ze są trochę autystyczni. To ułatwiało sprawę. Teraz musieli tylko wykończyć resztki tego co zostało i spieprzać z tej planety najdalej jak się da.
Sprawdził swoją kamizelkę taktyczną. Duża ilość granatów interno powinna teraz załatwić sprawę jeśli chodzi o ich nowego dużego przyjaciela. Jak dobrze pójdzie to eksplozja będzie tak silna, że powinna pozbyć się wszystkiego co jest w okolicy. Może nawet Tremoille ale kogo by to obchodziło skoro najważniejsze było przetrwanie.
- Pączuszek jest mój, wy zdejmijcie robala na dachu.
Rzucił jeszcze sprawdzając swojego Graala w dłoniach. Był gotowy na tą walkę bardziej niż kiedykolwiek. Kolejny raz jego umysł przełączył się na tryb w którym najważniejsze było zatłuczenie na śmierć wszystkiego w okolicy. No cóż, terapia nie wszystkie zachowania potrafiła wyleczyć. Zakorzeniona w DNA Strikerów walka była czymś czego nawet setki lat terapii nie pozwoliłyby na poprawę ich zachowań.
Pierwsze co od razu chciał zrobić to obrzucić dużego prawie wszystkimi granatami jakie miał od ręką. Jeśli nie zabije go eksplozja to ogień na pewno zrobi swoje.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1059
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Armstronga -> Gagarin] Rayingri

wczoraj, o 23:19

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9232
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości