W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 gru 2017, o 19:15

Zakładał, że może zobaczy jak Susan rozpocznie te słynne sztuki uwodzenia, czy inną gadkę, która mogłaby przekonać Huntera, że nie są tutaj tylko i wyłącznie po asari tańczącą na stole. Mina mu jednak totalnie zrzedła widząc zachowanie swojego partnera. Do tego słysząc jej wytłumaczenie na to co tutaj robią, aż parsknął śmiechem. Już chyba jego wytrenowali lepiej w rozmowach. Jej próba była po prostu pocieszna.
- Smooth as fuck.
Skomentował do komunikatora, tak by tylko ona to usłyszała. Po prostu nie mógł sobie odpuścić dodania czegoś od siebie w takiej sytuacji. Szczególnie, że można było się domyślać w którą stronę to teraz pójdzie. Jednak z twarzy szybko zniknął mu sarkastyczny uśmiech na rzecz tej samej miny. Całkowitemu braku jakichkolwiek emocji, chociaż w tej sytuacji będzie musiał znowu uruchomić swój znikomy kunszt aktorski. W ostatnim czasie jednak okazywał się być wyjątkowo dobry. Może jednak odziedziczył jeszcze geny inne niż tylko wzrost i talent do bycia wojskowym.
Co jakiś czas przyglądał się T’Lais na wypadek, gdyby chciała się zbyt szybko zwinąć, kiedy oni będą zajęci zabawianiem gwiazdeczki. Chociaż, to chyba nie on miał być osobą, która go będzie zabawiać. Dlatego, kolejny raz na twarzy zagościł mu ten sam cholernie ironiczny uśmiech, którego raczej po takich smutasach z Rosenkova trudno było się spodziewać. Może jednak te dwa tygodnie, które spędził z Wade, sprawiły, że w końcu pojawiły się w nim pewne cechy charakteru jakie praca dla korporacji całkowicie miała z niego wyprać. W takim wypadku trudno będzie uznać, czy to plus czy minus.
Przez chwilę miał nadzieje, że jak kobieta zaproponowała Hunterowi, żeby po prostu ja sobie wzięli to ja im po prostu odda. Niestety, ego wielkie jak wieża rady sprawiały, że to rozwiązanie bardzo szybko poszło się jebać na rzecz, tego którego myślał, że unikną. Najgorsze jednak było to, że po prostu nie mógł mu wyjebać w pysk. Nie dlatego, że bał się ochrony ale jego zmasakrowana twarz mogłaby bardzo szybko pojawić się w gazetach, a on nie potrzebował teraz takiej sławy.
Co ciekawe Charles nie usiadł obok Noel ale po lewicy Huntera. Nie odzywał się zbytnio. Po prostu wyciągnął z kieszonki paczkę papierosów. Skoro i tak mieli tu siedzieć to przynajmniej mógł się nacieszyć chwilą spokoju o ile Snow nie uzna nagle, że nie wytrzyma tak bliskiego kontaktu z gwiazdorem.
Odpalił papierosa, a potem rzucił z przyzwyczajenia.
- Striker.
Niestety nie mógł już cofnąć wypowiedzianych słów. Miał tylko nadzieję, że powiedział to na tyle cicho, że tego nie usłyszał zbyt zaoferowany krągłościami jego partnerki. Na ten moment zastanawiał się nad przyszłością. Czyli jak złapać komandoskę asari z którą będzie znacznie więcej problemów niż z cała resztą.
-A, ja wiem? – Wzruszył ramionami odpowiadając na ich pytanie. – Rozkaz z góry, my tylko wykonujemy swoją robotę i robimy co nam każą.
Niestety przez to jak rozpoczęła tą rozmowę Snow musiał iść w klasyczne „Jestem wielki tępym najemnikiem, nic nie wiem i wykonuje rozkazy”. Przynajmniej do tej roli pasował wręcz idealnie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 gru 2017, o 22:01

Snow zgromiła Charlesa spojrzeniem, nie wysuwając się jednak z objęć muzyka, któremu to najwyraźniej odpowiadało. Kobieta jednak zachowywała się dziwnie, jakby z jednej strony zachowywała profesjonalizm, stąd jej oschłość, ale jednocześnie czuła się niesamowicie podekscytowana faktem, że właśnie Johnny Hunter ją obejmuje i informuje ją, że pięknie pachnie. Może doskonale znała jego muzykę i jego postać. Gdyby słuchała go na co dzień, zakochana w brzmieniu jego głosu i jego gitary, to wyjaśniałoby fakt, że wszystkie próby rozsądnego podejścia do sytuacji stawały się w jej przypadku bezsensowne.
Pewnie uznali, że Strikerów było w galaktyce zbyt wielu, by zakładać jakiekolwiek pokrewieństwo między wielkim najemnikiem, a uroczą blond aktorką z vidów i billboardów reklamujących biżuterię. O ile Wade widziała w jego uśmiechu coś więcej, to nie musieli tego widzieć również pozostali.
- Przepraszam - odezwała się asari, kucając w miejscu przed Hunterem, żeby jej twarz znalazła się jednak na podobnej wysokości, co jego. - Bo jeśli to przełożona, albo któraś z żon, to muszę wiedzieć wcześniej. Zrobiłam coś nie tak? Zabieracie mnie do E14?
Wydawała się szczerze przestraszona, Susan jednak uśmiechnęła się do niej uspokajająco i pokręciła głową.
- Nie, nie martw się. Reprezentujemy osobę zupełnie z zewnątrz.
- I osoba z zewnątrz odbierze mi moją tancerkę? Gdzie tu sprawiedliwość? - spytał Johnny, kręcąc z niezadowoleniem głową. - Jakim prawem?
- To jest wyjątkowa sytuacja - czerwonowłosa przeniosła swój wzrok i uśmiech na niego. - Nie spodziewałam się w ogóle, że cię tu spotkamy. Johnny Hunter, na stacji takiej jak Trouge, co się stało, że tu wylądowałeś? Nie miałeś grać na Illium za tydzień? Myślałam, że już tam jesteś.
Mile połechtany świadomością, że Snow śledziła jego trasy koncertowe - co według Charlesa mogło nie świadczyć o niej dobrze - muzyk odwzajemnił uśmiech. I chyba w swoim lekkim upojeniu alkoholowym zapomniał, że przyszli tutaj po asari. Ta podniosła się z powrotem i wróciła do swojego efektownego zajęcia, skoro nie musiała obawiać się o swoją wypłatę, wolność, czy życie. Na Trouge nigdy nie było wiadomo, o które akurat chodzi.
- Grałem tu też, niecały miesiąc temu, miejsce okazało się bardzo sympatyczne, więc zostaliśmy dłużej. Ale pojutrze wylatujemy, bo właśnie Nos Astra czeka. Teraz to już zupełnie nie żałuję, że zostaliśmy dłużej, bo dzięki temu my mogliśmy się spotkać - przesunął dłonią wzdłuż pleców kobiety, w reakcji na co ta spięła się nieco. - Zawsze w tym chodzisz?
- Czy kiedykolwiek udaje ci się coś wyrwać na takie słabe teksty? - jęknęła Noel i odwróciła się do Strikera, wbijając w niego oceniające spojrzenie. Pewnie nie na takich zdążyła się przez ten miesiąc napatrzeć, więc nie zrobił na niej takiego wrażenia, jak na Johnnym. - Striker, tak? Pięknie pachniesz - powiedziała ostentacyjnie głośno i parsknęła śmiechem. - Nie, ale tak na serio, to jest w chuj słabe, co robicie. Ja też lubię sobie na nie popatrzeć, i teraz co, gdzie nasze kredyty? Oddacie nam za pozostałe dwie godziny? Nie to, żeby mi ich brakowało, ale tak się nie robi.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 gru 2017, o 22:23

Striker wydawał się być wyjątkowo rozluźniony w tej całej sytuacji. Nawet rozsiadł się troszeczkę wygodniej na kanapie. Chociaż on się bawił znacznie gorzej od swojej partnerki, która pod męskim ramienia Huntera chyba powoli odpływała marzeniami gdzieś daleko. Przynajmniej cieszyło go, że nie nastąpiło pytanie w stylu „Jak ta aktorka?” czy inne gówno. Mógł więc odsiedzieć swoje 30 minut w spokoju czekając, aż się w końcu wszyscy dogadają.
Pokręcił głową słuchając zafascynowanej Snow. Czuł się trochę jak za starych dobrych czasów, kiedy raz z bratem postanowił wyjść razem. Nie trzeba nawet mówić, że Charles siedział wtedy gdzieś z boku, kiedy wszystkie kobiety w barze adorowały Daryla. No może nie licząc tej pijanej i zdesperowanej, która uprzykrzała życie akurat jemu. Może też właśnie dlatego nie lubił chodzić do kluba. Cholera wie.
W pewnym momencie Charles bardzo głośno parsknął śmiechem prawie opluwając się zawartością puszki napoju którego jeszcze nie zdążył otworzyć przy barze, a ten moment wydawał się idealny do napicia. Nie przewidział jednak, że usłyszy taki tekst w takim miejscu. Koleś miał gadki gorsze niż się spodziewał. Jeśli miał jeszcze długo pracować ze swoją nową ekipą to pewnie będzie wiedział czym męczyć biedną Susan.
- Dziękuje, staram się zachować najwyższe standardy higieny w swojej pracy.
Kolejny raz parsknął śmiechem, a potem skierował wzrok an Susan, która dalej była pod ramieniem mężczyzny i wyglądało na to, że kolega Hunter coraz bardziej sobie folgował.
- Słyszałaś, pochwaliła mój zapach. Myślisz, że na mnie leci?
Spytał z sarkastycznym uśmiechem swoją partnerkę. Pewnie teraz musiała się cholernie cieszyć, że to nie Simon ją teraz musi widzieć. Charles’a jednak ta sytuacja bawiła wyjątkowo mocno. Rzadko, kiedy misja mogła pójść w tak bardzo dziwną stronę.
- Jeśli będzie trzeba to wam oddamy, mogę wam nawet oddać wam moją koleżankę w zamian.
Cicho się zaśmiał biorąc kolejnego łyka napoju. Był gotowy zapłacić za wszystko, byle tylko mieć święty spokój. Czasami pieniądze rozwiązywały wszystkie problemy. O ile ta cała Noel nie robiła żadnych problemów, tak Johnny był już problematyczny.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 gru 2017, o 23:07

Hunter nie potrzebował lepszych gadek, bo całą robotę odwalała za niego sława i wygląd, na który zdecydowanie nie mógł narzekać. A skoro Snow go znała i lubiła, to znaczyło, że już całkiem nie musiał się wysilać. Perkusistka z jego zespołu miała chyba jednak podobne zdanie, co Charles, bo co drugie zdanie muzyka przewracała oczami i wypijała kolejny kieliszek mocnego alkoholu, którego zapach mocno wypełniał wnętrze tej loży, znacznie intensywniejszy, niż impregnat do pancerza Susan.
- Na ciebie leciała asari w głównej sali, zawsze możesz do niej wrócić jakbyś poczuł się samotny - odparła czerwonowłosa, wciąż uśmiechając się lekko. - Myślę, że jakieś trzy koła i jest twoja.
- Dwa i pół - poprawiła ją perkusistka, ze stuknięciem odstawiając pusty kieliszek na stół. Gdy napotkała pytające spojrzenie Snow, ruchem głowy wskazała wyjście z loży. - Mówicie o dziwkach? Dwa i pół tysiąca za noc. Całą. I totalnie na ciebie lecę, kochanie. Możecie oddać, nie będę narzekać. Albo nam wynajmijcie kogoś za nią. Kogoś dobrego, bo ona jest niezła.
Podniosła się i wyciągnęła rękę do góry, by złapać tancerkę za dłoń. Pociągnęła ją w dół, do siebie, a potem pocałowała mocno. T'Lais odwzajemniła pocałunek, na krótką chwilę rezygnując przez to z tańca. Hunter zerknął na nie krótko, ale musiał to być dla niego codzienny widok. Ciężko było stwierdzić, kto miał tu mniej szacunku do samej siebie, czy nawalona Noel, całująca asari, która pewnie puszczała się ze wszystkimi po kątach klubu, czy T'Lais, która - cóż - puszczała się ze wszystkimi po kątach klubu. Ale jedna była pijana, a drugiej płacili. Trouge sprawiało, że niektóre dylematy stawały się znacznie prostsze, niż w innych rejonach galaktyki.
- Noszę to tylko wtedy, kiedy jestem w pracy - odpowiedziała Snow na pytanie muzyka. - Ale... na co dzień nie. Więc jeśli załatwisz mi bilet na swój koncert w Nos Astrze, obiecuję przyjść bez pancerza i broni.
- Mam wam oddać asari i załatwić wejście? Gdzie w tym układzie coś dla mnie? Może coś jeszcze byś chciała? - Johnny nie wyglądał na złego, raczej na rozbawionego.
- Plany stacji, jeśli jakieś masz - po chwili namysłu rzuciła kobieta, zerkając na Strikera. Hunter roześmiał się.
- Ciebie mogę osobiście oprowadzić. Chcesz zajrzeć do apartamentów vip?
Snow z ogromnym trudem usiłowała zachować powagę po tej jednoznacznej propozycji, ale się jej nie udało. Na szczęście muzyk był zbyt pijany, żeby poczuć się urażonym. Kobieta pokiwała głową, próbując się nie śmiać.
- Nigdy o niczym innym tak nie marzyłam. Ale najpierw muszę załatwić całą resztę, więc jakbyś mi wysłał plany stacji, to później z nimi trafię do ciebie sama.
Johnny, o dziwo całkowicie przekonany słowami czerwonowłosej, uruchomił omni-klucz i wysłał jej to, o co prosiła. Dosłownie w tej samej chwili omni Charlesa piknął, informując go, że te same dane kobieta przesłała też jemu i pewnie pozostałej dwójce.
- Nie powinnam pić już więcej - mruknęła Stone, zaglądając do pustej butelki, wbrew swoim słowom szukając alkoholu. - Czy ty jesteś zupełnie trzeźwy, Striker? - zmarszczyła brwi, zerkając na mężczyznę obok. Wyciągnęła do niego dłoń z małym, plastikowym pojemnikiem. - To jest jak herezja tutaj. Chcesz coś? Hallex?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 gru 2017, o 23:42

-Touche.
Odparł słysząc słowa Snow. Chociaż w tym wypadku obydwoje pewnie skończyliby zarażeni jakimiś chorobami wenerycznymi, których leczenia Statner raczej by nie pokrył. Wolał nie wiedzieć jakie świństwa by mu wyrosły po jednej takiej nocy.
- Lepiej zwrócić pieniądze. Wydajecie się mieć większe rozeznanie w temacie tancerek niż my lub przynajmniej ja.
Wziął kolejny łyk napoju. Wolał już nie kontynuować kosztorysu dziwek czy kontynuowania wywodów na temat seksu z nieznajomymi. Na ten moment musiał zająć się misją, która powoli stawała się irytująca. Nie przeszkadzało mu rozmawianie z ludźmi ale wolał się po prosu stąd wynieść. Im mniej te całe żony wiedziały o nich tym lepiej, szczególnie, że działali tutaj całkowicie nielegalnie. Może brzmiało to dość paradoksalnie ale nikt z szefostwa stacji nie wiedział, że po przybytku poruszają się najemnicy z misją porwania ich towaru.
Nie zareagował na pocałunek obydwóch kobiet. Czasami musieli obstawiać imprezy o bardzo podobnym klimacie. W sumie to w starej robocie zajmował się prawie wszystkim jeśli życzyła sobie tego góra. Raz wracając z misji dostał zlecenie na robotę życia. Musiał odebrać córkę Rosenkova ze szkoły. Była może młodsza od niego o 4 lata, to chyba było jak miał ze 22 lata? Jakoś świeżo po przyjęciu do operatorów. Jednak miał to zrobić bo takie było życzenie szefostwa.
- Ja podziękuję z biletów.
Rzucił krótko, chociaż jego zdanie nawet nie miało tutaj znaczenie. Kolega był zbyt zajęty zabawą ze Snow. Chociaż mapa wydawała się o wiele bardziej przydatna. Odpalił ją sobie na klucz i przeglądał. Przygotowywał plan ucieczki na wszelki wypadek. Nawet nie chciał wiedzieć jak idzie drugiej grupie. Pewnie jakby usłyszała, że zabawiają muzyka to zebraliby opierdol życia.
- Nie dzięki, ja już w swoim życiu się wystarczająco wyćpałem.
Parsknął śmiechem. Chociaż w jego przypadku było to wręcz przerażające. Pewnie niektórzy z HK wiedzieli o tym co robiono z agentami Rosenkova wiec i systemie też pewnie wiedzieli. W tamtym okresie w jego ciele ciągły krążyły różnego rodzaju chemikalia. Wolał ich unikać. Nie chciał ponownie się od czegokolwiek uzależnić, szczególnie, że ledwo co udawało mu się wtedy wytrzymywać bez wspomagaczy.
Nagle zaczął się nad czymś zastanawiać. Wyciągnął spod pazuchy coś co trzymał na sytuacje taką jak tą. Rzucił na stół prawie kilogramowy pakunek.
- Czy to będzie wystarczająca zapłata za przerwanie waszego tańca?
Szczerze mówiąc on by tego nie zużył, a na sprzedawanie tego nie miał siły. Przynajmniej mógł się tego pozbyć w bardziej przydatny sposób. Według świętej pamięci Luci towar był pierwsza klasa i raczej ufał mu w tej sprawie. To był ostatnia rzecz, którą pozostawił mu w spadku jego kolega po fachu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 00:12

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 00:41

- Nikt ci ich nie proponował, Striker - rzuciła Snow, uśmiechając się do niego złośliwie. Założyła nogę na nogę, wzdychając ciężko, kiedy dłoń Huntera wylądowała na jej udzie. Ale nie zaprotestowała, ani nie zrzuciła jej, pewnie uznając że póki co jego nieograniczona sympatia wobec jej osoby może im lepiej pomóc, niż zastraszenie go bronią, którą wciąż miała pod ręką. No i na pewno łechtało to trochę jej ego, że muzyk pokroju Johnnego Huntera zainteresował się jej osobą, nawet kiedy była w pancerzu i w pracy. Inna sprawa, że mężczyzna był kompletnie pijany, połowę słów wypowiadał niewyraźnie i w tej chwili uderzałby nawet do faceta, gdyby ten miał długie włosy i dobry tyłek.
Mapa pozwalała mu w końcu odnieść ich lokalizację do całej reszty stacji. Wyglądało na to, że poza piętrami, na które można było dojechać windą, w centralnej części Trouge znajdowały się również apartamenty żon i część biznesowa, będąca kompleksem różnej wielkości sal konferencyjnych. W otaczających centrum okręgach, poza dokami, mogli znaleźć apartamenty zwykłe i vip, a także część zamkniętą dla gości, a przeznaczoną dla pracowników stacji. Nie było tylko jednej drogi do doków, ale ta, którą się tu dostali, wydawała się jednak najszybsza. Pozostało mieć nadzieję, że nie będą musieli szukać innej podczas ucieczki.
Gdy na stole wylądował worek czerwonego piasku, zarówno Noel, jak i Johnny zamarli w miejscu. Kobieta po chwili sięgnęła po narkotyk i zważyła go w dłoni, a na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech. Otworzyła go i zaciągnęła się specyficznym zapachem, nie decydując się jednak jeszcze na zażycie - czasem łączenie używek nie kończyło się dobrze, w szczególności jeśli Stone miała już w krwioobiegu alkohol i hallex. Zamknęła worek i rzuciła go Hunterowi, który złapał go w locie.
- Czasem zapominam, jaki niektórzy na tej stacji mają gest - stwierdził, po raz pierwszy uśmiechając się do Charlesa. Chyba udobruchany takim prezentem przestał się go obawiać. - Czy ja coś mówiłem? Możecie zabrać obie! Ale wolałbym, żebyście nie wychodzili już teraz. Zwłaszcza ty. Jest w tobie siła, którą mógłbym zawrzeć w muzyce, gdybym mógł ją stworzyć choćby patrząc na ciebie. Masz tyle...
- Okej, Striker, idziemy? - spytała Snow, podnosząc się z miejsca, znów próbując powstrzymać się od wybuchnięcia muzykowi śmiechem w twarz. - T'Lais, idziesz z nami. Drugą zostawimy.
- Ale jak załatwicie swoje, to znajdź mnie. Na jakie nazwisko chcesz bilet?
- Susan Abel.
- Susan, jakie cudowne imię. Susan - powtórzył, tym razem jednak śpiewając imię na bliżej nieokreślonej melodii, zamiast wypowiedzieć je normalnie.
- Chodźmy, Striker, zanim się zabiję - poprosiła, wciąż się uśmiechając. Wyciągnęła rękę do Saany, a asari chwyciła ją i zgrabnie zeskoczyła ze stołu.
- Będę na ciebie czekać zawsze, Susan - kontynuował Hunter.
- To gdzie idziemy? - spytała cicho T'Lais, całkiem skutecznie ignorując muzyka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 01:10

Wzruszył ramionami czekając na resztę swojej przyszłej klienteli jako chwilowy dealer narkotyków. W sumie to małe przekupstwo zadziałało znacznie lepiej niż zakładał. Wzięli to wręcz bez pytań. Mały sukces ale pozwolił im się stamtąd wynieść szybciej oraz policzyć to jako koszta misji, które będzie chciał odebrać od Statnera. Zresztą powinni mieć budżet na łapówki jeśli mieli działać sprawnie.
Odwzajemnił uśmiech Huntera tym samym. Miał nadzieję, że ućpa się tym towarem na tyle mocno, że nawet nie będzie ich pamiętał.
- Czego się nie robi dla ulubionych gwiazd prawda?
Uśmiechnął się bardzo ironicznie ale pewnie nawalony Hunter potraktuje to jak komplement. Wstał ze swojego miejsca gotowy do drogi. Musieli się stąd wynieść i odprowadzić T’Lais na statek. Potem już tylko poczekać na raport od reszty i ogarnąć co robić dalej. Podchodząc do kurtyny wyciągnął swój kaptur zwiadowczy i nałożył go Asari na głowę. Przynajmniej w taki sposób na jakiś czas ukryją to, że wyciągają akurat tą tancerkę. Wolał nie wkurwiać żon. Kimkolwiek one były.
- Na spotkanie.
Rzucił krótko czekając, aż razem ze swoją partnerką ruszą w stronę windy. Szczerze mówiąc nie było sensu kombinować z drogą ucieczki. Mieli ją tylko wsadzić do pojazdu, może ogłuszyć i związać. Wciąż nie wiedział po chuj to robią albo czy one w ogóle o tym wiedzą. Sam już nie wiedział czy to porwanie czy misja ratunkowa.
Idąc przez klub zaczął nucić piosenkę, którą zdążył ułożyć Hunter na cześć Susan. Sprawiało mu niezwykła radość podkurwianie jej. W sumie to zachowywał się często bardzo podobnie, kiedy robił dla Rosenkova. W sumie większość z nich byłą strasznymi chujami. Dziwił się tylko, że Coma jeszcze razu nie rzucił żadnego sarkastycznego tekstu.
- Będę na ciebie czekać zawsze, Susan.
Zaśpiewał cicho pod nosem kontynuując swoja głupią zabawę. Nie mógł się doczekać, kiedy będą musieli złożyć raport Symonsowi i wtedy mu wszystko opowie. Mimo wszystko doceniał jednak poświęcenie kobiety w tej sprawie. On na jej miejscu by go zabił. I to nie raz.
- Opuszczamy klub z celem, jak wygląda to u was?
Zapytał przez interkom. Starając się by asari szła pomiędzy nimi i była na tyle blisko by w razie ucieczki mógł ja szybko złapać.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 01:37

Gdy opuścili lożę, a Charles usiłował założyć asari kaptur na głowę, ta zaprotestowała, wyraźnie niezadowolona, i ściągnęła go z głowy. Wcisnęła go z powrotem w ręce mężczyzny i oparła dłonie na półnagich biodrach, zatrzymując się w miejscu zaraz po wyjściu z prywatnego pomieszczenia. Z powrotem znaleźli się w tłumie i w hałasie.
- Co jest? - warknęła Snow, już dość mocno sfrustrowana.
- Na spotkanie - asari powtórzyła słowa Strikera. - Na jakie spotkanie trzeba komuś wpakowywać niewygodny, ludzki hełm na głowę, żeby tylko nie było widać jej twarzy? Połowa pracowników mnie tu rozpozna i bez niej!
Nie zamierzała iść dalej, dopóki ktoś nie udzieli jej satysfakcjonujących informacji. Zapomnieli chyba, że nie jest towarem, który wymaga dostarczenia, a żywą osobą, z emocjami, obawami i obowiązkami, choć jej obowiązki trudno było nazwać wartymi zachodu.
- Jesteście od Krauga? - spytała. - To on was przysłał? Jeśli tak, to nie wrócę na Omegę. Wszędzie, tylko nie na Omegę. Nie pozwolę się zabić pierdolonemu kroganinowi. Tu przynajmniej krogan nie ma.
Faktycznie, na stacji próżno było szukać zarówno krogan, jak i vorcha. Przedstawiciele wszystkich pozostałych ras plątali się po klubie, ale z tych dwóch nie było tu nikogo. T'Lais skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i wbiła wyczekujące spojrzenie w prowadzącą ją dwójkę. Przynajmniej tyle dobrze, że nie uciekała, a postanowiła ich wysłuchać i rozważyć ich propozycję. Może worek czerwonego piasku i dla niej był całkiem efektownym zagraniem, a może miała inne, swoje własne powody.
- Fałszujesz, Striker - mruknęła Snow i westchnęła ciężko. Może i nie była mistrzynią sztuki uwodzenia, ale chyba poszło im w sumie całkiem nieźle. Gdyby tylko asari teraz nie robiła problemów.
- Jak chcecie, to mogę iść się przebrać w coś normalnego - zaproponowała. - Ale jeszcze raz założysz mi worek na głowę, jak zakładnikowi, to przysięgam, że wezwę ochronę. I jakim celem? Chcę wiedzieć, dokąd i z kim mnie zabieracie.
- Obserwujemy swój - odpowiedział Coma w słuchawce. - Nie wygląda najlepiej, więc czekamy aż się jej urwie film. Kyle jej w tym trochę pomaga.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 01:59

Widząc zachowanie asari głośno jęknął niepocieszony brakiem współpracy. Przecież to był czysty i nowy kaptur, nawet sam nie zdążył go jeszcze założyć od momentu w którym go dostał. Złapał go i ponownie schował skoro miał mu być teraz całkowicie niepotrzebny. Przejechał dłonią po zmęczonej twarzy.
Nie odpowiedział na jej wymuszanie informacji. Zastanawiał się po prostu co ma odpowiedzieć. Jednak jej brak jakiejkolwiek współpracy utrudniał tą robotę. Dlaczego, nie mogli im wcześniej załatwić jakichkolwiek pozwoleń na otwarte działanie w terenie. Dobrze, że ją jeszcze mogli jakoś ugadać z komandoska może być różnie.
- Nie przysłał nas żaden Kragu.
Westchnął. No tak w jej dossierze znajdowała się informacja, że uciekała przed Krwawą Hordą. Nie wiedział zbytnio jak jej odpowiedź i przekonać do współpracy. Najchętniej by ją po prostu wyciągnął z tego miejsca siłą ale przepychanki z ochroną nie były też najlepszym rozwiązaniem. Dlatego przewrócił oczami i w końcu odezwał.
- Słuchaj mamy cię tylko zabrać na statek o nazwie Majesty, który się znajduje niedaleko stacji. Wykonujemy tylko swoje rozkazy.
Odwrócił się na chwilę aby odpowiedzieć Comie. W tym momencie cała jego radość, że idzie dobrze prysła jak mydlana bańka. Chociaż w tym przypadku i w tym miejscu to bardziej pasowało określenie jak błona dziewicza.
- Róbcie swoje.
Westchnął do słuchawki. Wolał jako pierwszy odeskortować asari na statek. Odwrócił się znowu w jej stronę. Musiało to wyglądać dość dziwnie, że to on musiał z nią rozmawiać, a nie jak by się wydawało Susan, która była znacznie bardziej wygadana.
- Wybacz. Trudno się pozbyć starych nawyków.
Uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami. Cała ta misja była jednym wielkim idiotyzmem więc i on uznał, że nie ma sensu się, aż tak starać. Zresztą, w najgorszym wypadku wszyscy zginą, a Statner się wkurwi.
- Mamy zabrać ze stacji trzy asari w tym ciebie. Po co? Nie wiem. To nie moja broszka żebym nad tym rozmyślał. Dlatego proszę cię o współpracę.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 20:35

Kiedy Charles zaczął informować asari o wszystkich szczegółach misji, Snow zbladła, ale nie zdążyła zaprotestować zanim padła nazwa statku. Pewnie się nie spodziewała, że wyskoczy z takim konkretem, w momencie, gdy usiłowali załatwić to polubownie i na spokojnie. Asari mogła zareagować w każdy z możliwych sposobów, nie zrobiła jednak niczego niepokojącego, bo nazwa okrętu nic jej nie powiedziała.
- Bardzo mądrze, Striker - mruknęła Susan pod nosem.
- Na statek? Czemu nie zadokował w stacji i ktokolwiek chce się ze mną spotkać, nie może zejść na dół? I nie mógł się skontaktować ze mną bezpośrednio? Chyba nie jest trudno mnie znaleźć.
Saana rozłożyła ręce, prezentując im, że przecież stoi przed nimi i nie było problemem znalezienie jej w tłumie, bo była jednym z pracowników. No i faktycznie, to nie wymagało nawet szczególnie dużo szczęścia ani umiejętności. Po prostu jedno pytanie zadane właściwej osobie i worek czerwonego piasku rzucony na odpowiedni stół.
- Jakie trzy asari? - zdziwiła się.
- Nosz kurwa mać, Striker, ja pierdolę - warknęła Snow już mniej subtelnie.
- Inne tancerki?
- Nie - odpowiedziała kobieta, gromiąc Charlesa spojrzeniem i przejęła od niego obowiązek przekonania T'Lais. - Tancerki potrzebuje tylko jednej i wybrał akurat ciebie, bo był tu niedawno i nadal jest pod wrażeniem. Pozostałe dwie są jego partnerami biznesowymi. Myślę, że wkrótce po spotkaniu będziesz mogła wrócić na Trouge. Zapłacimy ci za twój poświęcony czas.
- Ile?
- A ile powinniśmy?
- Zależy od tego, na ile godzin mam stąd zniknąć. Biorę zwykle sto dwadzieścia kredytów za godzinę, jeśli mówimy o prywatnych występach - utkwiła wzrok w kapturze, który Striker usiłował wpakować jej na głowę. - Jeśli mam nie zgłaszać nikomu, że opuszczam stację, wtedy sto pięćdziesiąt.
Nie było to z jej strony zbyt mądre, ale generalnie nie wydawała się wyjątkowo elokwentna. Sam fakt, że uciekając z Omegi przed Krwawą Hordą trafiła tutaj, świadczył o brakach w rozsądnym rozumowaniu. I przez to nie widziała też tutaj problemu w wyleceniu z Trouge z dwójką nieznajomych, na statek, którego nazwa nic jej nie mówiła, w celu, który też pozostawał dla niej niewiadomy. Na tej stacji pewnie jednak często spędzała czas w apartamentach ludzi, których nie znała, zdając sobie sprawę z ryzyka. Pewnie takie samo było w przypadku tajemniczego Majesty.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 21:43

Nie odpowiadał na zaczepki Susan czekając po prostu na rozwój sytuacji. Chyba Susan zdążyła zapomnieć o tym, że większość normalnych osobników nie traktuje wszystkie tak jak oni. Przecież to, że jej to mówił wcale nie musiała oznaczać, że jadą ją wywieźć na śmierć. Była tancerką, zabierali ją na inny statek bo klient sobie tego zażyczył. Nic więcej. Nie rozumiał dlaczego kobieta się tak denerwuje.
- Daj mi chwilę.
Odwrócił się i zaczął udawać, że mówi do komunikatora jakby nigdy nic. Dalej miał tą samą minę, która mówiła tylko tyle, że jest strasznie znudzony tym co musi robić.
- Dziewczyna chce stop pięćdziesiąt. – Udawał, że słucha. – No dobra.
Odwrócił sie znowu w stronę asari i przyjrzał jej się dokładniej. Musiał przyznać, że na pewno jako tancerka mogła zarabiać spore kwoty mając takie ciało. W porównaniu z tą, którą rozmawiał wcześniej to ta wyglądała o wiele bardziej seksownie.
- Szef się zgadza na tą kwotę. Możemy już ruszać?
Westchnął głośno nie zwracając uwagi na Snow. On grał swoja rolę posłusznego idioty najemnika, który musi wykonywać misje, które są poniżej jego godności.
- Więc gotowa do drogi?
Wskazał jej ręką windę. Jeśli przejdą na statek to zaproponował by reszcie załogi zabranie tej dwójki na Majesty, kiedy reszta się zajmie się ich ostatnim celem.
Spojrzał na Snow z bardzo niewinną miną jakby od razu wiedział, że właśnie wszystko poszło go jego myśli. Miał gdzieś co się stanie z biedną Asari i po co im dokładnie ona. Miał tylko nadzieję, że nie wykonują właśnie teraz misji zleconej przez jakiegoś łowcę niewolników bo wtedy Striker wjedzie w Statnera szybciej od Sarena atakującego Cytadele.
- Wszystko poszło gładko, mam dzisiaj jakieś niewiarygodne szczęście.
Rzucił do komunikatora.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 22:04

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 22:33

Asari zastanawiała się przez chwilę, przyglądając się Strikerowi. Wierzyła w każde jego słowo, zwłaszcza że jego nie do końca dokładne wyjaśnienie bardzo dobrze uzupełniła Snow, pozbawiając ją reszty skrupułów. Miała zarobić na tym pewnie więcej, niż zwykle, a większość tego czasu miała spędzić w drodze do pojazdu, którym mieli ją przewieźć na Majesty i z powrotem, dostając za to takie same kredyty, jak za taniec.
- To mam się jednak nie przebierać? - upewniła się. - Bo mogę wziąć coś innego.
- Nie przejmuj się tym, wyglądasz doskonale tak, jak teraz.
Saana z przyzwyczajenia uśmiechnęła się do czerwonowłosej, tak jak pewnie uśmiechała się do klientów i do Noel w loży muzyka, całując ją z pełnym zaangażowaniem, gdy sobie tego zażyczyła. Trouge wypierało z ludzi i nieludzi jakikolwiek szacunek do samych siebie, do swojego ciała i tego, jak postrzeganym się jest przez innych. Tylko dwie rzeczy miały tu znaczenie - kredyty i przyjemność. A tę można było kupić za kredyty. Wystarczyło więc zaoferować tancerce pełną wypłatę i miało się problem z głowy, bo robiła wszystko, czego się od niej chciało. Pewnie często pracownice klubu były wyprowadzane poza jego teren, znając życie do apartamentów, więc nikt nie przejął się faktem, że T'Lais szła z nimi.
- To dlaczego nie zszedł tutaj? Na stację? I jak on się nazywa?
- Nie lubi hałasu. I naprawdę nazwisko coś ci powie?
- No nie - asari wzruszyła nagimi ramionami i ruszyła obok nich w stronę najbliższej windy. Światło stroboskopów odbijało się od jej jasnoniebieskiej skóry, podkreślając miejsca, w których odsłaniał ją jej lateksowy strój. Nie był taki sam, jak te, które nosiły asari na Omedze, ale znacznie bardziej roznegliżowany. Przyciągała spojrzenia, bo tancerki faktycznie rzadko schodziły z podestów, gdy już się na nich znalazły, ale dzięki temu nikt nie zwracał uwagi na ich dwójkę.
Musieli przebić się przez tłum, więc ktoś otarł się o Charlesa tak, jak to lubił najbardziej i jakiś turianin zakasłał mu w twarz, ale poza tym wszystko szło zgodnie z planem. W komunikatorze usłyszał westchnięcie Comy.
- Myślałem, że na promie z wami się nudziłem, ale to jest szczyt wszystkiego - powiedział mężczyzna, wznosząc się na wyżyny swojej wylewności. - Zaraz sedacja powinna zadziałać. Kyle dorzucił coś do drinka i będziemy ją zabierać. Potrzyma ją kilka godzin. Wziąłem więcej, gdyby wasza robiła problemy.
- Nie powinna - powiedziała Snow, gdy drzwi windy zasunęły się, odcinając ich od hałasu.
T'Lais oparła się plecami o ścianę, przyglądając się to Charlesowi, to Susan. W końcu jej usta wykrzywiły się w wyćwiczonym, zalotnym uśmiechu. Teraz, w mocniejszym i stałym świetle windy, widzieli po jej oczach że też trzeźwa nie jest. Cokolwiek wzięła, nie był to jednak alkohol, bo wydawała się w stu procentach świadoma swojego ciała, a jednak miała dziwne, oderwane od rzeczywistości spojrzenie.
- Dla was też mogłabym zatańczyć, jeśli chcecie. Po drodze na przykład, albo zanim wylecimy. Gdzieś na waszym statku.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

13 gru 2017, o 22:54

Już się nie odzywał. Jego rola w tym spektaklu właśnie się zakończyła. Teraz już tylko dostarczyć ją na pokład i poczekać na powrót drugiej grupy. Miał nadzieję, że pójdzie im to sprawnie. Wywiezienie przynajmniej dwójki ze stacji będzie już wielkim sukcesem. Przeczuwał, że ostatnia Asari może być znacznie bardziej problematyczna. Szczególnie, że jest wyćwiczona w biotyce. On takich umiejętności nie miał i nigdy nie lubił za specjalnie te wszystkie fioletowe fajerwerki.
Przebijał się przez tłum jak przez masło. Miał dość już dość tego klubu. Plus był taki, że już nie będzie musiał tutaj wracać. Ba! Nawet nie będzie się musiał znowu pierdolić z tym całym Hunterem i jego ekipą. Już wystarczała mu jedna gwiazda w jego życiu. Kolejna sprawiłaby tylko przeogromna migrenę i ataki agresji.
Słysząc wiadomość od Comy przewrócił oczami. Zbyt długo im schodziło z tą jedna asari. Nie spodziewał się, że może mieć tak twardą głowę. Ewentualnie Symons nie był, aż tak pięknym mężczyznom by iść z nim gdziekolwiek w stanie lepszym niż brak kontaktu z rzeczywistością.
- Kup jakieś środki neutralizujące na wypadek gdyby któraś za bardzo odpłynęła przed transportem.
Wchodząc do windy wyciągnął paczkę fajek w ogóle nie przejmując się tym gdzie jest. Chyba tutaj nic nie miało większego znaczenia. Odpalił papierosa przyglądając się T’Lais. Nie wiedział ile ma lat, w sumie o jej rasie wiedział tyle co nic. Przez te kilka lat większość czasu spędzał jednak z ludźmi. Nie licząc Cytadeli i jego pracy kuchni. Tam tylko obserwował. Bardzo rzadko rozmawiał ze swoimi klientami na tematy inne niż co chcą zamówić.
- Jesteśmy w pracy.
Wzruszył ramionami. Już naoglądał się jej tańca w loży. Zresztą na statku możliwe, że będą musieli ją złożyć jak krzesełko i przygotować do transportu. Wygodniej było myśleć o tym, że jest ona tylko zwykłym przedmiotem, który trzeba gdzieś dostarczyć. Charles miał nadzieje, że już nigdy nie będzie musiał myśleć o innych w takich sposób. Niestety, życie jak zawsze okazało się zdradliwe, a stare nawyki musiały powrócić aby znowu nie zwariował lub popłynął w złą stronę.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

14 gru 2017, o 11:58

Asari liczyła pewnie na dodatkowy zarobek, tak jakby nie wystarczyły jej kredyty które dostawała za opuszczenie Trouge na te kilka godzin. W rzeczywistości nie mieli pojęcia jak długo i po co zamierzali trzymać tam te trzy asari i czy w ogóle miały one szansę na powrót z Majesty. Ale wygodniej było powiedzieć, że owszem. Naćpana czymś Saana i tak nie wydawała się przejęta, jakby był to dla niej dzień jak co dzień, z tym że tym razem prywatny pokaz miał odbyć się trochę dalej, niż w apartamentach stacji.
- Szkoda - odparła, w reakcji na co Snow westchnęła ciężko. Ta stacja ją też męczyła i mimo, że na jej kamiennej twarzy próżno było szukać niezadowolenia, bo po pierwsze spotkała Huntera, a po drugie była w pracy, to jednak z pewnością wolałaby w tej chwili być gdzieś indziej, nawet jeśli miałaby to być Omega. Obecnie wszystko wydawało się lepsze, niż Trouge.
Winda dotarła w końcu do znajomego, czerwonego korytarza, łączącego wszystkie doki. Hangar należący tymczasowo do nich znajdował się niecałe trzysta metrów dalej, więc szli w milczeniu, a czerwone światło dziwnie ujednolicało ich sylwetki. Z daleka nie miało znaczenia, które z nich jest człowiekiem, a które asari, kto ma na sobie pancerz, a kto skąpy, lateksowy kombinezon. W końcu Snow uderzyła pięścią w panel i brama rozsunęła się przed nimi. Na ich lądowisku nic się nie zmieniło, wciąż oddzieleni byli od pustki barierą i wciąż nie było tu nikogo, poza ich promem.
- Tym przylecieliście? - spytała Saana, a w jej głosie zabrzmiało rozczarowanie. - Spodziewałam się czegoś innego.
- Jak widzisz, nam nie przysługują luksusowe statki - oschle odpowiedziała jej Susan, podchodząc szybko do pojazdu i odblokowując go. Drzwi otworzyły się, a wewnątrz zapaliło się światło. - Zapraszam.
T'Lais niepewnie popatrzyła na nich, po czym weszła do środka, rozglądając się ze zniechęceniem. Biznesmen, który życzył sobie tancerki i dwóch innych asari, mógł przysłać po nie coś lepszego, niż biedny prom z masowej produkcji, nieważne jak ładny miał kolor na zewnątrz i czy tapicerka była skórzana. Czerwonowłosa podeszła do szafek i upewniła się, że są pozamykane, tak, by asari nie mogła dostać się do ich zawartości, a potem przeszła do kokpitu, tam też coś sprawdzając. Przecież ostatnim, czego chcieli, było stracenie promu, bo T'Lais zrobiła im niespodziankę i dorwała się do sterów.
- Proszę - kobieta wskazała jej jeden z foteli. - Czuj się jak u siebie.
Wyskoczyła potem z promu, podchodząc do Strikera. Zatrzymała się blisko, opierając dłonie na biodrach i uniosła na niego pytające spojrzenie. Widać nie była przyzwyczajona do podejmowania decyzji, albo nie chciała robić teraz niczego sama, gdy nie wiedzieli jaką decyzję podjąłby Kyle.
- Poczekamy tu na nich, nie? - spytała cicho. - Nie wiem co zrobi tancereczka jak przyniosą drugą, nieprzytomną.
- Macie tu coś do picia? - spytała asari ze środka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

14 gru 2017, o 21:04

Nie wszedł do pojazdu z Saaną i Snow. Po prostu stał przed pojazdem kończąc papierosa i wzrokiem wypatrywać drugiej grupy. Im szybciej wywiozą te dwie tym lepiej. Wolał nie trzymać ich pod ręką, kiedy wyruszą po ostatnią. Oparł się plecami o bok pojazdu. Odpalił omni – klucz po raz kolejny obserwując mapę stacji. To naprawdę była potężna stacja. Szczególnie podobały mu się nazwy poszczególnych miejsc. Stacja naprawdę była jednym wielkim burdelem połączonym ze sklepem wielobranżowym.
Z zamyślenia wyrwała go dopiero Snow, która dołączyła do niego na zewnątrz. Miała rację, nie wiedział jak zareaguje. Oczywiście mogli jej wmówić, że kontakt się po prostu za bardzo upił i teraz ledwo co trzyma się na nogach. To mogło zadziałać. Sam już nie wiedział czy T’Lais jest tak bardzo głupia czy może, aż tak bardzo naćpana. Wolał nie wiedzieć.
Przeniósł wzrok na czerwonowłosą. Wzruszył w końcu ramionami.
- Możemy poczekać.
Odwrócił się na chwilę by spojrzeć do środka promu. Saana wydawała się wyjątkowo spokojna. Pewnie czekała, aż będą gotowi odlecieć.
- Nie wiem, mogę ją poddusić. Chociaż i tak jest już tak bardzo w innym świecie, że nie ma znaczenia co się z nią stanie.
Zaciągnął się papierosem. W sumie powinien dać tej asari coś do picia byle tylko czuła się na tyle dobrze, że nie będzie im robić żadnych problemów. Tego akurat najmniej potrzebowali na ten moment. Przynajmniej on. Do tego nie wiedział jak dobrą biotyczną jest. Cholera wie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

17 gru 2017, o 13:32

- Może nie będzie trzeba - mruknęła niechętnie czerwonowłosa, choć jej niechęć nie była skierowana w stronę Strikera i jego chęci podduszania, a asari, która plątała się teraz po promie i przeczesywała otwarte schowki w poszukiwaniu napojów, być może alkoholu. Snow nie powstrzymywała jej, bo wszystko, co ważne, mieli pozamykane, a cała reszta dostępna dla przypadkowych gości pojazdu nie była wyposażona w nic, czego utraty mogliby się obawiać. W końcu Saana trafiła na szafkę nad stołem, w której stały puszki z energetykami, napoje owocowe i woda.
- Nie macie tu niczego ciekawszego? - spytała z rozczarowaniem.
- Nie. Ale poprosimy, żeby nasi ludzie wzięli coś dla ciebie po drodze - odpowiedziała Susan, wzdychając i natychmiast przekazując prośbę do Garrena. Ten potwierdził, informując ich przy okazji, że już się zbierają i za kilkanaście minut powinni być w hangarze.
Zajęło im to trochę więcej, bo czekali ponad dwadzieścia, podczas gdy asari w promie znajdowała sobie coraz to inne rozrywki, a to ostentacyjne stukanie nogą założoną na nogę w jeden z bocznych foteli, a to ciche podśpiewywanie melodii, której żadne z nich nie znało. Snow w międzyczasie plątała się po hangarze, a w końcu stanęła przy samej barierze, przyglądając się widocznej zza niej pustce, rozbłyskom gwiazd i powoli przesuwającym się okręgom, które najwyraźniej od siebie były zupełnie niezależne. Gdyby znaleźli się tu w innej sytuacji, widok pewnie byłby ujmujący. Zwłaszcza z niewielką planetą, która zaczynała pojawiać się w zasięgu ich widzenia. Pewnie na stacji znajdowało się wiele apartamentów z widokami takimi, jak ten. Niestety jednak oni nie znajdowali się tu na wakacjach, choć może Kyle udzieliłby im odpowiedzi na nurtujące ich pytania, gdyby postanowili mu je zadać.
W końcu brama hangaru rozsunęła się, a do środka weszła dwójka dobrze im znajomych mężczyzn. Coma niósł przewieszoną przez ramię asari, ubraną w klasyczną, modną teraz długą suknię. Wydawała się całkowicie nieprzytomna i chyba taka właśnie była. Na dźwięk rozsuwanych drzwi Saana wyskoczyła z promu i wyjrzała, by sprawdzić kto idzie, a Kyle na jej widok uśmiechnął się lekko. Sytuacja była trochę absurdalna, zbierali asari ze stacji jak artefakty z wykopaliska, a do tego jedna z nich była prawie naga i leciała z nimi dobrowolnie. Póki co szło to zbyt dobrze, by nie miało się za moment posypać.
- Ona jest tym partnerem biznesowym? - spytała T'Lais, wyskakując z pojazdu i opierając ręce na biodrach. Patrzyła na drugą przedstawicielkę swojej rasy z lekkim zażenowaniem. - Niektórzy nie powinni być wpuszczani na teren stacji, jeśli nie wiedzą, kiedy przestać. Później niewolnicy biegają i czyszczą rzygi, albo trzeba zbierać trupy, bo ktoś przesadził albo pomieszał narkotyki. Mam tylko nadzieję, że ona nie będzie rzygać po drodze.
- Nigdy nie wiadomo - mruknęła Snow, gdy Garren układał nieprzytomną asari wzdłuż kilku foteli, tak, żeby nie leżała jednak na podłodze. Potem jednak zostawił ją samą sobie. Wyglądała, jakby było jej absolutnie wszystko jedno, co się z nią dzieje, zresztą nie kontrolowała nawet swojego własnego ciała. Miała lekko rozchylone usta, a jej lewa ręka spadła z siedziska, zwisając teraz w dół nad podłogą.
- A ta druga? Znaczy trzecia? Będziecie iść teraz po trzecią? Długo tu jeszcze będę musiała siedzieć i czekać? - rzuciła Saana. - Za to też już liczę kredyty. Odkąd weszliśmy do doków, liczy się czas. Mogłabym teraz tańczyć u waszego muzyka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

17 gru 2017, o 17:24

Wzruszył ramionami. Skoro nie miał się czym zajmować to po prostu siedział po za pojazdem czekając na resztę. Jego przyzwyczajenia z Rosenkova sprawiały, że jego rozwiązania były zazwyczaj o wiele mniej subtelne. Wolałby po prostu mieć absolutną pewność, że osoba, którą mają przetransportować nie będzie robić problemów. Nie wiedzieli co tak naprawdę potrafi robić Saana oprócz kręcenia dupskiem pijanej klienteli. Skoro wkurwiła Krwawą Hordę to równie dobrze mogła jednak umieć walczyć. Teraz najzwyczajniej w świecie była wyćpana więc nie robiła problemów.
Przeszedł powoli od wejścia na przód pojazdu i usiadł na jego masce. Nie musieli jeszcze strzelać. Dawno już nie miał tak spokojnej misji. Chociaż nie, te czerwone światła hangarów doprowadzały go już powoli do kurwicy. Ta stacja była po prostu jednym wielkim burdelem. Dosłownie jak i w przenośni.
Wyciągnął kolejnego papierosa. Oczekiwanie na resztę robiło się powoli bardzo żmudne. To chyba był zawsze jego największy problem podczas takich misji. Momenty w których nic się nie działo. Rozstrajało go to. Wolał już jak ciągle buzowała w jego ciele adrenalina, niż czuć tylko co jakiś czas skoki. Zaciągnął się papierosem przyglądając się przez chwilę Snow.
Wychodziło na to, że nie ważne dla kogo by pracowali wszyscy mieli te same cechy wspólne. Wycofanie, apatia oraz swego rodzaju melancholijność. Pewnie gdyby nie to, że ona zajęła już to miejsce to stałby tam on. Ostatnimi czasy spotykał wielu takich jak on, niestety żadne z nich nie potrafiło sobie poradzić z duchami swojej przeszłości. Tak samo ci tutaj, nie wierzył w to, żeby oni wszyscy musieli pracować dla Statnera na takich samych warunkach jak on. Może oni sami się zgodzili wiedząc, że nie uciekną przed tym co potrafią najlepiej.
Już miał się oprzeć wygodniej o maskę, kiedy otworzyła się brama do hangaru. Nawet nie chciał wiedzieć ile musieli wlać w tą asari, która wyglądała już jak zwłoki. Wyprostował się znowu i odbił od pojazdu, aby dowiedzieć się co będą robić teraz.
Zatrzymał się obok Kyle’a czekając na kolejne decyzje związane z misją. Musieli za chwilę wyruszyć po najgorszy cel. Striker nie był pewny czy dwie osoby wystarczą to spacyfikowania jej.
- Zabierzmy je na statek, zostanie nas tutaj trójka jak znajdziemy ostatnią to ktoś nas zgarnie.
Nie wiedział, czy w ogóle mogą tak latać w tą i z powrotem ale tak było najbezpieczniej. W najgorszym wypadku nie stracą całej trójki jakby plan się posypał. Do tego mogłaby ich zostać wtedy trójka na stacji.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

17 gru 2017, o 23:10

Kyle wyciągnął butelkę jakiegoś mocnego trunku w stronę Saany, a ta przyjęła go z zadowoleniem i wyrazem twarzy, jakby czekała na niego przez pół swojego życia. Nawet nie sprawdziła etykiety, być może rozpoznając butelkę z widzenia, a może było jej wszystko jedno. Była wyjątkowo ugodowa. Chyba nie mogli wymarzyć sobie lepszej sytuacji - jedna asari nieprzytomna, druga z radością pchająca się na Majesty w przekonaniu o możliwości zarobku.
Zaraz po tym Symons odwrócił się do Strikera i wysłuchał, co ma on do powiedzenia, by za moment pokręcić przecząco głową.
- Mamy jeden wlot na stację i jeden z niej wylot. Nie możemy kursować w tę i z powrotem. Ten... jak mu tam było, Snow? Za kogo się podajemy?
- Julius Coombs?
- Julius Coombs przyleciał po ładunek i z nim opuszcza stację. Jak opuścimy dok, to już na dobre - skrzywił się.
Ich możliwości nie stawiały ich w najlepszej sytuacji, bo Ben nie zapewnił im wcale luksusu informacji i swobody działania. Musieli dostosować się do tego, co mieli, czyli tymczasowo pusty hangar w którym stał ich prom i szansa na to, że dwie asari nie będą sprawiać problemów.
- Ale nie można zostawić ich samych na pokładzie. Ktoś musi z nimi zostać - Kyle uniósł wzrok i przesunął nim po zebranych. Ostatecznie jego spojrzenie padło na Garrena. - Coma, zostajesz z asari. Utrzymuj z nami łączność i dopilnuj, żeby nie robiła problemów.
Skinął głową w stronę Saany, która rozpracowywała właśnie korek w butelce. Ostatecznie otworzyła go z pomocą swojego omni i do połowy uzupełniła kubek, który znalazła w szafce z napojami. Upiła łyka i skrzywiła się, ale wyraźnie była usatysfakcjonowana. Miała swój alkohol. Z pewnością czas spędzony na Trouge trochę zmienił jej podejście do życia, choćby w kwestii ostrożności i rozmowy w stosunku do obcych.
- Teraz musimy znaleźć T'Rei.
- T'Rei? - odezwała się Saana. - Sarię T'Rei? Tę co pracuje w ochronie dla żon? Ona też jest partnerem biznesowym? Przecież z tym, ile one jej płacą, nie potrzebuje dodatkowych źródeł dochodu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość