W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

18 gru 2017, o 05:43

No to sytuacja wyglądała znacznie gorzej. Coma powinien sobie poradzić z utrzymaniem jednej asari, a druga przecież nie była już wstanie się ruszyć nawet o centymetr. Przynajmniej w najbliższym czasie. Nie spodziewał się, że zobaczy kogoś, aż tak pijanego w sztorc w swoim życiu. Jak widać Kyle miał świetne umiejętności upijania bezbronnych kobiet.
Dopiero to co powiedziała tancerka sprawiła, że jego ciało się spięło. Jeśli ostatni cel był ochroniarzem jednej z żon to sytuacja stawała się znacznie trudniejsza. I nie tak jak wcześniej, kiedy wiedzieli, że jest byłym komandosem, teraz to wyglądało znacznie gorzej. Chociaż to też wiele wyjaśniało i stawiało sytuacje w pewnym świetle, które było znacznie łatwiej zrozumieć.
- Na to wychodzi.
Westchnął Striker przyglądając się grupie. Sytuacja robiła się skomplikowana. Jeśli dwa poprzednie cele poszły wyjątkowo gładko to z tym mogą być jeszcze większe problemy. Do tego nie mogli siedzieć na stacji zbyt długo, bo w końcu ktoś przyjdzie sprawdzić jak idzie im załadunek. Podrapał się po głowie zastanawiając nad tym co w sumie powinni zrobić.
Wyszedł znowu przed statek czekając na resztę. Nie było najlepszym pomysłem obgadywanie porwania, przy osobie, która nawet nie zauważyła, że niedługo sama zostanie wywieziona gdzieś wbrew jej woli. Wyciągnął z kieszeni papierosa zaciągając się znacznie mocniej.
Jeśli to była prawda, a Saria była związana ze ścisłą ochroną jednej z żon to byli w dupie. Pewnie pilnuje swoją cały czas. Przecież była w elitarnych jednostkach asari. Niby była ich trójka, ale T’Rei miała za sobą całą ochronę stacji.
- Znajdźmy ja i nie dajmy się zauważyć. Potem pomyślimy co dalej.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

19 gru 2017, o 12:23

Garren przeszedł do kokpitu i zajął sobie tam jeden z foteli, wyraźnie nie mając ochoty na przebywanie w bliskim towarzystwie Saany. Znając życie będzie próbowała jeszcze namówić go na dodatkowy taniec, albo chociaż jakiś krótki pokaz, za który mogłaby coś zarobić i jakoś zabić sobie czas oczekiwania. Na szczęście jednak ilość narkotyku, czy alkoholu w jej ciele była wystarczająca, by przestała zadawać pytania i kwestionować to, co dzieje się wokół niej. Pewnie inaczej pracować nie potrafiła. Teraz siedziała na fotelu obok drugiej przedstawicielki swojej rasy, przyglądając się jej w zamyśleniu. Ta jednak nie umiała odpowiedzieć na żadne z nurtujących ją pytań, bo generalnie nie była w stanie pozwalającym na jakiekolwiek odpowiedzi.
Snow poszła zaraz za Strikerem, przyzwyczajona chyba już do tego, że porusza się po stacji w jego towarzystwie, które okazało się wcale nie takie najgorsze, a Kyle dogonił ich chwilę później. Westchnął cicho, poprawiając broń na plecach i skinieniem głowy wskazał wyjście z hangaru. Nie musieli wcale stać tutaj i patrzeć sobie głęboko w oczy, wszystko mogli ustalić po drodze, choć tak naprawdę nie wiedzieli dokąd idą. Stacja była ogromna, gdy szukało się jednej osoby wśród tłumów, stała się jednak znacznie mniejsza, gdy dowiedzieli się, że tak naprawdę szukają zaledwie sześciu, a asari powinna być przy którejś z nich.
- Któryś z was widział jakąś z tych żon? - spytała Snow. Symons pokręcił głową. - Chyba nietrudno je wyhaczyć między ludźmi. O ile w ogóle zniżają się do tego poziomu.
- Nie no, chyba schodzą na te piętra. Mają swoje loże i swoje balkony przy fontannie - odparł mężczyzna. Nie wiedzieli o jakiej fontannie mówi, a on zapomniał, że ta dwójka mogła nie pojawić się tam, gdzie oni. - Możemy pojechać na tamto piętro. Muszę się zastanowić co dalej.
Zmarszczył brwi i zamilkł, rozważając teraz w głowie za i przeciw. Pewnie mogli poprosić o audiencję u władz, ale nawet jeśli jakimś cudem by ją uzyskali, niekoniecznie musieli spotkać tam T'Rei. Gdyby jednak tam była poszukiwana przez nich asari, nie mogli tak po prostu zabrać jej i wyjść. To nie był worek ziemniaków, taki, jak T'Ferr - przez nikogo nie pilnowany i nieświadomy otaczającego go świata.
Drzwi ich hangaru zatrzasnęły się za nimi, oddzielając Comę od reszty stacji, a ich sylwetki ujednoliciło mocne, czerwone światło. Byli już jednak do niego przyzwyczajeni, przestawało robić na nich wrażenie za każdym razem, gdy widzieli je na nowo. Kierowali się zdecydowanym krokiem do windy.
- Mogę spróbować się odezwać do Katii - zaproponowała Snow po długiej chwili milczenia. - Może na szybko zorganizuje nam z nimi spotkanie. Przynajmniej będziemy wiedzieć której z żon pilnuje T'Rei.
- Tak, i co dalej? Co ci to da? Tylko będziemy na świeczniku, a to w niczym nie pomoże, Snow.
- Striker? - rzuciła kobieta pytająco, jakby liczyła na to, że Charles rzuci propozycją która rozwiąże wszystkie problemy, albo przynajmniej opowie się po którejś ze stron.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

19 gru 2017, o 18:10

Wysłuchiwanie ich planów nie było takie złe. W ostatnim czasie albo on musiał dowodzić albo pracować z idiotami. Więc i tak wychodziło na to, że to on musiał w tamtym czasie jakoś dowodzić. Jeśli wrócą z tej misji żywi to urwie głowę Statnerowi za głupotę oraz za brak jakiegokolwiek planowania. To co robili tutaj to była fuszerka, wszystko tutaj było rozwiązaniami za które ich poprzednie dowództwa urwałyby głowę. Teraz jednak musieli sobie jakoś z tym poradzić, a w głowie Strikera powoli kiełkował plan.
- Jeśli poprosimy o spotkanie to będą w gotowości, będziemy ludźmi z zewnątrz. Pewnie zwiększa tylko przez to ochronę.
Zaciągnął się kolejny raz papierosem. Szczerze mówiąc tylko paląc Striker potrafił się skupić. Szczególnie, że to miejsce nie wpływało na niego jakoś super pozytywnie. Tym bardziej, że za chwilę mieli wrócić znowu na górę. Pokręcił głową musieli jednak zgadnąć, która z żon może być chroniona przez ich asari.
- Kyle. – Spojrzał na swoje dowódcę. – Będziemy potrzebować kilku rzeczy. Środki nasenne oraz iniektor, przebranie pracownika stacji najlepiej technika lub kucharza oraz najseksowniejszej kiecki jaką znajdziesz na tej stacji.
Wymienił przedmioty, które całkowicie mogły nie pasować to siebie i nawet nie mieć ze sobą związku. W końcu jednak miał plan jak zrobić to na tyle po cichu by nikt się do nich nie przypierdolił. Oczywiście plan zakładał też wiele niewiadomych ale jeśli dobrze wszystko wyjdzie to powinno się udać.
- Według informacji asari pewnie będzie przebywać w restauracji ochraniając swoją klientkę. Kyle, będziesz obserwował restauracje jako klient, ja przebiorę się za pracownika. Będę potrzebował pierwszego lepszego identyfikatora i jakoś pójdzie z górki.
Tutaj wzrok padł na Snow. Na twarzy wykwitł mu złośliwy uśmiech, chociaż można powiedzieć, że bardziej pasowało tu określenie „złowieszczy”. Zaciągnął się kolejny raz papierosem, a jego wielkie dłoń wylądowała na ramieniu kobiety.
- Ciebie czeka najważniejsza rola. – Westchnął. – Przebierzesz się i pójdziesz do loży Huntera. Po potwierdzeniu lokalizacji celu namówisz go abyście poszli razem do restauracji, na pewno zna żony i znając jego przerośnięte ego to będzie cię chciał im przedstawić. Dasz sobie z tym radę prawda?
Plan był naprawdę niekonwencjonalny, a przynajmniej w ogóle nie pasujący do typowego modus operandi operatorów Rosenkova. Może właśnie dzięki trochę innemu myślenie Striker zdołał tam przeżyć tak długo, a nawet zostać podopiecznym Hogartha.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

19 gru 2017, o 21:41

Słuchali całkiem przemyślanej propozycji Charlesa z dość ambiwalentnym podejściem. Z jednej strony miał rację i jego pomysł nie był taki zły, z drugiej zakładał jednak dużo niewiadomych. No i musieli się rozdzielić, co mogło skończyć się różnie. Może jednak nie będą musieli w panice uciekać ze stacji, próbując zachować życie i nie było to żadnym problemem.
Snow nie protestowała, gdy usłyszała o swojej roli w tym planie. Uśmiechnęła się tylko do Charlesa tak złośliwie, że gdyby miała teraz siedem lat, a nie tyle, co miała, to zapewne pokazałaby mu język. Ale nie wyraziła niezadowolenia, ani nie kłóciła się, bo Kyle wyglądał, jakby pomysły Strikera całkiem przypadły mu do gustu. A to on przecież tutaj dowodził.
- Nie najgorzej - mruknął pod nosem, przesuwając oceniającym spojrzeniem po sylwetce Susan, jakby zastanawiał się, czy faktycznie można potraktować ją jako wabik. Jasne było, że nigdy nie łączyło ich nic więcej niż praca, bo do tej pory nie widział w niej kobiety, a członka oddziału, takiego jak każdy inny. - Technika albo kucharza - powtórzył. - Nie wyglądasz ani na jednego, ani na drugiego. Ale z drugiej strony na pracowników stacji i tak nikt nie patrzy. Chyba, że Hunter cię rozpozna. Swoją drogą, Hunter? Ten Hunter?
- Tak - potwierdziła Snow niechętnie. - I nie uwierzyłbyś jakim jest dupkiem. Dlatego ta część planu Strikera ma więcej sensu, niż się wydaje. Przez cały czas jak byliśmy w jego loży, spojrzał na niego może raz, a słuchać to już w ogóle nie słuchał, bo ja siedziałam obok.
Mimo, że powinno być to dla niej satysfakcjonujące, niestety nie było, bo jednak miała resztki rozsądku i osoba muzyka nieszczególnie przypadła jej do gustu, mimo miłości jaką darzyła jego muzykę i fascynacji, którą okazała na jego widok na samym początku.
- Nie najgorzej - powtórzył Kyle i kiwnął głową z przekonaniem. - O ile one będą w restauracji. Stacja jest ogromna, mogą być wszędzie. I wcale nie poruszają się razem, każda żyje swoim życiem. Ale kto wie, może będziemy mieć trochę szczęścia. Może jak porozmawiasz z Hunterem to od niego się dowiesz, gdzie można szukać żon.
- No, mówił, że już spędził trochę czasu na stacji. Spróbuję. Nie szukajcie dla mnie sukienki, bo nie wierzę w wasz gust. Mam swoją.
Odwróciła się i zawróciła do hangaru. Musiała spakować sobie inne ubrania, w razie gdyby musiała, albo chciała się przebrać. I podczas gdy Snow znikała za zakrętem, Symons uruchomił omni-klucz i coś w nim szybko sprawdził.
- Myślę, że dasz sobie radę ze znalezieniem identyfikatora i stroju - powiedział. - Rozglądaj się jednocześnie za tymi żonami, może akurat zauważysz którąś z nich, a może też przy niej będzie T'Rei. Może Snow będzie miała lepszy dostęp do informacji, o ile Hunter jest ich wiarygodnym źródłem. Proponowałbym ci jednak kelnera, jeśli chcesz się plątać po restauracji. Techniczni Trouge to niewolnicy, nie wypuszczają ich do ludzi, to nie przejdzie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

19 gru 2017, o 22:22

Zdziwił się, że tak szybko przystali na jego plan. Oczywiście miał swoje wady ale wydawał się najbardziej użyteczny na ten moment. Inny lepszego nie podał, ani też zresztą nie ulepszył jego planu. Rzadko zdarzało mu się działać, aż tak po cichu ale w do takich zadań też go trenowali. Zdarzały się rzadko ale wciąż gdzieś tam w ciągu swojej pracy dla Rosenkova trafiał. Teraz zresztą musiał zając się zdobyciem przebrania.
- Może na kucharza nie wyglądam ale gotować umiem bardzo dobrze. Jeśli dostałbym się do kuchni mógłbym zdziałać znacznie więcej, jako kelner będę się zbytnio rzucał w oczy. Mogę się też założyć, że do pracy przy gościach wybierani są raczej przystojni i gładcy.
Wskazał na swoją zniszczoną twarz. Może wciąż był na swój sposób przystojny ale blizny oraz inne ślady walk nie dodawały mu uroku, chociaż Wade sądziła całkowicie inaczej. Do tego musiał pozbyć swoje sprzętu jeśli chciał poruszać się niewykrywalnie. Chodzenie, a potem ukrycie wyrzutni, która miał na plecach byłoby ogromną trudnością. Musiał w końcu kupić sobie jakąś mała broń. Tłumiciela czy coś.
- Oczywiście że mogą nie być razem ale skoro robi w jej ochronie to musi być w okolicy. W najgorszym wypadku będziemy musieli stworzyć sytuacje, która zmusi T’Rei do pojawienia się w restauracji.
Sam musiał też wrócić do promu gdzie miał wszystkie swoje normalne ciuchy. Dawno już nie wykonywał misji bez żadnego sprzętu, no może nie licząc tarczy, którą można było przypiąć do paska i gotowe. Do tego jeśli uda mu się wejść na kuchnię to będzie miał wystarczająco dużo broni pod ręką do jakiejkolwiek bliskiej walki. Musiał jeszcze kupić kilka środków do użycia tam. Środek powodujący wymioty, usypiający czy truciznę. Wszystko co można byłoby dodać do jedzenia będąc niezauważonym.
- Mogę też spróbować zdobyć pancerz ochrony restauracji. To też powinno mi ułatwić poruszanie się tam. Zobaczę na miejscu.
Sam w końcu ruszył w stronę statku. Musiał się przebrać i najlepiej w ubrania, które nie będą się zbytnio wyróżniać. Dobrze, że byli tutaj turianie to przynajmniej nie będzie górował nad wszystkimi przez swój wzrost.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

19 gru 2017, o 23:20

- Pewnie, tylko na chuj mi kucharz zamknięty w kuchni? - spytał Kyle, unosząc wzrok na Strikera. - Z tamtej też cię nie wypuszczą. Tu nie ma tradycji dziękowania gotującym. Na twoją twarz nic nie poradzę, w razie czego jakoś się wyłgasz. Wierzę w ciebie.
Uśmiechnął się krzywo i skinął głową w stronę ich hangaru, pozwalając mu odejść i się przebrać. Musiał też być już sfrustrowany brakiem informacji i wytycznych. Błąkali się jak dzieci we mgle, teraz jeszcze wpakowując się w jakiś głupi pomysł wtopienia się w obsługę i gości stacji. Ale innej opcji póki co nie mieli, bo żadne z nich nie wpadło na lepszy.
Charles wszedł do promu w momencie, w którym Snow przeciągała przez głowę krótką, granatową sukienkę na cienkich ramiączkach, z odkrytymi plecami. Nie przejmowała się faktem, że w pojeździe siedział Garren i dwie asari, z czego jedna przytomna i obserwująca ją z zainteresowaniem, choć o dziwo w milczeniu. Ciało potraktowane duża ilością treningów i wymagającym sposobem życia wyglądało dobrze, więc kobieta nie miała się czego wstydzić. Zerknęła na Charlesa krótko, gdy wszedł do środka, a potem zajęła się składaniem swojego pancerza i pakowaniem go do szafki. Zmieniła ciężkie buty na wysokie szpilki i otworzyła mocno drzwiczki swojej półki, by przejrzeć się w zamontowanym w środku lustrze. Trzeba było przyznać, że wyglądała dobrze, choć brakowało jej nieco kobiecości, którą miała w sobie choćby Wade. Dla Huntera prawdopodobnie nie miało to żadnego znaczenia - jeśli tylko Susan, na którą miał czekać zawsze, z powrotem wpadnie w jego ramiona. Nawet jeśli na biodra założyła teraz pasek magnetyczny i przypięła do niego strzelbę. Pasowała jej ona jak pięść do nosa, ale Abel nie wyglądała, jakby dała się namówić na zostawienie jej tutaj. Kyle jednak nie protestował, gdy ją zauważył, po tym jak Snow zdecydowanym krokiem opuściła prom. Byli na Trouge, nie na Omedze, a tym bardziej nie na Cytadeli. Tutaj poruszanie się bez broni było idiotyzmem. Za to ciemnoskóry mężczyzna uśmiechnął się lekko, co Susan skwitowała lodowatym spojrzeniem, jednocześnie zapinając na karku długi naszyjnik, który zajął doskonałą pozycję w strategicznym miejscu na jej lekko piegowatym dekolcie.
- Tylko spróbuj coś powiedzieć, Kyle - mruknęła cicho, na co Symons rozłożył tylko ręce w geście rezygnacji i posłusznie nie skomentował. - Idę. Jesteśmy w kontakcie.
Poprawiła słuchawkę w uchu i wyszła z hangaru, zostawiając ich samych. Nie musiała przecież iść tam z nimi, i tak jechała teraz na inne piętro, niż oni. Asari rzuciła jej jeszcze kilka pytań, ale nie otrzymała na nie żadnej odpowiedzi, więc wróciła do picia. Tu przynajmniej było cicho, muzyka nie dudniła im pod nogami i w klatkach piersiowych, a widok z lądowiska wciąż zapierał dech w piersiach.
- Pancerz ochrony byłby najlepszym rozwiązaniem - mruknął Symons do Strikera, gdy opuszczali dok po raz drugi. - Zacznij od tego. Nie jest ich tam wielu, plączą się głównie przy ścianach i windach. Cała tutejsza ochrona wygląda tak samo, może trafimy na kogoś po drodze, niekoniecznie w samej restauracji.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

20 gru 2017, o 00:22

Przebranie się w coś co pasowało tutaj było naprawdę specyficzne. Większość ludzi bądź co bądź była ubrana albo elegancko albo w drogie markowe ciuchy. Raczej biednych nie byłoby stać na pojawienie się w takim miejscu. Dlatego też wyjął pewnego rodzaju pakunek, który otrzymał do Statnera dzień przed wylotem. Ponoć jego styl nie pasował do wykwintnych miejsc w jakich lubował się ich szef więc wysłał mu paczkę z ubraniami na taką okazję. Oczywiście ubrania w niej były z tych naprawdę drogich, gdzie sam płaszcz kosztował więcej od jego wszystkich ciuchów. Razem wziętych.
Nawet na chwilę nie spojrzał na Snow ze względu na to, że pierwszy raz musiał założyć na siebie drogie i dopasowane do jego postury ubrania. To już nie były worki, które nosił wcześniej. Westchnął cicho i zaczął się rozbierać. Przed sobą miał już przygotowany ubiór na ten wieczór. Czarne materiałowe spodnie poszły jako pierwsze. Były ciaśniejsze niż to co zazwyczaj nosi ale nie utrudniały ruchu. Trochę jak spodnie bojowe jednak bez dodatkowych kieszeni i znacznie bardziej eleganckie. Do tego czarne buty. Bardzo proste i eleganckie. Wyglądały jakby były przerobione z bojowych. Kiedy zobaczył kto je wyprodukował to zrozumiał dlaczego. Była to specjalna kolekcja HK, która trafiła do rąk cywilnych. Dla tych wszystkich fanatyków firm, którzy chcieli mieć coś z nią wspólnego ale nie chcieli mieć nic wspólnego z bronią. Zawiązał je mocno i ukrył pod nogawkami. Na końcu przypiął tarczę wewnątrz płaszcza.
- Dziwnie się czuje.
Mruknął do siebie widząc, że zaczyna wyglądać jak człowiek. Widok, który trudno było nazwać czymś normalnym dla jego osoby. Całe życie chodził w czym popadnie albo w pancerzach. Nigdy nie musiał się bawić w bycie eleganckim.
Potem nałożył na siebie koszulkę termiczną z długim rękawkiem, a na to sweter kołnierzem, który zakrywał tatuaże na jego szyi. Potem czarne skórzane rękawiczki. Leżały bardzo dobrze idealnie wręcz przylegając do jego rąk. Na koniec został płaszcz zrobiony na modłę wojskowych. Teraz sam przejrzał się w lustrze. Wyglądał dobrze, zbyt dobrze. Gdyby nie to, że miał trochę zaniedbane włosy i brodę to pewnie wyglądałby jak człowiek. Teraz gdyby nie blizny wyglądałby jak znudzony życiem przedsiębiorca, który uciekał w takie miejsca żeby odpocząć.
On co ciekawe nie zabierał ze sobą broni. Im mniej rzeczy miał przy sobie tym lepiej. Zresztą i tak będzie musiał chodzić z bronią ochrony. Chodząc ze swoją za bardzo rzucałby się w oczy.
- I jak wyglądam?
Spytał Kyle’a z niezbyt zadowoloną miną. Chyba pierwszy raz miał na sobie ubrania, które uwidaczniały w jakikolwiek sposób jego muskulaturę i sylwetkę. Za to jego osoba wydawała się od razu znacznie bardziej dystyngowana.
Ruszył za Simonsem. Musieli dorwać jakiegoś ochroniarza, który będzie się kręcił gdzieś na boku. Wcześniej jednak musiał kupić te środki i iniektor. Potem już tylko dorwać jakiegoś samotnego członka ochrony i ogołocić go ze sprzętu. Pozbyć się ciała i byli gotowi.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

20 gru 2017, o 01:33

Kyle przesunął spojrzeniem po sylwetce Charlesa w nowych ubraniach. Przez chwilę zastanawiał się nad czymś, by w końcu wzruszyć ramionami. Nie wiedział, co mężczyzna nosi na co dzień, bo spotkał go dzisiaj. Najpierw miał na sobie jakieś luźne rzeczy, potem pancerz, teraz coś bardziej eleganckiego, ale tak samo mógł przebrać się każdy inny. Nie był tak zaznajomiony z poczuciem estetyki Strikera, by wiedzieć, jak różni się jego obecny strój od zwyczajowego.
- Normalnie - rzucił, by po chwili namysłu dodać: - Dobrze.
Sam nie przebrał się ze swojego pancerza, zadowolony z ochrony, jaką mu zapewniał. I gdy wyszli we dwóch z hangaru, to Symons tym razem wyglądał jak ochroniarz mężczyzny idącego obok. Daleko przed sobą przez chwilę jeszcze widzieli szczupłą sylwetkę Snow, która zaraz jednak zniknęła za zakrętem i gdy doszli do windy, jej już tam nie było. Kyle uderzył pięścią w panel, przywołując kolejną, niekoniecznie tę samą, którą zabrała Susan.
Gdy weszli do środka, mężczyzna westchnął i potarł czoło dłonią. Striker miał tu do dyspozycji lustra na każdej ścianie, mógł więc powoli przyzwyczajać się do tego, jak obecnie wyglądał, choć pewnie nie było to dla niego łatwe. Na pewno Emily doceniłaby, gdyby tak pojawił się u niej na święta, zamiast w bojówkach i czarnej bluzie. I chyba obecne spodnie wpasowywały się w definicję Sonii, gdy mówiła o "normalnych". Teraz jednak miał zapewne inne rzeczy na głowie, by się nad tym zastanawiać, zwłaszcza że te wspomnienia mogły go teraz znacząco rozproszyć.
- Zajmę się znalezieniem czegoś nasennego. Dobrze by było ją unieszkodliwić, zanim zacznie sprawiać problemy, a na pewno zacznie, bo to nie pierwsza lepsza tancerka. Ty znajdź sobie sprzęt. Postaraj się tylko, żeby nie znaleźli zwłok za szybko. Proponuję ci wysiąść w parku, tam jest mnóstwo roślin, krzaków, ochroniarzy kręci się mało, ale za to łatwo o chwilę prywatności. Na pewno jacyś będą się plątać przy wybiegu dla varrenów, jeśli w ogóle jeszcze tam jest, od ostatniego razu jak odwiedzałem Trouge mogło się sporo zmienić.
Winda zatrzymała się znacznie wcześniej, niż na poziomie restauracji, a drzwi rozsunęły się, ukazując Charlesowi pełną zieleni i pachnącą świeżością przestrzeń, zupełnie niepasującą do wszystkiego, co ich otaczało. Symons, opierający się o panel, uśmiechnął się do mężczyzny krzywo.
- To twoje piętro. Daj znać jak załatwisz swoje, miej oczy otwarte. Jesteśmy w kontakcie.
Gdy Striker wysiadł, winda pojechała dalej, zostawiając go samego w otwartej przestrzeni. Przed nim widać było fontannę, ale chyba nie tę, o której mówił wcześniej Kyle, bo wokół nie było żadnych balkonów. Tylko ławki, pojedyncze kobiety, asari, trzech turian, jedna drellka, brocząca nogami po kolana w wodzie. Tu panowała absolutna cisza, zakłócana wyłącznie przez spokojne rozmowy. Może i na Trouge ludzie potrzebowali czasem chwili odpoczynku od hałasu i tłumu.
- Przepraszam, boże, przepraszam pana - odezwała się młoda dziewczyna, która odbiła się od niego niechcący, bo szła zapatrzona w datapad. Miała na sobie białą, półprzezroczystą sukienkę i jasne włosy spięte w wysoki kucyk, który odsłaniał chip wszczepiony w bok szyi. Widział już tu takich wiele, wszystkie przerażone i wycofane, choć jednocześnie przyciągające spojrzenia i uprzejme. Wniosek był prosty, zresztą dobrze wiedział, że stacja miała swoje niewolnice.
- Nie chciałam. Naprawdę. Czy mogę... czy mogę jakoś pomóc?
Sięgała mu może do połowy klatki piersiowej i naprawdę była przestraszona. Musiała mieć złe wspomnienia związane z wpadaniem na przypadkowych gości stacji.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

20 gru 2017, o 02:08

W windzie przyglądał się samemu sobie. Nie czuł się zbyt komfortowo w takim ubraniu ale nie wyglądał źle. Można powiedzieć, że wyglądał za dobrze. Znaczy według niego. A wszystko co nie było jego normalnym ubiorem raczej ozdobiłoby jego osobę niż pogorszyło jego i tak specyficzny wygląd. Do tego naprawdę czuł się jakby Symons był jego ochroniarzem.
Wsłuchał się w to co mówi. Park nie wydawał mu się najlepszym miejscem na takie zabawy. Już lepiej byłoby to zrobić w klubie lub na uliczkach stacji. Nie mógł jednak póki co marudzić bo owego miejsca jeszcze nie widział. Może naprawdę znajdowało się tam wiele miejsc w których mógłby ukryć ciało, a może nawet całkowicie się go pozbyć. Póki co jednak musiał czekać, aż dotrą na wybrane piętro.
- Świetnie. Mam nadzieję, że znajdę miejsce do ukrycia ciała. Nie chciałbym skurwiela nieść przez większość piętra w poszukiwaniu skrzyni lub wyjątkowo potężnych krzaków.
Westchnął opierając się o ścianę windy. Dopiero po chwili, kiedy winda się zatrzymała spojrzał przed siebie na zielony teren. Nie spodziewał się takiego miejsca w tym miejscu. Chociaż pewnie mieli od groma gości, którzy przylatując tutaj znajdowali prawdziwą miłość w kobiecie, która okazała im chociaż trochę uwagi. Ewentualnie lubili uprawiać seks w naturze. Cholera wie.
- Jasne.
Rzucił opuszczając windę. Nawet nie spojrzał po raz kolejny na swoje przełożonego. Najważniejsze było teraz namierzenie jakiś ochroniarzy. Miał nadzieję, że nie będzie to trudne bo noszą przecież specyficzne pancerze. Dorwanie jednego na boku i skręcenie mu karku nie powinno być problem. Jakby nie patrzeć przy posturze Strikera wiele rzeczy stawało się znacznie łatwiejsze. Zabijanie innych należało właśnie do tych rzeczy.
Problem jednak była cisza. Jeśli doszło by do szarpaniny usłyszeli by ją wszyscy. Dlatego myślał, że może uda mu się kupić środki przed wyruszeniem na poszukiwania ochroniarza. Pokręcił głową niezadowolony i rozejrzał się kolejny raz. Nie było tutaj zbyt wiele osób. To załatwiało problem niepotrzebnych świadków.
Miał już ruszać gdy nagle usłyszał spięty głos. Nawet nie poczuł, ze ktoś się od niego odbił. Przy takiej masie trudno było poruszyć niego. Chyba musiałby być ściągnięty z barku przez turianina albo kroganina żeby cokolwiek poczuł. Spojrzał w końcu w dół na małą istotkę zbyt przerażoną żeby mówić wyraźnie. Gardził niewolnictwem ale nie mógł nic z tym zrobić. Przecież nie zamknie tego kurwidołka. Potrzebowałby do tego więcej zasobów.
Przyglądał jej się chwilę z góry jakby analizując czy w ogóle będzie mu do czegokolwiek potrzebna. Miał ten sam pusty wzrok nie okazujący żadnych emocji, po prostu czysta pustka. Musiało to być raczej dziwne jak na takie miejsce skoro wszyscy tutaj byli naćpani, pijani albo mieli po prostu chcicę. Zresztą to chyba było kolejne miejsce do którego Striker po prostu nie pasował.
- Nic się nie stało. – Odpowiedział i nawet zachowywał się tak jakby to, że na niego wpadła nawet się nie wydarzyło. Był zbyt skoncentrowany na swoim zadaniu. - Gdzie znajdę wybieg varrenów?
Zapytał dziwnie zmęczonym i bezosobowym głosem. Jakby osoba przed nią była martwa w środku. To już musiało być dziwne. Jednak parę osób już poznało Strikera z tej strony. I chyba właśnie ta strona nie pozwalała mu na powrót do jakiejkolwiek normalności.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

20 gru 2017, o 23:59

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

21 gru 2017, o 00:24

Nie ustalili tego wcześniej, a Kyle najwyraźniej uznał, że Striker poradzi sobie z jednym ochroniarzem bez środka usypiającego. Pewnie głównie przez to, że ten mógł skończyć martwy i nie musieli go nikomu dowozić poza stację. A jeśli Charles ukryje ciało wystarczająco dobrze, to nikt nie znajdzie go do momentu, w którym będą daleko stąd, a po nich zostanie tylko nazwisko niemającego z tym nic wspólnego Juliusa Coombsa. Środek nasenny miał być dla asari i to po niego Symons się udał.
Gdy kobieta zorientowała się, że człowiek na którego wpadła nie jest na nią zły, wyraźnie odetchnęła z ulgą i rozluźniła się nieco, choć i tak jego wielka postura sprawiała, że mogła czuć się przy nim nieswojo. Słysząc jego pytanie, zerknęła wgłąb parku i z wahaniem skinęła głową. Pewnie nie dlatego, że nie wiedziała gdzie ma go zaprowadzić, ale nie wiedziała czy może. Jej spojrzenie padło jednak na jedną z kobiet siedzącą przy fontannie, tak jakby zastanawiała się czy może zostawić ją na moment. W końcu jednak doszła do wniosku, że i tak nie jest jej do niczego potrzebna, więc uniosła rękę, wskazując Charlesowi jedną ze ścieżek.
- Długo pan już jest na stacji? - spytała. Brzmiała sympatycznie, zupełnie naturalnie, nie w ten wyćwiczony sposób co asari z klubu, bądź T'Lais. - Wybieg nie jest za często odwiedzany tak na co dzień. Zwykle czekają na dostawy nowych zwierząt, albo jakieś eventy. Ale zawsze znajdzie się ktoś, kto chce coś obstawić, tylko kredyty są przelewane później, jak faktycznie dojdzie do jakiejś szarpaniny.
Nie tłumaczyła do końca, na czym polega cała zabawa z obstawianiem czegokolwiek przy wybiegu varrenów, bo uznała, że Striker wszystko wie, skoro chce tam iść. Ruszyła razem z nim, wchodząc w jego towarzystwie w zieleń drzew i krzewów, niekoniecznie pochodzących z Ziemi. Póki co nie było tu nikogo, kto odpowiadałbym temu, czego poszukiwał właśnie Charles. Nie był w okolicy wysokiego ludzkiego mężczyzny, z którego trupa mógłby ściągnąć pancerz i przejąć jego broń.
- Mało kto przychodzi na to piętro. Dlatego nie myślałam, że ktoś wyjdzie z windy - wytłumaczyła jeszcze. - Przechodziłam obok, tak jak zawsze. Tu się po prostu nic nie dzieje. Łatwo się zgubić, a niektórzy to zwyczajnie lubią ciszę. Pan chyba lubi ciszę.
- Jestem w loży - odezwała się Snow w jego słuchawce. Nikt jej nie odpowiedział, ale pewnie zarówno Kyle, jak i Coma przyjęli to do wiadomości. Póki co przecież o nic nie pytała i niczego nie planowali. - Spróbuję spytać go o te... tak? Nie, nie byłam - odpowiedziała ze śmiechem na czyjeś pytanie i wyciszyła się, nie chcąc im zawracać głowy hałasem klubu.
- Będzie pan obstawiał? - spytała jeszcze blondynka, unosząc na niego zaciekawione spojrzenie. Była młoda, bardzo młoda. Na pierwszy rzut oka ze dwa razy młodsza od niego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

21 gru 2017, o 04:25

Spojrzał w to samo miejsce co ona. Spróbował przyjrzeć się kobiecie siedzącej przy fontannie jakby jej wygląd miał jakiekolwiek znaczenie w jego zadaniu. Nie wiedział czy niewolnica patrzy tak na wszystkich tutaj ale równie dobrze kobieta siedząca w tamtym miejscu mogła być zwykłą klientką tego przybytku albo i jedną z tych legendarnych żon. Często zdarzało mu się wyobrażać, że kobiety u władzy zazwyczaj musza się wyróżniać czymś specjalnym, być na swój sposób zaznaczone. Przez te kilka tygodni nauczył się, że większość tych groźnych to te, co w ogóle nie wyróżniają się z tłumu lub po prostu są zwyczajne. Zresztą dobrze powinien o tym wiedzieć bo sam musiał przecież ukrywać wszystkie swoje negatywne cechy fizyczne, kiedy musiał się z kimś widzieć. Chociaż jego psychika zaraz po wyjściu z więzienia nie pozwalała na jakiekolwiek zadbanie o samego siebie.
Wrócił wzrokiem do małej osóbki u jego boku. Nie było sensu, aż tak bardzo się teraz wczuwać w niewiadomo jaką rolę. Po prostu jakby to całe spięcie z niego wyparowało, a pojawiło się całkowicie nowe uczucie, którego na ten moment nie potrafił określić.
- Dopiero co przyleciałem. – Wyciągnął papierosy z wewnętrznej kieszeni płaszcza. – Po prostu mój klient wysłał mnie tutaj, żebym sprawdził lokalne rozrywki za nim tutaj przybędzie.
Wzruszył ramionami. Zawsze lepiej jednak było odgrywać osobę, którą to miejsce, aż tak bardzo nie interesowało. Po prostu innego rodzaju niewolnik, który robi zwiad dla swojego pracodawcy. Pewnie większość bogaczy wysyłało najpierw tutaj swoją świtę, za nim przybywało osobiście. Mimo wszystko nigdy nie było pewności czy takie miejsce będzie całkowicie bezpieczne dla wyższych sfer.
- Można tak powiedzieć.
Nie wiedział skąd mogła odgadnąć, że woli ciszę i spokój od tego co się działo wyżej. Może po prostu nie wyglądał na imprezowicza. Może też po prostu strzeliła ponieważ nikt tutaj się nie pojawiał bez powodu. On miał powód i to całkiem poważny. Chociaż wolałby już odnaleźć jego ze strażników i mieć to z głowy.
- Ja raczej nie ale mój klient tak.
Mówił bardzo profesjonalnie z dziwnym akcentem. Jakby nie był żołnierzem, a bardziej asystentem. Ubranie, które miał teraz na sobie mogło świadczyć, że może być każdym z listy osób pasujących bardziej do korporacji niż do zwykłego najemnika, którego można spotkać w każdym miejscu na Omedze.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

28 gru 2017, o 18:49

Charles Striker wylosował/a 1d100:
18
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

28 gru 2017, o 20:33

Wystarczyło lepiej przyjrzeć się grupie siedzącej przy fontannie, by zorientować się, że turianie nie są tutaj w celach rozrywkowych. Obaj mieli w końcu na sobie pancerze, które łatwo było na tej stacji przeoczyć - nie były niczym nadzwyczajnym, co drugi gość był mniej lub bardziej opancerzony, a na pewno uzbrojony. Ci dwaj byli jednak skupieni na jednej osobie, a mianowicie na ciemnoskórej kobiecie w złotej sukience, która siedziała na brzegu fontanny i przeglądała zawartość datapada. Nie trudno było domyślić się, że była ona kimś więcej niż zwykłym gościem, bo pozostali trzymali się od niej w bezpiecznym, choć nie do końca dobrowolnym dystansie. W jej ciemne dredy, znacznie dłuższe od perkusistki Huntera, wplecione były złote nici, które połyskiwały teraz w sztucznym, ciepłym świetle.
- Proszę się tak nie przyglądać, jeśli byłby pan łaskaw - powiedziała niewolnica, z powrotem przyciągając uwagę Strikera. - Nie ma dziś najlepszego dnia. Jak chce się pan spotkać z żonami to najlepiej z którąś inną.
Potwierdziła tym samym, że owszem, trafił na jedną z nich. To nie było nic dziwnego, stacja należała do nich i pozwalały sobie na swobodne poruszanie się po niej. A że jedynie w centralnej części stacji działy się istotne rzeczy i tu też znajdowały się ich apartamenty, to łatwo było je tu spotkać, jeśli rozglądało się wystarczająco uważnie. No i wiedziało się, jak wyglądają. Charles nie wiedział.
Blondynka prowadziła mężczyznę dalej, głębiej w park. Zieleń stawała się coraz gęstsza, a ścieżki kręte. Miejsce miało niepowtarzalny urok, nic dziwnego więc, że niewielu było tu gości. Ludzie nie przylatywali na Trouge po to, by chodzić po parku. Niewolnica jednak w towarzystwie Strikera wydawała się nieco rozluźniona, pewnie dzięki temu, że nie zwracał na nią szczególnie uwagi. Po prostu szła przed siebie, swobodnie kierując się w stronę wybiegu.
Łysy, brzydki mężczyzna, z twarzą proszącą się o przestawienie nosa - a nawet już po kilku takich - wynurzył się zza zakrętu i utkwił nie do końca trzeźwe spojrzenie w Charlesie. I w sumie można było się domyślać, do czego to za moment doprowadzi. Jego bark odbił się od ramienia Strikera w momencie, w którym ich mijał, a na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny grymas.
- Patrz jak chodzisz - warknął. - Problemów szukasz? Paniczyk jakiś, z concierge popierdala po stacji bo za trudno w życiu przejść kilka kroków samemu? Może ja cię oprowadzę, co? Za ogrodzenie z varrenami byś nie wpadł?

Wysłane z mojego SM-A510F przy użyciu Tapatalka
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

28 gru 2017, o 21:17

Lekko uniosły mu się brwi, kiedy zrozumiał, że siedzącą przy fontannie kobieta to jedna z żon. Trzeba było przyznać, że ubiór akurat tej wyjątkowo mocno rzucał się w oczy. Szczególnie to wszechobecne złoto. Niepotrzebny blichtr, który zazwyczaj przyśpieszał drogę do grobu. Mógłby zacząć ją obserwować ale miał teraz na głowie niewolnicę, która obserwowała jego oraz dwóch turian, którzy nie spuszczali wzroku z kobiety. Nie, to nie był dobry pomysł by teraz przerzucić się na inny cel, kiedy cała reszta wykonywała już plan.
Był nawet wdzięczny niskiej blondynce, że wyrwała go z kolejnej gonitwy myśli. Jego zadanie polegało na czymś całkowicie innym niż obserwacja jednej z żon, która wcale nie musiała być chroniona przez asari, która mieli porwać.
- Niestety nie udało mi się pozyskać żadnych informacji na temat kobiet zarządzających tym miejscem.
Odpowiedział szczerze. Zresztą zleceniodawcy nie udało się pozyskać żadnych przydatnych informacji. Dobrze, że chociaż otrzymali zdjęcia swoich celów bo w innym wypadku musieliby spędzić na tej stacji kilka dni szukając i próbując z identyfikować kogo mają dokładnie porwać.
Im dłużej jednak wędrowali przez park tym bardziej czuł się poirytowany. Żadnych ochroniarzy, tym bardziej takich w rozmiarach Strikera. To sprawiało, że problem stawał się coraz bardziej realny. Czuł się lekko zażenowany tym, że Kyle uznał, że to piętro będzie idealne do pozyskania przebrania. Rzeczywistość była jednak trochę bardziej pesymistyczna. Nie wiadomo ile jeszcze czasu zajmie mu znalezienie kogokolwiek w tym miejscu.
Widząc zbliżającego się mężczyznę Charles poczuł jak irytacja sięga zenitu. To było oczywiste, że to właśnie on będzie musiał trafić na tak pijanego człowieka, dla którego jego wygląd będzie wyzwaniem, a nie ostrzeżeniem. To nie było coś co go spotkało pierwszy raz w życiu. Więc nawet zbytnio nie poczuł jak mężczyzna odbija się od jego ramienia.
Słuchał go z nieprzejętą minę. Po prostu nie miał czasu na słuchanie takiego pieprzenia. Pewnie to był jeden z tych kretynów co siedzieli w miejscu takim jak to i z radością tłukli gości, którzy nie potrafili się bronić. Dlatego też, zamiast odpowiadać na cokolwiek po prostu wyprowadził cios w jego stronę. Nie był to jednak cios wymierzony w twarz jak zrobiła by to większość osób. Chodziło o jedno perfekcyjne uderzenie dłonią, jakby przygotowaną do duszenie. Zamiast jednak dusić, uderzył go rozłożoną dłonią, a dokładnie linią prowadzącą od kciuka do końca palca wskazującego, prosto w nasadę szyi. Nie zabiłby tym przeciwnika ale na pewno sprawiłby, że przestanie oddychać na kilka sekund.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

28 gru 2017, o 21:22

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

29 gru 2017, o 12:10

Mężczyzna musiał spodziewać się ataku - może nawet go oczekiwał, w końcu po to zdecydował się na tę zaczepkę. Może gdyby był całkowicie trzeźwy, to byłoby inaczej, ale w tym wypadku raczej nie było szans na pokojowe zakończenie tego spotkania. Pewnie nudziło mu się, a że z twarzy wyglądał na patologię, to nic dziwnego, że akurat takiej rozrywki postanowił poszukać. Pech, że trafił akurat na Strikera. W stroju, który przygotował dla niego Ben, nie wyglądał na kogoś, kto chętnie wdawałby się w bójki uliczne, więc pomimo swojej postury musiał wydawać się dla mężczyzny całkiem łatwą ofiarą. Zwłaszcza, że prowadziła go concierge, a te przydzielano tylko najważniejszym gościom stacji, takim jak chociażby Hunter.
Spróbował zrobić unik, ale źle to wyliczył, spodziewając się chyba ciosu w brzuch. Tymczasem dłoń Charlesa uderzyła w jego krtań, na dłuższą chwilę pozbawiając go głosu i oddechu. Złapał się za szyję, zataczając się do tyłu, pewnie trochę ze względu na siłę ciosu, a częściowo przez własne upojenie alkoholowe. Nie padł jednak, a jego twarz wykrzywiła się we wściekłości. Niewolnica profilaktycznie odsunęła się, choć nie wyglądała na wyjątkowo zaskoczoną, ani przejętą. Takie rzeczy musiała widzieć na porządku dziennym, mieszkając na stacji takiej, jak Trouge.
- Kurwo ty - wycharczał mężczyzna, wyraźnie zbierając się do rewanżu, mimo, że Striker był od niego o dobre pół głowy wyższy i generalnie większy. On jednak wyglądał na typową rosyjską patologię, jakiej Charles zdążył naoglądać się w życiu.
- Proszę się cofnąć - odezwał się niski głos zza jego pleców, a potem między niego, a problematycznego gościa stacji, wsunęły się dwie osoby. Jedną była asari, a drugą wysoki człowiek, dorównujący mu wzrostem i budową ciała. Tego nie spotykało się zbyt często. Oboje mieli na sobie pancerze ochrony stacji, ale nie wyglądali, jakby byli teraz na służbie. Trzymali się za ręce. Cóż, tutejszym pracownikom też przecież wolno było znaleźć szczęście. Asari nie była jednak tą, której szukali, co chyba miało swoje plusy - Striker nie był jeszcze gotowy.
- Co kurwa, ochrona w parku - wydusił pijany człowiek przez ściśnięte gardło.
- Masz pecha, kolego - warknął do niego wysoki blondyn. - Co tu się dzieje? Ludzie przychodzą tu dla spokoju, nie dla bójek.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

29 gru 2017, o 15:20

Wyprowadzony cios jak zawsze wylądował tam gdzie planował. Nie było to nic dziwnego, przez lata przecież przechodził przez rygorystyczne treningi, które wręcz zaszczepiły w nim pewne odruchy tak by wykonywał je jako odruch. Teraz to też był odruch. Przecież mógł zrobić cokolwiek innego ale właśnie taki rodzaj uderzenia był dla niego czymś najbardziej efektywnym.
Przyglądał się więc zataczającemu mężczyźnie. Dziwił się, że jeszcze może ustać na nogach ale pewnie alkohol, a może nawet narkotyki, sprawiały, że mężczyzna radził sobie wyjątkowo dobrze z tym, że się dusił. Mógł go tłuc takimi ciosami cały dzień, a pewnie nie przyniosłyby żadnego efektu. Już w więzieniu musiał się męczyć z takimi osobnikami. Nie wiedział skąd brali siłę na kolejne walki, mimo tego, że parę sekund wcześniej już dostali wpierdol. Ciągle przychodzili po więcej jakby licząc na to, że w końcu będą mogli wygrać.
Już miał ochotę go po prostu olać i iść dalej, ale zauważył jak między nich wchodzi ochrona. Tutaj jednak lekko zdębiał widząc jednego z ochroniarzy o wzroście podobnym do jego. Odebrało mu wręcz mowę na ten naprawdę niecodzienny widok. Spojrzał w dół widząc złączone dłonie mężczyzny i asari. Może naprawdę było coś w tym, że ta rasa preferowała wysokich osobników.
Przeniósł wzrok znowu na prowokatora. Nie wiedział, czy to co teraz zrobi przyniesie jakikolwiek efekt ale warto było spróbować. Ściągnął ze swoich dłoni skórzane rękawiczki, a odkrytymi dłońmi powolnie przejechał po swojej twarzy. Na tyle powoli, aby możliwe, że Rosjanin przed nim mógł się im dokładnie przyjrzeć. Jeśli naprawdę pochodził z tamtych rejonów to raczej od razu powinien rozpoznać oznaczenia ludzi związanych z półświatkiem
- Ale tutaj nie ma żadnej bójki.
Rzucił Striker w stronę wysokiego blondyna. Głos miał całkowicie spokojny jakby to co się wydarzyło przed chwilą nie było niczym specjalnym, bo dla niego tak właśnie było. To, że musiał go uderzyć to nic takiego. Takie rzeczy się zdarzały.
- Po prostu chciałem coś wskazać palcem Concierge i przypadek chciał, że przede mną ktoś stał i nieświadomie go uderzyłem. To zwykły przypadek.
Wzruszył ramionami. Musiał zacząć teraz śledzić mężczyznę ale to, że była z nim asari utrudniało wyeliminowanie blondyna. To był czynnik losowy, którego się nie spodziewał. Równie dobrze musiałby teraz czekać, aż będzie sam.
- Prawda?
Zwrócił się po rosyjsku do łysego mężczyzny.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

2 sty 2018, o 16:20

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

2 sty 2018, o 17:07

Łysy mężczyzna skrzywił się wyraźnie, słysząc słowa Strikera i przez chwilę przyglądał się mu, jakby nie był pewny, czy powinien się z nim zgodzić, czy nie. Dłoń wciąż przyciśniętą miał do krtani, może obawiając się kolejnego ataku, a może po prostu wciąż odczuwając ból po pierwszym. W końcu niechętnie skinął głową.
- Tak - mruknął. - Pokazywał. Wymachuje kurwa rękami jak popierdolony to i dostać w ryj można. Niechcący.
Ostatnie słowo wypowiedział niechętnie, przesuwając spojrzeniem po sylwetce ochroniarza. Z nim akurat nie chciał wchodzić w konflikt, wiedząc, że ma on nieco większe możliwości, niż elegancko ubrany Striker. Pewnie prawo Trouge zakładało jakieś rozwiązanie dla osób, które łamały i tak mało restrykcyjne tu prawa.
- Trochę inaczej to wyglądało z mojego punktu widzenia - powiedział ochroniarz niechętnie, ale też widać było, że nie jest zainteresowany w szczególną ingerencję w ich krótką znajomość. Nie szedł tutaj po to, by kontrolować zachowania gości, ale by spędzić trochę czasu ze swoją trzymaną za rękę asari. Gdy Kyle wypchnął Strikera z windy na to piętro, pewnie spodziewał się ochrony przy fontannie, musiał więc wiedzieć, że żony lubiły spędzać tutaj czas. Ale złotowłosa miała tam dwóch turian. Wyglądało na to, że Charlesowi dopisało szczęście, które w przypadku ich misji było póki co ważniejsze, niż ich faktyczne umiejętności.
- Kolację? To by było cudowne - odezwała się w słuchawce Snow. - Za godzinę? Nie wiem czy zdążę się przygotować.
- Słońce, pójdę z tobą - dało się usłyszeć Huntera, którego twarz musiała znaleźć się wyjątkowo blisko jej, by mikrofon złapał również jego słowa. - Poza tym wyglądasz doskonale.
- No okej, czyli za godzinę w restauracji przedstawisz mnie jednej z żon.
- Ale może nie jednej, tylko kilku, one chodzą na kolację tam razem czasem, chyba że są zajęte, mają tę swoją...
Jego głos ucichł, ale nie dlatego, że się od czerwonowłosej odsunął, ale przez fakt, że się po prostu wyłączyła. Najwyraźniej bawiła się trochę lepiej, niż Charles tutaj.
Ochroniarz, który zainteresował się nimi, szybko jednak to zainteresowanie stracił. Pociągnął asari za sobą i ruszył dalej, zostawiając ich w tyle. Zerknął na nich jeszcze, ale tylko krótko, upewniając się, że nie dzieje się tam nic niepożądanego. Łysy odchrząknął i splunął na ziemię.
- I co, kurwa - rzucił pytająco.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość