W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

7 sty 2018, o 18:21

Wsłuchiwał się w lepszą wersję planu mężczyzny powoli wracając do siebie. Kontrolowanie ataków nigdy nie było jego mocną stroną ale chyba tym razem mu się udało. Zazwyczaj trafiały się one po albo przed akcją. Bardzo rzadko podczas wykonywania misji. To był precedens, jaki w życiu Strikera się jeszcze nie pojawił. Coś musiało być stresorem, a on po prostu nie potrafił odnaleźć źródła. Pomimo tego, że zazwyczaj bardzo łatwo je odnajdywał.
Zaciągnął się prawie dopalonym papierosem od którego odpadła bardzo duża kupka popiołu. Od kiedy go odpalił zaciągnął się może raz. Musiał znowu wrócić do najemnika, którym był w innym wypadku będzie musiał wrócić na statek i wysłać tutaj Comę. W końcu udało mu się odciągnąć rękę od swojej blizny na skroni. Oczywiście zostały tam ślady intensywnego drapania.
- Brzmi dobrze.
Rzucił krótko do słuchawki przyglądając się Symonsowi, który powolnie szedł w stronę łazienki. Miał nadzieje, że środki które kupił potrafią powalić każdego z nóg bo nie zamierzał się bawić z ućpaną komandoską asari, która dalej będzie chciała walczyć. Nawet w stanie, który stworzyłby znacznie więcej problemów.
Odczekał chwilę po wizycie Kyle’a w toalecie, by w końcu sam się tam wybrać. Czuł się dziwnie. Jeśli ktoś szedł to wszyscy schodzili mu z drogi, szczególnie obsługa stacji. Nawet nie chciał wiedzieć jaką opinię muszą tutaj mieć ochroniarze. Już to, że bali się ich goście nie było najlepszym znakiem. Chociaż ułatwiało to Strikerowi pracę. W najgorszym wypadku musiałby gadać tylko z innymi ludźmi zabezpieczającymi stację. W wypadku gorszym niż najgorszy zostawały żony. Z nimi już w ogóle nie chciałby mieć kontaktu.
Przez te kilka miesięcy Striker zdążył zauważyć, że ma talent do przyciągania kobiet, które raczej do normalnych nie należały. Sprawa była o tyle utrudniona, że jego kontakty z płcią piękną do najlepszych też nie należały. Niestety lata spędzone prawie wśród samych mężczyzn bardzo szybo doprowadziły do pogorszenia się jego kontaktów z jakąkolwiek przedstawicielką kobiet.
Zabrał z ostatniej kabiny to co miał zabrać i schował do kamizelki. Oczywiście napełnił iniektor środkiem nasennym i dopiero wyruszył ponownie na salę restauracyjną. Tam zajął teraz inne miejsce. Według zasad ochrona powinna być ciągle w ruchu i zmieniać swoje miejsce aby „przestępcy” nie mieli za bardzo szans na zapoznanie się z ich pozycjami. Nie dotyczyło to jednak bramkarzy.
- Na pozycji.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

7 sty 2018, o 18:40

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

8 sty 2018, o 01:09

Przejście do łazienki nie było najbardziej problematyczną rzeczą, jaką Charles musiał zrobić w swoim życiu, bo wszyscy ustępowali mu z drogi. Jedna młoda kobieta uśmiechnęła się do niego nerwowo, wsuwając ręce do kieszeni, choć przed chwilą przyglądała się intensywnie czemuś, co w nich trzymała. Życia ochroniarza na tej stacji musiało być niezwykle nudne, biorąc pod uwagę, że mimo wszystkiego, co widzieli, nie mogli interweniować, bo praktycznie wszystko tu było legalne. Co nie zmieniało faktu, że ludzie wciąż odczuwali niepokój na ich widok.
Łazienka była spora, a w środku cicho leciała relaksacyjna muzyka. A może po prostu zwykła muzyka, która jednak przy tym, co puszczali w klubowej części Trouge, wydawało się czymś szokująco kontrastowym. Charles nie mógł jednak tak po prostu wejść do łazienki, potem do kabiny, wyciągnąć z pojemnika iniektorów i wrócić na swoje miejsce, informując Kyle'a, że znalazł się na pozycji. Los miał inny plan, w tej chwili znajdując swoją personifikację w turianinie i asari, którzy do łazienki weszli przed Strikerem. Razem.
A potem, zadowoleni, wpakowali się do ostatniej kabiny.
Charles został więc na zewnątrz, mając do wyboru albo dobijanie się do nich, wyrzucenie ich z ich małego raju i zrobienie zamieszania na pół restauracji, albo poczekanie, aż opuszczą oni kabinę, a w tym oczekiwaniu słuchanie ich pełnych emocji szeptów i rzucanych przez turianina obietnic bez pokrycia. W dużym, zajmującym całą ścianę lustrze mógł za to podziwiać swoje odbicie. Pancerz tutejszej ochrony faktycznie mu pasował, choć według Snow nie tak bardzo, jak poprzedni jego strój. A może to była kwestia przyzwyczajenia - w różnego rodzaju pancerzach spędził w końcu więcej życia, niż w codziennych ciuchach, w dodatku eleganckich.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

8 sty 2018, o 01:35

Wchodząc do łazienki przewrócił oczyma. Oczywiście. Pieprzony burdel, a nie stacja. Oczywiście musieli wybrać ostatnią kabinę. Jakże nie inaczej. Pokręcił głową i splunął na podłogę niezbyt zadowolony obrotem sytuacji. Nie wiedział za bardzo co zrobić. Nie mógł im wpierdolić bo znając jego szczęście ktoś zaraz wejdzie i wpadnie w panikę. Chociaż będąc tutaj ochroniarzem miał znacznie większą władzę niż klienci. Pewnie dlatego było ich tak niewielu. Już to, że się kręcili wywoływało wśród ludzi pewien rodzaj strachu.
W końcu jednak musiał wykonać jakiś ruch. Przecież nie mógł czekać na to, aż turianin i asari skończą się pieprzyć w tej kabinie. Cholera wie iloma specyfikami się nażarł. Mógł mu przecież stać teraz przez 3 godziny i walić do upadłego z 5 minutową przerwą na szczanie. No przecież to przechodziło ludzkie pojęcie.
Zrobił więc to co umiał najlepiej. Po prostu otworzył drzwi od kabiny i zmierzył ich tym rodzajem wzroku, który raczej nie sprawiłby, że erekcja turianina stałaby się silniejsza.
- Proszę opuścić kabinę.
Powiedział to tak bardzo automatycznie, że można byłoby go uznać za robota ochronnego, a nie żywą istotę. Zresztą przez lata zdążył już wyćwiczyć właśnie takie zachowanie. Wyzutego z emocji człowieka, który wykonywał wszystkie rozkazy.
- Klienci mają zakaz korzystania z toalety przez najbliższą godzinę ze względu na inspekcje. Jakiś kretyn nie odkaził wczoraj tego miejsca i większość klientów zaraziła się jakimś grzybem. Oczywiście możecie zostać ale nie polecałbym.
Od rana wyciągnęliśmy już tyle ropy z genitaliów, że moglibyśmy otworzyć mała rafinerię.

Wzruszył ramionami jednak czekał, aż para opuści łazienkę. Przytrzymując drzwi od kabiny otwarte.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

8 sty 2018, o 02:13

Drzwi kabiny teoretycznie były zamknięte, ale wystarczyło mocniej je pchnąć, by otworzyły się, ukazując Charlesowi rozchełstaną asari, której rozpięty kombinezon odsłaniał już większość tego, co nawet na Trouge z reguły pozostawało publicznie zakryte, a także turianina sprawdzającego szczegółowo jak te części ciała się prezentują w dotyku. Na widok Strikera o dziwo nie odskoczyli od siebie, ale spojrzeli tylko na niego z oburzeniem, któremu trudno było się dziwić. W końcu może i nie wypadało tego robić tutaj, ale skoro już zaczęli, to nawet ochroniarz nie był czymś, co przekonałoby ich do opuszczenia tego miejsca.
Ale jego słowa już owszem.
Asari skrzywiła się z obrzydzeniem i odepchnęła swojego towarzysza od siebie, by móc w spokoju zapiąć kombinezon z powrotem. Turianin patrzył na Charlesa z niezrozumieniem na twarzy, które z chwili na chwilę przeradzało się w absolutną odrazę. Obraz, który przedstawił im człowiek, był wyjątkowo mocno działający na wyobraźnie. Żadne z nich nie chciało mieć grzyba i ropy w genitaliach, nawet jeśli zarażenie się tym od niezdezynfekowanej kabiny było mało prawdopodobne. Chyba jednak nie byli w stanie zastanowić się nad tym głębiej.
Turianin objął swoją kobietę w pasie i popchnął do wyjścia z kabiny, a potem wyjścia z łazienki. Zerknął jeszcze na Strikera przez ramię, uśmiechając się krzywo.
- Dzięki - mruknął do niego. Co by nie mówić, uratował jego cenne części ciała przed chorobą, która tak okropnie działała na... ludzi? Turian? Wszystkich? Nie miało to teraz znaczenia. Asari zaczęła coś mówić, wysokim, nieprzyjemnym głosem, a potem drzwi łazienki zamknęły się za nimi, więc Charles mógł na spokojnie wejść do kabiny.
- Ej, stary - odezwał się za to głos zza ścianki działowej. Zachrypnięty, zmęczony życiem i chyba powyżej osiemdziesiątki mężczyzna siedział obok, przypadkowo zostając świadkiem rozmowy. - To serio było? Bo ja właśnie siedzę na kiblu gołą dupą.
O ile tamta para mogła ulżyć swoim namiętnościom przy ścianie, albo zupełnie bez dotykania sanitariatów, to dla tego nieznajomego nie brzmiało to najlepiej. Nic dziwnego, że się szczerze zaniepokoił.
A w pojemniku z papierem jak najbardziej znajdował się zestaw, który zostawił tam dla niego Kyle. Dwie strzykawki z ogranicznikiem, żeby można było bezpiecznie podać specyfik domięśniowo i kilka małych pojemniczków z płynną, jasnoszarą substancją podpisaną nazwą, która Strikerowi nic nie mówiła. Przynajmniej udało im się to przekazać. Kolejny mały kroczek do przodu w ich misji, która nadal pozostawała jednym wielkim zamieszaniem bez wytycznych.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

9 sty 2018, o 15:44

Odprowadził wzrokiem gości ostatniej kabiny. Nic tak nie działało na wyobraźnie jak zarażenie jakimś paskudztwem własnych narządów rozrodczych. Serio. Opisz komukolwiek coś związanego z oczami czy genitaliami i nagle wszyscy wariują. Na twarzy wciąż miał ten typowy dla ochroniarza uprzejmy uśmiech, chociaż przy jego urodzie wyglądał on na naprawdę mocno wyćwiczony.
- Życzę miłego dnia.
Skinął głową na pożegnanie parze, które jeszcze chwile temu oddawała się cielesnym uciechom. Pewnie dzień jak co dzień na tej stacji. Wszedł do środka zabierając cały osprzęt jaki pozostawił my Kyle. Zastanawiał się kto gorzej trafił w tej całej operacji. On czy Snow. Gdyby spotkał damski odpowiednik Huntera to chyba już zbieraliby ją z podłogi. To całe pierdolenie, że faceci lubią jak głaszcze się ich ego i są adorowani to była szczerze mówiąc gówno prawda. Działało to dokładnie tak samo w obydwie strony. Było irytujące i męczące. Przynajmniej w jego przypadku.
Napełnił obydwie strzykawki środkami, które miały rozwiązać problem ostatniej asari. Niby powinna wystarczyć jedna dawka ale wolał mieć drugą w pogotowiu. Nie wiedział jak szybko owy środek zacznie działać. Równie dobrze mogły być to zwykłe lekki nasenne, a wtedy będą musieli sobie trochę poczekać na ich efekt.
Z zamyślenia wyrwał go głos mężczyzny z kabiny obok. No tak. Przecież to spory kibel. Nic dziwnego więc, że mógł tutaj znajdować się każdy inny gość. Plusem jednak było to, że jako ochroniarz nie musiał wprowadzać we wszystkie informacje klientów stacji. Westchnął głośno.
- Tylko ostatnia kabina. Pana powinna być czysta. Radziłbym jednak umyć dłonie.
Rzucił chowając sprzęt do swojej kamizelki. Niedługo mieli wykonać ostatnią część planu i polecieć na statek zrzucić przesyłkę. Starał się jak zawsze nie myśleć po co im były te asari. Znał ten fach od podszewki i czasami po prostu było lepiej jeśli człowiek nie wiedział co się działo potem.
- Życzę miłego dnia.
W końcu opuścił łazienkę i udał się na swoje miejsce gdzieś na sali. Chciał mieć to już z głowy i wynieść się z tego miejsca. Szczególnie, że jego atak mógł w każdej chwili wrócic.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 20:57

Gdy znalazł się z powrotem w głównej sali restauracji, Snow właśnie stała naprzeciwko T'Rei i tłumaczyła jej coś z bliska, wykonując gesty, jakby przeładowywała strzelbę, którą miała nadal zawieszoną u dołu pleców. W jakiś sposób udało się jej sprawić, że asari zainteresowała się jej osobą na tyle, by przestać przejmować się ochroną, a zaangażować się w tę dyskusję. Hunter przyglądał się czerwonowłosej z fascynacją, bo pewnie zbyt często nie miał do czynienia z tym rodzajem kobiet - znając życie te, które były nim zachwycone, raczej do najbardziej inteligentnych i wyjątkowych nie należały. Teraz patrzył więc na Susan, choć jego wzrok niestety nie sięgał jej twarzy, skupiając się na bardziej istotnych i niżej umiejscowionych elementach jej sylwetki.
Kyle siedział za to przy stoliku nieopodal, już bez przystawki, którą zamówił sobie wcześniej, ale za to kątem oka zerkając co jakiś czas w stronę Snow i T'Rei. Nie mógł przyglądać się im ze szczerym zainteresowaniem, bo prędzej czy później ktoś potraktowałby jego spojrzenie jako zagrożenie i pojawiłyby się dodatkowe problemy. Obaj ze Strikerem czekali, aż czerwonowłosej uda się przekonać asari do pójścia z nią w odosobnione miejsce, żeby udowodnić jej, że potrafi to, co twierdziła, że potrafi. I byłoby to zupełnie niewykonalne, gdyby nie entuzjazm Huntera, który bawił jasnowłosą żonę, dodatkowo zachęcającą członkinię swojej ochrony do przejścia z ludzką kobietą gdzieś indziej.
I w końcu udało się im ją przekonać. Asari roześmiała się szczerze i po chwili namysłu skinęła głową. Ale niestety nie poszły nigdzie we dwie. Zebrała się z nimi też żona - blondynka w błękitnej sukience i z ogromną ilością srebrnej biżuterii - oraz, naturalnie, Hunter. T'Rei powiedziała coś cicho do żony, która zmarszczyła lekko brwi i odwróciła się za siebie, przyglądając się pozostałej ochronie. W tej chwili jednak zareagowała Susan. Machnęła ręką i wzruszyła ramionami, mówiąc coś do starszej kobiety, a potem wskazując jej Strikera.
W tej chwili oczy wszystkich kobiet wbiły się w Charlesa, który stał niedaleko. Przez długą chwilę musiał poważnie zastanawiać się, co takiego Snow powiedziała i czy aby na pewno to był dobry pomysł. Nie połączyła się z nimi, więc nie wiedzieli, co mówiła. Blondynka skinęła w końcu głową i rozpogodziła się. Za to T'Rei skrzywiła się wyraźnie i ruszyła zdecydowanym krokiem w stronę Strikera.
- Idziesz z nami - poinformowała go asari, by zaraz gestem głowy wskazać schody nieopodal. Ruszyła w ich stronę, zakładając, że pójdzie za nią. Susan patrzyła na nich, uśmiechając się głupkowato. - Oczy dookoła głowy. Nie wiem kiedy cię zatrudnili, bo pierwszy raz na oczy cię widzę, ale to nie moja sprawa. Pilnujesz Bityi.
Tym samym wyglądało na to, że poza spotkaniem z asari, poznał imię jednej z żon. Ta nie wydawała się zainteresowana jego osobą. Pewnie dla niej był tylko jednym z wielu takich samych pionków na stacji, pilnujących tylko, żeby jakiś menel nie postanowił skorzystać sobie z faktu, że jedna z żon znalazła się samotna i bezbronna w jednym z mało uczęszczanych zakamarków stacji. A pewnie wielu o takiej sytuacji marzyło. Absolutna profanacja sacrum, jakim była tutaj ta szóstka kobiet, a do tego zaspokojenie najbardziej prymitywnych żądz.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 21:43

Zapach jedzenia w restauracji dopiero teraz zaczął docierać do jego nozdrzy. Musiał przyznać, że jak na taki burdel to podawali bardzo jakościowe potrawy. Pewnie połowa gości była na tyle ućpana, że mogliby im tam nawet dać gówno, a i tak żarliby jak świnie. Znając życie żony pewnie chciały utrzymać pewien standard. Charles jednak uważał to za głupotę. Marnowanie zasobów na klientele, która nigdy nie będzie potrafiła docenić wykwintnego posiłku.
Wyciągnął paczkę papierosów z kieszonki kamizelki. Obserwowanie asari nie należało do najbardziej ekscytujących rzeczy w jego życiu. Szczególnie teraz, kiedy to Susan musiała się produkować jak głupia żeby połknęli przynętę. Zresztą i tak mieli dużo szczęścia. Nie musieli porywać jednej z żon.
Odpalił w końcu papierosa zaciągając się nim tak mocno, że dym z jego płuc zamienił się w całkiem pokaźną chmurę. Chyba dopiero będąc tutaj, poczuł się jak prawdziwy najemnik. Większość jego zadań po wyjściu z więzienia można było określić jako proste i klarowne zadania. Na Trouge dopiero musiał się wykazać jakąkolwiek subtelnością i doświadczeniem zdobytym podczas pracy dla Rosenkova.
W momencie jak wzrok wszystkich kobiet przeniósł się na niego poczuł, że albo coś poszło nie tak, albo Susan zaproponowała jego jako dodatkową ochronę jednej z żon. Pewnie blondynki, którą ich cel miał ochraniać. Nie rzucił papierosa na ziemię, kiedy asari zaczęła iść w jego stronę. Nie było sensu zgrywać teraz kogoś z kijem w dupie. Zresztą połowa ochrony tutaj zachowywała się bardziej jak psy pilnujące niż świetna ochrona z zasadami.
Spojrzał na kobietę z góry. Zresztą chyba na każdego patrzył z góry ze względu na swój niezbyt normalny wzrost. Jednak jak typowy dla wojskowych ruch był bardzo wyczuwalny. Osoby, które miały jakikolwiek kontakt ze służba bardzo szybko potrafiły się rozpoznać. Miał nadzieję, że ona nie wyczuje czegoś takiego od jego osoby. Striker wiedział, że operatorzy HK byli trenowani całkowicie inaczej niż oni. Rosenkov wolał typową wojskową hierarchię i zachowania ponad dobro jednostki i indywidualność. Dlatego właśnie to ich oddziały były bardziej przerażające od całej reszty.
- Aha. – Rzucił tylko krótko. W jego głosie można było wyczuć nutkę pewnego rodzaju zmęczenia. Co chyba było dość normalne wśród ochrony. Westchnął głośno słysząc rozkaz od asari. – Pan każe, sługa musi.
Dopiero teraz można było zauważyć, że jego zachowanie jest całkowicie inne niż zazwyczaj. Odgrywał kolejny raz rolę do której był przyzwyczajony. Wielki, znaczy głupi. Do tego jego ruchy zdawały się być znacznie bardziej ociężałe, brakowało w nich gracji. Nawet jego wyraz twarzy mówił, że jest całkowicie znudzony lub jakiś nieobecny. Nie lubił tego robić ale niestety łatwiej było stworzyć taki stereotyp i pozwolić im uwierzyć, że tak właśnie jest.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 22:28

Asari westchnęła, a jej usta wykrzywiły się częściowo w wyrazie irytacji, a częściowo niechęci. Kto wie, może spodziewała się po nowym ochroniarzu czegoś więcej, niż pięciu słów, które nie tworzyły w sumie zbyt elokwentnej wypowiedzi. Odwróciła się szybko plecami do niego, uznając, że nie ma sensu wdawać się w dyskusję, jeśli miała ona wyglądać właśnie tak.
Snow zerknęła tylko na Strikera krótko, a z jej twarzy nie znikał rozbawiony uśmiech - dobrze już wcieliła się w rolę lekko podpitej, przechwalającej się dziewczyny na jedną noc Huntera, nie zdejmowała więc tej maski dopóki nie musiała. Pozwoliła muzykowi objąć się i sama też odwzajemniła ten gest, tak samo łapiąc go w pasie. Mężczyzna wciąż nie zwracał uwagi na broń, którą czerwonowłosa miała przy sobie, choć Charles zauważył, że asari wręcz przeciwnie - wpatrywała się w nią z zainteresowaniem, którego nie próbowała ukryć. W końcu Snow korzystała z dobrego sprzętu, tak jak oni wszyscy. Pewnie zastanawiała się, jak duże zagrożenie faktycznie może stanowić nieznajoma.
- To mówisz, że gdzie miałaś to szkolenie? Na Thessii? - spytała, doganiając ją. Krótkim zerknięciem upewniła się jeszcze, że Striker idzie obok i pilnuje żony, podczas gdy ona decyduje się na zagadanie do Susan.
- Tak - odparła kobieta swobodnie. - Krótkie, ale skuteczne. Było też dość ciężkie.
- Wiadomo, czego się spodziewałaś - parsknęła śmiechem T'Rei.
- Susan jest twarda niczym skała, aż ciężko uwierzyć że to wszystko kryje się pod tą ciepłą, gładką skórą - wymamrotał pod nosem pijany Hunter, a asari zaśmiała się krótko.
Dotarli w końcu do schodów, nie do windy, a te zaprowadziły ich do jednego z bocznych korytarzy wychodzącego z półpiętra. Po kilku minutach spaceru T'Rei przyłożyła swój omni-klucz do panelu przy jednych z wielu drzwi, a moment później otworzyła się przed nimi spora sala, wyglądająca jak puste pomieszczenie gimnastyczne, niedokończona siłownia, albo jeszcze coś innego, dziwnego, co dobrze by się komponowało z restauracją nieopodal. W tej chwili były to gołe ściany i gumowa podłoga, dość przestronne i jasno oświetlone przez wbudowane w sufit jarzeniówki. I gdy weszli do środka, a drzwi zamknęły się za ich plecami, asari rozluźniła się całkowicie, chwilowo przestając myśleć o ochronie żony, skoro był tu Charles i dopóki byli tu zamknięci, to nic im nie zagrażało.
- Nie jesteś biotykiem, nie? - spytała, zwracając się do Susan.
- Nie jestem - odparła z uśmiechem Snow, wysuwając się z wygłodniałych objęć Huntera i zerkając na Charlesa.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 23:07

Trzeba było przyznać, że rola Strikera bardzo dobrze pokrywała się z jego przeogromną wręcz satysfakcją wykonywanego zadania. Był znudzony i to bardzo. Tym bardziej, że do pomieszczenia szli tylko w piątkę z czego tylko T’Rei była jakimkolwiek zagrożeniem. Gorzej jeśli Hunter go rozpozna, chociaż w momencie, kiedy siedzieli razem w loży ten nie zwracał na niego nawet uwagi. Może zwiększona ilość narkotyków w jego organizmie nie pozwoli mu na skojarzenie tego, że ochroniarz, którego wybrała Susan to ten sam koleś, który dał im kilo czerwonego piasku.
Nie odzywał się już w ogóle wiedząc, że asari zaakceptowała fakt ochroniarza giganta idioty. To ułatwiało wiele spraw. Pozwalało mu to na więcej możliwości niż gdyby pokazał od samego początku, że nie jest pieprzonym idiotą. Wtedy mógłby nawet wzbudzić zainteresowanie. Tego właśnie nie potrzebował w ogóle. Preferował taką wersję ponad inne. Szczególnie, że mógł teraz obserwować T’Rei z bliska. Gówno go obchodziła jedna z żon.
Przerażało go jednak to, że ktoś tak ważny na stacji poruszał się tylko z jedna osobą w obstawie. Znaczyło to, że albo jest kretynką albo wierchuszka stacji była zbyt pewna siebie. Może i byli u siebie ale wciąż po galaktyce poruszały się jednostki, które nawet nie wzruszyłaby ich lokalna ochrona. Gorzej jeśli ich cel okaże się naprawdę mocnym zawodnikiem. Wtedy może dojść do problemów. Oczywiście wciąż mieli dwa asy w rękawie. Kyle’a, który kręcił sie teraz gdzieś pewnie za nimi oraz Charles’a, którego nie wykryto jako podstawionego człowieka.
Przysłuchiwał się tej krótkiej wymianie zdań pomiędzy kobietami. Coś tam słyszał o tych treningach. Niby najlepsi z najlepszych mieli trafiać z HK na treningi u komandosek. W jego przypadku nie było takiej możliwości. Zbytnio trzymano ich za ryje by mogli sobie latać i ćwiczyć. Treningiem były misje, a to jak długo przetrwałeś było wyznacznikiem tego jak dobry jesteś. Nie szkolenia czy inne gówna. Czasami zastanawiał się nad tym jakby to wyglądało, jakby trafił jednak do innej korporacji. Może jego psychika nie zostałaby tak bardzo zmaltretowana.
Zajął pozycję zaraz obok jednej z żon i Huntera. Nie zwracał nawet uwagi na mężczyznę. Był zbyt skupiony na blondynce. Zresztą na tym polegała teraz jego praca. Miał być żywą tarczą tej kobiety. W rzeczywistości jednak miał to w dupie. Równie dobrze Hunter mógłby ją teraz zacząć obracać i nawet nie wzruszyłby ramionami. Celem była T’Rei. Reszta była tylko niepotrzebną dystrakcją od zlecenia.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 23:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

11 sty 2018, o 23:41

Snow i asari ustawiły się naprzeciwko siebie, po dwóch stronach sali, a potem utkwiły w sobie intensywne spojrzenie. Ciężko było stwierdzić, jakie miały plany jeśli chodziło o rozwiązanie tego testu siły - czy do pierwszej krwi, czy do momentu, w którym któraś straci przytomność. Tak czy inaczej Susan nie miała na sobie pancerza, a jedynie czarną, obcisłą sukienkę z cienkiego materiału i prawdopodobnie zamontowany gdzieś pod nią generator - inaczej nie zgodziłaby się na taki układ. A może niczego nie miała i liczyła teraz na jakieś działanie ze strony opancerzonego Strikera, stąd jej sugestywne spojrzenia. Charles nie mógł się tego jednak domyślić, jeśli mu tego nie mówiła. Z samego wzroku nie dało się wyczytać planu działania, chyba że znało się kogoś bardzo dobrze.
- Jestem na zewnątrz - odezwał się Kyle w słuchawce, pewnie do nich obojga. - Wpuśćcie mnie do środka, jak będę potrzebny. Upewnijcie się, żeby Bitya nie zdążyła poderwać całej reszty ochrony. Powinnaś była załatwić to tak, żeby nie szła z wami, Snow. Teraz traktuje to jako świetną rozrywkę, jedną z wielu.
Czerwonowłosa skrzywiła się z niezadowoleniem, znów nie mogąc w żaden sposób odpowiedzieć dowódcy. Stojąca naprzeciwko Saria odebrała to pewnie jako wyraz gotowości do działania, dobyła więc broni, a wokół jej lewej dłoni błysnęły biotyczne smugi. Uśmiechnęła się do Snow, która po raz kolejny rzuciła Charlesowi krótkie spojrzenie. Obawiała się, bo nie wiedziała czego może się spodziewać. Blondynka jednak uśmiechała się radośnie, przyglądając się szykującym do niezbyt wyrównanej walki kobietom. Hunter miał za to szeroko otwarte oczy i wpatrywał się to w jedną, to w drugą, pewnie dawno nie czując już takich emocji.
Gdy z ręki asari wystrzeliła wiązka biotyki, Snow momentalnie odskoczyła, ale wybuch był dobrze wycelowany, tarcze kobiety zebrały spore obrażenia. Susan nie miała gdzie się ukryć, więc rzuciła się zwyczajnie na asari, najpierw posyłając w jej stronę pocisk rzezi, a potem zamachując się odpalonym omni-ostrzem. Znalazła się przy niej dosłownie w ułamek sekundy - trzeba jej było przyznać, była szybka - ale zanim ostrze dosięgło ciała, kolejny biotyczny wybuch odrzucił ją od przeciwniczki i powalił na ziemię. Czerwonowłosa stęknęła, łapiąc w płuca powietrze, którego pozbawiło ją uderzenie, była komandoska za to uśmiechnęła się tylko. Była dobra, naprawdę dobra. Jej biotyka była silniejsza niż większość tych, z którymi Charles miał do czynienia, co wcale nie stawiało ich przyszłości w dobrym świetle. Susan podniosła się powoli z podłogi i odgarnęła włosy z twarzy. Bitya uśmiechała się lekko, patrząc na plecy swojej błękitnoskórej ochroniarz.
- Nie najgorzej - pochwaliła czerwonowłosą asari. - Jesteś zwinna, atak wręcz był dobrym pomysłem. Regeneruj tarcze i jeszcze raz.
W jej oczach zabłysło coś nieprzyjemnego i ułamek sekundy później, jeszcze zanim Snow zdążyła zresetować swój generator, kolejne biotyczne uderzenie walnęło nią o przeciwległą ścianę. Asari zaśmiała się głośno, a stojąca obok Charlesa żona parsknęła tylko krótko. Kobieta osunęła się po ścianie, unosząc jednocześnie strzelbę. Huk wystrzału wypełnił pomieszczenie, a T'Rei się zachwiała, ale tarcze ochroniły ją przed większymi obrażeniami. Zresztą żadna z nich nie była ranna. Była komandoska tylko świetnie się bawiła miotając Snow jak kukłą.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 00:18

To nie była walka pokazowa. To była pieprzone gnojenie słabszego oponenta. Oczywiście mógłby się dalej nie wtrącać w to co się wokół działo czekając na moment w którym mógłby wkroczyć. Tak by to wyglądało gdyby dalej robił dla Rosenkova. Wtedy równie dobrze asari mogłaby zabić Snow, a on by nawet nie mrugnął. Tak go po prostu trenowali. Śmierć podczas misji to nie było nic takiego. Nie ważne jak bolesna czy brutalna. Jednak teraz w Strikerze coś pękło. Raczej nikt tego nie mógł zauważyć. Szczególnie, kiedy stał zaraz za Bityą i Hunterem. Wszyscy byli zbyt przejęci walką kobiet.
- Pieprzone zwierzęta.
Rzucił pod nosem. W jego głosie można było wyczuć tylko czystą agresje i gniew. Ścisnął dłonie, które w tym momencie miał za sobą. Jego twarz jak zawsze nie zdradzała żadnych emocji, jednak jego wzrok w tym momencie mógłby zabić. Miał swoje zasady, jedna z nich było zawsze traktowanie przeciwnika z pewnego rodzajem szacunku. Teraz raczej rozumiał dlaczego Saria jest byłą komandoską. Takie jak one nie miały prawa stać ramię w ramię ze swoimi siostrami. Dlatego w pewnym momencie Striker zajrzał do kieszonki gdzie trzymał obydwa iniektory. Wyciągnął jeden trzymając go w dłoniach. Z pleców ściągnął Zjawę. Nic było to raczej nic dziwnego. Wyglądał po prostu jak ochroniarz, który wolał na wszelki wypadek mieć broń pod ręką.
Dopiero chwilę później, kiedy Saria była zbyt zajęta Susan lufa karabinu dotknęła odkrytych pleców jednej z żony. Jednym z plusów Strikera był jego rozmiar jak i siła. Trzymanie lufy wbitej w plecy kobiety jedną ręką nie było problem. Druga ręką bardzo szybko odnalazła się na jej krtani ściskając ją w taki sposób, że jeśli Asari spróbowała by zastoju lub innej biotyki to spowodowałaby śmierć blondynki. Charles wiedział jak radzić sobie z biotykami i wolał nie przebierać w środkach przy starciach z nimi. Teraz idealną kartą przetargową była Bitya. Jeśli coś się jej stanie lub zginie to żywot Sari raczej nie będzie usłany różami.
Ścisnął gardło kobiety na tyle mocno, że pewnie utrudniał jej oddychanie. Wzrok miał utkwiony w asari. Jeśli kiedykolwiek miała do czynienia z ludźmi takimi jak Striker to mogła się domyśleć, że nie jest to raczej rodzaj człowieka z którym się negocjuje. W jego oczach nie było już głupoty jaką widziała wcześniej.
- Na ziemię, twarzą do podłogi.
Rzucił spokojnym głosem. Zbyt spokojnym jak na taką sytuacją.
- Czy może powinienem jej zmiażdżyć krtań?
Dopiero teraz przesunął głowę blondynki tak by na niego spojrzała. W jego oczach była pustka. Coś co naprawdę jest trudno opisać.
- Wiesz jak wygląda zmiażdżenie krtani? – Spytał kobiety. Dłonie miał tak wielkie, że gdyby miał silę kroganina to pewnie zmiażdżyłby jej czaszkę. – Ofiara dusi się i jest cały czas przytomna. Zabawa polega na tym, że nie da się jej uratować. Prawda T’Rei?
Obserwował każdy jej ruch czekając na jakikolwiek atak z jej strony. Gdyby spróbowała to po prostu użyje blondyny jako żywej tarczy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 00:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 00:57

W momencie, w którym karabin Charlesa dotknął pleców blondynki, ta niemal natychmiast uruchomiła omni-klucz. Gdy jednak mężczyzna zacisnął dłoń na jej krtani, odbierając jej łatwość oddychania, znieruchomiała. Mógł jedynie domyślać się, czy zdążyła w jakiś sposób wezwać posiłki, czy jednak nie. Urządzenie świeciło się charakterystycznym pomarańczowym blaskiem, sprawiając, że pojawiało się pytanie ilu dodatkowych problemów mogą się teraz spodziewać - ilu może spodziewać się stojący na zewnątrz Kyle.
Przerażony Hunter odskoczył od Strikera i po raz pierwszy, odkąd zabrali go ze sobą, spojrzał na jego twarz. I wtedy w jego oczach błysnęło zrozumienie. Zrobił się blady jak ściana za jego plecami i wyciągnął palec w górę, w stronę twarzy Charlesa. Jego dłoń drżała, a usta rozchyliły się, jakby chciał coś powiedzieć. Trudno było jednak zacząć. Zmarszczył brwi.
- Znam cię - powiedział. - Znam go, on mi dał kilogram piasku za tancerkę. Był u mnie razem z Susan. Nie rozumiem, dlaczego... boże, ja nie mogę być narażany na taki stres, bo mi się struny głosowe potem nie zwierają. Przyjacielu, jakbyś mógł...
- Zamknij się, Hunter - warknęła asari, odkładając broń na podłogę. Potem powoli uklękła i oparła się na dłoniach, wciąż nie odrywając spojrzenie od człowieka, który miał przecież chronić Bityę, a nie atakować ją. Chwilę później leżała już na brzuchu, choć twarzy nie miała przyklejonej do ziemi. Obserwowała każdy ruch nieznajomego, przypominając sobie jednak, że jej praca nie polegała na znęcaniu się nad Snow, a na ochronie blondynki, która teraz robiła się coraz bardziej czerwona. Szarpała się lekko, a o zaciśniętą na jej szyi dłoń Strikera obijały się długie, srebrne kolczyki i łańcuszki wplecione w pachnące włosy. Może i świetnie nadawała się do zarządzania stacją, ale nie najlepiej wychodziła jej samoobrona.
- Proszę - szepnęła.
- Czego chcecie? - warknęła ostro asari, gdy strzelba Susan przycisnęła jej głowę do podłogi. Z twarzy czerwonowłosej zniknął już całkiem głupkowaty, podpity uśmiech, a zastąpiła go wściekłość. Jednak okazywało się, że zabranie ze sobą jednej z żon nie było takim złym pomysłem, gdy można było jej użyć jako zakładnika. - Nie wyjdziecie stąd z Bityą. Nie przejdziecie stu metrów, zanim ktoś was powali, a potem wystrzeli w pustkę. Będziecie latać dookoła stacji, jak zwłoki pozostałych takich jak wy.
Syknęła cicho, gdy Snow wcisnęła lufę mocniej w jej skroń. Stała nad nią, w sukience, która zjechała jej z jednego ramienia - tego rozdartego przez chropowatą ścianę. Krwawiła lekko, choć nie wydawała się akurat tym przejęta, bardziej wściekała się o walkę, którą trudno było nazwać równą.
- Boże święty, wiedziałem, że podpisanie kontraktu tutaj z wami na Trouge to nie był dobry pomysł. Najpierw ten turianin, a ja przecież naprawdę wolę kobiety, a teraz jeszcze to. Chcę wrócić do swoich apartamentów. Ja się na to nie pisałem! Susan, słońce, porozmawiaj ze swoim przyjacielem, przecież obiecałaś mi że...
- Zamknij się, Hunter - przerwała mu tym razem Snow, choć dokładnie tymi samymi słowami, które wcześniej wypowiedziała T'Rei.
- Nie obchodzi mnie to. Dzwonię do Noel.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 02:59

Pomimo tego, że na dłoniach miał rękawice pancerza to bardzo dobrze czuł jak porusza się jej szyją. Jak z coraz większa trudnością idzie jej zebranie oddechu. Nic zresztą dziwnego. Dłoń miał jak imadło, które jeśli nacisnęło by tylko trochę mocniej to nic nie zostało by z jej długiej i delikatnej szyi. Jego uścisk jednak delikatnie zelżał, kiedy zauważył jak czerwona na twarzy jest blondynka. To nie ona była celem tej misji więc nie było sensu jej męczyć bardziej niż trzeba. Póki co była kartę przetargową, która znacznie ułatwiła im pracę. Nie spodziewał się po komandosce, aż takiej współpracy. Chociaż, jeśli trenowało ją wojsko to wiedziała, że to nie jest film akcji i porywacze zazwyczaj nie są partaczami, którzy gówno wiedzą o tej robocie.
- Też się cieszę, że cię widzę Hunter. Mógłbyś jednak pozwolić rozmawiać dorosłym co?
Rzucił do mężczyzny tonem głosu, który raczej nie znosił sprzeciwu. To nie była pierwsza sytuacja w której Striker musiał się mierzyć z tak idiotycznymi wyzwaniami. Dlatego na grożącą im T’Rei głośno westchnął. Skinął tylko głową do Snow by ta wyłączyła asari z tej całej sytuacji. To już mieli pod kontrolą. Wolał mieć już z głowy chociaż ten jeden problem. Nie ważne jak to zrobi. Mogła jej nawet przywalić w tył głowy.
Zresztą jeśli asari zostanie przytomna zbyt długo to w końcu coś zrobi. Tacy jak ona zawsze coś robili. Coś co prędzej czy później doprowadzi do problemów. Wolał więc nie ryzykować. Nie teraz, kiedy mieli ja na ziemie.
Dopiero jeśli asari została obezwładniona jego uścisk na szyi kobiety mógł całkowicie odpuścić, a broń odsunąć od jej pleców. Rzucił w stronę Snow iniektor, który miała całkowicie wyłączyć asari na parę godzin. Na pewno środek zadziała lepiej niż cokolwiek innego. Do tego będą wiedzieć na ile ją to przynajmniej położy. Uderzenie Susan mogło ją wyłączyć tylko na parę minut.
- Wszystko w porządku?
Spytał blondynki jakby nigdy nic. Jakby to, że przed chwilą chciał ją zabić znaczyło tyle co nic. Dla niego ona była pionkiem, dzięki któremu mogł dostać się do swojego celu. Jednym krokiem znalazł się od razu przed jedną z żon. Co ciekawe wcale nie wyglądał już tak groźnie jak jeszcze chwile temu. W sumie to chyba dokładnie takie samo zachowanie sprawiało, że Wade miała problemy ze zrozumieniem go.
- Pozwól, że przedstawię ci sytuacje tak żebyśmy się zrozumieli. Za chwilę przyjdzie tutaj nasz wspólny znajomy, który zabierze Sarie, a ty otrzymasz dawkę środka nasennego. – Wyciągnął drugi iniektor. – Bo widzisz, śmieszna sprawa nie przyszliśmy tu po ciebie tylko po nią.
Parsknął śmiechem. W sumie sytuacja była dość specyficzna. Szczególnie, że wprowadzał w ich plan jedną z żon. Zresztą to i tak nie miało większego znaczenia. Po prostu korzystał z takich samych sposobów jakich uczono go kiedyś.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 13:37

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 18:52

- Pozmawia... rozmawiać dorosłym? Słucham? - powtórzył muzyk z irytacją. Na holograficznym wyświetlaczu jego omni-klucza wyświetlała się twarz poznanej już ciemnoskórej perkusistki, wykrzywiona w zabawnym grymasie. - Jestem tak samo dorosły jak pozostali i chciałbym zauważyć, że to wasze zachowanie jest wybitnie nieodpowiedzialne, bo to wy jesteście tu problematyczni. Atakowanie żony podchodzi tutaj pod najostrzejsze kary i zobaczycie, jak się ochrona... jak pozostali się dowiedzą...
Przełknął ślinę i ponownie wbił spojrzenie w omni-klucz. Noel nie odbierała, najwyraźniej dobrze bawiąc się z kimś innym i nie zwracając uwagi na migającą opaskę na nadgarstku. A może w tej chwili już leżała pijana w jakimś kącie i ani myślała ratować swojego wokalistę. Potem Hunter przeniósł wzrok na asari, która po silnym ciosie czerwonowłosej osunęła się już całkiem bezwładnie na ziemię, nieruchomiejąc.
Gdy Charles puścił Bityę, ta osunęła się na kolana i rozkasłała, momentalnie sięgając ręką do szyi i rozmasowując czerwoną od uścisku skórę. Jej omni-klucz chwilowo nie świecił się, choć całkiem możliwe, że zdążyła wezwać posiłki zanim wyłączył się automatycznie. Nadal nie wiedzieli, ile czasu tak naprawdę mają. Uniosła wzrok na stojącego nad nią wysokiego mężczyznę, ale w jej oczach nie było już strachu. Raczej złość, którą ciężko było jej kontrolować. Nie przyszła tutaj po to, oczekiwała zwyczajnej rozrywki.
- Nie - powiedziała tylko cicho.
W chwili, gdy Snow złapała iniektor i ponownie pochyliła się nad asari, powietrze rozdarł huk biotycznego wybuchu. Uderzenie zerwało ze Strikera ponad połowę tarcz i przez długą chwilę słyszał jeszcze dzwonienie w uszach, choć atak nie powalił go na ziemię, mimo, że miał taki cel. Poczuł, jak biotyka szarpnęła jego ciałem, ale nie zdołała go przewrócić. W tym samym momencie zobaczył, jak asari chwyta Susan za ramię żelaznym uściskiem i przyciąga do siebie, w ułamek sekundy ściągając ją na ziemię i siadając na niej, z omni-ostrzem przyciśniętym do jej krtani. Nie była nieprzytomna. Uderzenie Snow jej nie obezwładniło, choć udała, że tak właśnie było, zresztą całkiem skutecznie.
Blondynka schowała się za Hunterem, mimo że mężczyzna wcale nie wyglądał, jakby zamierzał ją przed czymkolwiek bronić. Był blady bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i chyba rozpaczliwie żałował teraz, że w sali nie ma żadnej skrzyni, za którą mógłby się ukryć. A gdy asari niespodziewanie zaatakowana, zapatrzona w strzykawkę iniektora Snow zwyczajnie nie zdążyła zareagować.
- Co ty na to? - uśmiechnęła się do Strikera. - Jak chcesz się bawić w branie zakładników, to możemy się bawić. Jeden mój ruch i będziesz zaciskał rękę na jej szyi, tak jak zaciskałeś na szyi Bityi, chociaż u rudej po to, żeby się nie wykrwawiła. Nigdzie nie idę.
Chyba nie była wzorem idealnego ochroniarza. Żona wydawała się jednocześnie wściekła i przerażona. Wycofała się pod ścianę, patrząc na zmianę to na nią, to na Charlesa, jakby nie wiedziała, kogo ma teraz obawiać się bardziej. Gdy tutaj szli, wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 20:01

Przewrócił oczyma słuchając kolejnej gadki Huntera. Musiał przyznać, że jak na tą cipkę miał cholernie dużo odwagi by wylatywać z takimi gadkami. Chociaż to mógł po prostu jego system ochronny przed zbyt dużą ilością stresu. Nawet mu było go trochę szkoda. Powinien jednak wiedzieć, że Trouge to nie jest raczej zwykła stacja. Miał i tak dużo szczęścia, że jeszcze nikt mu tutaj nie zrobił krzywdy. Przypominało mu to trochę historię tych wszystkich turystów, którzy lecieli w niebezpieczne miejsca aby poczuć dreszczyk emocji.
- Hunter, mógłbyś?
Co ciekawe Striker zachowywał się naprawdę przyjaźnie jak na taką sytuacje. Naprawdę nie zamierzał krzywdzić żony bo nie przynosiło to żadnej korzyści na ten moment. Zresztą nie dziwił się jej reakcji. Przecież przez większość życia była chroniona przez wszystkich, a o czymś takim jak strach mogła zapomnieć. Osoba taka jak Striker i jego oddział wniosła do jej i tak bezsensownego życia bardzo dużo emocji, których już na pewno od dawna nie czuła. Może i dobrze. Czasem takie twarde przypomnienie jak działa życie potrafiło wpłynąć na kogoś pozytywnie, lub jak w przypadku Strikera bardzo negatywnie.
- Przynajmniej żyjesz.
Parsknął śmiechem. W zachowaniu Strikera było coś nie tak, jednak dopiero mina mu zrzedła, kiedy zobaczył, że cały misterny plan poszedł się jebać. Jak mogła uderzyć ją za lekko. Może nie miała tyle siły w rękach? Cholera wie. Teraz i tak było za późno, żeby rozmyślać nad tym co poszło nie tak. Zamiast tego Striker przesłał jedną krótką wiadomość do Kyle’a. Potrzebowali wsparcia. Teraz. Miał nadzieje, że to on potrafi w biotyke, bo jeśli jednak Coma był tym od machania światełkami to byli trochę w dupie.
W pewnym momencie Charles po prostu głośno westchnął. Nie wyglądało jednak na to, że nagle zaczął panikować. Po prostu nie poszło to całkowicie jak powinno pójść bo Susan postanowiła ją uderzyć za lekko.
- Trzeba było jej jednak przeciąć rdzeń kręgowy.
Powiedział pod nosem i jęknął głośno. Jeśli Susan wyjdzie z tego żywa to będzie jej wypominał tą misję do końca jej życia. Jak mogła zjebać coś tak prostego. Przecież ten przeciwnik leżał już na ziemi. Byli górą, a ona nie sprawdziła tego. Przynajmniej miał przy sobie jeszcze jeden iniektor. Na ten jednak moment wiedział, że podanie środka asari będzie znacznie trudniejsze.
Tym razem jego wyraz twarzy przedstawiał coś co można było nazwać tylko jednym słowem. Zażenowanie. Jego zachowanie całkowicie nie pasowało do powagi sytuacji jaka go otaczała. Może po prostu to nie był pierwszy raz, kiedy musiał się mierzyć z problemami, które raczej nie trafiały się w większości oddziałów.
- Dobrze wiesz, że to tak nie działa Saria. Jeśli podetniesz jej gardło to ja rozwalę ich. – Wskazał lufą karabinu dwójkę obok siebie. – Jak już mówiłem. W dupie mam żony, to ty jesteś moją wisienką na torcie. Jeśli ona zginie to cię kurwa zniszczą, a wtedy moi pracodawcy wykupią cię z rąk żyjących żon jako niewolnice. Więc wiesz dla mnie to bez różnicy. Najważniejsze jest przecież wykonanie zadania. – Spojrzał na sekundę na Bitye. – A i nie wzywaj ochrony, wszystko słyszę. Jeśli to zrobisz to od razu cię rozwalę.
Tym razem on się uśmiechnął cytując jedną z podstawowych zasad jednostek specjalnych. On i tak nie miał do czego wracać. A jeśli umrze to raczej nikt nie przypierdoli się od jego rodziny. A T’Rei będzie skończona na tej stacji.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1006
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [Próg Walhalli > Micah] Trouge

12 sty 2018, o 20:44

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8473
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości