W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

[Hawking Eta -> Century] Klendagon

26 wrz 2016, o 23:39

Obrazek
NAZWA Klendagon

LOKALIZACJA Hawking Eta -> Century

TYP Planeta skalista

PROMIEŃ 7,377 km

MASA N/A

GĘSTOŚĆ N/A

GRAWITACJA 0,88 g

DOBA 53,6 godziny ziemskiej

TEMPERATURA −53 °C

CIŚNIENIE 0,64 atm

Skład atmosfery:
52% azot
23,1% tlen
11,3% metan
9% dwutlenek węgla
4,6% argon

Informacje dla podróżnych:
⊳ Planeta skalista pokryta pustyniami o drobnych ziarnach piasku, unoszonych przy każdym, delikatnym podmucu.
⊳ Przez południową półkulę rozciąga się tzw. Wielki Rów - ogromny kanion, który według najnowszych badań geologicznych powstał na skutek otarcia się pocisku wystrzelonego przez akcelerator masy około 37 milionów lat temu.
⊳ Największa i zarazem jedna z niewielu palcówek badawczych zajmujących się badaniem tego geologicznego fenomenu, Kobo Corporation, znajduje się w niedalekiej odległości od Rowu (50*32' N, 63*22'W).
Temperatura minimalna:
-120'C
Temperatura średnia:
-53'C
Temperatura maksymalna:
-12'C
Temperatura zmienna w zależności od obszaru planety. W okolicach zakładu wydobywczego średnio wynosi około -34'C w dzień i -55'C w nocy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 00:31


Umysły przeklęte
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Alana Luccarius, Carlos Brown, Ja’antian Actthan, Tori Te’eria, Vex


“Ja, wybierając los mój, wybrałem szaleństwo.”
Tadeusz Miciński


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Ogłoszenie wywieszone na extranetowej tablicy ogłoszeń przez korporację Kobo szybko zwróciło na siebie uwagę potencjalnych kandydatów. Ośrodek badawczy na zapomnianej przez Boga planecie nie miał prawa skupiać na sobie jakichkolwiek, zewnętrznych zagrożeń - Klendagon nie znajdował się blisko szlaków handlowych, a sama placówka, zajmująca się badaniami geologicznymi tutejszego, Wielkiego Rowu, prawdopodobnie kosztowałaby więcej łupieżców samym lądowaniem na piaszczystej powierzchni, niż dałaby w zamian. Nic więc dziwnego, że nagły pobór do tworzących się oddziałów ochroniarskich zaalarmował wiele społeczności i zachęcił wielu zaintrygowanych żołnierzy, najemników, strażników, czy też ludzi i nieludzi odpowiadających wymaganiom podanym przez firmę.
Koniec końców jednak, cztery dni po nadesłaniu swoich aplikacji przez Tori, Ja'antiana, Carlosa, Alanę oraz Vexariusa, piątka szczęśliwców otrzymała odpowiedź od rekrutera. Drugi, a zarazem ostatni etap rekrutacji polegał na odpowiedzi na banalne pytania - o swoją dyspozycyjność, o przeszkolenie pod kątem medycznym, technicznym lub bojowym. Osoby, które w aplikacji mogły poszczycić się wcześniejszym udziałem w akcjach militarnych otrzymały kilka, rutynowych zagadnień - opowiedz o swojej pracy w zespole, jaka była twoja rola?
Po kolejnym dniu wyznaczona została data oraz miejsce przylotu statku służbowego, który odebrać miał wybranych kandydatów z Cytadeli oraz Palavenu. Tori, Carlos oraz Vex zebrani zostali w większą grupę i o umówionej godzinie spotkali się w doku K17 w galaktycznej stolicy, skąd mała korweta pilotowana przez starszego turianina zabrała ich w stronę Przekaźnika Masy i dalej, do systemu Century, w którym wylądowali kilka godzin później. Pilot był uprzejmy, lecz oszczędny w słowach - pomimo braku przymusu pilnowania statku, który, w kanale przekaźnika masy poruszał się automatycznie i bezproblemowo, mężczyzna nie opuścił kokpitu i żaden z pasażerów nie zauważył nawet jego wyjścia do toalety.
Podobna sytuacja przedstawiała się w Cipritine, skąd odebrani zostali Alana oraz Ja'antian, również przez przedstawiciela turiańskiej rasy, lecz płci damskiej. Pilotka z charakteru była wesoła, lecz podobnie jak mężczyzna, nie opuszczała kokpitu, a pytania o konkrety ich misji zbywała niewinnymi żartami.
Po kilku godzinach spędzonych we wspólnej mesie lub przeznaczonych im kątach na statkach, oba z dwudziestominutową różnicą w czasie znalazły się w odpowiednim systemie. Klendagon lśnił w oddali na ekranach, pokazywany zarówno w kokpicie jak i małej mesie. Jasna, piaszczysta planeta z dumą prezentowała swą skazę, która czyniła z tego kawałka skały tak interesujący fenomen - Wielki Rów, szrama na powierzchni globu, rozciągał się na setki kilometrów w poprzek południowej półkuli. Ich korwety kierowały się prosto na ten kanion, dzięki czemu pasażerowie statków mogli obserwować ten widok przez niemal całą, półgodzinną procedurę lądowania.
Obrazek

Centrum Badawcze zwlekało z ujawnieniem się aż do ostatniego końca ich podróży. Kompleks zbudowany z wielu, modułowych elementów wielkiej konstrukcji, dostrzegli zaledwie przez ułamek sekundy - skryty w trwającej burzy piaskowej zaprezentował im tylko czubki swoich budynków, nim szalejące wokół drobiny piasku nie opadły, gdy bariera oddzielająca ich od środowiska planety nie zamknęła się ponad nimi. Stalowa grodź zamknęła wysoki tunel, na którego dnie znajdowało się lądowisko. Gdy statki opadały na miejsce, widzieli otaczające każde piętro balkony, lecz poza piachem i samotnie wędrującą po dokach sondą, nie widać było wokół żywej duszy.
Obrazek

To dwójka turian zaprowadziła obie drużyny do wyjść z korwet, uprzednio dwa razy upewniając się, że wszyscy posiadają przy sobie torby, z którymi weszli na pokład. Wtedy poprowadzili kandydatów dwoma, naprzeciwległymi pomostami do dłuższego korytarza łączącego oba doki, w którym cała piątka się spotkała. Polecono im udać się do pomieszczenia piętro wyżej, po krótkich, stromych schodach, na których walał się piasek. Nie musieli szukać odpowiedniego wejścia - u ich szczytów stanęła bowiem ludzka kobieta, jeszcze zanim wspięli się na odpowiednie piętro.
- Wy musicie być nowymi pracownikami - zauważyła, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, pod pachą chowając trzymany w dłoni datapad. Głos miała niski, choć melodyjny. Pomimo panującego w doku chłodu, ubrana była w odkrywającą część ramion górę od kombinezonu, pomarańczowy top, zwykłe jeansy i buty za kostkę, które prawdopodobnie były częścią pancerza bojowego. - Nazywam się Diana Vesser. Uczestniczyłam w prowadzeniu procesu rekrutacji i teraz przyszło mi wdrożenie was w sytuację.
Westchnęła, choć nie wyglądała na niezadowoloną. Pomimo dość drapieżnych rysów, jej wyraz twarzy był dość łagodny - całkiem możliwe, że był to efekt, nad którym musiała wcześniej pracować. Ciemna smuga przecinająca jej nos i policzki zwracała na siebie uwagę, lecz z tej perspektywy ciężko było ocenić, czy była przypadkowym, czy chcianym dodatkiem.
Skinęła głową na całą piątkę, nakazując im ruszyć za nią. W międzyczasie spuściła dłonie wzdłuż swojego ciała, datapad wsuwając sobie za pasek spodni, gdzie pozostał w dość niestabilny sposób, bowiem spora jego część wystawała. Vesser wprowadziła ich do kwadratowego, małego pomieszczenia z dwoma ławkami, które wyglądało nieco jak poczekalnia w publicznym doku transportowym. W kącie stały dwie, białe donice, lecz znajdujące się wewnątrz rośliny nie były znane nikomu z piątki.
- Powiedziano mi, że... czwórka z was ma przeszkolenie militarne, a piąta osoba jest nowym medykiem - spojrzała po nich, ostentacyjnie oferując im ławkę, przed którą mogła stanąć i ich obserwować. Ignorowała odruch sięgnięcia po datapad i wydobycia z niego informacji, których oczekiwała - na razie spodziewała się odpowiedzi od nich. - Znacie się już? Przedstawialiście sobie?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 09:55

Tori jeszcze na Cytadeli zdążyła sprawdzić wszystkie dostępne publicznie informacje o Klendagonie i miała nadzieję, że będzie przygotowana na to, co zastanie po przylocie, jednak już podczas lądowania stwierdziła, że tak nie było. Planeta była... obca. Dzika i surowa. Z orbity jarzyła się odbitymi promieniami słońca jak piękny klejnot, lecz piękno to bledło im bliżej powierzchni była korweta, zastępowane obrazami dzikiego, nieujarzmionego żywiołu. Atmosfery tajemniczości i niepewności dodawało dodatkowo zachowanie pilota - turianin odpowiadał na pytania jedynie półsłówkami i sprawiał wrażenie, jakby unikał swoich pasażerów. Pozostali pasażerowie również nie byli zbyt rozmowni i cała podróż przebiegła - jeśli nie licząc kilku, zdawkowo wymienionych uwag - praktycznie w milczeniu.
Również obce i nieco surrealistyczne wrażenie wywarła na Tori sama baza. Zanurzona w piasku pustyni, otoczona pyłową burzą, odcięta od świata potężną, stalową grodzią. I piasek. Wszędobylski, drobny niemal pył zauważalny wszędzie - na płycie lądowiska, rampach, schodach... Gdy tylko wysiadła ze statku, pożałowała, że cieplejsze okrycie znajduje się wciąż w torbie i nie wyjęła go zawczasu, pozostając w swojej białej, długiej do kostek, wizytowej sukni z odkrytymi ramionami. Szczęściem jej stroju dopełniały również białe, bawełniane rękawiczki, ale stanowiły one bardziej element dekoracyjny - cienka materia nie dawała zbyt wiele ciepła. Prowadzona przez przewodników pozostała nieco w tyle, przepuszczając czterech pozostałych rekrutów przodem. Schyliła się, nabrała nieco piasku z kąta w załomie korytarza i roztarła go w palcach. Drobniutkie drobinki przesypały się leniwie, pozostawiając wyraźne zabrudzenie na rękawiczce. Mimo prób, nie udało się go do końca strzepnąć.
Koniec z białymi ubraniami - pomyślała - Albo czeka mnie tu codzienne pranie. Mam nadzieję, że wewnątrz stacji piasek nie będzie aż takim problemem.
Poprawiła wrzynający jej się w ramię pasek sporej torby podróżnej zawierającej niemal cały jej dobytek, podbiegła kilka kroków doganiając grupę i zaczęła się wspinać po wskazanych przez turiańskich przewodników schodach.
- Wy musicie być nowymi pracownikami - usłyszała i podniosła głowę, lustrując witającą ich ludzką kobietę, która przedstawiła się jako Diana Vesser. Ani strój kobiety, ani jej postawa nie pasowały Tori do wizerunku pracownika naukowego. Kobieta wyglądała bardziej na najemniczkę, czy pracownika ochrony. I to po służbie.
Po kilku słowach powitania cała grupa przeszła do surowej, niewielkiej sali, a Diana wskazała nowoprzybyłym ławkę na której mogli usiąść.
- Powiedziano mi, że... czwórka z was ma przeszkolenie militarne, a piąta osoba jest nowym medykiem. Znacie się już? Przedstawialiście sobie? - zagaiła kobieta i Tori uświadomiła sobie, że dotychczas nawet nie za bardzo przyjrzała się pozostałym. Szybkim spojrzeniem ogarnęła ich wzrokiem. Trójka turian... Poprawka: dwóch turian i turianka. I człowiek, mężczyzna. Czyli zapewne to o nich Diana mówiła jako o nowych pracownikach z przeszkoleniem militarnym. Już chciała skorygować Dianę mówiąc, że ona też z wojskiem miała co-nieco do czynienia, ale ugryzła się w język. Pozostali WYGLĄDALI na żołnierzy. Ich sztywny chód, szybkie, precyzyjne ruchy pozwalały się domyślać, że mają oni nie tyle przeszkolenie, ale doświadczenie wojskowe. Coś, czego Tori nie mogła powiedzieć o sobie.
Nie usiadła na ławce, stanęła jedynie obok i postawiła ciężką torbę na ziemi. Widząc, że żadna z pozostałych osób nie kwapi się by odpowiedzieć na pytanie Diany, odezwała się jako pierwsza.
- Nie, nie sądzę byśmy zdążyli się już poznać. Przynajmniej nie na statku, którym leciałam. Jestem Tori Te'eria. Mam dyplom lekarski zdobyty na Uniwersytecie Medycyny i Biotechnologii w Armali, wcześniej ukończyłam wstępne szkolenie wojskowe w Akademii Wojskowej na Thessii. Miło mi poznać wszystkich - skinęła głową najpierw ku grupie, potem w kierunku Diany. - Rozumiem, że na zadawanie pytań będzie czas później?
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 12:38

Ktoś wiedział jak uszczęśliwić Carlosa... Aż trzy mordeczki w drużynie i niebieska w zupełnie nienadającej się do klimatu kiecce. Szkoda, że Gela nie ma przy nim, były by chociaż jaja, a tak to będzie musiał się użerać z wesołą gromadką. Jeśli kogoś zastrzeli, to będzie czuł się usprawiedliwiony.
Planeta nie wywarła na nim większego wrażenia. Wiedza zdobyta w publicznej sieci pozwoliła się przygotować na chłód oraz piach, przez co założył ciepłe gacie i golfik, zamiast koszuli hawajskiej, pod kurtkę. Niby asari takie inteligentne i cywilizowane, a ta tutaj wyraźnie nie ogarnia działania extranetu, bo podstawowe dane planety są dostępne dla wszystkich, każdy może przeczytać jak tu piździ, oraz jak tu sucho. Nawet lekkich duszności spowodowanych znaczną ilością azotu i metanu w powietrzu, a także niskim ciśnieniem, dało się spodziewać. Przynajmniej zatrucie nie groźne, ale to lekarka pewnie wie.
Na statku niespecjalnie interesowało go socjalizowanie się, turianom nie ufał, a fenomenu asari nie rozumiał. A potem spotkał jeszcze więcej kolczastych.
Usiadł sobie na ławce, stawiając torbę na podłodze, obok siebie. Starał się oszczędzać miejsce, więc kombinezon bojowy założył pod golf, do tego założył buty i osłonę goleni. Resztę trzymał w torbie, tuż obok kilku cywilnych ciuchów, typu jakichś bojówek, podkoszulków czy inszych koszul w palemki. Spluwę trzymał na kolanach, bo po spakowaniu środków do pielęgnacji zarostu, już nie mieściła się w bagażu. Do tego, jak siadał i postawił torbę, zamek w bocznej kieszeni, która była mocno wypchana, puścił. Wypadł stamtąd granat, który potoczył się pod ławkę. Carlos zauważył, ale nie dał po sobie poznać, ciekawe jak inni. Mistrzostwo gospodarowania przestrzenią, nie ma co...
- Mam nadzieję, że Pani Doktor lepiej zajmuje się pacjentami, niż dobiera ubrania na arktyczne klimaty.
Mruknął, drapiąc się po brodzie. Wiedział, że przez takie komentarze raczej nie przysporzy sobie tutaj przyjaciół, ale mówi się trudno.
- Carlos Brown. Skoro się już chwalimy osiągnięciami, to walczyłem na Shanxi i Torfanie. Teraz wolny strzelec. Nie przepadam za turianami, ale jeśli trzeba to mogę z nimi współpracować.
Musiał dodać, co by później kłopotów nie było. Oczywiście obdarzył nowych znajomych znaczącym spojrzeniem, które okrasił szerokim uśmiechem.
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 89
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Hawking Eta -> Century] Klendagon
Kredyty: 18.660

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 13:49

Najmowanie się do prywatnych oddziałów bojowych nijak nie wchodziło w zakres jej służbowych obowiązków, tylko naiwny mógł jednak twierdzić, że jest to jednoznaczne z unikaniem przez Alanę podobnych zleceń. Służba Hierarchii zawsze była priorytetem, to oczywiste - wynikało to nie tylko z lojalności wymuszonej rozwlekłymi regulaminami warunkującymi potencjalne konsekwencje za niedopełnienie zobowiązań, ale także ze zwykłego cenienia munduru. Nie zmieniało to jednak faktu, że wojsko nie wystarczało. Finansowo, ale też, w dużej mierze, w kontekście dostarczanych wrażeń. Jakkolwiek by to nie brzmiało, zawodowa służba potrafiła być zwyczajnie nużąca - tym bardziej, im wyższe stanowisko się piastowało. Gdy obok pracy terenowej rozrastała się biurokracja, łatwo było o przesunięcie równowagi niekoniecznie w tę stronę, którą by się chciało. I jakkolwiek Luccarius nie zwykła narzekać, czasem, od święta, zaczynała być zmęczona. Mogła być kabalim, mogła przewodzić specjalistycznemu oddziałowi ratunkowemu, dopóki jednak nikt nie potrzebował jej pomocy - równie dobrze mogła mieć etat księgowej. Menadżera. Kogokolwiek, czyją bronią jest datapad, a nie karabin. Pod tym względem czas pokoju - nawet niestabilnego, ale jednak pokoju - okazywał się być stanem nie do końca pożądanym.
W efekcie skończyła więc w sektorze prywatnym. Służbowa przepustka, z założenia mająca zapewnić czas na wypoczynek, w tym momencie była niczym innym jak wytrychem. Alana nie zamierzała zostać w domu, tym bardziej nie myślała o wakacjach. Nie, chodziło o pracę. O to, by mieć co robić - coś innego od monotonnej ostatnio egzystencji na pokładzie Bazyliszka. Bo Luccarius na dłuższą metę nie potrafiła usiedzieć na miejscu, nie potrafiła... Wiecie, to był swego rodzaju lęk. Już raz stanęła przed sądem mającym ocenić jej przydatność. Już raz wisiała nad nią groźba uznania za zbędną. A Alana niczego nie bała się bardziej, jak utraty tego wszystkiego, co aktualnie definiowało jej życie. Choć więc najęcie się do pracy na Klendagonie nie miało mieć żadnego wkładu w późniejszą ocenę, jaką regularnie wystawiali jej przełożeni - tak było tylko oficjalnie. W praktyce bowiem liczyło się wszystko, każda okazja, przy której coś można udowodnić. A Alana... Alana miała przecież co udowadniać.
We wskazanym doku pojawiła się punktualnie, gotowa do drogi. Prywatny, pozbawiony wojskowych odznaczeń pancerz spoczywał w torbie wraz z zabezpieczoną bronią i resztą wyposażenia. Tego ostatniego Luccarius nie miała zresztą wiele - przyzwyczajona do życia w biegu, brała tylko to, co niezbędne. Było w tym też coś ze zboczenia zawodowego - jeśli masz w perspektywie dźwiganie kilogramów sprzętu medycznego, swój własny bagaż ograniczasz do minimum. Lata pracy nad formą może i zapewniają niezłą wydolność, wciąż jednak istnieją granice obciążenia, które można na siebie wziąć i przy którym da się jeszcze pozostać mobilnym. W efekcie więc torba turianki - już na wstępie odstawiona w jeden z wolnych kątów statku - była zaskakująco lekka, przynajmniej w kontekście potencjalnych oczekiwań.
Samą podróż major w większej mierze spędziła w mesie. Nie była może wybitnie towarzyską jednostką - odkąd dano jej rodzinę w postaci Surrexis nie czuła potrzeby usilnego kolekcjonowania nowych znajomych - jeśli jednak miała z kimś pracować, preferowała go najpierw poznać. Nie wymagała spowiedzi z całej historii życia, listy ulubionych potraw i sprawozdania z perypetii sercowych, tym niemniej dobrze było wiedzieć, z kim ma się do czynienia, tym bardziej, jeśli podejmowana współpraca już na wstępie opatrzona jest metką pracy bojowej. Jakkolwiek teraz zagrożenie na Klendagonie mogło wydawać się czymś niewyobrażalnym - bo co miało tam na nich czekać? - ktoś zatrudniał ich jako ochronę, a to kazało zakładać, że być może będą musieli na sobie polegać. A jak polegać na kimś, o kim nie wie się zupełnie nic? Współtowarzyszowi podróży nie zamierzała się jednak narzucać, jeśli więc ten nie wykazywał podobnych chęci, zaakceptowała to i ograniczyła się do niezobowiązującej pogawędki z panią pilot, późniejszego przebrania się w zabrany pancerz, ostatecznie zaś - do lektury. Jej omni-klucz zawsze pełen był wiedzy, której jeszcze nie przyswoiła, nie miała więc problemu z pożytkowaniem wolnego czasu. Medycyna była ostatecznie dziedziną, która nigdy nie przestaje się rozwijać - edukacja specjalistów w zasadzie nigdy się więc nie kończy.
Dopiero gdy dotarli do celu dowiedzenie się czegoś o sobie stało się już trudną do uniknięcia koniecznością. Na jakiś czas mieli być zespołem, mogli więc chociaż postarać się faktycznie nim zostać. W milczeniu podążając najpierw wskazanym korytarzem, potem zaś z całą resztą do docelowego pomieszczenia, dobrą chwilę poświęciła na przyjrzenie się nieznajomym nim wreszcie zabrała głos.
- Alana Luccarius. - Niezależnie od tego, czy dane jej było zapoznać się już ze swoim towarzyszem podróży, wciąż należało przedstawić się pozostałym. - Służę w specjalistycznych oddziałach wsparcia medycznego Hierarchii. - Przez moment wahała się, co powinna o sobie powiedzieć. Jak wiele informacji naprawdę było tu niezbędnych? Na pewno nie stopień wojskowy - nie przebywała tu jako reprezentantka armii, stąd afiszowanie się z własną ranga było niepotrzebne. Co więc? Ostatecznie ograniczyła się do odpowiedzi pozornie lakonicznej, ale jednak merytorycznie wartościowej. Pod krótkim stwierdzeniem własnego przydziału kryło się dość, by nakreślić jej uprawnienia. Była żołnierzem. Była specjalistką w dziedzinie medycyny pola walki. To wszystko dało się z tego wywnioskować. Przytaczanie odbytych kursów, posiadanych dyplomów czy szczegółowych dokonań podczas służby byłoby zupełnie zbędną biurokracją.
Uśmiechając się półgębkiem na ostatnie sformułowanie jej poprzednika, chwilowo powstrzymała się też od wysuwania jakichkolwiek ocen. Wyciąganie jakichkolwiek wniosków teraz, kiedy dopiero co się spotkali, z perspektywy Luccarius byłoby falstartem. To, że Vesser nie przypominała pracownika naukowego mogło być mylące dokładnie tak samo, jak nieadekwatny do warunków środowiskowych ubiór Te'eri. Zbyt mało o sobie wiedzieli, by snute teraz gdybania mogły mieć jakąkolwiek wartość.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ efekt kriowybuchu (3) przy ataku wręcz [kriomod]
+ 5% efektywności mocy biotycznych
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 24 sty 2016, o 00:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 7.930

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 20:59

Z braku czegokolwiek ciekawego do roboty, jak również gorączki małych pomieszczeń Antian postanowił zająć się czymś podczas przepustki. Niestety nie miał domu, w którym mógł miło spędzić czas na wypoczynku, ponieważ od jakiś 20 lat mieszkał na pancerniku. Ten malutki pokoik dawał małe pole do popisu jeżeli chodzi o rozrywkę. Wynajmowanie hotelu i chodzenie do burdelu też nie bawiło zbytnio Actthana. Dlatego kiedy tylko zobaczył informacje o tym zadaniu, bezzwłocznie wysłał swą kandydaturę. Nie musiał długo oczekiwać na odpowiedź od korporacji. Kiedy tylko Kobo potwierdziła jego udział, spakował się, zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Oczywiście na sam dzień w którym jego noga miała stanąć na płycie placówki badawczej ubrał mundur galowy.

Podróż prywatną korwetą nie nudziła mu się zbytnio. Poznał przyszłą kompankę, z którą miał spędzić najbliższy czas. Dowiedział się co nie co o niej i opowiedział o samym sobie. Małomówność pilota wydała mu się dziwna, można by wręcz pomyśleć, że coś złego dzieje się w placówce badawczej. Może spowodowane to było jakimiś testami na tamtejszej faunie i florze, albo na innych rasach inteligentnych? Może właśnie sam podpisał na siebie w ten sposób wyrok? Podróż nie była ani miejscem ani czasem na takie rozważania, o tym co dzieje się na stacji, miał przekonać się za chwilę.

Wziąwszy torbę z korwety, powędrował wskazaną trasą. Korzystając z sytuacji, przyjrzał się reszcie. O człowieku jedyne co mógł powiedzieć to to, że wyglądał na znającego się na tym co będzie robił. Po wyglądzie stwierdził, że raczej nie jest w strukturach wojska, choć możliwe, że miał z nim do czynienia. Jeżeli chodzi o asari, Ja'antian nie potrafił pojąć ich fenomenu, z jednej strony niezwykle inteligentne, z drugiej bardzo zabójcze. Zastanawiał się jak będzie z tą, po jej stroju możne było wiele określić. Wiedziała, że powinna była ubrać się wyjściowo, ale, jego zdaniem, trochę przesadziła. Ładnie, lecz nie do klimatu. Przez to, że informacje o tej planecie dostępne są w extranecie dla wszystkich, obawiał się, że zrobiła to umyślnie. No cóż, zdarz się, można założyć, że się pomyliła. Ostatni którego jeszcze nie znał był turianin, wyglądający raczej na wojskowego. Actthan czuł się przy nim jak pokurcz.

Spojrzał na wskazaną ławkę na której mógł usiąść, stwierdził jednak, że za sterami myśliwca się już nasiedział i tym razem postoi. Położył tylko swoją torbę, żeby był mu wygodniej. Stanął na baczność i sprężystym ruchem zasalutował, mówiąc w stronę Diany.
- Porucznik Actthan melduje się. - uznał, że taka forma będzie lepsza. Mówił teraz do wszystkich - Nazywam się Ja'antian Actthan, jestem porucznikiem siódmej floty turian. - po tych słowach rozluźnił się nieco, jednak nadal stał wyprostowany.
ObrazekObrazek

Pochłaniacze ciepła: 5 | W magazynku M-3: 15/15
Ja’antian Actthan

Avatar użytkownika
 
Posty: 125
Dołączył(a): 19 sie 2015, o 18:46
Miano: Ja'antian Actthan
Wiek: 36
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianie
Zawód: Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik Sz.
Lokalizacja: [Argos Rho > Feniks] Stacja Szczyt
Kredyty: 21.565
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

27 wrz 2016, o 23:59

Nawet po powrocie na Elpis, Vex jeszcze przez długie godziny błądził myślami dookoła tematów, które obiecywał porzucić, siedząc w mesie i bezwiednie czyszcząc broń. Szklanka z bladoniebieskim chatti stała na blacie stołu obok niego, wypita zaledwie do połowy, bo turianin zwyczajnie o niej zapomniał, pogrążony we własnych rozmyślaniach, a w tle leciały przyciszone wiadomości z zawieszonych, płaskich ekranów. Ponowne spotkanie z Lindsay Forest obudziło w nim nie tylko wspomnienia, ale również potrzebę działania, potrzebę zrobienia... czegoś. Czegokolwiek. Rozmowa, która miała przynieść odpowiedzi i swojego rodzaju zakończenie, tylko częściowo spełniła swoje zadanie. Pytania, które krążyły mu po głowie po wyprawie na AZ-99, znalazły ukojenie, ale ich miejsce zajęło nieokreślone napięcie. Historia piramidalnego obiektu osiągnęła poziom, w którym można było już tylko czekać: na nowe poszlaki, na nowe ugody, na decyzję Rady. Znalazła się w okresie, w którym szeregowi żołnierze i Widma nie mogli nic zrobić, w czasach w których los dalszej opowieści zależał wyłącznie od dyplomatycznych rozmów i prywatnych spotkań polityków. Znaleźli się w limbo.
I to mu się nie podobało.
Po spotkaniu z dr. Forest przesłał dziewczynie namiary na swój komunikator, a potem napisał do swojego przełożonego z oddziału. Wrócił do żywych, więc może najwyższa pora była wznowić to co przerwał. Spróbować zacząć jeszcze raz tam, gdzie znajdował się przed przylotem na bagnistą planetę. Przed tym jak wszystko się spierdoliło.
Wiadomość zwrotna, którą otrzymał... nie była tym, czego oczekiwał.
Hierarchia nie chciała go z powrotem.
A przynajmniej jeszcze nie. Naturalnie, kapitan nie napisał tego wprost. Odpowiedź zawierała wszystko to co porządna, służbowa odpowiedź powinna zawierać: zapewnienie, że przyjęli do wiadomości jego informację o gotowości do powrotu do służby, że cieszą się z jego poprawionego stanu zdrowotnego, że nic się nie zmieniło i że dalej jest członkiem oddziału.
I że dalej ma odpoczywać, zgodnie z rozkazem.
Etsy, chociaż miała wgląd w jego komunikator, milczała. Milczała zarówno wtedy, gdy stał w bezruchu, wpatrując się pustym wzrokiem w holograficzny ekran, jak i gdy złapał szklankę, która chwilę później roztrzaskała się o ścianie mesy. Milczała nawet, gdy przez następne kilka minut stał pośród szkła, zaciskając pięści. Kiedy w końcu się poruszył, w ciszy rozpalała światła w kolejnych modułach korytarza, aż dotarł do pomieszczenia, do którego przeniósł swój sprzęt z Palavenu.
A gdy ochłonął, gdy wyładował frustrację na zawieszonym w magazynie worku treningowym, gdy pozbierał kryształowe odłamki po rozbitej szklance... wyświetliła na jego komunikatorze ogłoszenie Korporacji Kobo.
Gdy próbował to skomentować, zaczęła przesyłać mu dane o pustynnej planecie, o samej firmie, o potencjalnych przeszkodach.
Nie da się dyskutować z kimś, kto wie lepiej od ciebie czego potrzebujesz. I w dodatku ma rację.
A bez względu na to skąd Etsy czerpała tą wiedzę - czy były to wzorce psychologiczne z extranetowej bazy danych, czy zaprogramowane skrypty na okoliczność wojskowego członka załogi, czy może podpowiedziała jej to ta nutka człowieczeństwa, którą dostrzegł w niej w Lyesii i której uparcie bronił - miała słuszność. Przyznał to wtedy i przyznawał to teraz, pięć dni i jedną rozmowę z rekruterem później, siedząc w mesie małej korwety zmierzającej na Klendagon, w towarzystwie trójki innych śmiałków.

Przylot na skalistą planetę od razu odciągnął niechciane myśli, zwracając uwagę żołnierza na teraźniejszość. Krajobraz pełen jasnej, pokrytej piachem powierzchni, który rozciągał się na wszystkich ekranach widokowych, gdy podchodzili do lądowania, nie pozostawiał wątpliwości, że Klendagon nie jest gościnnym środowiskiem. A jednak w ogromnej, podłużnej skazie biegnącej przez jego popękaną od słońca ziemię, było coś co przyciągało oko. Turianin oglądał w milczeniu zbliżającą się planetę, tak jak pozostali decydując się nie komentować tego widoku - ani gdy pilot wprawnie poprowadził korwetę w dół pionowego komina, w którym skryte było lądowisko, ani gdy w końcu się zatrzymali. Kiedy dostali pozwolenie, bez słowa narzucił na ramię torbę z opancerzeniem oraz karabinem szturmowym, podciągnął wyżej kołnierz ocieplanej, skórzanej kurtki i ruszył we wskazanym kierunku, gdzie najpierw spotkali resztę drużyny, a potem swoją przyszłą-obecną przełożoną.
Asari, która okazała się być nowym medykiem, i człowieka z bagażem wypchanym granatami i duchy wiedzą czym jeszcze, zdążył sobie obejrzeć jeszcze na pokładzie korwety, którą tu przybyli. Ciężko było pozbyć się starych odruchów; Viyo zdążył ocenić dwójkę jeszcze zanim okręt dotarł do Przekaźnika Masy. To że błękitnoskóra była naukowcem lub lekarzem wspomnianym w ogłoszeniu, było bardziej niż pewne, głównie ze względu na jej ubiór i nienaganne maniery, które ujawniły się przy pierwszej prezentacji. Człowiek był wojskowym lub najemnikiem, ale przynajmniej nie przebierał w słowach. Większe zainteresowanie wzbudziła w nim dwójka turian, którzy najwyraźniej przybyli tutaj drugim okrętem.
Wsparcie medyczne i siódma flota. Nieźle.
- Doceniamy bezpośredniość, panie Brown - odezwał się w końcu, stawiając torbę w nogach i zaplatając dłonie za plecami. - Iście turiańska, bym powiedział. Porucznik Vexarius Viyo, trzeci oddział specjalny.
Przeniósł wzrok na kobietę, która przedstawiła się jako Diana Vesser i skinął głową, uśmiechając się oszczędnie.
- Już tak.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

28 wrz 2016, o 00:53

- Iście turiański kij w dupie z tymi stopniami. Szkoda, że tutaj nie mają znaczenia. Wielka szkoda...
Zarechotał bezczelnie. W tej rasie zawsze podziwiał przywiązanie do regulaminów i skłonność do trzymania się ich wszędzie tam, gdzie pasują jak złoto do gnoju. Ale mordeczek to raczej nie idzie nauczyć takich spraw jak elastyczność, wystarczy na nich spojrzeć. Ale to chyba cecha wszystkich ras tej galaktyki. Tylko ludzie jakoś odstają i biedne mordeczki, czy niebieskie, muszą gonić za ich pomysłami.
Dość przyjemności. Carlos wreszcie "zauważył" zgubiony granat i sięgną po niego.
- Jeszcze trochę, to jaja zgubię...
Mrukną, pakując tą część ekwipunku do mniej wypchanych ostępów swojej torby. Scenka z chamskim jołopem noszącym w torbie góry broni odegrana i czas na troszkę profesjonalizmu. Oczywiście profesjonalizmu napełnionego wszystkim tym czym jest Carlos Brown, chyba jedyny prawdziwy najemnik w tym burdelu pełnym twardogłowych mordeczek i zagubionej niebieskiej. Zamkną więc łaskawie mordę i skupił się na tym co Vesser miała do powiedzenia dalej.
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 89
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Hawking Eta -> Century] Klendagon
Kredyty: 18.660

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

28 wrz 2016, o 06:30

- Stopnie nigdy nie mają znaczenia, ot takie oznaczenie, którym można się chwalić.
Uśmiechnął się prawie niezauważalne. Gdyby nie fakt, że część dzieciństwa spędził na piractwie, gdzie dostał prawdziwą szkołę życia, nauczył się jak się strzela i do kogo. Pewnie by tego nie mówił. Co prawda miał w sobie dużą część porządnego turianina, który trzyma się regulaminów, lecz nie dało się nie zobaczyć tej cząstki pirata, która potrafiła przyćmić to czego uczyło wojsko.
- Po stopniach nie da się określić czy ktoś na dany stopień zasługuje. To głównie zależy od zdolności dowodzenia i wydawania odpowiednich rozkazów. Gdyby jakiś szeregowy dowodziłby lepiej od moich przełożonych, za pewne słuchałbym jego rozkazów. Bo źle wydany rozkaz rzutuje na to czy przeżyje. - przestąpił z nogi na nogę - I szczerze stopnie mam w dupe.
Możliwe, że był to zbędny komentarz i zbytnia wylewność z jego strony. Nie mógł się jednak od tego powstrzymać. Miał nadzieję, że rozmówca dobrze to przyjął. Po odpowiedzi, którą powiedział w stronę Carlosa, odwrócił się w kierunku Diany, w oczekiwaniu tego co ona ma do powiedzenia.
ObrazekObrazek

Pochłaniacze ciepła: 5 | W magazynku M-3: 15/15
Ja’antian Actthan

Avatar użytkownika
 
Posty: 125
Dołączył(a): 19 sie 2015, o 18:46
Miano: Ja'antian Actthan
Wiek: 36
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianie
Zawód: Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik Sz.
Lokalizacja: [Argos Rho > Feniks] Stacja Szczyt
Kredyty: 21.565
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

28 wrz 2016, o 08:34

Dzięki temu, że na pytanie Diany odpowiedziała jako pierwsza, mogła stać z boku i obserwować zachowanie i mowę ciała pozostałych. I słuchać ich wypowiedzi, co powoli budowało w niej wizerunek ludzi, z którymi najprawdopodobniej przyjdzie jej spędzić trochę czasu. "Łatki". Była to jej wada - a może i zaleta? Przyklejała napotkanym osobom "łatki", jakby mentalne sticky-notes, charakteryzujące ich. Pierwsze wrażenie tworzyło w głowie Tori obraz, który później dość trudno było zmienić. Nie było to niemożliwe, ale trudne.
Mruknięcie Carlosa będące przytyczkiem na temat jej stroju skwitowała jedynie wzruszeniem ramion. Musiała się ugryźć w język, żeby nie rzucić jakiejś kąśliwej uwagi w odpowiedzi. To jak się ubiera to jej prywatna sprawa, a tym razem chciała wyglądać elegancko, na pierwsze spotkanie ze swoimi nowymi pracodawcami. Wykorzystała więc jedyne wyjściowe ubranie które znajdowało się w jej garderobie. To, że było jej przez to zimno, nie ulegało wątpliwości, ale był to jej własny wybór, a może głupota? Skrzyżowała ręce na piersiach, okrywając dłońmi pokryte gęsią skórką ramiona. Zadecydowała, że nie sięgnie teraz do torby po cieplejsze okrycie, bo byłoby to oficjalne przyznanie się do porażki. Wytrzyma.
Gdy odezwała się turianka, odwróciła wzrok od Browna, przyklejając mu w myślach pierwszą "łatkę". Burak. Słuchając wypowiedzi Luccarius, przechyliła głowę i uśmiechnęła się lekko. Oddziały wsparcia medycznego. Zatem żołnierz i lekarz polowy w jednym. Mogę się wiele od niej nauczyć, jeśli mi pozwoli. No właśnie - jeśli. Jak na razie jej postawa i lakoniczna wypowiedź nie sprawiały wrażenia, żeby turianka tęskniła za zawiązywaniem bliższych znajomości. Odludek - pojawiło się na "łatce" przypiętej Luccarius, jednak Tori zaraz zatarła to słowo, zastępując je innym. Wycofana.
Jako trzeci odezwał się turianin z blizną. Spojrzenia Actthana i Tori spotkały się przez sekundę i asari dostrzegła w jego wzroku jakby coś znajomego. Coś, co przypomniało jej dziecięce czasy. Potwierdziła to lakoniczna, ale rzeczowa i konkretna wypowiedź turianina. Wojownik. Ostatni turianin - wyższy od swojego poprzednika - był z pewnością ciekawą postacią. Było jednak w nim coś dziwnego... Jego wypowiedź w stosunku do Browna była nieco uszczypliwa. Z jednej strony pokrywało się to z odczuciem samej Tori, która sama chciała odgryźć mu się za jego wcześniejszą uwagę, z drugiej - Viyo nie został do tego sprowokowany. Zachowywał się trochę jak kaleka, obwiniający wszystkich wokół o swe kalectwo. Gburek.
Przygryzła dolną wargę, słuchając dalszych wypowiedzi. Potwierdziły one tylko trafność przypiętych "łatek".
Mam nadzieję, że wszyscy się z czasem nieco rozkręcą... - odwróciła głowę w kierunku Diany. "Łatkę" z napisem najemniczka przypięła jej już na schodach, teraz tylko pozostało obserwować czy poprawnie. I może w końcu dowiedzieć się na czym będzie polegała ich praca i zadanie na tej zapomnianej przez boginię planecie. Czterech nowych żołnierzy do ochrony... czego? Piasku? Tori była bardzo ciekawa drugiego dna tego kontraktu. Bo, że drugie dno istniało, była coraz bardziej pewna.
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

28 wrz 2016, o 23:22

Diana nie komentowała ani ubioru nowych pracowników, ani ich wyglądu czy przeszkolenia, o którym musiała już co nieco wiedzieć - chyba, że do tego czasu nie zdążyła do końca przeczytać zawartości trzymanego przez nią w rękach datapada, który teraz wraz z dłońmi schowała za swoimi plecami, stając wyprostowaną, niemal na baczność. Gdy siedzieli, mogła patrzeć na nich z góry w dosłownym tego zwrocie znaczeniu, możliwie porównując swoje wyobrażenia o nowych pracowników do ich faktycznej postaci.
Skinęła głową, spoglądając na asari, która jako pierwsza zabrała głos. Mogła domyślić się tego, że asari najprawdopodobniej jest zimno, lub fakt ten umknął jej uwadze. Tak czy inaczej nie powiedziała na ten temat ani słowa.
- Świetnie. Wyobrażam sobie, że obie będziecie ze sobą ściśle współpracować - odezwała się, dopiero gdy turianka również powiedziała o sobie kilka słów. - Czas na zadawanie pytań jest zawsze. Po to tutaj jestem, by udzielić odpowiedzi na te, na które udzielić mogę.
Przeniosła spojrzenie na Carlosa - nie uśmiechała się zbyt szeroko od samego początku. Również teraz nie wyglądała na rozbawioną lub oburzoną jego uwagami, które nie były skierowane bezpośrednio do niej. Dopiero gdy wypowiedzieli się również turianie i mężczyzna znów odpowiedział, tworząc tym samym dialog na temat niezwiązany zupełnie z placówką, z Kobo czy z samą Dianą, stojącą przed nimi, kobieta westchnęła, momentalnie pochmurniejąc.
- Mam nadzieję, że dogadywanie się przyjdzie wam z czasem - stwierdziła z przekąsem, decydując się na uruchomienie datapadu i przejrzenie jego zawartości, skoro pozostali postanowili podzielić się tylko kilkoma, podstawowymi faktami o sobie. - Tak jak powiedziałam, jestem do waszej dyspozycji dzisiejszego dnia. Za kilka godzin odbędzie się posiedzenie zarządu, na którym przedyskutowane zostaną wszystkie, najważniejsze kwestie, w tym wasze zadania. Poznacie je więc dopiero jutro.
Przełączyła coś na urządzeniu, które teraz rozbłysło, zmieniając tekst na ilustrację, lecz nie mogli dostrzec, co ona przedstawiała.
- Do tego czasu postarajcie się zadomowić i poznać lepiej ośrodek, w którym przyjdzie wam pracować. I siebie samych też. Nie wymagamy od was wojskowej dyscypliny, nie będziemy też mianować dowódcy oddziału póki nie poznamy waszych możliwości. - palcem przesunęła ilustrację naprzód, w powietrze, w reakcji na co pięć omni-kluczy piknęło, gdy wszyscy, nowi pracownicy otrzymali na swoje urządzenia mapki kompleksu. - Na mapkach zaznaczone macie kwatery, części wspólne oraz naukowe. Dzisiaj nie wychodzimy na zewnątrz, przy tej pogodzie i tak niczego nie byłoby widać. Poza budynkiem głównym znajdują się jeszcze stacje geofizyczne, wieże telekomunikacyjne, garaż i kilka stanowisk pomiarowych. Z tym zapoznam was jutro. Jak rozumiem każdy z was posiada swój pancerz? - uniosła brwi, spoglądając na nich znad trzymanego datapadu. Jej wzrok na dłużej zatrzymał się na asari, której obecny ubiór niekoniecznie sugerował posiadanie takiego sprzętu.
- Macie jakieś pytania, których nie możecie zadać w drodze? - spytała po dłuższej chwili, znów wyłączając datapad i krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej, przyglądając się wszystkim z osobna spod zmarszczonych brwi.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

29 wrz 2016, o 00:01

- W jakich godzinach posiłki i która godzina?
Wypalił. Domyślał się, że pewnie będą takie dla turian i dla normalnych. Ciekaw był w jakiej skali mierzą czas, uniwersalnej, lokalnej, ziemskiej czy jeszcze jakiejś innej, to może sporo powiedzieć o pracodawcy. Przy uniwersalnym galaktycznym były by do czynienia z międzygatunkową firmą, albo kimś kto nie pcha łap w gówno. Przy lokalnym było by dziwnie. A przy ziemskim, to kosmici powinni czuć się niepewnie, bo to jacyś rasiści mogą być. Ale co on tam wie, jest tylko głodny, zmęczony i chce się wykąpać. Ciekawe czy łazienki są w kajutach... A jeśli nie, to czy są koedukacyjne? Nie by podglądać turiankę, takich fantazji to on nie snuje. Może temu przeczyć, ale też lubi niebieskie damulki i nie obraził by się, gdyby musiał na nią spoglądać pod prysznicem. Co innego patrzenie na turian. Jakoś nie jest ciekaw intymnej anatomii tego gatunku. Pewnie by zrobili, że dana płeć kompie się o określonych godzinach, o ile nie zrobili natrysku w pokojach. Troszkę szkoda.
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 89
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Hawking Eta -> Century] Klendagon
Kredyty: 18.660

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

29 wrz 2016, o 18:21

Vex w milczeniu wysłuchał wymiany zdań między drugim turianinem, a człowiekiem, przyglądając się w zamyśleniu temu pierwszemu po jego niespodziewanej odpowiedzi. Zaskakujące podejście jak na kogoś kto jako jedyny z nich wszystkich powitał rekruterkę przepisowym salutem i pełnym stopniem. I o ile sam zgadzał się z częścią jego wypowiedzi dotyczącą stopni i potencjału dowódczego – byłby hipokrytą, gdyby się z tym nie zgodził, bo duchy wiedzą ile razy sam występował przed szereg, próbując przeforsować u przełożonego własny pomysł, który uważał za lepszy niż ten wydany rozkazem przez zwierzchnika– tak brał status wojskowy za coś więcej niż puste odznaczenie, za coś więcej niż okazję do pochwalenia się. W turiańskim społeczeństwie status wojskowy oznaczał status społeczny. Dla kogoś kto praktycznie wychował się w armii, stopień był po prostu częścią jego imienia i nazwiska – bez względu na to czy się na niego zasłużyło, czy też nie.
Oderwał wzrok od porucznika, przenosząc go z powrotem na kobietę. Gdy jego omni-klucz poinformował go o nadejściu nowego pliku, bez słowa uruchomił narzędzie, wyświetlając sobie podgląd kompleksu.
- Kilka – odparł pod adresem pytań, przesuwając spojrzeniem po zaznaczonych pomieszczeniach. Jednak jak tylko zapoznał się z ogólnym rozkładem, wyłączył omni i opuścił rękę, sięgając po swoją torbę. – Ale moje mogą poczekać, aż ruszymy.
Głupio byłoby przeziębić ich nowego medyka w pierwszą godzinę znajomości. Nie dodał jednak tego na głos, zarzucając po prostu ekwipunek na ramię. Kontynuował swoją wypowiedź dopiero jeżeli pozostali również dali znać, że mogą iść i pytać jednocześnie.
- Nie ukrywam, że byłoby miło dowiedzieć się czegoś więcej o potencjalne zagrożeniach, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć – odezwał się, gdy tylko znaleźli się wewnątrz, a odległe wycie burzy piaskowej ucichło. Jeżeli kobieta nie gnała przodem, zrównał się z nią krokiem.
Klendagon wydawał się być dziką, surową planetą. Zagrożenia, o których wspominało ogłoszenie, mogły mieć naturę zarówno lokalnej fauny, jak i piratów poukrywanych pośród skalnych pustkowi.
- Ten ośrodek wygląda na taki, który operuje już od jakiegoś czasu. Nie podejrzewam, żeby nagła potrzeba zatrudnienia dodatkowego oddziału wynikała po prostu z dmuchania na zimne? Gra słów niezamierzona.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

29 wrz 2016, o 19:44

Nie powinno dziwić, że to jeden z turian zainteresował ją przede wszystkim. Jak z porucznikiem Actthanem zdążyła się już mniej więcej zapoznać - wystarczająco by wiedzieć wcześniej kim był, gdzie służył i co go tu sprowadziło - tak porucznik Viyo był, mówiąc krótko, nowinką. Dokładając do tego fakt, że reprezentował oddziały specjalne, Luccarius musiałaby być ignorantką, by nie poświęcić mu odrobiny więcej uwagi niż pozostałym. Z doktor Te'erią mogła łączyć ją specjalność, Brown pod maską uprzedzeń mógł kryć zestaw niezwykle frapujących cech, ale to nie miało aż takiego znaczenia jak to, że ma obok siebie dwóch przedstawicieli tej samej firmy, którą reprezentowała i ona. Było to o tyle istotne, że wywodząc się z tego samego miejsca, w genach mieli to samo rozumienie pewnych kwestii i podobne interpretacje co niektórych zagadnień. Wychowywali się - przynajmniej z założenia - w podobnych warunkach i w tej samej kulturze, co siłą rzecz warunkowało nieco większą łatwość porozumienia niż z pozostałymi. To naturalne, że trudno było przejść obok tego obojętnie, i że w miejscu zdystansowania szybko pojawiała się ciekawość. Zakładając, że rzeczywiście będą dysponowali dzisiaj odrobiną wolnego czasu, Alana za jeden z punktów do zrealizowania postawiła sobie chociażby wspólny obiad z pobratymcami. Podzielała zdanie Vesser, że poznanie się było konieczne, i jakkolwiek z rezerwą podchodziła do myśli o ścisłej współpracy z asari - nie było to nic osobistego, posiadając własny zespół Luccarius niezbyt chętnie podejmowała się pracy lekarza z kimś innym, z kim na nowo musiałaby wypracowywać odpowiednie ścieżki zrozumienia i docierać się - tak w kontekście turian była pełna dobrej woli i faktycznego zainteresowania.
Nim jednak dane im będzie się rozejść, należało wyjaśnić pewne kwestie. Rzucając okiem na otrzymany plan, przez dobrą chwilę przyglądała mu się w sposób silnie uwarunkowany zawodowo - podświadomie wytyczając prawdopodobne ścieżki ewakuacyjne i szacując wartość budynku jako miejsce potencjalnej akcji ratunkowej. Oczywiście, nie przybyła tu w charakterze ratownika i przypomniała to sobie dość prędko, tym niemniej pewnych przyzwyczajeń i odruchów nie sposób było się pozbyć. Tak czy inaczej, póki co pobieżnie zapoznając się ze schematem - centrum medyczne stało się kolejnym punktem do zaliczenia w czasie, jakim mieli dysponować do otrzymania jakichkolwiek konkretów - ostatecznie ponownie uniosła wzrok, spoglądając na pozostałych. Niemo skinęła głową po udzielonej przez porucznika Viyo odpowiedzi w kwestii ruszenia dalej. Nie było potrzeby, by tkwili tu dłużej - skoro i tak faktyczna rozmowa, na którą czekali, ma odbyć się dopiero następnego dnia, o całą resztę można pytać w drodze.
Z samymi pytaniami jednak sama się nie wyrywała, w naturalny sposób pokazując, w jakiej roli zwykle się znajduje - obserwatora, nie inicjatora. Oczywiście, były od tej reguły wyjątki - szczerze mówiąc, w codziennej pracy Surexis wyjątków tych było tak dużo, że to one w zasadzie były normą - tym razem jednak nie było dla nich miejsca. Sama Luccarius uważała się tu teraz za wsparcie, nie lidera - nie z przesadnej skromności, ale po prostu ze względu na kompetencje. Może i była oficerem, może miała pod sobą świetny zespół specjalistów, ale nie teraz, nie tutaj. Jak ryba w wodzie czuła się tam, gdzie plecy obciążał plecak pełen medycznego sprzętu, a świat wokół zdawał się walić przy akompaniamencie pełnych cierpienia krzyków - do tego przecież ją szkolono. W dyskusje wdawała się tam, gdzie śmierdziało chemikaliami i gdzie królował wieczny pośpiech, bo w każdej minucie ważyły się losy kolejnych żyć. Tutaj... Tutaj nie było nic takiego. Przynajmniej na razie. W efekcie Alana wycofała się, nieświadomie dopasowując się do metki nadanej jej przez Te'erię. Wolała słuchać i zapamiętywać to, co słyszy - ewentualnie notując ważniejsze rzeczy na omni-kluczu na rzecz swego zmysłu wzrokowca - niż pytać, przynajmniej dotąd, dopóki jej własne pytania nie rozbiegną się drastycznie z tymi, które mogli zadać inni. Na razie jednak tor jej myśli biegł równolegle do tego, o co zagadnął już Vexarius, ze spokojem mogła więc oddać inicjatywę na rzecz cichej obserwacji.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ efekt kriowybuchu (3) przy ataku wręcz [kriomod]
+ 5% efektywności mocy biotycznych
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 24 sty 2016, o 00:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 7.930

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

29 wrz 2016, o 22:34

"Ściśle współpracować". Świetnie. Nie no, Tori nie miała nic przeciwko. Ale sama przed sobą musiała przyznać, że od momentu, w którym usłyszała o specjalizacji turianki, automatycznie ustawiła samą siebie w roli pomocnika.
Na pewno wyrobimy sobie jakiś model - pozwoliła sobie na szybkie spojrzenie w kierunku Alany - Ja zamawiam laboratorium. I diagnostykę implantów. I badania stacjonarne...
Gdy Diana zadała pytanie o osobiste pancerze i zawiesiła wzrok na Tori, asari oderwała się od myśli na temat podziału zadań i odwróciła głowę w kierunku pytającej. Natychmiast poczuła się głupio. No tak. Ona, w tej durnej kiecce, trzęsąca się z zimna, w towarzystwie ludzi, którzy wyglądali na takich co spali z pistoletem pod poduszką, a zużytych pochłaniaczy ciepła używali zamiast zapalniczek albo filiżanek do herbaty. Przepraszam - menażek. Filiżanka chyba nie mieściła się do końca w wojskowych standardach wyposażenia. Wyglądała przy nich jak kretynka. Jakim cudem przeszła rekrutację? Ma tutaj spełniać rolę maskotki? Czy może pierwszej do odstrzału? Ściągnęła usta i odpowiadając Dianie hardym spojrzeniem skinęła potakująco głową dziękując samej sobie w myślach, że kupując Falangę postanowiła zaszaleć i kupiła również pancerz.
Jak tylko znajdę się w swojej kwaterze muszę sprawdzić, czy nie została nigdzie jakaś metka. Reszta umarłaby chyba ze śmiechu gdyby to zobaczyła...
Omni-klucze piknęły i Tori wyświetliła schematyczną mapę kompleksu. Szybko zlokalizowała salę, w której się właśnie znajdowali i kwatery. Następnie prześledziła drogę z punktu A do punktu B, notując w pamięci zakręty i załomy korytarza. Hall, centrum medyczne, stołówka, korytarz, kwatery. Centrum medyczne trzeba odwiedzić i zobaczyć czym dysponuje. I ile osób... No właśnie.
- Jeśli mogę... - odezwała się gdy umilkł Viyo - Ile osób załogi liczy placówka? Chciałam również podpytać o pozostałych lekarzy. Wolałabym zawczasu wiedzieć ilu będziemy mieć potencjalnych pacjentów i współpracowników.
Spojrzała ponownie na turiankę. Nie odzywając się od momentu ujawnienia swojego nazwiska i profesji, notowała coś właśnie na swoim omni-kluczu. Nie zadawała pytań. Obserwowała. Tori westchnęła cicho. Cała piątka (wliczała również siebie) nowych współpracowników reprezentowała tak różne charaktery i osobowości, jak tylko było to możliwe.
A może właśnie o to chodzi? Może celowo skompletowano grupę tak odmiennych charakterologicznie postaci by obserwować ich w sytuacjach... Najbardziej oczywistym i nasuwającym się słowem było "skrajnych", ale Tori chyba wolałaby, żeby tak nie było. Miała nadzieję, że nie będą musieli w piątkę przeżyć tydzień na pustyni bez wody i jedzenia, atakować tresowanych miażdżypaszczy, czy zdobywać obozu gethów. Ani innych tego typu atrakcji. Ramiona zadrżały w lekkim dreszczu, lecz asari sama nie wiedziała, czy było to spowodowane zimnem czy emocjami.
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

29 wrz 2016, o 23:49

Actthan szybkim ruchem otworzył wysłany plik. Zdziwiło go trochę przejście przez stołówkę, jego zdaniem było to niepraktyczne. Jedynym sensownym miejscem, oczywiście jego zdaniem, było to większe pomieszczenie w zablokowanej strefie, ale z jakiegoś powodu była to zablokowana strefa i dlatego zostało wprowadzone takie a nie inne rozwiązanie. Przypuszczalnie była to sala konferencyjna, lub też pokazowa. Nie dowie się tego do puki nie zapyta się lub nie sprawdzi. Takie pytanie wydało mu się nie na miejscu, więc prawdopodobnie nigdy się nie przekona, co to tak właściwie jest. Jednak chodzenie po pomieszczeniach do których ma wstęp wzbroniony, przez co mogą go wyrzucić, nie opłacało się straty przynajmniej 10.000 kredytów. Lepiej było się zapytać o jakieś miejsca szkoleń, w których można byłoby spożytkować czas wolny. Jedynym takim miejscem według tej mapy było centrum medyczne, no i oczywiście kuchnia, o ile chciało się nauczyć gotować. Antian myślał raczej o strzelnicy, lub jakimś symulatorze. Choć centrum medyczne wydawało się równie kuszącą propozycją. Każda czynność pomagająca w przeżyciu była dobrą czynnością.
- Czas wolny będzie w stu procentach do naszej dyspozycji? Jeżeli tak, to czy macie tu jakieś miejsce, w którym można ćwiczyć cokolwiek? Na tej mapce jeszcze niczego interesującego nie zobaczyłem. Może zostaną nam przydzielone godziny na strzelnicy w cyklu dobowym?
Wolał się o to dopytać, ponieważ jeżeli coś nie progresje, to znaczy, że się cofa, a Ja'antian nie chciał zatracić umiejętności strzelania. Pomimo, że pracuje, a właściwie żyje, w wojsku i ma na co dzień taką możliwość, nie mógł z tego zrezygnować.
Nie czekał na odpowiedź. Szybkim ruchem znowu zarzucił bagaż na plecy i powędrował za przewodniczką. Przez całą drogę uważnie słuchał odpowiedzi Diany, jak również prawie co chwila spoglądał na mapkę. Sam nie wiedział, po co to robi, może z przyzwyczajenia do małych pomieszczeń, w których jak tylko się odwrócisz, jesteś na drugim końcu tego pomieszczenia. Inną przyczyną mogła być próba zapamiętania jak największych ilości informacji i dostrzeżenia jak największej ilości szczegółów, żeby później móc bez problemu się tędy przemieszczać.
Miał teraz czas na to, aby przeanalizować cały oddział. Zaczął więc od Alany, którą poznał jako pierwszą. Niezwykle ciekawa postać, szczerze każdy jest ciekawy, ale akurat Alana zaciekawiła Actthana bardziej niż pozostali, która ma równie ciekawą historię. Antian chciał ją poznać trochę bliżej, szczątkowe informacje, których mu udzieliła podczas lotu to za mało, choć wiedział, że nie będzie to takie łatwe. Po jej zachowaniu wnosił, że, albo nie lubi kontaktu z innymi, albo czuje się niepewnie, lub nie miała ochoty na tworzenie relacji z innymi członkami oddziału.
Kolejnie zwrócił wzrok w kierunku Tori. Widział, że ma wątpliwości, czy aby na pewno powinna tu być. Jego zdaniem każdy kto mógł coś wnieść do oddziału, był na właściwym miejscu. Ona, jako medyk, była bardzo ważną osobą, tylko czy podoła wyzwaniu? "Za pewne dowiemy się tego w przeciągu następnych dni." pomyślał Ja'antian.
Vex i Carlos nie zrobili na nim tak wielkiego wrażenia. Wiedział, że z Vex'em powinien się jakoś dogadywać, ciekaw był jak będzie z Carlosem. Miał nadzieję, że pod tym płaszczem grubiaństwa znalazło się miejsce dla odrobiny profesjonalizmu. Co do Vex'a nie przejawiał żadnych obaw w tej materii, w końcu był porucznikiem oddziału specjalnego. "Turiańskim porucznikiem" dodał w myślach.
Została tylko Diana, moża nie była ona członkiem oddziału, ale z pewnością zobaczy ją więcej razy. Wydawała się osobą niechętną do niańczenia nowo przybyłych. Z pewnością wolałaby wrócić do swoich poprzednich zajęć, nie odrywając się od codziennej rutyny. Ciekawe czym ona będzie się zajmować w czasie, kiedy oni będą na ośrodku i czym się zajmie kiedy go opuszczą. Nie wyglądała na dość zabawową osobę, może to i dobrze, przesyt humoru nie jest tym co Antian uwielbia najbardziej. Nie był w stanie powiedzieć nic więcej na jej temat, mógł tylko snuć domysły.
Szedł tuż za Dianą, nie chciał pchać się na sam przód, ze względu na to, że, po pierwsze wolał jak ktoś kto prowadzi jest przed nim, a nie za nim, po drugie nie chciał wdawać się z nią w dyskusje, przynajmniej nie teraz. Bardzo chciał się czegoś dowiedzieć na temat zadania, które im powierzono, lecz na to musiał poczekać. Diana nie była osobą, która coś na ten temat wie, zwłaszcza, że dopiero posiedzenie zarządu miało odbyć się za kilka godzin.
ObrazekObrazek

Pochłaniacze ciepła: 5 | W magazynku M-3: 15/15
Ja’antian Actthan

Avatar użytkownika
 
Posty: 125
Dołączył(a): 19 sie 2015, o 18:46
Miano: Ja'antian Actthan
Wiek: 36
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianie
Zawód: Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik Sz.
Lokalizacja: [Argos Rho > Feniks] Stacja Szczyt
Kredyty: 21.565
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

1 paź 2016, o 21:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Diana przeniosła uważne spojrzenie na Carlosa. Może nie spodziewała się od razu tak konkretnego, a zarazem prostego pytania. Dopiero po kilku sekundach otworzyła usta, by przekazać swoją odpowiedź.
- Każdemu przysługuje nieograniczona ilość racji żywnościowych z dyspozytorów. Poza tym ośrodek pracuje w systemie czterozmianowym, z dwoma grupami zmianowymi. W tym kuchnia - odrzekła, unosząc omni-klucz by zerknąć na godzinę. - Doba na Klendagonie jest niestandardowa. Staramy się przystosować ośrodek tak, by służył pracownikom jak najlepiej, ale was zmiany nie będą dotyczyć, podobnie jak grup wypadowych. Obecnie jest czterdziesta piąta dwanaście. Spotkanie zarządu odbędzie się o pierwszej, jutro. Pierwszy wypad zaliczymy o wschodzie Słońca, około siódmej. Macie sporo czasu.
Drgnęła, kiwając głową i zachęcając ich do wstania z ławki. Powoli ruszyła ku drzwiom, które prowadziły na korytarz. Tu, bezpośrednio przy dokach, na ścianach co jakiś czas znajdowały się wąskie okna, przez które do środka sączyły się promienie słońca. O szkło obijał się obecnie piasek, uniemożliwiając obserwowanie jakichkolwiek widoków.
- Nikt nie jest bezpieczny w dzisiejszych czasach. Ani na Ziemi, ani na Cytadeli, ani nawet tutaj - odpowiedziała po dłuższej chwili milczenia na zadane przez Vexariusa pytanie. Patrzyła przed siebie, twardo stąpając po metalowej podłodze. - Wszystkiego o swoich obowiązkach dowiecie się po posiedzeniu zarządu.
Słowa niemal cedziła przez zaciśnięte zęby. Temat zdecydowanie wytrącił ją z równowagi, możliwie przywołując nieprzyjemne wspomnienia lub poruszając kilka strun, które wolałaby, by pozostały w spoczynku. Z ulgą przeniosła swoją uwagę na pozostałych pracowników, których pytania były znacznie łatwiejsze do przetrawienia i wystosowania odpowiedzi.
- Obecnie około sześćdziesięciu. Zastępujesz jednego z trzech naszych lekarzy. Poprzedni jest... niedysponowany - odpowiedziała, idąc w stronę potężnych, zbrojonych drzwi. Nikt przed nimi nie stał - żadna ochrona, żaden pracownik. Po prostu ich panel świecił się na pomarańczowo, nim kobieta podeszła i przesunęła swoim omni-kluczem przed nim. Interfejs wyłapał odpowiednie kody identyfikacyjne, z sykiem rozsuwając dwie, potężne struktury i wpuszczając ich do dużego, kwadratowego pomieszczenia. W środku trójka osób odziana w zwykłe, codzienne ubrania, żywo komentowała coś, co znajdowało się na datapadzie trzymanym przez asari. Dwójka mężczyzn mówiła głośno do czasu, gdy wszyscy dostrzegli przechodzących nowych pracowników.
Ciężko było określić, czy to ich widok, czy też zacięta mina Diany sprawiła, że trójka natychmiast urwała rozmowę, odwracając wzrok. W powietrzu łatwo wyczuwalne było napięcie, którego ich przewodniczka w żaden sposób nie próbowała wyjaśnić.
Przeszli przez kolejne drzwi, do mniejszego, lecz równie jasnego korytarza. Odkąd dotarli do głównej części kompleksu, nie napotkali już na ani jedno okno.
- Pozostała dwójka pracuje w systemie zmianowym. Wszystko ci wytłumaczą - obiecała, prowadząc ich dalej. Minęli drzwi oznaczone holograficznym, unoszącym się kilka centymetrów od ściany znakiem - CENTRUM MEDYCZNE, i przeszli do kolejnego z pomieszczeń, opisanego jako szatnia. W środku znaleźli kilka ławek, sporą ilość szafek oraz kilka kabin prysznicowych, o przeźroczystych ściankach i kilku, umieszczonych na drzwiach każdej panelach. W jednej z nich stał właśnie mężczyzna odziany w pancerz, z którego intensywnie spłukiwano wszędobylski piasek. Machnął ręką Dianie, która skinęła głową, nie podejmując rozmowy. Huk wody i tak by im to uniemożliwił.
- To ośrodek naukowy, nie wojskowy, Actthan. Nie mamy tu strzelnicy. Możesz postrzelać do butelek na zewnątrz - westchnęła, przechodząc przez szatnię prosto na korytarz, a z niego do stołówki. -
Ta prezentowała się dość surowo. Duże pomieszczenie wypełniał gwar siedzących przy kilku z dziesięciu stolików osób. Wejście do kuchni było otwarte - właśnie wychodziła z niego turianka, która pilotowała jeden z dwóch statków, które przed chwilą wylądowały w dokach. W rękach trzymała tackę, a na niej parujące, pieczone warzywa polane niebieskim sosem. Nie zwróciła uwagę na przechodzących, nowych pracowników - od razu dosiadła się do jednej z takich grupek i zabrała do jedzenia.
Nie zdążyli przyjrzeć się pomieszczeniu - Diana pokonała odległość od wejścia do jednego z dwóch korytarzy w zastraszającym tempie. Po kilku sekundach, jeśli starali się za nią nadążyć, znaleźli się u wejścia do sektora z ich kwaterami.
- W drugiej sekcji obecnie panuje cisza nocna. Przyzwyczaicie się do systemu zmianowego. Proszę was tylko w imieniu reszty o niezakłócanie porządku w kwaterach osób odsypiających swój przydział - westchnęła, idąc długim korytarzem, mijając przy tym drzwi prowadzące do pozostałych pokojów.
W tej sekcji musiała najwyraźniej trwać właśnie zmiana, bądź czas wolny, ponieważ niektóre drzwi były otwarte, a z wielu słychać było głośne rozmowy czy śmiech pracowników.
- Możecie się rozgościć. Miałam oprowadzić was po całym ośrodku, ale to może poczekać, jeśli potrzebujecie czasu na odpoczynek po podróży - stanęła na środku korytarza, wpatrując się w stojącą przed nią grupkę. - Tak czy inaczej, będę w swojej kajucie. Macie mapę, traficie.
Pozostawiła ich samym sobie, pokazując wcześniej, komu należały się które drzwi. Wszystkie kwatery wyglądały podobnie - były dość małe, a miejsce w nich wykorzystane było do maksimum. Pod jedną ze ścian stało wąskie łóżko, nad którym znajdowało się okno. Obecnie w ich kwaterach metalowa zasuwa była rozsunięta, ukazując im mało interesujący widok na wirujący piasek - obok znajdował się jednak panel, którym w każdej chwili mogli ów zasłonę zasunąć, podobnie jak na statkach kosmicznych. Poza tym w pomieszczeniu znajdowała się szafa, biurko z dwoma szufladami i kosz na śmieci. Każda kwatera wyposażona była w mikroskopijną łazienkę z małym prysznicem, umywalką, lustrem, toaletą i wieszakami na ręczniki. Z braku laku świeże leżały w tym momencie na zamkniętej desce od toalety. Czarne, sygnowane logiem korporacji Kobo.
Zarówno w łazience jak i głównej części kwatery, światło dawały dwie, wmontowane w sufit lampy, których natężenie pracy można było regulować poprzez panel na ścianie przy drzwiach, lub własny omni-klucz. Drzwi można było również zablokować na hasło lub własny omni-klucz, choć mogli podejrzewać, że osoby o wyższym poziomie dostępu w razie potrzeby powinny móc tę blokadę ominąć.
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8821
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

2 paź 2016, o 14:18

Dostał odpowiedź na swoje pytanie, chociaż nie taką, która cokolwiek by wyjaśniła. Skinął w milczeniu na słowa Vesser, postanawiając jednak nie drążyć dalej. Wytłumaczeń było tyle co ziaren piasku szalejących za mijanymi oknami, uderzających we wzmocnione szkło i ograniczających widoczność praktycznie do zera. Ośrodek mógł potrzebować ochrony z wielu powodów. Reakcja kobiety sugerowała jakieś nieprzyjemne wydarzenie, które doprowadziło do ich zatrudnienia, więc może poprzednia ekipa (o ile takowa była), również stała się "niedysponowana".
Daleko było mu jednak do teorii spiskowych i podejrzliwego gdybania. Tak jak powiedziała Diana - wszędzie było niebezpiecznie, bez względu na planetę i środowisko. Poprzednia grupa mogła trafić na ruchome piaski lub zostać zaskoczona przed burzę piaskową i zwyczajnie zaginąć, co wymusiło na zarządzie zatrudnienie kolejnych osób do patrolowania. Nie było w tym nic dziwnego. Jeszcze.
Coś się jednak musiało wydarzyć, co do tego nie było wątpliwości. Napięcie, towarzyszące ich przejściu korytarzami kompleksu, wywołujące milczenie wśród niektórych pracowników, było wyczuwalne na tyle, by turianin odruchowo zaczął przyglądać się mijanym ludziom - i nieludziom - szukając w ich spojrzeniach czegoś więcej niż tylko ciekawość lub obojętność.
- Jeżeli zorganizujesz butelki, chętnie dołączę - rzucił do swojego krewniaka, odrywając myśli od pozostałych mieszkańców ośrodka, gdy temat zszedł na czas wolny. Nawet jeżeli Vesser powiedziała to w formie żartu lub uszczypliwości, wspólny trening nawet na prowizorycznej strzelnicy był dobrą okazją do poznania pozostałych. Karabin w dłoni i obiekt w celowniku - znajomy teren prawdopodobnie dla wszystkich turian, bez względu na to jak różne mieli charaktery. Wzruszył ramionami. - To znaczy jak już ucichnie zawierucha na zewnątrz.
Wszędobylski piach z pewnością również dyktował wygląd tutejszej rutyny. Koszmar dla sprzętu i maszyn; kilka tygodni na zewnątrz i nawet pomimo codziennego czyszczenia broni oraz pancerza, te będą wyglądały na kilka lat starsze.
- Póki jeszcze jesteśmy razem... - odezwał się ponownie, gdy już dotarli do kajut. Nim wszyscy zdążyli się rozejść, ponownie uruchomił własny omni-klucz, po czym kilkoma kliknięciami rozesłał zebranym namiar na swój komunikator. - Skoro mamy razem pracować, dobrze byłoby mieć do siebie kontakt.
Kiedy i tę sprawę mieli z głowy, wyłączył omni i machnął krótki, cywilny salut ich żegnającej się rekruterce, samemu również udając się do własnego pomieszczenia. Jak tylko zasunęły się za nim drzwi, rzucił torbę na łóżko i podszedł do okna. Spał w gorszych miejscach, spał też w lepszych, ale placówka miała jednak swoje standardy, a kajuta na własność była miłym akcentem. Nawet widok wirującego piasku za oknem był w pewien sposób uspokajający; turianin spoglądał przez kilka długich sekund na ostre drobiny tańczące w powietrzu, tworzące niezidentyfikowane kształty i chaotyczne, wijące się wzory.
Chociaż był pewien, że po kilku dniach w terenie będzie miał ich dość, bez względu na to jak ładne by nie były.
Odwrócił się od okna i zdjął ocieplaną kurtkę, zawieszając ją na krześle i zostając w ciemnej koszulce z wysokim kołnierzem. Wnętrze ośrodka miało regulowaną temperaturę, a pogoda na zewnątrz nie zwiastowała szybkich podróży poza grube drzwi, które minęli na początku wędrówki. Przysiadł na łóżku, zaczynając wypakowywać torbę. Pancerz niemal od razu umieścił w szafie, by był pod ręką, gdy przyjdzie pora na jego szybkie założenie, a broń przeniósł na biurko wraz z kompletem pochłaniaczy ciepła. Generator tarcz po chwili wahania zostawił przypięty przy pasku ("To nie paranoja, gdy... itd, itd."), po czym szybko i metodycznie zrobił przegląd ekwipunku, by upewnić się, że nic z niego nie zniknęło.
Zgodnie ze słowami Diany, mięli kilka godzin do własnej dyspozycji. Podróż nie była zbyt męcząca, chociaż zmiana systemów zawsze rozregulowywała zegar biologiczny - szczególnie, gdy planeta, na której przyszło im teraz tymczasowo zamieszkać, różniła się ponad dwukrotnie od standardowej doby. Vex potencjalne zmęczenie załatwił przemyciem twarzy w łazience i skorzystaniem ze świeżego ręcznika, po czym opuścił kajutę, zabezpieczając drzwi za sobą.
Pierwszy przystanek: pokój wspólny.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1147
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

2 paź 2016, o 17:58

Odpowiedzi Vesser dalekie były od idealnych - trudno było nie traktować ich jako zwyczajny unik. Diana zresztą niezbyt kryła się z niechęcią do powiedzenia czegokolwiek konkretnego - kolejne stwierdzenie o tym, że wszystkiego dowiedzą się jutro, miało w dość jasny sposób uciąć dalsze dywagacje. I jakkolwiek snucie teorii spiskowych było tu może przedwczesne, mimo wszystko trudno było nie zastanawiać się, co tak naprawdę się tu wydarzyło. Co sprawiło, że się tu znaleźli, co wywołało tak wyraźnie wyczuwalne napięcie królujące teraz na korytarzach ośrodka? To wszystko wymagało wyjaśnienia, znalezienia stosownych odpowiedzi, najwyraźniej jednak musiało to zaczekać.
Tak czy inaczej, przez całą drogę nie odzywając się ani słowem, rozglądała się tylko z uwagą po mijanych pomieszczeniach. Nie wypatrywała niczego konkretnego, zwykła ciekawość kazała jej poświęcić chwilę każdemu z pokonywanych pomieszczeń i mijanych pracowników korporacji. Biorąc pod uwagę, że w miejscu tym mieli spędzić co najmniej najbliższe kilka, kilkanaście godzin, dobrze było się z nim zapoznać i oszczędzić sobie problemów w przyszłości. Zaczepianie tutejszych za każdym razem, gdy czegoś by się potrzebowało, byłoby głupie i niezbyt dobrze widziane - Alana znała to z korytarzy Bazyliszka, gdzie reprezentowała zwykle tę drugą, niezadowoloną stronę. Nie ma nic gorszego niż świeżak, który nie potrafi zająć się sobą sam.
Gdy stanęli na progu przydzielonego im sektora sypialnego, nie ukryła przelotnego uśmiechu. Pojedyncze kajuty były miłym zaskoczeniem - taką prywatnością nie dysponowała nawet na swym rodzimym statku, gdzie pokój przyszło jej dzielić oficjalnie z Aterceo, a w praktyce z całą właściwie Kabałą, zwykle bowiem po spędzanych wspólnie wieczorach nie rozchodzili się do siebie, lecz zasypiali tam, gdzie akurat się znajdowali. Gdyby nie świadomość pracy, jaka miała ich tu czekać, pobyt na Klendagonie mogłaby potraktować niemal za specyficzne wakacje.
- Te butelki, Actthan. - Odzywając się po raz pierwszy od kilku dłuższych chwil, uśmiechnęła się nieznacznie do Ja'antiana. Uruchamiając jednocześnie omni-klucz, przesłała porucznikowi Viyo oraz pozostałym swoje sygnatury kontaktowe. - Jeśli faktycznie coś zaimprowizujecie... - Zerknęła przelotnie na Vexariusa. - ...daj znać i mi. - Każdy turianin odnajdywał się w kontaktach z bronią, a dopóki przed celownikiem mieściły się obiekty tak niegroźne, jak kawałki szkła czy plastiku - były one całkiem sporą przyjemnością. O innych sytuacjach, tych, w których w grę wchodziło faktyczne zagrożenie, Luccarius niczego podobnego by już nie powiedziała. Adrenalina może i była niezłą używką - musiała być, w końcu z jakiegoś powodu wielu poszkodowanych na placu boju żołnierzy stawało na głowie, by nań wrócić - na dłuższą metę jednak trudno było wyzbyć się narastających lęków.
Tymczasem, gdy rozeszli się do kajut, Alana spędziła w swojej właściwie tylko chwilę potrzebną na zamianę pancerza, w którym pokonała drogę - było w tym coś z paranoi i skrzywionych zawodem przyzwyczajeń, że nawet spokojny lot wolała spędzać w bezpiecznych płytach - na luźniejszy, prosty w kroju szary uniform. Ten nosił już wprawdzie oznaczenia wojskowe - zarówno godło Hierarchii, jak też symbole jej rangi oraz kabały Surrexis - co było jej średnio na rękę, tym niemniej musiała niechętnie przyznać, że to najwygodniejszy ubiór, jaki miała. Stworzony po to, by mogła spędzać w nim czas na pokładzie Bazyliszka, nie miał konkurencji nawet wśród zestawów cywilnych. Ostatecznie więc postanowiła przełknąć tę nieszczęsną manifestację swej roli zawodowej i przepinając generator tarcz z pancerza do szerokiego pasa kombinezonu, odetchnęła cicho. Elementy zbroi składając starannie w szafie, w ślad za nimi wsunęła też torbę i chwilę później ponownie wyszła na korytarz. Najbliższy cel? Centrum medyczne, do którego ruszyła szybkim krokiem. W ogłoszeniu rekrutacyjnym informowano, że zleceniodawca zapewni sprzęt medyczny - Luccarius nie byłaby sobą, gdyby na początek nie sprawdziła, co to dokładnie oznacza. Co im udostępniano? Jakiej klasy było wskazane wyposażenie? Zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy pozwoli jej się odrobinę rozluźnić i nabyć jakiegoś, drobnego choćby przekonania, że sytuacja wciąż jest pod kontrolą. Póki co znajdowali się może i w komfortowych warunkach, Alana jednak nie była w stanie od tak pozbyć się dręczącego ją niepokoju.
ARMOUR # CASUAL #NPC # BASILISK

ObrazekObrazek

+ efekt kriowybuchu (3) przy ataku wręcz [kriomod]
+ 5% efektywności mocy biotycznych
Alana Luccarius

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 24 sty 2016, o 00:42
Miano: Alana Luccarius
Wiek: 34
Klasa: Adept
Rasa: Turianin
Zawód: major Hierarchii, kabalim Surrexis
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Palaven
Status: Podlega obserwacji ze względu na zaburzenia neurologiczne i posiadany implant. Oficerem ją nadzorującym jest Caius Varril, członek Kabały.
Kredyty: 7.930

Re: [Hawking Eta -> Century] Klendagon

2 paź 2016, o 20:55

"Ośrodek badawczy, czy też nie, powinien mieć jakieś miejsce do treningu. Jak inaczej utrzymywać w formie personel ochronny w formie?" pomyślał Antian, ale już tego nie dodał. Zdecydowanie postać Diany go niezmiernie irytowała. Może się to zmieni z czasem, ale puki co nie chciał mieć z nią dużego kontaktu. Czasem po prostu zdarzają się takie osoby, których nie wiadomo jak bardzo chciało by się polubić, jest to niewykonalne. Ciekawe czy Vesser da Actthanowi jakiś powód dla jekiego można byłoby ją polubić. Obawiał się, że ta sytuacja mogła nigdy nie nadejść, ale zawsze trzeba mieć pozytywne nastawienie. Było nie było, spędzi z nią trochę czasu, a nie chce się z nią kłócić. Poza tym ona jest tu dłużej, więc pewnie zna już cały kompleks na pamięć, w razie gdyby coś poszło nie tak mogła okazać się dobrym sprzymierzeńcem.
Właśnie, niebezpieczeństwo i napięcie w powietrzu. Poczucie zaniepokojenia nie opuszczało Ja'antiana od chwili startu korwety. Tutaj ten efekt się tylko potęgował. Na początek małomówny kierowca. Owszem kierowcy nie muszą wszystkiego wiedzieć, ale unikanie już o czymś świadczy. Raczej o czymś złym, w szerokim znaczeniu tego słowa. Dochodzi do tego gburowata Diana. To jaką atmosferę wprowadza, to jak odpowiada i to jak się zachowuje, nie dają Actthanowi poczucia jakiegoś komfortu. Wręcz przeciwnie, zaniepokojenie w Antianie wzrosło. Na sam koniec sam fakt jak spoglądali na nich inni. Może i Ja'antian przesadzał. Może kierowca faktycznie nic nie wiedział. I to, że wszyscy się na nich dziwnie patrzyli, wiązało się z faktem, że są nowi i Vesser była kimś kogo się bali. Każda teoria jest dobra, ale najlepsza jest prawda. Niestety w tym momencie nie można było jej ustalić.
- Macie również namiar na mnie. - Kilka kliknięć w omni-klucz sprawiło, że reszta omni-kluczy piknęła informując właścicieli o wiadomości. - Jeżeli tylko uda mi się coś załatwić i oczywiście ta burza ucichnie, znajdzie się miejsce dla każdego. - Skierował wzrok na Alanę lekko się uśmiechając. Zakończył rozmowę salutując, następnie wszedł do swojego pokoju.
Ehhh... westchnął. Może i kwatera nie była zbyt duża, ale reszta kompleksu była zdecydowanie większa. To była jedyna rzecz, która podtrzymywała Actthana na duchu. W końcu przyjechał tu by odpocząć od małych pomieszczeń. "No nic, to tylko miejsce do spania, ważne, że jest łazienka". Szybko się rozpakował, sprawdzając czy aby na pewno wszystko zabrał. Stwierdził, że nie ma sensu już noszenie galowego munduru, więc przebrał się w coś bardziej cywilnego. Oczywiście generator tarcz na pasku zawsze dobra sprawa. Już ubrany po cywilnemu i rozpakowany wybrał się do stołówki. Było to najlepsze miejsce do zdobycia jakiś informacji, poza tym już trochę zgłodniał. Mógł niby pójść już przed rozpakowaniem, ale postąpił wedle naczelnej zasady, najpierw spanie, później jedzenie, na końcu picie... no tak z picia nici. Nie wolno pić w pracy, zwłaszcza w pracy całodobowej. Poza tym pewnie i tak nie mają tu alkoholu. Nie śpiesznie zmierzał w obranym kierunku i nie miał nic przeciwko jakiemuś towarzystwu.
ObrazekObrazek

Pochłaniacze ciepła: 5 | W magazynku M-3: 15/15
Ja’antian Actthan

Avatar użytkownika
 
Posty: 125
Dołączył(a): 19 sie 2015, o 18:46
Miano: Ja'antian Actthan
Wiek: 36
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianie
Zawód: Pilot myśliwca Siódmej Floty Turian, Porucznik Sz.
Lokalizacja: [Argos Rho > Feniks] Stacja Szczyt
Kredyty: 21.565
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Sponsor (1)

Następna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość