Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Re: Klinika Sanctum

6 kwi 2018, o 18:53

- Nie - odparła krótko i zdecydowanie. Zemsta na Clain była jej priorytetem odkąd się obudziła, tylko usunięcie implantu stanęło jej na drodze. A teraz było już za późno, Przymierze gdzieś zabrało kobietę i nie miała jej już więcej zobaczyć, skoro oficjalnie nie istniała. Może gdyby wciąż była dla wojska Ayą Hatake, której nazwisko figurowałoby w zebranych danych, wylądowałaby w tej samej dziurze, co Clara. Wtedy mogłaby doprowadzić sprawę do końca.
Zmarszczyła lekko brwi i potrząsnęła głową, nie mogąc skojarzyć, o czym Striker mówi. Tak jak dotychczasowe wspomnienia do tej pory kolejno wracały, tak to zniknęło chyba na dobre. Pozostało mieć nadzieję, że straciła tylko to jedno. Może jednak to i dobrze, nie stawiało ono Charlesa w dobrym świetle i raczej nawet przed tym wszystkim wolała do niego nie wracać. Może nie potrafiła zrozumieć, że chodziło o tę samą wizytę na Omedze, którą ona pamiętała inaczej.
Susan stęknęła z frustracją, gdy usłyszała komentarz Strikera i spojrzała na niego spod zmarszczonych brwi. Mówił prawdę, nie miała szczęścia, a teraz w szczególności, bo medi-żel nie był w stanie zaleczyć strzaskanego kolana. Co najwyżej uśmierzał ból i tymczasowo pozbywał się problemu krwawienia, ale wcześniej czy później musiała z tym iść do szpitala.
- No i ciekawe że akurat tylko z tobą takie rzeczy mi się zdarzają - odparła kąśliwie na jego uwagę.
- Nie, jestem - odezwał się Perkins, a jego ręka wychyliła się z kokpitu i zamachała do Charlesa. - Chciałem usiąść, a te fotele są wygodniejsze. Musiałem napisać kilka wiadomości. Wszystko... w porządku?
Wrócił na tył promu i przesunął spojrzeniem po Charlesie, a potem po Wade. Kobieta skinęła głową, nie widząc powodu, by tłumaczyć się ze swojego miernego samopoczucia. To chyba było jasne. Pozwoliła też Strikerowi przejść się i skorzystać z chwili samotności, która nie była mu dana od dłuższego czasu. Kilku dni, właściwie. Tylko tym razem, w przeciwieństwie do tego, co robiła zazwyczaj, nie przyszła do niego, by w milczeniu dotrzymać mu towarzystwa. Zza pleców słyszał, jak rozmawia z Darylem, a potem stęka z trudem, gdy mężczyzna pomagał się jej podnieść z progu promu i wejść do środka. Nie miał może kilkunastu godzin, ale miał te dziesięć minut spokoju, by uporządkować sobie wszystko w głowie. Pozostali czekali na niego, zajmując się swoimi sprawami, skoro tego potrzebował.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8128
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Klinika Sanctum

6 kwi 2018, o 20:36

Czas chyba po raz pierwszy nie przeciekał mu dosłownie przez palce. Teraz chyba po raz pierwszy od bardzo dawno mógł dosłownie poczuć jak czas stoi w miejscu. Jakby jakaś dziwna opatrzność czuwająca nad jego życiem postanowiła dosłownie dać mi te kilkanaście minut na przemyślenie sobie tego wszystkiego samemu. Nie wiedział tylko czy był to akt łaski z jej strony. Może wiedziała już co go czeka na przesłuchaniu i dawała mu teraz szansę na przygotowanie się na najgorsze.
Pomimo tych wszystkich niezbyt pozytywnych myśli na twarzy miał uśmiech. Jeśli Przymierze miało go wykończyć to trudno. Oni wszyscy byli bezpieczni. Żyli. Byli w stanie dalej żyć, a może nawet w jakiś sposób uda im się teraz prowadzić lepsze życie. Daryl dostanie pewnie awans, Will jakieś gratulacje czy cholera wie co, Susan wróci do swojej rodziny. Nawet Kyle i Dieter mogli w końcu prowadzić życie. Ci wszyscy więźniowie na Majesty. No i Aya. Czekała ich cholernie długa droga do szczęścia, a co dopiero do odbudowy związku jaki mieli kiedyś. O ile uda się go kiedykolwiek odbudować. Jeśli jednak jego życie się dzisiaj zakończy lub wyląduje w więzieniu to mógł być absolutnie pewny, że ona sobie poradzi. Najwyżej o nim zapomni, kiedy stare wspomnienia wyprą te świeższe. On i tak nie zasługiwał na to wszystko.
Charles patrzył teraz na wszystko z trochę innej perspektywy. Nigdy nie patrzył na siebie jak na męczennika, który bierze problemy innych na siebie i potem je rozwiązuje. Już po prostu taki był. I teraz na wolności mógł w końcu zrobić coś dobrego, a uwolnienie więźniów na Majesty tym właśnie było. Uratowanie Daryla i jego ludzi z rąk separatystów. Powoli się zmienia i każdego dnia czuł, że może nigdy już nie odkupi swoich win. Nigdy już nie będzie mógł prowadzić normalnego życia. Jednak tak długo jak będzie żył będzie się starał jakoś pomóc swoim bliskim. On sam już powoli czuł, że nie ma dla niego ratunku. Jeśli jednak chciał pomóc Ayi to musiał zebrać w sobie chyba wszystkie możliwe pokłady siły jakie miał w zanadrzu. Nie było ich wiele ale nie można było powiedzieć, że Striker nie należał raczej do osób, które szybko sobie odpuszczały. Kiedyś wspominał jej nawet o tym jak dowódcy mówili o nim jak o człowieku, któremu wskazuje się cel, a potem już tylko trzeba spierdalać z jego drogi. Teraz też tak było. Tylko tym razem jego celem nie było zabijanie, a próba pomocy komuś.
Wiedział, że będzie w tym wszystkim nieporadny. Nie umiał sobie radzić z własnymi emocjami, a co dopiero z emocjami innych. Chciał jednak spróbować. Zawsze bał się próbować czegoś nowego. Chociaż to zaszczepił mu Rosenkov. Teraz, kiedy już był wolny mógł w końcu podejmować własne decyzje.
Powoli wstał z chodnika. Nie zauważył nawet jak obok niego leżały już trzy wypalone papierosy, a czwarty wciąż palił się w jego gdzieś pomiędzy jego palcami. Patrzył jeszcze tak przez chwilę przez siebie delektując się ostatnimi chwilami tego co właśnie czuł.
Przez ten cały czas życie chciało mu dopiec. Zgnieść go dosłownie jak robaka i udowodnić, że nigdy nie będzie dla niego żadnego ratunku. Jednak on dalej stał. Wciąż mimo wszystko żył. Nie wiedział już nawet ile razy był blisko własnej śmierci, a jeszcze wczorajszego dnia był wyjątkowo blisko by samemu je sobie odebrać. Gdyby w środku tego pistoletu był chociaż ładunek na jeden strzał to nie stałby w tym miejscu. Nikomu już by nie pomógł.
Wystrzelił niedopałek gdzieś przed siebie. Musieli ruszać. Susan potrzebowała lekarza, a Aya w końcu odpocząć. On sam czuł się jak wrak ale to nie był jeszcze koniec jego problemów. Odwrócił się i ruszył w stronę promu. Kiedy już był w środku zajął miejsce obok Hatake. Na twarzy wciąż miał ten głupawy uśmiech, tym razem jednak pełen nadziei. Nawet nie można było tego nazwać nadzieją. To było też coś nowego. To nie była radość taka jak zazwyczaj. W jego wyrazie twarzy było coś nowego. Wydawał się być żywy. Nawet wcześniej będąc tylko razem z nią wciąż miał problemy z samym sobą. Teraz wyglądał jak człowiek, który zaraz przed śmiercią się z czymś pogodził. Tak właśnie wyglądał.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 976
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Klinika Sanctum

6 kwi 2018, o 21:06

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8128
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Nos Astra

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość