Niewielka kolonia, jedna z niewielu na planecie, będąca pod opieką korporacji ExoGeni, ale także stanowiąca pewnego rodzaju eksperyment możliwości adaptacyjnych. Zbudowana została na antycznych, proteańskich ruinach i to dzięki wykorzystywaniu ich technologii przetrwała wiele trudnych sytuacji.

Re: Kolonia

4 cze 2015, o 10:59

- Pewnie! Miło było poznać - pomachał ręką z uśmiechem do lekarki, żegnając się z kobietą, przy okazji kiwnięciem głowy przyznając jej rację. Nie, żeby z tego powodu miał mniej żartować sobie z Jacka - jednak fakt faktem zostawał, że niektórzy z kolonistów byli pod ciągłą opieką służb medycznych.
Inna sprawa, ile w tym było konieczności czysto warunkowanej ich potrzebą a ile - interesu korporacji w obserwacji długoterminowych skutków, jakie wystawienie na działanie toksyn obcej rośliny niosło.
Przynajmniej - w podejrzeniu chłopaka.
- Jak znajdziesz taką, co nie ucieknie na widok zaplamionego smarem kombinezonu i za salon starczy jej kajuta a za kuchnię - messa - przygarnąłbym w ciemno. Ale pani doktor raczej nie wygląda chyba na wielbicielkę takiego życia - roześmiał się z przytyku, jednak nie zamierzając udawać, że kobieta nie była ładna.
- Zresztą swoim weselem byś się zajął a nie mnie swatał, jeszcze tego... - przerwał, gdy urządzenie się zgłosiło, natychmiast zapominając co jeszcze chciał powiedzieć.
Przez moment przyglądał się to na mapię to na Jacka, z trochę głupim wyrazem twarzy. Zaraz jednak wywołał holo, tak by i mężczyzna zobaczył mapę, otrząsając się z zaskoczenia.
- Jack, dzieje się coś na tym obszarze? Prowadzone są tam jakieś prace czy badania, wiadomo ci coś o tym? - rzucił zupełnie poważniejąc, jakby oblano go kubłem zimnej wody.
Machinalnie przełączył mapy w tryb offline, by rozpoczęło się pobieranie istniejących szczegółowych map tamtej okolicy i i drogi między kolonią a nią bezpośrednio do pamięci klucza. Pokazujac holo z mapą mężczyźnie, tak by mógł się dokładniej przyjrzeć ewentualnie, jeśli by potrzebował.
Właściwie bez większej refleksji, czysto mechanicznie przyzwyczajony do faktu, że na Feros lepiej nie polegać na dostępie do extranetu czy bezprzewodowych środkach łączności - pogoda sprawiała, że potrafiły być wyjątkowo zawodne i nieprzewidywalne w działaniu.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

4 cze 2015, o 11:44

Nie została przyjęta? Biorą tylko ludzi? Do czego? Eksperymentów? Raczej nie chodzi o rasistowskie wymogi na pracownika w laboratorium. Caldera milczała, kiedy Ogden zreflektował się, że mówi za dużo. Uśmiechnęła się tylko lekko, kiwając głową, gdy musiał pójść do łazienki. Obserwowała jak, dość chwiejnie, odchodził, jednocześnie myśląc o kilku sprawach.
Po pierwsze, teraz to dopiero poczuła chęć porozmawiania z Shialą. Jakkolwiek mogłaby według Ogdena "sabotować", podżegać innych, tak według Heather nie mogła to być tylko zazdrość, która do tego kierowała asari. Ciekawe czy będzie miała jutro jak ją złapać, może w przerwie w pracy, znowu przy obiedzie.
Pozostawała jeszcze kwestia Ogdena, który wykazywał dość znaczne objawy upojenia alkoholowego. Ona sama też w pełni trzeźwa nie była, ale sporo jej do niego brakowało. Wyglądało na to, że nie będzie musiała się wielce starać, by go upić. Zrobi to sam, w dodatku bez zmrużenia oka.
Gdy wrócił, postanowiła nie kontynuować tematu, pozostawiając go na przyszłość, kiedy ten schlany będzie jeszcze bardziej. Sama go przeprosiła, dopijając swojego drinka i udając się po następny zanim zaoferowałby jej pociągnięcie z butelki samogonu.
Usiadła z powrotem na miejsce, rejestrując, czy torebka została nietknięta i postawiła szklankę na stole. W odpowiedzi na szeroki uśmiech Ogdena, jej usta także wykrzywiły się w tym samym geście. Odruchowo zlapała za szklankę i obracała ją w dłoni, zakładając nogę na nogę pod stolem i nieco się nad nim pochylając, w stronę szefa ochrony.
- Wciąż to samo, tylko w innym miejscu - odpowiedziała swobodnie, upijając łyk drinka. - Na Illium, konkretnie. Podejrzewam, że w porównaniu z Naamą, Nadzieja Zhu będzie bardziej przypominać wakacje - zaśmiała się cicho, wymieniając dość średniej wielkości miasto na Illium. Cała planeta znana była z tego, że nie uchodziła na tak praworządną jak mogłaby wyglądać i taki stan utrzymywał się nie tylko w stolicy. - Nawet jeśli nie, po tym zleceniu faktyczne, długie wakacje będę mogła wziąć. Po poprzednim czuję się, jakbym potrzebowała dlugiego prysznica na zmycie z siebie wszystkich tych brudów i przeklętej korupcji. Wzięłam z pięć po powrocie, a i tak nie wystarczyło.
Westchnęła cicho, przewracając wzrokiem po suficie, by następnie skierować swój wzrok na rozmówcę, w oczekiwaniu, aż uchyli kolejnego łyka, jak i odpowie na jej słowa.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

4 cze 2015, o 16:54

Wayra

Sygnał był słaby i nie na tyle konkretny, by określić lokalizację Mii dokładniej. Omni-klucz Talava podświetlił okolicę o średnicy niecałego kilometra, informując go, że gdzieś tam błysnęło ID jego siostry. Mapa pobrała się szybko, bo w kolonii zasięg był jeszcze normalny i dopóki Wayra nie wychodził poza jej teren, nie powinien mieć problemów z łącznością.
Jack pochylił się nad wyświetlanym hologramem i skrzywił się nieznacznie w zamyśleniu.
- Nie żeby coś, ale chyba pytasz niewłaściwą osobę - wzruszył ramionami i sięgając do wyświetlonej mapy pozwolił sobie ją przybliżyć. - Nie wychodziłem stąd od dwóch lat, jak coś to do portu. Zresztą wiesz o tym przecież. Tylko życzliwość tutejszych pozwala mi zajmować się tym, co robię, jakby mnie wysłali na którąś z tych pieprzonych ekspedycji to sam bym się rzucił w stado wygłodniałych varrenów, po to, żeby mnie tu odnieśli z powrotem, nieważne czy w całości czy w kawałkach.
Mapa nie przedstawiała obiecującej sytuacji. Skany nie znalazły żadnej drogi prowadzącej od kolonii do miejsca, skąd dochodził sygnał. Okolica otoczona była ruinami, sama też będąc jedną z nich. W żaden sposób nie byliby w stanie dotrzeć tam z powietrza - ewentualna droga mogła prowadzić przez zniszczone budynki i siedliska varrenów, lub pod ziemią, ale tego już z całą pewnością Wayra nie mógł znaleźć na swoim omni-kluczu. Konieczna by była znajomość sieci tuneli, wodociągów i tysiąca innych dziwnych przejść, o których większość kolonistów nie miała pojęcia - tylko ci zajmujący się utrzymywaniem ich we względnym porządku, żeby coś przypadkiem nie runęło, mogliby stanowić wsparcie w poszukiwaniach. Ale i tacy nie znali przejść tak daleko od kolonii.
- Twoja siostra, hm? - Jack podrapał się w tył głowy. - Słyszałem, że zniknęła. Zresztą nie ona jedna, tylko że oni wszyscy idą sobie z własnego wyboru. Ni cholery nie wiem jak, skąd i którędy, jeśli faktycznie przechodzą tam. Może jutro rano znajdziesz kogoś, kto będzie chciał ruszyć tam z tobą. Tylko uważaj z kim rozmawiasz, ostatnio wszyscy są drażliwi jak stado bab przed okresem.

Heather

- Nigdy na Illium nie byłem - przyznał. - Musi być tam cholernie niebiesko.
Na wspomnienie o prysznicu przesunął spojrzeniem po skrytej częściowo za stołem sylwetce Heather. Nie krył jej już pancerz, a Quin zgubił gdzieś po drodze wyczucie i część samokontroli, więc jego wzrok sam powędrował w co ciekawsze miejsca. Dopiero kiedy zorientował się, że Wade patrzy bezpośrednio na niego, zreflektował się i skupił się na swoim pustym kieliszku, marszcząc brwi, ale i uśmiechając się lekko.
- Tutaj prysznic jest obowiązkową częścią dnia, niektórzy potrzebują go trzy razy dziennie, zwłaszcza jeśli pracują w tym syfie na zewnątrz - machnął ręką w nieokreślonym kierunku, prawie przewracając butelkę. - To znaczy... chodzi mi o pył. Ja sam mam wrażenie, że wracam z piaskownicy, jeśli zdarza mi się ruszyć z ekspedycją i wrócić po kilku dniach. Jak przyjdzie ci wyjść dalej, niż tu, w okolice, wtedy to naprawdę musisz pamiętać o masce. Albo szczelnym hełmie. W oczy nie szczypie, ale wkur... irytuje.
Złapał w końcu butelkę, w której została może jedna trzecia płynu - jeśli alkohol był tak mocny, jak można się było domyślać, to Ogden trzymał się naprawdę nieźle. Nawet w chwili, gdy uzupełniał sobie kieliszek, Heather mogła poczuć jego intensywny zapach. Wypił następną kolejkę i potrząsnął głową, znów wycierając z brody resztki samogonu, które teraz jakoś bardziej niż do tej pory się na niej osadzały.
- Tu korupcji nie mamy, jeśli się o to martwisz - uśmiechnął się. - Za to mamy depresje, nerwobóle po torianie... - zmarszczył lekko brwi. - Słyszałaś o torianie, prawda? Gatunek trzydzieści siedem - powiedział powoli, dostojnie. - Powinnaś o tym wiedzieć, skoro już tu z nami zostajesz. Jeśli zwierzchnictwo ci nie załatwiło raportów, to jutro dam ci do nich dostęp, powinnaś mieć pojęcie co się z ludźmi dzieje. Cholera, jutro jest tyle do ogarnięcia - westchnął i oparł się wygodnie, po dłuższej chwili milczenia i wpatrywania się w jakiś odległy punkt wracając spojrzeniem do Heather. - No ale to jutro. Ty też pewnie jesteś zmęczona podróżą i będziesz chciała zaraz wrócić do swojego łóżka - uśmiechnął się znów, pozwalając kobiecie samej dojść do wniosku, czy to jedno słowo podkreślił celowo, czy to jakoś samo tak wyszło.
Niektóre rzeczy wszędzie funkcjonowały tak samo i chyba nigdy się nie zmienią.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

6 cze 2015, o 11:18

Zaśmiała się cicho, udając, że nie widzi wręcz ostentacyjnego spojrzenia Ogdena. Wyraźnie alkohol zwalniał wszystkie bariery, które od początku mężczyzna sobie ustawił. Mogło to przynieść korzyści, nawet jeśli sam proces zdobywania ich miał być nieprzyjemny. Wiadomo więc, że będzie musiała próbować.
- - Nie wiem czego mogłabym sama szukać w proteańskich ruinach - odrzuciła dość pogodnym tonem. - Chociaż, przyznam, że mogą być fascynujące. Mimo wszystko, dla mnie widok tutaj, z okna, jest lepszy. Wam jednak musi się często zdarzać ochranianie jakiejś ekspedycji.
Upiła kolejny, malutki łyczek drinka, biorąc wręcz zamach szklanką co sugerowało wzięcie porządnego łyku. Obserwowała dyskretnie poziom alkoholu w butelce Quina. Alkohol, który wypił przed chwilą, zaczynał powoli działać.
Impreza się rozkręca.
Torian? Słyszała sporo sama, ale wszystko umykało jej z pamięci gdy należała ona do Diane Caldery.
- Tylko plotki.
Westchnęła cicho, na moment jakby tracąc taki zapał, gdy mówili o dość nieprzyjemnym temacie. Będzie musiała go zgłębić następnego dnia. Po tym, kiedy Quin spróbuje zgłębić ją.
Zaśmiała się głośno słysząc jego zakończenie tematu, jednocześnie obserwując mężczyznę nieco nieprzytomnym spojrzeniem, jakby trochę już wypiła - w końcu tak było. Nic nie przeszkodzi jej w wyglądaniu na pijaną w takim momencie.
- Nie wiem, czy dalej pamiętam gdzie moje łóżko jest - uśmiechnęła się w jego stronę kokieteryjnie, przekładając nogi i zakładając drugą na pierwszą, gdyż w tej pozycji zaczęły już drętwieć od nieustannego siedzenia. - Będziesz musiał mi w tym pomóc, kiedy faktycznie zrobię się zmęczona.
Uniosła lekko brew, niewinnie przenosząc wzrok na szklankę z alkoholem, z którego pociągnęła łyk, licząc, że to wymusi na nim automatyczny odruch przechylania butelki i wlania samogonu do własnych ust.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

8 cze 2015, o 15:11

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Kolonia

8 cze 2015, o 16:13

Heather

Ogden uniósł uważne spojrzenie z powrotem w jasne oczy Heather i uśmiechnął się tajemniczo. Błysk, który pojawił się w jego oku mógł być lekko niepokojący i o dziwo nie wywołała go prośba o pomoc w znalezieniu łóżka, lecz pierwsze zdanie, wzmianka o samotnych wyprawach w proteańskie ruiny i ekspedycjach.
- Tak, zdarza się nam - przyznał, opierając się wygodnie. Pod wpływem alkoholu trudne zbitki spółgłosek w niektórych słowach zaczynały mu się już sklejać w jedną, nieokreśloną całość. - Ale tobie też się zdarzy, jeśli nie w ramach pracy, to w czasie wolnym. Ruiny same znajdą ciebie - jego wzrok powędrował gdzieś za plecy Wade, w stronę Talava opuszczającego pijalnię. Obserwował go przez dłuższą chwilę, dopóki tamten nie zniknął za zamkniętymi drzwiami i dopiero wtedy wrócił świadomością do stołu, przy którym siedział. Polał sobie jeszcze jedną kolejkę, rozlewając już nieco dookoła szkła, ale zaraz wytarł to papierową serwetką.
- Te pierdoły, co ludzie wymyślają teraz, to wszystko przez badania, te przez które nasza zielona tak sra żarem. Znaczy się... panikuje. Bo one mogą wszystko zmienić, wszystko, znaczenie ludzkości w galaktyce. Są niesamowite. Więc Shiala cierpi, po pierwsze dlatego że nie ma pojęcia co się dzieje, bo nikt jej nie potrzebuje, po drugie dlatego, że wie jakie skutki przyniesie sukces. A do sukcesu jest tak niesamowicie blisko... tak mówi przynajmniej.
Westchnął i oparł się łokciami o stół, garbiąc się nieco, tak by jego oczy znalazły się na wysokości oczu Heather. Zamrugał kilkakrotnie, łapiąc ostrość.
- Powinnaś czekać na wiadomość, bo napisze do ciebie, jak tylko zorientuje się, że tu jesteś - powtórzył. - Może nawet dzisiaj, a może za kilka dni. Znajdzie ci przewodnika, albo ja ci go znajdę - pokręcił głową. - Ja tam jeszcze nie byłem, ale nie mogę. Muszę pilnować tego, co się tu dzieje, zniknięcie szefa ochrony na trzy tygodnie, czy miesiąc, czy jak to niektórzy twierdzą NA ZAWSZE... - machnął ręką, wysokim głosem przedrzeźniając najwyraźniej asari - ...nie wpłynie dobrze na to, co się tu dzieje. A ktoś musi czuwać, żeby wszystko było pod kontrolą, hm?
Westchnął i zmarszczył ciemne brwi. Wkręcony w swój pijacki monolog zapomniał już najwyraźniej o subtelnej propozycji, którą Diane Caldera mu złożyła. Teraz na chwilę priorytetem stało się zafascynowanie jej tematem, który fascynował również jego.
- Może niepotrzebnie to mówiłem - zreflektował się w końcu i westchnął. - On sam wybiera sobie ludzi. Porządek w kolonii jest równie ważny, co badania. Mógł nie wybrać ciebie. To znaczy... ja bym wybrał, gdybym taki wybór miał, ale on nie do końca... Hm.
Zamilkł i wbił oskarżycielskie spojrzenie w butelkę, prawie już pustą. Wypadało ją opróżnić, ale z ostatnim kieliszkiem mógł przecież poczekać. Za to przypomniało mu się o czym rozmawiali wcześniej i od razu błysnął w stronę Heather swoimi białymi zębami. Mógł być uznawany za mężczyznę przystojnego, jeśli komuś odpowiadał taki typ urody i chyba zdawał sobie z tego sprawę - w przeciwieństwie do stanu upojenia, w jakim się znajdował. Może i potrafił być urzekający i przekonujący, ale nie po butelce samogonu.
- Jakieś się znajdzie - znów zamrugał. - Łóżko w sensie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

8 cze 2015, o 22:06

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Przysłuchiwała się, nawet jeśli nie wyglądała na zbyt ogarniętą w tym momencie. Ruiny znajdą mnie? Badania? Przełomowe? W proteańskich ruinach?
Co tu się do cholery dzieje?
Tak czy siak, zanim Wade dowie się, o co chodzi, być może bezpośrednio od tego rewolucjonisty, wiedziała, że będzie chciała usłyszeć słowo od Shiali. Była tego w zupełności pewna, gdy wzięła kolejny, mały łyczek. Wyraźnie nie czuła się pewnie słuchając o tym, ale starała się umyślnie tego nie pokazywać.
- Brzmi trochę niepokojąco - zauważyła, uśmiechając się słabo, komentując tym samym słowa, które miał jej do powiedzenia.
Zignorowała wychodzącego Talava, wiedząc, że i tak do ich wspólnej rozmowy nie miało szybko dojść.
- Nie wiem, czy moi pracodawcy udział w tajnych badaniach uznają za część mojej pracy - dodała nieco zakłopotana, nie spuszczając wzroku z szefa ochrony. - Brzmi na coś naprawdę imponującego. Byłoby szkoda, gdybym musiała odmówić uczestnictwa.
Westchnęła cicho, prawdziwie, bo ilość chaotycznych informacji, jakie dostawała, zaczęła wymagać chwili stopu - uporządkowania sobie wszystkiego w głowie. I tak powiedział jej sporo, domyślała się więc, o co może chodzić i gdzie. Nie wiedziała jednak większości innych informacji. A te mogłaby zdobyć na różne sposoby - do głowy przychodził jej najłatwiejszy i jeden. Zanim jednak będzie mogła go zrealizować, musiała pouśmiechać się jeszcze trochę.
Siedzenie w tej spelunie może i mogło być przyjemne, ale do czasu. Dowiedziała się sporo i z pewnością zda nad ranem raport, przesyłając go po uprzednim, drobiazgowym zakodowaniu i ukryciu wiadomości pod pozorem standardowej notki dla pracodawców.
- Rozumiem, Ogdenie - zaśmiała się oszczędnie, ucinając jego motanie się i unosząc dłoń do swoich włosów, których kosmykami zaczęła się powoli bawić.
Z pewnością, Quin nie należał do brzydkich mężczyzn, co ułatwiało jej niesamowicie pracę. Nie mogła tego nazwać niczym innym, ale nie w tym tkwiła magia - jak tylko przekonywała samą siebie z sukcesem, że autentycznie jest zainteresowana tym mężczyzną, tak długo nie dało się przejrzeć jej kłamstwa. Ciężko w końcu zarzucić je komuś, kto niemal stuprocentowo sam w nie wierzy.
- Towarzystwo powoli się zbiera, nie chciałabym zamykać lokalu. W końcu czeka nas praca... - uśmiechnęła się zawadiacko, dopijając ostentacyjnie resztę drinka i oblizując usta, na których pozostały kropelki alkoholu. - Nie znalazłoby się jakieś... już teraz?
W krótkiej przerwie w tej wypowiedzi wstała, bez hałasu odsuwając krzesło i łapiąc od niechcenia torebkę. Posłała Quinowi niewinne spojrzenie, czekając na jego reakcję i nie spuszczając z niego wzroku.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

10 cze 2015, o 14:11

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Kolonia

10 cze 2015, o 14:47

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Quin skrzywił się nieco na reakcję Heather, wzruszając ramionami.
- Może trochę. Ale chyba nie jest tak źle - uśmiechnął się lekko. - Teraz pani bezpośrednim zwierzchnikiem, pani Caldera, jestem ja, ewentualne wnioski rozpatrywać też będę ja, także w razie czego jakoś sobie poradzimy.
Opróżnił butelkę, nalewając resztę zawartości do kieliszka. Był pełny, tak bardzo, że bardziej być już nie mógł, a gdy Ogden go uniósł, część rozlał po drodze na blat stołu. Tak samo jak poprzednim razem, wytarł go papierową serwetką i dopiero wtedy odetchnął głęboko, potrząsając głową. Nawet jak na mężczyznę jego postury, pochłonięcie całej półlitrowej butelki alkoholu wydawało się niezłym wyczynem. Chyba że to u niego standard - to mogło wyjaśniać odporność, ale z drugiej strony było trochę smutne.
- Tak... tak tak - zerwał się, gdy tylko Wade wyraziła chęć opuszczenia lokalu i uśmiechnął się szerzej. Zerknął na jej usta i na pustą szklankę, potem z powrotem na jej usta. - Tylko... moment.
Zgarnął swoją kurtkę i przewiesił ją sobie przez ramię, bo mimo że na zewnątrz nie było wcale tak ciepło, jego rozgrzewał alkohol we krwi. Podszedł do Jacka, teraz siedzącego samotnie przy swoim stoliku i wpatrującego się w omni-klucz. Uregulował rachunek za Heather, jeśli tego sama nie zrobiła i zaraz do niej wrócił, podając jej ramię. Nie stanowił zbyt dobrego oparcia w tym momencie, biorąc pod uwagę że sam nie do końca trzymał się pionu, to bardziej ona była podporą dla niego.
Kiedy drzwi pijalni zamknęły się za nimi, skierował się w stronę modułu wynajmowanego przez swoją nową pracownicę. Szedł powoli, starając się sprawiać wrażenie trzeźwego, co wyglądało dość zabawnie, bo droga i tak zajęła im o kilka minut dłużej, niż zajęłaby normalnie.
- No więc... co do znajdowania łóżka... - odprowadził Heather pod same drzwi i oparł się o ścianę, pochylając się nad nią. Nie mógł się zdecydować, gdzie utkwić spojrzenie, więc to wędrowało pomiędzy oczami, ustami i dekoltem kobiety. W jego oddechu czuć było alkohol i jakieś owoce, na których najwyraźniej opierał się jego skład. - Masz piękne włosy - stwierdził, unosząc dłoń i przeczesując je palcami, odgarniając je z jej ramienia.
Nie pochylił się jednak bardziej, tylko westchnął w końcu i wyprostował się, zmuszając się do odsunięcia się od Wade. Wyraźnie kosztowało go to wiele, ten jeden krok w tył odbił się na jego twarzy cierpieniem i szczerym żalem.
- Przepraszam, nie powinniśmy... ja nie powinienem - pokręcił głową i zamrugał intensywnie, próbując złapać ostrość. Dłoń, która przesunęła się przez jej włosy, zacisnął w pięść i wsunął do kieszeni. Zrobił jeszcze jeden krok wstecz. - Może... może nie dzisiaj, zresztą praca - odchrząknął. - To znaczy z tobą, pracuję przecież, nie wolno. To był bardzo miły wieczór i mam nadzieję, że będziesz chciała go jeszcze powtórzyć, wybacz że tak... umm... - podrapał się po brodzie. Jeszcze jeden krok do tyłu. - No więc łóżko masz w środku, a ja powinienem raczej znaleźć swoje, chociaż... cholera... Widzimy się jutro? O... dziesiątej?
Stał już dobre trzy metry od Heather, ze szczerym zakłopotaniem odmalowanym na twarzy. Po chwili zastanowienia ściągnął z ramienia kurtkę i zarzucił ją na plecy. Przesunął jeszcze raz wzrokiem po jej sylwetce i ponownie westchnął, ale najwyraźniej podjął już decyzję.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

14 cze 2015, o 14:12

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Nie miała problemu z pozwoleniem mu na zapłatę za jej drinki, toteż nie przeszkodziła mu, gdy podszedł do Jacka by to zrobić. Czekała jedynie, trzymając torebkę i nie spuszczając z mężczyzny wzroku.
Uśmiechnęła się znów, łapiąc podawane jej ramię tak, by w miarę stabilnie go trzymać i nie wyglądało to, jakby asekurowała każdy jego krok. Wiedziała, że z dwójki z nich to ona będzie szła prostszą linią, jeśli już, choć nie czuła potrzeby w wytykaniu tego mężczyźnie.
Szybko dotarli na miejsce, w końcu kolonia nie była spora. Przejście z jednego modułu mieszkalnego do drugiego nie mogło trwać nawet w połowie tyle, co ten sam dystans pokonany na Cytadeli czy każdym innym mieście. Caldera pozwoliła odstawić się pod ścianę, wyzbywając się myśli o tym, do czego za chwilę dojdzie.
W przeciwieństwie do Ogdena, nie błądziła wzrokiem po jego ciele. Czuła na swojej skórze jego ciepły, przepełniony alkoholem oddech, sugerujący, że wypił zdecydowanie sporo - a stał teraz zdecydowanie za blisko.
Nie czekała na kolejne jego słowa, wiedząc, że teraz będzie przekonywał się co do słuszności swoich czynów. Ujęła jego twarz własnymi dłońmi i skróciła dystans dzielący ich usta, składając na jego wargach ciepły, namiętny pocałunek.
Jeśli jednak, mimo wszystko, mężczyzna odsunął się od niej, spojrzałaby na niego zawiedziona, po chwili przywołując na swojej twarzy wyraz otrzeźwienia - jakby sama zapomniała się tego wieczora. Miała jednak nadzieję, że tego nie zrobi i nie zostawi jej ot tak. Nie zamierzała robić awantury w razie potrzeby, a jedynie wrócić do własnego modułu i położyć się w łóżku sama, ustawiając budzik na poranną godzinę.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

15 cze 2015, o 16:02

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Kolonia

15 cze 2015, o 18:09

Heather

Tego się z pewnością nie spodziewał. Był przekonany o słuszności swojego postanowienia tak bardzo, że gdy Heather go pocałowała, na krótką chwilę znieruchomiał, w ciężkim szoku próbując zorientować się co się właśnie dzieje. Dopiero po tej sekundzie niepewności objął ją w talii i przyciągnął do siebie, z zachłannością którą w dużym stopniu można było zrzucić na alkohol - choć niekoniecznie, Wade przecież prawdopodobnie wyglądała lepiej niż dziewięćdziesiąt procent kobiet, które dane mu było w życiu spotkać. A jeśli nie lepiej, to na pewno inaczej.
Pociągnął ją ze sobą pod samo wejście, nie pozwalając jej się odsunąć nawet na milimetr, ale ustawiając ją tak, by mogła otworzyć drzwi i wpuścić ich do mieszkania. Plany Heather na resztę nocy stały się w tym momencie dla niego zupełnie jasne i nawet jeśli wcześniej miał wątpliwości, to bardzo skutecznie mu je rozwiała. Zaraz po zamknięciu drzwi pozbył się kurtki i koszulki, pomógł też Wade jeśli ta nie zrobiła tego sama i w końcu podniósł ją i przeniósł na łóżko.
- Tutaj jest - mruknął i uśmiechnął się do niej szeroko.
Quin wyglądał dobrze, a jego dotyk mógł być przyjemny, jeśli pozwoliła sobie na rozluźnienie. I wyraźnie się starał, chociaż alkohol sprawiał, że w jego ruchach było trochę niezdarności. Ale tylko do pewnego momentu. Potem już całkowicie poddał się pożądaniu, pociągając ją za sobą.

Mogła się chyba spodziewać, że zaraz po tym zaśnie. Na szczęście nie chrapał. Przez chwilę jeszcze przesuwał palcami po jej plecach, ale w końcu jego ręka znieruchomiała i tak już zostali, choć to nie mogła być dla Heather najwygodniejsza pozycja. Nie mogła się nawet obrócić w niedźwiedzim uścisku śpiącego mężczyzny.
I w tej chwili jej omni-klucz piknął cicho, informując o nowej wiadomości.
To mogła jeszcze zrobić, uniesienie przedramienia bez budzenia Ogdena było wykonalne. Nie była to wiadomość od dowództwa, zresztą nadawca był całkowicie nieznany.
Jako gatunek, ewoluowaliśmy by przetrwać. I kosztuje nas to strasznie dużo wysiłku, by wreszcie, raz na kilka pokoleń, gdzieś urodził się geniusz. Ten, co wymyślił koło. I światło. I samolot. Ten, co zbudował miasto, naród, imperium... Człowiek jest wolny, dopóki ludzkość go nie potrzebuje. Może ludzkość potrzebuje dzisiaj Ciebie. By coś uczynić. Może potrzebuje mnie - by sprawdzić czy jesteś w stanie ludzkości pomóc.
Ktoś będzie na Ciebie czekał, o 12:00 przy wschodnim wyjściu. Jeśli tylko będziesz chciała przyjść. Zobaczyć. Zrozumieć.

Ogden westchnął przez sen i przekręcił się na plecy.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

17 cze 2015, o 22:54

Spodziewała się, że ulegnie. Może gdyby dalej prowadzili swoje gierki to nie byłoby tak łatwo i faktycznie udałby się do domu, ale kiedy tak otwarcie przekazała mu swoje intencje, to, cóż. Był tylko facetem na zapomnianej przez Boga kolonii, w której kobieta albo chodziła w kombinezonie i uwalona była pyłem, albo w uniformie, tylko czystsza. Wiedziała, że różni się od nich zupełnie i naturalnym było, że chciała to wykorzystać.
Bynajmniej nie myśląc o całym zajściu jako o części swojej pracy, bo to zrujnowałoby efekt, oddała się chwili, by przywołać uśmiech na swoje usta czując później dotyk męskiej dłoni na swoich plecach. Ostatecznie, Quin nie był złym facetem. Nie chodziło tu tylko o wygląd, ale ogólną osobowość. To nie tak, że musiała zaciskać zęby w tym momencie i "jakoś to przeżyć". Bynajmniej.
Przymknęła oczy, wiedząc doskonale, że mężczyzna zasnął już jak kłoda. Sama jednak nie chciała tego robić, mimo tego, że wydawało jej się to teraz najcudowniejszą wizją spędzenia reszty nocy. Myślała właśnie, jak dyskretnie wygramolić się z jego uścisku, żeby nie naruszać jego snu, kiedy piknięcie jej własnego omni-klucza na moment zmroziło jej krew w żyłach.
Było nagłe i zbyt głośne, kiedy ona poruszała się cicho i spokojnie. Natychmiast przeczytała wiadomość, z kazdym kolejnym słowem mrużąc oczy jeszcze bardziej. Brwi powędrowały jej do góry. Ogden o tym mówił. O czymś takim. Cokolwiek się dzieje, jutro się dowie.
Z ulgą podniosła się i bezszelestnie wstała z łóżka, gdy tylko została uwolniona z uścisku. "Ogarnęła się", zbierając bieliznę z ziemi i, niby przypadkiem, przeszukując przy okazji kieszenie rozrzuconych ubrać Quina, by potem odłożyć je w takim samym nieładzie, w jakim leżały wcześniej - nawet jeśli rano z pewnością on sam nie będzie pamiętał tej konfiguracji.
Odpaliła następnie omni-klucz, by nadać wiadomość.
    Dzień 1 skończony. Podstawowy wywiad wśród kolonistów dał kilka interesujących doniesień:
    W kolonii najwyraźniej znikają kobiety w wyniku tajnej operacji przeprowadzanej przez kogoś znajdującego się na miejscu. Informacja potwierdzona przez szefa ochrony, Quina Ogdena, pod wpływem alkoholu, dzisiejszego wieczora.
    Asari o imieniu "Shiala" wyrażała się o tych zniknięciach z obawą i rozgoryczeniem, które Ogden nazwał zazdrością wywołaną brakiem możliwości przyłączenia się do projektu. Sam mężczyzna wypowiadał się pozytywnie o projekcie, nie zdradzając jednak żadnych informacji. Mówił jedynie, że będzie to coś "przełomowego". Cytat: "Bo one mogą wszystko zmienić, wszystko, znaczenie ludzkości w galaktyce. Są niesamowite."
    Z nieznanych mi przyczyn powiedział, że jestem kobietą, która pewnie też "Jego" zainteresuje i "On" powinien się do mnie odezwać. Mówi, że znajdzie mi przewodnika, wspominał również o ruinach - mowa tu o proteańskich ruinach na powierzchni, w których prawdopodobnie mieści się placówka zajmująca się prowadzeniem ów tajnego projektu.
    Po zaproszeniu Quina do wspólnego spędzenia nocy, nadeszła wiadomość, prawdopodobnie od "Jego". Załączam ją w drugim pliku.
    O 12.00 udam się do wschodniego wejścia. Rano, przed śniadaniem, zainstaluję w omni-kluczu Ogdena oprogramowanie "Costaza". Wirus powinien aktywować się przed południem i nadawać informacje. Przy śniadaniu spróbują zdobyć więcej wiadomości na temat zniknięć. Pozostanę w kontakcie.
Po skończeniu raportu i dołączeniu pliku uruchomiła najbardziej skomplikowane metody szyfrowania, na jakie stać było Przymierze. Następnie wysłała tak zakodowaną paczkę, do odbioru przez dowództwo gdzieś na bezkresnych, cyfrowych morzach extranetu.
Nie miała nic więcej do zrobienia, więc wróciła do łóżka - wślizgnęła się pod kołdrę i wtuliła do boku leżącego obok niej, ciała mężczyzny, wreszcie pozwalając sobie na sen.

Rano obudziła się jeszcze przed ósmą. Mężczyzna spał, co było jej niesamowicie na rękę. Znów wyślizgnęła się z łóżka, pozbierała ubrania i wskoczyła pod prysznic. Poranna rutyna nie zajęła jej więcej niż piętnastu minut, ubranie się w uniform również. Nie zabrała ze sobą nic poza krótkim nożem, wiedząc, że nie zamierza iść szukać teraz guza. Napisała też krótką wiadomość:
    Umierałam z głodu, więc uciekłam na śniadanie. Kod do drzwi to 1752, zamknęłam cię na wszelki wypadek.
Wiadomość zmodyfikowała, podpinając mały program hakerski pod własną sygnaturę nadawcy, obecną w każdej wiadomości. Nie powinien go znaleźć, gdyż pozostawał nieaktywny do czasu czterech godzin - wtedy wraz z otworzeniem się od razu wymazywał wszelkie swoje ślady działalności z pamięci urządzenia, cicho monitorując przepływ danych. Nie zamierzała hakować jego omni-klucza w poszukiwaniu informacji, bo to mogłoby ją zdradzić. Jeśli jednak Ogden będzie prowadził jakieś dziwne konwersacje, powinna się o tym dowiedzieć. Zakładając, że omni-klucz nie wyrzuci oprogramowania uznając za śmieci - zdarzało się. Nie wykryje się nadawcy, ale oprogramowanie na nic się zda.
Złapała znów torebkę, wyciągając z niej miniaturowy podsłuch. Ten umieściła dyskretnie pod jedną z szafek, chcąc na pewno wiedzieć, jeśli Quin będzie coś gmerał w jej mieszkaniu.
Następnie udała się na jakieś śniadanie, planując przed 12 wrócić jeszcze do mieszkania po broń i pancerz.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

18 cze 2015, o 10:34

Mogło się wydawać, że poranek niczym się tu nie różnił od wieczora. Może ewentualnie teraz światło było nieco cieplejsze, bo przez niektóre miejsca wieżowca przeświecało słońce. Wczorajsza burza przeszła i zapanował spokój. Ogden spał jak zabity, mając zapewne nastawiony budzik na nieco późniejszą niż ósma godzinę, co pozwoliło Heather bez problemu doprowadzić się do porządku i zrobić wszystko, co miała do zrobienia. Na jej omni-kluczu widniała nowa wiadomość od dowództwa, informująca o przyjęciu raportu i z poleceniem kontynuowania śledztwa, z zapewnieniem ewentualnego wsparcia w razie skrajnej potrzeby. Odpowiedź sama usunęła się z urządzenia dziesięć sekund po przeczytaniu. W kieszeniach szefa ochrony nie znalazła wiele - kawałek metalowej linki i złożoną, mocno już zżółkniętą kartkę z czterema pięciocyfrowymi numerami. Mogły znaczyć coś ważnego, mogły nie znaczyć nic, a może Quin po prostu był zwolennikiem tradycyjnego sposobu zapisywania kodów - nie elektronicznie, a ołówkiem, na papierze. Żaden z nich nie miał nic wspólnego z nią samą, zresztą raczej by to zauważyła na pierwszy rzut oka.
Mężczyzna nie obudził się, kiedy jego omni-klucz piknął informując o wiadomości. Nie drgnął też, gdy Wade wychodziła, dźwięk rozsuwających się drzwi nie zrobił na nim absolutnie żadnego wrażenia.
Śniadanie rozdawali w stołówce, tak samo, jak wczorajszy obiad. Niektórzy pobierali zapasy i trzymali je w domu, spożywając posiłki razem z rodziną w mniej tłocznym miejscu, ale niektórzy nadal co kilka godzin odwiedzali automat. Heather nie otrzymała jeszcze oficjalnie identyfikatora ExoGeni, Ogden zamierzał zająć się formalnościami o wspomnianej wczoraj dziesiątej, więc teraz musiała za siebie zapłacić. Śniadanie o dziwo było całkiem świeże i wyglądało na smaczne.
W dużym pomieszczeniu nie było zbyt wielu znajomych, ale Wade nie zdążyła też zbyt wielu osób poznać. Quin zalecał jej zbliżenie się do kolonistów, choć nie spodziewał się pewnie, że zacznie od niego. W czteroosobowej, nastoletniej grupie siedziała Ynes, nieubrana jeszcze w ciężki kombinezon pracowniczy. Nieco dalej, w towarzystwie blondynki, która wczoraj spędzała wieczór z Jackiem Ericsonem, jadła Shiala. I to byli wszyscy, których Heather tu kojarzyła. Pozostałych ewentualnie z widzenia.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

27 lip 2015, o 20:11

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7341
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Nadzieja Zhu

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość