Niewielka kolonia, jedna z niewielu na planecie, będąca pod opieką korporacji ExoGeni, ale także stanowiąca pewnego rodzaju eksperyment możliwości adaptacyjnych. Zbudowana została na antycznych, proteańskich ruinach i to dzięki wykorzystywaniu ich technologii przetrwała wiele trudnych sytuacji.

Kolonia

21 maja 2012, o 22:39

Obrazek


Wielka przestrzeń zagospodarowana na planie prostokąta pod początkowo kilkuset osobową grupę kolonistów, która jednak szybko rozrosła się do ponad tysiąca. Proteańskie ruiny zmodyfikowane przez mieszkańców okazały się być strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o ułatwienie życia w tym nieprzyjaznym miejscu - mimo upływu lat, w większości przypadków potrzebna była jedynie standardowa konserwacja, by urządzenia znów wróciły do swej dawnej przydatności.
Obecnie, kolonia zmaga się jeszcze z symptomami pourazowymi po infekcji zarodników Toriana, jaka dwa lata temu miała swoje miejsce - u niektórych występują migrenowe bóle głowy, u innych problemy związane z motoryką wywołane przez uszkodzony w jakiś sposób układ nerwowy. Shiala, jedyna z ofiar, jaka zdołała przeżyć w jednym z kokonów rośliny, również nie wyszła bez szwanku - jej błękitny dotąd kolor skóry (najprawdopodobniej pod wpływem chlorofilu) zmienił barwę na jasnozielony. Epizod ten spowodował natężoną obserwację tubylców przez lekarzy i naukowców.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

9 kwi 2015, o 13:20

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- A, czwartego szczebla - powtórzyła Ynes, usiłując sprawiać wrażenie, że ma pojęcie o czym Wade do niej mówi. Być może nie byli na bieżąco z wiadomościami spoza kolonii, a być może tylko dziewczyna się nimi nie interesowała. W każdym razie o żadnych kontraktach ExoGeni z kimkolwiek nikt jej nie informował. - No to ja was tu zostawię już w sumie, jakbyście mnie szukali to... będę jeść.
Skinęła głową do nowych znajomych, a ze starym pożegnała się niedbałym salutem i chwilę później jej jasna czupryna zniknęła między barakami.

- Ha! Pani Caldera! Quin Ogden - przedstawił się, oparł ręce na biodrach i przesunął wzrokiem po jej sylwetce. - Tak wyglądają u was wszyscy? Gdybym wiedział wcześniej, już dawno oddałbym wam swoje obowiązki, a sam bym siedział i tylko patrzył - błysnął białymi zębami. Całe wrażenie profesjonalizmu, które sprawiał na początku, zastąpiła teraz radosna jowialność. Jego głos był niski i donośny, zapewne cała kolonia wiedziała już że wrócił ze stacji badawczej, a w stołówce przygotowywali mu właśnie potrójną porcję obiadową.
- Ja wiem, wiem, spieszy się, oczywiście - podrapał się po brodzie. - Dobra, pani Caldera, szybko wylegitymujemy i do roboty - jego omni-klucz rozbłysł błękitno, gdy mężczyzna uruchomił go by szybko sprawdzić tożsamość Wade. Skinął głową. - I już, po bólu - stojąc blisko Heather i spoglądając na nią z góry, uśmiechnął się szeroko. - Coś dla pani znajdziemy do roboty, co? Tylko po obiedzie - poklepał się po brzuchu. - Człowiek jest niewolnikiem potrzeb pierwotnych. Nie zjem, nie będę w stanie myśleć.
Wyznanie to pasowało bardziej to grubaska za biurkiem niż do szefa ochrony o nienagannej sylwetce, ale chyba mówił całkiem poważnie. Gdzieś od ich lewej strony powoli zaczynały dolatywać kuchenne zapachy. Jeden z ochroniarzy oparł się o ścianę i westchnął, pozostawiając przybyszów Ogdenowi, by zająć się narzekaniem na kiepski przydział zmian.
Dopiero wtedy, unosząc wzrok, szef ochrony zauważył całą resztę, która nie ściągnęła na siebie jego uwagi tak bardzo, jak zrobiła to Wade. Wybuchł gromkim śmiechem świętego Mikołaja - skojarzenie narzucało się samo - i minął kobietę, by uszczęśliwić Talava klepnięciem w ramię, które prawie wrzuciło mężczyznę w ścianę.
- Wayra, ha! Jak tam życie? Przyleciałeś w odwiedziny czy coś przywiozłeś? Ostatnio o tobie rozmawialiśmy. Właściwie to o twoim statku - zaśmiał się znów. - Na długo zostajesz? A zresztą, chodź na obiad, nie mam siły stać tutaj i konać z głodu. A z wami co? - przesunął taksującym spojrzeniem po pozostałej dwójce, zatrzymując je na moment na każdym z nich. - Kto was tu ściągnął? Bo chyba nie dobrowolnie, nikt nie przylatuje na Feros na wakacje. Jak szukacie pracy, to nie płacą tu za wiele, zresztą o wolnych etatach nie słyszałem. Jeśli szukacie przygód, to sobie szukajcie, tylko bez broni na terenie kolonii - postukał pięścią w szyfrowaną szafkę. - Tutaj będzie bezpieczna, nikt wam jej nie zabierze. Pani Caldera - wyprostował się. - Pani niech sobie trzyma pistolecik, tylko proszę go bezzasadnie nie używać, bo odbiorę - na moment na jego twarzy pojawiła się powaga, taka, która sprawiała, że trzeba było mu uwierzyć. Mógłby zabrać broń Heather z taką łatwością, z jaką zabiera się lizaka dziecku. - Aktualnie strzelamy tylko w varreny, tak?
Faktu posiadania broni przez Wayrę, czy też nie, nie skomentował. Ale będąc poniekąd mieszkańcem Nadziei Zhu mężczyzna miał nieco inne prawa, niż nowo przybyli.
- Dobra, to ja idę na obiad, jeśli ktoś ma jakieś pytania, to zapraszam ze mną. Nie będę tu tkwić jak kołek, ja już pracę skończyłem na dziś.
Zostawił ochroniarzom odebranie ewentualnej broni i wylegitymowanie pozostałych, a sam ruszył w stronę, z której dobiegały zapachy.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

9 kwi 2015, o 21:10

Mary wzięła głęboki wdech i z ustami ułożonymi w kształt podobny do litery "u", pewnie wypowiedziała:

- Bjoern - a następnie nie kryjąc dumy, spytała - teraz dobrze?

Cieszyła się, że ma okazję nawiązać nową znajomość. Chociaż tajemniczy mężczyzna o nordyckich rysach na początku budził w niej niepokój, to dziewczyna czuła się coraz pewniej w jego towarzystwie. Przynajmniej jedna osoba nie wydawała się być nadętym dupkiem...
Mary odrzuciła kitę rudych włosów zasłaniających jej twarz na bok, ponętnie wydymając wargi.

- Zatem Norwegia? Nigdy nie byłam w Europie - przyznała szczerze. - Na pewno jest tam o wiele spokojniej niż w Nowym Jorku. To stamtąd pochodzę i tam się wychowałam, w przeciwieństwie do Ciebie. Ale obecnie mieszkam na Cytadeli. Zgaduję, że tak jak Ty...? - Spytała, bacznie ilustrując mężczyznę błękitnymi jak niebo oczami. - Oczywiście, nie musisz odpowiadać - zreflektowała się szybko. - I też mam rodzinę na Ziemi.

Bjoern sprawiał wrażenie osoby wykształconej i inteligentnej. Od czasu do czasu w jego oczach Mary dostrzegała niepokojący błysk... Ale to może przez to światło? Feros nie było przecież Ziemią. Dziewczyna nie zamierzała się tym tobecnie przejmować - teraz zależało jej, aby znaleźć osobę, z którą wspólnie mogłaby wpaść w tarapaty.

Ynes Busto pożegnała się ze wszystkimi i udała się na obiad. Mary poczuła znajome burczenie w brzuchu, przypominając sobie, że sama nie miała niczego w ustach od dawna. Odruchowo sięgnęła ręką do swojego skórzanego chlebaka zawieszonego na prawym ramieniu, wyciągając z niego miętowe gumy do żucia.

- Gumy? - Dziewczyna potrząsnęła przed nosem Bjoerna małym, zielonym opakowaniem. W oczekiwaniu na odpowiedź zdążyła się już jedną poczęstować. - Dobra na mały głód. I zapewnia świeży oddech.
- A przybyłam na Feros w poszukiwaniu... cóż... przygody. - Dodała po chwili żucia w milczeniu. - Kiedyś w końcu musiałam wyrwać się z tej dziury zwanej moim mieszkaniem i skorzystać z okazji, że matka natura obdarzyła mnie mocami biotycznymi. Jako tancerka w barze nie miałam okazji się nimi za bardzo wykazać...

Do grupy przybyszów podszedł mężczyzna, który przedstawił się jako Quin Ogden. Nie wywarł on na Mary żadnego większego wrażenia - kolejna beztroska osoba. Chociaż przynajmniej miał poczucie humoru. Zanim dziewczyna zdążyła mu wytłumaczyć, że wraz z Bjoernem przybyli tu w sprawie tajemniczej anomalii, Ogden zdążył już zniknąć za drzwiami znajdującej się nieopodal stołówki. Mary nie dziwiła się mu - zapachy dobiegające z kuchni skusiłby nawet największego niejadka.

- No to zostaliśmy sami - ogłosiła z powagą Mary. - To może... Poszukamy kogoś kto nam powie co nieco o tym miejscu? - Zaproponowała z nadzieją wpatrując się w Bjoerna.

Może pomysł przybycia na Feros jednak nie był taki zły.
Skype - Meryiel GG - 45096358 Facebook - Marian Grabowski Voice - LINK Main Theme - LINK

ObrazekObrazek

Obrazek
Mary James

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 01:36
Lokalizacja: Zalesie Dolne
Miano: Mary James
Wiek: 20
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Tancerka
Lokalizacja: Feros
Kredyty: 20.000

Re: Kolonia

10 kwi 2015, o 21:47

Chłopak, standardowo nosił swoją broń przy sobie, ani niespecjalnie się z nią kryjąc, ani też – nie sądząc by mogła być jakimś problemem. Falanga była dosyć powszechnie dostępnym pistoletem, również dla cywilów.
Chociaż pewnie gdyby Ogden zaczął burczeć, bez szemrania również zostawiłby go w sejfiku – lepiej nie było robić sobie z niego wroga.
- Ugh. Na pewno nie po to, żeby wylądować w lazaracie połamany! – parsknął tylko, lekko zduszonym głosem. Pół żartem, pół serio jednak – czując, szybko będzie miał wielkiego, fioletowego siniaka w miejscu, gdzie spadła ciężka łapa mężczyzny.
Zaraz jednak uśmiechnął się jednak, słysząc propozycję, która zresztą i tak sama z siebie zapachami zaczynała coraz natrętniej chodzić mu po głowie.
- I tak zamierzałem odwiedzić kantynę, tylko każ wysłać może paru chłopa, żeby graty wyładowali dla Ynes. Ruda znowu będzie się darła do mnie, że ciężkie jak dupa kroganina a samą ją z tym zostawili. – skwapliwie przytaknął, w całej rozciągłości zgadzając się z starszym mężczyzną. Bo i z czym się tu kłócić, kiedy i mu żołądek wyraźnie przypominał o swojej obecności.
- No i chętnie się dowiem, czego do czego wam trzeba fregatę. A jeszcze chętniej, jak oznacza to jakąś płatną robotę. – zerknął tylko, zastanawiając się, co mógł mieć na myśli.
Jednak nie sądził, by powinien się tym martwić na zapas – Ogden raczej nie należał do nieśmiałych ludzi, przynajmniej w jego oczach, więc raczej obawiać się, że będzie się krygował w czymś, nie musiał.
Zatrzymał się jeszcze w półkroku, tuż przed drzwiami, najwyraźniej słysząc ostatnie słowa nieznajomej.
- Kończy się zmiana. Zacząłbym szukanie i wypytawnie tubylców od miejsca gdzie mają wodopój i napełniają żołądki. Podobno głodni potrafią być agresywni, opryskliwi a nawet niebezpieczni – roześmiał się jeszcze w stronę Mary, zanim sam zniknął za drzwiami kaciapy. Z ewidentnym zamiarem zarówno napełnienia żołądka jak i dosiadnięcia się do mężczyzny.
Przy okazji przez pół sali dając znać światu że:
- Ynes, tutaj jesteśmy!
Przy okazji wymachując łapą, jakby samo huknięcie nie wystarczyłoby, by umarłego na nogi postawić.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

12 kwi 2015, o 13:15

Evensen pokręcił głową z zaprzeczeniem. Musiał przyznać, że ruda coraz bardziej go intrygowała i podobał mu się fakt, że nikt inny nie przeszkadza im w zawarciu tej dobrze rokującej na przyszłość znajomości.
- Lubię statki i ogólnie podróżowanie – odpowiedział próbując jakby uniknął bezpośredniego podania przyczyny, dla której nie mieszka już na Cytadeli. Zresztą przedstawił się teraz, jako łowca głów, więc lepiej niech tak pozostanie. Nie widział też powodu, dla którego miałby nie wspomnieć o swoim miejscu zamieszkania. W końcu: - Omega – było jednym z miejsc gdzie idealnie dało się wtopić w tłum takim ludziom jak on. Czy to byli po jeden czy po drugiej stronie pod względem przestrzegania prawa. – Jak już się przyzwyczaisz do smrodu, to jest tam całkiem przyjemnie.
Zaśmiał się i w tym momencie dołączył do nich człowiek, który przedstawił się jako kierownik tutejszej ochrony. To była cenna informacja dla Evensena tak więc uważnie przysłuchiwał się temu, co miał Ogden do powiedzenia i chociaż nie były one zbyt rzeczowe to musiały póki co Bjoernowi wystarczyć. Nie miał też zamiaru się o wszystko wypytywać bezpośrednio szefa ochrony. Z doświadczenia wiedział, że tacy zazwyczaj nie będą mieli za dużo do powiedzenia. Dodatkowo charakter i pierwsze wrażenie jakie Quin zrobił na Bjoernie skutecznie zniechęciły norda do zawierania z nim jakichkolwiek znajomości. Za to fakt, że Busto pozostała gdzieś tam na obiedzie sama sprawił, że mężczyzna przez moment się zamyślił.
Z tego stanu wyrwała go ponownie Mary. Spojrzał na nią i uśmiechnął się ponownie ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
- Chętnie, ale może faktycznie coś najpierw zjemy, hym? – zapytał i w zasadzie nie czekając na odpowiedź ruszył w stronę gdzie udała się Ynes. Był pewien, że Mary ruszy za nim w końcu nie wyglądała na taką, którą interesowałby Ogden a i sama nikogo więcej tutaj nie znała. A tak to przynajmniej mogli się trzymać razem – póki co. Zaraz, co?!Byłaś tancerką?
Zdziwienie w głosie Bjoerna było prawie tak samo wyczuwalne co ułamek radości, który zawitał gdzieś pomiędzy słowami. To był naprawdę ciekawy zbieg okoliczności i Evensen nie mógł się wręcz nie cieszyć. Teraz tym bardziej miał ochotę pokazać Mary jak mieszka, tam, na Omedze i tylko on sam tak naprawdę wiedział z tym to się wiązało. Sięgnął do kieszeni w spodniach otwierając tam fiolkę i wyjmując z niej jedną tabletkę.
- Taka tam alergia – powiedział wkładając ją szybkim ruchem do ust i przełykając. Głód, nie tylko ten dotyczący posiłku mocno dawał mu się we znaki, ale przynajmniej ten mógł w tej chwili zaspokoić. Rozejrzał się dookoła za miejscem skąd wydawane były obiady i ruszył w tamtą stronę żeby dostać coś w miarę pożywnego i zaspokoić część swoich potrzeb. Potem poszukał wzrokiem stolika, przy którym siedziała Busto i bez namysłu zajął miejsce obok. Jeśli tylko było wolne oczywiście.
- Feros chyba nie jest szczytem marzeń dla tak młodej dziewczyny, co? – zapytał uśmiechając się przyjaźnie i dłubiąc widelcem w swojej porcji jedzenia.
ObrazekObrazek
Bonusy: +10% premii technologicznej
+ 20% do obrażeń w walce wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Bjoern Evensen

Avatar użytkownika
 
Posty: 27
Dołączył(a): 10 sty 2015, o 02:24
Miano: Bjoern Evensen
Wiek: 21
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Pirat
Lokalizacja: Omega
Status: Poszukiwany seryjny morderca.
Kredyty: 20.000

Re: Kolonia

16 kwi 2015, o 23:28

Po wejściu do stołówki apetyczny zapach pieczonego mięsa wypełnił ich nozdrza, wywołując ssanie w żołądku u tych, którzy nie zdążyli jeszcze zjeść obiadu. Ogden wkroczył pewnie do środka i od razu skierował kroki w stronę bufetu. Ta część była co prawda zautomatyzowana, po wciśnięciu odpowiedniego przycisku wysuwając po prostu wybraną porcję obiadową na blat po lewej stronie. Mężczyzna spędził przy panelu dobre kilkanaście sekund, po czym automat wypluł jego obiad - porcję mogącą spokojnie wykarmić czteroosobową rodzinę. Od osób nieupoważnionych maszyna wymagała opłaty, była ona jednak w miarę rozsądna, w zależności od dania mieściła się w granicach kilkunastu kredytów.

Ogden zajął miejsce przy jednym z całkowicie pustych stołów, po drodze witając się z kilkoma osobami, przy nikim jednak nie zatrzymując się na dłużej. Podciągnął rękawy do łokci i zabrał się za jedzenie, nie czekając, aż pozostali usiądą - czy to przy nim, czy gdzieś obok. Ale Busto, zawołana przez Talava, wstała od grupy znajomych w swoim wieku i dołączyła do nich, a skoro ona, to i Mary z Bjoernem chwilę później. W sześć osób wylądowali więc przy sporych rozmiarów stole, zajmując na tyle dużo miejsca, by nikt więcej nie próbował się do nich dosiadać.
- To co? - spytał Quin między jednym a drugim kawałkiem mięsa. Ci, którym nie było dane jeszcze odwiedzać Feros, raczej nie powinni zastanawiać się nad tym, do jakiego zwierzęcia należało. - Na długo nas zaszczyciłeś swoją obecnością, Wayra? - wgryzł się w pieczeń, nie odrywając wzroku od chłopaka. Dopiero później, po zaspokojeniu pierwszego głodu, wyprostował się nieco i zaczął jeść wolniej, najwyraźniej gotowy na pytania, którymi podejrzewał że go zarzucą.
- Mam urodziny pojutrze - rzuciła niezobowiązująco Ynes, zakładając nogę na nogę i zajmując się czymś w rodzaju naleśników na swoim talerzu. - Mógłbyś być w tym roku, wiesz?
Uśmiechnęła się do Bjoerna, gdy ten usiadł obok i przesunęła nieco, robiąc mu więcej miejsca. Pasek kombinezonu znów zsunął się jej z ramienia, ale wydawało się, że jej to nie przeszkadzało. Miała teraz związane włosy, by nie wpadały jej do oczu, a z jej dłoni zniknęły grube rękawice.
W odpowiedzi na pytanie Evensena wzruszyła ramionami.
- Może nie - odparła i westchnęła cicho. - Ale lubię to miejsce. Narzekam czasem bo narzekam, ludzie ogólnie tak mają, ale kolonia ma swój urok. A może się przyzwyczaiłam po prostu. Nie wiem. Czemu pytasz, przyleciałeś mnie uratować i zabrać do wielkiego świata? - uśmiechnęła się szeroko, zerkając na mężczyznę dosłownie na ułamek sekundy. - Dobrze mi tu. Chociaż czasem ciasno w tych rurach.
W milczeniu skupiła się na jedzeniu, najwyraźniej wygłodniała tak samo jak Ogden, po swojej pracy w porcie. Co jakiś czas unosiła tylko wzrok, próbując ukradkiem obserwować przybyszów, ale to "ukradkiem" nie wychodziło jej najlepiej. Najczęściej jej spojrzenie przyciągała Heather i jej pancerz - konkretny powód przybycia, zatrudnienie na Feros, to interesowało Ynes najbardziej, bo przecież miała z nimi zostać. Westchnęła, gdy skończyła jeść, zostawiając na talerzu prawie połowę tego, co się na nim początkowo znajdowało i oparła wygodnie na krześle, trzymając jeszcze w dłoni szklankę wypełnioną różowym napojem.
Przy stole obok usiadła za to asari, ze stukotem stawiając swoją tacę na blacie. Jej nietypowy, zielony kolor skóry był pierwszym, co rzucało się w oczy, zwłaszcza przy bieli jej kombinezonu. Zmierzyła ich tylko jednym, zaciekawionym spojrzeniem - nie Quina, Wayrę i Ynes, ale nowo przybyłych, oczywiście. Jeśli któreś z nich poczuło dziwną potrzebę przywitania się z nią, skinęła tylko głową, by w końcu zająć się obiadem.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

17 kwi 2015, o 12:42

Boisz się, że groźni, źli koloniści pobrudzą Ci ubranko? A może zniszczą fryzurę?
Jeszcze wcześniej, parsknęła na te słowa głośnym śmiechem i była to jej jedyna reakcja na słowa Mary.
Dziecko. Głupie dziecko.
To były jednak już "zamierzchłe" dzieje i mogła się skupiać na osobach, które faktycznie były w tym miejscu choćby odrobinę bardziej interesujące.
Profesjonalizm Ogdena prysł jak mydlana bańka gdy tylko jego otworzyły się jego usta, wypluwając pierwsze słowa przywitania. Uśmiechnęła się z rozbawieniem, słysząc jego uwagę i udając, że nie widzi podążającego po jej ciele wzroku.
Obrzydliwiec.
- Obawiam się, że w naszej firmie pracują nie tylko kobiety. Musiałby Pan zaryzykować - odrzuciła rozbawiona, zadowolona z tego, że wszystkie papierkowe roboty będą wykonane w ciągu następnych kilku minut.
Tak też się stało. Planowała jako pierwszy swój cel, już po odbębnieniu protokołów, ruszyć do wynajętego przez siebie pokoju, Ogden jednak miał nieco inne plany jak i propozycje, które umożliwiłyby jej szybsze rozeznanie w miejscowej ludności bez szukania sobie powodów do krążenia w tą i wewtą.
Ruszyła więc za specyficznym szefem ochrony, którego priorytetem było w tej chwili jedzenie. Również zabrała sobie obiad, czując lekkie ssanie w żołądku, które wcześniej planowała zaspokoić proteinowymi batonami. Skoro jednak na drodze do zyskania jej pierwszej roboty tak czy siak stała kuchnia - postanowiła z tego skorzystać.
Usiadła na miejscu, rzucając torbę obok siebie i jedynie kątem oka rozglądając się wokół siebie zaczęła konsumpcję. Szybko wyłowiła z tłumu nadciągającą w ich stronę asari.
- ExoGeni i pracownicy kolonii jedzą więc w jednym miejscu. - zagadnęła, uśmiechając się zachęcająco w formie powitania. Bardziej było to stwierdzenie niż pytanie, ostatecznie nie mogła uznawać się za ExoGeni jeszcze. Asari mogła to też odczytać jako podejrzenie, że jej biały kombinezon o tym świadczy - czemu Wade mogła zaprzeczyć.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

20 kwi 2015, o 21:05

- A to się dopiero okaże, urodzin pewnie nie odpuszczę. Wciąż wisisz mi butelkę Busto za te konwertery z ostatniego razu. Żeby je dostać musiałem użerać się z vorcha! – rzucił w odpowiedzi, zarówno Quinowi jak i dziewczynie. Wyarźnie dając jej do zrozumienia, że nie zapomniał jej tej konieczności.
Zerknął tylko na jedzącego mężczyznę i sarknął.
- Spotkam się tylko Mai, więc być może niespecjalnie długo. Zależy. Wolałbym nie musieć wracać tutaj i jeszcze ściągać brata na dodatek, byłoby to dla wszystkich kłopotliwie, sam wiesz, że ciężko mu załatwić przepustkę ze służby. Szczególnie, że pewnie będę musiał wtedy załogę na Omedze uzupełnić wtedy, bo część moich ludzi ma już plany. I problem i koszty niepotrzebne. – podrapał się tylko po głowie zezując na mężczyznę przez moment, dorzucając po chwili odpowiedź.
W końcu, nie zamierzał go zbywać.
Ot, zaraz jednak skupił się na swojej porcji jedzenia, zapełniając pusty żołądek przynajmniej kilkoma gryzami.
Właściwie ściągnie kogokolwiek obcego zdawało się w takim miejscu kłopotliwie.
- To ile ci już stuknęło Busto, babciu? Co? – wyszczerzył się do dziewczyny, gdy przełknął
jedzenie.
- Shaila? - łypnął jeszcze na assari, gdy ją przyuważył, machając do niej ręką na powitanie. W sumie - wszystkie assari zawsze dla niego wyglądały tak samo. Tą jedną można było łatwo zapamiętać, w końcu - ile razy spotkać można było zielonoskórą?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

21 kwi 2015, o 12:59

Ogden skinął głową w odpowiedzi i wrócił do jedzenia. Przez moment skupiał się wyłącznie na kawałku mięsa, ale gdy z nim skończył, odwrócił się na ławce nieco w stronę Heather. Jego wzrok nie błądził już po sylwetce kobiety, można było więc wywnioskować że sytuacja wcześniej była tylko żartobliwym powitaniem. Albo pełny żołądek przywrócił mu profesjonalizm. Tak czy inaczej złożył sztućce, sięgnął po szklankę z napojem i skinął głową w jej kierunku.
- Pani Caldera - znów powtórzył jej nazwisko. Może starał się je zapamiętać, może po prostu mu się podobało. - Proszę się rozgościć. Przejść się po kolonii, poznać ludzi. Jesteśmy dość zamkniętą społecznością, to nie jest Cytadela, rozumie pani. Nie da się chronić ludzi, niczego o nich nie wiedząc. Widziałem też, że wynajęła pani moduł mieszkalny, dobra decyzja. Mamy coś w rodzaju hotelu, ale na dłuższą metę nie mieszka się tam dobrze - uśmiechnął się do Bjoerna i Mary, jakby dane mu było to kiedyś sprawdzić. Kto wie, może właśnie było. Nie wyjaśnił jednak tego stwierdzenia, więc jeśli któreś z nich nad hotelem się zastanawiało, mogło ono wywołać lekki niepokój.
Busto dźgnęła Wayrę łokciem i odpowiedziała uśmiechem. Jako że Bjoern nie kontynuował rozmowy, mogła się od niego odwrócić. W międzyczasie skinęła głową do Shiali w ramach przywitania.
- Osiemnaście przecież - odparła tonem, który świadczył o tym, że Talav powinien o tym wiedzieć, a pytanie było nie na miejscu. - Mam nadzieję, że masz dla mnie lepszy prezent niż pompy - wstała ze swoim talerzem, by odnieść go do automatu i wziąć stamtąd deser w postaci jakiegoś zielonego budyniu.
Asari uniosła lekko zamyślony wzrok znad stołu, wbijając go w Heather, która zadała jej pytanie. No, może nie do końca było to pytanie, ale obligowało do odpowiedzi. Skinęła lekko głową.
- Owszem, w jednym, chociaż nie zawsze - nie przyznała, czy utożsamia się z ExoGeni, czy tylko z kolonistami. Za to znów przesunęła zainteresowanym spojrzeniem po zebranych. - Z turystami najwyraźniej też - odłożyła widelec na talerz. - Przepraszam, że podsłuchiwałam, ale... Wayra, Mii nie ma. Będziesz musiał zostać dłużej... nie wiem jak bardzo dłużej... albo przylecieć innym razem. Nie wiem kiedy. Zabrali ją.
Ogden parsknął i zbył tę informację machnięciem ręki.
- Skończ z tymi swoimi teoriami spiskowymi - mruknął, z głośnym stuknięciem odstawiając szklankę na stół. - Najpierw mówili że seryjny morderca, potem że varreny zapuszczają się za blisko, teraz słyszałem że burze i pył zabierają ludzi. Sprawdziłem to. Nic takiego nie ma miejsca - zerknął na Heather, ale szybko odwrócił wzrok. - Z tego wszystkiego najbardziej mi się podobają demony burzy. Poważnie, ludzie nie mają co ze sobą robić że wymyślają takie pierdoły. Poślę ich z Ynes do roboty wszystkich następnym razem, żeby się zajęli czymś konstruktywnym.
- Byłoby super - westchnęła cicho Busto.
Asari potrząsnęła głową z rezygnacją i wróciła wzrokiem do swojego talerza. Najwyraźniej to nie była pierwsza kłótnia na ten temat i nie miała ochoty jej kontynuować.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

21 kwi 2015, o 14:48

Skinęła głową, gdy nagle usłyszała nazwisko przypisane jej obecnej tożsamości, z ust wcześniej zajętego jedzeniem obiadu Ogdena.
- Tak też słyszałam - odrzuciła dość neutralnie, grzebiąc we własnym talerzu i co jakiś czas nabierając trochę potrawy na widelec, z nieco mniejszym entuzjazmem niż szef ochrony. - Mój kontrakt i tak obejmuje nieco dłuższy okres czasu, hotel przestałby być wygodny ani opłacalny. Moduł oficjalnie jest moim mieszkaniem pracowniczym.
Co odróżnia dobrego kłamcę ot złego? Pewnie, że wiele czynników. Ale jednym z podstawowych była bardzo niebezpieczna właściwość - dobry kłamca zawsze zawiera w swoich słowach ziarno prawdy. Fakty, w które wierzy on sam i które często przysłaniają mu całą resztę. No, oprócz tego z pewnością trochę kontroli nad własną mimiką. A ta bywała zabawna.
Orbicularis oculi, pars laterali. Mięsień, którego większość osób nie jest w stanie wygiąć na żądanie, i po którym najlepsi obserwatorzy mogą spostrzec po twarzy innej osoby, jakie są jej szczere odczucia. Okrążający oko, napina się gdy jesteśmy szczerze zadowoleni. Uśmiechając się wymuszenie, ściągamy tylko zygomaticus major, co dla części osób widzących takie rzeczy lepiej, wygląda nienaturalnie.
Pełno jest takich elementów, które nadają naszej twarzy wyraz, a których ludzie nie są w stanie samowolnie kontrolować. Na tę chwilę więc szkolenia jednostek S, wytrenowanych na doskonałych kłamców, zdolnych oszukać wykrywacze kłamstw, obejmuję tylko podstawy mimiki twarzy i jej kontroli. Znacznie ważniejsza była psychika. Powtarzanie sobie jako mantry faktów z fałszywego życia, aż mózg zaczyna przyswajać je jako własne wspomnienia.
To psychika odgrywała najważniejszą rolę. Gdyby więc w trakcie nocy wybudzono Calderę z krzykiem pytając o jej dane osobowe, jej oszukany umysł natychmiast podałby fałszywe informacje, po części w nie wierząc.
Dlatego żadnym problemem nie było dla niej teraz dodawanie takich prostych wstawek, jak długość jej kontraktu. Dla Diane z pewnością taki obowiązywał, nawet jeśli Wade wcale nie planowała tak długo przebywać na Feros.
Wsłuchała się z uwagą w odpowiedź asari i szybkie skwitowanie jej przez Ogdena. Teorie spiskowe? Widać sporo ludzi będzie tu miało sporo pomysłów na to, co faktycznie się dzieje. Asari jednakże wydawała się na tyle interesująca, że Caldera z chęcią wpisała ją sobie na listę osób do wypytania, zawartą we własnej głowie.
- Nie sądzę, żeby walczenie z demonami burzy, wiatru czy piasku było w naszej umowie - zaśmiała się, kierując wypowiedź do Ogdena. Również mięśnie wokół jej oka zatańczyły przy tym tak, jak im zagrała. - Z chęcią zamienię z Panem jeszcze kilka słów przed zaczęciem pracy, po obiedzie bądź kiedykolwiek będzie miał Pan czas. Wolę dopiąć wszystko na ostatni guzik. - zmieniła temat po odburknięciu odpowiedzi przez Ynes, nie dając po sobie znać, że zamierza poruszyć temat właśnie tych zniknięć.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

21 kwi 2015, o 15:35

- Skoro to tylko teorie spiskowe, to pewnie zaraz jak tylko ruszę się stąd, złapię ją w w module mieszkalnym albo w biurze, co? Przecież kto jak nie szef ochrony miałby wiedzieć gdzie się znajdują mieszkańcy kolni. O. Wiem! Skorzystaj z komunikatora i wywołaj ją, ot, pogadam z nią szybko, podenerwuję jeszcze Busto na jej urodzinach, swoją drogą – kto by pomyślał, że z ciebie zaraz będzie taka babcia – i sprawa z głowy. - mimo że wciąż miał przylepiony uśmiech do twarzy zerknął uważnie na jowialnego mężczyznę.
Zupełnie przez moment bez najmniejszego śladu sympatii.
- Jak jest poza zasięgiem, każę przestawić nadajniki statku na pełną moc i sparować sygnał z id mojego omni. Może trochę to narobi szumu i zamieszania, jak się uruchomi w atmosferze nadajniki dalekiego zasięgu, i wpakuje parę gigawat sygnału radiowego, ale przebiję się pewnie i przez burzę. Powinno pokryć obszar w promieniu kilku kilometrów co najmniej od koloni, niezależnie od burzy. Mia przecież nie wypuszcza się dalej nie? Zresztą przecież macie pełny kontakt z zespołami ekspedycyjnymi, taka podstawa bezpieczeństwa i higieny pracy, jakby to krawaty z Exogeni ładnie ujęły. Skoro jest w kolni albo jej pobliżu, szybko jej sygnał powinien się zgłosić swoją sygnaturą. – zaproponował ze spokojem, jakby była to najbardziej codzienna rzecz na świecie a nie złamanie z tuzina przepisów, zasad czy ograniczeń.
Uśmiech spełzł mu z twarzy ostatecznie i zerknął na mężczyznę.
- Więc o co tu chodzi. Co Ogden? I co ma znaczyć to zabrali ją i jak rozumiem – dobrze – nie wiecie co się z nią dzieje. – to na szefa ochrony, to na asari. Teorie go interesowały w mniejszym zakresie niż sam prosty fakt zaginięcia kobiety. I powód dla którego mężczyzna próbował się zachowywać jakby nic wielkiego się nie stało.
Chłopak stłumił tylko irytację.
- Procedury się pozmieniały tak, że zespoły nie zostawiają już przewidywanego czasu powrotu ani nie kontaktują się z bazą? – pytanie było retoryczne, przynajmniej w odczuciu chłopaka. Żaden sensownie prowadzony zespół nie miał prawa czegoś takiego robić – Feros było jedną wielką ruiną, najeżoną różnymi, mniej lub bardziej niebezpiecznymi pułapkami.
Minimum zdrowego rozsądku kogokolwiek tu dłużej mieszkającego wymagał zostawienia i przewidywanego czasu powrotu i w razie dłuższego pobytu poza kolonią czy bazą – z grubsza przynajmniej określonego planu prób kontaktu, by potwierdzić, że wszystko jest w porządku. Ominięcie jednego czy dwóch terminów kontaktu nie było wielką sprawą. Ominięcie kilku czy kilkunastu czy też nieuzasadnione wyraźne przedłużenie powinno skutkować rozpoczęciem poszukiwań w najszybszym możliwym terminie.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

24 kwi 2015, o 11:39

Ogden skinął głową, uśmiechając się szeroko do Heather. Jego białe zęby błysnęły w czerni brody. Zdecydowanie należał do przystojnych mężczyzn, chociaż w ten specyficzny, niedźwiedzi sposób, który nie każdemu mógł odpowiadać.
- Jestem do pani dyspozycji w każdej chwili, nawet w środku nocy - stwierdził. - Ale wolałbym nie przesadzać z pracą w czasie godzin wolnych, więc jeśli się nie spieszy, to możemy się tym zająć rano.
Podniósł się z ławki, zabierając swój talerz i tak jak Busto, odniósł go do maszyny. W przeciwieństwie do dziewczyny jednak nie zdecydował się na żaden deser. Biorąc pod uwagę wielkość miski z budyniem, jaką przyniosła do stołu Ynes, musiałby zjeść takie cztery by w ogóle coś poczuć.
Wrócił i usiadł na swoim miejscu, wsłuchując się w wywód Talava z marsową miną. W końcu, gdzieś w połowie, oparł się o stół i skrzywił, z wyrazem twarzy mówiącym "czy ty się chłopcze czegoś nawciągałeś?". Ze wszystkich tam obecnych jedynie Shiala przysłuchiwała się z zainteresowaniem. Ynes rozgrzebywała budyń łyżką, tworząc z niego coś wyglądającego dużo mniej apetycznie niż na początku, Quin przewrócił tylko oczami.
- On ma rację, wiesz o tym - mruknęła asari, udając, że przestaje wtrącać się w rozmowę, co wyszło jej średnio, biorąc pod uwagę fakt że zapomniała jeść.
Ogden sapnął ze zniecierpliwieniem.
- Po pierwsze, Wayra, to uspokój się i nie rób scen. Po drugie, zespoły ekspedycyjne wyszły i wróciły w komplecie, a Mia do żadnego ostatnio nie należała. Jakby coś się z którymś stało, nie siedziałbym tutaj, wcinając udka beztrosko. Po trzecie, wbrew twojej opinii nie kontroluję wszystkich przez... trzydzieści na dobę - zamilkł na moment, kontemplując fakt, jak absurdalnie brzmi ziemskie powiedzenie w przełożeniu na Feros. - Mieszkańcy kolonii nie zgłaszają mi się, kiedy planują wylecieć, pójść na spacer, albo zaszyć się w domu i przez dwa tygodnie oddawać się depresji. Chcesz? Proszę. Paruj sygnał radiowy z czym tam sobie życzysz, byle nam cały system komunikacji nie pieprznął - przerzucił jedną nogę na drugą stronę ławki, chyba szykując się do odejścia. - Ostatni zespół wyszedł trzy dni temu, wracają pojutrze. Twojej siostry w nim nie ma, a z procedurami jest wszystko w porządku. Pani Caldera - siedząc teraz przodem do niej, skinął głową w ramach pożegnania. - Ma pani na mnie namiar, jesteśmy w kontakcie - wyraźnie starał się ukrywać irytację, chociaż jego wzrok był zimny. Nawet w stosunku do niej, a przecież jeszcze chwilę wcześniej była jego ulubienicą.
Podniósł się i ruszył w stronę wyjścia ze stołówki. W końcu jego ciężkie kroki ucichły gdzieś za zamkniętymi drzwiami pomieszczenia, a grupka przybyszów została sama z Busto. Dziewczyna najpierw podążyła wzrokiem za szefem ochrony, a gdy ten zniknął z jej pola widzenia, z powrotem zajęła się budyniem. Zapadła cisza, przynajmniej przy ich stole. W końcu Ynes westchnęła.
- Pani też może przyjść na moje urodziny - powiedziała cicho, dość niezręcznie próbując zmienić temat na bardziej neutralny. - Zapraszam. Będą tutaj.
Odchrząknęła i wpakowała łyżkę budyniu do ust, nie podnosząc już wzroku.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

24 kwi 2015, o 16:57

Początkowe zaskoczenie zostało wyparte gniewem. Chłopaka na moment krew zalała i tylko w sumie resztki zdrowego rozsądku sprawiły, że dłonie zacisnął na stole, aż kostki zbielały, zamiast trzasnąć zwyczajnie mężczyznę w pysk.
Co zasugerował pierwszy, głupi impuls. Tyle, że zwyczajnie nic dobrego by nie przyniosło.
- Co znaczy, że wyszła i nie wróci, Ogden,? To nie cytadela! Wyszła na spacer? Siedzi i ma depresję? Kpisz sobie ze mnie człowieku? Przelecieć się? Kto wam teraz w analizy w medlabie robi? Ile ty masz tutaj w tygodniu dokowań? Kilka? Kilkanaście? To nie wiesz kto ci z koloni wylatuje i przylatuje? Można sobie tutaj ciepnąć robotę na dwa tygodnie i po prostu leżeć w module? Idę pogadać z Kiryllem. Obyś miał rację. – rzucił wściekły, czując, że zwyczajnie zaczyna go nosić.
Zresztą. Od tego może należało zacząć – pomyślał, zbierając potłuczone w jakąś sensowną całość myśli.
Zamierzał po drodze skontaktować się ze statkiem i kazać im zacząć wywoływać id komunikatora w omni Mai, zaczynając od najmniejszego zasięgu, stopniowo zwiększając go. Oczywiście – wbrew temu czym rzucił Ogdenowi w twarz – bez bzdurnego i beztroskiego ładowania w atmosferę wszystkiego co się dało. Zwyczajnie liczył na to, że w taki sposób nawet jeśli nie nawiążą normalnego kontaktu, to przynajmniej złapią sygnał jej omni, określając odległość w jakiej się znajduje i umożliwiając próbę triangulacji później i określenia przynajmniej przybliżonego miejsca, gdzie się znajdowała.
W najgorszym razie znajdzie ją faktycznie w module mieszkalnym i zwyczajnie będzie musiał łyknąć dumę i przeprosić mężczyznę.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

24 kwi 2015, o 23:42

Mary rozejrzała się po skromnej, ale obszernej stołówce kolonialnej. Po pomieszczeniu roznosił się przyjemny, budzący apetyt zapach pieczonego mięsa. Żołądek dziewczyny zamruczał cicho niczym kot, domagając się czegoś bardziej konkretnego niż guma do żucia, która zdążyła już stracić swój miętowy smak w ustach młodej poszukiwaczki przygód.

Ex-tancerka przystała na propozycję przystojnego norda dotyczącą zdobycia jakiegoś jedzenia. W głębi duszy była mu wdzięczna za podjęcie właśnie takiej decyzji, a nie innej... Zdawało jej się, że ostatni porządny posiłek spożyła wieki temu. W drodze na stołówkę, Mary bacznie lustrowała Bjoerna i usiłowała sobie przypomnieć, jak wyglądała Omega. Owszem, wielokrotnie czytała wzmianki o niej w extranecie, lecz nigdy nie poświęcała temu miejscu zbyt wiele uwagi. Jeśli wierzyć by plotkom, to stacja ta wcale nie była taka "przyjemna" jak twierdził białowłosy mężczyzna, ale dziewczyna nie zamierzała wdawać się z nim w dyskusję na ten temat. Mary zaskoczył też entuzjazm, z jakim mężczyzna zareagował gdy dowiedział się o tym, że była tancerką. Czy to jakiś jego fetysz? Ale fakt, że nord brał tajemnicze tabletki nie zdziwił młodej poszukiwaczki przygód - w końcu ona sama też musiała brać swoje w celu walki z bezsennością.



Mary pokręciła głową, otrząsając się z zamyślenia. Bjoern zajął miejsce obok Ynes i z niepokojącym entuzjazmem mordował raz za razem ciosami widelca kawałek krwistego mięsa. Ex-tancerka poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Naprawdę powinna coś zjeść.

Nie zwlekając dłużej ustawiła się na przeciwko zautomatyzowanego bufetu, z którego przed chwilą korzystał Odgen. Przed jej oczami znajdowała się szklana gablota z jedzeniem oraz rząd kolorowych kontrolek i przycisków obok niej. Na ścianie wyżej widniał niewielki ekran wyświetlający komunikat.

"Proszę wybrać danie."

Mary przykleiła nos do szyby gabloty, podziwiając wystawione w niej dania - każde z nich było inne i miało przyzwoitą cenę. Dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze. Była tak głodna, że w tej chwili dałaby radę pochłonąć wszystkie te potrawy! Jej wzrok zatrzymał się na apetycznym steku z warzywami. Pod talerzem widniała duża, czerwona cyfra "8" oraz cena piętnastu kredytów. Mary z zapałem sięgnęła do panelu kontrolnego, przykładając w odpowiednie miejsce kartę kredytową, po czym z zapartym tchem wcisnęła przycisk oznaczony ósemką.
Maszyna nie odpowiedziała.
Mary ponownie wcisnęła przycisk, ale i tym razem nic się nie wydarzyło.

- Co jest? Głupia maszyna... - burknęła dziewczyna, w złości raz za razem wciskając palcem nieszczęsną "ósemkę".

Niespodziewanie zautomatyzowany bufet odpowiedział. Wszystkie kontrolki zapaliły się czerwonym światłem, a na niewielkim ekranie wyświetlił się napis głoszący:

"awaria systemu."

Maszyna nagle jakby ożyła - zaburczała, zacharczała, zastękała, po czym... zgasła. Z ust Mary dobył się cichy jęk rozczarowania, poprzedzony przeciągłym burczeniem żołądka.
Dziewczyna już miała po cichu ewakuować się z miejsca zdarzenia licząc na to, że nikt nie zauważy awarii bufetu, gdy nagle maszyna ponownie ożyła, a na ekranie pojawił się napis:

"Przyjęto zamówienie na 888 dań. Realizacja zamówienia - w toku."

- O kur... - Zdążyła wyszeptać tylko Mary, zanim automatyczny bufet zaczął "realizację zamówień". - Cruci!

Maszyna huknęła donośnie, wypluwając z siebie całą zawartość gabloty. Naraz. Z prędkością dorównującą światłu tuż obok głowy dziewczyny przemknął w powietrzu talerz ze stekiem.

- Kryć się! - Wrzasnęła dziewczyna, uchylając się przed porcją naleśników.

Bufet nie myślał się zatrzymywać, wypluwając z siebie kolejne porcje jedzenia, lądujące w różnych kątach stołówki. Koloniści siedzący najbliżej zostali narażeni na oplucie sosem pomidorowym i puree z ziemniaków. Mary oberwała czymś zielonym, zapewne będącym papką ze szpinaku, zanim zdążyła wreszcie zanurkować pod jednym ze stołów i schronić się w bezpiecznym ukryciu.
Nawet najlepsze szkolne bitwy na jedzenie nie mogły się równać z tym horrorem. Automatyczny bufet raz za razem wystrzeliwał z siebie kolejne porcje, pokrywając sufit, podłogę i ściany stołówki różnokolorową papką. Talerze odbijały się od siebie, albo tłukły, a siedzący nieopodal ludzie zasłaniali się tacami przed nieustającym, ale apetycznym ostrzałem wroga.
Wreszcie w gablocie nie pozostało już żadne danie. Maszyna sapnęła ciężko z wyraźnym zadowoleniem i zamilkła.

"Dziękujemy za zrealizowanie zamówienia i życzymy smacznego!" - Zakomunikował bufet, wyłączając się kompletnie. Z panelu kontrolnego wydobył się dym.

Mary niepewnie wyczołgała się spod stołu, uważnie rozglądając na boki.

- Ups. - Szepnęła, ale z ulgą zauważyła że szkód nie było aż tak wiele jak jej się wydawało.

Tylko koloniści siedzący najbliżej automatycznego bufetu zostali zmasakrowani przez kotlety, ziemniaki i warzywa - reszta sali pozostała nietknięta. Pomimo leżących wszędzie wokół potłuczonych talerzy i stert kompletnie niejadalnych już dań, żadne stołówkowe wyposażenie nie zostało uszkodzone, i żaden człowiek nie stracił życia. Wystarczyłoby tu dobrze posprzątać aby stołówka wyglądała jak nowa... No i wypadałoby kupić nowy bufet.

- To ja, ten tego... Już pójdę - zakomunikowała Mary otrzepującym się z resztek żywności kolonistom.

Po chwili do stołu, przy którym siedzieli Ynes, Odgen oraz nowo przybyli na Feros dosiadła się Mary, zajmując miejsce obok Bjoerna. Jej wzrok błądził od jednej osoby, do drugiej, a kropelki potu szkliły się na jej czole. Dziewczyna dyskretnie usiłowała sczyścić z koszulki zieloną maź o smaku szpinaku, jednocześnie modląc się, aby ani Ynes, ani Odgen nie zauważyli zniszczonego bufetu i chaosu, jakiego po sobie zostawił. Ex-tancerka w ciszy przysłuchiwała się rozmowie, co chwila rzucając łapczywe spojrzenia w stronę talerzy swoich towarzyszy. Jej uwagę przykuła także zielona asari. Mary była zbyt głodna i zbyt zestresowana, aby przykładać większą uwagę do słów Wayry - bardziej interesowało jej doprowadzenie się do w miarę przyzwoitego stanu. Nie wiedziała, że szpinak może być tak ciężko zmywalny!

I właśnie dlatego nigdy nie zostanę inżynierem, pomyślała Mary.

~***~

(Przepraszam, że nie pisałam ale miałam dużo na głowie. Teraz powinnam już wyrabiać się z deadlinem. Nadrabiam zaległości długim postem.)
Skype - Meryiel GG - 45096358 Facebook - Marian Grabowski Voice - LINK Main Theme - LINK

ObrazekObrazek

Obrazek
Mary James

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 01:36
Lokalizacja: Zalesie Dolne
Miano: Mary James
Wiek: 20
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Tancerka
Lokalizacja: Feros
Kredyty: 20.000

Re: Kolonia

26 kwi 2015, o 14:58

Siedząca przodem do reszty pomieszczenia Busto uśmiechnęła się szeroko do Mary James, znacząco patrząc na jej poplamione ubranie. Koloniści ponarzekali, ale nikt nie obwiniał dziewczyny o zniszczenie sprzętu, najwyraźniej to nie był pierwszy raz. Pecha mieli tylko ci siedzący najbliżej. Następni w kolejce jęknęli z niezadowoleniem, widząc strużkę dymu. Ktoś uruchomił omni-klucz, by zadzwonić po osobę która mogłaby się tym zająć, ktoś inny sięgnął po jeden z talerzy, którego zawartość w miarę przeżyła i postanowił bez wybrzydzania jeść co dają. Ynes wskazała plamę na koszulce dziewczyny.
- Też tak kiedyś zrobiłam. Zmywałam sos i kawałki mięsa z włosów - usiadła na ławce po turecku, najwyraźniej tak było jej wygodniej. - Możesz sobie wziąć bułkę, nie musisz za nie płacić i nie trzeba nic wciskać żeby ją dostać. Tam leżą - skinęła głową w stronę bufetu. Oznaczałoby to powrót w miejsce, gdzie przed chwilą Mary narobiła chaosu, ale łączyłoby się też z zaspokojeniem głodu.
Ani asari, ani Ogden nie zwrócili uwagi na zamieszanie w stołówce, albo nie uznali je za godne zainteresowania. Zbyt zajęci byli kłótnią. Mężczyzna zresztą zamaszyście i efektownie opuścił pomieszczenie, kierując się w sobie tylko znaną stronę. Heather mogła iść za nim, ale najwyraźniej postanowiła uszanować jego potrzebę prywatności po godzinach.
Shiala za to pokręciła głową i z ostentacyjną irytacją rzuciła widelec w stertę pogniecionych ziemniaków. Jej zielone oczy wpatrywały się w stół, jakby mocno nad czymś rozmyślała. Wyjście Ogdena nie zrobiło na niej wrażenia, ale sama kłótnia już najwyraźniej tak.

Wayra też ich opuścił. Po połączeniu ze statkiem wydał rozkazy i zgodnie z jego zaleceniami rozpoczęły się poszukiwania sygnału. Obiecali skontaktować się z nim, jeśli tylko coś namierzą, ale omni-klucz przez całą drogę do mieszkania Kirylla niepokojąco milczał. Milczał też, gdy drzwi otworzył mu zaskoczony szwagier i zaprosił go do środka.
- Nie wiedziałem, że przylatujesz, przygotowałbym się lepiej, a tak to nie mam nawet pół litra - uśmiechnął się lekko, zamykając za nimi drzwi. Gdzieś między pomieszczeniami mignęła podskakująca, dziecięca główka. - Dłuższa przerwa od roboty, czy tylko wpadłeś na chwilę? - odpowiedź na to pytanie Talav powinien chyba przykleić sobie na kartce na samym środku klatki piersiowej, żeby uniknąć powtarzania się przez następne pół dnia. - Chcesz coś zjeść? Zrobić ci coś do picia?
Kiryll odwrócił się i ruszył w głąb modułu, kierując się do części kuchennej. I nieważne jak bardzo rozglądałby się Wayra, swojej siostry nigdzie nie widział. W mieszkaniu było tylko ich dwóch i dziecko. Gdzieś cicho grała muzyka, którą rozpoznał jako stojący ostatnio na szczytach list przebojów nowy turiański zespół. Ogólnie - sielanka.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

27 kwi 2015, o 09:51

Obserwowała kłótnię nie włączając się w nią, choć Ogden w tym momencie zaczął interesować ją jeszcze bardziej. Wayra miał rację - kolonia na Feros była malutka. To nie ogromna stacja jak Cytadela czy Omega, na której faktycznie trudno jest kontrolować wszystkie przyloty i odloty - także te nie do końca odbywane we świetle dziennym. Szef ochrony coś ukrywał, a ona zamierzała wziąć to pod uwagę w następnych rozmowach z nim. Pierwsza zapowiadała się prawdopodobnie na ranek.
Zignorowała całe zajście związane z jedzeniem, tak jak kłócący się pochłonięta dyskusją.
- Często to wygląda w ten sposób? Przynajmniej ostatnio - zagadnęła do asari, widząc, że kobiety zostały same. Wciąż ją intrygowała, lecz Wade nie zamierzała naciskać na ten temat. Jeśli Shiala w jakikolwiek sposób ją zbyła, Wade skinęła wszystkim głową i pożegnała się, łapiąc swoją torbę i talerz z niedokończonym jedzeniem, by odłożyć go na miejsce. Następnie skierowała się do wyjścia, z zamiarem dojścia do swojego modułu mieszkalnego, zameldowania się u właściciela i rozpakowania. Potem zadecyduje co będzie następnym krokiem. Ostatecznie miała całą resztę trzydziestogodzinnej doby, nim zacznie pracę następnego dnia. Do upłynięcia jej ma więc trochę czasu by poznać mieszkańców czy zaznajomić się z kolonią. Z pewnością miło będzie wykorzystać do tego świeżo nabyte znajomości. Myślała o Talavie, ale ten wzburzony wyszedł zadawać wyraźnie niewygodne pytania. Ruda była przyjezdną, a Busto... Cóż, Busto nie była typem, który wielce pomoże Wade w jej śledztwie. Darowała sobie więc wypytywanie jej, wiedząc, że w zamian za to może dostać nerwowe wymigiwania się bądź unikanie spojrzenia.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Re: Kolonia

27 kwi 2015, o 21:18

Mary uniosła brodę, kierując spojrzenie swoich bystrych, ale zawstydzonych, błękitnych oczu na Ynes. Słowa Busto znacznie podniosły ją na duchu i młoda poszukiwaczka przygód z przyjemnością odwzajemniła jej uśmiech.

- Dziękuję - podziękowała szczerze Mary, podnosząc się z miejsca. - Ulżyło mi, słysząc że nie pierwszy raz zdarza się taki... problem... - Przełknęła ślinę, wędrując wzrokiem za skinięciem głowy mieszkanki Nadziei Zhu. - Umieram z głodu, a widzę, że bułeczki o których mówisz nie ucierpiały zanadto w trakcie wypadku... Zaraz wracam!

Ex-tancerka entuzjastycznie oderwała się od stołu i zniknęła pomiędzy poszkodowanymi kolonistami, zwinnie manewrując między porozrzucanymi po podłodze talerzami oraz ich byłymi zawartościami. Po kilku minutach powróciła, niosąc ze sobą naczynie wypełnione po brzegi smakowicie wyglądającymi bułeczkami. Mary spokojnie usiadła z powrotem na swoim miejscu i bez chwili zwłoki zabrała się za zaspokajanie głodu. Wystarczyło jej zaledwie kilkanaście sekund aby pochłonąć przynajmniej dwa, spore bochenki - spokojnie można by było założyć, że w konkursie na najszybsze pochłonięcie wyrobów pszennych zajęłaby pierwsze miejsce.

- Mham nadzeję, żhe nie będhę muszała pchłacić za szkody jakie wyrządziłam - zwróciła się poszukiwaczka przygód do Ynes w połowie przełykania dziesiątej bułki. - I thak ta marzyna zeżarchła mi kredyty za wszyztkie zamówione dahnia.

Gdy wreszcie z talerza zniknął nawet najdrobniejszy okruszek, Mary odchyliła się do tyłu, z zadowoleniem mrucząc i głaszcząc się po pełnym brzuchu.

- No, i to rozumiem! Teraz jak już jestem najedzona, to wreszcie mogę zająć się tą całą tajemniczą sprawą i... O! Szpinak się sprał z mojej koszulki! - Zauważyła z zadowoleniem dziewczyna, lustrując swoje ubranie. Po chwili przywołała się do porządku i odchrząknęła cicho. - No. To co mnie ominęło?

Dopiero teraz dostrzegła, że Wayra zniknął. Odgena też nie było. Przy stole zostały same kobiety... Ynes, asari o zielonej skórze, Heather oraz oczywiście Mary.

- Zatem robimy sobie babskie popołudnie, hm? - Zażartowała dziewczyna.

Pani Wade gwałtownie wstała, pożegnała się i skierowała w stronę wyjścia.

- Och. Powiedziałam coś nie tak? - Żachnęła się Mary, sięgając do chlebaka po kolejną miętową gumę. - Gumy? - Zaproponowała towarzyszkom, jednak szybko wycofała się z propozycją widzą ich ponure miny. - To może ja też już pójdę...

Ex-tancerka wstała, pożegnała się z kolonistkami, po czym pewnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia.... i po chwili zawróciła.

- Yyy... Ynes? - Zaczęła zmieszana. - Czy wiesz gdzie mogłabym się zakwaterować?

Mary nie należała do osób najlepiej rozgarniętych.
Skype - Meryiel GG - 45096358 Facebook - Marian Grabowski Voice - LINK Main Theme - LINK

ObrazekObrazek

Obrazek
Mary James

Avatar użytkownika
 
Posty: 23
Dołączył(a): 7 mar 2015, o 01:36
Lokalizacja: Zalesie Dolne
Miano: Mary James
Wiek: 20
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Tancerka
Lokalizacja: Feros
Kredyty: 20.000

Re: Kolonia

27 kwi 2015, o 23:52

- Pewnie. Woda wystarczy, o ile jest wciąż macie sprawne filtry węglowe. Ta odkażana wyłącznie chemicznie śmierdzi sikami – mruknął markotnie, wciąż wkurzony po rozmowie z Ogdenem.
Strzepał buty, nie chcąc nanieść kurzu, odwieszając kurtkę i rozglądając się po dosyć dobrze znanym module.
Inna sprawa – że akurat w tym wypadku wszystkie wyglądały podobnie, w końcu były prefabrykowane z gotowych segmentów, przywożone gotowe złożenia.
Zaletą ich było, że sprawna ekipa potrafiła go skręcić i podłączyć w niecałe kilka godzin, w końcu prawie wszystkie składało się identycznie. Wadą. No, że były identyczne niemal – widziałeś dwa, trzy – widziałeś wszystkie.
Nie zostawiały wiele miejsca na fantazje ani dowolności w „urządzaniu”.
- Co się dzieje z Mią? Co Kiryll? Kiedy mogę się z nią zobaczyć i gdzie jest? – odwrócił się, nie widząc najmniejszego sensu w podchodzeniu mężczyzny i udawaniu, że przelatywał przypadkiem, wstąpił przy okazji i złożył tylko okazyjną wizytę.
Nikt nie przylatuje przypadkiem i przy okazji, skacząc przez trzy układy, praktycznie przez ćwierć galaktyki dla samego faktu pogadania sobie przy kieliszku.
No dobrze.
Nikt, kto na co dzień musi martwić się o takie drobiazgi jak koszty utrzymania statku, opłacalność transportu, koszty ubezpieczeń, paliwa, dokowania, remontów. Bo pewnie i istniała sobie grupa która latała kiedy chciała, gdzie chciała i czym chciała.
Zbyt długo znał Kirylla, by próbować nabierać go na takie gadki.
- Ściąłem się Ogdenem na wstępie, niedobrze tak na dzień dobry. Dobrze się trzyma, nie? Może jednak daj lepiej jakieś piwo. Zresztą. Wygląda na to, że Shaila też ma z nim na pieńku. O co w tym wszystkim chodzi? – mruknął, obserwując pokój, gdzie mała spała.
Nie było potrzeby budzić dzieciaka, to poczłapał po chwili potowarzyszyć mężczyźnie w kuchni.
W sumie miejsce dobre jak każde inne do pogadania i posiedzenia.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 65
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 9.295

Re: Kolonia

28 kwi 2015, o 21:56

Asari westchnęła i uniosła zmęczone spojrzenie na Heather.
- Często - odparła, milcząc potem przez dłuższą chwilę. Jakby nie była pewna, czy chce mówić więcej, czy może jednak nie. W końcu potrząsnęła głową. - To jest duży problem, którego poruszanie tutaj wywoła tylko chaos. Próbowałam.
Uprzejmie odpowiedziała pożegnaniem na pożegnanie i obserwowała jeszcze odchodzącą Wade, dopóki ta nie zniknęła za zamkniętymi drzwiami stołówki. Potem jej wzrok przyciągnęła Mary, ale bardziej dlatego, że dziewczynie usta się nie zamykały nawet jak jadła, niż z powodu zainteresowania tym, co mówiła. Uśmiechnęła się pobłażliwie, gdy ta wspomniała o tajemniczej sprawie, jakby nie słyszała tego wcale po raz pierwszy, a gdy padło stwierdzenie babskiego popołudnia, nawet parsknęła cicho śmiechem.
- Idziemy oglądać romantyczne vidy i malować paznokcie? - jej żart był lekkim sarkazmem, ale nie złośliwym. - Jak spędzisz tu trochę czasu to zobaczysz jak wyglądają wieczory. Ludzie siedzą w domach, odpoczywają, mało kto ma czas i ochotę na cokolwiek innego. Zwłaszcza ostatnio.
Trudno było stwierdzić, czy ma na myśli problemy spowodowane incydentem z torianem, czy jeszcze inną przyczynę, w każdym razie nie dodała nic więcej, za to wstała, by odnieść swój talerz. Po drodze dużym krokiem przestąpiła nad jednym z rozbitych posiłków, nie poświęcając mu najmniejszej uwagi. Chwilę później wróciła, przeszła obok pozostałych dwóch kobiet, pożegnała się i również opuściła stołówkę.
Zostały we dwie, bo Bjoern też zniknął. Nawet nie zauważyły momentu, w którym odszedł od stołu i nie miały pojęcia dokąd mógł się udać. Busto uśmiechnęła się do Mary i wstała razem z nią.
- Pokażę ci - zaoferowała, poprawiając pasek kombinezonu. - Mam po drodze.

Hotel niczym się nie wyróżniał, składał się z takich samych segmentów, jak cała reszta budynków. Ustawiony przy północnej ścianie, piętrowy, oznaczony tylko holograficzną tabliczką, którą ciężko by było nawet zauważyć, nie był łatwy do znalezienia przez kogoś, kto nie był z kolonii.
- Na pewno są wolne pokoje - stwierdziła Ynes, wyciągniętą ręką wskazując wejście i westchnęła. - Więcej nie wiem, bo ja tu jakby... no... mam dom. Tak ogólnie. Także powodzenia, jak coś to jutro pewnie i tak się zobaczymy, skoro nic konkretnego tu nie masz do roboty - wzruszyła ramionami. - Jakbyś mnie szukała, to idź za rurą. To znaczy... bo rozumiesz, ja się zajmuję wodociągami. Głównie.
Machnęła dłonią na pożegnanie i oddaliła się.
Za drzwiami hotelu znajdowała się recepcja i hol, który trudno było nazwać efektownym. Ot, kawałek kontuaru i dwa szare fotele ze stolikiem, na którym leżała sterta magazynów. Jedyna obecna tam kobieta, czytająca sobie coś przy lewitującej lampce, uniosła na Busto pytające spojrzenie. Na ścianie po lewej stronie wyświetlał się cennik - pokój 1-osobowy, pokój 2-osobowy, pokój 5-osobowy. Wspólna łazienka dla wszystkich, chociaż nie było mowy o tym, czy koedukacyjna, czy nie. Wyglądało to bardziej jak hotel robotniczy, niż jak ośrodek turystyki, ale czy ktokolwiek się temu dziwił?

Za to moduł wynajęty przez Heather wydawał się całkiem w porządku. Znajdował się na wyższym piętrze proteańskiego wieżowca, w części mieszkalnej. Tutaj nie było takiego zamieszania, każdy kogo spotkała po drodze miał na sobie strój całkowicie cywilny i poza wszechobecnym pyłem można było stwierdzić, że to nawet przytulna część kolonii, posiadająca nawet coś a la ogród. Właściciel wpuścił ją do środka, przesłał jej kody dostępu i oprowadził krótko po pokojach. Nie było ich wiele, jeden większy z aneksem kuchennym, drugi mniejszy, z łóżkiem i łazienką. Czyste i schludne, oszczędnie umeblowane. Jedyną ozdobą była abstrakcyjna rzeźba sięgająca kobiecie do pasa, podpisana jako matka z dzieckiem, a przypominająca bardziej banana, niż to, co docelowo przedstawiać miała.
Po załatwieniu kilku formalności właściciel zostawił Heather samą, pozwalając jej zająć się sobą - rozpakować, rozgościć, przyzwyczaić do swoich nowych czterech kątów.

Kiryll westchnął i schylił się nad lodówką, by wyciągnąć z niej piwo, tak, jak Wayra sobie zażyczył. A nawet dwa. Otworzył je i ze stuknięciem postawił na stole, samemu zajmując przy nim miejsce i wskazując krzesło szwagrowi. Na jego ogorzałej twarzy pojawił się wyraz zamyślenia, ale nie kontemplacyjnego, tylko... zmartwionego?
- W sumie mogłem się tego spodziewać - mruknął. - Wiesz, że nie musiałeś przylatywać, nie? Mogłeś zadzwonić. Napisać. Tyle zachodu - zakręcił butelką i wyciągnął ją w stronę chłopaka w geście toastu. - Ale jak już jesteś, to nie ma sensu się teraz zastanawiać co by było gdyby.
Napił się i westchnął błogo. Piwo importowane było z Ziemi i nie należało do jakichś szczególnie niezwykłych, ale z całą pewnością było lepsze niż to, które mieli na Feros. Talav w swoim fachu mógł próbować alkoholi z każdego miejsca galaktyki, jeśli tylko na właściwe trafił, Kiryll nie bardzo, cieszył się więc z małych rzeczy.
- O, tak, świetnie, ale czy kiedykolwiek było inaczej? - zaśmiał się krótko. - Quin się nigdy nie zmieni. Wiesz, zaczęliśmy z Mią zapisywać ile razy próbował namówić ją na romantyczny wieczór tylko we dwoje. Powiedziała, że jak dojdzie do setki, to się zgodzi.
W szczęśliwych małżeństwach takie żarty wchodziły w grę, kiedy pary ufały sobie i nie musiały przejmować się ludźmi jak Ogden. Zresztą znali się z szefem ochrony od dawna i dobrze wiedzieli jaki jest. Narwany i w głębokim poważaniu mający konwenanse.
Kiryll w końcu oparł się łokciami o blat stołu i spojrzał na Wayrę poważnie.
- Dobra, bo mi wypalisz dziurę w głowie tym swoim wzrokiem - mruknął. - Mia pomaga w badaniach. Ona i kilka innych osób. Nie bardzo może... komunikować się z nami, rozumiesz, dopóki te trwają. Dlaczego jej tak szukasz, koniecznie teraz? - upił łyka z butelki. - Już wystarczy że Shiala wściku dupy dostaje z sobie tylko znanego powodu.
Czy to były wystarczające konkrety? Cóż, na pewno więcej, niż Wayra wiedział do tej pory, a biorąc pod uwagę że Kiryll wyglądał na zupełnie nieprzejętego nieobecnością swojej żony, może i on nie powinien panikować?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Kolonia

1 maja 2015, o 10:19

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Czyli był to wielki problem, według Shiali - szkoda tylko, że Ogden niezbyt chciał to przyznać. Musiał mimo wszystko mieć chyba coś na poparcie swoich słów, prawda? Chyba, że walczył z wiatrakami już od dawna, a ona miała na to patrzeć.
Ruszyła niemniej w drogę, trafiając bez problemu na wyższe kondygnacje proteańskiego wieżowca. Z pewnością byłoby tutaj przytulniej gdyby nie nieustanne drapanie pyłu w gardle. Czy mieszkańcy kolonii przyzwyczajali się do tego, czy też co młodszym z nich zakładano maski? Choćby te zwykłe, jednorazowe, byleby jakoś odfiltrować to paskudztwo. Prawdopodobnie dałoby się też zrobić coś z samą kolonią, by oczyścić powietrze z pyłu, ale nie była specem w tej dziedzinie, więc nie miała po co się nad tym zastanawiać.
Stosunkowo miły właściciel przysłał jej na omni-klucz kody dostępu do dość przyjemnego modułu. W trakcie zamawiania nie miała co myśleć o zdjęciach, metrażach i informacjach, mogła tylko wybrać ilość pokoi i podstawowe informacje. Podejrzewała, że w wieżowcu znajduje się tuzin podobnych, identycznie umeblowanych.
Niemniej, podziękowała mężczyźnie za to szybkie oprowadzenie jej i została sama. Zablokowała własne drzwi z przyzwyczajenia, by nie doszło do sytuacji, gdy ktoś przez przypadek wpada jej do pokoju. Następnie udała się do sypialni, rzuciła torbę sportową na łóżko i przetrząsnęła jej zawartość, w poszukiwaniu małego pudełka, które natychmiast uruchomiła.
Nie było to nic wyrafinowanego - skaner, szukający wokoło urządzeń elektrycznych mogących służyć za kamery bądź narzędzia do nasłuchiwania. Podobną funkcję miała w omni-kluczu, lecz ta mogła często zawodzić - z fizycznym skanerem było więcej chodzenia, ale większa gwarancja.
Przeszła więc ostrożnie każdy pokój, wraz z łazienką, od kąta do kąta, wyłapując wszystkie możliwe urządzenia, których nie spodziewała się w takiej kolonii znaleźć, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Jeśli znalazła jakąkolwiek kamerę, przerwała transmisję i sprawdziła możliwego właściciela - równie dobrze to Ogden mógł nie do końca legalnie podglądać swoich mieszkańców.
Jeśli tylko upewniła się, że mieszkanie jest czyste, zaczęła się rozpakowywać. Skaner, dwie małe kamery i tuzin mikroskopijnych podsłuchów schowała do zamykanej torebki, zostawiając sobie trzy podsłuchy, które później zamierzała schować. Zajrzała w budowę łóżka, sprawdzając, czy, jak w większości modeli, materac możliwy jest do zdjęcia z samej ramy. Jeśli tak, odwróciła go i, korzystając z omni-klucza, wycięła w nim malutką dziurę, w jego spodzie, do której wcisnęła torebkę i przytkała wyrwanym materiałem. Następnie z powrotem owinęła materac prześcieradłem, odwróciła tak, by dziurawa strona była spodem i zaścieliła łóżko znów.
Z torby wyciągnęła resztę ekwipunku - medi- i omni-żele, zapasowe pochłaniacze ciepła, jak i wreszcie pokaźną strzelbę - Patroszyciela. Ze znacznie lżejszej już torby wyciągnęła potem ubrania, ich ograniczoną ilość, które umieściła w szafie, a w jej najdalszy kąt wcisnęła strzelbę, którą wcześniej owinęła pustą już torbą.
Resztę ekwipunku pochowała po szafkach, nie chcąc, żeby był na widoku, ale jednocześnie by był pod ręką w razie potrzeby.
Kiedy już była rozpakowana, zdjęła z siebie pancerz, odpięła kaburę Predatora i sięgnęła po nieco mniej formalne ubranie, które pozwoli jej nieco lepiej wtapiać się w tłum na kolonii. Ekwipunek, oprócz Predatora, schowała, wyciągając jednocześnie poręczny zestaw do makijażu, najprostszy i najbardziej kompaktowy jaki można znaleźć na rynku i, udając się do łazienki, odświeżyła się po podróży i podkreśliła głównie oczy i twarz, stawiając mimo wszystko na beże.
Udała się do pokoju z powrotem i uruchomiła omni-klucz, w poszukiwaniu bezpośredniego kontaktu do szefa ochrony - powinna taki gdzieś taki mieć. Po "wykręceniu numeru", na twarzy wykwitnął jej niemal natychmiast czarujący uśmiech.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Rozstaliśmy się w dość nerwowej atmosferze i nie zdążyłam zapytać o miejscowe rozrywki na ten czas wolny, jaki jeszcze mam - zaśmiała się cicho, trzymając omni-klucz i komunikator przed sobą, siadając na łóżku tak, by połączenie wideo nie złapało leżącego pistoletu. - Niestety, nie znam tu nikogo poza panem, a w teorii zaczyna pan być moim przełożonym dopiero od jutra, więc...
Starała się brzmieć niewinnie - czy jej wyszło to już inna sprawa.
CASUAL ARMOR THEME VOICE ⌥ MAN IS NOT WHAT HE THINKS HE IS, HE IS WHAT HE HIDES
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEN W WALCE WRECZ » 75% SZANSY NA POWALENIE PRZY ATAKU OMNI-OSTRZEM
Heather Wade

Avatar użytkownika
 
Posty: 44
Dołączył(a): 19 cze 2014, o 23:33
Miano: Heather "Sage" Wade
Wiek: 34
Klasa: szpieg
Rasa: człowiek
Zawód: Obecnie szpieg wynajęty przez Konfederację.
Postać główna: Hawkmaster 3000
Lokalizacja: Aequitas
Status: Agentka wywiadu o stopniu S4, podległa jedynie generalicji Przymierza, znana pod różnymi nazwiskami. Obecnie Diane Caldera
Kredyty: 9.530

Następna strona

Powrót do Nadzieja Zhu

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość