Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Przestrzeń Publiczna

19 sty 2015, o 23:44

Miło było czuć z powrotem jej bliskość obok siebie i pomimo faktu, że wciąż pozostawali w miejscu publicznym Diego był zadowolony z faktu, ze chwyciła jego ramię. Dokądkolwiek mieli się wybrać w tej chwili było mu właściwie wszystko jedno. Ważne że wreszcie spędzą trochę czasu razem, nawet mimo faktu, że Iris zapewne będzie miała przez te kilka dni sporo pracy to i tak przecież wieczory i same noce musi spędzać w domu. A tak będzie Rodriguez i tym oto sposobem odejdzie w niepamięć te kilka tygodni bez siebie.
- Raczej nie inaczej – uśmiechnął się patrząc znad ramienia Iris na to co oferowała taksówka i w jakie miejsce mogła ich zabrać. Właściwie poza Prezydium nie był w innych okręgach i gdzieś podświadomie miał ochotę zwiedzić coś innego niż to dopieszczone centrum Cytadeli. Doków nie liczył bo w zasadzie tam musiał znaleźć się każdy.
- I nie, raczej się nie martwię, że ktoś nagle mnie wygryzie – wyszczerzył zęby i rozejrzał się dookoła. Już dawno przyzwyczaił się do tych spojrzeń funkcjonariuszy i o ile wcześniej wyraźnie mu to przeszkadzało, tak teraz przestał zupełnie zwracać na to uwagę. To był nieodłączny element wizerunku radnej i czy chciał czy nie chciał oni będą jej towarzyszyć niemal zawsze. Przynajmniej już nikt nie chciał go zabić wzrokiem przy każdym ruchu zbliżającym go do Iris.
- Co tam masz ciekawego? Zróbmy coś niekonwencjonalnego, niech SOC się trochę wysili na coś więcej niż tylko rzucanie na ciebie okiem – objął ją delikatnie od tyłu jakoś nie mogąc się zupełnie powstrzymać. I było mu wszystko jedno czy są w miejscu publicznym czy też nie. W końcu znała go aż za dobrze, żeby wiedzieć że długo nie wytrzyma.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Przestrzeń Publiczna

23 lis 2015, o 13:56

Wiadomość, która pojawiła się na omni-kluczu, przykuła uwagę Iris. Siedziała w jednej z kawiarni w przestrzeni Prezydium, skąd rozpościerał się widok na spokojne wody jeziora. W związku z przerwą między spotkaniami zaplanowanymi w ambasadzie ludzkości, zabrała swoich najbliższych współpracowników co by zaczerpnąć świeżego powietrza i - przy okazji - skusić się na kawę. Przeprosiła, odchylając się na krześle, aby móc swobodnie odczytać wiadomość. Pierwsza, jak wnioskowała wysłana automatycznie do wszystkich zainteresowanych, niejako przeleciała mimochodem. Ale druga, którą odebrała chwilę później, sprawiła, iż Fel uniosła subtelnie brew. Nie brzmiało to jak... prośba. Wręcz przeciwnie - została postawiona przed faktem dokonanym. I zapewne już wszystko dopięte na ostatni guzik, aby jej wyjazd był możliwy oraz nie zbiegał się w czasie z ważniejszymi posiedzeniami Rady. Przesunęła oczyma po treści parokrotnie.
Jakby w ogóle miała ochotę na wyjazd.
Zachowując dość obojętny wyraz twarz, nawet uśmiechając się pod nosem kiedy wyłapała kontekst rozmowy przy stole, wystukała krótka odpowiedź do Radnego Turian - Nie robię tego bezinteresownie. Pamiętaj. Jeszcze będzie okazja, aby porozmawiać z pozostałymi Radnymi przed wyjazdem, acz serdecznego przedstawiciela Hierarchii Turian odwiedzi bardzo chętnie jeszcze dzisiaj.
Przynajmniej na razie nie zastanawiała się nad tym, co winna ze sobą zabrać, dokąd zostanie wysłana i z czym się to będzie wiązać; do piątku jeszcze daleko. Przynajmniej z obecnej perspektywy.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1516
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

8 sty 2017, o 17:16

Ostatnie tygodnie były dla Tarczansky'ego bardzo ciężkie. Zaginięcie jego przyjaciół było dla niego niemałym wstrząsem, a do tej pory nie wiadomo, co z nimi się stało. Najbardziej obawiał się scenariusza, do którego starał się przywyknąć. Po prostu, że odeszli do krainy wiecznej szczęśliwości. O ile takowe miejsce w ogóle istniało. Jednak, pomimo tych wszystkich dziwnych wydarzeń, które miały miejsce ostatnimi czasy, miał dziwne przeczucie, że to jeszcze nie koniec. To tylko początek kaskady złych wydarzeń, których mógłby być świadkiem. Atmosferę w Prezydium można było kroić nożem. Była tak gęsta, wszyscy Ci ludzie i nieludzie spoglądali na siebie z nieufnym spojrzeniem. Coś ewidentnie grubszego stoi za tą całą epidemią Illum, choć to pewnie tylko jakieś głupie złudzenie Matta, który w wielu miejscach węszył już teorie spiskowe. Z drugiej strony, odwołano wiele lotów dyplomatycznych, Venus kurzy się aż miło. Zarządzono nawet procedury modernizacyjne. Dlatego też Matt znalazł się właśnie tutaj. Miejsca, które unikał jak ognia i bywał tutaj tylko w sprawach służbowych. Tu bowiem znajdowało się całe to biurokratyczne centrum ds. zarządzania Venus. Banda jajogłowych planowała tutaj loty, kompletowała załogi...Zarządzała logistyką i odpowiadała za stan techniczny. Tarczansky został wezwany na kolejną burzę mózgów.
Gówno prawda...
Rzucił w myślach. Najprawdopodobniej cały plan działania został już wdrożony a pokładowy sztab techniczny zostanie prawdopodobnie tylko poinformowany o idei i założeniach. Dyskusja jak zwykle pozostanie tylko iluzją, lecz do niej zdążył już przywyknąć. Do bycia postawionym przed faktem dokonanym. Nie mógł jednak zaniedbywać swoich obowiązków...Kazali przyjść, to musiał przyjść. Nic dodać, nic ująć. Wszyscy wiedzą, jakie mechatronik ma podejście do zasad, ale...swoje obowiązki wypełnia solidnie. Tego nikt nie mógł mu odmówić.
Szedł na pamięć, będąc wpatrzony w ekran swojego omni-klucza i uruchomionego na nim komunikatora tekstowego. Znajdował się w stałym kontakcie ze swoimi byłymi współpracownikami. Wiedział doskonale co działo się w kuluarach Fergusson Engineering i nadchodzące stamtąd wieści wcale go nie dziwiły. Sprawy miały się tam coraz gorzej, a jego starą załogę rozbito. Zresztą, co stało się po części za jego sprawką. Żyleta wielokrotnie mu wypominała fakt, że nie potrafił wynegocjować odejścia całej załogi, że nie potrafił załatwić pracy na terenie najważniejszego statku w całej galaktyce. Jednak...Z takimi kartotekami jak oni, wszyscy, bez wyjątku. Nagranie roboty na Venus było kłopotliwe. Teraz ich kontakty są takie jak dawniej. Na szczęście. Problem polegał na tym, że kiedy on narzekał na nadmiar czasu, ona co chwile wylatywała na kolejny kontrakt. Nie mieli czasu spotkać się, porozmawiać w cztery oczy. Na szczęście, zdobycze dzisiejszej technologii pozwalały im się komunikować bez względu na odległość.
Zatrzymał się tuż przed wejściem do "centrum dowodzenia". Usiadł na ławce w okolicy i zapalił papierosa. Już na samą myśl przed wejściem tam zrobiło mu się niedobrze, zwłaszcza, że czekało go spotkanie z m.in.: wysoko postawionym oficerem SOC, który miał porozmawiać ich o obecnym stanie zabezpieczeń Venus przeciwko cyberatakom oraz omówienie nowych procedur w przypadku podobnego ataku, do tego, który miał miejsce całkiem niedawno. Spojrzał na ekran omni-klucza i skrzywił usta w nieznacznym, bladym uśmiechu.
-Gdybyś wiedziała, jaki to syf, wcześniej przestałabyś mi łeb suszyć.-Ciężkie westchnięcie było jedynie skwitowaniem całego zdania. Miał dość tych spotkań, tych debat o niczym...Przypominania sobie o procedurach, bezpieczeństwie...To było ważne, owszem. Jednak, jako wieloletni, pokładowy wyjadacz chciał po prostu jednego, latać. Na dłuższą metę, stały grunt pod nogami wcale nie był dla niego dobry. Stąpając po niepewnym pokładzie statku czuł się dobrze, jak w domu...Wszak ponad dekadę życia spędził w ten sposób. Cząstka Matta tęskniła za tym rozpadającym się Eagle'm. Za swoją załogą i niekończącą się podróżą w bezkresach kosmosu.
-Stabilizacji Ci się zachciało, kurwa...-Mruknął pod nosem.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

8 sty 2017, o 20:28

Cytadela nie była miejscem, w którym Lex bywała często. To był drugi raz w jej życiu, poprzednim wpakowała się w jakąś awanturę w jednym z hoteli i mocno liczyła na to, że tym razem będzie jednak nieco lepiej. Może przynajmniej spędzi to popołudnie w cywilizowany sposób. Ostatnimi czasy miała za dużo pościgów i wybuchów, wypełniania zadań do których się nie nadawała i innych komplikacji życia. Teraz chciała po prostu odwiedzić stolicę galaktyki, kupić prezent dla Roy'a i wrócić na Ziemię. Korzystała z możliwości kilkugodzinnej przesiadki przed lotem na rodzimą planetę. Lubiła Hekate i swoją pracę tam, ale jednak czasem dobrze było oderwać się od tego i po prostu wrócić na kilka dni do domu. Choć doskonale wiedziała, że będzie miała dwa razy więcej roboty do nadrobienia, gdy z powrotem pojawi się na pokładzie.
Wsunęła dłoń do kieszeni spodni, potem do krótkiej, skórzanej kurtki. Sprawdziła jeszcze tylne kieszenie i wewnętrzną, ale wszystkie były puste. Tak się kończyło zostawianie bagażu w portowej szafce, bo nie chciało się jej go za sobą nosić. Nie wzięła fajek. Uniosła więc wzrok i rozejrzała się w okolicy. Jedynym miejscem tutaj, gdzie mogła je dostać, była sąsiednia knajpka, ale nie miała ochoty na bycie ofiarą oceniających spojrzeń siedzących tam eleganckich asari. Do sklepów miała dobre pięć minut drogi i to w tę stronę, z której przyszła. Nie chciało się jej nadrabiać dwa razy tego samego. Nałóg jednak nie dawał za wygraną.
W końcu jej wzrok padł na mężczyznę siedzącego na ławce. Dym unoszący się z końcówki jego palącego się papierosa był argumentem, który wystarczył, by obudziła w sobie resztki pokładów towarzyskości i stanęła przed nim, zmuszając się do krzywego uśmiechu.
- Palisz? - spytała elokwentnie, by zaraz zamrugać i potrząsnąć głową. Nie należała do szczególnie onieśmielających osób, zwłaszcza, że większość ludzi była od niej znacznie wyższa, w szczególności mężczyzn. Musiała nadrabiać inaczej, jeśli chciała zapracować sobie na jakiś szacunek. W tej chwili jednak jedynym, czego chciała, był papieros. - To znaczy, widzę, że palisz. Zabiłabym za jednego. Nie poczęstowałbyś mnie?
Nieczęsto sępiła cokolwiek od innych, ale nie widziała w tym nic złego. W końcu trzeba było sobie pomagać, prawda? Miała być dla ludzi miła, tak mówił Simon. To znaczyło, że ludzie powinni też być mili dla niej. Opadła na ławkę obok mężczyzny i zmierzyła go spojrzeniem, zakładając nogę na nogę.
- Jakiej stabilizacji? - spytała, nieco obojętnie, ale słowa same się jej nasunęły na język. Cóż, bezpośredniość też zawsze była jej problemem.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

8 sty 2017, o 22:14

Ćmił papierosa i ćmił. Myśląc...O czymś. Ostatnie tygodnie sprzyjały tego typu rozrywce. Mattowi nie można było pozwolić myśleć dłużej, niż 30 sekund. I to nie dlatego, że był kompletnym idiotą i myślenie nie było jego mocną stroną. Po prostu, w trakcie tego złożonego procesu, kiedy nie ma nad sobą presji czasu, pożaru, wybuchu, paraliżującego gazu, impulsu EMP czy opcją zatopienia wysp Galapagos do jego głowy trafiają czasami kretyńskie pomysły, pchające go zazwyczaj w kłopoty. To było silniejsze od niego, najchętniej już teraz rzuciłby się w wir poszukiwań swoich zaginionych przyjaciół. Gdyby tylko, miał pozwolenie na opuszczenie stacji. Wszak Venus pomimo swojego uśpienia, nadal pozostaje w stanie najwyższej gotowości i choćby cała maszynownia była rozgrzebana, ten okręt musiał w każdej chwili móc opuścić to miejsce. Ot tak, bo takie było polecenie służbowe.
Podparty łokciami o kolana, patrzył nieco nieprzytomnie w przestrzeń przed nim. Złośliwcy stwierdziliby, że gdzieś z jego uszu unosi się dym. Mechatronik cierpiał na chroniczny brak zajęcia i nie potrafił sobie z tym poradzić. Ostatnio, ograniczył picie...Do kieliszka/szklanki zagląda naprawdę rzadko. To bowiem nie kończy się najlepiej, ostatnio jego chęć wypicia drinka na plaży skończyła się usmażeniem elektroniki na całej planecie. Lepiej więc, by go nie korciło. Dobrze, że papierosem jeszcze nie wywołał pożaru, choć palił gdzie popadnie. Szczególnie upatrzył sobie wnękę za generatorem w maszynowni. Nie chciało mu się bowiem iść przez pół pokładu do palarni. Tak było prościej, ot co.
Choć człowiek ten był bardzo prosty w swojej konstrukcji, to zostawienie go sam na sam z nadmiarem czasu sprawiało, że komplikował sobie pewne sprawy. Tak...Dla rozrywki. Na szczęście zjawił się ktoś, kto wyrwał go z fascynujących przemyśleń na temat istoty istnienia, szeroko rozumianej metafizyki...I chuj wie czego jeszcze. Pytanie kobiety rozbawiło go, być może wyglądało na to, że Matthew trzyma komuś tego papierosa i pociąga go po kryjomu, by później jego kumplowi wkręcić, że wiatr zawiał i skubaniec cały się wypalił.
-Nie. Ogródek kopię.-Odrzekł, krzywiąc usta w typowym dla niego, nieco cwaniackim uśmiechu. Dla niektórych dość urokliwym. Rozumiał jednak, że dama w potrzebie potrzebuje papierosa, a głód nikotynowy jest bezlitosny jak poranek po wypiciu litra. Czasami język się przez to plącze, choć wrodzona złośliwość kazała mu czekać, aż kobieta w pełni wyartykułuje swoją prośbę. Sięgając do kieszeni po paczkę, wysilił się na odpowiedź...Uszczypliwą, choć to raczej nie powinno nikogo dziwić.-Powinno to raczej brzmieć. "Kierowniku, królu złoty...Dej no ćmika i kredycika, bo na Komandoska brakuje.", a gdybyś chciała się postarać mogłabyś zauroczyć mnie jakąś cudowną balladą o nikotynce i tanim winiaczu, ale uznajmy...Że prośba została rozpatrzona pozytywnie.-Tuż po chwili podstawił jej paczkę papierosów pod nos. Mogła się częstować, bardzo proste.
Widać, że trafiła się tu słuchaczka, towarzyszka rozmów. Choć...Nie wyglądała na osobę, którą cokolwiek to interesowało. Pytała z grzeczności. W tym momencie odpowiednia pula genów, tych polskich...Chciała ponarzekać. Jednak mechatronik wystarczająco dobrze nad nią panował. Zresztą, jakoś niespecjalnie lubił dzielić się swoimi problemami. Tym bardziej z osobami, które dopiero co poznał i do tego, sępiły fajkę.
-Głośno myślałem, ot co. Powiedzmy, że tęskne za starymi czasami. Kiedy coś się działo, a nie...Zapierdalało się na jakieś durne spotkania o sprawach, które i tak mnie nie dotyczą. Oho...Janusz powoli ze mnie wychodzi.-No i tyle wyszło z panowania nad polską, marudną pulą genów. Cały misterny plan wziął w łeb.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

9 sty 2017, o 21:55

- Wow, pan mocny w gębie - mruknęła i parsknęła śmiechem, słysząc kolejne słowa. Widząc, że nie dostanie jednak opierdolu za sam fakt spytania o papierosa, znacznie swobodniej opadła na ławkę obok Matta. Miała dobry humor, mimo że była zmęczona podróżą. A może to leki robiły dobrą robotę, w końcu dziś dla odmiany nie zapomniała ich wziąć. - Nie jestem dobra w ballady.
Mężczyzna wyglądał na kogoś, kto pasował do Prezydium tak samo dobrze, jak ona. Czyli wcale. Ale z jakiegoś powodu się tu znajdował. Przyglądała się mu przez chwilę, z błogością odmalowaną na twarzy zaciągając się tytoniowym dymem. Może i nie należała do nadzwyczaj kulturalnych i eleganckich osób, skoro wysępiła przed chwilą papierosa, ale cała sytuacja miała ten spory plus, że generalnie się tym nie przejmowała.
- A, w porządku - wzruszyła ramionami. - Janusz.
Dla niej wspomniane imię nic nie znaczyło, bo polskiej puli genów nie miała i powiedzenie miało dla niej tyle samo sensu, co każde z powiedzeń asari chociażby. Jej tymczasowy towarzysz był jednak mocno gadatliwy, wystarczyło jedno czy dwa pytania i już otworzył się lepiej, niż Crimson przed ludźmi, których znała od pół roku. Uśmiechnęła się do niego lekko, już trochę mniej krzywo i bardziej naturalnie. Czasem jeszcze potrafiła.
- Dziękuję, tak w ogóle - zreflektowała się jakoś w jednej czwartej papierosa. Jej dobre wychowanie leżało i kwiczało. - Zostawiłam swoje w porcie, a zanim bym doszła do jakiegoś sklepu, to głód nikotynowy by mnie zjadł. Jestem Lex - przedstawiła się, bo tu na przykład wiedziała, że powinna. - Jestem tu właściwie... przelotem. A ty? Co za spotkania tak cię bolą? Praca?
Dobrze było mieć przepustkę, choć dawno tak nie nazywała urlopu. Prawdę mówiąc, nie wiedziała jak oficjalnie określa to Cerberus i nie interesowało jej to, bo nomenklatura nie miała żadnego wpływu na jej życie. Ważne, że mogła być tam, gdzie chciała być w danym momencie - obecnie w drodze na Ziemię, w przerwie na zakupy. To był spory plus pracy na Hekate: płacili więcej, niż w fabryce, kiedy odpowiadała za mechy. No i ludzi miała tam fajnych. Niektórych nawet zdołała polubić.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

10 sty 2017, o 20:27

No ba, że był. Cięty język Matta był znany przez wielu i wiele osób uważało tą cechę za specyficzny urok. Specjalista od szydery, marudzenia i nadzwyczajnych, praktycznie niewykonalnych pomysłów, które tylko on potrafi wdrożyć w życie. Niestety, często przyprawiało to kłopoty, ale...Nie zwykł się nimi przejmować. Co ma być, to będzie. Ot co.
Owszem. Nie pasował do tego miejsca. Dookoła sami krawaciarze, jajogłowi...Białe kołnierzyki. Osoby, które rozwiązywały problemy w sposób teoretyczny. Niezdolne do poważnych decyzji. Za każdym razem, gdy zjawiał się w okolicach Prezydium, był mocno poirytowany. Tutaj nie działo się nic, co mogłoby przykuć jego uwagę. No poza jedną rzeczą, a precyzując osobą, znajdującą się jednak poza jego zasięgiem. Mniejsza z tym, póki nie dawała znaku życia, nie zamierzał się odzywać. Wiadomo, miała zdecydowanie ważniejsze sprawy na głowie, niż spędzanie czasu z przyjacielem z dawnych lat. Zresztą, może tak było lepiej. Przynajmniej każdy zna swoje miejsce w hierarchii, a mechatronik nie robi sobie żadnych nadziei.
-Po paru głębszych każdemu lepiej idzie balladowanie. Polecam.-Wydawało mu się, że nie trzeba było tego jej tłumaczyć. W końcu...W pewnym sensie przypominała jego. Kompletnie nie pasowała do otoczenia prezydium, wzbudzając zapewne spojrzenia miejscowych, zastanawiających się pewnie czy nie zadzwonić po SOC, bo "dwóch dziwnych osobników psuje krajobraz". Fajki. W porcie. Te słowa dały mu do myślenia. Skoro je zostawiła w porcie, prawdopodobnie nie przyleciała liniowcem, a własną jednostką. Co...Zdecydowanie wzbudziło jego zainteresowanie, podobnie jak fikuśna fryzura i piercing.-Nie no, spoczko, nie ma tematu. Wiem jak to jest. Jakby co, pokażę Ci gdzie jest tutaj sklep bezcłowy. Da się kupić normalne fajki, z Ziemi...Bez cła. A jak dobrze zagadasz, to przy dwóch wagonach, dadzą Ci rabat i parę kredytów zawsze w kiejdzie zostanie, nie?-Mieszkał na Cytadeli parę miesięcy i zdążył się dobrze zorientować w interesujących miejscach. Oczywiście, że zahaczył też o szarą strefę, znajdującą się na tej stacji. Zresztą, gdzie jej nie ma. Na tamtejszym "ściśle tajnym" targowisku można dostać dosłownie wszystko, ale...Znał ją zdecydowanie za krótko, by pochwalić się o znajomości tego miejsca.-Ty tutejsza nie jesteś, hm? Zresztą...Normalni ludzie nie odwiedzają tego domu wariatów zbyt często.-Rzucił bez większej ogłady. W jego wyznaczniku normalności, wyglądała całkowicie normalnie. W Chicago taki widok nie był niczym nadzwyczajnym, a tutaj...Nawet założenie luźniejszych spodni wzbudzało sensacje. Dziwna to kraina, naprawdę. A co do pracy...
-Szkolenie BHP, procedury w wypadku ataku...I omawianie modyfikacji do wprowadzenia na pokładzie. Zresztą. Nie będę Cię zanudzał. Ostatnie to dla Ciebie kurewsko nudny temat. Tak samo jak dla mnie BHP i to drugie.-Nie owijał w bawełnę. Nie lubił kłamać, ani udawać, że wszystko mu się podoba. Mówił o sprawach tak jak się miały. Podobnie jak swego czasu pewien dziennikarz...
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

12 sty 2017, o 19:27

Alexis zaśmiała się chrapliwie i odwróciła lekko w stronę mężczyzny. Rozmowa ją bawiła, więc nie wstawała, choć dostała już swojego papierosa i właściwie nic nie trzymało jej w miejscu. Przyjrzała się jego twarzy, dochodząc do wniosku, że z kimś się jej on kojarzy. Nie była jednak w stanie przyporządkować go do żadnego ze wspomnień, więc zrezygnowała z prób.
- Nie, ja to po paru głębszych jestem lepsza w wiele rzeczy, ale na pewno nie w ballady - odparła, strzepując tytoń za ławkę, nie zdejmując łokcia z oparcia. Siedziała teraz bokiem do Tarczanskiego, unosząc w półuśmiechu kącik ust. Zdecydowanie nie pasowali do otoczenia, ani on, ani ona.
- Pewnie - skinęła głową, rozglądając się. Nie potrzebowała dosłownie wszystkiego, potrzebowała zapalić, ale skoro dało się tu kupić papierosy po taniości, równie dobrze mogła zaopatrzyć się na zapas. Nic nie stało na przeszkodzie, miała miejsce w torbie, a Roy będzie z takiego prezentu bardziej zadowolony, niż z jakiejś cytadelowej pamiątki, kupionej w sklepie ze wszystkimi takimi turystycznymi gównami.
- Nie, jestem z Ziemi - westchnęła, wracając do oglądania spacerujących nieopodal ludzi. Nie byli tak fascynujący, jak im się zapewne wydawało, ale nic innego Lex nie miała do roboty. - To znaczy, byłam. Mieszkałam tam i pracowałam do niedawna, od jakiegoś czasu jestem mechanikiem na statku. Wyrzucili mnie tutaj i polecieli dalej, wzięłam wolne na kilka dni. Za kilka godzin mam prom na Ziemię. Nie mogę się doczekać, uwielbiam publiczne transporty, drące się dzieci i ludzi którzy rzygają przy skoku przez przekaźnik.
Westchnęła, choć w jej głosie akurat teraz było więcej rozbawienia niż pretensji do otaczającego ją świata. Do tego dało się przyzwyczaić, a podróżowała całkiem sporo, więc przestało ją to zaskakiwać.
- Ło, współczuję - mruknęła, zaciągając się ponownie, by zaraz po tym zebrać dym w ustach i wypuścić go wąską strużką w górę. Jej wzrok powędrował na reklamę tutejszego studia tatuażu, która pojawiła się na gigantycznym bilboardzie nad nimi, chwilę po prezentacji nowego skycara. Doszła do wniosku, że przydałoby się jej coś nowego. Taki ból sprawiał jej przyjemność, poza tym lubiła się chwalić świeżymi nabytkami.
- Wiem, znam - odparła. Wychodziło na to, że w sumie ich praca polegała na tym samym. Zerknęła na mężczyznę z rozbawieniem. Czy wszyscy mechanicy wyglądali tak samo? Niedługo będzie ich można rozpoznać w tłumie na ulicy. - To co, Janusz, skoro siedzisz tutaj, to pewnie spotkanie już się skończyło, albo jeszcze się długo nie zacznie. Chcesz mi pokazać ten sklep, czy masz inne plany na najbliższe pół godziny?
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

12 sty 2017, o 21:46

Rozmowa z kimś normalnym była mu potrzebna. Alexis idealnie pasowała do jego typu normalności. Niepoprawna, prawdopodobnie pojebana. Przypominała mu trochę Żyletę. To przypadek, że podczas rozmowy z nią...Nagle pojawił się jej sobowtór? Przypadek? No właśnie. Ta konwersacja o niczym była bardzo relaksująca. To wszystko, co mógł o tym wszystkim powiedzieć. W tym momencie.
-Mam podobnie. Po paru głębszych zamieniam się w DiscoMana i masakruję wszystkich kulą dyskotekową i...mistrzowskim tańcem...Taaaa...-Rzucił z lekkim rozbawieniem. Dobrze, że ograniczył picie. Przynajmniej jego wybryki mogą pozostać jedynie wspomnieniem. A fajki? No cóż, na coś trzeba umrzeć. Z nich raczej nie zrezygnuje, bo tak cholernie trudno z nimi skończyć. Szczególnie, gdy pali się prawie pół swojego żywota, prawda? Dobra, po narodzinach Isabel przestał na całe dwa miesiące. Osiągnięty ojcowską euforią i postanowieniami związanymi z rozpoczęciem nowego etapu w życiu, postanowił się przemóc. A jak już wszystko wróciło do normy. Lizzie zaczęła być wyrodna heterą, a Matt wrócił do swojej wyjazdowej pracy, wrócił do nałogu. A co...Równowaga w przyrodzie musi być zachowana, prawda?
No cóż, spotkanie jeszcze się nie zaczęło. Zresztą, nie pojawiłoby się na nim nic ciekawego, choć od jakiegoś czasu widział pewną ciekawą tendencję. Wydawało mu się, że jego szef miał zamiar przypierdolić dyrektorowi Projektu Venus. Wszystkim działał na nerwy. Tym bardziej, że facet jest synem jakiegoś wysoko postawionego urzędnika w Prezydium, a jego wykształcenie skończyło się na licencjacie ze stosunków intergalaktycznych. Cokolwiek to, kurwa, znaczy.-Aha! Koleżanka po fachu. Zajebiście. No...branże mamy trochę inne, bo jestem mechatronikiem, ale punkt zaczepienia jest. Duży statek?-Zawodowa ciekawość, ot co. Zazwyczaj tam gdzie pojawia się dwóch pracowników maszynowni, tam zaczyna się wymiana zdań o ich jednostkach. To smutne, zważywszy na to, ile innych pięknych tematów do rozmowy można rozpocząć, lecz ten...Wydawał się jak najbardziej uzasadniony.-Ta...Znam to, a najgorsze jest to jak jakiś niedopilnowany przez matkę bachor zaczyna Cię kopać po kostkach, a przed lądowaniem zrzyga Ci się na buty. Tak, znam to z autopsji. Powrót liniowcem to niezapomniane przeżycie.-Matthew latał w ten sposób niezliczoną ilość razy i coraz mniej go zaskakiwało. Co prawda, od kiedy osiadł na Cytadeli i kiedy zorientował się, że w Chicago nie ma już czego szukać, jego częstotliwość podróży zmalała do zera. Teraz od biedy spotyka się ze znajomymi z Venus, czasami tymi, za którymi nieszczególnie przepada. Raz na jakiś czas minie znajomą twarz z Fergusson Engineering. Pogadać chwilę. Poza tym nic. Przesiadywał trzy czwarte dnia na pokładzie, resztę przeznaczał na inne czynności. W pustym mieszkaniu pracowniczym nie miał czego szukać. Póki Scooter i Cegła nie zaginęli, przynajmniej sprzątał puste butelki po jakieś taniej wódce i starał się zablokować dostęp do stron z porno. A tak? Cisza...
-Nie ma czego. Mam wrażenie, że zaraz poinformuję szefa o sraczce i dam sobie spokój tymi pierdołami.-Janusz? Nosz cholera, zapomniał się przedstawić. Do cholery jasnej. Mógł to przewidzieć, że imię jego pradziadka w końcu zostanie wykorzystane przeciwko niemu. Spojrzał na Lex, wypuszczając dym z ust i prostując całą tą sprawę.-Nie, nie. Tylko nie Janusz. Matt jestem. Janusz...To taki symbol marudy i wieśniactwa, może odrobinę pasuje, ale bez przesady i w sumie...-Tu spojrzał na drzwi budynku, do którego miał zaraz wejść. Przemyślał sprawę i uznał, że przyda mu się dzień na żądanie. Chwilę później...Matthew przy pomocy komunikatora wysłał do szefa wiadomość o swojej niedyspozycji.-To już nie mam nic do roboty.-Wyszczerzył zęby i co tu dużo mówić, był gotów do drogi.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

13 sty 2017, o 19:48

Lex zaśmiała się znów. Ona też dobrze tańczyła, choć znacznie lepiej na barze, niż na parkiecie. Ale tak samo jak Tarczansky potrzebowała do tego paru głębszych. Tak jak generalnie do wszystkiego. Całe życie na środkach, raz na przeciwbólowych, raz na uspokajających, innym razem na tych bardziej odcinających od rzeczywistości, jak chociażby alkohol w różnej formie. Nie, Crimson zdecydowanie nie stroniła od używek. Gdyby miała żyć bez nich, byłaby wściekłym na cały świat ucieleśnieniem nienawiści i depresji. Może więc lepiej, by od czasu do czasu pomieszała z alkoholem leki, których nie mieszało się z alkoholem. Przynajmniej dało się z nią wtedy wytrzymać.
- Nie - pokręciła głową. - To fregata, i to jedna z mniejszych jakie widziałam. Ale jest zajebista. Zakochałam się w niej jak tylko weszłam na pokład, chociaż nie miałam wcześniej do czynienia ze statkami. Pracowałam w fabryce mechów. Potem się okazało że jestem szokująco zdolna i mnie tam potrzebują, więc wylądowałam w maszynowni Hekate.
Błysnęła zębami. Nie mówiła do końca poważnie, bo mimo że była świadoma poziomu swoich umiejętności, to jednak patrzyła na nie realnie. Takich techników jak ona dało się znaleźć wszędzie, choć może z lekkim wysiłkiem. Pewnie jeszcze ktoś taki nie miałby problemów z psychiką i niewyjaśnioną agresją i nie stanowiłby zagrożenia dla reszty załogi. Naprawdę, Belford zrobił interes życia. Miała nadzieję, że chociaż trochę mu się to opłacało.
- A, sorki - mruknęła i ponownie zaciągnęła się dymem. - Matt. Rozumiem. W sumie lepiej brzmi.
Wzruszyła ramionami wstała, dopalając papierosa do końca. Rzuciła go potem na ziemię i wbiła obcasem w ziemię. Jakaś asari zmierzyła ją karcącym spojrzeniem, ale Lex odpowiedziała jej wzrokiem tak lodowatym, że tamta odwróciła się i poszła w swoją stronę. Crimson parsknęła śmiechem i kopnęła niedopałek gdzieś pod ławkę, by nie było jej tu widać.
- Pierdolone niebieskie, zawsze znajdą sobie jakiś problem - mruknęła bardziej do siebie, niż do Matta. - Przecież to jest biodegradowalne.
Pewnie było, gdy warunki środowiskowe były bardziej naturalne, niż sztuczna atmosfera Cytadeli, ale ją to generalnie przestało obchodzić jeszcze zanim zaczęło. Wsunęła dłonie w kieszenie krótkiej kurtki i ruszyła w stronę, w którą pokierował ją Tarczansky. Po chwili uniosła na niego dla odmiany bardziej niż zwykle zainteresowane spojrzenie.
- A ty? Na czym służysz? - spytała. - Na czymś cywilnym?
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

14 sty 2017, o 15:50

Nie wiedział dlaczego, ale nazwa podanego przez nią statku brzmiała dla niego znajomo. Nie wiedział skąd. Szukał frazy Hetake w swojej umysłowej bazie danych. Nie potrafił powiązać jej z żadnym miejscem, nie potrafił sobie jej zobrazować. Matthew zazwyczaj pamiętał jednostki, które odwiedzał lub wcześniej, na rzecz Fergusson Engineering, miał okazję serwisować. Tutaj jednak coś dzwoniło, lecz nie wiedział w którym kościele.
-Hetake...Brzmi cholernie znajomo.-Po chwili...Doszło do olśnienia. Raitaro. Wspomnienia z tej stacji przestały być już tak żywe jak to było parę miesięcy wcześniej. Co prawda, nadal miewam złe sny związane z wydarzeniami na tej stacji, aczkolwiek po głębszym wejściu w swoją pamięć. Ot, powiązał te dwie nazwy i człowieka, który łączył wszystko w logiczną całość.-A więc służysz u kapitana Belforda, tak?-No proszę, jaka ta galaktyka mała. Jak to parę ładnych lat świetlnych od Ziemi można znaleźć kogoś znajomego, albo...Znajomego znajomego. Nieważne. Swego czasu, dostał propozycję pracy na tym statku, prawdopodobnie Lex wskoczyła na jego miejsce, kiedy to on ugrzał sobie ciepłą posadkę w budżetówce. Nie było mu tutaj źle, bo pensje dla pracowników Rady były solidne, a jedynie wkurzająca kadra kierownicza była problemem. Z tym drugim jednak dało radę się wytrzymać. Ważniejsze było to, by hajs się zgadzał. Nawet jeśli nie miało się na co go wydać.-Pozdrów go ode mnie. Spoko gość, parę razy uratował mi dupę.-Przechodzili obok tablicy informacyjnej. Nadawali właśnie wiadomości o rozwijającej się na Illum zarazie. Przykra historia. Tyle jedynie mógł o niej powiedzieć. Szczerze powiedziawszy, Matt miał dość specyficzne podejście do problemu. Dopóki nie dotyczył bezpośrednio jego osoby, niespecjalnie się nim przejmował. Zresztą, nie sympatyzował specjalnie z turianami. Znał jedynie dwóch, których polubił. Swojego bezpośredniego przełożonego i Vexa. Jednorazowego towarzysza, z dawnej roboty na boku. Z tej samej znał Bleysa. I Darwina.
Asari. Niby ładne, niby jakieś takie skowyrne. Jednak...Słyszał o nich wiele historii. Wolał do nich nie podbijać, bo jeszcze się trafi taka, co łeb biotyką ukręci. Tak dla własnej przyjemności. Słyszał, że mają takie skłonności. Na ile prawdziwe? No do tej pory udowadniano mu, że nie do końca tak jest. Mimo wszystko, wolał zachować zdrową ostrożność. Niemniej jednak, każdy dzień dłużej na Cytadeli i na Venus, gdzie załoga jest multirasowa, przyzwyczajała go do obcych. Nawet zżył się z niektórymi. Skłonny był z nimi się napić, gdyby pił właśnie. A reszta, ta której nie znał. Ostrożny zawsze ubezpieczony, ot co, taka dewiza.-Cywilnym? No...Nie do końca. Ale to nawet wojskowe nie jest. Rządowe? To chyba pasuje najbardziej. Na Venus, to pimpajdło co wozi dupę radnym.-Pimpajdło. Ciekawe określenie na jeden z najdroższych i najbardziej zaawansowanych jednostek w galaktyce.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

18 sty 2017, o 00:21

- HeKAte - poprawiła mężczyznę, podkreślając zamienione spółgłoski. Była zadowolona, nawet pewnie podświadomie nawet nieco dumna ze statku, na którym służyła. To nie była pierwsza lepsza jednostka, jaką mogła napotkać w porcie Cytadeli. Był lepszy od większości, jakie widziała, korzystał z najnowocześniejszych podsystemów, właściwie chyba nawet prototypów - niektórych na pewno, choć nie wiedziała czy wszystkich. Nie podobało się jej więc przekręcanie nazwy fregaty, tak samo, jak pewnie Mattowi nie odpowiadało jej przekręcanie jego imienia.
- Naprawdę? Wow, galaktyka jest mała - zaśmiała się, tym razem już całkiem szczerze. - Jest w porządku. Pozdrowię.
Był w porządku, bo zatrudnił ją, a ona nie należała do najlepszych pracowników na rynku, trzeba było to przyznać. I jakoś nigdy od tamtej pory nie mieli ze sobą problemów. Może i Lex nie była najbardziej towarzyską osobą na pokładzie, albo zdarzało się jej zapić na wieczór i rano zaspać, ale zawsze potem nadrabiała swoje zaległości, więc raczej kapitan nie miał na co narzekać.
O Venus słyszała. Zresztą, kto nie słyszał, zwłaszcza jeśli pracował w branży. Dużo się mówiło o nowym statku, o inwestycji i zatrudnieniu nowych fachowców. Nawet na Hekate zdarzyło im się o tym porozmawiać kilka razy, z tego co pamiętała.
- Nieźle - ruszyła u boku Matta w tę stronę, w którą ruszył on.
Prowadzona w stronę tajemniczego sklepu, w którym sprzedawano tanie fajki, rozglądała się obojętnie wokół siebie. Cytadela nigdy jej nie fascynowała. Znacznie lepiej czuła się na Omedze, gdzie ludzie nie mieli kijów powsadzanych w tyłek tak głęboko, że nie mogli kręcić głową. Ale w sumie przynajmniej teraz będzie się czuła pewniej, w towarzystwie nowo poznanego mechanika, który też do tych eleganckich i wysztyftowanych nie należał.
- A wiesz, że poznałam kiedyś radną? - pochwaliła się. - Pracowałam wtedy dla takiego biznesmena na Illium, sprzątałam jego brudy.
Machnęła ręką, dając do zrozumienia, że nie jest to historia warta opowiadania. Gorsze czasy, kiedy brała prywatne zlecenia, korzystając ze swoich hakerskich umiejętności, żeby sprzątać po bogatych i leniwych. Chociaż to nie był standard, zdarzyło się jej to kilka razy, z czego raz właśnie u tamtego.
- Fel plątała się po jego apartamentach w szlafroku - parsknęła śmiechem, po czym zreflektowała się i wsunęła ręce do kieszeni, usiłując zachować powagę. To generalnie były dziwne czasy, trudno było opanować rozbawienie, gdy je wspominała. - W sumie plotki o nich ucichły, więc pewnie się rozstali. Nie jestem już na bieżąco.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

18 sty 2017, o 22:05

-Bogini ciemności, no tak. Zresztą...Dziwna nazwa dla statku kurierskiego, nie? Konstruktor, jebaniutki, miał fantazję.-Stwierdził, chwaląc się przy okazji swoją wiedzą na temat mitologii greckiej, która nie należała do specjalnie zaawansowanych. Ot kojarzył najważniejsze epizody i opowieści. Wzruszył przy tym ramionami, bo temat nie należał do najbardziej interesujących. Miał dla niej złą wiadomość, bowiem sklep bezcłowy, o którym wspominał znajdował się na drugim końcu tej stacji, w okolicy centrali jego byłego pracodawcy. Nie był do końca przekonany czy przy obecnych godzinach szczytu, zdążą dotrzeć na czas. Tuż przed zamknięciem. Owszem, dobrze dogadywał się z właścicielem, ale nie do tego stopnia, by wykładał towar na ladę chwilę przed zamknięciem. No cóż, ale znając Matta, pewnie miał jakiś plan B. Wystarczyło puść na ruskich, handlujących lewym towarem w tym samym okręgu. Nieco bardziej na uboczu. Z nimi też dało się dogadać, tylko trzeba było ważyć słowa. Nawet Matt, nie czujący potrzeby blokowania ozora, czuł przed nimi taki respekt, że wolał się z nimi dogadać dyplomatycznie.-A mówi się, że przy tak zajebistych rozmiarach galaktyki nie jesteś wstanie znaleźć znajomego, nie? Gówno prawda.-O Bleysie miał bardzo dobre zdanie. Mało brakowało, by nie zgłosił się do jego pracodawców, gdy jego wkurwienie na Fergusson Engineering sięgało zenitu. Na szczęście, pojawiła się okazja załapania się na Venus. I ot, jest tu. Dlaczego? Bo był naprawdę dobry, jego nieskromnym zdaniem, jeden z najlepszych, co udowadniał zresztą nieraz. Był świadom swojej wartości. Co prawda, nie była to ciepła posadka kierownicza, ale odpowiadała mu. Mniejsza odpowiedzialność, wykonywał robotę, którą lubił i znał się na niej. I płacili mu dobrze, ba, nawet bardzo dobrze. Nawet najbardziej dochodowe kontrakty nie potrafią zrównoważyć się z jego obecnym wynagrodzeniem.
-Wiesz, jednostka nowa. Trzeba jeszcze parę elementów dograć, ale w gruncie rzeczy, nie jest najgorzej. Po czterech latach pewnie wszystko się posypie. A przez to, że założyli nie do końca sprawdzony, "eksperymentalny" i zjebany system napędowy. Już mamy problem z separatorem cząstek zjonizowanych.-Skoro w końcu znalazł na kogoś po swoim fachu, mógł sobie podywagować na tematy typowo techniczne. Czyż to nie pięknie? Ale kiedy temat z niewyjaśnionych przyczyn przeniósł się na Iris, Matt dziwnie się skupił. Sam nie wiedział dlaczego. Można rzec, że nadstawił uszy, zamienił się w słuch. Jak zwał tak zwał. Niemniej jednak, skupił się na skąpych informacjach przedstawionych przez Lex. Kiwnął twierdząco głową i znów, wzruszył ramionami.-No popatrz, faktycznie, galaktyka jest mała. Ktoś od nas, gadał z jej asystentką. Krążą słuchy, że fagas wyparował i już się nie zjawia.-W szlafroku...Gdyby załoga wiedziała na jak genialny pomysł wpadł Scooter. Człowiek odpowiedzialny za nagrywanie kobiet w damskiej toalecie, w ziemskiej centrali FE. Prawdopodobnie za samo jego przedstawienie szerszej gawiedzi, prawdopodobnie wyleciałby na zbity pysk. Teraz...Pewnie i tak mu wszystko jedno, ale...Łącząc szlafrok, Iris i genialny koncept swojego kumpla, no cóż...Powstał dość ciekawy mix.-Mój ziomek, spec od IT na Venus. Stwierdził, że Fel to dobra dupa, no bo...Nie oszukujmy się, jest i warto byłoby sprawdzić co nosi pod tym fatałaszkiem od Gucciego. No i...Chciał w jej kajucie wpierdolić cztery kamery. Nad łóżkiem dwie i w kiblu kolejne dwie. Na szczęście, odwiodłem tego pojeba od tego.-Zaśmiał się. Dobrze wspominał trio "wyrzutków bez których nic by nie ruszyło". Cegła, Scooter i Matt byli sporym wsparciem dla całej załogi, a to dlatego, że doskonale znali systemy napędowe Fergusson Engineering.
Przechodząc obok sklepu z elektroniką, Matthew rzucił okiem na zegarek. Zrobił wielkie oczy i cmoknął. Musieli się pośpieszyć, zdecydowanie, widząc jednak potworny ruch i świszczące co po chwila Skycary, starające się dostać na czas do miejsca swojej destynacji, mechatronik na chwilę, stracił wiarę. Jednak tylko na chwilę.
-W sumie, trzeba byłoby się sprężać. Okręg Shalta jest po drugiej stronie prawie, a ruch mamy zajebisty. Dawaj, idziemy na skróty na przystanek.-Nagle odbił w prawo, by przejść bocznymi alejkami w pobliże Atrium. Stamtąd był już tylko żabi skok do przystanku Skycarów. Później wystarczyło jedynie przełączyć w tryb manualny, złamać kilka przepisów, mając nadzieję, że SOC spojrzy na to pobłażliwym wzrokiem i powinni zdążyć. No właśnie, powinni. W tym samym czasie, powstawał już plan B.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

20 sty 2017, o 23:10

Wzruszyła ramionami, nie wiedząc co na to odpowiedzieć. Dla niej to była nazwa jak nazwa, statek mógł się nazywać zarówno Hekate, jak i Stokrotka, ważne że ludzie wiedzieli o jakiej jednostce mowa. A że Hekate brzmiało lepiej, to była inna kwestia. Lex się to podobało. Pasowało do jej imienia, było konkretne i brzmiało dobrze. Nie wstydziła się przyznawać do tego, gdzie pracowała, bo świadczyło to o niej lepiej, niż gdyby tak po prostu mówiła, że jest technikiem na statku. W takich chwilach jej wygląd z nieokrzesanego i niewłaściwego stawał się ekstrawagancki, przynajmniej w niektórych kręgach. Ale na pokładzie współpracownicy wiedzieli o niej już tyle, by rozumieć, że miała po prostu inny gust.
- No - parsknęła śmiechem. - A gdzie poznałeś kapitana? Jest spoko, ale mało mówi. I mógłby się trochę rozluźnić, a nie chodzi całe życie w garniturach i mundurach. Ale może to przychodzi razem z awansem zawodowym, a eleganckie ubranie do ciebie przyrasta i masz przesrane już do końca.
Na pokładzie często żartowali sobie czy z Bleysa, czy z któregoś z jego najbliższych współpracowników. Teraz też mogła sobie na to pozwolić, zwłaszcza że nie mógł usłyszeć jej nikt niepożądany, a ona nie mówiła wcale nic takiego strasznego. Zresztą taka była prawda. Raz tylko widziała Belforda w luźniejszym stroju, na Ziemi, w Grecji. Całkiem się jej podobał w takiej wersji, ale potem ją zatrudnił i musiał przestać.
- Dużo eksperymentalnych rzeczy jest zjebanych - przyznała. - U nas też jest dużo prototypowych rozwiązań, ale wszystkie sprawdzone, więc psują się rzadko. Jak się je dobrze pilnuje. Może coś zjebaliście z kontrolami i teraz macie problem, bo nie zauważyliście jak się separator zaczyna pierdolić? Jak na nowy statek dla Rady to słabo. Liczyłam na same zachwyty.
Nie mówiła do końca poważnie, zresztą na jej twarzy widniało rozbawienie, bo widziała że w towarzystwie nowo poznanego mężczyzny z jakiegoś powodu może czuć się swobodnie. W tę swobodę wchodziły również niegroźne złośliwości.
- Nom. Ale nawet w szlafroku była tak samo drętwa jak w tych długich sukniach - parsknęła śmiechem. - Nie wiem czy fagas zniknął bo zaczął angażować się za bardzo, czy dlatego że znalazła jakieś jego brudy. W sumie to pierwsze do niego pasowało, drugie też. Nie spędziłam za dużo czasu w ich towarzystwie. Ale myślę, że takie nagrania sprzedałyby się za grubą kasę.
Szła obok niego z uniesionym w półuśmiechu kącikiem ust. Posłusznie ruszyła za nim w stronę przystanku, zakładając, że jeśli planuje ją zgubić i zamordować, to spotka go niemiła niespodzianka, bo wcale taka bezbronna nie była. Przez moment trudno było jej pozbyć się ataku paranoi, która rzucała się na nią znienacka w najmniej oczekiwanych momentach, ale przeszło jej gdy wskoczyła do skycara i rozsiadła się wygodnie na fotelu pasażera, mężczyźnie oddając sterowanie, skoro wiedział dokąd lecieć.
- Ale ty też nie jesteś stąd, co nie? - spytała. - Gdzie mieszkasz tak normalnie, jak nie jesteś na statku?
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

21 sty 2017, o 21:08

Nazwa statku nie była dla niej ważna. Dziwne. Wielu starych wyjadaczy zwraca na nazwy statków. Mówią wiele o swoich kapitanach, o swoim przeznaczeniu, o przynależności. No chyba, że były to statki korporacyjne. Wówczas nie mówiły nic, były suche, bez wyrazu...Zlepkiem cyferek. Ot co. Hekate zwyczajnie nie pasowała mu do nazwy statku kurierskiego, jak to wcześniej zareklamował Bleys. Po prostu...Bogini cienia i zemsty rozwożąca towar po całej galaktyce.
No chyba, że to wysyłka trucizn i bomb dla jakiś złodupców...
To już miało więcej sensu. Venus miała zaskakiwać, zachwycać i budzić respekt. Kto widział ją w dokach, chociażby z daleka, faktycznie...Można było poczuć takie dziwne uczucie w żołądku. Majestatu często dopełniała eskorta złożona z jednego, bądź dwóch statków wojskowych. Naprawdę, pracować na pokładzie tego statku to spora odpowiedzialność, ale też ogromny prestiż. Czuł dumę, że służy na tak ważnym dla galaktyki statku. Co prawda, jako zwykły robol, ale zawsze...Przynajmniej tam nie sprzątał, od tego były specjalnie zaprojektowane do tego projektu mechy.
-A jak go poznałem? Aaaa...Stare dzieje, jeszcze pracowałem dla Fergussona.-Odparł. W tej sprawie musiał być bardzo oszczędny w słowach, przecież obowiązywała go tajemnica dotycząca wydarzeń na stacji Raitaro. Wielokrotnie chciał komuś o tym opowiedzieć, ale Matthew był cholernie lojalny wobec danego słowa, a tym bardziej, złożonego podpisu czy odcisku palca. A w tym wypadku, wszystkich trzech. Kara za ujawnienie informacji była ogromna i z pewnością, nie na jego kieszeń. Nawet przy jego obecnych zarobkach.-Skończyłem kontrakt i wróciłem na Ziemię, wpadłem na ofertę pracy na boku i tak się spotkaliśmy, ot co. Spoko ziomuś. Mniej sztywny, niż Ci się wydaje...Ale poczucie humoru ma zjebane.-Przyznał szczerze. Różnili się od siebie bardzo, żołnierz i inżynier. Dwa zupełnie różne światy. Jak przypomni sobie tą robotę...Po części wydało mu się to zabawne. Z perspektywy czasu, kiedy przestał go już prześladować widok martwych ciał i szansa tragicznej, choć szybkiej śmierci. To ryzyko mu się podobało, choć marudził i mogłoby się zdawać, że trząsł gaciami jak mała panienka. Z tymże...Stres na Matta działał jak płachta na byka i zmuszał go do podkręcenia wszystkich procesów o 200%, a może nawet 300%. W sumie...To dzięki niemu wszyscy przeżyli, ale nie chciał się do tego przyznać...Nawet nie czuł tego, że został cichym bohaterem. A co do eksperymentalnego sprzętu...Postanowił się wypowiedzieć rzeczowo, jako człowiek z doświadczeniem, na temat "sprawdzonych prototypów".
-Gówno prawda. Prototyp nigdy nie jest sprawdzony, a jak ktoś Ci wciska taki kit...To lepiej mu przyjebać. Przykład? Prototypowa kriopompa wsadzony do całkiem seryjnego silnika FE Quantum VI...Miała zastąpić dyfuzyjną, co była standardowo do niego montowana. Zmodyfikowali odrobinę sterownik, układ rurek został praktycznie ten sam. Sześć lat Przymierze latało okrętem, chwaląc silnik w chuj. Sterownik silnika po sześciu latach się zapętlił i przez jeden przestawiony bit w bloku, wyjebały błędy, o których nawet my w serwisie nie mieliśmy pojęcia. Pompa dostała sztycha, bo zassała cały syf z komory reakcji...Ogólnie...Uziemiło jednostkę na 8 miesięcy. Zanim posprzątaliśmy ten bajzel...W efekcie, wrócono do starej konfiguracji, starego sterownika...Takie tam. A ten separator przy pracy ociera się o czujnik położenia wału, lekko się przestawi i tracimy kąt obrotu wału. Cała jonizacja się przez to pierdoli. Niby prosta robota, trzeba przełożyć bebechy separatora do innej obudowy, ale...Wiesz jak to jest w budżetówce. Dokument goni dokument, potwierdzenie potwierdzenia i wniosek o wniosek. Chujnia z grzybnią, ogólnie.-No...Miał nadzieję, że sprawę prototypów wyjaśnił wystarczająco zrozumiale. Ślepa wiara w sprzęt, dzięki któremu poruszasz się w przestrzeni kosmicznej, dla Matta nie była w ogóle logiczna. W związku ze swoim doświadczeniem w zawodzie, brał pod uwagę bardzo wiele czynników zewnętrznych. Lex musiała być świeżynką w fachu, skoro jeszcze wierzyła w stwierdzenie "sprawdzonego prototypu". Ale mniejsza o tym. Temat Iris i jej fagasa był równie interesujący, co sprawa niedawno omawianego sprzętu typu "pre-alpha a może i jeszcze gorzej". Kiedy znaleźli się już na przystanku, Matthew uiścił opłatę za użycie publiczno-prywatnego skycara. Wielokrotnie zastanawiał się nad sprowadzeniem tutaj swojego ziemskiego środka transportu. Byłoby o wiele prościej i przynajmniej, jak to bywało w wielu przypadkach.-Mamy szczęście, nikt nie narzygał, ani nie zostawił kondoma na tylnej kanapie. Oho...Opakowanie burgera.-Pochwalił się znaleziskiem znajdującym się na siedzeniu kierowcy. Chwycił go i zwinął go w kulkę, którą wyrzucił za siebie. Nikt nie szanował tego sprzętu, bo był publiczny...Czyli według logiki wielu tutejszych rezydentów, niczyj. Wkurwiało go to i czasami brzydził się. W Chicago wszystkie takie pojazdy były o wiele bardziej zadbane, choć patologiczne przypadki zdarzały się...Ruszyli z dość dużym impetem, lecz zaraz po tym musieli zwolnić. W tych godzinach ruch był niemiłosierny, a poruszanie się skycarem poza wyznaczonymi do tego strefami groziło dostaniem mandatu. Matthew już raz tak próbował, kosztowało go to nieco ponad tysiąc kredytów. Dlatego nie zamierzał próbować drugi raz tego samego patentu. W tym czasie postanowił poczęstować Lex kolejnym papierosem.
-To fakt, ma kij w dupie...Albo to ja w ogóle nie umiem być poważny. W każdym razie, nie wiem kim był ten fagas, ale skoro prał swoje brudy...To trochę pasował do tego politycznego obrazku. A dla brukowca takie hity pewnie są warte grubą pengę.-Skwitował, w sumie może lepiej ukrócić ten temat jak najszybciej. Matthew mógłby go potraktować zbyt osobiście, bowiem pomimo ostatnich waśni z Radną, i tak mu na niej zależy. Póki zajmował bezpieczny dystans od prywatnego życia Iris i tak było zdecydowanie lepiej. Zresztą. Nie był osobą, którą interesowałyby takie tematy. Nawet jeśli odkrycie paru pikantnych tajemnic mogło stać się dobrą kartą przetargową na pokładzie. Tu komuś coś szepniesz, tam komuś coś szepniesz...Większość załogi jest zdecydowanie bardziej głodna sensacji i dzięki temu można zyskać.
-A co? Aż tak widać, że nie jestem miejscowy? -Spytał. To chyba oczywiste. Wystarczyło na niego spojrzeć, nawet w biedniejszych okręgach nie było takich jak on. Poza schematem tutejszej mody i zachowania. Nie przybierał Cytadelowej gęby, choć siedzi tu już jakiś czas, lecz zdecydowanie za krótko by nazwać to miejsce domem. W ogóle. Dom w jego przypadku jest bardzo trudny do zdefiniowania.-Chicago. W teorii, bo planuje ogarnąć tutaj mieszkanie. Dostałem niedawno kartę stałego pobytu i w sumie...Mieszkam tu już jakiś czas, w hotelu pracowniczym. Wkurwia mnie to miejsce, ale wolę być na miejscu. Po chuj mam siedzieć w pustym mieszkaniu, kiedy tutaj mam praktycznie wszystkich znajomych. A Ty? Skąd dokładnie jesteś? Ziemia to dość spore miejsce.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

22 sty 2017, o 15:39

- No ja go poznałam w Grecji, nawet sobie popływaliśmy razem - to były dobre wspomnienia. Tamtejszy klimat sprawiał, że potrzebowała do szczęścia znacznie mniejszej ilości leków. Dużo czasu spędzili na plaży i na słońcu. A Lex lubiła słońce, choć nie miała okazji korzystać z niego ostatnimi czasy. Spora ilość tatuaży, jakimi pokryte było jej ciało, sprawiała że nie krępowała się rozbierać, bo były praktycznie drugim, przylegającym do skóry strojem, ukrywającym prawdziwą ją przed wzrokiem ludzi. Może dlatego wysokie, greckie temperatury jej nie przeszkadzały, bo ubierając się zakrywała tylko tyle, ile nakazywała względna przyzwoitość. I pamiętała też Bleysa biegającego w krótkich spodenkach, może trochę też pamiętała picie z innymi przy ognisku, a po tym całym wspominaniu przypomniał się jej też poranny kac i nostalgia szybko jej przeszła.
Uniosła wzrok na Matta, gdy jego odpowiedź na temat prototypów przerodziła się w monolog, w który nie miała nawet czasu się wtrącić. Uniosła jedną brew, czując, że zaczyna chorować na przypadek mocnego wtf, ale nie przerywała, pozwalając mu wypowiedzieć swoje zdanie do końca. Pokręciła głową, gdy skończył wreszcie, zsuwając się w dół na fotelu taksówki i zarzucając nogi na deskę przed nią. Była niska, mogła to zrobić bez wybijania sobie brody kolanami.
- Weź wyluzuj - parsknęła suchym śmiechem. - Chodzi mi tylko o to, że póki co nie mieliśmy żadnych problemów. Może wszystkie się skończyły zanim zaczęłam tam pracować, nie wiem. A może dopiero się pojawią. Tak czy inaczej się na żadne nie załapałam. A teraz mam wolne i nie chcę gadać o separatorach i kątach obrotu wału. Odpoczywam od tego. Lecę dziś na Ziemię żeby się spotkać z rodzicami, napierdolić z bratem, znaleźć sobie kogoś na kilka przyjemnych nocy i za tydzień wracam do swojej maszynowni. Wtedy będę się martwić kątem obrotu czegokolwiek innego, niż mój własny tyłek.
Przyjęła papierosa z wdzięcznością i odpaliła go, włączając wyciąg w skycarze. Oparła dłoń z fajką o kolano wyprostowanej nogi, wyglądając przez okno. Cytadela wyglądała tak, jak zawsze. Czysto, elegancko. Z góry nie było widać tych, którzy zostawiali opakowania po jedzeniu w pojazdach publicznych.
- Nom - mruknęła pod nosem, przypominając sobie swój krótki epizod współpracy z Rodriguezem. To był dziwny typ. Nie polubiła go za bardzo. Czasem miała ochotę mu przypierdolić.
Gdy Matt spytał, czy bardzo po nim widać, że nie jest stąd, odwróciła głowę z powrotem do niego i uśmiechnęła się nieco szerzej. Owszem, było widać bardzo. Tak samo jak po niej.
- Może gdyby cię ubrać w jedną z tych długich kiecek asari, to wtopiłbyś się w tłum - zaproponowała, wypuszczając jednocześnie dym z płuc. - Chicago? Ja też jestem stamtąd!
Nie spodziewała się aż takiego zbiegu okoliczności. Nie dość, że mechanik, to jeszcze z jej rodzinnego miasta. Galaktyka faktycznie była mała i jednak dało się czasem spotkać kogoś, kto nie pochodził z całkowicie innego świata. I to na Cytadeli. To już w ogóle niespodzianka. Pierwszy raz od dawna aż tak ucieszyła się, że udało się jej od kogoś wysępić papierosa.
- Mam tam małe mieszkanie w jednym z tych dużych wieżowców w Avondale. Wiesz których? Tych co wyglądają jak jenga, tych szarych. Na jednym z nich wyświetla się taki gigantyczny hologram tego nowego spa, co asari założyły na obrzeżach. Na pewno je widziałeś.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

22 sty 2017, o 22:30

Im dalej w Cytadelę, tym mniej zamożne okręgi, a tym samym mniejszy ruch. Powoli zbliżali się do swojego celu, to było oczywiste. Nie tyle czuł to po kościach, to widział to przez okno pojazdu. Krajobraz z kolorowego, niemalże rajskiego zmienił się nie do poznania. Holograficzne bilbordy zniknęły. Mijali miejsca, które jeszcze pamiętały atak Suwerena, potężnego okrętu gethów, jak podawały media, choć dla Matta było to dość naciągane.
-Popatrz na ten okręg.-Wskazał palcem na mijany przez nich okręg Tayseri.-Od ataku gethów i tego ich wielkiego statku minęło już kupe czasu, a jeszcze nie zdążyli się z tego gówna pozbierać. Zresztą...Ten cały Suweren, nie wydaje mi się być robotą gethów. A Ty? Jak myślisz?-Zagaił. Interesowały go poglądy innych osób na ten temat. Czy tak jak on, podzielają teorie spiskowe, że ten wielki statek był zaawansowaną sztuczną inteligencją, który zhakował gethy czy był to po prostu ich kolejny produkt. Kolejna, większa wersja. A może...Tak jak to krążyło w sieci...Ten atak był początkiem czegoś o wiele gorszego. Co nadejdzie...Prędzej czy później. Kto wie.
Trzeba przyznać, że faktycznie. Trochę popłynął ze swoim monologiem na temat prototypów. Był jednak mocno doświadczony w tym temacie i zamierzał wyprowadzić biedaczkę z błędu, zanim przejedzie się i straci zaufanie do otaczającego ją sprzętu. Ot co. Zapobieganie jest zdecydowanie lepsze od leczenia. Wszyscy to wiedzieli. Wolał ostrzec koleżankę po fachu, zanim rozpłacze się na środku maszynowni, biegając w panice, szukając rozwiązania problemu.
-Nie no, spoko. Z prototypami mam na pieńku, dlatego uważam. Wiesz, przezorny zawsze zabezpieczony. Powiedziała zakonnica, zakładając kondoma na świeczkę.-Odrzekł, sam odpalając w tym momencie papierosa. Wyszło mu to nadzwyczaj sprawnie, prowadząc pojazd unoszący się w powietrzu i jednocześnie rozmawiając. Najwyraźniej takie manewry nie były mu obce.-Urlop rzecz święta. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam już kiedy na nim byłem. A nie! Czekaj, ostatni zakończył się pieprznięciem atomówki pod wodą. Zresztą, to nawet nie był urlop. Tylko jakiś zafajdany wyjazd integracyjny.-Skwitował. Po części...Trochę jej zazdrościł. Brat, rodzice. No cóż, już zapomniał jak to jest mieć zdrowe relacje ze swoją rodziną. Jedyną osobą, która okazywała mu jakąkolwiek troskę, to jego najstarsza siostra. Reszta, wydawała się o nim zapomnieć. Tak jakby w ogóle nie istniał. Podobnie było z jego byłą żoną. Kontaktowała się z nim tylko kiedy było to konieczne. A konieczne czytaj jako "potrzebuję więcej kasy na NASZE dziecko". A na taką prośbę nie miał serca odmówić. W końcu los Isy był dla niego najważniejszy. Spoglądał nieobecnym wzrokiem przez okno, kiedy Lex opowiadała o swoich planach. Po chwili jednak, wrócił do teraźniejszości, spojrzał na kobietę i zaśmiał się cicho.
-No...Ambitny plan, takie lubię. Ale w sumie, to mam propozycję. Wiem, to dziwne. Facet, którego znasz od jakiś trzydziestu minut, prowadzi skycar chujwiegdzie i takie tam, raczej nie ma nic ciekawego do zaoferowania, ale...Nie dasz rady przesunąć swojego lotu...Na, no nie wiem, jutro? Skoro rzadko tutaj bywasz, to warto zobaczyć to i owo, a wierz mi...Kluby są tu zajebiste, a alko to prawdziwy prima sort. Niedrogi nocleg znajdziesz w okręgu Zakera, obudzisz się z zajebistym kacem i totalną niewiedzą...A coś mi się wydaje, że lubisz takie rozrywki.-Luźna propozycja, w te kilkanaście minut zdążył ją polubić. Szczerze powiedziawszy brakowało mu w tym miejscu kogoś, kto nie pasowałby tutaj tak samo jak on. Jego znajomi z pokładu Venus już dawno zostali wciągnięci przez tutejsze maniery, poczucie smaku. Takie typowe słoiki, będące bardziej cytadelowe niż rodzimy mieszkańcy tej stacji - Opiekunowie.
Bo u nas na Cytadeli...
Przypomniał sobie słowa gościa, który na Cytadeli mieszkał zaledwie dwa tygodnie i już zdążył zapomnieć skąd jest, jak się tutaj znalazł i że pracuje na zmywaku, ale...Odniósł sukces, bo Cytadela taka fajna, wow.
-Ten kubraczek z zajebistym kołnierzem, co turianie noszą...Mam wrażenie, że byłby bardziej twarzowy.-Roześmiał się. W sumie, nie trzeba było mu się długo przyglądać, by stwierdzić, że jest "słoikiem", podobnie jak 60% populacji tej zasranej stacji. Na jego twarzy zmalowało się niemałe zaskoczenie, kiedy Lex oznajmiła, że jest z Chicago. To niebywałe. Daleko od Ziemi, w zupełnie obcym środowisku, poznały się dwie osoby, mające wspólnego znajomego i pochodzące z tego samego miejsca. I to wszystko za sprawą głupiego, na pozór, papierosa.-Jaja se robisz...Serio? Haha! Nie wierzę.-Nie krył zaskoczenia. To było miłe uczucie, już zorientował się dlaczego tak dobrze im się toczy rozmowa. Ludzie z Chicago gadają na podobnych falach i choć to ogromna metropolia...To mimo wszystko, jakoś wydaje się być zgrana. Za oknem malował się powoli obraz okręgu Shalta, do którego zmierzali, a Matthew powoli szukał dogodnego miejsca do zaparkowania pojazdu. W pobliżu miejsca, do którego zmierzali.-Wiem, wiem gdzie to jest! Ja mieszkam w Jefferson Park. W tym takim poskręcanym wieżowcu, gdzie ostatnie dwadzieścia pięter zajmuje to centrum handlowe "Zander". Na dole jest skwer z pomnikiem takiego orzełka i biało-czerwoną flagą, upamiętniający mieszkającą tam Polonię. Znaczy, teraz też tam są, ale nie tak wiele jak dawniej...W sumie, mój pradziadek tam mieszkał, zanim przeniósł się do San Francisco.-Miał nadzieję, że wystarczająco dobrze zobrazował jej swoje miejsce zamieszkania. Niespecjalnie to mu wychodziło, ale tym razem bardzo się starał.-A na parterze jest knajpa z pierogami, o.-Dodał. To miejsce powinna kojarzyć. Miejsce dość często odwiedzane przez miejscowych. Domowa kuchnia, ciekawe smaki...Zdecydowanie inne od wszechobecnych hambugerów.
Matt kierował maszynę na najbliższy parking, sprzyjający odległością z miejscem, do którego się kierowali.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 298
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 10.880
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

23 sty 2017, o 22:55

Wyjrzała posłusznie przez okno, widząc zniszczenia, jakich dokonały niedawne ataki. Dla niej to nie była kupa czasu, bo wszystko co działo się po wypadku dla niej było niedawno. Jakoś nie potrafiła przyzwyczaić się do faktu, że minęło już kilka lat od momentu, w którym straciła osobę najważniejszą w całym jej życiu. Dlatego też i atak na Cytadelę wydawał się wciąż świeży. Leki czasem zaburzały jej postrzeganie upływu czasu.
- Mi też się nie wydaje, ale podobno ja mam paranoję - odparła. - Zaburzenia nerwicowe i zespół lęku napadowego. Więc nie jestem osobą wiarygodną do takich dyskusji. Ale nie, to na pewno nie jest robota gethów. Kiedyś mówiło się u nas o tym sporo, jak pracowałam jeszcze w fabryce. Mieli kilka podejrzeń, łącznie z tym, że to propaganda wymyślona przez asari, bo czują się zagrożone. Ale Cytadela w tych rejonach wygląda tak chujowo, że nie sądzę żeby doprowadziły do tego dobrowolnie - zamilkła na moment, zaciągając się dymem. - Mimo wszystko, nie gethy.
Zaśmiała się potem krótko, nie wiedząc do końca, czy chce słuchać o wybuchach atomówki w chwilach, gdy jej głowę zaprzątały wszystkie poznane dotąd teorie spiskowe i podejrzenia odnośnie tego, co miało ich czekać przez najbliższe lata. W extranecie spędzała sporo czasu, przeglądając mniej lub bardziej oficjalne jego części (raczej jednak mniej) i widziała tysiące przepowiedni i założeń. Ludzie zbierali już puszki, żeby pochować się w schronach na następne kilka lat. Szkoda tylko, że sama Crimson za mało dbała o swoje życie, by się tym przejmować. Co wcale nie przeszkadzało jej teraz pogrążyć się w niezbyt optymistycznych rozmyślaniach.
- Hm? - wybudziła się z zamyślenia chwilę później. - Co?
Zorientowała się, że o coś ją pyta, więc postanowiła skupić się na moment i spróbować wrócić do tych zakamarków podświadomości, do których dla odmiany jego pytanie trafiło. Udało się, więc uśmiechnęła się z powrotem, wzruszając ramionami.
- Nie wiem, czekaj - uruchomiła omni-klucz i połączyła się z rozkładem lotów na Ziemię. Wyglądało na to, że było ich kilka na dobę, powinna więc się na jakiś załapać. A że często zmieniała plany, nikt ze znajomych czy z rodziny nie powinien być zaskoczony. - Jeszcze nie kupiłam biletu, więc czemu nie. Ale stawiasz mi pierwszą kolejkę. Nie piłam na Cytadeli jeszcze.
Raz była tutaj z Roy'em, nie udała im się tamta wizyta zbytnio, więc nie rozważała nawet dłuższych odwiedzin. Ale skoro znalazła sobie towarzystwo, które jej dla odmiany odpowiadało, to nie musiała z niego rezygnować. Napierdolenie się w towarzystwie tego mężczyzny, którego znała od pół godziny, wyglądało w tej chwili jak doskonały plan na najbliższy wieczór. Niezależnie od tego, jak się on skończy.
- No wiem, moja znajoma tam mieszka, też ma polskie korzenie - pracowała z jedną taką jeszcze w Hahne-Kedar. Od czasu załamania, jakie Lex miała po śmierci narzeczonego, nie miały ze sobą żadnego kontaktu, bo Crimson nie odbierała wiadomości, telefonów i nie otwierała drzwi nikomu poza własnym bratem. Nie wiedziała więc, co dzieje się z nią teraz, ale dawniej odwiedzała ją czasem. - Wow. To się nazywa dobra intuicja przy sępieniu fajek. Jeszcze mi powiedz że pracowałeś dla HK to już całkiem jebnę.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 271
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Poprzednia strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość