Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Ambasada Ludzkości

21 mar 2014, o 23:52

- Niewiele udało się nam ustalić faktów. Na pewno możemy być pewni, że jest osobą zamieszaną w nielegalny handel broniami wszelkiego rodzaju. Myślę, że można go nazywać jednym z potentatów na czarnym rynku. Jest na tyle sprytny, aby nie pozostawiać po sobie dużo śladów. Wysługuje się najemnikami, stąd łatwo mu zachować jako taką anonimowość. No i ma słabość do rudych dziewcząt.
Mundurowy pokręcił z niesmakiem głową. Darował już Marshallowi wysłuchiwanie jego własnych, prywatnych opinii na ten temat. Końcem końców mężczyzna przesunął ciężkimi, spracowanymi dłońmi po dotykowej klawiaturze i wprowadził kolejne dane do systemu, czekając aż zielone potwierdzenie nie zakończy całej operacji.
- Nadałem wam, chorąży, stosowne uprawnienia. Kwestie ubioru i innych detali pozostawiam waszej decyzji. Jeśli to rzeczywiście wszystko... odmaszerować.
W chwili, w której Hearrow odwrócił się z zamiarem wyjścia, ten rzecz jasna wstał aby dopełnić ceregiele.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9220
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ambasada Ludzkości

27 kwi 2014, o 15:12

Minęły miesiące od ostatniej wizyty Wilsona w tym miejscu, kiedy załatwiał jedną ważną sprawę, a teraz nie było inaczej.
Wchodząc w oficerskim mundurze podszedł do uroczej kobiety, która musiała na miejscu robić za sekretarkę lub kogoś w tym guście. Kiedy podszedł wystarczająco blisko, sekretarka się uśmiechnęła szeroko.
- Witam w ambasadzie Ludzkości. Mogę w czymś pomóc? - odezwała się głosem przesiąkniętym przez wyuczoną uprzejmość.
Na zarośniętej twarzy oficera pojawił się nieznaczny uśmiech, na moment zanim zaczął mówić.
- Witam. Komandor Cole. Chciałbym się widzieć z sierżant Dagan. Jest u was chyba specjalistką od IT. Mogłaby ją pani poprosić tutaj? Muszę z nią porozmawiać.
Nieczęsto opuszczał swój okręt, a już na pewno nie w innym celu niż zjedzenie porządnego obiadu, ale tym razem robił wyjątek. Po ostatnich wydarzeniach zauważył, że nie wszystko mogą robić za niego podwładni i niektóre sprawy musi dopilnować osobiście.
- Proszę poczekać, zobaczę czy jest w tym momencie osiągalna. Może pan usiąść na ławeczkach i tam poczekać na panią sierżant. Powiadomię ją, gdzie pana znaleźć.
Dla Wilsona była to spora odmiana, że musiał na kogoś czekać a nie, że było odwrotnie. Lata na wysokim stanowisku zmieniły jego postrzeganie odnośnie tak prozaicznych spraw.
Podszedł więc do wspomnianej ławki i usiadł na niej, patrząc na ekran z aktualnościami w mediach. Nic pożytecznego się z wiadomości nie dowiedział nigdy, ale to zawsze był sposób na zabicie czasu, kiedy się czekało.
Wilson Cole

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 18:41
Miano: Wilson Cole
Wiek: 39
Klasa: żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Emeryt
Postać główna: Konrad Strauss
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Przymierze
Kredyty: 16.905
Medale: 2
Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Ambasada Ludzkości

27 kwi 2014, o 16:38

Od powrotu z systemu Gyges wszystko wróciło do normy. Wciąż miała wprawdzie pobrane z odwiedzonego wraku dane, którymi obiecała sobie się zająć, ale... Rutyna pożerała jak wygłodniałe monstrum. Wystarczyło, by Dagan ponownie zameldowała się w swej przydziałowej placówce, by łatwo wpaść w dobrze znaną monotonię. Służba w określonych godzinach, obowiązki tak proste i doskonale znane, że nie stanowiły już żadnego wyzwania. Rozpoznany teren jest terenem, na którym trudno o jakiekolwiek zagrożenie - i tak było w przypadku Rebeki. Extranetowe oblicze ambasady ludzkości było jej drugim domem i szczerze wątpiła, by cokolwiek z nim związanego mogło ją jeszcze zaskoczyć.
A jednak wcale nie cieszyła się, gdy oderwano ją od jej zajęć. Rozparta nieprzyzwoicie na fotelu przy przydzielonym jej stanowisku, z nogami podpartymi o kawałek wolnej przestrzeni blatu stołu, dopijała właśnie kolejną tego dnia kawę, gdy poinformowano ją o gościu. A że gościem okazywał się być komandor - jego nazwisko niewiele jej mówiło, może dlatego, że pomimo swych możliwości nie spędzała wolnego czasu na reaserchu żołnierzy służących Przymierzu - to nie wypadało odmówić. Westchnęła więc ciężko, obiecała, że przyjdzie, po czym upewniwszy się, że komputery - jej drogie dzieci, na których pracowała już od jakiegoś czasu - pracowały, jak trzeba, niechętnie opuściła swe stanowisko.
Wciskając ręce w kieszenie munduru wyciągnęła je dopiero, gdy stanęła na przeciw oczekującego jej mężczyzny. Skoro komandor, to wypadało przykładnie zasalutować, co też uczyniła. Podobnie oficjalnych gestów w ambasadzie nie stosowała już dawno i, póki nie pojawiał się obserwator z zewnątrz, nikt od niego tego nie wymagał. Wystarczyło, by sprawdzała się w pracy - na brak sztywnej otoczki można było przymknąć oko.
Ale nie teraz. Teraz miała do czynienia z kimś zewnątrz, o kim nie wiedziała nic ponadto, że służą pod tą samą admiralicją, a skoro tak, trzeba było robić w miarę dobre wrażenie.
- Komandorze. - Odstawiła więc scenkę formalnego powitania, by później zamilknąć i czekać. Nie miała w zwyczaju dopytywać się o przyczyny podobnych spotkań, zresztą - nawet nie wypadało być zanadto dociekliwym. Dużo łatwiej sprawdzało się pytające spojrzenie.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Ambasada Ludzkości

29 kwi 2014, o 20:38

Jak można się było spodziewać, w wiadomościach nie było nic ciekawego. Skandal z jakąś gwiazdą muzyczną, afera z ustawionymi przetargami i wyniki finału jakiegoś programu rozrywkowego, gdzie zwykłe osoby robią sobie operacje plastyczne, by wyglądać jak przedstawiciele innych ras. Widząc ostatni materiał, Cole aż pokręcił głową z dezaprobatą, zakrywając oczy dłonią. Zawsze znajdą się jacyś idioci, którzy dla sławy i pieniędzy dadzą się pokroić.
Na szczęście obraz medialnej pseudo-kultury zasłoniła mu ubrana w mundur kobieta, na którą czekał. Podniósł do góry wzrok, by spojrzeć na salutującą panią sierżant, kiedy on siedział wygodnie na ławce.
- Spocznij. Proszę usiąść. - tylko tyle powiedział, nawet nie siląc się na choćby ubogą wersję oddania w podobny sposób honorów. Jeden z niepisanych przywilejów bycia wyższym stopniem.
- Sierżant Dagan... - zaczął po chwili, myśląc nad tym, by dobrze dobrać słowa - Jestem pierwszym oficerem na SSV Norad i mam dla pani ofertę przydziału na okręt. Chodzi o nowo formowany oddział, składający się z specjalistów różnych dziedzin. Nie posiadałby żadnych szczegółowych wytycznych prócz tego, że pojawiałby się pierwszy na miejscu akcji.
Zastanawiał się, czy użył dobrych słów odnośnie treści jaką chciał przekazać i chyba na razie niczego nie poplątał.
- Czytałem pani dossier i nie ukrywam, że z radością przyjąłbym kogoś z takim wachlarzem umiejętności jakie pani posiada. Nie przychodzę jednak z rozkazem stawienia się na okręt, tylko z propozycją służby na nim. Ostatnie czego potrzebuję to kogoś, kto nie chciałby tam być.
Obserwował jej mimikę, zastanawiając się, jakiej reakcji może się spodziewać po Rebecce. Na pewno nie liczył na szybką odpowiedź, ale to jak odebrałaby tą wiadomość sierżant, powiedziałoby mu o możliwej decyzji.
Wilson Cole

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 18:41
Miano: Wilson Cole
Wiek: 39
Klasa: żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Emeryt
Postać główna: Konrad Strauss
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Przymierze
Kredyty: 16.905
Medale: 2
Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Ambasada Ludzkości

29 kwi 2014, o 21:11

Wyrwanie się z Cytadeli było jedną z tych kwestii, które w Dagan uczucia budziły ambiwalentne. Z jednej strony pokusa przerwania nudy, z jaką wiązał się jej obecny przydział, była niewątpliwa. Miała dwadzieścia trzy lata, stopień sierżanta i, powiedzmy sobie szczerze, nieszczególne perspektywy. Nieco lepszą wizję przyszłości mogła zapewnić jej zamiana obecnego stanu rzeczy - i okazja na to właśnie się trafiała. Jak w przypadku każdej propozycji i tu była jednak druga strona medalu. Druga, która dawała znacznie większą gwarancję stabilnej i bezpiecznej służby. Nudnej, tak, ale przez to nie związanej z zadawaniem sobie co rano pytania o to, ile poranków uda się jeszcze doczekać. Prawidłowo postawione pytanie nie brzmiało więc czego byś chciała? ale jakie ryzyko jesteś gotowa podjąć, by coś osiągnąć?
Niezdziwiona brakiem oficjalnej reakcji komandora - tak, to istotnie był przywilej wysokiego stanowiska - usiadła obok, przez dłuższą chwilę milcząc jednak. Gdy z kolei odezwała się wreszcie, zrobiła to w swoim stylu - arogancko i tak, jak przeciętny sierżant w życiu się nie odważy, drżąc o swą niestabilną pozycję w wojskowej hierarchii. Czerwonowłosa nigdy jednak nie myślała w ten sposób - zarówno ze względu na to, jaką była, jak też w pewien sposób przez nietypowe, będące symptomem pewnych zaburzeń psychicznych nieobycie z pełną kulturą i taktem - i nie rozważała swych wypowiedzi pod kątem ich późniejszych skutków. Mówiła, co myślała i pytania zadawała takie, jakie chciała zadać, a nie jakie wypadało. Ponadto zaś stawiała też żądania - i właśnie to miało teraz miejsce.
- W porządku. Chętnie się stąd wyrwę. - Pierwszy sygnał: tak. Zabierz mnie stąd, komandorze, nawet w tej chwili. Drugi sygnał zaś to już oddzielna historia. Nie był prośbą czy nieśmiałym pytaniem. Dagan zwyczajnie stawiała własny warunek. - Chętnie to zrobię, jeśli pańska propozycja zawiera oddzielną, połowicznie niezależną jednostkę. - Rozparłszy się na ławce chyba zapomniała, z kim możliwe. Jeśli chodzi o Rebeccę nie byłoby to nic nowego. - Proszę mnie zrozumieć, bycie w pewien sposób ubezwłasnowolnionym jest takie samo i na Cytadeli, i na Ziemi, i na okręcie. Tu może nie prowadzę życia fascynującego, ale trudno podważyć jego stabilność - dlaczego więc miałabym rezygnować z tego na rzecz innej klatki? - Wzruszyła lekko ramionami. - Chętnie się z panem zabiorę, ale muszę mieć gwarancję większej swobody, niż tu. Inaczej nic się nie zmieni, chyba, że na gorsze. Życie na okręcie nie jest tak komfortowym, jak tu.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Ambasada Ludzkości

4 maja 2014, o 19:29

Pierwsze słowa jakie Rebecca wypowiedziała, wystarczyłyby komandorowi w zupełności, jednak jak zwykle w takich przypadkach, pojawiło się "ale". Słysząc to Wilson poprawił swoje ułożenie na ławeczce i założył ręce na piersi, mrużąc ciut oczy, kiedy słuchał kolejnych wypowiadanych przez sierżant zdań.
- Zależy droga panno, co masz na myśli wspominając o gwarancji większej swobody. Wyjaśnij mi to proszę.
Większa swoboda. Powtórzył sobie w myślach żądanie jakie usłyszał od kobiety. Cole nie był w ciemię bity i zdawał sobie sprawę, że Dagan mogła chcieć więcej niż jednej rzeczy. Jej żądanie w zasadzie było dosyć rozległe, więc zanim powiedziałby "Tak" lub "Nie", to wolał wiedzieć czego ona chciała.
Pewnie tak enigmatycznych zwrotów nauczyła się przebywając w tym miejscu.
Rozejrzał się po najbliższej okolicy i słuchając tego co miała do powiedzenia pani sierżant, kiwał przytakująco głową.
Tak, to zdecydowanie wina przebywania wśród dyplomatów.
Chciał mieć pod ręką takiego inżyniera jak ona, ale nie za wszelką cenę i to miał zamiar jej uświadomić, gdyby zażyczyła sobie zbyt wiele "swobody". Teraz zaczynały się negocjacje.
Wilson Cole

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 18:41
Miano: Wilson Cole
Wiek: 39
Klasa: żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Emeryt
Postać główna: Konrad Strauss
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Przymierze
Kredyty: 16.905
Medale: 2
Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Ambasada Ludzkości

5 maja 2014, o 17:43

Większa swoboda. Dotąd pewnie nie sformułowała w myślach klasycznej definicji tychże słów, co nie znaczyło, że nie mogła jakiejś naprędce złożyć. Chodziło przecież o to, czego potrzebowała - a swe pragnienia znała bardzo dobrze. Chwila zawahania nie wynikała więc z niewiedzy, a może raczej z konieczności doboru odpowiednich słów. Bo jeśli ze służby przy ambasadzie Becca cokolwiek wyniosła, to świadomość wagi pewnych zdań i życzeń. Nie wszystko dało się zrealizować, a jedno jej nieopatrzne żądanie mogło przekreślić jej szanse na zmianę miejsca zamieszkania. Musiała więc uważać, choć z drugiej strony... Na wszystkich ziemskich bogów, przecież nie będzie kłamała. Bo i po co? To, co powiedziała przedtem, było prawdą - życie na okręcie mogło w rzeczywistości niczym nie różnić się od jej dotychczasowej egzystencji. Musiała więc coś sobie wynegocjować, żeby zmiana przydziału jej się opłacała. Bo Becca nie była przecież bohaterką, patriotką. To wszystko były interesy, chęć stałego rozwijania się i pracy przy najlepszym sprzęcie. Praca przy ambasadzie nie zapewniała ani jednego, ani drugiego, ale przynależność do Przymierza wciąż dawała nadzieję, że to się zmieni. Może więc teraz. Wystarczyły tylko odpowiednie słowa.
- Oddzielna jednostka, jak już mówiłam. Nie oczekuję awansu do kapitana... - Wzruszyła lekko ramionami, jakby zajmowane stanowisko faktycznie niewiele dla niej znaczyło. - ...ale dokładnie tego, o czym mówię. Oddzielnej platformy latającej, bym nie musiała tkwić na pokładzie pańskiego okrętu wtedy, gdy nie będzie to konieczne. - Oboje wiedzieli, że służba wojskowa pasmem ciągłych atrakcji była przeważnie tylko w przeróżnych quasi dokumentalnych vidach. W rzeczywistości, choć może trudno w to uwierzyć, sporo tam było nudy i szukania sposobów na zabicie czasu. Sposobów, których na zamkniętej przestrzeni pokładu wcale nie było tak wiele. - Nie chcę dodatkowych uprawnień poza tymi, które pozwalałyby mi wyrwać się z łajby wtedy, gdy nie będziemy akurat zmagali się z wrogiem w fascynującym starciu. - To, co w ustach zwykłego człowieka byłoby całkiem wyraźnym sarkazmem, w przypadku Dagan było tylko kolejnym stwierdzeniem, do którego czerwonowłosa nie przykładała szczególnej uwagi. Jedynym, co śniadoskóra uczyniła całkiem świadomie, to pominięcie kwestii pokładowych obowiązków. Najwyraźniej uznała, że skoro Cole pofatygował się po nią osobiście, nie planuje jej zatrudnić w randze kolejnego z techników dbających o jako-takie funkcjonowanie pokładowych systemów - a przynajmniej nie takiego, który zajmował się będzie tylko tym. Taka rutyna wcale nie byłaby ciekawszą od tej związanej z pracą dla ambasady, do której wprawdzie już się przyzwyczaiła, której jednak wciąż nie była w stanie polubić i uznać za satysfakcjonującą.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Ambasada Ludzkości

14 maja 2014, o 00:26

Rozmowa jaką prowadził z panią sierżant, zaczynała się robić interesująca coraz bardziej. Wcześniej kiedy w przywilejach jakie chciała otrzymać Rebecca pojawiło się żądanie osobnej jednostki, ale wtedy komandor brał pod uwagę możliwość, że kobieta niezrozumiała jego oferty odnośnie służby w nowym oddziale, albo szybko o niej zapomniała. Jak się okazało to Wilson nie zrozumiał co chciała od niego sierżant Dagan i kiedy w końcu to zrozumiał, to otworzył usta tworząc charakterystyczne "o". Nie musiał ukrywać emocji na swojej twarzy, więc pozwolił zobaczyć jaką reakcję wywołała u oficera.
- Nie chcesz tylko tego. - stwierdził drapiąc się lewą ręką po zarośniętym podbródku - Mówiłem przecież, że czytałem twoje akta. Z tego co wiem, to nie posiadasz licencji pilota i nie przelatałaś na symulatorach ani jednej godziny. Wychodzi więc na to, że za każdym razem potrzebowałabyś szofera.
Nie było co tu ukrywać, że to nie było coś na co bez mrugnięcia okiem mógłby się zgodzić. Zawsze kiedy inżynier chciałaby gdzieś polecieć, to musiałby angażować do tego nie tylko prom, ale i przynajmniej jeszcze jednego człowieka jako pilota.
- Jestem pierwszym oficerem na Noradzie, ale to nie jest mój statek. - wciągnął nosem trochę powietrza do ust, zanim spojrzał na Rebeccę. Miał nadzieję, że zrozumiała tą lakoniczną wiadomość i zawarty w niej przekaz. On też miał swoich przełożonych. - To jest do załatwienia, ale nie na sam początek. Musiałabyś wpierw pokazać, że zasługujesz na taki przywilej, a wtedy można na poważnie rozmawiać o własnej jednostce z pilotem.
Oddział Awangardy, który tworzył Wilson miał mieć zapewnione pewne przywileje do jakich zwykli załoganci nie mieliby tak łatwego dostępu, ale na liście nie było tego o co prosiła pani sierżant. Komandor po prostu o tym nie myślał i to był moment kiedy musiał się zastanowić, czy jej wymaganie jest realne i można je spełnić. Był pierwszym oficerem i kolejną z niepisanych możliwości było pozwolenie kobiecie na coś takiego, ale tym samym musiałby nadstawiać za nią głowy, a to już mu się nie podobało.
- Jeżeli chcesz być traktowana jak gwiazda, to musiałabyś wpierw zacząć świecić. - jak wcześniej był dosyć wyluzowany, tak teraz spoważniał. - Gdybyś w końcu uzyskała dostęp do tego przywileju, to musiałabyś być dostępna na każde moje życzenie. Choćby nawet pięć minut po opuszczeniu okrętu, czy pięć minut przed tym. Jak dałbym znak, że chcę ciebie widzieć na pokładzie, to obojętnie czy byś piła gdzieś kawę, tańczyła, czy z kimś się pieprzyła: rzucasz wszystko i się meldujesz.
Miał nadzieję, że dobrze jej uzmysłowił wstępne zasady, na których mogłaby opuszczać okręt w każdej wolnej chwili. Chciała wiele, to i on mógł wiele wymagać w zamian od niej. Mogłaby się na to zgodzić, a może nie. Pojęcia nie miał, ale już teraz myślał na przyszłość, jak załatwiać takie sprawy, by nie odbiły mu się czkawką. Z pewnością coś by się dało zrobić, ale musiałby się postarać, by nie było to coś naciąganego. Jeżeli ona chciała czegoś takiego, to inni też będą mogli chcieć przepustki na podobnych zasadach.
Wilson Cole

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 18:41
Miano: Wilson Cole
Wiek: 39
Klasa: żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Emeryt
Postać główna: Konrad Strauss
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Przymierze
Kredyty: 16.905
Medale: 2
Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Ambasada Ludzkości

14 maja 2014, o 08:34

Na komentarz Cole'a wzruszyła tylko ramionami. Skoro sam wcześniej przyznał, że zapoznał się z jej papierami, dobrze wiedział, że kurs pilotażu nie wchodził w zakres szkoleń zafundowanych Dagan na Mnemosyne. A skoro tak, to oczywistym stawało się, że pod pojęciem platforma latająca kryła się także przynajmniej jedna osoba, która byłaby w stanie to pilotować. Sierżant nie uznała za stosowne dodatkowo tego zaznaczać.
Natomiast samo to, że podobna możliwość była rozważana - tak, to już dobrze rokowało. Wprawdzie nie padło jasne tak, ale Rebecca oceniała szanse na przeforsowanie swych żądań na stosunkowo spore. Wymagano tylko, by na to zapracowała, tak? Proszę bardzo. Chętnie ruszy cztery litery zza biurka, by wreszcie zająć się czymś będącym odpowiednim wyzwaniem dla jej pracującego na najwyższych możliwych obrotach umysłu. Czymś, co wreszcie będzie zadaniem wymagającym, skłaniającym to zastanowienia. Wprawdzie wciąż czekało na nią jeszcze opracowanie danych zabranych z dziwnego wraku, ale to... To wydawało się być trudniejsze, niż początkowo sądziła, w związku z czym analizę tegoż materiału przesunęła na nieco późniejszy termin. Nie widziała też żadnych problemów w tym, by prowadziła ją już z pokładu wojennego okrętu.
- Nie liczę na otrzymanie czegokolwiek za darmo. - Wysłuchawszy najpierw wszystkiego, co miał do powiedzenia komandor, ostatecznie uśmiechnęła się leniwie. - Szczerze mówiąc czułabym się zawiedziona, gdyby cokolwiek zamierzano mi podarować. - Wzruszyła lekko ramionami. - Jestem gotowa zapracować... zawalczyć o te przywileje. - Praca mogła kojarzyć się także z harówką na polu, Rebecca więc całkiem świadomie zabawiła się słowem, sięgając po bardziej stosowne dla wojska określenie.
Nie zdziwiło ją także restrykcyjne podejście do rozważań na temat jej ewentualnej swobody.
- Wiem o tym, to przecież oczywiste. Nie zamierzam z tego względu wzniecać buntów na pokładzie. - Rozparłszy się wygodniej na ławce, odgarnęła z oczu jeden z tych irytujących, karmazynowych kosmyków, które nigdy nie chciały dać się ułożyć w odpowiednim miejscu.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Ambasada Ludzkości

14 maja 2014, o 22:49

- Bardzo dobrze. - tymi słowami podsumował wszystko co powiedziała i zaczął odpinać zapiny munduru, by wyciągnąć zza ubrania datapad. Zapiął na nowo mundur i włączył urządzenie, by spojrzeć czy zawiera to co powinien.
- Mam tutaj rozkaz twojego przeniesienia na okręt SSV Norad. - zaczął wyjaśniać, by Rebecca miała mniej więcej jak to wszystko będzie wyglądać - Twoim bezpośrednim przełożonym będzie komandor Wilson Cole, a jeżeli coś się zmieni to zostaniesz o tym poinformowana przez swojego dowódcę. Okręt siedzi na orbicie wokół Cytadeli, ale w doku znajduje się prom, który ciebie zabierze na Norada, a tam masz pytać o major Sharon Blacksmith.
Podał datapad siedzącej obok sierżant i uśmiechnął się, patrząc na ekran i wyświetlaną na nim relację o katastrofie statku pasażerskiego. Nie żeby to go cieszyło, bo to go zupełnie nie obchodziło. Uśmiechnął się, bo spodziewał się jakiś większych komplikacji przy rekrutowaniu tej specjalistki, a poszło to prawie gładko. Co prawda jeszcze nie wymyślił jak będzie pozwalał kobiecie na takie opuszczanie okrętu, ale tym zacznie się martwić, jak już sierżant Dagan na to zapracuje.
Wilson Cole

Avatar użytkownika
 
Posty: 185
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 18:41
Miano: Wilson Cole
Wiek: 39
Klasa: żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Emeryt
Postać główna: Konrad Strauss
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Przymierze
Kredyty: 16.905
Medale: 2
Nieuchwytny cel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Ambasada Ludzkości

15 maja 2014, o 18:47

Wziąwszy od komandora datapad prędko potwierdziła jego słowa odczytując podobny przekaz z rozkazu. Informacje były jasne i nie pozostawiały wątpliwości, że właśnie w tej chwili Dagan zmieniła przydział. Co więc czuła? W końcu, jakby nie patrzył, to była dość radykalna życiowa zmiana, prawda? Przejście z w miarę spokojnego życia na Cytadeli w kierunku egzystencji na pokładzie okrętu wojennego to całkiem niezła wolta. Inżynier powinna być więc podekscytowana, może też nieco zaniepokojona. Ostatecznie jednak podeszła do tego tak, jak do wszystkiego innego - a więc racjonalnie i bez emocji. Przeczytała, co miała przeczytać, by potem podnieść spojrzenie na Cole'a.
- Będę gotowa za trzy godziny. - Prawdę mówiąc mogła być gotowa i za pół, należało jednak trzymać fason i nie przybiegać na zawołanie. Rebecca nie miała mieć problemów ze spakowaniem się i przekazaniem prowadzonych zajęć w ambasadzie swemu następcy - który albo już tam na nią czekał, albo, jeśli nie, będzie musiał obyć się rzeczową notą pozostawioną mu na datapadzie - ale poczucie swej wartości kategorycznie zabraniało jej posłusznego pogalopowania na prom już za piętnaście minut. Zresztą, trzy godziny warto może wykorzystać na jakiegoś drinka. Nie piła dużo, ale opuszczanie stacji na cholera wie jak długi czas było stosowną okazją, by strzelić sobie kolejeczkę.
Nie czekając na pozwolenie wstała z ławki i wygładziła mundur.
- Do zobaczenia, komandorze. - Znów regulaminowy salut, tym razem jednak okraszony niedbałym uśmiechem. - Wierzę, że współpraca żadnemu z nas nie sprawi szczególnych problemów.
Chwilę później już jej nie było, bo - tym razem zupełnie nieregulaminowo - nie czekając na zgodę przełożonego oddaliła się najpierw do ambasady, a zakończywszy swe sprawy tam, do mieszkania i później jednego z barów, by spędzić ostatnie trzy godziny na Cytadeli.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 497
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Ambasada Ludzkości

26 sie 2014, o 23:05

Z nieukrywaną satysfakcją obserwowała, jak ten grzecznie odsuwa się na bok i nie próbuje już niczego od niej wyciągnąć w trwającej jeszcze góra pięć minut podróży windą. Słowa nie wystarczą, aby skraść jej pocałunek. Być może Diego, po bliższym poznaniu się oraz większej ilości czasu, które spędzą tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie, znajdzie złoty środek, który z kolei umożliwi mu większe negocjacje z radną. Iris nie była chytra, nie zamierzała wszystkiego zostawiać tylko i wyłącznie dla siebie. Zwyczajnie rzucała mu wyzwanie, które, jak zdążyła zaobserwować, bardziej cieszyły Rodrigueza niż tak po prostu dostanie to, czego akurat chciał.
W drugiej windzie nawet nie spędzili minuty, gdyż ta w ekspresowym tempie zabrała ich do samej ambasady. Kiedy drzwi się otworzyły, Diego zobaczył dość zaludnione pomieszczenie, tętniące od rozmów. Kilka głów odwróciło się w ich kierunku, niektórzy spieszyli się, aby wymienić uprzejmości. Iris znalazła chwilę, aby je odwzajemnić i pociągnęła za sobą Rodrigueza w stronę rudowłosej kobiety za ladą. Niespecjalnie zwracała uwagę na to, jak przywitano jego mało znaną osobę w tym miejscu.
~ Pani Fel!
Sekretarka zerwała się z krzesła i obdarzyła zarówno radną, jak Diego, sympatycznym uśmiechem.
~ Sprawozdania już czekają, pozwoliłam sobie je poukładać priorytetowo. Ważniejsze próby kontaktu zapisane, przygotowałam także wytyczne dla nowych w ambasadzie. Potrzebujemy tylko Pani uwierzytelnienia. Spotkań żadnych nie zaplanowałam... I jak widzę mam dzisiaj nikogo nie umawiać?
- Dokładnie tak. Dziękuje Ci za wszystko i właściwie mam jeszcze jedną prośbę. Zajmij się moim gościem przez chwilę, nie powinno mi długo zająć.
~ Ach tak. W takim razie ja pójdę po kawę.
Wymieniła jeszcze z Iris porozumiewawcze spojrzenie, po czym jak gdyby nigdy nic, powędrowała w stronę pomieszczenia socjalnego. Sama Fel odwróciła się w stronę Diega, zgarniając z lady datapad.
- Zostawiam Cię w dobrych rękach. Jeśli Ci się znudzi, albo uznać, że za długo tam siedzę, będę na samym szczycie. Wspomnę, aby Cię przepuścili w razie czego.
Nie zwlekając już dłużej, czym prędzej pośpieszyła w stronę schodów, na których będąc już na trzecim stopniu, obejrzała się jeszcze na Rodrigueza. Chyba już dawno nie wchodziła do ambasady, na przeciw nie zawsze przyjemnych obowiązków, z wyśmienitym humorem.
~ Słodzi Pan?
Usłyszał za plecami głos ten samej sekretarki, która zdążyła już przynieść tace, a na niej filiżankę ze świeżo zaparzoną kawą. Podsunęła ją Diego, chyba nie musząc dodawać, aby się rozgościł.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Ambasada Ludzkości

26 sie 2014, o 23:47

Szedł za nią posłusznie wciąż trzymając za rękę tak jakby za chwilę miała mu gdzieś zniknąć i już nie wrócić. Przeszedł przez pomieszczenie z zainteresowaniem obserwując to, co się dzieje dookoła, kto co robi i próbując z wyrazu twarzy wyczytać, w jakiej sprawie się tu zjawili. Faktycznie w między czasie dostrzegł tu i ówdzie paru rzeczonych wcześniej panów w mundurach. Iris była w centrum zainteresowania i nie było się wcale czemu dziwić. Zresztą to był jej świat i przede wszystkim jej praca. On swój miał na Ilium, na Nos Astrze i tam właściwie czuł się dużo pewniej niż tutaj.
Mimo wszystko zachował kamienną twarz podchodząc aż do biurka, za którym siedziała sekretarka. Dopiero do niej uśmiechnął się w odpowiedzi na jej uśmiech. Diego przez chwilę przysłuchiwał się rozmowie przenosząc wzrok to na rudowłosą kobietę to na Iris, aż wreszcie odwrócił wzrok rozglądając się dookoła.
- Obiecałem grzecznie czekać, to będę czekać. Grzecznie. – podążył wyraźnie wzrokiem za sekretarką tak, aby Iris to zobaczyła, po czym uśmiechnął się niewinnie i wzruszył ramionami. Odprowadził ją wzrokiem obserwując jak z gracją kołysze biodrami i uśmiechnął się pod nosem. Po chwili z zamyślenia wyrwał go głos sekretarki.
- Nie, dziękuję. – uśmiechnął się zgarniając filiżankę i mrugając do niej w podziękowaniu. Oparł się o biurko ledwo mocząc usta w kawie. Nie to, żeby mu nie smakowała, po prostu nie miał ochoty na kolejną dawkę kofeiny, a odmówić mu nie wypadało. Przyglądał się jej chwilę, gdzieś w głowie odganiając naturalne bądź, co bądź chęci to perfidnego flirtu. No cóż, zanim tego Diego się kompletnie wyzbędzie minie trochę czasu. Po prostu nie do końca wiedział jak należy rozmawiać z kobietami towarzysko bez wplatania gdzieniegdzie podtekstów.
- Długo pani już tutaj pracuje? – zdecydował się zagadać w końcu, zanim cisza, która zapanowała stałaby się niezręczną. Nie miał problemu z konwersacją czy też próbą jej nawiązania, toteż wcale długo nie musiał się zastanawiać jak by tu zagadać. Zwyczajnie chciał być miły. – Chyba nieco ciężko jest ogarnąć ten cały chaos.
Rozmowa z rudowłosą kobietą przypomniała mu, że wypadałoby w końcu skontaktować się z Nicole, która wcześniej dostała jedynie enigmatyczną wiadomość od Rodrigueza o tym, że go nie ma i już. Jeśli można było użyć stwierdzenia, że bał się tej konfrontacji to owszem, należałoby go użyć. Dlatego z każdą chwilą odwlekał jak mógł tą decyzję, a Nicole z kolei umiała zachować się na tyle profesjonalnie, że nie wydzwaniała do niego z pretensjami. Niemniej z pewnością, jeśli wydarzy się coś, co będzie wymagało jego interwencji to zrobi to.
Nie ukrywał, że trochę mu się dłużyło, jednak był cierpliwy. Zresztą jak zawsze. Nie chciał dawać po sobie poznać, że już w przeciągu tych kilkunastu minut nie może bez niej wytrzymać, dlatego też wcale nie szedł do gabinetu. Poza tym nie chciał jej przeszkadzać, ufając, że im szybciej skończy tym szybciej będzie tylko dla niego.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 00:45

Nie musiała się martwić o Diega, gdyż nie zostawiała go na pożarcie wygłodniałych sępów, tak więc Iris z czystym sumieniem zajęła się swoimi sprawami, które zdecydowanie wymogły na niej profesjonalizm miast rozkojarzenia. To prawda, że myśli radnej, nawet siedzącej za biurkiem i przeglądającej dokumentacje, zbyt szybko uciekały ku mężczyźnie, który czekał na dole, musiała więc zachować czujność, jeśli chciała w miarę sprawnie uporać się z tym wszystkim. Wizja szybkiego wrócenia do apartamentu i wspólnego gotowania była zbyt kusząca, aby pozwolić jej na siebie czekać w nieskończoność. Odgarnęła kosmyk włosów sprzed oczu, pochylając się nad klawiaturą. Im szybciej, tym lepiej.

Rudowłosa kobieta, nie będąca na pierwszy rzut oka dużo starsza od Iris, nawet będąc obserwowaną przez Rodrigueza, niewzruszenie dalej stukała w dotykową klawiaturę, przełączając się pomiędzy zakładkami, z których i tak niewiele by zrozumiał. Dopiero kiedy zagadał, przerywając chwilę milczenia i skupiając na sobie jeszcze więcej ciekawskich spojrzeń, ta również podniosła na niego oczy. Najwyraźniej skusiła się na chwilę oderwania od komputera, gdyż potarła palcami okolice kącików swoich jadowicie zielonych ślepi, a także odsunęła się od sprzętu.
~ Praktycznie od początku, czyli kiedy Pani Fel została Przedstawicielką Ludzkości oraz ich ambasadorką. To będzie... Już prawie trzy lata.
Odpowiedź na kolejne z pytań, a raczej stwierdzeń Diega, musiała chwilę poczekać, gdyż rudowłosa zaśmiała się i od razu pokręciła głową.
~ Nieskromnie powiem, że łatwo nie jest, ale praktyka i wyrozumiałość przełożonego to klucz do sukcesu. Może się tylko wydawać, że to coś wielkiego i trudnego. Mnie najbardziej przerażały sztywne formuły, do których trzeba było się dostosowywać.
Na chwilę musiała Rodrigueza przeprosić, bowiem dwójka żywo ze sobą gestykulujących dyplomatów podeszła, prosząc o sprawozdanie z jakiegoś szczytu. Pochłonęła ich doszczętnie dyskusja na temat nowości rynkowych, jakiś pojazdów powietrznych, tak więc jak tylko dostali pożądane datapady, już ich nie było.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 10:02

Po jakimś czasie Diego zaczął nerwowo kręcić się w kółko ze zwyczajnych nudów. A to grzebał w swoim omni-kluczu, a to podchodził do okien i podziwiał widok, ogólnie plątał się bez celu nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że wszyscy się na niego gapią. Czuł, że nie pasuje do tego całego sztywnego politycznego towarzystwa i trochę go to zmartwiło. W końcu teraz większość czasu zapewne będzie spędzał właśnie w tymże towarzystwie. Biznesmeni, oczywiście też nie wszyscy, z którymi Diego miał okazję się spotykać w ramach swoich interesów byli również poukładani, jednak inaczej wpływali na Rodrigueza. Można było spotkać ludzi chociażby pokroju Howarda, którzy umilali życie swoim uroczym wyglądem i uosobieniem.
No dobrze, miał dość i jeśli chciała koniecznie go zaciągnąć do swojego gabinetu to Brazylijczyk właśnie zaczął to rozważać. W końcu mógł zwiedzić ambasadę bez większego skrępowania, więc czemu nie wziąć od razu całego pakietu?
Przeszedł po schodach przeskakując na co drugi i w mgnieniu oka znalazł się na samym szczycie.
- Mogłaś od razu mnie tu przyprowadzić. – powiedział stając w drzwiach. – Postaram się nie przeszkadzać.
Przeszedł powolnym krokiem w stronę tarasu. Uwielbiał takie miejsca, w swoim apartamencie miał trzy podobne tylko dla własnego widzimisię. Tym bardziej lubił na nich spędzać wolny czas, to go odprężało i dostarczało jeszcze więcej energii niż nawet kawa. Obserwował przez chwilę jezioro pod nim, po czym odwrócił się w stronę radnej. Musiał przyznać, że taras w tak ciekawym miejscu był czymś, czego jemu mogło brakować u siebie w gabinecie.
Wreszcie poszedł do biurka i zajął miejsce na jednym z foteli dłonią sprawdzając jakość skóry i miękkość, z jakże wymownie skupioną miną.
- Poważnie? Skórzane fotele po przeciwnej stronie? – uniósł brwi nie kryjąc zdziwienia, może odrobinę przeplatającego się z nutką ignorancji. – U mnie są zwykłe drewniane krzesła, ludzie muszą wiedzieć, że przychodzą do kogoś ważnego.
Rozsiadł się wygodnie zakładając nogę na nogę i demonstrując, co ma na myśli.
- W ten sposób zwyczajnie czują się jak równy z równym. – przemawiała przez niego ta sama determinacja biznesowa, co wcześniej w jego gabinecie, gdzie Iris zjawiła się tak niespodziewanie. Diego znał drobne sztuczki, subtelne gesty, które być może nie rzucały się w oczy, ale dawały przewagę będąc u siebie, że to on tutaj rządzi i jeśli masz do niego interes, to musisz zdawać sobie z tego sprawę. – Jesteś kobietą. Wyobraź sobie, że przychodzi tu facet taki jak ja. Siada naprzeciwko ciebie w tym skórzanym fotelu takim jak twój i jak myślisz, co sobie wyobraża?
W głosie Rodrigueza poza pewnością tego, co mówi, można było wyczuć delikatną sugestię, że nie tylko ma na myśli jej spotkania z interesantami, ale również tą konkretną sytuację teraz.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 12:23

Diego rzuciło się w oczy nie tyle cisnące się na lica Iris rozbawienie, co szczerze zaskoczenie na twarzy innej kobiety, której datapad w ręku zastygł na chwilę w bezruchu. Stała ona przy biurku, najwyraźniej odbierając jakieś wytyczne, a wkroczenie Rodrigueza bez jakiejkolwiek zapowiedzi musiało przerwać ich rozmowę.
- Tak więc jak już mówiłam...
Dopiero podkreślone przez radną słowa, przykuły jej uwagę właśnie na osobę Iris. Bo skoro ta nie zamierzała się przejmować kręcącym się po swoim gabinecie mężczyzną, jej również nie wypadało. Zaraz po tym, jak dokończyła zapisywać listę nazwisk, czym prędzej wyszła, tłumacząc się koniecznością szybkiego wykonania połączeń, to być może zastanie jeszcze interesantów w swoich gabinetach. Iris chrząknęła, odhaczając kolejny punkt z na szczęście kurczącej się listy do wykonania. Obejrzała się na Diega, który właśnie tkwił gdzieś mniej więcej przy tarasie.
- Odnoszę wrażenie, że wprawiasz w onieśmielenie każdą kobietę, która się na Ciebie natknie przez przypadek. Może przy okazji kolejnej selekcji dyplomatów do pracy w tej ambasadzie zorganizuje rozmowę z Tobą w roli głównej? I dopiero te, które nie okażą otwartej uległości Twojemu urokowi zostaną wzięte pod uwagę?
Ciężko było stwierdzić, także wyczuć, czy Iris sobie żartuje, czy jednak mówi zupełnie poważnie. Nadal roześmiana, wróciła do dokumentacji, której lektura zajmowała zbyt wiele czasu niż powinna. Starała się od razu porządkować ją, aby jednym kliknięciem móc wysłać do odpowiednich osób, bez konieczności dokładania sobie pracy, kiedy wzięłaby się za to dopiero po całościowym przeczytaniu. W pierwszej chwili, kiedy Diego rozsiadł się naprzeciwko niej, nie zwróciła na niej większej uwagi. Ale jego słowa już nie mogły zostać zignorowane, choć jakiś głosik w jej podświadomości twierdził, że specjalnie ją podpuszcza.
- Naprawdę twierdzisz, że Ci, którzy tutaj przychodzą, uważają się za równych ze mną?
Pozwoliła sobie zauważyć nieskromnie. Diego był przyzwyczajony do świata biznesu, którzy rządził się innymi prawami. Tutaj mamy do czynienia z polityką. A to bardziej subtelna gra.
- Odpuściłam sobie zwykłe, drewniane krzesła po roku. Nie potrzebuje żadnych, wymownych sugestii, gdyż napis na drzwiach, informujący do kogo wchodzą, w zupełności wystarczy. A jak nie, to Ci wszyscy, którzy tutaj wchodzą, mają w pamięci sytuację, w której zobaczyli mnie po raz pierwszy - stojącą na podwyższeniu, kiedy oni, malutcy, musieli znosić spojrzenie całej Rady Cytadeli z góry.
Już pomijając kwestię, że Iris nie prowadziła tutaj interesów. Jako ambasador miała służyć swoją uwagą. Przyjmować petycje, prośby, interweniować kiedy była ku temu potrzeba. Owszem, często była przedstawicielką Przymierza, jeśli było to wymagane, nie mniej wtedy nie spotykali się w ambasadzie. Diego, ze swoim doświadczeniem i wiedzą, mógłby być mentorem każdego, raczkującego biznesmena. Tyle że Iris daleko było od tego tytułu, jak i tej branży. Nawet, kiedy miała do czynienia z kontaktami handlowymi na wielką skalę, wszystko było już przedyskutowane na niższych szczeblach przez poszczególnych specjalistów. Uniosła brew, słysząc jego pytanie.
- TAKI facet, jak go opisałeś, niewątpliwie wyobrażałby sobie siebie i mnie w niedwuznacznej sytuacji na tym skórzanym fotelu lub na biurku. A najlepiej i na fotelu, i na biurku.
Odparła, opierając obie swe ręce na wiśniowym blacie. Czy właśnie to chciał usłyszeć Rodriguez?
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 13:01

- Obawiam się, że wtedy zostałabyś bez dyplomatek. Do tej pory spotkałem tylko jedną taką, a ta siedzi właśnie za biurkiem. – może nieświadomie, ale połechtała tymi słowami próżne ego Diega, co zresztą wcale mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, jeśli chodziło o tego typu zaczepki Rodriguez nie miał zamiaru wcale zakrywać się sztuczną skromnością i machając ręką mówić daj spokój. To prawda, że czasem niewiele mu było trzeba, aby onieśmielić kobietę i to właśnie był jego as w rękawie. No dobrze, może poza osobą Iris.
- Może i masz rację, pewnie każdy, który tu wchodzi już na wejściu skłania uniżenie głowę i gotów jest nosić cię na rękach, jeśli tylko przychylisz się do jakiejś jego prośby. – przewrócił oczami. Może i polityka była bardziej subtelna od prowadzenia biznesu, jednak w tej chwili wydała się Rodriguezowi zwyczajnie nudna. Po chwili dopiero roześmiał się. – Nie wiedziałem, że jesteś taka… drapieżna. Ale jakoś nie wyobrażam sobie, żebym mógł stać tam jak oni, patrząc na całą radę i udawać, jaki to ja nie jestem w duchu uniżony.
Strzelił stawami palców rozprostowując ręce i zakładając je za głowę. Przez chwilę analizował porządek na jej biurku wsłuchując się w to, co do niego mówi, by wreszcie podnieść na nią swoje spojrzenie. Nie mógł powiedzieć, że właśnie tego się spodziewał, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, że zaskoczy go czymś podobnym. Nie trudno było odgadnąć co Brazylijczykowi chodzi po głowie, zwłaszcza, że nie znała go od pięciu minut tylko trochę dłużej. A już na pewno wystarczająco długo, aby wcisnąć odpowiedni komentarz pasujący jak ulał do jego osoby.
- Powinienem teraz wstać, jednym ruchem ręki zrzucić ten cały twój porządek z biurka i zrobić z tobą, na co mam tylko ochotę? – skoro tak sobie wyobrażała co Diego miał na myśli, nie zamierzał jej wcale rozczarowywać. Oczywiście, że mógł tak zrobić mając wszystko w nosie i nawet może by w końcu mu uległa. Z tym, że to wszystko byłoby zbyt przewidywalne. Niemniej jednak Iris z każdym słowem tak niebotycznie go prowokowała, że Rodriguez z cudem starał się znaleźć odpowiednią odpowiedź na jej sugestie, a tym bardziej trzymać w ryzach chęci, które od rana za nim chodziły. – Nie podpuszczaj mnie, bo faktycznie tak zrobię.
Wstał i oparł się o biurko rękami spoglądając na nią z góry, półuśmiech nie schodził mu z twarzy, a teraz doszło do tego wszystkiego wymowne i dość jednoznaczne spojrzenie. Niech się cieszy tą chwilą, że Diego pozwala tak sobą manipulować i dobitnie się podkreślać. Niech się z nim droczy, proszę bardzo, podobała mu się ta gra. Ale niech też liczy, się z faktem, że w końcu i on może ją czymś zaskoczyć, a wtedy nie będzie już możliwości pogrywania sobie w tak perfidny sposób.
- Czy ja cię przypadkiem nie rozczarowuję? Teoretycznie, jak znam siebie powinniśmy mieć już za sobą stół w kuchni, twoją kanapę, łóżko w sypialni, to biurko i fotel, jak już wspomniałaś. – zawiesił na chwilę głos nie spuszczając z niej wzroku. – A i miejsce na tarasie nie wygląda wcale źle.
Chciała mieć napalonego amanta, to proszę bardzo.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 13:58

- Właśnie o to chodzi. Jeśli znajdzie się druga, to znaczy, że będę mogła ze spokojnym sumieniem powierzyć jej poważniejsze zobowiązania. A przy okazji sprawdzić, jak mój drogi Diego, zachowywałby się w jej towarzystwie...
No dobrze. Teraz już sobie bezczelnie z niego żartowała. Ale robiła to z takim urokiem, jak i niewinną minką aniołka, że ciężko byłoby mieć do niej jakikolwiek żal za ten mały pstryczek w nosek.
- Mniej więcej właśnie tak to wygląda. Nie wiedzieć dlaczego, prawie wszyscy wychodzą z założenia, że kiedy będą Cię całować po stopach, Ty od razu dasz im to, czego chcą. Chyba nie muszę dodawać, że czeka ich przykre rozczarowanie, jak taka postawa to jedyne, co mają Ci do zaoferowania...
Polityka nie była nudna, tyle że aby się o tym przekonać, samemu musiałoby się najbardziej zostać wspomnianym politykiem. Ewentualnie dyplomatą bądź ministrem w rządzie Przymierza. Podobnie jak z jego ukochanym biznesem. Dla kogoś, kto w tym nie siedział, również wydawał się nudny. W końcu chodziło tylko o zyski, a to wiązało się z cyferkami układającymi się w sumy.
- To wszystko zależałoby od tego, jak wiele chcesz od Rady wynegocjować. Niektórzy Radni są wyczuleni na punkcie tego, aby okazywać im należyty szacunek. Oczywiście nie chodzi tutaj o to, aby się kajać, tylko specjalnie nie zadzierać nosa. Aczkolwiek Ci, którzy wchodzą z większą pewnością siebie, są zazwyczaj lepiej odbierani. O ile znają umiar i nie przesadzają z tą swoją nieomylnością.
Przymknęła klapę laptopa zaraz po tym, jak wiadomości zostały rozesłane. Nic ich już tak naprawdę nie trzymało w tym miejscu, mogli swobodnie wyjść i wrócić do apartamentu, nie mniej Diego miał chyba... inną propozycje, skoro podniósł się z miejsca i oparł co najmniej wyzywająco o biurko. Radna cmoknęła.
- Obawiam się, że ktoś może mieć coś przeciwko zrzucaniu z blatu wartościowego sprzętu komputerowego...
Zasugerowała, celowo nie odnosząc się do jego jakże dobitnych ostrzeżeń odnośnie prowokacji. Nie mogła sobie niczego zarzucić, nie igrała wszak z ogniem, a jak zdarzało się jej wpleść w wypowiedź komentarz, który mógł być jednoznaczny dla Rodrigueza, to robiła to ze swoją dozą niewinności. Aby wszystko, co złe, było winą wyobraźni mężczyzny.
- ... Na tarasie?
Przysłoniła usta dłonią, aby przypadkiem nie parsknąć śmiechem. Nie byłby on na miejscu, zwłaszcza, że coś w głosie Rodrigueza sugerowało, że ten wcale sobie teraz nie żartuje. Jakoś nie mogła sobie wyobrazić siebie i jego tam, na tarasie, w dwuznacznej sytuacji. To chyba znaczyło, że wszystko było z Iris w jak najlepszym porządku, nieprawdaż? Zadarła podróbek, wlepiając swoje oczęta w jego iskrzące teraz ślepia.
- Wręcz przeciwnie. Udowadniasz, że nie jestem dla Ciebie tylko obiektem ucieleśnionych, seksualnych fantazji i żądz.
Nim Diego zdążył cokolwiek odpowiedzieć, Iris jeszcze dodała.
- Uważasz, że Cię prowokuje?
Spójrzmy na tę minę aniołka, która tak ładnie odmalowała się na twarzy radnej.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 14:30

- To prawda. Chociaż ja tak lubię jak ktoś przychodzi do mnie i już od progu niemal łka „Panie Rodriguez”. To dość zabawne. – przyznał jej rację, bo w rzeczywistości tak właśnie było. Co chwila i do niego przychodził ktoś z jakże ważną sprawą, a to kredyt, a to podwojenie nakładów, a to dodatkowa ochrona… Ale nie ma się co oszukiwać, takie były i poniekąd jego obowiązki, jeśli chciał wszystko utrzymać na poziomie i czerpać z tego jeszcze zyski.
- Zapamiętam, gdybym nagle znalazł się w trudnej sytuacji, która by wymagała interwencji Rady. – uśmiechnął się jakby faktycznie zaraz miał iść przed ich oblicze błagać o wysłuchanie. Po czym dodał już niemal idealnie w swoim stylu: - No chyba, że ty udzielisz mi prywatnej… audiencji.
Cóż, Diego faktycznie poczynał sobie coraz śmielej z każdą minutą prowadzenia, tej jakże ciekawej konwersacji. Humor miał wyśmienity, więc i nie było się czemu dziwić.
W zasadzie nie było dla niego czegoś takiego jak wartościowy sprzęt, zwłaszcza, że na nic nie żałował kredytów i gdyby tylko miał w tej chwili zrobić to, co powiedział, to już był gotów nawet go odkupić w razie co.
Niemniej ten uroczy wyraz twarzy, jakim raczyła go przy każdej sytuacji i odpowiedni na jego niedwuznaczny komentarz wprost go zadziwiał. Zapewne gdyby nie to już dawno Rodriguez nie zważałby na rozrywające się guziki od jego koszuli, która wylądowałaby gdzieś obok biurka.
- Na tarasie. – powtórzył jakby nie było w tym nic szokującego czy egzotycznego. Nie byłoby to najdziwniejsze miejsce, w którym miał okazję wspierać towarzysko jakąś kobietę, aczkolwiek te powinien raczej zachować dla siebie. Z pewnością zszokowałyby ją bardziej niż pomysł tarasu.
- Masz rację, nie tylko tak na ciebie patrzę. – złagodniał nieco i odepchnął się od biurka. Sam się zdziwił, że faktycznie tak było, bo Diego nie przyleciał tutaj przecież z Ilium tylko po to, aby dać upust swoim żądzom. Owszem, nie zmieniało to faktu, że pociągała go z każdą sekundą coraz bardziej, głównie przez ten dystans, jaki stwarzała między sobą a Rodriguezem. Jemu nigdzie się nie spieszyło, chociaż może ciężko było stwierdzić to po jego zachowaniu, które jednak wydawało mu się jego zwyczajnym sposobem bycia. – Ale to wcale nie oznacza, że nim nie jesteś.
Podał jej rękę na znak, że mogą już iść i Diego będzie trochę bardziej grzeczny niż do tej pory i jak tylko ją chwyciła przyciągnął ją do siebie.
- Może odrobinę prowokujesz jak widać. – uśmiechnął się będąc przez chwilę bardzo blisko, sunął spojrzeniem po jej twarzy od oczu po usta, jakby chciał cokolwiek z nich się dowiedzieć. Po czym dodał jakby gdyby nigdy nic: – To co z tym obiadem? Bo zdążyłem zgłodnieć.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Ambasada Ludzkości

27 sie 2014, o 14:56

- Zgaduje, że to zazwyczaj jacyś dłużnicy?
Iris, wbrew pozoru, nie do końca prześwietliła interesy Diega. Gdyby ktoś ją zapytał czym się zajmuje, w sensie w jakiej branży najprężniej działa, nie znałaby odpowiedzi. Owszem, dostała dość pokaźny raport od służb Przymierza, kiedy ten miał się zjawić, aby sfinalizować kontrakt ze szpitalem, jednakże powstrzymała chęć zajrzenia do środka. Plik, może nie usunięty z danych komputera, ale jednak nie został przez nią otwarty ani razu. Uznała, że pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć bądź dowiedzieć się o nich od właściwej osoby, a nie z suchych faktów zapisanych przez funkcjonariuszy. Tak przynajmniej czuła się wobec niego fair.
- Czy Ty coś właśnie zasugerowałeś?
No proszę. Skoro tak bardzo... lubił stwarzać dwuznaczne sytuacje, a także snuć przed Iris obiecujące wizje, dawała mu pewnego rodzaju pole do popisu. Jego natura amanta na pewno była prze szczęśliwa, że mogła uwodzić radną. Tylko kiedy wszystko zaczynało zmierzać do właściwej, według niego, drogi... Iris potrafiła się zdystansować. I tym samy rozwiać jego nadzieje, że jednak skończy się tak, jak zawsze. Oczywiście nie do końca, bo zarówno nie mówiła nie, jak i nie mówiła tak.
- Szarmancki jak zawsze.
Wprost nie mogła się powstrzymać od takiego komentarza, kiedy ten nawiązał do fantazji oraz pożądań, a w tym także do jej osoby. Iris z uroczym rumieńcem na twarzy, za który winić można było coraz cieplejszą atmosferę, chwyciła jego dłoń i zgrabnie podniosła się z miejsca. Teraz zapewne powinna puścić jego rękę, ale ona jak na złość tego nie zrobiła. A Diego od razu to wykorzystał.
Pocałowała go. Tak po prostu. Bez wcześniejszych podchodów czy znaków, że wszystko do tego zmierza. Podarowała mu tylko jeden pocałunek i nie więcej. Chwilę później już stała od niego w stosownej odległości, ale wciąż trzymając swoją dłoń w jego.
- Zastanów się czy będziemy potrzebować czegoś konkretnego na ten obiad. Jeśli tak, wypadałoby złożyć zamówienie, aby dotarło do nas nie długo po tym, jak my wejdziemy do mieszkania. Idziemy?
Gestem wskazała na drzwi.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości