Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Szpital Huerty

7 wrz 2016, o 22:03

Do gabinetu badań szła z nosem utkwionym w wyświetlaczu datapada, przeglądając wciąż historię medyczną swojego pierwszego pacjenta. Było tego zbyt wiele, by zdążyła się z tym zapoznać w krótkim czasie, który jej pozostał.
- Ten facet to jakaś masakra... - mruknęła do siebie - Jego historia choroby jest chyba dłuższa niż spis ludności niejednej kolonii...
- Marshall Hearrow, gabinet 35 - usłyszała z głośników i uświadomiła sobie, że jej pierwszy pacjent jest właśnie wywoływany.
W lekkiej panice podniosła wzrok i jej spojrzenie trafiło na drzwi, pod którymi właśnie stała. Drzwi opatrzone tabliczką "Gabinet badań" i numerkiem 35. To tutaj - pomyślała i odwróciła się w kierunku korytarza akurat w momencie, gdy swe kroki kierował ku niej ludzki mężczyzna.
- Porucznik Marshall Hearrow, chwilowo bez przydziału - odezwał się i wyciągnął ku niej rękę.
Odwzajemniła uścisk, taksując go przez chwilę wzrokiem. Górował nad nią,musiała zadrzeć głowę bu spojrzeć mu w oczy.
- Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedziała szybko i spuściła wzrok. Nie chciała, by w jej oczach dostrzegł niepewność, lekkie rozkojarzenie i... ciekawość. Tori nie miała dotychczas kontaktu z ludźmi, a jedyni obcy, których widziała na własne oczy to turianie i batarianie. Tego człowieka starała się traktować po prostu jako pacjenta.
Otworzyła drzwi do gabinetu i weszła do środka, słysząc kroki mężczyzny wchodzącego za nią. Cały czas mówił, ale asari słuchała go jednym uchem, zerkając wciąż do dokumentacji.
- Będzie pani mnie oglądać? - spytał w końcu, koncentrując na sobie jej uwagę.
Zmrużyła oczy i uniosła brew. Ten człowiek był albo żartownisiem, albo zblazowanym marine, jakich już zdążyła spotkać na Manae.
- Obawiam się, że bez tego się nie obejdzie - odpowiedziała uśmiechając się i przerzuciwszy dane z ekranu datapada na terminal, już po chwili rozpoczęła badanie.
Przyjrzała się uważnie bliznom na brzuchu mężczyzny. Jedna starsza, druga wyraźnie świeższa, ale rana już dawno się ładnie zabliźniła.
- Mam nadzieję, że stosuje się pan do zaleconej diety - zerknęła na terminal, po czym podniosła głowę i odwzajemniła spojrzenie mężczyzny. - Rozległy uraz wielonarządowy to nie przelewki. Mógł zostawić patologiczne zmiany. Ale zobaczmy, co ma pan w środku. Proszę położyć się na leżance. - wskazała stojące pod ścianą łóżko z czujnikami aparatury zawieszonymi nad nim. - Nie, spodnie niech zostaną na miejscu - dodała szybko widząc, ze mężczyzna wykonuje ruch, jakby chciał je również zdjąć.
Przysunęła sobie do leżanki krzesło na kółkach i siadając, uruchomiła skaner medyczny. Nad leżącym mężczyzną wyświetlił się hologram będący zobrazowaniem jego struktury kostnej,mięśni i narządów wewnętrznych.
- Widzę masę zrostów... - przesunęła ręką nad wyświetlonym holograficznym obrazem odsłaniając kolejne "warstwy" skanu - I masę tkanki bliznowatej na dwunastnicy i prawym płacie wątroby. Zaleciłabym próbę usunięcia tych zmian, jeżeli wyrazi pan na to zgodę. Zabieg jest nieinwazyjny, ale wymaga kilku sesji biolaserem. I może być bolesny - oderwała wzrok od hologramu i spojrzała w oczy leżącemu. - Nie daje również gwarancji całkowitego cofnięcia patologii. Zatem decyzja należy do pana.
Odepchnęła się nogą i razem z krzesłem podjechała do biurka z terminalem. Wklepała szybko wyniki swych obserwacji do karty pacjenta i przejrzała listę zaleceń.
- Widzę zalecenia dotyczące ćwiczeń rehabilitacyjnych... Wpiszę pana na listę pacjentów. Sesje odbywają się co drugi dzień, o 11-tej. O ile nie zdecyduje się pan na proponowany przeze mnie zabieg, może pan zacząć nawet jutro.
Zmarszczyła brwi odnajdując jeszcze jeden akapit w dokumentacji. Odepchnęła się znów i podjechała ponownie do leżanki. Przełączyła tryb wyświetlania skanera i na hologramie zamiast tkanek pojawił się cybernetyczny implant Marshalla.
- Jak dawno miał pan przeprowadzaną diagnostykę implantu? W dokumentacji nie ma nic na ten temat, a bojowe implanty powinny być serwisowane i regulowane przynajmniej raz na pół roku...
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

12 wrz 2016, o 21:01

Odruchowo szybko zabrał ręce od paska od spodni i uśmiechnął się przepraszająco. Wciąż nie był przyzwyczajony do tego typu badań i wciąż ich równie bardzo nie lubił. No ale jak mus to mus. Wysłuchał także wszystkiego, co powiedziała mu Tori, ze skupieniem na twarzy. Nie było w tym niczego czego by wcześniej mu już nie powiedziano.
- Zrobię co trzeba - odpowiedział na propozycję usunięcia wspomnianych zrostów. Wcześniej nie miał do tego w zasadzie głowy, by przyłożyć się aż tak bardzo do tego co w środku mu się podziało. Ćwiczenia wykonywał chętnie, bo to zwyczajnie lubił, natomiast jeśli chodziło o to, czego nie było widać... cóż. To była zupełnie inna sprawa.
Ból, o którym mu wspomniała, nie przeszkadzał mu w zupełności. Niejednokrotnie przyzwyczajony był do takich sytuacji, więc nie było problemu. Nie znaczyło to jednak, że w całości był z tego zadowolony. Zwłaszcza, że jak to ujęła "nie daje pewności".
Poruszał tylko głową przytakując i dopiero przy wspomnieniu o ćwiczeniach ożywił się znacznie, nieco podnosząc na łokciu.
- Oczywiście, chętnie przyjdę, aczkolwiek w domu również sporo nad tym pracuję - pochwalił się wyszczerzając zęby. To akurat uważał za całkiem sporo zaletę w obecnej sytuacji. Nie musiał nigdzie chodzić na specjalne zajęcia, a większość ćwiczeń mógł spokojnie sam sobie ogarnąć w domu, bez zbędnego zajmowania miejsca ludziom, którzy naprawdę tego potrzebowali.
Na słowa o implancie zmarszczył nieco brwi.
- Może dlatego nic nie ma w dokumentacji, ze względu na to, że jeszcze żadnego nie mam - odpowiedział. Pani doktor właśnie zrodziła mu nową zagwozdkę nawet nie zdając sobie pewnie z tego sprawy. Trochę przydziałów, kilka misji i cholera, żadnej inwestycji w implant bojowy. Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem właśnie nie przez to działo się z nim to co się działo. Spojrzał na swój brzuch. Tatuaż z końmi, owszem zakrywał część blizn - zwłaszcza tą z Omegi, załatwioną od vorche - ale nie mógł się przecież tatuować po każdej takiej sytuacji. Po chwili zdał sobie sprawę, że milczy zdecydowanie zbyt długo.
- Sądzi pani, że powinienem w coś takiego zainwestować? - wymownie wskazał na brzuch i uniósł brwi spoglądając na Tori.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+10% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 517
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 28
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Vancouver
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Szpital Huerty

26 wrz 2016, o 10:07

Zmarszczyła brwi raz jeszcze wracając do dokumentów pacjenta i analizując je powtórnie.
- Hmmm... Albo w takim układzie ma Pan namieszane coś w dokumentacji, albo został Pan zaimplantowany nie wiedząc o tym, bo według tego, co tutaj widzę ma pan zainstalowany mod... Proponuję dokładniejsze konsultacje i badania na Oddziale Implantologii, tam wszystko zostanie wyjaśnione. Jest jeszcze również taka możliwość, że przekazano nam dokumentację z błędami, więc trzeba będzie informacje porównać z tymi posiadanymi przez wcześniejsze placówki - dopisała zalecenia do karty pacjenta. - Pozostawiam Panu również decyzję w sprawie zabiegu biolaserem... A w kwestii ćwiczeń wpisuję Pana w plan rehabilitacji. Cieszy mnie, że ćwiczenia wykonuje Pan we własnym zakresie, jednak dobrze byłoby, że by część z nich wykonywał Pan pod okiem specjalisty. - odwróciła głowę do Marshalla i uśmiechnęła się do niego. - Po pierwsze skontroluje on poprawność ich wykonywania, po drugie może pomóc, a po trzecie dobierze Panu najbardziej optymalną serię ćwiczeń, które później będzie można wykonywać w domu.
Zapisała wpisane dane i pliki z kartą pacjenta, po czym odwróciła się do niego ponownie.
- Na chwilę obecną to wszystko z mojej strony... chyba, że ma Pan jeszcze jakieś pytania. Może się Pan ubrać.
Wciąż taksowała wzrokiem człowieka, lustrując jego posturę i tatuaże. Gdy się ubierał, miała okazję obejrzeć także te, których wcześniej nie zauważyła. Zreflektowała się nagle, że jej spojrzenie może zostać niewłaściwie odebrane i odwróciła głowę by nie speszyć... sama nie wiedziała czy ubierającego się człowieka, czy bardziej siebie.
- Proszę zajrzeć do mnie pojutrze, przed pierwszą sesją rehabilitacyjną, przekażę wówczas Pana w dobre ręce - uśmiechnęła się, maskując swoje speszenie. - Chciałabym...
- Doktor Te'eria proszona o zgłoszenie się do gabinetu doktor Michel - przerwał jej komunikat szpitalnej WI dobiegający z głośnika interkomu umieszczonego nad drzwiami.
Tori spojrzała przepraszająco na pacjenta.
- Niestety, musimy zakończyć nasze dzisiejsze spotkanie. Zobaczymy się za dwa dni. Po skierowanie proszę zgłosić się do recepcji.
Pożegnała się z pacjentem i opuściła gabinet, ruszając w kierunku gabinetu dr Michel. Starała się polegać na własnej pamięci by tam trafić, jednak kilkakrotnie miała chwilę zawahania wybierając odnogi korytarzy. Szpital Huerty był zdecydowanie ogromną placówką i młoda asari zdawała sobie sprawę z tego, że trochę czasu zajmie jej nauczenie się plątaniny korytarzy, pięter, oddziałów i gabinetów. Nie martwiło jej to jednak - wręcz przeciwnie, stając ostatecznie pod drzwiami gabinetu swojej opiekunki była uśmiechnięta i rozbawiona swoją niepewnością.
Zapukała do drzwi i słysząc zaproszenie, weszła do środka.
- Doktor Michel, chciała się Pani ze mną widzieć?
- Tori. - rudowłosa kobieta podniosła wzrok znad ekranu terminala i spojrzała na wchodzącą - Usiądź, proszę.
Czekając aż asari zajmie miejsce na krześle przed jej biurkiem, oparła łokcie na blacie. Asari zasiadła na krześle i splotła dłonie na kolanach zastanawiając się nad celem tego nagłego wezwania.
- Jak Twój pierwszy pacjent? Przepraszam, że musiałam Cię wezwać tak szybko i oderwać Cię od pracy, ale mam pewną propozycję - spojrzenie poważnych, zielonych oczu świadczyło o tym, że sprawa, z którą Chloe wezwała Tori była zgoła inna, ale lekarka nie chciała od razu od niej zaczynać.
- Dziękuję, ale niewiele mogłam jak na razie zrobić. Była to w zasadzie konsultacja i skierowanie pacjenta na dodatkowe zabiegi... Co prawda odkryłam pewne nieprawidłowości w jego dokumentacji, ale sądzę, że zostanie to wkrótce wyjaśnione.
- Dobrze... - doktor Michel nie wnikała dalej, zerknęła tylko na ekran swojego terminala. -Tori, przejdę od razu do rzeczy. Zdaję sobie sprawę z tego, że to Twój pierwszy dzień u nas i nie poznałaś jeszcze naszej placówki, jak również nie miałaś jeszcze okazji poznać do końca naszej misji i trybu pracy, jednak mam dla Ciebie pewną propozycję.
Tori skinęła głową ściągając nieco brwi. Czy zrobiła coś złego? Niewłaściwego? Miała nadzieję, że już pierwszego dnia nie podpadła na tyle, żeby jej kontrakt został rozwiązany. Przecież nawet nie zdążyła nic zrobić... Przestraszyła się, że pierwszy jej dzień pracy w Huercie może okazać się ostatnim.
- Jak wiesz, nasza placówka stara się świadczyć opiekę medyczną w jak najszerszym zakresie - kontynuowała Chloe, nieświadoma burzy emocji towarzyszącej asari. - Wiąże się to również z pracą w pozamiejscowych pacówkach oraz delegowaniem naszych lekarzy do zadań... powiedzmy... specjalnych. Służba na statkach, organizowanie opieki medycznej w koloniach...
Palce doktor Michel zatańczyły na klawiaturze i na ekranie terminala wyświetlił się jakiś dokument.
- Dostaliśmy zapytanie od Korporacji Kobo w sprawie możliwości oddelegowania któregoś z naszych lekarzy na zasadzie kontraktu do udziału w projekcie badawczym na planecie Klendagon w klastrze Hawking Eta. Nie ukrywam, że nie mam nikogo wolnego w tej chwili, kogo mogłabym wytypować, mogę również ich zapytanie zignorować. Postanowiłam jednak zapytać Ciebie, czy nie chciałabyś w takim projekcie uczestniczyć. Masz przeszkolenie wojskowe, co jest Twoim dodatkowym atutem przy tym kontrakcie... Oczywiście byłabyś oddelegowana przez naszą placówkę, Twoja współpraca z Kobo odbywałaby się wciąż w ramach stażu.
Tori w pierwszej chwili nie zrozumiała, potem słowa Chloe zaczęły powoli do niej docierać. Kontrakt? Klendagon? Gdzie to w ogóle jest?
- Myślę, że jest to dla Ciebie spora szansa - rudowłosa kobieta potraktowała przedłużające się milczenie Tori za wahanie. - Nie chcę Cię namawiać, ale z jednej strony da Ci doświadczenie związane z pracą w surowych i nieprzewidywalnych warunkach, z drugiej zaś - poparte będzie dodatkowym wynagrodzeniem, które oferuje korporacja.
- Jeśli się zgodzę... - Tori splotła nerwowo dłonie i przygryzła na chwilę dolną wargę - To czy po zakończeniu kontraktu będę mogła wrócić na Huertę?
- Oczywiście. Tak jak wspomniałam, Twoja współpraca z Kobo odbywałaby się w ramach stażu, a naszej umowy nie zrywamy. Traktujemy to jako oddelegowanie do placówki zewnętrznej. Jeśli potrzebujesz czasu, by podjąć taką decyzję - nie ma sprawy. Daj mi tylko znać co postanowisz.
Klendagon - pomyślała Tori. - Nieznane warunki, nie wiadomo z jakim rodzajem pracy przyszłoby mi się zmierzyć. Na pewno będzie to coś zgoła odmiennego od tego, czego się spodziewałam po pracy na Huercie. Ale z drugiej strony zawsze mogę to potraktować jako symulację - gdy wrócę do wojska, nie mam pewności, że będę pracować w jakiejś stacjonarnej, dużej placówce. Równie dobrze mogę zostać oddelegowana na jakiś okręt, mogę być przydzielona do jakiejś niewielkiej bazy wojskowej na zapomnianej przez boginię planecie... Doświadczenie ze współpracy z Kobo może zaowocować. A do Huerty przecież wrócę po skończeniu tamtego kontraktu...
- Zatem, przekaż mi wiadomość gdy... - zaczęła doktor Michel po chwili ciszy, ale Tori przerwała jej.
- Zgadzam się. - uśmiechnęła się lekko, spoglądając ludzkiej kobiecie w oczy.
- Słucham? - Chloe uśmiechnęła się również.
- Zgadzam się - powtórzyła Tori - Proszę przekazać Kobo, że Huerta oddeleguje mnie do ich projektu. Tak, jak Pani wspomniała wcześniej - to może być okazja by nauczyć się czegoś nowego.
- Dobrze zatem. Prześlę Ci wszystkie informacje, które dostałam z Kobo, poproszę ich również o kontakt bezpośrednio z Tobą. Z tego, co zdążyli mi przekazać sprawa jest dość pilna, w ciągu trzech dni od podpisania kontraktu przyślą po Ciebie transport.
Tori skinęła z powagą głową, choć wewnątrz niej kłębiły się sprzeczne uczucia i emocje.
- Myślę, że Twoich pozostałych dzisiejszych pacjentów przekażę doktor Smith, drugiej mojej stażystce, a Tobie pozwolę już iść do domu. Skontaktuj się z Kobo, przygotuj się do wyjazdu. Trzy dni to niewiele czasu.
- Wystarczy aż nadto - Tori uśmiechnęła się do lekarki i wstała z krzesła - Dziękuję, doktor Michel.
- Zobaczymy, czy będziesz mi dziękować jak wrócisz. Nie wiem, co tam zastaniesz i z czym będziesz się mierzyć. Ale wierzę, że dasz radę.
Pożegnawszy się, Tori opuściła gabinet i skierowała się do windy, która miała ją zawieźć do lobby i głównego hallu.
Miejsca tu nie zagrzałam - pomyślała - Ani nie pomieszkałam na Cytadeli, ani nie zdążyłam jej zobaczyć. Ani tym bardziej nie poznałam Huerty tak, jak bym chciała to zrobić.
Zatopiona w myślach, opuściła szpital kierując się wprost do domu.
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

17 lis 2017, o 22:46

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Mimo powrotu na Cytadelę, Tori nie zameldowała od razu tego faktu w Huercie. Niemal cały następujący po powrocie dzień spędziła w łóżku, odsypiając zaległości, obżerając się ledwo zjadliwą specjalnością pobliskiego baru, którego jedyną chyba zaletą był fakt, że dostarczali zamówione jedzenie do domu, na kanapie przed holoekranem, lub wybierając w extranetowych butikach ciuchy, które miały jej zastąpić utraconą garderobę. Może nie tylko zastąpić - ilość zamówionych ubrań zdecydowanie przewyższała ilość tych zostawionych na Klendagonie, ale asari, pogrążona w szale extranetowych zakupów, zdawała się tego nie dostrzegać. Frustracją jednak napełniał ją fakt, że nie była w stanie znaleźć żadnych informacji o Viyo. Mimo usilnych starań, mimo mocnego postanowienia, że nie spocznie, póki nie znajdzie jakiegokolwiek namiaru na Vexa, stopniowo musiała przyznać przed samą sobą, że jej możliwości się wyczerpały.
Nie złożyła jednak broni. Następnego dnia po powrocie obudziła się z mocnym postanowieniem działania i powrotu do żywych. Wciągnęła na grzbiet byle co (powyciągane, domowe dresy i bluzę), trochę czasu spędziła jednak nad makijażem, by zamaskować obrzęki, strupy i zasinienia na twarzy - wspomnienie klendagońskiej burzy. Mimo chęci rozpoczęcia dnia od wizyty w Huertcie, zaczęła jednak od drobnych zakupów - w witrynie jednego z mijanych sklepów dostrzegła bladoróżową, rozkloszowaną sukienkę z nieco podwyższoną talią, bez dekoltu, za to bez pleców i odkrywającą ramiona. Mimo sporej ilości ubrań które miały zostać do niej dostarczone, nie mogła się oprzeć jej prostemu urokowi. Po raz pierwszy w życiu nie patrzyła na cenę - świadomość, że na jej konto wpłynęło 15 tysięcy kredytów sprawiła, że do kompletu dobrała pasujące kolorem sandałki na obcasie i - zadowolona z efektu - ruszyła w kierunku Huerty zostawiając ubranie, w którym wyszła z domu, w pojemniku na odpady. Zostawiła przy sobie tylko jedno - generator tarcz, który - korzystając z porady sprzedawczyni i wykorzystując krój sukienki - przypięła na elastycznym pasku schowanym pod materią ubrania. Postanowiła, że od tej pory nie będzie się bez niego ruszać na krok.
Szła z wysoko uniesioną głową, obserwując z lekkim uśmiechem mijanych przedstawicieli przeróżnych ras. Coś się w niej zmieniło. Nie starała się pozostać niezauważoną, w cieniu, ale nie zdawała sobie sprawę, co jej dodało takiej pewności siebie - niedawne wydarzenia na Klendagonie, zagrożenie życia, przygoda, otarcie się o śmierć, czy... czy wspomnienia Vexa, które wchłonęła. Wspomnienia, doświadczenia i... umiejętności. Inne spojrzenie na świat? Być może. Ale zdała sobie sprawę, że to nowe wcielenie, "nowa ona", podobała jej się. Przyszła jej do głowy niemal bluźniercza myśl związana z wierzeniami o Ardat-Yakshi i o ich pasożytniczym, mrocznym oddziaływaniu. Ich umysły potrafiły w całości wchłonąć jaźń ofiar i karmić się ich emocjami, przejmować wiedzę i umiejętności, pozostawiając przy okazji z "nosiciela" pustą skorupę, ciało bez umysłu, które nie mogąc dłużej funkcjonować - umierało. Może właśnie Ardat-Yakshi nie były wynaturzeniem? Może właśnie były kolejnym etapem ewolucji asari, pozwalającym zdobyć za wszelką cenę doświadczenia i wiedzę istot mniejszych ras? Teraz Tori, świadoma swojej urody, świadoma spojrzeń, jakimi obdarzały ją niejednokrotnie mijane osoby, maszerowała w kierunku szpitala.
Tym samym, pewnym krokiem, głośno stukając obcasami, przecięła szpitalny hall, nie zaszczycając nawet skąpym spojrzeniem przypatrujących się jej dziwnie recepcjonistek i skierowała się wprost do wejścia dla personelu i po podaniu swojego osobistego kodu ruszyła korytarzami prosto do gabinetu dr. Michell. Gdy chwilę później stanęła pod drzwiami, zapukała krótko i nie czekając na zaproszenie nacisnęła klamkę.
Czworo oczu spoczęło na niej, gdy przekraczała próg. Jedne - bladozielone, należały do dr. Chloe Michell, a drugie - ciemne - do ludzkiej kobiety, siedzącej w tym samym miejscu, w którym Tori siedziała jeszcze kilka dni temu, podczas pamiętnej rozmowy przed wylotem na Klendagon. Obie odziane w białe, lekarskie fartuchy, wydawały się coś omawiać w chwili, gdy przerwała im asari.
- Doktor Te'eria... - zaskoczenie na twarzy dr. Michell było niemal zabawne.
- Doktor Michell - Tori uśmiechnęła się ciepło do swojej przełożonej, po czym skierowała swe spojrzenie na drugą z kobiet - I pani... przepraszam, ale nie miałyśmy jeszcze przyjemności się poznać.
- Alicia Smith... - zaczęła druga z kobiet machinalnie, niepewnie, lecz szybko jej mina zmieniła się z początkowego zdziwienia w drwiący uśmiech - Ach, już kojarzę... Doktor Te'eria, zesłana na jakąś zapadłą planetę...
- Klendagon - uściśliła Tori, wciąż utrzymując na swych ustach serdeczny uśmiech - Faktycznie, zapomniana przez boginię i chyba cały wszechświat. Spodobałaby się pani. To zimna, zgorzkniała suka. Podobnie jak pani, jak sądzę. Ale już wróciłam - ignorując zmrużone w złości spojrzenie młodszej z lekarek, spojrzała znów na Chloe. - Doktor Michell, mimo, że mój kontrakt na Klendagonie skończył się za szybko, zmuszona jestem prosić o kilka dni bezpłatnego urlopu. Muszę doprowadzić się do stanu używalności... Odniosłam kilka obrażeń, które muszą się zagoić. I domknąć kilka spraw. Tydzień?
- Szczerze powiedziawszy, to nie spodziewaliśmy się tutaj pani wcześniej jak przed upływem miesiąca, na jaki opiewał kontrakt. Z tego, co pamiętam - doktor Michell szybko otrząsnęła się ze zdziwienia.
- Tym lepiej - uśmiech na twarzy Tori nie zmienił się ani na jotę - Zatem spodziewajcie się mojego powrotu w ustalonym czasie. Dziękuję, pani doktor. Do zobaczenia - skinęła głową i - ignorując drugą z kobiet - zamknęła drzwi, po czym odetchnęła głęboko - Tym lepiej - powtórzyła, tym razem do siebie samej. Odwzajemniła spojrzenie mijającego ją turianina w lekarskim kitlu i uśmiechnęła się do niego promiennie, po czym skierowała się do wyjścia ze szpitala. Kolejnym punktem na jej liście miało być biuro voluskiego agenta Handlarza Cieni. Albo kogoś z jego podwładnych. Osób, które chyba najszybciej znajdą namiar na Vexa.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

31 gru 2017, o 16:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Tori postanowiła kuć żelazo póki gorące. Zdając sobie sprawę z faktu, że zdobycie informacji od swojej opiekunki stażu i z komputerów Huerty może być stosunkowo najprostszym z czekających ją zadań, postanowiła zrobić to jak najszybciej. Poprzedni dzień spędziła niemal cały na przeglądaniu dziesiątków dokumentów zawierających schematy i opisy implantów układu nerwowego, jednak nie znalazła tego, czego szukała. Informacje dostępne w publicznym ekstranecie były bardzo pobieżne i ogólne, zaś znalezienie dostępu do parametrów technicznych, wyników badań - zarówno technologicznych, z etapów projektowania, jak i z testów klinicznych, jak również wyników zaimplantowanych osobników było trudne, bo w publicznej sieci raczej nie udostępniano. W tym celu musiałaby raczej skontaktować się z producentem implantu... i liczyć na to, że ktoś będzie chciał takich informacji udzielić. Bez wiedzy o producencie i konkretnym modelu urządzenia nie było szansy na dowiedzenie się czegokolwiek. Tym bardziej paląca stała się konieczność rozmowy z doktor Michel i dotarcie do archiwów Huerty.
Zaplanowała, że do szpitala wybierze się przed południem - była większa szansa, że zastanie swoją opiekunkę w placówce. Liczyła również na to, że kobieta znajdzie chwilę czasu na rozmowę i będzie w nastroju, by cokolwiek opowiedzieć. Na tą okazję Tori wystroiła się nieco - stwierdziła już jakiś czas temu, że zrywa z wizerunkiem mniszki i wbrew pozorom świetnie się z tym czuła. Codzienne przebieranki i dobieranie strojów podobało jej się bardzo i coraz bardziej żałowała, że jedyne lustro, jakie ma w domu to to w łazience. Tym razem zdecydowała się na białe, długie spodnie z lekkiego materiału i krótki, również biały, wiązany na szyi, odsłaniający brzuch top bez pleców - z sandałkami na stopach i kopertówką w ręku dumnie, z podniesioną głową wmaszerowała do szpitala.
Minęła stojących przy recepcji pacjentów, z uśmiechem skinęła głową recepcjonistkom i skierowała się prosto do wejścia dla personelu, a kilka chwil później stała już przed drzwiami opatrzonymi tabliczką "Chloe Michel, M.D.". Odetchnęła głęboko. Teraz zaczynały się schody - musiała przekonać lekarkę, żeby ta udzieliła jej jakichkolwiek informacji, a to wymagało delikatności. Zapukała cicho i usłyszawszy zaproszenie do wejścia, weszła do środka.
Wnętrze gabinetu nie zmieniło się, a siedząca za biurkiem rudowłosa kobieta wyglądała na pogrążoną w pracy. Wpatrywała się ze skupieniem w wyświetlacz terminala i porównywała jakieś dane z leżącymi na biurku wydrukami. Podobnych dokumentów, spiętych w grube tomy, leżało z boku jeszcze kilka - widać, że lekarka pogrążona była w pracy administracyjnej, która - sądząc po jej minie - nie bardzo jej odpowiadała. Tori nie odezwała się jako pierwsza, czekała aż jej przełożona podniesie na nią wzrok.
- Tori... - doktor Michel uśmiechnęła się na widok swojej stażystki - Witaj. Co cię do nas sprowadza? Postanowiłaś już wrócić?
- Dzień dobry - Tori uśmiechnęła się ciepło. - Jeżeli jest taka potrzeba, to jak najbardziej mogę wrócić. Jednak przychodzę do pani w sprawie jednej z moich pacjentek z Klendagonu, która podobno leczyła się kiedyś w Huercie i której przypadek prowadziła właśnie pani... Chodzi mi tak naprawdę o konsultacje.
- Ciekawe... - doktor Michel wygasiła terminal i zaprosiła ją gestem do zajęcia miejsca na krześle naprzeciwko. - Kim jest twoja pacjentka? Jest z tobą? Co jej dolega?
Tori zajęła miejsce i zaplotła ręce opierając je na kolanach. Od słów, które teraz wypowie będzie wiele zależeć...
- Nie - uśmiechnęła się - Została na Klendagonie. - w sumie Tori nawet nie skłamała, było to zgodne z prawdą. Diana już nigdy Klendagonu nie opuści... - Pacjentka to Diana Vesser. Ludzka kobieta, wiek poniżej trzydziestki. Cierpiąca na zaburzenia snu, które mogą mieć powiązania z wszczepionym jej na Huertcie implantu imitującego funkcje wzgórza ośrodkowego układu nerwowego. Nie posiadam jednak żadnej dokumentacji medycznej - ani związanej z zabiegiem, ani z samym implantem. Modelu, producenta, numeru seryjnego... Zastanawiałam się, czy pani ją może pamięta. Czy mogłaby Pani rzucić nieco światła.
Spojrzała wyczekująco na lekarkę. Czy argumenty Tori przemówią do niej? Czy w ramach lekarskiej solidarności pomoże? Czy w ogóle pamięta Dianę?
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

2 sty 2018, o 20:51


Rise and Shine
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Tori Te'eria


“The thorn from the bush one has planted, nourished and pruned pricks more deeply and draws more blood.”
― Maya Angelou


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Wnętrze gabinetu doktor Michel kąpało się w słonecznym świetle wpadającym do środka z iluminatorów nieba Prezydium. Nim sztuczne Słońce wzejdzie w południe i zacznie chylić się ku zachodowi miała minąć jeszcze godzina. Wnętrze pachniało świeżymi kwiatami pochodzącymi z powierzchni Sur'Keshu, ustawionymi na biurku w wysokim, eleganckim dzbanie. Blisko biurka mieszało się z wonią dopiero co zaparzonej kawy, na powierzchni której unosiła się mleczna pianka.
Kobieta wydawała się być zaskoczona gdy uniosła wzrok znad terminala, mierząc nim kobietę, która weszła do jej gabinetu. Odchyliła się w krześle, zapraszając na fotel przed biurkiem Tori, choć asari wcale takiego zaproszenia nie potrzebowała. Sama założyła nogę na nogę, spoglądając na nią zafrasowana.
Gdy padło nazwisko Diany Vesser, kobieta drgnęła, a jej wzrok na sekundę zaszła mgła wspomnień, przypominająca pacjentkę sprzed lat. To, że ją rozpoznała było widoczne na jej twarzy, ale też zmieniło spojrzenie, którym oceniła swojego rozmówcę. Z uprzejmego zainteresowania pozostały tylko lekko uniesione brwi. Zamiast tego, w jej mimice Te'eria dostrzegła zmartwienie.
Milczała przez krótką chwilę, potrzebną do strawienia nowych informacji. Gdy wreszcie otworzyła usta, wydawała się zmieniać temat, który od razu poruszył gość w jej gabinecie.
- Tori... Powoli proszę - westchnęła, łapiąc za ucho filiżanki i obracając ją w miejscu bez celu. - Napijesz się kawy? Alicia zakupiła nam nowe ziarna do ekspresu, Thessiańskie.
Uśmiechnęła się zachęcająco, wskazując na swoją kawę. Przez zaslonę pienistego mleka nie wyglądała na rożniącą się zbyt wiele od tej, którą piła wcześniej.
Zawiesiła spojrzenie na filiżance, unosząc ją i upijając łyk w zamyśleniu. Wyraźnie podchodziła do Tori z ostrożnością - podobną do tej, którą asari przejawiała wobec niej, poruszając temat jej pacjentki. Tylko jej powód musiał być inny.
- Co z tą pacjentką? Co z nią jest? - spytała krótko, oszczędnie, po chwili namysłu. - Dlaczego potrzebujesz tych informacji?
Westchnęła ponownie, unosząc dłoń by odgarnąć niesforne włosy z powrotem na ich miejsce. Swoim wzrokiem wydawała się próbować przeszyć Tori na wylot.
- Niepokoi mnie twoje zachowanie odkąd wróciłaś z Klendagonu, Tori. Wydajesz się nie być sobą.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Szpital Huerty

2 sty 2018, o 22:33

Pamiętała. Tori widziała to w oczach doktor Michel. Co było na tyle intrygujące w przypadku Diany, że została zapamiętana? W ciągu lat praktyki przez gabinet Chloe przewinęły się zapewne setki pacjentów i raczej wątpliwe było, żeby kobieta zapamiętała ze szczegółami medyczne przypadki wszystkich z nich. Tori liczyła raczej, że jej opiekunka będzie się wypytywać jakichś szczegółów pozwalających zidentyfikować tą właśnie pacjentkę, być może przeszuka rejestry archiwów medycznych, ale... w spojrzeniu kasztanowłosej kobiety asari dostrzegła ten błysk zrozumienia. Jednocześnie emocje widoczne na jej twarzy zmieniły się - przemknął przez nią... niepokój? Zmartwienie? Również zmiana tematu wskazywać mogła na potrzebę grania na czas, zebrania myśli. Co było tak wyjątkowego? Tori już wcześniej była ciekawa - jak doktor Michel zareaguje, czy pamięta swą dawną pacjentkę, czy będzie w stanie pomóc. Teraz pojawiło się zaintrygowanie nietypową reakcją lekarki.
- Alicia? - przed oczami Tori przemknęła twarz drugiej stażystki, Alicii Smith. Czy to z powodu zawodowej zazdrości, czy z jakiegokolwiek innego powodu, asari czuła do dziewczyny antypatię. Nie zdążyły się poznać, ale nie sądziła, by kiedykolwiek zostały przyjaciółkami. Ten jej ironiczny ton, którym zwróciła się do Tori ostatnim razem gdy widziały się tutaj, w tym gabinecie... - Ach, kojarzę - uśmiechnęła się. - Przepraszam za moje ostatnie zachowanie wobec niej. Nie powinnam była tak zareagować. A za kawę dziękuję... Mimo, że pochodzi z Thessii - skinęła głową rozmówczyni, a uśmiech znów pojawił się na jej twarzy.
Słuchając lekarki wiedziała, że stąpa po grząskim gruncie. Od tego, co powie teraz, będzie zależało wiele - albo skłoni Chloe do zwierzeń, albo nie dowie się niczego... Wciąż z uśmiechem na ustach spojrzała na stojące w wazoniku kwiaty, których zapach czuła wyraźnie - zmieszany z wonią kawy, był jednak dość wyraźny i intensywny. Przez chwilę zastanowiła się, czy ten element dekoracji został tu umieszczony przez samą Chloe, czy był to prezent? Jakkolwiek by nie było, ten drobny element dodawał uroku sterylnemu, szpitalnemu pokojowi biurowemu. Tori nie znała ani gatunku, ani pochodzenia kwiatów, przyznać jednak musiała, że były ładne. I delikatne, podobnie jak atmosfera panująca między obiema lekarkami. Tori zastanawiała się ile prawdy może powiedzieć, by jej rozmówczyni zechciała się podzielić swoimi wspomnieniami.
- Dianę poznałam na Klendagonie... - zaczęła cicho, nie patrząc na ludzką kobietę, po chwili jednak podniosła wzrok i utkwiła spojrzenie w oczach doktor Michel. - Była moją przewodniczką. Na Klendagonie pracuje już od kilku lat, zna główną bazę, jej otoczenie, jak i posterunki przejściowe. I zna ludzi z Kobo. Często... była kierowcą. Kilka razy wyjeżdżałyśmy razem na pustynię. Podczas jednego z takich wyjazdów zdarzył się wypadek. Gwałtowna burza piaskowa uderzyła w mały posterunek w którym akurat przebywałyśmy... - Tori zawiesiła na chwilę głos. Wszystko, co dotychczas opowiedziała pokrywało się mniej - więcej z prawdą. Teraz musiała wpleść w tą prawdę nieco kłamstwa. Nie chciała mówić jeszcze o Oku. Być może opowie Chloe o tym kiedyś, w przyszłości, ale jeszcze nie teraz - nie wiedziała, jak jej opiekunka zareagowałaby na takie rewelacje. Co by ona sama pomyślała słysząc o jakimś tajemniczym urządzeniu mogącym wpływać na ludzkie zachowanie, a będącym być może w posiadaniu psychopaty? Czysta fikcja. Szaleństwo. A za szaloną Tori uznana być nie chciała. Przynajmniej - jeszcze nie. wyjawienie informacji o Oku będzie ostatecznością.
- Podczas burzy zdarzył się wypadek. Posterunek nie wytrzymał, zawaliła się jedna ze ścian. Ucierpiałyśmy obie -Diana i ja - jej dłoń na chwilę dotknęła świeżej, ciemnogranatowej blizny na prawym boku, nieosłoniętej materią krótkiej bluzki. Tori nie wstydziła się jej, nie była osobą która miałaby mieć kompleksy z tak błahego powodu. Zresztą, za kilka miesięcy blizna zblednie na tyle, że niemal nie będzie widoczna. - Ale mimo to właśnie Diana i pozostali w trakcie szalejącej burzy wynieśli nas z budynku i zapakowali do transportera. Chyba mogę powiedzieć, że zawdzięczam jej życie.
Zagryzła wargi i spuściła wzrok. Nie wiedziała, na ile dobrym psychologiem była Chloe, a wolała, by w chwili kłamstwa lekarka nie patrzyła jej w oczy. Wolała sprawiać wrażenie pogrążonej w bolesnych wspomnieniach.
- Już w głównym ośrodku miałam możliwość podejrzeć lokalną dokumentację medyczną Diany. Nie do końca... legalnie. Ale wyczytałam tam informacje o implancie, o tym, że został założony w Huercie jako proteza po dawnym urazie... I o poważnych zaburzeniach snu Diany. Braku snów i przerywanym śnie, co może tłumaczyć częste zmiany nastrojów i rozdrażnienie Diany, może mieć wpływ na jej ataki furii czy lekkiej agresji. I sądzę, że implant może działać wadliwie lub został źle dobrany. Nie znam jednak wszystkich jego funkcji. Dlatego przychodzę z tym do pani.
Podniosła ponownie wzrok na lekarkę i westchnęła.
- Chcę jej pomóc. Myślę, że jestem jej to winna. A wiem, że nie zmuszę jej do opuszczenia Klendagonu i przylot na Huertę. Pozostawiłaby tam swoją narzeczoną.
- Doktor Michel - dodała po krótkiej przerwie która zapadła po jej ostatnich słowach - Nie jest tajemnicą, że implantologia interesuje mnie bardzo i w tym kierunku chciałabym się specjalizować. Ten przypadek interesuje mnie zarówno z medycznego jak i osobistego powodu...
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

5 sty 2018, o 17:47

Tajny rzut MG
A<30<B<60<C
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
8
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Szpital Huerty

6 sty 2018, o 00:43

Kobieta skinęła oszczędnie głową, gdy Tori odmówiła kawy. Tak czy inaczej musiałyby opuścić pomieszczenie i udać się do pomieszczenia służbowego gdzie ulokowany był ekspres, a rozmowa, którą odbywały, była dość ważna. A przynajmniej taką miała się okazać.
Doktor Michel zawiesiła swój wzrok na asari, słuchając jej opowieści i nie przerywając w żadnym jej etapie. Jej wyraz twarzy zmieniał się jak w kalejdoskopie, ze zdumienia, poprzez zaintrygowanie, aż po obawę, widoczną w jej oczach już na samym początku ich rozmowy.
- Tori, tak personalne podejście do pacjentów jest bardzo częstym przypadkiem, szczególnie u młodych lekarzy - zaczęła ostrożnie, nie dając po sobie poznać, jeżeli wykryła kłamstwa Tori. - Ale... nielegalne zaglądanie do kart? Nie uważasz, że przekroczyłaś pewną granicę?
Westchnęła, unosząc dłoń i przecierając delikatnie czoło, w pełnym zamyśleniu. Z jakiegoś powodu to ona sprawiała wrażenie osoby stąpającej po bardzo kruchym lodzie. Ostrożnie dobierała słowa, zastanawiając się długo przed otworzeniem ust. Jej wzrok prześlizgnął się po widocznej na boku asari bliźnie. Jasna i świeża, była świadectwem przynajmniej części jej słów.
- Myślę, że potrzebujesz odpoczynku. Nie jesteś nikomu nic winna, Tori. Udało ci się wydostać z tej planety cało i na zawsze będę Bogu za to dziękować. Że też w ogóle posłałam cię na tę planetę, będę pluć sobie w brodę do końca życia za to - westchnęła, choć mówiła zdecydowanie. Czy uwierzyła w wersję asari, czy nie, nie podobało jej się to, jak inwestowała się w tę całą sprawę. Troska z jej oczu nie znikała.
- Wykorzystaj resztę swojego urlopu. Jeżeli chcesz, doktor Hailey wróciła ze swojego. Myślę, że przeduskoowanie tego z nią ci pomoże znacznie bardziej niż rozmowa ze mną - odchyliła się w krześle, upijając łyk kawy. Wspominane nazwisko brzmiało znajomo - doktor Hailey była jedną z terapeutek w szpitalu Huerta. Tori nie miała z nią wcześniej zbyt wiele do czynienia - musiała wrócić z urlopu gdy doktor Te'eria była wciąż na Klendagonie.
- Myślę, że ten uraz wywołał w tobie lekką traumę. Daj sobie trochę czasu. Klendagon nie ucieknie, prawda? - uśmiechnęła się niepewnie znad filiżanki, z której powoli ubywało ciepłego napoju.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Szpital Huerty

8 sty 2018, o 23:07

Przez chwilę myślała, że jej wyjaśnienia sprawią, że jej rozmówczyni da się przekonać. Miała nadzieję, że przedstawione argumenty okażą się wystarczające i doktor Michel powie to, co chciała wiedzieć. Ale gdy lekarka odezwała się, cała nadzieja prysła, a na twarzy Tori pojawiła się zawiedziona mina, której asari nie dała rady ukryć. "Gdzie popełniłam błąd?" - pomyślała, wysłuchawszy delikatnej reprymendy dotyczącej zaglądania do akt pacjentki. - "Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? To miała być najłatwiejsza część zadania, a już na dzień dobry mam takie schody? Jak sprawić, by Michel zaczęła współpracować? Co na moim miejscu zrobiłby Vex?"
Chloe dalej mówiła. Ale gdy wspomniała doktor Hailey, Tori żachnęła się. Spuściła głowę i pokręciła nią lekko.
- Widzę, że także starsi stażem lekarze potrafią zapamiętać i żżyć się ze swoimi pacjentami - mruknęła, po czym dodała głośniej - Faktycznie, Klendagon nie jest miłym wspomnieniem, choć nie żałuję, że tam poleciałam. Dał mi sporo... - przez chwilę szukała odpowiedniego słowa, ale tylko ponownie pokręciła głową. - Zmienił mnie. To prawda. Ale nie tak, jak pani myśli.
Wstała z krzesła, obdarzyła siedzącą naprzeciwko niej lekarkę przeciągłym spojrzeniem, po czym podeszła do okna i wpatrzyła się w widoczną za nim panoramę Prezydium. Pozornie wpatrzona w widok za oknem - budynki, skwerki zieleni, przedstawicieli wszystkich ras przechadzających się chodnikami i estakadami, w rzeczywistości biła się z myślami. Z jednej strony mogła teraz odejść. - Chloe nie powiedziałaby nic, zrzuciłaby dziwne zachowanie Tori na "traumę" po Klendagonie. Z drugiej strony - przekonanie jej do współpracy mogłoby być owocne. Nie tylko ze względu na informacje, które mogła posiadać, ale ze względu na jej doświadczenie i wiedzę medyczną. Ze względu na to, że była miła i empatyczna. Miło by było w końcu współpracować z kimś, kto nie chciałby Tori zabić, wystrychnąć na głupka, potraktować jak dziecko i wykorzystać. Tylko czy... czy Tori nie pomyliła się w ocenie doktor Michel? Jeśli powie za dużo, może skończyć na najbliższym posterunku SOC, a jej zaczynająca się dopiero kariera legnie w gruzach. Z drugiej strony...
- Proszę, żeby to, co teraz powiem zachowała pani dla siebie. Kontrakt na Klendagonie nie miał nic wspólnego z medycyną - odezwała się w końcu, wciąż wpatrzona w widok za oknem. - Nasz zespół - początkowo pięcio-, później czteroosobowy, miał zbadać sprawę zaginięcia geologów pracujących na planecie. Jedną z osób z naszego zespołu był Widmo Vexarius, a naszą przewodniczką - szóstym członkiem - była Diana. Do końca jednak nie zdawaliśmy sobie sprawy z faktu, że to ona, a właściwie jej implant był kluczem do rozwiązania zagadki.
Przerwała na chwilę i westchnęła głośno. Teraz okaże się czy szczerość popłaca. Co zrobi jeśli Chloe potraktuje ją jak wariatkę? Nad tym zastanawiać się będzie później...
Tori odwróciła się od okna i oparłszy plecami o chłodną ścianę splotła ręce na piersi i spojrzała na lekarkę.
- Pani doktor, z pewnością wie pani sto razy więcej ode mnie na temat fizjologii snu, fal theta i gamma. To co teraz powiem brzmi fantastycznie i nie zdziwię się, jeśli pani w to nie uwierzy. Proszę jednak pomyśleć... Co by było, gdyby ktoś potrafił generować fale o podobnej częstotliwości? Fale powodujące interferencję z umysłami istot żywych i indukujące coś na zasadzie snu na jawie? Jakkolwiek by to fantastycznie i niedorzecznie brzmiało, coś takiego znajduje się na Klendagonie. Widziałam nagrania ludzi poddanych działaniom tych fal i zachowujących się tak, jakby byli obudzeni, a jednocześnie ich EEG wyglądało jakby byli w fazie REM. I bez wahania wykonywali to, co było im polecone. Byli sterowani, choć niczego później nie pamiętali.
Przez chwilę obserwowała reakcję doktor Michel. Czy uwierzy? Czy te argumenty przemówią do niej?
- Jedynie Diana była w stanie oprzeć się działaniu tego nadajnika. Sądzę... Jestem niemal pewna, że był to efekt działania implantu. Dlatego muszę wiedzieć o nim jak najwięcej. I muszę mieć możliwość przebadania podobnego egzemplarza. A Diana nie jest w stanie mi pomóc, bo... nie żyje. Została zastrzelona przez człowieka, który chce przejąć kontrolę nad tym nadajnikiem. I wykorzystać go do własnych celów. Jeśli mu się to uda, nikt nie będzie bezpieczny...
Oderwała się od ściany i podeszła znów do biurka doktor Michel, stając o pół kroku od niej.
- Proszę o pani pomoc - odezwała się znów, akcentując "proszę". - Sprawa Klendagonu nie jest zakończona i wciąż współpracujemy z Widmo Vexariusem. On zapewne będzie w stanie dotrzeć do tych danych korzystając z innego źródła. Pomaga mi również agent Handlarza Cieni. Ale ja wolałabym uzyskać pani pomoc i wsparcie - uśmiechnęła się przyjaźnie, choć do śmiechu jej nie było. - Jeśli pani odmówi, wyjdę z tąd i nigdy do tematu już nie wrócę. Ale nie odpuszczę. I w taki czy inny sposób dowiem się wszystkiego.
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 136
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: [Cytadela]
Kredyty: 18.750

Re: Szpital Huerty

8 sty 2018, o 23:56

Kobieta wypuściła powietrze z ust, przez chwilę wyraźnie myśląc, że Tori planuje wyjść, nie otrzymawszy reakcji, której się spodziewała. Utkwiła w niej spojrzenie, spoglądając na jej profil gdy ta obserwowała widok na Prezydium, prezentujące się z perspektywy okna w gabinecie. Za niedługo sztuczne Słońce miało wzbić się jeszcze wyżej pośród błękinego nieba, lecz do południa pozostało kilkadziesiąt minut.
- Czyżby? - spytała łagodnie, zachęcając ją do tego, by powiedziała więcej na ten temat. Upiła łyk stygnącej kawy, znad której już dawno przestał unosić się dymek.
Kawa na ławę. Doktor Michel uniosła wysoko brwi, słuchając historii, która z każdym kolejnym słowem wydawała się być coraz mniej prawdopodobna. Oparła się o swój fotel o skórzanym obiciu, odkładając w pewnym momencie trzymaną filiżankę z powrotem na blat, gdy Tori okazała się być bardziej zajmująca niż uważanie, by ciepły napar nie wylądował na jej eleganckim, idealnie wyprasowanym uniformie.
- Tori - odchrząknęła, poważniejąc, choć początkowo ciężko było rozpoznać, czy jej zmiana tonu wynikała z tego, że wreszcie jej uwierzyła i zaczęła traktować asari poważnie, czy straciła do niej cierpliwość.
Zamknęła na sekundę oczy, odcinając się w swoim własnym świecie, w którym musiała podjąc decyzję. Gdy je wreszcie otworzyła, wróciła do nich troska, tym razem zmieszana ze współczuciem.
- Bardzo chciałabym ci wierzyć. Ale w świetle informacji, które otrzymałam wczoraj, nie wiem, czy mogę - jej usta wygięły się w smutku. Uruchomiła swój komunikator, nagle sięgając do komputera i otwierając skrzynkę pocztową. Te'eria co prawda nie mogła zobaczyć jej zawartości bez stawania za doktor Michel, ale najwyraźniej ona sama potrzebowała oprzeć na tym wzrok. - Otrzymałam twój list rekomendacji i zaświadczenie ukończenia praktyk na Klendagonie. Zarządca ośrodka, pan Darron Girbach, bardzo pozytywnie wypowiedział się o twoim doświadczeniu w centrum medycznym i tym, jak łatwo wzbudziłaś zaufanie swoich pracowników. Tak jak mówiłam, posłałam cię na tę nieszczęsną planetę, bo takie doświadczenie mogłoby przyspieszyć twój staż i taki dokument właśnie to zrobi, ale...
Uniosła niepewnie wzrok znad ekranu komputera, wpatrując się w niebieskoskórą przez dłuższą chwilę, walcząc przy tym z myślami. Jedna ze stron w pewnym momencie wygrała, sprawiając, że doktor ponownie otworzyła usta.
- Wraz z rekomendacją dostałam notkę od Klendagońskiego lekarza. Zalecenie przydzielenia ci dłuższego urlopu. Napisano, że odniosłaś poważne obrażenia podczas burzy, ty i jeszcze jeden członek waszego zespołu. Diana Vesser - jej głos brzmiał martwo, odbijając się od ścian gabinetu echem. W pomieszczeniu nagle cisza zaczęła być miażdżąca. Piszczała w uszach w przerwach między jej słowami. - Straciłaś przytomność i nie byłaś w stanie uratować tej kobiety. Doktor... jak mu tam... - zmarszczyła brwi, wracając wzrokiem do komunikatora. - Doktor Michael Rutland stwierdził, że to wydarzenie wprowadziło cię w szok. Straumatyzowało na tyle, że odmawiałaś powrotu na Cytadelę. Nie dziwię ci się, Tori. Naprawdę - dodała szybko, nachylając się nad blatem, bardziej w jej stronę. - Gdy straciłam pierwszego pacjenta, było... bardzo ciężko. Ale z czasem nabierzesz odpowiedniego dystansu. Teraz potrzebujesz odpoczynku. Twoje rany muszą się zagoić, spojrzenie zresetować.
Uśmiechnęła się zachęcająco, dając jej do zrozumienia, że jest tutaj - dla niej. Może na nią liczyć, choć nie w tej kwestii, na której Tori najbardziej zależało - ku jej rozczarowaniu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8695
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości