Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Kawiarnia Apollo

14 cze 2014, o 14:08

Kolejne słowa Williama wzbudzały u Palmiry furię. Poczekała, aż on zje do końca, a potem nie pytając go o pozwolenie, wyciągnęła drugiego papierosa, prychając z cicha pod nosem. Emocja widać było u niej jak na dłoni.

"Strasznie ciekawska ta asari" - powtórzyła w myślach za Williamem, przedrzeźniając jego głos - "No ciekawe, czym się tak interesowała, pewnie rozmiarem jego sprzętu. Baba."

- Faktycznie ciekawska. I jaka bezpośrednia. - skomentowała, bo też oczywistym była odpowiedź, jakiej William jej udzielił. - Wow, to Blue musi ci udzielać pozwolenia, żebyś kogoś przenocował? - zapytała, nie kryjąc szyderstwa - "Bardzo krótko trzyma cię na smyczy" - dodała do siebie w myślach, wypuszczając dymek w górę. - A jak się sprawdzę, to mi już nie opłacą jedzenia i innych potrzeb? To muszę się nie postarać. - skwitowała krótko- A co wchodzi w skład "innych potrzeb". Mogę sobie iść do night clubu na koszt Blue? Może tam znajdę inne, ciekawskie asari. - zapytała, śmiejąc się złośliwie pod nosem. Szyderstwo szło za szyderstwem - Dzisiaj już sobie znalazłam nocleg. - powiedziała po dłuższej przerwie, już poważnie, gasząc przy tym papierosa w popielniczce. - Ale później... być może... jeśli nie miałabym innej alternatywy... i jeśli nie miałbyś nic przeciwko... W końcu to twój apartament i masz prawo do prywatności, której nie chciałaby nadszarpywać. - spojrzała na mężczyznę, szukając potwierdzenia.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Kawiarnia Apollo

14 cze 2014, o 20:27

Skończywszy swój deser i odstawił go na bok, spojrzał na asari poważnie. Jej ton pozostawał wiele do życzenia można by rzec. Nie wiedział tylko czy to z zazdrości, czy też sama z siebie tak dodała - Palmiro - zaczął, splatając tym samym dłonie na stole - Nie jestem psem Blue. Nie jestem niczyim psem. Jednak ten człowiek jest w jakiejś hierarchi i to on koordynuje działania poszczególnych jednostek. Póki co, to oni mi opłacają apartament. Więc nie, nie potrzebuje jego pozwolenia by cię przegościć - uśmiechnął się - Szefostwo dało taką propozycje bo nie chcą jak widać wykładać pieniądze na utrzymanie ledwo co poznanej wspólniczki - wyjął z kieszeni spodni paczkę papierosów, a z niej jednego papierosa, oraz zapalniczkę z kieszeni swojej kurtki. Szybkim ruchem rozpalił i zaciągnął, mówiąc dalej po chwili - Blue nie ma wpływów na Omedze. To zupełnie inne środowisko i inne zasady. W placówce błękitnych bez przeszkód będziesz mogła wynegocjować coś więcej. Jednak dobrze by było, byś najpierw się sprawdziła - zaciągnął się i spojrzał na popielniczkę, skubiąc resztki szluga - Opłacili ci jedzenie i transport - odparł jej normalnie, gasząc jej ciekawość. Na resztę pytań pozostawił bez komentarza. Nie było dla niego satysfakcją by na złośliwość, odpowiadać złośliwością. Spojrzał na nią, wysłuchawszy jej do końca z lekkim uśmieszkiem na twarzy, ale zachowując.dalej zimną powagę. Niektóre słowa spłynęły po nim jak po kamieniu. Zwłaszcza.te o barmance. Odpowiedział tylko ba ostatnie odnośnie jej przenocowania rzec jasna - Bardzo chętnie cię przegoszczę u ciebie - zaciągnął się, dopowiadając pół żartem, a pół serio - Z tobą zawsze są ciekawe kowersacje - uśmiechnął się pogodnie, dokańczając - Mądre i życiowe - machnął lekko ręką na bok, w którym trzymał papierosa i znów się zaciągnął, a dym wypuścił tym razem nosem. Spojrzał na promenadę, zmieniając nieco temat - Znów zatęsknie za Cytadelą. Tutaj można poczuć, że się żyje. Oderwać od problemów z zewnątrz i poczuć się jak "ktoś" - patrzył dalej na prezydium i jego otoczenie przez dłuższą chwile, aż w końcu, westchnął po chwili, wkładając i dłubiąc resztkami papierosa w popielniczce.
Obrazek

ObrazekObrazek
| +55% obrażeń od broni | +20% obrażeń od strzałów krytycznych | +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni |
| +20% pancerza | 30% przywróconej maksymalnej mocy po utracie tarcz, pochłaniając przy tym 2 dawki omni-żelu |
| (15% jeżeli dostępna jest tylko 1 dawka omni-żelu) |
Obrazek |Obrazek| "Słowa" | Obrazek | "Myśli" | Obrazek | Obrazek

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
William Kraiven

Avatar użytkownika
 
Posty: 677
Dołączył(a): 17 gru 2012, o 22:19
Lokalizacja: Cytadela
Miano: Will
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Horyzont
Status: ex-Przymierze, Były komandos "Delta", Były porucznik SOC, Były najemnik Błękitnych Słońc. Uważany za zmarłego.
Kredyty: 62,872
Medale: 5
Rekrut (1) Arbiter (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 00:33

Palmira zmarszczyła brwi krytycznie. Paliła papierosa dalej bez wzruszenia. Słowa Williama nie wydawały jej się zbyt wiarygodne. "Każdy najemnik to pies, reagujący na rozkazy."- myślała. I on też nim był. W końcu jak bardzo Blue mu to dzisiejszego dnia udowodnił. A mimo tego ten łudził się, że ma w tej organizacji jakieś inne znaczenie czy zadanie. Mimo tego nie sprowadziła Williama na ziemię, przemilczając ten temat.

- Nie muszą na mnie wydawać, nikogo o to nie prosiłam. A skoro robią to z własnej woli, mogliby mieć więcej klasy. - odpowiedziała dumna i pewna siebie. - Czy wiesz, jak to wygląda? Jakby skąpili na mieszkanie dla mnie, bo muszą ciąć koszty. Tu niby dają na moje wydatki, ale jednak chcą przyoszczędzić na noclegach. - skomentowała krytycznie. Nie miała powodu, żeby sądzić cokolwiek pozytywnego o Blue Suns. Póki co. - Nie wiem, czy będę cokolwiek negocjowała z nimi lepsze warunki. Nie należę do waszej organizacji. A nie wiem, czy chciałabym miec tatuaż z waszym logiem - powiedziała, odnosząc się naturalnie do tego, że wszyscy członkowie tej organizacji taki ponoc posiadali - "Bo musiałabym wytatuować go sobie na tyłku" - dodała w myślach, bo nawet, jeśli zgodziłaby się na dołączenie do tej organizacji, nie znaczyliby dla niej nic, chyba, że rzeczywiście wpłynęliby na jej karierę. - Masz też tatuaż? Podobno każdy z was ma tatuaż z logiem. Tak ... - zaczęła i nie zdążyła ugryźć się w język - mówił Deriet. Znacie się, prawda? - zapytała, zaciągając się i wypuszczając dymek daleko za balustradę. - Czujesz się jak "ktoś"? -zaciekawiło ją to sformułowanie.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 01:29

Widać Palmirze było wszystko jedno to co mówił William. Zresztą, naukowiec do tego dwustuletni ma inne spostrzeżenie na otaczający ją świąt niż mały człowieczek. Dlatego też, nie sądził, że jego słowa zrobią na niej jakieś wrażenie. Mimo to, chciał jej dać do zrozumienia, że nie da się byle komu szantażować. Miał swój honor. Może i miał dyscyplinę i potrafił ukorzyć się przed wyższym stopniem, ale dalej, nie zamierzał zostawać czyimś psem na usługach na wieczność. Dlatego tak dążył do czegoś wyższego. Nie ważne na koszty. W między czasie, Kraiven zgasił resztę papierosa, wysłuchawszy Palmirę. Zmrużył oczy jak ta wspomniała o Deriecie i o sekretach organizacji. W sumie jemu było wszystko jedno o czym i komu rozpowiada na prawo i lewo. To on zostanie jakby co pociągnięty do odpowiedzialności. Mimo to, Palmira z pewnością znała skutki rozpowiadania tego publicznie. Możliwe, iż wolała zaryzykować, gdyż znała już Kraivena? W sumie to nawet jeśli byłby stosowny rozkaz do wyeliminowania takich plotkarzy jakim teraz jest asari, to raczej by tego nie zrobił. Raz, że nie widział w tym interesu, a dwa, że prawdopodobnie nie chciałby tego zrobić. Spojrzał na nią i odpowiedział ze spokojem - Nie mów na głos o takich rzeczach - odrzucił krótko, po czym dopalił resztę papierosa i spojrzał wtedy w panoramę, już teskniąc za nią - Jeszcze nie...ale dążę do tego - odparł na pytanie Nache. Ciekawe, że podczas gdy spytała go również o jego znajomość z jaszczurem, poczuł się dziwnie. Jakby deja vu mu towarzyszyło, gdyż zdawało mu, iż gdzieś już o nim rozmawiali. Nie mniej, kontynuował wypowiedź - Znam Derieta. Chyba nawet o nim już rozmawialiśmy...na Ozyrysie bodaj - właśnie wtedy przypomniał sobie jak przyszedł do jej kajuty w obcisłym kombinezonie przygotowany pod pancerz. Parsknął, uśmiechając się - Ostatni raz widziałaś mnie w tym obcisłym kombinezonie - przetarł dłonią czoło, zasłaniając oczy - Musiałem pewnie wtedy wyglądać jak jakiś klaun - zdjął rękę z czoła, po czym położył ją na stole, a drugą dosunął do ręki Palmiry, kładąc na niej i dodając - Ale warto było. Dlatego też nie rozmawiajmy o Deriecie, tylko cieszmy się wspólnymi wolnymi chwilami na Cytadeli. Póki jeszcze możemy - zdjął swoją rękę z dłoni asari, odsuwając powoli z powrotem. Chyba troszeczkę przesadził, ale chciał załagodzić sytuację, gdyż konwersacja wkraczała na nieprzyjemny tor. Nie miał zamiaru rozmawiać o prawdopodobnym jej kochanku. Już wystarczy, że źle się z tym czuł. Dlatego też, wyjął zaraz po tym drugi papieros i zapalając równie szybko co ostatni. Zaciągnął się nim porządnie, mrużąc oczy i zerkając gdzieś na moment w bok i zastanawiając się nad jej słowami co do struktury działania błękitnych - Wiele razy myślałem o tym dlaczego błękitni działają tak, a nie inaczej - spojrzał na nią - Wiesz mi albo i nie, ale jej działania wykraczają poza standardowe normy struktury najemniczej - zaciągnął się, kontynuując - Nie powiem ci dokładnie o tym, bo jak powiedział Blue - Choć tak naprawdę Will doskonale wiedział o korupcji i morderstwach w biały dzień na ulicach Omegi i w różnych zakątkach galaktyki. Nie podobały mu się te zagrywki, choć sam zabijał tych, którzy łamali system. Nie był niestety tym dobrym. Robił to co do niego należy. Korzystał z przywilejów, ale też starał się nie łamać systemu moralnego. Nie mniej, spojrzał na nią, uśmiechając się i odpowiadając sarkastycznie. - "Jestem tylko rekrutem, a rekruci mało wiedzą i widzą" - parsknąwszy, oparł się wygodnie o siedzisko krzesła, zaciągając papieros i wydychając na bok - Omega jak wspominałem, rządzi się jednak swoimi prawami. Błękitni kontrolują jeden dystrykt, a mają problemy z poradzeniem sobie porządku w nim. Nawet wirus tam się teraz szerzy - wskazał na nią papierosem - Zaproponowałem ciebie, a oni po prostu wykorzystali cię - zaciągnął się, wydmuchał na bok, oraz z szyderczym uśmiechem, dokończył - Wykorzystaj to w niedalekiej przyszłości - tutaj już bardziej chodziło mu o zemstę na zachłanność organizacji w jaki sposób potraktowali kobietę, oraz jego. Jeśli miałby w przyszłości zdobyć Gozu, to wolał zniszczyć wszystko i budować od nowa od podstaw.
Obrazek

ObrazekObrazek
| +55% obrażeń od broni | +20% obrażeń od strzałów krytycznych | +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni |
| +20% pancerza | 30% przywróconej maksymalnej mocy po utracie tarcz, pochłaniając przy tym 2 dawki omni-żelu |
| (15% jeżeli dostępna jest tylko 1 dawka omni-żelu) |
Obrazek |Obrazek| "Słowa" | Obrazek | "Myśli" | Obrazek | Obrazek

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
William Kraiven

Avatar użytkownika
 
Posty: 677
Dołączył(a): 17 gru 2012, o 22:19
Lokalizacja: Cytadela
Miano: Will
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Horyzont
Status: ex-Przymierze, Były komandos "Delta", Były porucznik SOC, Były najemnik Błękitnych Słońc. Uważany za zmarłego.
Kredyty: 62,872
Medale: 5
Rekrut (1) Arbiter (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 10:38

Palmira podniosła brwi zaskoczona. Pochyliła się, żeby zgasić papierosa, cały czas patrząc na Williama.

- O jakich rzeczach? Że się tatuujecie? To chyba żadna wielka tajemnica, wystarczy jednemu czy drugiemu BSowi wskoczyć do łóżka i samemu dostrzega się tę zależność. - powiedziała z szyderczym uśmieszkiem. Obserwowała reakcje Williama i to, czy wspomnienie o "wskakiwaniu do łóżka" jakkolwiek wpłynie na jego samopoczucie. Celowo chciała go podenerwować. W końcu skoro on grał jej na nerwach flirtami z barmankami, to asari chciała zepsuć i jemu nastrój w ten czy inny sposób. Nie ważne, czy zdenerwował ją celowo czy nie, to już jego problem. - Ale skoro tak mówisz, to nie będę o tym więcej głośno wspominać. W końcu to byłaby dość żałosna śmierć z mojej strony, gdyby ktoś wbił mi omni-ostrze w krtań za opowiadanie o tatuażach. - popatrzyła na niego z udawaną obawą we wzroku - Ale ty byś tego nie zrobił, prawda? - zapytała, po czym zaśmiała się lekko - Żartowałam. Nie odpowiadaj, wolę nie wiedzieć. Swoją drogą to drobna hipokryzja z twojej strony, wiesz? Nosisz na co dzień pancerz w barwach organizacji, więc nie wyprzesz się przynależności do niej, ale o tatuażu nie wspomnisz ani słowem. Aż zaczynam zastanawiać się, gdzie go ci wytatuowali, że nie chcesz się przyznać. Bo jakoś mi to umknęło wczoraj. - dodała, nie kryjąc znów raczej negatywnych odczuć względem organizacji najemniczych takich jak Blue Suns. - Na szczęście nie grozi mi tatuowanie się ani inne tego typu. W sumie gdybyście mi sfinansowali całkiem badania, to może bym się zgodziła podpisać krwią klauzulę o przynależności. Ale nic innego by mnie do tego nie zmotywowało. A co ciebie do tego pchnęło? - zapytała, opierając się wygodnie o oparcie swojego krzesła, ręce splatając na podołku. - Ach, tak, rozmawialiśmy o nim, coś sobie przypominam. - odpowiedziała, wracając do tematu Derieta. - Czy ja wiem, czy jak clown? Może, gdybyś założył piszczący, czerwony nos. - uśmiechała się cały czas nieco prowokacyjnie. Przechyliła się znowu do stolika, żeby chwycić paczkę swoich papierosów. Lubiła bawić się nią w czasie takich niezobowiązujących rozmów. Wtedy to William położył jej rękę na dłoni. Podniosła brwi nieco zaskoczona. Na szczęście gest ten nie trwał zbyt długo, a ona nie przywiązała do niego większej wagi. Ponownie rozłożyła sie wygodnie na swoim krześle, tym razem w rękach miętosząc paczkę mentoli. - Wykorzystali mnie? Nie rozumiem. Póki co opłacają mi jedzenie i "inne przyjemności", zaproponowali mi kasę za to, że zrobię coś dla siebie i będę mogła poznać Mordina i współpracować z nim, potem może będę mogła liczyć na inne "granty", więc chyba rachunek jest odwrotny. To ja póki co wykorzystuję ich, bez zobowiązań, bez przynależności... Czy się mylę? Choć dla ciebie sytuacja klaruje się nieco inaczej. Musisz uważać na każdy swój ruch. Wydaje mi się, że będą chcieli udowodnić ci, że nie nadajesz się do pełnienia istotniejszej funkcji. - mówiła całkiem szczerze i bez owijania w bawełnę. - Tak naprawdę to na twoim miejscu próbowałabym zdeklasować tego typa, który będzie naszym "opiekunem" na tej misji. Próbowałabym sprawić, żeby zrobił kilka istotnych błędów, które sama bym wykonała lepiej.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 11:29

Kraiven westchnął słysząc słowa Palmiry, które wylewały się z niej ze sztucznością w głosie. Szydziła z niego i o ironio, nawiązywała cały czas tylko do jednego. Wczorajszej nocy, albo krótkiej, a nawet nie treściwej rozmowie z asari przy barze. Nie za bardzo wiedział jak miał z nią teraz postąpić. Normalnie powinien wstać i trzepnąć jej dłonią w twarz za jej zachowanie, wyjść i mieć serdecznie dość tej rozmowy, albo z niej szydzić. Jednak czuł, że te prowokacyjne czyny miały jakiś sensowny czyn. Domyślał się jakiego i nieco się bał z wyskoczeniem i otwartością na ten temat. Nache prawdopodobnie doskonale zdawała sobie z tego sprawę i wykorzystywała to na każdym kroku. Zaciągnął się papierosem, mrużąc oczy i wpatrując się w je w dość długą chwilę, szukając odpowiedzi na jej temat. Na moment odwrócił jednak wzrok, wydmuchując na bok dymek i wzdychając przy tym. Widać krępowała go rozmowa o tym. Po chwili, nachylił się znów do stołu, bliżej asari - Nie mówię tu o tatuowaniu. To nie jest, aż tak znaczący temat w naszej działalności - odpowiedział, nie nawiązując póki co nic do spraw łóżkowych. Widocznie starał się przekładać rozmowę o wczorajszej nocy. Podniósł nieco głowę do góry, mówiąc dalej poważnie - Mówię o całokształcie. Nie wiem co ci tam nagadał Deriet, ale o niektórych rzeczach nie mówi się otwarcie - Tatuaże tak naprawdę miały jeden sensowny powód, ale kłamał co do jego użyteczności. Tym samym, miał właśnie zareagować odnośnie zabójstwa z jego strony w kierunku niej, kiedy zaczęła wylewać kolejne krytyczne słowa względem niego i organizacji. Chyba niepotrzebnie zaczął o nich rozmowę, gdyż jak to Nache, potrafiła się przyczepić tematu i nie puścić. Nawet po aluzji, rzuconego przez człowieka - Mam go na plecach - uśmiechnął się szyderczo, odpowiadając wprost na pytanie względem miejsca tatuażu. Co do stwierdzenia odnośnie clowna, zaśmiał się. I właśnie wtedy gdy położył dłoń na jej dłoni, ona nic nie poczuła. Jednakże Will tego nie wiedział. Zaciągnął się papierosem, wkładając do popielniczki i kontynuując, wpierw nie patrząc na kobietę - Palmiro, musisz coś wiedzieć - spojrzał na nią znów z powagą - Mówiłem ci już, że działania organizacji mi się nie podobają, ale muszę się do nich dostosować ze względu na moje ambicje - usłyszawszy argument co do wykorzystywania, nieco się zamyślił. Faktycznie to co mówiła, było sensowne. Jednak czuł haczyk w tych zagraniach względem niej. Co do stwierdzenia odnośnie "zdeklasowania" ich opiekuna, dało co nieco mu do myślenia. Patrzył dalej wprost w jej oczy, szukając czegoś, choć tak naprawdę nie wiedział jeszcze czego. Papieros, który trzymał w dłoni obok popielniczki, wciąż się dymił. A on tępo gapił się w nią, słuchając i wiercąc ją pogodnym wzrokiem. Ostatecznie, znów jego plecy powędrowały do tyłu, opierając się o siedzisko krzesła, zaciągając się i wydychając dymek.
Obrazek

ObrazekObrazek
| +55% obrażeń od broni | +20% obrażeń od strzałów krytycznych | +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni |
| +20% pancerza | 30% przywróconej maksymalnej mocy po utracie tarcz, pochłaniając przy tym 2 dawki omni-żelu |
| (15% jeżeli dostępna jest tylko 1 dawka omni-żelu) |
Obrazek |Obrazek| "Słowa" | Obrazek | "Myśli" | Obrazek | Obrazek

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
William Kraiven

Avatar użytkownika
 
Posty: 677
Dołączył(a): 17 gru 2012, o 22:19
Lokalizacja: Cytadela
Miano: Will
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Horyzont
Status: ex-Przymierze, Były komandos "Delta", Były porucznik SOC, Były najemnik Błękitnych Słońc. Uważany za zmarłego.
Kredyty: 62,872
Medale: 5
Rekrut (1) Arbiter (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 12:11

Widząc, jak William zaczyna markotnieć, a jego zdania stały się aż nazbyt zdawkowe, Palmira poczuła rozpierającą satysfakcję. Wiedziała, że wygrała te słowne potyczki, zagrała mu na nerwach w słodkiej zemście. Teraz musiał wiedzieć, że to ona tutaj rozdaje karty. Zadarła głowę do góry jak księżna i delektowała się uczuciem zwycięstwa i wyższości. Znacznie poprawiło jej to humor i podniosło samoocenę. Machała delikatnie nogą, którą trzymała na drugiej, zrelaksowana. Machnęła na kelnerkę, a kiedy ta się pojawiła, zamówiła jeszcze czarną moccę.

- W końcu na koszt hojnych pracodawców. - mrugnęła do obsługującej dziewczyny zalotnie. Nie mogła powstrzymać się od tego komentarza, była już w tak wyśmienitym nastroju. Kelnerka uśmiechnęła się, spojrzała na Williama kątem oka, po czym ruszyła do baru.

- Nie musisz łamać sobie tym głowy, co powiedział mi Deriet. Jako asari wiele mam do przemilczenia i tak samo jak nie rozpowiadam cudzych prywatnych wspomnień, tak samo wiem, czego i komu nie powtarzać. - powiedziała już poważnie i oschle. Wystarczyło otwartych szyderstw. Choć w jej tonie wciąż dało się gdzieś wychwycić drobne aluzje i złośliwości, a może nawet wyrachowanie. - Jesteście z jednej organizacji, więc wydawało mi się, że wspominanie o tatuażu czy innych wewnętrznych sprawach organizacji tobie nie jest wielką zbrodnią. Co innego, gdybyś był na przykład z Zaćmienia. - wyjaśniła, a uśmiech spełzł jej z ust i zastąpił go znów typowy dla niej chłód, wyrażający pogardę dla świata. - Na plecach? - zapytała z udawanym zainteresowaniem. - Że też nie zauważyłam. To takie... gangsterskie z twojej strony, tatuaż z logiem na plecach. - stwierdziła, oglądając panoramę prezydium po raz kolejny przymglonym wzrokiem. Wtedy to kelnerka przyniosła kawę. Palmira zajęła się sypaniem do niej cukru i mieszaniem. - BSi to korpora. - stwierdziła oschle i wprost. - Skorumpowana i jadowita, jak każdy moloch tego typu. Wszystko jest fajnie, dopóki jesteś tym mięsem armatnim. Póki nie wiesz za dużo i póki jeszcze jest sens cie utrzymywać w jej ciele. Ale to nie jest już firma jak każda inna, nie działasz na rzecz jakiejś wyżej postawionej osoby, działasz dla idei samej organizacji i jej pozbawionych racjonalnej i ludzkiej strony logiki. Ta osoba, która stoi na szczycie, ona już nie tylko nie panuje nad tym, co sie dzieje, ona już przejadła się władzą i nic z tego i do tego nie ma, czy taki Kraiven umrze na kolejnej misji i czy jest ambitny i powinien dostać szansę wybić się wyżej w hierarchii. Teraz interesami takiej organizacji jak BSi jest istota jej dalszego trwania, żeby wszyscy do niej należący dalej mogli i mieli gdzie pracować. Nikt tu nie patrzy indywidualnie na poszczególnych członków, wszyscy jesteście jak trybiki w wielkiej machinie, muszęce spełnić pewne normy jakości. - Nache odłożyła łyżeczkę i z pełnią powagi znowu oparła sie o siedzenie, w rękach trzymając filiżankę i talerzyk. Przewiercała wzrokiem Williama na wylot. - Wyżej w hierarchii dopuszczone są tylko niektóre osoby, zwykle wcale nie przypadkowe. I znaczenie tu ma albo kumoterstwo albo układy. Więc dostajesz wyższą posadę, jeśli urodziłeś się dobrze albo jeśli potrzebny jest taki naiwny najemnik, na którego spłynie wina za brudne interesy. A jak myślisz, do której ty grupy należysz? Dają takiemu nadzieję na awans, podnoszą komuś kwalifikacje, żeby go potem wrobić w paskudne bagno. I móc powiedzieć reszcie najemników tak samo jak Blue tobie: "Jesteś tylko rekrutem, a rekruci mało wiedzą i widzą" i powinienes im za to dziekować. Po części tak jest, po co pchac się jak ćma do świecy na pewną śmierć? Lepiej być wdzięcznym za to, że w ogóle dają ci pracę, która nie naraża cię na ponoszenie odpowiedzialności. - zrobiło się mrocznie. Asari upiła nieco swojej kawy. Poczuła się w tym momencie jak Lady Makbet, nastawiająca męża do morderstwa- Na twoim miejscu nie ufałabym im tak bezgranicznie. Są mistrzami manipulacji. I nie myśl, że mówię to wszystko, żeby cię zdemotywować, wręcz przeciwnie. Jestem szczera jak na dobrą przyjaciółkę przystało. - podkreśliła słowo "przyjaciółka" - W końcu mamy współpracować, a to wymaga szczerości i rozmów. Bo wolałabym, żebyśmy jednak nie grali przeciwko sobie. - powiedziała, upijając kolejny łyczek. Zabrzmiało to jak lekka groźba pt. "Grasz ze mną albo przeciwko mnie". I nie pozostawała ona nic pomiedzy. Czarne jest czarne a białe jest białe. - Jeśli masz ambicje, powinieneś być sprytniejszy od nich. A nie dostosowywać sie do zasad.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 14:07

Kiedy błękitny palił papierosa, co rusz przyglądał się ze zmrużonymi oczami na uśmiechniętą Palmirę. Chyba widać starczyło jej póki co drażnienie Willa, sądząc po jej samozachwycie. Nie dbał o to. Zagrała mu specjalnie na nerwach, toteż postanowił odgryźć się czystą obojętnością. Mógł też co prawda, się jej odgryźć słowami, ale niestety tą konwersacje na słowa, zdecydowanie wygrała. Tym razem. Uśmiechnął się szyderczo, słuchając jej tłumaczenie co do działalności korporacji błękitnych słońc. Wszystko to co mówiła, była prawdą. Można by rzec, że bardzo mu się to spodobało - Mówiłem ci już, że jesteś diabolicznie inteligentna? - zachichotał, zaciągając się papierosem i wydychając na bok, dopowiadając tym samym - Nadawałabyś się na takiego szefa błękitnych. Zrobiłabyś tam porządek szybciej niż ja bym chciał - włożył papieros do popielniczki i zerkając kątem oka na holograficzny zegar nad ladą kawiarni. Był już czas, by się zbierać do portu - Musimy się zbierać - spojrzał na Nache - Jeszcze prom nam ucieknie, a tego nie chcemy - uśmiechnął się pogodnie, splatając ręce i czekając na jej odpowiedź. W sumie to ta dzisiejsza i chłodna konwersacja dała mu co nieco do myślenia. Względem podejścia co do błękitnych, jak i do samej asari.
Obrazek

ObrazekObrazek
| +55% obrażeń od broni | +20% obrażeń od strzałów krytycznych | +1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni |
| +20% pancerza | 30% przywróconej maksymalnej mocy po utracie tarcz, pochłaniając przy tym 2 dawki omni-żelu |
| (15% jeżeli dostępna jest tylko 1 dawka omni-żelu) |
Obrazek |Obrazek| "Słowa" | Obrazek | "Myśli" | Obrazek | Obrazek

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
William Kraiven

Avatar użytkownika
 
Posty: 677
Dołączył(a): 17 gru 2012, o 22:19
Lokalizacja: Cytadela
Miano: Will
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Horyzont
Status: ex-Przymierze, Były komandos "Delta", Były porucznik SOC, Były najemnik Błękitnych Słońc. Uważany za zmarłego.
Kredyty: 62,872
Medale: 5
Rekrut (1) Arbiter (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Podstawowe szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

15 cze 2014, o 14:39

Palmira wzniosła brwi znowu. Uznanie ze strony Williama. Nie szczędził jej komplementów w tym zakresie i bardzo jej to odpowiadało.

- Być może nadawałabym się, ale pytanie brzmi tylko, czy chciałabym wprowadzać tam porządek. - skomentowała - Nie jestem idealistką.

Palmira była nieco zawiedziona, że William nie chciał dalej wejść w dyskusje. Nie ustosunkował się do niczego, nie utwierdził jej w przekonaniu, że grać będzie po jej stronie, a to oznaczało, że będzie musiała mieć do niego dystans i ostrożnie podchodzić do wszystkiego, co będą razem robić, egoistycznie dbając tylko o własne interesy. Ale taki był jego wybór. Milcząco wymowny.

- Zatem chodźmy. - powiedziała markotnie, składając papierosy do torby i wstając od stolika. Złapała swoją torbę na kółkach i ruszyła do wyjścia.

z/t x2
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: Kawiarnia Apollo

24 lip 2014, o 22:06

Wyświetl wiadomość pozafabularną

W pierwszej chwili Rodriguez żałował, że nie zabrał ze sobą swoich dwóch krogan, potem jednak stwierdził, że to jedynie wywołałoby dodatkowe niepokoje ze strony i tak już gotowych do boju funkcjonariuszy. Całą sytuację zignorował, chociaż nie mógł zaprzeczyć, że nie poruszyło go to wcale. Nie było się zresztą czemu dziwić, musieli oni wypełniać swoje obowiązki, a w razie ich niedopełnienia zapewne spotykał ich marny los. Tak przynajmniej Diego traktował swoich współpracowników i nigdy nie zastanawiał się jak to wygląda gdzie indziej, a zwłaszcza w pionie politycznym.
Powoli ruszył za Iris napawając się jeszcze przez moment relaksującą atmosferą atrium i wszedł za radną do windy.
- Cieszę się, że znalazłaś dla mnie chwilę czasu. – powiedział opierając się plecami o wystającą barierkę w windzie. – Ponadto schlebia mi sam fakt, że mogę poznać cię osobiście. Nigdy bym się tego nie spodziewał.
Kąciki jego ust drgały nieustanie w lekkim półuśmiechu zdradzającym pewność siebie mężczyzny. Gdyby spotkanie przebiegało z przedstawicielem tej samej płci, Rodriguez zapewne byłby bardziej stanowczy i mniej rozluźniony. Teraz natomiast mógł pozwolić sobie na odrobinę swobody, zwłaszcza, że doskonale wiedział jak należy postępować z kobietami.
Wychodząc z windy dostrzegł kątem oka jak jego ochroniarze ruszają w ich stronę, jednak gestem nakazał im pozostać na miejscach. Nie było powodu ciągać za sobą dwie zdecydowanie wyróżniające się z tłumu góry mięcha. Już sam fakt przebywania w towarzystwie Iris sprawiał, że niemal każdy funkcjonariusz mierzył go podejrzliwym spojrzeniem.
Zdając się kompletnie na znajomość Cytadeli swojej towarzyszki wkrótce ujrzał neon jasno migoczący nazwą Apollo. Faktycznie, jeśli chodziło o ustronne miejsce na prywatne spotkania, kawiarnia wydała się do tego idealna. Odsunął krzesło tak, aby Iris mogła na nim usiąść a sam zajął miejsce naprzeciwko. Holograficzne menu kusiło różnymi przysmakami o dość oryginalnych nazwach, przy których Rodriguez lekko zmarszczył brwi. Poczekał aż kobieta wybierze to, na co miała aktualnie ochotę, po czym sam złożył zamówienie na espresso i skinął na kelnera.
- Kawa z przedstawicielką ludzkości w Radzie Cytadeli. Jak komuś o tym opowiem, to wątpię żeby mi uwierzył. – powiedział opierając się wygodnie na krześle i rozpinając guziki od marynarki. Uśmiechnął się spoglądając w błękitne oczy Iris, które teraz niesamowicie zwróciły jego uwagę. Miały bardzo interesujący kolor i teraz zaabsorbowały całą uwagę Brazylijczyka. Nie sposób było tego nie zauważyć.
- Przepraszam. – powiedział z wyraźnie skruszoną, ale wyuczoną miną, gdy wreszcie oderwał od nich wzrok. – Mają intrygujący kolor.
Gdy kelner wreszcie podał im ich zamówienie Diego pociągnął łyk mocnej kawy i cmoknął delektując się przyjemnym smakiem. Nie było to, co prawda to samo, do czego przyzwyczaiła go jego sekretarka Nicole, ale posmakowała mu.
- Chyba muszę uważać się za wyjątkowego szczęściarza, prawda?
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Kawiarnia Apollo

26 lip 2014, o 12:26

- Powiedziałabym, że to żaden problem, ale pewnie uznasz, że kłamię.
Odpowiedziała, a kąciki jej ust drgnęły. Winda na szczęście nie jechała długo, choć do ich uszu trafił cały skrót porannych wiadomości galaktycznych. Lepsze to, niż denerwujące melodie pomiędzy strefami.
Obawiam się, że dwójka rosłych krogan, nie byłaby mile widziana. I nie ze względu na rasistowskich kelnerów bądź politykę właścicieli, tylko biorąc pod uwagę fakt, że właśnie zasiadła w niej Radna Cytadeli. A to czyniło ten lokal pod specjalnym nadzorem, tak więc dwójka krogan, nawet niegroźnych, na wszelki wypadek zostałaby poproszona o udanie się do innego lokalu. Również stoliki, które znalazły się w ich najbliższym otoczeniu, zostały uznane za zarezerwowane. Zazwyczaj Iris od razu wtrącała się i kazała ukracać te jej zdaniem zbędne procedury, gdyż w niczym nie przeszkadzało jej sąsiedztwo innych person, ale skoro Diego tak bardzo cieszył się na wspólną kawą z radną, dostanie cały pakiet - z wszystkimi wygodnymi i upierdliwymi wymogami bezpieczeństwa oraz rzecz jasna całą masą innych ceregieli. Dostrzegła w jego oczach, że lubi wyzwania, tak więc proszę bardzo. Szkoda tylko, że po takim jednym wspólnym popołudniu, nie będzie miał najmniejszej ochoty na kolejne spotkania.
Podziękowała miłym uśmiechem za pomoc, gdyż Diego wydawał się być naturalny w swojej roli. Kiedy oboje już usiedli, przed ich oczyma pojawił się hologram menu i Iris wybrała swoją ulubioną kawę z mlekiem oraz karmelem. Zdecydowanie tego potrzebowała po całym południu spędzonym w jednej praktycznie pozycji. Szkoda tylko, że nie była ona na miejscu mielona z ziaren.
- Będziemy dzisiaj w każdym wydaniu plotkarskich serwisów informacyjnych. Uwierzą. Proszę tylko uprzedzić partnerkę, że na pewno naszemu spotkaniu dorobią własną historię. I to każde studio inne.
Wyprostowała się w miejscu, rozluźniając się pod wpływem znajomych, spokojnych widoków Prezydium. Oczywiście dla niej były one "ozdobione" obecnością funkcjonariuszy, których umiała już po tylu latach rozpoznawać w tłumie. Ale dla przeciętnej persony, która znajduje się w jej towarzystwie, są oni zwyczajnie niewidoczni. No chyba, że ktoś aż rzuca się w oczy swoim nienaturalnym zachowaniem. Jak na przykład nowy kelner za ladą.
- Proszę postarać się na nich nie zwracać uwagi.
Uprzedziła Diego,który zapewne domyślał się, że nie mogą liczyć na prywatność. Uwaga na temat jej oczu zaskoczyła Iris, nie mniej nie dała tego po sobie poznać.
- Wyjątkowy, to prawda, tak więc już jako dziecko pogodziłam się, że kiepski byłby ze mnie super szpieg na usługach rządu Przymierza.
Iris podziękowała kelnerce, która oczywiście zmieszana szybko zniknęła z pola ich widzenia. Upiła łyk, przez dłuższą chwilę delektując się mleczną pianką.
- Owszem. Mają tutaj ziarna kawy sprowadzanie z Ziemi, tak więc jest to najprawdziwsza, naturalna kawa.
Jakoś nie mogła się powstrzymać, choć doskonale wiedziała, do czego nawiązuje Diego.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

26 lip 2014, o 13:22

- Lepiej żeby mówili o tobie źle niż nie mówili wcale. – Iris nawet nie wiedziała jak blisko była prawdy. Już wyobrażał sobie te nagłówki o rzekomych machlojkach Rady Cytadeli z biznesmenem o podejrzanej działalności. Uśmiechnął się na wspomnienie o partnerce. Że też zawsze musiały w ten sposób wszystko komentować. Każda kobieta, dla której jesteś miły musi zawrzeć ukryte pytanie o twoje miłosne życie w sprytnie zakamuflowanym zdaniu. Ale skoro pani radna lubiła tak grać, to Diego doskonale znał zasady. – Nie spotkałem jeszcze takiej, która zdołałaby przełknąć nagłówki mówiące spotkaniach wpływowych kobiet z tajemniczym biznesmenem, gdzie dołączone jest moje zdjęcie.
Pociągnął kolejny łyk napawając się faktycznie przyjemnym aromatem kawy. Iris była doskonałą partnerką do konwersacji dla Diega. Idealnie mu odpowiadał jej sposób prowadzenia rozmowy, które Brazylijczyk traktował jak pole bitwy, na którym możesz doskonale poznać drugą osobę. Tak, Iris była doskonałym przeciwnikiem. Rodriguez również rozejrzał się po Prezydium. Wprawnym okiem dostrzegł kilku uważnie przyglądających się im funkcjonariuszy, ale sądził, że to i tak nie wszyscy. Biznesmen zastanawiał się przez moment czy mógłby funkcjonować w całej tej otoczce adoracji i przesadnej opieki. Cóż, on uwielbiał wprost wyróżniać się z tłumu i w obecnej sytuacji zdawał się czuć jak ryba w wodzie. Swoją drogą ciekawe ile osób zastanawiało się mijając ich po drodze, kim jest tajemniczy mężczyzna przy boku radnej. Przesunął wzrokiem po kolejnych osobach omijających szerokim łukiem kawiarnię i przyglądających się im ukradkiem.
- Niejedno z nich chciałoby teraz być na naszym miejscu. – skomentował, mrugając oscentacyjnie do trochę nazbyt przestraszonej kelnerki, która oblała się rumieńcem. Jak dobrze, że Iris nie była z grupy tych nieśmiałych, wiecznie przerażonych na widok mężczyzny kobiet. Wtedy całe spotkanie skończyłoby się zbyt szybko, gwałtownie i zapewne jak zawsze. Teraz tymczasem Diego miał do pokonania nie lada wyzwanie i to właśnie mu się podobało. Skoro i tak to miało być ich jedyne spotkanie, w dodatku w interesach, czemu miałby zrezygnować z przyjemności, którą zapewniała mu ta rozmowa?
- Rozumiem, że jeśli zbytnio się zbliżę. – zaczął, prostując się i opierając łokcie na blacie. – To rzuci się na mnie cały oddział SOC… - przerwał znów się opierając się na krześle, ale jedną dłonią nieznacznie przesuwając w pobliże dłoni Iris. Uniósł jedną brew i czekał aż, któryś z funkcjonariuszy zacznie nerwowo się zachowywać. Zdecydowanie podobała mu się ta gra.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Kawiarnia Apollo

26 lip 2014, o 23:52

- Mówisz, jak typowy polityk.
... a ja nie jestem pospolitym politykiem dokończyła już we własnych myślach. Iris nie zależało na rozgłosie. A właściwie przestało zależeć, ale wiązało się to z kwestiami, o których wolała nie mówić. Pozostańmy więc przy kwestii, iż była tym typem, który wolał działać bez zbędnego szumu, a samo przesadne zainteresowanie traktował jak przeszkodę. Łatwiej myślało się jej oraz analizowało samotnie, kiedy mogła swobodnie tworzyć swoją mentalną tablice dedukcji. Abstrahując już od wszystkiego, panna Fel była Radną od ładnych paru lat i zwyczajnie zdążyła się znudzić życiem celebrytki. Na dłuższą metę nie oferuje on niczego fascynującego.
Nie skomentowała jego uwagę odnośnie swego życia prywatnego. Nie była to jej sprawa, a ich spotkanie miało zgoła odmienny charakter i tego się trzymajmy.
- Zazdrość jest uczuciem znanym od pokoleń. Przecież nawet Ty chociaż raz chciałeś być na miejscu kogoś innego, prawda?
Kiedy ponownie odłożyła na blat filiżankę, pozwoliła sobie oprzeć podróbek na wcześniej splecionych ze sobą palców, a spojrzenie skupić na osobie Diego. Nie odważyła się zdjąć obrączki, choć mijał już rok od tragicznego wypadku. Biznesmen, który siedział naprzeciwko niej, wydawał się być urodzonym mówcom. Nic dziwnego, że zaszedł daleko wraz ze swoją charyzmą. Specjalnie nie interesowała się tym, z kim właściwie przyjdzie się jej spotkać. To szpital prowadził interesy, on wybierał swoich partnerów. Iris była tylko ich upoważnioną przedstawicielką, na dodatek nie ponoszącą żadnej odpowiedzialności. Zawsze było tak, że każda przedstawiana jej osobistość podległa za wczas dokładnej infiltracji. Dostawała gotowe, podawane na srebrnej tacy informacje zanim stanęła z nim twarzą twarz. Ale tym razem miało być inaczej. Zapomniała już jak to jest być zaskakiwaną przez rozmówcę. Jak przebiera proces poznawania się, a także konfrontacji pierwszego wrażenia. Skoro mieli się nigdy więcej nie zobaczyć, było to zupełnie bezpieczne.
- Sądzę, że będą bardziej subtelni i aby nie budzić paniki wśród tłumu zwyczajnie zdejmie Cię snajper.
Odpowiedziała bez ogródek. Przecież sam chciał wiedzieć.
- Tylko musiałbyś zrobić coś bardziej... głupiego niż złapanie za dłoń.
W ramach demonstracji oczywiście, że taki gest może nie jest na miejscu, ale na pewno nie z serii budzących gotowość do odstrzału, zakryła swoją drobną i jak zawsze ciepłą dłonią dłoń mężczyzny na parę sekund. Następnie cofnęła rękę.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

27 lip 2014, o 00:28

- Kiedyś, dawno temu być może tak. Teraz lubię być na swoim własnym. Zwłaszcza, że jest całkiem odpowiednie. – skomentował wciąż nie pozbywając się półuśmiechu z twarzy. Obrączka wyraźnie i dosadnie rzuciła mu się w oczy, zdradzając granice, do jakich może posunąć się przy spotkaniu. W innym wypadku zwyczajnie wzruszyłby ramionami, bo przecież ile było takich, dla których była to zwyczajna błyskotka, a nie dowód wierności. Iris jednak za nic w świecie nie należała do tej grupy. Diego postanowił zdystansować się zatem lekko i powrócić do rozmowy w jej standardowej formie. Wątpił jednak czy uda mu się powstrzymać swoje stereotypowo latynoskie zapędy.
- Cóż. Szkoda, lubię ryzyko. – powiedział składając dotkniętą dłoń w pięść i wracając do poprzedniej pozycji. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyciągając etui z cygarami. – Nie będzie ci przeszkadzało?
Nie częstował jej cygarem, bo zwyczajnie nie wypadało. Co innego zwykłe, plebejskie papierosy, a co innego cygaro.
Skoro Rodriguez postanowił się zdystansować i nie podejmować kolejnych kroków, ku zabawianiu się tą dyskusją musiał przyznać, że Iris poniekąd wygrała. Cóż, w końcu była radną, prędzej czy później musiało to nastąpić, a Brazylijczyk szczerze wątpił, aby udało mu się to zakończyć jak zawsze. Mimo wszystko, jeśli miałaby ochotę ciągnąć tą zabawę dalej Diego nie miałby nic przeciwko.
Poprawił krawat, który zaczął go dziwnie uwierać i ponownie sięgnął do kawy opróżniając filiżankę. Przez chwilę przyglądał się jeszcze Iris analizując w myślach jak powinien postąpić. Cholera, był tak zmieszany jak jeszcze nigdy dotąd, jednak za nic w świecie nie okazywał tego. Po prostu siedział, myślał i analizował. W którą stronę ruszyć, jak poprowadzić to spotkanie… Nie wiedział. Pierwszy raz w życiu naprawdę nie wiedział, co ma zrobić. Iris w żadnym wypadku nie można było sklasyfikować do jakiegokolwiek kanonu czy schematów, a to nie ułatwiało mu rozmowy. Wreszcie jednak zdecydował się na zmianę o sto osiemdziesiąt stopni i zrezygnowanie z definitywnego flirtowania.
- Kontrakt wydaje się dokładnie zbadany i przeanalizowany. Nie mam powodu nie ufać moim ludziom. – podjął wreszcie pewnym głosem, wciąż z tym samym wyrazem twarzy. Nie chciał tak bezpośrednio przechodzić do interesów, ale jakie miał w obecnej chwili wyjście? – Chciałbym jeszcze dodać, że jakby szpital potrzebował czegoś jeszcze to jestem skłonny wyłożyć dodatkowe fundusze.
Cóż, jeśli tak miało wyglądać każde jego spotkanie, mógł się zastanowić nad faktem uruchomienia legalnej działalności. Życie zaskakuje na każdym kroku.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Kawiarnia Apollo

27 lip 2014, o 20:16

- Chyba domyślam się co masz na myśli.
Słodka wolności. Iris chyba najbardziej brakowało tego, że w każdej chwili mogłaby wsiąść na dany prom i odwiedzić taką planetę bądź stacje, która się jej akurat zamarzy. Bez wcześniej zaplanowanej wizyty, bez tego całego przygotowania do opuszczenia przez kobietę Cytadeli i co najważniejsze bez towarzystwa całego sztabu mającego za zadanie chodzić za nią krok w krok. Radnej ciężko było wyściubić nos poza Prezydium, a co dopiero poza tę stację.
Nie zamachała mu przed oczyma obrączką. A przynajmniej nie taką miała intencje. Po prostu ciężko było jej nie dostrzec, skoro od roku niezmiennie tkwiła na jej palcu. Zresztą, nie uważała, aby zachowanie Diego było co najmniej niewłaściwe. Mężczyzna miał specyficzny sposób bycia, jednakże nie upoważniało to Iris do przyczepiania mu łatki amanta czy kiepskiego podrywacza.
- Czyli mam rozumieć, iż masz ukryte omni-ostrze w tej dłoni?
Chyba nie do końca chodziło o to mężczyźnie, ale Iris puściła mu oczko.
- Nie krępuj się.
Biedni funkcjonariusze. Dym z papierosów, cygar i innych tym podobnych wyrobów na pewno nie będzie na rękę cennej widoczności. Kobieta, która siedziała na przeciwko Diego jak gdyby nigdy nic i sączyła z wolna kawę, wyraźnie rozkoszując się jej naprawdę dobrym smakiem, w żadnym wypadku swoim zachowaniem nie zamierzała niczego ułatwiać. Ciężko było wyczytać cokolwiek konkretnego z jej postawy czy mimiki, drobnej gestykulacji towarzyszącej mówieniu. Była politykiem, chyba nie spodziewał się po niej braku profesjonalizmu?
- Skoro szpital nie miał uwag co do warunków, nie będę kwestionować jego zdania. Właściwie, ja sama, mam wyłącznie sprawdzić jakoś sprzętu oraz upewnić się, że jest to wszystko, czego potrzebuje do dalszych badań.
Skoro mowa już o interesach, Iris odparła szczerze. Nie miała najmniejszego powodu, aby nie wierzyć Rodrigeuzowi bądź bawić się jego kosztem.
- To ciekawa propozycja, nie mniej szpitalowi zależy, aby jego partnerzy byli dostępni tutaj, na miejscu. Drobne zabezpieczenia, o których chyba wiesz najlepiej. W Twoim przypadku, o ile się nie mylę, nie byłaby to taka łatwa sprawa? Illium, dobrze pamiętam?
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

27 lip 2014, o 21:05

Uśmiechnął się pod nosem. Omni-ostrze? Nie… Miał przygotowane znacznie lepsze i bardziej interesujące rzeczy i niekoniecznie w ręce. Odpalił cygaro już kompletnie delektując się przyjemną atmosferą Prezydium, dobrze zaparzoną kawą i całkiem miłym towarzystwem.
Diego był uważnym obserwatorem, starał się dokładnie analizować ton głosu czy też sposób gestykulacji Iris. Była szansa na to, że może uda mu się jednak do jakiejś grupy ją zakwalifikować, wtedy już Rodriguez mógłby przyjąć odpowiednią taktykę na kolejne kilkadziesiąt minut spędzonych w towarzystwie radnej. Iris z kolei wydawała się doskonale wiedzieć, o co mu chodzi i wcale zadania nie ułatwiała. Ba, mógłby rzec, że droczy się z nim na swój własny, niemal niewidoczny sposób. To z kolei wyraźnie zdradzało, że kobieta jest perfekcyjnym politykiem. Diegowi przed oczami na chwilę pojawił się obraz gry w pokera z taką partnerką, to byłaby niezła partia.
Zaciągnął się cygarem i delikatnie uwolnił zawartość płuc na zewnątrz, tak, aby nie zakłócić linii wzroku, na której teraz znalazło się ich wspólne spojrzenie. Diego uśmiechnął się nieznacznie mrużąc oczy i musiał przyznać, że Iris po raz kolejny dziś go zaskoczyła.
- Owszem. Mam swoje biuro na Ilium, lubię klimat panujący na Nos Astrze. – powiedział ponownie zaciągając się. Skoro partnerzy mieliby być na miejscu oznaczało to, że Diego musiałby przenieść się na Cytadelę, przynajmniej tymczasowo. To z kolei wiązało się z kolejnymi spotkaniami z radną. W tym momencie sytuacja zaczęła przybierać obrót, przy którym Diego mógł znów poczuć, że zaczyna kontrolować sytuację. – Musiałbym się skontaktować z moją asystentką. Nie ruszam się bez niej nigdzie na dłużej.
Powiedział pozostawiając dowolne domysły Iris i znów uśmiechając się do niej kącikiem ust. Tak, zdecydowanie wrócił do gry, pomimo obrączki, którą dojrzał na ręce kobiety. Musiał być sobą, a nadmierne powstrzymywanie się od niedomówień sprawiłoby, że Rodriguez stałby się nienaturalny. Ale to radna zdawała się już dawno przejrzeć i zrozumieć.
- Cytadela ma w sobie coś intrygującego, coś, co sprawia, że chce się tu pozostać na dłużej. – było dużo prawdy w tym, co teraz mówił, jednak przez myśl przebiegła mu okazja nie do odrzucenia. Mógł spokojnie, pod przykrywką legalnej działalności i w nie byle jakim towarzystwie prowadzić swoje interesy stąd. Na Ilium tymczasowo wyśle kogoś z swoim zaufanych uczniów, jak zwykł określać swoim bezpośrednich podwładnych Diego. Tak, w sumie sama przedstawicielka ludzkości podsunęła mu pomysł wart poważnego rozważenia.
Zgasił resztę cygara i oparł łokcie z powrotem na blacie, przybliżając się do Iris jak poprzednio. Skoro i tak nic mu nie groziło przy drobnych gestach postanowił to wykorzystać.
- Sprawa jest w zasadzie prostsza niż się wydaje. Nie bez powodu sam sobie jestem szefem. – tym razem on do niej mrugnął uśmiechając się niemal uwodzicielsko.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Kawiarnia Apollo

27 lip 2014, o 23:18

Brawo. Diego dostrzegł, że Iris go przejrzała i celowo zachowywała się dość... beznamiętnie, gdyż była doskonale świadoma tego, że poddawał pewnej analizie jej zachowanie. Pytanie tylko, czy ta również wiedziała, że biznesmen prędzej bądź później dojdzie do takiego wniosku. Jeżeli w tym momencie jeszcze się nie pogubił, słusznie go nie doceniała z początku i oczywiście naniesie stosowne poprawki do pierwszego wrażenia.
- W końcu nie bez powodu określa się je mianem centru biznesu. Musi być po prostu wygodniej prowadzić swoje interesy tam, gdzie wszystko, co interesuje, jest na wyciągnięcie ręki. Miałam przyjemność kilka razy gościć na Illium, choć chyba już się za bardzo zżyłam z Cytadelą, aby móc zostać gdzie indziej na dłużej.
Uśmiechnęła się pod nosem do swoich własnych myśli. Doskonale pamięta dzień, w którym po raz pierwszy jej noga stanęła na tej stacji a następnie weszła do Prezydium, który wtedy zaparł dech w piersiach. Wciąż to miejsce budzi w niej nie mały zachwyt, choć większość jest już znane oraz stało się codzienne. Iris jednakże nigdy nie należała do osób, które lubią zmiany w swoim życiu. Oczywiście te czasami pojawiły się nie pytająco nikogo o zgodę, na szczęście nie za często.
- Według mnie ma przede wszystkim barwne persony, które chętnie tutaj goszczą, skuszone takim samym przeczuciem jak Twoje.
Sięgnęła po łyżeczkę, aby zgarnąć pozostałości karmelowej pianki, będącej jak dla niej niezbędnym składnikiem tej kawy. Zwykła, czarną i gorzką pijała tylko i wyłącznie z rana, kiedy musiała szybko się obudzić, a i tak nie zawsze przynosiły to porządne efekty. Dlatego też już dawno przestała pijać kawę z przymusu, tylko dla przyjemności. Delektowanie się nią dawała jej przynajmniej pretekst, aby móc bez wyrzutów sumienia opuścić wieże i miejsce swojej pracy.
- To na pewno wygodne. Długo zostajesz na Cytadeli?
Wyczuł w jej głosie jakąkolwiek propozycje? Nie. Ciekawość? Owszem.
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

28 lip 2014, o 10:30

- Nie miałem w planach jakiś długich wycieczek. W zasadzie tylko dopilnowanie, aby wszystko poszło zgodnie z planem. – powiedział przybierając poważną minę. Jeśli chodziło o biznes, Diego w każdej chwili zachowywał się profesjonalnie. Na swój własny i oryginalny sposób, lecz nie można było go w żadnym wypadku traktować niepoważnie. Tym niemniej zachowanie Iris, zamiast zbić go z tropu tylko intrygowało go coraz bardziej. – Natomiast, jeśli trzeba w każdej chwili mogę zostać na dłużej, niż planowałem.
Formalności związane z zakładaniem biura na Nos Astrze nie należały do najprzyjemniejszych rzeczy, przez jakie Diego przechodził, ale właśnie takie chwile sprawiały, że czuł się jak ryba w wodzie. Musiałby sprawdzić wszystkie kodeksy handlowe, zasady działania spółek i masę innych różnych wymogów prawnych panujących na Cytadeli. Na Ilium było wiadomo – biznes to biznes, masz swój i droga stoi otworem. Tutaj jednak Rodriguezowi wydawało się, że wcale to tak prosto nie wygląda. Mógł po prostu kupić apartament na stacji i być przedstawicielem firmy, co wydawało się całkiem wygodne, a dzięki przelotnej znajomości z Iris w zasadzie wniknąć między śmietankę towarzyską i pozyskać, kolejnych potencjalnych klientów. Czemu by nie spróbować?
- Jak zapatrywałabyś się na taką współpracę, jaką proponuje szpital? – zapytał drapiąc się w zamyśleniu po policzku. – Bo rozumiem, że skoro jestem teraz ich partnerem, to mimo wszystko byłabyś w tej sprawie ich przedstawicielką?
Zapytał nie kryjąc nutki niepohamowanej nadziei, chociaż gdyby okazało się inaczej biznesmen wcale by się nie zdziwił. W końcu na pewno była bardzo zajęta tym całym politykowaniem, co z jednej strony rodziło możliwości. Diego musiałby po prostu zawrzeć z radną bliższą znajomość. Oczywiście wcale nie myślał tu o zaciągnięciu jej do łóżka, jednak mimo wszystko musiał zrobić coś, żeby, chociaż wreszcie zwróciła na niego intensywniejszą uwagę.
- Masz ochotę na coś szalonego? – zapytał uśmiechając się dwuznacznie.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Re: Kawiarnia Apollo

31 lip 2014, o 21:54

- Zatem wiele tracisz. Po samym Prezydium można chodzić tygodniem a i tak nie zobaczy się na własne oczy wszystkiego, co ciekawsze. Nie mniej rozumiem - interesy.
Proszę sobie nie wyobrażać, że Iris planowała zatrzymywać Diego. Rozmawiali, wykazała się więc zwyczajną, ludzką uprzejmością, kiedy spytała o jego plany pobytu na stacji. Miała po wyżej uszu oficjalnych i sztywnych spotkań, na których nikt nie ośmielił się słowem pisnąć o czymś innym, niż interesująca go sprawa. Już dawno nie miała okazji z nikim po prostu swobodnie porozmawiać przy okazji, a szkoda. Spotykała wiele barwnych person, a jedyne co wiedziała o nich, to sumy jakimi dysponowali bądź jakimi mogli dysponować, gdyby dostali to, co chcieli. O wiele łatwiej dochodziło się do jakichkolwiek porozumień, kiedy nie trzeba było je negocjować z kijem w pewnych częściach ciała.
-Jestem ich głównym lekarzem, który zajmuje się kwestiami implantów. Tak więc jeśli odpowiadałbyś za zaopatrzenia szpitala w potrzebne części, sprzęty, oprogramowania i tym podobne, byłabym ich przedstawicielką w tej konkretnej kwestii. Resztą warunków zajmowałaby się ich negocjator. No chyba, że specjalnie poprosisz o jego zmianę, ale... To wymagałoby zgody nie tylko samego szpitala.
Cmoknęła. Węszyła w tych pytania jakiś podstęp. Czyżby Diego coś wyraźnie szacował oraz poddawał analizie? Dlatego też mógł liczyć tylko i wyłącznie na nie do końca jednoznaczne odpowiedzi. Uniosła subtelnie brew słysząc kolejne pytanie. Bo chyba się nie przesłyszała, nieprawdaż?
- Co mam przez to rozumieć?
theme ~ voice ~ daily ~ armor~

ObrazekObrazek
+ 15% siły i obrażeń od mocy biotycznej
+ 10% zmniejszony koszt użycia mocy
+ 40% tarcz
+ 10% obrażeń przeciw pancerzom
+ przerwanie przeciwnikowi rzucania zdolności biotycznej, tym samym się przed nią broniąc (raz na walkę)


Ludzie byli kiedyś bliżej siebie. Musieli. Broń nie niosła daleko...
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1517
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 27.360
Medale: 7
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1)

Re: Kawiarnia Apollo

1 sie 2014, o 11:01

Iris miała rację. Cytadela była wspaniała i robiła na Diegu ogromne wrażenie, zwłaszcza, że Rodriguez uwielbiał wszelkiego rodzaju przepych i monumentalizm. Rzucił przeciągłym spojrzeniem jeszcze raz po Prezydium, w sumie mógłby tu zostać jakiś czas i coraz bardziej skłaniał się ku tej decyzji.
- Jesteś radną. – zaczął podkreślając pozycję kobiety, która zapewne miała wpływ na wszystko. – Przypuszczam, że szpital nie miałby nic przeciwko, jak to ujęłaś, zmianie negocjatora. Oczywiście będę na mniej ważne spotkania wysyłał swoich pracowników, ale na tych ciekawszych wolałbym zjawiać się osobiście.
Brazylijczyk zaśmiał się szczerze. Zastanawiał się czy dosłyszał w głosie Iris bardziej strach czy bardziej ciekawość, czy może oba te uczucia zmieszane ze sobą w różnych proporcjach. Cóż, mimo wszystko początkowy efekt zdawał mu się osiągnąć sukces. Miał pewien plan i w zasadzie wynikł on czystko spontanicznie.
- Spokojnie. – powiedział nie pozbywając się serdecznego uśmiechu z twarzy. – Nie mam zamiaru wywozić Cię na Tuchankę. Przynajmniej nie tak od razu.
Wstał od stolika i podszedł do barierki wyszukując kolejnych funkcjonariuszy krążących wśród przebywających na Cytadeli. Jeśli Iris była zainteresowana jego pomysłem, musieliby się urwać tym czujnym jednostkom chcącym oddać życie za swoją radną. Diego jednak zauważył, że kobieta nie lubi całej tej otoczki bycia radną i dojrzał w tym jakąś szansę.
- Chodź, zaniepokoimy trochę twoich ochroniarzy. – powiedział nie bardzo czekając na decyzję Iris. – Nie każ mi się namawiać.
ObrazekObrazek
///+30% DO ATAKU WRĘCZ///+ 1PA DO ATAKU WRĘCZ///75% SZANS NA OBALENIE///
"Roses are red. Violets are blue. We are Cerberus. Who the fuck are you?"
Diego Rodriguez

Avatar użytkownika
 
Posty: 358
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:00
Miano: Diego Rodriguez
Wiek: 35
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Biznesmen
Postać główna: Marshall Hearrow
Lokalizacja: Nos Astra
Kredyty: 12.950

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość