Za centrum uważa się jeden z górnych poziomów stacji, na którym znajdują się nie tylko budynki mieszkalne, ale i stacje dokowania dla statków, Targ Omegi czy osławiony już klub "Zaświaty".

[KLINIKA] Camentix

4 gru 2013, o 20:29

Obrazek

Camentix to jedna wielu klinik na Omedze, która, jak gdyby upodabniając się do warunków panujących często na samej stacji, w porównaniu do filii wielkich firm w stolicy galaktyki pozostawia wiele do życzenia w kwestii często warunków sanitarnych czy wiarygodności dyplomów tutejszych specjalistów. Wiele słyszało się przypadków powikłań i spartaczonej roboty, lecz nikt do końca nie wie, czy tyczyło się to kiedykolwiek Camentixu czy też były to przypadki w innych klinikach. To, czym to miejsce może się z pewnością pochwalić, to zdecydowanie niskie ceny, mogące nawet sięgać połowy tych, za jakie implanty zdobyć można w innych częściach galaktyki. Oczywiście istnieje również możliwość dopłacenia i zmniejszenia ryzyka jakichkolwiek powikłań lub błędnego działania implantu, lecz o jakichkolwiek modyfikacjach można raczej pomarzyć. Tak samo jak o zakupie implantów biotycznych, których nie sposób w tym miejscu uświadczyć.



Posiadane licencje producentów takich, jak:
  • Ariake Technologies
  • Armax Arsenal
  • Hahne-Kedar
  • Jormangund Technology
Możliwości modyfikowania implantów niestandardowych:
  • brak (wygląd narzucany przez Mistrza Gry. Ryzyko wystąpienia powikłań.)
  • ograniczone (mniejsze ryzyko wystąpienia powikłań, +7.000 kredytów)

Akcesoria:
  • Medi-żel - cena za sztukę 70 kredytów
  • Omni-żel - cena za sztukę 90 kredytów
  • Plecak - cena za każdy poziom w górę 50.000 kredytów.



Obrazek





Tibbets 01
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 10%
Zwiększa szansę na wystąpienie efektu zdolności o 10%.
Cena: 20.000 kredytów
Tibbets 02
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 10%
Zwiększa obrażenia zadawane obiektom schłodzonym o 10%.
Cena: 20.000 kredytów
Tibbets 03
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 10%
Pozwala na użycie mocy technologicznej i zadanie o 20% większych obrażeń raz na 3 tury.
Cena: 20.000 kredytów
Tibbets 04
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększa obrażenia zadawane przez Spalenie o 10%
Cena: 25.000 kredytów
Tibbets 05
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Wydłuża czas trwania kamuflażu taktycznego o jedną turę.
Cena: 25.000 kredytów


Obrazek





Machine 01
Zwiększenie obrażeń od broni i mocy bojowych: 10%
Zwiększa celność broni o 5%.
Cena: 20.000 kredytów
Machine 02
Zwiększenie obrażeń od broni i mocy bojowych: 10%
Zwiększa pojemność broni o 10%.
Cena: 20.000 kredytów
Machine 03
Zwiększenie obrażeń od broni i mocy bojowych: 10%
Pozwala na zmniejszenie ujemnego modyfikatora o 10 punktów, do wykorzystania raz na 3 tury.
Cena: 20.000 kredytów
Machine 04
Zwiększenie obrażeń od broni i mocy bojowych: 15%
Zwiększa liczbę PA do wykorzystania o 2, do wykorzystania raz na 3 tury.
Cena: 25.000 kredytów
Machine 05
Zwiększenie obrażeń od broni i mocy bojowych: 15%
Zmniejsza koszt strzału z broni o 2PA.
Cena: 25.000 kredytów







Nazwa: Artemis
Producent: Hahne-Kedar
Opis: Dzięki temu bionicznemu wszczepowi, użytkownik Artemisa może w stanie poznać jak to jest mieć rękę ze stali! Unikalna struktura stworzona z najtwardszych, obecnie istniejących materiałów wzmacnia kości, zachowując jednocześnie elastyczność i ruchliwość stawów, a co za tym idzie - samej ręki. Dzięki temu niegroźne nam już złamania, za to każdą walkę na pięści możemy z góry uznać za wygraną!
Działanie: +30% do walki wręcz.
Cena: 35.000 kredytów
Nazwa: Vortex
Producent: Armax Arsenal
Opis: Sukces związany z Sagittariusem przełożył się na rozpoczęcie prac nad podobnym produktem skierowanym do osób preferujących korzystanie z mocy ponad broń palną. Vortex powstał niemal natychmiast. Jego działanie jest w gruncie rzeczy identyczne jak w przypadku swojego starszego brata, choć oczywiście nie wpływa na zdolności strzeleckie. Niestety wiąże się to również z identycznymi konsekwencjami. Mimo wszystko jest to ceniony produkt przez każdego kto woli postawić na ataki biotyczne i technologiczne, niż brutalną siłę broni palnej.
Działanie: Raz podczas walki - wzmocnienie o 30% siły i automatyczny sukces podczas korzystania z mocy.
Brak możliwości użycia tej zdolności do końca starcia.
Cena: 33.000 kredytów
Nazwa: Berserker
Producent: Jormangund Technology
Opis: To w gruncie rzeczy mocno przestarzały implant, który dawno już wyszedł z produkcji, choć rynek wciąż zalewają oferty wszczepienia jednego z tych urządzeń. Cieszy się ogromną sympatią wśród wszelkiej maści najemników, w tym szczególnie Krwawej Hordy. W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, kiedy od śmierci dzieli nas tylko jedno trafienie, Berserker wysyła impuls, który poraża układ nerwowy. Wywołuje to dwa efekty. Po pierwsze użytkownik zdaje się nie zwracać żadnej uwagi na odniesione obrażenia, wirtualnie nie odczuwając bólu. Po drugie jednocześnie wyzwalana jest tak ogromna ilość adrenaliny, że osoba pod wpływem działania Berserkera staje się istną maszyną do zabijania.
Działanie: W obliczu braku tarcz i stanie pancerza na poziomie mniejszym lub równym 20%, użytkownik otrzymuje +30% do zadawanych obrażeń, 2 dodatkowe PA i możliwość wykonania dodatkowej akcji w turze.
Odnowienie tarcz niweluje działanie implantu.
Cena: 80.000 kredytów
Nazwa: Sagittarius
Producent: Armax Arsenal
Opis: Ten nowoczesny implant sprawdza się wszędzie tam, gdzie należy działać szybko i niezwykle precyzyjnie. Umieszczony bezpośrednio w płacie czołowym, może na krótką chwilę znacząco podnieść koordynację użytkownika, częściowo wyostrzyć jego wzrok oraz zmniejszyć czas reakcji. Wszystko to przekłada się na możliwość oddania celnego strzału niezależnie od obecnego położenia, czy panujących niekorzystnych warunków. Niestety tak ekstremalne zwiększenie wydajności ma swoją cenę. Sagittarius może być więc stosowany w sporych odstępach czasu, często wywołując dodatkowe niekorzystne dla strzelca skutki uboczne jak zawroty głowy, zanik ostrości widzenia, błędne postrzeganie głębi i wiele innych.
Działanie: Raz podczas walki - automatyczny sukces podczas testu na trafienie (nie działa w połączeniu ze strzelbami - brak odpowiedniego rzutu).
Każdy kolejny test wiąże się z ujemnym modyfikatorem -10.
Cena: 25.000 kredytów
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KLINIKA] Camentix

29 sty 2015, o 00:45

Powrót do kliniki, gdzie odpoczywała Palmira nie był wesoły. Młodsza siostra ciągle pozostawała w szoku po ostatnich wydarzeniach - wyglądało na to, że rekonwalescencja zajmie jej dłużej niż na to wyglądało. Najwyraźniej wybuch granatów bardziej dał się jej w kość psychicznie niż fizycznie.
Odwiedziwszy siostrę i zostawiwszy ją w rękach lekarzy mogła się zająć następnie swoją sprawą. Klinika bowiem oferowała różnego rodzaju implanty i to na nich skupiła swoją uwagę Faerie. Wzrok jej zatrzymał się po długim wyborze na implancie firmy Ariake Technologies: Tibbets 05. Zapłaciwszy za zabieg mogła się już cieszyć dobrze wydanymi kredytami. To wzmocnienie umiejętności z pewnością mogło się jej przydać w przyszłości, przy wykonywaniu kolejnych zadań.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

Bonusy: +30% moce tech, +10% obrażenia od broni, +20% obrażenia w głowę, +30% obrażenia wręcz, +15% tarcze, +20% premia tech
Faerie Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 228
Dołączył(a): 1 lis 2013, o 14:08
Miano: Faerie Nache
Wiek: 283
Klasa: Szpieg
Rasa: Asari
Zawód: Agentka operacyjna
Postać główna: Nakmor Gavos
Lokalizacja: Omega
Status: Widmo, Wyznaczona nagroda za jej głowę przez Zaćmienie
Kredyty: 19.060
Medale: 2
Najlepszy z najlepszych (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

4 kwi 2015, o 10:29

Dotarcie do kliniki zajęło trochę więcej czasu niż Vergull mógł się spodziewać. Kręcenie się po tych wszystkich uliczkach i ulicach, schodząc w dół i w górę, było zdecydowanie za męczące. Jednakże taka jest cena podróżowania po Omedze, gdzie nawet mieszkania są wbudowane w ścianach. Nie mniej po jakimś czasie, w końcu udało mu się odnaleźć miejsce do którego zmierzał. Klinika na pierwszy rzut oka nie wyglądało jakoś profesjonalnie. Szary, ale za to nawet zadbany budynek z zewnątrz był zwyczajny jak każdy inny obok. Praktycznie w niczym nie różniący się od innych. Dopiero wewnątrz pozory były mylące. Widać było zaawansowanie technologiczne tego miejsca. Po krótkiej rozmowie z jednym z przedstawicieli firmy, Vallokiusowi udało się dowiedzieć o samej firmie i o korzyściach skorzystania z jej usług. Co prawda przeczytał na extranecie, że ponoć klinika jest owiana złą sławą jako ta "najgorsza", gdzie powikłania występują za często. Mimo to, nie zraziło to turianina. Wręcz przeciwnie. Dawało mu to dodatkowy powód w zainwestowanie niebezpiecznych implantów, które mogły uszkodzić jego zdrowie. Dla niego to był test. Jeśli uda mu się je zwalczyć i opanować to da mu niesamowite profity. Tak właśnie myślał, ale koniec końców, postanowił dopłacić za zabezpieczenie w razie jego pomyłki. Im mniejsze ryzyko tym lepiej. Dodatkowo wiedząc o tym, spróbował w jakiś sposób wynegocjować jakiś rabat za zamontowanie jednego z implantów. Sagittarius wydawał się być tym czego potrzebował na tą chwilę. Vortex i Tibbets 5 również były ciekawymi implantami, aczkolwiek budżet mu nie pozwalał na dodatkowy zakup. Po krótkiej rozmowie, Vergullowi o dziwo udało się wynegocjować mniejszą cenę za to co kupił. Przy okazji sprzedał swój nie używany implant, którego kiedyś dostał od znajomego, ale postanowił nie wszczepiać go. Kredyty z niego zyskane, przydadzą się na zakup czegoś bardziej potrzebniejszego. Tak więc po wielu godzinach delikatnej operacji, turianin wszczepił sobie nowe augmentacje. Czy się sprawdzi? Czas pokażę. Po tym wszystkim, podziękował i opuścił to miejsce, a także Omegę.

Wyświetl uwagę administratora

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl uwagę administratora
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

BONUSY: 20% zniżki przy zakupach [implant] | Raz podczas walki auto.sukces podczas testu na trafienie [implant]
Vergull Vallokius

Avatar użytkownika
 
Posty: 254
Dołączył(a): 30 cze 2013, o 01:06
Miano: Vergull Vallokius
Wiek: 37
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Wojskowy
Postać główna: William Kraiven
Lokalizacja: Karath
Status: Ex-kapitan 10. Oddziału Specjalnego / Kapitan jednostki Zwiadowczo-Uderzeniowej
Kredyty: 56.550
Medale: 2
Pionier (1) Wyzwoliciel (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

17 cze 2015, o 20:46

Palmira opuściła pokład Przyczajonego oszołomiona chorobą w dość bojowym nastroju. Jak zawsze uważała, że jeśli chce się coś mieć zrobione dobrze, trzeba to zrobić samemu. Skierowała się prosto w stronę znanej sobie kliniki. To Omega, może uda się jakoś przekupić właściciela, żeby sprzedał coś na boku, to byłoby najprostszym z wyjść.

Po drodze Palmira ciągnęła dalej rozmowę z Derietem. Zbyt źle czuła się, by przebierać w słowach.

- Błękitne Słońca na pewno zabiorą nam te dane z omniklucza, jeśli okażą się cenne, więc do nich nie szłabym z tym problemem.- skomentowała odnośnie zakodowanych danych - Wspaniała wymówka, nie bądź krótkowzroczny. Ten, kto zabija, wysłużą się tobą, a ty ponosisz całą odpowiedzialność i współdziałasz w zbrodni. Jesteś wtedy równie winy co osoba, która ci to zleca. Myślisz, że ci ludzie, których zabijasz, nie mają swoich rodzin i historii do opowiedzenia? A jakby ktoś zabił mnie, nie byłbyś równie poszkodowany? Nie eliminujesz tylko tych, którzy sobie na to zasłużyli, tak samo jak każdy inny członek Błękitnych Słońc zabijasz dla pieniędzy i tylko to się tutaj liczy. – odpowiadała bezlitośnie. Ale miała w tym swój cel, nie chodziło tylko o zwykłe uszczypliwości. – Ciało i dusza nie mogą być odseparowane. Bo to by znaczyło, że mogłabym sypiać z mężczyznami na prawo i lewo , a ty nie miałbyś nic przeciwko, bo robiłabym to tylko w zaspokojeniu własnych rządzy. – po drodze zaczęła śmiać się ze swoich złośliwych myśli – Albo wiesz co, pójdę pracować do burdelu, nie będziesz miał nic przeciwko? Oddam tylko swoje ciało, ale nie duszę. – prychła. Na słowa o karmieniu rośliną już miała coś odpowiedzieć, ale stwierdziła szybko, że jednak nie ma nic na swoje usprawiedliwenie.

Zatrzymala się w przed samą kliniką, do której chciała zaraz wkroczyć.

Deriet, będę z tobą szczera. Wyznajesz mi miłość na każdym kroku, nie wątpię w nią, ale dla mnie to nie wszystko. Nie będę z kimś, kto codziennie ryzykuje życie. Nie zwiążę się z taką osobą, która może zostawić mnie z niczym, a może nawet z długami. Mówię to w niestrategicznym momencie, bo może właśnie obrazisz się i pójdziesz w swoją stronę, a ja mogłabym czekać z tym dopóki nie wydobrzeję, ale… źle się czuję jednak oszukując cię milczeniem. Mężczyzna mojego życia to naukowiec lub biznesmen, ktoś samodzielny i oszałamiająco inteligentny. Kto pomoże mi wybić się, a nie wierzyć w marzenia nie do spełnienia. – po tych słowach zdała sobie sprawę, że była chyba nawet nazbyt oschła. – Nie wiem na ile ci zależy a na ile lubisz swoje wygodne życie. Ale na twoim miejscu rozważyłabym jednak zapisanie się na jakieś studia albo wymyślenie dochodowego planu. A jeśli już chcesz być zabójcą, to bądź najepszym zabójcą w całej organizacji. Musisz się rozwijać. Ja… przykro mi, ale nie jestem kimś, kto kocha bezwarunkowo i karmi się bezsensowną miłością. Każda kończy się prędzej czy później, a asari muszą patrzeć na śmierć tych, na których im zależy, więc nie wiążą się z miłości.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

17 cze 2015, o 21:35

Coś Palmira wpadła w swój zły nastrój. Już raz miał z nim do czynienia i w sumie chyba poszło o to samo. nie umkneło mu że w tym całym potoku zdań nie wspomniała o swoich przewinieniach. Co do odseparowania duszy i ciała to tak właśnie wierzą drelle, a zmienić ich nastawienie to tak jakby przekonać fanatyka by przestał wierzyć w boga.
Deriet oczywiście nie przerywał Asari gdy ta dawała mu reprymendę za jego życie, może to stan pochorobowy że ją drażnił samym swoim sposobem bycia, ale wolał to przeczekać.
- Nie musisz mi mówić że moja praca jest nielegalna i wiem że zabijam. A co do osobnych bytów to już kiedyś także odbywaliśmy o tym rozmowę. Drelle wierzą że tak jest i tak też byłem wychowywany więc w to wierzę. Jakbyś zachciała zrobić coś takiego jak mówisz to mój umysł byłby przeciwny, ale mógłbym jedynie spróbować cię odwieść od tego. Jeśli jednak byś i tak to zrobiła to na moje uczucia nic by to nie wpłynęło. Ja po prostu chcę byś była szczęśliwa. Jesteś mądrzejsza ode mnie więc zapewne w większości masz rację ale mówiłem ci już kiedyś że żyję tylko dzięki Błękitnym. To oni mnie uratowali gdy umierałem, ale nie muszę dla nich pracować do końca życia, mogę poszukać innej pracy jeśli cię to uszczęśliwi. Jeśli chcesz bym się zmienił i to wpłynie na twoją ocenę o mnie to nie widzę problemu. Co do pieniędzy to tak, to moja praca obecnie, ale nie mam wyrzutów moralnych, bo tak zostałem wychowany.
Teraz on sie rozgadał. Nie lubił takich rozmów ale też nie uciekał od nich. Mógł się przed nią otworzyć, ale tylko przed nią. Nie wyglądał też jakby miał się obrazić i odejść, mówił mimo wszystko z zaangażowaniem i z zauroczeniem do Palmi.
- Kocham cię, to wiesz, a co zrobisz z nią to ty o tym zdecydujesz. - wziął ja za rękę i spojrzał jej w oczy. - A nawet jeśli nie kochasz mnie to cieszy mnie twoje towarzystwo i twój charakter. Jeśli nie miłością mam być, to chociaż kochankiem do którego mogłabyś się zwrócić w każdej chwili. Wierzę też w swoje umiejętności które doskonalę codziennie, bo nie chcę umierać. Ale nie mam zamiaru tu się przechwalać. Więc mówisz że może mogłabyś być ze mną gdybym znalazł dochodowe zajęcie które nie wymaga narażania życia? Jeśli nie podoba ci się moja praca i chciałabyś bym ją zmienił to się postaram. Nie chcę cię stracić, dlatego mogę to zrobić. Widzisz? Zamias mnie zniechęcać zmotywowałaś mnie tymi słowami. Wiesz że nigdy cię nie zostawię i zawsze będę gdy będziesz mnie potrzebować. - wszystko to mówił poważnie, mimo że palmira się śmiała co jakiś czas ze swoich stwierdzeń. Mimo wszystko uśmiechnął się do niej.
ObrazekObrazek


Bonusy:
Karabin Snajperski: +22.5% obrażeń (przedłużenie lufy IV) , Zmniejszenie kary za celność 12 (Mod skup. V)

Deriet Kent

Avatar użytkownika
 
Posty: 599
Dołączył(a): 23 sie 2012, o 15:18
Miano: Deriet Kent "Maska"
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Drell
Zawód: Szpieg Błękitnych Słońc
Postać główna: Deriet Kent
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 25.710
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 cze 2015, o 16:07

- Dobrze, nawet podoba mi się taki związek, w którym nie mam obowiązku dochowywać wierności. – skomentowała nieco mniej już zainteresowana rozmową, przyglądając się wnętrzu apteki. – Ja mam jednak nieco inną filozofię życiową i niestety, jeśli dowiedziałabym się, że twoje ciało, choć nie dusza, uległo pokusom w nocnym klubie Arii, raczej nie miałabym wiele litości ani dla ciała ani dla duszy. – Szydziła.

Pozwoliła nawet złapać się za rękę i spojrzała drellowi w wielkie, żabie oczy. Kochankiem? Jakie to niekonsekwentne ze strony Palmiry, że z jednej strony nie potrafiła kochać, a z drugiej strony nie chciała być dla kogoś tylko kochanką. A może i nie przeszkadzałoby jej to w stosunku do jakiegoś innego mężczyzny, ale nie Derieta.

Skoro to nie problem, to złóż wypowiedzenie jeszcze dzisiaj. – odpowiedziała odnośnie porzucania pracy w Błękitnych Słońcach. Popatrzyła na niego wyczekująco. Oczekiwała wymówek.

Po rozmowie z Derietem Palmira skierowała się do kliniki. Wybrała Camentix, znany w popularnie światku Zaświatów Cementixem, bo mówiło się, że niejeden właściciel utonął w odmętach pustej przestrzeni wokół stacji mając na nogach cementowe buty. Nache zależało jednak właśnie na takiej nierenomowanej firmie, gdzie być może dałoby się cos kupić pod ladą. Wprawdzie chodziły pogłoski o tym, że pewne sprzęty zakupione w tym miejscu mogą powodować okropne powikłania, ale przecież chodziło tu tylko o antybiotyki bez recepty, więc o ile nie zostaną asari sprzedane podrobione leki, wszystko powinno być dobrze.

Palmira wkroczyła do kliniki i skierowała się do lady aptecznej. Uśmiechnęła z udawaną naiwnością.

- Dzień dobry, poproszę Morphinum w formie płynnej i Ethionamidum w zastrzykach.- powiedziała, jakby nigdy nic.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

19 cze 2015, o 14:27

- Wierność jest czymś dobrowolnym. Nie zmuszę nikogo siłą, chociaż będę się starał przekonać że jestem warty tej wierności. Jeśli byś zgodziła się być ze mną to moja wierność byłaby stu procentowa. - odpowiedział spokojnie z lekkim uśmiechem na jej szyderstwa które nie robiły na nim wrażenia. Była to cześć charakteru którą u niej akceptował. - Jakoś nie kręci mnie perspektywa pójścia ulegania pokusom w nocnym klubie Arii, kiedy miałbym perspektywę że ty czekasz na mnie. To był twój pomysł.
Następnie przeszli na sprawy związane z ich zawodem. Deriet nie wiedział jakby miał się wypisać z organizacji przestępczej. Chyba oficjalny list wystarczyłby, ale nie był przekonany czy jednym wyjściem z niej to nie jest nogami do przodu. Cóż, ryzyk fizyk. Deriet zawsze się zastanawiał co by robił właśnie jakby nie było Błękitnych. Oczywiście by zginął w tamtym wypadku, ale co jeśli by było inaczej? Przez całe życie by był lokajem u Hanarów? A może i tak by uciekł i zaczął gdzieś w innym zawodzie? Sprzedawca ryb? Barman? A może SoC? Tyle możliwości, tyle gdybania, ale Deriet nie lubił gdybać.
- Proszę bardzo. Jeśli chcesz mnie tak sprawdzić to zrobię to jak tylko wrócimy na statek. - rzekł od razu.
Pracował dla Błękitnych tak długo że na pewno odrobił dług wdzięczności dla nich.
- Jako powód mogę dać bezwładność w ręce. Myślę że to kupią, skoro w aktach mam że złamałem rękę na misji. Zaleczy się, ale można im pokłamać że zrasta się nieprawidłowo, a nikt nie chce mieć na liście płac nie pełnosprawnego. Tak czy inaczej zdajesz sobie sprawę że przez tę chwilę będziemy oboje bez pracy? - odpowiedział, a następnie wszedł za Palmirą do klinki.
Deriet nigdy tutaj nie był. Rzadko kiedy potrzebował lekarstw, a jedynie wtedy kiedy naprawdę był chory, co nie zdarzało się zbyt często. Na pewno nie był nigdy w tej wiec z ciekawością się rozejrzał szukając kamer w ścianach i innych zabezpieczeń. W końcu jeśli Palmira nie dostanie leków to będzie trzeba przyjść tutaj nocą. Umilkł odnośnie wcześniejszej rozmowy, bo nie było to cos o czym warto było rozmawiać w towarzystwie osób trzecich. No i rozmowę ze sprzedawcą też zostawił Palmirze.
ObrazekObrazek


Bonusy:
Karabin Snajperski: +22.5% obrażeń (przedłużenie lufy IV) , Zmniejszenie kary za celność 12 (Mod skup. V)

Deriet Kent

Avatar użytkownika
 
Posty: 599
Dołączył(a): 23 sie 2012, o 15:18
Miano: Deriet Kent "Maska"
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Drell
Zawód: Szpieg Błękitnych Słońc
Postać główna: Deriet Kent
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 25.710
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

4 lip 2015, o 11:18

Kobieta za apteczną ladą wyglądała na profesjonalistkę. Również była asari, miała na sobie kilt i elektroniczne okulary na nosie. Słysząc zamówienie opuściła nieco okulary na nos i popatrzyła, podnosząc brew, na swoich rozmówców. Najpierw na Nache, potem na Derieta i znowu na Nache. Wtem zrobiła wielce zaskoczona minę, jakby doznała olśnienia.

- Czyżby Pani Nache? Córka Charlize i Keiry? – zapytała, przechylając się nieco do przodu zza lady.

Palmira nie poznała kobiety w pierwszym momencie. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się również rozpoznała kobietę za ladą.

- Ciocia Lidia? – odpowiedziała, ciesząc się dziwnie wewnętrznie. Zawsze lubiła ciotkę Lidię.

- Palmirko, po co ci te leki? – w głodie Lidii słychać było duże poruszenie.

- Byłam w czasie zarazy w Gozu. – wyzłała szczerze.

- Rozumiem.

Lidia wyszukała w komputerze poszukiwanych leków.

- Proponuje ci morfinea plus ze specjalną dedykacja dla asari. Dawkowanie trzy razy dziennie po miarce. – przekazała lek Palmierze do ręki. – Będziesz umiała zaaplikować Ethionamidum? – zapytała troskliwie.

- Tak, ciociu. Aplikowałam kiedyś… emm… u mamy w laboratorium.

Lidia podała Palmirze leki i popatrzyła na nią jeszcze raz ze współczuciem, kładąc jej rękę na dłoni.

- Kochanie, odwiedź swoje matki. One bardzo za tobą tęsknią. Ciągle o tobie mówią.

Palmira opuściła wzrok. Czuła się fatalnie, a teraz jeszcze wspomnienie o matkach.

- Odwiedzę. Kiedyś. – wymigała się szybko. – Podlicz mnie, ciociu. Muszę już uciekać, kolega na mnie czeka. – wskazała na Derieta.

- Nic nie musisz płacić. Nie darowałabym sobie, jakbym jeszcze zabierała ci pieniądze.

Palmira uśmiechnęła się krzywo.

- Przyjdź do mnie kiedyś, porozmawiamy sobie przy cieście.

Lidia napisała Palmirze swój adres na karteczce, widząc, że w aptece zbiera się już kolejka.

- Dziękuję ciociu i do zobaczenia.

Palmira pożegnała się i wyszła z apteki. Przeszła kilka kroków, ale straciła równowagę. Padła na Derieta, opierając się na jego ramionach. Miała całe czoło zlane potem. Zmęczyła się niemiłosiernie tą wizytą. Starała się nie pokazać po sobie, jak bardzo jest chora.

-Nie dam rady wrócić na statek… - wyznała, opierając głowę bez sił na torsie drella.
Palmira Nache

Avatar użytkownika
 
Posty: 609
Dołączył(a): 26 gru 2012, o 14:26
Miano: Palmira Nache
Wiek: 230
Klasa: szturmowiec
Rasa: Asari
Zawód: niezależna badaczka
Kredyty: 27.650
Medale: 2
Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

5 lip 2015, o 15:35

Deriet spokojnie wszedł za Palmirą do apteki i zostawił rozmowę asari. Zanim podeszła do lady ten rozejrzał się profilaktycznie po wnętrzu zwracając głównie uwagę na wszelkiego rodzaju kamery i inne zabezpieczenia. W końcu gdyby Palmirze nie udałoby się zdobyć leków, trzeba by wziąć się za inne rozwiązania zdobycia ich. Deriet naliczył sześć kamer i zamki elektroniczne przy drzwiach. Nie były to jednak urządzenia najwyższych lotów, bo jednak nie jest to bank czy inna instytucja o zaostrzonym rygorze, więc zhakowanie tego wszystkiego nie byłoby wielkim problemem , ale zajęłoby sporo czasu.
Po chwili jednak całe jego obserwacje nie były warte funta kłaków, bo okazało się że kobieta za ladą to była rodzina Palmiry. Jakim fuksem musiało się zdarzyć że akurat w aptece która była najbliżej ich statku urzędowała ciotka Palmiry.
Podczas rozmowy nie odzywał się ale słuchał uważnie o czym rozmawiają. W sumie to nie było nic o czym by nie wiedział, ale przynajmniej Palmira spotkała kogoś kogo widać lubiła. Może to ją trochę podniesie na duchu.
Gdy Palmira wskazała na niego Deriet skłonił się lekko.
- Deriet Kent, miło mi poznać. - rzekł uśmiechając się lekko. W końcu najlepiej robić dobre pierwsze wrażenie na bliskich Palmiry.
Pewnie zaraz ciotka napisze do matek że widziała Palmi która prowadziła się z jakimś nieprzyjemnym typem. Więc lepiej nie robić nic złego, bo jeszcze te zrobią akcje poszukiwawczą.
Koniec końców udało się im kupić leki których potrzebowali. Tak więc nie trzeba będzie trzeba się nigdzie włamywać. Wyszli ze sklepu, a Deriet już miał coś powiedzieć gdy ta padła bez sił w jego ramiona.
- Spokojnie, nie przemęczaj się. - rzekł spokojnie. - Zaraz wrócimy na statek i się położysz.
Szybko wziął od niej siatkę z lekarstwami, a potem bez problemu uniósł ją na ręce nie zważając na swoja rękę. Nie słuchał też żadnych sprzeciwów na takie zachowanie. Nie obchodziło go też co powiedzą ludzie widzący go niosącego kobietę.
Szybkim tempem ruszył w stronę statku przyciskając ja do piersi.
z/t x2
ObrazekObrazek


Bonusy:
Karabin Snajperski: +22.5% obrażeń (przedłużenie lufy IV) , Zmniejszenie kary za celność 12 (Mod skup. V)

Deriet Kent

Avatar użytkownika
 
Posty: 599
Dołączył(a): 23 sie 2012, o 15:18
Miano: Deriet Kent "Maska"
Wiek: 25
Klasa: Szpieg
Rasa: Drell
Zawód: Szpieg Błękitnych Słońc
Postać główna: Deriet Kent
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 25.710
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

21 paź 2015, o 20:33

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Tak jak sądziła, wrócenie do formy - i to właściwie nawet nie pełnej, a po prostu takiej, której potrzebowała by chodzić i w miarę normalnie funkcjonować - zajęło jej kilka pełnych dni, z których pierwsze niemal całe przesypiała, półświadomie rejestrując tylko zmieniane przez Kristiana kroplówki i aplikowane jej zastrzyki, a kolejne spędzała na zupełnie bezproduktywnej włóczędze po pokładzie statku. Sprawa Bakrylova wciąż nie została rozwiązana - Alamanni wstrzymał się od wyrzucania Rosjanina z załogi, tym niemniej trudno było nie zauważyć, że Vladimir jest na cenzurowanym - tym niemniej atmosfera na pokładzie stała się nieco czystsza. Annika wybudziła się i była w stanie rozmawiać, Suri także została jako-tako zaakceptowana, pierwszy kryzys więc został zażegnany.
To zaś pozwalało myśleć o przyszłości. Ostatecznie zarobili trochę pieniędzy, prawda? Mogli więc zainwestować w naprawy statku, zakup wyposażenia, o którym już jakiś czas temu myśleli, ale też o własnych inwestycjach. W końcu każdy z załogi dostał wydzieloną premię, a Jaana miała pieniądze za piasek, więc... Zakupy? Czemu nie.
W przypadku Ritavuori chodziło o implant. Nie byle jaki, ale naprawdę konkretny - i konkretnie drogi - implant od Hahne-Kedar. Wszczep, który mogła otrzymać tylko na Omedze.
Powrót na stację z oczywistych względów był wyborem... kiepskim? Ryzykownym? Na pewno. Po całym zajściu ze stadem pupilków Arii to była niemal jawna głupota, wracać na miejsce tak szybko. Ale Jaana musiała. Musiała i już. Za bardzo jej zależało.
Oczywiście, pewnym problemem był też sam zabieg - myśl o oddaniu się w ręce jakichkolwiek lekarzy przeszkadzała jej teraz jeszcze bardziej niż przedtem, przynajmniej tymczasowo - tym niemniej musiała się na to zdecydować. Musiała. Cholera, była dzieckiem Kuguara, musiała być przydatna i... I chciała. Chciała się rozwijać. Chciała być coś wartą.
Wszystko uzgodniła z Kristianem, z nim też - i ponownie z Kharim - stawiła się na miejscu. Implant Artemis zamówiła wcześniej przez internet tak, by obecna wizyta ograniczyła się tylko do samej operacji. Ta, oczywiście, trochę trwała - wzmacnianie struktur kostnych było bardziej czasochłonne niż aplikacja implantu podskórnego czy do określonego miejsca w tkance mózgowej - tym niemniej na koniec efekt przerastał oczekiwania. Usprawnioną rękę - prawą - zgodnie z instrukcjami lekarzy musiała jeszcze przez jakiś czas utrzymywać w bandażu elastycznym i oszczędzać, koniec końców jednak wiele miało się zmienić. Drobna postura nastolatki miała stać się nagle mniejszym problemem.
Jaanie nie pozostało więc nic innego, jak zabrać się ze swoimi towarzyszami z powrotem na pokład i ruszyć dalej, tym razem by odkuć się trochę finansowo. Z ulgą opuszczając Omegę, kolejny cel wybrali... no, nie wybrali. Nie od razu. W końcu - gdzie mieli się spieszyć? Na razie wystarczyło, by oddalili się z tego konkretnego miejsca. Planowanie dalszych wypraw mogło zaczekać.

ZAKUP: implant Artemis
- 35.000 kredytów - odjęte, RD


zt
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

+ 80% obrażeń w walce wręcz
+ 1 PA koszt ataku wręcz
75% szans na obalenie przy ataku wręcz
+ 10% do obrażeń od mocy
- 10% kosztu użycia mocy
+ 10% tarcz
- 1 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 193
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 14:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 18.951
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 15:37

Podnosząc ją w rękach czuł, że wcale już nie jest tak lekka jak mu się wydawało. Jej bezwładne ciało ważyło dla niego chyba tonę. Niósł brzemię znacznie większe niż mógł wziąć na swoje barki.
- Zrozumiano, widzimy się na miejscu.
Odpowiedział Vovie. Pomimo tego wszystkiego starał się zachować chociaż resztki profesjonalizmu. Starał się ratować nawykami, aby chociaż przez chwilę przestać czuć te wszystkie emocje tylko coraz bardziej się w nim piętrzące. Tego było po prostu za dużo.
Położył kobietę na foli. Trudno jednak było określić dlaczego. Może nie chciał zabrudzić krwią pojazdu, a może po prostu nie miał już siły na trzymanie jej w rękach? Cokolwiek to było teraz siedział w promie w całkowitej ciszy. Ledwo co utrzymywał pozycję siedząca. Jeśli tak dalej miało to pójść, to niedługo kierowca mógł mieć dwa trupy w pojeździe.
Ostatki sił wykorzystał na przetransportowanie jej na teren kliniki. Potem już wszystko dla niego było mgłą. Nie pamiętał nawet tego, że ktoś zajął się nim. Po prostu wszystko się skończyło.
Pobudka też do najlepszych nie należała. Miał nadzieję, że już nigdy się nie obudzi. Musiał przeżyć aby życie dalej udowadniało mu, że to on sam w końcu będzie musiał ze sobą skończyć. Czuł się ciężki, zmęczony. Chyba od bardzo dawno nie był tak osłabiony jak teraz. Nawet nie chciał wiedzieć ile krwi stracił podczas tego dzikiego biegu oraz prób ratunku życia Wade.
Cieszyło go chociaż to, że do niczego nie był podpięty. Mógł po prostu wstać, chociaż zajęło mu to trochę czasu to mógł w końcu zebrać się ze szpitalnego łóżka. Musiał dowiedzieć się jak wygląda sytuacja. Na ten moment nie wiedział już nic.
Nogi miał jak z waty ale kolejny raz starał się wyciągnąć z organizmu sto procent. Niepotrzebnie podali mu lek, nie potrzebował go. Teraz czuł się tylko gorzej niż wcześniej. Kiedy stał już na równych nogach opuścił swój parawan. Musiał znaleźć kogokolwiek ze swoich ludzi, może nawet brata. Jednak to czego najbardziej teraz potrzebował to papieros. Przynajmniej jego rzeczy osobiste zostawili przy nim. Zabrał paczkę i zapalniczkę.
Kiedy przechadzał się przez budynek, wyglądał jakby już był martwy. Oczy miał znacznie bardziej podkrążone niż zazwyczaj, wyraz twarzy mówiący tyle co nic. Jedynie ten wzrok, który mówił, że to tylko pusta skorupa, która wykonuje czynności do których była przyzwyczajona.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1017
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 15:59

Kiedy tylko zaczął się ruszać i podnosić, momentalnie znalazła się obok niego pielęgniarka. Młoda, ludzka kobieta, sięgająca mu niewiele wyżej, niż do pasa, podeszła bliżej i odebrała mu zarówno papierosy, jak i zapalniczkę. Mimo, że była od niego znacznie mniejsza, nie miał jeszcze siły, by protestować.
- Proszę tu zostać. Naprawdę nalegam. Nigdzie się panu nie spieszy - poinformowała go, podejmując tę decyzję za niego. Pokręciła głową, zmuszając go do zajęcia miejsca z powrotem na łóżku. Potem na panelu obok wyświetliła sobie informacje na jego temat. - Pan Charles Striker. Pański brat podał mi dane. W ogóle wszyscy, którzy przylecieliście, byliście w opłakanym stanie. Dawno nie było tu takiego spędu, ale w sumie spodziewałam się, że na dniach się czegoś doczekamy. To Omega.
Mówiła dużo, ale cicho i miała całkiem przyjemny dla ucha głos. Podała mężczyźnie kubeczek z kilkoma tabletkami, a potem drugi, z wodą. Nie kazała mu się już kłaść, ale nie zgadzała się też na palenie, ani na wychodzenie z pomieszczenia. Taka była jej praca, nie mogła pozwolić pacjentom wędrować bez celu po szpitalu. Choć on ten cel miał. Na pewno chciał znaleźć Sonyę.
- Pan przyniósł tę dziewczynę, tak? Znam tylko nazwisko, Wade, nikt nie podał mi imienia - wpisała w panel leki, które mu podała i wyłączyła go. Potem skinęła głową, poganiając go, by je połknął. - No już. To przeciwbólowe głównie. I trochę takich, które od wewnątrz dopilnują, żeby się nie wdało zakażenie. Miał pan sporą dziurę tam, ale zaleczyliśmy ją. Proszę wziąć leki. Jak pan to połknie, to zaprowadzę pana do reszty znajomych.
Uśmiechnęła się lekko. Pracując na Omedze musiała wiedzieć, że to prawdopodobnie nie byli tylko znajomi, ale zdecydowała użyć tego określenia, bo było najbardziej neutralne. Tak było łatwiej, gdy nie pytała co się stało i dlaczego. To też nie była jej sprawa, nie za to jej płacili. A znając życie, wcale nie zarabiała tu wiele.
- Proszę się nie martwić, nic im nie będzie. Tych trzech wygłodzonych mężczyzn jest pod kroplówką, chociaż pański brat tak samo usiłował przejść tutaj, zanim jeszcze był w stanie ustać pewnie na nogach. Opatrzyli też nogę tego... nie pamiętam, przepraszam, wysoki blondyn, chociaż będzie potrzebował implantu, żeby poruszać się tak samo sprawnie jak dotąd. A ta kobieta też będzie żyć. Jest w dobrych rękach. Lekarz zajął się nią na samym początku... - zerknęła na zegar. - Minęły trzy godziny, odkąd tu wpadliście, powinna się już budzić. Z tego co pamiętam, poza tym drutem miała poważny wstrząs mózgu. Ktoś jeszcze z panem był? Nie pamiętam, dawno nie było takiego nalotu. Cud, że nam łóżek nie zabrakło. To nie jest duża klinika.
Uruchomiła omni-klucz i przesunęła nim przed twarzą Strikera, przeprowadzając skan. Musiała wiedzieć, w jakim jest stanie, zanim pozwoli mu ruszyć się gdziekolwiek, mimo, że przecież był tylko niegroźnie postrzelony w ramię. O ile można było mówić o niegroźnym postrzale. Tak czy inaczej, dotarli tu w ostatniej chwili.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 16:23

Opadł ponownie na łóżko. Nie położył się jednak tylko siedział. Nie mógł się położyć, musiał chociaż trochę wydawać się jakby dalej był gotowy do działania. Jakiegokolwiek. Więc, kiedy lekarka do niego mówiła słuchał, jednak jego wzrok mówił, że mentalnie go tam nie ma. Pokiwał tylko głową zgadzając się z jej słowami. Pieprzona Omega, pieprzone bagno, które już dawno temu powinno zostać całkowicie zniszczone.
Odebrał od niej swoje leki. Mogłaby mu teraz nawet podać truciznę i tak miałby to gdzieś. Teraz czekał po prostu na jedną odpowiedź. Czy Sonya, żyje czy nie. Rozumiał, że pielęgniarka próbowała zachować jakiś profesjonalizm podchodząc do niego jak do każdego innego pacjenta ale on już chciał się stąd wynieść.
Połknął wszystko za jednym razem. Pewnie gdyby był teraz wstanie myśleć normalnie to zastanawiał się jak taka mała ilość leków miałaby mu pomóc. Najchętniej by teraz zjadł kilak pigułek, które dostawał od psychiatrów. Chyba, pierwszy raz chciał je wziąć tylko po to by być otępionym. Stan, którego nienawidził bardziej od jakiegokolwiek innego.
Dopiero słowa, że będzie żyć doprowadziły do lekkiej zmiany jego zachowania. Bardzo niewielki uśmiech pojawił się na jego twarzy. To była pierwsza dobra wiadomość od czasu, kiedy zaczęli tą misje. Żyła. Czuł jakby wszystko z niego zeszło. Pęknął po raz kolejny. Zakrył twarz dłońmi starając się zakryć swoje własne łzy. W życiu nie był tak szczęśliwy jak teraz, chociaż przyszłość wcale nie malowała siew najlepszych kolorach.
W końcu jednak ochłonął trochę. Przetarł twarz doprowadzając się do jakiegoś normalnego stanu. Spojrzał na pielęgniarkę. Szczerze mówiąc nie chciał wracać do grupy. Chciał chociaż na chwilę ją zobaczyć.
- Mógłbym ją zobaczyć? Jeśli nie to naprawdę bym chciał zapalić. Nie śpieszy mi się zbytnio żeby spotkać się z resztą.
Mówił cicho. Jak na takiego olbrzyma wydawał się teraz całkowicie bezbronny. Pomimo tych wszystkich blizn, tatuaży on dalej był tylko zwykłym człowiekiem, który przez ostatnie dni starał się być normalny, więc i jego emocje stały się bardziej normalne.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1017
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 19:51

Kobieta skinęła głową z zadowoleniem, gdy Charles połknął tabletki. Może były niewielkie, ale przecież był w szpitalu, ludzie tutaj mieli pojęcie o tym co robią i co komu dają, więc dawka musiała być dla Strikera odpowiednia. A może to była zwyczajna profilaktyka. Swoje już musieli mu podać, kiedy był nieprzytomny.
- Tak - odpowiedziała pielęgniarka swobodnie, jakby nie widziała łez, albo nie robiły one na niej żadnego wrażenia. - Za chwilę. A palić nie palimy. Nie w szpitalu.
Uruchomiła znów na chwilę panel, by wpisać w niego leki, które mężczyzna właśnie połknął, a potem uśmiechnęła się lekko i gestem głowy wskazała mu wyjście, do którego wcześniej nie pozwoliła mu ruszyć. Mimo wszystko jednak poszła razem z nim, bo po pierwsze wolała widzieć w jakim jest stanie i czy nie przewróci się z wykończenia gdzieś po drodze, a po drugie - musiała pokazać mu gdzie Sonya w ogóle leży.
Sala, w której umieścili kobietę, była tą sama, w której leżał też Abram. Striker mógł zająć tylko jedno łóżko we wspólnej, dużej sali, bo nic poważnego mu się nie stało. Blondyn jednak nie mógł chodzić, co zmuszało go do przymusowego wszczepienia implantu. Nie wyglądał na zadowolonego, bo klinika Omegi nie chwaliła się dobrymi opiniami - wręcz przeciwnie. Wade z kolei, cóż. Jej sytuacja była jasna. Potrzebowała trochę prywatności i dwuosobowa sala, z łóżkami oddzielonymi parawanem, tę prywatność zdecydowanie dawała bardziej, niż ta, w której obudził się Charles.
Stwierdzenie, że wyglądała źle, było niedopowiedzeniem. Miała zmęczone, zapadnięte oczy i była ze trzy razy bardziej blada niż zazwyczaj. Przebrali ją w jasnoniebieską szpitalną koszulę, którą zdjęłaby z siebie, gdyby tylko miała taką możliwość. Na lewej ręce miała szynę i śruby, a włosy i skórę umyte z krwi. Krzątał się wokół niej lekarz, ale nie robił nic konkretnego poza sprawdzaniem jej stanu. Teraz spała, a przynajmniej oczy miała zamknięte. Oddychała spokojnie, głęboko, jakby nic się nie wydarzyło. Nie widziała wchodzącego do sali Charlesa i nikt jej nie uprzedził. Abram też się nie odezwał, nie widząc najwyraźniej powodów, by zaczynać niezobowiązującą pogawędkę z człowiekiem, któremu nie był już nic winien.
- Zostawię tu pana - powiedziała pielęgniarka, oddając mężczyźnie jego papierosy. - Tylko proszę nie palić w szpitalu. Pańskie rzeczy są w jednej z szafek, proszę podać swoje nazwisko w recepcji, to panu je oddadzą. Gdyby szukał pan brata, znajdzie go pan w sali sąsiedniej do tej, w której leży pan.
Mówiła w czasie teraźniejszym, więc pewnie nawet by jej do głowy nie przyszło, że mogłaby mężczyznę w tym momencie wypisać. Nawet jeśli był w niezłym stanie fizycznym, to nie wypuszczało się pacjentów tak zdruzgotanych, jak on, z powrotem na ulice. Mógł się spodziewać, że zaproponują mu przed wyjściem pomoc psychologiczną, na poziomie prawdopodobnie dość biednym, bo to jednak była Omega. Póki co jednak miał na sobie tylko spodnie i bandaż na pół klatki piersiowej, nie nadawał się więc na wychodzenie z kliniki. Miał szczęście, że mógł ruszać ręką, a kula nie uszkodziła żadnych jego ważnych wnętrzności.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 20:22

Szedł za kobietą gotowy na zobaczenie w jakim stanie jest Sonya. Żyła, to było najważniejsze. Udało mu się ją dostarczyć do szpitala na czas. Medycyna poszła strasznie na przód. Jeszcze 100 lat temu pewnie taka słaba klinika jak ta na Omedze nie dałaby rady z uratowaniem jej.
Po wejściu do sali Charles spojrzał dosłownie przez krótki moment na Abrama. To przez niego ona była w takim stanie. Oczywiście wiedział, że był to zwykły przypadek. Skąd mężczyzna mógłby wiedzieć, że hangar był w tak złym stanie. Jednak mimo tego, miał ochotę przetrącić mu zdrową nogę i wsadzić mu ją głęboko w dupę.
Chciał tylko sprawdzić jej stan. Może podpytać lekarza jak wygląda sytuacja. On sam musiał też podjąć kilka bardzo ważnych decyzji po tej misji oraz pogadać z innymi.
Papierosy w raz zapalniczką schował do kieszeni swoich spodni, a sam podszedł bliżej do mężczyzny zajmującym się kobietą.
- Jaki jest jej stan?
Spytał tak samo cicho jak wtedy kiedy rozmawiał z pielęgniarką. Chciał wiedzieć cokolwiek, bał się o nią wręcz irracjonalnie. Przecież już wszystko było okay. Będzie żyć. Wciąż nie potrafił sobie poradzić z tym w jakim jest stanie. To była tylko i wyłącznie jego wina. Mógł nie zabierać jej na te misje.
Stał więc nad jej łóżkiem przyglądając się kobiecie, która wyglądała podobnie do niego jeśli chodzi o bladość na twarzy. Nigdy nie chciał widzieć kogoś sobie tak bliskiego w takim stanie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1017
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 20:47

Lekarz uniósł wzrok na Charlesa, gdy ten się do niego odezwał. Był od niego o dobrą głowę niższym, starszym mężczyzną o zmęczonej twarzy. Zerknął na panel, który Strikerowi nic nie mówił i przez chwilę przyglądał się mu, zastanawiając się pewnie od czego w ogóle zacząć.
- Miała dużo szczęścia, że była w pancerzu. Częściowo zamortyzował upadek. Głową jednak uderzyła mocno, więc na pewno przez najbliższe tygodnie będą się jej zdarzać bóle i zawroty głowy. Nie wiem jeszcze, czy ma zaburzenia pamięci. Pan jest dla niej...?
Uniósł brwi, czekając na odpowiedź. Mogła być jego żoną, siostrą, przyjaciółką. Nie wszyscy mieli uprawnienia do tak szczegółowego wglądu w stan pacjenta, nie mogli każdej pierwszej lepszej osobie przekazywać wszystkich informacji. Wade poruszyła się, ale nadal nie otworzyła oczu. Pewnie znajomy głos sprawił, że zaczynała interesować się tym, co w ogóle dzieje się wokół niej.
- Przebicie tym prętem było bardziej poważne. Straciła dużo krwi, szycie było trudne, ale nasze maszyny szybko sobie z tym poradziły. Nie powinna wstawać przez co najmniej dwa dni, jeśli nie chce mieć komplikacji. Jeśli chodzi o rękę, kość promieniowa była roztrzaskana, a łokciowa pęknięta. To będzie goić się trochę dłużej. Słyszałem, skąd i z czym spadła. Miała wyjątkowo dużo szczęścia. Mało prawdopodobne było, żeby w ogóle to przeżyła.
Charles poczuł znajomy, delikatny dotyk lodowato zimnej ręki, wsuwającej się w jego dłoń. Sonya obudziła się i choć nadal miała zamknięte oczy, to znalazła drogę do ciepłej dłoni stojącego obok jej łóżka mężczyzny. Nie chciała przeszkadzać w rozmowie, pewnie wcale nie miała ochoty też jej słuchać, ale nie miała za bardzo wyjścia, bo nie miała jak sobie stąd pójść. Jej prawa ręka, ta od jego strony, była odrapana, ale cała, nie połamana, mogła więc sięgnąć do Strikera.
- Ale sytuacja jest pod kontrolą. Będzie potrzebowała opieki co najmniej przez najbliższe kilkanaście dni. Tydzień może zostać tutaj, chyba że będzie chciała i będzie w stanie wyjść wcześniej. Wtedy już na własną odpowiedzialność. Dwa dni tak czy inaczej musi tu zostać pod naszą kontrolą - przeniósł wzrok z kobiety z powrotem na Charlesa, na jego obandażowaną klatkę piersiową. - Pan też powinien.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 21:04

Słuchał w milczeniu starszego mężczyzny. Przyglądał się kobiecie i jej spokojnemu oddechowi. Z każdą chwila czuł się lepiej wiedząc, że żyje. Informacja o tym, że może mieć zaburzenia pamięci lekko nim wstrząsnęła. Słyszał o taki przypadkach ale zazwyczaj było to dość rzadkie, chociaż spadek ze stu metrów mógłby je wywołać. Jeśli zapomniałaby ostatnie dni, nawet nie wiedziałby jak jej o nich opowiedzieć. Przecież wszystko co się podczas nich wydarzyło było mocno nielogiczne. Dopiero wyrwał go z tych myśli pytanie lekarza.
Nie za bardzo wiedział co ma odpowiedzieć, wiec chwilę zastanowił się nad odpowiedzią.
- Bardzo bliska przyjaciółka.
Westchnął byli już zbyt dorośli by mógł po prostu powiedzieć, że to jego dziewczyna. To była znacznie bliżej prawdy. Widział jak kobieta zaczyna coraz bardziej kontaktować ze światem zewnętrznym. Delikatny uśmiech wyrósł na jego twarzy wiedząc, że jest z nią na tyle dobrze by kontaktować ze światem.
- Jeśli mam być szczery to samemu jest mi w to trudno uwierzyć.
Brzmiało to dość komicznie od człowieka, który już kilka razy oszukał śmierć, a wszystkie dowody na to znajdowały się teraz na jego półnagim torsie. Poczuł nagle jak jej ręką szuka jego. Zacisnął swoją delikatnie na jej i podszedł bliżej łóżka. Przyklęknął przy łóżku by być jeszcze bliżej jej. Gładził ją delikatnie po zdrowym ramieniu.
- Zostanę tylko i wyłącznie dla niej. – Delikatnie pocałował ją w dłoń. – Moja rana to nic takiego.
Przyglądał jej się nie potrafiąc oderwać od niej swojego wzroku. To, że żyła była jakimś pieprzonym cudem. Nie potrafił tego zrozumieć. Przecież on nigdy nie miał prawa do takiego szczęścia. Wade żyła, jego brat przeżył, udało im się wyciągnąć wszystkim bez strach własnych. To poszło zbyt dobrze.
- Mógłby nas Pan chwilę zostawić samych?
Spytał dość cicho, czekając aż lekarz wyjdzie. Kiedy ten tylko wyszedł oparł głowę o ramę łóżka. Czuł jak kolejny zbierają się w nim te wszystkie uczucia co wcześniej.
- Przepraszam Sonya, to moja wina.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1017
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 21:23

Lekarz skinął głową. Przez chwilę jeszcze ustawiał coś na panelu sprzętu, pod który Sonya była podpięta. Było widać elektrody, które miała poprzypinane do klatki piersiowej, a w jej zdrowym przedramieniu tkwił wenflon i podpięta do niego kroplówka. Mężczyzna nie zauważył, że kobieta sama sięgnęła do dłoni Strikera, uznał więc, że chce on po prostu posiedzieć obok nieprzytomnej kobiety. Może Wade specjalnie niczego po sobie nie pokazywała, bo chciała uniknąć kolejnych badań i skanów całego ciała. Może też chciała zostać z samym Charlesem, bez wścibskiego doktora obok.
W końcu po tej części parawanu została tylko ich dwójka. Lekarz przysunął tylko stołek dla Strikera i wyszedł z pomieszczenia. Jedynymi dźwiękami było teraz pikanie aparatury i telewizor, z którego cicho leciał jakiś denny serial. Ale chyba Abram go oglądał. Nic z jego strony nie było słychać.
Początkowo Wade milczała, nadal nie podnosząc powiek, ale i do tego zmusiła się w pewnym momencie. Odwróciła głowę do trzymającego ją za dłoń mężczyzny i wbiła w niego nieco jeszcze zaspane spojrzenie. Przez dłuższą chwilę patrzyła na niego, z lekko zmarszczonymi brwiami, jakby usiłowała sobie coś przypomnieć. Mógł się zastanawiać, czy faktycznie nie doznała zaniku pamięci. Przez krótką chwilę wyglądało, jakby to właśnie się wydarzyło.
- Charlie - odezwała się w końcu. Jej głos był suchy i zmęczony. - Widzisz, pamiętam.
Kąciki jej ust uniosły się minimalnie w czymś, co pewnie w zamierzeniu miało być uśmiechem. Westchnęła później, kiedy usłyszała jego kolejne słowa i znów zamknęła oczy. Nie miała siły teraz się z nim kłócić o to, czyja to akurat była wina. Nawet nie rzuciła żadnego kąśliwego komentarza odnośnie rzygania na ścianę centymetry od niej, więc naprawdę musiało być z nią ciężko. Za to zabrała mu swoją rękę, by przesunąć nią po jego zarośniętym policzku. Jej wilgotne, ciemne włosy rozsypane były na białej, szpitalnej pościeli. Pewnie gdyby musieli jej je zgolić, nie potrafiłaby na siebie spojrzeć przez długi czas.
- Gdzie jest Abram? - pytanie, które zadała, na pewno nie należało do tych, których Striker się teraz spodziewał. Potem skrzywiła się z bliżej nieokreślonego bólu i znów otworzyła oczy. - Co z tobą i twoim bratem?
Nie miała za bardzo siły mówić. Pojedyncze słowa, krótkie pytania rzucane w przerwach między męczącym nabieraniem powietrza i zmuszaniem ust do wypowiadania ich, były ciche i nie brzmiały zupełnie jak ona. Ale nie pytała o siebie, o to co mówił lekarz. Nie zastanawiała się, kiedy będzie mogła stąd wyjść i w jakim będzie później stanie. Chciała wiedzieć co ze Srikerem i tym, co zaplanowała doprowadzić do końca i zakończyć sukcesem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 21:43

Usiadł na podanym taborecie. Wciąż, nie miał jeszcze na tyle siły by zbyt długo ustać o własnych siłach. Trzymał jej dłoń jakby miała się za chwilę rozpaść. Chociaż teraz byli tylko we dwoje. Dokładnie tak samo jak przez te ostatnie dni. Uniósł lekko głowę słysząc jej głos. Głos, którego tak bardzo potrzebował w swoim życiu. Tylko jej słowa potrafiły pokazać mu, że warto żyć.
Uśmiechnął się do niej trochę szerzej. Trudno było opisać jakiekolwiek emocje z jego twarzy. Czuł jednak w środku znowu to samo ciepło co ostatnio. Pamiętała jego imię, pamiętała go. To było znacznie więcej niż mógłby chcieć.
Kiedy dotknęła jego policzka sam delikatnie przymknął oczy. Mogła poczuć jak pod jej dotykiem jego ciało drży. Trudno jednak było zrozumieć czy chodziło o sam dotyk, czy mężczyzna nie potrafił sobie poradzić z emocjami, które zawsze starał się ukrywać przed innymi.
- Zaraz obok ciebie, potrzebuje implantu w nodze.
Mówił cicho. Nie dlatego ,że nie chciał aby Abram ich usłyszał. Po prostu tak działała psychologia. Skoro ona tak mówiłą, to on też.
Jej pytanie w ogóle go nie zaskoczyły. Zdążył poznać ją już na tyle aby wiedzieć, że czasami interesują ją bardziej inne osoby niż ona sama. Gładził jej ramię dalej bardzo delikatnie. Jeśli umarłaby pewnie nawet nie zostałby by w szpitalu, pewnie siłą by z niego zwiał. Nie interesowałoby go nawet co z jego bratem. Po prostu by uciekł.
- Mi nic nie jest.
Nie chciał jej mówić, że był blisko wykrwawienia się oraz równie dobrze gdyby nie lekarze to ona mogłaby przeżyć, a on mógłby teraz być martwy z powodu zbyt dużej utraty krwi. Nie żałował niczego. Chciał ją po prostu uratować i udało mu się to.
- Daryl żyje. Muszę z nim porozmawiać. Przyszedłem od razu do ciebie, kiedy powiedzieli mi, że żyjesz.
Nagle zbliżył się do kobiety, a na jej czole pozostawił delikatny pocałunek. Dobrze wiedział, że mógłby przy niej siedzieć jeszcze godzinami ale musiał też załatwić sprawę, która wcale nie musiała być prostsza. Jego brat pewnie nie zareaguje jak jego środka. To mogło być o wiele trudniejsze spotkanie. Znacznie trudniejsze.
- Dalej nie chcesz ze mną mieszkać?
Spytał dość poważnie co mogło zabrzmieć trochę komicznie biorąc pod uwagę cała sytuację.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1017
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: [KLINIKA] Camentix

18 lis 2017, o 22:03

Kiedy dowiedziała się, że Abram leży zaraz obok, na twarzy Wade pojawiło się coś zupełnie nowego, coś, na co powinna nie mieć teraz siły. Była wściekła, na tyle, na ile pozwalał jej stan. Zmusiła się do obrócenia głowy, ale zobaczyła tylko parawan. Potem spojrzała z powrotem na siedzącego obok niej mężczyznę, znów marszcząc brwi. Długo się zastanawiała nad tym, co chciała powiedzieć, ale w końcu udało się jej znaleźć właściwe słowa.
- Chciał mnie zabić - powiedziała. - Widział, gdzie jestem. Widział, co z hangarem.
Może była to tylko złość spowodowana wypadkiem, którego nikt nie mógł przewidzieć. A może mówiła prawdę. W tej chwili nie mieli jak tego zrewidować. Serial zagłuszał jej ciche słowa, ale nie ukrywał zdeterminowanego spojrzenia. Była pewna tego, co mówiła, choć nie znaczyło to, że tak faktycznie było. Zacisnęła palce z powrotem na dłoni Strikera, jakby usiłowała w ten sposób go przekonać. Nie wierzyła w przypadki i w niewinność Abrama.
Patrzyła na mężczyznę, przez długą chwilę nie wiedząc, co odpowiedzieć na jego pytanie. Usiłowała przypomnieć sobie, do czego się ono odnosi. Może i nie straciła pamięci, ale niektóre wspomnienia trudno było jej przywołać. Jednym z nich była właśnie sytuacja jeszcze sprzed bramy do zajętych przez turian hangarów. Na jej twarz wróciło obrzydzenie.
- Charles - westchnęła. - Tylko raz do tej pory zarzygał mnie facet, z którym sypiam. I był to Watson, zrzygał mi się na kołdrę. Teraz był drugi. Mam prawo być niezadowolona.
Nie puszczała jednak jego ręki, mimo wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej. Była zaabsorbowana tematem Abrama i było to po niej widać. Nie zamierzała odpuścić.
- To nie była twoja wina i nie była też moja. Miałam przeskoczyć. On na mnie spojrzał, potem na hangar i potem... - zacisnęła zęby. Nadal nie miała siły mówić, ale napędzała ją złość. - Zrobiliśmy wszystko dobrze. Nie spadłabym, gdyby nie on. Miałam przeskoczyć.
Monitor zaczął pikać szybciej, gdy bicie jej serca przyspieszało. Najgorsza była chyba świadomość, że Abram jest tuż obok, za parawanem. Wade nie wypuszczała dłoni Charlesa z własnych, zaciśniętych palców.
- Nie chcę tu zostać - poprosiła szeptem. - Zabierz mnie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8698
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Następna strona

Powrót do Centrum Omegi

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość