Za centrum uważa się jeden z górnych poziomów stacji, na którym znajdują się nie tylko budynki mieszkalne, ale i stacje dokowania dla statków, Targ Omegi czy osławiony już klub "Zaświaty".

Re: Ulice Omegi

28 cze 2014, o 10:17

Po tym jak ludzka kobieta się oddaliła, Artea miała ochotę uciec gdzieś w kąt i się rozpłakać. Cała drżała, serce biło jej jak szalone i definitywnie stwierdziła, że Omega była strasznie złym pomysłem.
Dźwięk wiadomości z jej omni-klucza sprawił, że podskoczyła i niemal krzyknęła. Przez głowę przebiegło jej miliard myśli o najgorszych możliwych scenariuszach. Nogi się pod nią ugięły, gdy przeczytała początek wiadomości: „Felin”, nikt spoza Sur’Keshu się tak do niej nie zwracał i nie znał jej tożsamości. Szybko przebiegła wzrokiem po całej treści i odetchnęła z ulgą. Stary, poczciwy Kinay, nawet w takim momencie dbał o swoją podopieczną. Musiała przyznać, że bardzo martwiła się o opiekuna, od kiedy opuściła rodzinną planetę uciekając przed swoimi obowiązkami. Były momenty, kiedy bardzo tego żałowała, jednak nie mogła nic na to poradzić. Bo niby co? Miała wrócić z podkulonym ogonem do matki, błagając o wybaczenie? Nie, Artea – bo w końcu tak teraz miała na imię – miała swoją godność i dumę.
Skasowała wiadomość od Kinay’a zgodnie z jego poleceniem, wcześniej nawet na nią nie odpowiadając. Wiedziała, że salarianin nie pochwalałby takiej nieostrożności. Jeśli później znajdzie sposób, poinformuje go o wszystkim.
Niemal natychmiast otrzymała kolejną wiadomość, tym razem opatrzoną dziwnie wyglądającym logo, którego salarianka nigdy wcześniej nie widziała. Dopiero teraz zaczęła zdawać sobie sprawę, jak niewiele poza umiejętnościami technicznymi, ma do zaoferowania galaktyce i jak mało wie o świecie poza Sur’Keshem. Gdzieś wcześniej jedynie obiło jej się o uszy, że Binary Helix prowadzi badania biotechnologiczne, ale nic więcej poza tym. Zresztą, jak wyczytała, do jej obowiązków miało należeć coś zgoła innego. Coś, co Talean ukochała już od najmłodszych lat swojego życia. Czy była zainteresowana? Oczywiście! Miała już serdecznie dość Omegi, do której zupełnie nie pasowała.

Witam,
Po zapoznaniu się z Państwa ofertą z przyjemnością przyjmę pracę w Państwa placówce. Proszę o podanie czasu i miejsca, a stawię się niezwłocznie.
A. Talean.


Po wysłaniu wiadomości udała się szybko po swoje rzeczy pozostawione w pobliskim hotelu.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Ostatnio edytowano 29 cze 2014, o 09:33 przez Artea Talean, łącznie edytowano 1 raz

ObrazekObrazek


POSTAĆ-KOBIETA, UŻYTKOWNIK - MĘŻCZYZNA. WIESZ CO Z TYM ROBIĆ.
Artea Talean

Avatar użytkownika
 
Posty: 41
Dołączył(a): 26 mar 2014, o 21:42
Miano: Artea Talean
Wiek: 18
Klasa: Inżynier
Rasa: Salarianka
Zawód: Mechanik
Postać główna: Marshall Hearrow
Status: Poszukiwana przez Unię Salarian.
Kredyty: 5.975

Re: Ulice Omegi

28 cze 2014, o 21:47

Wiadomość zwrotna przyszła na omniklucz Atrei dokładnie w chwili gdy rozentuzjazmowana salarianka skończyła pakować swój nad wyraz skromny dobytek. Niewątpliwą zaletą tanich hoteli na Omedze był fakt, że dopóki miałeś kredyty nikt, absolutnie nikt, nie kłopotał się zadawaniem zbędnych pytanań. Były to wymarzone miejsca dla wszelkiej maści uciekinierów, tajnych agentów i wszelkiej maści dewiantów preferujących patroszenie swoich ofiar w zaciszu hotelowego pokoju. Jedyną wadą jaką mogła zauważyć wychowana w luksusie dziewczyna był przerażająco niski standard pokoju.
Właśnie dlatego list otrzymany od nowego pracodawcy mógł jawić jej się jako przepusta na wolnośćz samego dna piekła.


Szanowna Pani Talean


Dziękuję za zainteresowanie naszą ofertą. Nimniejszym chciałabym zaprosić Panią na spotkanie informacyjne połączone z podpisaniem kontraktu w siedzibie naszej korporacji w Nos Astra. Po przybyciu na miejsce proszę powołać się na mnie a zostanie pani niezwłocznie odprowadzona do mojego gabinetu. Wszelkie opłaty portowe, jeśli jest to konieczne, zostanauiszczone przez nas proszę jedynie o przesłanie w wiadomości zwrotnej nazyw jednostki.


Laila T’Adari
Specjalista ds. HR
Binary Helix
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

6 gru 2015, o 20:19

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- Wiem, że się nie spodziewałeś - odparła smutno. - Ale nie wiedziałam jak inaczej to zrobić, jak ci to inaczej powiedzieć niż znaleźć cię i po prostu poznać. Jesteś zły?
Trudno było odpowiedzieć na tak ogólnikowe pytanie. Dora nie dookreśliła, czy Szeol miałby być zły o to, jaki sposób uświadomienia wybrała, czy o to, że w ogóle postanowiła go znaleźć. A może chodziło jej o jeszcze coś innego. Dla niej też musiało być to trudne, zresztą wyraźnie było widać jej stres w ilości alkoholu, którym próbowała dodać sobie odwagi. Zawód, którym jej brat się pochwalił, z całą pewnością zaniepokoił ją jeszcze bardziej, ale zależało jej na tej jednej rozmowie, na tym, żeby uwierzył.
W ciągu kolejnego wywodu Gate'a Dora zdążyła dopić drinka do końca. Zajęło jej to może pięć minut, może mniej. Dobrze przynajmniej, że nie wpływało to na jej mowę, nadal doskonale dało się zrozumieć każde jej słowo, tylko trudniej się jej stało na dziesięciocentymetrowych szpilkach. Faktycznie, lepiej było nie zostawiać jej tu samej.
- Nic mi się nie dzieje, to tylko... Prawie nic dzisiaj nie jadłam. Ze stresu. Właściwie to odkąd przyleciałam na Omegę... - uniosła wzrok na mężczyznę. Rozczarowanie zniknęło z jej oczu, ustępując miejsca zaskoczeniu. - Chcesz? Naprawdę? Wierzysz mi?
Przez długą chwilę wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, by nagle - znów jak uszczęśliwione dziecko - rzucić się mu na szyję. Barman zerknął na nich i uśmiechnął się, dla niego ta scena musiała być przesłodka, albo po prostu go bawiła. Uwieszona na Szeolu Dora westchnęła przeciągle.
- Dziękuję - rzuciła i dopiero po dobrych kilkunastu sekundach powróciła do bezpiecznego dystansu. Nie, chyba nie należała do osób które mogłyby kogoś zwabić do hotelu i tam bez skrupułów zamordować. Raczej do tych, które płaczą na widok varrena bez jednej łapy i dają drobne każdemu mijanemu żebrakowi.
Zapłaciła za swoje drinki i odepchnęła się od baru, by przecisnąć się w stronę wyjścia. Kilka razy jeszcze obejrzała się za siebie, by sprawdzić, czy Szeol aby na pewno za nią podąża. Mruknęła ciche przepraszam i odskoczyła w bok, kiedy niechcący wpadła na jakiegoś nieznajomego, który od razu zmierzył ją oceniającym spojrzeniem i uśmiechnął się przekonująco.
- Gdzie się tak spieszysz, złotko - spytał, wyciągając do niej dłoń.
- Nie, nie, ja tylko... tutaj - Dora cofnęła się i kurczowo złapała Gate'a pod rękę, nie puszczając już do samego wyjścia z klubu. Potem tylko rozluźniła chwyt, ale jeśli sam nie wyrwał jej swojego łokcia, to korzystała z niego w ramach wsparcia przy zachowaniu pionu. Oczywiście, nie była aż tak pijana, dałaby radę iść sama. Tylko trochę wolniej.
Gdy zamknęły się za nimi drzwi klubu, zrobiło się trochę ciszej i dużo spokojniej. Minęli kolejkę czekającą na wejście do Zaświatów i weszli w jedną z uliczek. Z tego co najemnik pamiętał, najbliższy hotel znajdował się kilka przecznic stąd, więc skoro dziewczyna nie pokierowała go do postoju taksówek, musiała wynajmować pokój właśnie w nim. Ale to nie był tani hotel, wręcz przeciwnie. Mało kogo stać było na zatrzymywanie się akurat tam, a już na pewno nie Szeola.
- Przepraszam - mruknęła Dora pod nosem i zerknęła na niego. - To z nerwów. Ale boże, tak mi ulżyło, myślałam że jednak nie będziesz chciał mieć ze mną nic do czynienia, a zależało mi... cieszę się, że mogę cię poznać. Może nie było jakoś super miło do tej pory, ale... hm. Mogę cię o coś zapytać? Ty też pewnie chciałbyś wiedzieć wiele rzeczy - zaśmiała się nerwowo. - Możemy się umówić, że pytanie za pytanie, hm? Albo dwa od razu.
Gdy weszli między budynki, przestała już do nich docierać muzyka z Zaświatów. Teraz tylko bas drżał równo, ale prawie bezgłośnie w chodniku.
- Jaka była twoja matka? - spytała w końcu, pierwsza rozpoczynając tę grę. - Wiem tylko jak miała na imię, nie mam pojęcia kim była. I... co ci się stało tutaj? - wskazała dłonią okolice swojego nosa. Zapewne chodziło jej o bliznę, której zarost Gate'a nie mógł ukryć całkowicie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

13 gru 2015, o 23:45

Ucieczka z tłoku natarczywych dźwięków, była jako takim zbawieniem. Miało to swoje plusy i minusy. Nie było dobre miejsce na załatwianie pewnych spraw, chociaż z drugiej strony było to jedno - paradoksalnie - z bezpieczniejszych miejsc. Trudno tu komuś zabrać życie i pozostać bezkarnym. A jeżeli taka opcja była dziś możliwa, to Szeol wolałby narobić problemów swoim zgonem. A żeby nie było za przyjemnie.
- Bycie złym to mój sposób na życie. Pij, zwińmy się stąd.
W spokoju poczekał, aż Dora skończy trunek. Nic nie powiedział mimo, że nie podobał mu się ten fakt - i tak już się nieźle wstawiła, nie potrzebowała kolejnych procentów. Czasami trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, a ten moment chyba był do tego najlepszy.. W końcu chciała rozmawiać, a nie bełkotać czy spać.
- Już mówiłem co o tym wszystkim myślę, ale nic lepszego mi nie pozostało do zrobienia.. Prawda?
Przytuliła go. Cóż za dziw? Niby rzecz tak bardzo normalna, że bardziej się nie da, ale jednak. Nie spodziewał się. W sumie to nie spodziewał się tu żadnej zaginionej siostry, a co dopiero, że taka będzie go przytulała. Dodatkowo nadal brał pod uwagę, że może to nie być siostra, a jedynie ktoś polujący na niego.
Trochę się przeraził
Trochę uśmiechnął, w duszy.
Gdy odbiła się od baru, aby ruszyć ku wyjściu, Szeol poszedł zaraz za nią. Będąc z tyłu, czuł się odrobinę pewniej, z tej perspektywy dziewczyna nie wyglądała na niebezpieczną - takie odczucia powodował lekko pijany chód i ta aura zagubionej istoty, jakby bardzo kruchej i bezbronnej. Nie trzeba było długo czekać, żeby myśli mężczyzny się sprawdziły.
- Nie dzisiaj - odpowiedział nieznajomemu, który próbował wejść w bliższą relację z Dorą. Nie powiedział nic, gdy ta złapała go pod ramię, potem też nie wyrwał się z objęć rzekomej siostry. Przyda się jej oparcie, a przynajmniej alkoholowi w jej żyłach.
Gdy wyszli, Szeol rozejrzał się. Stare śmieci, pomyślał. Spędził tu sporo czasu, jak nie większość życia. Muzyka, teraz stłumiona, brzmiała magicznie i zachęcała, aby odwiedzić Zaświaty. W sumie to lepiej te, a nie drugie. Jednak trzeba było - od czasu do czasu oczywiście - opuścić ten lokal, żeby pożyć trochę inaczej, niż bójkami i alkoholem. Albo na przykład, żeby pogadać ze swoją niedawno odnalezioną siostrą, o wciąż żyjącym ojcu. To też jakaś odskocznia od tego miejsca.
Patrząc na ulice Omegi, mężczyzna zatęsknił za Ziemią. Miło by było teraz zaciągnąć się nie papierosem, a czystym, mroźnym powietrzem. Najlepiej w zimę, kiedy to śnieg trzeszczy pod stopami. Perfumy Dory sprawiały, że Szeol momentami odczuwał melancholię. Mimo, że oficjalnie urodził się tutaj, to jednak Ziemię uważał za swój właściwy dom.
- Na razie nie wiem, nie mam żadnych pytań - odpowiedział. - Moja matka była.. jak każda matka. Kochała mnie i dbała, żebym wyrósł na dobrego faceta. Pracowała u pewnego mężczyzny, mój przyszywany wujek. Mówiłem mu Tate.. Miał on tam sobie jakąś swoją działalność, trochę związaną z handlem i statkami kosmicznymi. Chyba przez niego wyrosłem na pilota, a przez ulicę i ojca na... Łowce przygód, tak to określmy. Bo dużo zawirowań w tym zawodzie, naprawdę. - Przerwał na chwilę, myśląc co powiedzieć o bliźnie. Musiał się wtedy naprawdę mocno pieprznąć, bo sam w sumie nie pamięta zbyt dobrze. - Uczestniczyłem w polowaniu na Miażdżypaszcze i wpadliśmy w zasadzkę rozwścieczonej bestii i krogan. - Zaśmiał się. - Tak naprawdę to nie bardzo pamiętam, myślę, że był to niefortunny wypadek w pracy.
ObrazekObrazek


ObrazekObrazekObrazekObrazek

Osiągnięcia postaci, informacje dla MG

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Szeol Gate

Avatar użytkownika
 
Posty: 141
Dołączył(a): 16 maja 2014, o 17:45
Miano: Szeol Gate
Wiek: 27
Klasa: Szturmowiec.
Rasa: Człowiek.
Zawód: Łowca głów, pilot
Lokalizacja: Dominikana (posiadłość)
Kredyty: 22.020
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Ulice Omegi

15 gru 2015, o 02:06

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Ulice Omegi

15 gru 2015, o 16:48

Nie odzywała się, kiedy Szeol opowiadał o matce. Na jej mało pokerowej twarzy pojawił się nieumiejętnie ukrywany smutek. Jeśli trzy lata temu zmarła jej matka i od tamtej pory część swojego życia poświęciła na poszukiwania brata, to teraz wszystko się zmieniało. Znalazła go... i teraz co? Miał jej zastąpić ukochaną, utraconą osobę? Być wsparciem, którym była matka? Przecież mimo wszystko nadal był obcym człowiekiem. Zgodził się z nią pójść, ale to chyba tylko z litości. Skrzywiła się do tych myśli, zdając sobie chyba sprawę z tego, jak bardzo się już zdążyła na dzień dobry skompromitować. Westchnęła.
- Ten... wujek - zaczęła niepewnie. - Masz z nim kontakt? Łowca przygód - uśmiechnęła się lekko. - To brzmi lepiej niż łowca nagród. Słysząc to nie widzisz od razu pistoletu przyłożonego do czyjejś skroni, tylko wolność, której niektórym brakuje. Gdzie teraz mieszkasz? Tutaj gdzieś, na Omedze? - wzruszyła ramionami. - Masz kogoś... takiego... swojego?
Można się było domyślać, że nie mówi o niewolniku. Po prostu, naturalnie kontynuowała rozmowę, starając się poznać Szeola, dowiedzieć o nim czegoś więcej niż tyle, co opowiedziały jej zdjęcia i niedopowiedzenia ojca. Na wzmiankę o miażdżypaszczy spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami, wyraźnie skłonna we wszystko mu uwierzyć. Dopiero gdy zorientowała się, że to żart, po dłuższej chwili odpowiedziała uśmiechem.
Minęli jakiś sklep i grupkę młodych chłopaków, skupionych na liczeniu kto ile powinien zapłacić za kolejną flaszkę. Dora zmierzyła ich beznamiętnym wzrokiem. Byli zdecydowanie zbyt młodzi żeby pić, nawet jak na standardy Omegi. Mogli mieć po trzynaście, czternaście lat.
- Ja jestem tancerką - odezwała się znów, gdy skręcili w jedną z bocznych uliczek. - To znaczy... nie taką, jak te w Zaświatach. Pracuję w szkole baletowej i w teatrze T'Vetzi w Barcelonie.
Bardziej odległego zawodu od tego, czym zajmował się Szeol, to chyba nie mogła mieć. Ale przecież nie wszyscy należeli do jego świata. Wszechświat był wypełniony zwyczajnymi ludźmi, od sklepikarzy, przez urzędników, po wszelkiego rodzaju artystów, do których grona najwyraźniej należała Dora. To się zgadzało, wspominała coś o spektaklach na planecie po drugiej stronie galaktyki, a jej sposób poruszania się - mimo, że była lekko podpita - mówił sam za siebie.
- Moja mama była Hiszpanką i tak jakoś mi się tam zostało... wolałam mieszkać z nią, niż z ojcem. Do niego jeździłam na wakacje, teraz odwiedzam go w weekendy, kiedy potrzebuję odpocząć, siąść na balkonie z widokiem na morze i przez chwilę o niczym nie myśleć. Z ojcem dobrze się milczy. Powinieneś go kiedyś odwiedzić.
Gdzieś za nimi coś łupnęło głucho, przypominając, że przy całej tej sielankowej atmosferze wciąż jednak są na Omedze, stacji, która nie należy do szczególnie przyjaznych. Niedługo powinni dojść do hotelu, za jakieś trzy, cztery minuty. No, z tempem Dory to może pięć. Dobrze by było, gdyby wreszcie usiedli na spokojnie i nie musieli się przynajmniej martwić zamieszaniem dookoła.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

15 gru 2015, o 17:58

- Praca łowcy nagród.. - Zamyślił się - To naprawdę przygoda. Tak. Czasem z pistoletem przy skroni, rzadziej z materiałami wybuchowymi na jakimś statku, ale bardzo często poznaje się miejsca i ludzi.. Szczególnie, gdy próbujesz być z całych sił ludzki. Wiesz, gdzieniegdzie za swoją pracę i konsekwencje jej wykonywania, mogę dostać w ryj albo gorzej. Mimo wszystko nigdy nie chciałem narazić się żadnej grubej rybie, ani organizacji. Wolę raczej pewne, mało ryzykowne zlecenia, wolę pomagać niż psuć. Tak się da, tylko to jest trudne i trzeba przy tym, paradoksalnie, czynić zło. To skomplikowane. Mimo wszystko myślę, że życie nie wrzuciło mnie jeszcze w najgorsze gówno, jakie można dostać. Staram się być na to gotowy, przygotowany.
Omega była jaka była. Nie dało się ukryć jej oczywistych, aż zanadto wpuklonych wad, jednak... Nie, nie miała swojego unikalnego dobra. Mimo wszystko pięknie patrzyło się tu na każdy promyk ciepłego światła wśród całego smrodu. Jednak mimo wszystko o Omedze trzeba było powiedzieć, założyć, że jest to kosmiczna kolebka zła. Magnes na taką energię.
Nawet najwyżsi przedstawiciele sił dobra, ostatecznie nie dawali sobie tutaj rady.
- Posiadam mieszkanie, tutaj, choć z niego zwykle nie skorzystam. Taka spuścizna po matce. I nie, nikogo nie mam, nie będzie ci dane poznać żadnej wybranki mojego serca... Choć jak tak popatrzę na kształty niektórych, huh. - Uśmiechnął się, gdy przed oczami przebiegły mu obrazy pięknych ziemskich kobiet, czyli tego co faceci lubią najbardziej.. Zaraz po broni. Mimo wszystko ta sielankowa chwila nie trwała za długo, gdyż Szeol zobaczył minę Dory; obserwowała młodocianych, prawdopodobnie przyszłych kryminalistów, może nawet patrzyła na coś gorszego. - Uroki Omegi, niestety. Przykro patrzy się na takie obrazy, dlatego wybrałaś bardzo złe miejsce na spotkanie.
Nawet takiej osobie, jak Szeol pękało serce na taki widok. Dusza krzyczała. Kiedy zło odbiera człowiekowi najlepszy okres z życia, jakim jest niewątpliwie dzieciństwo, człowiekowi chciało się umierać i po prostu zapomnieć o wszystkim. Nie każdy potrafił przeciwstawić się trawieniu Omegi, dlatego patologia nie była tu zbyt niezwykła, ale i takim próbowano pomóc. Przynajmniej tak chciał myśleć Gate, bo przecież wszędzie są jakieś promyki nadziei. Muszą być i w kolebce zła. Bywają.
- Szczeniaki, jak kupicie flaszkę, to połamię wam te wasze szkity i tego sklepikarza. Matki będą was po zębach identyfikować. - powiedział głośniej do grupki młodziaków, starając się być choć chwilowym promykiem. - Znajdźcie sobie cholerne zajęcie, bardziej zajmujące od procentów.
To nie była jego historia i nigdy nią nie będzie, jednak dla zasady można było zwrócić uwagę. Trochę dla Dory. Choć uwaga mogła zabrzmieć dość agresywnie, to inaczej nie dało się przemówić do takich łbów, jak w ten sposób. Mimo wszystko to nie była jego historia, a swoją kontynuować musiał. Rozwinąć.
- To świetny zawód, powiedzmy, że nie wbiłaś się w rodzinę. Ale chyba taka rola kobiet u nas; my jak najbardziej wybuchowo... A wy, na spokojnie. Mimo wszystko cieszę się, że czegoś w życiu się dorobiłaś. Trzeba coś w życiu osiągnąć. - Zamknął się na chwilę, gdy przyszła mowa o ojcu. Był na niego zły za to, co zrobił. Za to, że żył i nie był na tyle dobry, żeby o tym powiedzieć jemu i matce. - Przez życie odwiedzałem go w głowie, ale przecież jest martwy. Przynajmniej był. Trochę słabo z jego strony, że zostawił od tak syna i swoją żonę... Martwy, ta. Powinienem mu kiedyś wybaczyć, powinienem.
Trudno nie być złym w takim momencie. Kiedy przez tyle lat życia było się oszukiwanym, żyło się w kłamstwie i lekko innej rzeczywistości, kiedy kłamało się o ojcu. Nieświadomie. A on żył i miał się dobrze czy tam źle, ale żył. Do tego miał kogoś, a syna jedynie wspominał drugiemu dziecku.. No bo po cholerę miałby się nim zainteresować, jakoś bardziej? Po co napisać, zadzwonić i powiedzieć "witaj synu, wiesz, jednak mi się żyje trochę. Mieszkam na Ziemi, wpadnij czasem", kiedy można udawać martwego? Cholerne rozumowanie ludzi, niezbadane ścieżki.
- Kto nie pozwalał ci ze mną rozmawiać, oprócz ojca?
Przez natarczywe dźwięki Zaświatów, Szeol prawie zapomniał o dość intrygujących słowach dziewczyny. Nie było wolno jej się kontaktować z bratem, dość dziwne. Tak samo jak martwy żywy ojciec.
ObrazekObrazek


ObrazekObrazekObrazekObrazek

Osiągnięcia postaci, informacje dla MG

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Szeol Gate

Avatar użytkownika
 
Posty: 141
Dołączył(a): 16 maja 2014, o 17:45
Miano: Szeol Gate
Wiek: 27
Klasa: Szturmowiec.
Rasa: Człowiek.
Zawód: Łowca głów, pilot
Lokalizacja: Dominikana (posiadłość)
Kredyty: 22.020
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Ulice Omegi

15 gru 2015, o 23:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Rzut kością

Avatar użytkownika
 
Posty: 652
Dołączył(a): 17 paź 2013, o 21:03

Re: Ulice Omegi

16 gru 2015, o 00:54

Chłopcy na widok Szeola przerwali dyskusję i spojrzeli na niego spod zmarszczonych brwi. Jeden z nich splunął na ziemię w jego stronę, ale nie usiłowali się kłócić. Być może przekonała ich Dora, która puściła ramię brata i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, robiąc groźną minę, ale prędzej była to broń, wyraźnie wisząca u pasa Gate'a. Jeden z młodych mruknął coś do swoich towarzyszy i pociągnął jednego z nich za sobą, a pozostali niechętnie ruszyli za nim. Prawdopodobnie poszli szukać innego sklepu, bo raczej mało prawdopodobne było, by obudziło się w nich znienacka poczucie odpowiedzialności.
- Lepiej byście zrobili ze sobą coś konstruktywnego - zawołała jeszcze za nimi Dora, czując potrzebę dodania czegoś od siebie, skoro już Szeol się wypowiedział. Żaden z chłopców nie zareagował, niedługo zniknęli za rogiem i tylko kobieta uśmiechała się lekko, jakby spełnili obywatelski obowiązek. Choć na pewno nie była głupia, wiedziała jak to się skończy. A może po prostu ją to rozbawiło.
Odwróciła się i ruszyła dalej.
- Mhm, dorobiłam - mruknęła. - Gdyby nie kasa od ojca, nie byłoby mnie stać na tak dobre wykształcenie i gówno by z tego było.
Gdy Szeol wyrażał swój ból i niechęć wobec Maderina, Dora milczała. Przez długą chwilę nic nie mówiła, zapewne nie wiedząc czy były w ogóle jakieś słowa, które mogłyby trochę poprawić jego nastawienie.
- Na pewno miał jakiś powód - odparła wreszcie, dopiero po fakcie orientując się, że to tylko sztampowe i oklepane pocieszenie. Ale co więcej mogła powiedzieć? Nie przyleciała tu jako arbiter, chciała tylko znaleźć brata. I znalazła. - Ochrona - westchnęła i przewróciła oczami. - Ochrona ojca. Ale udało mi się wyrwać, nigdy nie uczestniczą w próbach do spektakli, na samym występie mam charakteryzację, a potem... no, zanim mnie tu znajdą to mam co najmniej kilka spokojnych dni. To ostatnie miejsce, gdzie będą mnie szukać. Tańczy za mnie zastępstwo.
W uliczkę weszło dwóch mężczyzn, pogrążonych w rozmowie. Też najwyraźniej byli lekko wstawieni i biorąc pod uwagę temat ich dyskusji, wracali właśnie z Zaświatów, bo nie przestawali mówić o tym, jak mocne i jednocześnie niesamowicie tanie było to, co właśnie wypili. Szli szybciej niż Szeol z Dorą, więc zbliżali się do nich, rozmowa stawała się coraz głośniejsza.
- Kształty niektórych, co? - kobieta zerknęła na brata z rozbawieniem. - Niezłe masz kryteria wyboru partnerki. Nie żebym... - spojrzała przez ramię za siebie. - Nie żebym...
Zamilkła.
Głosy mężczyzn też ucichły.
Zanim Gate zdążył zareagować, poczuł bolesne ukłucie w szyję, jednocześnie widząc, jak Dora osuwa się w ramiona wysokiego blondyna. Patrzyła najemnikowi prosto w oczy, z przerażeniem i rozpaczą próbując się jeszcze szarpać, ale szybko traciła władzę nad swoimi mięśniami. Poczuł jeszcze jak ktoś chwyta też jego, gdy zaczęły pod nim uginać się nogi, zobaczył jak usta dziewczyny usiłują wypowiedzieć bezskutecznie jakieś słowa, a potem zapadła ciemność.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

18 paź 2017, o 20:48

Dokowanie na Omedze przeszło bez problemu. Kontrola nie zadawała za dużo pytań i dobrze, bo młody Quarianin wprost nie mógł się doczekać lądowania na stacji. Nigdy jeszcze tu nie był, chociaż słyszał o tym miejscu. Dużo słyszał, każdy podróżnik przez pustkę słyszał o tym raju dla przemytników i kryminalistów. Będę się miał na baczności. Nie spuszczę oka z otoczenia. Obiecał sobie solennie mechanik. Jednak gdy tylko zamknęły się za nim drzwi jego statku, Eri stracił całą swoją determinację i poszedł przed siebie, rozglądając ciekawie na wszystkie strony. Niestety nie da się za długo iść, nie patrząc przed siebie. Po chwili marszu Eri wpakował się na przysadzistego kroganina.
-Patrz, gdzie leziesz.- krzyknął na niego gad, mocno odpychając go od siebie, po czym odwrócił się i wrócił do swoich zajęć. Przewrócony Quarianin przez chwilę leżał zaskoczony. Już miał wstawać, kiedy zaczął gorączkowo macać się po kombinezonie. Nie! Nie! Niech tylko nie będzie uszkodzony! błagał w myślach technik. Na szczęście nic się nie rozszczelniło.
-Bosh'tet- szepnął Eri, po czym zaczął się gramolić na nogi. Wielcy kroganie nie mogą trochę zmaleć? Stanął w miejscu i zaczął chłonąć ogólną atmosferę stacji. Oglądał budynki i sklepy, wyobrażając sobie, jak mogłyby wyglądać, wybuchając. Oczywiście nie wysadziłby połowy stacji tylko po to, by popatrzeć. Musiałaby być najpierw pusta, przecież nie był mordercą. W końcu skończył podziwiać Omegę i skupił się na tym, po co tu przybył. Przede wszystkim coś, czym mógłby zakończyć pielgrzymkę, a z tych wykonalnych e najbliższej godzinie to chciał zakupić pochłaniacze ciepła i trochę mediżelu. Pamiętając o tym, zaczął rozglądać się za sklepem, który mógłby posiadać takie rzeczy na stanie.
Eri`Fennas nar Iktomi

Avatar użytkownika
 
Posty: 11
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 00:16
Kredyty: 20.000

Re: Ulice Omegi

20 paź 2017, o 20:56

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Ulice Omegi przepełnione były batarianami, turianami, ludźmi, kroganami. Tak, ten zakątek galaktyki przyciągał wszystkich, którzy liczyli na szybki, aczkolwiek nielegalny zarobek oraz tych, którzy liczyli na znalezienie schronienia - ci byli głupi, na stacji nikt nie był bezpieczny. Nawet ci, którzy byli na szczycie łańcucha pokarmowego. Dlatego quarianka poczuła się nieco pewniej, gdy opuściła sklep z bronią. Przez dłuższy czas podziwiała swoją zdobycz, sprawnie omijając idących z naprzeciwka i nie zwracając uwagi na zaczepki podpitych turian. Schowała broń i gwałtownie skręciła w lewo, wchodząc w wąską i ciemną alejkę. Niewielu wiedziało o kolejnym handlarzu, który znajdował się na końcu tej uliczki.
Kalee weszła do ciasnego pomieszczenia, wypełnionego po sam sufit metalowymi skrzyniami o nieznanej zawartości. Batarianin stojący za ladą zmierzył ją wzrokiem. Dobrze wiedział, po co przyszła.
- Masz coś dla mnie? - zapytała, kładąc dłonie na ladzie i wpatrując się w dwie pary czarnych oczu.
- Mam wiele rzeczy na sprzedaż, ale tego, czego żądasz, dać ci nie mogę. - handlarz warknął znudzony, codzienną wizytą quarianki.
- Zbywasz mnie już od tygodnia. Mam kredyty, jeśli o to ci chodzi. - Na ręce pojawił się omni-klucz, gotowy do przelania kredytów.
- Sześćdziesiąt tysięcy kredytów? Wątpię, abyś tyle posiadała. - Mina quarianki zrzedła, ale on tego oczywiście nie widział. Opuściła rękę.
- Nie. Tyle nie posiadam.
- Tak myślałem. Wyjdź. Wróć, kiedy zdobędziesz więcej kredytów.
Bosh'tet! Tysiące myśli biło się ze sobą pod hełmem młodej dziewczyny, gdy wracała do swojego gniazda. Te jedyne w swoim rodzaju części zdecydowanie poprawiłyby wydajność statków we Flotylli... I zagwarantowałyby jej powrót do domu. Gdzie można pozyskać tyle kredytów? Galaktyka jest ogromna, a ona wie tak mało. Pochłonięta myślami szła w kierunku doków, co jakiś czas wpadając na różne osoby. Powoli zbliżała się do celu swej dzisiejszej wycieczki, kiedy nagle z odmętów jej umysłu wyciągnął ją niecodzienny widok. Quarianin! Upadł na ziemię popchnięty przez wielkiego kroganina. Kalee zawahała się na moment, po czym podeszła do pobratymca.
- Jesteś cały? - zapytała, pomagając wstać nieznajomemu. - Jestem Kalee'Vagaar nar Rileya. - przedstawiła się pełnym imieniem zgodnie z quariańską tradycją.
ObrazekObrazek
Kalee’Vagaar

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 lip 2017, o 11:19
Miano: Kalee'Vagaar nar Rileya
Wiek: 20
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarianka
Zawód: Mechanik
Lokalizacja: Omega
Status: W trakcie pielgrzymki
Kredyty: 5.750

Re: Ulice Omegi

21 paź 2017, o 21:51

Gramolił się na nogi, kiedy jakieś przyjazne ręce pomogły mu wstać. Obrócił się i staną prawie szyba w szybę z hełmem quariańskiego skafandra. Usłyszał imię nieznajomej i kiwnął głową w podzięce.
-Raczej tak.... tak jestem cały. Co za miejsce! Na początku nawet mi się tu podobało! Jednak mieszkańcy tej stacji są tacy grubiańscy! Chyba tylko zapakuję co miałem zapakować na swój statek I zniknę z tej dziury.- zaczął szybko mówić quarianin. Po chwili jednak przypomniał sobie, że jego rozmówczyni wcale o to nie pytała. Jego gadulstwo znów brało nad nim przewagę.
-Eri'Fennas nar Iktomi. - przedstawił się szybko, przypatrując się ciekawie swojej rozmówczyni. Niewiele mógł dostrzec przez kombinezon, w który była ubrana. Taka cecha quarian. “Nar”, czyli tak jak on była na pielgrzymce. Ciekawe jak ją znosiła? I jak długo na niej była? Znalazła coś ciekawego? Chyba nie bo już wracałaby do floty. Eriemu nawet podobało się swobodne krążenie po galaktyce. Tyle było do odkrycia! Tyle do zobaczenia! Chociaż z drugiej strony on ma swój statek, a nie każdy ma tak dobrze.
-Miło mi cię poznać! Zawsze dobrze spotkać kogoś z Quariańskiej Flotylli. Widzę, że twoja podróż przygnała cię na tą zapomnianą przez wszystkich stację. Naprawdę nieprzyjemne miejsce. Na twoim miejscu szukałbym gdzie indziej. Długo już tu przebywasz? Może wiesz gdzie mógłbym się zaopatrzyć w pochłaniacze ciepła i mediżel? - trajkotał dalej. Nie zastanawiał się, nad tym, co mówi, słowa po prostu leciały mu z ust.
Eri`Fennas nar Iktomi

Avatar użytkownika
 
Posty: 11
Dołączył(a): 15 sty 2017, o 00:16
Kredyty: 20.000

Re: Ulice Omegi

25 paź 2017, o 14:38

Pod quariańskim hełmem pojawił się niewidoczny dla nikogo, delikatny uśmiech. Rozmówca Kalee wydawał się niespokojny i poddenerwowany i wcale mu się nie dziwiła. Sama tak się zachowywała, gdy pojawiła się na Omedze. Tutaj nie można być pewnym niczego.
- Tak, to nie są mieszkańcy Flotylli. Tutaj każdy dba o siebie. - odrzekła, nerwowo się rozglądając. Nerwica natręctw dotyka także quarian, kto by pomyślał? Niemalże rok spędzony na tej stacji zmienił Kalee. Nie była tu otoczona przez członków załogi Rileya, do których zawsze mogła zwrócić się z prośbą o pomoc. Nie, tutaj była sama. Nauczyła się dostrzegać rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłaby uwagi. Jej pielgrzymka okazała się jeszcze kolejną szkołą. Nauczyła się obserwować i przewidywać ruchy osób, przebywających w tym ponurym miejscu.
Quarianin także się przedstawił, używając “nar” przed nazwą statku, a to oznaczało, że wciąż jest na swojej pielgrzymce. Ciężko było jej powiedzieć, czemu się zdziwiła. Quarianie rzadko opuszczają Flotyllę, a na pewno nie opuszczają jej, by samotnie odwiedzić Omegę.
- Hm... Nigdy nie słyszałam o Iktomi. - Powiedziała bardziej do siebie, niż do Eriego, jednocześnie odliczając w głowie nazwy statków. Rileya, Qwib Qwib Tonbay, Shellen, Rayya, Yaska, Ulnay... Zdecydowanie zbyt dużo nazw do zapamiętania.
- Przybyłam na Omegę prawie rok temu, ponieważ myślałam, że łatwiej tu będzie coś znaleźć... - Urwała swoją myśl, zastanawiając czy powiedzieć nowo poznanemu quarianowi o tym, co znalazła. A co jeśli ma środki na zakup tych części? Nie, nie mogła pozwolić, aby kupił je ktoś inny niż ona. - Ale jeśli nie masz dużej ilości kredytów, to chyba nie znajdziesz nic o dużej wartości. Paliwo lub podrzędne, używane części. - To była bezpieczna odpowiedź. Bez żadnych namiarów.
- Możesz wynająć prom lub pójść prosto tą drogą. - Wskazała kierunek, z którego przybyła. - Znajdziesz się w dystrykcie Kima, a potem wystarczy znaleźć “Serce Kimy”. Właśnie stamtąd wracam. - Zawahała się. - M-mogę pokazać ci drogę, jeśli chcesz.
ObrazekObrazek
Kalee’Vagaar

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 lip 2017, o 11:19
Miano: Kalee'Vagaar nar Rileya
Wiek: 20
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarianka
Zawód: Mechanik
Lokalizacja: Omega
Status: W trakcie pielgrzymki
Kredyty: 5.750

Re: Ulice Omegi

2 lis 2017, o 20:44

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wade nie odpowiedziała początkowo na przytyki Strikera, ale uśmiechała się do niego, spoglądając na niego z lekko uniesioną głową. Wrzuciła swoją torbę do taksówki, siadając później z przodu, obok mężczyzny. Sięgnęła do kołnierza jego kurtki i przyciągnęła go do siebie, by pocałować go jeszcze raz, krótko, ale z przekonaniem.
- Lubię, jak się do mnie uśmiechasz - poinformowała go.
Wpisała port lotniczy w autopilota taksówki i oparła się wygodniej, pozwalając skycarowi zabrać ich w stronę czekającego na nich promu. Godzina do odlotu minęła im bardzo szybko. Zdążyli pójść po kawę i kupić sobie coś do jedzenia, choć śniadanie musieli zostawić sobie na sam lot. Zarówno szczelnie zamknięta kawa, jak i hermetyczny posiłek, mogły zostać wniesione na pokład, ale niekoniecznie zjedzone jeszcze przed startem.
Sonya zarezerwowała im siedzenia z większą ilością miejsca na nogi, o czym nie omieszkała poinformować Charlesa z typowym dla siebie przytykiem. Ale sama też z tego miejsca skorzystała, w końcu nie należała do najniższych. Wyprostowała swoje długie nogi przed siebie, rozkładając sobie stolik i śniadanie gdy tylko opuścili orbitę Ziemi.
Po długich kilku godzinach prom zadokował na Omedze, a stacja powitała ich zapachem rdzy i mokrego metalu. Na dzień dobry zostali osyczani przez siedzącego na podłodze vorcha, na widok którego Sonya skrzywiła się z niesmakiem. Kobieta nie spała w trakcie lotu, albo pogrążona w rozmowie z Charlesem, albo zaczytana. Gdzieś w połowie trasy dostali obiad, składający się z niezbyt dobrego mięsa i biednej ilości ryżu. Wade nie ruszyła tego palcem, dochodząc do wniosku, że wszystko co kupią po przylocie na miejsce będzie lepsze niż to.
No i miała trochę racji. Tuż przy dokach znajdowały się sklepy, zarówno spożywcze, jak i wszystkie inne. Gdyby przypadkiem Striker chciał razem z chlebem kupić sobie pięć pochłaniaczy ciepła, to wystarczyło przejść do sąsiedniego handlarza. To nie była Cytadela, gdzie każdy miał licencję, wszystko było czyste i eleganckie. Tutaj wszystko rządziło się swoimi prawami. A właściwie żadnych praw tu nie było, jeśli o handel chodzi.
- Musimy polecieć do punktu kurierskiego - powiedziała Wade, szybko znajdując postój tutejszych taksówek. Wyglądały znacznie gorzej niż te w Sendai, ale trudno było się spodziewać czegoś innego po Omedze.
Niecałe pół godziny później Charles miał już swoją czarną torbę z całym sprzętem, jakiego potrzebował, a Wade miała przerzucony przez ramię plecak ze swoim pancerzem i pewnie całą resztą. Gdzieś po drodze kupiła sobie jakiegoś batonika, żeby przekąsić cokolwiek zanim znajdą miejsce, w którym będą mogli normalnie się posilić.
- Wiesz już gdzie masz się spotkać z tymi ludźmi? - spytała. - Możemy lecieć tam od razu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

3 lis 2017, o 20:08

Nie chciał tego przyznawać ale był w niej całkowicie zakochany. Może nie potrafił jeszcze tego zrozumieć lub nawet zauważyć, ale nie było co mówić, że jest inaczej. Szczególnie teraz, kiedy przyciągnęła go do siebie ten ostatni raz za nim wyruszą na poszukiwania jego brata. Nie był obojętny kiedy go pocałowała. Sam przyciągnął ją do siebie. Wyglądali jak para specyficznych kochanków zaraz przed kolejną normalną podróżą, a nie jak przygotowani do działania ludzie, którzy w najbliższym czasie mogą pozabijać wszystkich turian na Omedze.
Nie był zachwycony jakością posiłku jaki zakupili w porcie ale nie miał przecież czego wymagać od takiego miejsca jak to. Dobrze że w ogóle udało im się cokolwiek kupić, bo przez grymaszenie Charles’a musieli obejść pół portu za nim zdecydował, że to co znaleźli jest jadalne. Do miejsca gdzie kupowała kawę nie miał problemu bo o małą kawiarnię na lotnisku nie trudno. Przynajmniej to było dobrej jakości.
W promie rozsiadł się najwygodniej jak potrafił. Pomimo dużej ilości miejsca na nogi wciąż miał problem z wyciągnięciem nóg. Musiał zresztą zjeść też na kolanach obiad ponieważ stolik nie przewidywał osoby takich rozmiarów i blokował się na jego nogach. Zaprawdę koszmarem było życie człowieka o wielkich rozmiarach. Sam przelot jednak minął mu bardzo przyjemnie w towarzystwie Sonyi. Zresztą było tak prawie ze wszystkim, jeśli robili coś wspólnie.
Dopiero na miejscu rozprostował się jak powinien. Jak zawsze był większy od wszystkich otaczających go ludzi. Przynajmniej na stacji nie będzie się czuł tak dziwnie wiedząc, że są rasy o wzroście podobnym do niego. Chociaż tyle.
Omega. Zawszona dziura do której nienawidził przybywać. Brzydził się tego miejsca z wielu powodów. Siedzący i syczący na wszystko Vorch mógł właśnie być jednym z nich. Najchętniej sprzedałby mu kopa prosto w ten okrutny ryj.
Kiedy jego dłonie wylądowały na torbie z osprzętem poczuł się jakby zobaczył starego przyjaciela po latach. Może i Striker starał się być częścią normalnego życia, lecz wciąż nie potrafił zapomnieć jak kochał to całe latanie z bronią. Bał się tylko, że Wade może stać się krzywda podczas tej całej eskapady.
- Za chwilę się z nimi skontaktuje.
Spojrzał na torbę z jej osprzętem. Uśmiechnął się dość dziwnie jak na siebie, bo chyba pierwszy raz zrobił to szelmowsko.
- Nie mogę się doczekać jak znowu cię zobaczę w tym kombinezonie bojowym.
Zaczął szukać kontaktu od Siemiona do mężczyzn stacjonujących na stacji. Miał nadzieję, że naprawdę będą tak dobrzy jak obiecywał. Chciał chociaż raz pracować z oddziałem, który będzie z nim współpracował, a nie utrudniał robotę. Albo przynajmniej z takim, który w połowie zlecenia nie uzna go za przynętę na niewiadomo co.
Siemion kazał mi się z tobą skontaktować po przybyciu na Omege. Gdzie mamy się spotkać i ustalić szczegóły planu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Ulice Omegi

3 lis 2017, o 20:44

Wade parsknęła śmiechem, gdy usłyszała jego komentarz dotyczący jej sprzętu. Poprawiła ułożenie plecaka na ramieniu i pokręciła powoli głową.
- Znowu? Czyli już jak poprzednio go miałam na sobie, to miałeś brudne myśli? A ja myślałam, że jednak jesteś profesjonalistą. Jestem rozczarowana.
Uniosła brwi, robiąc sztucznie smutną minę. Pewnie domyślała się, że tak było - może nawet już wcześniej, na Islandii wyczuła jego palące spojrzenie. A może teraz przypomniała sobie, że coś takiego w ogóle miało miejsce.
Odpowiedź na wiadomość przyszła prawie natychmiast, Charles nie musiał długo czekać. Sonya mało subtelnie zajrzała mu przez ramię.
Dolny poziom Zaświatów, loża 9

Na szczęście taksówka nie odleciała z parkingu w momencie, w którym z niej wysiedli. Mogli więc spakować się do niej od razu ze wszystkimi swoimi gratami, ze sprzętem i bagażami, choć zostawiło to dużo mniej miejsca dla nich. Charles powinien zresztą kupić sobie swój prom, który odpowiedni byłby do jego wzrostu. Niektóre nawet były dostosowane do skoków przez przekaźniki. Może wtedy nie musiałby narzekać na ból transportu publicznego.
Dudniący bas Zaświatów usłyszeli długo zanim zobaczyli pierwsze hologramy klubu. A gdy podniosły się drzwi pojazdu, przyjemny szum lotu od razu został zastąpiony przez hałas. Zatrzymali się praktycznie przy samym wejściu, więc wokoło plątało się mnóstwo pijanych ludzi. W oczy rzucała się tutejsza ochrona, turianie w pancerzach, znacznie też więcej asari niż na Ziemi. Jakiś volus awanturował się przed wejściem do Zaświatów, a quarianka obok kłóciła się o swoje.
- Nie jestem do tego przyzwyczajona - powiedziała cicho Wade, wyskakując z auta. - Tu prawie nie ma ludzi.
Faktycznie, tylko jedna ludzka kobieta, długonoga blondynka rozmawiała o czymś z jednym z ochroniarzy, kręcąc włosami na palcu i przymilając się do niego mało subtelnie. W oczach Sonii błysnęło rozbawienie, gdy nieznajoma oparła dłoń o rękę turianina, chwaląc jej twardość. Sam ochroniarz wyglądał jakby nie wiedział za bardzo o co jej chodzi.
- No, to promieniowanie - odparł, wzruszając ramionami zupełnie obojętnie.
Nikt nie zatrzymał ich przy wejściu. Po podaniu nazwiska zostali bez dyskusji wpuszczeni do środka, momentalnie zostając zalanymi przez stroboskopy, głośną muzykę i zatrzęsienie błękitnych pośladków w lateksie, poruszających się do rytmu nad ich głowami.
- Wow - mruknęła tylko Sonya, rzucając krótkie spojrzenie w stronę baru i całej ściany kolorowych alkoholi, ale przecież nie to tutaj przyszli. Zresztą Striker i tak nie lubił klubów. - Jest ta loża. Chodź.
Wejścia pilnował kroganin, choć "pilnował" to za duże słowo - jego wzrok nie odrywał się od jednej z tancerek nieopodal. Kiedy jednak podeszła ich dwójka, zamrugał i spojrzał na nich pytająco.
- Czego tu?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

3 lis 2017, o 21:22

Rozłożył ręce z miną, która miała wskazywać, że to nie jego wina.
- Kobiety w kombinezonach bojowych działają na wyobraźnie. To nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem.
Parsknął śmiechem spoglądając na swój komunikator. Nie zakładał, że odpowiedź nadejdzie tak szybko. Chociaż pewnie ludzie Siemiona nie mieli tutaj zbyt dużo roboty, zresztą nawet nie wiedziała co oni tutaj robili. Możliwe, że Bratwa miała na stacji jakiś pomniejszy interes, który wymagał ochrony specjalistów, a nie typowych chłopaków ze slumsów, którzy umieją trafić w nieruszający się cel z 2 metrów.
Musieli ruszać. Teraz już nie było czasu na zwątpienia. Za chwilę miał się spotkać z ludźmi, którzy mogli nawet siedzieć w nim w tym samym więzieniu. Musiał się przygotować. Teraz musiał wrócić do świata o którym chciał zapomnieć. Więzienie nie było jeszcze takie złe, każdy znał tam swoje miejsce, a reguły były bardzo proste. To nie był subtelny Rosenkov, a rosyjski pierdl.
Już w taxówce jego zachowanie powoli się zmieniało. Jego wzrok stawał się o wiele bardziej twardy. To nie było coś do czego była przyzwyczajona Wade. Nawet nie było to blisko do tego co widziała na Islandii. Teraz przypominał bardziej siebie z czasów Rosenkova, kiedy musiał być ciągle gotowy na wszystko.
Stał przed klubem. Nie podobało mu się to miejsce. Tak jak, kiedyś tak i teraz uważał ten klub za straszne gówno do którego nienawidził przychodzić. Za to jego kompani uwielbiali. Łatwe kobiety, tani alkohol oraz głośna muzyka. Nie było nic lepszego by zagłuszyć własne cierpienie.
- W środku jest gorzej.
Nałożył na głowę kaptur. Teraz chyba pierwszy raz przypominał szemranego typa, którego raczej unikało się na swojej drodze. Już to, że był człowiekiem takiej postury mogło wywoływać pewnego rodzaju niepokój w innych rasach. Zazwyczaj ludzie byli mniejsi niż inni obcy, on był tego całkowitym zaprzeczeniem.
Poruszał się też inaczej. Bardziej wojskowy, każdy ruch nie zawierał niczego niepotrzebnego. Co ciekawe trzymał się jednak bardzo blisko Wade, jakby ochraniał ją przed syfem, który może być w klubie. Chyba kolejny wyglądał jak jej ochroniarz.
Skinął do niej głową, kiedy spostrzegła loże. Chciał mieć już to z głowy. Porozmawiać, uzgodnić wszystko i przygotować się do ataku. Jedynym problemem na jego drodze był kroganin blokujący ich przejście. Striker wyprostował się lekko patrząc odźwiernemu prosto w oczy. Jakby całkowicie go nie interesowało, że jego przeciwnik może być silniejszy. Tego właśnie nauczył się w pierdlu. Nigdy nie opuszczać wzroku.
- Do Vovy.
Rzucił krótko. W razie czego gotowy by z całej siły uderzyć kroganina swoją torbą prosto w głowę. Już raz zdarzyło mu się z jednym walczyć, ale tym razem był bardziej doświadczony i nie polegałby tylko na swojej wzroście i masie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1009
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Ulice Omegi

3 lis 2017, o 21:59

Do tematu: Zaświaty
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8663
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ulice Omegi

24 sty 2018, o 00:42

Valelo zdecydowanie nie był w dobrym nastroju. Eskapada na Alurmeter okazała się kompletnym niewypałem przez co cała jego grupa musiała salwować się ucieczką. Tyle dobrego w tym wszystkim dobrego, że sam salarianin nie stracił żadnego ze swoich "precjozów". O ile cokolwiek co posiadał mogło być w ten sposób jeszcze nazwane. Cassius Pallatius oraz Jill O'Brien wysadzili go na Omedze. Czemu? Sam Valelo nie miał pojęcia, może chcieli się go jak najszybciej pozbyć nie marnując przypadkiem na niego o parę kropel paliwa za dużo.
Został więc w każdym razie znowu sam, bez wielkich pieniędzy i to jeszcze w środowisku, którego nienawidził. Omega kojarzyła mu się wyłącznie z bezproduktywnym tyraniem w laboratorium, dopóki nie zaczął dorabiać sobie na podróbkach artefaktów. Poza tym jest jeszcze kwestia jego zemsty na wścibskiej asari i zaminowaniu jego miejsca pracy. Czy Zaćmienie już się zorientowało kto spowodował tę eksplozję? Jeszcze nie miał z tego tytułu jakichś poważnych problemów jednakże obawiał się, że przeszłość w końcu go dopadnie. Ściany mają uszy. Zwłaszcza tutaj.
Valelo nie miał pojęcia co teraz powinien zrobić. Gorycz ściskała go w środku. Miał przez to ochotę na papierosa, ale na takiego z najgorszej jakości ziemskiego tytoniu aby móc po nim konkretnie zwymiotować. Mimo tego, że w ogóle nie palił.
- Cholera jasna - mruknął do siebie. - Nie potrafię się skupić na rozwiązaniu, a piersiówka już pusta. - A Zaświaty? - Gardził tym miejscem i jego klientelą. Zdecydowane preferował w tym względzie strefy dla VIPów na Illium, ale cóż mu obecnie zostało? - Kto wybrzydza ten siedzi o suchym pysku - znowu cicho szepnął by skierować swoje kroki w odpowiednim kierunku.
Przecież to nic. Przecież jest tutaj tylko na chwilę.
ObrazekObrazek
Valelo Edern

Avatar użytkownika
 
Posty: 71
Dołączył(a): 16 maja 2017, o 02:36
Miano: Valelo Edern
Wiek: 23
Klasa: Szpieg
Rasa: Salarianin
Zawód: Biolog-oportunista
Lokalizacja: Yamm
Status: ex-Zaćmienie, obecnie niezwiązany z nikim
Kredyty: 11.750

Re: Ulice Omegi

27 sty 2018, o 23:27

Kalee lubiła przemierzać ulice stacji. Były tłoczne, przebijało się ze sobą mnóstwo dźwięków, zupełnie inaczej niż we Flotylli. Quarianka lubiła obserwować ulice, którymi ciężko przejść, co dziwne, podobał jej się zapach smrodu biegających tu i ówdzie ludzi czy turian chcących dokonać możliwie najlepszego zakupu. Młoda quarianka wiedziała, że aby zrobić dobry interes, trzeba się natrudzić.
Omega w niczym nie przypominała statków Flotylli, na których panował idealny wręcz porządek. Omega była całkowitym przeciwieństwem tego, co znała i to ją fascynowało. W trakcie każdej wędrówki, na którą się wybierała, została zauważona przez mieszkańców stacji. Nie przejmowała się tym zbytnio, nie każdy był przyzwyczajony do widoku quarianina, ubranego od głowy po czubki palców u stóp w swój kombinezon. Przynajmniej nie groziły jej żadne irytujące mikroby, chcące wyrządzić krzywdę jej systemowi odpornościowemu.
Na Omedze działało sporo grup najemników, którzy podzielili stację na swoje strefy wpływów. W tej części Kalee mogła czuć się bezpieczna, o ile w tym miejscu można użyć tego słowa. Minęła główny plac, oświetlony ogromnym, neonowym napisem „Zaświaty". Nigdy się nie zatrzymywała, aby spojrzeć na klub, czy nawet wejść do niego. Dla Kalee był to zwykły lokal, popularne miejsce mieszkających tu ludzi. Quarianka ruszyła dalej. Poruszała się swoim charakterystycznym sprężystym krokiem. Dotarła do schodów prowadzących w okolice, w których znajdowało się jej przywłaszczone gniazdko i zatrzymała się. Dzisiaj wiele się wydarzyło - zdobyła broń, poznała innego quarianina, który co prawda stronił od towarzystwa. Czy można za to wypić?
- Szklanka turiańskiego brandy nie zaszkodzi. - Odwróciła się na pięcie i ruszyła tam, skąd przyszła, by po chwili stanąć w kolejce osób oczekujących na wejście.
ObrazekObrazek
Kalee’Vagaar

Avatar użytkownika
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 lip 2017, o 11:19
Miano: Kalee'Vagaar nar Rileya
Wiek: 20
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarianka
Zawód: Mechanik
Lokalizacja: Omega
Status: W trakcie pielgrzymki
Kredyty: 5.750

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Centrum Omegi

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość