Wbrew pozorom Błękitne Słońca wcale nie usiłują ukryć swojej działalności na Korlusie - bazy także nie. W końcu po co, skoro jest tak dobrze strzeżona, że praktycznie nikt nie może się do niej dostać bez zezwolenia? Zajmuje kilka budynków, połączonych ze sobą, wyraźnie stworzonych przy wykorzystaniu części wraków.

Zarząd bazy

4 cze 2012, o 17:31

Budynek zarządu stoi w centrum bazy Błękitnych Słońc. Jest wyższy od pozostałych, choć sprawia równie prowizoryczne wrażenie. Utworzony z postawionego na sztorc kadłuba statku (prawdopodobnie wycieczkowego, o czym informuje zatarty, czerwony napis "Omega Travel" na prawej burcie), mieści w sobie salę obrad, dwa niewielkie biura, pomieszczenia rekreacyjno-gospodarcze i skład broni. Na celującej w wiecznie zakurzone niebo antenie zatknięto też coś jakby bocianie gniazdo, będące jedną z płyt lekkiego (bo mającego umożliwić jedynie bezpieczne przejście przez atmosferę) pancerza ablacyjnego, do którego prowadzi wysoka drabina. To właśnie drabinami można przemieszczać się po bazie; pozwala to na uczynienie z niej niewielkiej fortecy w razie ataku, i to zaledwie w parę chwil, bowiem gdyby wciągnąć wszystkie te drabiny i zasłonić otwory wejściowe, to można by prowadzić stąd wygodny ostrzał. Strategicznym punktem jest również wspomniane już bocianie gniazdo, które w połączeniu z otaczającymi całą bazę zasiekami (będącymi pod napięciem) dodatkowo zwiększa jej obronne możliwości.

***

Niecałe sto metrów od zasieków bazy powietrze zagotowało się, mieszając z piekielnym gorącem silników niewielkiego myśliwca o prostym, kubicznym kadłubie, przypominającym nieco pudełko-niespodziankę z wyskakującym klaunem. Tyle że zamiast klauna wyskoczyły z niego dwie ciemne postacie, upadając prosto na rozżażony piach pod statkiem.
- Kurwa! - zaklął Mort, zabierając gołe ręce z pustynnej patelni. Niestety, te zdążyły się już pokryć bolesnymi pęcherzami. Pogroził nimi pilotowi, który uśmiechnął się tylko i machnął obu ręką na pożegnanie, po czym zawrócił statek i zniknął za jedną z pobliskich gór śmieci, jak przypuszczał poszkodowany - samą bazą. - Niech go tylko znajdę... Czy my wyglądamy na materiał do smażenia?
Towarzysz mężczyzny, niski, korpulentny człowiek tylko wzruszył ramionami, choć również nie wyglądał na uradowanego lądowaniem.
- Tobie to zawsze wszystko jest obojętnie. Choćby żniwiarz usiadł ci na twarzy - cierpko skwitował Mort. "I jak tak dalej będzie, to naprawdę nie daję ci długiego życia w Słońcach. Cienki to materiał na przemytnika, ot, co" - dokończył już w myślach.
- Po prostu oszczędzam siły, żeby móc cię trzymać - odparł jednak towarzysz i złapał go wpół, aż Mort syknął; rany były jeszcze świeże. Do zasieków bazy doszli po godzinie, ten drugi bowiem, wyższy, nie mógł iść o własnych siłach. Przywitał ich tam turiański strażnik w niegdyś zapewne niebieskim, ale dziś już spranym i połatanym stroju; na ramieniu miał wydrapaną dziurę, przez którą prześwitywał tatuaż z logiem Słońc. Mort bez słowa obnażył także swoje ramię; turianin skinął tylko głową i przepuścił obu dalej, nie pytając nawet, kim jest towarzysz mężczyzny.
- No i jesteśmy w domu - rzucił przemytnik, zasłaniając oczy przed piaskowym oddechem planety. Teraz wystarczyło tylko czekać, aż ktoś wyjdzie po nich od strony bazy... co, jak wiedział, może nastąpić nieprędko.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

4 cze 2012, o 20:43

I faktycznie miał rację. Czekanie zajęło sporo czasu. Od czasu kiedy usiedli na jednej z pustych skrzyń po rozładunku najnowszego towaru, zdążyliby chyba policzyć wszystkie rysy na ścianach bazy. A było ich niemało, jako że wymiana strzałów byłą niezwykła codziennością. W końcu jednak od strony bazy skierował się w ich stronę rosły batarianin, stanowczo zbyt szeroki w barach by był to wynik naturalny. O ile Mort dobrze pamiętał facet zwał się Rorekh i ćpał każdy możliwy steryd, co powoli zamieniało go w żywy czołg. Kiedyś podobno założył się, że przerośnie w masie kroganina i patrząc na najemnika, zaczynał wierzyć, że to możliwe. Jego przysadzisty towarzysz, poruszył się nieco nerwowo. Jedna prawidłowa reakcja. Batarian nigdy nie należało ignorować, tym bardziej tych którzy byli uznawani za psychopatów nawet przez swoich.
- Mortal, gdzieś się szlajało tyle czasu? - Warknął, obserwując jego towarzysza z zniesmaczeniem. Przez chwilę drapał się po, poprzecinanym bliznami i napęczniałymi żyłami, ramieniu. - I co to za kupa tłuszczu? I czemu dałeś zrobić z siebie sitko? - Dodał, przenosząc spojrzenie z męża Lindy na biotyka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

4 cze 2012, o 21:35

Na widok batarianina Mort wstał (choć zaraz usiadł z powrotem, zdjęty bólem), kątem oka dostrzegając, jak jego przyjaciel blednie. "Będziesz się musiał przyzwyczaić do tej góry mięcha, albo to z ciebie zostanie... górka" - przemknęło mu przez myśl. O tak, jego szef należał do tych, którym prędzej już zobaczyć ich podwładnych jako sitko niźli spojrzeć na nich przez to przysłowiowe. Dlatego, choć świadom, że mu nie przepuści, a i znając gwałtowne obyczaje Rorekha, Mort ostrożnie zaoponował:
- Szczerze? Nie dałem, chociaż mało brakowało... Wracam z Cytadeli. Robiłem interes, jak zwykle - splunął, bo do ust wleciało mu za dużo piachu - i jak zwykle ktoś musiał mnie spalić. Chyba kontrahent - niezbyt pewna, choć gruba ryba. W każdym razie, w połowie dobijania targu o trochę miotającego żelastwa do knajpy wparowało SOC i padły strzały. Udało mi się zwiać i dowlec do jego - wskazał towarzysza - klity. A potem ten poleciał zawiadomić naszych, ci przygotowali odwrót i widzisz mnie tutaj. - Podczas tej przemowy spocił się, i to bynajmniej nie od temperatury. Dobrze wiedział, że szef nie lubi owijania w bawełnę. Jak przystało na batarianina: same konkrety. A już nieraz dostał w papę, bo za długo gadał... Wtem jednak, gdy z czterech oczu rozmówcy (drugiego zwykło się ignorować) poleciały iskry, aż stracił dech w piersiach. Nie... to niemożliwe... chyba wyjątkowo powiedział za mało! Zaczął gorączkowo przeczesywać myśli, niczym jakieś szalone WI extranet, aż w końcu, tocząc swoje pierwsze krople potu na Korlusie, znalazł:
- A, tak. Gdzie moje maniery. Szefie, to jest Tyrion. Tyrion Blackwater - i wprost odetchnął z ulgą (nie na głos, rzecz jasna). Oczywiście, nawet się nie pokwapił, żeby przedstawić Blackwatera szefowi. Naprawdę, wolał dziś oszczędzać słowa... żeby Rorekh oszczędził jego.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

5 cze 2012, o 10:38

Rorekh wpatrywał się w nich obydwu w kompletnej ciszy, co w sumie mogło oznaczać wszystko. Albo analizował w myślach, dwieście metod na skopanie dupy swojemu pracownikowi albo właściwie zastanawiał się co zrobić z jego towarzyszem, który bynajmniej nie wyglądał na kogoś kto nadaje się do Błękitnych Słońc. Uniósł dłoń do czegoś, co można było nazwać podbródkiem.
- Kto Ci nadał tak popierdolone imię? Ludzie… - Warknął batarianin wbijając spojrzenie czterech oczu w towarzysza Morta. Trzeba było przyznać, że facet albo był odważny albo głupi, bo zniósł to całkiem mężnie. Nie usiadł z wrażenia ani nic podobnego. Obcy zdawał się jednak mieć w nosie odpowiedź człowieka i zaraz wskazał palcem na Morta. – Spierdalaj do bazy, niech Cię ktoś połata. Betsy jest w swoim gabinecie, ruszaj się, chyba nie liczysz, że ktoś Cię tam zaniesie? Chyba, że masz mi coś jeszcze do przekazania? – Dodał, pocierając wielką łapą o drugą, po czym przedramieniem przesłonił oczy od prażącego Słońca.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

5 cze 2012, o 22:02

- Imię... tak, pewnie ludzie mu nadali - zaczął przemytnik z lekką prowokacją w głosie. Prawda była taka, że z jednej strony nie można było szefa przynudzać, ale z drugiej... batarianin nie lubił, kiedy jego podwładni byli zbyt pokorni. Dlatego Mort nie rokował kompanowi szefa zbyt długiego żywota w Słońcach. Choć swojemu już tak; nieraz widział, jak działało na ludzi spojrzenie czterech oczu Rorekha. Tyri zniósł je nadzwyczaj dzielnie. - Człek może się przydać w sabotażu, bo choć to zwykły handlarz, miał też trochę do czynienia z SOC. Tylko nie wiem, czy jak ja nie będzie spalony w Cytadeli. Jego żona na pewno zaczęła bić na trwogę, kiedy tylko zniknął... co, Blackwater?
Blackwater wzdrygnął się, gdy wspomniano o jego żonie. Jak podejrzewał Mort, to przez nią bez przerwy milczał... teraz trafiony w czuły punkt. Przed szefem szmugler nie mógł jednak mieć skrupułów.
- Tak, z pewnością. W ogóle będzie lepiej, jeśli tu zostanę... przynajmniej na jakiś czas - wydukał tamten tylko, po czym utkwił wzrok w oddali.
- No, w każdym razie - przybyło nowe mięso armatnie i z tą chwilą oddaję je w twoje ręce. Potraktuj to jako rekompensatę za ten... drobny incydent w Cytadeli. Ktoś to mięso musi ubić na kotleta, zanim zgnije - dokończył Mort, śmiejąc się chrapliwie. - Tyle mam do przekazania. A teraz lecę, bo Betsy przecież nie zaczeka. - Śmiech urwał się jak z bicza trzasł. - Odprowadź mnie, kamrat - rzucił, dając szturchańca Tyrionowi. Rozważał jeszcze, czy nie wspomnieć o ich niefortunnym lądowaniu (opuchnięte ręce co jakiś czas dawały znać o sobie bólem), ale stwierdził, że sam później znajdzie tego cholernego pilota i powie mu, co o nim myśli. Co jak co, ale szef nie lubił kabli... Mort miał tylko nadzieję, że jego już tak.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

6 cze 2012, o 09:42

Rorekh po raz ostatni zmierzył Tyriona spojrzeniem, bacznym spojrzeniem przerażających czterech par oczu. Zawsze trzeba było uważać kiedy na Ciebie zerkał. Jedna niewłaściwa uwaga mogła spowodować wybuch gniewu a widział już nieraz towarzyszy rozpłaszczanych na ścianach gdy szef miał gorszy dzień. Po komentarzu Morta na temat mięsa i żony Tyriona, ten niespodziewanie wybuchł ochrypłym śmiechem. Reakcja byłą tak niespodziewana, że włosy wbrew woli stawały dęba na karku.
- Tak, zrobimy z niego jeszcze soczystego schaboszczaka. Bo tłusta szynka to już z niego jest. – Rzucił przecierając jedną parę oczu, która zaczynała łzawić od nawiewanego w nie piasku. – No czego tak jeszcze stoicie?! Szynka, odprowadź go do skrzydła szpitalnego Betsy, a potem masz zjawić się tutaj. Będę czekał. – Paskudny uśmiech na wargach batarianina zwiastować mógł jedynie bardzo długie tortury. Aż wzbierało się współczucie dla biednego Tyriona. Następnie kroki skierowali w stronę budynku, gdzie ku radości obojga temperatura była znacznie niższa a piasek chrzęścił już tylko pod butami, naniesiony przez setki buciorów najemników. Gabinet Betsy wyglądał jak zwykle. Kilka prostych łóżek, niezbyt nowoczesna ale sprawna aparatura i półki zastawione taką ilością zarówno legalnych, jak i tych nielegalnych specyfików. Sama kobieta prezentowała się niczym pielegniarka z starych vidów wojennych. Biały kitel, przyozdobiony miałą niewielką nazywką Błękitnych Słońć, włosy ułożone w miękkie loki, niczym dawnej aktorki Rity Hayworth. Na ustach prezentowała się idealnie karminowana szminka. Słysząc kroki od drzwi pokręciła lekko głową. Między wargami brakowało jej jedynie papierosa na długim, kobiecym filtrze.
- Mort… wyglądasz koszmarnie. Kładź go tutaj, jak mniemam, nowy. – Wskazała na jedno z łóżek, wygrzebując z szafki standardowe medykamenty do odkażania ran. – A pan ranny niech się rozbiera.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

6 cze 2012, o 22:43

Mort jednak nie przypadkiem poprosił Blackwatera, by potowarzyszył mu przez te kilka ostatnich kroków ich znajomości. Co jak co, ale to on go we wszystko wciągnął... I choć taką miał pracę, to zawsze starał się ubić nowe mięso w jak największym stopniu, zanim trafi pod tłuczek Rorekha. Albo przynajmniej przygotować pod ciosy tamtego... Kiedy więc szli w stronę budynku, a szef znalazł się już w odpowiedniej odległości, szmugler zagaił półgębkiem:
- Właściwie to powinienem już dawno mieć cię w dupie - wstęp niezbędny, by zawczasu nie zmiękczyć delikwenta - ale i tak ci coś powiem: jeśli chcesz tu przeżyć, to postaraj się trzymać blisko Rorekha. Wbrew pozorom to dobry sposób. Idealny, by odstraszyć ewentualnych przeciwników. Nie myśl, że będziesz tu kochany.
- Wcale tak nie myślę - rzucił Tyri. Przemytnik zignorował jego słowa.
- Oczywiście, musisz też uważać z samym Rorekhiem. Nie będę mówił, jak, bo prawdziwy iluzjonista nie zdradza tajemnic swych sztuczek. Po prostu daję ci minimum, by przeżyć, a możesz mi wierzyć, że Rorekh to bestia, która odstraszy wszystkich w promieniu stu lat świetlnych.
- Wierzę - usłyszał puste słowa w odpowiedzi. To mu o czymś przypomniało.
- I dzięki za pomoc, choć to właściwie zasługa twojej żony. A, tak. Raczej będziesz musiał o niej zapomnieć, chyba że dołączy jakimś cudem do Słońc. Tak, jak powiedziałem w Cytadeli: co było w Vegas, zostaje w Vegas. Rozumiesz?
- Rozumiem - odpowiedział Tyri, nie siląc się nawet na optymizm.
- Choć może jeszcze ją zobaczysz, jeśli komuś odpowiednio się przysłużysz - rzucił Mort, kiedy stanęli na progu. - A teraz żegnaj. I świeć wysoko i jasno, Słońce. Byle w innym układzie niż mój - dokończył już w środku. A w środku nic się nie zmieniło, może poza ilością piachu na podłodze. I ledwie wtoczyli się do bazy, a powitała ich Betsy; jak zwykle - krótko i rzeczowo.
- Ty za to wyglądasz cudownie jak zawsze - odpowiedział jej przemytnik, kładąc się z pomocą Tyriona na łóżku. - I niestety, niestety... ręce mam niedysponowane przez pilota, który bardzo przemyślnie zrzucił nas na rozżarzony piach. Mogłabyś?... - Posłał jej szelmowski uśmiech, choć nie zalotny. Tu nie było miejsca na podboje, a te Słońca, które sobie na nie pozwalały, kończyły zwykle przed drzwiami gabinetu, choćby nawet były obłożnie chore...
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

7 cze 2012, o 08:43

Przewróciła oczami wymownie, podchodząc bliżej Morta i chwytając jego dłonie w swoje dwie, obleczone w białe rękawiczki. O Błękitnych Słońcach można było powiedzieć wiele, ale jak już ktoś zdołał dotrzeć do domu to zajmowano się nimi tutaj starannie, bez fuszerki. Zacmokała niezadowolona z dodatkowej roboty. Kiedy zobaczyła, iż Tyrion stoi jeszcze w pomieszczeniu, popchnęła go w stronę wyjścia.

- No czego tu jeszcze? O ile nie jesteś ranny, nie masz tu czego szukać. I nie daje się szefowi czekać! – Prychnęła niemalże niczym rasować kotka i kiedy pewna już była, że wyparował z pola jej widzenia, wróciła spojrzeniem na swojego pacjenta. – Naprawdę, skąd ty go wytrzasnąłeś? Wygląda jak z reklamy grilla. Wiesz, ogródek, grill i gromada dzieciaczków. Nie jestem pewna czy Słońca to miejsce dla niego.
Odetchnęła głęboko. Jeżeli ktokolwiek szczerze martwił się tutaj o kogokolwiek, to byłą to właśnie ich pani medyk. Nawet jeśli czasem zdawała się szorstka czy wręcz agresywna. Kiedy pozbyła się górnej części ubioru mężczyzny, podała mu niewielki, szklany słoiczek z jakimś tłustym mazidłem.
Posmaruj tym dłonie, uśmierzy ból i przyspieszy leczenie oparzeń. Nie będę na taką pierdołę marnować zapasów mediżelu. – Mruknęła, przyglądając się ranie na boku. Pokiwała głową na znak, że nie było tak źle. Powolnym krokiem podeszła do szafki, gdzie trzymała dozowniki mediżelu oraz inne medykamenty. Już chwilę później poczuł zbawienne działanie mediżelu a zaraz potem miejscowego znieczulenia. Betsy krzątała się przy ranie o ile nie unosił wzroku, nie widział zbyt wiele i na szczęście też nic nie czuł.
Ktokolwiek zajął się Tobą wcześniej znał się na rzeczy. Nie powinna pozostać nawet zbyt wielka blizna. Zdajesz sobie sprawę z tego, że Rorekh go wykończy? – Mruknęła zamyślona, po chwili zaczynając wygwizdywać prostą melodię.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

7 cze 2012, o 19:55

- Niekoniecznie - powiedział Mort, smarując ostrożnie dłonie mazią. - Ranami zajęła się jego żona. Jest taki nieobecny, bo niestety umiera z tęsknoty za nią. Ale poradzi sobie. To mądry gość, handlowiec. Przyda się przy negocjacjach. - Zamilkł, jakby szukając odpowiednich słów. Cały czas starał się patrzeć w sufit, a w każdym razie - nie na ranę. - A co w bazie? Jakieś wieści? - wydusił wreszcie. Chciał trochę odpocząć, zwłaszcza po tej akcji w Cytadeli, ale czuł, że przez tę zawaloną sprawę może mieć kłopoty. Dlatego - ranny czy zdrów - musiał jakoś to nadrobić, o ile nie chciał utracić swej dotychczasowej pozycji. W Słońcach wiele zależało od przypadku; Mort nauczył się, że czasem trzeba się z nim po prostu pogodzić. I miał też nadzieję, że Rorekhowi pójdzie to równie łatwo, a on nie dostanie tak zwanej "ostatniej nagrody", jak nazywano misje w jedną stronę, które szefowie zwykli dawać ich spalonym Słońcom... Nie miał też co raczej liczyć na większy żołd; na szczęście miał coś jeszcze z tego, co zdążył zarobić w Cytadeli. Inna sprawa, że nie wiedział, czy wystarczy mu tu na porządny pancerz w "Zbrojowni". A tego nie zamierzał sobie odmówić, zwłaszcza po ostatniej misji, która dość go nauczyła o tym, że niedobrze jest zapomnieć o całym sprzęcie. Bolący brzuch przypomniał mu też o narastającym głodzie, choć to akurat - zwłaszcza w bazie Słońc - nie stanowiło chyba większego problemu...
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

8 cze 2012, o 09:48

- Bałagan, jak zwykle. Ostatnio Rorekh nie może odkopać się spod sterty nic nieznaczących robótek. Ale jeśli już nudzi Ci się pobyt w domu, ostatnio Reverse wspominał coś o jakiejś robocie na Illium i Omedze. Coś o jakiś porachunkach. Podobno dawny znajomy Rorekha wypiął się na niego i miast z nim zaczął współpracę z Krwawą Hordą. Szefunio poczuł się urażony. - Odpowiedziała spokojnie, dalej manewrujący przy ranie. Widział tylko jak jej zwinne dłonie unoszą się co jakiś czas, ukazując białe rękawiczki całe upaprane w krwi. Na szczęście dane mu było widzieć gorsze obrazy. Kolejną ulgą był fakt, że znieczulenie faktycznie działało i nie czuł nawet łaskotania. - Co do Illium, nie wiem, co to za sprawa. Wiem tylko, że Reverse regularnie wysyła tam jakieś oddziały. Jak dla mnie to latają na dziwki asari. - Nie widział jej twarzy w tej sekundzie, ale mógł się założyć, że przewróciła oczami. W końcu poczuł dotyk materiału miękkiego, czystego bandażu na skórze. Kobieta kazała mu się unieść do pozycji siedzącej, po czym zakończyła opatrywanie. - Do wesela się zagoi. Wolałabym, abyś wypoczął z tydzień przynajmniej ale wy i tak zawsze robicie po swojemu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

8 cze 2012, o 14:56

- Odpocznę w grobie. A teraz muszę coś przekąsić, bo z głodu ten odpoczynek może nadejść szybciej, niżbym chciał. - Spojrzał na bok. Miał cichą nadzieję, że szwy nie puszczą podczas misji... - I dzięki, że mnie połatałaś. Jeśli coś się zacznie kisić, to dam znać. Jeszcze jakieś zalecenia co do rany?... - powiedział, wstając powoli i ubierając z powrotem podkoszulek oraz płaszcz. Starał się przy tym nie używać oparzonych części dłoni. Nim kobieta zdążyła odpowiedzieć na pierwsze pytanie, dodał jeszcze:
- Aha, i postaraj się w miarę możliwości zmiękczyć szefa, żeby nie poturbował zbytnio tego nowego. To fajny gość; szkoda, by zniechęcił się na starcie. - Choć Mort nie miał większej nadziei na jego "bezstresowe wychowanie". Znał Rorekha. U niego sentymenty nie grały roli. Przykład - to polowanie na jego znajomego.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

9 cze 2012, o 08:55

Betsy oparła się o ścianę, która znajdowała się niecały metr od łóżka operacyjnego. Powoli nakładała nowe białe rękawiczki. Mogło to się zdawać marnotrawstwem materiału, ale kobieta doskonale wiedziała, że tutaj nigdy nie było odpoczynku. Zaraz trafi do niej kolejny napaleniec po nieudanej misji lub pyskowaniu Rorekhowi. Wydawała się zmęczona i zestresowana, więc Mort mógł mieć pewność, że nie mówi mu wszystkiego o nowinach, ale skoro nie powiedziała od razu już raczej się nie wygada.

- Zachowaj maść do oparzeń. A jeśli chodzi o ranę na boku, zmieniaj opatrunek przynajmniej raz dziennie, po kąpieli i aplikuj sobie mediżel, głównie w celu odkażania. I jedz dużo magnezu, straciłęś sporo krwi. – Potem milczała dłuższą chwilę, nim przeczesując idealnie ułożone włosy, dodała niezadowolonym szeptem. Słoneczka zbyt często prosiły ją o ugłaskanie szefa, skoro ten miał do niej słabość. – Postaram się sprawić, aby jego trening nie był zbyt nieprzyjemny. A teraz zmiataj. – Wykonała krótki gest obiema dłońmi, jakby chciała odgonić muchę. Kiedy najemnik znalazł się na korytarzu, czuł się wciąż osłabiony i głodny ale umiejętności lekarskie Bets, postawiły go w miarę na nogi. Miał teraz dwie drogi wyjścia. Skierować się w górę, do kantyny lub skręcić w lewo w stronę garażów Reversa, by pogadać o tej robocie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

9 cze 2012, o 12:31

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Po chwili namysłu skierował się w lewo, mimo protestującego żołądka. Na szczęście, dawno nie używał swoich biotycznych mocy, więc jego metabolizm utrzymywał się już w normie... Inna sprawa, że nie jadł od wieków. Starając się jednak nie myśleć o jedzeniu, szedł powoli w stronę garaży. Co jak co, ale żarcie nie uratuje go przed degradacją, której wolał uniknąć... i to za wszelką cenę. Miał też nadzieję, że Beth zrobi coś, by jego nowemu udało się przeżyć dłużej niż dzień. Wiedział, że nie był pierwszym, który ją o coś prosił, ale powszechnie było wiadomo, że ma u szefa szczególne względy. I jakoś nie był w stanie wyobrazić sobie Tyriona jako krwawą miazgę, która wyląduje na stole operacyjnym, z którego dopiero co sam zszedł... Kobieta będzie miała sporo roboty i bez tego. Tu przypomniał sobie, jak zmieniała rękawiczki. Tak, jak zmieniała swych pacjentów. Tyle było głupich - wystarczajaco, by podskoczyć Rorekhowi - i tyle pechowców, którzy dali się pokroić podczas misji... Czego oni tu szukali? Guza, pieniędzy, sławy? Przecież to wszystko można osiągnąć w inny sposób. Choć większość pewnie nie jest tu z własnej woli. Mort sądził, że gdyby to od niego zależało, nigdy by nie trafił do Słońc. Ale że los zgotował mu podobną niespodziankę... A co z Blackwaterem? Czy to też był los? Nie, to był on sam. Sam chciał tu dołączyć. Owszem, przemytnik musiał zrobić mu najpierw wodę z mózgu. I wcale nie czuł się przez to szczęśliwszy. Wręcz przeciwnie - miał nawet coś na kształt wyrzutów sumienia... ale już dosyć! Nie powinien był nawet tak myśleć. Taką miał pracę, a bez niej mógłby zostać co najwyżej zamknięty w więzieniu... lub w trumnie. Choć życie miał jedno i nie bardzo chciał je zmarnować...
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

9 cze 2012, o 18:38

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Garaż jak zwykle zapełniony tym masą różnych pojazdów w stanie różnym. Od wymuskanych Mako, poprzez rdzewiejące myśliwce aż po zdewastowane maszyny, które nie przypominały już niczego. Pomiędzy nimi jednak z łatwością można było odnaleźć ich mechanika Reversa. Salarianin jak zwykle przechadzał się gdzieś pomiędzy jednym gratem a drugim, pogwizdując jakieś melodie czy też dudniąc narzędziami o metal. Akurat dzisiaj odnalazł go przy starym, wielkim Grizzly. Leżał pod maszyną, gdzie wystawały jedynie stopy mechanika. Jak zwykle spod niego dobiegała skoczna, wygwizdywana melodia. Prawdopodobnie trzeba było go szturchnąć, gdyż salarianin zbyt często przebywał głęboko w swoim własnym świecie, gdy pracował.
Kątem okaz zauważył, że dalej w Sali siedział inny, młody salarianin z słuchawkami na uszach i datapadem w dłoniach. Syn Reversa. Ten wiecznie powtarzał, że do zawodu trzeba było się uczyć od małego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

9 cze 2012, o 21:42

Gdy Mort wszedł do pomieszczenia, od razu zakręciło się mu w głowie. Ilekroć tu bywał, miał to samo wrażenie chaosu - sprzęt trzymany w garażu był w tak różnym stanie (oraz tak różnego sortu), że obok lśniących Mako można było znaleźć zarówno wrak statku, jak i kosiarkę lub blender. Brakowało tylko napisu "wszystko za 5 kredytów". Czy tam "za 5 złotych", bo o takich sklepach wspominał mu jeszcze jego dziadek, były obywatel Polski - jakiegoś mało znaczącego kraju, znanego głównie z pewnego Euro. Z tego wszystkiego zapomniał nawet o głodzie. Lecz po chwili zmusił się do następnych kroków, wyrywając się z dziwnego odrętwienia i wdychając ciężki zapach smaru i stali. Tak mijał kolejne twory wszystkich ras, zebrane w jednym miejscu jak uliczny tłum i podobnie jak i on niezwykle różnorodne. Wraz z tą chwilą nadszedł chyba czas na mądrą refleksję: "Technologia... tyle starań, żeby przegonić naturę i Wszechświat... Ale ten i tak zawsze był o krok przed nami". Widać inteligencja nie zawsze popłaca, gdyż z kolejną myślą ("zupełnie jak salarianie"; Mort nieświadom był chyba jej prawdziwości...) nasz przemytnik o mało nie potknął się o swojego potencjalnego zleceniodawcę, leżącego pod starym Grizzly o krok przed nim i wesoło podgwizdującego. Zaraz też dostrzegł jego syna ze słuchawkami na uszach, bardzo widać zainteresowanego ojcowskim fachem. Cóż... nie wszystkim i nie wszystko wychodziło na tym świecie. Szmugler miał jednak nadzieję, że zwykłe chrząknięcie wystarczy do tego, aby wyrwać salarianina z frenetycznego transu...
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

11 cze 2012, o 09:42

Jak się okazało, salarianinowi nie potrzeba było wiele. Po chwili wysunął się spod maszyny i podniósł do pozycji siedzącej, obserwując przemytnika wyrazem twarzy, który dawał do zrozumienia, iż ciężko wysila umysł aby przypomnieć sobie jego imię czy chociażby pseudonim. Po chwili jednak z jego ust wyrwało się krótkie 'aha!' a mechanik wyprostował się wycierając dłonie umazane smarem o kombinezon.
- Mort! Co Cię sprowadza do moich skromnych progów? Potrzebujesz jakiegoś pojazdu? Masz coś do naprawy? A może przyszedłeś porozmawiać z starym Reversem? Tak poza tym, to wyglądasz marnie. - W pewnym momencie obejrzał się przez ramię i jęknął z zawodem, przewracając oczami. Niewielki klucz uderzył ścianę nad głową jego syna, na co ten podskoczył i spojrzał na ojca z miną pod tytułem "Pojebało Cię, staruszku?!" - Miałeś robić przegląd a nie oglądać cholerne vidy! Bierz się do roboty albo obiecuje że oddam Cię w ręce Rorekha! - Wytrajkotał po czym ponownie spojrzał w oczy adeptowi, pocierając jednym palcem o drugi. Mortal wiedział, że ma niewiele czasu na powiedzenie czegoś. Ten salarianin jak się rozkręcił to mógł gadać godzinami o dupie Maryni, a on przecież nie miał na to czasu. W tle młody salarianin podniósł się z spojrzeniem pełnym znudzenia i irytacji, po czym niemalże człapiąc nogami, skierował w stronę jednego z pojazdów naziemnych. Już po wyrazie twarzy obu mechaników można było wnioskować, że w tej minucie żadne z nich nie jest w najlepszym nastroju.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

12 cze 2012, o 17:16

Starając się nie zwracać uwagi na całe zajście, Mort odpowiedział:
- Wiem. Właśnie dlatego potrzebuję roboty. Podobno jest coś na Omedze... czy tam Illium. Coś, że jakiś dawny znajomy wypiął się na szefa i przyłączył się do Hordy. Tylko mam nadzieję, że dacie mi choć jeden dzień na rekonwalescencję. - O tak, na tej ostatniej zależało mu jak nigdy. Czuł, że jeśli choć na chwilę się nie kimnie, jego głowa eksploduje. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Wrażeń... i Rorekha. Zwłaszcza że już wcześniej humor mu nie dopisywał. Poza tym chciał podpatrzeć, jak poradzi sobie nowy rekrut. Choćby przez te parę dni. Gdyby jego los miałby gryźć go podczas misji, to na pewno mu to nie pomoże. Z drugiej strony - nie mógł też za długo zwlekać, bo wiedział, że jeśli teraz nie zajmie sobie czymś rąk, to może je stracić. Jakby na samą myśl o tym sprawdził, czy nadal ma je na swoim miejscu. Odruchowo. I dosyć nerwowo.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

13 cze 2012, o 12:25

Reverse roześmiał się wyraźnie rozbawiony nerwowymi ruchami człowieka. Wiedział doskonale, że salarianin traktował wszystkie inne rasy z lekkim przymrużeniem oka. Dla każdego miał jakieś mało chwalebne porównanie. A teraz właśnie uraczył go jednym z swoim popularnych hasełek.
- Przestań już skakać jak ta małpa. ogniwo ewolucji zgubiłeś czy co? Jasne, że możesz odpocząć jeden dzień. - Pokręcił głową, po czym odrzucił szmatę trzymaną wcześniej w palcach tak by wylądowała na lufie czegoś, co przypominało czołg z XXI wieku. Potem kosmita podszedł bliżej, usiadł na jednym ze stołków pod ścianą i poklepał miejsce obok siebie. - Zrelaksuj się, nie jestem Rorekhiem. Ode mnie za brak szacunku nie trafisz w ręce Betsy. Co do tych dwóch spraw. Dawny przyjaciel Rorekha zdecydował, że nie chce się już bawić z Słoneczka i woli coś bardziej krwawego. Łapiesz nie? Bo Horda jest... a zresztą, wy ludzie nie macie poczucia humoru. No więc zachciało mu sie harcować z konkurencją i Rorekh się wściekł. Ogłosił, że ten który mu przyniesie łeb Horetha, dostanie pierdolony awans i taką ilość kredytów, że starczy mu na miesiąc w pierdolonych luksusowych hotelach na Illium. Cytuję oczywiście. Co do Illium, mamy tam jakiś problem. Zaginęły tam już dwa transporty a kiedy wysyłam nowych ludzi też ginie po nich słuch. Szef się wkurza. Na mnie głównie. - Odpowiedział, a potem siedział już w względnej ciszy, czekając na decyzję najemnika. Cisza była bardzo względna bo w tle słychać było przekleństwa syna mechanika, a tuż obok wesołe pogwizdywanie Reverse'a.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Zarząd bazy

13 cze 2012, o 19:05

Mort usiadł obok salarianina i przetrawiał przez dłuższą chwilę jego słowa, starając się nie zwracać uwagi na wesołe trele kosmity. W końcu powiedział:
- Miesiąc na Illium... tak, za to dałbym jeszcze raz się podziurawić. Jeżeli rzecz jasna nie będę musiał sam zdjąć gościa. Bo jak tak, to chyba zainwestuję w szybsze wakacje. Mam tylko nadzieję, że nie będą to moje ostatnie... - i zamilkł. Po czym dodał:
- Zresztą, tobie to na rękę. Przynajmniej kogoś jeszcze uszczęśliwię. - Przemytnik nie liczył co prawda na "dodatkową premię", ale szacuneczek też piechotą nie chodził. Chociaż obie te roboty śmierdziały z kilometra... Stanowczo wolałby zająć się tym, co robił najlepiej i co najbardziej lubił, czyli przemytem i interesami. I to nawet mimo tego, że dopiero co przez jedną taką fuchę prawie wykrwawił się jak prosię. Ale nie tylko serce, bo i los nie sługa.
Obrazek
Mortal One

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Dołączył(a): 2 cze 2012, o 12:43
Miano: Victor Brown aka Mortal One
Wiek: 32
Klasa: adept
Rasa: człowiek
Zawód: przemytnik
Kredyty: 15.000

Re: Zarząd bazy

15 cze 2012, o 11:26

- Czyli chcesz odbębnić misję na Omedze? Mogę Ci dać kilka osób do obstawy. Jakiegoś inżyniera, adepta i może szturmowca aby robił wam za żywy czołg? - Zaproponował salarianin, sięgając po datapad schowany w szerokiej torbie, doczepionej do jego pasa. Widział tam jeszcze kilka. Otworzył plik wystukując jakieś hasło, zbyt szybko aby Mort mógł je zapamiętać. Wyraz twarzy salarianina przeszedł z radosnej euforii w wyraźne skupienie. Na datapadzie wyświetlały się dane, których połowy nie rozumiał. - To tak, pierwsza i druga obława na tego dupka nawaliła, ale co się dziwić? Horeth był jednym z najlepszych, załatwienie go nie będzie takie proste. Ostatnio widywano go gdzieś w okolicach tej cholernej kliniki Mordina na Omedze. Nie wiem, po cholerę się tam włóczy skoro okolice to nasz teren ale może lubi ryzyko? Mogę Ci jeszcze zagwarantować pilota, co was tam dostarczy. Dalej to już wasza robota. Jak mniemam pamiętasz jeszcze jak wygląda ten cały Horeth? Wiecznie włóczył się z szefem. Cholerni turianie. - Pokręcił głową, zamykając datapada i chowając go ponownie do torby na boku. Potem bębnił chwilę palcami po swoim udzie. - Chciałbym Ci dać coś w Twoim stylu, ale w tej chwili te sprawy to priorytet i Rorekh wstrzymał interesy aż ich nie rozwiążemy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8282
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Następna strona

Powrót do Baza Błękitnych Słońc

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość