Liria jest stolicą Thessii, przy tym jednym z największych "dzieł" asari. Jej pięknu jest w stanie dorównać jedynie Nos Astra, czyli kolonia asari na Illium. Wysokie budowle o eleganckich kształtach podkreślają urodziwość planety i, pomimo tego, że jest ona pokryta budynkami, widząc taki krajobraz wcale nie tęskni się do obrazu żywej natury.

Re: Dzielnica Reone

20 wrz 2016, o 21:00

Obserwował okolicę gdy szli, prawdopodobnie porównując to, jak Thessia wyglądała teraz, do obrazu z jego wspomnień. Nie sprawdzał drogi na omni-kluczu, ani specjalnie nie rozglądał się za poustawianymi gdzieniegdzie mapkami bądź drogowskazami - po prostu szedł, na żywioł lub nie. W nadziei, że się odnajdą, lub po prostu mając taką pewność.
- Wystarczy, że dasz znać i gdzieś polecimy. Albo zatrzymamy się na dłużej - wzruszył ramionami, jakby coś wydawało mu się być rzeczą oczywistą, o której nie musiał nawet mówić. - To po części teraz też twój statek, skoro na nim mieszkasz. I jesteś technikiem - dodał z uśmiechem, bez docinki czy ironii w głosie.
Mogła na razie nie robić wiele, mogła się dopiero uczyć i być narzędziem w rękach Isis, ale to przynajmniej oznaczało, że on nie musiał tego robić. Mógł zająć się czymkolwiek innym pewien tego, że jemu obie będą zawracały głowę technikaliami tylko i wyłącznie gdy coś będzie bardzo poważne, z czym Dubois sobie nie poradzi - i on raczej też nie. Łatwo więc przychodziło mu uważać ją za faktycznego technika, a nie po prostu przykrywkę, dzięki której mogła czuć się użyteczna.
Nareszcie dotarli do ostatniego zakrętu, którego minięcie ukazało im położone po drugiej stronie wyciętego spośród wieżowców placka niskich budynków doki. Nie widzieli całości ich struktury, lecz charakterystyczne elementy architektoniczne łatwo było wyłapać - tak jak i specyfikę ich otoczenia, które nie było tak gęsto napakowane.
Doki były ogromne, ale w oddali błyszczały litery, sugerujące im, że docierają do tego sektora, w którym znajdował się Crescent. Będąc na wysokim chodniku mogli spoglądać w dal z perspektywy, która dużo im odsłaniała. Za zakrętem jednak powoli zbliżali się do delikatnego skosu, który miał znieść ich kilkadziesiąt metrów dalej o dwa piętra na dół.
- Towarzystwo mi wystarczy jeśli nie - odpowiedział jej, uśmiechając się pod nosem. Najwyraźniej nie tylko ona nie nudziła się spędzając czas razem. - Poza tym tak dawno nie byłem na czymś takim, że pewnie tak czy siak będę zadowolony. Na ogół czytam o tych rzeczach w extranecie. I o prototypach, i o targach.
Pochylnia była na tyle łagodna, że nie odczuwało się dyskomfortu przy schodzeniu na dół. Spadek był niemal niezauważalny, dzięki czemu Dubois mogła mieć wrażenie, że przeoczyła moment przechodzenia dwa piętra niżej - po prostu nagle perspektywa się zmieniła, a oni zeszli z jakichkolwiek platform na płaski chodnik, prowadzący prosto do doków.
- Mamy jeszcze trochę czasu - zauważył, uruchamiając omni-klucz by sprawdzić godzinę. Słońce już skryło się za horyzontem, spowijając ulice w półmroku rozświetlanym przez setki hologramów i neonów, umieszczonych zarówno w najbliższej odległości, jak i tysiące metrów ponad nimi, w ogromnym rozmiarze. - Możemy skoczyć na jakieś zakupy jeśli chcesz zjeść coś poza tym, co jest już w lodówce. Albo się napić - zaoferował, rozglądając się, by wyłowić z morza reklam te dotyczące sklepów spożywczych.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

21 wrz 2016, o 00:05

Nie myślała o tym w ten sposób. Owszem, miała swoje miejsce na Crescencie, ale ten należał do Nazira. To nie był jej statek, tak, jak twierdził, zbyt wiele miejsc wciąż wydawało się obcych. Korytarz przy celach, ładownie do których praktycznie nigdy nie zaglądała. Miała wrażenie, że więcej czasu na pokładzie spędziła jako więzień, niż pełnoprawny mieszkaniec, choć nie była to prawda. A teraz Nazir mówił, że mogła sama decydować o tym, dokąd się wybiorą. To chyba nie miało zbyt wiele wspólnego z prawdą, jak tyko dostanie przydział, to statek poleci razem z nim i Irene nie będzie mieć nic do gadania. Ile miała czasu na wybieranie celu podróży? Tydzień? Dwa? Nie pytała, bo nie chciała usłyszeć odpowiedzi, jak zwykle unikała niewygodnego tematu.
- Byle nie na Cytadeli, tamtej strzelnicy nie lubię - odparła tylko, byle powiedzieć cokolwiek i nie przyznać się do tych bardziej absorbujących myśli. W końcu jednak zerknęła na Khouriego, z niepewnością odmalowaną na twarzy. - I polecisz tam, gdzie i kiedy powiem, że chcę lecieć? Tak po prostu?
Była przekonana, że zaraz usłyszy jakieś ale, albo jakieś pod warunkiem. To nigdy nie było takie proste, zawsze był jakiś problem, o którym w tych przyjemnych chwilach się nie mówiło. Poza tym póki co niewiele wpływu miała na cel podróży Crescenta. Najpierw Sting, potem Thessia, na którą naturalnie chciała przylecieć, ale to też nie był tak całkiem jej decyzja. Nie czuła, jakby miała na to faktycznie jakiś szczególnie duży wpływ.
- To teraz będziesz miał na żywo. Wszystko jest lepsze na żywo, niż w extranecie - uśmiechnęła się, rozglądając się po okolicy. Nie wiedziała, kiedy znaleźli się tutaj, ale nie przeszkadzało jej to. Przełożyła tylko torbę z zakupami do drugiej ręki, w sumie ciesząc się nawet, że doki były niedaleko. Dopiero gdy padło pytanie dotyczące planów, jakie miała na wieczór, poczuła jak bardzo jest zmęczona.
- Chyba nie mam już siły - przyznała. - Może wina bym się napiła, na wino zawsze mam ochotę, ale najchętniej wróciłabym już na statek. Jeśli nie ma tu w okolicy żadnego sklepu, to zadowolę się czymś z twoich zapasów.
Naszych. Nie poprawiła się już, ale głos z tyłu głowy zwrócił jej na to uwagę. Skoro to był teraz po części jej statek, to jego zaopatrzenie też chyba częściowo należało do niej, zarówno jedzenie, jak i zebrany przez Adamo alkohol. Powinna uzgodnić z Nazirem warunki zatrudnienia, bo nie po to została na jego statku, żeby grzać mu łóżko, ale ciągle o tym zapominała, albo bardzo nie chciała o tym myśleć.
Odwróciła się do potencjalnych sklepów, ale na ich widok - niezależnie czy były spożywcze, czy nie - zrobiło się jej słabo. Miała dość tłumów na dzisiaj, gwaru ulicy i przeciskania się pomiędzy asari. Po połowie dnia spędzonej w dwóch dość naturalnych okolicach, Liria była przytłaczająca, a oni oboje czuli się zmęczeni po zabiegach.
- Wracajmy - przysunęła się do Khouriego, by szturchnąć go lekko ramieniem i ruchem głowy wskazując port. - To był długi dzień.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - ARMOR - THEME
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1269
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.915
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

21 wrz 2016, o 20:49

Spojrzał na nią zaskoczony, unosząc przy tym brwi, gdy wspomniała o strzelnicy na Cytadeli i tym, że za nią nie przepada. Nigdy wcześniej o tym przecież nie wspominała.
- Tak? Czemu? - zagadnął, zaciekawiony jej podejrzaną odpowiedzią. Zaraz po tym jednak zadała podchwytliwe pytanie - na tyle, że przez dłuższy czas zastanawiał się nad taką odpowiedzą, która będzie dobra - zarówno dla jego prawdomówności, jak i jej oczekiwań. A przynajmniej tych, które sobie wyobrażał, w końcu nie mógł znać ją na wylot.
- Tak po prostu - odpowiedział, wpatrując się w nią nieco dłużej niż planował. Drgnął bowiem nagle, zaskoczony tym, jak bardzo się zamyślił i wrócił do wpatrywania się na wprost, na drogę, którą szli ku dokom. - Nie byłoby mnie tu zresztą gdybyś ty nie chciała na Thessię lecieć - przyznał, wspominając dawny wybór, na który też miała wpływ. Shani mogła dla niego nie wystarczać w kwestii powrotu w mniej lub bardziej rodzinne strony, choć oczywiście nie wzbraniał się przed odwiedzeniem Lirii. To nie tak, że Dubois musiała go mocno przekonywać.
- No nie wiem - pokręcił bez przekonania głową, nie potrafiąc ukryć swojego rozbawienia. - Mam nadzieję, że nie jesteś fanką przeżywania na własnej skórze wszystkiego - dodał, ostentacyjnie wpatrując się w jeden z bilbordów byleby nie widzieć jej zgorszonej miny. - Niektóre rzeczy lepiej niech zostaną w extranecie.
Nie uściślił o jakie rzeczy mu chodziło, pozwalając jej wyobraźni dziko gnać przed siebie, gdy on sam sprawdzał lokalizację najbliższego sklepu spożywczego na swoim omni-kluczu, który podał mu takową informację dwa razy szybciej niż gdyby miał odnajdywać w tym gąszczu znaków ten jeden właściwy.
- Po drodze będziemy mieć jeden sklep, możemy wpaść po wino - wzruszył ramionami, rozglądając się by spróbować zorientować się w położeniu jakby nie ufał lokalizacji pokazywanej przez mapę na urządzeniu na jego ręce. - Nie pamiętam, czy coś tam poza piwami zostało na statku.
Najwyraźniej w jego hurtowym kupnie zapasów spożywczych nie zawierały się alkohole, a też sam żadnych nie dokupił uzupełniając lodówkę. Pili w końcu wczorajszy wieczór poza Crescentem, może nie wybiegał tak daleko w przyszłość.
Bez względu na to, czy Irene zgodziła się na wstąpienie do sklepu, czy nie, dok z Crescentem objawił im się niespełna dziesięć minut później. Korytarze portu nie były pełne ludzi, ale nawet o tej późnej porze statki kursowały tam i z powrotem, więc były momenty, w których przeciskali się przez ubite ciasno grupki tłoczące się przy wejściach.
Śluza powitała ich cichym sykiem rozsuwanych drzwi, cieplejszym powietrzem statku w porównaniu do chłodnego wieczora na zewnątrz, oraz powitaniem sztucznej inteligencji, która zauważyła ich przybycie.
- Idę wziąć prysznic - poinformował ją i ziewnął, ruszając w stronę swojej kajuty. - I zdjąć to cholerstwo z pleców.
Zniknął we wnętrzu kwatery, jeżeli nie udała się za nim - ale ta stała otworem, a Khouriego piętnaście minut później można było znaleźć siedzącego w mesie, przeglądającego coś na omni-kluczu.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

23 kwi 2017, o 21:19

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Uśmiech Khouriego tylko się poszerzył, gdy potwierdziła swoje umiejętności. Zaprzeczył jedynie temu, jakoby mieli jechać do doków, po czym wciągnął ją za sobą do taksówki, pozwalając zająć miejsce kierowcy, choć i tak nie miało to żadnego znaczenia. Taksówka miała lecieć sama, szczególnie, gdy alternatywą byłoby sterowanie nią przez dwójkę, względnie pijanych lub naćpanych ludzi.
- Zdejmij ograniczenia tras - poprosił, zamykając jednocześnie drzwi promu, który jeszcze nie odlatywał, a jedynie prosił o wybranie miejsca, do którego ma ich dowieść.
Nie było to nic trudnego, nawet, jeśli Irene nie czuła się w najlepszej formie w danym momencie przez zmęczenie i wpływ wszystkich zażytych środków. Wystarczyło włączenie omni-klucza na krótką chwilę i pulpit sterujący mignął, co Nazir odebrał jako wykonanie zadania. Przywołał holograficzny obraz mapy Lirii i odnalazł dzielnicę Reone, kopiując koordynaty jednego, konkretnego miejsca i wklepując je do systemów taksówki, która, posłusznie, nie posiadając poprzednich zabezpieczeń, zaakceptowała dane i poderwała się do lotu.
Z radia leciała cicha muzyka, choć nie dorównywała tym żywym i dzikim rytmom, które wypełniały miejsce, z którego wyszli przed sekundą. Widok pogrążonego w ciemnościach, a jednak wciąż żywego miasta przykuwał uwagę, odwracając ją od rozmowy. Dość szybko na horyzoncie przed nimi dostrzegli charakterystyczne budowle.
- Tam jest port - stwierdził Nazir, wskazując na budynek w oddali. Jeśli tylko zadała pytanie o to, gdzie konkretnie lecieli, nie odpowiadało jej nic poza krótkim Zobaczysz i tajemniczym uśmiechem nie opuszczającym jego ust.
Potężna budowla przedstawiająca asari trzymającą jakiś starożytny artefakt znalazła się bliżej ich niż kiedykolwiek wcześniej. Posąg, który już wcześniej rudowłosa widziała, gdy przelatywała wokół centrum wraz z Shani, rozświetlany był w kilku miejscach, lecz głównie pogrążony w ciemności. Na policzku asari widniała fioletowa łuna od ogromnego hologramu zawieszonego na budynku obok. Rozmiarem, bogini przypominała nieco ziemską statuę wolności.
Ku możliwemu zdumieniu rudowłosej, taksówka nie skręciła, ignorując wyznaczane promom trasy. Zamiast tego poderwała się wyżej, kierując prosto na kulę, przypominającą nieco tę, którą miała Zu. Na powierzchni tej jednak wyrzeźbione były jakieś glify, których przeznaczenia nie znała. Nie unosiła się też w powietrzu, lecz spoczywała na ogromnej dłoni posągu.
Taksówka wzleciała na szczyt artefaktu i zatrzymała się na jej środku, setki metrów nad ziemią. Khouri od razu otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz, obracając się przodem do wnętrza promu, przodem do Irene, zasłaniając swoim ciałem to, co znajdowało się na zewnątrz.
Uśmiechnął się do niej, lekko, choć szczerze, znów wyciągając dłoń, dzięki której pomógł jej wydostać się z taksówki.

Obrazek


Wiatr sprawił, że jej włosy zafalowały w chwili, w której opuściła wnętrze promu. Powierzchnia kulistego artefaktu była kamienna, nieśliska, lecz stabilna, a on sam był na tyle wielki, że od łukowego skosu dzieliło ich dobre kilka metrów. Nie widzieli więc krawędzi obiektu, z którego mogliby spaść. Nie odwracało to uwagi od wszystkiego innego.
- Zawsze zastanawiałem się, jak to wygląda z tego miejsca - westchnął Nazir, odchodząc o kilka kroków w stronę krawędzi.
Widok, który mieli przed sobą, przewyższał wszystkie kąty, pod którymi z wszelakich balkonów czy okien wcześniej oglądali Lirię. Tutaj, na szczycie kulistego posągu, z każdej strony otaczało ich miasto. Dziwne, pogrążone w nocy, a jednak wciąż żywe miasto. Mieszanina przygaszonych świateł budynków odcinających się ogromnymi iluminacjami, przypominała ogromny las. Promy, niczym świetliki, wielkimi grupami przemieszczały się pomiędzy pnącymi się w górę wieżowcami przypominającymi konary drzew. W oddali Irene mogła dostrzec centrum handlowe i park, które odwiedziła, a także centrum kongresowe, w bardzo dalekiej oddali.
W pewnym momencie stłumiony huk dobiegł ich gdzieś z góry, gdy mała korweta przebiła się przez atmosferę, przelatując ponad ich głowami, zmierzając w stronę portu.
Tutaj żadne światła nie przygaszały nocnego nieba, upstrzonego miliardem gwiazd. Większa formacja w oddali wyglądała jak port kosmiczny, a może jakaś stacja, zawieszona na niższej orbicie Thessii.
Nawet powierzchnia, na której stali, upstrzona była konstelacjami kropek, linii i dziwnych kształtów, które intrygowały.
- Cieszę się, że spodobała ci się Thessia. - głos Nazira dobiegł do niej zza jego pleców. Od razu przeszedł dalej, śmielej stając w oddaleniu od taksówki, która jako jedyna nie pasowała do piękna otaczającego ją krajobrazu.
Odwrócił do niej głowę, rozpromieniony. Jego profil otaczał blask świateł, które padały również na boginię, na której dłoni stał artefakt.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

23 kwi 2017, o 23:46

Wyskoczyła do taksówki i opadła na siedzenie po lewej stronie. Poczekała, aż zamkną się drzwi, a pojazd odbije się od ziemi i dopiero wtedy połączyła się z terminalem, by przełamać zabezpieczenia. Na wszelki wypadek upewniła się jeszcze, że informacja o tym nie dotrze do żadnych tutejszych służb bezpieczeństwa, w końcu kradzież taksówki nie należała do tego, co było traktowane z taryfą ulgową. Ale przecież oni nie kradli, pożyczali tylko. Dlatego chwilowo wyłączyła aktualizację lokalizacji, dochodząc do wniosku, że jeśli po prostu nagle zmieni się ona na doki, uznają to za zwykły błąd systemu i co najwyżej odeślą ten konkretny pojazd do przeglądu. Najbardziej bezpieczna opcja.
Opuściła potem omni-klucz, wyłączając go jednocześnie i wskazała Nazirowi panel, dając mu do zrozumienia, że teraz właśnie przyszedł moment na wpisanie żądanej lokalizacji. Nie nalegała na zdradenie jej dokąd lecą, bo z doświadczenia wiedziała już, że jak Khouri się na coś uprze, to nie miała szans, żeby go przekonać. Pozostało jej czekać.
Obserwowała miasto pogrążone we śnie, choć niezwykle aktywne. Przyglądała sie mijanym budynkom i światłom odbijającym się na ich ścianach. Patrzyła na zbliżającą się statuę i na miejsca, które teraz na horyzoncie rozpoznawała, bo była już tam wcześniej. Skinęła głową, widząc port i wciąż zastanawiając się dlaczego nie lecą tam. Liria była piękna, tak samo za dnia, jak i w nocy. Przy akompaniamencie cichej muzyki, tak różnej od tej do której przyzwyczaiła się przez ostatnie kilka godzin, sama nie chciała się odzywać. Nastrój, który towarzyszył tej krótkiej podróży, trudno było opisać słowami.
- Chyba żartujesz - powiedziała cicho, z niedowierzaniem patrząc na zbliżającą się kulę. Nie było innej możliwości, lecieli na posąg. Momentalnie wybudziła się ze swojej zadumy. Lubiła łamać nieistotne przepisy, takie jak zakaz lądowania na kamiennej kuli. Uśmiechnęła się szeroko, czując jak taksówka osiada na jej powierzchni, a gdy wiatr rozwiał jej włosy, oniemiała zupełnie.
Poczuła się jak wrzucona w vid, dziejący się nie do końca współcześnie. Gdy nie patrzyła na miasto i stojącą za jej plecami taksówkę, mogła zapomnieć, że nie trafiła do starego przekazu asari. Uniosła głowę, z półotwartymi ustami spoglądając w niebo. Potem przeniosła wzrok na Nazira i jakoś już nie mogła się odwrócić.
- Wygląda niesamowicie - powiedziała cicho. Mimo silnego wiatru, tu nie musiała krzyczeć. Stanęła twarzą pod wiatr, by nie musieć odgarniać włosów z twarzy, blisko Khouriego. - Stąd mnie już nie zrzucisz, prawda? - spytała, wspominając wizytę nad jeziorem.
Nie wiedziała na co patrzeć. Z każdej strony widziała coś, co nie pozwalało odwrócić wzroku. Każdą stronę chciała zapamiętać. Długo stała w miejscu, w niemym zachwycie. Usiadłaby, ale w tej sukience nie miała jak. Pożegnanie z Thessią. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów rozważała uniesienie omni-klucza i zrobienie zdjęcia, ale nigdy tego nie robiła, więc nie zrobiła i teraz. I tak fotografie nie oddawały rzeczywistości.
- Nie wiem czy robisz to specjalnie, ale wylot stąd staje się coraz trudniejszy - powiedziała cicho, wpatrzona gdzieś w dal. - Pierwszy raz od nie wiem kiedy nie chcę skądś odejść.
Nie była pewna, czy mówi o Thessii, czy o nim. O Khourim. Nie rozumiała dlaczego jeszcze nie uciekła. To nie miało sensu, nie poznawała siebie. A ta planeta była zwieńczeniem wszystkiego. Ten widok. Ta chwila.
Jutro już będzie mogła tylko wspominać.
- Nigdy tu wcześniej nie wleciałeś? Dlaczego?
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - ARMOR - THEME
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1269
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.915
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

24 kwi 2017, o 00:31

W oczach Khouriego pojawił się błysk, lecz nie był w stanie obudzić trwogi w jej sercu, tak odmienny od tego, który wzięła za zły omen w przypadku Mullera. Ten wynikał z radości, którą odczuwał mężczyzna, stojąc na szczycie artefaktu, dającego im widok, jakiego nie zastąpią żadne inne miejsca. Zaśmiał się głośno, gdy wspomniała jego zrzucenie jej ze skał dzień wcześniej. Tym razem studnia grawitacyjna by jej nie uratowała.
Thessia w istocie wyglądała niesamowicie, a przynajmniej ta część, którą zdążyli zwiedzić. Planeta była ogromna, lecz jeśli wyglądała tak wspaniale, jak jej stolica, to nic dziwnego, że miała tak ostre restrykcje, w porównaniu do innych, przylotów obcych ludzi. Wciąż pozostała centrum świata asari. Bez tego mogłaby zmienić się w międzygatunkowe Illium, tracąc nieco ten osobliwy charakter, jaki nadawał jej wpływ tutejszej kultury.
- Wygląda - powiedział po dłuższej przerwie, spędzonej na wpatrywanie się w krajobraz. Dopiero gdy otworzyła usta po raz kolejny, wypowiadając kolejne zdania, znów skierował swój wzrok w stronę rudowłosej, od której oderwanie go nie było już tak łatwą sprawą.
Uśmiech na stałe miał przylepione do swojej twarzy, a jednak dostrzegła subtelną zmianę, która na niej zaszła, gdy wspomniała o tym, co, specjalnie lub nie, sprawił. Pokonał dzielącą ich, małą odległość, przez moment przysłaniając Thessię i widok na nią. Westchnął, cicho, niemal niezauważalnie, dostrzegając jej piękno jakby nie widział jej od kilku godzin.
Na tę krótką chwilę, na którą ich spojrzenia się spotkały, nim nie odsłonił jej Lirii, dostrzegła to samo, co przemknęło przez jego twarz gdy byli na Crescencie. Chęć powiedzenia czegoś stłamszona uczuciami lub innymi powodami, dla których nie otwierał ust. Obrócił się, obejmując ją w talii i osłaniając, choćby częściowo, przed wiatrem, przytulając do siebie.
- Jakoś nie było okazji - odparł, opierając policzek o jej głowę, ignorując pływające w powietrzu, rude włosy, nieustannie zahaczające o jego kurtkę. - Nie wiedziałem, że widok będzie aż taki.
Nie sprecyzował, jaki, bo nie musiał. Panorama Lirii broniła się sama, będąc zbyt piękną na zwykłe, określające ją słowa. Dłoń mężczyzny przesunęła się wzdłuż jej talii, gładząc materiał sukienki, gdy sam mężczyzna przez dłuższą chwilę milczał, podziwiając blask nocnego miasta. Ale nawet miasto tak piękne nie było w stanie oderwać jego wzroku od stojącej obok kobiety na dłużej niż kilka minut.
- Angielski jest beznadziejnym językiem - mruknął z niezadowoleniem. - Łatwiej mówić po arabsku.
Gwałtownie wypuścił powietrze z ust. I tak mówił w swoim języku rzadziej, niż ona. Ostatni raz musiała słyszeć to w ruinach, a on - w klubie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

24 kwi 2017, o 10:13

Nie odwróciła wzroku od Khouriego, nawet gdy nagle znalazł się znacznie bliżej. Mogła się domyślać, co działo się teraz w jego głowie, choć gdy zastanawiała się nad tym, jaki wpływ miał na to zażyty narkotyk, doszła do wniosku, że jej domysły mogły mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Uśmiechnęła się niepewnie, nie poganiając go i nie nalegając, by powiedział to, co krążyło mu teraz w myślach, bo obawiała się, że wie, jakie to słowa. A wiedziała, że nie będzie umiała na nie zareagować. Nie dlatego, że czuła coś innego, ale właśnie przez to, że swoich uczuć nie rozumiała. To nie było takie proste.
- Można się było domyślić - odparła na jego stwierdzenie, opierając głowę bokiem o jego ramię. Mogła tak tkwić, przytulona, w nieskończoność. Nie było jej zimno, choć nie miała na sobie niczego poza sukienką na ramiączkach. Może to była kwestia ciepłego ramienia Nazira. Objęła go w pasie, nie widząc przeciwwskazań, bo tutaj nikt na nich nie patrzył. Byli sami, bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Nawet na Crescencie nie była im dana taka prywatność, bo Isis słuchała nieustannie. I patrzyła, jeśli znajdowali się poza kajutami. Ani przy wodospadach, ani nad jeziorem, ani nawet w restauracji w ruinach, nigdzie nie mieli pewności, że zaraz ktoś się nie przypałęta. Tutaj ta pewność była. We dwoje nad pięknym, śpiącym miastem.
- Dla mnie nie bardzo - zaśmiała się. Może i mówiła po francusku częściej, niż kiedykolwiek od opuszczenia Ziemi, ale to dlatego, że Khouri zaczął. On pierwszy użył słów, których Irene nie potrafiła zrozumieć, więc odpłaciła się pięknym za nadobne, a potem to już jakoś zostało i oboje robili to co jakiś czas. Zwykle chcąc przekazać sobie coś, co we wspólnym języku nie brzmiało tak dobrze. Nie licząc ostatniej jej wypowiedzi w rodzimym języku, która była tylko skutkiem zagubienia spowodowanego przez nagłą synestezję, do której nie zdążyła się jeszcze przyzwyczaić. Zapachy pomieszały się jej z kolorami, miały prawo pomieszać się jej też języki. Nie powiedziała wtedy niczego ważnego, zresztą przetłumaczyła od razu, gdy Khouri jej to wytknął.
- Czasem po angielsku jest łatwiej. Jest prosty i... płytki - stwierdziła cicho. - W nim łatwiej kłamać, łatwiej udawać. Mówisz w innym języku, więc możesz być inną osobą.
Skrzyżowała nogi w kostkach i wtuliła się w Nazira mocniej, bo poczuła silniejsze uderzenie wiatru i na jej skórze pojawiły się ciarki. Na moment, bo zaraz zniknęły.
- U mnie w domu rzadko mówiło się po francusku. Szliśmy do przodu, jak reszta świata. A mówienie w jednym języku nie jest postępowe - powiedziała i parsknęła śmiechem. - W sumie nie narzekam, może dzięki temu nigdy nie potrzebowałam dodatkowych lekcji i mogłam nauczyć się trzeciego.
Mówiła, bo bała się ciszy. Bała się wyznań, które cisnęły się Khouriemu na usta. Widziała to i spodziewała się ich, więc próbowała swobodnie przejść do tematu, który mógłby go zainteresować na tyle, by tych wyznań uniknąć. Bała się swojej reakcji na nie, bo fakt, że dotąd nie uciekła, nie znaczyło, że nie zrobi tego zaraz. Inna sprawa, że zabranie taksówki i zostawienie Nazira tutaj nie było dobrym rozwiązaniem. Zaśmiała się do swoich myśli, nie wypowiadając ich na głos, ale wyobrażając sobie jak mężczyzna w desperacji dzwoni po Selzię i próbuje jej wytłumaczyć skąd ma go zabrać.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - ARMOR - THEME
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1269
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.915
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

24 kwi 2017, o 16:27

Może wyczuł jej napięcie, a może dreszcz, który przeszedł po jej ciele w reakcji na mocniejszy podmuch wiatru. Przesunął dłonią po jej ramieniu, starając się ją choć odrobinę rozgrzać.
- Chcesz moją kurtkę? - zaoferował spokojnie, dopiero teraz, bo wcześniej nie wydawała się być tak wrażliwa na chłodne powietrze, pomimo tego, że na sobie miała tylko sukienkę.
Stał w milczeniu obejmując ją jedną ręka, pozwalając oprzeć głowę o ramię, wpatrzony w krajobraz przed nimi. Uśmiech rozjaśnił jego twarz bardziej niż spadające na nią promienie świateł, gdy wspomniała o swoim podejściu do angielskiego. Sam też już na samym początku skarżył się na ten język. Arabski musiał być piękniejszy, o francuskim nie był w stanie się wypowiedzieć.
- U mnie większość osób wolała arabski - stwierdził, chowając wolną dłoń do kieszeni. - Ale w szkole i na studiach angielski był dość zaawansowany, więc pomimo tak zacofanej rodziny nauka drugiego języka nie była problemem - dodał z nutą rozbawienia. Istotnie, jego rodzina, przynajmniej z opowieści, właśnie taka się wydawała - mocno konserwatywna, niewidząca świata poza własnym krajem, ojczyzną i kulturą. Wierzeniami, które traktowała jak święte prawo.
- Jaki jeszcze język znasz? - zagadnął, gdy wspomniała o nauce trzeciego. Może to przez to, że zawsze, jesli już, słyszał słowa francuskie wychodzące z jej ust, ciężej było skojarzyć jej głos z jakąkolwiek inną opcją.
Jakiś prom odłączył się od głównego toru, przelatując najbliżej ze wszystkich innych - nikt na razie nie interesował się pojazdem zaparkowanym na wierzchu artefaktu. Prędzej czy później będą się musieli jednak zebrać.
Długa chwila pozbawiona rozmowy w niczym mu nie przeszkadzała. Może zbierał słowa, dobierał je odpowiednio, czego się obawiała. A może po prostu pozwolił sobie na chwilę zadumy, do której skłaniał tak wspaniały krajobraz.
- Możemy lecieć do doków - zaproponował, spoglądając w dół, na niższą od niego kobietę. - Robi się zimno i ktoś może nas zauważyć - dodał z lekkim rozbawieniem widocznym na twarzy. Koniec końców, wylądowali w miejscu, w którym nie mogli, promem, który nie był ich. Ucieczka przed policją nie była czymś, co musiało koniecznie zwieńczyć ten udany wieczór.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Dzielnica Reone

24 kwi 2017, o 20:57

Pokręciła przecząco głową. Jej kurtka leżała przecież na siedzeniu w taksówce, choć nawet nie pamiętała kiedy ją wzięła. A może nie była w ogóle jej? Swoją zostawiła w loży, później do niej nie wracała, a jednak coś ze sobą z Phobii wyniosła. W dotyku wydawała się znajoma. Irene nie czuła się jednak z powodu ewentualnej pomyłki jakoś szczególnie niezadowolona, doszła do wniosku że sprawdzi jak wróci do taksówki, a teraz nie chciała odrywać się od ciepłego Nazira.
Dla niej może arabski nie był najpiękniejszym językiem, jaki w życiu słyszała, ale w ustach Khouriego brzmiał dobrze. A może to nie była kwestia samego języka, tylko tego, jak on w nim mówił. To zawsze były ciepłe, miękkie słowa. Podejrzewała, że gdyby dane jej było posłuchać normalniej rozmowy po arabsku, czułaby się znacznie mniej przekonana. A jeśli o francuski chodziło, cóż... dla Dubois był naturalny, jak oddychanie. Trudno było go ocenić obiektywnie. Miał dużo dziwnych spółgłosek, wobec których ludzie byli nastawieni dość skrajnie - albo je uwielbiali, albo ich nie znosili.
- Rosyjski - odparła. - Dogadam się, gorzej z pisaniem i czytaniem. Ale niewiele już pamiętam. Miałam Rosjanina w załodze, mogłam wtedy ćwiczyć. Teraz do niczego mi się on nie przydaje.
Skupiła się na wspomnieniach, pogrążając się w zadumie. Nawet na moment zapomniała o swoich obawach, zapatrzona w widok, który zapierał dech w piersiach. Odprowadziła wzrokiem samotny, oderwany od pozostałych prom, by potem przesunąć spojrzeniem po światłach ogromnego parku, doskonale stąd widocznego. Później skupiła się na gwiazdach. Dużo czasu spędziła pomiędzy nimi. Stąd wyglądały na bardzo odległe, w rzeczywistości było inaczej - wszędzie mogła się dostać, zwłaszcza teraz, gdy miała Crescenta na wyciągnięcie ręki. Zastanawiała się jak bardzo ograniczeni musieli czuć się ludzie, gdy jedyne, co mogli zrobić, to patrzeć, nie wiedząc jak wiele umyka im, gdy zmuszeni są do tkwienia na Ziemi, albo raptem kilku koloniach. Widzieli tylko tyle, ile Irene była w stanie zobaczyć w tej chwili i to musiało im wystarczyć. A z Thessi całe niebo wyglądało inaczej, niż to, które znała najlepiej. Zupełnie inaczej.
Drgnęła, gdy Khouri zaproponował powrót na statek, zaskoczona brzmieniem jego głosu. Dopiero wtedy przypomniała sobie, że przecież nie mogą tu być. Uśmiechnęła się, obracając się przodem do niego i opierając dłonie na jego klatce piersiowej. Uniosła na niego wzrok. Wyglądał zupełnie inaczej, niż w stabilnym świetle pokładowym. Inaczej niż za dnia i inaczej, niż w klubie. Lubiła, kiedy się uśmiechał i powiedziała mu to już kiedyś. Przesunęła rękami po jego ramionach, a potem splotła je na jego karku, przyciągając go do siebie.
- Możemy za chwilę - powiedziała cicho, chcąc skorzystać jeszcze z ostatnich chwil w zakazanym miejscu, nieważne jak silny wiał wiatr. Też niekoniecznie się jej uśmiechało uciekanie przed policją, zwłaszcza teraz, gdy jej rysopis był chyba wszędzie, ale mogli spędzić tu jeszcze minutę.
Uniosła głowę, by pocałować Khouriego długo. Ten ostatni raz, zanim wrócą do zwyczajnej codzienności. Niektórych rzeczy nie mogła mu powiedzieć, ale mogła je pokazać w chwilach takich, jak ta. Jej włosy załopotały na wietrze, a skóra znów pokryła się ciarkami, choć teraz nie wiedziała już co było tego przyczyną. Chyba jednak nie chłód. Czuły pocałunek, na który pozwoliła sobie odrzucając wszystkie niepewności, łącznie ze złośliwymi słowami Mullera, bo tutaj i tak nikt ich nie widział - to prędzej. Potem wtuliła się w Nazira, opierając się policzkiem o jego klatkę piersiową i ostatni raz przesunęła wzrokiem po horyzoncie. Miała wrażenie, że widzi zbliżający się wschód słońca, ale może to była tylko łuna miasta.
- To lećmy - stwierdziła w końcu, po czasie nieco dłuższym niż minuta, ale potrzebowała chwili, by zapamiętać ten widok. Była gotowa na powrót, gotowa opuścić Thessię.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - ARMOR - THEME
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1269
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 5.915
Medale: 4
Rekrut (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Dzielnica Reone

24 kwi 2017, o 21:38

- Rosyjski? - zdziwił się, spoglądając na nią i oceniając, czy ten język do niej pasuje. Po jego minie mogła się domyślić, że uznał, że jednak nie. - Dziwny język. Nie podoba mi się - wyraził opinię z rozbawieniem. Przecież nie słyszał, jak mówiła do niego po rosyjsku, więc swoją opinię opierał tylko na tym, co słyszał w vidach, lub u swoich znajomych. Może jej głosem nie byłby taki zły, jak wszystko inne, co wypowiadała.
Wiatr rozwiewał jej włosy i mierzwił jego. Objął ją mocno, jakby tym samym chciał uchronić ją od upadku z takiej wysokości, na której teraz się znajdywali. Niepierwszy raz, lecz tym razem wszystko wyglądało inaczej niż gdy odwiedzili jezioro i kosmiczne bungee. Atmosfera była inna. Miasta pogrążonego we śnie, a jednak rozświetlanego tysiącem neonów. Budziło wręcz skojarzenie wymarłego miejsca - promy ruszały się zaprogramowanym ruchem, a światła paliły się na budynkach, choć stosunkowo mniej osób je w tej chwili oglądało. Tutaj, na szczycie artefaktu, mogli poczuć się kompletnie odosobnieni. Nie tylko nikt ich nie widział - wszyscy inni byli po prostu daleko. W dole, lub kilometry wgłąb metropolii. Trasy taksówek okrążały posąg z ogromnej odległości.
Nie było nikogo, poza nimi, holograficznymi reklamami i gwiazdami na niebie, układającymi się w zupełnie inne wzory niż te, które dostrzec mogła spoglądając w górę z Ziemi.
Pocałunek złączył ich usta na dłuższą chwilę, w której Khouri wydawał się instynktownie starać się przysunąć ją jeszcze bliżej siebie. Każdy, zbędny centymetr przeszkadzał, domagając się usunięcia. Cofając się wreszcie, z trudem odrywając od jej miękkich ust, westchnął bezgłośnie i niemal niezauważalnie. Wiatr przysłonił część jej twarzy włosami, uderzając nagle pod nieco innym kątem. Odgarnął rudą burzę loków ze śniadego, gładkiego policzka, do którego nachylił się, by krótko go ucałować.
Nie musiał powtarzać jej, jak pięknie wygląda - widziała to w jego oczach. Stalowym spojrzeniu, w którym odbijały się blaski lamp i hologramów. Spoczywając na dłoni wyrzeźbionej, pięknej bogini asari, spoglądał na cud żywy, równie boski, a dziesięć razy piękniejszy. Rozwiane włosy, jasne, zielone spojrzenie, przypominające mu nadchodzącą wiosnę, nieliczne piegi prześwitujące przez makijaż, którymi upstrzone były jej policzki, przypominające niebo upstrzone gwiazdami.
- Lećmy - powtórzył cicho, zdumiony tym widokiem, jakby widział go pierwszy raz.
Odwrócił się, trzymając ją za rękę i poprowadził kobietę z powrotem do taksówki, która, z nadpisanymi ustawieniami, wiernie czekała by zawieźć ich do następnej lokalizacji.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6924
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Liria

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości