Liria jest stolicą Thessii, przy tym jednym z największych "dzieł" asari. Jej pięknu jest w stanie dorównać jedynie Nos Astra, czyli kolonia asari na Illium. Wysokie budowle o eleganckich kształtach podkreślają urodziwość planety i, pomimo tego, że jest ona pokryta budynkami, widząc taki krajobraz wcale nie tęskni się do obrazu żywej natury.

Jezioro Kil'ran

18 sie 2016, o 21:26

Obrazek

Jezioro Kil'ran jest interesującym punktem turystycznym, położonym pomiędzy umowną stolicą Lirią a miasteczkiem handlowym Selre. Otoczone przez góry o tej samej nazwie, w historii asari zapisało się jako jeden z cudów, który, odnaleziony przez pierwsze, w pełni rozumne istoty, szybko stał się miejscem kultu. Głównym powodem, dla którego ów akwen wodny jest w pewien sposób imponujący, są ukryte w jego dnie i okolicznych górach, drobne pokłady piezo. Niewystarczające by ich wydobycie było opłacalne dla jakiejkolwiek z korporacji, zapomniane przez wszystkich poza historykami miejsce przykuło uwagę osobom z branży turystycznej - a później również rozrywkowej.
Obecnie jezioro jest popularnym w sezonie letnim obiektem. Przy otaczających je górach zamontowane zostały generatory efektu masy, a właściciel chwali się w reklamach, że unoszące się nad taflą wody odłamki skalne zawieszone są w przestrzeni dzięki zgromadzonym w górach pokładach piezo. Jest to czysta fikcja, lecz turyści często jej ulegają. Tak naprawdę odłamki pełnią nie tylko funkcję przykuwającą uwagę każdego z podróżnych, lecz są częścią sieci, tworzącej jedno, ogromne pole efektu masy symulujące w efekcie brak grawitacji - a przynajmniej tak odczuwają to osoby znajdujące się w jego wnętrzu.
Nikt nie zdecydował się nazwać tego bungee przeszłości, choć miejsce służy głównie do rekreacyjnego latania pomiędzy skałami, choć wielu nagina wszelkie przepisy czyniąc ze skoków ku ziemi i odbijania się od odłamków sport ekstremalny.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

24 sie 2016, o 22:17

Znalezienie odpowiedniego transportu nie zajęło Nazirowi zbyt wiele czasu. Już po kilku minutach oderwał się od oparcia fotela i poderwał na nogi. Złapał za przewieszoną przez podłokietnik, skórzaną kurtkę i przerzucił ją sobie przez ramię.
- Mamy transport - uśmiechnął się szeroko, spoglądając na Dubois wyczekująco. Wyglądał na podekscytowanego tym, co ich czekało, choć Irene nie mogła jeszcze wiedzieć, czy jego ożywienie faktycznie miało dobry powód do zaistnienia. - Chodź - zachęcił ją, ruszając do wyjścia z kokpitu i przechodząc do korytarza. Skręcił w prawo i wszedł do śluzy, która z sykiem otworzyła przed nimi wewnętrzne drzwi.
Nie tylko klimat, ale i powietrze wydawało się inne. W miasteczku, w którym wylądowali, powietrze wydawało się pachnieć w zupełnie inny sposób. Na swój sposób było też nieco chłodniejsze, choć nie wiał tak stały dla Lirii wiatr, a na niebie górowało słońce, które przygrzewało każdemu, kto wychylił się spoza cienia. O deszczu nie było nawet mowy - znajdowali się w zupełnie innej części Thessii - tej, w której ubiegłej nocy nie padało. Dok nie był więc pełen wysychających kałuż.
Prom, który na nich czekał, był wciąż cywilny, choć nieco większy niż taksówka. Wewnątrz nie znaleźli pilota, co od razu zasugerowało Irene, że także ten pojazd lata sam. Panel, który uruchomił się gdy wsiedli do środka, informował ich o rozpoczęciu podróży do jeziora Kil'ran. Khouri musiał wstukać lokalizację gdy zamawiał podwózkę.
- Jest wcześnie, nie powinno być zbyt wiele ludzi - stwierdził, choć dalej nie mogła mieć pojęcia gdzie lecą i jak popularne jest to miejsce o danych porach dnia. Uśmiechnął się do niej po raz kolejny, kładąc sobie kurtkę na kolanach. - Zostaniemy na chwilę i możemy lecieć nad wodospady.
Podróż była dość cicha z jego strony, lecz widoki, które mogła obserwować przez szyby promu skutecznie potrafiły zająć obserwatora. Znaleźli się z daleka od wybrzeża niedaleko Lirii, dość płaskiego i lesistego. Teraz otaczały ich góry - ich jako mały punkt na niebie, drobny prom w obliczu wielkich skał. Nie mijali żadnych kolonii, sporadycznie dostrzegała ciemne kropki na ziemi, odpowiadające budynkom. Znaleźli się w miejscu, które, choć cała Thessia była gęściej lub rzadziej zabudowana, wydawało się wręcz w pełni naturalne. Oczywiście nie było o tym mowy - gdzie trochę zieleni i ładne widoki, tam od razu mnożyły się hotele, restauracje i sklepy z pamiątkami. Z takiej wysokości nie mogła ich jednak widzieć.
Prom podwyższył nieco swój lot, gdy dotarli do kilku większych skał, które stały na ich drodze. Przez całą podróż była w stanie jej dostrzec, lecz nie mogła widzieć tego, co skrywały za sobą. Pojazd przyspieszył, sprawnie unosząc się do góry, po czym mało wygodnie dla pasażerów pochylił się ku dołowi, gotów zanurkować po drugiej stronie góry. Nie był to standard taksówek, ale mogła się na to przygotować widząc sam stan pojazdu.
Gdy wyminęli skałę, oczom rudowłosej ukazał się dość surrealistyczny widok. Z początku dostrzegła niebo - zaburzony obraz nieba odbitego na powierzchni małego jeziora, na którym unosiło się kilka drobnych wysepek. Dopiero gdy prom zaczął poruszać się na dół, te wysepki zaczęły się przemieszczać. Zmieniały swoje położenie na jej oczach, w iluzji optycznej, którą rozgryzła chwilę później.
Wyspy były unoszącymi się dziesiątki metrów nad powierzchnią odłamkami skał.
Nazir spoglądał na to z zadowoleniem - musiał znać to miejsce, może kiedyś już je odwiedził. Prom podleciał do jednej z większych kawałków skały, wielkości małej hali. Z góry porośnięta była trawą, posadzono na niej nawet kilka drzew. Czwórka asari i jeden turianin siedziała na krawędzi, z nogami spuszczonymi w stronę tafli jeziora - zbyt dalekiej, by upadek z takiej wysokości nie miał skończyć się dla nich szczęśliwie.
Prom nie mógł wylądować, choć wydawało się, że ma ku temu miejsce. Unosił się dziesięć centymetrów nad powierzchnią. Khouri szybko zapłacił i otworzył drzwi, wpuszczając do środka powiew chłodnego, rześkiego powietrza, po czym zeskoczył na dół i odwrócił się w stronę pojazdu, oczekując Irene.
Widok nie przypominał alp, ani żadnych górskich krajobrazów, które widziała. Góry co prawda były w dali lub całkiem blisko, ale podejście do krawędzi od razu sprawiało, że serce podchodziło do gardła nawet osobie bez lęku wysokości.
- Chwila - mruknął nagle Nazir, rozglądając się dookoła. Dostrzegł wreszcie jednego turianina stojącego pod oddalonym o piętnaście metrów drzewem. Uruchomiony miał omni-klucz i wyglądał na znudzonego - może po tym Khouri rozpoznał kogoś pracującego w tych rejonach, a może po zwisającym na klatce piersiowej identyfikatorze, lub czymś, co na to wyglądało. - Poczekaj - uśmiechnął się przebiegle, rzucając kurtkę na wygrzaną trawę, jakby uznał, że w tym miejscu Irene i on zostaną, żeby oglądać krajobrazy. Sam ruszył do mężczyzny, stając przed nim chwilę później i nawiązując rozmowę.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

25 sie 2016, o 00:26

- Próbowałam - odparła Irene, uśmiechając się lekko. Dawno przestało to już wywoływać w niej na tyle negatywne emocje, by nie potrafiła sobie z nimi poradzić. To była dobra część tego pecha: przyzwyczajenie. Naturalnie, utrata bolała, ale gdy można było się już spodziewać towarzyszących jej emocji, przestawało to robić zbyt duże wrażenie. Spore znaczenie mogła też mieć jej ogólna znieczulica. Nie należała do wyjątkowo wrażliwych osób.
Wzruszyła ramionami tylko dlatego, że lepiej od Khouriego wiedziała, jak wyglądał jej wpływ na innych ludzi. Skoro jemu nie przynosiła tego pecha, którego przynosiła pozostałym, może faktycznie powinna się go trzymać. A raczej przebywać z daleka od innych, którzy na to odporni nie byli.
Może i faktycznie nie wiedział, co na datapadzie się znajdowało, ale Irene to w ogóle nie przyszło do głowy. Nie pamiętała, czy był przy tym, jak go otrzymała, czy przyszedł chwilę później. Chyba to drugie. Skrzyżowała wyprostowane nogi w kostkach i uruchomiła urządzenie, zagłębiając się w dane.
- W porządku, przyjdę do ciebie - odparła, nie zatrzymując go dłużej. Chciała wykorzystać tę chwilę samotności na skupieniu się wreszcie na tym, czym dawno już powinna się zająć. Uruchomiła schematy na omni-kluczu, porównując je z danymi otrzymanymi od ekipy techników i przepadła. Gdyby Isis nie przypomniała jej, że czas upływa, a oni już prawie dolecieli, pewnie by się nie zorientowała.
Zajęła w kokpicie miejsce drugiego pilota, założyła nogę na nogę i utkwiła wzrok w widoku za oknem. Jeden kącik jej ust uniósł się w półuśmiechu, kiedy przed jej oczami rozciągał się nawet ten mało efektowny horyzont. Szybko jednak opuścili się do doku, co sprawiło, że przeniosła spojrzenie na Nazira, próbując wyczytać cokolwiek z jego twarzy.
- Ten uśmiech jest niepokojący - mruknęła, podnosząc się z fotela, w którym nie zdążyła spędzić zbyt wiele czasu. Dla odmiany jednak to optymizm Khouriego teraz był zaraźliwy. Miła odmiana po ostatnich wydarzeniach, kiedy to Dubois musiała wychodzić z siebie, żeby choćby lekko się uśmiechnął.
Nadal nie zapinała kurtki, nawet gdy opuścili pokład Crescenta, bo było ciepło - znacznie cieplej, niż poprzedniego dnia, gdy wracali w deszczu. Wskoczyła do promu, w międzyczasie biorąc głęboki wdech. Miejsca takie jak to pachniały inaczej, niż duże miasta, nie wspominając o stacjach, a tylko w takich bywała ostatnimi czasy. Zerknęła na wyświetlacz pojazdu, ale nazwa nic jej nie powiedziała. Sądziła, że Nazir sprawdzał wodospady w extranecie, gdy mu o nich powiedziała, ale najwyraźniej upewniał się, czy to jest gdzieś w okolicy.
- Kil'ran - przeczytała na głos. - Co tam jest?
Przypomniały się jej legendy o jeziorze, na którego powierzchni w dzień odbija się nocne niebo, ale nie sądziła, by na Thessii mieli takie cuda. Asari potrafiły wiele, ale bez przesady. Nie podejrzewała jednak, że otrzyma jakąkolwiek odpowiedź, więc zapatrzyła się na mijane widoki, tak samo, jak przy poprzednim locie. Gdy pojazd zanurkował, złapała się mocniej uchwytu i mruknęła coś w zaskoczeniu.
- Niemożliwe - szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w to, co ukazało się im sekundę później. Nigdy dotąd nie widziała miejsca takiego, jak to. Nazir musiał wziąć sobie do serca jej uwielbienie tego, co nowe. Uśmiechnęła się do niego szeroko, gdy drzwi promu otworzyły się i dość niepewnie wyskoczyła na lewitujący kawałek skały. - Jak to się trzyma w powietrzu? Efekt masy?
Przysunęła się ostrożnie do brzegu, gdy już odprowadziła spojrzeniem odlatujący prom. Zignorowała leżącą na trawie kurtkę, zbyt zaintrygowana całą resztą, by posłusznie przy niej zostać. Serce faktycznie podchodziło do gardła, ale Irene miała ochotę tak samo jak piątka w oddali usiąść na skale i spuścić nogi na dół. Pytanie tylko, czy się ona pod nią nie zarwie. Wolała aż tak nie ryzykować. Przesuwała spojrzeniem po innych podobnych odłamkach i cieniach, jakie rzucały na taflę jeziora pod spodem. Nie dziwiła się, że Khouri obawiał się tłumów. Gdyby mieszkała na Thessii, pewnie odwiedzałaby to miejsce często. Odwróciła się do niego i stanęła wyczekująco, z rękami utkwionymi w kieszeniach zastanawiając się, co właśnie załatwia. Odgarnęła z twarzy pojedyncze kosmyki włosów, które uznały, że posłuszne tkwienie w kucyku jest nudne i uśmiechnęła się, zapinając jednak kurtkę - na tej wysokości mocniej wiało.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

26 sie 2016, o 00:19

Gdy spytała o to, co znajdą w miejscu Kil'ran, widocznym na panelu taksówki, Khouri wpatrywał się w widok za oknem. Te najbardziej dalekie im góry wydawały się w ogóle nie poruszać względem nich, nawet, gdy prom leciał znacznie szybciej niż sto kilometrów na godzinę.
- Jezioro - odrzucił niewinnie, niepierwszy raz postanawiając, że woli zrobić jej niespodziankę niż zdradzać wszystko na początku. To mogło mieć swoje plusy, jak i minusy. Nastawienie Irene mogło sprawić, że dotarcie na miejsce będzie zawodem. Z pewnością nie dolecieli do zbiornika, którego tafla odbijała niebo przeciwnej pory dnia, lecz Kil'ran również było piękne. Na inny, lecz równie niesamowity sposób.
Powietrze wokół pachniało wiosną. Wiatr niósł śmiech czwórki turystek i zapach trawy, upajając każdego, kto stał na powierzchni latających gór, podatny na jego działanie.
- Turystom wciskają, że to przez pierwiastek zero w górach obok - westchnął, rozglądając się dookoła. Jego wzrok błądził po skałach wyrastających z ziemi otaczającej jezioro. Nie wyglądały na wielce różniące się od tych ziemskich. Nic nie wskazywało na możliwie znajdujące się wewnątrz nich pokłady cennego surowca. - Gdzieś wokół są generatory tworzące to pole, w którym skały się unoszą.
Poświęcił jeszcze chwilę na kontemplację widoków, po czym postanowił przejść do mężczyzny wyglądającego na pracownika. Nie widziała co robił, bo jego plecy skutecznie zasłaniały mu nawet twarz turianina, z którym rozmawiał. Pozostała jej więc obserwacja terenu oraz siedzących przy klifie asari i ich towarzysza.
Ten uniósł rękę do góry, by podrapać się po płytkach pancerza na czole. Dubois dostrzegła w tym czasie niebieską, świecącą się opaskę na jego nadgarstku. Po krótkiej chwili zauważyła, że wszystkie asari również je posiadają. Jedna z nich właśnie wstała, próbując namówić do tego pozostałe, znudzona siedzeniem na brzegu.
Nazir wrócił chwilę później. Jego wyraz twarzy był nieco niepokojący - miał bardzo dobry humor, a jednocześnie wyglądał nieco podejrzanie. W dłoni trzymał dwie, identyczne opaski - zieloną natychmiast nałożył na jej rękę, samemu zakładając żółtą.
- Podoba ci się widok? - zagadnął, zbliżając się nieco do krawędzi.
Tak jak reszta turystów, wyglądał się kompletnie niezatroskany możliwym upadkiem. Śmierć poprzez utratę równowagi na krawędzi skały zawieszonej sto metrów nad taflą jeziora wydawała się być wizją tak absurdalną, że wręcz niemożliwą. Khouri pociągnął ją za sobą niemal o krok od przepaści, pozwalając, by przeszła przed niego. Umożliwiło mu to objęcie ją w talii i przysunięcie ust do jej karku.
- Powodzenia - mruknął nagle, składając na jej szyi krótki pocałunek. Słowo początkowo pozbawione sensu zabrzmiało w jej głowie gdy próbowała zrozumieć, o co może mu chodzić. Nie zdążyła jednak tego zrobić - jego twarz odsunęła się od jej skóry, a na plecach poczuła ciepłe, męskie dłonie.
Te same dłonie chwilę później zdecydowanie, choć powoli, pchnęły ją do przodu.
Nie zdążyła złapać równowagi. Ruch Khouriego był nagły i niespodziewany - w końcu nie mogła przewidzieć, że mężczyzna, którego dość dobrze znała teraz rzuci ją na pewną śmierć w miejscu, do którego przyprowadził ją ze względu na jego piękno.
Huk wiatru ogłuszał. Oczy łzawiły, atakowane powietrzem, które nagle stało się zimne. Ręce sięgały do przodu, usiłując złapać się czegoś, co było na ich wyciągnięcie. W jej sercu zrodził się strach w chwili, w której w jej krwiobiegu pojawiła się adrenalina. Leciała. Spadała głową w dół, obserwując zbliżające się odłamki skalne w tym surrealistycznym momencie utraty równowagi, którego nie doświadczyła nigdy wcześniej.
Khouri zniknął. Został strach, został instynkt przetrwania, pobudzający jej ciało do działania, do którego nie była zdolna. Skała położona niżej od tej, na której chwilę wcześniej stała z mężczyzną zbliżała się nieuchronnie, gdy umysł rozważał każdą z możliwości by tylko nie dopuścić do siebie faktu nieuchronnej śmierci. Szpony, które zacisnęły się wokół jej ciała zmusiły ją do zamknięcia łzawiących, szczypiących od wiatru oczu na krótką chwilę, podczas której całej spadek mógł okazać się zwykłym snem.
Śmierć nie nadchodziła. Wyobrażenia o jej ciele uderzającym z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę wciąż błąkały się po jej umyśle, lecz nie przerodziły się w rzeczywistość. Uchyliła powieki ku własnemu zdumieniu nie zauważając skały, która chwilę wcześniej zapieczętowała jej los.
Widziała jedynie błękit wody i chmury na niebie, odbijające się od tafli tak, jak cienie unoszących się pod nią skał.
Uderzenie nie nadchodziło. Nie zauważyła tego, że powierzchnia jeziora zwolniła w tej podróży ku jej ciele, wspomagana przez grawitację. Przez moment Dubois wydawała się być zawieszona w przestrzeni, nim dostrzegła pierwszą z mikroskopijnych gór, lewitujących ponad ziemią - wyminęła ją i obserwowała, jak ta się od niej oddala.
Spadała w stronę nieba.
Skały wracały na swoje miejsca. Spadały w dół, gdy ona tkwiła w miejscu. Wszystko przypominało sen, z którego początkowo chciała za wszelką cenę się obudzić, lecz teraz to on nie chciał jej wypuścić, upajając wrażeniem górowania nad całym światem, który przed chwilą zwiastował jej koniec w momencie nieuchronnego uderzenia.
Męskie dłonie owinęły się wokół jej pasa, ściągając ją na dobrze znaną jej trawę. Jej ciało, wciąż przyswajając informacje, które do niej docierały, osunęło się na ziemię wbrew jej woli, ulegając działaniu błędnika i wpływowi niepewnego doznać mózgu. Śmiech Nazira przywrócił ją do rzeczywistości, przywracając spokój po pełnej sprzecznych, lecz gwaltownych emocji chwili.
Niczego nie mówił, bo może nie widział potrzeby. Nie skakał z przepaści, czekał na to, co zrobi teraz - może nie był pewien tego, czy dobrze zrobił, wypychając jej ku jej zaskoczeniu. Nie wyglądało na to by żałował, choć czekał na jej słowa, obserwując ją z uwagą na wypadek, gdyby planowała zwymiotować w jego stronę.
Część z asari zniknęła. Usłyszała ich radosne krzyki z dołu, gdy leciały na spotkanie z powierzchnią jeziora, które nigdy nie miało dojść do skutku.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

26 sie 2016, o 01:12

Uniosła brwi, przyglądając się Nazirowi, gdy podchodził do niej z tym niepokojącym uśmiechem odmalowanym na twarzy. Nie wiedziała czego się po nim spodziewać, więc odwzajemniła tylko uśmiech i pozwoliła sobie założyć opaskę na nadgarstek. Nie zdziwiło jej to - miejsce musiało być biletowane, w końcu nie wyglądało na tanie w utrzymaniu. Przyjrzała się nowej ozdobie swojego przedramienia, ale ta nie pochłonęła jej uwagi na zbyt długo, nie po to tutaj przylecieli.
Pozwoliła się poprowadzić do krawędzi skały, trochę opornie, bo jednak roztrzaskanie się niechcący kilkadziesiąt metrów niżej nie uśmiechało się jej szczególnie, ale obecność Khouriego za plecami ją uspokajała. Zwłaszcza, gdy objął ją w talii. Nauczyła się już, że w jego towarzystwie mogła czuć się bezpieczniej, niż normalnie, czy chodziło o walkę, czy o stanie nad przepaścią.
- Bardzo - odparła zgodnie z prawdą, zaciskając dłonie na jego rękach dla pewności. Zerknęła w dół, na jedną z kilku lewitujących niżej skał i w górę, szukając innych. - Zwykle tu jest więcej ludzi? Ciekawa jestem, jak to wygląda w nocy - rozluźniła chwyt, gdy Nazir postanowił wypuścić ją z objęć i cofnęła się minimalnie, a przynajmniej spróbowała. Ciężko było jej oderwać wzrok od krążących wokół skał.
Tylko, że coś było nie tak. Nie zdążyła odwrócić się i zaprotestować, gdy usłyszała powodzenia. Zmarszczyła brwi, czując krótki pocałunek na karku, z jednej strony znajomy, ale z drugiej zupełnie nie taki, jaki powinien być.
- Co ty...
Ostatnim, czego się spodziewała, było zepchnięcie jej w przepaść. Jej krzyk, znacznie mniej radosny od tych, które gdzieś tam docierały od strony grupki asari, słyszały chyba trzy sąsiednie miasta, przynajmniej dopóki pęd powietrza nie uwięził jej głosu w gardle. Mogła tylko zastanawiać się, co zrobiła nie tak i dlaczego akurat teraz. Dlaczego nie zabił jej kiedy spała, dlaczego był tak okrutny? Nie chciał mieć zakrwawionego łóżka? Ale przecież wszystko było tak dobrze. Może jednak była bardziej problematyczna, niż sądziła, może Khouri wcale nie potrzebował jej w swoim życiu i była tylko problemem. A może uwierzył w pecha, którego przynosiła?
Do bólu zacisnęła zęby, wyciągając ręce do czegokolwiek, czego mogłaby się złapać, ale wokół była tylko pustka. Bezsensowne myśli pędziły przez jej głowę, nie zatrzymując się ani na moment, bo nie miała czasu, by skupić się na żadnej z nich. Była przekonana, że roztrzaska się zaraz na którejś ze skał, w panice więc patrzyła na zbliżającą się powierzchnię odłamka, dopóki oczy nie zaczęły łzawić jej tak bardzo, że musiała je zamknąć. Spięła się cała w sobie, w wyobraźni czując już nadciągającą śmierć. I najgorsze było to, że ten jeden, jedyny raz nie zasłużyła sobie na nią. To nie miało sensu.
Nie wiedziała, ile minęło czasu, zanim zorientowała się, że wszystko wokół niej zaczyna spadać w dół. Niepewnie rozchyliła powieki, pozwalając sobie na obserwowanie, jak cały świat leci w przeciwnym kierunku, niż ona. Chciała się odwrócić, ale nie potrafiła, wisiała więc tak w powietrzu, z rozpaczliwie wyciągniętymi przed siebie rękami i nogami, jak kot usiłując spaść na cztery łapy, choć nie wiedziała na czym wyląduje. Gdzieś w międzyczasie przypomniała sobie o oddychaniu i całkiem szybko doszła do wniosku, że własnoręcznie Nazira zabije, jak tylko będzie miała taką możliwość.
W końcu wylądowała na trawie, wciągnięta na nią chyba przez Khouriego, a może po prostu na nią upadła, nie była w stanie z tego stwierdzić, bo przez długą chwilę próbowała przyzwyczaić się do tego, gdzie jest pion i w którą stronę działa grawitacja. Rozpaczliwie nabrała pełne płuca powietrza, nie będąc w stanie nic powiedzieć, zbyt roztrzęsiona po tych kilku sekundach przekonania o kończącym się życiu, właśnie w chwili, gdy zaczęło być całkiem satysfakcjonujące. Nie wymiotowała, najpierw i tak musiała poradzić sobie z paraliżem, który dopiero zaczynał odpuszczać. Rozluźniła zaciśnięte na trawie dłonie i powoli się podniosła, unosząc na Khouriego wściekłe spojrzenie.
- Nienawidzę cię - poinformowała go, robiąc krok w jego stronę, gdy już udało się jej stanąć na nogach. Nic dziwnego, że chciał ją tu zabrać, uczucie było niesamowite, zwłaszcza gdy miało się tę świadomość, że jednak się za moment nie umrze. Przerażenie ją opuściło, została fascynacja, no i, naturalnie, złość. - Myślałam, że chcesz mnie zabić, jesteś nienormalny, prawie umarłam na zawał po drodze - zerknęła na jego nadgarstek, upewniając się, że ma na nim opaskę, która najwyraźniej odpowiadała za nieumieranie i dopiero wtedy rzuciła się do przodu, wpadając na niego z impetem, całym swoim ciężarem spychając go ze skały tak, jak on zepchnął ją. Jej usta wykrzywiły się w usatysfakcjonowanym uśmiechu, niezależnie od tego, czy faktycznie to ona go zrzuciła, czy Nazir jej na to pozwolił. Teraz wiedziała już, czego może się spodziewać, a gdyby coś poszło nie tak... cóż, tym razem zginęliby oboje, więc miałby za swoje.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

26 sie 2016, o 22:57

Śmiech Nazira rozległ się echem po okolicy, gdy tylko zobaczył jej reakcję. Jego uśmiech się poszerzył, a sam mężczyzna wyglądał na usatysfakcjonowanego. Na pewno nie była w stanie dostrzec w nim poczucia winy - cieszył się, że pchnął ją w przepaść nie uprzedzając o tym, co może się stać. Jej reakcja sprawiła mu dziką satysfakcję i pełne nienawiści słowa nie były w stanie tego stanu zmienić.
- Nie szkodzi - odpowiedział niewinnie, obejmując ją w pasie i przyciągając blisko siebie wbrew jej woli.
Kątem oka dostrzegła, że jedna z asari nie wytrzymała swojego towarzystwa. Stanęła na krawędzi i pozwoliła swojemu ciału na upadek w przód, prosto w przepaść, z szeroko rozpostartymi ramionami. - Myślałem, że lubisz trochę adrenaliny - mruknął, nachylając się do jej ucha i wplatając dłoń w jej włosy, zdecydowanym ruchem przyciągając jej głowę do swojej twarzy.
Chyba zdążył upewnić się, że nie będzie wymiotować, bo szybko złożył na jej ustach namiętny pocałunek, nie przejmując się jej możliwą niechęcią i złością. Zaraz po tym jej dłonie wylądowały na jego klatce piersiowej. Spojrzał na nią, potem na jej ręce i uśmiechnął się jeszcze szerzej, posłusznie cofając do tyłu. Jego stopa nie natrafiła jednak na grunt, lecz pustą przestrzeń. Ostatnim, co zauważyła, był jego zawadiacki uśmiech.
Huk wiatru ogłuszał. Drugi lot, choć pozbawiony tego pierwotnego przerażenia, wciąż nie pozwalał jej się skupić. Nieprzyzwyczajone oczy łzawiły, zmuszając ją do przymknięcia powiek co jakiś czas. Znów leciała prosto na sporą skałę, która, prócz trawy, porośnięta była niebieskimi kwiatami. Zdołała nie zamknąć oczu tym razem - dostrzegła i poczuła, jak kawałek góry odpycha ją od siebie, sprawiając, że jej ciało zmieniło kurs spadku.
Dostrzegła Nazira tuż obok. Jego oczy były szeroko otwarte gdy wpatrywał się w zbliżającą się powierzchnię jeziora. Uśmiechał się, szczerze i prawdziwie, jakby skok sprawiał mu niewysłowioną radość.
Osiągając punkt krytyczny, jej ciało gładko zmieniło swój tor lotu na zupełnie przeciwny. Wracała do góry początkowo nie zdając sobie z tego sprawy. Żadnego szarpnięcia, żadnego zaburzenia pola, w którym się unosiła. Gdyby nie otaczające ją skały, przez długi czas nie zdawałaby sobie sprawy z tego, że zamiast zbliżać się do jeziora to zaczynała się od niego oddalać.
Nazir zdołał złapać ją za rękę i przyciągnąć ją do siebie, lub siebie do niej. Tylko na chwilę, bo jakieś małe odłamki skalne szybko ich powstrzymały. Uśmiechnął się do niej i sekundę później zniknął po drugiej stronie skały, pojawiając się obok dopiero gdy zwolnili po raz kolejny, lądując tuż obok siedzących przy krawędzi asari.
Bez Nazira ściągającego ją na powierzchnię ciężko było wylądować. Ciężko było zignorować ten chłodny powiew, krążącą w żyłach adrenalinę i uczucie spadania pozbawionego śmiertelnych konsekwencji. Naturalne bungee wydawało się uzależniać, choć dopiero co się na nim znalazła.
Khouri wylądował koło niej dość ciężko, głośno uderzając o powierzchnię. Wyglądał na w pełni zadowolonego.
- Niektórzy przyjeżdżają tu kręcić vidy o swoich akrobacjach - zagadnął, rozglądając się dookoła. Widoki wciąż były wspaniałe. - Tak to miejsce znalazłem. Z extranetu.
Uśmiechał się szeroko cały czas, teraz dopiero spojrzał w jej stronę wyczekująco. Jego pytanie zawarte było w spojrzeniu - czy jej się podobało, czy dalej go nienawidziła? Opadł na trawę przy samej krawędzi, zupełnie ignorując przepaść pod sobą, w której nie był w stanie zginąć. Przechylił się do przodu, zwisając praktycznie głową w dół, wczepiając dłonie w zieloną, pachnącą trawę i przymknął oczy.
Nie tylko jej potrzebny był odpoczynek.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

27 sie 2016, o 11:44

- Ja myślałam, że już masz mnie dość - odparła z przekąsem, ale odwzajemniła pocałunek, choć tylko dlatego, że się go nie spodziewała. W końcu dopiero dochodziła do siebie, próbowała się pozbierać po przekonaniu o nieuchronnej śmierci, a on to perfidnie wykorzystał i jeszcze był z siebie zadowolony.
Nawet spychając go w przepaść nie mogła mu odpłacić pięknym za nadobne, bo przecież w przeciwieństwie do niej on miał pojęcie o tym, czego może się spodziewać. Wiedział, że nie zginie i wydawał się szczęśliwy z faktu, że może rzucić się ze skały w stronę jeziora. Podczas gdy ona próbowała się rozluźnić i przemówić do straumatyzowanej podświadomości, że żadnego niebezpieczeństwa tu nie ma, Nazir od razu potrafił znaleźć w tym locie radość. Pewnie też by umiała, gdyby nie sposób Khouriego na zapoznanie jej z nową rozrywką. Długą chwilę zajęło jej przyzwyczajenie się do uczucia spadania, choć gdy się już udało, to nie chciała lądować. Wyparowała z niej złość - chęć zemsty została, chociaż na później - i tylko leciała w tej rozszalałej, nielogicznej grawitacji, w którąś ze stron. Może dlatego gdy tylko znalazła się z powrotem na trawie, chciała skoczyć jeszcze raz, tym razem już pewnie, bez resztek paniki i dylematów.
Ale poczekała, aż Khouri wyląduje obok, a gdy zaczął coś do niej mówić, musiała zrezygnować ze swoich planów nieprzerwanego korzystania z atrakcji, która z chwili na chwilę zaczynała ją fascynować coraz bardziej. Odwróciła się do niego i odgarnęła pojedyncze niesforne kosmyki z twarzy, z uśmiechem, który sam cisnął się jej na usta. Nie potrafiła długo się gniewać, nie kiedy znajdowali się w miejscu takim jak jezioro Kil'ran. Usiadła na trawie obok niego, ze wzrokiem wbitym w wiszące w powietrzu wokół skały.
- Nie dziwię się - odparła, podciągając kolana do siebie i splatając na nich dłonie. - Ja w sumie nigdy niczego nie nagrywałam. Zdjęć też nie robiłam, bo bałam się, że ktoś mnie przez nie znajdzie. Nawet nie musiałabym wrzucać ich w extranet, ani nikomu wysyłać, ludzie się włamują do omni-kluczy.
Ona sama to robiła, a z hakerstwem miała tyle wspólnego, co z walką. Potrafiła, kiedy było trzeba, ale na dobrą sprawę nie umiała zbyt wiele. Nie miała żadnego przeszkolenia, ani w jednym, ani w drugim. Właściwie to była rozpieszczoną kobietą, której znudziło się wygodne życie, więc się z niego wyrwała i znalazła sobie ciekawsze towarzystwo. Później dostała lekcję pokory, nawet kilka.
- Byłam w tylu miejscach, a poza wspomnieniami nie mam z nich żadnej pamiątki. Trochę szkoda - puściła kolana i przysunęła się do brzegu, spoglądając w dół tak samo, jak Nazir. - Dobrze przynajmniej, że pamięć mam dobrą.
Jeziora Kil'ran długo nie zapomni, o tym była przekonana. Odepchnęła się od skały i po raz kolejny poszybowała w dół, z zamkniętymi przez chwilę oczami po prostu korzystając z błogiej przyjemności uczucia spadania bez konsekwencji. Tym razem już nie była sparaliżowana jak przestraszona koza, teraz leciała już swobodnie, długo nie chcąc wracać. Ale nie do końca wiedziała, jak może to kontrolować i czy w ogóle, więc za chwilę znów wylądowała niezgrabnie obok Nazira.
- To jest niesamowite - zaśmiała się, spoglądając na drugą grupę, która chyba się z nią w tym zgadzała. - Czasem zazdroszczę biotykom. Mogą przekraczać te bariery, które ma ich ciało tak na co dzień. Widziałam asari, które tak latały. No, może nie całkiem latały, bardziej zlatywały, kontrolowały upadek. Ciekawe, czy czują się wtedy podobnie. Spadają, ale wiedzą, że nie zginą - usiadła znów na trawie, tym razem już na dłużej i parsknęła śmiechem. - To chyba lepszy sposób poczucia się jak one, niż wciąganie piasku.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

28 sie 2016, o 23:35

Przyjęcie pozytywnego nastawienia do tej niecodziennej rozrywki było dla Nazira łatwe. Nie został z góry zrzucony, nie ciążyło nad nim widmo powrotu do Przymierza tak mocno, jak robiło to wcześniej. Przy niej przyswoił do siebie myśl o tym, że faktycznie jest na przepustce i powinien potraktować to jako urlop. W locie szybko traciła go z oczu, przynajmniej na początku, gdy sam spadek był trudny w kontroli, tak jak utrzymanie otwartych oczu. Gdy wylądowali jednak, uśmiechał się najszerzej jak tylko był w stanie.
Kiwnął głową, rozumiejąc jej motywy - on również nie wyglądał na zapalonego fotografa. Może nigdy nie wpadł na to, by uwieczniać swoje szczęśliwe momenty, a może po przejściu do sekcji B nie miał ich zbyt wiele. Pewnie mogłaby spytać Shani o jakieś zdjęcia z przeszłości Khouriego, lub też zagadnąć jego samego, choć możliwe, że żadnych nie miał zapisanych na omni-kluczu. Nie wyglądał w końcu na osobę, która noce spędza na rozmyślaniu o rodzinie i przeszłości, choć ostatnie kilka dni udowodniło jej, że w niektórych kwestiach może się co do mężczyzny mylić.
- Teraz już cię nikt nie ściga - westchnął, przewracając się na plecy i kładąc się na chłodnej trawie, wzrok wbijając w niebo ponad nimi, przez które przewijało się leniwie kilka śnieżnobiałych obłoków. Jego głowa leżała tuż przy krawędzi skały, lecz wydawał się tym nie przejmować. - Twoja rodzina posunęłaby się do wynajmowania hakerów byleby cię znaleźć? - zagadnął, zerkając w jej stronę.
Łamanie zabezpieczeń na omni-kluczach to nie było coś, co robiły służby porządkowe widząc rudą, pasującą do zdjęcia dziewczynę uznaną za zaginioną. Może w jej aktach zawarte były informacje o stosunku jej matki czy byłego męża do jej ucieczki, a może nie miał o tym pojęcia, lub wolał porozmawiać z nią na ten temat i dowiedzieć się czegoś od niej, a nie od kilku rubryk i pól tekstowych.
- Sprzedają tu mikroskopijne generatory pola efektu masy, jeśli chcesz zacząć zbierać pamiątki - parsknął śmiechem, gdy przywołała nieprzywożenie ze swoich wycieczek niczego poza wspomnieniami. - Możesz do niego włożyć coś małego, jak kamyki. I będą się unosić jak te góry.
Oparł dłonie o swoją klatkę piersiową, zerkając do tyłu jak zeskakuje w przepaść. Huk wiatru, uradowane krzyki przelatujących niedaleko, pozostałych turystów, jak i nowo przybyłych, wszystko to coraz łatwiej było jej rozróżnić w tym chaosie wywołanym jej pędem. Gdy wylądowała na trawie, nieco dalej od miejsca, z którego wyskoczyła, Khouri wciąż leżał, z tą różnicą, że w dłoni miał papierosa, a jedną ręką podpierał sobie głowę.
- Nie połamiesz sobie nóg, a i na co dzień nie rzygasz, nie żyjesz z migrenami ani nie zżera cię rak. Asari mają dobrze, ludzcy biotycy mniej - zgodził się w jednej kwestii, wciągając do płuc tytoniowy dym. - Potrafią za to wyczyniać w takich miejscach jak to niesamowite rzeczy.
Obrócił głowę w jej stronę, strzepując na trawę obok nadmiar popiołu z papierosa. Zmierzył ją szarym spojrzeniem. Nie uśmiechał się już tak szeroko, choć dobry humor go nie opuścił. Ot, zajął się odpoczynkiem i rozmyślaniami w tej krótkiej chwili jej nieobecności.
- Na Thessii widziałem to po raz pierwszy, ale jest sporo takich miejsc. Na Illium też pewnie znajdziesz przynajmniej jedno, choć nie w takiej scenerii - powrócił do obserwacji nieba i otaczających ich gór. Świeże powietrze w niczym nie przypominało miejskiego klimatu Nos Astry. - Próbowałaś wylądować na innej skale? - uśmiechnął się, zagadując. Pozostałe odłamki, choć wystarczająco duże by zmieściło się na nich nawet kilka osób, wydawały się same przed nią umykać gdy rozpędzona przecinała powietrze, ale gdyby się rozejrzała, dostrzegłaby na jednej z nich asari, która jako pierwsza odłączyła się od grupy wcześniej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

29 sie 2016, o 18:24

Przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią na pytanie Nazira. Nikt już jej nie ścigał, to prawda. Zapatrzyła się na mężczyznę, zupełnie bezwiednie pogrążając się w rozmyślaniach, które poszły w dziwną stronę. W końcu wzruszyła ramionami.
- Rodzina nie - odparła. Dalsza część zdania była dość oczywista i nie musiała jej wypowiadać. Bo Hound, jak już zdążyli zauważyć, posunąłby się do wszystkiego, wynajmowanie hakerów nie byłoby niczym nadzwyczajnym. Teraz jednak już go nie było, wszystkie jej dotychczasowe problemy zniknęły, począwszy od uciekania przed kimkolwiek, przez brak swojego miejsca, po dylemat kto zapłaci za jej obiad, skoro jej nie stać. Uśmiechnęła się do Khouriego lekko. - Masz rację. Kto wie, może obudzę w sobie nową pasję. Mogłabym zostać fotografem.
Uniosła dłonie, składając palce w kształt staromodnego aparatu, łapiąc w kadr piękny widok żuchwy Nazira i jego nosa na tle lewitujących skał. Słysząc o pamiątkach opuściła ręce i parsknęła śmiechem.
- I gdzie bym ja to miała... - zaczęła, po czym przypomniało się jej, że przecież miała swoją kajutę, więc przerwała zdanie w połowie i po namyśle skinęła głową. - A w sumie... To by było miłe - dokończyła miękko, cicho, wciąż uśmiechając się lekko.
Przyniesienie skądkolwiek pamiątki byłoby czymś, czego nie robiła chyba nigdy. A przynajmniej bardzo dawno. Pomijając fakt, że taki generator masy można było pewnie kupić wszędzie i za znacznie mniejsze pieniądze, i to, że Nazir pewnie nie mówił poważnie, w wyobraźni Irene pojawiła się całkiem przyjemna wizja posiadania czegoś takiego. Potem zamiast kamyka w środku pojawiła się róża, przypominając o starej bajce sprzed wieków. Obserwowała przez chwilę grupę asari, pogrążona w rozmyślaniach.
- Niby tak, z drugiej strony nie jesteś bezbronny, jak odbiorą ci broń i omni-klucz - skomentowała jego podsumowanie biotyków. Gdyby sama była jednym z nich, jej sytuacja na asteroidzie wyglądałaby zgoła inaczej. Pewnie zabiliby ją w pierwszej godzinie. Po skoku usiadła po turecku obok Khouriego. - Możliwe. Byłam na Illium tylko w mieście, i to w jednym. Za mało czasu miałam na zwiedzanie czegoś poza nim. Sama Nos Astra jest absorbująca, a mi trudno jest się oderwać od czegoś, jak już mnie wciągnie.
Zerwała pojedyncze źdźbło i zaczęła składać je w palcach. Różniło się od ziemskiego, było szersze i chyba bardziej miękkie. Przeniosła wzrok na stojącą na innej skale asari i uniosła brwi.
- Nie wiem jak - przyznała. - Wydaje mi się, że mnie omijają. Dopiero nauczyłam się oddychać w trakcie lotu, to już jakiś sukces - zaśmiała się, spoglądając na papierosa w dłoni Nazira i po namyśle sięgając do kieszeni kurtki, by zapalić swojego, mniej obrzydliwego. W sumie nie paliła już dość długo, biorąc pod uwagę ilość pochłoniętej przez nią nikotyny w pierwszych dniach pobytu na Crescencie wyglądało to całkiem nieźle. Bezceremonialnie wsunęła dłoń do kieszeni Khouriego, wydobyła sobie z niej zapalniczkę, a po odpaleniu papierosa zaciągnęła się dymem. - Byłoby prościej, gdybym przy pierwszym locie nie sądziła, że umieram. Ty potrafisz?
Odłożyła zapalniczkę na jej miejsce i przesunęła się tak, by móc położyć się na plecach, prostopadle do Nazira, z głową na jego klatce piersiowej. To było dziwne uczucie, jednocześnie wrażenie stabilności i funkcjonującej grawitacji i świadomość tego, że wisieli na skale nad jeziorem. Widziała pojedyncze wokół i kilka jeszcze wyżej, widziała też jak obracają się względem wszystkiego wokół, a jednak leżała tu zwyczajnie, jakby nigdy nic.
- Na Kahje jest podwodny wulkan - rzuciła, wypowiadając na głos jedno z miejsc, które przychodziły jej teraz do głowy. - Nazywa się Vassla, wokół niego też są proteańskie ruiny, ale pewnie o tym wiesz - przeniosła rękę z papierosem nad siebie, patrząc, jak dym unosi się do góry. - Chciałam kiedyś zobaczyć te napisy na jego ścianach. Te, które tam się pojawiają rok po święcie. Szkoda tylko, że to jest pod wodą.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

29 sie 2016, o 21:43

Odwrócił się nieco, przechylając głowę tak, że w jej uformowanym z dłoni kadrze znalazło się jego oko. Do ust wetknął papierosa, na moment splatając dłonie ze sobą i podpierając sobie nimi potylicę.
- Mogłabyś - zgodził się, choć mógł się spodziewać tego, że nie planowała. Jej mało legalne hobby mu nie przeszkadzały, co nie znaczyło, że nie mogła znaleźć sobie jakiegoś normalnego. Zwyczajnego.
Wrócił do obserwacji nieba, które przysłonił mu dym wydobywający się z jego ust. Wyciągnął dłoń spod głowy i złapał papierosa między kciuk a palec wskazujący, wypuszczając kolejną porcję szarych obłoków w powietrze, patrząc, jak znikają po oddaleniu się na więcej niż metr.
- Bez biotyki też nie jesteś bezbronna, jeśli wiesz co robisz - żachnął się i wzruszył ramionami, których mięśnie prawdopodobnie miały mu wystarczyć w takiej hipotetycznej sytuacji.
Dubois jako biotyk prawdopodobnie nie poradziłaby sobie w końcu lepiej dzięki temu na asteroidzie. Vertigo łatwiej było ukryć niż implant, a tych pozbawiano każdego z więźniów. Całkiem możliwe, że skutki tego byłyby bardziej katastrofalne niż po prostu prowadzenie dyspozytora z wodą.
- Jak bardzo różni się Nos Astra od Lirii? - spytał zaciekawiony, obserwując gromadzące się w górze chmury. Było ich sporo, lecz ich wygląd znacznie różnił się od tych zwiastujących rychły deszcz. Dzień wciąż był pogodny, a rudowłosa nadal czuła na policzku ciepłe promienie słońca. - Widziałem tylko vidy i port - przypomniał jej, uśmiechając się.
Obrócił głowę w jej stronę, obserwując, jak dobywa zapalniczki z kieszeni jego spodni, choć początkowo nawet sięgnął by jej w tym pomóc. Skoro jednak nie miała żadnych oporów w radzeniu sobie samej, jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej sylwetce po czym wróciło do obserwacji intensywnego błękitu nieba.
- Kiedyś mi się udało. Wszystko zależy od wybicia się - odrzucił, strzepując kolejną warstwę pyłu na ziemię po drugiej stronie od tej, po której leżała Dubois. Gdy tylko oparła swoją głowę o jego klatkę piersiową, przełożył papierosa do dalszej dłoni by wolną teraz móc przesunąć po wydostających się z jej kucyka, rudych włosach.
Gładził potargane od wiatru kosmyki bezwiednie, przymykając oczy. W tle ktoś wrzeszczał przeraźliwie, prawdopodobnie odbywając swój pierwszy lot tak jak Irene chwilę temu. Khouri to ignorował, rozkoszując się świeżym powietrzem, chłodną po nocy trawą, ciepłym słońcem i papierosem w dłoni.
- Nie wiem - przyznał, otwierając oczy i obracając się tak, by móc w miarę wygodnie na nią patrzeć bez zrzucania jej z siebie. - Uczyłem się głównie ziemskiej historii, o proteanach czytałem z ciekawości. Nie pamiętam wszystkich - zaśmiał się, po czym poprosił - Powiedz więcej, może skojarzę. Jakim święcie?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

29 sie 2016, o 23:07

Wzruszyła ramionami. Ona nie była dwumetrowym facetem, który jednym uderzeniem mógł zmieść kogokolwiek z powierzchni ziemi. Kiedy stała na asteroidzie naprzeciw dwóch ochroniarzy, czekających aż się rozbierze, nie mogła zrobić nic. Miała wydrapać im oczy? Bo to chyba jedyne, co się dało bez szkolenia. Radzenia sobie bez broni i omni-klucza w przeciwieństwie do Nazira nikt jej nie uczył.
Znacznie łatwiej było skupić się na temacie porównania dwóch miast, dwóch tak podobnych do siebie i zupełnie różnych stolic. Zamyśliła się znów na chwilę, przypominając sobie swoje ostatnie odwiedziny na Illium, dłuższe niż jeden wieczór. Podobało się jej wtedy, choć wszystko było inaczej.
- W Nos Astrze jest więcej innych ras, to po pierwsze. Całe mnóstwo volusów, bo to przecież miasto... planeta nawet, handlowa. Plączą się wszędzie, ciągle tylko khhh... - zaciągnęła się dymem i wypuściła go ku jednej z małych skałek w górze. - Ale też dużo się dzieje. Cały czas. Masz mniej parków, więcej kasyn. Mniej świątyń, więcej sklepów i klubów. Jakoś tak... z mojego punktu widzenia Illium nigdy nie śpi, a na Thessii póki co czuję się, jakbym się jeszcze nie obudziła.
Nie potrafiła lepiej opisać różnicy. Miała wrażenie, że trochę bredzi, ale z drugiej strony Nazir pytał o jej odczucia, nie o statystyki, czy cokolwiek, co mógł sobie znaleźć w extranecie. Zerknęła na niego z rozbawieniem.
- Trzeba było porywać z hotelu, a nie ze statku. Przynajmniej byś pozwiedzał.
Obserwowanie skaczących ludzi było ciekawe, zwłaszcza gdy mogła się przyglądać asari, która radziła sobie ze zmienianiem miejsca na lądowanie. Wszystko zależało od wybicia się, więc to nie może być takie trudne, prawda? Nie wiedziała tylko, czy trzeba wybić się słabiej, czy mocniej. Pewnie to drugie, bo do tej pory Irene tylko spadała. Uśmiechnęła się do siebie, w wyobraźni czując już ten pęd powietrza, który poczuje, gdy odbije się mocniej. Chciała spróbować, sprawdzić czy się jej uda, bo przecież nic tu nie mogło pójść nie tak, więc nie było się czego obawiać. Ale wiśniowy papieros sam się nie wypali.
Gdy Khouri spytał o Kahje, uniosła lekko głowę tak, by ułatwić mu przekręcenie się. W sumie nie musiała się o niego opierać, więc skoro się ruszył, to Irene obróciła się na bok i oparła się na łokciu wolnej ręki. Wzrok z powrotem utkwiła w widocznych stąd górach i fragmencie tafli jeziora.
- Święto Pierwszego Kwiatu Szczytu - wyjaśniła. - Z okazji daru mowy, który dostali od protean. Nie wiem dokładnie na czym ono polega, w życiu nie rozmawiałam z hanarem - parsknęła śmiechem. - Mają jakieś turnieje, których zwycięzcy są zapisywani na ścianach wulkanu - zamilkła na moment, patrząc, jak druga asari wybija się nieopodal i spada w przepaść. - Nazywają to Nayhir, czy jakoś tak. To religijne wydarzenie, nie pamiętam nawet gdzie o tym usłyszałam. Może ktoś mi opowiadał w jakiś nudny wieczór.
Zaciągnęła się znów i wydmuchnęła chmurę dymu, by powrócić do pozycji siedzącej. Przesunęła się tak, by siedzieć z samego brzegu, z nogami zwisającymi w dół. Pierwszy raz chyba patrzyła na swoje buty wiszące na takiej wysokości i nie czuła strachu. Kilkakrotnie uderzyła piętą w skałę, jakby sprawdzała, czy jest prawdziwa.
- Myślałam, że o tym wiesz, bo to największe ruiny na Kahje. I najstarsze. Możemy tam kiedyś polecieć.
Planowanie przyszłości było łatwe, kiedy siedziało się w miejscu, które wyglądało jak wyrwane ze snu. Kiedy nie myślało się o tym, że przepustka Nazira wcześniej czy później musiała się skończyć. Dopaliła papierosa i zgasiła go obok siebie, bo doszła do wniosku, że jeśli rzuci go w dół, będzie tu latał w nieskończoność.
- A teraz spadam - rzuciła przez ramię i odepchnęła się mocno od skały rękami i nogami, licząc na to, że faktycznie może uda się jej wylądować gdzieś indziej, niż tu.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

30 sie 2016, o 07:51

Udany skok <30
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
94
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

30 sie 2016, o 07:57

Zaśmiał się szczerze słysząc jej imitację volusowego oddychania i kiwnął głową. To musiała być jakaś cecha Nos Astry, którą musiał wrzucić do worka z plusami, jak i tego przeciwnego. Z jednej strony różnorodność rasowa większa niż na Thessii, a jego przecież mało fascynowały asari, z drugiej pałętające się, małe, żydowskie skafandry, których właścicielom zdarza się za dużo mówić.
- Czyli jest mniej asari, bardziej galaktyczne - podsumował, podążając wzrokiem za jej spojrzeniem i wpatrując się w wiszące nad nimi, małe odłamki skał.
Łatwo dało się do tego widoku przyzwyczaić. Coś lewitowało nad ich głowami a mózg szufladkował to tak, jak obraz odbierany z iluminatora. Ciężej było uwierzyć w to, że wystarczająco mocne odbicie, takie, którego nie była w stanie wykonać, i mogliby niektóre z tych skał pochwycić w powietrzu i zabrać sobie do domu. Przynajmniej te mniejsze.
- A jest tam co zwiedzać? - zwątpienie pojawiło się w jego głosie, choć uśmiech pozostał na twarzy, wykrzywiając usta. Palić zaczął wcześniej niż Dubois, teraz właśnie dokańczał papierosa i zgniatał jego wciąż żarzącą się końcówkę o trawę obok. Natura wokół była piękna, ale z dwojga złego wolał ją tutaj zaśmiecić, niż do unoszących się odłamków dodać niedopałek. - Poza kasynami?
Zamyślił się, słuchając o święcie hanarów i o tym, co na ten temat wiedziała. Wtedy właśnie obrócił się jeszcze bardziej, wbijając w nią uważne spojrzenie, studiując mimikę jej twarzy gdy mówiła mu o czymś, o czym może nie wiedział, zapomniał, albo zaczął kojarzyć lecz jej nie przerwał, woląc słuchać brzmienia jej głosu w tej jednej chwili.
- Nie zraziło cię przypadkiem do wielkich ilości wody? - parsknął śmiechem, wspominając ich rozmowę na basenowym piętrze Enigmy. - Tam musi być jej od cholery. Ale moglibyśmy polecieć.
Jego plecy oderwały się od trawy i wrócił do siedzącej pozycji, rozluźniając barki. Obserwował ją dalej przez krótką chwilę, aż nie postanowiła przesunąć się do krawędzi. Obrócił się, wcześniej siedząc do niej tyłem i, podobnie jak ona, skończył ze zwisającymi nogami w stronę otchłani.
- Spadaj - zachęcił ją używając jej terminologii i patrzył, jak spada w dół, nim samemu osunął się w stronę skał.
Przez krótką sekundę jej ciało wystawione na działanie tylu odczuć znów nie chciało reagować prawidłowo. Ten okres zmieszania z każdym skokiem był jednak coraz krótszy, dlatego szybko się opamiętała. Leciała w stronę jednej z większych skał, szybciej niż nigdy wcześniej. Huk wypełniał jej uszy i choć przed jej oczami, lecąca znacznie szybciej asari prześlizgnęła się w jej polu widzenia, nie usłyszała żadnych krzyków. Dostrzegła wokół kobiety błękitną otoczkę i to, jak ląduje na dalszej skale za jej pomocą.
Dubois nie miała jednak tyle szczęścia. Nie wybiła się wystarczająco dobrze, może powinna rozważyć branie rozbiegu. Skała umknęła spod jej stóp w chwili, w której miała uderzyć o jej krawędź. Nie wpadła w osobne, roztaczane wokół niej pole efektu masy. To zamiast tego odepchnęło ją od siebie, znów na środek.
Gdy powróciła na górę, Khouriego przez kilka chwil nie było. Po ich minięciu wylądował kilka kroków dalej na trawie i rozejrzał się, szukając jej wzrokiem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

31 sie 2016, o 11:30

Parsknęła śmiechem, wzruszając ramionami. Zadawanie jej pytania "czy jest co zwiedzać na Illium" było nieco bez sensu, zwłaszcza że jej odwiedziny na tej planecie póki co nie pozwalały jej na odwiedzanie okolicznych ruin i ciekawostek turystycznych. Pierwszy raz przyciągnęło ją do Nos Astry zlecenie, a później...
- Byłam w sali koncertowej - przypomniała sobie. - Tej dużej, T'vani. Jest niesamowita. A poza tym nie znam nic, co zadowoliłoby twoje wybredne gusta. Na pewno jest co zwiedzać, tylko trzeba wiedzieć gdzie. I co masz do kasyn? Ludzie, którzy nie przegrywają za każdym razem, nawet je lubią.
Odwzajemniła spojrzenie, gdy skończyła opowiadać. Dla niej to była póki co tylko legenda, którą trudno było brać na poważnie. Może dlatego, że tego rodzaju święta hanarów dla ludzi były magiczne i niezrozumiałe. Pewnie gdyby wzięli w nim udział, cała magia by zniknęła, ale na szczęście nie bardzo mogli, skoro Kahje było oceaniczną planetą.
- No dlatego mówię, szkoda, że jest pod wodą - powtórzyła. - Nie wiem, z jednej strony to musi być piękne, z drugiej jestem przekonana, że coś by się spieprzyło i zostałabym martwa w batyskafie na dnie. Hanarzy mogliby sobie pisać fluorescencyjne napisy na moim trupie - wzruszyła ramionami. - Nie mam szczęścia do dużych zbiorników wodnych. Ale chciałabym. Może ten wulkan nie jest tak głęboko, może wystarczy zanurzyć się pięć metrów pod wodę. Nie wiem.
Skok nie wyszedł jej tak, jak planowała, bo przyciągnęło ją z powrotem na tę samą skałę, z której rzuciła się w dół. Mimo wszystko jednak to było satysfakcjonujące uczucie, którego nie dało się porównać z niczym innym. Tym razem przycisnęła ręce do tułowia, pikując prosto w dół, by lecieć szybciej. Przyzwyczaiła się już na tyle, by wylądować nieco lepiej, niż poprzednim razem. Opadła na obie nogi i rozejrzała się też, w poszukiwaniu Nazira, ale zobaczyła go dopiero gdy wrócił na skałę. Pęd powietrza robił już z jej włosami co chciał, mimo że je przecież związała. Ściągnęła więc z nich gumkę i przeczesała kilkakrotnie palcami, by doprowadzić je do porządku, zanim zwiąże je z powrotem. Może uda się jej pozbyć chociaż części kosmyków włażących do oczu i ust.
- Nie umiem - rzuciła, podchodząc do niego. - Próbowałam wylądować gdzieś indziej, ale bez biotyki chyba nie dam rady. Albo większej wprawy.
Ściągnęła włosy gumką i z powrotem wróciła na brzeg skały, ale już nie po to, żeby skakać, ale by ponownie usiąść. Dobrze było tak wisieć w powietrzu, z błyszczącą taflą jeziora pod nogami, wśród latających wokół odłamków skały, pod samym niebem. Dobrze, że buty miała wiązane, nie chciałoby się jej polować na własne szpilki w powietrzu.
- Dzięki - rzuciła, unosząc wzrok na Nazira, czy usiadł obok, czy nie. - Że mnie tu zabrałeś. Moje wodospady nie będą niczym nadzwyczajnym po czymś takim, za wysoko podniosłeś poprzeczkę. Tam można tylko patrzeć, ewentualnie zmoknąć.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

31 sie 2016, o 14:40

Kiwnął głową, prawdopodobnie kojarząc salę koncertową, w której była, choć rzecz jasna nigdy nie widział jej na własne oczy. Obserwował teraz przelatujące nieopodal kamyczki, wyciągając rękę w stronę małego, leniwie opadającego kawałka skały wielkości jego oka. Wypadł najwyraźniej z pola efektu masy i teraz, lekki, dotarł aż do krawędzi góry, na której siedzieli. Pochwycił go i podrzucił w ręce, porównując tak odmienny jego lot teraz do tego spowolnionego chwilę temu.
Uniósł lekko brwi, spoglądając na nią gdy wspomniała o jego wybrednym guście. Kącik ust powędrował do góry, wykrzywiając je w lekkim uśmiechu. Najwyraźniej nie zgadzał się z nią w tej kwestii.
- Nic nie mam do kasyn - odpowiedział obojętnie, obserwując zwykły, ale przechwycony kamyk i obracając go w dłoni. - Lubię w nich grać, pod warunkiem, że gra nie opiera się wyłącznie na twoim szczęściu - dodał nieco zrzędliwie, wciąż zrażony do kwazara, w którego niedane było mu kiedykolwiek wygrać.
A to ona wspominała, że przynosi ludziom pecha. On już własnego miał, potężnego. Przynajmniej w tej jednej kwestii.
- Kiedyś sprawdzimy - postanowił, odrzucając kamyk na bok i wpatrując się w nią. Obserwując, jak zmienia się ekspresja jej twarzy gdy wspominała o zbiornikach wodnych, które po ostatnich, nieszczęśliwych wycieczkach na długi czas miały przestać urzekać, a zamiast tego wywoływać strach.
Gdy wrócili na miejsce, znalazł ją wzrokiem i również ruszył w jej stronę, skracając dzielący ich dystans. Opadł przy krawędzi na ziemię, siadając w podobnej pozycji co ona. Włosy miał zmierzwione, choć nie tak potargane jak jej długie fale.
- Nie ma za co - odrzucił miękko, wręcz wyuczenie. Dziękowała mu niepierwszy raz za zabranie jej w warte uwagi miejsce, on za każdym razem pokazywał jej to samo - że robił to z przyjemnością.
- Nigdy tam nie byłem. Miałem jechać, ale... plany mi się zmieniły - dodał, gdy wspomniała o wodospadach. - Masz po swojej stronie moje pierwsze wrażenie. Tak jak ja z tymi wszystkimi miejscami, które ci pokazałem - zaśmiał się, obserwując, jak dwójka turian panicznie wymachując rękami próbuje swojego pierwszego, lub drugiego lotu. Usiłowali złapac się za ręce ale brak umiejętności i złe wybicie im w tym nie pozwalały.
- NIgdy nie widziałem hanara w wodzie - dodał w zamyśleniu, wracając do poprzedniego tematu. Na jego twarzy pojawił się szok, gdy to do niego dotarło. - To znaczy na żywo. To niby ich naturalne otoczenie, ale... Pływają jak nasze meduzy, myślisz? To musi wyglądać cholernie dziwnie.
Pokręcił głową i odchylił się do tyłu, podpierając na łokciach by nie położyć się na chłodnej trawie tak jak przed chwilą. Tutaj, na szczycie ich skały, powietrze wciąż było rześkie, lecz słońce zaczynało przygrzewać, a chmury się rozrzedzały.
- Ciekawe jak brzmią pod wodą - dodał, kontemplując fakt, że tak przyzwyczaił się do obserwacji hanarów na powierzchni planet czy stacji, że zapomniał o ich prawdziwym, naturalnym otoczeniu na wodnej planecie Kahje.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

31 sie 2016, o 18:38

- Kwazar nie opiera się wyłącznie na szczęściu, to kontrolowana losowość - zaprotestowała, ze wzrokiem utkwionym w kamyku, który podrzucał Nazir. Nie do końca rozumiała, jak działa tu grawitacja, bo najwyraźniej wystarczyło go złapać, by przestał lecieć w sobie tylko znanym kierunku. Ale nie musiała rozumieć. - A że ty swojej nie kontrolujesz, to... cóż.
Dziękowała też z przyzwyczajenia. Ludzie lubili, kiedy doceniało się ich za to, co robili i zwiększało to szanse, że zrobią to ponownie. Nauczyła się wyrażania wdzięczności i zachwytu, kiedy się jej to opłacało. W przypadku Nazira jednak było trochę inaczej, bo mówiła szczerze. Wiedział, że uwielbia nowe miejsca, więc do nowych miejsc ją zabierał, ale nie było to standardowe "wiesz gdzie jeszcze nie byłaś? W mojej sypialni, hehe" z którym spotykała się zazwyczaj, gdy wspominała mężczyznom o tym co lubi, po jakimś czasie spędzonym razem. Może dlatego, że w sypialni Khouriego wylądowała znacznie wcześniej. Uśmiechnęła się do tej myśli, przypominając sobie pierwszą wspólną noc, akt desperacji, po którym bezmyślnie sądziła, że uda się jej uciec. Nie miała wtedy pojęcia o Isis, nie sądziła też, że skończy jako pełnoprawny załogant Crescenta. Los bywał przewrotny.
- Tak, to prawda - przyznała, również przenosząc wzrok na turian. Trudno było na nich nie patrzeć, kiedy tak się darli. - Musiałam wyglądać jeszcze bardziej idiotycznie - dodała cicho, mając na myśli swój pierwszy lot, gdy sądziła że lada moment umrze. Westchnęła, rzucając Nazirowi jeszcze jedno niezadowolone spojrzenie, żeby sobie nie myślał, że zapomniała.
- Ja nigdy nie widziałam hanara na żywo - przyznała. - Tylko z daleka, na Cytadeli kiedyś.
Zamilkła na moment, zastanawiając się jak wygląda pływający hanar. Było to dla niej dość abstrakcyjne i nawet nie do końca potrafiła sobie to wyobrazić, a to, co sobie wyobrażała, pewnie miało niewiele wspólnego z rzeczywistością.
- Zawsze myślałam, że są strasznie szybkie w wodzie - odezwała się w końcu, zamyślona. - Wyglądają nieporadnie na powierzchni, znaczy... na Cytadeli na przykład, albo na vidach. Jak gadające żelki. Woda jest ich środowiskiem naturalnym, więc po pierwsze dziwię się że nie wysychają, a po drugie... pewnie pod wodą to ludzie dla nich wyglądają jak nieporadne sierotki. Ale jak meduzy? Chyba nie, nie mają tego takiego... grzybka. Nie wiem.
Złapała się krawędzi i pochyliła się, obserwując jak słońce świecące z bezchmurnego nieba odbijało się na powierzchni. Nie wiedziała co było lepsze, siedzenie tutaj i obserwowanie wszystkiego z lawirującej w powietrzu skały, czy sam lot. Nie mogła się zdecydować.
- Ciekawe - przyznała i roześmiała się. Rozważanie tego, jak funkcjonują hanarzy na swojej rodzimej planecie wydawało się jej w tej chwili dość absurdalne. - Myślę, że pod wodą porozumiewają się tym swoim migotaniem, mówią tylko na powierzchni, po to żeby rozumiały ich inne rasy. Tak jak elkorowie, robią co mogą, bo inaczej byśmy nie wiedzieli o co im chodzi.
Obróciła się w miejscu, by siąść bokiem do Khouriego. W jej oczach wciąż lśniło rozbawienie. Przez chwilę przyglądała mu się. Wyglądał tak bardzo inaczej, kiedy wyciągnęło się go z pancerza i ze statku, w naturalnym świetle słońca, które choć miało nieco inny kolor niż na Ziemi, wciąż jednak było słońcem, a nie jarzeniówkami Crescenta. Zupełnie inaczej, gdy na jego twarzy nie było widać wściekłości i stresu, spowodowanego nieuniknioną przyszłością. Po raz kolejny doszła do wniosku, że Przymierze mu nie służyło. Może i miał słuszny żołd, ale to nie było tego warte. Kredyty nie były w życiu najważniejsze, a Irene była tego doskonałym przykładem.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

31 sie 2016, o 21:44

Prychnął pogardliwie gdy broniła gry, w którą była tak dobra, a on tak okropny. Wymownie przeniósł wzrok na błękitne niebo i pokręcił głową, ale oszczędził jej tłumaczeń. Prawdopodobnie nie byłby w stanie przekonać nie tylko jej, ale też i siebie. Szczęście mu nie sprzyjało, przynajmniej nie w tym wypadku.
Jej lot i jego wspomnienie przywróciły mu uśmiech, nieco złośliwy tym razem, na twarzy. Własne porażki mógł ignorować, skupiając się na jej jednej - o ile można to było w ten sposób nazwać.
- Wyglądałaś - zaśmiał się, ostentacyjnie nieco odsuwając na wypadek, gdyby chciała go walnąć - albo znów zrzucić z góry, oczywiście z pomocą jego chęci do lotu. Teraz, gdy siedzieli, teoretycznie było trudniej, ale też byli bliżej krawędzi. Gdyby tylko była w stanie go poruszyć, mogłaby szybko sprawić, że zaskoczony spadłby w przepaść. Zakładając, że miałaby na tyle sił.
- Handlowałem z jednym - uspokoił się wracając do dziwnego tematu hanarów, poprawiając nieco w swej półleżącej pozycji. - Sprzedawał uzbrojenie, to było najśmieszniejsze. I pancerze. Na Cytadeli - dodał z nutą niedowierzania, jakby wciąż nie pogodził się z tym, czego był świadkiem kilka lat wcześniej.
- Oni nawet nie noszą pancerzy, a z pistoletem widziałem tylko jednego na vidach. Nie wiem jak mogą pakować się w takie dziedziny - dodał i westchnął, wpatrując się dość bezmyślnie w te stałe, przytwierdzone do ziemi góry, które wypełniały ich krajobraz poza odłamkami unoszącymi się w powietrzu - nadal nienaturalnie i dziwnie. Godzina spędzona nad jeziorem Kil'ran nie wystarczyła, by przyzwyczaić się do jego cudów.
- No jak, wyglądają jak dziwny grzybek. I macki odchodzące od tego. Jak medusa, tylko dziwna - parsknął śmiechem, upierając się przy swojej wizji poruszających się w wodzie hanarów. - No i pewnie czują się tam jak... ryby w wodzie.
Przetarł dłonią twarz, gdy ta rozmowa zaczęła być dla niego nieco zbyt skomplikowana. Hanarzy byli specyficzni - może za bardzo, by dało się ich pojąć bez czytania na ten temat i rozmawiania przez dłuższy czas niż kilka chwil przy handlu.
- Muszę ich o to spytać. Kiedy jakiegoś spotkam - postanowił, znów opadając plecami na trawę, z nogami spuszczonymi w dół, w stronę jeziora. Podłożył sobie dłonie pod głowę i obserwował tył jej głowy gdy wpatrywała się w taflę pod nimi, odwzajemniając jej spojrzenie chwilę później, gdy przeniosła uwagę na niego. Uśmiechnął się, sięgając dłonią do jej pleców i przesuwając dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, tak delikatnie, że niemal nie była w stanie tego poczuć.
- Lecimy nad wodospady? - spytał po krótkiej chwili milczenia, gdy wokół nich zaczynało gromadzić się coraz więcej ludzi. - Ostatni lot? - dodał, podnosząc się i, tak jak ona przed momentem, wpatrując w dół. Pustkę wypełnioną odłamkami i błękitne niebo odbijające się od tafli jeziora.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

31 sie 2016, o 23:36

Chciała go walnąć, oczywiście, ale szybko zauważyła, że się odsuwa, więc zrezygnowała. Rozluźniła zaciśniętą w pięść dłoń i mruknęła coś z niezadowoleniem, marszcząc złowrogo brwi. Niewiele mogła mu tu zrobić, ale szybko doszła do wniosku, że jeszcze jakąś zemstę obmyśli. Może z pomocą Isis, skoro ta już przestała się przy niej wstydzić odzywać. Ewentualnie udusi go w nocy, tylko trochę, a potem powie, że to żart.
- Uzbrojenie i pancerze - powtórzyła z niedowierzaniem. - Jakie? Hanarskie?
Zaśmiała się na myśl o opancerzonym hanarze. Ciężar zbroi znacznie utrudniłby mu utrzymanie się na cienkich odnóżach. Irene nic nie miała do obcych ras, ale nie była do nich przyzwyczajona, w związku z czym jej wyobraźnia szalała. Wzruszyła ramionami, gdy Khouri uznał, że jednak hanar to meduza, nie zamierzała się z nim na ten temat kłócić, bo jej wiedza dotycząca anatomii obcych była praktycznie zerowa. Tak czy inaczej ona różnice widziała, choć w całokształcie faktycznie dało się wykazać podobieństwa. Wyciągnęła gdzieś z trawy niewielki, granatowy kamień i obróciła go w dłoni.
- O co chcesz pytać? Jak pływają, czy jak rozmawiają pod wodą? - drgnęła, gdy przesunął dłonią po jej plecach, choć faktycznie bardziej to zobaczyła, niż poczuła. Przeciągnęła się, gdy ją zabrał. - Kiedyś turianin pytał o moje włosy. Sam nie wiem czego konkretnie chciał się dowiedzieć, nie potrafił mi tego wytłumaczyć, jego pytania ograniczały się do "jak to jest" i "co z nimi robisz". Potem stwierdził, że jak się nad tym głębiej zastanowić, to włosy są cholernie dziwne.
Wstała, chowając kamień do kieszeni i spojrzała w dół, po czym przeniosła wzrok z powrotem na Khouriego. Po jej ustach błądził uśmiech.
- Niech będzie - zgodziła się i przyciągnęła go do siebie, zmuszając go do objęcia jej w talii. Sama splotła dłonie na jego karku, spoglądając na niego z dołu. - Ostatni lot.
Zrobiła krok do tyłu, tracąc grunt pod nogami i pociągnęła Nazira za sobą. Tym razem już nie zamknęła oczu, choć pęd powietrza wcale tego nie ułatwiał. Uniosła głowę, wpatrując się w zbliżającą się taflę, widząc przesuwający się cień ich spadających sylwetek. Odsunęła się od mężczyzny, na tyle tylko, żeby trzymać się jego jednego przedramienia i rozprostować pozostałe kończyny, jakby nie skakała na bungee, a ze spadochronem. Sięgnęła wolną ręką w stronę mijanych skał, ale wszystkie uciekały przed jej dotykiem. Lecieli długo, a może się jej tak wydawało przez to, że próbowała zapamiętać każdą sekundę, bo nie wiedziała, czy kiedykolwiek jeszcze tu wróci. Przyzwyczaiła się do tego, że w niektórych miejscach była tylko raz.
Puściła Nazira dopiero wtedy, gdy równo wylądowali na skale, z której na początku ją zrzucił. Westchnęła i odwróciła się, ostatni raz przesuwając spojrzeniem po całej okolicy, począwszy od jeziora, przez lewitujące nad nim odłamki, po otaczające je góry. Dłonią drugiej ręki obracała opaskę, którą miała na nadgarstku.
- Szkoda, że to działa tylko tutaj - stwierdziła i skinęła głową do Khouriego. - Chodźmy, bo jak mnie stąd nie wyprowadzisz zaraz, to będę chciała zostać na stałe.
Rozpięła kurtkę, bo już nie leciała, a słońce mocno przygrzewało na wysokości, na jakiej się znajdowali. Wiatr przestał jej przeszkadzać już tak bardzo, jak na samym początku. Zerknęła na coraz większy tłum, zbierający się dookoła. Tak, to był dobry moment, żeby się stamtąd zebrać.
- I ja na serio chcę ten generator - uprzedziła go jeszcze, obracając w dłoni niewielki kamyk, schowany w kieszeni kurtki. Może jednak posiadanie pamiątek nie było takie złe.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jezioro Kil'ran

1 wrz 2016, o 00:13

Zaprzeczył ruchem głowy, gdy spytała o hanarskie uzbrojenie czy opancerzenie. Ciężko było sobie wyobrazić przedstawiciela tej rasy obitego w metal i ceramikę. Ich ciała wydawały się jeszcze delikatniejsze niż ludzkie. Hanarzy dla nich pewnie w kwestii kruchości byli jak ludzie czy asari dla krogan lub vorcha. A obywatele Kahje w oczach utwardzonych w boju ras galaktyki faktycznie nie mogli być niczym więcej niż inteligentnymi żelkami.
- Chyba nie produkują żadnych broni, a na pewno nie noszą pancerzy - odparł zdecydowanie, choć ciężko było określić, czy wynika to z jego wiedzy, czy przekonania o tym, że to praktycznie nie ma prawa mieć miejsca - hanar w pełnym pancerzu. - Nawet Blasto ma tylko dwa Predatory i nic poza tym - dodał w formie argumentu z wyraźną w jego głosie pewnością siebie. Prawie tak, jakby analizował właśnie schemat Stinga, którego przejęli kilka dni temu, a nie przemawiał do niej rzeczowo wspominając o vidach akcji z hanarskim odpowiednikiem starożytnego już, ludzkiego Jamesa Bonda.
- O wszystko - wzruszył ramionami, nie mogąc zdecydować się na jedno z pytań. - Chyba najbardziej o wodę. Mogą oddychać bez niej i w niej, ciekawe jak zachowują się w próżni. Widziałaś kiedyś hanara z aparatem oddechowym?
Te kwestie wydawały się faktycznie go interesować - zamyślił się wyraźnie, podnosząc z powrotem na łokcie i wpatrując w dal, nim otrząsnął się z tego transu gdy zgodziła się na ostatni lot.
Uśmiechnął się, posłusznie zbliżając do niej i obejmując ją w talii. Z jego ust wydobyło się ciche, choć szczęśliwe westchnięcie, gdy uniósł dłoń by przesunąć kciukiem po jej policzku. Nie zdążył jednak zrobić tego, co zamierzał - nachylił się co prawda, lecz pociągnęła go w tym samym momencie do przodu, rzucając się w przepaść ze swobodą, którą prawdopodobnie ciężej będzie jej odczuć przy krawędzi jakiejkolwiek innej góry, gdy tę skałę już opuszczą.
Przez głośne uderzenia wiatru przebił się śmiech Khouriego, który od wypuszczenia jej z objęć wolał skok będąc na to nieprzygotowanym. Złapał ją z rękę podobnie jak ona trzymała się jego przedramienia, upewniając, że nie rozdzieli ich siła, z jaką działało na ich ciała otaczające ich pole efektu masy.
Tym razem widziała wielu ludzi, turian czy asari latających dookoła. Khouri nie spadał wcale szybciej, choć był zdecydowanie cięższy. Nie pociągnął jej w dół jak kamień ciągnący ją na dno. Lecieli równomiernie, obracając się wokół osi usytuowanej gdzieś obok ich złączonych rąk.
Przez jedna, krótką chwilę, gdy znalazła się najbliżej zbiornika wodnego Kil'ran, mogło jej się wydawać, że widzi ich odbicia w przejrzystej tafli jeziora pokazującej obraz błękitnego nieba ponad nimi.
Khouri złapał oddech gdy wylądowali, jakby przez niemal cały lot wstrzymywał go, zbyt zajęty obserwacją świata wokół niego, trzymaniem jej lub poddawaniu temu dziwnemu wrażeniu spadania ze świadomością o tym, iż nie przyniesie to śmierci.
- Nie wiem, czy sam chcę lecieć - mruknął tak cicho, że niemal został zagłuszony przez wiatr. Wpatrywał się w otaczający ich krajobraz krótką chwilę, po której upłynięciu ocknął się z tego transu i rozejrzał po raz ostatni, znajdując rzuconą na ziemię kurtkę skórzaną kilka metrów od nich. Podszedł do niej i podniósł ubranie, otrzepując je z trawy i brudu, po czym uruchomił omni-klucz.
- Ten gość je sprzedaje - skinął głową na mężczyznę, od którego wrócił ostatnio z opaskami. - Te też trzeba zwrócić - dodał, wskazując na jej zieloną bransoletę jakby dopiero sobie o tym przypomniał. - Zamówię już prom - skończył, zerkając na urządzenie by wcielić ten plan w życie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8702
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jezioro Kil'ran

1 wrz 2016, o 17:03

Uśmiechnęła się tylko, przyglądając się Khouriemu, już tęskniącemu za tą chwilą wolności, którą utracić miał dopiero za jakiś czas. Ściągnęła opaskę z nadgarstka i wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny, zabierając też drugą od niego. Zacisnęła je w dłoni, profilaktycznie odsuwając się do brzegu skały. Tym razem jednak nie chciałaby spaść, choć nie wiedziała, czy to właśnie opaski miały wpływ na to, że nie roztrzaskali się o skały.
- Nie musisz - rzuciła równie cicho, wcale nie mając na myśli jeziora Kil'ran, ale całokształt. Z jej punktu widzenia Nazir nie musiał wcale wracać do Przymierza, mógł zająć się czymkolwiek innym, ale mówiła mu już o tym i zareagował niezbyt pozytywnie. Nie rozumiała jego dylematów, nie była w stanie pojąć oddania wojsku, zwłaszcza jeśli nie było ono w jego przypadku szczególnie honorowe. Był przez Przymierze nieszczęśliwy, a kiedy Irene była nieszczęśliwa, uciekła.
Przysunęła się do niego, na chwilę zaciskając dłonie na jego uniesionym przedramieniu, zasłaniając omni-klucz. Stanęła na palcach i pocałowała go, tak jak on chciał pocałować ją, zanim ściągnęła go ze skały na ostatni lot. Kiedy oderwała się od niego chwilę później, doszła do wniosku, że lubi jego usta, zwłaszcza wtedy, gdy nie były wykrzywione w grymasie wściekłości. A ostatnio naprawdę dużo się uśmiechał. Może faktycznie to ona była przyczyną, skoro sprawiała, że czuł się jak człowiek. A może wreszcie zorientuje się, że Przymierze mu nie służy.
- Pójdę odnieść - stwierdziła i odsunęła się, by odwrócić się i ruszyć w stronę turianina, który zarządzał okolicą. Oddała mu opaski i spytała o generatory, a gdy pokazał jej co miał na sprzedaż, wybrała jeden z nich. Taki, by faktycznie mieścił się w nim kamień, który wrzuciła sobie do kieszeni. Zapłaciła i wróciła do Nazira, choć wcale się jej nie spieszyło.
Rozglądała się po okolicy, zdając sobie sprawę z tego, że pewnie jej więcej nie zobaczy, chyba że postanowią tu przylecieć jeszcze raz, zanim opuszczą Thessię. Ale nie wiedziała nawet ile mieli czasu, wolała nie zadawać tego pytania, bo bała się, że odpowiedź będzie niewygodna. Uniosła wzrok, jakby miała zaraz zobaczyć prom, ale tego jeszcze nie było, więc gdy już dotarła do Khouriego, przez długą chwilę stała po prostu, wpatrując się w skaczących ludzi i widok, który zapewniała okolica. Dłonie wsunęła do kieszeni, w jednej obracając kamień, a w drugiej generator. Tym chciała zająć się dopiero na statku, znaleźć dla nich miejsce w swojej kajucie. Zdecydowanie za mało z niej korzystała - wyglądało to prawie tak, jakby Nazir posprzątał ją na marne. Z drugiej strony pewnie tak czy inaczej nie chciał mieć na Crescencie pozostałości po Włochu. I musiał podejrzewać, że Irene tym bardziej.
Westchnęła cicho, gdy w zasięgu wzroku pojawił się prom, ale nie zwlekała, była gotowa na lot. W końcu to wodospady chciała zobaczyć, jezioro było jedynie przystankiem po drodze.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1529
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 17:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)


Powrót do Liria

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość