Niektórzy uznają Vancouver za stolicę Przymierza i nie pomylą się na tym polu zanadto. Siedzibę tutaj mają niemal wszystkie, ważne organy władzy, wraz z Radą Przymierza, a dodatkowo jest istotnym punktem dla rozwoju i szkoleniu przyszłych żołnierzy, ze względu na swoje wysoko rozwinięte placówki szkoleniowe.

Re: Bar "GI Joe"

21 sty 2018, o 21:03

Anderson pokiwał głową, jakby doskonale rozumiał co Striker ma na myśli. Znał Daryla już na tyle, by wiedzieć, czego prędzej można się po nim spodziewać. Prawdopodobnie użył wszystkich swoich sił, by przekonać kapitana do tego, że mówi prawdę i faktycznie jest szansa na to, by zdobyć tak ważny zasób Cerberusa. Pewnie Anderson nie uwierzył początkowo, że Daryl w ogóle ma prawdziwe dane, bo to, co teraz we dwóch mu przedstawiali, wydawało się absurdalne. Zamieszek w Iranie nie skomentował wcale, choć pewnie odnotował sobie to w pamięci.
Skinął na kelnerkę i zamówił sobie kawę. Może to mieli właśnie robić, sprawiać wrażenie ludzi, którzy spotkali się tu po to, by pogadać i miło spędzić wolny czas. Gdyby ktoś ich obserwował, nie powinien nabierać podejrzeń, choć fakt, że Charles widział się właśnie z dość ważną osobistością Przymierza mógł zostać odnotowany. Nie bardziej jednak niż wmaszerowanie bezceremonialnie do siedziby Przymierza.
Słodząc i mieszając później gorący napój, Anderson słuchał historii, którą opowiadał mu Striker. Biorąc pod uwagę co robił przez ostatnie miesiące, Charles miał ją wyćwiczoną już niemal na pamięć. Opowiadał ją tyle razy, poczynając od Wade, przez Emily i pozostałych członków rodziny, po Davida Andersona w tym momencie, że nauczył się przekazywać ją w formie tak lapidarnej, jak to tylko możliwe. Przyprowadzony przez Daryla człowiek był skupiony i co jakiś czas kiwał głową, by dać do zrozumienia, że póki co rozumie i jest na bieżąco.
- Trouge - powtórzył. - Słyszałem o tej stacji. Niektórzy z moich ludzi chwalili się spędzaniem tam przepustek.
Zerknął na Daryla, zapewne zastanawiając się jakim cudem on jeszcze tam nie trafił, ze swoim umiłowaniem do hedonistycznego stylu życia, ale nic nie powiedział, bo może charakter, a może zajmowane stanowisko nie pozwalało mu na złośliwe przytyki.
- Znamy okręt Majesty - powiedział spokojnie. - Głównie jego nazwa przekonała mnie do tego, żeby zgodzić się na spotkanie z panem. Od dłuższego czasu próbujemy go zlokalizować, ale za każdym razem, gdy na radarach znajdują jakąś jednostkę Przymierza, zmieniają lokalizację. Badania, które tam przeprowadzają, nie są nawet zbliżone do tych, na które pozwalają sobie na koloniach czy w swoich małych siedzibach. Nie mieliśmy jednak okazji ani powodu, który faktycznie zmusiłby nas do uznania tego za priorytet. Teraz jednak okazja jest. Trudno jej nie rozważać.
Napił się kawy i odstawił filiżankę, opierając dłonie na blacie po obu stronach naczynia. Wydawał się spokojnym człowiekiem, dokładnie takim, jakiego Striker kojarzył. Przynajmniej spoza pola walki.
- Ryzykuje pan już teraz, spotykając się ze mną - stwierdził oczywistość. - Ale domyślam się, że jest to wybór dobrowolny. Co z pozostałymi ludźmi z pańskiego oddziału? Można liczyć na ich współpracę? Fakt, że nie chcą pracować dla Cerberusa nie świadczy jeszcze o tym, że chętnie się wyrwą spod jarzma, stawiając na szali tak wiele.
Uśmiechnął się lekko, spoglądając na Charlesa trochę inaczej niż do tej pory. Niekoniecznie poważnie.
- Sam? Bardzo chętnie dowiem się jak pan to sobie wyobraża.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

21 sty 2018, o 21:35

Oparł się o stół chwilę po tym jak pojawiła się jego herbata. Mimo, że jego wygląd całkowicie o tym zaprzeczał to wydawał się być znacznie bardziej kompetentny niż jego brat. Jakby nie patrzeć Charles miał znacznie więcej misji bojowych w swoich CV. Przynajmniej tak mu się wydawało. Jeśli jednak jego brat służył pod Andersonem to wcale nie mógł mieć tak kolorowo ale tłumaczyło to też jego zachowanie. Zazwyczaj ludzie pod jego dowództwem byli bardzo specyficzni.
- Majesty to latający obóz koncentracyjny. Ktokolwiek tam trafia, nigdy nie wraca. Przerabiają obcych na klej aby tylko zdobyć jak najwięcej informacji. Nasz pracodawca w swojej dozgonnej idiotycznej wierze w swoje działania zdążył nawet mnie poinformować, że wolą przeprowadzać inwazyjne badania na świadomych obiektach. – Pokręcił głową. – Naukowcy zawsze pozostaną największą wadą każdego projektu. Nie potrafią milczeć.
Tutaj zabrzmiał dosłownie jak ktoś z typowych oddziałów B, o których Przymierze wolało milczeć, a ludzie w Rosenkovie o nich wiedzieli. Zresztą była nawet plotka, która wędrowała między operatorami, że oni wszyscy są obiektami doświadczalnymi aby później na ich bazie trenować lepiej żołnierzy. Oczywiście została bardzo zdementowana.
- Uważam, że na tą chwilę nie ma sensu ich informować o całej sprawie. Jak Pan wie, im więcej ludzi o tym wie, tym większa szansa przecieku. –Westchnął. – Jednak jeśli popchnie się ich w kluczowym momencie w naszą stronę to powinni się zgodzić.
Myślał bardzo taktycznie. Pewnie codziennie szlifował swój plan w głowie. Nie można było mu się dziwić. Jakiekolwiek potknięcie i Cerberus zmiecie go z powierzchni ziemi, a Przymierze nawet nie ruszy palcem. Musiał być znacznie bardziej ostrożny niż cała reszta. Kiedy usłyszał pytanie uśmiechnął się lekko.
- Mam paru znajomych, którzy mogliby mi załatwiać za naprawdę ogromną sumę załatwić walizkową bombę atomową. Ruscy lubią zaprzeczać, że wszystkie zostały zniszczone ale to nieprawda. Przerzuciłbym taką ze sobą na prom i wysadził ja w hangarze. – Spojrzał na brata z dziwną miną. – Czasami trzeba się poświęcić dla większego dobra.
Raczej to nie była dewiza, którą Striker mógł mówić często. Raczej to co robił przez lata nie zaliczało się do czynienia jakiegokolwiek dobra. Chociaż sam do końca nie wiedział jakie były efekty ich operacji. Oprócz skradzionej technologii oczywiście. Jednak był gotowy zrobić to co opisał.
- Wolałbym jednak nie umierać. Nie, kiedy w końcu odzyskałem wolność. – Podrapał się po głowie. – Dlatego poprosiłem Daryla o pomoc. Większość załogi to naukowcy nie wojskowi. To duży plus. Są uzależnieni od własnego poczucia racji. Po tym jak zabiłem ich agenta, większość normalnych dowódców rozwaliłaby mi głowę. Oni uznali, że świetnym pomysłem będzie mnie zostawić i pracować dalej.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 02:18

- Póki co sam nie wiem jeszcze czy to wszystko jest dobrym pomysłem, więc to nie jest moment na podejmowanie decyzji o informowaniu członków pańskiej drużyny, czy też nie. Najpierw muszę podjąć decyzję odnośnie całego tego układu. Jeśli mogę spytać, dlaczego nie chce pan pracować dla Cerberusa?
Anderson po raz kolejny przesunął spojrzeniem po twarzy Charlesa, rejestrując każdy jej element. Każdą bliznę i każdy tatuaż, którego nie powinno tam być. Po jego minie trudno było wywnioskować, czy cokolwiek rozumie z więziennych oznaczeń, które brudziły ciało Strikera, ale nie dał tego po sobie w żaden sposób poznać. Może wojsko uczyło zachowywać kamienną twarz, gdy było to konieczne, a może taki już był ten człowiek.
Gdy padły słowa o bombie atomowej, Daryl westchnął. To była ta strona Charlesa, której jednak nie znał i za każdym razem, gdy widział go w skrajnej depresji, jak podczas świąt, albo gdy mówił coś takiego jak teraz, jego młodszy brat nie potrafił zrozumieć skąd to się brało, tak samo jak nie potrafiłby zrozumieć ktokolwiek, dla kogo Striker był choć trochę bliski.
- Może nie będziesz musiał - mruknął. - Poświęcać się dla większego dobra.
Kapitan pokręcił głową i znów upił łyka swojej kawy.
- Nie, jeśli wszystko faktycznie pójdzie zgodnie z tym planem, który przedstawił mi pański brat, powinno się to udać. Plan jednak trzeba będzie dopracować pod względem szczegółów, ale to już moja w tym głowa. Przymierze z reguły nie wspiera tego rodzaju misji samobójczych, wysyłania żywych bomb. Ja też wolałbym tego uniknąć.
Pokiwał głową, opuszczając wzrok na powierzchnię swojej kawy. Daryl przyglądał się mu, nerwowo wystukując palcami bliżej nieokreślony rytm na blacie stołu. Czekał na jego decyzję, choć pewnie nie miał się jej doczekać tak od razu. Kapitan rozważał coś w swojej głowie, nie dzieląc się tym ze swoimi rozmówcami, bo przecież nie wszystkim musiał.
- Jeśli większość załogi to naukowcy, to powinno łatwiej być przejąć Majesty. Trzeba będzie pozbyć się ochrony, przebić się na mostek i tam przejąć kontrolę nad okrętem - zamilkł na moment. - Wolę nie wiedzieć, ilu ludzi tam pracuje. Trzystu? Czterystu? Ze wszystkimi trzeba będzie coś zrobić.
Przetarł zmęczoną twarz dłonią, po chwili znów unosząc spojrzenie na Charlesa, a do jego oczu wróciło skupienie.
- Proszę mi przypomnieć swoje... doświadczenie zawodowe, panie Striker. Wspominał pan o Iranie, więc pracował pan dla Rosenkova, tak? Jak pan tam trafił?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 05:10

Pytanie zadane przez Andersona sprawiło, że twarz Charlesa stała się mocno zamyślona. Nie rozumiał za bardzo swojej niechęci wobec Cerberusa. Zresztą to co zrobił wtedy na pancerniku też raczej trudno wytłumaczyć. W jakiś sposób ta organizacja wywołała w nim pewnego rodzaju obrzydzenie jak żadna inna. Nawet Bratva, która zajmowała się naprawdę szemranymi interesami nie potrafiła doprowadzić w nim do takiego wybuchu agresji.
- Po prostu czuje, że to co robią oni jest po prostu złe. .– Kiedy to wypowiadał można było zauważyć, że sam był zaskoczony własnymi słowami. – Wiem, że musi to brzmieć dziwnie z moich ust ale – Westchnął. Milczał przez chwilę w spokoju paląc papierosa. – Zrobiłem w swoim życiu naprawdę wiele złych z perspektywy zwykłego człowieka rzeczy ale to wciąż była wojna między najemnikami. Tłukliśmy się między sobą, czasami zdarzały się ofiary wśród cywili ale to samo zazwyczaj się zdarza też wojsku. – Nie wiedział jak to dokładnie wytłumaczyć. Zazwyczaj miał problemy z opisywaniem własnych myśli i teraz mogli bardzo dobrze to zobaczyć. – Nigdy jednak nie walczyliśmy z tymi dobrymi. Z armią, policją czy innymi siłami rządowymi. – Oparł się o krzesło. Jego ręka zaczęła lekko drżeć. Wspomnienia tamtych dni nigdy nie przychodziły mu łatwo. Szczególnie teraz, kiedy to życie zacznie go rozliczać z tego co robił. – Pochodzę z rodziny wojskowej, wielu moich bliskich walczy dla Przymierza. Nie potrafię sobie wyobrazić sobie siebie po drugiej stronie barykady. Nie chce sobie nawet wyobrażać, że po drugiej stronie mógłbym spotkać Daryla albo najechać na oddział mojego wujka. Nie jestem też ksenofobem. To o co walczy Cerberus jest mi zbyt obce. Niezrozumiałe. Szczególnie teraz, kiedy wszystkie rasy współpracują. To co robią oni teraz to czysty idiotyzm.
Westchnął głośno. Raczej taki wywód ze strony człowieka, którego wygląd od razu mówił, że to chodząca maszyna do zabijania, musiał wyglądać dziwnie. Charles nie zwracał jednak na to uwagi. Już zbyt długo trzymał w sobie swoje przemyślenia na temat świata, który go otaczał. Zazwyczaj, każdego gówno obchodziło to czego chciał on. Teraz w końcu, w dużej mierze dzięki Sonyi, mógł rozmawiać bardziej otwarcie z ludźmi. Był nawet bardziej otwarty niż za dzieciaka, gdzie trzymał wszystko w sobie.
Wiedział też, że jego wizja wysadzenia statku nie była najlepszym pomysłem. Jednak nie mogli tego zrozumieć. Striker miał po prostu wpojone w swojej głowie, że poświecenie życia to nic takiego. To po prostu środek, który pozwoli wykonać cel. Najważniejsze było tylko to jak bardzo oddanie życia pomoże sprawie. Jeśli dzięki temu zapewniłby ochronę swojej rodzinie i bliskim to zrobiłby to bez wahania. Była to też jego największa wada. Jeśli trafiłby w ręce ludzi jak Rosenkov lub pod złe dowództwo w Przymierzu to byłby gotowy się poświęcić bo tak brzmiał rozkaz. Dlatego nie skomentował reakcji obydwóch mężczyzn.
- To nie ludzie, którzy tam pracują mogą być problem. – Spojrzał na Andersona zmęczony. – Problemem mogą być więźniowie. Nie wiadomo ilu ich tam trzymają i co tak naprawdę zrobi Przymierze z nimi. Pracownicy Cerberusa to zazwyczaj typowi zeloci, prędzej się zabiją niż przejdą na naszą stronę. Pewnie tego statku pilnują najbardziej lojalni. Wątpię, żeby jacyś elitarni najemnicy chcieli mieć z tym coś wspólnego.
Może miał rację. Może nie miał. Strzelał. Spekulował. Zresztą jak wszyscy tutaj. Do ataku na Majesty minie pewnie jeszcze wiele czasu za nim za cokolwiek się wezmą. Oczywiście musiał ktoś jeszcze przybić pieczątkę na papierze z rozkazem. Teraz mogli sobie gdybać co się wydarzy. Miał tylko nadzieję, że Anderson się zgodzi.
- Zwerbowali mnie za jak jeszcze byłem w szkole. Uznali, że mam idealne predyspozycje do pracy w ich ochronie. – Podrapał się po głowie. Kiedy jego brat siedział obok raczej trudno mu było opowiadać. Szczególnie, że nikt za bardzo nie rozumiał dlaczego się na to zgodził.– Opłacili mi studia w Moskiewskiej Akadami Wojskowej i mieli dobrze płacić w przyszłości. Podpisałem więc kontrakt. – Parsknął jednak śmiechem. – Byłem jeszcze dzieciakiem więc uznałem, że to w jakiś sposób zaimponuje naszym rodzicom. – Westchnął odpalając kolejnego papierosa. – No i zaimponowało, do momentu w którym uznano, że najlepiej będzie wszystkich z mojej generacji uśmiercić. Więc, każdy z nas miał uroczysty pogrzeb na którym mógł wizualnie pożegnać się z rodziną i zostać częścią wielkiej rodziny psów bojowych na każdy rozkaz. Miało to trwać dziesięć lat. Potem mogliśmy odejść.
Nie opowiadał tego tak dokładnie nawet Darylowi. Zresztą on nawet nie dopytywał o nic w tym temacie. Cała ta historia była dziwna i miała naprawdę wiele przerażających momentów ale te wolał zostawić dla siebie. Im mógł co najmniej opowiedzieć jak wyglądało tam szkolenie i o swoim doświadczeniu bojowym. Przecież Anderson nie pytał o dokładne szczegóły.
-Trenowały nas różne służby, specjaliści oraz ludzie od bardziej brudnej roboty. Nigdy nie widzieliśmy ich twarzy. Zawsze nosili kominiarki. Nie mieliśmy zbytnio prawa utrzymywać kontaktów z ludźmi spoza koszarów. Więc mogliśmy skupiać się tylko i wyłącznie na szkoleniach i treningach. – Spojrzał na kapitana siedzącego naprzeciwko niego. – Mam na koncie 750 misji bojowych i zwiadowczych, 240 misji o specjalnym przeznaczeniu, 110 misji związanych z ochronią ważnych ludzi i celów. – Oznaczało to, że ten człowiek był w terenie średnio co dwa dni. Takich wyników nie wyciągano nawet w Przymierzu. - 700 potwierdzonych eliminacji wrogów, 215 razy raniony w boju, w tym dwa razy bardzo ciężko.
Przerażające było w jaki sposób o tym opowiadał. Po prostu bardzo chłodnym tonem wymieniał swoje statystyki. Jakby to była jakaś gra, a nie to, że jak idiota ryzykował swoim życiem za coś co nie miało żadnego celu. Zaciągnął się papierosem. Nikt nie wiedział jakim cudem ten człowiek jeszcze żył. Jak w ogóle udało mu się to wszystko przetrwać. Według tego co opowiadał to blizn na jego ciele w cale nie było tak wiele jak na taki wynik. Według tego co opowiadał powinien już być po prostu martwy.
- Większość z nas chorowała na PTSD w przeróżnym stadium. Nikomu nie udało się przed tym uciec. Według psychologa, który tam był, stwierdzono, że jesteśmy pierwszym batalionem z tak dużym wskaźnikiem chorych. – Dziwnie musiało brzmieć jak to opisywał bo używał bardzo dużo wojskowej nomenklatury. Raczej nie były to słowa używane przez pierwszego lepszego najemnika. – Rozwiązaniem problemu według naszego dowódcy, a mianowicie pułkownika Hogartha było wysyłanie nas na kolejne misje.
Zaciągnął się papierosem i spojrzał na Andersona wzrokiem, który wręcz mówił, że jest żołnierzem gotowy podjęcia się każdej misji. Pewnie spotykał wielu takich jak on na swojej drodze ale w nie tak młodym wieku i z tak przerażającym doświadczeniem.
- Coś musiało jednak pójść nie tak. Wszyscy operatorzy, nawet z innych komórek, pałętają się teraz po galaktyce jakby nigdy nic. Niestety miałem tego pecha, że podczas ostatniej operacji zarobiłem kulkę w głowę i wysłali mnie do więzienia. Nie wiem więc jak to się skończyło.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 11:18

Kapitan uważnie obserwował Strikera, gdy ten wypowiadał się na temat swoich poglądów i motywów, które doprowadziły do jego sprzeciwienia się wobec Cerberusa. Musiał przecież mieć pewność, że to nie działa w drugą stronę. Że Charles nie usiłuje namówić go do wciągnięcia kilku okrętów Przymierza w pułapkę Człowieka Iluzji, w ramach jakiejś kolejnej akcji do wykonania, tak jak przedtem dostarczył trzy asari. Było to prawdopodobne i Anderson miał prawo do obaw, nic jednak na ten temat nie powiedział, a cała niepewność odznaczała się wyłącznie w jego oczach. Pewnie dlatego wypytywał teraz starszego Strikera o takie szczegóły, które być może nie miały zbyt wielkiego znaczenia w kontekście całej sprawy, ale mogły rzucić światło na kilka ważnych rzeczy.
- Trudno mi się z panem nie zgodzić, panie Striker - powiedział mężczyzna. - Dobrze wiedzieć, że to nie jest jakaś osobista wendetta. Ona jako przyczyna nienawiści z reguły nie prowadzi do rozwiązania problemów.
Chyba nie spotkał Wade, która była idealnym przykładem tego, że to się jednak zdarzało. Jakimś cudem śmierć Burela, nawet opłacona utratą niewinnych, przyniosła kobiecie spokój i możliwość powrotu do normalnego życia. Anderson jednak musiał kierować się w życiu zgoła innymi ideałami.
- To też - kapitan westchnął. - Ilu może tam być? Statek ma ograniczoną ładowność, w tym liczą się też ludzie, więc na pewno nie drugie tyle, zresztą nie ryzykowaliby tak. Ale może ich być wielu. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć, tak jak połowy rzeczy w tym momencie. Jeśli misja dojdzie do skutku, dobrze by było, gdyby zdobył pan na ten temat jakieś informacje, które będzie mógł nam pan przekazać razem z lokalizacją. Będziemy się mogli lepiej przygotować.
To chyba nie było trudne, zadanie kilku dobrze trafionych pytań, gdy będzie miał okazję. Statner lubił mówić i kto wie, czy nie będzie chciał się pochwalić skutecznością badań, jeśli tylko Charles okaże zainteresowanie. Chciał przecież, żeby było w jego działaniu choć trochę dobrej woli. Inna sprawa, że traktował Strikera jak varrena bojowego i mógł uznać, że nie powinno go to interesować.
Gdy opowiadał o swoim życiu, o tym, jak potoczyły się jego losy po pogrzebie, Daryl zamarł, wpatrując się w brata z mieszanką zdziwienia i smutku. On pewnie był w życiu na kilkunastu misjach, całą resztę swojej służby spędził plącząc się jednostce, albo obłapiając co raz to nowe kobiety na przepustkach, bo w końcu za mundurem panny sznurem. I choć był żołnierzem, to nie bardzo miał się czym pochwalić, inaczej Charles pewnie by o tym wiedział. Chociaż o jednej misji, z której jego młodszy brat byłby dumny.
Suche statystyki brzmiały przerażająco, ale wizerunek Strikera doskonale się w nie wpasowywał. Nikt ich dotąd nie słyszał, ani Wade, ani Daryl. Owszem, było to efektowne, ale też nic dziwnego, że skończyło się stresem pourazowym. Nikt normalny nie był w stanie znieść psychicznie tak intensywnego życia, nie wiedząc, czy za dwa dni będzie jeszcze oddychał. Niechęć do funkcjonowania w społeczeństwie stawała się naturalna, a wizja wysadzenia się razem z pancernikiem Cerberusa tylko po to, by osiągnąć jakiś cel, nie tak absurdalna, jak mogłoby się wydawać.
- Przymierze miałoby duży pożytek z człowieka takiego, jak pan - podsumował cicho Anderson. - Szkoda, że pochodzenie z rodziny wojskowej nie sprawiło, że i pan w tym wojsku wylądował. Pech, zarówno dla nas, jak i dla pana.
Dopił kawę i odstawił naczynie na stół. Wciąż zastanawiał się mocno, bo w końcu to nie było wyjście z nieznajomym na imprezę, tylko zaryzykowanie sporych zasobów Przymierza. I to on sam musiał podjąć tę decyzję - choć pewnie przygotowanie całej akcji nie będzie zależeć wyłącznie od niego. W końcu westchnął i skinął głową.
- Dobrze - powiedział. - Dobrze. Podejmujemy spore ryzyko, ale taka okazja już się nie powtórzy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 12:00

Czekał na jakąkolwiek odpowiedź bo to właśnie od niej zależała jego przyszłość. Decyzja tego człowieka mogła zamienić jego życie w coś naprawdę pięknego albo powrót do rzeczywistości, która nie była zbyt kolorowa. Jeśli nie wyrazi zgody na udział Przymierza w tym ogromnym przedsięwzięciu to tylko kwestią czasu będzie całkowita utrata jakiejkolwiek wizji przyszłości dla człowieka takiego jak on. Nie był głupi. Wiedział, że Cerberus od tak nie da mu po prostu żyć. Nawet po skończeniu umowy. Jakiekolwiek plany na rozpoczęcie normalnego życia byłyby wtedy bezsensowną próbą do tego powiązana zbyt dużym ryzykiem wobec jego bliskich.
- Przynajmniej nie wyglądałbym tak jak teraz.
Parsknął śmiechem. Po wysłuchaniu tych statystyk raczej trudno było sobie wyobrazić Strikera z takimi samymi ranami jakie miał teraz, gdyby życie postanowiło jednak aby dołączył do Przymierza. Pewnie byłby tak samo świetnym żołnierzem, a może po prostu zabunkrowaliby go gdzieś na jakimś zadupiu. Może i przez Rosenkova wiele wycierpiał ale nie można mu było odebrać doświadczenia jakie wtedy zdobył. Ilość wykonanych przez niego misji była większa niż u średniego żołnierza Przymierza w jego wieku. Niektórzy w jego wieku czasami nie trafiali nawet na misje bojowe. Nic dziwnego, że ta dziwna jednostka mogła wydawać się trochę przerażająca. Składała się z potworów takich jak Striker, więc jeśli ich skuteczność była taka jak opisywał to wystarczyło tylko by jakaś większa ilość operatorów wylądowała w niewłaściwych rękach i mogliby naprawdę zmienić sytuacje geopolityczną w kosmosie. Tak długo jak byli pod ręką swoich pracodawców skupionych tylko na zwiększeniu zysków tak reszta galaktyki mogła czuć się bezpieczna. Teraz już niekoniecznie. Nie każdy z nich przecież chciał tylko normalnego życia jak Charles.
Złapał za kubek świeżej herbaty. Wzrok przenosił od brata do Andersona co jakiś czas. Daryl w sumie pierwszy raz mógł zobaczyć jak działa jego brat w kontaktach z innymi żołnierzami. Nie było to raczej coś co widziało się codziennie. Zresztą obydwoje braci dużo o sobie nie wiedziało po tych bitych 9 latach. Może dlatego dość normalne życie Daryla było naprawdę daleko od tych wszystkich przeżyć o których tak rzadko mówił najstarszy z rodzeństwa. Pewnie w jego głowie musiał wyobrażać sobie ten czas, kiedy Charles robił to co robił, jako swojego rodzaju przygodę, gdzie można było co się chce, jak w końcu wszystko zaczęło się psuć to w końcu wrócił do domu. Raczej nikt o zdrowych zmysłach nie potrafił sobie wyobrazić jak przerażającą drogę musiał przejść jego brat. Nie wspominając już o pobycie w najcięższym więzieniu w Rosji, o którym już w ogóle nie opowiadał.
Kiedy usłyszał, że Anderson się zgadza jego serce stało się nagle naprawdę lekkie. Miał wsparcie naprawdę potężnego człowieka w Przymierzu oraz środki, które pozwalały na wykonanie misji. Przymknął lekko oczy i oparł się o krzesło. Na jego twarzy pojawił się uśmiech jakiego trudno było szukać w osobie takiej jak on. Jakby dosłownie wygrał los na loterii. Wiedział, że będzie musiał się teraz znacznie bardziej starać niż wcześniej.
- Postaram się zdobyć jak najwięcej informacji podczas następnego zlecenia od Cerberusa. – Odpalił kolejnego papierosa. – Z wykonaniem następnego kroku planu powinniśmy poczekać do czasu, aż wezwą nas ponownie na Majesty. Tak samo wtedy będzie można przekonać zespół do współpracy. Wiem, że wychodzę po za moje kompetencje ale Przymierze powinno sprawdzić stocznie w której został wyprodukowany ten pancernik i zdobyć jego schematy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 15:40

- Tak. Jeśli udałoby się uniknąć porywania kolejnych ofiar dla celów badań Cerberusa, byłoby znacznie lepiej. Nie wie pan jeszcze, na czym będzie polegać kolejne zlecenie, prawda? Dobrze by było zrobić to tak, żebyśmy byli gotowi do ataku, gdy lokalizacja Majesty stanie się nam znana. Zamiast lecieć gdzieś, gdziekolwiek was wyślą, przylecicie do nas, podamy wam koordynaty i rozpoczniemy przygotowania. Cokolwiek wam zlecą, będziemy mieć co najmniej kilka godzin - myślał na głos, patrząc w zamyśleniu gdzieś przed siebie. - Jeśli jednak będziecie mieli zameldować się gdzieś indziej, nie na Majesty, będziemy musieli to wszystko przesunąć. Do następnego razu.
- Charles mówił, że Statner tam stacjonuje. Że tam jest jego biuro, tak? Dobrze zrozumiałem? - wtrącił się Daryl. - Jeśli jest waszym bezpośrednim zwierzchnikiem, to pewnie do niego będziecie się musieli zgłosić.
Anderson skinął głową. To dawało trochę większe szanse na to, że faktycznie zostaną wezwani z powrotem na pancernik, który miał być ich celem. Rozejrzał się, zastanawiając się pewnie, czy nikt ich nie słucha, ale nadal nikt nie wydawał się zainteresowany ich trójką. Jedna grupa zresztą opuściła bar, w bardzo rozbawionych nastrojach.
- Mówił pan, że cała grupa składa się z operatorów korporacyjnych, ale rozumiem, że nie wszyscy są z Rosenkova? Skąd wie pan, że nie chcą współpracy z Cerberusem? Jeśli odpowiadają im warunki, mogą nie być chętni do współpracy z Przymierzem. Albo zastraszenie może okazać się naprawdę skuteczne i będą próbowali kogoś ostrzec, zanim zaatakujemy. Jest tyle niewiadomych, tyle rzeczy które mogą pójść nie tak, że wymienienie wszystkich zajęłoby pół wieczoru - westchnął. - Muszę nad tym przysiąść. Zbiorę odpowiednich ludzi, którzy pomogą mi to zorganizować. Myślę, że trzy odpowiednio uzbrojone okręty wystarczą. Nad ilością przydzielonych do tego ludzi będę się jeszcze zastanawiał - uniósł wzrok na Daryla. - Podejrzewam, że Striker tego nie odpuści.
- Absolutnie - odparł Daryl.
Kapitan pokiwał głową i oparł się wygodnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Wciąż obserwował Charlesa, jakby usiłował wyczytać z poranionej twarzy więcej, niż mówiły jego słowa.
- Pomyślę jak to wszystko pogodzić. Z pewnością też, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Przymierze się panu w jakiś sposób odwdzięczy. Mam nadzieję, że choćby po części satysfakcjonujący - uśmiechnął się lekko. - O ile wszystko się uda. Jeśli nie, będziemy mieć inne powody do zmartwień. Czy ma pan do mnie jakieś pytania na chwilę obecną?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 16:28

Anderson miał rację. Wciąż nie było pewności czy będą musieli się meldować na Majesty czy nie. Chociaż z tego co mówił Statner kontakt między nim, a zespołem miał być kierowany przez asystentkę. W tym wypadku nie było już raczej pośrednika między nimi. Chcą nie chcąc, przez przypadek wyeliminował jeden z problemów tej operacji. Pewnie w niektórych aspektach jego przełożony nie będzie mógł już tak ufać swojemu podwładnemu jak Bondar. Znowu poczuł pewne wyrzuty sumienia, jednak zostały one szybko przykryte racjonalnym myśleniem. Robiła w organizacji terrorystycznej swoje też miała na sumieniu. Nie mógł jej wybielać w swojej głowie.
- To prawda. – Zastanowił się przez chwilę. – Raczej jednak nie powinny to być zlecenia wychodzące po za naszą specjalizację. Pewnie inne porwanie, eliminacja celu albo przejęcie czegoś. Raczej nie rozkażą nam od razu obalać rządów i tym podobnych. – Duża chmura dymu opuściła jego płuca. - Wykorzystują te same sposoby co korporacje ale w ogóle nie rozumieją konceptu w jakim celu nas szkolono i jak nas kontrolować. Jednak mogę być absolutnie pewny, że potrzebują nas w tym samym celu co moi byli pracodawcy. W razie czego nas porzucą i będą mieć czyste ręce. – Spojrzał na swojego brata. – Daryl ma rację. Jednak musimy pamiętać, że Cerberus to nie wojsko. Nie muszę do niego przybiegać z każdym raportem.
Postukał chwilę palcami w blat stołu. Chciał uczestniczyć w przygotowaniu tego planu jednak jego udział w tej całej operacji opierał się tylko na przekazaniu danych i możliwym szturmie na pancernik. Chociaż ten też równie dobrze może się odbyć bez jego osoby.
- Moi współpracownicy to osobna kwestia. Chciałbym im jakoś pomóc i powrócić do swoich bliskich. Nie wiem jak długo wytrzymają żyjąc w strachu o nich albo czy nie zaakceptują faktu pracy dla Cerberusa. – Spojrzał na Andersona. – Dlatego prosiłbym o wysłuchanie mojej propozycji. To nie są źli ludzie, po prostu są zmuszeni do tej pracy, a przynajmniej w to chciałbym wierzyć. Proponowałbym się z wstrzymaniem informowania ich o czymkolwiek do czasu rozpoczęcia operacji. Podczas wykonywania misji, która na pewno skończy się wizytą na Majesty, wysłałbym wam lokalizację naszego promu. Wysłalibyście swoich ludzi aby zabezpieczyli teren wokół statku. Oczywiście w nieoznakowanych pancerzach. Nie muszą wiedzieć, że to wojsko. Wtedy, kiedy nie damy im zbytnio wyboru powinni się zgodzić. Chyba, że coś się zmieni. Najważniejszą osobą w tym wszystkim jest Symons, dowódca oddziału. To on otrzymuje kody i informacje. Jeśli mam ich przekonać do współpracy będę potrzebował jakiejś karty przetargowej. Nie wiem. – Zamyślił się. – Zajmiecie się ich bliski czy coś w tym stylu.
Westchnął. Ta trójka osoba, która oprócz niego mogła nazywać się oddziałem naziemnym była największą niewiadomą. Oczywiście gówno mógł dostać. Równie dobrze mógł ich zabić ale wciąż potrzebował informacji, które posiadał jego przełożony. Przynajmniej treningi, które przeszedł w ukrywaniu w swoim zamiarów miał opanowane do perfekcji. Raczej nic nie powinno go zdradzić. Oczywiście niektórzy, pewnie podejrzewali, że mężczyzna może być problematyczny ale nie do takiego stopnia by spiskować z Przymierzem.
- Czy Daryl przekazał Panu mój plan działania?
Spytał. Jeśli nie to mu go po prostu opowiedział z większą ilością szczegółów. Wolał aby Anderson znał jego spojrzenie na wykonanie tego planu. Szczególnie, że zakładało ono użycie ładunków EMP, które już tak proste w dostaniu nie są.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 20:26

Anderson uśmiechnął się lekko, przyglądając się Strikerowi, gdy ten prosił o zachowanie jego współpracowników przy życiu. Pewnie, mógł rzucić taką obietnicą, a później zrobić i tak to, czego będzie wymagała misja. Ale Charles przecież musiał o tym wiedzieć, skoro spędził pół życia na pracy takiej, jaką zapewniał mu Rosenkov.
- Jeśli uda się osiągnąć współpracę, to jak najbardziej - powiedział w końcu. - Ale na świecie jest więcej dobrych ludzi, których życie popchnęło w niewłaściwą stronę. Nie każdy rozumie, że ta strona faktycznie jest niewłaściwa, albo dociera to do niego za późno. Nie jestem w stanie niczego obiecać, bo nie znam ludzi.
Daryl milczał, w zamyśleniu składając i rozkładając leżącą obok swojego talerza serwetkę. Tym razem nie jadł ciasta, zbyt zestresowany wszystkim, co tu się działo, tym czego się dowiadywał i co miało się wydarzyć prawdopodobnie na dniach. Zerknął na Andersona, pewnie chcąc go do czegoś przekonać, ale jednak hierarchia wojskowa niekoniecznie pozwalała mu na kłócenie się ze zwierzchnikiem, nawet jeśli nie służył bezpośrednio pod nim. Cokolwiek więc miał do powiedzenia, zachował te słowa dla siebie.
- Z jednego jarzma pod drugie? Zabić tych, co trzymają rodzinę na celowniku, tylko po to, żeby zastąpili ich następni? Nie, to nie jest sposób na przekonanie ich do czegokolwiek. Nie możemy sięgać po te same środki, bo nie będziemy lepsi od Iluzji. Ale to już nie jest pański problem.
Nie mówił tego w złej intencji, po prostu chciał dać Strikerowi do zrozumienia, że ma się tym nie martwić, bo to była kolejna kwestia, z którą Przymierze miało sobie poradzić. W gestii Charlesa leżało coś zupełnie innego: dostarczenie lokalizacji Majesty Davidowi Andersonowi. Całą resztą miał się nie przejmować.
- Tak, przekazał - potwierdził kapitan. - To dobry plan. Wymaga dostosowania do sytuacji, ale jest dość elastyczny, co jest jego sporym plusem. Schematy statku powinny nam powiedzieć do ilu hangarów możemy wpuścić nasze statki i z ilu miejsc na Majesty startować. Ile jest pokładów i jaka będzie najlepsza droga na mostek. Wyślę ludzi, którzy mają pojęcie o systemach pokładowych tego rodzaju okrętu. Ale to wszystko wymaga czasu na przygotowanie.
Podniósł się z miejsca, więc Daryl wstał też. Anderson uśmiechnął się, choć tylko z grzeczności, po czym wyciągnął rękę do starszego Strikera. Uścisnął jego dłoń w geście zawarcia tej słownej umowy, która miała sporo zmienić w układzie sił i w życiu Charlesa. Tylko tyle mieli - obietnice, w które musieli sobie nawzajem zaufać.
- Będę czekał na informację na temat czasu i miejsca. Do tej pory postaramy się mieć wszystko gotowe. Liczę na to, że nie zawiedziemy się nawzajem, panie Striker - dodał, a w jego głosie zabrzmiała groźba. Choć to mogło być tylko takie wrażenie. Wciąż istniało ryzyko, że Charles sobie pogrywa z Przymierzem za pomocą swojego brata i kapitana Andersona. A to nie zostałoby mu nigdy wybaczone.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 21:09

Charles nie wiedział czy powinien się uważać za osobę, która nagle odnalazła dobro w swoim życiu skoro miał tak wielki dług do spłacenia. Społeczeństwo nigdy pewnie mu nie wybaczy do czego był zdolny, a Sonya była jedyną osobą, która to zaakceptowała i jednak postanowiła z nim zostać. Tylko dzięki niej uwierzył w to, że w końcu ma prawo wrócić do społeczeństwa. Kochał ją bardziej niż kogokolwiek na świecie i tylko dla niej tak naprawdę zamierzał walczyć z Cerberusem. Miał swoje powody ale gdyby nie jej bezpieczeństwo pewnie nigdy nie posunąłby się tak daleko w tym co robił.
- Nie wiem czy dla mnie nie jest już za późno.
Rzucił z uśmiechem na twarzy. Nie wiadomo było czy mówił to ironicznie czy jak najbardziej prosto z serca. Pewnie Sonya zdołałaby to odczytać ale oni raczej nie. Chciałby aby to już był koniec tego etapu w jego życiu gdzie musiał się martwić o wszystko i wszystkich. Żyć w strachu o swoich bliskich. Wcześniej może nie miało to takiego znaczenia. Teraz już miało.
- Nie znacie podejścia operatorów Panie Anderson. – Spojrzał na niego w jakiś dziwny sposób. Jakby chciał mu coś przekazać tylko wzrokiem. I pewnie mógł zauważyć pewnego rodzaju smutek w jego oczach. – My nie znamy życia w którym, ktoś nie jest nad nami. Potrzebuje kogoś aby wskazał nam drogę i cel. Inaczej. –Westchnął głośno. Przypominając sobie okres pomiędzy poznaniem Wade, a wyjściem z więzienia. – nie potrafimy sobie za bardzo radzić z życiem. Przy najmniej ci z Rosenkova.
Jego brat mógł sobie przypomnieć jak jego brat potrafił się zachowywać podczas tych kilku momentów w których się spotkali, jak uratował jego życie lub nawet te kilka miesięcy przed sfingowaną śmiercią gdzie jego brat się po prostu wypalał. Wtedy też nie było najlepiej z jego kontaktami z rodziną. Unikał ich. Czy to ze wstydu czy może ciągłego zmęczenia psychicznego. Trudno powiedzieć. Charles jednak mówił prawdę. Sam był o krok od utracenia resztek rozumu. Pewnie nawet nie zrobiłoby mu wtedy różnicy dla kogo pracuje.
- Wiem. Postaram się w najbliższych dniach przekazać jak najwięcej wiadomości i sabotować misję jeśli będą zagrażać wykonaniu operacji. – Westchnął. – Spróbuję porozmawiać też z Symonsem. Wolałbym jednak poczekać z tym na zielone światło od Pana.
Wstał z miejsca i uścisnął rękę mężczyzny. On sam też spojrzał w jego oczy dość przenikliwie. Może dlatego, że ten wątpił w jego oddanie sprawie. Usiadł z powrotem na miejsce odprowadzając mężczyznę. Nawet nie chciał wiedzieć co musieli teraz czuć żołnierze, którzy mogli ich obserwować. Nie zawsze można było spotkać Andersona od tak, a co dopiero z tak dziwnym towarzystwem. Gdyby Daryla zobaczyli teraz koledzy to na pewno zarzuciliby go pytaniami.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 22:19

- Nie wiem. Przyszedł pan z tym do nas, więc może nie - podsumował krótko Anderson, nie zamierzając doszukiwać się emocji w słowach, które usłyszał. Wade z pewnością zareagowałaby na te słowa inaczej, usiłując przekonać Strikera, że nie ma racji i że dla nikogo nie jest za późno. Może poza Burelem. Wobec niego była nastawiona absolutnie negatywnie i nic, co dla niej robił, nie mogło zmienić jej podejścia do jego osoby.
Jeśli potrzebowali kogoś, kto miał wskazać im drogę i cel, jak kiedyś wytknęła mu Sonya w kłótni, i czego teraz sam używał jako argumentu, to wyzwolenie się spod jarzma Cerberusa mogło mieć też pewne minusy. Póki co miał dowódcę w postaci Symonsa i pracodawcę, czyli Statnera. Jeśli straci ich obu, to znów będzie postawiony na rozdrożu, z życiem pełnym możliwości. Anderson nie proponował mu zaciągnięcia się do wojska po wszystkim i pewnie nawet mu to nie przyszło do głowy, więc całkiem możliwe, że będzie musiał później zająć się restauracją, o ile nie będzie już wtedy zastawiona meblami Wade i przekształcona na biuro tłumaczeń. Teraz jednak nie było powodu, by się nad tym zastanawiać, bo mieli inne priorytety. Może jak przyjdzie co do czego, a Charles stanie się wreszcie stuprocentowo wolny, będzie miał czas na rozwiązanie problemu braku kogoś, kto nim steruje.
- Dziękuję. Będziemy w kontakcie. Striker przekaże panu namiar na mnie, ja do pana już posiadam. Życzę miłego wieczoru.
Uśmiechnął się zupełnie naturalnie, jakby faktycznie żegnali się po nieistotnej pogawędce o różnicy w cenie skycarów na Ziemi i na Cytadeli. Potem odwrócił się i pożegnał skinieniem głowy z grupą, która się z nim wcześniej przywitała. Nie chcieli w końcu, by nawet tacy jak tamci zastanawiali się o czym tak poważnym Anderson rozmawiał z dwójką mężczyzn. A tak przecież wiedzieli, że nawet kapitan ma znajomych, z którymi miał prawdo spotykać się tak samo, jak każdy inny. Chwilę później już go nie było.
Daryl uruchomił omni-klucz.
- Chcesz ten kontakt? - spytał, choć pytanie było retoryczne. Chwilę później urządzenie Strikera piknęło cicho, informując o przychodzącym ID. Zorientował się też wtedy, że dostał wiadomość od Wade. Była krótka, treściwa, zawierała tylko jedno pytanie.
Zgodzili się?

Wysłała ją ponad pół godziny temu, więc chyba źle policzyła czas jego lotu, albo spotkania. A może zwyczajnie nudziło się jej w promie. Jej lot, do Montrealu, ruszał trochę później, pewnie więc jeszcze była w trasie. Jej odpoczynek też dobrze zrobił, na jej twarz wrócił uśmiech, którego przed Islandią jakoś nie było.
- No, poszło lepiej, niż się spodziewałem - westchnął Daryl cicho.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

22 sty 2018, o 22:44

Spotkanie poszło wyjątkowo dobrze. Nie wiedział tylko czy była to zasługa jego coraz normalniejszego zachowania, jego brata, który za niego ręczył, czy może osoba Andersona wyciągała z ludzi tylko najlepszy cechy. Nad tym już nie musiał się zastanawiać. Dostali zielone światło na operację. Teraz trzeba było ją tylko dopracować no i Charles musiał zrobić swoje. Nie uważał jednak, że zdobycie namiarów pancernika będzie zbyt trudne. Gorzej było z utrzymaniem tej informacji wśród bardzo zaufanego kręgu.
- Ta wyślij mi.
Rzucił tylko i spojrzał na swój omni-klucz. Wiadomość od Wade trochę go zaskoczyła. Zazwyczaj nie przesyłała mu jakichkolwiek wiadomości. Może dlatego, że wcześniej była na niego zła albo po prostu byli cały czas obok siebie. Jakby nie patrzeć było im bardzo ciężko odkleić się od siebie nawzajem na lotnisku. Miał dziwne uczucie, że może robić to po raz ostatni. W jego życiu pojawiło się znacznie więcej zagrożeń. Nawet więcej niż, kiedy robił Rosenkova.

Póki co mamy zielone światło.


Wrócił znowu wzrokiem do swojego młodszego brata. Miał rację. Poszło to bardzo sprawnie. Na pewno bardziej niż zakładał. Spodziewał się bardziej sytuacji w której zaciągną go do bazy i będą przesłuchiwać setki razy za nim w ogóle dojdą do tematu tego o co prosił ich Striker. Anderson wydawał się być osobą czynu. Nie zdziwi się jeśli mężczyzna będzie osobiście starał się nadzorować tą operacje na pokładzie jednego ze statku lub wkroczy tam razem z nimi.
Teraz jednak musiał brać się do roboty. Wykonywać misje i pokazywać się jako przykładny żołnierze. Nie wiedział też co z jego załogą. Jeśli ta uzna, że nie chce z nim współpracować to za bardzo nie wiedział co ma zrobić. Wydawało mu się, że Anderson dał mu wolną rękę w tej sprawie ale wciąż nie chciał zrobić czegoś co mogło przekroczyć pewną linię, za którą całe wsparcie po porostu zniknie.
- Będę leciał. Pewnie będziemy się widzieć dopiero na misji. Pilnuj się.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

25 sty 2018, o 01:46

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

7 mar 2018, o 15:20

Kiedy obudził się po podróży był trochę zaskoczony tym, że udało mu się zasnąć od tak bez żadnych wspomagaczy. Planował przecież nafaszerować się różnymi chemikaliami jakie udało mu się odnaleźć na promie zamiast tego po prostu usnął. Może dopiero w tym momencie zszedł z niego ten główny stres, a im bardziej zbliżali się do wykonania misji tym łatwiej mu było przejść do jako takiej rzeczywistości bez uczucia całkowitej depresji i znikomej chęci do życia.
Musiał też przyznać, że nie znał tej strony Susan, kiedy poznał jej rodziców. W sumie czuł się trochę jak kolega z klasy, którego znajoma na chwilę zaprosiła do siebie. Na tyle nieswojo, że przez większość czasu stał z kotem w rękach czekając, aż kobieta załatwi swoje i porozmawia ze swoją rodziną. To było naprawdę dziwne przeżycie, szczególnie, że w ostatnim czasie Charles nie mógł narzekać na zbyt dużą ilość znajomych. Miał Sonye i swoją rodzinę. Teraz miał jeszcze oddział. To też sprawiało, że czuł się dziwnie. Znajomi z pracy. Dziwne.
Kiedy znaleźli się już przed znajomym barem Charles pokręcił głową. Nie spodziewał się, że po raz kolejny wyląduje w tym samym miejscu. Szczególnie, że teraz Przymierze tylko i wyłącznie kojarzyło się z tym miejscem. Jakby właśnie z tego miejsca podejmowane były wszystkie decyzje dotyczące jego przyszłości.
Wszedł w końcu do środka. Od raz spostrzegł Perkinsa. Oprócz tego, że się postarzał to nie zmienił się zbytnio. No może nie licząc szarych włosów. Ostatni raz widział go jako blondyna. Cóż. Widać w wojsku czuł się wyjątkowo dobrze skoro pozwalał sobie na takie ekscesy. Cóz nie jemu było oceniać jego wygląd. Striker wyglądał jak pieprzony brudnopis przeżuty przez jakieś dzikie zwierze i wypluty aby dalej mógł sobie gnić. Defetyzm mężczyzny jak zawsze był w wyjątkowo dobrej formie.
Skierował swoje kroki w stronę ich stolika i kiedy już był dość blisko sprzedał mężczyźnie cios w nerkę. Taki stary nawyk jaki mieli, kiedy dzielili ze sobą pokój w akademiku. Czasami to Striker obrywał, kiedy siedział na komputerze i słuchał muzyki, czasami to Will obrywał w najmniej spodziewanym momencie. Bardzo często, kiedy próbował bajerować studentki. Cóż. Byli bardzo specyficznymi ale bardzo mocno zżytymi znajomymi.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że niby, aż tak się zmieniłem co?
Parsknął śmiechem. Po czym złapał za krzesło i dosiadł się do nich. Jak tak dalej pójdzie to zostanie stałym klientem tego przybytku. Śmieszne było tylko to, że z prawdziwym wojskiem miał tyle wspólnego co nic. Może chodziło o ubrania. Charles tym razem nie miał na sobie kombinezonu ale swój zwykły pancerz, który zbytnio nie wyróżniał się w tłumie i przypominał zwykłe ubranie. Dopiero ktoś zaznajomiony z wojskiem mógł zauważyć pewne wzmocnienia w strategicznych miejscach.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

7 mar 2018, o 23:04

Czując znajome szturchnięcie Perkins podniósł wzrok i przez chwilę chyba nie wiedział co się dzieje. Nie znał Charlesa tak dobrze, jak jego rodzina, nie był w stanie w ułamku sekundy znaleźć w nim człowieka, którego ostatnio widział niemal dekadę temu. Nie znali się całe życie, a zaledwie kilka lat, tyle co na studiach. Od tamtego czasu obaj pewnie przeszli wiele. Dopiero po dłuższej chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech, a on podniósł się i krótko objął Charlesa, klepiąc go po plecach jak wieki niewidzianego przyjaciela, którym przecież był. A sam Will stanowił dla Strikera osobę, jakiej nie mógł porównywać z nikim innym, bo nie miał on pojęcia o pogrzebie i całej mrocznej części życia Charlesa. Dla niego mężczyzna po prostu na jakiś czas zniknął, zajmując się pracą, która nie pozwoliła im utrzymać kontaktu.
- Wyglądasz jakbyś wyszedł z więzienia - zaśmiał się, siadając z powrotem. Przesunął spojrzeniem po jego dłoniach. - Albo z ringu. Widzę, że dobrze się bawiłeś na tym pancerniku.
Pokręcił głową, nie zdając sobie sprawy z tego ile w jego słowach było racji. Czy Charles go uświadomi, czy nie, to już była jego sprawa. Will przyglądał się dawnemu przyjacielowi, rejestrując nowe zmarszczki na jego twarzy i liczne tatuaże. To nie był ten sam człowiek, którego pamiętał, ale jednak jakoś nietrudno było się przyzwyczaić do nowego widoku.
- No i postarzałeś się nie tylko z głosu - uśmiechał się, naturalnie ciesząc się na jego widok, mimo nieprzyjemnych okoliczności, które doprowadziły do tego spotkania. - To jest Matias Ortiz. Będzie leciał z nami. A kim jest twoja znajoma? Bo Daryla znam. Z widzenia, co prawda, ale znam.
- Snow - przedstawiła się czerwonowłosa, wyciągając rękę do uściśnięcia, po czym dosiadła się do stołu obok Strikera.
- Snow. Piękne imię.
- To nie...
- Wiem, żartowałem - uśmiechnął się do niej Perkins szeroko, a kobieta przewróciła oczami.
- Susan Abel - poprawiła się. - Ale wszyscy i tak mówią do mnie Snow. Poza Strikerem, chociaż nie mam pojęcia dlaczego. On do mnie mówi po imieniu - zmarszczyła brwi, spoglądając na Charlesa.
- To co robimy? Dokąd chcesz lecieć? Nie mogę się doczekać, jak spędzimy razem trochę czasu, nawet jeśli będzie to czas spędzony mało przyjemnie. Czekam na historie o tym, jak pracuje elita.
Musieli się zdecydować teraz, dokąd mają zanieść ich plany. Mogli tak po prostu wparować do kliniki na Illium i liczyć na to, że znajdą tam Sonyę razem z odpowiedziami na pytania. W sumie wszystkie ślady prowadziły właśnie w tamtym kierunku, łącznie z danymi, które kilka godzin temu xD Daryl otrzymał od Przymierza. Dawały one im pewien obraz sytuacji, choć wcale nie sprawiały, że cokolwiek stawało się bardziej klarowne. Bardziej sugerowały, w którą stronę powinni zmierzać. Jeśli nawet Wade nie ma w klinice pod Nos Astrą, to całkiem prawdopodobne, że stamtąd ktoś pokieruje ich dalej - mniej lub bardziej dobrowolnie.

Clara Clain - naukowiec, chirurg i implantolog. Pracowała w prywatnym sektorze, w jednej z klinik na Ziemi. Przeniosła się na stałe do Nos Astry, została tam zatrudniona przez inną prywatną klinikę o nazwie Sanctum. Pracuje dla niej od trzech lat, obecnie na wysokim stanowisku.









Alaric Breiner - ex-Przymierze. Zwolniony z zawodowej służby wojskowej ze względu na kalectwo. Dalsze losy zawodowe nieznane, przez ostatnie lata był widywany na Eden Prime i Cytadeli.









Jack Eld - brak danych. Zamieszkały na Illium, w Nos Astrze.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

8 mar 2018, o 00:06

Oczywiście powitał uścisk mężczyzny z entuzjazmem. Znali się dobrze. To znaczy na studiach. Nic dziwnego, że właśnie tak zareagowali. Po prostu nie wiedzieli o sobie tak dużo. Znali swoje sekrety z czasów studiów ale teraz wiedzieli o sobie tyle co nic. Nawet lekko westchnął słysząc jego słowa o pierdlu.
- Szczerzę mówiąc to wyszedłem. Jakieś pół roku temu. – Wzruszył ramionami. – W sumie to Cerberus mnie wyciągnął myśląc, że będę dla nich pracował. Nie wyobrażasz sobie zdziwienie mojego przełożonego, kiedy flota Przymierza w nich uderzyła, a jego wierny pies właśnie mu przetrącał nogii.
To w jaki sposób to mówił brzmiało jakby to było coś normalnego. Postawienie się niby super potężnej organizacji oraz siedzenie w więzieniu było w sumie dla Charlesa normalnością. Naprawdę wiele się zmieniło przez te lata. Zbyt dużo by mógł teraz o tym teraz normalnie opowiadać. Sam wygląd zresztą mężczyzny świadczył, że jego przeszłość nie była raczej kolorowa i nie była pełna pięknych bohaterskich momentów jak w Przymierzu.
- Za to widzę, że służba sprawiła, że osiwiałeś. – Uśmiechnął się złośliwie. – Aż, tak przeraża cię bieganie z bronią?
Skinął głową do Matias. Pewnie potem go spyta w czym się specjalizuje. Teraz nie było sensu zaczynać jakiś super znajomości, kiedy niedługo spędzą ze sobą kilkanaście godzin na gównianym promie lecąc na Illium. Wtedy będą mieć tyle czasu ile będą chcieli aby sobie porozmawiać, a może nawet zostać znajomymi. Kto wie? Póki co musiał się skupić na wyłożeniu całego planu przed nowymi członkami zespołu.
- Bo brzmi pociesznie w porównaniu z tobą. Taki oksymoron. Może jakbyś się nazywała Xenia albo nie wiem. –Zastanowił się chwilę. – Olga. To wtedy bym częściej mówił Snow.
Wzruszył ramionami. Chyba powoli zaczął mu wracać humor albo idealnie odgrywał rolę bardzo normalnego człowieka przed Willem. Cokolwiek to było lepiej było mu w tym nie przeszkadzać. Lepiej było dołączyć się do tego małego teatrzyku gdzie Striker zachowywał się jak człowiek, a nie jak chodzący wrak z chęcią mordu w oczach.
- Udamy się na Illium. Mamy kilka informacji, które powinny nam pomóc znaleźć cel informacji. Wiemy, że został on uprowadzony i zapewne zabrany do kliniki na Illium o bardzo poetyckiej nazwie Sanctum Illium. – Westchnął. Przesłał dane od Daryla, które otrzymał kilka godzin wcześniej, Willowi. – Wiemy, że porywaczami jest ta trójka. Każde z nich może nam coś powiedzieć ale to Clain zostanie naszym głównym źródłem informacji. Będziemy musieli ją tylko dobrze przycisnąć. Breiner to ex-przymierze więc pewnie będzie rozgoryczonym fiutem więc on za dużo nie będzie chciał powiedzieć lub po prostu wyciąganie z niego informacji zajmie zbyt długo. O Eldzie wiemy tyle co nic. Inna sprawą jest to, że któryś z nich został poważnie ranny. To powinno załatwić namierzenie któregoś z nich gdyby Clain była nieosiągalna lub zginęła podczas wymiany ognia.
Spojrzał na Willa odpalając papierosa. Nie wyglądał jak jego stary przyjaciel. Przypominał weterana ale nie typowego dla wojska. To był najemnik z krwi i kości, którego można było spotkać na wielu polach bitew, może takich jak on mijał podczas swoich misji. Wiedział też pewnie, że cokolwiek spotkało Charles’a nie miało zbyt dobre wpływu na jego rozwój moralny. Może byli przyjaciółmi ale reprezentowali dwa bardzo różne od siebie koncepty. Nawet na studiach Charles mocno trzymał się wytycznych i nie zważał na empatię wobec kogokolwiek, Will był bardziej otwarty na wszystko i na ludzi.
- To nie są raczej historie, które chciałbyś usłyszeć. Chociaż jeśli chcesz mogę ci opowiedzieć o tych mniej kontrowersyjnych.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

8 mar 2018, o 01:12

- Tak, dlatego zawsze biegam w kamuflażu - zaśmiał się Perkins, postanawiając chyba nie komentować pierwszej odpowiedzi swojego dawno niewidzianego znajomego. Nie wytłumaczył się z koloru swoich włosów, ale pewnie było to widzimisię, takie samo jak fakt, że Snow farbowała włosy na czerwono. A znając życie Will zdecydował się na stałą dekoloryzację jak tylko pojawiły się pierwsze siwe włosy. I trzeba było przyznać, że obecny kolor mu pasował.
- Sanctum - poprawiła go Susan. - Sanctum Illium to było tylko zapisane w kontaktach. Klinika nazywa się Sanctum.
Will uruchomił omni-klucz i wczytał się w dane, których wcale nie było dużo, ale były wystarczająco konkretne. Przynajmniej w przypadku dwóch osób z trzech. Pokiwał głową, wyłączając urządzenie chwilę później, jak już przyjrzał się twarzom, które nic mu nie mówiły, a które Charles doskonale pamiętał z nagrania monitoringu. Pytanie który z mężczyzn oberwał ostrzem Sonii - ten z Przymierza, czy ten, o którym nie było wiadomo nic, poza okolicą, w jakiej się pojawiał.
- Chyba nie chcę - powiedział po chwili namysłu. - Albo niekoniecznie teraz. Domyślam się, że nie bez powodu zniknąłeś na te osiem lat, więc nie będę drążył. Dobrze cię widzieć, zostańmy przy tej wersji.
Sięgnął po stojącą na środku stołu, wysoką, szklaną butelkę z wodą i uzupełnił sobie nieużywaną jeszcze szklankę do połowy. Potem wziął łyka. Nikt z ich stolika niczego nie zamawiał, co sprawiało, że kelnerka patrzyła na nich spod zmarszczonych brwi, niezbyt zadowolona z takiej klienteli.
- Myślisz, że cel jest w tej klinice? - spytał. - Obawiam się, że to by było zbyt proste. Pamiętaj też, że mogą wiedzieć jak ty wyglądasz. Może cię to zaskoczy, ale jesteś dość charakterystyczny. Nie obawiasz się, że wejdziesz do Sanctum i od razu rzucą się na nas z bronią?
Idąc śladem Charlesa, odpalił papierosa. Palił wciąż te same, co na studiach, choć ich szata graficzna i smak nieco zmieniły się przez ostatnie lata, z tego co Striker pamiętał. Ale to musiała być kwestia przyzwyczajenia.
- Swoją drogą, jaki jest twój układ z Przymierzem, jeśli z niego nie jesteś? Dlaczego zabierasz ze sobą samych wojskowych? - zerknął na Snow, a ta bez słowa pokręciła krótko głową. - Prawie samych? To nadal podlega pod twoją współpracę z Przymierzem, odnośnie tego pancernika? Mamy oddać cel wojsku, jak już ją znajdziemy?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

8 mar 2018, o 05:11

Sanctum. SANCTUM. Poczuł się jak debil. Dlaczego usrało mu się w głowie, że nazywało się to Sanctum Illium. Teraz jak do niego dotarło to serio brzmiało to idiotycznie. Pokręcił głową po tym jak poprawiła go Susan. Nie dlatego, że chciał ją skarci czy coś. Na jego twarzy po prostu pojawił się wyraz twarzy stylu dlaczego nie poprawiła go wcześniej skoro wspominał tą nazwę tyle razy. Nie komentował też tego, że Will nie chciał poznać zapoznać się z jego przeszłością. Może i lepiej. Jeśli robił dla Przymierza to pewnie nie za bardzo spodobałyby mu się sposoby walki operatorów oraz jak wykorzystywali swoje umiejętności. Mało kto zresztą chciał słuchać historii o tym jak kroił bezbronnych ludzi zamoczony po samo dupsko w delcie Mekongu krojąc jakaś staruszkę, żeby jej synalek postanowił powiedzieć gdzie jest reszta jego oddziału.
-Tak. Wydaje mi się, że tak będzie lepiej. Może po misji.
Westchnął. Chociaż po misji trafi z automatu do pierdla albo do innego cudownego przybytku gdzie Przymierze wymagluje go ze wszystkich informacji. Ta misja była tak naprawdę odwlekaniem tego co było nieuniknione. W najlepszym wypadku może uratuje Sonye, a reszta oddziału wróci do swoich bliskich i wszyscy zakończą tą historie happy endem. Tak klasycznie. Wszyscy szczęśliwy tylko on jakoś tak jak zawsze w ciemnej dupie.
- Może być tam. Może nie. Wiemy tylko tyle, że trop prowadzi tam. – Zaciągnął się papierosem. – To oczywiste, że mogą wiedzieć jak wyglądam. Brałem taką możliwość pod uwagę ale nie wiem czy ich ochrona jest taka dobra by to sprawdzić. Nasi porywacze nie byli zbyt dobrzy w ukrywaniu swoich twarzy. Więc to może być zasadzka. – Westchnął głośno. – Dlatego też zastanawiałem się nad typową taktyką przynęty. Jak już mówiłeś mój wygląd jest dość specyficzny. Zazwyczaj trudno go połączyć z inteligencją. –Parsknął śmiechem. – Kiedy oddział będzie czekał na wejście ja udam się do środka udając pacjenta. Super plan nieprawdaż?
Może nie brzmiało to jak super plan. Szczególnie, że w tym momencie brał na siebie największe ryzyko. Chociaż na swój sposób miało to sens. Trudno było wyczytać z Charles’a inteligencję. Łatwiej go było sobie wyobrażać jaką głupią maszynę do zabijania. Pewnie Statner uważał, że Striker tylko przekazał informacje Przymierzu, cały plan wymyśliła wojskowa wierchuszka. Czasami jego wygląd miał swoje plusy. No i podobał się Sonyi. Chociaż równie dobrze mogło to być teraz kłamstwo.
- Jakby to określić. – Zrobił trochę skonsternowaną minę. – Nie wiem. – Pokręcił głową lekko zszokowany tą myślą. – Chyba pasuje im układ w którym ktoś wyszkolony kasuje placówki Cerberusa, a oni mogą to sobie wpisać w zasługi. Ewentualnie to zapłata za wydanie pancernika. Cokolwiek by to nie było Przymierze daje mi na wszystko swoje błogosławieństwo. – Westchnął po raz kolejny. – Mam po tej misji zgłosić się do Centrali. Wiec albo planują wsadzić mnie znowu do paki albo trafie na najdłuższe przesłuchanie w moim życiu. Coś w ten deseń.
Wzruszył ramionami. Nie wyglądam na zbytnio przerażonego jakąkolwiek opcją. Prawda była taka, że jeśli po tej misji okażę się, że Sonya naprawdę go zdradziła i zrobiła to z premedytacją to raczej nie będzie mu przeszkadzać powrót za kratki. Nawet jeśli będzie to więzienie typu super-max gdzie nigdy już nie zobaczy naturalnego światła. Gorzej jeśli wszystko okażę się kłamstwem albo pół-kłamstwem. Wtedy już może tak chętny nie być. Póki co musiał ją uratować i dowiedzieć się co kurwa poszło nie tak.
- Wybrałem wojskowych bo z takimi ludźmi łatwiej mi się pracuje. Wyszkoleni, skuteczni oraz często bardziej bezkompromisowi. Najemnicy to często zbieranina ludzi, która nie potrafi wykonywać rozkazów lub się do nich dostosować. Jeszcze gorzej jak trafią ci się ex-przymierzowcy, którzy odeszli bo są tacy bardzo rebelianccy ale w serduszku są bardzo kochani. Kiedyś przez takich prawie straciliśmy oddział bo nie potrafili wykonać prostego rozkazu.
Pokręcił głową. Raz tylko zdarzyło mu się pracować z takimi ludźmi. Po tej misji Rosenkov od razu zaczął być bardziej kapryśny przy doborze zewnętrznych kontraktorów, kiedy wymagała tego sytuacja. Sam wtedy bardzo szybko nauczył się, że trzeba od takich trzymać się daleko. Wszystko skończyło się de facto dobrze ale operatorzy na miejscu prawie rozstrzelali cały ten oddział najemników. Gdyby nie rozkaz z góry aby się wycofać to pewnie rozwalili by ich na miejscu.
- Właśnie tutaj sytuacja staje się prywatna. Cel to tak jak wspominałem moja… - Podrapał się po głowie i zaciągnął papierosem. – Ja dalej ją kocham i muszę się dowiedzieć czy nas zdradziła. Sama zdrada nie miała zbyt dużego wpływu na samą misję bo wszystko poszło bardzo gładko, a samo Przymierze nie za bardzo wie kto to zrobił. Góra myśli, że lecą ją ratować bo porwał ją Cerberus. Nie mogą się o niczym dowiedzieć.
Postukał palcami w stół. Zgasił papierosa w popielniczce. Kolejny raz w jego oczach błysnęło to widzieli wcześniej Susan i Daryl, kiedy byli w mieszkaniu. Coś do czego Striker miał z siebie wyrzucić i nigdy więcej do tego nie wracać. Była to swego rodzaju mieszanina smutku, złości czy nawet pogodzenia się z tym co miało się wydarzyć.
- W najgorszym wypadku ją zabije oraz każdego kto stanie mi na drodze między mną, a nią.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Bar "GI Joe"

8 mar 2018, o 11:33

Perkins skrzywił się, opuszczając wzrok na szklankę. Nad czymś zastanawiał się dość długo, słuchając planu Strikera. Był najprostszy z możliwych i chyba niekoniecznie podobał się Williamowi.
- Dlaczego akurat miałbyś lecieć jako pacjent na Illium? Nie masz klinik na Ziemi? Nawet jeśli ludzie wątpią w twoją inteligencję, to raczej mało prawdopodobne, że aż tak. Skoro wiedzą, że cel jest z tobą związany, to będą wiedzieć, że coś jest nie tak, jak tylko wejdziesz do kliniki. Tak nie może być.
Miał rację. Pewnie tylko czekali, aż Striker się pojawi, żeby usunąć go z listy problemów. Nawet jeśli nie zdejmą go przy wejściu, to skoro dobrowolnie wszedłby do środka, nie musieliby się nawet wysilać. Nieważne jak doskonale by nie był przygotowany i uzbrojony. Wszystko było lepsze od podania się na tacy. W tej chwili Charles już nie obchodził Cerberusa, bo jedyny człowiek, który przejmował się jego osobą leżał w celi Przymierza z połamanymi nogami. Ale gdyby pojawił się w poszukiwaniu Wade, tak po prostu stając na środku Sanctum, pewnie zainteresowaliby się nim z powrotem. I to niekoniecznie w ten pozytywny sposób.
- Lepiej będzie, jeśli ktoś inny to zrobi, wejdzie do środka, a potem wpuści cię do kliniki gdzieś od tyłu. Zresztą nie wiemy w ogóle czy ona tam jest. Jeśli ci ludzie się nie ukrywali przed kamerami, to znaczy że w razie czego będą gotowi.
Snow przygryzła policzek od środka, odwracając wzrok. Chyba wiedziała, że podczas ostatniej misji nie wykazała się zbytnio w wykonywaniu rozkazów. Emocje ją poniosły bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej i zaczęła rozwiązywać wszystko po swojemu. Pewnie nie dziwiła się, że Striker chciał odesłać ją do domu te kilkanaście godzin wcześniej. Może jednak teraz potrafiła odnaleźć w sobie umiejętność dostosowania się do tego, co mówił dowódca, ale póki co nie miała jak tego udowodnić.
Nikt nie skomentował jego ostatnich słów. Przy stole zapadła długa cisza, zaburzana tylko przez ogólny gwar baru. Charles był w sytuacji, której nikt tutaj mu nie zazdrościł. Może nie wszyscy umieli sobie to wyobrazić, bo nie mieli nikogo w ten sposób bliskiego, z kim przeszliby tak wiele - na pewno nie Daryl i Susan, a jeśli chodzi o resztę, to Striker mógł tylko się domyślać, że również nie.
- W najgorszym wypadku nikt ci w tym nie przeszkodzi - westchnął w końcu młodszy Striker.
Nie pocieszył go, nie powiedział że pewnie nie będzie musiał zabijać kobiety, którą kochał, nie obiecał że to wszystko to jakaś pomyłka. Był realistą, bo w jego zawodzie nie było miejsca na bezsensowny optymizm.
- Tak będzie najlepiej. Ja mogę dostać się do środka głównym wejściem, myślę że poradzę sobie z zagadaniem recepcjonistki. Mam najwięcej charyzmy ze wszystkich tu zebranych - uśmiechnął się lekko.
- NIeprawda - mruknęła Snow.
- Wejdę do środka i znajdę tylne wejście. Będziecie tam czekać wszyscy, albo tylko ty, Charles. Potem przeszukamy klinikę. Jak nie znajdziemy Sonii, to może przynajmniej trafimy na Clain.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 8148
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Bar "GI Joe"

8 mar 2018, o 16:20

Ta długa cisza, która wypełniła pomieszczenia sprawiła, że Charles znowu zaczął się zastanawiać nad tym. Miał problemy z logicznym założeniem celu misji. Nie potrafił podjąć prostych decyzji. Mogłoby się wydawać, że wcale nie jest to, aż tak skomplikowane zadanie w porównaniu ze zdobyciem pancernika ale to właśnie tutaj mężczyzna po prostu nie potrafił się zdecydować z tym co powinien zrobić o ile uda mu się ją uratować. Wciąż nie wiedział czy nawet jest to misja ratunkowa. Wciąż słyszał w głowie ich ostatnią rozmowę. Nie słyszał w jej głosie zdziwienia, który od razu mówiłby, że nie zakładała tego, że Charles przeżyje atak na pancernik. Brzmiała inaczej. To właśnie te małe gesty sprawiały, że coraz bardziej wątpił w jej zdradę. Poznali się zbyt dobrze w tym krótkim okresie czasu. Obydwoje nie byli zbytnio emocjonalni jednak ich emocje rzadko kiedy były fałszywe podczas ich rozmów.
Wysłuchał w końcu swojego brata. Kolejny raz pchał się do walki, która nie była jego. Chciał pomóc Charles’owi. Sprawiało to jednak, że najstarszy z rodzeństwa nie czuł się najlepiej z myślą, że znowu ryzykuje życiem własnego brata. Nie. Nie mógł go posłać do środka. Nie jego. Susan miałaby więcej sensu. Miała implanty wiec miało to sens.
Był też trochę zaskoczony tym jak szybko Susan zaczęła dogryzać Darylowi. Tak jakby znali się dłużej niż te jeden dzień. Chyba było trochę prawdy w tym, że jeśli ludzie poznają się w gównianej sytuacji to ich relacja jest troszkę inna niż gdyby spotkali się w klubie. Nawet jego brat nie podchodził do niej jak do kolejnej tępej dziuni z klubu. Co też było dość interesujące.
- Nie. Dobra. Ten plan jest zbyt ryzykowny. – Odpalił kolejnego papierosa i zamówił coś do picia. Mieli jeszcze chwilę czasu za nim wyruszą. – Załóżmy dwie rzeczy. Wiedzą jak wyglądam ja i Susan. Nie wiedzą jak wyglądacie wy. Więc jak zakręcicie się w okolicy to nic nie powinno się stać. Przeprowadźmy początkowy rekonesans i zobaczmy w ogóle z czym przyjdzie nam się mierzyć. Miejmy nadzieję, że to jeden z tych nowoczesnych przeszklonych budynków.
Oparł się wygodniej o krzesło. Może mieli rację. Może powinien przestać podchodzić do tego tak osobiście. Może i chodziło o Sonye ale dobrze zorganizowana akcja nie polegała na tym aby od razu rzucić się na Sanctum i wyrżnąć wszystko na ich drodze. Takie rozwiązanie też miałoby sens. Nawet takie by preferował. Problem polegał na tym, że nie mieli żadnych planów budynku czy w sumie czegokolwiek.
- Nie wydaje mi się żeby pracownicy tam mieszkali. Większość informacji jest na ich stronie extranetowej. Sprawdźmy do której klinika jest otwarta, a potem poczekajmy, aż Clain opuści budynek. Udamy się za nią. Jeśli dobrze pójdzie wyciągniemy od niej informacje oraz karty dostępu do budynków. Zaatakujemy w nocy. Nie wydaje mi się żeby byli przygotowani na atak od tak. Pancernik tez nie był gotowy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 983
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Vancouver

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość