Re: Ishtar

13 cze 2017, o 23:35

Lekko się spiął, kiedy usłyszał za sobą rozbawiony głos Soni. Nie mógł za bardzo uwierzyć w to, że w ogóle jej nie usłyszał. Albo poruszała się jak kot, albo naprawdę zaczynał wychodzić z wprawy. Nie był z tego powodu zadowolony, jak tak dalej pójdzie to byle, jaki kmiot poderżnie mu gardło od tyłu i tyle. Zaczął się nawet zastanawiać czy nie jest to wina zbyt długiego słuchania głośnej muzyki. Najchętniej by się przebadał, ale jego nowy zawód nie daje darmowej opieki medycznej, kurwa nawet dentystycznej.
- Wybacz moja droga, lata spędzone tylko z facetami sprawiają, że odczuwam strach przed zbyt długim przebywaniem obok atrakcyjnych kobiet.
Parsknął śmiechem. W sumie było w tym trochę racji. Ostatni jakikolwiek kontakt z kobietą miał przed trafieniem do paki. Więc ostatnie lata ciągnęły się pod kryptonimem „Najlepsza baba to własna graba”. Szczerze mówiąc gdyby znowu miał uprawiać seks, to czułby się jak prawiczek. Odłożył swoje karty na stolik. Wyglądało na to, że gra chwilowo skończona.
- Wracając do tematu. Widzę, że kolega Simmard może być o wiele bardziej zgorzkniałym typem niż ja. Zapowiada się ciekawie. Jeśli chodzi o mnie, to aż tak głęboko chyba mi ręki w dupsko nie wsadzili. I jeśli mam być szczery, w moim przypadku bardziej pasuje tutaj określenie „narzędzie” niż „pacynka”. Jakby nie patrzeć, każdy z nas się na to zgodził dobrowolnie. To, że umowa nie miała nic wspólnego z tym, co naprawdę robiliśmy to już całkowicie inna sprawa.
Poprawił się na swoim miejscu. Nie przepadał być w centrum uwagi, ale niestety on był tutaj gościem, więc chyba jedyny sposób by w owym centrum nie być to zamknąć się w pokoiku w pozycji embrionalnej i pójść spać. Problem polegał na tym, że nie mógł już wrócić do tego rozwiązania. Zostało mu, więc zabawianie swoich nowych kolegów. Przynajmniej byli bardziej gadatliwi niż ci na Nerthusie.
- A, jak to się skończyło? Cóż. Po prostu trafiłem do paki i w jakiś magiczny sposób nagle Rosenkov po prostu przestał się mną interesować. A, od kiedy wyszedłem z paki to jedyna rzecz związana z moim byłym pracodawcą jest jebitnie wielki billboard z ich produktami kilka przecznic od miejsca gdzie aktualnie pracuje.
Dogasił papierosa w popielniczce i wyciągnął następnego. Wsadził go sobie do ust. Wymiętolił filtr ustami, by chwilę potem złapać za zapalniczkę. Odpalił go, jego płuca dalej mogły być trzymane w dymie. Tak jak lubił. Spojrzał na data pad, który trzymał Seth. Najchętniej sam by przeczytał, co tam się znajduje. Lubił zapychać mózg, każdą możliwą ilością informacji, jaka była w okolicy.
- Ha, może i nasza koleżanka dobrze zna się z Simmardem, ale nie wydaje mi się żeby powoływanie się na Sonie podczas rozmowy w jakikolwiek sposób miałoby mi pomóc. Już widzę jak Simmard nagle uznaje mnie za niebezpieczeństwo i pragnie mojej śmierci, a ja mówię, że z nam Sonie, a ten nagle uśmiecha się do mnie klepie mnie po ramieniu i mówi „nie no w sumie jak znasz ją to jesteś w porządku gość, idź do domu i baw się dobrze, ja się zajmę ludźmi, którzy chcą cię zabić”.
Udając Simmarda zaczął ironicznie wymachiwać rękoma. Uśmiechnął się, ale tak naprawdę był to bardziej uśmiech dla siebie samego. Jakby chciał podnieść samego siebie na duchu. Był w dupie i dobrze o tym wiedział. Kurwa. Tak naprawdę to był na łasce swoich wyzwolicieli. Nie wiedział, co wobec niego planują, a to, że są dla niego mili to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 278
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 15.150
Medale: 4
Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Ishtar

14 cze 2017, o 23:23

Sonya roześmiała się i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Nie wyglądała, jakby wzięła słowa Strikera na poważnie, ani jako komplement, ani cokolwiek, co miałoby być bezpośrednio skierowane do jej osoby. Poczekała tylko, aż jej współpracownik skończy czytać i odebrała mu datapad, kiedy już go nie potrzebował.
Kolejne rozdanie wygrał Borys, ale nie rozegrał tego tak, jak powinien, bo niewiele więcej krążków wróciło do jego puli. Przesunął niezadowolonym spojrzeniem po innych grających i utkwił wzrok w Wade. Ta uniosła pytająco brwi, ale nie doczekała się odpowiedzi. Rosjanin za to wbił wzrok w swoje krążki i zaczął je liczyć. W oku Sonii pojawił się błysk satysfakcji.
- No, to dobrze - odezwał się Borys za to do Strikera, kiwając głową. - W sumie widać po tobie, że trochę jakiejś własnej woli jeszcze masz. Może nawet sporo, he. Simard też ma, ale z nim się ciężko rozmawia. Ty jesteś swój człowiek.
- Może nie przesadzajmy - parsknął śmiechem Seth, który rozsądnie wciąż nie darzył Charlesa zaufaniem. Nikt chyba mu nie ufał, tak samo jak on nie ufał im, a Borys gadał dla samego gadania. Dla niepoznaki teraz odpalił papierosa i zajął się paleniem, najwyraźniej rozproszony przez Sonyę do tego stopnia, że zaczął bredzić od rzeczy.
- Napiszesz to? Jak będziesz mieć chwilę - spytała cicho kobieta, na co Seth odpowiedział tylko krótkim skinieniem głowy. Teraz był zajęty i choć nie było to może najbardziej konstruktywne zajęcie, jakie mógł sobie znaleźć na ten lot, to Wade go nie upominała. Może nie była od tego, przyszła tu tylko z bliżej nieokreśloną prośbą. - Idę do mesy, zająć się tłumaczeniami. Tu jest głośno i śmierdzi.
Wzruszyła ramionami i opuściła pomieszczenie. Jej kroki jeszcze przez chwilę niosły się po korytarzu, by w końcu ucichnąć, gdy weszła za zakręt prowadzący do windy. Borys westchnął, wypuszczając w górę spory kłąb dymu.
- Simard wie, że znasz Wade, przecież sam kazał jej lecieć. Nie chodzi o to - Aaron pokręcił głową. - Borysowi pewnie chodziło o to, że dziewczyna ma sporą siłę przekonywania w stosunku do Simarda. Właściwie tylko jej pomysłów wysłuchuje do końca - uśmiechnął się lekko, pozostała dwójka też. Pewnie jakiś inside joke, którego Charles nie miał prawa zrozumieć. - Nie masz mu powiedzieć "no siema wiesz poznałem Wade", tylko mieć ją po swojej stronie. Jak Seth na przykład. Bo temu to nie idzie - wskazał Rosjanina ruchem głowy, z szerokim, złośliwym uśmiechem na ustach.
- Spierdalaj - odparł Borys, przyjmując od drugiego mężczyzny nowe rozdanie kart. Tym razem Strikerowi dostało się całkiem niezłe, szkoda by było tego nie wykorzystać. Miał szansę na efektowną wygraną, jeśli będzie mu sprzyjało szczęście.
Ciemnoskóry mężczyzna zerknął przez ramię w stronę korytarza, jakby upewniał się, że kobiety już tam nie ma.
- Ta to ma wyczucie, wie kiedy przyjść.
- Zawsze tak miała przecież.
- Zawsze? Ile ją znasz? Dwa tygodnie?
- Oj kurwa dobra, zawsze odkąd ją znam.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6720
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ishtar

15 cze 2017, o 22:28

Złapał znowu za swoje karty, kiedy kobieta opuściła pomieszczenie. Wciąż jednak uważał, że Sonya coś ukrywa. Nie, żeby, przed bo mu nie ufała. Czuł, że ukrywa coś o wiele głębiej. Tym bardziej mówiły o tym blizny na jej twarzy. Szczególnie, że nie wyglądały, na takie, które mógłby spowodować zwykły wypadek. Porozkładał znowu karty w swojej ręce. Jeśli teraz wygra, to przynajmniej odkuje swoje żetony. Nie żeby jakoś mu bardzo mu na tym zależało. Przecież nie przepierdalał własnych kredytów, tylko zwykłe. Do tego czuł się odrobinę zmęczony, więc pewnie po tej turze pójdzie poszukać jakiegoś miejsca żeby mógł się chwilę zdrzemnąć, przed spotkaniem. Uśmiechnął się do Borysa.
- Z wami Ruskimi, nawet z tymi, którzy kręcą się po kosmosie jest zawsze tak samo. Poprzeklinaj, poudawaj twardziela i nagle wszystkie bariery pękają i jesteśmy jak bratiya. Zresztą dokładnie w taki sposób przyjęli mnie do Bratwy. Nie powiem dobre chłopaki, ale specyficznie tępi. W taki uroczy sposób. Trochę jak Borys.
Wyszczerzył zęby do mężczyzny. Wsadził sobie w usta papierosa. Zaciągnął się mocno, ale dym wypuścił nosem. Wrócił wzrokiem do swoich kart. Po chwili przeniósł go na Setha. Ten wyglądał na sprytnego. Wiedział, że będzie musiał go obserwować jak i czarnego. Oni wydawali się najsprytniejsi. W jego głowie zaczął mu się nawet układać obraz tego oddziału. Aaron był dowódcą, Seth był tym sprytnym i przystojnym, pierdolony buźka z drużyny A, za to Borys był tym wielkim typem od napierdalania. Klasyka gatunku. Dorzucił do puli parę żetonów.
- Ta, spróbuje ją mieć po swojej stronie. Nie żebym miał jakikolwiek większy wybór, nie? To znaczy pewnie mam, ale na chuj miałbym sobie utrudniać życie jeszcze bardziej? I tak już to nie wygląda dobrze. Ahh, czasami tęsknie za odsiadką. Przynajmniej miałem święty spokój, od czasu do czasu sprzedać komuś kosę pod celą, ale mogłem poświecić wolny czas na jakieś pierdoły jak szachy czy książki. Nawet nie wiecie, na jaki swój sposób to przyjemne. Ktoś płaci za to, że siedzisz na dupie i tyle. Gorzej by było jakbym trafił do amerykańskiego pierdla typu super-max wtedy bym się chyba zesrał z nudów.
Wyciągnął papierosa z ust i dogasił do w popielniczce. Spojrzał na swoją torbę czy dalej jest przy jego nodze. Jakby nie patrzeć cały jego dobytek się w niej znajdował. Nie było tego dużo, ale zawsze coś. Spojrzał na Aarona.
- Po tym rozdaniu, chętnie bym się zdrzemnął. Dałoby radę załatwić mi jakąś koję? Jestem od rana czasu Cytadeli na nogach do tego o kurewsko wczesnej godzinie przyjmowałem dostawę do restauracji, więc muszę się, chociaż chwilę zdrzemnąć. Nawet nie wiem, jaka jest teraz godzina na ziemi, nie chciałbym żeby różnica czasowa do tego rozjebała mi jeszcze bardziej zegar biologiczny niż mieszkanie w pieprzonej stolicy galaktyki.
Zjechał trochę niżej na krześle. Odłożył swoje karty na stolik, czekając aż wszyscy będą gotowi do pokazania swoich kart. Miał nadzieje, że na pożegnanie, chociaż coś ugra. W razie, czego mógł jeszcze przejść się do Wade, chociaż sam nie wiedziałby, po co. Niby mógłby jej pomóc w tłumaczeniach o ile język był którymś, który zna. Zresztą i tak narzucał się im trochę za bardzo na głowę. Chciał mieć to po prostu z głowy, a na siłę przymilanie się do każdego członka załoga, a tym bardziej do Sonyi raczej nie skończyłoby się najlepiej. W tym momencie chciałby po prostu mieć dowódcę, który odwalałby za niego wszystkiego te rozmowy i cała resztę, kiedy on mógłby po prostu się wyluzować, a najlepiej pójść spać.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 278
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 15.150
Medale: 4
Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Ishtar

18 cze 2017, o 15:44

Każdy tutaj coś ukrywał, nawet jeśli nie robił tego świadomie. Nie rozmawiali o swoim życiu, nie opowiadali o swojej przeszłości. I nawet jeśli Striker postanowił podzielić się z Sonyą pewną dozą szczegółów, to wcale nie znaczyło, że ona musi zrobić to samo. To Charles był nowym elementem na tym statku i do niego należało choćby częściowe dostosowanie się do panujących tu reguł.
Borys wzruszył ramionami, robiąc niewinną minę. Wyraźnie nie poczuł się obrażony o to, że został nazwany tępym Ruskiem, pewnie traktując to jak żart, albo stosując tę samą taktykę, co Striker - po co udowadniać, że jest się inteligentnym człowiekiem, skoro można zachować pozory głupka i w ten sposób uniknąć zbędnych konfrontacji intelektualnych. Albo stanowić niespodziewane zagrożenie, gdyby przyszło co do czego.
- Może to faktycznie kwestia pochodzenia - zgodził się ze śmiechem Seth, po raz pierwszy reagując na słowa Charlesa inaczej, niż całkowitą powagą. Spojrzał na Rosjanina i skinął głową, zachęcając go do obstawiania w kartach, o których tamten z wrażenia chyba zapomniał. Z wrażenia po pojawieniu się Wade, nie po komentarzach dodatkowego pasażera.
- Ciężko sprawić, żeby Sonya kogoś znielubiła - stwierdził Aaron. - Ona z reguły jest wobec wszystkich tak obojętna, jak to tylko możliwe. Tak samo ciężko się z nią... no, zaprzyjaźnić. Popatrzy, posłucha, pośmieje się, a potem robi tę swoją minę i już wiesz, że ma w dupie wszystko, co mówiłeś.
- No, nie jest tak źle - mruknął Seth.
- Szachów nie mamy, ale są karty. O książki to się musisz do Wade uśmiechnąć. Z nudów się nie zesrasz, bo i tak zostało raptem kilka godzin do lądowania.
Ostatnie rozdanie przyniosło Strikerowi szczęście. Zebrał trzy razy tyle, za ile wszedł - nie cztery, bo Aaron postanowił spasować - i mógł odłożyć karty. Wytłumaczyli mu, że w sumie to do niczego się mu te żetony teraz nie przydadzą, ale gdyby został z nimi na dłużej, to mieli system wykorzystywania ich w codziennych sytuacjach, jak zakłady, kłótnie i picie.
- Jak dolecimy, to będzie szesnasta - stwierdził Borys. To znaczyło, że przed Strikerem będzie jeszcze pół dnia na nogach, więc może faktycznie dobrze by było się zdrzemnąć. - Jak chcesz. Te kwatery co się świecą na zielono, to są puste. Możesz sobie wejść. Dwie chyba zostały, po lewej stronie tam jak pójdziesz.
Wskazał rozwidlenie korytarza, widoczne z miejsca, w którym siedzieli. Mógł ruszyć bezpośrednio tam, albo podejść jeszcze na chwilę do mesy, gdzie jak twierdziła wcześniej, siedziała teraz Sonya, zajęta bliżej nieokreślonymi tłumaczeniami.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6720
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ishtar

21 cze 2017, o 21:46

Spojrzał na sporą kupkę żetonów przed sobą. Wygrana to wygrana, nie ważne było dla niego to, że w sumie to gówno znaczy. Swoje ugrał. Przynajmniej nie przegrał wszystkiego, a zarazem nie pójdzie sobie z tego miejsca, jako całkowicie przegrany. Zastanawiało go w sumie to, czy posiadanie Wade na statku nie było trochę problematyczne dla tych facetów. Znaczy Aaron miał to pewnie w dupie jako, że ma żonę. Ale ta dwójka? Mógł być pewny, że Borys bardzo chętnie by jej zasmakował, ale czy coś więcej to cholera wie, ale jeśli się tak na nią gapi to może być coś na rzeczy. Co do Setha, widać, że to jej ziomeczek. Cholera wie czy coś więcej. Mimo wszystko sprawia to wiele problemów. Gdyby chciał stąd zwiać i wziąłby ją za zakładnika to pewnie mógłby ugrać całkiem sporo. Pokręcił głową. Nie było, co rozmyślać nad tym. Póki, co byli sojusznikami. Nie miało sensu kolejne wymyślanie genialnych planów ucieczki czy chuj wie, czego.
- Nie wiem, może stara się być profesjonalistką czy inny ki chuj. Nie moja sprawa, jeśli mam być szczery, nie mam tak szeroko zakrojonych planów jak Borys wobec niej. A, zresztą Seth nie ma się, co dziwić, że akurat ty mówisz, „że nie jest tak źle”. Wyglądasz jakby cię pierdolony Michał Anioł wyrzeźbił, plus ten głos. Jakbym miał, chociaż procent twoich cudownych genów, to też bym mógł mówić o każdej lasce z bitchfacem „nie jest tak źle”.
Prychnął śmiech. Przyjrzał się żetonowi z najwyższym nominałem i schował go do kieszeni. Resztę wepchnął na środek stołu. Ten jeden miał służyć, jako pamiątka w razie gdyby coś poszło nie tak. Oczywiście, jeśli uda mu się przeżyć też i tą niezbyt przyjemną robotę. Czuł się przy tym coraz bardziej zmęczony. Potrzebował tego snu. Przynajmniej na teraz. Był cały czas na pełnej gotowości bojowej, a to naprawdę potrafiło zmęczyć nawet najtwardszych żołnierzy.
- Dobra. Ja, spierdalam. Miłej gry.
Złapał za swoją torbę. Wstał ze swojego miejsca i najzwyczajniej w świecie opuścił pomieszczenie. Kiedy już był na zewnątrz przewiesił torbę przez ramię. Z jego twarzy zniknął wyćwiczony uśmiech, a wróciło zmęczenie. Wyglądał niezbyt przyjemnie. Na pewno mógłby teraz sprawić, że jeśli spotka go ktoś z załogi to na pewno nie wywrze na nim dobrego pierwszego wrażenia. Zresztą, sam nie wiedział czy wywołał je na kimkolwiek tutaj. Jakby nie patrzeć jeszcze kilka lat temu, też mógłby być na tym statku. Tyle że na pewno nie była by to przyjemna towarzyska wizyta, a najzwyczajniejsza w świecie masakra w stylu Rosenkov Materials™.
Przechadzał się powolnie przez korytarz w poszukiwaniu jakiegokolwiek wolnego pomieszczenia. Póki, co same czerwone lampki. W końcu dotarł do kajuty, którą mógł zająć. Patrzył na nią. Rozejrzał się na lewo i prawo. Wciągnął głośno powietrze i wszedł do środka. Jakby bał się, że po drugiej stronie będzie na niego czekać oddział egzekucyjny.
Było lepiej niż się spodziewał, a przynajmniej na tyle dobrze, że mógł posiedzieć trochę sam. Większość ludzi woli w takich sytuacjach siedzieć z kimś. Porozmawiać czy inne gówno by wyrzucić z siebie napięcie. Zresztą, mógłby posiedzieć z oddziałem naziemnym albo z Sonyą. Wiedział jednak ze jest tutaj gościem, wiec wiadome było to, że każdy go traktował jak najlepiej. Nie żeby ten fałsz mu przeszkadzał, ale wiedział, jakie to musi być dla nich męczące. Uznał, więc że najlepiej będzie po prostu siedzieć samemu do czasu aż spotka się z Simmardem.
Z ramienia zrzucił torbę na pobliskie krzesełko. Wyciągnął z niej swój karabin i położył na stoliku. Sprawdził czy wszystko z nią w porządku. Nie wiedział czy Wade jej nie uszkodziła czy coś. Wolał samemu sprawdzić. Kiedy okazało się, że wszystko gra zbliżył się do koji, na której miał zamiar położyć się spać. Położył na niej broń. Zaraz obok poduszki. Zaczął się rozbierać. Nie miał niestety żadnych ubrań na zmianę, a wolał nie iść na spotkanie w przepoconych i pomiętych ciuchach. Przewiesił je przez krzesełko. Kiedy już wszystko było ułożone i gotowe, mógł w końcu iść spać. Położył swoje wielkie cielsko na materacu, na którym ledwo, co się mieścił. Niestety taki wzrost miał dużo wad, o wiele więcej wad niż samych plusów. Przykrył się i obrócił na bok. Przed nim leżał jego karabin. Jego jedyna miłość i najważniejsza kobieta w życiu. Niestety przyzwyczajenia do spania z bronią w nieznanym miejscu były silniejsze niż odgrywanie normalnego człowieka.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 278
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 15.150
Medale: 4
Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Ishtar

wczoraj, o 23:08

Seth roześmiał się słysząc komentarz Charlesa, jednocześnie rozdzielając oddane przez niego żetony na równe trzy części. Pokręcił głową, zabierając ze stołu swoje karty.
- Teraz na pewno nie wejdę pod prysznic, dopóki cię nie wysadzimy - stwierdził.
- Oj, komplementu nie umiesz przyjąć - oburzył się Borys. - Wszyscy wiemy że gdybym wyglądał tak, jak ty, to być może Wade by zauważyła mój ujmujący charakter.
- Czy ty w ogóle siebie słyszysz...?
- I tańczę zajebiście.
Aaron parsknął śmiechem, a Seth pokręcił głową z niedowierzaniem. Strikera nikt nie zatrzymywał, pozwolili mu bez problemu opuścić pomieszczenie, mógł więc wyruszyć w poszukiwaniach swojej tymczasowej kajuty. Pomieszczenie, które miało zapaloną zieloną lampkę na panelu przy drzwiach, było klitką, którą trudno było nazwać luksusową, ale przynajmniej znajdowało się tu jedno łóżko, nie cztery. Mógł jednak wsunąć pod nie swoją sporą torbę i zająć miejsce na nieco zbyt małym materacu, który okazał się twardy, ale całkiem wygodny. Trudno było oczekiwać świeżej pościeli, ale na wezgłowiu leżał koc, którym mógł się przykryć, jeśli chciał, albo podłożyć go pod głowę. Zapewniali mu bezpieczeństwo i przelot na Ziemię, nie ekskluzywne sypialnie.
Przez kilka godzin nikt mu nie przeszkadzał. Mógł zapaść w sen, albo skupić się na rozmyślaniach. Statek szumiał cicho, poruszając się pomiędzy przekaźnikami. Gdzieś za drzwiami trójka mężczyzn prawdopodobnie nadal grała, gdzieś na górze Sonya zajmowała się swoimi sprawami, a pozostałych członków załogi raczej nie miał nigdy poznać. Ci byli zajęci pracą, jak należy, nie mieli czasu na pogawędki z gościem na pokładzie. Charles mógł więc skorzystać z tych kilku przyjemnych godzin samotności, które zapewnili mu tutejsi. Wydawali się w porządku, normalnie trudno byłoby podejrzewać ich o niecne plany na przyszłość, ale przy paranoi Charlesa ta trudność stawała się bardzo niewielka.
Po jakimś czasie usłyszał pukanie do drzwi i te rozsunęły się. Nawet jeśli je zablokował, członkowie załogi mieli dostęp do kajut, zwłaszcza tych zajmowanych przez dodatkowych pasażerów. A w szczególności jeśli mieli jakiekolwiek umiejętności techniczne, pozwalające odblokować zamek bez szczególnego wysiłku. Tego Charles mógł się co najwyżej domyślać, tak czy inaczej po rozsunięci się drzwi pojawiła się w nich kobieca sylwetka - ciemna, na tle jasnego korytarza.
- Nie sądziłam, że zaśniesz - powiedziała. Głos należał do Wade, naturalnie. Sylwetka też. - Za pół godziny lądujemy. Potrzebujesz czegoś? Przyniosłam ci wodę.
Rzuciła niewielką butelkę z progu, pozwalając jej upaść na materac obok nogi Charlesa.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6720
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Ishtar

dzisiaj, o 00:22

Przez dłuższy okres czasu miotał się po łóżku. Wewnętrzny strach i paranoja sprawiały, że bał się zasnąć. Pomimo początkowych problemów udało mu się w końcu usnąć. Chociaż, gdyby wiedział, do czego to doprowadzi to z pewnością wolałby zostać na nogach i uniknąć tego, co nadeszło.
Miał sen. Chociaż, może bardziej były to wspomnienia? Trudno było określić. Nie wiedział za bardzo gdzie się teraz znajdował. Zaczął się rozglądać. Azja? Nie. Raczej Afryka. Jakaś sawanna, mała wioska, w sumie chyba bardziej slums. Kilka kontenerów obok siebie na krzyż. Dzieci, bawią się. Starsi chyba zajmują się uprawą czegoś obok budynków. Trudno powiedzieć. Niby świat poszedł do przodu, ale tutaj wciąż można było się poczuć jak pod koniec dwudziestego pierwszego wieku. Po prostu bieda. Do wioski zbliżają się pojazdy terenowe i ciężki sprzęt budowlany. Robotnicy? Nie. Chyba nie. Kiedy konwój podjechał do miasta i zatrzymał się na samym jego środku. Ludzie się przyglądali, inni starali się za sobą schować dzieci. Z pojazdów w końcu zaczęły wychodzić, jakie sylwetki. Nagle zrobiło się całkowicie ciemno. Nie obserwował tego wszystkiego z daleka, teraz perspektywa się zmieniła. Wysiadał właśnie z jednego z transporterów wraz z innymi uzbrojonymi po zęby żołnierzami. Przez chwilę został oślepiony promieniami słońce, dopiero, kiedy jego oczy przyzwyczaiły do panujących na zewnątrz warunków, mógł obejrzeć to miejsce z bliska.
Syf, brud oraz bieda. Tak wielka, że nie dało się tego opisać. Przynajmniej mieli dostęp do wody. Poczuł jak ktoś go klepie przyjacielsko po plecach. Inny żołnierz, nie słyszał, co do niego mówi. Wszystko było nieme. Przed sobą widział scenę, w której chyba lokalny przedstawiciel czy inny starszy wioski prowadził rozmowę z dowódcą oddziału. Wyróżniał się, jako jedyny nie miał hełmu. Zamiast tego na głowie miał czarny beret oraz okulary typu awiator. Cywil wyglądał na wściekłego. Wykłócał się o coś. Striker za to stał w szeregu obok pojazdu, nie wiedział, co się dzieje i co tutaj robi. Czuł strach oraz jak skaczę mu adrenalina. Za to konflikt między mężczyznami przed nim zaczął eskalować. Przywódca wioski nie tylko wymachiwał wściekle rękoma, ale też zaczął popychać żołnierza przed nim. Mieszkańcy wioski, też zaczęli coś krzyczeć. Niektórzy nawet zaczęli rzucać tym, co mieli pod ręką w ich stronę. Charles zaczął się rozglądać. Nie wiedział, dlaczego nawet jest w tym zapomnianym przez Boga miejscu i czemu ci ludzie tak bardzo ich nienawidzą.
Wtedy usłyszał pierwszy dźwięk. Głośny. Bardzo głośny. Jakby coś rozerwało niebo. Spojrzał przed siebie. Starszy wioski leżał na ziemi w kałuży krwi. Ich dowódca, właśnie chował pistolet do kabury. Dźwięk zaczął wracać, słyszał krzyki przerażania oraz swojego przełożonego. Jedyne, co powiedział to
„Oczyścić”. Nie chciał tego robić, jednak jego ciało robiło to, do czego został wyćwiczony. Wraz ze swoimi kompanami zaczęli oczyszczać wioskę. Starsi i dzieci, kobiety i mężczyźni. Zabijali wszystkich. Podpalali kontenery z ludźmi, którzy się w nich ukrywali. Ciała ściągali na środek wioski, gdzie czekała już ekipa w koparce. Kopali dół. Ogromny dół. Striker przyglądał się rosnącej górce zwłok przed nim. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Wtedy wszystko zaczęło się sypać, usłyszał strzały z innej części wioski. Wiedział, że nie tak poszła ta robota. Nie było żadnych strzał. Wtedy nad jego głową przeleciały promy przymierza. To była regularna wojna. Jedyna rzecz, za jaką mógł się ukryć była ta zasrana kupa zwłok przed nim. Wskoczył za nią, słysząc w komunikatorze głosy swoich towarzyszy. Eksplozje. To nie tak miało wyglądać, nie tak miało wyglądać jego życie. Przymknął oczy i złapał się za głowę. Nogi podkulił pod siebie jak małego dziecko. Zaczął się trząść, kiedy wokół niego niosły się strzały. Siedział w czyjejś krwi, zagubiony i przerażony. W końcu z letargu wyrwał go dźwięk czegoś małego, czegoś, co właśnie uderzyło w ziemię przed nim. Wrócił do siebie i z całej siły kapnął go jak najdalej od siebie.
Kiedy Wade weszła do pokoju i rzuciła w jego stronę wodę, ten z całej siły ją kapnął za nim ta zdarzyła wylądować obok jego nóg. Nie wiedział gdzie poleciała. Złapał za karabin, bardzo szybko podniósł się z łóżka i wycelował w stronę sylwetki czegoś w drzwiach. Nie wiedział czy to dalej sen czy to się dzieje naprawdę. Przyglądał się jej. Oczy miał szkliste i strasznie zamglone. Wyglądał jakby jego świadomość była całkowicie gdzie indziej. Był cały przepocony, światło, które wpadało do środka pomieszczenia odbijało się od jego ciała. Celował w nią dalej, był gotowy do strzały, kiedy w końcu zrozumiał, że to już nie jest sen, że znajduje się na statku Kassy, a nie gdzieś w Afryce. Opuścił broń. Przejechał dłonią po twarzy. Wiedział o swoim PTSD, ale nigdy nic z tym nie zrobił. Mógł się spodziewać, że tak to się może skończyć. Cieszył się, że się, chociaż nie zeszczał z tego wszystkiego. Oddychało mu się cieżko, do tego czuł ogromną gulę w gardle. Po kilkunastu sekundach w końcu udało mu się doprowadzić siebie do stanu, w którym mógł jakoś funkcjonować. Najgorsze jest jednak to, że nie był pewny czy ona coś do niego mówiła czy nie. Westchnął głośno.
- Przepraszam.
Spojrzał w ziemię i odłożył karabin na łóżko. Zaczął rozmasowywać twarz dłońmi. To tyle, jeśli chodzi o jego magiczny plan wyglądania jak człowiek podczas rozmowy z Simardem. Teraz wyglądał jak wrak człowieka. Tego właśnie chciał. Dlatego nie lubił długich misji czy innych operacji. Już ostatnio tak samo mu odjebało podczas odbioru więźnia, teraz tutaj. Stres pourazowy chyba uwielbiał się pojawiać wtedy, kiedy spotykał dość przyjaznych ludzi.
- Potrzebuję parę minut żeby się ogarnąć.
Wstał w końcu z miejsca. Musiał się ubrać i zapalić. Wolałby już teraz zapalić, ale nie wiedział czy nie uruchomi w pomieszczeniu jakiś systemów przeciwpożarowych. Podszedł do niewielkiego krzesełka i zaczął zbierać swoje ciuchy. Sam nie wiedział, czy powinien wskakiwać w nie czy w swój pancerz. Póki, co postanowił pozostać przy normalnym ubraniu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 278
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 15.150
Medale: 4
Kat (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1)

Re: Ishtar

dzisiaj, o 00:26

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 6720
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia strona

Powrót do Prywatne jednostki

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość