Re: Elpis

11 lut 2019, o 18:52

Żywność zawsze stanowiła jeden z niższych szczebli na drabinie jego priorytetów, nawet pomimo wielokrotnych prób wdrożenia umiejętności gotowania oraz przygotowywania posiłków do swojej listy zainteresowań. Coś, co miało służyć za zabijanie czasu podczas lotów między Przekaźnikami lub w oczekiwaniu na kolejna misję, zwyczajnie okazało się być niepotrzebne. Od dawna nigdy nie mieli wystarczająco czasu, nigdy nie było chwili na relaks lub momentów, kiedy umysł potrafiłby to zaakceptować. Energetyczne, zdrowe posiłki zamieniły się w odgrzewane porcje przeznaczone do lotów kosmicznych, a dania na wynos wspomnieniem potraw podczas opuszczanych w pośpiechu stacji. A jednak, gdzieś tam na dnie podświadomości, gdzieś tam w otoczeniu tej złudnej nadziei, że jeszcze kiedyś będą mogli lecieć na Elpis bez ogromnego ciężaru na karku oraz cienia kładącego się na jej pasażerów, gdzieś tam wciąż tliło się to uparte postanowienie.
Alkohol był jednak łatwiejszy. Pomagał znaleźć i relaks, i ukojenie, i otępienie, gdy zaszła potrzeba.
Tak jak pocałunek smakujący tequilą, który zabił wspomnienie ryncolu równie skutecznie co łyk słodkiego quadima, teraz próbującego znaleźć sobie miejsce obok wypitego wcześniej trunku. Umysł, ogarniany coraz większą mgłą, zaczynał dzielić swoją uwagę na pojedyncze fragmenty rzeczywistości, skupiając na nich swoje zasoby. Złote, płonące tęczówki niemal żarzące się w półmroku utworzonym przez jego własna sylwetkę; niebieskie, niemal granatowe kosmyki włosów opadających na jasny policzek, skrywający głębsze blizny; usta rozchylone w zaczepnym uśmiechu i oznaczone lżejszym śladem po pazurze w kąciku. Jego wzrok przesuwał się po jej twarzy, zwlekając z odpowiedzią, w czasie który ponownie zmienił na chwilę swój bieg, wydłużając parę uderzeń serca do kilkunastu minut.
- Turianie nie przegrywają - powtórzył odruchowo swoje wcześniejsze słowa, uśmiechając się półgębkiem. Pozwolił przyciągnąć się z powrotem, gdy poczuł jej palce na swojej koszuli, bardziej niż chętnie przyjmując taką odpowiedź. Cała adrenalina i emocje, które wcześniej wrzały pod powierzchnią i przeplatały się z tymi, których nie potrafili wygłosić, teraz zaczynały się koncentrować w coś o wiele łatwiej zrozumiałego i o wiele bardziej gwałtownego, coś coraz bardziej przypominającego ich poprzedni wybuch pragnień w tym samym pomieszczeniu, chociaż wiele tygodni wcześniej. Jej żarliwy pocałunek odnalazł w sobie partnera, gdy jego palce przesunęły się powoli, półświadomie po jej żebrach. Butelka quadima zastukała niebezpiecznie o blat, pochylając się i tańcząc przez chwilę w miejscu, stuknięta ramieniem i zignorowana.
- Jesteś pewna? - rzucił niby obojętnie, odrywając się od niej, ale tylko po to, żeby złożyć na jej ustach kolejny pocałunek. W środku rozprzestrzeniało się nowe gorąco, które jednak tym razem nie miało nic wspólnego z wypitym alkoholem - albo miało z nim wspólne wszystko. Jego dłoń przewędrowała w niemal niecierpliwym, głodnym geście po jej bluzie do góry i z powrotem, przecząc tonowi głosu, a gdy się pochylił, z pełną premedytacją wykorzystując przewagę wzrostu i odnajdując ustami jej szyję, pełgał na nich uśmiech. - Może musisz spróbować jeszcze raz - mruknął w okolicy jej szczęki, podczas gdy palce wykorzystywały taktyczną dywersję, żeby odnaleźć dolną krawędź jej bluzy.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

28 lut 2019, o 17:17

Nie wszystko co robili po połączeniu ze Steigerem należało do zdrowych metod radzenia sobie z przytłaczającym ich oboje światem. Założenie świeżego opatrunku zmniejszało pieczenie dłoni w ciągu najbliższych godzin, ale nie umniejszyło napięciu, które rozsadzało turiańską czaszkę od środka. Naprawa pancerza była dobrym, następnym punktem do odhaczenia, zwiększającym szanse niebieskowłosej o kilka procent, a tym samym zwiększająca szanse ich obojga. W rutynowym działaniu nie było jednak tego, co mogło ukoić skołatane nerwy, nie pozwalało na chwilę zapomnieć o tym, jak daleko pozwolił odsunąć się od niego jakiejś cząstce jego osobowości, jak bezpowrotne mogło się to okazać, gdy groźby Mathiasa okażą się więcej niż tylko słowami. Usilnie powstrzymując niebieskowłosą przed skokiem w przepaść, tylko czasem zerkał na tą, która czekała na jego bardziej lub mniej świadomy krok naprzód. Której krawędź kruszyło każde potknięcie, każda decyzja, której nikt się po nim nie spodziewał, także on sam.
Mógł w spokoju, metodycznie czyścić swój i jej sprzęt, ale nie znalazłby w pracy ukojenia, które na ogół dawała. Siedząca teraz na blacie kobieta zadbała o to, by cisza pomiędzy nimi była wystarczająca, by umysł odrobinę odpoczął, ale wystarczająco krótka by nie wybrał się na spacer po ostatnich, wypełnionych żalem i goryczą wspomnieniach. Zupełnie jakby oboje balansowali w swoich wyższych i niższych momentach, role się odwróciły, a jej osobista przepaść przeniosła się na peryferia, gdy to niebieskowłosa kurczowo uczepiła się materiału jego koszulki, kotwicząc go w rzeczywistości, w płonnych okruchach nadziei na to, że wchodząc w tę pajęczynę intryg i poszlak, nie zabrnął zbyt głęboko, by nie być w stanie wrócić.
Granica między tym, co w działaniach Volyovy było celowe, a co wynikało wyłącznie z podświadomości i instynktu, była cienka. Nie należała do rzeczy, które można było poddać pragmatycznej analizie. Po czasie, ich małe zawody na siłowanie się ręką wydawały się pochodzić od jej świadomych uwag - zarzucania przynęty, którą chętne podłapał, a która dodała do ich wieczoru adrenaliny i urozmaiciła konwersację. Ale uśmiech, w którym wygięły się jej usta pod wpływem pocałunku, rozciągnęły się w szczerym, niczym niestłamszonym szczęściu, które z perspektywy całego ich, dzisiejszego dnia wydawało się nie mieć żadnych podstaw, ale tu i teraz były jedynym, właściwym wyrażeniem jej reakcji na ich bliskość.
Butelka alkoholu zachwiała się gwałtownie, z drżeniem wracając do poprzedniej, stabilnej pozycji, znów unikając wypadku gdy bluza niebieskowłosej wylądowała obok, a metalowy zamek odbił się od szklanej powierzchni. Zamykanie się we własnej bańce, choćby na kilka chwil, może i nie było najzdrowszym posunięciem, a na pewno nie długoterminowym. Tak jak alkohol, wyłącznie odsuwało to niechciane emocje w dal, z którymi kiedyś trzeba będzie się skonfrontować. Bańka była mydlana - jej ścianki były cienkie i podatne na usiłujący wedrzeć się do środka, świat zewnętrzny, ale jej wnętrze odbijało światło tysiącem kolorów, piękniejsze niż wszystko dookoła. Wkrótce jedynym, co dostrzegał, był błękit, rozświetlany padającym z góry blaskiem lamp i ekranów mesy, głuchy na stukot spadającego ze stołu naramiennika, który jeszcze wcześniej usiłował naprawić. Huk metalu o metal wydawał się cichszy od jednego westchnienia trzymanej w ramionach kobiety, spoglądającej na niego spod lekko przymkniętych powiek.
Długo nie wypuszczała go z objęć, bojąc się, że każdy, gwałtowny ruch może przywrócić ich do rzeczywistości niczym kubeł zimnej wody, ale po kilku, kilkunastu minutach, nawet gorące ramiona nie były w stanie powstrzymać wspinającej się po jej ramionach gęsiej skórki. Mruknęła coś niezrozumiałego blisko jego ucha, opierając rozgrzany policzek o jego ramię na jeszcze jedną, krótką chwilę, po której niechętnie otworzyła szerzej oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu, w poszukiwaniu swoich ubrań.
Kubeł zimnej wody w praktyce okazał się subtelniejszy niż zakładała. Nie wybudzał jej nagle, jedynie z każdym kolejnym ruchem powoli docierało do nich wszystko, co stało się nieistotne jeszcze kilka minut wcześniej.
Wsunęła na siebie spodnie i odnalazła bluzkę, a za nią bluzę. Nawet teraz, zbierając ubranie z blatu, trąciła butelkę tequili łokciem i złapała ją, przeklinając cicho i odkładając ją dalej od krawędzi, wcześniej zakręcając i minimalizując ryzyko stłuczenia ostatniej sztuki alkoholu, który preferowała. Przeczesała palcami włosy i przetarła wierzchem dłoni oczy, wypuszczając powietrze z ust na widok swoich rozwalonych wszędzie części pancerza.
- Musisz odpocząć - zadecydowała cicho, wracając na krótką chwilę do niego wiedząc, że jeśli słowa go nie przekonają, to fizyczna bliskość pomoże. - Oboje musimy. Posprzątam to i przyjdę do ciebie.
Przysunęła się, składając na jego ustach długi pocałunek, nim wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu wygoniła go z mesy, zabierając się za sprzątnięcie rozwalonych przez nich wszędzie części pancerza.
Złożyła wszystko do torby, na tyle, na ile wypadałoby żeby wszystko się zmieściło, ale bez przywiązywania do tego większej uwagi. I tak niedługo będzie musiała wyciągnąć wszystko z powrotem, wystarczyło teraz tylko zdjąć to ze stołu i przenieść do kajuty.
Do kajuty kapitańskiej weszła dziesięć minut później, gdy mesa wróciła do swojego w miarę uporządkowanego stanu, a pancerz i broń znalazły się z powrotem na biurku w jej kajucie, albo leżały rzucone na łóżko, z którego tej nocy nie planowała korzystać. Nie pytając o zgodę, przyciemniła światła w środku i zsunęła z siebie bluzę, przewieszając ją przez oparcie krzesła stojącego przy jego biurku.
- Gdzie stanęliśmy na Iluzji Rachni? - rzuciła luźno, rozbawiona, wsuwając się pod kołdrę bez zawahania i bez względu na to, czy już sam leżał w łóżku, czy odmawiał do niego wejścia.
Mimo wszystko, włączyła swój własny omni-klucz, nie upierając się przy książce, którą zaczął czytać jej wcześniej. W razie czego jakąś inną, własną, miała pod ręką, a omni-klucz podświetlał jej treści, więc światła w kajucie mogły zgasnąć.
Śnił o rzeczach potwornych, lecz wypartych przez wielokrotnie rozbudzający się umysł. Pozostawiły po sobie jedynie niesmak, świadomość tego, że coś jest nie tak jeszcze zanim wybudził się ze snu ostatecznie i przypomniał, że nie tak było teraz wszystko. Może poza wtuloną w niego niebieskowłosą, która drgnęła, słysząc zaprogramowany przez Etsy budzik. Wybudziła się natychmiast, a może nie spała od dawna.
Nie mógł zaliczyć tej nocy do udanych. Wielokrotnie budził się w pościeli mając wrażenie, że przespał wiele godzin tylko po to, by spojrzeć na zegarek i przekonać się, że w praktyce było to tylko kilka minut. Gdy obudziła ich Etsy, miał wrażenie, że nie przespał ani chwili, a pod powiekami miał piasek.
- Za godzinę wlatujemy do systemu - poinformowała ich oboje, zmuszając Mayę do otworzenia oczu i przetoczenia się na plecy z westchnieniem. - Crescent jest w drodze. Będą pół godziny po nas.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

2 mar 2019, o 17:17

Ucieczka od rzeczywistości była jedynym co mogli teraz zrobić. Oboje tańczyli na krawędzi przepaści, będąc spychani w jej stronę coraz bardziej z każdym kolejnym dniem, z każdym kolejnym odkrytym tropem i rozgrzebaną tajemnicą. Podążanie za śladami zostawionymi przez potwora tropionego w ciemności kosztowało coraz więcej i więcej - zaczęło się od zwykłego czasu, którego nigdy nie było zbyt wiele, potem przyszły ideały, wymagające odsunięcia się na bok, potem kariera oraz zaufanie przełożonych. Teraz na blat stołu ruletki zostali rzuceni jego bliscy, tocząc się wśród innych żetonów i dołączając do leżącej już sterty - ot, kolorowej góry tworzącej jego własne życie, gotowe do zastawienia w najbardziej ponurym zakładzie.
Ale to nie ten fakt bolał go najbardziej. To nie liczba żetonów ani ich świadomość spychała go coraz bardziej w przepaść, to nie liczba rzeczy, które musieli poświęcić sprawiała, że bez namysłu uciekał w alkohol, żartobliwe wymiany prztyczków z Mayą oraz ostatecznie, w jej ramiona, bliskość oraz szybki, gorący oddech na własnej szyi. Umysł, w chwilach paniki, gdy zbyt blisko ocierał się o wspomnienie czekającej ich rzeczywistości, szeptał rozpaczliwie, że na pewien sposób nie różnili się zbyt wiele innych, uzależnionych od hazardu istot, gdy wmawiali sobie, że dorzucanie kolejnych żetonów na stół jest jedynym co mogli zrobić - że nie mieli już innego wyjścia, że skoro poświęcili już tyle, to muszą poświęcić i całą resztę, że to jedyna droga. Ciężko było znaleźć granicę między tym co było upartą dumą, co potrzebą zakończenia tego co już rozpoczęli, a co destruktywną nadzieją, że tym razem będzie inaczej i że na końcu czeka ich zwycięstwo, pomimo oczywistych szans na taki wynik.
Była to jednak tylko jedna strona medalu. Jak zawsze.
Dotyk rozgrzanego policzka na ramieniu, powoli uspokajający się trzepot serca, które wyczuwał przez skórę, bijącego o zaledwie kilka centymetrów od jego własnego, ciepło wzajemnej bliskości, delikatny zapach szamponu wciąż unoszący się z błękitnych włosów, lekkie, statyczne wyładowania wywołujące mrowienie na jego naturalnym pancerzu... Bańka mydlana była czymś więcej niż tylko ułudną barierą przed światem, czymś innym niż tylko chwilową feerią pięknych kolorów, które służyły odwróceniu uwagi. W tej jednej chwili spokoju, wyciętej ze zwyczajowego biegu czasu i odsuwającej na bok alkohol, wyczerpanie, strach, niepewność i nadwątloną nadzieję, uświadamiał to sobie z całą tego siłą. Sterta żetonów, które dorzucali na blat stołu, była tylko częścią prawdy, bo umysł zbyt łatwo potrafił się skupić na tym co stracił, by nie zauważyć tego co zyskał. Potrzebował tych drobnych przebłysków szczerego szczęścia, żeby sobie o tym przypominać. Tych czystych momentów nie skażonej pragmatyzmem radości, ukrytych w złotym blasku i wzajemnych uśmiechach, której próżno mógł wcześniej szukać przed poznaniem Mayi i przed skokiem w środek pajęczyny, w której teraz razem utknęli. Żadne słowa nie potrafiły wyrazić tego, co sprawiało teraz, że nieświadomie zaciskał ramiona, trzymając ją blisko przy sobie jakby nigdy nie chciał jej wypuścić, jakby była jedynym co utrzymywało go w rzeczywistości lub jakby próbował ją przed nią ochronić, żadne gesty nie wyjaśniłyby tego, co sprawiało że chował usta w niebieskich puklach na czubku jej głowy i że wpatrywał się przed siebie, nie widząc ale wsłuchując się w bicie drugiego serca, gdy to uspokajało swój bieg.
Kiedy drobna chwila przyjemnej wieczności umknęła pod niezrozumiałym mruknięciem biotyczki, on również drgnął, wracając do rzeczywistości. Ta sprawiała, że gorąco szybko wyparowywało z ich obojga, ustępując miejsca chłodu mesy i w pewien sposób po raz kolejny zwracając cierpliwie uwagę, że być może w teorii są lepsze miejsca na chwile niekontrolowanej pasji od zimnych blatów kuchennych, twardych stołów oraz od towarzystwa rozrzuconych elementów pancerza, przewróconych szklanek czy niewygodnych siedzeń transporterów. Coś w czym jednak najwyraźniej oboje się z nią nie zgadzali.
Z trudem rozluźnił ramiona, niechętnie wypuszczając biotyczkę ze swoich objęć. Świat zaglądał do nich powoli, pozwalając na niespieszne odnalezienie ubrań i wciągnięcie spodni. Rzucona wcześniej koszula znalazła sobie miejsce na rękawicy nasadzonej na butelkę ryncolu, upodabniając się do jedwabnego okrycia, którym zakrywało się eksponaty muzealne lub przedmioty aukcji, a która teraz była kolejnym z wielu elementów nieporządku zaścielającego mesę. Środkowy palec ugiął się jednak pod ciężarem materiału, dołączając do swoich towarzyszy i pozostawiając jedynie nie do końca zaciśniętą pięść, gdy zabrał ubranie.
Słowa Mayi sprawiły, że otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale znała go zbyt dobrze. Jej pocałunek pokonał wątły upór własnych przekonań i sprawił, że bez słowa skinął głową, gdy odsunęła się po chwili, poza zasięg jego rąk, które tęsknie próbowałyby zaprotestować. Zbieranie pancerza i sprzątanie mesy wydawało się być teraz ostatnim z priorytetów, szczególnie w obliczu tego co ich czekało, ale kto wie czy którekolwiek z nich będzie miało ochotę to robić następnego dnia. I czy będą mieli na to w ogóle czas przed pojawieniem się Khouriego i Irene.
Kapitańska kajuta przywitała go chłodem większym, niż towarzyszył im w mesie. Widok małej sterty omni-kluczy rozrzuconych po biurku oraz porzuconego luzem sprzętu przypominał o ogromnym cieniu czającym się za granicą bańki, ponownie narzucając na ramiona przytłaczający ciężar, ale teraz przynajmniej miał więcej siły, żeby nadal go dźwigać - bo nie dźwigał go już sam. Bez słowa pokonał opór sztywnego ciała, wykorzystując dziesięć minut nieobecności Mayi na zebranie własnego pancerza oraz karabinu leżącego na podłodze, i odłożenie ich na biurko oraz na posprzątanie szkła zaścielającego prysznic w łazience, podczas którego uporczywie ignorował przebłyski własnej twarzy na zbieranych fragmentach jednego z luster. Kiedy kobieta wróciła, on własnie siadał z powrotem na łóżko.
Czytanie starej książki i bliskość leżącej przy jego boku niebieskowłosej była zwieńczeniem dnia, którego oboje potrzebowali. Ciężko było powiedzieć po jakim czasie alkohol, zmęczenie i stres w końcu jednak wygrały, sprawiając że wygasili omni-klucze i pozwolili nocy przejąć kontrolę. Tym razem jednak nawet towarzystwo biotyczki nie uchroniło go od koszmarów, chociaż ilekroć budził się po raz kolejny po zaledwie kilkunastu minutach, ciepło jej policzka na własnej klatce piersiowej oraz dotyk jej dłoni pozwalał mu się szybciej uspokoić i ponownie wrócić do chaotycznego sztormu, w którym tonął jego umysł, nie mogąc poradzić sobie z napięciem i wyczekiwaniem tego co przyniesie jutrzejszy dzień. Szereg obrazów, wypartych z pamięci ilekroć sen przerywał się gwałtownie powrotem do przytomności, wypalił w jego głowie zaledwie poczucie adrenaliny, nerwów i zaniepokojenia, chowając jednak ich źródło bezpowrotnie, powodując tym większą frustrację.
Nie zaznał odpoczynku tej nocy.
Kiedy w końcu nadszedł poranek (względny, biorąc pod uwagę ich lokację), a Etsy obudziła ich na tyle subtelnie, na ile potrafiła, uniósł rękę i zakrył oczy przedramieniem. Niespokojny sen plus efekty wczorajszego picia ryncolu nie składały się na piękne przebudzenie, sprawiając że każda jego komórka ciała miała ochotę dalej zacisnąć powieki, zwinąć się w kłębek i dać sobie spokój nieprzyjemnymi funkcjami podtrzymywania życia.
- Mhm - mruknął elokwentnie na informację od SI, nie ruszając się jednak ani kawałek. Nawet to krótkie potwierdzenie sprawiło, że jego gardło odezwało się szorstkim bólem, przypominającym przełykanie żwiru. Oczy, piekące od nieistniejącego piachu, wcale nie pomagały. Inna, bardziej świeża część jego umysłu, pożałowała że zapomniał postawić obok łóżka napojów witaminowych z dozownika.
- Poważnie rozważam kapsułę medyczną - odezwał się po boleśnie długiej chwili, głosem przypominającym papier ścierny. Opuścił w końcu ramię; prześcieradło zaszeleściło, gdy obrócił się bokiem, a przodem do biotyczki, zawieszając na niej zmęczony wzrok.
- Dzień dobry.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

6 mar 2019, o 01:57

W przyciemnionych światłach kajuty szczegóły umykały nawet turiańskiemu oku. Prawdopodobnie widział Mayę lepiej, niż ona widziała jego. Jej jasna skóra odcinała się od ciemnej pościeli, a bursztynowe oczy połyskiwały w półmroku, podczas gdy niebieskie włosy wydawały się wtapiać w poduszkę, na której leżała jej głowa. Turiańska twarz była ciemniejsza, poza tatuażami, które zdobiły chitynowe płytki na jej powierzchni.
- Mhm, dobry - odmruknęła niewyraźnie, mrugając kilka razy. Obróciła ku niemu głowę, podnosząc dłoń by przetrzeć oczy i odgarnąć z twarzy kosmyki włosów, które zdążyły w trakcie nocy się do niej przyczepić. Docierał do niej alkohol, który pili poprzedniego dnia. Kilka, kilkanaście łyków tequili było niczym w porównaniu do poprzedzającego to rynkolu.
Mruknęła coś pod nosem, chowając twarz w dłoniach na chwilę. Otwarcie oczu było jak wstąpienie do świata żywych, bez względu na to, czy spała wcześniej, czy nie. A w świecie żywych konsekwencje zwykły boleć, szczególnie gdy w grę wchodziły procenty niezbyt czystego trunku.
Parsknęła śmiechem na myśl o kapsule medycznej. Zmusiła się do podniesienia na łokcie, choć organizm nieciekawie przyjął zmianę położenia. Skrzywiła się lekko i zamknęła ponownie oczy, walcząc z wszystkim tym, co teraz mknęło przez ciało Viyo jak pożoga. Może ich jedzenie i napoje normalnie się różniły, ale rynkol działał na ich oboje dokładnie tak samo - tak, jak każda inna trucizna, której zdecydowanie nie powinno się spożywać.
- Morfiny? - spytała z rozbawieniem, wskazując dłonią swoją bluzę, zawieszoną na krześle przy biurku. W jej kieszeni pewnie znowu miała opakowane tabletek, to co zwykle, lub jakieś inne.
Przez chwilę patrzyła na odzież tęsknie, ale jednak znajdowała się zbyt daleko żeby przekonać ją do wyjścia z łóżka. Powietrze w kajucie wydawało się zimne, a pościel była gorąca, tak jak leżący pod nią turianin. Walcząc z rozsądkiem, osunęła się na oparciu posłania i ponownie wsunęła pod pościel, podciągając sobie kołdrę pod brodę, tym samym zsuwając ją częściowo z Vexariusa, na co nie zwróciła nawet uwagi.
- Półtorej godziny - rzuciła cicho, myśląc nad czymś intensywnie. - Za mało.
Przysunęła się bliżej, a jej głowa wylądowała na fragmencie jego poduszki. Przymknęła ponownie oczy, wtulając w ciepłe ciało, negując poprzednie słowa Etsy i to, jak mało mieli czasu na leniwy odpoczynek w łóżku, jakkolwiek zła nie byłaby ich noc.
Przez chwilę milczała, wsłuchując się w odgłosy systemów podtrzymywania życia i ich wspólny, miarowy oddech, niezsynchronizowany, bo jej wydawał się nieco szybszy.
Odsunęła się w końcu, otwierając oczy i wpatrując się w zielone tęczówki, które miała przed sobą. Wyciągnęła spod kołdry jedną dłoń, ujmując nią turiański podbródek i przesuwając kciukiem po jego policzku w nagłym zamyśleniu.
- Przespałeś choć chwilę? - spytała z troską w głosie, obojętna na własną, prawdopodobnie bezsenną noc. Spędzenie jej w czyichś objęciach i tak było znacznie przyjemniejsze niż spanie w małej kajucie bez nikogo obok, może poza wiecznie słuchającą Etsy, gotową poprowadzić dyskusję na jakikolwiek temat nawet w środku nocy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

7 mar 2019, o 19:56

Źle przespana noc w połączeniu z efektami picia ryncolu nie było czymś, co chociaż w najmniejszym stopniu ułatwiałoby wstawanie. Lokalna grawitacja gorącej pościeli i leżącej obok biotyczki sprawiały, że sama myśl o opuszczeniu łóżka wydawała się być czymś równie bolesnym i mało zachęcającym, co zimny prysznic. Temperatura w pokoju nie była niska, ale wciąż była nieporównanie niższa od wygrzanej pierzyny, gładkich jedwabiów i miękkiego materaca. Gdyby to był każdy inny dzień, zapewne ich pobudka byłaby zaledwie chwilową przerwą od dalszego wylegiwania się przez długie godziny. Teraz rzeczywistość była inna - i to ona coraz silniej wkradała się zza krawędzi łóżka, pełznąc wzdłuż kręgosłupa i wywołując nieprzyjemne, chłodne drżenie na karku.
Obrócił nieznacznie twarz w stronę bluzy biotyczki, patrząc na nią jednym okiem, gdy kobieta wskazała w tamtą stronę. Już wcześniej zastanawiał się nad zawartością pojemniczka, które czasem chrobotało w jej kieszeniach; kiedyś wspomniała mu, że to lekarstwo na migrenę, ale teraz ich znajomość opierała się na czymś więcej niż wymijających, zdawkowych odpowiedziach. Morfina była jednak zrozumiała przy obrażeniach, które odniosła ostatnio kobieta.
- Nie kuś - westchnął w końcu, obracając się z powrotem. Podniósł się nieco na łokciu, podpierając skroń na pięści i patrząc z góry na Mayę. Sen umykał coraz szybciej, ale umysł uparcie walczył ze świadomością tego co czaiło się na horyzoncie. Łatwiej było skupić się na chwili obecnej, twardo ignorując bolące gardło, obolały żołądek i myśli otulone ciasną siatką, spiętą i pulsującą gdzieś w okolicy potylicy.
- Na śniadanie do łóżka i kawę? - zapytał z cieniem uśmiechu po jej słowach, błądząc spojrzeniem po jasnej twarzy odcinającej się na tyle ciemnej pościeli. Deficyt czasu był jednak czymś bardziej złożonym niż po prostu ograniczeniem, które nakładał na nich wylot z Przekaźnika. Za półtorej godziny musieli być gotowi, bo spotykali się z Khourim oraz Irene, ale na tym się nie kończyło. Przebudzenie się i wstanie z łóżka oznaczało rozpoczęcie odliczania, którego koniec oznaczał nadejście czegoś, czego skutków żadne nich nie potrafiło przewidzieć. Zostało im półtorej godziny do spotkania, ale prawie piętnaście do momentu poza którym ich przyszłość stawała się jedną wielką niewiadomą.
Równie dobrze mogło to być ostatnie piętnaście godzin z ich życia.
Za mało.
Przesuwał powoli spojrzeniem po bursztynowych tęczówkach, po ciemnych rzęsach i po poplątanych, błękitnych kosmykach, które poprzyczepiały się do jej policzków i czoła w artystycznym, porannym nieładzie. Niebieskie włosy tworzyły w tej chwili niemal czarną aureolę dookoła jej głowy, rozlewając się po poduszce i zlewając się z półmrokiem; kiedy ona milczała, wsłuchując się w szum systemów oraz echo ich własnych oddechów, on przyglądał się jej w ciszy, delektując się tym widokiem i utrwalając go sobie w pamięci. To był jeden z nielicznych obrazów, jedna z krótkich chwil wyciętych z ich chaotycznego, ciągle napiętego życia, które w pewien sposób wydawały się być najbardziej nierealne, a które niosły ze sobą uczucie rozgrzewające serce i które otulały umysł spokojem ilekroć do nich powracał. Piętnaście godzin wydawało się być całą wiecznością, ale nikt nie potrafił powiedzieć co przyniosą. Być może po raz ostatni leżeli razem, ciesząc się własną bliskością i swoim widokiem, bo być może na Chasce czekała ich tylko śmierć. Nie było to coś, co łatwo chciał odrzucić.
- Prawdopodobnie nie więcej niż ty, biorąc pod uwagę jak się rzucałem - odpowiedział po chwili na jej pytanie, gdy wyciągnęła dłoń do jego podbródka. Sam przesunął wolną dłoń do jej policzka, odgarniając z niego kilka kosmyków i przesuwając je palcem za jej ucho. - Ale poranek mi to rekompensuje.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

13 mar 2019, o 16:14

Jej spojrzenie nieco trzeźwiało z każdą kolejną chwilą, choć utkwiła je w leżącym obok turianinie i zastygła w bezruchu, z lekkim uśmiechem na ustach. Rynkol wydawał się działać nieco łagodniej gdy żadne z nich nie ruszało głowy z poduszki i nie mówiło zbyt głośno. Ciężko było wyobrazić sobie to, że za godzinę mieli być na nogach, gotowi na wszystko, na co nic na świecie przygotować ich nie mogło, a za półtorej wszystko to, co obmyślali, miało spotkać się z oceną.
Wciąż nie mogli w pełni wiedzieć, czy popełnili błąd, czy nie, puszczając Jeffersona żywego. Być może tym samym przedłużyli czas życia turiańskiej rodziny i zwiększyli ich szanse na przetrwanie z zerowych do jakichś ułamków, ale mogło to mieć znacznie więcej konsekwencji. Może któregoś dnia, gdy to wszystko się skończy, spotkają Kevina poza Noverią, na jakiejś innej, lodowej planecie a przeszłość wróci do nich z siłą uderzającego do drzwi podświadomości tarana.
- Prędzej czy później musimy stąd wyjść - zauważyła smutno, przysuwając się by złożyć na jego ustach krótki pocałunek. Poruszenie się sprawiło, że zmarszczyła lekko brwi, czując efekty wypitej wczorajszego dnia trucizny. - Chyba lepiej to zrobić szybciej. Jak z oderwaniem plastra.
Uśmiechnęła się ponuro do swojej analogii, wpatrując się obojętnie w ciemny sufit. Mimo tego, nie ruszyła się więcej, tylko leżała obok niego, opierając dłoń o jego klatkę piersiową i myśląc nad czymś, co pewnie odbijało się również od ścian w głowie turianina.
Etsy przerwała milczenie jako pierwsza. Może przyciszyła głos, ale gdy metaliczny, damski ton przerwał tak głuchą ciszę, niebieskowłosa drgnęła lekko. Wcześniej zapomniała, że nie byli sami - nie do końca, choć w pomieszczeniu nie było nikogo poza nimi.
- Skończyłam analizować zawartość omni-kluczy. Z niektórych danych wyciągnęłam wnioski, z którymi powinniście się zapoznać przed wyruszeniem na Chascę - poinformowała ich, zmuszając do powrotu do rzeczywistości jakkolwiek miłe nie było leżenie w bezruchu w ciepłej kołdrze i własnych ramionach.
Maya westchnęła cicho, podnosząc się na łokciach. Przez kilka oddechów zbierała się w sobie, po czym złapała za krawędź kołdry i przerzuciła ją na bok, odkrywając się i obracając, kładąc nogi na zimnej podłodze kajuty.
Wstała, ruszając automatycznie do swojej bluzy i po drodze przeciągając się, a w dłoni chowają ziewnięcie. Brak snu w jakiś sposób im się udzielał, ale ciało wciąż było dziwnie napięte, jakby czekało na atak, choć nie wiedzieli z której strony ma nadejść.
- To ja wezmę prysznic, tak będzie szybciej - zaproponowała, wsuwając na siebie bluzę przy lekkim chrobotaniu dobiegającym z kieszeni, gdy sięgnęła po tabletki. Uniosła brwi pytająco wskazując na pudełeczko, gotowa mu jedną lub dwie zostawić przed wyjściem, ale nie biorąc żadnej w jego obecności. - Poczekaj na mnie z tymi omni-kluczami - poprosiła przed skierowaniem się do drzwi. Omiotła spojrzeniem pociemniałą kajutę nim niechętnie przekroczyła próg, ruszając do własnej, w której czekała na nią własna kajuta prysznicowa, torba i wciśnięte do niej naprędce fragmenty pancerza, którymi zajmowali się wcześniej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

14 mar 2019, o 21:47

Żadne z nich nie wiedziało co przyniesienie przyszłość. Ostateczne konsekwencje ich decyzji dopiero miały nadejść, a do tej pory mieli zaledwie przedsmak tego co ich czekało i tego w co w pewien sposób sami dobrowolnie się wplątali. Za kilka godzin mieli trafić na koniec ścieżki, którą podążali od ostatnich kilku miesięcy - z początku na dwóch oddzielnych, z pozoru nie związanych drogach, które jednak ostatecznie zaprowadziły ich do tego momentu tu i teraz. Coś czego żadne z nich się nie spodziewało, coś w co żadne z nich by nie uwierzyło, gdyby niemal pół roku wcześniej ktoś im próbował wyjawić skrawek przyszłości. A teraz oboje znaleźli się na ostatniej stronie, niepewni czy czeka ich koniec pewnego rozdziału czy też całej książki.
Jej słowa wyrwały z niego ciche westchnięcie, chociaż pocałunek nieco załagodził smutną, czekającą na nich rzeczywistość. Miała rację, oczywiście, chociaż prawdopodobnie żadne z nich nie byłoby w stanie zostać w łóżku jeszcze dłużej. Świadomość upływającego czasu nie przypominała już szelestu przesypującego się piasku przez wąską szczelinę szyjki klepsydry, a huk wodospadu. Pozostanie w łóżku i zignorowanie spotkania z Khourim, a także Chasci było wyborem, który zmieniłby ich świat diametralnie.
- Czekam z niecierpliwością aż nadejdzie pierwszy dzień po tym wszystkim, pierwszy dzień w którym nie będziemy musieli walczyć z czasem i z całą resztą - mruknął pod nosem, śledząc ją spojrzeniem, gdy wbiła wzrok w sufit. - Nie wyjdę wtedy z łóżka. I ty również.
Marzenie było ładne, nawet jeżeli wątpliwe. Nagłe słowa Etsy przywróciły ich jednak z powrotem do rzeczywistości, przypominając co na nich czeka; SI najbardziej z nich wszystkich zdawała sobie sprawę z upływającego czasu, a jej subtelne ponaglenie było najdelikatniejszą z form, które mogło przyjąć. Za co w pewien sposób był jej wdzięczny, nawet jeżeli spowodowało to kolejne westchnięcie z jego strony. W tej chwili nawet jego ciekawość cierpiała efekty wielotygodniowego wyczerpania i połączenia wypitego wczoraj ryncolu, ale w końcu chodziło teraz o coś o wiele większego.
- Tak zrobimy - odpowiedział do SI, obserwując niebieskowłosą jak niemrawo zbiera się do wstania. Kiedy usiadła na brzegu łóżka i wstała, on sam się nie poruszył i po prostu śledził ją spojrzeniem. Kiedy uniosła ku niemu pudełko z tabletkami, przez uderzenie serca poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z jej zawartości - żołądek skręcał się po wypitym alkoholu, w potylicy łupało jakby coś próbowało wyjść mu przez czaszkę, gojąca się dłoń swędziała, a całe ciało było obolałe jakby spał na kamieniach, a nie w jedwabnej pościeli, i kapsułka otumaniającej morfiny byłaby błogosławieństwem na przynajmniej część z tych dolegliwości. Ostatecznie jednak uśmiechnął się tylko krzywo i pokręcił głową przecząco, dziękując. Najbliższe kilka godzin musiał mieć trzeźwy umysł.
- Zaczekam - obiecał, po czym sam również niechętnie odsunął pościel i usiadł. Odprowadził kobietę spojrzeniem, a gdy zamknęły się za nią drzwi, schował na chwilę twarz w dłoniach, pocierając ją ze zmęczeniem. Opuszczenie pomieszczenia przez Mayę zabrało z niego część jej ciepła, sprawiając że ostatni powód do pozostania w łóżku zniknął. Pozostała tylko chłodna rzeczywistość.
Zgarbił się i oparł łokcie na kolanach, pocierając dłońmi skronie, zamykając na chwilę oczy.
- Bądź gotowa przy wyjściu z Przekaźnika - odezwał się po chwili do Ets, zmuszając mózg do pracy i odrzucenia zasłony nierealności, za którą próbował się chować. - Na wypadek jakby na nas czekali. Niewiele jest dróg na Chascę od strony Noverii.
Jego ciało odezwało się głuchym protestem, gdy w końcu zmusił je do ruchu i wstał. Poruszył sztywnymi ramionami i przeszedł przez pokój do szuflady ze swoimi ubraniami, zdrętwiałymi palcami biorąc sobie świeże spodnie oraz ciemną koszulę. Jego myśli niechętnie odbiegały już ku temu co leżało przed nimi, powoli budząc się na dobre do życia.
Prysznic w towarzystwie popękanego lustra zajął mu zaledwie kilka minut. Gorąca woda odsunęła nieco na bok objawy kaca, chociaż nie pomogła nic na zimne palce zaciskające się dookoła jego kręgosłupa; gdy wrócił z powrotem do kajuty, zapinając kolejne guziki koszuli, zmęczenie usunęło się w cień, zajmując sobie swoje stałe miejsce z tyłu głowy. Nadal mieli mnóstwo rzeczy do zrobienia, a każda kolejna minuta sprawiała, że tych wydawało się być coraz więcej.
Nawet Etsy była pośród nich. Gdy zatrzymał się przy biurku, w zamyśleniu podwijając mankiety i przesuwając spojrzeniem po stercie omni-kluczy leżących na blacie, jakaś jego część odezwała się w nim smutno, że być może SI będzie jedyną która przeżyje desant na bazę na Chasce. Nawet jeżeli Steiger puści za ich statkiem własne w pościg, szansa na jej pochwycenie była różna. Nie potrafił sobie wyobrazić co mogła czuć i w jakich relacjach - mieli ze sobą bliskie kilka miesięcy, które ich zżyły, a teraz istniała szansa, że kolejny z jej kapitanów nie wróci. Czy miała plan co zrobi ze sobą wtedy? Mieli jeszcze kilkanaście godzin przed ostatecznym zejściem na Chascę, a ostatnia - żeby nie powiedzieć "pożegnalna" - rozmowa z nią wciąż znajdowała się pośród jego planów.
- Ets - odezwał się po chwili ciszy. - Denerwujesz się?
Zdawał sobie sprawę, że jej procesy myślowe przebiegają zapewne w zupełnie inny sposób i jej obawa nie była dokładnie tą samą obawą, która skręcała jego żołądek, ale pytanie było jak najbardziej poważne. Sedno tkwiło w zrozumieniu. Być może Khouri traktował swoją SI jak maszynę, ale dla niego jego była trzecim członkiem załogi.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

18 mar 2019, o 19:00

Wizja obudzenia się w tym łóżku choć raz bez zagłady zawieszonej nad ich głowami była z pewnością przyjemna, ale jak na razie też bardzo odległa. Czekała ich Chasca, zmierzenie się ze Steigerem i absolutnie wszystkim, w co brnęli od jakiegoś czasu. To nie tylko tyczyło Viyo czy Volyovej, ale i ludzi, których wplątali w to świadomie lub mniej, a nawet nie tylko ludzi. Etsy była tego częścią, powiązaną z Lyesią niemniej jak sam turianin, może nawet i więcej. Irene Dubois związana była z tym wszystkim w jakiś sposób przez Khouriego, który wpadł w sam środek tej dziury całkiem przypadkiem i w przeciwieństwie do nich, nie szukał zemsty za krzywdy wyrządzone mu przedtem, jedynie te, które połączyły ich wszystkich w jedną grupę.
Może brakowało tego, żeby ktoś z nich, kto wplątany w to był przypadkiem, wybuchł któregoś dnia. Wypowiedział na głos wszystko to, co Viyo mówił samemu sobie. Obwinił Widmo za jego pchanie się w poszukiwanie odpowiedzi, które doprowadziło do eskalacji konfliktu. Może w jakiś sposób by mu to pomogło, ale ani Maya, ani Etsy nie były odpowiednimi osobami żeby to zrobić.
Niebieskowłosa wyszła z kajuty kapitańskiej i przeszła do tej, którą miała dla siebie, żeby przygotować się na następny dzień - jakkolwiek by on nie był. Niektóre rutynowe zajęcia warto było zachować. Prysznic, choć przy zbitym lustrze, nie był w stanie zmyć jego ponurych myśli i problemów, ale pozbawił go części znużenia wywołanego rynkolem i lepiej przygotował na to, co miało nadejść.
Omni-klucze były aktywne, choć wygaszone. Najwyraźniej SI nauczyła się tego po tym, gdy grzebała w tych pierwszych, irytując pomarańczowym blaskiem rozświetlającym kajutę. Teraz była połączona ze wszystkimi, ale bez pomocy Isis, którą oddzielała od nich bariera kosmicznej przestrzeni i podróży w Przekaźniku Masy.
- Lepszym słowem byłoby niecierpliwię - odparła po chwili na jego pytanie. - Nasze szanse będą zmieniać się na bieżąco, nie potrafię ich pewnie określić teraz wiedząc, że po przybyciu do systemu możemy zastać inną sytuację.
Niebieskowłosa w tym czasie pewnie też skończyła swój prysznic, może kończyła się ubierać lub przeszła już do mesy zaparzyć dla nich kawę. Może połknęła tabletkę przeciwbólową od razu gdy wyszła z jego kajuty, a może wierzyła w uzdrawiające właściwości porządnego posiłku i kofeiny. Nie przeszkadzała im, w każdym bądź razie i nie wróciła po niego by spojrzeć na omni-klucze. Jak na razie kwestie ich kolejnych misji zawsze omawiali poza kajutami. Dzięki temu akurat to miejsce mogło kojarzyć jej się wyłącznie dobrze, poza krótkimi, nieprzyjemnymi epizodami.
- Im szybciej zareagujemy tym większe będą - dodała, choć sam musiał zdawać sobie z tego sprawę. - Tela Vasir powinna wyjść z tunelu Przekaźnika za minimum cztery godziny - zmieniła nieco temat, przypominając o innej sprawie. - Przygotowałam paczkę materiałów do wysłania dla niej. Będziemy czekać na kontakt, czy nagrasz wiadomość, którą mam jej zostawić?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

18 mar 2019, o 23:12

Uśmiechnął się krzywo do własnych myśli po jej odpowiedzi, chociaż daleko było temu uśmiechowi do radości. On sam tkwił gdzieś po środku, rozdarty. Z jednej strony jakaś jego część pragnęła by ten okres spokoju trwał w nieskończoność, wiedząc że im dalej przesuwała się wskazówka zegara, tym bardziej nieprzyjemna przyszłość ich czekała i tym bardziej jego rodzina była zagrożona, ale z drugiej było tak jak mówiła Maya - rzeczywistość przypominała plaster, którego prędzej lub później trzeba było zerwać. Niepewność i napięcie czekania prędzej lub później miało dać o sobie znać, a od nich był już tylko krok do niecierpliwości o której wspomniała SI.
- Nigdy nie było lepszego momentu, żeby pokazać światu, że ze statystyką da się walczyć - mruknął pod nosem, puszczając zawinięty mankiet i wsuwając dłonie do kieszeni. Ostatecznie, obliczenia Etsy nic nie zmieniały, bo prawdopodobnie żadne z nich już by nie zrezygnowało, nawet jakby SI oznajmiła, że ich szanse na przeżycie wynoszą okrągłe zero procent.
Kiedy przypomniała mu o Vasir, przez chwilę nie odpowiadał, błądząc myślami dookoła asari.
- Dam ci znać po rozmowie z Khourim i Irene - zdecydował w końcu z ciężkim westchnięciem. - Nazir miał myśleć nad szturmem placówki i może się okazać, że będziemy bardzo potrzebować siódmej osoby. Skontaktuję się z Telą jak już będę wiedział na czym stoimy, a to i tak nie będzie możliwe dopóki nie opuści tunelu Przekaźnika.
Wsparcie kolejnego Widma, szczególnie pod postacią siły którą oferowała Vasir, byłoby nieocenioną zaletą w ich ataku, ale wciąż nie był pewien czy miał serce wciągać w to wszystko kolejną bliską mu osobę. Jeżeli dzięki niej ich szanse miały wzrosnąć z 1% do 2%, to być może kolejna śmierć nie była tego warta.
Przez chwilę błądził wzrokiem po omni-kluczach, ostatecznie jednak nie decydując się ich zabrać. Odwrócił się na pięcie, ruszając do wyjścia.
- Oszacuj te omni-klucze pod kątem użyteczności bojowej i porównaj z tym co mamy teraz z Mayą. Może wykorzystamy je również w bardziej praktyczny sposób - poprosił jeszcze, przechodząc przez próg. Drzwi zasunęły się za nim z szelestem, gdy wyszedł na korytarz; jasno oświetlone przejście sprawiło, że w pierwszym odruchu musiał zwęzić odruchowo źrenice, gdy oczy, uwrażliwione przez półmrok kajuty oraz efekty kaca, zaprotestowały przed nagłym atakiem lumenów. Potarł palcami powieki i skierował się do mesy.
Nawet jeżeli nie było tam jeszcze Mayi, to był dozownik z witaminizowanym sokiem. A tych potrzebował teraz równie mocno co spokojnie przespanej nocy.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: Elpis

19 mar 2019, o 04:06

Tela Vasir byłaby piątą osobą do ich małego oddziału, uzbrojoną po zęby i równie sprawną w walce jak każde z nich. Ale wciągnięcie w tę szaleńczą pogoń kolejnej osoby, ryzykując jej zdrowiem i życiem, mogło być ceną, której Widmo nie był w stanie zapłacić. Zakładając, że asari w ogóle zechciałaby na Chascę lecieć. Choć jej metody i ideały bywały dalekie od stereotypowych, nawet ona musiała mieć granicę szaleństwa, za którą zwyczajnie nie było warto się udawać. Nie dla kilku odpowiedzi, których wydawała się nie potrzebować po Lyesii. Dla niej ten rozdział mógł być już zakończony, miała nowe misje, nowe priorytety i rozkazy od Rady, które w przeciwieństwie od Viyo ona planowała uszanować.
Póki z nią nie porozmawia, nie będzie wiedział, czy pochwala, czy całkowicie potępia jego czyny. Nie miał więc wsparcia byłej mentorki ani jej trzeźwego spojrzenia jako osoby częściowo z zewnątrz, ale wystarczająco z tym powiązaną, by rozumiała jego działania do pewnego stopnia.
- Omni-klucze żołnierzy są lepszymi modelami od tych, którymi oboje się posługujecie - Etsy odpowiedziała od razu, aktywując cztery urządzenia i pozostawiając sprzęt DeWitta i Jeffersona wygaszonym. Dwa z nich, Avisa i Zielonej, były jaśniejsze od pozostałych, wskazując na jeszcze wyższą półkę. Sprzęt był wojskowej jakości i z pewnością da im nieco więcej przewagi w walce, jeśli zdecydują się z niego skorzystać.
Gdy wszedł do mesy, pomieszczenie było puste i w przeciwieństwie do większości poprzednich razy, gdy trafiał do niej jako pierwszy, pozostało pustym przez długi czas. Niebieskowłosa weszła do środka dopiero piętnaście minut później, z odmalowaną na twarzy determinacją, która zastąpiła dyskomfort porannego kaca i wygnała z oczu senność. Dla odmiany nie miała na sobie bluzy, tylko włożoną w wojskowe spodnie, czarną bluzkę z długim rękawem. Włosy splotła w ciasny warkocz, choć kilka krótszych kosmyków okalało jej twarz, zbyt krótkich, by znaleźć się w zapięciu.
- Etsy? - zachęciła SI, wcześniej wymieniając spojrzenie z turianinem. Nie mieli wiele czasu, ale wystarczająco, by mogła zrobić sobie kawę i wyciągnąć coś do jedzenia, co nie było zbyt ciężkostrawne. Z sałatką i kubkiem gorącej kawy usiadła przy stole, zajmując miejsce obok niego.
- W omni-kluczach nie znalazłam planów budynku, ale z wiadomości i informacji rozproszonych po urządzeniach wynikł jej rozmiar i właściwości - przywołała na ich omni-klucze tylko konkretny, przygotowany przez nią plik, wiedząc już, że nie musiała przywoływać dziesiątek dokumentów i wiadomości, na podstawie których udało jej się tego wszystkiego dowiedzieć.
Baza na Chasce nie była wiele większa od placówki skrytej pod ziemią, w głębi piramidy na AZ-99. Z niektórych wiadomości wynikało, że również podzielona była na sektory, choć było ich mniej. W pliku, SI zanotowała też urywki z ich rozmowy z Jeffersonem oraz cytaty Avisa, wspomagając niektóre z nich wiadomościami.
- Równie dobrze możemy poczekać z tym na resztę - westchnęła niebieskowłosa, przerywając czytanie i zabierając się niemrawo do jedzenia, z przymusu niż szczerych chęci. - Będziemy to rok opowiadać.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9105
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Elpis

19 mar 2019, o 22:38

Reakcja Teli była trudna do przewidzenia. Ich relacje nie osiągnęły tego samego poziomu, który teraz dzielił z Mayą, ale przeszli razem wystarczająco wiele, żeby jej ufał i żeby zdawał sobie sprawę z pewnej więzi między nimi - nawet jeżeli jej natura była innego pochodzenia i miała inne podłoże. Miesiące które upłynęły od ich ucieczki z AZ-99, pościgu w Lyesii, rozmów odbytych na pokładzie Chimery oraz wysiłku, który włożył do skruszenia jej murów, tak odmiennych od tych którymi otaczała się Maya, teraz zdawały się latami, ale wciąż były wyraźne. Vasir jednak nigdy nie wyszła w pełni z cienia, nigdy nie rzuciła światła na wszystkie tajemnice, którymi się otaczała, a tych było nieporównanie więcej od tych, które skrywały niebieskowłosą biotyczkę. Posiadała też o wiele bardziej zdyscyplinowaną naturę od Mayi, a jej osąd był bardziej podobny do jego - chłodny, logiczny i metodyczny. Wszystko to, co teraz by im się przydało, ale też to, co sprawiało że nie potrafił do końca określić jak zareaguje na wieści.
Ostatecznie była Widmem. Robiła to co uważała za konieczne, a nie to na co miała ochotę. Oboje byli.
Po słowach Etsy bez słowa zawrócił z progu, zgarniając dwa podświetlone intensywnym blaskiem omni-klucze do kieszeni i dopiero wtedy udając się do mesy. Ta przywitała go ciszą wciąż pozbawioną towarzystwa biotyczki, która zaraz jednak zniknęła, gdy wyciągnął z szafki szklankę i podstawił ją pod dozownik soku, uruchamiając urządzenie. Miarowy pomruk pracującej maszyny wypełnił pomieszczenie, podczas gdy on odłożył obydwa omni-klucze na stół i oparł się plecami o krawędź kuchennego blatu, krzyżując ramiona na piersi. Witaminizowany napój wypełniał naczynie, a on wpatrywał się w dwa przenośne komputery, jeden zawierający więcej tajemnic od drugiego. SI zdążyła już prześwietlić obydwa wzdłuż i wszerz, więc nie obawiał się, żeby znajdowała się na nich jakaś furtka, którą mogliby wykorzystać inni żołnierze Castora, ale w pewien sposób stanowiły one fizyczne dowody potwierdzające, że ich pogoń nie była tylko ułudą i koszmarną mrzonką. Czas, kiedy zalegały na jego biurku, sprawił że zdążył je już zacząć traktować jako kolejne stosy makabrycznych trofeów, jako uosobienie kroków które poczynili na ścieżce odkrywania potwora czającego się w cieniu - nawet jeżeli ich prawdziwa siła leżała tylko w informacjach, które w sobie zawierały.
Kiedy piętnaście minut później do mesy zawitała Maya, on już siedział przy stole; obok niego stała opróżniona do połowy szklanka soku - druga - i talerz z jeszcze parującą pastą z białego sera i kawałkami wędzonego lingura, produkt który był jednym z wielu, hermetycznie zapakowanych substytutów schowanych w szafce z prowiantem, przystosowanych na długi termin przydatności i zawartość kaloryczną, a nie na smak. Produkt którego dzieliły całe eony świetlne od prawdziwego, gotowanego jedzenia, ale który dzielnie próbował je imitować, gdy wrzuciło się go do mikrofalówki, smakując na tyle, że można się było do niego przyzwyczaić, ale nie na tyle, żeby za nim tęsknić.
Na odgłos kroków Vex podniósł wzrok znad omni-klucza przy którym dłubał niespiesznie, dostosowując jego parametry do swojego, dzieląc swoją uwagę między widelec, a holograficzny wyświetlacz, i odwzajemnił krótko spojrzenie biotyczki. Tak jak ona zostawiła swoją niepewność i senność pod prysznicem własnej kajuty, tak on porzucił swoją w sypialni, rzucając umysł na pożarcie pracy i planowania. Kiedy SI odezwała się na pytanie i podrzuciła im plik na ich narzędzia, odchylił się nieco w krześle, przenosząc wzrok na swój panel.
- Możesz nam nakreślić z grubsza co przewidujesz - powiedział po westchnięciu niebieskowłosej, niejako przyznając jej rację. - I tak będziemy musieli opowiedzieć wszystko z Noverii, a im szybciej zaczniemy także sami myśleć nad planem, tym lepiej - podsunął, obracając nieświadomie widelec w palcach. Jego własne słowa obudziły w nim inną myśl, którą niechętnie obracał już w głowie wcześniej. Ciekawe czy Khouri znał Steigera. Chociaż "ciekawe" było tu niewłaściwym słowem, biorąc pod uwagę implikacje, które to sugerowało.
- Wczoraj wspomniałaś, że masz jakiś szkielet pomysłu - dodał, podnosząc wzrok na biotyczkę i podłapując jej spojrzenie. Pomimo stanu i szoku, w który wczoraj wrzucił go Mathias, wciąż pamiętał ostatnie godziny i jej słowa. - Nadal chcesz poczekać z nim na przybycie Crescenta?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz     ♉     +75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 1225
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Szanghaj, Ziemia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 31.860
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Poprzednia strona

Powrót do Prywatne jednostki

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość