UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 16:49

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Po wyjściu z Czyśćca Kyle poprowadził Charlesa w stronę windy, która zabrała ich bezpośrednio do doków Cytadeli. Prom, który na nich czekał, nie stał jednak w osobnym hangarze, ale wśród wielu innych, na dużym, publicznym lądowisku. Wyglądał znajomo, bo był to model, który obecnie stał się dość popularny, zarówno wśród wojsk Przymierza, grup najemniczych, jak i prywatnych firm przewozowych. Duży i dość szybki, mógł pomieścić dwunastkę ludzi plus dwóch pilotów - ich było tylko czworo, jak się okazało chwilę później. Ale nie potrzebowali nikogo więcej, biorąc pod uwagę, że mieli przetransportować tylko trzy asari. O ile nie będą one sprawiały problemów, zapowiadało się to jako misja łatwa i przyjemna. Prom nie posiadał żadnych oznaczeń i miał ciemny, stalowy kolor - dość nietypowy, ale jeśli to był pojazd Statnera, to w sumie pasował do jego eleganckiej stylistyki. Sama sylwetka promu żadnej elegancji nie miała, trzeba było czymś to w końcu zrekompensować.
Drzwi były uchylone, a obok plątała się kobieta o krótkich, czerwonych włosach. Ubrana była w szary kombinezon bojowy, nie decydując się jeszcze na przypięcie do niego elementów pancerza. Pewnie obudziło to u Strikera świeże wspomnienia, o których jednak kobieta nie miała pojęcia. Na widok zbliżających się mężczyzn zatrzymała się w miejscu i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, uśmiechając się złośliwie.
- Dobrze się bawiłeś, Kyle? - spytała. Miała niski, zachrypnięty głos.
- Powiem Statnerowi, żeby ci obciął pierwszą wypłatę o połowę, Snow - mruknął do niej ciemnoskóry mężczyzna, mijając ją i wchodząc do środka pojazdu. Czerwonowłosa podeszła za to do Chalresa, wyciągając do niego rękę w geście przywitania, tak samo jak wcześniej zrobił Symons.
- Nazywam się Susan Abel, ale możesz mi mówić Snow, jak wszyscy - przedstawiła się. - Jestem jedyną osobą w tej grupie bez cudownych zdolności tworzenia biotycznych baniek, albo składania ludzi z trzech oddzielnych kawałków. Nie mam czym się pochwalić. To w sumie trochę smutne. Kyle, pochwal mnie - zawołała do mężczyzny, który zniknął wewnątrz promu.
- Snow to cierń w mojej dupie - odparł ze środka zmęczony głos.
Susan wzruszyła ramionami, rozkładając ręce w wyrazie bezradności. Musieli się znać z Symonsem jeszcze zanim zostali wcieleni do oddziału Statnera, a Kyle'owi zostało przydzielone dowództwo.
- Zapraszam - skinęła głową w stronę wejścia do pojazdu. - Czuj się jak u siebie. Za ostatnimi siedzeniami wmontowaliśmy szafki, możesz sobie jedną przywłaszczyć. Póki co trzy są zajęte. Będziemy ruszać za jakieś dwadzieścia minut, jak ten ostatni przyjdzie. Jak on się nazywał?
- Garren. Garren Dieter.
Abel skinęła głową, zostawiając już Strikera w spokoju i wracając do tego, co robiła na zewnątrz, cokolwiek to było. Wnętrze promu było przestronne, pewnie głównie przez to, że zostało przystosowane do bardziej cywilnego użytku. W kącie wstawiono niewielki, podłużny stolik, a większość foteli była składana. Panele przy trzech z sześciu podłużnych, pionowych szafek z tyłu świeciły się na zielono, dając Charlesowi możliwość wyboru. Mimo swojego wzrostu mieścił się w promie wyprostowany, co chyba było sporym udogodnieniem i miłą odmianą po wszystkich taksówkach, którymi poruszał się razem z Sonyą.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 17:17

Opuszczenie klubu i oddalenie się od niego jak najszybciej było celem priorytetowym dla Strikera. Dlatego bardzo przyśpieszonym krokiem udał się do windy, która miała ich zabrać do doków. Czuł się dziwnie. Pierwszy raz przygotowywał się do zadania w otwartym terenie. Nie w siedzibie jakiejś korporacji, nie w bazie, nie w safehousie. Mieli się uszykować na zwykły lądowisku i to dość na widoku. Dziwnie się z tym czuł. Może po prostu jego paranoja związana z tym, że zawsze działał w cieniu dawała się we znaki.
Przynajmniej prom wyglądał znajomo. Latali takimi dla Rosenkova po całym kosmosie. Miał z nimi kilka lepszych wspomnień. Nie raz ich wytrzymałość uratowała im życie. No i latało się nimi przyjemniej niż barkami transportowymi, których wyposażenie nie było nawet podstawowe.
Spojrzał na czerwonowłosą kobietę, co ciekawe jednak w żaden sposób nie wywołało to w nim żadnego napięcia. Trudno było zrozumieć dlaczego. Po prostu chyba na moment misji zablokował wszelkie dobre wspomnienia związane z Wade. Nie było sensu tego dalej rozdrapywać. Chciał mieć to po prostu za sobą.
Przyglądał się jej. Nie zareagował na jej uśmiech w żaden sposób. Dwie godziny, które spędził w klubie już i tak doprowadziły go do irytacji większej niż do której był przyzwyczajony. Dlatego, też nie odzywał się w ogóle do momentu, aż kobieta postanowiła się mu przedstawić.
- Charles Striker. – To chyba była ostatnia chwila w której mógł zapalić papierosa. Tak wiec też zrobił. – Nie dziwię ci się, Kyle.
Rzucił typowym dla siebie dość chłodnym tonem. Nie lubił niesubordynacji. Niesubordynacja prowadziła do problemów. Problemy prowadziły do śmierci. Prosta kalkulacja. Zajrzał na chwilę do środka.
Nie wyglądało to źle. Przynajmniej miał szafkę dla siebie. Różnica była tylko taka, że będzie się musiał przy nich przebierać. Nie przeszkadzało mu to, że ludzie będą go widzieć w samych gaciach. Problemem było jego ciało. Zawsze zwracało uwagę, a to rodziło pytania. Gdyby miał zwykłe nietknięte niczym ciało może by tylko ktoś skomentował jego wzrost. Tutaj sprawa wydawała się o wiele bardziej skomplikowana.
- Ile będziemy lecieć na miejsce?
Spytał przyglądając się Kyle’owi całkowicie nie zwracając uwagi na Snow. Może po prostu dlatego, że ona i tak nic sensownego na ten moment do dyskusji nie wniesie. Charles był zwykłym trepem i tak też preferował się zachowywać.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 18:06

Kobieta uniosła brwi, gdy usłyszała komentarz Charlesa. Pewnie liczyła na nieco cieplejsze przywitanie, a przynajmniej na brak niechęci. Pokręciła głową, robiąc zniesmaczoną minę i wracając do swoich zajęć.
- Wow, wszyscy z Rosenkova mają kij w dupie tak głęboko, że nie mogą kręcić głową? - rzuciła pod nosem, znikając gdzieś z tyłu pojazdu. Symons, który przechodził właśnie z przedniej części promu na tył, uśmiechnął się lekko, choć na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że tego nie potrafi.
- Znamy się od lat. Oboje pracowaliśmy dla HK, tak jak wy dla Rosenkova - wyjaśnił. - Wy, czyli ty i Dieter. On też jest nieco... pochmurny. Już tu był, zostawił swoje rzeczy i poszedł do sklepu. Powinien wrócić lada moment - otworzył jedną z szafek i wyjął z niej datapad, który wręczył Charlesowi. - Snow jest dobra w tym, co robi. Nie jeden raz uratowała mi życie. Możesz bez wahania powierzyć jej swoje.
Mówił jednak cicho, jakby nie chciał, by kobieta usłyszała, że w jakikolwiek sposób komplementuje jej umiejętności. Uśmiech też szybko zniknął z jego twarzy, tak dokładnie, jakby nie pojawił się tam nigdy przedtem. Usiadł na jednym z foteli i oparł łokcie na kolanach, gestem dając Charlesowi do zrozumienia, by przeczytał zawartość datapadu.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Okazał się on zawierać podstawowe informacje, jakich potrzebowali do wykonania zlecenia Statnera, łącznie ze zdjęciami poglądowymi trzech wspomnianych asari. Najwyraźniej jednak nie miały one czekać na nich, gotowe do przelotu na statek ich pracodawcy, ale będą musieli sami je znaleźć. To znaczyło, że na sześćdziesiąt sześć procent Charles będzie musiał przejść się do czegoś, co datapad nazywał piętrem klubowym. Na pewno był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Może jednak Kyle mógł przydzielić go do ostatniej asari, tej, którą podobno dało się najczęściej znaleźć w innych miejscach, niż drugie Zaświaty, czy Czyściec.
- Nie spodoba ci się stacja - poinformował go Symons. - Tak mi się wydaje, bo ja jej nienawidzę. Jest stworzona po to, żeby zaspokajać wszystkie spierdolone żądze tego świata. Trochę jak Omega, tylko dziesięć razy gorsza. To daje nam jednak swobodne pole działania. Nikt nas nie będzie ograniczał, o ile nie złamiemy jednego z kilku obowiązujących tam absurdalnych praw. Ale raczej to jest mało prawdopodobne. Nawet za zabicie kogoś na środku klubu nikt cię nie rozliczy, chyba że w ramach zemsty. Jest tam jakaś ochrona, ale odpowiada głównie za pilnowanie rządzących. Działa tam jakiś chory matriarchat, z nimi jednak nie będziemy mieć do czynienia, chyba że coś pójdzie bardzo nie tak.
Sięgnął do małej szafki nad stołem i wyjął sobie z niej puszkę z jakimś napojem. Otworzyła się z sykiem, a mężczyzna pociągnął dużego łyka. Powietrze wypełniło się orzeźwiającym zapachem energetyka, dobrze Charlesowi znanym.
- Podzielimy się, żeby je znaleźć. Najpierw na dwie grupy po dwie osoby, kto pierwszy sprowadzi cel na prom, leci po trzecią. Masz jakieś pytania?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 18:59

Wzruszył tylko ramionami. Mogła nie wysyłać go siedzieć w klubie czekają na Kyle’a. Chociaż najchętniej wsadziłby jej rękę w cipsko tak głęboko by mógł ruszyć jej głową jak pieprzonym muppetem. Może by wtedy zrozumiała, jak fajnie miał Charles i jak się okazuję Dieter, którego nawet nie znał. Wiedzieli co nieco o tym jak żyli sobie świetnie operatorzy HK. Oczywiście były to informacje przekazywane typową pocztą pantoflową ale były. Zaciągnął sie mocniej papierosem.
Nie kojarzył w ogóle mężczyzny który ponoć też robił dla Rosenkova. Przecież znał tam prawie każdego. Jak nie osobiście to z widzenia. Nie przypominał sobie by przed jego przymusową wycieczką do pierdla została rekrutowana jeszcze jedna seria. Cóż pewnie się dowie w swoim czasie. On należał do najstarszej. Nawet nie wiedział czy ktoś jego generacji w ogóle żyje. Mógł być ostatnim.
- Nie wiem. Was szkolili inaczej, więc pozwól mi mieć wątpliwości.
Ponoć między obydwiema grupami operatorów była swego rodzaju rywalizacja. Różnili się wszystkim. HK miało bardziej humanitarne podejście do wszystkiego, byli bardziej bohaterscy, czyści. Rosenkov za to nie lubił się bawić w pół-środki. Chwytali się każdego brudnego chwytu. Najważniejszy był cel, cała reszta nie miała znaczenia. Miało to duży wpływ na psychikę żołnierzy, którzy pochodzili później do wszystkiego całkowicie inaczej.
Złapał za datapad. Prawie żadnych informacji oprócz tego gdzie ich znajdą. Fachura. Nawet nie wiedzieli po co tam lecą. Bez podstaw nie można nawet było uznać, który cel z tej trójki jest najbardziej priorytetowy. Już mi się to nie podobało ale nie jego zadaniem było marudzić, do tego nie on dowodził więc to nie on musiał podejmować decyzję. Charles już pogodził się z tym, że będzie musiał odpowiadać pod Kylem. Może nawet i lepiej. Będzie mógł się bardziej skupić na swoich zadaniach.
Słuchał mężczyzny. Oczywiście, że nie będzie mu się podobać ale podobnych stacjach już bywał. Miały swoje plusy. Jeśli leciało się w takie miejsca wykonać jakąś misje to było okay, gorzej jak na wakacje czy inne chlanie. Pracując dla Rosenkova i Bratwy zdążył już się naoglądać dziwnych rzeczy. I to naprawdę dziwnych, chociaż lepiej pasowało by tu określenie pojebanych. Na pewno nie będzie się tam czuł źle, jeśli będzie mógł tam kogoś zabić nie martwiąc się potem o służby ochrony.
- Chyba nie, czyli mam iść z Dieterem?
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 19:25

- Nie - odparł krótko Kyle. - Wiem, jak pracuje Snow, nie wiem jak pracujecie wy. Nie chcę mieć problemów w grupie, bo nieraz będzie jeszcze nam dane lecieć gdzieś razem. Chcę wiedzieć, czego mogę się spodziewać, a czego nie. Jak reagujecie na problemy, jak je rozwiązujecie. Nie znam was, nie miałem nawet okazji porozmawiać z tobą ani z Dieterem. Zostało nam te kilka godzin lotu, które mamy zanim dotrzemy na stację, chociaż Dietera raczej na pewno w tym czasie nie poznam za dobrze. Ponoć mówią na niego Coma, teraz wiem, że nie bez powodu.
Szybko wypił swój napój do końca i zgniótł butelkę. Nie wyrzucił jej jednak nigdzie w promie - wciąż stali na Cytadeli, mógł się z nią przejść do kosza, żeby nie zbierać śmieci w pojeździe. Chwilę po jego słowach do środka weszła Susan, bez słowa przechodząc do części przeznaczonej dla pilotów. Usiadła na fotelu pasażera i zaczęła szukać czegoś w schowku pod panelem przed sobą.
- Pójdziesz ze mną, albo ze Snow - powiedział Symons leniwie, zerkając na kobietę. - Może jeśli pójdziecie we dwoje, łatwiej wam będzie pozbyć się niechęci wobec siebie nawzajem. Nie będę dowodził grupą, w której ludzie się do siebie przypierdalają nawzajem zamiast współpracować.
- Nic takiego nie powiedział, Kyle - rzuciła kobieta z przodu, o dziwo broniąc Strikera. A może była to jej taktyka, mająca doprowadzić do tego, że dowódca przydzieliłby ją jednak do Dietera.
- Nie musiał - mruknął ciemnoskóry mężczyzna i wstał, by wyjść z promu ze swoim śmieciem. Snow nie skomentowała tego w żaden sposób, najwyraźniej przyjmując jego słowa jako decyzję ostateczną i nie zamierzała się z nim kłócić, bo nie na tym polegał przecież ten układ. Nawet nie pokazała po sobie żadnego niezadowolenia, po prostu przeglądała dalej dokumenty, które ktoś wepchnął niedbale w schowek.
- Widziałeś to pozwolenie na... a, poszedł - zorientowała się, gdy zerknęła przez ramię i nie zobaczyła już w promie Kyle'a. Za to wbiła swoje jasne spojrzenie mocno pomalowanych oczu w Strikera, przez chwilę przyglądając mu się w milczeniu. W końcu odezwała się jednak. - Nic do ciebie nie mam, Charles. Sorki za ten przytyk wcześniej. Nie lubiłam Rosenkova tak samo jak wy nie lubiliście nas. Ale to już przeszłość, tylko stare nawyki zostają.
Odwróciła się z powrotem. Dosłownie kilka sekund później przy promie pojawił się ostatni członek ich grupy uderzeniowej - niezbyt wysoki, zgarbiony mężczyzna, z niedbale przystrzyżoną brodą i blizną przecinającą lewe oko zatrzymał się, czekając aż dotrze do niego wracający od śmietnika Symons. W przeciwieństwie do pozostałych miał już na sobie pancerz, a przez jego ramię przewieszona była szara torba. Jego oczy patrzyły pustym wzrokiem, tym, który Charles tak często widywał w lustrze. Ożywił się na moment tylko w chwili, gdy wszedł do pojazdu i zobaczył Strikera. Przez chwilę stał w miejscu, nieruchomo, by ostatecznie skinąć głową w geście powitania.
- Dieter - przedstawił się krótko, samym nazwiskiem, po czym przeszedł do swojej szafki i zupełnie na odwal wepchnął do niej torbę. Na Charlesa nie patrzył więcej, choć odezwał się do niego chwilę później. - Nie wiedziałem, że cię z tego pierdla wyciągnęli.
Czyli wiedział o nim co nieco. W końcu nawet wśród ludzi ich pokroju krążyły różne plotki. Pewnie na temat Strikera też.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 19:48

Nic już nie dodawał od siebie po słowach Symonsa. To nie jego dowodził. Jednak w jego mniemaniu wysłanie go razem z Dieterem byłoby znacznie bardziej efektowne, ze względu na to, że pracowali według tych samych protokołów. Jednak jeśli Kyle chciał, żeby nagle dzięki jednej misji nie czuli do siebie niechęci czy inne takie pieprzenie to nie miał nic przeciwko. Nie uważał tego jednak za zbyt dobry pomysł, szczególnie podczas ich pierwszej wspólnej misji gdzie nawet się nie znali. Rozmowy z nimi na temat ich działań czy czegokolwiek mógł sobie zostawić już po robocie.
Przewrócił oczami. Nic dziwnego, że sobie nie ufali ale na siłę próbowanie robić z nich super przyjaciół też było idiotyczne. To była praca, nie mieli się lubić ale mieli ze sobą współpracować. Tak on to widział. Mógł się mylić. Może to właśnie przez myślenie stricte w stylu Rosenkova tak bardzo utrudniało mu współpracę z kimkolwiek innym. A może, to właśnie myślenie jak HK sprawiało, że nie potrafił ich zrozumieć. To dopiero była ich pierwsza misja nie mógł póki co jej krytykować. Na to było za wcześnie.
- Ja do ciebie też nic nie mam. To tylko praca. Wtedy to też była tylko praca. – Usiadł na jednym z wolnych foteli w środku. Na tym, do który stał zaraz obok stolika. – Gdyby tak łatwo dało się pozbyć.
Mruknął pod nosem. Nie był to przytyk w jej stronę ale ogólnie. Nawyki, których się wyuczył przez ostatnie osiem lat konkretnie utrudniały mu normalne funkcjonowanie wśród ludzi. Niestety pozbycie się ich wymagało znacznie większego nakładu czasu niż te parę miesięcy na wolności. One prawie nic nie zmieniły. Miał już postawione jakieś fundamenty ale trudno było mówić to o jakiejkolwiek większej zmianie charakteru.
Spojrzał na nowo przybyłego. Jego nie znał. W ogóle go nie kojarzył. Chociaż wzrok ten sam co u każdego operatora Rosenkova. Nie ważne ile się u nich pracowało. Prędzej czy później trafiało się na misje, która łamała człowieka. Wtedy już niewiele zajmowało przeobrażanie się w żywego i apatycznego trupa. Widział swojego kolejnego brata w boju, ostatnio widział ich zbyt wielu.
Mimo wszystko zdziwił się, że wiedział o więzieniu. Firma często starała się ukrywać wszelkie informacje przed operatorami ale większość, która żyła w jednostce naprawdę długo miała swoje dojścia do informacji. Do tego, Charles należał w tamtym okresie do elity. Trudno raczej byłoby wytłumaczyć wszystkim, że oddział od tak po prostu zniknął. Szczególnie, że nikt nie dopuścił się do takiego otwartego aktu zdrady jak wtedy.
- Statner mnie wyciągnął. – Spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem. – Jeśli mam być szczery, wolałbym chyba dalej tam siedzieć.
Położył papierosy na stoliku. Nie wiedział czy będzie mógł palić w środku czy nie. Lepiej żeby mógł. Przelot zapowiadał się znacznie dłuższy niż zakładał.
- Która seria?
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 20:50

Symons wszedł do środka zaraz po Garrenie i bez słowa wręczył kobiecie jakiś świstek papieru - pewnie dokument niezbędny do zadokowania na Cytadeli, albo na Trouge, albo do wylotu. Tak czy inaczej Snow spojrzała na niego znacząco i schowała go do schowka, na sam wierzch sterty papierów i datapadów. Potem drzwi zamknęły się, a w promie włączyło się wewnętrzne oświetlenie, dokładnie w momencie, w którym Kyle odpalił silniki. Abel siedziała obok niego początkowo, przynajmniej przez pierwsze kilkanaście minut, które zajęło im opuszczenie lądowiska i strefy wylotu ze stacji. Kiedy pilot rozpędził pojazd i wskoczyli w przekaźnik, czerwonowłosa podniosła się i przeszła na tył, by wyciągnąć sobie ze swojej szafki jakiegoś batonika zbożowego i usiąść z nim naprzeciwko Charlesa, obok Dietera, którego ulubionym zajęciem było chyba milczenie.
- Ostatnia - odpowiedział krótko mężczyzna na zadane mu pytanie, nie precyzując niczego jednak, ani nie chwaląc się numerem na szyi. Widocznie nie widział sensu w rozmowie z członkami swojego oddziału, dopóki nie będzie to konieczne. Wyglądał, jakby był mniej-więcej w wieku Strikera, może minimalnie młodszy, ale zmęczona twarz i pojawiające się wśród jasnych włosów siwe pasma sprawiały, że wydawał się, jakby przeżył już więcej. Ale w końcu sam Charles też nie wyglądał na swój wiek. W porównaniu do pozostałej dwójki obaj byli zbyt wycieńczeni przez życie, żeby radośnie nawiązywać teraz nowe znajomości. Striker nie wiedział skąd wytrzasnęli akurat Dietera, a mężczyzna sam z siebie też niczego opowiadać nie zamierzał. Zamknął za to oczy i oparł tył głowy o zagłówek, odcinając się od otoczenia.
Ustawionego na autopilot promu nie trzeba było pilnować, do momentu w którym wyskoczą po drugiej stronie galaktyki, z drugiego przekaźnika. Do tego mieli niecałe trzy godziny czasu - wystarczająco wiele, żeby ustalić szczegóły ich działań na Trouge. Dlatego też Kyle zostawił stery automatycznym systemom, a sam dołączył do siedzącej z tyłu trójki i usiadł na pierwszym lepszym fotelu, przesuwając po nich spojrzeniem. Potem westchnął i przetarł twarz dłonią. Nie była to chyba dla niego wymarzona praca, ale pewnie tak samo jak Striker nie miał wyboru. Zwłaszcza, że musiał współpracować teraz z tymi, którzy z reguły byli właśnie po drugiej stronie barykady.
- Dieter - szturchnął mężczyznę w ramię i podał mu datapad. Ten otworzył oczy i opuścił wzrok na otrzymany sprzęt, zabierając się za przeglądanie zawartych na nim informacji. Pewnie nie miał czasu na zajęcie się tym przed swoimi krótkimi zakupami. Przejrzał je i w milczeniu skinął głową.
- Parę słów o samym zleceniu - zaczął Kyle. - Jeśli chodzi o te asari, to wiem tyle samo, co wy. Tak czy inaczej za wszelką cenę mamy je dostarczyć na statek Majesty. Mamy koordynaty, czeka na nas niedaleko od stacji.
- Za wszelką cenę? Czyli co, ktoś będzie nam przeszkadzał, czy one nie będą miały ochoty współpracować? - spytała Snow.
- Szczerze? Nie wiem. Statner chyba założył, że znalazł ludzi, którzy nie będą zadawać pytań, a jeśli będą, to nie trzeba im na nie udzielać odpowiedzi.
Trzeba było przyznać, że miał trochę racji. Zarówno w Rosenkovie, jak i w Hahne-Kedar, ludzie tacy jak oni wykonywali polecenia i nie zastanawiali się nad tym, czy to co robią jest słuszne, albo czy powinni. Jeśli mieli kogoś dostarczyć, to to robili, niezależnie od okoliczności. Statner potrzebował składu posłusznego i skutecznego, a ich historia świadczyła o tym, że razem powinni właśnie taki skład stanowić. A przynajmniej Charles mógł - co było z pozostałymi, tego nie wiedział.
- Ale podkreślają, że mają być żywe. Wszystkie trzy. Więc pewnie tak, będą protestować.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 21:10

Nawet nie wiedział, która może być ostatnią. Kiedy ładował się do wozu więziennego to ostatnią chyba siódma. Nawet nie pamiętał już skąd ich brali i jakie było założenie ich działań. Stare serie współpracowały już w mieszanych oddziałach, kiedy młode musiały pracować ze sobą nawzajem. Do momentu, aż zostanie ich na tylu mało, że będzie ich można mieszać z resztą. Zawsze tak do działało. Mieli przetrwać najsilniejsi.
Obserwowanie było dla niego dość nieswoje. Czuł się jakby patrzył na samego siebie jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Wtedy, kiedy wyszedł na wolność. Też dużo spał lub próbował wtedy. Ogólnie bardzo go przypominał. Żywy trup, bez żadnego celu do którego by dążył. Dla niego po prostu zmienił się właściciel i to by było na tyle. Dla Charles’a, który zasmakował już trochę wolności było to jak powrót do niezbyt przyjemnego świata.
Nie naciskał go. Nie miał po co wyciągać od niego informacji. I tak już wiedział więcej niż powinien. Dla Rosenkovców nie liczy się co czujesz, twoje emocje czy problemy. Najważniejsze jest wykonanie misji. Cała reszta to tylko niepotrzebny bagaż, który może tylko spowolnić operatora w wykonaniu celu. Jeśli więc Dieter dopiero co zaczynał życie na wolności to czekała go ta sama przeprawa co Strikera. Powrót do normalności to ciężka sprawa, nawet jeśli w firmie spędził mniej czasu od niego.
Nie podobało mu się to co mówi Symons. Dlatego właśnie miał złe przeczucia co do tej roboty. Szczególnie, że Statner wykazał się przerośniętym ego i utrudniał im pracę.
- Pierdolony idiota.
Mruknął Charles pod nosem na myśl o Benie. O tym jego idealnym garniturku i podejście, że nigdy go nie spotka kara za to co robi. Każdego prędzej czy później dorywała. W taki czy inny sposób.
- Nawet w Rosenkovie dawali nam więcej informacji, żebyśmy mogli się lepiej przygotować. – Uderzał zapalniczka w stolik niezadowolony. – Ukrywanie informacji przed oddziałem to głupota. Czyli wychodząc z tego założenia mogę jej wbić omni-ostrze w rdzeń kręgowy tak by nie ruszała kończynami, bo przecież będzie żywa tak? Wtedy na pewno już nie będą protestować.
Chyba pierwszy raz zaczął mówić jak operator jakim był. Brutalne rozwiązania, które dla większości mogły być przerażające ale dla kogoś takiego jak on i Dieter były normalnością. Podał im najłatwiejsze rozwiązanie na całkowitym wyeliminowaniu problemu ucieczki lub braku współpracy. Z istotą, która nie może powiedzieć nie, przecież nie ma problemu, prawda?
- Lepiej, żeby potem nie marudził. – W końcu wyciągnął papierosa z paczki. – Nie pozwolę narażać grupy.
Udał mężczyznę z tym jego typowym akcentem.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 21:43

- Czemu nie - mruknął pod nosem Kyle. - Może to nauczy go na przyszłość, że warto jednak podać więcej konkretów, jak oczekuje się konkretnych rezultatów. Więc jeśli któraś będzie bardzo problematyczna, to jeśli faktycznie wiesz jak trafić, żeby nie zabić, ale unieruchomić, to nie krępuj się, Striker.
Sam był niezadowolony z sytuacji, w jakiej byli postawieni. Tak samo jak Charles chciałby mieć więcej wytycznych. Wszyscy by chcieli. Snow jakby nigdy nic jadła swojego batonika, spoglądając to na jednego mężczyznę, to na drugiego. Dieter wciąż patrzył na datapad, jakby w nim szukał odpowiedzi, których nie mógł udzielić mu dowodzący ich małym, zdezorientowanym zespołem. Nie znalazł jednak, bo było na nim to samo, co wcześniej - wizerunki trzech asari z małą ilością zbyt ogólnych informacji.
- Może jednak nie będzie trzeba - zasugerowała czerwonowłosa. - Tam jedna była tancerką, nie? Z tego co mówiłeś o stacji, Kyle, myślę że nie będzie problemem namówienie jej na prywatny taniec gdziekolwiek indziej, niż środek klubu. Nie na Trouge. O ile faktycznie będzie akurat pracować.
- Jedną namówisz, co z resztą?
Snow sięgnęła po datapad, wyciągając go z dłoni Dietera. Nie zaprotestował, oddał jej go zupełnie obojętnie. Pewnie swoje już zapamiętał, zresztą nie było na nim zbyt wiele informacji.
- T'Rei może być problematyczna. Nie wiem czy jej nie trzeba będzie czegoś wbić. Komandoska asari? Na co Statnerowi komandoska asari?
Kyle pokręcił głową w geście bezradności. Nie miał pojęcia jak odpowiedzieć kobiecie na to pytanie. Trzy wybrane asari nie miały ze sobą absolutnie niczego wspólnego, poza tym, że wszystkie znajdowały się obecnie na Trouge. Stanowiły spory przekrój pod względem tego, czym z reguły zajmowały się przedstawicielki tej rasy. Brakowało tylko naukowca, ale kto wie, może taką już Ben miał.
- Moim zdaniem trzeba spróbować załatwić to polubownie, zanim zaczniemy przecinać rdzenie kręgowe. Może powiedzieć im, że Statner ma dla nich ofertę pracy. Albo, że wygrały wycieczkę. Albo wykorzystać to, na jakiej stacji będziemy i naćpać je tak, że nie będą wiedziały gdzieś jest góra, a gdzie dół.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 22:06

Spojrzał na Symonsa z niewielkim uśmiechem. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu darmo byłoby szukać w nim jakichkolwiek pozytywnych emocji.
- Nie kuś, Kyle.
Pokręcił głową. Oczywiście, że wiedział jak to zrobić. To akurat nie był problem. Wystarczyło tylko dobrze przycerować poniżej szyi i gotowe. Masz unieruchomioną osobę. Tyle, że na zawsze. Strikerowi szczerze mówiąc wisiało w jaki sposób dostarczą mu te asari. Miały być żywe. Nie potrzebowały kolan czy innych części ciała żeby oddychać.
Problemem było przygotowanie strategii na każdą z nich. Charles niestety nie nadawał się do misji w których musiałby podchodzić innych. Jego wzrost i wygląd niestety nie pozwalały na zbyt duże możliwości w ukrywaniu się w tłumie. Chociaż, jeśli Symons mówił prawdę to nie będzie się zbytnio wyróżniał na stacji.
- Mam przy sobie kilo czerwonego piasku. – Wskazał dłonią na swoja torbę. – Więc o ile podoba mi się ten pomysł z ućpaniem ich i zrobieniem z nimi co tylko chcemy to mimo wszystko nie przejdzie to z T’Rei. Nie chciałbym walczyć z komandoską asari, która zalicza odlot swoje życia. A przećpać ich też nie możemy bo zejdą nam w drodze na statek.
Odpalił w końcu papierosa nie zwracając uwagi na całą resztę. Nikt mu nie kazał schować papierosów, ani nie wspominał, że ma nie palić. Zrobić więc to co lubił i zaciągnął się dymem.
Zastanawiał się jeszcze długo nad opracowaniem jak najbardziej udanego planu i mającego jak najwięcej sensu. Na pewno było dużo rozwiązań tej sytuacji. Zastanawiał się stukając palcami w stół. Pomysł rozdzielania się na dwu osobowe grupy nie był taki zły, ale przy komandosce lepiej by było iść całą czwórkę.
- To nie dziwki, a tancerki Snow. Pewnie na prywatne tańce zapraszają do apartamentów dla vipów. Te pewnie będą obstawione ochroną więc wyniesienie jej stamtąd będzie graniczyć z cudem. W jej przypadku proponowałbym najłatwiejsze rozwiązanie. Dodamy jej pigułkę gwałtu do drinka, raczej nie będzie trudno to znaleźć na Torgue. Potem po prostu wyprowadzimy ją z budynku i tyle.
Zaciągnął się po raz kolejny. Zostały jeszcze dwie.
- T’Ferr to handlarka. Pewnie będzie się kręcić w strefie handlowej, tam zawsze są duże tłumy. Wciągnięcie jej w jakąś alejkę, ogłuszenie i zaciągniecie na statek nie będzie problemem. Ją musimy zaatakować wtedy, kiedy najmniej by się tego spodziewała. Najciemniej pod latarnią.
Tak działał Rosenkov. W świetle dnia. Zazwyczaj ludzie nie spodziewali się takich rzeczy na ulicach. Nawet sam, kiedyś wyeliminował tak celu. Szedł tym samym chodnikiem. Po prostu wbił mu nóż w plecy i szedł dalej. Reszta ludzi nawet tego nie zauważyła.
- Nad T’Rei popracujemy na końcu. Ją będziemy musieli poobserwować. Co robi i gdzie chodzi. Nie powinno to zająć zbyt długo. Dopiero potem podejmiemy jakieś kroki.
Westchnął. Kolejne uderzenie dymu w płuca. Nie podobało mu się to. Zbyt dużo celów, zbyt mało zasobów ludzkich. Do tego w ogóle nie było wiadomo po co mu akurat taka dziwna zbieranina Asari.
- Tak ja podoba mi się opcja z rozmową, tak jeśli ona nie przejdzie to tylko utrudni zadanie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 23:00

Dieter pokiwał głową, słysząc słowa Strikera, najwyraźniej się z nim zgadzając. To jednak był póki co pierwszy i ostatni przejaw jego zaangażowania w sprawę. Potem wrócił do obojętnego wpatrywania się w podłogę, podczas gdy pozostali skupiali się na rozważaniu planu. Nikt jednak nie wyraził zdziwienia faktem, że Charles ma przy sobie worek czerwonego piasku. Tak jakby właśnie stwierdził, że ma pastę do zębów, albo bieliznę na zmianę.
- Widać, że nie byłeś na Trouge - zaśmiał się Kyle. - Tam za odpowiednią ilość kredytów każda tancerka będzie dziwką. Albo jeśli zaoferujesz jej coś ciekawego w zamian. Tam nie ma czegoś takiego, jak monogamia, poszanowanie ciała, czy abstynencja. To jest najgorsza dziura, jaką widziała galaktyka. I nie ma się co dziwić, że przyciąga ludzi i nieludzi. Jesteś bogatym biznesmenem z Ziemi, z żoną i dziećmi, ale marzy ci się sześciokąt z trzema asari, turianką i drellem? Lecisz na Trouge. Jesteś jakimś politykiem asari, ale tylko zaćpanie się do nieprzytomności raz na pół roku pomaga ci funkcjonować pod presją? Lecisz na Trouge. Chcesz popatrzeć, jak wrzucają kogoś na pożarcie varrenom? Jak ktoś pieprzy się na kanapie na środku restauracji? Zawsze chciałeś zobaczyć asari tańczące tak, jak w Zaświatach, tylko bez tych lateksowych kombinezonów? Lecisz na Trouge - pokręcił głową, a Snow skrzywiła się. To mogło brzmieć kusząco, ale jak człowiek odczuwał choć trochę niechęci wobec takiego zepsucia, stacja stawała się siedliskiem grzechu, niekoniecznie wartego własnego sumienia. - A apartamenty vipów różnią się od pozostałych tylko tym, że płacisz za luksus. Chcesz ochrony? Przylatujesz ze swoją. Możemy trafić różnie, albo będzie, albo jej nie będzie.
Z opinią Charlesa na temat T'Ferr wszyscy się zgodzili. To brzmiało jak najprostszy i najskuteczniejszy sposób na zaciągnięcie asari na pokład ich promu. Wystarczyło, by zagadała do niej Snow, najbardziej reprezentatywna z ich grupy, a potem zaprowadziła ją do jednej z bocznych uliczek i tam resztą zajmie się którykolwiek z nich.
- Może będziemy mieli szczęście i poleciała na Trouge po to, żeby się wyluzować trochę - zasugerowała kobieta. Była to płonna nadzieja, ale była. - Kto wie, może będzie siedzieć w sukience przy barze i próbować utrzymać pion. To by była idealna opcja.
- Znając nasze szczęście, będzie opancerzona, uzbrojona i zajęta czymś zupełnie innym, niż rozrywka - mruknął Symons.
Nikt nie protestował przeciwko paleniu, ale nikt też do niego nie dołączył. Klimatyzacja pojazdu szybko wciągała dym, sprawiając, że nie roznosił się za bardzo po jego wnętrzu.
- Tak czy inaczej trzeba będzie poświęcić trochę czasu na obserwację - mruknął Kyle i westchnął.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

10 gru 2017, o 23:19

Wysłuchał całą litania Kyle’a. Wiedział jak to działa. Przecież musiał działać w podobnych miejscach. Pokręcił głową nie tyle co nie zgadzając się z opinią nowego dowódcy ale bardziej z tym, że to wcale może nie działać tak prosto.
- Nie, o to mi chodzi. – Zaciągnął się dymem. – Nie wiemy gdzie pracuje, wolę założyć najmniej optymistyczny wariant czyli, że jest zwykłą tancerką i tyle.
Oparł się wygodniej na fotelu. Co ciekawe, chyba jednak ktoś interesował się jego rozmiary bo mebel był wyjątkowo przypasowany do jego postury. Jeśli miałby umrzeć na Torgue, to przynajmniej doleci do miejsca swojej śmierci w wygodnym i komfortowym mebelku.
Większość z opisanych przez Kyle’a rzeczy mu nie przeszkadzało. Ludzie mogli robić co chcą. Oni sami zajmowali się rodzajem ochrony, która była na swój sposób podobnie przerażająca. Pamiętał jak dziś, kiedy wezwano ich do dość specyficznego zadania. To był hotelu gdzieś w centrum Moskwy. Jeden z tych naprawdę luksusowych. Okazało się że ktoś z rodziny Rosenkov postanowił zabawić się za mocno. Na miejscu znaleźli martwą dziwkę, ale nie tak zwyczajnie uduszoną. Nie, to było znacznie gorsze. Jako, że była to dość sławny reprezentant rodziny to nie mogli tego spieprzyć. Ciało miało zniknąć. Więc jak pozbyli się ciała? Spuszczając je w toalecie. Oczywiście w małych częściach.
- Nawet, jeśli siedziałaby przy barze to żaden z nas nie jest wyjściowy. Żaden.
Spojrzał po wszystkich męskich członkach załogi. Nie pasowali raczej to poszukujących wrażeń mężczyzn na stacjach takich jak Torgue. Pokręcił głową na myśl, że znowu będzie musiał się przebijać przez pijanych, naćpanych i spoconych obywateli wszystkich planet. Wstał w końcu z miejsca. Musiał się przebrać w swój kombinezon. Nie miał zamierzał siedzieć w stroju codziennym zaraz przed misją.
Chociaż jego pancerz wcale ale, aż tak bardzo się nie różnił od normalnych jego ubrań. Po prostu na tamtych miał zaczepy, do których mógł przyłączyć części pancerza.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

11 gru 2017, o 00:40

- Ja jestem - stwierdziła Snow, unosząc brwi. - A to jest asari. Im chyba jest wszystko jedno, jakiej jesteś płci.
Symons zaśmiał się szczerze, na moment zupełnie zapominając o tym, że zlecenie może przynieść im jakieś kłopoty. Pokręcił przecząco głową, przesuwając spojrzeniem po sylwetce kobiety.
- Susan Abel, wyszkolona w walce i sztuce uwodzenia.
- Wal się, Kyle - kobieta parsknęła śmiechem i rzuciła w niego papierkiem po swoim batoniku. - Mówię, że mogę z nią porozmawiać, nic więcej. Przynajmniej przede mną nie ucieknie z wrzaskiem, albo nie zacznie strzelać na wszelki wypadek, jak na widok każdej z waszych twarzy.
- ...i do tego jeszcze nieziemsko piękna, nie to co jej współpracownicy.
Snow zmrużyła oczy, wbijając spojrzenie w dowódcę, ale nie wyglądała na obrażoną. Na jej twarzy wciąż widniało lekkie rozbawienie, którego nie umiała ukryć. Tak czy inaczej szukali rozwiązania, a to nie było takie najgorsze. Faktycznie mogli najpierw wysyłać ją, jako porządnie wyglądającą reprezentację, a dopiero potem sami ingerować.
- Ale tak na poważnie, to nie jest taki zły pomysł. Jeśli T'Rei będzie tam w celach wypoczynkowych, można spróbować z nią porozmawiać i spróbować zaskoczenia. Nie wiem, kurwa, sam nie wiem. Prościej by było, gdyby pierdolony Statner raczył przekazać nam cokolwiek więcej, poza trzema zdaniami na temat każdej z nich i trzema beznadziejnymi zdjęciami. Tam pewnie będzie w chuj asari, a żeby znaleźć właściwą, trzeba jeszcze je rozróżniać.
- Ja rozróżniam - odezwał się nagle Dieter cicho. - Bez problemu. Ja je znajdę.
- Przynajmniej tyle dobrze - mruknął Symons. - To jesteś odpowiedzialny za zlokalizowanie ich, zanim podejmiemy jakiekolwiek działania.
Nikt nie przeszkadzał Strikerowi się przebierać, nikt też z grzeczności nie przyglądał mu się, gdy to robił. Snow oddała datapad mężczyźnie obok, by mógł dobrze zapamiętać wygląd trzech asari, co miało ułatwić mu wyhaczenie ich w tłumie, a sama zajęła się czymś na swoim omni-kluczu. Garren skupił się więc na ich celach, podczas gdy Kyle zajrzał do kokpitu, by sprawdzić, czy wszystko idzie tak, jak powinno. Prom leciał gładko przez tunel czasoprzestrzenny, dając im całkowitą swobodę działania na najbliższe godziny.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

11 gru 2017, o 04:03

Na swój dziwny sposób lubił zakładać swój osprzęt. To było niczym obrzęd. Czuł się jakby zakładał nową skórę, jakby stawał się całkowicie inną osobą. W sumie właśnie to uratowało jego psychikę przez całkowitym załamaniem się i zamianą w psychopatę. Dzięki swojej super technice myślenia, że w pancerzu jest całkowicie inną osobą doprowadził zresztą to wytworzenia w nim zachowań socjopatycznych. Lepiej jednak być socjopatą, niż psychopatą prawda?
Przysłuchiwał się ich rozmowie zmieniając spodnie na bojowe. Może już wiele osób preferowała noszenie pod pancerzem obcisłego kombinezonu ale niestety biednego Strikera nie było stać na taki rarytas. Większość kombinezonów była na zamówienie, a zrobienie takiego w jego rozmiarach graniczyło z cudem. Dlatego nosił opancerzenie w stylu najemnika z pogranicza. Nawet w Rosenkovie uznali, że tak będzie lepiej.
W pewnym momencie wyłonił się zza skrzyń ubierając specjalną bluzę na świeżą koszulkę.
- No, no. – Uśmiechnął sie chyba pierwszy raz złośliwie od kiedy się wszyscy zdążyli poznać. – Chętnie zobaczę te sławne wśród ludzi naszego sortu ploteczki o tym jak ludzie HK są świetnie wyszkolenie w języku miłości.
Parsknął śmiechem chowając się z powrotem za skrzynkami. Kręcił głową z dalej tym samym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Gdyby uczyli tego w jego korporacji to może nie przechodziłby teraz takiego syfu z Sonyą. No cóż, nawet się na ten moment o tym nie zastanawiał. Tak było wygodniej. Przynajmniej na teraz. Nad tym jak źle ich wytrenowali w tych kwestiach będzie mógł powspominać jak już wróci do Berlina.
- Jezu Dieter, nie mów mi, że zapisałeś się na szkolenie z rozpoznawania fizjonomii obcych ras.
Słyszał o tym kursie. Prawie nikt na niego się nie zapisywał z jednego prostego powodu. Prawie nigdy nie eliminowali obcych. Więc szkolenie z tego było dobrowolne ale ponoć cholernie żmudne i nudne. Kursanci dostawali setki zdjęć i musieli wskazać subtelne różnice pomiędzy wybranymi osobnikami. Większość wolała albo spędzać ten czas na strzelnicy lub robiąc cokolwiek innego co mogło sprawić, że nie trzeba myśleć o robocie.
- Wiecie T’Rei możemy podejść też w inny sposób. – Przypomniał sobie jeden cholernie ważny szczegół. – To komandoska, więc od razu zauważy, że coś jest nie tak. Informacja mówi, że kręci się przy restauracyjnym. Skołujcie mi kombinezon kucharza i tabletki powodujące wymioty. Zabrzmi to głupio ale kurwa zajebiście gotuje. Będę pasował do zadania, przy okazji po prostu któreś z nas zgarnie ją nieprzytomną z kibla.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

11 gru 2017, o 11:25

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

28 sty 2018, o 13:08

Wyświetl wiadomość pozafabularną

- Więcej nie zmieści się do promu - odpowiedział Daryl. - Musimy w tej grupie wlecieć do hangaru, odpalić EMP, a potem odeprzeć pierwszy atak. To da czas statkom Przymierza na dotarcie do nas, bo początkowo muszą się trzymać poza zasięgiem radarów, inaczej nas w ogóle nie wpuszczą. Idę założyć ten pancerz, zaraz wracam.
Susan przepchnęła się pomiędzy żołnierzami wyładowującymi rzeczy z pojazdu i dotarła do swojej szafki, która właśnie była wymontowywana. Wyciągnęła z niej swój sprzęt i pozwoliła im zająć się dalej demontażem, sama wyskakując na zewnątrz i zabierając się za przypinanie pancerza do kombinezonu. W końcu i strzelba wylądowała u dołu jej pleców, więc była całkowicie gotowa. Kyle i Dieter zdążyli zająć się tym już wcześniej i gdy tylko uzgodnili z tutejszymi ludźmi, co zostaje, a co można zutylizować, weszli do środka.
Symons w reakcji na sarkastyczną odpowiedź Strikera rzucił w jego stronę lodowate spojrzenie.
- Coś ci nie odpowiada, Striker? - spytał. - Nie martw się, czy pójdzie dobrze, czy źle, za kilka godzin nie będziesz musiał się martwić koniecznością wykonywania moich rozkazów.
Kilkanaście minut później prom oderwał się od powierzchni Feros i powoli zaczął wznosić się w górę. Za sterami siedział Kyle, ale na fotelu obok niego wyjątkowo nie było Susan. Miejsce zajął Coma, korzystając z faktu, że kobieta wolała stać w tylnej części pojazdu i rozmawiać z ludźmi, których przydzielono im z Przymierza. Nad jej omni-kluczem wyświetlał się holograficzny plan 3D Majesty, choć pewnie niedokładny, bo to był blueprint podstawowej wersji tego modelu okrętu. Mieli sporo czasu, zanim dotrą we właściwe miejsce galaktyki, mimo, że przecież Statner czekał na nich niedaleko Shodan. Tak, by nie musieli po wykonaniu misji skakać przez sieć przekaźników. Andersona nie było u nich na pokładzie, ale skoro koordynował całą tę misję, to musiał być na którymś z dużych statków - tych, które miały dotrzeć chwilę po nich. Nastroje na pokładzie były napięte, zdeterminowane. Od tego, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, miały zależeć ich życia.
- Nie sądziłem, że tego doczekam - mruknął Daryl, podchodząc do brata. Wiadomo, Charles był martwy przez ostatnie osiem lat, nic dziwnego więc, że nie spodziewał się, że będzie mu jeszcze dane przeżyć akcję w jego towarzystwie. No, a przynajmniej ją rozpocząć, bo kwestia przeżycia stała jeszcze na ostrzu noża. - Jak to się uda, powinniśmy wrócić do domu na kilka dni. Obaj.
Teraz już nie miał na sobie swojego codziennego stroju, albo niebojowego kombinezonu szytego na miarę przez Przymierze, ale pancerz, tak dobrze Strikerowi znany, choć niestety tylko z widzenia. Trzeba było przyznać, że dobrze w nim wyglądał, mimo, że noszenie go miało przecież zgoła inny cel. Daryl z pewnością jednak nie narzekał na zainteresowanie płci przeciwnej, chociaż ukradkowe spojrzenia, które mimowolnie rzucał w stronę Snow, nie spotykały się z wzajemnością.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

28 sty 2018, o 17:02

No cóż dziesięć osób musiało wystarczyć. Chociaż dobrze na tym wyszli bo miał po swojej stronie byłych operatorów. Nie wiedział jak dobrze są żołnierze Przymiezra ale miał nadzieję, że nie rozwalą ich tylko jak wejdą na pokład statku. Martwił się też o swojego brata. Jeśli coś mu się stanie w czasie tej misji chyba cała rodzina go znienawidzi. Zresztą kolejny raz to był jego problem przez, który jego bliscy byli zagrożeni. Może nie do końca on sam do niego doprowadził ale nie miał innego niż postawić się przeciwko swoim pracodawcom.
Nie odpowiedział na słowa Kyle’a ale zrobił minę, którą mówiła, że wcześniej żartował. Wolał jednak nie przeciągać struny. Jego były przełożony wyglądał ciągle jakby ktoś wsadził mu w tyłek największy kij jaki tylko istniał. Może starał się po prostu profesjonalnie podchodzić do swojej pracy. Cokolwiek to było wolał nie wiedzieć. Za kilka godzin wszystko miało się wyjaśnić więc nie było sensu robienia dodatkowych problemów poprzez dogadywanie sobie nawzajem.
Na promie było ciasno. Naprawdę ciasno. Do tego ładunek EMP zajmował sporo miejsca. Byli pewnie naprawdę blisko przekroczenia maksymalnego udźwigu pojazdu. Chociaż ten wzniósł się tak jak zawsze. Kodiak był bardzo prostą konstrukcją i toporną. Nic dziwnego, że sobie poradził z takim obciążeniem.
Striker zajął miejsce jak zawsze gdzieś na tyłach pojazdu. Nie można było jednak powiedzieć, że dobrze się ukrywał. Przy jego wzroście nie było to prawdopodobne. Jego postura sprawiała, że dałoby się go zobaczyć z drugiego końca pieprzonego pancernika. Dzięki temu mógł przy okazji obserwować co wszyscy robią. Wyglądało na to, że wszyscy już zaczęli współpracować. Cieszyło go to. Na tą krótką chwile szturmu mieli stać się jednym oddziałem.
- Wujek byłby dumny. – Powiedział ironicznie Charles. Jego brat raczej nigdy nie spodziewał się, że do tego dojdzie. Nikt nie spodziewał się, że taka sytuacja będzie mogła mieć kiedykolwiek miejsce. Przyglądając sie jednak najstarszemu z rodzeństwa Strikerów, można było zauważyć, że on chyba całkiem inaczej skupiał się na misji i spochmurniał po słowach swojego brata. Nie wiedział czy powinien w ogóle wracać do domu po tym wszystkim. Jeśli ktokolwiek z rodziny by się o ty dowiedział. – Emily ma niedługo urodziny. Mógłbym wpaść.
Westchnął chociaż nie było w tym radości. Charles wciąż był enigmą dla swojego młodszego brata. Zmienił się przez te lat. To nie był ten sam człowiek co kiedyś. Nie można było zauważyć w nim niektórych cech z przeszłości, kiedy jeszcze byli młodzi. Wciąż trudno był zauważyć u Charles’a emocje bardziej pozytywne. Może to była wina jego wyrazu twarzy i zawsze zmęczonego wzroku. Ten błysk, który widział wcześniej w barze też na swój sposób zgasł. Chyba stres był zbyt duży.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

28 sty 2018, o 22:14

- No - mruknął tylko twierdząco Daryl, też pochmurniejąc nieco. Striker nie wiedział dlaczego i raczej nie miał się tego jak domyślić. Coś wisiało nad głową jego młodszego brata ciężką chmurą, tak samo jak wisiało nad jego i obaj teraz zmuszali się do tego, by udawać jak bardzo wszystko jest w porządku. Kto wie, może Daryl obawiał się, że straci brata ponownie, tak samo jak tamten bał się o jego życie. Mieli przed sobą za dużo niewiadomych, by obiecywać sobie nawzajem, że wszystko będzie dobrze. Takie obietnice mogli zostawiać dla Emily, gdyby w jakiś sposób dowiedziała się ona o całej przygotowanej akcji. Ona by w nie uwierzyła, tak jak wierzyła we wszystko inne. W niej jednej zostały resztki niewinności, choć i tak życie jakie prowadziła musiało ją pozbawić tej niewinności dość drastycznie - tylko w inny sposób i pod innymi względami.
Lot trwał kilkadziesiąt minut. Niedużo, biorąc pod uwagę loty międzyplanetarne, ale wciąż więcej, niż chciałyby zszargane nerwy. W końcu jednak zaczęli zbliżać się do wysłanej przez Majesty lokalizacji. W promie zapadła cisza, a rozmowy stały się rzadkością i w większości odbywały się szeptem.
- Dolatujemy - odezwał się głośno Symons, zerkając przez ramię. - Za kilka minut powinniśmy zobaczyć Majesty na radarach.
Zachowanie żołnierzy w niczym się nie zmieniło, bo byli gotowi do akcji już przecież od momentu, w którym wsiedli na pokład. Nie musieli się dozbrajać ani ubierać w dodatkowe elementy pancerza. Wszystko mieli już na sobie.
Mimo to jednak coś musiało pójść nie tak. I to bardzo nie tak.
- Radar nie wykrywa pancernika - odezwał się nagle Kyle, zaskoczony. - To są te koordynaty, ale Majesty tu nie ma.
- Może jeszcze nie dolecieli? Musielibyśmy bardzo szybko ogarnąć Shodan, żeby znaleźć się tutaj teraz - zasugerowała niepewnie Snow.
- Nie. Wysłali aktualną lokalizację, plik automatycznie wygenerowany przez komputery pokładowe. Byli tu. A teraz...
Zamarł na moment i skupił się na czymś, co wyświetlało mu się na jednym z paneli kontrolnych pojazdu. Coś pojawiło się na radarze, ale z całą pewnością nie był to pancernik, bo ten zobaczyliby nawet na swoje własne oczy, przez wizjer. To musiało być coś dużo mniejszego. Może prom, taki jak ich.
- Niech ktoś się skontaktuje z Andersonem - warknął Symons przez ramię. - Nie tak to miało do cholery wyglądać. Jesteśmy we właściwym miejscu. Ktoś jest na radarze, ale nie wiem kto. Nie rozpoznaję sygnatur.
- Ktoś ich uprzedził - odezwał się w końcu Dieter, po raz pierwszy od dobrej godziny. - Ktoś wiedział, że lecimy i uprzedził Cerberusa. To jest zwiadowca, zostawiony tu żeby zobaczyć, ile statków Przymierza przyleci.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

28 sty 2018, o 23:08

Charles wyglądał na zaniepokojonego bo w porównaniu z resztą ryzykował bardziej niż cała reszta. Nikt nie byłby taki głupi aby zabierać członka rodziny na taką misję. Nie był też na tyle głupi aby kazać bratu zostać na Ziemi. Nie było nawet na to szansy. Dobroć dobrocią ale Anderson potrzebował kogoś wewnątrz kto miałby wpływ na kogoś takiego jak Charles. Nic nie działało tak dobrze jak myśl, że w najgorszym wypadku przez niego zginie ktoś z jego rodziny. Dlatego musiał się starać znacznie bardziej niż cała reszta.
Dlatego to właśnie on poczuł największe zaniepokojenie na to co zobaczył. Nie było żadnego pancernika. Była szansa, że ktoś ich wystawił. Plan przechodził przez ręce wielu osób, któraś mogła pracować dla Cerberusa. Gdzieś w podświadomości czuł strach, że to on mógł zjebać. Mogli go obserwować przez te kilka dni, mógł nie ukrywać się tak dobrze jak mogło mu się wydawać.
Podszedł jednak na przód promu do Symona i Dietera. Zrobił jednak coś czego raczej nikt by się po nim nie spodziewał ale jako człowiek, który z tym planem przyszedł musiał wciąż udawać, że ma ten cały bajzel pod kontrolą. Innego wyjścia nie miał. Jego wielkie dłonie wylądowały na ramionach mężczyzn i westchnął.
- Daryl, przekaż informację Andersonowi żeby wstrzymał flotę. Symons wycofujemy się i poinformuj górę, że na pozycji spotkania znajduje się nieoznaczony statek. Przekaż, że się wycofujemy i czekamy na dalsze instrukcje. Nie ma co panikować. Nie teraz.
To mógł też być przypadek. Może ten prom tak samo odstraszył pancernik. Cholera wie. To była wielka galaktyka. Mogli mieć najzwyczajniej w świecie pecha i ktoś postanowił sobie siedzieć w takim miejscu. Mało prawdopodobne ale prawdopodobne.
No była jeszcze szansa, że Majesty potrafi się maskować i być niewidzialną. Wtedy to już na pewno Przymierze chciałoby położyć na nie swoje łapska ale znalezienie wtedy tego kloca zajęłoby naprawdę sporo czasu. Na pewno więcej niż mieli ich bliscy na ukrycie się i zakopanie się tak głęboko pod ziemię, że nawet Handlarz Cieni musiałby się drapać po dupie w zaskoczeniu gdzie mogą się chować.
Teraz jednak naprawdę starał się zachowywać zimną krew. Nawet, kiedy mówił trudno było wyczuć w jego głosie jakiekolwiek emocje. Cieszył się, że na pokładzie nie było Sonyi bo czytałaby teraz z niego jak z otwartej książki.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 867
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: UT-47 - prywatny prom transportowy

29 sty 2018, o 23:04

- Nie możemy teraz zawrócić - warknął Symons. - Jeśli on jest na naszych radarach, my jesteśmy na jego. Musimy zostać na kursie. Spróbuję nawiązać łączność.
Mężczyzna był jeszcze bardziej spięty, niż w chwili, gdy startowali z Feros, ale trudno było mu się dziwić. Wszyscy w tym momencie mieli wzrok utkwiony w przednim wizjerze, choć nie było niego jeszcze nic widać. Gdzieś tam przed nimi znajdowała się niewielka jednostka, którą Majesty zostawiło tu jako zwiadowcę. Gdyby faktycznie wracali z Shodan, po wykonaniu zlecenia, pewnie skontaktowaliby się z nią choćby po to, by dowiedzieć się, czy ma ona cokolwiek wspólnego z Cerberusem.
Tymczasem Daryl odsunął się na drugi koniec promu i nawiązał połączenie z Andersonem. Twarz kapitana pojawiła się na wyświetlaczu jego omni-klucza kilkanaście sekund później. A gdy młodszy Striker przekazał mu niezbyt przyjemne informacje, wykrzywiła się ona w niezadowoleniu.
- Mogliśmy się tego spodziewać - stwierdził. - Nie jesteśmy w stanie zrobić niczego dalej, dopóki nie dowiemy się gdzie mamy przeciek informacji.
Zamilkł na moment, zastanawiając się nad rozwiązaniem zaistniałego problemu. Potem na chwilę zniknął, podchodząc do kogoś znajdującego się z daleka od komunikatora. Daryl przygryzał policzek od środka, pewnie rozgryzając go do krwi.
- Z tej strony prom UT-47, numer identyfikacyjny 298-39. Proszę się zidentyfikować - powtarzał Symons spokojnie, usiłując nawiązać kontakt z nieznaną jednostką. Po którejś z kolei próbie otrzymał w końcu odpowiedź.
- Rozpoznajemy wasze sygnatury. Co tu robicie?
- Mieliśmy się spotkać w tych koordynatach z inną jednostką.
- Podajcie numer identyfikacyjny tej jednostki.
- Nie mamy do tego uprawnień.
Snow westchnęła ciężko, nie potrafiąc już z nerwów ustać w miejscu. Dłoń Dietera zaciskała się w pięść i rozluźniała na przemian, bo w stresie było to jedyne, na co mógł sobie pozwolić. Anderson wrócił na wyświetlacz Daryla.
- Statki pozostają w gotowości. Musicie znaleźć sposób na to, żeby dowiedzieć się kto jest odpowiedzialny za przeciek. A potem się go pozbyć. Proponowałbym zacząć od ludzi, których macie na pokładzie. Zachowajcie tylko profesjonalizm.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 7936
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Następna strona

Powrót do Prywatne jednostki

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość