Re: Jewel

27 lut 2019, o 11:36

Miała wadliwy instynkt samozachowawczy. Wróć, miała wadliwe w zasadzie wszystko, co wiązało się ze współpracą z ludźmi i szacowaniem ryzyka, co stało się aż nadto jasne ledwie kilka chwil później. Powinna przewidzieć, że tak to się skończy. Że Przymierze się zacietrzewi, zamknie w tej swojej skorupce i będzie tylko krzyczeć zza bezpiecznych ścian - na miłość boską, powinna to wiedzieć, znała firmę przecież, nie była w niej od dziś. Jasnym było też, że Vasiliev jest ostatnim, który rzucałby słowa na wiatr. Jego groźby nie były tylko groźbami i naprawdę powinna zdawać sobie sprawę z tego, że Misha zrobi dokładnie to, co powiedział, jeśli sprawy potoczą się nie po jego myśli. To wszystko było tak bardzo oczywiste.
Może dlatego nie wydawała się tak naprawdę zaskoczona rozwojem wypadków, gdy te już przyjęły takie a nie inny obrót. Nie zmieniało to tylko faktu, że mogła zachować się inaczej. Lepiej. Bardziej rozsądnie, na przykład.
Teraz, nim pomarańczowa obręcz kajdanek unieruchomiła ją przy barierce, a je broń znalazła się zdecydowanie zbyt daleko, by mogła po nią sięgnąć, zdążyła tylko całkowicie zignorować Targa i odpisać na wiadomość od Claire - a i to tylko dzięki odrobinie szczęścia, że Annesley odpisała jej tę odrobinę wcześniej, niż Vasiliev postanowił przystąpić do jakże chwalebnego czynu. Napisała więc:

Zmieni się jak tylko ci tutaj uświadomią sobie, że znów dajemy dupy i spieprzamy z daleka od problemów. Pewnie nas wtedy zastrzelą. Albo raczej - odparują w imponującej eksplozji.


po chwili orientując się, jak w dużym stopniu jej słowa były zgodne z prawdą.
W każdym. Absolutnie w każdym calu. Z tej perspektywy nie miała nawet wyrzutów sumienia, że takie postawienie sprawy mogło zestresować sympatyczną Claire bardziej, niż powinno. (Chociaż, tak szczerze mówiąc, z każdej innej perspektywy Rebecca również by się tym nie przejęła - subtelności przekazu informacji i szeroko pojmowanej komunikacji międzyludzkiej nie były jej atutem.)
Teraz westchnęła tylko cicho, postanawiając się nie odzywać - i była to chyba najmądrzejsza decyzja, jaką podjęła w ciągu ostatnich chwil. Nie zrozummy się źle - Dagan nadal uważała, że próby uzyskania Szarańczy były dobrym pomysłem. Nadal też w głowie tkwiło jej przekonanie, że próba dostania się na pokład statku Zbieraczy miała sens i mogła nieść za sobą wymierne korzyści. Skoro jednak teraz wyszło jak wyszło, to resztkowe mechanizmy obronne tkwiące w ciele czerwonowłosej kazały jej przynajmniej, dla odmiany, się nie wtrącać i znowu oddać pola Strikerowi. Niech pogada. Umówmy się, do tej pory żadne z nich się szczególnie nie popisało, może w końcu, cholera, się to zmieni?
- A ty przypadkiem nie jesteś jakimś uber pro biotykiem? - mruknęła więc tylko w kierunku Alexandra, w zasadzie niezobowiązująco, ale tak po prostu, by nie tkwić w całkowitym milczeniu. Całkowite milczenie dusiły w niej zdenerwowanie, a te przecież narastało teraz jak głupie. A Dagan nie chciała panikować. Naprawdę nie chciała, skoro stąd nieszczególnie miała jak uciec.
Świadomość bycia całkiem niezłym inżynierem pozostawiła chwilowo w spokoju. Tak, była nim, ale próby gmerania jakkolwiek w czymkolwiek na oczach ośmiu uzbrojonych chłopa nawet dla niej nie wyglądały teraz na dobry pomysł. Mogłaby próbować się uwolnić czy, wyginając w niekoniecznie wygodnej pozycji, może też skorzystać z omni-klucza - by zajrzeć do systemów okrętu, pirackiego bądź Zbieraczy, gdyby byli już wystarczająco blisko; albo, bardziej fantazyjnie, by spróbować na odległość przejąć kontrolę nad AMSU na pokładzie Wizny (co byłoby zwyczajnie bez sensu bez współpracy choćby z pokładową obsługą platform). Nie chciała jednak zostać rozstrzelana, bo komuś nie spodobają się jej paluszki na klawiaturze jej omni-kluczu.
Wybuchnąć też nie chciała, nie miała powołania do bohaterstwa w stylu ISIS, ale to już inny temat.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 480
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jewel

2 mar 2019, o 19:36

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

2 mar 2019, o 20:09

Widząc, że ani Saraya, ani Charles nie kwapią się do nagłego ataku, pomimo znaczącej przewagi liczebnej jaką w tej chwili mieli piraci, na twarz Vasilieva wypłynął wyraz ulgi. Nie bardzo, ale wystarczająco, by dało się go zauważyć. Nie mieli czasu teraz na walkę, bo za moment mogli znaleźć się w zasięgu radarów wrogiego statku. A wtedy już zarówno załoga Skyrangera, jak i ich goście byliby w wyjątkowo beznadziejnej sytuacji. Kapitan piratów planował zniknąć zanim to się wydarzy i całą resztę problemów, razem ze swoim cennym statkiem i umieszczonym gdzieś na nim ładunkiem, zostawić czwórce negocjatorów.
Skinął głową z nieco większym przekonaniem, a pozostali również zaczęli kierować się w stronę zejścia z mostka. Drzwi były teraz otwarte na stałe, umożliwiając załodze stopniowe przechodzenie do kapsuł. Nie opuszczając broni i nie odwracając się do nich tyłem, wszyscy tu obecni przemieścili się na jedną stronę, tylną ścianę, w której znajdowało się wyjście. Gdzieś w połowie monologu Strikera Misha zaśmiał się, wyganiając z pomieszczenia wszystkich nawigatorów i pilota, który chwilę później wybiegł z kokpitu, zostawiając sobie tylko Antona i Igora, stojących teraz u jego boku z karabinami leniwie uniesionymi do strzału. Żaden z nich jednak chyba nie spodziewał się już walki. Nie miała ona żadnego sensu z punktu widzenia ludzi przysłanych tu przez Przymierze i piraci świetnie sobie z tego zdawali sprawę.
- Wbrew czemu? Poleceniom swojej załogi? - Vasiliev uniósł brwi, uśmiechając się do Charlesa ze szczerym rozbawieniem. Sformułowanie nie było zbyt trafne i kapitan nie omieszkał się do niego przyczepić. - Doceniam troskę o moich ludzi, Striker. Wypijemy twoje zdrowie, jak wylądujemy na Bloodmoonie, z daleka oglądając eksplozję. Na razie.
Wyszedł pierwszy, za nim dwóch jego ochroniarzy, po czym drzwi zablokowały się, a panel zaświecił na czerwono. Prawdopodobnie nie miało ich to powstrzymać na zawsze, tak samo jak kajdanki założone na nadgarstki zaledwie połowy z nich, ale było w stanie spowolnić wystarczająco. Cisza, która zapadła po wyjściu piratów, była obezwładniająca - do momentu, w którym Alexander nie zaklął siarczyście i nie spojrzał na czerwonowłosą z niewyjaśnioną wściekłością. Może zdenerwował go jej ostatni komentarz, może fakt, że nie zdobyła pomocy, a może jeszcze coś innego. Nie raczył wyjaśnić, zamiast tego szarpiąc ręką ze złością.
- Może byście pomogli, zamiast tak stać? - warknął w stronę Dinh. Kobieta drgnęła i doskoczyła do niego w ułamek sekundy, od razu zabierając się za próbę odblokowania kajdanek. Nie była hakerem, tylko pilotem, ale to też wiązało się z jakimś przeszkoleniem technicznym, na które zapewne w tej chwili liczyła. W przeciwieństwie do Shukina, Rebecca mogła poradzić sobie z tym sama. Kajdanki były zabezpieczone klasycznym kodem, którego odblokowanie nie było trudne, ale zajmowało dobrą minutę, jeśli nie miało się nadanych uprawnień.
- Jeszcze nas nie zobaczyli - zauważył Alexander, z zaciśniętymi zębami przypatrując się nieporadnym działaniom Sarayi. - Mogłabyś wejść do kokpitu i zawrócić. Umiesz tym latać?
- Nie wiem, umiem, ale to nie jest gra komputerowa, Alex - skrzywiła się kobieta w odpowiedzi. - Nie obrócę się w miejscu i nie cofnę nagle tam, skąd przylecieliśmy. Poza tym na sto procent nałożyli zabezpieczenia na systemy sterowania. Zanim je odblokuję, będziemy już w dupie.
- A teraz to przepraszam gdzie jesteśmy? - brwi Shukina ściągnęły się, tworząc pionową zmarszczkę. - Co ty, kurwa, robisz?
- No próbuję je odblokować. Może cię to zdziwi, ale nie mam wprawy.
- Świetnie. Jak rozjebiemy się o statek zbieraczy, to będę dalej przypięty do tej pierdolonej barierki.
Dinh sapnęła z wściekłością i odsunęła się, aktywując omni-ostrze. Pomarańczowy blask odbił się w jej ciemnych oczach.
- To co? Sto dwadzieścia siedem godzin?
- Co? Nie mo...
Iskry poszły w powietrze, gdy kobieta uderzyła w tę część kajdanek, które zapięte były na metalowej rączce. Alexander stęknął z bólu wywołanego porażeniem prądem z zepsutego nagle urządzenia i odskoczył, rozmasowując sobie nadgarstek. Gdy Dagan uwolniła się bez problemu, swoją wściekłość w spojrzeniu przeniósł na ciemnowłosą pilot.
- Jesteś wolny, słońce. Zamiast narzekać, wymyśl, co dalej. Co dalej? - przesunęła spojrzeniem po pozostałych. Nie była osobą decyzyjną. W swoich rozważaniach na temat wyboru dowódcy ich małej grupki uderzeniowej nie brali zresztą jej nawet pod uwagę.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

2 mar 2019, o 21:21

To wszystko zrobiło się tak mało zabawne. Monolog Charlesa na nic się zdał, piraci uciekli w radosnych podskokach, Skyranger majestatycznie płynął w stronę statku Zbieraczy jako jeden wielki ładunek. A w tym wszystkim oni, wskazani odgórnie do roli bohaterskich samobójców.
Cudownie.
Z dobraniem się do kajdanek, a potem swojego omni-klucza odczekała tylko tyle, żeby mieć pewność, że nikt jej nie rozstrzela za pierwszy ruch dłoni w kierunku urządzeń. Gdy piraci kolejno znikali za progiem, gdy ostatecznie opuścił ich też Vasiliev, Rebecca z sapnięciem frustracji i narastającej paniki pozbyła się najpierw niechcianych, prymitywnych jednak mimo wszystko więzów (drgnęła przy tym, gdy w chwili, kiedy się uwalniała, o uwolnienie Shukina postarała się też Dihn - znacznie mniej finezyjnie i z mniejszym wyczuciem), by potem uruchomić swój omni-klucz. Klucz, na którym odpowiedzi z Wizny już nie było.
Świetnie. Wychodziło więc na to, że coś jednak musieli zrobić. Sami. Bez piratów, bez Szarańczy, we własnym kółku wzajemnej adoracji.
- Ja je odblokuję - rzuciła krótko to Dihn niby z dupy, ale, jakby się zastanowić, można było dojść, o co jej chodziło. Sama Dagan to zresztą uściśliła, rozcierając nadgarstki i kierując się w kierunku kokpitu. - Systemy sterowania. A ty nas po prostu zatrzymaj poza zasięgiem radarów Zbieraczy. - To im akurat nie mogło zaszkodzić. Na pewno nie. Zdobędzie im tylko czas, a ona...
Tak. Rebecca potrzebowała czasu. Jeszcze trochę.
Nie oglądała się na pozostałych, gdy usadziła tyłek na fotelu pilota. Nie mogła się oglądać - i rozglądać - bo to, wiecie, było mało zajmujące. A jak nie będzie miała zajęcia, to oszaleje. Spanikuje. Bardzo byśmy tego nie chcieli. Ona sama bardzo tego nie chciała. Skupiła się więc na tym, co miała przed sobą. Pulpicie sterującym, wszystkich tych monitorach i monitorkach dookoła. Nie ulegało wątpliwości, że potrzebowali tego działającego - więc sprawdziła, czy działa, próbując wyhamować okręt. Nie była pilotem i jedyne, co wiedziała, to podstawy - takie, jakie uczyli inżynierów odpowiedzialnych za wszelkie możliwe latadła. Nie umiała tym sterować, ale zatrzymać, przyspieszyć, wznieść się czy opaść - już tak. I to chciała zrobić. Jedna mała próba obniżenia prędkości po to, by zobaczyć, czy Saraya miała rację i systemy faktycznie były zablokowane. Bo jeśli by były, to zamierzała zrobić dokładnie to, co powiedziała - odblokować je. Jak najszybciej. By miała czas zająć się też innym okrętem.
Na przykład tym Zbieraczy. Na dystans, skoro chwilowo opcje wejścia na pokład były raczej marne.
- Striker? - zawołała w którejś chwili, nie odrywając wzroku od monitorów okrętowych i wyświetlacza własnego omni-klucza. - Mógłbyś się w międzyczasie w końcu dowiedzieć, co potrafi nasze czwarte cudo? - rzuciła i nie ulegało wątpliwości, że chodziło jej o Shukina. - To chyba dobry moment, a mi jakoś nie chciał powiedzieć. - Nie miało dla niej znaczenia, że Alexander każde słowo słyszy nie gorzej od Charlesa.
Potem westchnęła cicho i znów skupiła się na swojej pracy, swoim kontrolowanym środowisku. Najpierw sprawić, by Dihn mogła w spokoju zasiąść za sterami Skyrangera - jeśli piraci im to uniemożliwili, to zdjąć te wszystkie nieszczęsne blokady. Potem sprawdzić, jak przedstawia się jej własny zasięg - ten omni-klucza, wspomagany potencjalnie systemami Skyrangera czy, powiedzmy, nie całkiem jawnym podpięciem się naokoło, przez systemy Wizny, wykorzystując czujniki krążownika. Byle tylko złapać okręt Zbieraczy w zasięg swego działania. Potrzebowała tego. Potrzebowała, bo inaczej, nie mogąc sięgnąć wrogiej łajby swoimi rączkami - niematerialnymi, extranetowymi, ale, mimo wszystko, realnymi i zdatnymi do pracy - nie mogłaby nic zrobić.
A chciała. Z różnych powodów, nie wszystkich dla siebie zrozumiałych, chciała zrobić cokolwiek.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 480
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jewel

3 mar 2019, o 16:04

Nie warto było. Nie warto było się tak produkować. Gówno to dało, ale przynajmniej zostawili ich w spokoju więc to zawsze jakiś plus. Dużym minusem wciąż była sytuacja gdzie lecieli ku szlachetnej śmierci przypierdolenia w statek Zbieraczy. To był problem na którego rozwiązanie będą musieli ciężko pracować bo zamiast wyrżnąć załogę to lepie puścić ich wolno i walczyć o własne życie. Świetnie. Dowództwo urwie mu jaja.
Odprowadził resztę załogi wzrokiem. No tak. Więc zostało mu teraz ciułanie na to żeby nie umrzeć. Teraz już sytuacja z czysto rozkazu wojska, przemieniła się w sytuacje prywatną. Miał już całą formułkę w głowię, którą napisze do DeWolfa. Będzie to po prośba o pozwolenie na wyeliminowanie wszystkich piratów, którzy stacjonowali na tych gównianych statkach.
- Nie wiem co jest większym problemem. To, że musimy się użerać z tym gównem bo zachciało wam się bohaterstwa, czy może ciągle tykająca bomba na statku na wypadek gdybyśmy jednak wyhamowali ten statek.
Warknął do reszty załogi. Oczywiste było to, że miał prawo być zły na to jak świetne pomysły mieli i jak się skończyły. On jednak zamiast zajmować się niby najważniejszą rzeczą jaką było zajęcie się statkiem wolał rozwiązać problem już na miejscu.
- Po odblokowaniu systemów wykonaj sabotaż na wszystkich możliwych kapsułach ratunkowych. Shukin, idziemy zabezpieczyć nasz statek. Bez niego jesteśmy w dupie.
Spojrzał na Alexandra znacząco. Gdyby ten jednak dalej wolał bawić się w bohatera tutaj to po prostu zamierzał pójść bez niego. On chciał po prostu wydostać się z tej pieprzonej krypy w jakikolwiek sposób. To co sobie myślała Dagan było problemem drugorzędnym. On nie zamierzał wychodzić ponad szereg i nie wykonać swojego rozkazu.
- Mam nadzieję, że lepiej sobie radzisz z systemami niż przekonywaniem swoich ludzi do współpracy.
Powiedział czekając przy drzwiach. Sprawdzał ostatni raz broń. Po drodze może uda im się znaleźć miejsce gdzie składowali ładunki wybuchowe. Misha nie miał prawa uciec z tego statku. Nie miał prawa cieszyć się wolnością po tym co zrobił.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1040
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Jewel

3 mar 2019, o 21:25

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

3 mar 2019, o 22:01

Przejście do kokpitu akurat na ich szczęście zablokowane nie było. Pilot nie miał czasu, by się tym zająć, skoncentrowany na szybkim dostaniu się na mostek, a potem opuszczeniu centrum dowodzenia razem z resztą swojej załogi i kapitanem. Fotel był wyjątkowo wygodny, ale Rebecca nie miała zbyt wiele czasu na docenienie tego drobnego faktu, skupiona na nieco innych priorytetach. Dinh zawisła nad nią, nie zajmując miejsca obok, ale czekając, aż czerwonowłosa jej ustąpi. Jej spojrzenie nie było jednak utkwione w rękach Dagan, a wędrowało po panelach kontroli statku, podczas gdy kobieta usiłowała na szybko przypomnieć sobie jak steruje się tym, na czym teraz zostali uwięzieni. Mieli sporo szczęścia, że była z nimi. Gdyby piraci nie postanowili przyprowadzić jej tutaj, sytuacja byłaby już zupełnie poza ich kontrolą.
- Dobrze by było wiedzieć chociaż gdzie ona jest - warknął wściekle Shukin, podnosząc z podłogi broń swoją i Rebecki. Ruszył w stronę kokpitu, by rzucić jej Szpona na fotel drugiego pilota, podczas gdy sam swój przypiął z powrotem do zaczepów. - Można by pobawić się w rozbrajanie. Ale z przykrością melduję, chorąży Dagan, że tego nie potrafię. Za to jestem biotykiem. Czy uber i pro, tego nie wiem.
Odblokowanie systemów okazało się trudniejsze, niż Rebecca mogła zakładać, zabierając się za hakowanie zabezpieczeń. Może przez fakt, że z takim sposobem kodowania jeszcze się nie spotkała. Musieli nauczyć się go od kogoś, z kim czerwonowłosa nie miała do czynienia. Może od batarian, czy jeszcze innych quarian. Tak czy inaczej było to wyzwanie, choć nie tak duże, jak mogłoby być. Chwilę później załapała już schemat kodu i rozplątywanie go z trudnego stało się już tylko upierdliwym.
- Co to zmieni, że pójdziemy do hangaru, Striker? Jak mieli zabrać desantowiec, to już go zabrali. A jak tam stoi, to będzie stał nadal - Shukin zerknął w stronę drzwi. Kontrolka przejścia świeciła się na czerwono. - Jak ruda skończy z systemami, powinniśmy zająć się ładunkiem. Znaleźć go i rozbroić. Ona powinna, skoro ma przeszkolenie techniczne. My możemy go za to dla niej znaleźć. Pytanie tylko jak.
- Spróbujcie z monitoringiem pokładowym. W panelu na mostku powinien być do niego dostęp. Tego chyba Vasiliev nie zablokował - zaproponowała Saraya, zerkając na nich przez ramię. - Nie zdążył.
Na jednym z paneli przed czerwonowłosą błysnęła informacja o wystrzeleniu przedostatniej z dostępnych kapsuł. Nie zdążyła dostać się do systemów Skyrangera na tyle szybko, by temu zapobiec. Misha uciekł, razem z ostatnią garstką swoich ludzi. Zostaną pewnie przejęci przez drugi z okrętów i wygodnie znikną. Dinh zaklęła pod nosem w języku, którego żadne z nich nie znało.
A potem, dokładnie w momencie, w którym przed kobietami błysnął zielony komunikat o przywróceniu dostępu do sterowania i anulowaniu autopilota, obok pojawiło się także czerwone ostrzeżenie, którego wszyscy tak się obawiali.
Zbieracze ich wykryli.
- Puść mnie - sapnęła Saraya niezbyt regulaminowo, spychając Dagan z fotela pilota i momentalnie wskakując na jej miejsce. - Jeszcze nie zmienili kursu. Kurwa mać - jej dłonie sprawnie przesuwały się po panelach, wprowadzając swoje własne zmiany i szukając na szybko rozwiązania. - Mogę spróbować schować się za planetą, ale zanim do niej dolecę, będziemy jak patelni. Zawrócić nie damy rady, a jak nie spróbuję uniknąć ataków, nie przebiegniemy nawet połowy drogi do hangaru.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

5 mar 2019, o 11:54

Co jeden plan to lepszy, no naprawdę. Gdyby ktoś, kto zdecydował o wysłaniu ich w takim składzie, mógł teraz obserwować ich poczynanie - wiecie, jak taki Big Brother - nie wiedziałby zapewne, czy teraz śmiać się, czy może raczej zacząć płakać nad tym pożal się Boże zespołem do zadań specjalnych. Bo zespół ten miał problemy... Cóż, w zasadzie ze wszystkim. Chociaż przede wszystkim z komunikacją ze sobą.
A że gdy pojawiają się problemy z komunikacją, to Rebecca milczy, to teraz też zamilkła. Ostentacyjnie. Z premedytacją. Zignorowała marudzenie Charlesa, niezadowolenie Alexandra, w zasadzie wszystko po kolei. Nie skomentowała nawet bezczelnego wysadzenia jej z fotela przez Sarayę, ale to też z racji dwóch innych powodów - tego, że nie miała problemów z podobną bezpośredniością (serio, jak mogła mieć? ona?) oraz tego, że sytuacja się skomplikowała. Znowu.
Bo już nie miała czasu. Nie tyle, ile by chciała.
- [color=#]Możecie poszukać tej bomby, ale teraz to raczej i tak nasz najmniejszy problem[/color] - rzuciła w ramach stwierdzenia. Bo, poważnie, nawet jeśli znajdą ładunek - to co? Mogą go nawet rozbroić, pewnie, tylko że to nie zmniejszy ich ryzyka eksplodowania. Już nie. Po prostu źródło eksplozji się zmieni - a, jeśli chodzi o Rebekę, to raczej trudno było mówić o preferencjach w temacie, jak wolałaby zginąć.
Wolałaby w ogóle, no nie?
Przesiadła się na fotel obok Sarayi, bo, w przeciwieństwie do chłopców, nie zamierzała biegać po okręcie. Jak znajdą bombę to ok, może spróbować ją rozbroić, jeśli będą się przy tym upierać - lub jeśli okaże się, że to jednak ważne, bo eksplozja za dwie minuty, ale wcześniej nie planowała wykazywać inicjatywy w tym kierunku. Zamierzała wykazywać inicjatywę w innym. W kierunku statku Zbieraczy.
Stopniowo ogłuchła trochę na wszystko, co działo się dookoła. Potrzebowała dobrać się do tej cholernej łajby. Wizny nie molestowała już kolejnymi informacjami - ani Targa, ani Annesley, ani nikogo. Nie odpowiedzieli, więc dla niej był to jawny sygnał, że chwilowo szkoda wysiłku - i, przede wszystkim, czasu, którego przecież teraz nie mieli w nadmiarze. Wizną mogła zainteresować się teraz tylko w jednym celu - by ją shakować. Częściowo. Podpiąć się pod jej systemy po to, by wykorzystać dalszy zasięg jej czujników, żeby złapać okręt Zbieraczy w zasięg swego działania.
Tylko, że skoro zostali już wykryci, to może to wcale nie będzie potrzebne. Dagan w każdym razie spróbować najpierw rozwiązania prostszego - wykorzystać własny omni-klucz i systemy Skyrangera. Bo to naprawdę mogło wystarczyć, by spróbować wedrzeć się do systemów Zbieraczy.
Bo tego teraz, jej zdaniem, potrzebowali, żeby uratować sobie dupę. To nic, że systemy nowej rasy będą dla niej najpewniej... No, nowe. To nic. Rebecca wyznawała teorię, że cała sieć, każdy software, niezależnie jak innowacyjny, u podstaw jest zawsze taki sam. Oparty na tych samych schematach. Mogła spróbować się z tym zmierzyć - chciała spróbować się z tym zmierzyć. Uważała, że ma szanse coś zrobić.
I że może potem będą mogli wejść na pokład?
- Rób co uważasz za słuszne. Po prostu trzymaj nas poza zasięgiem ich broni czy jakiegokolwiek innego gówna, którym mogliby chcieć nas potraktować - rzuciła do Dihn, ze swojej strony dając jej tym samym pełną swobodę działania. Nie uważała, by był teraz czas na większe dyrygowanie sobą nawzajem - chwilowo. Nie dogadywali się. Niewiele o sobie wiedzieli. To doskonały moment, żeby każdy sam znalazł sobie najlepsze pole do działania, by sam ocenił, w jaki sposób najlepiej przysłuży się ich przeżyciu.
Ale Dagan nie była oficerem dowodzącym, nigdy się na takiego nie uczyła. Niewiele wiedziała o strategii w takich sytuacjach. Zawsze po prostu robiła swoje - tak jak teraz.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 480
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jewel

5 mar 2019, o 15:33

- To znaczy, że jak będzie stał to może po prostu stąd wypierdalać. – Warknął Striker. Widać było, że był wyjątkowo wściekły. Ten cały syf wynikał nie z jego winy, a teraz musiał go sprzątać. Nie zamierzał zdechnąć na tym gównianym statku. Nie w taki sposób. Zbieracze nie były jego problemem. Cywile, którzy ponoć już mieli być martwi też nim nie byli. Dlaczego więc wszystkich tak bardzo zależało na machaniu kijkiem w stronę słońca? Nie wiedział. Czysty idiotyzm.
Nie komentował słów Rebecci bo jej propozycje nie były już dla niego istotne. Jej przydatność na tej misji póki okazywała się znikoma, nie mówiąc już o tym jak bardzo irytowało go jej brak jakiekolwiek logicznego myślenia. Jak na człowieka, który miał być pierdolonym komputerem to okazywała się co najwyżej starą Amigą.
- A mogłem ją zabić. – Rzucił pod nosem idąc w stronę kamer monitoringu. Musieli znaleźć bombę, sprawdzić czy statek dalej stoi na miejscu, a najważniejsze czy piraci nie postanowili sobie dla żartu nie zostawić gdzieś po drodze jakiś pułapek. – Spróbuj otworzyć te drzwi Shukin i gówno mnie obchodzi jak to zrobisz, masz to zrobić.
Analizował sytuacje. Przynajmniej starał się znaleźć jakikolwiek plan dzięki któremu będą mogli to przetrwać lub zrobić cokolwiek, aby nie wyparowali w pieprzonej pustce kosmicznej. Nie mógł się jednak skupić. Wiele natrętnych myśli pojawiało się w jego głowie. Wszystko co nie było związane z misją nagle postanowiło atakować jego zmysły. Nie mówiąc już o tym, że DeWolf rozpierdoli akurat jego za decyzje podjęte na Jewel. Nikt za to nie beknie tylko on.
- Dinh, spróbuj wylądować na planecie za nim wystartują. Pewnie są tam formacje skalne lub inne przeszkody dzięki którym będziemy się mogli ukryć. – Rzucił do pilotki. Jego plan był mniej skomplikowany, a do tego cholernie ryzykowny. Jednak na ten moment nie było żadnego bezpiecznego rozwiązania. – Spróbujemy rozbroić bombę, a kiedy będziemy blisko powierzchni to wykorzystamy ostatnią kapsułę ratunkową.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1040
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Re: Jewel

7 mar 2019, o 19:38

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

7 mar 2019, o 20:51

Shukin wymamrotał coś pod nosem, ale Charles nie był w stanie usłyszeć co mężczyzna do niego mówi. Może było to ciche przekleństwo, wywołane przez wszystko, co działo się wokół i ich brak porozumienia, a może mówiąc do siebie pomagał sobie myśleć. Odezwał się zbyt cicho, by do Strikera wyraźnie to dotarło. Widząc, że Charles nie kwapi się, żeby podejść do głównego panelu na mostku, sam to zrobił, szukając dostępu do kontroli nad drzwiami. Był biotykiem, nie hakerem, nie był w stanie obejść zabezpieczeń, a przestrzelenie panelu mogło skutkować zablokowaniem ich na stałe.
- Przecież oni już, do cholery, wystartowali, Striker - rzuciła sfrustrowana Dinh przez ramię. - Dobre dziesięć minut temu. Rozumiem, że mogłeś nie ogarnąć z danych z radarów, ale Vasiliev to mówił. Zmieniają kurs, na pieprzony przechwytujący. Trzymajcie się, bo nie pilotowałam czegoś takiego od wieków.
- To nie brzmi obiecująco - mruknął pod nosem Alexander, ale nikt poza Charlesem go nie usłyszał, bo kokpit znajdował się spory kawałek od miejsca, w którym stał on. Jego dłonie błądziły po panelach, usiłując uzyskać dostęp do zabezpieczeń Skyrangera, ale póki co przekraczało to jego możliwości. Na razie okazywał się nieszczególnie pomocny, nawet w porównaniu do Dinh, która przecież oficjalnie nie była członkiem grupy uderzeniowej.
Znaleźli się na radarach statku zbieraczy, a to znaczyło, że Rebecca nie musiała już się ukrywać. Nie musiała sięgać do Wizny, wykorzystywać ich zasięgów, bo sam statek którym teraz lecieli pozwalał jej to zrobić. Przełamanie pierwszej ściany było najtrudniejsze, ale o dziwo mniej czasochłonne, niż zdjęcie blokady ze sterów. Czerwonowłosą otoczyły setki obcych znaków, których jej translator nawet nie próbował tłumaczyć. Ale faktycznie, gdy tylko potraktowała to jak łamigłówkę, nie szukając słów-kluczy, a schematów, obcy okręt otworzył się przed nią jak drzwi do nowego, nieznanego świata.
Zyskała dostęp do systemów, które mogły być wszystkim. Nie wiedziała, które są odpowiedzialne za sterowanie, a które za podtrzymywanie życia. Co wyłączy im broń, a co sprawi, że ta nagle wystrzeli. Może gdyby miała wirtualną inteligencję, która na szybko mogłaby dokonać prowizorycznych tłumaczeń obcego języka, byłoby łatwiej. W tym momencie miała pełny dostęp, ale żadnej wiedzy. Układ wszystkiego był inny, nieznajomy, nieintuicyjny. A do tego jeszcze mogła czuć, jak ktoś z drugiej strony drapie w szybę, usiłując przebić się przez jej zabezpieczenia i odwdzięczyć pięknym za nadobne. Byli w zasięgu radarów, ale jeszcze nie w zasięgu ostrzału.
- Ale spróbuję wylądować po drugiej stronie. Tam jest ta pusta kolonia, zbieracze musieli okrążyć planetę - zgodziła się z Charlesem Saraya.
Chociaż ten mógł już jej nie słuchać. Teraz dopiero przyszła odpowiedź na wiadomość, którą wysłał kilkanaście długich minut wcześniej. A nawet dwie.
Zbieracze to nie jest wróg dla Was. Charlie, zostawcie to i wracajcie, póki jeszcze możecie. Cerberus się tym zajmuje. Mają cały projekt skupiony na zbieraczach. Wy będziecie jak dzieci rzucające się z kijkiem na kroganina.

Jak nie wrócisz, to Cię zabiję.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9111
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Jewel

8 mar 2019, o 11:50

Udało się. Gdy zalały ją setki, tysiące nieznajomych znaków, to była dominująca myśl - udało się. To, że wciąż była daleko od pacyfikacji okrętu, chwilowo przyćmiła satysfakcja. Bo przecież zrobiła coś pozornie niewykonalnego. Coś nowego. Coś, czym mogła się chwalić.
Wdarła się do systemów Zbieraczy, do cholery.
Samozadowolenie ani myślało zniknąć, specyficzne drapanie w system ich własnego Skyrangera wystarczyło jednak, by zmusić Dagan do opanowania się i działania dalej. Bo przecież nie była nawet w połowie drogi, żeby odnieść faktyczny sukces. Nie była nawet pewna, czy w ogóle dotarła do początku, czy wciąż jest jeszcze w prologu. Ale to nie było ważne. Po prostu musiała działać.
Prawda była taka, że naprawdę niewiele miała w tym momencie do stracenia. Najwyżej zginą - na co i tak mają przeogromne szanse. Ale skoro już Striker został tym bardziej rozsądnym, ona... Ona chciała być sobą. Tą samą, która włamała się do baz danych Cerberusa - i w ten sposób nieświadomie otworzyła sobie drogą do w sumie nie najgorszej przyszłości. Tą samą, którą zabrali na Mnemosyne i wciągnęli do Cyborga, bo w trudnej w obyciu sawantce zobaczyli potencjał na kogoś więcej, kogoś, czyj mózg można dodatkowo zastymulować, wynieść do możliwości większych niż te dostępne dla przeciętnego człowieka, przeciętnego żołnierza.
Chciała być tą, która dokona niemożliwego. Albo, ostatecznie, zginęła próbując - to, zaskakująco, też coraz bardziej ją urządzało.
Mimo wszystko nie zamierzała nie próbować się ocalić - ich ocalić. Czując skrobanie w systemy Skyrangera, od razu wzniosła własne, dodatkowe blokady. Zamierzała zabezpieczyć ich statek tak, jak tylko mogła. Ofensywa ofensywą, ale dobrze by było, by nikt im się w międzyczasie nie dobrał do dupy. Chciała, żeby mieli kontrolę nad swoim statkiem - żeby Dihn wciąż miała nad nim kontrolę. To była, wiecie, pierwsza potrzeba. Jak oddychanie.
Dopiero potem, upewniwszy się, że przynajmniej jeszcze na jakiś czas są bezpieczni - przynajmniej od włamu do systemów - ponownie pochyliłaby się nad obcym okrętem. Obcym okrętem, z którym niewiele mogła zrobić, jeśli...
WI. Potrzebowała WI.
To nie całkiem rozwiązywało problem. Wizna odpadała, jej systemy były zbyt proste i podstawowe, by mogły w tym pomóc. Nie byli też w pobliżu żadnej placówki badawczej, o której Dagan wiedziałaby, że dysponuje odpowiednią WI... Co nie powstrzymało czerwonowłosej od szybkiego przeskanowania całej okolicy, do której mogła sięgnąć, pod tym względem. Może akurat? Może, na przykład, na terenie kolonii? W trakcie gromadzenia informacji pojawiła się przecież wzmianka o ExoGeni - jeśli byli zaangażowani, powinni tam mieć coś swojego. Zawsze mieli.
Niebezpiecznie szybko nasunęło jej się jednak, że, w razie czego, jedną WI może mieć dosłownie pod ręką. Na statku Zbieraczy.
Nie zamierzała jednak do niej sięgać - jeszcze nie. Podczas, gdy skaner działał, szukając bardziej dostępnych systemów, podczas, gdy część pamięci obliczeniowej - jej omni-klucza oraz Skyrangera - zaangażowała we wzmocnienie firewalli, by stawiać opór Zbieraczom - całą resztę skupiła na odnalezieniu i, w razie powodzenia, wdarcia się do WI mogącej przebywać na planecie. Potrzebowała jej. Bardzo potrzebowała, żeby ktoś kiedyś postanowił tam zainstalować coś więcej niż tylko najbardziej podstawowe systemy.
STRÓJ CYWILNY PANCERZ NPC GG 1317043

ObrazekObrazek

+ 35% do obrażeń od mocy technologicznych
- 10% kosztu użycia mocy technologicznych
+ 10% do obrażeń w walce wrecz
75% szans na powalenie przy ataku omni-ostrzem
+ 15% do obrażeń przeciw pancerzom, 25 cm penetracji
+ 40% tarcz
+ 15% w rzutach na dostęp do baz Przymierza
+ 30% premii technologicznej


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Obrazek
Rebecca Dagan

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 480
Dołączył(a): 22 maja 2013, o 19:42
Miano: Rebecca Dagan
Wiek: 24
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Chorąży Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 18.190
Medale: 3
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Jewel

12 kwi 2019, o 21:27

To nigdy nie brzmiało obiecująco. Wszystko zresztą przy czym pracował nie brzmiało obiecująco. Wszystko zawsze musiało się poruszać na pomiędzy dwoma końcami skali. Albo beznadziejna sytuacja z przeżywalnością poniżej jednego procenta, albo wydarzał się jakiś cud. Nigdy nic pomiędzy.
Dopiero wiadomość, którą otrzymał sprawił, że na chwilę zatrzymał się w miejscu, a czas jakby zwolnił. Przeczytał wiadomości powoli, a na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Całkowicie inny niż ten, który mogli zaobserwować jego kompani podczas tej całej eskapady. Przez chwilę stał tak w miejscu jakby wszystko dookoła przestało się całkowicie liczyć. Zaczął się zastanawiać jakim cudem jedna osoba mogła sprawić, że w tej zasranej skali pojawiła się jakaś stała, która pozwalała mu zawsze wrócić do tych bardziej spokojnych myśli.
Musiał wrócić. Nie po tym wszystkim co zrobił. Nie po tym wszystkim co przeszli razem. Nie mógł jej zostawić. Obiecał jej, że będzie wracał. To co działo się tutaj nie było jeszcze nawet blisko sytuacji, gdzie był naprawdę w dupie. Musiał po prostu odzyskać zdrowy rozsądek i skupić się na zadaniu. W tym wypadku było to po prostu przetrwanie. Nie wiedział jak potem będzie wyglądała sytuacja z dowództwem. Nie wiedział czy może DeWolf urwie mu jaja czy może ktoś inny dostanie po łbie za to co tutaj się stało.
- Najważniejsze to rozbroić bombę jeśli mamy z tego wyjść cało. – Spojrzał na Alexandra, a potem na Dinh. W tym momencie to oni byli najbardziej przydatni w tej całej sytuacji. – Musimy sprawdzić najważniejsze pomieszczenia, które mogłyby zwiększyć siłę eksplozji. Najpewniej zbiorniki paliwowe lub zbiorniki tlenu.
Dopiero teraz przeniósł wzrok na Rebecce. Cokolwiek robiła raczej nie było zbyt przydatne ich sprawie przeżycia. Nie wiedział co dokładnie robi teraz i wolał nawet tego nie wiedzieć. Teraz musiał się zając bardziej naglącymi sprawami. Zbieracze nie zbiorą się z planety tak szybko więc ładunek na statku stawał się dla niego priorytetem.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
Mistrz Gry
 
Posty: 1040
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 16:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 32 600
Medale: 6
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1)

Poprzednia strona

Powrót do Piraci

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość