Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Vexarius "Vex" Viyo

24 cze 2014, o 18:44

Honor is a funny thing.


538

MIANO Vexarius Viyo

DATA UR. Urodzony 07.11.2154, [32 lata]

MIEJSCE UR. Palaven

RASA Turianin

PŁEĆ Mężczyzna

OBYWATELSTWA Palaveńskie

SPECJALIZACJA Strażnik

PRZYNALEŻNOŚĆ Wydział Wywiadu i Działań Militarno-Obronnych

ZAWÓD Widmo



Średnie. Akademia wojskowa oraz indywidualne nauczanie



Vexarius mierzy dwa metry i trzy centymetry wzrostu, przy wysportowanej sylwetce, zaprawionej wyczerpującymi treningami, które odbywał podczas swojej służby wojskowej, a które ukształtowały jego mięśnie w żelazne postronki. Jego chropowata skóra i szorstkie płytki egzoszkieletu mają rdzawy kolor, który współgra z jasną czerwienią kolonialnych tatuaży zdobiących jego twarz i kontrastuje z jadowitą zielenią oczu. Pasy tatuażu pokrywają jego pancerz skórny pod oczami, na płytkach czołowych oraz na żuwaczkach, z czego jedna z nich, lewa, jest o kilka centymetrów krótsza od drugiej i zakończona starą, zarośniętą blizną – wspomnieniem nieuwagi turianina i pocisku, który zahaczył o jego twarz, wypalając mu kawałek ciała. Vex posiada też kilka innych, mniej widocznych blizn nabytych w przeciągu wojskowej służby. Spośród nich wyróżniają się dwie: długa i cienka, po lewej stronie żeber (efekt batariańskiego noża) oraz zarośnięte, drobne ślady układające się w nieregularny rozprysk na pancerzu skórnym pokrywającym prawą łopatkę (pozostałość po pociskach zapalających ze strzelby).
Poza kolonialnymi oznaczeniami, Vex posiada również klasyczny tatuaż na prawym przedramieniu, przedstawiający skaczącego varrena. Biorąc pod uwagę, że turianin często nosi ubrania z krótkimi rękawami, jego tatuaż bywa doskonale widoczny. Mężczyzna preferuje ciemne stroje przetykane szkarłatem, głównie czerń i odcienie głębokiej szarości, raczej z dobrej jakości materiałów. Turiańskie wychowanie nie obfituje w naukę gustu i dobrego smaku, i pod tym kątem Vex nie jest wyjątkiem – jego ubrania są proste i praktyczne, dopiero na szarym końcu dobierane pod kątem elegancji lub mody.
Wzrost i waga: 203 cm, 83 kg.
Karapaks: Rdzawy, nieznacznie chropowaty pancerz skórny
Oczy: Intensywna zieleń
Znaki kolonialne:
Pasy jasnoczerwonego tatuażu na łuskach pod oczami, płytkach czołowych oraz na żuwaczkach
Blizny:
Długa i cienka, po lewej stronie żeber (efekt batariańskiego noża); zarośnięte, drobne ślady układające się w nieregularny rozprysk na pancerzu skórnym pokrywającym prawą łopatkę (pozostałość po pociskach zapalających ze strzelby); lewa żuwaczka krótsza od prawej o kilka centymetrów i zakończona starą blizną.
Tatuaże: Na prawym przedramieniu, przedstawiający skaczącego varrena.


Jak na turianina, Vex ma wyjątkowo swobodne poczucie humoru i pozornie lekceważący stosunek do otoczenia. Często żartuje i zdaje się niewiele rzeczy traktować poważnie, ale jest to tylko gładka skorupka, która osłania jego naturę. W rzeczywistości dowcipkowanie i postawa lekkoducha tworzą jego osobisty mechanizm obronny na stres – im bardziej się denerwuje, tym więcej zaczyna żartować. Jednak pomimo tej fasady, jest oddanym żołnierzem Hierarchii. Respektuje łańcuch dowodzenia i stara się nie kwestionować rozkazów, chociaż nie ma oporów przed proponowaniem własnych rozwiązań, o ile tylko uważa, że sprawdziłyby się lepiej w danej sytuacji. W ekstremalnych przypadkach potrafi nieco naginać granicę między niesubordynacją, a wykonaniem bezpośredniego rozkazu (z naciskiem na określenie „bezpośredniego”, bo Vex prędko się zorientował, że nawet w tak jasno określonym społeczeństwie jak turiańskie, źle lub nie w pełnym stopniu sformułowany rozkaz, potrafi być rzeczą bardzo podatną i płynną), ale nigdy jej nie przekroczy.
Wierzy w swoje umiejętności. Kiedyś jego zainteresowania kręciły się głównie dookoła nowinek technologicznych, systemów elektronicznych oraz extranetu, poczynając od osobistych modernizacji w zakresie sprzętu komputerowego oraz oprogramowania, a na wszystkich gałęziach wojny elektronicznej oraz ogólnie pojętego hakerstwa kończąc, ale obecnie jego hobby zaczęło się przechylać w stronę uzbrojenia oraz systemów obronnych. W turiańskiej armii został przeszkolony w zakresie EW, zakłócania linii komunikacyjnych przeciwnika oraz sabotażu wrogich systemów.
Jest bardzo związany ze swoim ojcem, który nauczył go większości podstaw wiedzy technologicznej i który zaszczepił w nim zamiłowanie do techniki, oraz z młodszą siostrą, która służy w oddziale Kabał – chociaż ostatnio kontakt między nimi nieco osiadł kurzem.
Jest typowym kinestetykiem – lepiej mu się myśli, gdy jest w ruchu albo gdy coś trzyma w rękach, co niektórych może irytować (szczególnie jeżeli w jego palce trafi coś co posiada umiejętność klikania lub pstrykania, wtedy Boże uchroń). Od jakiegoś czasu nosi przy sobie stary, niemal antyczny tranzystor wielkości ludzkiego kciuka – zapas do macania na czarną godzinę. W nowoczesnym świecie, skupionym na komputerowych zapiskach i wirtualnej walucie, gdzie długopisy i spinacze biurowe odeszły do lamusa, zadziwiająco trudno o coś nadającego się do takich celów.
Często się uśmiecha, chociaż przy turiańskiej fizjonomii czasami ciężko poznać.
Zainteresowania: Kiedyś jego zainteresowania kręciły się głównie dookoła nowinek technologicznych, systemów elektronicznych oraz extranetu, poczynając od osobistych modernizacji w zakresie sprzętu komputerowego oraz oprogramowania, a na wszystkich gałęziach wojny elektronicznej oraz ogólnie pojętego hakerstwa kończąc, ale obecnie jego hobby zaczęło się przechylać w stronę uzbrojenia oraz systemów obronnych.
Lęki: Strach pobudza go do działania, a własne obawy grzebie pod warstwą dyscypliny i opanowania. Jest bardzo przywiązany do swojej rodziny.
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Jest typowym kinestetykiem – lepiej mu się myśli, gdy jest w ruchu albo gdy coś trzyma w rękach, co niektórych może irytować (szczególnie jeżeli w jego palce trafi coś co posiada umiejętność klikania lub pstrykania, wtedy Boże uchroń).
Uzależnienia: Lubi wypić od czasu do czasu oraz poszwendać się po podejrzanych barach.
Znaki szczególne: W pełni oddaje się każdej misji, w której bierze udział.


Audiolog, #NowyPlik001, data utworzenia: 03.03.2166

[Głos 1, męski]: -oż działaj, ty cholero mała. Dlaczego mi nie działasz?
[Głos 2, żeński]: Jesteś tu, Vee?
[Głos 1]: Na dole, w hangarze!
[metaliczne popiskiwanie procesora, dźwięki stukania palcami po holograficznym wyświetlaczu]
[Głos 2]: Vee?
[Głos 1]: Tutaj.
[Głos 2]: Co robisz?
[Głos 1]: Naprawiam. A przynajmniej staram się naprawiać.
[Głos 2]: To sonda taty?
[grzechot metalowych części odsuwanych na bok, przerwany przeszywającym brzdękiem czegoś metalowego upuszczonego z wysoka na ziemię]
[Głos 2]: Przepraszam! Chciałam usiąść!
[Głos 1]: Nic się nie stało. I tak nie było mi to potrzebne.
[Głos 2]: Mogę popatrzeć?
[Głos 1]: Ale bez dotykania, mała sabotażystko.
[Głos 2]: Nie jestem sabotażystką!
[Głos 1]: Jesteś, jesteś. Zapytaj ten akcelerometr na ziemi, też ci to powie.
[Głos 2]: Nie jestem! Chciałam tylko usiąść!
[cichy śmiech, w tle stłumiony odgłos pracy wentylatora]
[Głos 2]: Po co naprawiasz sondę taty?
[Głos 1]: To stara sonda nagrywająca. Tata powiedział mi, że jak ją naprawię to weźmie mnie na polowanie i da mi postrzelać ze swojego karabinu.
[Głos 2]: Aha. Ja też będę mogła pójść?
[Głos 1]: Nie.
[Głos 2]: Dlaczego?
[Głos 1]: Bo jesteś mała sabotażystka.
[Głos 2]: Nie je-
[ostry trzask, przerwany głośnym piskiem sprzężenia z mikrofonu, brak zapisu przez kilkadziesiąt sekund]
[Głos 1]: -adal nie wiem dlaczego to nie działa.
[Głos 2]: Aha. Może nie da się naprawić?
[Głos 1]: Powinna się zapalić zielona lampka, o ta, widzisz? Naciskam włącznik, program zaczyna pracować jakby nagrywał, ale nic się nie świeci. Przejrzałem już wszystko, każdą linijkę. Nawet odłączyłem moduł lewitacji masy, tak jak mnie tata uczył, i wymieniłem interfejs wejściowy. Powinno działać!
[Głos 2]: Aha.
[Głos 1]: Dwie godziny nad tym siedzę. Myślisz, że jak...
[Głos 2]: A podłączyłeś lampkę?
[cisza]
[Głos 2]: Vee?
[cisza]
[Głos 1]: Oczywiście, że podłączyłem lampkę.
[krótki chrobot w pobliżu mikrofonu]
[Głos 2]: Hej, świeci się!
[koniec zapisu]





Audiolog, #ZapisKomisjiRekrutacyjnej13712 – Vexarius Viyo, data utworzenia: 07.11.2170


[Głos 1, męski]: Nagranie przydziałowe numer trzynaście tysięcy siedemset dwanaście, rozmowę prowadzi porucznik sztabowy Draxian Calvarra, data... siódmy dzień jedenastego miesiąca, roku dwa tysiące sto siedemdziesiąt. Proszę podać swoją godność oraz wiek.
[Głos 2, męski]: Vexarius Viyo, 16 lat.
[Głos 1]: Vexariusie Viyo, dzisiaj mija rok od twojego przydziału do obozu szkoleniowego. Zgodnie z prawem i tradycją Hierarchi zostaniesz przydzielony do oddziału polowego, gdzie następnie odbędziesz pełne przeszkolenie wojskowe, zgodne z przydzieloną jednostką.
[cisza, przerywana szelestem przesuwających się obrazów na wyświetlaczu komputera]
[Głos 1]: Widzę, że złożone zostało podanie o przydział do dywizji piechoty. Zgadza się?
[Głos 2]: Tak jest, sir.
[Głos 1]: Do raportu z przebiegu szkolenia została dołączona pochwała odnośnie twoich umiejętności technologicznych przez... kapitana Sarrada. Nie zastanawiałeś się nad korpusem inżynieryjnym? Armii przydałaby się para wykwalifikowanych rąk. Wojen nie wygrywa się tylko przy użyciu karabinów i granatów.
[Głos 2]: Proponowano mi to, sir.
[Głos 1]: W takim razie dlaczego piechota?
[Głos 2]: Żołnierze mają większe wzięcie, sir.
[Głos 1]: Słucham?
[Głos 2]: Powiedziałem, że wydaje mi się, że lepiej spełnię się w roli żołnierza, sir. Walka na froncie bardziej mi odpowiada i uważam, że każdemu oddziałowi przyda się ktoś, kto poza celną parą oczu potrafi również zakłócić komunikację przeciwnika czy odblokować zabezpieczone drzwi. Zmarnowałbym się w biurach projektowych. Sir.
[cisza, odgłos wystukiwania czegoś na holograficznej klawiaturze]
[Głos 1]: Twoim ojcem jest Serranius Viyo, zgadza się?
[Głos 2]: Tak jest, sir.
[Głos 1]: Miałem przyjemność współpracować z nim przy kilku okazjach. To bardzo utalentowany inżynier. Zakładam, że to on stoi za twoją techniczną edukacją?
[Głos 2]: Tak jest, sir.
[Głos 1]: Mam tutaj informację, że twoja młodsza siostra przejawia zdolności biotyczne, więc wygląda na to, że korpus inżynieryjny nie dostanie w tym pokoleniu żadnych nowych Viyo. Jesteś pewien swojej decyzji?
[Głos 2]: Jak najbardziej, sir.
[kilka kolejnych stuknięć na klawiaturze, zatwierdzonych pojedynczym, metalicznym piknięciem]
[Głos 1]: W takim wypadku... Vexariusie Viyo, oficjalnie otrzymujecie stopień Szeregowego i zostajecie przydzieleni do 43. Dywizji Piechoty Morskiej. Swój przydział rozpoczynacie od przyszłego tygodnia. Zostaniecie niezwłocznie poinformowani o swoich obowiązkach i oczekujących was zadaniach, a wszelkie niezbędne informacje, w tym numer oraz nazwisko dowódcy twojego nowego oddziału, zostaną wam przekazane na twój osobisty omni-komputer. Możecie odmaszerować.
[koniec nagrania]





------------Raport 01.14/05/2175------------

Autor raportu: Porucznik Xanver Venturra
Typ misji: Szkoleniowa. Odbijanie zakładników.
Lokacja: Stacja Kosmiczna o przestrzeni mieszkalnej mniejszej niż 300 metrów kwadratowych.
Numer scenariusza: #4 – 3 zakładników, 8 terrorystów.

Przebieg misji:
Lądowanie przebiegło bez większych problemów. Czteroosobowy oddział, złożony z szeregowego Darrana Lithos, starszego szeregowego Vexariusa Viyo, podporucznik Lillis Parana oraz mnie, został skutecznie przetransportowany do starego, nieużywanego doku na dolnych poziomach stacji. Zgodnie z wcześniejszymi założeniami, nasz środek transportu oddalił się na bezpieczną odległość, a my zajęliśmy pozycję i zabezpieczyliśmy perymetr, zachowując ciszę radiową. Szeregowy Lithos zabezpieczał lewą stronę, st. szeregowy Viyo prawą, a pp. Parana część centralną. Hangar okazał się pusty. Przerwaliśmy ciszę radiową, gdy s. szeregowy Viyo upewnił się, że linia komunikacyjna jest bezpieczna. Szeregowy Lithos objął stanowisko przy drzwiach, a ja oraz pp. Parana zajęliśmy skrzynie w części centralnej, żeby omówić dalszą strategię. W międzyczasie s. szeregowy Viyo rozpoczął infiltrację wewnętrznej sieci stacji celem przeprowadzenia rozpoznania za pomocą kamer. Po około sześćdziesięciu sekundach uzyskaliśmy obraz sytuacji panującej na wyższych poziomach – okazało się, że zakładnicy są przetrzymywani w skrzydle medycznym, które zostało zabarykadowane i umocnione w strategiczne osłony. Towarzyszyło im czterech terrorystów. Kolejnych dwóch stało na zewnątrz skrzydła medycznego, a dwóch patrolowało okoliczne korytarze, oznaczone na załączonej mapie jako Korytarz A oraz C. Korytarz B był pusty, korytarz D i E został pozbawiony podglądu.
Na podstawie otrzymanych informacji podjąłem decyzję, by w pierwszej fazie szturmu podzielić oddział na dwie grupy: pododdział złożony z szeregowego Lithos i mnie, oraz drugi, złożony z s. szeregowego Viyo i pp. Parany. Zamierzaliśmy objąć stanowiska przy korytarzu A oraz C i poczekać aż patrolujący terroryści złożą meldunek zgodnie z trzy minutowym harmonogramem, i dopiero wtedy ich wyeliminować, co dałoby dam trzy minuty nim nasz atak zostałby odkryty. Następnie przeszlibyśmy do korytarza przed stacją medyczną, gdzie znów połączylibyśmy się w cały oddział. S. szeregowy miał zakłócić komunikację, a ja oraz pp. Parana mieliśmy bezgłośnie, z zachowaniem ostrożności wyeliminować dwójkę terrorystów pilnujących drzwi. Ostatnim etapem planu było wysłanie szeregowego Lithos do szybu technicznego, który zgodnie z wyciągniętymi z wewnętrznej sieci planami, miał prowadzić bezpośrednio pod skrzydło medyczne. Tam szeregowy Lithos miał przeprowadzić dywersję pod postacią granatu dymnego. W chwili odpalenia granatu, ja, pp. Parana oraz s. szeregowy Viya, uzbrojeni w termowizyjne modyfikacje celowników optycznych, mieliśmy przeprowadzić szturm na skrzydło i wyeliminować zagrożenie korzystając z ataku zaskoczenia.
Gdy skończyłem omawiać plan, s. szeregowy Viya stwierdził, że „chociaż plan jest pierwsza klasa, chciałby zaproponować coś innego, jeżeli tylko dowódca wyrazi zgodę” poprosił o zabranie głosu. Gdy udzieliłem mu zgody, przedstawił swój własny plan.
Okazało się, że podczas monitorowania sieci odkrył położenie systemów podtrzymywania życia stacji i po wyciągnięciu ich danych projektowych, stwierdził, że byłby w stanie „przy nich namieszać” odpowiednio wpłynąć na ich działanie, gdyby tylko mógł się do nich bezpośrednio podłączyć. Jego plan opierał się na wysłaniu go w pojedynkę na najniższy poziom stacji, gdzie mógłby dostać się do systemów klimatyzacyjnych i przekierować strumienie cieplne z radiatorów stacji w wewnętrzny obieg, a następnie ukierunkować je do skrzydła medycznego. S. szeregowy Viya stwierdził, że spowodowałoby to stopniowy wzrost temperatury w stacji medycznej. Miał wszystko nadzorować, by nie doprowadzić do śmierci zakładników (dopisek: i „terrorystów”, biorąc pod uwagę, że była to misja wyłącznie szkoleniowa). Podwyższona temperatura i utrudnione warunki miały spowodować, że po jakimś czasie terroryści staną się mniej czujni i postanowią zmienić lokację przetrzymywania zakładników. Wtedy w życie miał wejść przedstawiony przeze mnie wcześniej plan (uszczuplony o s. szeregowego Viyo, który pozostałby przy systemach podtrzymywania życia na najniższym poziomie), zmodyfikowany o część szeregowego Lithos – atak nastąpiłby w momencie, gdy terroryści oraz zakładnicy zmienialiby pozycję i przechodzili przez korytarz B.
Po krótkiej naradzie i wysłuchaniu opinii swoich podwładnych, uznałem, że plan jest bezpieczniejszy niż jego pierwsza wersja, która wymagałaby szturmowania umocnionych wcześniej placówek i zaakceptowałem go. Powtórzyliśmy jego przebieg trzy razy, a następnie s. szeregowy Viyo udał się na najniższy poziom, korzystając z windy technicznej łączącej dok z magazynem, a my podzieliliśmy się na grupę złożoną ze mnie oraz szeregowego Lithos, i grupę złożoną wyłącznie z pp. Parany.
Dalsza część misji przebiegła zgodnie z założonym planem. S. szeregowy Viyo przekierował strumienie cieplne, symulując usterkę systemu, a my zajęliśmy stanowiska w korytarzu A oraz C, prowadząc nasłuch na linii komunikacyjnej terrorystów. Gdy temperatura zaczęła rosnąć w skrzydle medycznym, pierwszy terrorysta opuścił pomieszczenie po czternastu minutach, udając się na niższe poziomy, by sprawdzić przyczynę usterki. S. szeregowy Viyo zamaskował swoją obecność i poczekał aż terrorysta dokona oględzin i przekaże pozostałym, że wraca, po czym wyeliminował go uderzeniem kolby w potylicę (dopisek: symbolicznym. Szeregowy Si’ius, odgrywający rolę terrorysty, zgodnie z założeniem wyłączył komunikator i usunął się do części wydzielonej poza strefą walki). To dało nam około pięciu minut nim jego nieobecność zostanie zauważona, co mogło okazać się niewystarczające – dlatego s. szeregowy Viya zdecydował podkręcić temperaturę jeszcze bardziej, a następnie wyszedł poza zakres określonego planu i podszywając się pod obezwładnionego terrorystę, wysłał wiadomość przez komunikator z prośbą o dosłanie dodatkowej osoby na niższe piętra (co miało odciążyć nas podczas bezpośredniego ataku). Po kolejnych sześciu minutach terroryści zdecydowali się zmienić swoje stanowisko na kantynę, gdzie klimatyzacja wciąż działała, co było naszym znakiem, by wdrożyć w życie resztę planu. Osobiście wyeliminowałem terrorystę patrolującego korytarz A, a pp. Parana zajęła się tym na korytarzu C i w pośpiechu zajęliśmy pozycje na korytarzu B. Gdy pojawili się terroryści, przeprowadziliśmy ostrzał z obydwu stron, atakując w chwili największego zaskoczenia, gdy znajdowali się na otwartym terenie. Liczba terrorystów do członków mojego oddziału wynosiła 4 do 3, więc zdecydowaliśmy się na pojedyncze ładunki obezwładniające. Akcja poszła sprawnie, żaden z zakładników nie ucierpiał.

Podsumowanie raportu:
Liczba wyeliminowanych terrorystów: 0
Liczba obezwładnionych terrorystów: 8 (obezwładnieni przez: 3x p. Venturra, 2x pp. Parana, 2x s. sz. Viyo, 1x sz. Lithos)
Liczba odbitych zakładników: 3
Liczba rannych zakładników: 0
Liczba zabitych zakładników: 0
Liczba rannych członków oddziału: 0
Liczba zabitych członków oddziału: 0
Liczba wystrzelonych pocisków: 0
Liczba wystrzelonych łukowych ładunków obezwładniających: 4

Uwagi: Starszy szeregowy Viyo wykazał się interwencją na granicy posiadanych uprawnień, która odbiegała od założonego planu i przyjętych rozkazów. Uważam jednak, że jego czyny zostały spowodowane przez właściwą ocenę sytuacji, wymaganą na delikatnym i niestałym polu bitwy, co samo w sobie powinno być godne podziwu. Do raportu dołączam moją rekomendację jego osoby.





Z bazy danych Handlarza Cieni:

ߛZałącznik do: Omega, Zaświaty, Klientela z dnia 03.06.2178

Imię: Vexarius
Nazwisko: Viyo
Rasa: Turianin
Wiek: 24
Przynależność: Hierarchia Turian, 43. Dywizja Piechoty Morskiej, 13. Oddział Rozpoznawczy
Stopień: Podporucznik
Status: Na przepustce
Poziom zagrożenia: Średni. Do bieżącego dnia wzorowy przebieg służby, wykwalifikowany żołnierz, przeszkolenie techniczne.
Możliwość współpracy: Brak

Dodatkowe informacje:
  • Najczęściej zamawiany napój alkoholowy: DextroRadiator
  • Ilość zamówionych prywatnych tańców: 3
  • Uczestnictwo w bójkach: 1. Patrz załącznik: ߛGatatog Dwrag. Powód: Rozbieżność opinii odnośnie najładniejszego koloru skóry u asari. Prowodyr: Gatatog Dwrag. Zwycięska strona: Ochrona Zaświatów.
  • Podmiot posiada młodszą siostrę w turiańskim oddziale Kabał. Patrz załącznik: ߛMaeria Viyo





Podanie nr. 231.04/12/2180. Kandydat do 3. Oddziału Specjalnego – porucznik Vexarius Viyo. Zatwierdzone przez komandora porucznika Alxeriona Fanarisa.



Uzasadnienie (wersja skrócona): Kandydat wyróżnia się pośród innych żołnierzy zaangażowaniem i wyjątkowymi zdolnościami w zakresie militarnym oraz technologicznym. Posiada umiejętność myślenia poza ogólnie przyjętymi schematami oraz stosowania niekonwencjonalnych rozwiązań na polu bitwy. Jako członek 13. Oddziału Rozpoznawczego wykazał się podczas wielu misji, zarówno szkoleniowych jak i praktycznych.
Jest powszechnie lubiany przez członków swojego oddziału oraz innych przedstawicieli wojskowych. Posiada swobodne nastawienie wobec przełożonych, aczkolwiek poza kilkoma ostrzeżeniami, w jego aktach nie widnieje żadna poważna wzmianka o naruszeniu regulaminu. Jego dotychczasowi dowódcy wyrażają się o nim w pozytywnym świetle.

Uzasadnienie (wersja pełna):
Spis Treści
  • Strony 1-2: Wyniki testów psychologicznych oraz ocena treningu wstępnego.
  • Strona 3-4: Ocena umiejętności militarnych – Dane pozyskane ze strzelnicy, lista załączników z videologami z poszczególnych scenariuszy treningowych.
  • Strona 5-6: Ocena umiejętności dodatkowych – Dane pozyskane z testów obeznania technologicznego, szkolenia w zakresie EW oraz sabotażu infrastruktury technicznej wrogich oddziałów.
  • Strona 7: Wykaz odbytych misji.
  • Strony 8-19: Kopie raportów z przebiegu odbytych misji szkoleniowych.
  • Strony 20-25: Kopie raportów z przebiegu odbytych misji.
  • Strony 26-28: Opinie przełożonych.

Status podania: KANDYDAT PRZYJĘTY





Załącznik do akt: ߛPorucznik Viyo, #Nagana1. Fragment videologa wyciągnięty z kamery ochrony, Bar Antrax, Cipritine, Palaven. 2182


...jasnozielony, monochromatyczny obraz ukazywał większą część lady barowej oraz siedzącej przy niej turian. Przeszklona wystawa za plecami barmana skrywała rzędy butelek z najróżniejszymi alkoholami, a na jej powierzchni można było dostrzec odbicie pozostałej części pomieszczenia, skrytej w bezpiecznym półmroku i ciężkim, nebulatowym dymie. Gęste, karminowo-szkarłatne opary popularnej używki wytwarzanej z drobnych kryształków wydobywanych na Caelax unosiły się pod sufitem, w przefiltrowanym obiektywie kamery tworząc ciemno i jasnozielone kłęby. Antrax nie należał do najznamienitszych lokali Cipritine i gdyby nie kiepska jakość wizji, z pewnością można byłoby dostrzec plamy brudu na okrągłych, chaotycznie rozstawionych stolikach. Wiszące na ścianach holograficzne banery mrugały okazjonalnie; kilka wyświetlaczy było pękniętych, a dwa wisiały prawdopodobnie już tylko z przyzwyczajenia, czarne i puste.
- Hej. Hej ty, znam cię. – Wysoki turianin z brzydką blizną biegnącą przez połowę twarzy, zahaczającą o prawe oko i rozwarstwiającą ciemnoszare płyty skórne na policzku wyraźnie się zataczał, gdy podchodził do innego mężczyzny, zgarbionego przy barze. – Ty jesteś Viyo, nie?
Zaczepiany turianin nie odpowiedział, pochylony nad swoją szklanką. Pobliźniony mężczyzna wybełkotał coś niezrozumiałego, coś czego mikrofon kamery nie wychwycił, po czym zbliżył się o kolejny krok. Za jego plecami wyrósł drugi klient baru.
- To twój stary był tym inżynierem, który pracował przy MSV Anixara, nie? Hej. Mówię do ciebie.
Siedzący ponownie nie odpowiedział, bez słowa unosząc szklankę do ust i wypijając jej zawartość jednym haustem. Po chwili odstawił ją ze stuknięciem i nieco drżącą ręką pokazał barmanowi palcem, żeby ponownie ją napełnił, ale ten tylko pokręcił głową przecząco.
- Hierarcha Ursivus był w porządku, wszyscy go tu lubiliśmy. Media podały, że to wszystko przez błąd inżynierski, czyli to wina twojego starego, że Anixare szlag trafił. Jak to jest zamordować hierarchę? – Pijany turianin jeszcze bardziej zbliżył się do siedzącego. Jeden z jego towarzyszy położył agresorowi rękę na ramieniu, ale ten strzepnął ją poirytowanym gestem. – Zostaw mnie. Rzygać mi się chce jak słyszę o takim partactwie. Pewnie dostał fuchę po znajomości i teraz przez to mamy jednego hierarchę mniej. Gdyby Hierarchia nie zatrudniała takich nieudaczników to...
Obserwatorom nie dane było dowiedzieć się co by było, gdyby Hierarchia nie zatrudniała takich nieudaczników. Siedzący turianin nie wytrzymał i poderwał się, przewracając krzesło. Szklanka rozbiła się na skroni pyskatego mężczyzny, poprawiona silnym sierpowym. Towarzysze pijanego rzucili się na atakującego i rozpoczęła się szamotanina, która niemal od razu przeszła w regularną walkę. Przeszklona wystawa eksplodowała na tysiące błyszczących odłamków, gdy jeden z turian przeleciał przez ladę, wpadając na nią barkiem; wielokolorowe alkohole wylały się falą, barwiąc bar i podłogę. Jeden ze stołów złamał się w pół, gdy plecami wylądował na nim mężczyzna, który wcześniej był celem słownych ataków, a obecnie został powalony przez dwóch towarzyszy Pobliźnionego. Chwilę później do mebla dołączyło krzesło, pochwycone przez leżącego i rozbite na karku jednego z jego przeciwników.
Walka trwała przez ponad minutę, by zostać przerwana przez właściciela lokalu, wymachującego krótką strzelbą M-23 Katana. Obiekt ataków, zakrwawiony i słaniający się na nogach, ale wciąż stojący w miarę prosto, wycofał się za drzwi, a chwilę później dołączył do niego jeden z towarzyszy prowodyra całej bójki, ostatni ze stojących o własnych siłach. Reszta została wyciągnięta za próg chwilę później.


[koniec nagrania]

Wyświetl wiadomość pozafabularną





[Skonfiskowany przez Turiańskie Służby Specjalne amatorski videolog z 2183 roku, odzyskany z extranetu i zablokowany kilka minut po jego opublikowaniu. Stopień rozprzestrzenienia nieznany.]


Brudne plamy zlepionego, marmurowego pyłu i sadzy pokrywały soczewkę wizjera, sprawiając, że nagranie stało się częściowo nieczytelne, a wizja przesłonięta z jednej strony przez szarobrunatny pas. Drżenie ekranu i ciężki, przerażony oddech tuż przy mikrofonie również utrudniały dostrzeżenie właściwego przekazu videologa, ale nie na tyle, by zasłonić obraz zniszczeń i płomieni, które trawiły pomieszczenie, niegdyś będące Salą Koncertową im. Matriarchy Dilinagi. Nagranie przez chwilę pokazywało połamane fotele, scenę stojącą w ogniu oraz gęsty dym wydobywający się z prywatnych, zawieszonych nad dolną widownią loży, po czym gwałtownie skierowało się na twarz operatorki kamery.
- Boże, Boże, Boże... – Młoda dziewczyna była wyraźnie przerażona, a jej oczy barwy bławatków były rozszerzone ze strachu. Jej twarz, podobnie jak wizjer kamery, pokrywała sadza i szarobiały pył ze strzaskanych kolumn oraz ozdobnych fragmentów sali, a na granicy wyświetlacza można było dostrzec poszarpane ubranie. Na tle brudu wyraźnie odcinał się niebieski kolor jej oczu, gdy rozglądała się w popłochu, jednocześnie starając się nie wychylać. – To stało się tak szybko... Nie wiem co się dzieje, trwało przedstawienie, a potem nagle ściana wybuchła i... Widziałam jak jakieś mechaniczne... roboty... one po prostu weszły do środka i zaczęły strzelać, i moi przyjaciele.... Boże, widziałam jak Kathy... Kathy, o Boże... oni...
Dziewczyna gwałtownie urwała, a obraz szarpnął się silnie, gdy reporterka z przypadku przypadła niespodziewanie do ziemi, chowając się za czymś co musiało być osmalonym oparciem fotela.
- Boże, wrócili! Wrócili po mnie! – wydyszała w panice, a głos jej się załamał. Kamera znalazła się niebezpiecznie blisko jej twarzy i dziewczyna zaczęła szybko mówić, wyrzucając z siebie słowa jedno za drugim, jakby bała się, że nie zdąży dokończyć zdania. – Nazywam się Shaena Felix, znajduję się w Okręgu Tayseri, w sali koncertowej! Moja matka pracuje w Prezydium i jeżeli... jeżeli coś mi się stanie, to błagam, powiedzcie jej...
Niespodziewanie przerwała, gdy spoza ekranu dobiegł do niej jakiś niezidentyfikowany dźwięk, zniekształcony przez odległość oraz mikrofon. Kamera odrobinę podniosła się do góry, gdy dziewczyna, wstrzymując oddech, wychyliła się kawałek poza fotel, z miną spłoszonego zwierzęcia próbując dostrzec coś w głębi sali. W chwili, kiedy w granicy ekranu pojawiła się odległa sylwetka mężczyzny, wypuściła ze świstem powietrze.
Turianin poruszał się ostrożnie na lekko ugiętych nogach, a do prawego ramienia przyciskał kolbę karabinu pulsacyjnego, którego lufą powoli omiatał zdewastowaną salę. Nie miał na sobie zbroi, a jedynie cywilne ubranie, którego ciemnoczerwony kolor niemal maskował go na tle płomieni trawiących draperię wiszącą na pobliskiej ścianie. Gdy celownik skierował się w stronę reporterki-amatorki, ta odruchowo schowała się z powrotem za fotel, wychylając się dopiero, gdy usłyszała, że mężczyzna się odezwał.
- Wygląda na to, że jest czysto. Ale zachowajcie ostrożność, bo łajno widać w tym dymie – rzucił zdawkowo turianin, zerkając przez ramię. Główne drzwi do sali – a przynajmniej to co z nich zostało, bo jedno skrzydło wisiało w strzępach na wyrwanych zawiasach, a w drugim ziała ogromna, wypalona dziura – uchyliły się nieco i do pomieszczenia zaczęli powoli wchodzić ludzie. Wszyscy wyglądali na cywili i byli nie mniej przerażeni od Shaeny.
- Witamy w okręgu Tayseri, proszę wycieczki. Po lewej stronie macie państwo łazienki, a na przeciwko, o tam, uroczo podświetlone przez płomienie, mieści się sławna, koncertowa scena. – Turianin wyprostował się i oparł karabin na ramieniu. Chwilę później dołączył do niego drugi uzbrojony mężczyzna, tym razem człowiek. Dziewczyna nawet z tej odległości dostrzegła mundur Przymierza.
- Jakieś następne pomysły? – Żołnierz miał nieco ciemniejszą karnację, a jego średniej długości, kasztanowe włosy kręciły mu się na czole oraz przy skroniach. Wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat.
- Sierżancie Bennet, ja jestem pełen pomysłów. Ale w tej chwili...
Podłoga zatrzeszczała niebezpiecznie pod kolanem Shaeny, gdy próbowała się przesunąć, by zobaczyć coś więcej. Obydwaj mężczyźni błyskawicznie unieśli karabiny i skierowali je w stronę osłony, za którą się chowała i dziewczyna z jękiem przerażenia znowu przypadła do ziemi. Zupełnie zapomniała przy tym o kamerze, która przez krótką chwilę pokazywała wyłącznie łuki sufitu sali.
Na kilkanaście sekund zapanowała niczym niezmącona cisza, którą w końcu ponownie przerwał turianin.
- Widziałeś kiedyś blondwłosego getha, sierżancie Bennet?
- Nie pośród tych, których spotkaliśmy wcześniej.
- Ah, bezpieczna odpowiedź. Pozostawiająca miejsce na nowe doświadczenia. Słusznie, słusznie. W takim razie co sądzisz o tym, żebym wrzucił za tamte fotele granat łukowy? Myślę, że jeszcze został mi jeden.
Shaena jęknęła i poderwała się na nogi, odruchowo chwytając kamerę. Gdy podniosła się zza fotela, w jej stronę wciąż skierowane były dwie lufy karabinów, ale mężczyźni byli od siebie oddaleni – turianin właśnie zachodził ją z flanki, powoli idąc między rzędami tych foteli, które ocalały z pożogi.
- Błagam, nie strzelajcie! Potrzebuję pomocy! – jęknęła dziewczyna. – Byłam tu z przyjaciółmi i zostaliśmy zaatakowani! Ja...
Turianin i człowiek wymienili krótkie spojrzenia, po czym obydwaj opuścili karabiny. Żołnierz Przymierza wyciągnął ku niej rękę w uspokajającym geście.
- Spokojnie, wiemy. Jesteś ranna?
Shaena potrząsnęła głową zdezorientowana. Mężczyzna nazwany sierżantem Bennetem zbliżył się do niej powoli, po czym ostrożnie pomógł jej wyjść zza prowizorycznej osłony.
- Nie, nie sądzę. Ja... miałam szczęście. Schowałam się pod fotelem – wymamrotała pod nosem. Mężczyzna w milczeniu pokiwał głową, oglądając jej stan pomimo jej słów. Jego wzrok na chwilę przesunął się po obiektywie trzymanej przez nią kamery, ale albo nie zauważył, że urządzenie wciąż nagrywa, albo zwyczajnie to zignorował.
- Wygląda na to, że rzeczywiście miałaś szczęście. Chodź, dołącz do pozostałych – powiedział w końcu. Na granicy ekranu ponownie pojawił się turianin, który w międzyczasie zdążył przeprowadzić ludzi w okolice sceny. Pośród ocalałych znajdowało się przynajmniej kilkanaście osób, w większości ludzi – część z nich wyglądała na równie skołowaną co Shaena, ale niektórzy zaczęli rozmawiać przyciszonymi głosami. Dziewczyna bezwiednie dała się do nich poprowadzić.
- Co się stało? Przez kogo zostaliśmy zaatakowani? – zapytała zdezorientowana. – Przez terrorystów?
- Przez gethy. Sami nie wiemy niewiele więcej, wygląda na to, że walki trwają w całej Cytadeli – odpowiedział zdawkowo człowiek. Turianin kiwnął nieznacznie głową; kamera uchwyciła szkarłatne pasy tatuażu ciągnące się po jego pancerzu skórnym na twarzy.
- Zaskoczyli nas w Czyśćcu. Ledwo udało nam się przemknąć do okręgu handlowego i, hm, „wypożyczyć” odpowiednią broń – dopowiedział za żołnierza. – Po drodze zaczęliśmy zbierać ocalałych. Natknęliśmy się na dwa mniejsze oddziały, ale poza tym staramy się unikać walki. Myśleliśmy, że sala koncertowa będzie bezpieczna na tyle, by móc się w niej zabarykadować, ale najwyraźniej trochę się przeliczyliśmy. Jeżeli ktoś chciałby znać moje zdanie, to moja najgorsza przepustka do tej pory.
- Przepustka? – powtórzyła bezwiednie dziewczyna. Obiektyw kamery osunął się razem z nią, gdy oparła się o ścianę sceny i usiadła ciężko na ziemi pośród innych ludzi.
- Porucznik Viya chciał przez to powiedzieć, że...
- Wróg na dziewiątej – syknął niespodziewanie turianin, unosząc karabin i przypadając do osłony z foteli. Wszyscy gwałtownie zamilkli, a ocalali jak na komendę padli na ziemię. Sierżant Bennet oparł się plecami o przewrócony fragment kolumny, po czym wymienił krótkie spojrzenie ze swoim towarzyszem. Turianin wychylił się nieznacznie zza fotela, przez chwilę coś liczył, po czym po chwili znowu się schował i pokręcił do mężczyzny głową.
- Oddział. Duży – przekazał bezgłośnie. Żołnierz pochylił się i przemknął między ocalałymi, w końcu przyklękając przy fotelach obok turianina. Mikrofon wychwycił stłumiony odgłos wielu kroków z głębi sali i metalicznych trzasków, które do złudzenia przypominały wymieniane między kilkoma jednostkami rozkazy.
- Plan? – Żołnierz najwyraźniej już jakiś czas temu uznał przywództwo turianina w tym improwizowanym oddziale.
- Za duży byśmy dali mu radę bez narażania cywili, jest ich tam chyba z tuzin. Przeczesują teren, więc przeczekanie odpada – mruknął porucznik Viyo. Obrócił głowę i zerknął między fotelami, po czym ponownie się schował, wydając z siebie coś między turiańskim przekleństwem, a krótkich śmiechem. – I mają jednego z tych wielkich, czerwonych bydlaków. Ten dzień zapowiada się coraz lepiej.
Sierżant Bennet zacisnął usta, po czym spojrzał w stronę cywili, wciąż leżących przy ziemi. Shaena odruchowo skierowała kamerę za jego wzrokiem, obejmując obiektywem ofiary napaści. W oczach każdego człowieka jawił się strach, a wszyscy wpatrywali się w dwójkę żołnierzy.
W końcu turianin westchnął ciężko i uniósł nieznacznie karabin.
- Dobra, jebać to. Widzisz boczne wyjście, na trzeciej? Zaraz za zawaloną lożą? – zapytał, nieznacznie kiwając głową na prawą stronę pomieszczenia. – Weź wszystkich i poprowadź ich między fotelami, nisko, przy ziemi. Potem zawalona kolumna da wam osłonę i tamten kawałek stropu wbity w scenę. Przy ścianie będziecie przez chwilę odkryci, więc niech nikt nie podnosi głowy. W korytarzu od razu skierujcie się z dala od tego miejsca. Port raczej jest kiepskim pomysłem, na miejscu gethów zabezpieczyłbym go jako pierwszego. Spróbujcie znaleźć innych ocalałych, może wyposażyć tych w jakąś broń. W okręgu Shalta jest pełno pustych magazynów – to dobre miejsce, żeby się schować i przeczekać tę zawieruchę.
Żołnierz Przymierza przez chwilę wpatrywał się w turianina, po czym powoli kiwnął głową, najwyraźniej pojmując do czego mężczyzna zmierza.
- Zauważą nas, gdy będziemy szli między fotelami – bardziej stwierdził niż zapytał. Turianin w milczeniu obrócił karabin, sprawdzając liczbę pozostałych jednostek w pochłaniaczu ciepła, po czym potrząsnął krótko głową.
- Nie zauważą. Dam im inny cel do oglądania – powiedział jedynie, podnosząc się do klęczek. Na jego przedramieniu rozżarzył się pomarańczowy omni-klucz. – I słuchania. Myślisz, że te głośniki wciąż działają?
Zanim jednak ruszył między fotele, człowiek położył mu rękę na ramieniu. Nie powiedział nic, ale zdawało się, że turianin zrozumiał przekaz.
- Wiesz, wy ludzie jednak jesteście w porządku – odezwał się niespodziewanie. – Mam nadzieję, że uda nam się dokończyć naszą dyskusję o wyższości turiańskiego uzbrojenia od ludzkich pukawek. Zdaje się, że nam przerwano, gdy właśnie przyznawałeś mi rację.
- Powiem wam to samo co wcześniej, poruczniku Viya – bzdury gadacie. I najwyraźniej wciąż jesteście pijani.
Na twarzy turianina pojawiło się coś na kształt uśmiechu, po czym mężczyzna ruszył nisko pochylony między fotelami. Shaena mimowolnie śledziła go przez chwilę kamerą aż zniknął pośród gruzowiska. Dopiero po chwili przeniosła obiektyw z powrotem na sierżanta Benneta.
- Odważne skurwiele, ci turianie – mruknął żołnierz, po czym oparł się plecami o fotel i ścisnął w rękach karabin. Jego spojrzenie przesunęło się po cywilach, by w końcu napotkać wzrok przestraszonej dziewczyny. – Dobra, posłuchajcie mnie ludzie. Niech wszyscy będą gotowi. Na mój znak ruszymy w stronę tamtej kolumny i będziemy poruszać się powoli, pochyleni, między fotelami. Wszyscy idziecie za mną, gęsiego. Niech nikt się nie wychyla i nie biegnie, nie chcemy zwracać na siebie uwagi. Uważajcie gdzie stawiacie nogi. Wszyscy zrozumieli? I najważniejsze – zachowajcie ciszę. To miejsce wciąż ma ogromną akustykę i...
Słowa żołnierza przerwał ogłuszający pisk z głośników ukrytych w ścianach, które najwyraźniej wciąż działały, a chwilę później po sali poniosła się głośna muzyka klasyczna. Sierżant Bennet zamarł na krótką chwilę, ale seria z karabinu, dobiegająca z przeciwnego końca sali, wyrwała go z pierwszego zaskoczenia.
- Ruszać się, ruszać! To nasza okazja! – syknął do cywili i wszyscy poderwali się na równe nogi. Shaena ruszyła jako jedna z ostatnich, czy to sparaliżowana strachem, czy zdezorientowana głośną muzyką i odgłosem wystrzałów dobiegających z centrum pomieszczenia. Gdy w końcu zaczęła biec między fotelami, obraz trząsł się i podskakiwał. W polu obiektywu na krótką chwilę pojawiła się grupa smukłych robotów, która rozpierzchła się między fotelami i ostrzeliwała przeciwny kraniec sali. Wśród nich kroczyła olbrzymia, zaawansowana jednostka, pokryta czarnymi oraz czerwonymi płytami pancerza; pulsacyjny pocisk, który wyleciał z jego przedramienia rozbił się na ścianie po drugiej stronie pomieszczenia i eksplodował, wyrywając z niej liczne odłamki oraz zasypując znajdujące się tam fotele tumanem kurzu. Samotna postać turianina przeskoczyła przez swoją osłonę i wciąż strzelając rzuciła się za inną, ignorując zasypujący ją gruz i fragmenty marmuru. Chwilę później obraz zniknął, gdy dziewczyna wbiegła za przewaloną kolumnę, wciąż trzymając się reszty ocalałych; pozostały już tylko odgłosy wymiany ognia, pojedynczych eksplozji i klasycznych nut III Symfonii d-moll Matriarchy Dillinagi, z trudem wyłapywanych przez tani mikrofon. A nawet i te ucichły po kilkudziesięciu sekundach, gdy cała grupa znalazła się na korytarzu za bocznym wyjściem.
Następne kilka minut zapisu jest nieczytelna. Obraz składa się z drżących widoków na podłogę oraz nogi uciekających, by ostatecznie skończyć się informacją o rozładowanej baterii.


UWAGI:
  • Videolog skonfiskowany na kilka minut po opublikowaniu. Trudno oszacować ilość oglądających i zasięg na jaki się rozprzestrzenił nim został zablokowany. Stopień w jakim tożsamość porucznika Viyo została ujawniona również trudny do oszacowania. Wpływ na przyszłe wykonywanie przez niego delikatnych misji wymagających pojawiania się w miejscach publicznych – nieznany.

MATERIAŁ OZNACZONY JAKO:
  • Posiadający potencjał na wykorzystanie w celach propagandowych do załagodzenia sytuacji na linii Hierarchia - Przymierze. Rozpatrzyć ponowne wypuszczenie do extranetu.





Historia (wersja „sucha”, czyli więcej i mniej):
Vexarius Viyo urodził się siódmego dnia jedenastego miesiąca w 2154 roku i obecnie, w 2186, ma 32 lata. Jego ojciec, Serranius Viyo, do ’82 roku zajmował stanowisko głównego inżyniera w jednej z grup projektowych Korpusu Inżynieryjnego i cieszył się ogólnym poważaniem, jako osoba pomysłowa i wysoko wykwalifikowana. Jego matka, Xarria Viyo, niegdyś należała do oddziału Kabał, a obecnie odeszła do rezerwy, szkoląc inne, biotycznie uzdolnione jednostki. Pośród nich znajduje się Maeria Viyi, siostra Vexariusa, młodsza od niego o trzy lata. Sam Vexarius nie odziedziczył wrażliwości na biotykę w stopniu takim jak żeńska linia jego rodziny i jeżeli kiedykolwiek posiadał jakiekolwiek zdolności, to nigdy nie były one szkolone i prawdopodobnie uległy uśpieniu.
Zgodnie z tradycją turian wstąpił do wojska w wieku 15 lat, gdzie po roku treningów w obozie szkoleniowym zaciągnął się do armii na stałe, planując rozwijać karierę oficerską. W pierwszym roku pokazał się jako „turianin z potencjałem”, głównie dzięki technicznemu przeszkoleniu, które uzyskał we wcześniejszych latach od ojca, ale zdecydował nie podążać tą samą ścieżką co Serranius Viyo i przed oficjalnym przydziałem do jednostki polowej wystąpił z podaniem o rozpatrzenie jego kandydatury do dywizjonu piechoty. Podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i trafił do 43. dywizjonu, do 13. Oddziału Rozpoznawczego.
W wieku 21 lat awansował na podporucznika, dzięki rekomendacji Xanvera Venturry, który służył jako dowódca jego oddziału. Awans zapewniło mu wykazywanie się podczas misji szkoleniowych oraz proponowanie własnych rozwiązań. Ostatnią misją, która przesądziła o awansie, była misja ze scenariuszem odbijania zakładników, w której dzięki propozycji Vexariusa, oddziałowi porucznika Venturry udało się wypełnić wyznaczone cele bez utraty któregokolwiek z zakładników oraz z czystym obezwładnieniem wszystkich przeciwników.
W następnych latach brał udział w kilku właściwych misjach, głównie z udziałem piratów oraz podczas misji rozpoznawczych. W wieku 26 lat otrzymał kolejny awans, tym razem na porucznika, po udanej akcji zatrzymania batariańskich przemytników urzędujących w jednej z placówek na Erros, w systemie Arrae. Oddział Vexariusa miał tam jedynie przeprowadzić rekonesans i zamontować nasłuch komunikacyjny oraz podłączyć się do wewnętrznej sieci obserwacyjnej placówki, ale po odkryciu nieprzewidzianego czynnika, którym była obecność gotowych do transportu niewolników, za namową turianina postanowili bezpośrednio wesprzeć oddział szturmowy. Po misji Vexarius otrzymał podwójny awans – stopniem i przydziałem, gdy został zarekomendowany do Oddziału Specjalnego. Jego służba do tej pory przebiegała w sposób względnie wzorowy (jeżeli nie liczyć pojedynczych ostrzeżeń od tych dowódców, którzy nie tolerowali jego wychodzenia przed szereg oraz tych związanych z jego aktywnością na przepustkach), dzięki czemu podanie zostało zaakceptowane.
Dwa lata później pojawiła się pierwsza skaza na jego karierze. W ’82 roku MSV Anixara uległ zniszczeniu podczas wejścia w lot na silnikach FTL, w skutek czego zginął Hierarcha Raherix Ursivus. Serranius Viyo, ojciec Vexariusa, był jednym z inżynierów odpowiedzialnych za projekt oraz konserwację okrętu i to właśnie na niego spadła wina za ten wypadek (który w rzeczywistości był działaniem Cerberusa), w efekcie czego stanął przed sądem wojskowym, a następnie został zdegradowany. Vex ciężko to przyjął i podczas jednej z przepustek wdał się w dość kosztowną bójkę z pijanymi bywalcami baru na Palavenie. Całość została nagrana i trafiła do dowództwa, ale biorąc pod uwagę okoliczności i dotychczasowy przebieg służby Vexariusa, nagana została zamieniona na zwykłe ostrzeżenie.
Reszta roku ’82 nie wyróżniła się niczym szczególnym i dopiero w ’83 Vex miał okazję się wykazać, podczas niesławnego ataku gethów na Cytadelę. Gdy zaczęła się bitwa, Vexarius akurat znajdował się na przepustce i odpoczywał w Czyśćcu, zawierając nowe znajomości oraz zapijając troski. W trakcie kolejnych minut, wraz z sierżantem Bennetem – żołnierzem Przymierza, którego poznał w barze – udało mu się uzbroić i zacząć zbierać ocalałych z pierwszego ataku, biorąc pod opiekę stosunkowo liczną grupę cywili. Podczas, gdy właściwe walki rozgrywały się gdzie indziej, w sercu siedziby Rady, on przeprowadzał ludzi w bezpieczne miejsce. W końcowej fazie dobrowolnie oddzielił się od reszty grupy, by odciągnąć uwagę dużego oddziału gethów; w efekcie został ranny i stracił część lewej żuwaczki, ale cywile dostali się bezpiecznie do magazynów, gdzie przeczekali w ukryciu resztę bitwy. Szczęście i nieszczęście Vexariusa polegało na tym, że część jego akcji została uwieczniona na amatorskim nagraniu jednej z ocalałych, który po wszystkim trafił do extranetu. Video szybko zostało zablokowane, ale jego ciężka do oszacowania popularność sprawiła, że dowództwo uznało, że Vexariusowi przyda się chwilowa przerwa od bardziej delikatnych misji.
Trzy lata później turiański ambasador przedłożył Radzie Cytadeli kandydaturę Vexariusa na Widmo, powołując się na jego przebieg służby oraz przymioty, które wcześniej zapewniły mu awans do Oddziałów Specjalnych.



Elpis

Elpis należąca do Vexariusa, jest okrętem odpowiadającym rozmiarowo małej fregacie, o przeznaczeniu głównie podróżnym ze względu na niewielką ilość własnego uzbrojenia oraz dwa, fuzyjne silniki zdolne zapewnić dużą ilość ciągu w krótkim czasie. Ma smukłą, zwężającą się do tyłu i wyprofilowaną sylwetkę, poszerzoną przez wychodzące na boki bloki napędów i odsunięte na krótkich ramionach komory silników. Tył okrętu wieńczy podwójny, bliźniaczy statecznik w układzie lustrzanego "C" do lotów w atmosferze.
Przed zmianą nazwy, Elpis nosiła nazwę Rocinante i należała do ExoGeni. Okręt został jednak skradziony przez uciekinierkę z kompleksu na Karath, a potem przejęty i zaadoptowany przez Vexa. Korporacja nie zgłosiła oficjalnie kradzieży, głównie z powodu znajdującej się na statku SI - która sama w sobie jest nielegalnym dodatkiem w systemach Rady.



Poza tym co ma przy sobie:
Omni-klucz "Primo" (w kajucie statku)
Mod do omni-ostrza (modyfikacja zapalającą)
2 zapasowe omni-żele (w kajucie statku)
2 zapasowe pochłaniacze ciepła (w kajucie statku)
2xPallad (w kajucie statku)
Karabin snajperski M-98 Wdowa [Ulepszony celownik IV, Przedłużona lufa V] (w kajucie statku)
Wyrzutnia Kolców Graal (w kajucie statku)

Takie tam:
+2 punkty zdolności (Loteria)

  • Głos Vexariusa jest obdarzony charakterystycznym dla turian wibrowaniem, ale nie jest aż tak niski i głęboki jak u niektórych przedstawicieli swojej rasy.
  • Przeszkolenie techniczne i militarne.
  • Doświadczenie w misjach rekonesansowych oraz szturmowych.
  • Młodsza siostra w oddziale Kabał.
  • Tatuaże klanowe pochodzą z kolonii Epyrus.
  • Na przepustkach najczęściej odwiedza podejrzane bary. Z jakiegoś powodu traktuje chaos i panujące tam bezprawie jako urlop od sztywnej, wojskowej musztry, chociaż sam nigdy nie uwikłał się w nic niewłaściwego (jeżeli nie liczyć kilku bójek).
  • Jego tatuaż ma mało pasjonującą historię – Vex zrobił go sobie po przyjęciu do Oddziałów Specjalnych pod wpływem zwykłego impulsu. Nie jest to może tęczowy ptak wylatujący z oczodołu czaszki trzymanej w kłach przez miażdżypaszczę ujeżdżaną przez nagą kobietę z wzniesionym mieczem, ale też wygląda groźnie!
    Nowe:
  • Pomógł uratować Ekwador przed trzęsieniami ziemi i tsunami, niwecząc plan zniszczenia stacji geotermalnej Raitaro.
  • Brał udział w misji, w której odkryto stary kompleks Przymierza gdzie eksperymentowano na turianach. Żeby zapobiec wybuchowi kolejnej Wojny Kontaktu, wraz z Widmem Telą Vasir zdradził swój oddział i uśmiercił niemal wszystkich torturowanych turian. Niemal, bo generał Adiustor Valokarr, bohater wojenny i straszny rasista, który był wśród uwięzionych, uciekł z drugą grupą pod dowództwem Vallokiusa.
  • Chlał ryncol z Telą Vasir.
  • I robił z nią inne rzeczy.
  • I uratował jej życie. Od czasu Lyesii stworzyła się między nimi bliska więź.
  • Wraz z Jeanette Hawkins uratował Zaświaty przed zamachem, zyskując kilka punktów u Arii T'Loak. Wraz z piratką uratował też życie Mary Sones.
  • Jego kandydaturę na Widmo zgłosiła Radna Asari, a nie Radny Turian, co jest małym, politycznym precedensem.



Zakończone misje:
Otchłań (Raitaro): Raport
Cienie przeszłości (AZ-99): Raport
Niedokończone sprawy (Lyesia): Raport
Krwawa Mary (Omega): Raport
Umysły przeklęte (Klendagon): Raport
Morte renasci (Polowanie na Rzeźnika z Crescenta): Raport
The Lady, or the Tiger? (Nos Astra): Raport
Kodeks biznesmena (Nos Astra): Raport

Rozwiązane misje:
Aeda: Raport
Konferencja na Surkesh: Raport
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
+15% do celności (implant)+5% do obrażeń od mocy bojowych+20% (+50% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
+75% szansy na powalenie przeciwnika omni-ostrzem+20% do celności od celownika termicznego III (+2PA)+15% do obrażeń od broni

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Szary Ex-Administrator
 
Posty: 904
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Thessia
Status: Poszukiwany przez ExoGeni (nieoficjalnymi kanałami) za kradzież statku.
Kredyty: 3.175
Medale: 11
Determinacja (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość