Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Emilia Östberg

27 sty 2022, o 21:06

Jest różnica między Szpiegiem a Infiltratorem. Pierwszy dostaje hajs za ruchanie i picie martini, drugi za wykonywanie rzetelnej pracy. Zgadnij którym ja jestem.


81257189

MIANO Emilia Östberg

DATA UR. 14.05.2155

MIEJSCE UR. Sztokholm, Szwecja, Ziemia

RASA Człowiek

PŁEĆ Kobieta

OBYWATELSTWA Ziemskie, Szwedzkie, Przymierza, Cytadelskie

SPECJALIZACJA INFILTRATOR (Szpieg)

PRZYNALEŻNOŚĆ Rada Cytadeli

ZAWÓD Widmo



Średnie, Szkoła Wojskowa, Akademia Oddziałów "S" Przymierza, treningi Widmo, szkolenie na pilota promów wojskowych i cywilnych

Ma penthouse na Cytadeli, na ulicy Neptuna 33, numer mieszkania 998


Emilia jest kobietą dosyć postawną i potrafiącą dobrze się zaprezentować. Można było o niej sporo powiedzieć, ale zdecydowanie zależało jej na tym jak wygląda. Nie musiała być ładna, ale bardzo zależało jej na co najmniej odpowiedniej prezencji. Zawsze musi więc być dobrze ubrana, zadbana i (najlepiej jeśli) wymyta. Potrafi dobrze się zaprezentować, co ułatwiają jej jej atuty. Jak na żołnierza jest ponadprzeciętnie atrakcyjna, choć modelką raczej nie zostanie, gdyż ewidentnie jest "skażona" swoim fachem. Jest wysoka i szczupła, ale jednocześnie nie za szczupła. Widać po niej, że dobrze się odżywia i dba o szczytową formę fizyczną - łatwo zobaczyć u niej dosyć porządne mięśnie, zwłaszcza przy ramionach. Zwykle ubiera się w ciemniejsze kolory, ale nie ma wielkich preferencji. Można powiedzieć, że ma swój specyficzny styl oparty na wyglądaniu pół-martwo i mrocznie. Obecnie ma parę niezagojonych blizn na szyi (pamiątka po operacji) oraz cybernetyczną, czarną protezę lewej ręki od łokcia.
Wzrost i waga: 178cm, 71kg
Skóra/karapaks: Biała skóra
Oczy: Przy odpowiednio odbijającym się świetle są uznawane za pomarańczowe, w prawdzie raczej piwne.
Włosy: Czarne, długie, proste i schludne. Podczas misji zwijane w kok lub eliminowane w inny sposób.
Znaki szczególne: Ma protezę lewej ręki, jej szyja (od strony gardła) jest pokryta syntetyczną skórą. Kiedy głośno krzyczy, implant czasem lekko zniekształca dźwięk pod wpływem intensywnych drgań, przez co może brzmieć jak WI lub inna maszyna.


To przede wszystkim Widmo, potem żołnierz, potem Człowiek, a dopiero potem, osoba. Lata ciężkich doświadczeń ukształtowały z niej kobietę raczej ostrą, nieznoszącą sprzeciwu i o nieistniejących chęciach do kompromisu. Nie jest zdecydowanie people person, w zasadzie to jest raczej introwertyczna, a często brutalnie chłodne zachowanie jest dla niej po prostu wygodną osłoną, której dość szybko się nauczyła. Innych traktuje raczej neutralnie, ewentualnie jest względnie kordialna, ale jeśli ktoś coś zepsuje, to nie szczędzi sobie sarkazmu lub po prostu solidnej "zjebki". Nie spoufala się, średnio w zasadzie nawet wie jak to zrobić i od czego ma zacząć, ale nie jest ponad skomplementowaniem kogoś jeśli zrobi coś dobrze, szybką pochwałą, czy nawet po prostu "słodzenie" komuś jeśli faktycznie zasłużył. Nie jest najlepsza w manipulacji i preferuje drogę zastraszenia w pozyskiwaniu informacji. Ma nieco bardziej sympatyczną stronę, ale rzadko ją pokazuje, a już na pewno nie współpracownikom, podwładnym czy ogólnie osobom z pracy. Regularnie podkreśla, że zależy jej na tym by wykonać robotę i wracać do domu, przez co jasno ustanawia swój jedyny priorytet w terenie - misja. Dla niej jest w stanie posunąć się do (prawie) wszystkiego. Nie ma zbyt dużo limitów moralnych, przynajmniej dopóki wierzy w to, że robi to dla większego dobra. Nie wyobrażałaby sobie współpracowania z kimś czysto dla korzyści finansowych, czy zrobienia DOSŁOWNIE wszystkiego co trzeba. Ma dosyć dużą obsesję na punkcie perfekcji, czy też dążenia do ideału we wszystkim co robi. Musi być najlepszym snajperem, najlepszym infiltratorem, musi mieć najładniejsze mieszkanie, najlepszy pancerz, najlepszy sprzęt i tak dalej. Sytuacja, w której nie jest IDEALNIE często ją dołuje i doprowadza do dużych chęci poprawy. Nie jest jednak głupia i (za bardzo) arogacka. Wie, że są limity, których nie przeskoczy i jest bardzo samokrytyczna wokół siebie. Często porównuje się do innych Widm, ale nie uważa się za lepszą od nich, gdyż za dużo razy zawiodła. Ma dużą odporność na stresujące warunki podczas misji, choć ten atakuje ją głównie w etapach wolnych, które często spędza samotnie lub stłumia go papierosami, które pali już od bardzo dawna. Uważa się za osobę raczej pragmatyczną, choć to stwierdzenie jest tylko częściowo prawdziwe - czasami ego przejmuje władzę, a czasami, jeśli wyjątkowo się wścieknie, potrafi zrobić coś głupiego.
Zainteresowania: Oprócz rzeczy oczywistych dla fachu, takich jak fachowe zainteresowanie wojskowością nie tylko ludzką, ale i innych ras, bardzo lubi Turiańską historię i kulturę. Czyta często książki, o ironio lubi serię Jamesa Bonda (zarówno filmową jak i książki właśnie), gra w gry w wolnym czasie, głównie strategie lub karcianki, żeby podtrzymywać iluzję tego, że nie marnuje w ten sposób czasu. Jest zawziętą graczką Hearthstone 9.0 i niewolnicą mety.
Lęki: : Chciałaby móc powiedzieć, że nie bierze pracy do domu, ale ani trochę nie jest to prawda. Boi się, że skończy jak chaotyczny, uzależniony od każdej możliwej używki kłębek nerwów, który do niczego się nie będzie nadawać.
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Musi mieć czymś zakryte lub przykryte oczy, nieistotne czy przez hełm, gogle, okulary przeciwsłoneczne, maskę, czy dosłownie cokolwiek innego. Nie znosi używać czyjegoś sprzętu, musi mieć zawsze swój. Jeżeli akurat jej się nudzi i nie ma rozrywki, lubi rozkładać i składać swoje bronie lub bawić się nożem. Ogólnie raczej nie lubi nic nie robić, zawsze musi JAKOŚ spędzać swój czas. Często słucha muzyki, głównie rapu. Albo mocno złodupnego, albo smutnego. Nie pije alkoholu, chyba, że musi.
Uzależnienia: Papierosy. Jej (drugi) największy wróg od ostatnich jedenastu lat.
Znaki szczególne: Charakteryzuje się raczej chłodnym spojrzeniem, w wielu znaczeniach tej metafory.


Urodzona w Sztokholmie jeszcze zanim w ogóle zaczęła się wojna pierwszego kontaktu, Emilia nie była przeznaczona do wesołego, miłego życia. Urodziła się jako pierwsze dziecko dwójki raczej ubogich lekarzy, Stefana i Miry, i od razu stała się, wraz ze swoją babcią, Sigrid, gwoździem do trumny finansów rodziny. Urodziła się bowiem mając Chorobę Korvine'a - rzadką mutację genetyczną dotykającą (głównie, ale niekoniecznie zawsze) kobiety i powodującą szybszą degenerację DNA w połączeniu z wieloma skutkami ubocznymi. Rodzice bardzo szybko zadłużyli się by zapewnić jej drogą terapię (której Sigrid, w przeciwieństwie do Emilii, nie mogła otrzymać ze względu na wiek, w którym została zdiagnozowana), dzięki której rozwój choroby został zatrzymany, ale niestety wiele stałych skutków pozostało. Między innymi, musiała pogodzić się z tym, że jej długość życia będzie mniej więcej o osiemdziesiąt lat krótsza (nawet przy najzdrowszym trybie życia), a jej DNA jest już i tak nieco uszkodzone, co zdecydowanie utrudni lub uniemożliwi przyszłe prowadzenie wielu genetycznych terapii, które byłyby całkiem "normalne" dla zwykłego Człowieka. Na szczęście udało się zahamować wcześnie rozwój choroby, dzięki czemu obyło się bez najgorszych skutków (tych bezpośrednio prowadzących do śmierci lub intensywnego kalectwa). Tego samego nie można było powiedzieć o babci, gdyż ta była właśnie przykładem tego, co złego Choroba Korvine'a robiła z człowiekiem. Ta była w zasadzie żywym warzywem utrzymywanym przy życiu głównie chyba przez resztki siły woli i chęci wyssania z Östbergów więcej pieniędzy. Zmarła gdy Emilia miała jakieś piętnaście lat. Niestety. Ale może i lepiej, patrząc na to, co potem się działo.

Rodzinka ledwo wiązała koniec z końcem - farmaceuci nie zarabiali jakoś bardzo dużo, a w połączeniu z mocnymi długami doprowadziło to praktycznie do skranej biedy, co było źródłem większości problemów młodej Östberg i ufundowało jej część jej kompleksów i gorszych cech osobowości. Nie miała nigdy za dużo wolnego czasu, musiała albo pomagać w domu, albo pracować, albo się uczyć.
Była generalnie raczej bystrym dzieckiem. Choć nie chłonęła jakoś bardzo szybko materiału, to była ciekawska i wykazywała się bystrością. Szybko okazało się, że ma dużo potencjału.

W jej życiu bardzo szybko pojawił się młodszy o pięć lat brat, Edvin, "Edek", czy też "Edzio". Choć była młoda, musiała się nim często zajmować. Początkowo tego nie znosiła, potem zaś po prostu to zaakceptowała.

Brak czasu na cokolwiek poza obowiązkami sprawił, że chodziła wiecznie zestresowana, a na dodatek wygłodzona, wiecznie zirytowana i ledwo trzymająca się na nogach. Musiała bardzo szybko dorastać, co, wbrew popularnemu stwierdzeniu, NIE tworzy silnych dorosłych. Przez lata nastoletnie była więc dosyć agresywna i zamknięta w sobie, choć wyniki w nauce były bardzo dobre. W wieku trzynastu lat zaciągnęła się też do roboty, byleby dorzucić coś do budżetu rodzinnego, który z każdym dniem zdawał się kurczyć.


Stres, jak się okazało, wpływał też na jej rodziców. Nie mieli za dobrych relacji, choć starali się z całego serca. Niestety jednak niezbyt mogli zadbać o swoją córkę. Gdy ta skończyła osiemnaście lat, sytuacja finansowa rodziny zaczęła poprawiać się w dosyć znaczny i ciężki do wyjaśnienia sposób. Rzekomo zarówno Stefan jak i Mira znaleźli porządną pracę przy jakimś rządowym projekcie. Emilia średnio się tym interesowała, ale zawsze jak pytała o to co to dokładnie za projekt i dla kogo dokładnie pracują, niezbyt chcieli jej opowiedzieć i uciekali od tematu.

Po którejś z tego typu dyskusji postanowiła dokonać swojego własnego mini-śledztwa na ten temat. Miała już wówczas osiemnaście lat na karku.

Udało jej się zasłyszeć, poprzez najzwyklejsze w świecie podsłuchiwanie rozmów (co, ogólnie rzecz biorąc, nie mówiło dobrze o kompetencji małżeństwa pod względem ukrywania informacji), że mają jakieś istotne spotkanie z "szefem". Podążyła na to spotkanie i bardzo szybko odkryła, że dotarła do jakiegoś skrytego magazynu czy innej placówki, gdzie jej rodzice zaczęli komunikować się ze swoim szefem w ramach czegoś, co nazwali tylko "komórką sigma". Niezbyt wiedziała czym ma to być i szybko usunęła się z miejsca zdarzenia. Zaczekała na rodziców w domu i bardzo szybko zażądała wyjaśnień. Nie było to racjonalne, nie miała nawet jeszcze gigantycznych podstaw, ale była, cóż, młodą dziewczyną. Czuła, że coś jest przed nią ukrywane i odkryła, że jest to prawda, więc chciała odpowiedzi.

Odpowiedzi, której nie dostała. Rodzice powiedzieli jej, że dla jej dobra nie mogą jej tego zdradzić i musi o tym nie myśleć ze względu na "konsekwencje". Dopiero parę lat później Emilia poznała prawdę i dowiedziała się, że gdyby nie to, że zataili informację o tym, że tam była, najpewniej musiałaby zostać wyeliminowana lub nafaszerowana jakimiś narkotykami. Ci jednak wierzyli w swoją córkę, co okazało się być gigantycznym błędem z ich strony.

Emilia bowiem oznajmiła, że skoro nie dostanie odpowiedzi, to wynosi się z tego domu. Pożegnała się z bratem (nie zdradzając mu za dużo), po czym po prostu zwiała z domu w wieku osiemnastu lat. Teoretycznie dorosła, w praktyce...można powiedzieć, że też.

Ciężko było jej wpaść na to co ze sobą zrobić. Miała pracę, ale z tego by się nie utrzymała. Nie miała gdzie się podziać, nie miała w sumie nic. Tymczasowo zatrzymała się u koleżanki ze szkoły (dosłownie koleżanki, bo w sumie to ledwo się znały) i liczyła, że do tego czasu wymyśli co ze sobą zrobić. Może po paru tygodniach od swojej ucieczki, gdy została na jakiś czas sama, została odwiedzona przez miłego pana w czarnym garniturze.

Nie przedstawił jej się, jedynie machnął jej przed twarzą odznaką i paroma ładnymi papierkami reprezentującymi armię Przymierza. Oszczędzał mocno w szczegółach i zapewniał mało wyjaśnień, ale zaoferował jej jakiekolwiek, co w porównaniu do rodziców dało mu pewnego plusa. Wyjaśnił jej, że mają podejrzenia o współpracy rodziny z Cerberusem. Miałoby to być dziwne ze względu na ich braki pieniężne, ale agent, przekonany o swojej racji, wyjaśnił, że są oni zaangażowani w tajny projekt Cerberusa i będą potrzebowali jej pomocy. Mogła być użytecznym informatorem, chyba jedynym dostępnym pod względem tak głębokich rodzinnych koneksji (za wyjątkiem Edka, lecz ten był nieco za młody). Agent chciał kuć żelazo póki gorące. Jeśli trzeba było, zapłacą. Jeśli nie trzeba było, i tak zapłacą, byleby robiła to czego trzeba.

Nawet nie trzeba było mówić dwa razy. Emilia zgodziła się od razu, odczuwając szczerze, może nawet irracjonalne obrzydzenie, ale i z drugiej strony patriotyczny obowiązek. To przecież był Cerberus, organizacja...terrorystyczna!

Miała jednak jeden warunek do zgodzenia się. Nie będzie jakimś tam "assetem", "informatorem", tylko dołączy do nich. Pójdzie na szkolenia i zrobią z niej infiltratora.

Przymierze nie było zbyt chętne do rekrutowania losowej dziewczyny, nawet jeśli była przydatna. Miły pan w garniturze zaproponował jej więc, że jeśli przez parę miesięcy będzie współpracować i wykonywać proste szpiegowskie czynności pokroju monitorowania tego gdzie chodzą rodzice, przesyłanie wiadomości i po prostu bycie sumiennym informatorem, to wtedy to przemyślą. Emilia zgodziła się na ten warunek i spełniła go do granic swoich możliwości, choć bez jakichś wielkich sukcesów, przynajmniej początkowo.

Przyjęto ją, choć niekoniecznie z otwartymi ramionami - ze względu na jej chorobę, była w stanie dobrze służyć, ale jeśli zostałaby ciężko ranna, to mogłaby w zasadzie prawie na stałe wypaść z gry. Wszyscy o tym wiedzieli, ale ostatecznie zgodzili się ze względu na dwie rzeczy - jej użyteczność dla misji oraz robotność.

Musiała jednak wrócić do domu, przynajmniej na parę miesięcy. Nakłamać rodzicom, że przeprasza, już jej przeszło i nie będzie nic nikomu mówić. O dziwo, uwierzyli. Ponownie był to błąd. Gdy uśpiła jakiekolwiek podejrzenia, mogła wyprowadzić się, rzekomo na swoje, bo "znalazła tanie mieszkanie na wynajem". W prawdzie po prostu wprowadziła się do koszar. Utrzymywała z rodzicami regularny kontakt, często nawet taki, o którym by nie wiedzieli, bo najzwyczajniej w świecie ich stalkowała, dokumentowała ruchy i wysyłała je przełożonym, bardzo często nawet bez takich próśb. Była wręcz nadgorliwa, chciała udowodnić, że się nadaje.

Była silna, cwana i zdeterminowana. Może nie była najlepsza w biciu się, ale miała bardzo duże zapędy do ideału i perfekcji, co czyniło z nią niezłą kandydatkę. Brakowało jej pewnych fizycznych zdolności oraz nie była najlepszym wojownikiem z bliska, ukochała sobie jednak snajperki już za pierwszym razem, gdy jakąś podniosła. Tak właśnie rozpoczął się jej krwawy, brutalny i patologiczny związek z karabinami snajperskimi. Związek, który trwa do dziś.

Można było ją nazwać jedną z lepszych na swoich szkoleniach. Zawdzięczała to staraniom i tym, że nie robiła nic na pół gwizdka. Pracowała, pracowała, pracowała i jeszcze raz pracowała. Dawała z siebie wszystko i nie akceptowała litości. Nie była jednak zbyt popularna wśród instruktorów - często pojawiały się opinie, że jest trochę chamska, arogancka, czy, że po prostu niemiła. Spędzała dużo swojego czasu na treningach i odmawiała zaproszeń na spotkania z ludźmi, randki, lub w zasadzie jakiekolwiek interakcje społeczne poza tym najbardziej wymaganym minimum. Ogólnie szybko pojawiła się opinia, że S1 Emilia Östberg to strasznie irytująca sucz.

Stefan i Mira nie byli głównymi naukowcami tego projektu (nazwanego projektem Bluszcz), ale podobno mieli tam nie najgorszą rolę. Utrzymywani w biedzie, ot, przeciętni farmaceuci, jednocześnie po godzinach pomagali w laboratorium Cerberusa w zamian za pomoc w spłacie długów.

W przeciągu paru lat Emilii udało się zostać agentką S2 w swojej komórce. Była niezła. Była serio niezła. Zredefiniowała znaczenie "szpiega" i stała się czymś więcej. Ona nie bawiła się w szantaże, przepytywanie ludzi, czy chodzenie na przyjęcia. Jej biznesem były zabójstwa, infiltracje i kradzieże. Umiała działać w zespole, choć chyba najlepiej działała sama, dlatego też marzyła o awansie na S4. Przeszła wiele treningów i miała za sobą parę porządnych misji, ale nawet wtedy "Najlepsza Snajper Przymierza", jak lubiła o sobie (raczej bezpodstawnie) mówić, nie była w stanie przewidzieć tego, co nadchodziło.
Podczas tego czasu nie było od niej oczekiwane dużo jeśli chodziło o to, do czego de facto została zrekrutowana. Wszyscy mówili jej, że czekają na odpowiedni moment, obserwują pasywnie sytuację, mają za mało danych, i tak dalej. BARDZO ją to męczyło, Emilii zależało strasznie na rozwiązaniu tej sprawy i jak najszybszym zamknięciu rodziców. S3 polował jednak na grube ryby. Ta cierpliwość odpłaciła mu się, gdy w końcu powiedział Östberg, że ma zamiar dokonać przecieku na temat prawdziwego statusu Emilii. Zamierza zagrać w niebezpieczną grę i spróbować wciągnąć ją bezpośrednio w operację, zrobić z niej podwójną agentkę i wrzucić ją bezpośrednio w wir akcji. Zgodziła się, choć niezbyt chyba rozumiała jeszcze co jest od niej oczekiwane.

Następnego dnia rodzice zażądali by stawiła się w domu, mianowicie "wiedzieli wszystko" i "nie byli źli", ale "muszą teraz współpracować".

Emilia była wówczas akurat dostępna i faktycznie pojawiła się tak szybko, jak mogła. Dowiedziała się wówczas, że "pracodawca" jej rodziców i człowiek, który wyciągnął ich z finansowej zagłady stał właśnie w ich domu. Tym człowiekiem był mężczyzna o imieniu Cirano Mule. Pojawił się osobiście. Bardzo chciał pomówić z Emilią. Szybko przedstawił się jej jako lider komórki Cerberusa i opowiedział jej o rzekomym wsparciu, które zaoferował jej rodzicom. Wyciągnął ich z długów, zaoferował im pracę, pożyczył pieniądze na leczenie Emilii, gdy była mała..a w zamian oni odwdzięczali się przysługami. Czasem kradli informacje od ludzkiej korporacji Mentezz (gdy w niej pracowali), a teraz rewanżują się poprzez pracowanie z nimi w “pewnym projekcie”. Wyjaśnił jej, że jej rodzice są mu winni, ale ona też...ponieważ to on zafundował jej leczenie lekko ponad dwie dekady. Więc teraz powinna mu pomóc. Miał dla niej miejsce w Komórce Cerberusa.

Emilia nie była głupia. Nie była też rasistką. Nie była też naiwna, nierozsądna, czy...jakakolwiek jaką trzeba było być, by pracować dla Cerberusa. Początkowo zastanawiała się nad tym czy po prostu nie spróbować go w tym momencie przechwycić, ale uznała, że to byłoby poza rozkazami. Chcieli całą komórkę, a nie oficera. Ale miała rozkazy. Zgodziła się.

Nie podobała jej się ta sytuacja. Było bardzo źle. Znała metody szpiegowskie Cerberusa i zdawała sobie sprawę z tego, że musi być bardzo ostrożna. Była już śledzona od jakiegoś czasu, jej rodzice pewnie albo zastraszani, albo źle traktowani. Albo ciągnięci za uszy w jakiś inny sposób. Ale Emilię średnio to interesowało. Podjęli złą decyzję, więc ona zamierzała ją skorygować.

Zajęło jej to trochę czasu, lecz w końcu udało jej się przekazać informacje o sytuacji swoim przełożonym bez zostania wykrytą jako podwójna agentka. S3 był zadowolony z jej wyników i stwierdził, że z podłożoną podwójną agentką mogą zajść dosyć daleko i osiągnąć naprawdę wiele, potencjalnie zniszczyć cały projekt.

Gorzej, że "osiągnięcie wiele" oznaczało zdecydowanie inne rzeczy dla Emilii. Przez następne parę miesięcy agentka karmiła Cerberusa fałszywymi danymi dotyczącymi poczynań S-ki, w czasie kiedy przeznaczeni do tego agenci byli w stanie wytropić i zidentyfikować większość komórki, do której dołączyła Emilia. Sama zresztą mocno się do tego przyczyniła, robiąc wszystko co w jej mocy dla powodzenia tej misji. Czuła się na swój sposób winna. Gdyby nie urodziła się chora, to może nie trzeba by było współpracować z Cirano i komórką Bluszcz. Albo gdyby pracowała więcej, to sami spłaciliby długi.

Po roku "współpracy" udało się zlokalizować pancernika terrorystów, na którym miałoby mieć miejsce spotkanie wielu oficjeli oraz wysoko postawionych sojuszników i członków Cerberusa właśnie. Östberg wraz z niewielką ekipą S oraz niemałą obstawą B została wysłana na infiltrację w dwóch celach. Ekipa S miałaby zabezpieczyć dane dotyczące Projektu Bluszcz, ekipa B zaś miałaby w międzyczasie przedostać się do reaktora i zadbać o to by pancernik został wysadzony. S-kom udało się bardzo szybko zrealizować swój cel. Podczas misji jednak, na jaw wyszła informacja, że na pokładzie pojazdu znajduje się bardzo dużo cywili, którzy nawet nie wiedzą z kim pracują - asystentów, pomocników, pomniejszych badaczy, farmaceutów...
S3 rozkazał odwrót. "Zidentyfikowaliśmy ich, złapiemy ich następnym razem", oznajmił. Skład B, jak i sama Emilia, zdecydowanie byli przeciwko. Mieli ich na widelcu, nie zamierzała się teraz poddać. To była jej szansa by naprawić "błąd", który "popełniła" (poprzez, najwyraźniej, urodzenie się). Mimo protestów, kontynuowali przez jakiś czas misję, wybijając sobie prawie całą ścieżkę do reaktora, ale w końcu S3 nadpisał rozkazy wydane B i ci musieli się wycofać, dołączając do S-ek, które zwiały, ale Emilia nie posłuchała się rozkazu. Poprzez szybką infiltrację i serię brutalnych, ale bardzo szybkich, i względnie cichych walk, udało jej się zaryglować silnik pancernika tak, by wybuchł, po czym ewakuowała się chwilę przed eksplozją. Wykonała zadanie przewidywane dla całego składu Black Ops prawie sama. Wyszła stamtąd z dosyć porządnymi ranami, ale wyszła. Dla niej był to sukces - Cerberus stracił najpewniej miliardy, ona naprawiła swój błąd, misja wykonana co do joty, żyć nie umierać. A koszt w cywilach? Kto by się tym przejmował...

Stwierdzenie, że S3 był zirytowany byłoby mocnym niedopowiedzeniem. Był WŚCIEKŁY i natychmiast zarządził, że Emilia zostanie dyscyplinarnie wywalona na zbity pysk. Totalnie spodziewała się tej decyzji. Pogodziła się z tym, tak w zasadzie, już na pokładzie statku. Była gotowa na poświęcenia dla misji, tak jak była wcześniej uczona przez S-ki. Nie miała tego S3 za złe. Sama uznała, że zrobiła co musiała i nie odczuwała jakichś wielkich wyrzutów sumienia. Śmierć około stu cywili w zamian za zlikwidowanie szych Cerberusa to była bardzo dobra wymiana. Uznała bowiem, że gdyby te szychy żyły, doprowadziłyby do śmierci jeszcze większej ilości osób.
Nie wiedziała co stało się z jej rodzicami. Według Przymierza, rozpłynęli się w powietrze i są teraz poszukiwanymi zbiegami.

Na szczęście dla niej (choć był to bardziej miły przypadek i kwestia okoliczności, niż fakt dbania Przymierza o Emilię) akta dotyczące tej sprawy zostały zaklasyfikowane, a sama zainteresowana uznana za oddaloną z przyczyn zdrowotnych, a nie...cóż, de facto zbrodni wojennej. Nie miała szans na powrót do Przymierza, ale było to lepsze niż sąd wojenny.
I wtedy właśnie los się do niej uśmiechnął. Na swój chory sposób.
Przymierzu nie spodobała się jej decyzja, ale na szczęście ktoś będący wyżej BARDZO to docenił. Rada Cytadeli była nie tyle co wdzięczna, co aż DUMNA, ze względu na jej uczynki. Powiedzieli jej, że ma potencjał i jeśli by chciała, mogłaby go u nich rozwinąć.

Nie trzeba było więcej niż cztery sekundy, by Emilka powiedziała, a raczej wykrzyczała, że tak.
I tak właśnie zaczęła się jej przygoda z programem Widmo. Była dobrze wyszkolona przez S-ki i określana jako utalentowana, ale to, czego doświadczyła u Widm było jeszcze większym młynem. Było ciężej. Więcej. Gorzej. Intensywniej. Na swój sposób brutalniej, ale z drugiej strony tutaj czuła, że inwestowane jest w nią więcej i tutaj mogła zrealizować swój pełen potencjał.

Po około roku szkoleń przydzielono jej swego rodzaju mentorkę - Naelea Macso, Turiankę i także Widmo z dużym stażem, która wzięła ją pod swe skrzydła.

I tak poznała swoją bliską przyjaciółkę. Może nie zawsze była dla niej właśnie tym terminem - przede wszystkim była to jednak nauczycielka. Surowa, często brutalna i konsekwentna nauczycielka. Szkoliła ją dobrze i obserwowała, akompaniując ją na jej pierwszych misjach, i wspierając swoimi często ostrymi, i bardzo bezpośrednimi radami. Z czasem jednak ta relacja zaczęła przeradzać się w mentorską dumę, a w końcu, w całkiem porządną przyjaźń. Komplementowały się w prawie każdej dziedzinie - Naelea była bardziej bezpośrednia w walce, Emilia trzymała dystans i osłaniała plecy. Emilia wolała skupiać się na robocie i postrzelać, ona też. Zarówno jedna jak i druga miała podejście priorytetyzujące ? misję i stawiającą na sukces ponad wszystko. W zasadzie to starsza doświadczeniem (jak i wiekiem) kobieta bardzo dobrze utwierdziła Emilię w jej wcześniej zbudowanych przekonaniach i tym bardziej obudowała rdzeń jej osobowości.

Obie nie wiedziały za dużo o swoich kulturach, więc przy okazji dużo się o sobie nauczyły. Można by powiedzieć, że ta relacja bardzo mocno wpłynęła na stosunek Emilii zarówno do Turian, jak i ogólnie do kosmitów. Wcześniej nieco się ich bała, ale praca z kosmitką właśnie sprawiła, że zbudowała do nich respekt. ZWŁASZCZA do militarystycznych Turian. Serio się lubiły, były trochę niczym siostry, czy też papużki nierozłączki. Obie w sumie dużo się od siebie nauczyły - Emilia nauczyła się w zasadzie całego procesu funkcjonowania Widm, Naelea zaś odkryła dużo na temat ludzi i wyszlifowała swoje zdolności pilotażu. Choć oczywiście to Turianka była tu tą bardziej doświadczoną, lepszą i ogólnie dominującą, tak Emilia starała się dotrzymywać jej kroku jak najbardziej się dało, tworząc dzięki temu z nią relację bardzo bliską, ale i na swój sposób pozytywnie rywalizującą. Ciągle chodziło o to by stawać się lepszą wersją siebie i przebijać dalsze limity.

Misje mijały dość szybko. Wpierw rozwiązanie sprawy politycznego morderstwa na planecie Hanarów, potem rozbicie protestu Terra Firmy na Terra Nova, potem rozbicie operacji uprowadzania młodych dziewczyn na Cytadeli, potem odzyskanie skradzionej przez Batariańskie oddziały Black Ops dostawy broni, potem eliminacja kolejnej komórki Cerberusa...

Było tego dużo, trwało to łącznie dobry rok, jeśli nie więcej. Ale w końcu Emilia dostała komunikat - była gotowa.

Została zaproszona na ceremonię, która była o wiele mniej formalna niż się spodziewała. "Gratulacje, jesteś Widmem, tu są twoje przywileje, a teraz won do pracy".

Była szczęśliwa, bo osiągnęła bardzo dużo, ale pięła się dalej. Była już oficjalnie najwyżej jak się dało, teraz liczyło się tylko to co mogła udowodnić samej sobie. Oczywiście nie narzekała też na ilość korzyści, jakie miała z bycia Widmem. Drogi penthouse w Cytadeli, najlepszy sprzęt jaki mogła mieć, skycary, broń, pancerze, ekwipunek...żyć nie umierać.
Niekoniecznie siedziała w tym dla pieniędzy (choć nie ukrywała tego, że lubiła bogactwo, bo większość życia głodowała, a teraz już nie musi), ale zdecydowanie przywykła do tych luksusów. Łatwo było stwierdzić, że trochę ją to rozpieściło.

Można było powiedzieć, że przeszła swego rodzaju drogę od zera do bohatera...choć "bohater" to w tym przypadku bardzo luźne określenie, gdyż na swoich misjach dopuszczała się często rzeczy dosyć strasznych. Nie miała nic przeciwko egzekucjom na lekko podejrzanych cywilach, regularnie torturowała dla informacji, potrafiła zastraszać, kłamać, mordować, często eliminować kogoś przy NAJMNIEJSZYM RYZYKU tego, że może być kiedyś zagrożeniem. Mogła dorobić się przez to masy wrogów. Emilia nie była dobrą osobą, zdecydowanie nie. Była jednak bardzo skuteczna. A Rada ceniła skuteczność. I za to ona ceniła Radę.
Relacje Emilia-Rada można było opisać właśnie w ten sposób. Oni czegoś od niej chcieli, dostawali to na złotym talerzu, a ona w zamian miała wszystko to, z czego już korzystała. Nie była jakoś bardzo wymagająca.

W czasie swojej służby udało jej się odbudować relację z bratem, który przeprowadził się na Cytadelę. Jest od niej nieco młodszy, ale skończył bardzo niedawno studia. Okazało się, że i on jest dosyć udanym członkiem rodziny Östbergów - został inżynierem, podobno wyjątkowo dobrym jak na swój wiek i sytuację rodzinną. Wyrósł też nieco lepiej, miał trochę mniej stresu. Stał się człowiekiem charyzmatycznym, cwanym i przedsiębiorczym. Nie do końca znał rolę siostry w tragedii swoich rodziców, ta regularnie mówi mu zresztą, że nie wie co się stało. Możliwe, że jej nie wierzył i unikał tematu...albo faktycznie wierzył. Nigdy o tym nie myślała i chyba nie chciała. Wolała mieć chociaż jedną normalną rodzinną relację.

Choć nie była osobą szczególnie to okazującą, można powiedzieć, że na tyle, na ile się dało, była szczęśliwa. Niekoniecznie sprawiało to, że kipiała radością. Miała swoje demony i zdecydowanie można było stwierdzić, że była demonem dla innych. Mimo to jednak, miała mniej więcej to czego chciała. To właśnie okazało się być częściowo jej zgubą. Przestała dążyć do perfekcji, bo stwierdziła, że w sumie to już ją osiągnęła. Na swój sposób stała się leniwa, nawet jeśli na tym poziomie była już elitą.

I od tego zaczął się jej upadek.

Została wysłana na misję na Tuchankę. Prosty cel. W opuszczonej rafinerii (rzekomo będącej jeszcze sprzed czasów, kiedy Kroganie sami sprowadzili się do epoki kamienia łupanego) bazę swoją miał klan Terdon, który to miał zapędy skrajnie anty-cytadelskie. Nie był on zagrożeniem, oczywiście. Genofagium już o to dobrze zadbało. Chodziło jednak o to, by nieco stłumić bunt i zaprezentować siłę. Cały klan Krogan uprawiający terroryzm? Nikt ich nie powstrzymał? W takim razie musi wkroczyć Widmo. Dostała rozkaz by wyeliminować lidera klanu, Riarka.

I Widmo wkroczyło.
Wpierw rekonesans - miała lokację rafinerii, udało jej się zdobyć plany z drugiego źródła.
Potem misja wywiadowcza - podkradła się nocą, wyskanowała co się dało i zwiała. Trochę za dużo straży, trzeba było zorganizować dywersję.
Zapłaciła paru zidiociałym Vorchom z Krwawej Hordy by narobili tam hałasu.

I tu zaczęły się komplikacje. Vorchowie ją sprzedali,, sztuczka nieudana. Zamiast zrobić dywersję gdy ona stała na pozycji snajperskiej, oddalii jej lokację Kroganom. Ci zaś po prostu ją zaatakowali. Była niezła, była wręcz elitą, ale niemożliwym jest pokonanie około trzydziestu wściekłych Krogan, nawet jako elita. Musiała wparować do rafinerii i wywalczyć sobie drogę do swojego celu, korzystając nie ze snajperki, a ze złapanej dosłownie przypadkiem strzelby. Wywalczenie sobie drogi było na tyle skuteczne, że dotarła do celu i udało jej się go zranić, ale wtedy doszło do wysadzenia rafinerii. Nawet nie wiedziała przez kogo i co się stało. Wszystko po prostu zaczęło tuż przy niej wybuchać.

Została oszukana? Tak, przez Vorchów. Czy najemnicy wysadziliby budynek? Po co?
Może któryś Kroganin to zrobił? Chciałby wysadzić swojego szefa? Może jeśli walczyłby "dirty-style" i chciał tak przejąć władzę...?
Ciężko było stwierdzić. Faktem jednak było to, że otoczona przez Krogan kobieta znajdowała się w budynku, który eksplodował.

Najpewniej by umarła, gdyby nie to, że ostatkiem sił, z masą ran po kulach, udało jej się wyczołgać z budynku, gdy ten wybuchał, przy okazji mocno ją smażąc. Instynktownie zasłoniła się ręką i...straciła przytomność.

Obudziła się już w szpitalu na Cytadeli.

Dobre wieści? Przeżyła.

Złe wieści? Było ich od cholery.

Pierwszym co ją uderzyło, była jej lewa ręka. Zorientowała się, że jej nie ma. Musieli ją amputować, bo przyjęła na siebie gigantyczną część eksplozji i była już niezdatna do użytku. Ale wszystko było dobrze, bo przecież ją sklonują...prawda?
Otóż nie. Choroba Korvine'a odezwała się do niej dość szybko. Niestety nie dało się jej sklonować, jej DNA było zbyt uszkodzone na takie procedery.

Drugim co ją uderzyło, była masa szwów, ran i uszkodzeń. Jej plecy były poharatane, większość kości musiała przejść rekonstrukcję, szyja została bardzo mocno uszkodzona i trzeba było dosłownie zrobić jej nowe struny głosowe, jej twarz...ona przetrwała. Wow. Fart. Dalej miała szansę na karierę w modelingu.

Trzecim co ją uderzyło było to, że jej ekwipunek był do wywalenia na śmieci. Cały. Pancerz dosłownie uratował jej życie (choć i tak ledwo wykonał to zadanie), generator tarcz był teraz co najwyżej generatorem wyładowań elektrycznych i losowych przegrzań (tzw. generatorem samobójstw), a snajperkę i broń boczną zgubiła gdzieś w fabryce.

Czwartym zaś...

Nie miała pewności czy jej cel przeżył. Gdy ostatnio go widziała, postrzeliła go w brzuch, ale to był Kroganin. Mógł zwiać.

I to, obok straty ręki, dołowało ją najbardziej. Nie wiedziała za bardzo co zrobić przez pierwsze parę tygodni. Na szczęście spędziła je głównie w nieprzytomności. Organizm musiał się odbudować i zregenerować, a medycyna nie mogła pomóc jej tak bardzo jak mogłaby pomóc w pełni zdrowej osobie.
Więc trzeba było kombinować.

Na szczęście było coś, co dało się zrobić. Wniosła do Rady petycję o implanty. Kosztowały CAŁĄ MASĘ pieniędzy, ale przecież nie mogli jej tak po prostu wywalić na emeryturę jako kalekę, prawda?
Mogli, ale tego nie zrobili. Zamówienie zostało zrealizowane, a Emilia otrzymała nową rękę.

Spędziła już dwa miesiące na Cytadeli, w trakcie swojego "odrodzenia". W międzyczasie dużo zdążyło się wydarzyć, między innymi, doszło do wielkiego błędu Cytadeli i ataku hakerskiego, podczas którego, niestety, nie mogła nic zrobić.
Na szczęście jednak dużo blizn już nieco się zagoiło, ma nową kończynę (której nadal nie do końca umie używać), a kości powoli mogą na nowo funkcjonować. Niestety jednak jej zdolności motoryczne mocno zawodzą. Straciła masę swoich zdolności, na swój sposób wróciła z bohatera do...no, może nie zera, ale PRAWIE zera. Była blisko wypadnięcia z gry, którego tak bardzo się bała. Na szczęście brat był dla niej dosyć sporym wsparciem emocjonalnym. Odwiedzał ją często w szpitalu, czasem grał z nią w Hearthstone'a i bardzo starał się być w jej życiu. Doceniała to, nawet jeśli kazała mu się czasem odpierdolić, bo "ten jego urok działa jej na nerwy".

Ale to nie był koniec. Dalej była Widmem, dalej miała spryt, doświadczenie i planowanie. Jeszcze nie wyleciała i nie wyleci. Wróci na nowo do perfekcji.

Nie wypadła jeszcze z gry. Musiała kupić sobie nowy sprzęt (95% wszystkich pieniędzy jakie miała poszły na naprawienie się po tym, co tam zaszło), wrócić do formy i odkryć czemu dokładnie zawiodła na poprzedniej misji...i dowiedzieć się czy w ogóle ją zrealizowała.

Miała przed sobą dużo pracy.



Jest dumną posiadaczką korwety klasy "Ghost", prosto z Turiańskiej taśmy produkcyjnej. Wbrew pochodzeniu nie jest to statek najbardziej bojowy, stawia bowiem przede wszystkim na mobilność i prędkość lotu, choć nie brakuje mu za bardzo zdolności bojowych. Niestety zalety te okupowane są tym, że nie ma za dużo miejsca na magazynowanie przedmiotów czy kajuty, a opancerzenie pozostawia trochę do życzenia.



- Standardowy Generator Tarcz
- Omni-klucz "Primo"
- 20 tysięcy kredytów
- Paczka papierosów "Astra"
- Zestaw słuchawek snajperskich (przerobionych na odtwarzanie muzyki)
- Odtwarzacz muzyki.
- Zwykle nosi nóż w bucie, w formie zabezpieczenia. Nie jest efektywny, ale jest efektowny i czasem przydatny.
- Zapalniczka
- Ma standardowy pancerz
- Czarne okulary przeciwsłoneczne

- Twierdzi, że nigdy nie chybiła ze snajperki.
- Często kłamie na swój temat.
- Na przykład w dodatkowym nr. 1
- Jest, ogólnie rzecz biorąc, złą osobą.
- Gra w Hearthstone 9.0
- Nie jest rasistką.
- ALE uważa Krogan za nieporozumienie na galaktyczną skalę i nic więcej niż rasę oprychów i śmieci.
- Ma alergię na koty, ale przeszła odczulanie. W domu ma kota.
- Jest leworęczna, dlatego utrata ręki była dla niej tak bolesna.
- Ma wojskową nomenklaturę i terminologię w małym paluszku, zna też definicje wojskowe innych ras i jest w stanie je stosować jeśli trzeba.
- Absolutnie nie znosi żartów dotyczących jej protezy.
- Ma dosyć porządną, choć może odrobinę nieregularną relację z bratem. Lubią się i rozumieją, choć ten nie wie wszystkiego na jej temat.
- Jej najlepszą przyjaciółką jest Naelea Macso, turiańskie widmo i jej była mentorka.

ObrazekObrazek
Emilia Östberg

Avatar użytkownika
 
Posty: 53
Posty fabularne: 49
Dołączył(a): 21 sty 2022, o 00:39
Miano: Emilia Östberg
Wiek: 31
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Widmo
Postać główna: Isha D'veve
Lokalizacja: -
Status: Aktywne Widmo, liże rany
Kredyty: 8.950
Medale: 1
Fanatyk Miłości (1)

Re: Emilia Östberg

13 lut 2022, o 01:30

OD: spectrelover

Na szczęście potrzebuję tylko jednej twojej ręki <3
Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000


Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości