Baza danych to dział, do którego wklejamy nasze karty postaci z tym, że w tym przypadku jesteśmy w stanie je dowolnie zmieniać, aktualizować i dopisywać w historii z biegiem czasu nowe wydarzenia.

Chorąży Viktor Karajev

25 maja 2021, o 11:37

Cytat postaci.


LOSOWY NUMER*

MIANO Viktor "Red Sun" Karajev

DATA UR. 18.12.2154

MIEJSCE UR. Charków

RASA Człowiek

PŁEĆ Mężczyzna

OBYWATELSTWA Ziemskie

SPECJALIZACJA Żołnierz

PRZYNALEŻNOŚĆ Przymierze

ZAWÓD Żołnierz linii C2



Podstawowe szkolenie marines w Arlington. Kurs nurkowania bojowego w Great Lake. Kurs spadochronowy w Szkole Wojsk Powietrznodesantowych w Noworosyjsku. Kurs walki w warunkach zimowych w bazie arktycznej Pabieda. Szkolenie w MAB, ukończone kursy N1.

Obecnie tymczasowo zakwaterowany w bazie morskiej w Pearl Harbor.


Po kilkuletnim noszeniu łatki tępego osiłka Viktor zadbał mocniej o styl. Ciężka budowa i aparycja sugerują, że nie grzeszy inteligencją, lecz ci, co poznają go bliżej przekonują się, że to mylna ocena. Przykłada wielką rolę do fizyczności, dba o brodę i fryzurę. Przez lata służby był mocno zbudowany, lecz z czasem musiał zrzucić kilogramy mięśni by poprawić wydolność. Trzyma się wyprostowany. Najchętniej nowi spodnie mundurowe blue camo, wojskowe buty i biały żonobij. Nie stroni od dobrego garnitura.
Wzrost i waga: 188cm, 101kg
Skóra: Biała
Oczy: Zielone
Włosy: Ciemne, wygolone na bokach głowy, krótki irokez, średniej długości broda.
Znaki szczególne: Dwa tatuaże na plecach- napis "Fair play" układający się w łuk nad łopatkami, niżej prawosławna cerkiew. Kolejny na torsie, na wysokości serca- Christós Pantocrator. Blizna po poparzeniu na prawym mięśniu piersiowym. Blizna po postrzale na prawym udzie, blizna po wiertle w lewym. Blizna po kuli która przeszła na wylot przez prawy mięsień najszerszy grzbietu.


Wywodzi się z biednej rodziny. Jego przodek osiadł na w Charkowie po wojnie domowej w Rosji, gdzie walczył po stronie bolszewików. Po rozpadzie ZSRR rodzina pozostała w mieście. Po wybuchu wojny Ukraińsko-Rosyjskiej w 2022r. Władimir Karajev przesał uważać się za Rosjanina, a za rosyjskojęzycznego Ukraińca. Poległ w podczas oblężenia swojego rodzinnego miasta przed rosyjskimi najeźdźcami. Żona jego, Olga uciekła z trójką dzieci do Polski. Po latach rodzina Karajevów wróciła do Charkowa.
Matka Viktora, Ludmiła, zostawiła swojego męża i wyszła za działacza politycznego, zabierając ze sobą córkę. Ojciec, Ivan, były bokser, miał pewną trudność z wychowaniem syna, traktował go dość surowo, lecz sprawiedliwie. Zmarł na raka wątroby, który rozwinął się z marskości, gdy Viktor miał 15 lat. Młody Karajev przeżył na ulicy jako członek młodzieżowego gangu, parając się drobnymi kradzieżami. Szybko pojawiły się problemy z alkoholem i narkotykami. Na terapię poszedł dzięki policjantowi, który zgarnął go pewnej zimy na izbę wytrzeźwień- stąd wielki szacunek u Viktora do munduru. Karajev posiada silne poczucie lojalności i obowiązku służbowego. Z początku nieufny, nie lubi się otwierać przed tymi, którym nie ufa. Zwykle spokojny, ale potrafi być wybuchowy. Nierzadko złośliwy. Szanuje przełożonych, chyba, że wykazują rażącą niekompetencję. Nie lubi prawników (oprócz swojej siostry- Swietłany), polityków i dziennikarzy. Nie przepada szczególnie za asari, uważa reszta mieszkańców kosmosu zbyt pobłażliwie je traktuje. Odczuwa sympatię do quarian za ich pomysłowość i pragmatyzm, a także do salarian za ich energiczność i organizację. Niechętnie nawiązuje bliższe relacje. Nie ma nic przeciw oddziałom F, nie traktuje ich z góry. Ceni turian jako żołnierzy, krogan ma za niezdyscyplinowaną hałastrę. Nie wyklucza w przyszłości założenia rodziny.
Zainteresowania: Broń, opera, zegarki, zwłaszcza nurkowe, które chętnie kupuje.
Lęki: Boi się o swoich towarzyszy broni, każda strata żołnierza Przymierza jest dla niego ciosem, który, potem rozpamietuje. Wahania nastrojów. Klaustrofobia. Źle znosi deprywację snu. Często dręczą go demony przeszłości.
Przyzwyczajenia/zwyczaje: Najlepiej czuje się w mundurze, ale nie pogardzi dobrze uszytym garniturem. Nie przepada za noszeniem kurtek. Z broni palnej preferuje ciężką broń i większej sile ognia, lecz ostatecznie dobiera sprzęt pod względem skuteczności.
Uzależnienia: Nie palił 12 lat, niestety, wrócił do nałogu. pije z rzadka, głównie do towarzystwa. Jako nastolatek nadużywał alkoholu, ale dzięki armii wyszedł z nałogu. Niegdyś oskarżony o stosowanie anabolików, lecz badania krwi wykazały jego niewinność.
Znaki szczególne: Wolną chwilę pomiędzy misjami lubi spędzić raczej spokojnie. Urlop spędziłby w ciepłym miejscu, opalając się i pływając/nurkując, najlepiej z kilkoma bliskimi przyjaciółmi. Wiara jest dla niego istotnym elementem życia- jest prawosławny. Z języków zna rosyjski, grecki, niemiecki, angielski oraz łacinę.


Biografia postaci:
Piękne pogranicze.
Wieczór na pustyni, baraki armijne, płonące koksowniki zapewniające światło i ciepło. Napełnili przepastne brzuchy kolacją, porządną wojskową grochówką z chlebem. Kucharz nie żałował wędzonki.
Oto, co kapralowi Viktorowi Karajevowi przynosiło szczęście. Najeść się, wziąć prysznic, wypocząć, mając świadomość dobrze spełnionego obowiązku. Chłopaki z trzeciej drużyny znowu zachęcali Cade'a do wyciągnięcia gitary. Kapral Cade Opemann nie dawał się długo namawiać, zwłaszcza, że trzeciej drużynie w zachętach zawtórowała pierwsza. Podoficer nie stawiał długo oporu. Zaraz w jego dłoniach pojawił się pudełkowaty instrument. Głos miał łagodny i dość wysoki, co czasem bywało obiektem żartów dla tych co go nie znali. Nikt jednak nie śmiał podważyć jego zdolności muzycznych.

I've seen inside the devil's dreams where young men die
And graveyards open up their arms for mothers left to cry
I have seen the bleeding and I hate what we've done
But just like every other fool I'll keep marching on
Because I know that I'll be coming home soon
And yes
I know, that I'll be coming home soon with a soldier's eyes
With a soldier's eyes


Oklaski. Karajev spojrzał w ciemną masę piasku i nieba pełnego gwiazd. Czy jutro odnajdą to, czego szukają?
- Hej.
Odwrócił się. Cade zasiadł przy nim z parującym kubkiem herbaty w dłoni.
- Niezły koncert- wychrypiał Viktor.
- Moglibyśmy zagrać na dwie gitary kiedyś- zauważył Opemann.
- Nie mamy dwóch gitar.
- Spokojnie, jeszcze zdążymy. Może wpadniesz do mnie na grilla, Martha się ucieszy, dzieciaki też.
Dłoń Cade'a powędrowała do kieszeni, skąd wydobył zdjęcie, pogniecione, lecz wciąż wyraźne. Kobieta, nawet ładna, dwójka dzieci.
- Tęsknisz za nimi- pytanie, nie stwierdzenie- Dlatego wybrałeś tą piosenkę.
- Haha, możliwe- zaśmiał się Cade- Boże, jak jat chciałbym wreszcie zobaczyć moją rodzinę.
Umilkł. Patrzyli tak przez chwilę na pustynię.
- Ty nadal nie masz do kogo wracać?- spytał Karajeva.
- Ożeniłem się z tą robotą.
Cade coś chciał coś odpowiedzieć, lecz przerwały mu kroki.
- Po ciemku nie wypatrzycie batarian idioci!- niski, rubaszny śmiech należał do Franco Conti, członka drugiej drużyny. Ich drużyny.
- No jak, przecież wioskę widać jak na dłoni, jest tylko pięć klików na zachód.
Zaśmiali się wszyscy, szczerze, mimo, że nie był to wyborny żart.
- Ech, dość mam tego jeżdżenia po wiochach i przepytywania lokalsów- mruknął Franco i siorbnął gorącą kawę. Nie wiadomo było co bardziej zastanawiało, to, że się nie parzy, czy to, że mimo kofeiny, zaśnie bez trudu.
- Jakby było to takie łatwe, to schwytalibyśmy Farna Ghankomana dawno temu.
- Miejscowi są zastraszeni, nie idzie ich nawet kupić- zauważył Cade.
- A ty co myślisz Viktor?
- Hmmm- udał zamyślenie Karajev- Zauważyliście, że wszystkie imiona batarian brzmią jakby ktoś dławił się chujem?
Śmiechy.
- Dobra pedały, pora spać, bo rano będziecie podpierać nosy karabinami!- usłyszeli głos dowódcy, porucznika Rashida Al-Malakina.
- Tajest! Zwarci i gotowi, śpiąc na baczność!- zaśmiał się Franco.
- Conti! Mam na ciebie oko- zaśmiał się dowódca.

***
Po wyjściu z transportera przywitało ich ostre słońce. Posuwali się po miejscowości powoli, przeczesując okolicę, wypytując. Drużyna pierwsza weszła od północnej części osady, drużyna druga od południa. Trzecia siedziała w gotowości za wioską, przy transporterach. Do południa nie zdobyli żadnych informacji.
- Wygląda na to, że sekcja S się pomyliła- mruknął Franco.
- Nie podoba mi się, jak na nas patrzą- mruknął Viktor.
- Dziwisz się?- żachnął się Cade- Dla nich to my jesteśmy zbrodniarzami i okupantami, a terroryści pokroju Farna to szlachetni wojownicy.
- Skurw...
- Happy, ważniak nas wzywa.
Ważniakiem był porucznik Luiz Parado, oficer sekcji S. Nie dowodził co prawda, lecz był koordynatorem akcji. To od niego przyszedł cynk o Farnie.
- Chodźcie- rzucił krótko porucznik- mamy naszego klienta.
Żołnierze spojrzeli po sobie. Wiedzieli, że nie mógł mówić o Ghankomanie, byłoby znacznie głośniej w okolicy. Tymczasem panowała cisza. Tubylcy obserwowali ich, nieufnie. Nikogo to nie dziwiło jednak. Jak mieli reagować na widok żołnierzy Przymierza, tu, gdzie Terminus był "za płotem"? Starsi mieszkańcy pamiętali czas sprzed objęcia jurysdykcji przez ludzi...
"Klientem" okazał się być batariański mężczyzna. Gdy weszli do jego domu, na ich widok trójka dzieci uciekła do drugiego pomieszczenia.
- Witaj Bhard'kul- wyszczerzył się Luiz- Stęskniłem się! Nie piszesz, nie dzwonisz... Co mam sobie myśleć?
- Nic nowego dla was nie miałem!- rzucił nerwowo batarianin cofając się kilka kroków.
- Jasne, że nie miałeś. Skąd mogłeś wiedzieć biedaku? No ale nasze pieniądze dalej ciągnąłeś. Cade, Franco i Viktor spojrzeli po sobie, lecz milczeli. Wiedzieli, że w tej rozmowie mieli przede wszystkim robić wrażenie, nie mówić.
- Wiemy, że Farn kontaktował się z tobą w sprawie prowiantu i leków- ciągnął Parado- To jak, powiesz nam coś, czy kapral ma wyciągnąć akumulator?
- C-co?- zająknął się przesłuchiwany.
Porucznik skinął, a Karajev schylił się po niedużą, lecz ciężką skrzynkę, z której wyciągnął akumulator elektryczny.
- Hej, nie możecie...- zaczął Cade. Viktor zerwał się nagle i chwycił go za ramię.
- Siedź cicho!- warknął półszeptem- To tylko na postrach.
-A co jak nie zmięknie?- odszepnął nerwowo Opemann.
- Zmięknie. Spójrz na niego.
Batarianin, choć nie miał pewności, co żołnierze zanmierzali uczynić z akumulatorem, wyraźnie się przestraszył. Być może właśnie ta niepewność napawała go lękiem.
- Dobrze! Powiem! Faktycznie Farn kontaktował się ze mną...
- Karajev, nasze oko w górze mówi, że widzą ruch od strony północnej- usłyszał kapral w słuchawce radia- Uważ...
Viktor nie dosłyszał końca zdania. Coś zakłóciło przekaz. Zdążył tylko mruknąć, niezadowolony. Potem rozpętało się piekło.
Potężny wybuch zatrząsnął całą okolicą. Strzały rozległy się dosłownie wszędzie. Wypadł z domu Bhrad'kula, Franco był tuż za nim. Kule uderzyły w piach, kapral Conti padł jak ścięty. Karajev zaraz dopadł do niego, zaciągając go z powrotem do domu.
- Medyk! Mamy rannego!- wrzasnął przez radio.
-Transport dostał! Powtarzam, transport dostał!- słyszał w słuchawce. To była drużyna trzecia- Czterech KIA!
- Luiz! Obiecałeś mi ochronę!- załkał przeszywająco Bhard'kul.
- Pamiętam! Idziesz z nami!- krzyknął Parado.
- Ale... żona! Dzieci!
- Kurw... Opemann, jak wygląda ulica?
- Lokalsi się pochowali, ale widzę ruch od zachodu- rzekł rzeczowo Cade, obserwując przez okno sytuację- To bojownicy Farna.
- Z rannym nie damy rad...- urwał.
Franco przestał oddychać. Viktor sprawdził mu puls na tętnicy szyjnej.
- Nieważne- mruknął ponuro.
Podjął swój rkm i wyjrzał przez drzwi. Druga drużyna po pierwszym szoku zajęła stanowiska strzeleckie i dawała odpór nacierającym bataranom. Karajev dojrzał, jak jeden z nich wychylał się, jakby chciał pobiec na flankę. Rkm ożył, wypluwając z siebie pociski. Batarianin zaraz schował się z powrotem.
- Poruczniku!- zawołał Viktor- Weźmie pan klienta i jego rodzinę, my pana osłaniamy. Hej, Zhang, choć no tu! Pomóż porucznikowi!
- Tak jest!- zakrzyknął szeregowy Zhang, cały w kurzu, lecz jak zawsze, karny.
- Cade!- rzucił Karajev, opierając karabin o framugę okna.
- Wiem...- rzucił, uśmiechając się, Opemann.
Ich broń splunęła ogniem, karabinek szturmowy i rkm w parze. Parado klął pod nosem non stop, lecz z pomocą Zhanga udało mu
się opanować rodzinę batarian. Kapral Karajev zaraz poznał, że oficer z sekcji S rzadko widział walkę z bliska.
Ogień zaporowy dał efekt, batariańscy terroryści nie mieli okazji wychylić się. Karajev widział, jak członkowie drugiej drużyny osłaniają Parado i jego "cenną przesyłkę". Nagle któryś z szeregowych odleciał do tyłu. Szaroczerwona smuga bryzgnęłą na ścianę, jego czaszka pękła jak rozbita waza. Cade zaklął. Viktor milczał.
Opróżnił magazynek, zaraz schował się, by wymienić go na nowy. Kątem oka widział, jak połowa pozostałej przy życiu drużyny wyprowadza porucznika Parado, osłaniani przez pozostałych, którzy utrzymywali pozycję. Wyjrzał nieco dalej, by się rozeznać.
Wtedy ujrzał jak z jednego z domów wychyla się dzieciak. Mógł mieć z trzynaście lat na oko. Karajev obserwował, dłonie jego bez potrzeby kontroli wzroku wymieniły magazynek. W dłoniach chłopaka ujrzał nagle pistolet maszynowy, wymierzony w jednego z jego towarzyszy broni. Żołnierz nie widział go, chłopak był poza jego polem widzenia. Dzieciak się wahał. Viktor nie.
Krótka seria.
Zagrożenie zneutralizowane.
Odetchnął głębiej, kierując lufę w kierunku nacierających batarian. Trafił jednego z nich w pierś, drugiego, szczęśliwie, w głowę. Wtedy zauważył kolejnego, z wyrzutnią rakiet. Błyskawicznie skierował lufę w jego stronę.
Nie zdążył.
Huk. Błysnęło mu przed oczami.
Ból.
Ciemność.

***
Obudził się.
Wzrok z początku miał mętny, nie mógł dostrzec szczegółów. Dopiero po chwili zorientował się gdzie jest. Ostre światło lamp illuminowało wnętrze jaskini.
Był przywiązany do krzesła, nagi. Szarpnął lekko więzami, lecz plastikowe więzy wbiły się tylko mocniej w skórę, zaprzestał więc oporu. Rozejrzał się.
Pomieszczenie nie było wielkie, jakieś pięć na pięć metrów. Pod ścianami stały skrzynie, kilka kanistrów, lampy. Przed nim stał statyw, lecz nic nie było na nim umieszczone. Obok Viktora, na identycznym krześle, w takich samych więzach był kapral Opemann.
- Kurwa...- wydyszał ciężko Karajev- Cade, słyszysz mnie?
- Uch.... Ale mnie łeb!- stęknął Opemann- Gdzie jesteśmy?
- W ciemnej dupie!- usłyszeli- Wpadliście, świnie w niezłe gówno.
Poznali go od razu. Farn Ghankoman stał przed nimi, otoczony swoimi bojownikami.
- Ironiczne, prawda?- zaśmiał się batarianin- Szukacie mnie od tak dawna, a teraz pewnie oddalibyście wiele by mnie tu z wami nie było!
- Ten to dopiero tucznik szefie!- zawołał batarianin zza jego pleców. Inni rozproszyli się po pomieszczeniu, zaglądając do skrzyń.
- Wyrośnięty, owszem- przytaknął Farn, patrząc na Karajeva- Oby wytrzymał z nami dłużej niż poprzedni. Widzisz, przygotowałem dla was dwóch kilka atrakcji....
Uderzył Karajeva na odlew, ktoś poprawił pięścią. Coś o fakturze metalowej rurki uderzyło go w ramię, potem w piszczel. Zagryzł zęby, tłumiąc krzyk. Kątem oka złowił, jak Cade również jest okładany bez litości. Nie pytali o nic. Lali ich, póki nie nie zemdleli.

Karajev obudził się cały obolały. Spuchnięty oczodół ograniczał mu pole widzenia, paliły rozcięte wargi. Niemal czuł jak rosną mu sińce.
- Obudzili się- zawołał ktoś.
- Dobrze. Pora na rundę drugą- mruknął Farn, jakby na nich już czekał- Podłączyłeś klemy pod akumulator Vos?
- Mhm. Przysmażyć ich teraz czy po pytaniu?
- Wiesz co?- wyszczerzył się przywódca bojowników, a patrzył nie na swego rozmówcę, lecz na jeńców- Pytanie nam nie ucieknie.
Gwałtowne szarpnięcie, maksymalny skurcz wszystkich mięśni. Karajev chciał krzycześ, lecz przepływający przez jego ciało prąd sprawił, że szczęki miał mocno zaciśnięte. Każda sekunda, jej fraktal wydawał mu się wiekiem.
Wreszcie zdjęto z niego klemy. Opadł bez sił. Zza spuszczonych powiek nie widział, jak podłączają w drugiej kolejności Cade'a. Słyszał tylko jego ból.
- Hej! Nie mdlej!- klepnięcie w twarz- Mam dla was zagadkę.
Karajevowi zdawało się, że nie stracił przytomności, lecz wtedy się zorientował, że Opemann nie jest podłączony do prądu.
- Słuchać mnie skurwysyny! Słyszycie? Dobrze. Był w wiosce kapuś, pies na ludzkiej smyczy, niegodny nazywania batarianinem.
Uderzenie, zapewne dla formalności.
- Gdzie go zabrali? Ten kto mi powie, zachowa życie. Drugi zarobi kulkę.
Milczeli. Obaj.
- Hmmm.... Pewnie musicie to przemyśleć. Vos, podłącz ich jeszcze raz.

***
Jak długo już tu byli? Nie umiał rzec. Dni przelewały się jeden w drugim, jak jasne, ostre obrazy pośród chwilowych przebłysków świadomości.
Cade trzymał się dobrze. Twarz miał zaciętą, prawie było można ujrzeć na niej uśmiech. Nie krzyczał. VIktor też się nie łamał. Nie chciał zawieść brata.

Wbili mu gwóźdź w udo. Potem zarzucili im szmaty na twarz i lali wodę. Karajev dusił się i charczał, to było jak tonięcie.
Chwila przerwy. Potem kolejne lanie.
- Proszę! Już nie!- zajęczał, gdy zdjęli mu szmatę z głowy.
- Gdzie jest zdrajca?!- ktoś wykrzyczał mu w twarz.
- Już nie...- wyszeptał tylko kapral.
Kolejny strumień wody.

***
Dziś wyrwali im po dwa zęby. Ani Cade a ni Viktor nie trzymało już więcej pozorów. Błagali. Wrzeszczeli z bólu. Płakali. Łzy stały się ich codziennym towarzyszem.
- GDZIE JEST KAPUŚ?!!!
- Proszę, nieeeee...- łkał Viktor- Już nie mogę...
- DAWAJ PALNIK VOS- ryknął Farn, wściekły do granic- I skontaktuj się z naszymi przyjaciółmi w Illium.

***
Farn siedział na krześle, przodem do oparcia. Kręcił głową z rezygnacją.
- Próbowałem. Naprawdę się starałem- rzucił- Nikt by tyle nie wytrzymał bez mówienia. Wiecie co to znaczy?
Nie odpowiedzieli. Dyszeli ciężko, cali zakrwawieni, ze spuchniętymi twarzami, ciałami pełnymi świeżych ran.
- To znaczy, że gówno wiecie- rzucił, nie zważając na brak odzewu- Mówiliście prawdę, że nic nie wiecie. Niepojęte.
Farn wstał. Odpalił papierosa, zaciągnął się jego dymem.
- Dalsza konkluzja jest prosta. Nie jesteście mi już potrzebni- rzekł i skinął na jednego ze swych batarian- Było zabawnie. Naprawdę, świetnie się bawiłem. Po czymś takim jesteśmy związani emocjonalnie, wiecie? To okropne. Czuję się zbrukany na samą myśl takiej więzi z człowiekiem. Miałem przecież was wyrzucić z naszej ziemi, z domów, które postawiliście na prochach naszych braci, nie zaś bratać się z mordercami kobiet i dzieci.
Dźwięk strumienia na kamienną posadzkę. Karajev uchylił spuchłą powiekę. Oblewali Cade'a jakimś płynem z kanistra.
- Bracie...- rzucił słabo Opemann.
- Jednak taką więź nie da rady zignorować- kontynuował Farn- Nie mogę po prostu dać wam po kulce w łeb.
Zapach.
Benzyna.
- Powiedz mojej żonie...- jęknął Cade.
- To trzeba zakończyć odpowiednio.
Farn niedbałym ruchem ręki rzucił papierosem w Cade'a. Buchnął płomień, jasność i ciepło ogarnęła pomieszczenie.
- NIEEEEEE- wrzasnął Karajev- CAAAADEEE
Cade też wrzeszczał, nieludzko, okropnie, rzucał się i jęczał. Farn patrzył tylko, lecz nie na płonącego kaprala. Chciał widzieć reakcję Karajeva. Napawał się każdą drobną emocją.
Karajev płakał.

***
- Żyjesz jeszcze.
Żył? Karajev nie był pewien. Zdaje się, że minął dzień. Nie był pewien, lecz widział, że ciało Cade'a zdążyło wystygnąć już. Smród, duchota spalenizny wciąż jednak wwiercała mu się w nozdrza.
- Czujesz, że umierasz, człowieku?- zapytał go Farn.
Milczenie.
- Hmmm...- mruknął batarianin- Chciałem, byś przetrawił to wszystko. No i nie chciałem się powtarzać. Chyba mam pomysł.
Błysnął nóż. Karajev spojrzał mu w oczy obojętnie.
- Utnę ci kutasa i wepchnę w gardło!
Strzały. Odległe okrzyki. Farn zerwał się. Zdenerwowanie zawitało na jego twarzy.
Światła. Latarki? Powoli tracił przytomność.
- Na ziemię! Gleba kurwa!
Coś brzdęknęło o ziemię. Sylwetki otoczyły go. Farn klęczał na ziemi, ręce miał na karku. Ktoś go skuwał. Przekleństwa.
- Skurwysyn... spalił żywcem! Poruczniku, rozwalmy skurwiela na miejscu!
- Nie strzelać! Potrzebujemy go żywego...
Ciemność...

***
Słońce. Ciepło.
Lekki wiatr poruszał firanką szpitala wojskowego w Pearl Harbor. Major Radjani, siedział przy jego łóżku, z teczką na kolanach. Karajev spoglądał w okno. Podziwiał fale Pacyfiku.
- Nieźle was poskładali kapralu- powiedział oficer, nie śpiesząc się z wieściami.
Ano nieźle- pomyślał Viktor, czując pod językiem wstawione implanty zębów. Gdyby nie wiedział, które mu wyrwano, nie wiedziałby, które są sztuczne, a które naturalne.
- Chcieliśmy zaczekać do waszego wyjścia, ale potem dowództwo uznało, że na pogrzeb sierżanta Opemanna powiniście przybyć już powiadomieni.
- Sierżanta?- spytał od niechcenia Karajev.
- Pośmiertnie awansowanego i odznaczonego- wyjaśnił oficer poprawiając turban. Był sikhem.
- Lekarze powiedzieli, że wypuszczą mnie do czasu pogrzebu- mruknął tylko Viktor.
- Was też awansowano. Gratuluję, sierżancie Karajev.
Milczenie.
- Z awansem wiąże się też przeniesienie- kontynuował oficer, nie doczekując się reakcji.
- Co z moim oddziałem?- rzekł spokojnie świeżo awansowany sierżant.
- Druga drużyna jaką znasz już nie istnieje- wyjaśnił Radjani- Straciliście ponad połowę stanu osobowego, dwóch kolejnych jest niezdatnych do służby. Kapral Zhang też został przeniesiony.
- Rozumiem. Jaki jest mój nowy przydział?
- Spokojnie sierżancie- uśmiechnął się lekko major- Wyzdrowiejcie najpierw. Wszystkiego się dowiecie...
Nie za dużo wrażeń na raz- pomyślał major, wychodząc z sali. Nie miał polecenia a tym bardziej zamiaru wdawać się w szczegóły. Nie mógł też zdradzić ściśle tajnej informacji, że aresztowany Farn Ghankoman poszedł na układ z Przymierzem...






Pancerz barwy olive drab z małym napisem na napierśniku namalowanym czarną farbą: T-34. Gra na gitarze akustycznej, lecz nie jakoś wybitnie. Na emeryturze zajmie się akwarystyką, być może zostanie instruktorem nurkowania.

Ostatnio edytowano 9 cze 2022, o 14:32 przez Viktor Karajev, łącznie edytowano 6 razy


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

7 lut 2022, o 21:36

LOG ID#0Mission report: RedStar01
Cytadela: Okręg Zakera

Cain, Striker, Tori, Xariana, Diego, co poruchał to jego. Mistrz Gry: Iris

Tuż po otrzymaniu nowego przydziału sierżant Viktor Karajev znalazł się w bezpośrednim pobliżu zamachu bombowego w Okręgu Zakera. Sierżant Karajev wpierw zaopatrzył przy pomocy polowych czynności medycznych swojego bezpośredniego przełożonego, porucznik Vasquez, następnie zaś zorganizował na miejscu prowizoryczny punkt medyczny. Następnie, wraz z grupą ochotników- cywili przeprowadził akcję ratunkową do grożącego zawaleniem wieżowca. W trakcie misji ratunkowej napotkał on siły zamachowców ścigających <<usunięto>>. Po odparciu wroga zorganizował ewakuację uszkodzonego przez wybuch budynku, ratując życie dziesiątkom cywili. Wytypowany do odznaczenia przez radną Fel.
Analiza: sierżant Karajev wykazał opanowanie w sytuacji kryzysowej i kreatywnie podszedł do rozwiązania problemów.
Rekomendacje: działania nieregularne, poza jednostkami liniowymi.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

7 lut 2022, o 23:02

OD: Anonim123

Częstszych chwil na bezkarne odsunięcie w czasie obowiązków, Sierżancie.
Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

8 lut 2022, o 12:42

OD: SECRET ADMIRER

Moja ulubiona "ludzka" postać na Cytadeli, kompan do rozmów i człowiek, przy którym nie da się nudzić, a prywatnie facet, który ratuje życie. Niechaj cię elektryka nigdy nie zawodzi!
Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

8 lut 2022, o 17:27

OD: Roki

Me serce uderza głośno jak bombardowanie orbitalne batarianskiej stolicy. Pędzi szybciej niż Tomkah wioząca ciała by wypełnić świeżo wykopany masowy grób. Gdy zamykam oczy swe widzę tylko ciebie dumnie stojącego na stosie trupów zbudowanym dzięki naszej nieskończonej miłości. Jeszcze wypełnimy ten świat przemocą!
Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

8 lut 2022, o 17:33

OD: CuriousCumpare

Sierżancie, nikt nie potrafi spacyfikować kroganina tak jak Ty. Chylę czoła przed Twoim męstwem i umiejętnościami, które na równi są z najlepszymi tej galaktyki. Dlatego jako załącznik przesyłam drobny suwenir, prosto spod mojego pędzla. Oby tak dalej, Karajev!

PS. Stare baby trzeba…
PS2. Szykuj się na weekend. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000

Re: Starszy sierżant Viktor Karajev

10 lut 2022, o 15:43

OD: RussianLover

Я не хочу поджигать мир,
Я просто хочу начать пожар в твоём сердце.
В моём сердце лишь одно желание -
Ты. Ничто другое не подойдёт.

Blasto

Avatar użytkownika
 
Posty: 42
Posty fabularne: Zamknięty
Dołączył(a): 7 lut 2022, o 19:09
Miano: Blasto
Wiek: 0
Klasa: Kupidyn
Rasa: Hanar
Zawód: Gwiazda
Kredyty: 20.000

Re: Chorąży Viktor Karajev

25 maja 2022, o 19:46

LOG ID#0Mission report: RedStar02
Mgławica Pylos -> Kiseroi, planeta Neidus

Charles Striker, Fulvinia Andratus, Skax`Lilan nar Tonbay, Isha D'veve, Mistrz Gry: Tori

Starszy sierżant Viktor Karajev wraz z operatorem ATG Charlesem Strikerem oraz trójką obcych najemników pod dowództwem porucznika Roya Powella mieli dokonać rozpoznania oraz ustalenia przyczyny braku kontaktu ze stacją badawczą Przymierza na Neidus w układzie Kiseroi. Przy wejściu w atmosferę planety transporter z grupą bojową został zestrzelony, straty- jeden Grizzly, zero rannych i zabitych. Grupa bojowa dokonała infiltracji placówki, nawiązując kontakt z wrogiem, podczas którego poległ dowódca oddziału, porucznik Powell, zaś starszy sierżant Karajev objął dowodzenie. Wobec zidentyfikowania sił agresora jako sił Hegemonii batarian oraz ustalenia przyczyn zajścia grupa bojowa podjęła zadanie zabezpieczenia materiałów badawczych w tym >>usunięto<< oraz odnalezienia i ewakuacji personelu. Ponownie nawiązano kontakt z wrogiem, który wziął personel naukowy jako zakładników. Wszystkich batariańskich żołnierzy Karthy zneutralizowano, lecz wobec nadchodzących znacznych posiłków w tym lekkiego krążownika starszy sierżant Karajev podjął decyzję o zabezpieczeniu wszelkich danych a następnie zniszczeniu >>usunięto<< wraz z całą bazą by nie dopuścić do przechwycenia wyników badań przez wroga. Zabezpieczono również dowody sabotażu i zdrady jednego z członków zespołu badawczego, doktor Beatrix Cloutier, którą aresztowano i doprowadzono żywą celem przesłuchania i osądzenia. Grupa bojowa następnie zabezpieczyła dane z wynikami badań, w tym >>usunięto<<, następnie wysadziła całą bazę wraz z batariańskim krążownikiem, wprzódy ewakuując uwolniony personel badawczy. Operację zarejestrowano na osobistych kamerach, pliki w załączniku <<UWAGA, DOSTĘP TYLKO DLA PERSONELU UPRAWNIONEGO>>
Rekomendacje: Dalsze działania nieregularne. Wskazana ocena w nietypowych scenariuszach. Sugerowane przydziały bez konkretnego łańcucha dowodzenia, w izolacji od dowództwa. Wskazana dalsza ewaluacja.



Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)


Powrót do Baza danych

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości