Prom klasy Hierax stanowi nieco już stary, ale nadal solidny stateczek używany przede wszystkim przez Hierarchię Turian. Oryginalnie został wyprodukowany jako transport cywilny o charakterze wyścigowym i spotkał się z dużym entuzjazmem ze strony kupców Volusańskich oraz Turiańskiej młodzieży. Dzięki Turiańskiej żyłce do militariów, okręt ten od początku był wytrzymalszy, szybszy i zwrotny, przypominając swoich charakterem bardziej myśliwiec, niż tylko prom.

Załoga: Fulvinia Adratus, Isha D'veve, Skax

Kokpit

22 wrz 2022, o 21:47

Twoja stara ssie mój kokpit
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10432
Posty fabularne: 932
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Kokpit

22 wrz 2022, o 22:39

Otrzymanie wiadomości od Ishy musiało przyjść w jak zawsze najgorszym możliwym momencie. Akurat miał swoje krótkie odpoczywanie w lokalnym hotelu gdzie rozkoszował się jointem i odpoczywaniem w samych gaciach, gdy w telewizji starał się szukać kanałów, które nie trąbiły o wydarzeniach na Mindoir.
Przewrócił oczyma przyglądając się migającym światełkiem na kluczu leżącego gdzieś pomiędzy kilku litrową butelką jakiegoś słodkiego napoju, a opakowaniami po pizzy. Wyciągnął swoje długie ramię odkładając blunta. Spojrzał na siebie i zrzucił z siebie popiół. Wyglądało na to, że ktoś znowu coś od niego chce. Jak nie Przymierze, to jakieś zlecenia to…
- O, ciekawe. - Powiedział pod nosem widząc wiadomość od Ishy. To była dość dziwna niespodzianka jak na ten wieczór. Po chwili odczytał wiadomość i od razu odpisał

Który Hangar wariacie


Dał sobie jakieś trzydzieści minut na przywrócenie się do życia i ruszył pod prysznic. Życie ciągle w drodze już nauczyły go jak sobie radzić z takimi sytuacjami. W drugie trzydzieści minut był już spakowany i gotowy do drogi gdziekolwiek tam był potrzebny. W końcu coś luźnego.

Dotarcie do Merkurego zajęło mu razem półtorej godziny. Nawet był zaskoczony swoim świetnym czasem. Najlepszy deployment jaki mógł zrobić na ten czas i moment. Powinni być z niego dumni jego przyszli towarzysze. Okazała się nim być na ten moment tylko Isha.
Ostentacyjnie opuścił swoją torbę ze sprzętem na ziemię. Ta oczywiście typowy dźwięk obijającego się metalu o siebie. W jego ustach jak zawsze gościł papieros.
- Tylko tyle? - Westchnął odpalając papierosa. - W co tym razem idzie mi się wpakować? I gdzie są te złamasy z SST?
Zapytał idąc w jej stronę. W jego zachowaniu nic się nie zmieniło jakby to co się stało na Ikarosie nawet go nie tknęło.
- Lepiej żeby te znajomości były coś warte. Zdobywanie informatorów na tak wczesnym etapie jest najłatwiejsze.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1200
Posty fabularne: 127
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kokpit

22 wrz 2022, o 22:58

2137
Odpisała Strikerowi jeszcze w hotelu. Uznała, że będzie więcej gęgał. Zakładała jakąś konieczność tłumaczenia mu co i jak, ale Charles był najwidoczniej zainteresowany współpracą bez większego przekonywania. Może nie miał nic do roboty, a może po prostu chciał sobie ją podręczyć. Nie dbała o to. Grunt, że się zgodził, i nie musiała jakoś bardzo się z nim użerać.

Nie czekała jakoś długo z powrotem na statek. Gdy już pożegnała się ze Shią, zrezygnowała z jakichkolwiek form odpoczynku czy przyjemności i po prostu wycofała się do swojego mobilnego domu, gotowa, by zacząć przygotowywać go do podróży. Wkroczyła pewnie i jak do siebie, w końcu była bowiem na swoim. Od razu zaczęła szykować statek do odlotu, sprawdzać stan paliwa, i tak dalej. Ot, standardowe formalności, którymi zwykle zajmowała się nie jako pierwszy, a drugi pilot. Dziś jednak miała okazję potencjalnie rozbić statek, co byłoby może nawet zabawnym żartem, gdyby nie to, że sytuacja z hotelu dalej pozostawiała w jej głowie pewien...niesmak. Starała się co prawda zaleczyć go myśleniem o innych sprawach, ale miała z tym rzeczywisty problem.

Mogła przestać się nad sobą zamartwiać dopiero, gdy ujrzała zza kokpitu wchodzącego do hangaru Strikera. Opuściła pomieszczenie i przeszła do rampy, witając go niczym gospodarz na imprezie - klasycznie, poprzez zbicie, lekko od niechcenia, graby, i lekkie skinienie głową.
- Jeszcze czekamy na technika, o którego prosiłam. Większość poleciała już przodem, klasyczne rozbicie na dwa składy.- przeszła od razu do rzeczy, przyjmując w miarę profesjonalny ton.- Nie mamy dużo drogi przed sobą, ale jak chcesz, to możesz się zdrzemnąć w mesie. Witam na pokładzie.- na koniec lekko uśmiechnęła się do tego skurwysyna, a później pozwoliła sobie odkaszlnąć.- Taa, z tego, co zasłyszałam, to to jest jakiś inny odłam. Nieco mniejsi skurwiele.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Młodszy Mechanik
 
Posty: 202
Posty fabularne: 168
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kokpit

23 wrz 2022, o 21:02

Zaznajomieni najemnicy potrzebowali odrobiny czasu, aby się spotkać - czasu, którego mieszkańcy kolonii górniczej prawdopodobnie nie mieli. Gdy więc niemal półtorej godziny później pojawił się Striker, Shia musiała już dawno temu wylecieć, by dołączyć do drugiej ekipy ratunkowej, zostawiając swoją siostrę daleko w tyle. I pomimo faktu dołączenia mężczyzny na Merkurego, oboje musieli czekać jeszcze na obiecane wsparcie z Conestogi, którym miał być jakiś mechanik. Ten zaś pojawił się po kolejnych dwudziestu minutach – łącznie każąc Ishy czekać prawie dwie godziny na wylot.

Asari pobieżnie kojarzyła salariankę, która się przed nimi pojawiła w pośpiechu, machając w stronę kamer rękoma, próbując zwrócić na siebie uwagę, by tymczasowa kapitan statku mogła otworzyć ją odpowiednio przywitać. Ledwo zaś wychodząc, zdyszana kobieta wypluła z siebie potok słów: — Sozika do usług szefowo mam pilnować statku żeby się nie zepsuł w razie czego mogę też być pilotem i wsparciem naziemnym na cokolwiek nie natrafimy — musząc ponownie złapać oddech, Sozika poprawiła hełm pod pachą i dziarsko wkroczyła na pokład, natychmiast się rozglądając. Jeśli Charles postanowił skorzystać z sugestii Ishy i przespać się w mesie, zostało mu to utrudnione przez salariankę, która chyba poczuła się jak u siebie w domu. Grzecznie siadając w miejscu, które przeważnie zajmował drugi pilot, zanurzyła się w zawartości swego omni-klucza, powoli i metodycznie uspokajając swój oddech i pozwalając D'veve w końcu wystartować.

Merkury uniósł się sprawnie, chociaż nie tak pewnie, jak mogłaby to zrobić Fulvinia – i po uzyskaniu zgody wyleciał z doku, dołączając się wkrótce do ruchu kosmicznego w kierunku przekaźnika masy. Gdy tylko tam dotarli i przygotowali, pozostało im skoczyć, rezygnując na jakiś czas z przepływu informacji. Dopiero wtedy, przełączając się na autopilota, asari mogła się skupić na relaksie, podczas gdy Sozika zaoferowała, że będzie pilnować systemów.

Czekanie zajęło trochę czasu – być może nawet dłużej, niż w rzeczywistości, bo gdy tematy błahych rozmów wyczerpały się, na statku mogła zapaść cisza. Salarianka na pewno nie odzywała się później pierwsza, chociaż gdy tylko otwierała w rzadkich momentach usta, potok słów wylewał się w sposób niekontrolowany. Kobieta wolała bowiem faktycznie pilnować ogólnego stanu statku, co jakiś czas rozprostowując nogi i od niechcenia zaglądając pod niektóre panele. Raz nawet, gdy Isha nie patrzyła, Striker przyłapał ją na naprawie jakiegoś poluzowanego panelu, który według niej denerwował ją samym faktem istnienia w takim stanie.

Zegar w końcu wybił czas wyskoczenia prosto do systemu Lenal, gdzie znajdował się domniemany księżyc. Nawigując w stronę gazowego giganta, wokół którego orbitował satelita, Sozika próbowała wywołać kogokolwiek na dalekosiężnej komunikacji. Bezskutecznie, a na dodatek Isha nie widziała żadnej wiadomości od Shii, ani nawet jej statku w oddali. Żeby było śmieszniej, nawet ogólna boja komunikacyjna miała problemy z działaniami, co salarianka słusznie po chwili zauważyła. Milczała dłuższy czas, próbując jeszcze znaleźć rozwiązanie, aż w końcu Proctulus, ich miejsce docelowe, zaczęło jawić się coraz bliżej. Kulisty kształt księżyca obleczony był głównie skałami, przetykany niewielkimi plamami zabudowań.

Proctulus kilka tysięcy kolonistów w tym dzieci głównie turianie. Są specjalistami w obsłudze maszyn wydobywczych które działają na terenie całego księżyca wydobywając metale ciężkie w tym iridium sprzedając Hierarchii za moim zdaniem za niską cenę co przekłada się czasami na ich problemy z piratami bądź brakiem żywności leków albo zapasowych części — Sozika wzięła w końcu dłuższy wdech, zanim bardziej zaniepokojonym tonem kontynuowała. — Dostaliśmy dobrych kilka godzin temu sygnał ratunkowy bardziej jako SOS niż coś mającego ład i skład. Teraz jednak nie mogę się nawet skontaktować z Conestogą ani nikim na księżycu co może sugerować kilka rzeczy każda gorsza od drugiej. Sugeruję więc ostrożność i założenie najgorszego.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10432
Posty fabularne: 932
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Kokpit

wczoraj, o 13:48

Odpalił papierosa w hangarze przyglądając się witającej go Ishy.
- Jak zawsze dwa zespoły. Ciekawe czy chociaż nie wypierdolą się na pysk jako pierwsi. W ostatnim czasie za często się to zdarza. - Zaciągnął się papierosem. Podrapał się po rosnącej szczecinie na jego brodzie. Była strasznie sucha. Musiał ją naoliwić przed rozpoczęciem akcji albo będzie go niesamowicie irytować pod kapturem. - Pewnie zdrzemnę, chociaż średnio chce przysypiać na robocie związanej z SST. Nawet jeśli ten odłam ma być tym delikatnym.
Przewrócił oczyma i zabrał swoje rzeczy z podłogi. Gdyby nie to, że wiecznie potrzebował pieniędzy na utrzymanie swojego idiotycznego stylu życia to pewnie nawet by go tutaj teraz nie było. Niestety implanty, sprzęt i narkotyki kosztowały więcej niż oferowała mu oficjalna robota. Nie mówiąc już, że opowieści o niekończącej się studni złota w niektórych liniach Przymierzała była o kant dupy potłuc.

Nawet nie rozkładał się spać. Po prostu zajął największe miejsce w mesie kładąc nogi na stole. Wciągnął swój mandżur na brzuch, a po chwili zaczął wyciągać z środka swój sprzęt. Głównie broń i cały osprzęt do kręcenia jointów.
Roślina była cudownie wysuszona. Było mu lekko smutno, że to już końcówka. Będzie musiał złożyć kolejne zamówienie na torbę, a to pewnie trochę zajmie. Jakby nie patrzeć w komosie każdy miał w dupie co paliłeś, na Ziemi niestety dalej różnie bywało.
Ukruszył swoje w młynku, szykując bibułke i filter zauważył nową twarz na pokładzie. To musiał być technik. Machnął tylko ręka na powitanie. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Szczerze mówiąc uwaga jaką przykładał przy tej czynności była godna podziwu.
Nie zwracał zbytnio uwagi na Ishe która mogłaby by mieć problem z tym, że jej zasmrodzi statek. To on był jako tako teraz potrzebny, a sam wolał dolecieć na miejsce w dobrym humorze.
Prawie cały przelot spędził na paleniu jointa, a później papierosów. Do tego przygotowanie Szpona do tego zlecenia było do niego dość ważne. Wciąż nie rozumiał jakim cudem, aż tak trudno mu szło trafienie z tego kloca. Sam już nie wiedział czy nie umiał już strzelać z pistoletów i nie musiał wrócić do dużej broni.

- Typowa kolonia. - Wzruszył ramionami. Wydobycie i sprzedaż, do tego w większości turianie. Nic specjalnego. Dziwił go tylko brak reakcji hierarchii. - I się wypierdolili. - Mlasnał. - Musimy zrobić szybki zrzut. - Spojrzał na Salarianke. - Niech nas zrzuci do jakiego otwartego wejścia na teren koloni. Nie wiem, czy da się gdzieś ukryć ten statek i zrobić spacerek.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1200
Posty fabularne: 127
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Kokpit

wczoraj, o 18:21

- Tsa. I nam zawsze trafia się bycie w jednym. Poza Nyx. Nie mówmy o Nyx.- sama powiedziała, by nie wspominać o operacji na asteroidzie, ale to ona o niej wspomniała. Najwidoczniej dalej nie wybaczyła tego skurwielowi. Nie była już jakoś bardzo rozogniona w tym aspekcie, nie planowała już krwawej zemsty, ale pewna gorycz pozostała. Uznała nawet, że musi ją pielęgnować, by nie popaść w idiotyczny cynizm. Zdrowy cynizm był spoko - idiotyczny cynizm? Już nie. Pozwoliła Charlesowi rozgościć się na statku i nie miała nic przeciwko jego jaraniu. Później tam wywietrzy. Dopóki leżał sobie w mesie albo w przestrzeni publicznej, to spoko, nie bolało jej to w ogóle. Dopiero jeśli zamierzałby robić sobie krainę marihuaniarzy w jej pokoju, to byłby problem. Na szczęście jednak tak nie było.

Sozika dotarła do hangaru dosyć szybko po ich spotkaniu. Otworzyła jej rampę statkową i wpuściła ją do środka, pozwalając kobiecie rozgościć się w kokpicie.
- Uh, tak, miło cię poznać. Widziałyśmy się chyba na Conestodze, ale nie gadałyśmy. Na razie będziesz drugim pilotem, potem pewnie przejmiesz funkcję pierwszego. Witam witam, rozgość się. - przywitała ją w dosyć prosty, choć nieco nieusegregowany sposób, szybko orientując się, że mówiła jeszcze szybciej od niej. Postanowiła nie brać tego za wyzwanie i nie przeganiać jej, choć może, gdyby była w lepszym humorze, to rzuciłaby jej rękawicę.

Nie była szczytem pilota, ale na szczęście była wystarczająca. Wystartowała statek i ruszyła w lot, nie wychodząc zbyt długo poza kokpit. Dopiero, gdy mogła przełączyć się w pełni na autopilota, poszła faktycznie zdrzemnąć się w pokoju, umyć przed misją (częściowo przez to, że Striker zasmrodził jej jointami w statku i czuła się brudna), oraz zrobić ostatni, szybki przegląd techniczny sprzętu. Miała na to wcześniej dwie godziny, ale delikatna paranoja gwarantowała jej, że i tak sprawdzała to teraz. Gdy znaleźli się już koło księżyca, powróciła do kokpitu, gdzie czekała na nich Sozika.
- Jakieś informacje wcześniej się przebiły z Conestogi, czy totalne zero?- zapytała spokojnym tonem w czasie tego krótkiego briefingu.- Charles chyba ma rację, najsensowniej będzie, jeśli podlecimy i zrobimy prosty drop-off. Zrzucasz mnie i Strikera na powierzchnię, jeśli nie będzie gdzie lądować. Utrzymasz wtedy Merkurego w powietrzu i w razie czego będziemy koordynować nasze ruchy...zakładając, że komunikacja nam nie padnie. Jeśli tak będzie, to i tak pozostawaj w locie, okej?- wydała parę prostych poleceń i zadała zasadnicze pytanie, na które raczej jednak znała odpowiedź.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Młodszy Mechanik
 
Posty: 202
Posty fabularne: 168
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)


Powrót do Merkury

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość