Ludzka kolonia, której nazwa rozbrzmiała w całej galaktyce szesnaście lat temu podczas brutalnego ataku batariańskich przestępców, w wyniku którego wymordowana została większość ludności. Dziś Mindoir rozkwita, odbudowując swoją historyczną kolonię. Pamiętając o poświęceniu tych, którzy byli przed nimi, koloniści z dumą walczą o lepsze jutro, a dzięki ich determinacji i wsparcu Przymierza, Mindoir staje się perłą odbudowy w Trawersie Attykańskim.

Re: Psyche

5 sie 2022, o 15:48

Ostrzeżenie Curio zrodziło kolejne pytania. Turianin nie należał do tych, co tracą łatwo głowę, a teraz, gdy trafił na ślad dawnej rywalki, Viktor poznał, iż ten jest podenerwowany. Ufał ocenie strzelca wyborowego, jednak dobrze by było wiedzieć więcej o wrogu. Pierwsza jednak, jak zwykle, odezwała się Mila. Chorąży nawet już nie wzdychał na jej 2137 próbę podważenia wojskowego drylu i łańcucha dowodzenia w ich co jak co nie tak długiej znajomości. Zdecydowanie nie był to czas na dyskusje, potrzeba podjęcia decyzji wisiała nad nim jak katowski miecz. Szczęśliwie, Crassus wypowiedział się rzeczowo na temat, choć niestety, nie przyniósł mocnej poszlaki.
- No trudno, zostawmy to na razie- odparł- W końcu jesteśmy grupą zwiadowczą, główkować będą chłopaki z S. Teraz nas interesuje to, że dwóch wrogów prawdopodobnie siedzi na dolnych poziomach szybu, patrząc po brakującym sprzęcie górniczym.
Najwyraźniej zgadzał się z nim Crassus, choć ten nie zdołał dokończyć wypowiedzi. Przerwała mu raczej nieoczekiwana transmisja, prosto z góry. Słysząc głos majora Karajev w pierwszej chwili odetchnął z ulgą, wreszcie mając kogoś bardziej zdecydowanego od kapitana Newmanna. Niestety, to właśnie ta decyzyjność nagle zmieniła odczucia Viktora o 180 stopni. Chciał zaprotestować, ale wiedział, że ma nikłe szanse na przebicie się, co dopiero na przekonanie majora. Ton głosu wyższego stopniem oficera nie pozostawiał wątpliwości- choć zakończył pytaniem, istniała tylko jedna dobra odpowiedź. Karajev zawahał się. Wiedział co właśnie się działo, rozumiał postawę Sterlinga. Ten już postawił tezę, a jeśli fakty mówiły co innego, tym gorzej dla faktów. On już poświęcił jakiegoś nieznanego mu chorążego. Viktor wiedział, że jeśli dojdzie do katastrofy, to na jego spadnie cała wina, to on, jak się okaże, zbagatelizował zagrożenie, nie major. Albo swym pośpiesznym działaniem wysadzi przedwcześnie ładunki, nim oddział saperów dotrze na Psyche- retoryka mogła być dowolna.
Tym lepiej, że to Crassus pierwszy się odezwał. Viktor tylko skinął z wdzięcznością do turianina, nim podjął ton.
- Majorze, widmo Viyo nie osłoni radnej ani nikogo ze zgromadzonych od deszczy meteorytów jaki spadnie na Mindior w wyniku eksplozji Psyche. Proszę przynajmniej o przyspieszenie zespołu saperskiego, bowiem czas oczekiwania jest dalece nieakceptowalny. Wraz z moim oddziałem zneutralizuję w tym czasie pozostałych wrogów. Odbiór.
Nie mógł być pewien reakcji. Major prawdopodobnie będzie oburzony, że ktoś śmie w ogóle z nim dyskutować.
Jeszcze się okaże, że moja kariera oficera będzie jedną z krótszych w historii Przymierza- pomyślał.
Gdy tylko połączenie zakończyło się, Karajev spróbował nawiązać połączenie z kapitanem Newmannem.
- Kittyhawk? Gdzie ci saperzy? Góra nie chce słyszeć o ewakuacji. Potrzebni są na teraz!
Dotarło do niego jak nagle straciły na znaczeniu kody wywoławcze, skoro major w swej wielkiej mądrości postanowił otwarcie użyć nazwisk i stopni przez radio. Jeśli wróg miał ich na podsłuchu...
- Cholerni Brytole- syknął Karajev- Już raz się naciąłem tak. No nic, musimy przyspieszyć, jak coś pójdzie nie tak, to major z więcej niż chęcią obwini nas za każdą drobnostkę. Jesteśmy już ugotowani, tylko o tym nie wiemy. Z naszej pozycji jest tylko jedno wyjście. W dół.
Nie sprecyzował, czy chodzi o ich ciężkie położenie pod względem politycznym, czy dosłownie chodziło o zapuszczenie się wgłąb asteroidy. Nim jednak ruszyli, nagle wpadł na jeszcze jeden pomysł.
Szybko wystukał wiadomość tekstową, po czym nacisnął przycisk wyślij na prywatne omni, na które wiedział, że byle kto się nie włamie.
Asteroida nad Mindoirem zaminowany. Wysokie ryzyko wybuchu. Major Sterling chce zamieść sprawę pod dywan. Ostrzeż I.

Wiadomość była dla Anyi Bastet.
- Dobra, drużyno. Saperzy w drodze, chuj wie czy zdążą. Naszym zadaniem jest nie dopuścić, by ładunki zostały odpalone. Jeśli zapalnik jest ręczny, zapobiegniemy temu eliminując ostatnich z SST. Odpalanie zdalne wątpliwe ze względu na system zakłócania. Jeśli zapalnik jest czasowy... No cóż, miło było z wami służyć. A teraz do roboty!


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Psyche

6 sie 2022, o 16:33

Parsknął cicho, uzmysłowiwszy sobie, że jego słowa zabrzmiały jednak bardziej dramatycznie niż zamierzał. To znaczy - nie żeby były niezgodne z prawdą, ale jednak mógł tę prawdę ubrać inaczej.
- No, nie aż tak. - Wyszczerzył teraz zęby do Crassusa i Mili. - Papierologię mogę robić, ale jakby jednak... Nie siedzę za biurkiem. Miałem szkolenie. Pełne. Umiem strzelać. Wolę po prostu większe działa. - Uniósł znacząco brwi, nie mogąc sobie odmówić rzucenia najsuchszym możliwym, dziaderskim podtekstem. - Jestem pilotem - doprecyzował wreszcie. Nie wiedział, czy to ich uspokoi czy nie, no ale chyba mimo wszystko lepiej mieć obok siebie pilota niż pierdzącego w stołek biurokratę, nie? - Świetnym pilotem - dokończył więc Andrei bezceremonialnie, musząc oczywiście podkreślić, że akurat w tym fachu jest dobry. Najlepszy, jego nieskromnym zdaniem. A już na pewno najlepszy w służbach Cytadeli.
W dalsze rozmowy niespecjalnie się wtrącał. W zasadzie parsknął tylko cicho na wywody góry - no pewnie, załatwianie czegoś szybko i skutecznie nigdy nie należało do zalet jakichkolwiek służb zorganizowanych, włączając w to SOC i Przymierze - i pokręcił głową. Dowody, co?
- No, to teraz nie pozostało nam nic innego jak zapakować jedną z min i wysłać poleconym prosto do naszych jaśnie panujących - rzucił beztrosko. No bo serio, o jakich innych dowodach mówili, skoro fakt zaminowania asteroidy nie wystarcza?
Ostatecznie podsumował cały ten cyrk jednym, pełnym goryczy westchnięciem - i już był gotów. Całe to sformalizowanie, te opory dowództwa - to nie była dla niego żadna nowość. Umiał z tym żyć, ba - w zasadzie całkiem się już do tego przyzwyczaił. Przecież tak to wszystko wyglądało w jego codziennej pracy, nie? No więc nie był zaskoczony, a skoro mieli robotę do zrobienia - to gotów był ją robić. Im szybciej tu wszystko ogarną i wrócą w domowe pielesze tym lepiej, nie?
- Sami se będziemy saperami. - Wzruszył ramionami na ostatnie słowa Karajeva. - Crassus ewidentnie coś w inżynierkę umie, ja też. Ogarniemy. - Optymizm? Brawura? Naiwność? Zapewne wszystkiego po trochu, ale poważnie - Asen nie zamierzał tracić życia na zamartwianie się. Skoro już tu byli, i skoro mieli te nieszczęsne bomby z którymi trzeba było się uporać - no to dokładnie to trzeba było zrobić. Spróbować chociaż. Proste.
- Rozróżniasz kolory, nie? - rzucił zaczepnie w kierunku Crassusa i uśmiechnął się szeroko. - Jak powiem żebyś ciął czerwony kabel, to nie upierdolisz w zamian niebieskiego?
Oczywiście, że min już się tak teraz nie rozbrajało. Chyba nie - w zasadzie nie był pewien. Podobnie jak antyterrorystą, saperem Bułgar również nie był. Ale to nic. Nie potrzebowali tu teraz dodatkowych negatywnych emocji. Rozluźnienie atmosfery - o to w tym wszystkim chodziło. Głupawo czy nie, grunt żeby zadziałało.
Tak czy inaczej, coś trzeba było zrobić, Andrei odetchnął więc cicho i zmusił się do myślenia.
- Podejrzewam, że gdzieś tutaj mają schematy całej tej odstawionej prowizorki. - Ruchem głowy wskazał na zewnątrz, w domyśle - na całą sieć podłączonych, uzbrojonych min. - Jakieś rysunki instalacji. Nie sądzę, by montowali to wszystko z głowy... Przynajmniej mam nadzieję, że tego nie robili. No więc jakbyśmy te schematy znaleźli... - Spojrzał znacząco na Crassusa, który jako pierwszy wyrwał się parę chwil temu do konsoli, więc możliwe, że przy następnej okazji wyrwie się również do kolejnego panelu. - To unieszkodliwienie tego pierdolnika pewnie poszłoby szybciej.
Jednocześnie uruchomił własny omni-klucz, włączył skaner i zakręcił artystyczny piruet, poprzez narzędzie prześwietlając pomieszczenie. Skaner powinien wyłapać przebieg instalacji, przynajmniej tej najbliższej. Jak kable szły w dół, gdzieś w głąb kopalni, to powinien zobaczyć, którędy schodzą. Jak kumulowały się gdzieś w pobliżu, to również powinien odkryć. Tak sądził.
Bo, podkreślmy to po raz wtóry, nie był saperem.
Tak czy inaczej, nie spodziewał się, że czekający na rozbrojenie zapalnik będzie blisko, gdy więc wszyscy byli gotowi do wymarszu - on również był. Nie było co zwlekać.
ObrazekObrazek
Andrei Asen

Avatar użytkownika
 
Posty: 20
Posty fabularne: 14
Dołączył(a): 17 sie 2021, o 15:34
Miano: Andrei Asen
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: aspirant SOC, pilot pościgowy
Postać główna: Dagon
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20

Re: Psyche

8 sie 2022, o 08:05

Zagrożenie
A>33>B>66>C

Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
80
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10334
Posty fabularne: 843
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Psyche

8 sie 2022, o 08:48

- Chorąży Karajev, aby mówić o zagrożeniu wysadzenia całej asteroidy należy najpierw wykonać odpowiednie i wiarygodne pomiary - upomniał go major. - Jak już będziecie nimi dysponować, można oszacować prawdopodobieństwo waszych teorii, na ten moment są one tylko i wyłącznie spiskowe, nie będziemy siać paniki bez solidnego podłoża. Proszę zająć się swoim zadaniem. Poradzicie sobie, chorąży - zakończył połączenie, pozostawiając Karajeva z gonitwą własnych myśli.
Skan ścian ukazał gąszcz kabli wsadzonych pod cienką, wierzchnią warstwę. Zdarcie jej nie przysparzało najmniejszych problemów. Ktoś musiał znać się na swojej robocie. Uporządkowane, biegły jedne pod drugim. Nie plątały się, nie przecinały. Pedant, który wytyczał ich szlaki, musiał mieć albo odpowiednio dużo czasu, albo robił to nie pierwszy raz; niczym misterna, pajęcza sieć, wszystkie kable biegły zgodnie w dół. Po szybie windy. Szybkie przenalizowanie planów konstrukcyjnych budynków dało odpowiedź, iż nie ma innej drogi do szybów. Na wypadek awarii windy, zejść można było w dół lub dostać się na górę drabiną przyspawaną do ściany. Co w przypadku zawalenia się szybu? Na to pytanie na próżno było szukać odpowiedzi w mapach, najprawdopodobniej konstruktorzy w ogóle nie brali pod uwagę takiej możliwości. Czy słusznie? No właśnie.
Droga w dół wiązała się z odpowiednimi przygotowaniami - założenie górniczych kombinezonów, synchronizacja odczytów z własnym omni kluczem, co najmniej dwukrotnie upewnienie się co do szczelności; filtry, zapewniały przeżycie tylko, jeżeli nic nie rozszczelniło ochronnej warstwy. Wyobraźnia odpowiednio obrazkowo podpowiadało jak skończyć by się mogło dłuższe wdychanie oparów w atmosferze pozbawionej tlenu.
Monitoring nie kłamał. W słabym świetle halogenów, doszli do windy długim, pustym korytarzem. Kable, rozszerzały się tutaj na obie strony, biegły i po jednej, i po drugiej ścianie łącząc się w szybie i dalej - w dół. Winda znajdowała się na poziomie kopalni, wzywało się ją starym, analogowym przyciskiem. Wciśnięcie, odpaliło całą maszynę. Skrzypiało niemiłosiernie, gdy winda wjeżdżała na górę. Trwało to całe wieki.
Kontrolka, zmieniła się na zieloną. Sygnał muzyczny, bardziej zwykły pisk niż dżingiel, poinformował o tym, że winda zajechała. Drzwi zazgrzytały, otwierając się. Na podłodze, leżała uzbrojona bomba odliczająca sekundy.

15...
14...
13...

Coś w głowie Andrei'ego kliknęło. Obraz na kamerach musiał być zapętlony. Skurwysyny, włamali się także do monitoringu.

10...
9...
8...

Osoba stojąca najbliżej krzyknęła, aby się kryć. W pustym korytarzu, możliwość była tak naprawdę tylko jedna. Rzucili się na ziemię, twarzą do dołu.

3...
2...
1

Huk dzwonił w uszach, sam wybuch musiał wziąć na klatę kombinezon, ponieważ poza wrażeniem uderzenia w ścianę, nie czuli, aby zostali poważniej zranieni. Systemy podtrzymujące życie na moment zwariowały, tętno wystrzeliło w kosmos, oddech wykraczał poza określoną normę. Wszystko uspokoiło się dopiero, kiedy zaczęli się podnosić. W tumanach kurzu, pozbierali się z ziemi. Skan potwierdził, że kombinezony są całe, nie ma rozszczelnień, nic nie uciekało. Ładunek musiał być pojedynczy, nie scalony z konstrukcją, po kablach której szli prowadzeni po nitce do kłębka.
O wiele gorzej sprawy miały się z windą. Roztrzaskana, nigdzie już nie pojedzie. Gdzieś pod gruzami, rzucił im się w oczy prześladujący ich napis naniesiony farbą SST. Komuś, kto zostawił w windzie bombę musiało chodzić właśnie o nią; o odcięcie drogi, zablokowanie szybkiego przejścia w dół.
Jeżeli chcieli schodzić do szybów, musieli iść pojedynczo po drabinie.
- Red Sun, Red Sun, odbiór. Jesteśmy z chłopakami przy kompleksie, zabezpieczyliśmy ciała, zabieramy się za analizę ładunków wybuchowych i rozbrajanie min, aby w ogóle to było możliwe. Jaki jest Wasz status? - odezwał się na wspólnym kanale Newman.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10334
Posty fabularne: 843
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Psyche

9 sie 2022, o 16:53

Skanował, skanował, ale niewiele w sumie wymyślił. To znaczy, docenił precyzję ułożenia instalacji i westchnął cicho, widząc, że jedyną drogą w dół był szyb windy - poza tym jednak nie był jakoś specjalnie zaskoczony, zachwycony czy poruszony w jakikolwiek inny sposób.
- Musimy pójść tędy - rzucił wreszcie gwoli wyjaśnienia, dlaczego stoi i gapi się w ściany jak cielę w malowane wrota. Bliżej niesprecyzowanym ruchem ręki wskazał w kierunku, w którym powinien być szyb windy.
No i był. I nawet winda była. Gdy już się wyszykowali, odstroili w kombinezony i dotarli do wspomnianej, jedynej drogi w dół, miłym zaskoczeniem był działający guzik przywołujący platformę. Sama winda już tak pozytywnie nie nastrajała, tym niemniej Andrei doceniał, że coś tu działa, a nie że od razu próbuje wybuchnąć.
...Za szybko się ucieszył. Zdecydowanie za szybko.
- Ej, wiecie... - zaczął, tknięty nagłą myślą. Przy akompaniamencie powitalnego pisku windy i równomiernego odliczania bomby, zaczął składać pewne fakty. - Wiecie, ten monitoring...
Jakoś nie potrafił się wysłowić, a gdy wreszcie odzyskał pełnię władz nad tym, co w zasadzie chce powiedzieć, rozpoczęte zdanie okazało się być teraz zdecydowanie mało ważne.
- NA ZIEMIĘ! - ryknął z zaskakującą mocą - no bo kto by się po nim spodziewał takiego niemalże przywódczego darcia mordy? - i samemu dał przykład postępowania, susem rzucając się na glebę, w miarę możliwości jak najdalej od bomby. Przy czym, co jasne, jak najdalej równało się teraz dosyć niedaleko, bo po prostu nie było czasu na większe ucieczki.
Gdy zaczął odzyskiwać słuch, jasnym stało się, że kaszle, próbując złapać oddech. Był cały - tak sądził, dla pewności sprawdził jednak odczyty medyczne z kombinezonu. Właśnie, kombinezon. Górniczy przyodziewek był całkiem solidną osłoną przeciwwybuchową, nie ma co. Andrei wiedział, że elegancko wyrżnął w ścianę, w głowie pulsowało mu też od szalejącego tętna, musiał się też solidnie napracować, by uspokoić oddech - poza tym wszystko wydawało się być w porządku. A skoro tak, to najwyższy czas wstać na nogi.
- Żyjecie? - spytał, gramoląc się najpierw na kolana, a potem do pionu. To, że w ogóle mógł to zrobić, świadczyło jeszcze o jednym - kompleks stał cały. Znaczy to pojedyncza bomba, nie część sieci rozwleczonej dookoła. To zawsze jakiś plus, nie?
Winda, oczywiście, już się nie nadawała. No pewnie, że nie - po co mieliby zjechać elegancko na dół, skoro mogli się nagimnastykować przy schodzeniu? Bułgar westchnął cicho, nic nie mówiąc.
Odezwał się za to, słysząc Newmana na wspólnym kanale. Nie zamierzał wychodzić przed szereg, ale skoro już w miarę się pozbierał, to mógł też coś odpowiedzieć, nie? Karajev przejmie potem profesjonalną komunikację i wszystko będzie cacy.
- Żeśmy wybuchli - rzucił beztrosko, nie przejmując się ubieraniem komunikatów w jakieś bardziej fachowe słownictwo. - To znaczy, prawie nas wybuchło. Przysłali nam ładunek z dołu. - Wzruszył ramionami, zapominając, że tego akurat na połączeniu głosowym nie będzie widać. - Ale żyjemy. I pewnie zaraz pójdziemy na dół.
Z tymi słowy, spojrzał na pozostałych.
- Pójdziemy, nie? - Nie widział innego wyjścia. Śmierć mogłaby ich zwolnić z wykonywania zadania, ale skoro nie umarli, to rozkazy wciąż były w mocy, tak jakby.
- A, jakby co - rzucił jeszcze ni z tego, ni z owego na wspólnym kanale do Newmana. - Uważajcie z tym. Popatrzyłem trochę na kable i ktoś tu ewidentnie wiedział, co robi. To nie pierwsza lepsza chałtura, tylko... No, profeska. Jest pedantycznie i, jeśli ktoś chciałby się założyć, skutecznie. Zabójczo skutecznie, tak sądzę.
ObrazekObrazek
Andrei Asen

Avatar użytkownika
 
Posty: 20
Posty fabularne: 14
Dołączył(a): 17 sie 2021, o 15:34
Miano: Andrei Asen
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: aspirant SOC, pilot pościgowy
Postać główna: Dagon
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20

Re: Psyche

11 sie 2022, o 15:26

Z początku Curio nieco ulżyło. Karajev był rzeczowym chłopem i przyjął do wiadomości brak większej ilości informacji ze strony turianina. Drugim powodem był Bułgar, który na całe szczęście okazał się nie być papierologiem a pilotem.
- Uff. Trochę ulżyło. - przyznał do Andreia, półżartem. Jednak na wyraźnie zaakcentowane większe działa, Mister Fornax zarechotał radośnie. Sam w końcu lubił długie lufy, kim więc był żeby oceniać innych? - Zrozumiałe. Chociaż nie do końca jestem w stanie pojąć jak ktoś może się jarać pilotowaniem. - stwierdził zupełnie serio. - Trzęsie, nie widzisz wszystkiego w około, a jak coś zjebiesz to się wpieprzysz w kawał kosmicznej skały. Sam jestem nieco pilotem, wiesz? I nienawidze tego. - chociaż jego ton wciąż wskazywał na raczej żartobliwe podejście, była to jak najbardziej prawda w przypadku najemnika. Spacer kosmiczny? Okej. Pilotowanie myśliwca? Duchy chrońcie.
Odrobina luźnej gadki pomagała odciągnąć myśli od gówna w jakim się znaleźli. I nawet nie chodziło o groźbę eksplozji, chociaż ta faktycznie była istotna. Crassus zerknął na Asena, który tak chętnie wyrywał się do rozbrajania bomb.
- Coś się znam. Kursy też miałem jeśli chodzi o inżynierię pola walki. - odpowiedział twierdząco i ze skinieniem głowy. Co prawda nie był specjalistą w kwestii materiałów wybuchów, jednak każdy operator sił specjalnych musiał pojąć chociażby podstawy w tej kwestii. Na zaczepkę jedynie przewrócił oczyma. - Nie, od razu tobie całą rękę.
Pan Pilot, poza ciętym humorem, miewał również dobre pomysły. Jego uwaga na temat schematów była słuszna. W trakcie gdy Asen zajął się skanowaniem, Curio wrócił na moment do konsoli aby przeszukać ją pod tym kątem. Wątpliwym było, aby trzymali na niej plany i schematy ale kto wie? Może?
Moment podniesienia morale prysł wraz z komunikatem Sterlinga. Co jak co ale w tym momencie turianin doskonale rozumiał chorążego. Jak mało kto z obecnych. Na wdzięczne skinienie odpowiedział własnym. Nie miał wątpliwości, że wypalił do majora dokładnie to, co i Viktor chciałby ale powstrzymywał go wojskowy łańcuch dowodzenia.
- Oczywiście, że tak. - odparł Ukraińcowi w przerwie między wymianą komunikatów z majorem. - Brytole czy nie, większość zasranych oficerów jest taka. Prędzej wpierdolą na minę swoich ludzi niż siebie. Też się na takich naciąłem w swoim życiu i wiesz co? Cała kariera w pizdu, Omega welcome to. - podsumował cierpkim dowcipem i rechotem. Chociaż w innych okolicznościach, to właśnie taki typ oficera zakończył wzorową karierę porucznika sił specjalnych 7. Floty. Stworzył jednak najemnika, który rozumiał co było ważniejsze w życiu niż twój przełożony.
Odpowiedź, która nadeszła ze strony Sterlina ani trochę nie zdziwiła Crassusa. Dokładnie takiej się spodziewał. Teraz, kiedy zdążył posmakować jak działa Przymierze, zrozumiał jak podobni byli oni do Hierarchii Turian. Ten sam beton. No, może turianie byli nieco lepsi. Kwestia doświadczenia.
- A kij mu w dupę. - stwierdził na koniec, ruszając po swój kombinezon. - Ogarniemy to, Viktor, i Sterling się jeszcze zesra.
Turianin poczuł nieco więcej sympatii do Karajeva poprzez sytuację w jakiej znalazł się chorąży, tak bardzo przypominającą mu jego własną.
Curio z należytą pedanterią upewnił się, że kombinezon górniczy został należycie uszczelniony. Co prawda ich pancerze pozwalały na operowanie w próżni, obieg zamknięty chronił przed oparami a jeśli atmosfera wewnątrz była taka sama jak na powierzchni, to w razie nieszczelności ciśnienie spowodowane brakiem atmosfery wyssie powietrze z ich płuc i nawet nie wciągną toksyn do płuc tylko stracą przytomność przez brak tlenu. Jednakże gruba warstwa ochronna kombinezonu górniczego zapewniała dodatkową ochronę w przypadku jakichkolwiek wypadków natury kinetycznej i nie tylko. A to już było warte dodatkowej skorupy. Tak jak i dodatkowy tlen.
- To idziemy tędy. - zaaprobował wskazówkę Asena. W końcu koleś ogarnął kable, nie? Choć wciąż byli na górze, Curio nie zamierzał opuszczać gardy nawet na moment. Raptor pozostał gotowy do strzału, spoczywając w jego rękach a bystry wzrok strzelca ostrożnie skanował ich okolice. Ciemność i brak oświetlenia były bardzo dobrą okazją na zasadzkę. Na ich szczęście takowej nie było i cali dotarli do samej windy. A ta nawet działała!
- O, lepiej niż myślałem. - stwierdził, czekając aż kontrolka zapali się na zielono i będą mogli załadować swoje cztery litery do windy. Drzwi wkrótce się otworzyły, turianin już miał robić krok do środka zanim zauważył czekający tam na nich prezent. Zastygł w miejscu, spoglądając to na Milę, to na pozostałych dwóch mężczyzn. Krzyk Bułgara poruszył Crassusa, który od razu rzucił się pod ścianę i na glebę, licząc, że oberwie falą uderzeniową jak najmniej.
Lekko nie było, co prawda. Rzuciło nimi mocno ale tak jak przewidział, kombinezon górniczy zaoferował im odpowiednią ochronę przed kinetyką uderzenia. Upewniwszy się, że karabin jest cały, Curio powoli wstał na równe nogi.
- Taaa, ja żyję. Ale co to za życie. Mila? Viktor? - odparł Asenowi, patrząc też po reszcie. - Sukinsyny sprytne są.
Skomentował niemiłą niespodziankę, którą im zafundowali. Na komunikat Newmana już nie odpowiedział, Andrei widać ożywił się po tej wybuchowej rozrywce i się tym zajął. Crassus jedynie zachichotał na jego stwierdzenie o wybuchnięciu i skinął głową twierdząco. Będą szli na dół.
Podszedł więc do windy, ocenić skalę zniszczeń chociaż po wybuchu wolałby już nie ryzykować. Drabinka była pewniejszą metodą.
- Nie spodziewałem się niczego innego, Andrei. Wiedzą co robią. To co, kto pierwszy na drabinkę?

ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 146
Posty fabularne: 120
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 12:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Gdzieś w kosmosie
Kredyty: 15.950
Medale: 4
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1) Fanatyk Miłości (1) Zwycięzca Areny (1)

Re: Psyche

11 sie 2022, o 20:20

Skupiona na przeglądaniu monitoringu, Mila średnio zwracała później uwagę na bądź co bądź przyjacielski banter Crassusa i tego drugiego, Andreia. Ściągnąwszy wszystkie nagrania, jakie tylko miała, przerzuciła je do Newmana, wnioskując o analizę, po czym rozciągnęła się krótko. Coś jej tutaj ciągle nie grało, ale nie wiedziała jeszcze co. No może oprócz oczywistego faktu, jakim była paląca dupa jakiegoś generała, który postanowił zbagatelizować coś, co było bądź co bądź zagrożeniem terrorystycznym. Jak słusznie Curio zauważył, po całej planetoidzie rozsiane były bomby, które nawet na chłopski rozum były w stanie wysadzić asteroidę w drobny mak... no nie taki drobny, bo odłamki na pewno by jebły w Mindoir.

Postronni mogli więc ujrzeć drobny tik, jakby kobieta chciała wyrwać się do odpowiedzi – zaczęła stukać palcami o blat, a po chwili bawić się swoim nowym omni-kluczem, byle tylko nie wtrącić się w rozmowę. Chyba nikt nie miał bowiem złudzeń, że gdyby to Chorwatka się odezwała, zapewne wszyscy tutaj zostaliby podstawieni pod sąd wojskowy, nawet jeśli praktycznie nikt nie był z ziemskiego wojska. I dopiero, gdy transmisja się urwała, odetchnąwszy, najemniczka rzuciła z pogardą: — Cholerni politycy, bo nikt tak wysoko w łańcuchu dowodzenia już nie jest żołnierzem.

Stękając, wstała i poczłapała za resztą w stronę kombinezonów górniczych. Założywszy jeden, upewniła się, że systemy podtrzymywania życia, w tym i te odpowiadające za szczelność hełmu, są w całości. Może i jakieś opary były w głębi, ale to brak tlenu i atmosfery był najgorszy, gdy całe powietrze uciekało ze środka. Dopiero później z bronią na wierzchu poszła za resztą, gdzie stłoczyli się wokół windy. Gdy tylko winda zaczęła zbliżać się do ich poziomu, żartobliwym tonem Mila rzuciła parafrazę znalezioną kiedyś w extranecie: — Tylko pamiętajcie... co jest kurwa? — zanim dokończyła, drzwi się uchyliły, ukazując im piękny widok bomby. W momencie, w którym Asen huknął, Racan odwróciła się na pięcie, w mało widowiskowej próbie rzucając się na podłogę i jadąc na niej kawałek, popchnięta falą uderzeniową. Waląc o jakąś ścianę, na chwilę ją przymroczyło. Gdy tylko pisk ustał, a ona sama potrafiła przejrzeć przez mroczki w oczach, natychmiast wygramoliła się z pozycji leżącej, zerkając wokół. Pusto.

Kurwa. Żyję. Nic wam nie jest? — zapytała, rozglądając się i po chwili zerkając w dół zdezelowanego szybu. Mnąc w ustach kolejne przekleństwa, wysłuchała komunikatu Newmana i Asena, po czym sama się wtrąciła: — Zbierzcie te cholerne dowody i wyślijcie je dupkom z dowództwa, żeby już ewakuowali tę planetę, czy coś. — Patrząc w dół, zaśmiała się nagle, rozbawiona myślą, którą zaraz się podzieliła na wewnętrznym kanale. — Wiecie, gdybym dostawała kredyt za każdym razem, gdy ratuję Radną z opresji i w związku z tym złażę po drabinie w jakimś szybie... to dostałabym dwa kredyty. To niedużo, ale kurewsko dziwne, nie? I mogę pójść pierwsza, ale Andrei, lepiej uważaj na wystające rury. Ostatnim razem, gdy wchodziłam po takiej drabinie z SOCowcem, to nie skończyło się to dla niego dobrze. W sensie dostał rurą. Nie dotrwał do samej góry, spierdolił się z powrotem na dół. Ale w sumie nie szkoda skurwysyna. A, no i w sumie plus, że na dole już nie będzie tlenu, nie? To nic nam w twarze nie wybuchnie — i jeśli nikt jej nie przeszkodził, to zaczęła gramolić się w dół, klnąc pod nosem swój powtarzalny los.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 184
Posty fabularne: 155
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Nyx
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 50.180
Medale: 4
Taktyk (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Psyche

12 sie 2022, o 06:43

Zacisnął zęby, chcąc powstrzymać przekleństwo cisnące mu się na usta. Wiedział, że zwłaszcza od tej chwili robota musiała być perfekcyjna, a każde odstępstwo i uchybienie będzie wyciągnięte przez Sterlinga. Karajev jednak był skazany na porażkę. Jak ma walczyć żołnierz, gdy walczyć musi nie tylko z wrogiem, ale i oficerem dowodzącym?
Milczał przez dłuższą chwilę, co najwyżej przytakując swoim współtowarzyszom. Nie chciał wypowiedzieć słów, które nie były potrzebne, których mógł później żałować, choć tak bardzo chciał je teraz z siebie wyrzucić. Musiał jednak wytrwać. To, że major łamał etos żołnierski, nie oznaczało, że chorąży też mógł sobie na to pozwolić. Zdobył się więc tylko na krótki komentarz.
- Zostaw mi więc wizytówkę, co bym wiedział gdzie zadzwonić, jak już mnie wywalą- mruknął bardziej ponuro niż chciał do Crassusa w odpowiedzi na jego uwagę o wyższych oficerach. Co jak co, ale turianin, a co dopiero Chorwatka musieli mieć ubaw z tej sytuacji. Viktor Karajev, świecący przykładem żołnierz z plakatu był o włos od powtórzenia ich schematu kariery. Prawdę mówiąc nieco dziwiło żołnierza, że nie komentują tego obszerniej i bardziej szyderczo.
A potem był ten wybuch i uszkodzenie windy. Przecież to głupota, taktyczne utrudnienie, z którym poradzi sobie. Była to jednak kropla, która przeginała pałę goryczy, jak rozlanie kawy po wielogodzinnym ciężkim dniu w pracy, do której trafiło się spóźnionym, bo samochód nawalił. Viktor stał przez dobre siedem sekund, oprószony pyłem z wybuchu, nieco ogłuszony, gapiąc się tylko nienawistnie na uszkodzoną windę. Oddychał spokojnie, poirytowany faktem, że nie może teraz zapalić.
- Status?- rzucił przez radio, gdy odezwał się do nich Newman. Był bardzo blisko powiedzenia kapitanowi, by zebrał wszystkie ładunki z powierzchni asteroidy, wsadził sobie w dupę, poleciał na Mindoir i odpalił podczas wieczornego toastu jako fajerwerki z dedykacją dla majora Sterlinga. Powstrzymał się jednak.
- Pomniejsze uszkodzenia pośród operatorów. W tunelach przewody kolejnych ładunków. Winda w dół właśnie została wysadzona zapalnikiem czasowym. Póki co bez kontaktu z wrogiem. Kontynuujemy zejście w dół po drabinkach.
Odetchnął. Operacyjne skupienie powoli do niego wracało.
- No dobra, zobaczmy, co SST tak bardzo nie chce, byśmy znaleźli na dole...


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Psyche

16 sie 2022, o 13:48

Zagrożenie
A > 33 > B > 66 > C
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
90


Ene due rabe
Tajny rzut MG
Karajev 1
Andrei 2
Mila 3
Crassus 4
Mistrz Gry wylosował/a 1d4:
2
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10334
Posty fabularne: 843
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Psyche

16 sie 2022, o 14:29

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Droga w dół była długa. I prosta. Jak w mordę strzelił. Szli pojedynczo, ostrożnie stawiając swoje kroki na metalowej, przymocowanej do szybu drabince. Brakowało oświetlenia, mrok rozjaśniały wyłącznie awaryjne, dające bladoczerwoną poświatę lampki i ich własne wbudowane w hełm latarki. Musieli pilnować się, aby nie świecić sobie po oczach.
Po pokonaniu odległości mniej więcej pięciu pięter, system podtrzymujący życie dokonał analizy skafandrów. Wszystkie, wypadły wzorowo. Pomiary, wykonywano automatycznie. Co kwadrans. Miało być to zabezpieczenie dla pracujących w szybach górniczych ludzi. Szybkie wykrycie nieszczelności dawało nadzieję na wyjście z kopalni przed uduszeniem się.
Kroki, posapywanie oraz oddechy, niosły się echem w pustym szybie. Początkowo, z dołu zionęła ciemność. Bezkresna pusta, którą nie sposób było rozjaśnić światłem. Z każdym kolejnym piętrem w dół, mrok zdawał się coraz bardziej im ulegać. W końcu - po pół godzinie, jeżeli spojrzeć by na czas odmierzany przez timer - światło odbiło się od podłoża definitywnie rozpraszając mrok. Zdrętwiałe od wysiłku mięśnie, odetchnęły z wyraźną ulgą, kiedy puścili się ostatniego szczebelka i stanęli na pewnej ziemi.
Kable biegły dalej. Tutaj, nikt już nie zadbał o to, aby wpuścić je w ścianę. Widzieli na własne oczy tę pajęcza sieć złożoną z czterech kolorów. Niedbalstwo? Na pewno nie. Prędzej pośpiech. Ograniczony czas. Deadline.
Korytarz był na tyle wysoki, że trzech rosłych mężczyzn mogło iść obok siebie ramię w ramię. Na suficie, znajdowało się robocze oświetlenie uruchamiane wajchą przy windzie; Andrei słusznie założył, że mając do czynienia z ładunkami wybuchowymi, lepiej byłoby nie uruchamiać niczego, co przewodzi prąd. Jedna zagubiona iskra, a świat nie dowiedziałby się, jak zginęli.
Szli w korytarzu wydrążonym w litej skale. Ta, wydawała się mienić jakąś dziwną, fluorescencyjną poświatą, aczkolwiek równie dobrze mogła być to ich bujna wyobraźnia, jak i efekt odbicia światła. Znad pierwszego zakrętu, wystawał but. Na oko, rozmiar czterdzieści cztery. Męska stopa. Solidny, górniczy traper. Nie poruszył się, nie ważne jak długo nie staliby tak w bezruchu, gapiąc się na niego. Ciało spoczywało oparte o skałę. Mężczyzna, udusił się z braku tlenu. Rozszczelniony, górniczy skafander rozerwał na wysokości łopatek. Farba z piersi, którą wymalowane miał SST, skapała na skałę.
Drugiego znaleźli kawałek dalej. A raczej kawałki mięsa, które z niego zostały. Nie do zidentyfikowania.
Korytarz ucinał się gwałtownie. Przejście, blokowała ogromna bomba, podłączona do sieci kabli. Omni-klucz potwierdził, że właśnie tutaj, znajdowuje się serce asteroidy. Wymierzone precyzyjnie, co do minimetra oraz kąta.
Wśród opróżnionych skrzyń, którymi musieli znosić w dół elementy, znajdował się leżał niepozorny datapad. Zawierał on symulacje wybuchu asteroidy. Psyche, rozpaść się miało na tysiące maleńkich kawałków, z których większość poleci w stronę rubieży systemów, mniejsza część na kolonie.
Przewidzieli wszystko. Przygotowali się do tego solidnie.
Skany niemalże od razu wypluły odpowiedzi. Bombę wykonano z piezo i już dawno, przekroczyła masę krytyczną. Nie dało się oszacować, kiedy wybuchnie. Zrobi to jednak niewątpliwie. Rdzeń wymykał się poza kontrolą. Nagrzewał się, emitując coraz więcej promieniowania. Odczyty, wystrzeliwały w kosmos. Nie mieściły się w żadnej skali. Dawno temu, była taka jedna, ludzka elektrownia atomowa. Czarnobyl. Kiedy zaczęła się reakcja łańcuchowa, nic nie dało się zrobić.
Pierdolnęło.
Tutaj też pierdolnie.
Dokonano kolejnych odczytów ich skafandrów. Andrei'emu, zapaliła się czerwona lampka. Wykryto nieszczelność, na łeb na szyje leciała jego ochrona przed promieniowaniem, dwukrotnie zmniejszył się też zapas tlenu.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10334
Posty fabularne: 843
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Psyche

17 sie 2022, o 07:10

Ruszyli głębiej, ku trzewiom asteroidy. Odcięty od możliwości skorzystania z windy, oddział skierował się ku drabince, która wiodła ich ku sercu skalnego grobowca zawieszonego w czarnej przestrzeni. Z każdym pokonywany, stopniem Viktor odzyskiwał część koncentracji, a uspokajał emocje, które wzbudził w nim major Sterling. Dlaczego tak bardzo się obruszył, pytał sam siebie. Być może to stres, nie tyle z tej misji, co suma skumulowanego napięcia przez ostatnie miesiące. Być może.
Podróż na dół była mozolna i zajęła im parę dobrych minut. Chorąży odnotował, że w przypadku potrzeby szybkiej ewakuacji droga do góry mogła okazać się zabójcza. Jakiż wybór jednak mieli?
No właśnie, wybór. Schodząc w dół czuł, że traci poczucie sensu i zrozumienia co właściwie tu robią. Oficjalne wytyczne zwiadu mijały się z praktycznym zastosowaniem, jeśli dowództwo ostatecznie postanowiło ignorować ich doniesienia. Po co w końcu badać sprawę, jeśli już z góry ustalono odpowiedź? Viktor wmawiał sobie, że oczyszczali drogę dla saperów, że ich dwie małe grupy uczynią dostateczną różnicę. Czerń serca asteroidy jednak nasuwała równie czarne odczucia.

W końcu znaleźli się na dole. Szybka diagnostyka systemów i sprzętu upewniła chorążego, że mogą przesuwać się dalej bezpiecznie. Tutaj kolorowe kable jak sieć pająka snuła się po bazaltowych ścianach, złowrogo przypominając żołnierzom z jakim zagrożeniem przyszło im się mierzyć. Uważny obserwator dojrzałby nawet pośpiech w rozłożeniu kabli, Viktor jednak podejrzewał, że zamachowcy dokładnie też ocenili na czym mogli oszczędzić czas i pozwolić sobie na niechlujstwo, a co musieli uczynić z odpowiednią skrupulatnością. Szli ku czarnemu sercu kryzysu, w napięciu, co mogło być dalej. Smugi światła płynące z ich latarek przy lufach dawało niewielkie pole widoczności, lecz, znów, jaką inną mieli opcję? W odbłysku lumenów uwalnianych z diod ściany zdawały się połyskiwać. Chociaż... może to nie była iluzja? Viktor spojrzał na licznik Geigera.
- Trzy roentgeny. Nie jest źle, choć cudownie też nie- mruknął, komentując odczyt.
A wtedy znaleźli ciała. Obrażenia, obraz okolicy, świeża farba... Uporczywa myśl z tyłu głowy, podejrzenie paranoika nagle wysunęło się na pierwszy plan w swoistym "a nie mówiłem", gdy Viktor nagle zrozumiał, że nie ma sensu skanować ich ciał, dochodzić i ustalać przyczyn. Prysł cały bezsens, pojął bowiem rolę swoją i swojej drużyny. Dwójka najemników, o których raport Strikera na pewno trafił we właściwe ręce. Funkcjonariusz SOC, pilot w szybach kopalni. I on... Dlaczego on? Czy dawna porażka podczas zamachu w szkole o tym zadecydowała, możliwość łatwego przypięcia winy? Czy może były to czynniki zgoła inne? W końcu Viktor Karajew nie dociekał, nie zadawał pytań. Niewielka strata, poświęcić operatora kontrterroru, dając mu oficera na osłodę ostatnich chwil.
Ledwo w kilka-kilkanaście sekund wszystkie te myśli przewaliły się przez umysł chorążego. Serce zaczęło bić jak oszalałe, nie mógł jednak wypluć z siebie żadnych słów. A może nie chciał? Sam nie był pewien, czy godził się ze swoją rolą w tym spektaklu. Bomba, wobec tych myśli, nie była już wielkim szokiem. Powoli, niemal z rezygnacją dowódca oddziału zwiadowczego rozejrzał się po okolicy. Leżący pośród skrzyń datapad pokazał dokładną symulację, jakby ci, którzy podłożyli ładunek zostawili mu notkę niczym złoczyńca, który przedstawiał bohaterowi swój plan nim go zabije. Niestety, wyglądało na to, że tym razem protagonista się nie wymknie.
Nieźle to wymyślili...- odnotował w myśli- Naprawdę niezła akcja.
Zawahał się. Czas upływał, niemniej, czy dało się coś z tym zrobić? Czy powinien w ogóle ruszać tę bombę? Z ciężką ręką uruchomił radio.
- Kittyhawk? Tu Red Sun. Mamy tu cholerny Czornobyl...- urwał na chwilę- Bomba z rdzeniem piezo. Wygląda na to, że za późno na majstrowanie, masa krytyczna została osiągnięta. Nie wiem tylko czemu odczyt pokazuje tylko trzy rentgeny. Zespół saperski dotrze tutaj z powierzchni w około... czterdzieści minut, jeśli się pośpieszą. Do tego czasu bomba najpewniej wybuchnie, powtarzam, wysokie ryzyko detonacji.
Ciężka cisza.
- Kittyhawk, jakie są dalsze rozkazy?- spytał, chyba dla formalności- Odbiór.
Cholernie chciało mu się zapalić.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Viktor Karajev

Avatar użytkownika
 
Posty: 207
Posty fabularne: 180
Dołączył(a): 15 maja 2021, o 23:08
Miano: Viktor Karajev
Wiek: 32
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Operator C2
Lokalizacja: Ziemia
Kredyty: 0.015
Medale: 4
Szaleniec (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Psyche

wczoraj, o 18:23

A więc - w dół. Jakby się postarał, to może znalazłby na tę okoliczność jakiś odpowiedni cytat z literatury klasycznej - coś o tym, jak to cisza jest przytłaczająca, niepewność dławi, a ciemność symbolizuje jak bardzo są w czarnej dupie. Bułgar jednak starać się nie zamierzał, gdy więc podjęto decyzję o dalszej drodze, skupił się tylko na tym, by iść - i uważnie obserwować, czy aby drabinka również nie zamierza zafundować im czegoś nieprzewidzianego. Jakiegoś, wiecie, lotu na cztery litery. Albo na ryj. Z tej wysokości to pewnie na jedno by wyszło.
Parł ostrożnie za Karajevem, ani się nie odzywając, ani też jakoś specjalnie nie myśląc. Potem, gdy szli już dla odmiany po równym, raz na jakiś czas zerkał na kable, ale i wtedy nic nie komentował. Widział nagłe niedbalstwo - ewidentny dowód pośpiechu - ale i na jego temat nic nie mówił. Krzywym uśmiechem powitał za to obecność oświetlenia.
- Nie tykajcie guziczków - rzucił jak gdyby nigdy nic, choć był pewien, że i bez ostrzeżenia nikt by do wajchy nie sięgnął. Ostatecznie wszyscy byli profesjonalistami, choć każdy na inny sposób.
No więc szli, wciąż dalej i dalej. Spotkali zwłoki - nieźle zachowane - i kolejne, dla odmiany nie do rozpoznania. Andrei zmarszczył się, spochmurniał, ale nic nie powiedział. Szedł, aż dotarli do bomby. Kolejnej, psia jego mać. W samym centrum kawałka skały, na którym właśnie tkwili. Bomby, która wedle symulacji miała sprowadzić armageddon. No, może nie wszędzie, ale na kolonię - na pewno. Lokalny koniec świata był na wyciągnięcie ręki.
A potem skafandry zaczęły panikować. To znaczy - jak się po chwili zorientował - panikował tylko jego własny kombinezon. Pozostali na pewno dostali informację o promieniowaniu, poza tym jednak chyba wszystko grało. Tylko u niego skafander musiał mrugać wkurwiającą czerwienią zamiast bezpiecznej zieleni.
- Eee, panowie? I pani - poprawił się, spoglądając ze zbolałą miną na pozostałą trójkę. - Przeciekam- stwierdził krótko, a uznawszy, że to nie wystarczy, westchnął ciężko i ruchem głowy wskazał w kierunku zwłok, które zostawili za sobą. - Promieniowanie mnie usmaży za... No, niedługo. Albo się zaduszę. Słowem - dołączę do naszych niezbyt ruchawych kolegów, co to żeśmy ich mijali - podsumował. W zasadzie nie wiedział, czego teraz od nich oczekiwał, ale jedno było pewne - nie chciał tu umierać. Absolutnie nie chciał.
- Tlenu mam połowę - dodał jeszcze w ramach uzupełnienia, odruchowo spłycając trochę i kontrolowanie spowalniając oddech. Instynkt i wola przetrwania, ot co. O ochronie przed radiacją nie mówił - skoro skafander mu się rozszczelnił, no to dla wszystkich było jasnym, że Andrei jest teraz niemal goły i wesoły. A jeśli teraz nie jest - to niedługo będzie. Proste.
- Bym się zalepił żelem, gdybym tylko... - Wymruczał tym razem ni to do towarzystwa, ni do siebie, jednocześnie patrząc na zmianę to na siebie, to na odczyty skanera i próbując zlokalizować przeciek. Omni-żel nie załatwi wszystkiego, wiadomo, ale może chociaż zdobędzie trochę czasu. W idealnym układzie - wystarczająco by zdążył o własnych siłach wrócić na statek i podpiąć się do stacji medycznej na słodziutką porcję cytostatyków czy innych cukierków przeciwnowotworowych, bez których po napromieniowaniu się nie obędzie.
ObrazekObrazek
Andrei Asen

Avatar użytkownika
 
Posty: 20
Posty fabularne: 14
Dołączył(a): 17 sie 2021, o 15:34
Miano: Andrei Asen
Wiek: 32
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: aspirant SOC, pilot pościgowy
Postać główna: Dagon
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20

Poprzednia strona

Powrót do Mindoir

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron