Ludzka kolonia, której nazwa rozbrzmiała w całej galaktyce szesnaście lat temu podczas brutalnego ataku batariańskich przestępców, w wyniku którego wymordowana została większość ludności. Dziś Mindoir rozkwita, odbudowując swoją historyczną kolonię. Pamiętając o poświęceniu tych, którzy byli przed nimi, koloniści z dumą walczą o lepsze jutro, a dzięki ich determinacji i wsparcu Przymierza, Mindoir staje się perłą odbudowy w Trawersie Attykańskim.

Prom "Pragnienie Asari"

1 cze 2022, o 18:53

Obrazek



Jeżeli asari czegoś pragną to, przynajmniej zdaniem voluskiego właściciela promu, Bavi Tara, najwyraźniej jest to tanie, małe i niewygodne.
Prom z tą poetycką nazwą wypisaną koślawo na warstwie lakieru, może pochwalić się głównie inwencją Tara, który znalazł sposób, by zarobić na prawie każdym jego aspekcie. Wnętrze jest małe, ciasne i niewygodne, i choć Bavi zapewnia, że zmieszczą się do środka więcej niż cztery osoby, w środku znaleźć można zaledwie dwie koje, oraz dwa, pompowane materace mocujące się magnetycznie do podłogi w wypadku braku grawitacji. Prom jest całkiem szybki, ale jego powłoka przypomina kartkę papieru w porównaniu do innych statków kosmicznych - nie posiada również żadnego uzbrojenia. Tam, gdzie w wojskowych kokpitach mocowane jest sterowanie systemem GARDIAN, tutaj Bavi zainstalował wielki czerwony przycisk posyłający w eter okrzyk MAYDAY! MAYDAY!. Nawet sufity w nim przystosowane są do niewysokich gabarytów voluskiego nabywcy, przez co praktycznie wszyscy powyżej metra siedemdziesiąt muszą spędzić podróż siedząc i pamiętać o pochylaniu się przy przejściu do toalety.
Prom posiada przynajmniej autopilota, który może zawieźć pasażerów w konkretne miejsce, nawet jeśli całość podróży przypomina tkwienie w puszce sardynek.
⌥ Prom pomieści wygodnie dwie niskie osoby. Niewygodnie pięć wysokich.
⌥ Do dyspozycji pasażerów dostępne są dwie koje i dwa, dmuchane materace.
⌥ Prom posiada autopilota i sam prowadzi na wyznaczone miejsce bez pomocy pilota.
⌥ Bavi Tar zainstalował w nim system antywłamaniowy, który aktywuje wewnątrz niego syrenę gdy tylko podniesie się rzecz, której nie powinno.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Prom "Pragnienie Asari"

1 cze 2022, o 21:30

Obrazek
contrapasso
“Maybe you who condemn me are in greater fear than I who am condemned.”

Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Charles Striker, Kiru Heidr Varah, Inferno, Isha D'veve

Wyświetl wiadomość pozafabularną


W każdej innej części galaktyki mawiano, że żadne zlecenie w Terminusie nie jest standardowe. Jedynie ci, którzy tkwili w tej grze od dłuższego czasu wiedzieli, że nie było to w żadnym stopniu prawdą. Po kilku wykonanych robotach gdy wzrok zerkał na rosnącą listę oczekujących kontraktów, umysł automatycznie je kategoryzował. Kolejne zabójstwo, kolejne przewiezienie osób lub dóbr - wbrew ich woli lub nie - czy kolejne zastraszenie płatnika po terminie. Dopiero gdy pewnego wieczora w desperacji lub czystym znudzeniu zjechali odpowiednio nisko, na tę mistyczną drugą stronę, na której nigdy nie było nic wartościowego, zobaczyli pewną drzazgę odznaczającą się od pozostałych.
Drzazga wyglądała podejrzanie. Nieprawdopodobnie. Jak ktoś mógłby być na tyle zuchwały, by spróbować czegokolwiek takiego? Zlecenie ograbienia statku na peryferiach systemu, w którym roiło się od takiej ilości wojskowych okrętów, jak nigdy, brzmiało jak bardzo słaby popis sekcji S, szukającej naiwnych, nielegalnie działających najemników. Treść ogłoszenia brzmiała poważnie, a jednak niosła ze sobą przesłanie porównywalne do zadania pytania "Gdzie w Prezydium najlepiej dostać czerwony piasek?" autorstwa użytkownika JebaćSOC127. A jednak, voluski przedsiębiorca był zdeterminowany, miał niegłupi, choć ryzykowny plan w głowie i był gotów omówić go osobiście, by przekonać do siebie kogokolwiek zainteresowanego.
Drzazga była też dobrym określeniem jego osoby. Był mały, ale uporczywy, a gdy znajdował się nieco za blisko, sapanie z jego pancerza wprawiało w niemal fizyczny dyskomfort. Stresował go brak przedmiotu, którego potrzebował, tak rozpaczliwie, że był skłonny oddać naprawdę wiele za to, by go uzyskać. Przekonani sensem jego wypowiedzi, lub, co bardziej prawdopodobne, kuszącymi kredytami, koniec końców wylądowali na Omedze, gdzie czekał na nich jego prom.
Spotkali go osobiście jedynie raz, bo nie uważał, by była potrzeba kolejnych okazji. Plan, który przedstawił, był stosunkowo prosty.
- Słuchajcie, drodzy państwo *ksz-k* dżentelmeni *ksz-k* piękne kobiety... *ksz-k*... Istnieje coś, czego potrzebuję, co jest warte dla mnie *ksz-k* naprawdę wiele kredytów - mówił urywanie, przekazując na ich omni-klucze mały kod identyfikacyjny, po którym mogli rozpoznać właściwy dysk danych, o który mu chodziło. - Otóż w systemie, w którym dzieje się ta *ksz-k* wielka gala, utkwił statek, na pokładzie którego znajduje się to coś, *ksz-k*, czego tak mocno potrzebuję. *ksz-k* Dysk z danymi, na których mi zależy, *ksz-k*, jego zawartość nie musi was *ksz-k* interesować...
Informacje, którymi się z nimi podzielił, dostępne były nawet z poziomu zwykłych, lokalnych wiadomości. Statek zwany "Ikaros", cywilna fregata, tkwił na rubieżach systemu pokazując oznaki potężnej awarii rdzenia napędu masy, nie mogąc wydostać się z systemu ani kontynuować swojej ustalonej drogi.
- To zabrzmi jak szalony plan, *ksz-k*, ale chciałbym, żebyście weszli na jego pokład, *ksz-k*, i zabrali mój dysk, który zostawiłem w maszynowni,*ksz-k* - zamachał im przed oczami chipem kredytowym, na którym widniała dość imponująca suma. - Ikaros jest kradziony, *ksz-k*. Został skradziony z doku Nos Astry przeszło rok temu. Widzicie więc, *ksz-k*, dlaczego nie chce, by wojsko zainteresowało się jego sytuacją, *ksz-k*, kiedy właściciel pozyskał go nielegalnie i nie posiada odpowiedniej, *ksz-k*, dokumentacji...
Uwięziony statek odmówił przejścia kontroli przeprowadzonej przez Przymierze, powołując się na oczekiwanie na inżyniera do naprawy wysłanego im przez firmę, ale jeśli w istocie właściciel nie posiadał odpowiednich papierów na jego posiadanie, ich odmowa mogła mieć nieco inny powód.
- Oferuję wam prom. Podajcie się za ekipę naprawczą, *ksz-k*, a gdy wejdziecie na pokład... cóż, *ksz-k*, róbcie co musicie, żeby dostać mój dysk. Wiem, że nadal tam, *ksz-k*, jest, w maszynowni - kontynuował. - A co stanie się na pokładzie, *ksz-k*, mnie nie interesuje. Wasze metody znam i wiem, że są skuteczne, a Ikaros... *ksz-k* kogo miałby wezwać na pomoc?
Z jego danych wynikało, że nie powinni spodziewać się więcej, niż dwudziestki osób z załogi, z czego większość powinna stanowić ludność cywilną. Dysk miał znajdować się w maszynowni, skryty w podłodze w rogu pomieszczenia rdzenia piezo. W okolicy roiło się od innych statków, bojowych lub nie, lecz jeśli Ikaros nie podniesie alarmu, nikt nie powinien się nimi zainteresować o ile nie zbliżą się do centrum systemu i kolonii.
Gdy otrzymali potrzebne od niego informacje, przedstawił im swój prom. Pragnienie Asari, bowiem taką miał nazwę, był niewiarygodnie ciasnym i nieprzyjemnym środkiem transportu, który absolutnie nie był przeznaczony do przewozu większej ilości ludzi - a na pewno nie yahga. Kiru musiała praktycznie usiąść na ziemi gdy tylko przecisnęła się przez śluzę, bo nie sposób było jej się wyprostować. W tej mało komfortowej podróży pokonali drogę Przekaźnikiem, lądując we właściwym systemie przywitani przez holograficzną postać volusa, łączącego się z nim komunikatorem.
- Jestem tu by odpowiedzieć na wszelkie *ksz-k* pytania, jakie macie.



ukryty cel

Charles
Ukryta zawartość. Twoja grupa nie posiada wystarczających uprawnień.

Kiru
Ukryta zawartość. Twoja grupa nie posiada wystarczających uprawnień.

Inferno
Ukryta zawartość. Twoja grupa nie posiada wystarczających uprawnień.

Isha
Ukryta zawartość. Twoja grupa nie posiada wystarczających uprawnień.



Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Prom "Pragnienie Asari"

1 cze 2022, o 22:23

I tyle wyszło z ambitnych planów Kiru by wybrać się na jakąś ładną planetę by odpocząć od stacji kosmicznych. Nie natrafiwszy na żadne pasujące ogłoszenie na tablicy ze zleceniami, postanowiła zrobić sobie małe wakacje. Już, już odpalała silniki statku by udać się do przestrzeni Przymierza gdzie miało mieć miejsce uroczyste upamiętnienie poległych w trakcie batariańskiego najazdu. Co prawda yahganki nic nie łączyło z ludźmi ani Przymierzem, poza okazyjną współpracą w trakcie misj, ale dawno nie była w tamtej części galaktyki. A takie wydarzenie było równie dobrym powodem jak każdy inny.
Ale właśnie wtedy pojawiło się TO zlecenie. Generalnie w przypadkach gdy zleceniodawca oferował niedorzeczną sumę kredytów połączoną z brakiem konkretów oznaczało to jeden z dwóch scenariuszy; było to oszustwo albo prawdziwa, poważna robota wymagająca daleko posuniętej dyskrecji.
Yahganka po prostu nie była by sobą gdyby nie wysłała szybkiego maila z zapytaniem o bardziej konkretne informacje. Koniec końców zlecenie okazało się należeć do tej drugiej kategorii a sam zleceniodawca bogaty i z tego co można było wstępnie ustalić; wypłacalny.
I właśnie dlatego Kiru zamiast stawać w szranki z żołnierzami w piciu browarów na czas i objadaniu się kiełbasą z grilla na koszt Przymierza szykowała się właśnie do abordażu. Prawdę powiedziawszy był to jej pierwszy abordaż na cywilną jednostkę od czasów jej członkostwa w Krwawej Hordzie. Nie powiedziałaby, że lubiła tego typu roboty, za dużo rzeczy lubiło pójść nie tak w trakcie co najczęściej kończyło się niepotrzebną masakrą. Cywile zaskakująco często byli bardzo przywiązani do swoich kosztowności, kredytów i przewożonego towaru albo co gorsza trafiał się jakiś chojrak, który naoglądał się za dużo vidów z Blasto i próbował zgrywać bohatera. Jeśli fregata, na którą mieli się udać miała ochronę Kiru naprawdę wolała by byli to profesjonaliści a nie osoby które pierwszy raz w życiu trzymały w ręku karabin. Oni przynajmniej nie wyrwaliby dziury w kadłubie bombą domowej roboty.
Na dodatek cała ta sprawa ze statkiem była nieco dziwna. Rok to było aż nadto czasu by wyrobić dokumenty które przynajmniej wyglądałyby na legalne. Zwłaszcza, jeśli statek należał rzekomo do firmy transportowej dostarczającej towary do kolonii, gdzie różnorakie kontrole musiałby być na porządku dziennym. Jednak były to szczegóły, które na ten moment nie miały zbyt wielkiego znaczenia.
O dziwo po przybyciu do wyznaczonej lokalizacji na Omedze od razu dostrzegła znajome twarze. Skinęła głową na powitanie Ishy i zlustrowała Strikera wzrokiem. Przez chwilę rozważała czy nie warto byłoby wspomnieć o prywacie jaką odwalił z Karajevem w poprzedniej robocie, ale ostatecznie uznała że nie ma takiej potrzeby. Obie z asari na pewno będą miały go na oku a jeśli ich zleceniodawca zaniedbał dokładne sprawdzenie kogo bierze do tej roboty, to sam był sobie winien. A jeśli zaś chodziło o batarian w ogólności to nie potrzebowała żadnej zachęty by nie darzyć ich zaufaniem, skoro to właśnie oni porwali ją z rodzinnej planety. Na pewno nie zaszkodzi mieć go na oku na wypadek gdyby zaczął coś odwalać.
Z drugiej strony kto wie, może misja tak naprawdę okaże się lekka łatwa i przyjemna i załapią się jeszcze na końcówkę uroczystości na planecie. Jeśli dobrze to rozegrają i przekonają załogę że Isha, Striker i batarianin są mechanikami a Kiru ich ochroniarzem mogliby bez trudu dostać się do maszynowni i ukończyć zadanie nie oddawszy ani jednego strzału.
- Czy mamy jakieś dokumenty albo kody wywoławcze, które przekonają załogę że faktycznie jesteśmy ekipą naprawczą? - zapytała volusa, w myślach wyklinając projektantów statku do pięciu pokoleń wstecz. Jak tak dalej pójdzie na następną robotę jak nic będzie musiała lecieć w beczce po zacierze na rynkol.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Kiru Heidr Varah

Avatar użytkownika
 
Posty: 568
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 3 cze 2013, o 22:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 5.893
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Glitch (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

3 cze 2022, o 20:30

Chyba średnio co misję mówiła, że po tej następnej, pójdzie na urlop. Że zrobi sobie dużą przerwę, poleci na Sur'kesh na jakiś fajny kurort wypoczynkowy, zapozna jakiegoś miłego kolegę lub koleżankę i wyparuje na następne kilka tygodni lub miesięcy. Niestety jednak nie wzięła pod uwagę jednego problemu. Problemu, jakim był czynnik ekonomiczny. Mówiąc raczej mało elokwentnym językiem, przejebała wszystko co miała na sprzęt. Z jednej strony - fajnie, bo będzie dzięki temu skuteczniejszym najemnikiem, a to zawsze się liczyło. Lepszy sprzęt oznaczał lepsze zlecenia, co oznaczało lepszy hajs, co oznaczało, że urlop będzie jeszcze fajniejszy. Gorzej tylko, że póki co istniała w irytującej pętli. Zarabiała, wydawała na sprzęt, orientowała się, że nie ma za co iść na urlop, więc brała kolejne zlecenie i znowu zarabiała. I tak w kółko. Prawdopodobnie do śmierci lub zmiany zawodu, cokolwiek nadejdzie pierwsze. No chyba, że jakoś zostanie wytrącona z tej dobrej passy. To też mogło się oczywiście zdarzyć.
Jednak to, co się stało, to się nie odstanie. Była ostatnią osobą, która teraz narzekałaby na samą siebie. Trzeba było wziąć i się odkuć. Zadanie brzmiało na ciężkie, ale chyba tylko na pierwszy rzut oka. Jasne, dużo potencjalnych kłopotów, ale też i sporo sposobów na poradzenie sobie z nimi, nienajgorszy budżet, zleceniodawca, który w razie czego mógł ich wesprzeć (nawet jeśli od razu nie do końca jej się spodobał) i chyba nie aż taki głupi plan. Oczywiście ryzykowny, ale z drugiej strony...
Dobrał sobie odpowiednią osobę do ryzyka. Isha lubiła trochę tej dzikiej, smacznej adrenalinki. Jeśli coś ma ją skusić, to zlecenie nietypowe. Oczywiście dalej była to praca, dalej chciała być wszędzie, tylko nie tu, ale na pewno podchodziła do tego lepiej, niż, dajmy na to, kolejnej oferty typu "Isha, zabij dla mnie tego tu gościa", a niestety dostawała teraz takich więcej, ze względu na jej nowoprzybyłą popularność na Omedze (dzięki Shia).
Zaproszona na Omegę, czuła się w sumie teraz trochę jak w domu. Daleko jej było do jakiegoś legendarnego crime lorda, czy też drugiej Arii, Sheparda, czy jakiegoś skrajnie legendarnego najemnika, ale była już rozpoznawalna, trochę znana, czasem ktoś postawił jej drinka (i to bynajmniej nie ze względu na rasę i wygląd, a to, jak się nazywała) - w zasadzie mogłaby przyjść na to spotkanie nawet rekreacyjnie. Przyszła nawet we w miarę dobrym, typowym dla siebie humorze.
...dopóki nie zobaczyła tego, z kim będzie pracować.
- Zabijcie mnie.- wydała z siebie niezadowolone sapnięcie. Striker i Kiru. O tyle o ile do tej drugiej nic nie miała, bo pracowało im się na serio nieźle, tak nieszczególnie miała ochotę na widzenie parszywej mordy tego pierwszego. No ale trudno. O tyle, o ile go znała, to nie będzie sprawiał problemów...chyba, że Przymierze znowu mu zapłaciło. Oby nie. Wolałaby nie mieć tego typu kłopotów.
Gdyby była troszeczkę młodsza w doświadczeniu z tymi zjebami, zapewne już mogłaby zacząć się wykłócać, czy drzeć. Ostatnio jednak faktycznie nieco dojrzała, co ukazało się tym, że po prostu przemilczała jego obecność, choćby po to, by wyjść na profesjonalistę. Przywitała się za to z nimi oboma we w miarę kordialny sposób. Przynajmniej wiedziała, że dwóch z trzech jej sojuszników to osoby kompetentne. Batarianina póki co nie oceniała. Nie miała nic do jego rasy, ale oczywiście znała reputację.
- Można co nieco o tej firmie? Albo inaczej - czy ma nas to obchodzić? Jakieś wskazówki co do udawania techników, tak, byśmy nie musieli zaczynać strzelanin od razu na wejściu? Albo lepiej, w ogóle?- wolała nie mieć na koncie strat w cywilach. Po pierwsze, nie była potworem, po drugie, śmierci cywili (ochrony w sumie też) oznaczałyby większe zainteresowanie wokół tej sprawy, czego woleliby uniknąć. Dlatego też lepiej było zrobić to, według niej, jak najbardziej po cichu.

...Co jest całkiem zabawne, bo mieli u boku Kiru. Niemniej, przeszła jej przez głowę zabawna myśl, że jest to zadanie idealne dla samozwańczej ninja.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Młodszy Mechanik
 
Posty: 183
Posty fabularne: 149
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 18.900
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

4 cze 2022, o 12:57

Tym razem wyjątkowo udało mu się przybyć jako pierwszy na spotkanie. Nie musiał się bawić w jakieś ceregiele jak ukrywanie swojego transportu. Nie tym razem. Zlecenie było tak idiotyczne, a zarazem tak ryzykowne, że zwątpił w jakiekolwiek próby szukania go tutaj. Nie pasowało do jego sposobu pracy. Nigdy nie zgadzał się na coś o czym nie wiedział nic, ostatnimi jednak czasy odkrywał właśnie w takich zleceniach pewnego rodzaju drugi oddech. Pomagało mu to pozostawać świeżym w robocie jaką wykonywał.
Wszystko śmierdziało tu na kilometr. Sposób złożenia oferty, brak jakichkolwiek informacji oraz zachowanie pracodawcy. Podręcznikowe lecenie w chuja. I właśnie to sprawiało, że Striker odżywał. Improwizacja była ulubioną częścią jego zawodu. Pozwalała odróżnić profesjonalistów od świeżaków. Ale z tego co widział, żadne z nich do tych drugich nie należało.
Kiru trudno było nie rozpoznać. Masywne cielsko Yagha wykryłby chyba na kilometr. Szanował ją. Wykonywała pracę solidnie bez robienia dodatkowych problemów. Nawet zbytnio nie odezwała się w związku z wydarzeniami na Nyx. Zresztą nawet jeśliby powiedzieli o wszystkim? Co niby volus mógłby z tym zrobić? Dopierdolić się do niego, że wykonał zlecenie? No właśnie.
Skinął głową do przedstawiciela chyba największej rasy jaką znał, by chwilę potem dostrzec kolejną znajomą sylwetkę. Isha. Pieprzona Isha. Parsknął cicho śmiechem. Tego sie nie spodziewał już w ogóle. Zaciągnął się śmiesznym papieroskiem i przyglądał się jej. Podejrzewał, że po operacji na Nyx raczej odpuści sobie te idiotyczne zadania i wróci na jakiś czas na bezpieczne pola. Wychodzi jednak na to, że ostatnie wydarzenia bardziej podbudowały jej charakter niż ściągnęły w dół. Nawet to szanował.
Jedyną zagadką był batarianin. Lubił nawet z nimi pracować. Zawsze wykonywali swoją pracę nie ważne jak popieprzone były rozkazy. Gdyby nie to, że ich rząd działał jak gówno już dawno by zajęli większą część galaktyki. Na ten moment będzie go musiał wyczuć w czasie zlecenia. Lub zabić jak będzie robił problemy. Taka praca.
- Masz plany statku? Najlepiej byłoby wyłączyć systemy podtrzymywania życia żeby zrobić to jak najszybciej.
Rzucił w powietrze drugie zdanie. Niestety jego sposób wykonywania zadań był prosty. Po najniższej linii oporu. Im bardziej skomplikowane plany tym więcej problemów w trakcie ich wykonywania. Żaden plan nie działa w stu procentach. Wolał to oczywiście załatwić bardziej cywilizowanie ale załoga statku była takimi samymi wyrzutkami jak oni. Powinni znać ryzyko takiej pracy.
- Zakładając, że chcemy to robić po cichu najlepiej by było wykończyć wszystkich. Zebrać dane i zrzucić winę na awarie któregoś z systemów, który doprowadził do śmierci załogi. - Zaciągnął się by po chwili wypuścić grubą chmure dymu. - W ten sposób nikt by się nie doszukiwał drugiego dna, kiedy by ich w końcu znaleźli.
Rozejrzał się po załodze starając się rozsiąść trochę wygodniej w ciasnym statku. Czuł się jak kaszalot w konserwie.
- Jednak jeśli wolicie bardziej humanitarne rozwiązania to zostawiam to wam.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Posty fabularne: 106
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 20.800
Medale: 9
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

4 cze 2022, o 19:00

Otworzył ślepia późnym wieczorem, niemożliwym do odróżnienia, jak każda inna pora dnia na zamkniętej stacji Omega. Ból w skroniach przypominał o wydarzeniach z poprzedniego dnia, o przykrych konsekwencjach uwolnionego demona. Usiadł na małej, wąskiej pryczy, twardej niczym turiański karapaks i z wyrzutem spojrzał na trzy puste butelki po rynkolu. Przetarł twarz, ledwie świadomy otaczającej go rzeczywistości. Mlasnął, smakując doskwierającą suchość w ustach i gardle, z roztargnieniem rozglądając się za czymś, czym mógłby ją przepłukać. Nie znalazł w zasięgu wzroku niczego poza lepką resztką słodkiego napoju, zwietrzałego i paskudnego, pozostawiającego syntetyczną, badziewną przymieszkę na podniebieniu. Z niesmakiem rzucił okiem na kolorową etykietę i cisnął pustą puszkę o ścianę a potem sięgnął po paczkę papierosów. Legł z powrotem na prycz, patrząc w sufit i kurząc sztukę Ruuthelsów, mocnych, tytoniowych kopciuchów. Przez chwilę wpadł w gwałtowny nurt myśli, który porwał go, tak jak zawsze, z zastraszającą mocą i podtapiał bez skrupułów w wyrzutach. Nie czując się na siłach, aby się dzisiaj z nimi mierzyć, panicznie wyskoczył z ich wiru, kurczliwie uchwycił się brzegu, a potem wydostał się na pobrzeże nicości gdzie było mu już dobrze i tak pozostał, niemal w bezruchu, bezwiednie zaciągając się papierosem. Do momentu aż nie uruchomił omni-klucza i zerknął na swoje konto bankowe, gdzie kilka samotnych kredytów dobitnie przypomniało mu o miejscu, w którym się znajdował.
Był w dupie. Ciemnej i głębokiej. Nie tak miało być, przypomniał sobie, na krótko wspominając moment podjęcia decyzji wyruszenia na na Omegę. To wszystko miało wyglądać inaczej. Tymczasem był świadkiem powtórki Camali i choć on sam był protagonistą we własnej opowieści, czuł się jakby ktoś inny stawiał w niej zdania. Znowu się staczał i nie potrafił się temu przeciwstawić, szedł w kierunku, w którym nie chciał dążyć, ale nie potrafił też zawrócić, niby pchany silnym wiatrem. Szczęściem, istniała jeszcze w nim inna, równie silna moc, działająca jak przeciwwaga do tego, z czym teraz się mierzył. To ona wyciągała do niego dłoń w tych najczarniejszych chwilach i stawiała z powrotem na nogi, wzbudzała pogardę przed użalaniem się i wciskała siłą w palce jego własny los. Tak też było i tym razem, dlatego Inferno ponownie zajrzał do szmaragdowego omni-klucza, gdzie przeczesał kontrakty do wzięcia. Te pojawiały się i znikały jak kawałek mięsa w akwarium piranii, niektórych nie był w stanie zdążyć doczytać, inne były poniżej jego godności lub proponowały gratyfikację, o której szkoda było nawet wspominać. Z rosnącą desperacją począł przeczesywać kolejne strony dopóki nie rzucił mu się w oczy, zdawałoby się, zapomniany kontrakt i nie mając innego wyjścia, zagłębił się w jego treść.
Chwilę później, na twarzy Galatha wypełzł paskudny uśmiech.
Kilka dni potem zszedł do doków, na miejsce spotkania. Szedł stanowczym krokiem, na tyle na ile pozwalała mu chroma noga, znieczulona pigułkami. Kurzył papierosa i byłby się uśmiechnął, gdyby tylko miał w to zwyczaju, celebrując dobry humor i puszczając oczko do fatum, które być może w końcu miało dla niego do zaoferowania coś więcej niż pierdolone nic. Na miejscu była już cała reszta, włącznie z kontraktorem, pojawił się zatem ostatni, ale nie robił sobie z tego powodu żadnych wyrzutów. Tak jak zawsze, zmierzył każdego wzrokiem, starając się na szybko ocenić z kim przyjdzie mu współpracować. Człowiek, Asari i wielka, zrogowaciała locha, a przed nimi mały, kreci volus, dyszący jak parowóz. Inferno dał reszcie się zauważyć, sygnując swoją obecność a potem wsłuchał się w instrukcje, dopalając szluga.
Zadanie, samo w sobie, nie robiło na nim wrażenie. Ot, kolejna misja z wykradnięciem, których pełno było w terminalu. To, co jednak przykuło jego uwagę to miejsce tegoż, honorarium, oraz wiadomość jaką dostał dzisiaj rano. Jej treść wciąż wybrzmiewała w jego głowie, karmiąc ukryte instynkty, zaważając o podekscytowaniu szumiącym mu pod czaszką i pobudzającą małe batariańskie serce do szybszego bicia. Oto wraca na Mindoir, miejsce gdzie zrodziła się jego legenda, gdzie zapakował trójce ludzkich dzieci po kulce w twarz, i gdzie po raz pierwszy zajrzał prawdzie o sobie prosto w oczy.
Wracam na pierdolone Mindoir, powtórzył sam do siebie w myślach. I zrobię to z przytupem albo nie nazywam się Galath Inferno.
Usłyszawszy, w ciasnym, jak salariańska dupa, promie, każdego z osobna, ich pytania i uwagi, skinął w stronę człowieka. To co mówił, najbardziej do niego przemawiało. Trudno było o większy paradoks patrząc na szerszy kontekst całej sytuacji.
Człowiek dobrze mówi — przytaknął a potem złożył palce w karykaturze pistoletu. — Paf, paf, paf... — Zarechotał. — Z zaskoczenia, w tył głowy. Bez skrupułów i zbędnego pierdolenia.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: Prom "Pragnienie Asari"

5 cze 2022, o 14:54

Tar musiał doceniać ich zero-jedynkowość. Choć prom był ciasny, a informacji niewiele, mieli przed sobą postawiony cel i volusa nieszczególnie interesowało, w jaki sposób go osiągną. Dlatego też nawet, gdy niemal od razu dwójka z nich przeszła do planu wybicia całej załogi w możliwie szybki sposób, volus kiwał jedynie głową, oceniając słuszność ich założeń i, w swojej głowie, przeliczając na jej podstawie szansę na sukces.
- Niestety nie jest mi nic wiadomo o *ksz-k* obecnych właścicielach statku. Jeżeli nabyli go *ksz-k* nielegalnie, możemy założyć, że nie powierzą jego naprawy w ręce *ksz-k* licencjonowanej firmy inżynieryjnej. Możemy wykorzystać to jako *ksz-k* przewagę, spróbować ich przekonać, jak szumowina *ksz-k* szumowinę.
Uniósł rękę, ucinając na moment audio ich połączenia. Gdy w napięciu oczekiwał na coś, co miało nadejść, dostrzegli w kokpicie promu ikonkę oczekiwania na nadanie ich przewozowi statusu przez stacjonujące wojsko Przymierza. Chwilę później, radio zatrzeszczało, przełączając się na inny kanał, w którym odezwał się szorstki, kobiecy głos.
- "Pragnienie Asari" posiadasz pozwolenie na zbliżenie się do jednostki "Ikaros" celem dokonania naprawy napędu - oznajmiła, a volus, również nasłuchujący z drugiego końca galaktyki, drgnął lekko, podekscytowany. - Nie otrzymałeś pozwolenia na podróżowanie wgłąb systemu. Trzymaj się swojego wektora podejścia. Każde zbliżenie w stronę centrum układu i kolonii poskutkuje naszą natychmiastową reakcją. Bez odbioru.
- No i problem mamy *ksz-k* z głowy, moi drodzy - rzekł, podpierając boki rękoma. - Decyzję o tym, jak do tego podejdziecie, zostawiam wam, *ksz-k*.
Ikaros zbliżał się na radarach, choć na tle atłasowej otchłani malującej się za wizjerem kokpitu, pozostawał mikroskopijną kropką, której dostrzeżenie leżało poza ograniczeniami ich biologii. Bavi przesłał im na omni-klucze jednak skan, który udało mu się uzyskać - nie były to drobiazgowe plany statku, ale ukazywały, że fregata składała się z trzech, różnych poziomów. Posiadała mały hangar, który mógłby pomieścić ich prom, śluzę podstawową, oraz śluzę awaryjną, pozostałą po usunięciu z jednostki przyległej do niej kapsuły ratunkowej.
- Są różne wejścia na pokład, *ksz-k*, jak widzicie na diagramie. Możecie spróbować przekonać załogę, *ksz-k*, że zostaliście wezwani by dokonać napraw na pokładzie. Może nawet *ksz-k* wpuszczą was w promie do hangaru - mówił rzeczowo volus. - Możecie wejść siłą, śluzą *ksz-k* awaryjną. O tutaj - dodał, zaznaczając wejście boczne. Prowadziło, na oko, na środkowy poziom okrętu, ale wyglądało na dość ryzykowne. Po usunięciu kapsuły ratunkowej, śluza boczna była praktycznie gładką powierzchnią, wokół której prom nie mógłby znaleźć punktu zaczepienia. Statek nie był aktywny i nie poruszał się, lecz w kosmosie nie był absolutnie nieruchomy. Jeżeli zdecydują się na tę drogę, muszą liczyć się z potencjalnym, kosmicznym spacerem.
Z drugiej strony, jeśli uda im się nawiązać kontakt z załogą, być może oszczędzą sobie kłopotu. Nie wiedzieli jednak niemal nic o firmie, do której należał statek, ani o tym czego mogli się spodziewać na pokładzie.
Ikaros pojawił się przed ich oczami, gdy prom z wolna wytracał swoją prędkość, znajdując się blisko celu.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Prom "Pragnienie Asari"

7 cze 2022, o 18:39

Na szczęście wyglądało na to, że tak jak ona Isha i Striker preferują bardziej zrównoważone podejście niż wpadnięcie tam im strzelanie do wszystkiego co się rusza. Nie żeby Kiru miała coś przeciwko dobrej strzelaninie, ale w tej robocie ich zadaniem nie była eliminacja załogi tylko zdobycie dysku; nie wiadomo czy należycie zabezpieczonego. Choćby po to by nie ryzykować jego zniszczenia w trakcie walk powinni na razie zachować przykrywkę.
- Jak dla mnie powinniśmy przynajmniej spróbować zacząć na spokojnie, skoro na element zaskoczenia i tak nie mamy co liczyć. Bo nie podejrzewam by ta konserwa miała jakieś sensowne systemy maskowania, które ukryją nas przed ich radarem. Jeśli spróbujemy podejść od strony śluzy to nie dość że czeka nas spacer w kosmosie to dodatkowo ujawnimy nasze plany abordażu załodze, której kompetencji nie znamy. - "cywilna załoga" która miała przebywać na statku była bardzo rozciągliwym terminem. Mogli równie dobrze trafić na grupkę roztrzęsionych handlarzy częściami z pistoletami za pięćdziesiąt kredytów jak i emerytowanego funkcjonariusza OZS wraz z tuzinem uzbrojonych po zęby krogańskich ochroniarzy – Poza tym jeśli przekonamy ich, że jesteście technikami a ja waszą ochroną będziemy mogli bez problemu pomyszkować w maszynowni i poprosić o wgląd do systemów statku. Jak już zdobędziemy ten dysk możemy spróbować dobrać się do systemów podtrzymywania życia, a najlepiej do reaktora tak żeby pierdolnął jak już odlecimy – osobiście Kiru skłaniała się ku opcji numer dwa, o ile któreś z nich posiadało odpowiednią wiedzę techniczną. Skuteczność rozłączenia systemów podtrzymywania życia zależałaby w dużej mierze od tego jak szybko zareagowałaby na nie załoga statku i czy przypadkiem nie miał on systemów awaryjnych. Wybuch był czysty i pewny, nikt nie będzie zadawał pytań jeśli uszkodzony reaktor nagle eksploduje.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Kiru Heidr Varah

Avatar użytkownika
 
Posty: 568
Posty fabularne: 47
Dołączył(a): 3 cze 2013, o 22:04
Miano: Kiru Heidr Varah
Wiek: 100
Klasa: Szpieg
Rasa: Yahg
Zawód: Przemytnik
Lokalizacja: Cytadela
Status: ex-Krwawa Horda, jako Urdnot Kubera poszukiwana przez organizacje zwalczające przemyt
Kredyty: 5.893
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Glitch (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

8 cze 2022, o 21:06

Mało go obchodzą aktualni właściciele statku. Byli tylko słupami. Nic nie znaczącą informacją. Jeśli dobrze pójdzie załatwią to na tyle cicho, że jedyna osoba która będzie tutaj mieć przesrane to Bavi. On wiedział jak ukrywać swoje poczynania na tyle długo by nikomu się już nie chciało polować na niego. Miał nadzieję, że i tym razem pójdzie podobnie.
- Możemy się rozdzielić na dwa zespoły. Jeden udający techników, drugi oczyszczający statek od strony śluzy na środku statku. - Zaciągnął się skrętem. - W ten sposób powinniśmy szybciej zająć cały statek, a w najgorszym wypadku będzie można wpuścić techników na wypadek gdyby nie udało się ich przekonać.
Siedział po turecku. Niestety łajba naprawdę nie dawała ludziom jego postury zbyt wygodnych warunków. Nie mówiąc już o tym, że czuł delikatny smród amoniaku w powietrzu. Pokręcił głową niezadowolony ale praca to praca. Nie mógł wybrzydzać.
- Jeśli chcecie się bawić w rozmowy to musicie skleić jakąś sensowną historię. Jeśli wyjdzie na to, że jesteśmy random technikami z wielkim Yaghiem w ochronie to już jesteśmy w dupie. Nie mówiąc o tym, że żadne z nas jak technik nie wygląda. - Spojrzał na batarianina. - Oprócz niego. Batarianie mogą być wszystkim.
Niestety Kiru i Isha nie wyglądali na ludzi zaznajomionych z inżynierią. On zresztą lepszy nie był. Oczywiście wiedział jak przebić się przez jakieś bieda zabezpieczenia albo nawet mocniejsze jak dostanie do tego wcześniej napisane programy. W innym wypadku szykuje się potężne ośmieszenie i jeszcze wpadnięcie w pułapkę ze strony wroga.
- Ja w razie czego jestem gotów na przeskoczenie na statek w próżni.
Uśmiechnął się do reszty. To nie było jego pierwsze rodeo w tej kwesti, a do tego mógł działać stamtąd po swojemu. Czyli tak jak lubił. Nie musiał się nikim opiekować. Nie musiał zwracać uwagi na to co robi reszta. Po prostu typowa operacja oczyszczająca.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Posty fabularne: 106
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 20.800
Medale: 9
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

8 cze 2022, o 22:00

Współpraca z volusem coraz bardziej mu się podobała. Otwarty na różne scenariusze kontraktor, w pełni skupiony na wyniku operacji, pozostawiał wiele przestrzeni grupce najemników, co wcale nie było standardem, nawet wśród zleceń dostępnych na Omedze. Z reguły, ktoś to nie szczędził kredytów, miał już zawczasu ułożony plan, od A do Z, i oczekiwał wykonania go w stu procentach według założeń. Tymczasem, zamaskowany gryzoń miał wyraźnie gdzieś, co zrobią i jak to zrobią, byleby jego zafajdany dysk ponownie trafił w jego ręce.
Wspaniale, pomyślał Inferno, dołączając do Strikera zapaliwszy papierosa. Małą kabinę wypełnił szary, gryzący dym, którego pokładowe wentylatory nie nadążały filtrować. W licznych oczach batarianina odbijały się mgliste refleksy przygaszonego światła, jego twarz nie zdradzała wiele poza powierzchowną determinacją kogoś, kto miał ochotę napchać swoją kabzę do pełna. Dobry humor wciąż się go trzymał i Galath ze spokojem słuchał dywagacji pozostałych, ich przejęcia całą sytuacją i próby wyjścia ze wszystkiego suchą stopą bez rozlewu krwi. Osobiście, miał w to wyjebane równie mocno co sam volus. Palce co prawda świerzbiły go do uruchomienia zabezpieczonego Kata, jeśli jednak głosem większości uznają, że ich umiejętności aktorskie przewyższają bojowe, był gotów pójść im na rękę. Jako priorytet uznał wykonanie kontraktu, a okazji do eliminacji celów będzie w przyszłości wiele.
Miał zaufanie do załogi, co często mu się nie zdarzało. Wyglądali na konkretnych, zaprawionych bandytów. Z zadowoleniem przyglądał się człowiekowi, który, nomen omen samotny wilk, wolontariacko pchał się na przód stada. Wydawał się najbardziej konkretny, stanowczo proponował rozwiązania najbardziej pasujące Galathowi. Pozostali sprawiali wrażenie większych mięczaków z odrobiną sumienia, ale gdyby przyszło co do czego, Inferno nie miał wątpliwości, że potrafiliby zrobić ze swoich umiejętności pożytek. On sam wolał pozostać w cieniu, do końca, tak jak miał w zwyczaju.
Decydujcie, byle szybko — mruknął, ostentacyjnie obserwując dopalającego się papierosa, gdzie żar zbliżał się z każdą chwilą bliżej filtra. — Czas się kończy.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: Prom "Pragnienie Asari"

8 cze 2022, o 22:03

Najprostszą postawioną przez nich propozycją było wybicie wszystkich cywili poprzez wyłączenie systemów podtrzymywania życia. Szybko doszła do wniosku, że pomysł ten jest praktyczny, ale niestety nie była na tyle...hm...amoralna, by po prostu się na to zgodzić. Musiałaby wpierw wiedzieć z kim ma do czynienia. Jeśli "cywile" to grupa, która niczym sobie nie zasłużyła, to była gotowa walczyć o to, by po prostu ich wyminąć, lub ogłuszać, a nie eliminować. Z drugiej strony, nie miała nic przeciwko wyeliminowaniu kilku szumowin. Robiła to na Nyx, robiła to na Neidus, zrobi to i dziś. Wolała jednak przemyśleć swoje opcje.
Gdy Tar zaczął mówić, wraz ze swoim sapaniem, delikatnie odetchnęła. Dłoń instynktownie poszła w kierunku plecaka, z którego wyjęła swoją zaufaną paczkę gum do żucia. Zarzuciwszy jedną na ząb, położyła nogi na wolnym siedzeniu obok (lub na stole, jeśli nie było miejsca). Słuchała tego, co miał do powiedzenia, ale rzuciła się na schematy niczym padlinożerca na zwłoki. Dostała już dużo alternatyw od Tara, jednocześnie, oglądając schematy, mogła zacząć zastanawiać się nad swoimi pomysłami. Sesja intensywnego planowania była wzmacniana dzięki każdemu pojedynczemu mlaśnięciu od gumy. W końcu, wysłuchawszy Kiru i Strikera, przemówiła:
- Jak na moje, to prosta sprawa. Jesteśmy składem do operacji w warunkach polowych wysłanym przez tę firmę. Wiecie, naprawiamy pojazdy w najgorszych możliwych sytuacjach, podczas strzelanin, i tak dalej. Oddział szybkiej reakcji. Akurat byliśmy w pobliżu, sprawa niecierpiąca zwłoki, bo nie wiadomo czy Przymierzu nie odjebie, i mamy *mlask* wszystko z głowy.- wróciła do nieco bardziej spiętej, "normalnej" pozycji na swoim krześle.

Striker przedstawił jednak sensowny argument z tym, że nie do końca wyglądali na techników. Oczywiście historyjka, którą wymyśliła w tym momencie w kilka minut miała już jakiś sens i pewnie nawet by przeszła, ale musiała to jakoś odbić. Przyjrzała się swojemu nowemu omnikluczowi i lekko nim zaświeciła.- A co do "nie wyglądania na techników", to przypominam ci, mordeczko, kto był od otwierania drzwi na Neidus. Znaczy...poza Skaxem.- delikatne, lekko nerwowe prychnięcie śmiechem spod nosa sugerowało, że nie była tak pewna tego planu, jak starała się brzmieć. Z drugiej strony jednak, to była esencja Ishy - jeśli mogła wmówić sobie, że jest pewna swoich zdolności, to równie dobrze nie tylko miała pewność, ale miała też te zdolności. W tym wypadku wierzyła więc w swoje umiejętności technika, swoje umiejętności gadki, oraz...infiltracji.

- Jeśli chodzi o rozdzielenie się, to najlepiej będzie, by jedna osoba odłączyła się i weszła albo przez tę awaryjną śluzę, najlepiej po tym, jak drużyna, nazwijmy ją roboczo "Alfa", wejdzie już do środka. Wiecie. Jeden samotny infiltrator przekrada się do systemów utrzymywania życia, wyłącza, i cyk, plan zrealizowany. To mogłabym być ja, bo chyba mam największe zadatki spośród Batarianina, jebitnie dużego Yagha i gościa, który bardzo chciałby wyglądać jak Kroganin. Choć szczerze mówiąc to zastanawiam się czy nie mają czegoś, co temu zapobiegnie. Wiecie, jakoś nie wierzę, że tak po prostu pozwolą byle idiocie wyłączyć swoje systemy. Pewnie będzie trzeba jakiegoś...zaawansowanego dostępu, czy ki chuj. Może uda nam się go zgarnąć, jeśli będziemy udawać techników?- zaczęła bardzo luźno teoretyzować pod koniec, ale jej plan został już i tak w pełni przedstawiony, najważniejsze motywy poruszone. Teraz wszystko zależało od tego, czy reszcie pasuje ten pomysł i czy każdy godzi się na te propozycję. Oczywiście kontraktorowi nic nie przeszkadzało - i dobrze. Lubiła zleceniodawców, którym zależało jedynie na wykonaniu celu i nie wpieprzali się tam, gdzie nie byli mile widziani.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Młodszy Mechanik
 
Posty: 183
Posty fabularne: 149
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 18.900
Medale: 3
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1)

Re: Prom "Pragnienie Asari"

9 cze 2022, o 00:31

PERSWAZJA
A<33<B<66<C
A - gitara siema właźcie, B - właźcie ale sus, C - won
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
17


ZAGROŻENIE
1 - Isha, 2 - Striker.
A<33<B<66<C
Mistrz Gry wylosował/a 2d100:
4, 99

Jak taki piękny rzut, to sprawdzę
SPOSTRZEGAWCZOŚĆ
<15%
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
39
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Prom "Pragnienie Asari"

9 cze 2022, o 00:52

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04


Powrót do Mindoir

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość