W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

[Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

29 lis 2021, o 03:07

Obrazek
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

30 lis 2021, o 20:52


Haecceitas
[1]
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Vex, Vex i Vex


“To find out what is truly individual in ourselves, profound reflection is needed; and suddenly we realize how uncommonly difficult the discovery of individuality is.”
― C.G. Jung


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Żywot Elpis, na swój sposób, zakończył się w Cordovej, umykając w błękitnych stróżkach promieniowania Czerenkowa. Wznosząc się w czyste niebo, przebijając przez gęstą, zimną atmosferę Ziemską, Arae rozpoczynała swój pierwszy, dziewiczy lot. W miarę, gdy zwracali się w kierunku słońca, serca układu, okna w kokpicie przygasały ochronnym filtrem, malując nieboskłon odcieniami fioletu.
- Obawiam się, że jest to zbyt mało zawężony filtr wyszukiwania - odparła na jego pytanie Etsy, niemal natychmiast zalewając jego omni-klucz setkami, tysiącami badaczy z tej dziedziny, których przybywało coraz więcej z każdym zerknięciem turianina na jego urządzenie. - Postaram się schować głębiej w ich systemach na czas podróży Przekaźnikiem. Zminimalizujemy szansę na wykrycie.
Na krótką chwilę, Viyo dostrzegł za oknami znajomą czerń kosmosu. Otulająca niczym upstrzony brokatem gwiazd atłas, stara przyjaciółka puściła mu oczko, nim dziób Arae zanurkował z nową trajektorią lotu prowadzącą fregatę do otwartego doku w Vancouver.
Gdy zajmowali się zakupami, na jego omni-klucz przyszła odpowiedź z drugiego źródła, z którego postanowił zaczerpnąć.
Jasne. A znasz kogoś z Hierarchii, kto interesuje się militariami?
Piezo jest na Thessii wszędzie. Nawet botanicy zajmują się ciemną energią i chorobami, które wywołuje.
Jak będziesz miał więcej informacji to pomogę.
I hej, gratulacje. Dotarły do mnie ostatnie wieści. Irissa nadal nie wie, czy powinna dać wam medal, czy porządnego kopniaka w to twoje opancerzone dupsko, co jak dla mnie jest dowodem na to, że odwalasz kawał dobrej roboty.
T.

Nim opuścili Ziemię, minęło kolejne kilkadziesiąt minut, choć serce Widma pożegnało się z ojczystą planetą Ziemian wraz z uściśnięciem dłoni Rosjanina i wylotem Arae z Cordovej. Czas wydawał się przeć naprzód, gdy znów mieli co robić - nawet, jeśli ich zadania ograniczały się do wyboru elementów jego kosmicznej diety na następny miesiąc. Wśród pozycji z listy Arkadija znalazły się również leki, których do działania wymagała kapsuła medyczna, a także części zapasowe do niektórych elementów systemów, których nie znał. Nawet ze swoim inżynieryjnym wykształceniem, czytając dokumentację techniczną przygotowaną przez mechaników z Cordovej mógł dostrzec sens w słowach, którymi podzielił się z nim Rosjanin - Elpis, a teraz Arae, mogły funkcjonować w dwuosobowym zespole, ale miało to swoją cenę. Viyo nie posiadał wykształcenia specjalistycznego, które pozwalałoby mu na konserwację, czy nawet naprawę bardziej zaawansowanych, centralnych układów fregaty. Wszystko to mogło jedynie odbić się na następnych, kosztownych remontach - a także wiązało się z pewnym ryzykiem nagłych zdarzeń w pustce kosmicznej.
W oddali, Przekaźnik Masy rósł w oczach, z początku będąc neutralną kropką na niebie, z czasem zmieniając się w połyskujący, błękitny punkt a wreszcie w płonący niebieskimi językami promieniowania korytarz, którego wnętrzem mknęła Arae. Jedynie na jej pokładzie zabrakło tego koloru, którym wszechświat bombardował wzmacniane okna, wpuszczając do środka swoje kolory.
Podróż na Bekenstein była cicha. Etsy nie mówiła zbyt wiele, niechętna do luźnych pogawędek, do których była skłonna wcześniej gdy byli sami. Tak jak i on, studiowała nowości fregaty, na nowo ucząc się niektórych rzeczy, poznając nowe elementy swojego ciała - lepsze, nowocześniejsze, ale też obce. Nawet systemy podtrzymywania życia wydawały się chodzić jeszcze ciszej niż zwykle, załamując mentalną barierę pomiędzy ciepłym wnętrzem korytarzy a zimną pustką szalejącą błękitem na zewnątrz.
Po wielu godzinach podróży, silniki aktywowały swoją pracę gdy wynurzyli się z korytarza Przekaźnika. Po raz pierwszy od wielu dni, a wręcz tygodni, omni-klucz Vexariusa nie rozdźwięczał dziesiątkami nowych powiadomień. Piknął raz, jakby pod nosem, gdy na jego skrzynkę przyszła reklama nowego alkoholu, które miało być dekstro odpowiednikiem Thessiańskiego, słynnego wina musującego.
Poza śledzącym jego zakupy algorytmem, nikt więcej niczego od niego nie potrzebował.
- Na Bekensteinie zbliża się wieczór - poinformowała go Etsy, wyświetlając w kokpicie przybliżony obraz planety, gdy ta była jeszcze niewinną kropką w morzu tysiąca innych. - Trwa gala dobroczynna, na którą nasz podejrzany jest zaproszony.
SI nie potrzebowała zbyt wiele czasu by odnaleźć właściwe informacje. Gala była zamknięta, lecz jego status Widma upoważniał go do otrzymania zaproszenia, na które odpowiedziała za niego. Celem bankietu była zbiórka kredytów dla ofiar ostatnich ataków na ludzkie kolonie.
- Obowiązuje strój formalny.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

2 gru 2021, o 17:04

Gdy Arae wznosiła się ponad ziemskie chmury, on zajął miejsce w kokpicie, żeby móc obserwować ciemniejące niebo i pojawiające się na nim odległe gwiazdy. Coś, co stało się jego niepisanym przyzwyczajeniem, teraz wywoływało zupełnie inne, odległe wspomnienia... Po raz pierwszy od wielu miesięcy znowu byli z Etsy sami. Korytarze okrętu po raz kolejny stały się puste i ciche, a wewnątrz nowego, smukłego kadłuba ponownie biło tylko jedno, organiczne serce, a wraz z cichszą pracą systemów podtrzymywania zdrowia, ta pustka była jeszcze bardziej wyczuwalna. Rzeczywistość wróciła do nich brutalnie, siłą wrzucając go z powrotem na początek ścieżki, którą szedł ostatnie pół roku, gdy coś co miało być nowym początkiem lub słodkim zakończeniem, okazało się nieprzyjemnym restartem.
Jednak po raz pierwszy od bardzo dawna, byli wolni od presji czasu. Była w tym swojego rodzaju wolność, nawet jeżeli stanowiła tylko łyżkę miodu w beczce dziegciu.
Odczytał wiadomość od Teli, z roztargnieniem obracając w dłoniach stary tranzystor, który któregoś wieczoru odnalazł w jednej z szuflad swojej kajuty - zapomniany i zakurzony, stanowiący dowód że nawet jego własne nieświadome nawyki uciekły pod naporem przejść, których doświadczył od postawienia stopy na AZ-99.

Touché.

Na Ziemi znajduje się Instytut Badawczy Neurologii i Epileptologi Przymierza, badają w nim wpływ ciemnej materii na zdrowie jej użytkowników. Ludzcy biotycy operujący ciemną materią chorują i umierają w wieku trzydziestu-czterdziestu lat. Castor wynalazł terapię, która potrafiła to zatrzymać, ale wiedza o niej zginęła razem z nim. Wydaje mi się, że doktor Grace Myers, która tam pracuje, ma szansę ją odtworzyć.
Moje uprawnienia Widma mogłyby otworzyć dla niej niektóre drzwi, które wcześniej były zamknięte. Albo skontaktować ją z innymi specjalistami, do których nie miała wcześniej kontaktu.

I dzięki. Uczyłem się od najlepszych.

-V.


Tunel Przekaźnika wciągnął ich w swoje objęcia kilkadziesiąt minut później, na dobre pozostawiając za plecami planetę stanowiącą serce Przymierza. Błękitne języki promieniowania prześlizgiwały się po nowym poszyciu, błyszcząc w przestrzeni w której nikt nie mógł ich oglądać. Chwilowe drżenie zniknęła, gdy masa okrętu zmalała do wartości umożliwiających podróż między systemami i gdyby nie rozmazane barwy za wizjerami Arae, można by pomyśleć, że statek zatrzymał się w miejscu.
Kilka godzin podróży, która ich czekała, Vex spędził na pracy - a dokładniej na poszerzaniu własnych horyzontów. Z nogami wyciągniętymi w kokpicie, z twarzą oświetloną przez niebieskie światło tunelu, przeglądał na omni-kluczu dokumentację podesłaną przez Arkadija, zaznajamiając się z systemami Etsy oraz architekturą Arae. Brak wyspecjalizowanego technika stanowił na chwilę obecną problem bez rozwiązania, więc zrobił jedyną rzecz, którą mógł żeby zminimalizować wynikające z tego trudności - uczył się samemu. Brak przeszkolenia stanowił przeszkodę z którą mógł sobie poradzić, nawet jeżeli miało to mu zająć kolejne tygodnie lub wręcz miesiące siedzenia nad dokumentami, pochłaniania materiałów z extranetu czy anonimowych konsultacji z innymi specjalistami, a było to lepsze niż siedzenie z założonymi rękami i pozostawienie ich losu w rękach Fortuny.
Gdy Etsy uczyła się swojego nowego ciała, on uczył się razem z nią - nawet jeżeli na o wiele bardziej podstawowym poziomie.
Kiedy w końcu dotarli do systemu Boltzmanna, akurat w ramach przerwy dłubał przy swoim własnym omni-kluczu. Nowe modyfikacje, które zakupił w Vancouver znalazły sobie odpowiednie miejsce w jego narzędziu, zastępując poprzednie.
- Gala dobroczynna... - powtórzył za SI, podnosząc wzrok znad modułu. Ciężko było określić dokładne emocje w jego głosie dotyczące tego słowa, ale nie brzmiały one zbyt optymistyczne. - Chyba wolałbym, żebyś odstawiła mnie zamiast tego na jakiejś asteroidzie z batariańskimi piratami. Tam przynajmniej łatwo byłoby powiedzieć kto jest twoim wrogiem, a kto nie.
Wsunął moduł do uchwytu na przedramieniu i aktywował omni-ostrze. Grafitowy blask rozświetlił kokpit, gdy plazmowe ostrze w formie niewielkiej kosy zmaterializowało się w bezpiecznej odległości od terminali; jego tęczówki przesunęły się po broni, która w innych okolicznościach służyłaby do wysokogórskiej wspinaczki, nim ta zniknęła kilka sekund później, pozostawiając po sobie jedynie cień nieprzyjemnego ukłucia w sercu.
- W takim razie wypadałoby, żebym jakiś zamówił - mruknął z westchnięciem, wbijając wzrok w rosnącą w oddali planetę. - Nie chcielibyśmy, żeby Widmo robiło złą opinię Radzie. Skieruj nas do Bekensteinskiego portu, a ja poszukam jakiegoś krawca, który da radę przygotować dla mnie odpowiedni strój do czasu lądowania.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

5 gru 2021, o 17:55

Znalezienie osoby, która dostarczyłaby mu odpowiedni garnitur w błyskawicznym tempie okazało się bardzo łatwe na Bekensteinie. Podając swój status, podnosił rangę zlecenia w górę, a tym samym prestiż firmy podejmującej się wyzwania. Ceny były, naturalnie, absurdalnie wysokie, zamaskowane pod listą wszystkich ekskluzywnych materiałów użytych w produkcji i niesamowitych zalet.
Jedna z ofert zawierała nawet obietnicę kuloodpornej marynarki. Kosztowała jednak całe dwieście tysięcy kredytów więcej i nawet jeśli rozważał zaakceptowanie jej, Etsy szybko wybijała mu ten pomysł z głowy, podając za argument posiadanie generatora tarcz, a także kurczące się fundusze zaczerpnięte z banku Castora.
Gdy Arae podchodziła do lądowania, otrzymał potwierdzenie zakupu na swoim omni-kluczu, a w doku czekał na niego ludzki mężczyzna ubrany w skromny, lecz szykowny uniform. Z głową pochyloną w dół, nie nawiązując z nim linii wzroku, podał mu zgrabnie zapakowaną paczuszkę gdy otworzył swoją śluzę, przyjmując wyszyty na podstawie skanu jego ciała, elegancki garnitur.
Ten okazał się mieć znacznie więcej części niż mógłby się spodziewać, a na pewno niż widoczne było z zewnątrz. Gdy już nałożył na siebie wszystko w możliwie poprawnej kolejności, której firma nie załączyła wierząc, że taki dżentelmen z pewnością wiedział co robi, pozostała mu jedynie marynarka i spinki do mankietów. Całość stroju była prosta, ciemno granatowa, z wplecionymi w materiał, srebrzystymi nićmi połyskującymi jako detale. Spinki, które otrzymał, były emblematami Widma.
Gdy kończył ubieranie, Etsy uaktywniła się w jego kajucie połyskującym hologramem, spoglądając na niego z zainteresowaniem.
- Dodam to do rachunku Rady, podając przyszłe dyplomatyczne spotkania za powód - zaproponowała, a jej holograficzna reprezentacja zanotowała coś w swoim omni-kluczu. - Ktoś czeka na zewnątrz. Przeskanowałam jej omni-klucz, ale jest zabezpieczony. Jeśli znajdziesz się bliżej, może uda mi się włamać do środka.
Przechadzając się eleganckimi, czystymi korytarzami odświeżonej Arae w stroju, który w niczym nie pasował do jego zwyczajnego, uwalonego błękitną krwią i błotem pancerza, po raz pierwszy mógł czuć się jak cywile, dla których Elpis była zaprojektowana. Nie wiedząc, kogo się spodziewa, mógł zawahać się przed otworzeniem śluzy. Słowa Etsy zabrzmiały w pomieszczeniu jak gdyby domyślała się tego, co mogło chodzić po jego głowie.
- Nie jest uzbrojona.
Stojąca na środku zdobionego, gładkiego lądowiska kobieta nie wyglądała na groźną. Wręcz przeciwnie - ubrana bardzo elegancko, spoglądała na niego wyczekująco od kiedy drzwi śluzy się uchyliły. Jej długie, rude loki spięte były w kok, w który zapleciono złotymi nićmi ozdoby. Zielona sukienka, którą miała na sobie, była daleka od prostej - choć jej krój był klasyczny, długi niemal do ziemi, jej elementy były jedynie w pół przeźroczystą siateczką wyszytą szmaragdowymi kamykami, które błyszczały przy najmniejszym jej ruchu. Otuliła ramiona szalem z futra, chowając się przed wpadającym do doku wiatrem.
Na widok Widma, uśmiechnęła się szeroko, nie mówiąc ani słowa nim nie podszedł nieco bliżej. Nie zamierzała krzyczeć, ani nie zamierzała wciskać się na pokład statku, na który nie była zaproszona.
- Słyszałam, że widma podróżują stylowo, ale ewidentnie podnosicie poprzeczkę, Widmie Viyo - wskazała ruchem dłoni na odnowioną Arae. Fregata po swoim pierwszym locie wciąż wyglądała nieskazitelnie. - Nazywam się Zoé Gauthier - dodała, wyciągając w jego stronę rękę.
Jej kąciki ust pozostały uniesione w górze w kokieteryjnym uśmiechu posłanym w jego stronę. W zielonych tęczówkach pobłyskiwała pewność siebie.
- Wierzę, że możemy pomóc sobie nawzajem - westchnęła, poprawiając szal opadający z jej jednego ramienia. - Oboje zmierzamy na galę Fourniera - dodała, zerkając w jego stronę, jak gdyby sprawdzając, czy jej przypuszczenia okazały się prawdziwe.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

5 gru 2021, o 19:44

Mruknięcie, które nadeszło z jego strony po uwadze Etsy, było ciężkie do zinterpretowania. Kiedy SI dopisywała zakup garnituru do wydatków związanych ze stanowiskiem Widma, on wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze. Turianin, który spoglądał na niego zza szklanej tafli, nie był tym, którego widywał zbyt często, a pewnym stopniu był inny nawet i od tego, do którego przywykł. Ubiór szyty na miarę w niczym nie przypominał jego formalnego, wojskowego munduru, który przywdziewał do tej pory na wymagające tego okazje, pokazując granicę której wcześniej nie dostrzegał. Czasy kiedy był zwykłym żołnierzem minęły bezpowrotnie, ale i tak czasami potrzebował takiego drobnego przypomnienia, by o tym pamiętać.
- Chyba muszę w takim razie zaakceptować, że takie nieuchronnie będą - odpowiedział z roztargnieniem po chwili milczenia, pocierając jedną ze srebrnych spinek. Może mylił się co do swoich przemyśleń. Może nie był to restart i powrót do tego co było, a wręcz przeciwnie.
Może to był kolejny krok do przodu. Ten w którym w końcu porzucał to kim był kiedyś, akceptując to czym się stał i odpuszczając trzymanie się starych przyzwyczajeń, pustych marzeń i ślepych idealizmów nieadekwatnych do rzeczywistości, w której wszyscy żyli.
- Szybko. Albo wieści rozchodzą się tutaj błyskawicznie, albo ktoś ma dobre źródła - skwitował informację na temat niezapowiedzianego gościa. Spoglądał w swoje własne, jadowicie zielone tęczówki jeszcze przez dwa uderzenia serca, nim w końcu odwrócił się od lustra. Uśmiechnął się krótko do Etsy, po czym ruszył na korytarz, kierując się w stronę śluzy.
- Zrób to - poprosił SI w drodze, kierując myśli w stronę oczekującego przybysza. - Wątpię, żebyśmy w tym miejscu uzyskali od kogokolwiek okruch prawdy na jakikolwiek temat, więc dobrze byłoby móc chociaż trochę wyrównać nasze szanse.
Śluza rozsunęła się przed nim, ale Etsy dobrze wyczuła jego wahanie, gdy sięgnął dłonią do panelu i zawiesił ją nad nim na kilka sekund. Bekenstein przypominał Nos Astrę, a nawet jeszcze nie dane mu było go zobaczyć. Kłamstwa odziane w drogie garnitury, ostrza skryte w wyciągniętych rękach, jad ukryty pod szminką na ustach... Ostatnim razem, gdy w podobnym miejscu otworzył okręt dla nieznajomej mu kobiety, skończył z omni-ostrzem pod żebrami i fałszywymi kwiatami rozsypanymi u stóp.
Skinął lekko głową, dziękując Etsy za informację, po czym otworzył przejście. Ciepłe powietrze lądowiska wsunęło się do wnętrza Arae, zastępując sterylną, neutralną woń czymś bardziej organicznym i żywym: lekko wyczuwalnym zapachem oparów paliwa hel, nutą stygnących paneli ablacyjnych, wciąż lekko nagrzanych po przechodzeniu przez atmosferę i mieszanką świeżego powietrza przyniesionego z bekensteinskim wiatrem. Stanął w progu i rozejrzał się po lądowisku w milczeniu, nim zatrzymał wzrok na samotnej sylwetce czekającej na niego w sercu lądowiska. Obserwował ją przez kilka sekund, by po chwili ruszyć się i zejść po kładce, kierując się w jej stronę.
- Szczęśliwie stylowo często pokrywa się ze skutecznie. Miło mi panią poznać, panno Gauthier - odpowiedział uprzejmie, decydując się na neutralną odpowiedź względem komplementu wymierzonego w Arae. Ujął jej dłoń, odwzajemniając powitanie, ale jego spojrzenie pozostało zdystansowane.
- Jeszcze nie zdążyłem na dobre opuścić okrętu, a już próbujecie mnie wciągnąć w swoje plany. Miałem przeczucie, że nie polubię tego miasta - skwitował otwarcie po jej słowach, ale powiedział to neutralnym, pozbawionym niechęci tonem kogoś, kto w zasadzie się tego spodziewał. Zaplótł dłonie za plecami i przekrzywił lekko głowę, śledząc rudowłosą spojrzeniem.
- Ma pani moją uwagę.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

5 gru 2021, o 20:30

Gauthier roześmiała się na dźwięk jego odpowiedzi - szczerze, głośno. Jej śmiech brzmiał słodko i wiarygodnie, nawet jeśli słowa wypowiedziane przez Viyo wcale nie były tak dobrym żartem. Mimo tego, machnęła ręką, jak gdyby zbywając jego niezbyt dobrze brzmiącą zapowiedź niechęci do tego miasta.
- Bekenstein nie jest taki zły, na jakiego wygląda, Vexariusie - odrzekła, dłonią wskazując ich otoczenie.
W przeciwieństwie do jej słów, Bekenstein prezentował się bardzo dobrze. Posadzka lśniła, jak gdyby przed jego przybyciem ktoś ją wypolerował. Proste, białe ściany zdobiły metaliczne panele. Nad ich głowami zamknęła się kopuła, rozpraszająca światło ulicznych budynków w sposób, który przypominał gwiazdy na czarnym niebie. Kolonia opływała w bogactwie i nie próbowała tego chować - na swój sposób, ludzki sposób.
- Twoje przybycie wywołało niemałą sensację. Nie da się załatwić sobie wejścia na taką galę pozostając anonimowym. A przynajmniej... nie w sposób, w jaki to zrobiłeś - uśmiechnęła się lekko, spoglądając na niego spod długich rzęs. - Nietrudno było sprawdzić, jakiego rodzaju turianinem jesteś, Viyo. Wojskowy z krwi i kości. Lepiej czuje się w polu walki niż na salonach. W przeciągu ostatniego roku nie było wydarzenia społecznego, na które przyszedłbyś z czystej rozrywki.
Jej paznokcie wybiły nieznany mu rytm, zanurzając się w gęstym, czarnym futrze nieznanego mu zwierzęcia - o ile w ogóle było prawdziwe. Złoty naszyjnik zdobiący jej szyję podłapał światło lądowiska, odbijając je swoim refleksem.
- Właśnie dlatego cokolwiek planujesz, polegnie - zadecydowała, zadzierając w górę podbródek. - Samotny wojskowy węszący wokół bogatych kolonistów, których pewnie ponad połowa umoczona jest w mało legalnych... przedsięwzięciach. Na Bekensteinie nie ma bardziej syzyfowej pracy niż zdobywanie bogactwa ciężką pracą każdego dnia. Musisz zdawać sobie z tego sprawę. Nie zdobędziesz informacji jeśli sprawisz, że wszyscy wokół ciebie będą czuli się nieswojo - ucichła, a w powietrzu rozbrzmiał stukot jej obcasów gdy podeszła nieco bliżej, przyglądając mu się z zainteresowaniem. - Nikt nie lubi czuć się na celowniku.
Rozbawienie mignęło w jej oczach na krótką chwilę, rozświetlając morską zieleń. Choć kobiecie ciężko było odmówić jej urody, była bystra. Słowa dobierała rozważnie, a za kokieteryjnymi gestami chowała się wypracowana przez lata obracania się w różnych kółkach towarzyskich metoda. W żaden sposób nie usiłowała przekonać go do persony słodkiej idiotki - zdawała sobie sprawę z jego intelektu i nie zamierzała obrażać go tanimi metodami, które skazane były na porażkę.
Dlatego też, wydawała się zwyczajnie szczera, w swoich słowach i intencjach.
- Potrafię rozluźnić atmosferę - dodała z nutą sarkazmu, która nie odejmowała temu stwierdzeniu jej przekonania. - I jestem doskonałym alibi jako plus jeden.
W powietrzu zawisło ale. Ale, które było jej celem, które manifestowało się napięciem na jej twarzy, które dostrzegł pomimo dzielącej ich, bezpiecznej odległości.
- Mam swój cel w znalezieniu się na gali. Niestety Fournier jest smutnym, nadętym dupkiem, który nie może pogodzić się z tym, że nie kręcą mnie jego implanty - westchnęła z zażenowaniem, ponownie krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Nikt nie chce znaleźć się na celowniku, tak jak mówiłam. Jego również - powtórzyła poprzednie słowa. - Zabranie mnie przez kogokolwiek równa się wyproszeniu z gali.
Przestąpiła z nogi na nogę, z krótkim stukotem jej wysokich szpilek.
- Ale wątpię, żeby w swoim tupecie i wybujałym ego, zdołał wyprosić z przyjęcia Widmo - dodała, z cieniem satysfakcji chowającym się w swoim uśmiechu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

5 gru 2021, o 23:40

Podjął grę kobiety, przesuwając spojrzeniem za jej ręką i na krótką chwilę przenosząc swoją uwagę na wnętrze doków. Wygląd miasta tylko potwierdzał jego własne przekonanie, że im bardziej nieskazitelne miejsce się wydawało, tym gorsze tajemnice w sobie skrywało. Bekenstein nie krył się ze swoim bogactwem, otwarcie pusząc się i strosząc piórka, całą swoją siłą osobowości chcąc zmiażdżyć wszelkie potencjalne niechętne myśli lub spojrzenia - czy wręcz bezczelnie nic sobie z nich nie robiąc. Idealnie czyste posadzki i krystalicznie przejrzyste okna na świat błyszczących w słońcu budynków przykuwały wzrok, ale kryły pod sobą o wiele gorsze cechy. Z informacji, które dostarczyła mu Etsy i które sam wyczytał w międzyczasie na extrancie, wynikało że Bekenstein niewiele różnił się od Illium. Był lśniącym, przepięknym klejnotem... Krwawym diamentem.
- Być może. Pozory lubią mylić. Czas zweryfikuje moją opinię, jak sądzę - odparł neutralnie, wracając spojrzeniem ku kobiecie. Stuknął omni-klucz, aktywując zamykanie śluzy za plecami, po czym drugi raz, żeby wyszukać najbliższe lądowisko promów i zamówić na niego prywatny pojazd - z tych bardziej luksusowych od zwykłych taksówek, skoro już miał wejść w rolę porządnego, stylowego Widma.
Kiedy Gauthier zaczęła go opisywać, uniósł na nią wzrok i przekrzywił lekko głowę, słuchając w milczeniu. Informacja rozeszła się pośród zainteresowanych, wywołując fale na wodzie niczym wrzucony do niej kamień. Już samo błyskawiczne pojawienie się tutaj kobiety wiele mówiło na temat siły tego wydarzenia oraz prób zachowania jakiejkolwiek anonimowości, ale mógł się tego domyślić już wcześniej. Nie mógł oczekiwać, że po wejściu do zbiornika z rekinami, te bez mrugnięcia okiem wezmą go za jednego z nich, chociaż nie docenił zainteresowania jakie wzbudzi. Zoe była tego najlepszym przykładem. W te kilka godzin do jego przylotu zdążyła zrobić swój własny research na jego temat, a także prędko dostosować go do własnych planów, dostrzegając szansę tam gdzie wcześniej jej nie było.
- A kto powiedział, że zależy mi na tym, żeby wszyscy czuli się przy mnie komfortowo? - odpowiedział po chwili, odwzajemniając jej uśmiech, chociaż jego własny nie sięgnął oczu. Nie próbował się bronić przed jej opisem jego osoby ani wyprowadzić jej z błędu, szczególnie jeżeli ten nie był tak daleko od prawdy. Ostatni rok nie umożliwiał mu zbyt swobodnego brania udziału w wydarzeniach społecznych, ale nawet gdyby było inaczej, jego zainteresowania leżały gdzie indziej - tutaj się nie myliła. - Zgodnie z tym co mówisz, to od momentu gdy moje przybycie wyszło na jaw, połowa gości zapewne zastanawia się jaki jest cel tej wizyty, a druga połowa szacuje prawdopodobieństwo tego, że będę tam akurat po nich, bo jakoś dowiedziałem się o tych ich mało legalnych interesach. I wszyscy z nich z pewnością zrobili ten sam mały wywiad co ty, dochodząc do tych samych wniosków i utwierdzając się w tym, że moja obecność tam nie będzie miała w sobie nic rozrywkowego, co tylko dodatkowo umocniło ich w swoim niepokoju. Poczucie bycia na celowniku ma to do siebie, że ludzie robią się wtedy nerwowi. I popełniają błędy. Może właśnie na tym mi zależy.
Mrowisko zostało już poruszone i teraz zastanawiało się co oznacza kij wsadzony w sam jego środek, nie było co do tego wątpliwości. Przesunął otwarcie spojrzeniem po kobiecie, po futrze otulającym jej ramiona, złotym naszyjniku błyszczącym w świetle lamp lądowiska, po morskiej zieleni jej tęczówek, w milczeniu obracając w myślach jej słowa i zastanawiając się nad jej prawdziwymi pobudkami. Jej bezpośredniość i szczerość były czymś odświeżającym w miejscu takim jak to, ale problem polegał na tym, że nawet na sekundę w nie nie uwierzył. Determinacja do grania w otwarte karty mogła być spowodowana zarówno tym, że mógł stanowić dla niej zarówno wyjątkową jak i jedyną okazję do własnych celów, ale również mogła być słodką przykrywką na coś zupełnie innego. Pozostawało pytanie co z tego było prawdą: ukryta desperacja czy ukryte pobudki. Stanowiła dla niego niewiadomą, tak jak on dla reszty gości gali.
- Czyli proponujesz mi, żebym zaryzykował wyrzucenie z gali zanim w ogóle się na nią dostanę, a w zamian otrzymam twoją umiejętność rozluźnienia atmosfery, gdy pojawię się w towarzystwie kogoś kto stanowi personę non grata gospodarza? Bo ludzie zdecydowanie lepiej się poczują, gdy zamiast poczucia bycia na celowniku Widma dostaną jeszcze dodatkowo poczucie bycia na celowniku Fourniera za rozmawianie z tobą? - powiedział z cieniem rozbawienia kryjącym się w lekkim uniesieniu kącika ust, błądząc spojrzeniem po jej twarzy, nim pokręcił delikatnie głową. - Wydawało mi się, że wspomniałaś, że ta propozycja miała pomóc nam oboje, panno Gauthier.
Uśmiechnął się do niej krótko i ruszył w stronę wyjścia z doku, ale niespiesznie, pozwalając jej ruszyć razem z nim, jeżeli tego chciała. Sam doskonale znał znaczenie presji czasu, więc w pełni świadomie nałożył ją teraz na Zoe, badając grunt jej zdecydowania - lub wagę potrzeby znalezienia się na przyjęciu.
- Twierdzisz, że wiesz jakiego rodzaju turianinem jestem - odezwał się ponownie, jeżeli rudowłosa go dogoniła. - A w takim razie jakiego typu człowiekiem ty jesteś? Dlaczego chcesz się dostać na galę?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 00:52

Zachowawcza postawa turianina w żaden sposób nie naruszyła jej pewności siebie, którą otulona była, skrzętna determinacja. Kobieta musiała zdawać sobie sprawę z tego, że Widmo nie mógł być prostym celem do przekonania na swoją stronę. Czym innym byli napuszeni generałowie, usadowieni na swoich bezpiecznych stanowiskach, przepijający swoją wysoką pensję, a czym innym ktoś, kto dostał się do tych kilku procent. Kto odznaczył się nie tylko umiejętnościami bojowymi, ale też inteligencją i sprytem, wystarczająco dobrze, by Rada Cytadeli, główny galaktyczny urząd, postanowił powierzyć mu swoją odznakę. Viyo mógł być łatwiejszym celem w jej oczach gdy był zaledwie porucznikiem, jednym z wielu klocków Hierarchii Turian, dumnej i honorowej, lecz przez jego pochodzenie, nawet wtedy musiałaby wykazywać się ostrożnością.
Być może to była jej wersja ostrożności, a może nie miała już czasu i potrzebowała odpowiedzi - teraz, natychmiast.
- I płotka, i rekin mają jedną rzecz wspólną ze sobą nawzajem. Nerwowe ryby szybko się płoszą, Widmie. - odrzekła, niedbale odsuwając opadający na jej czoło, rudy kosmyk włosów z powrotem za ucho. - Gdyby ochrona tej gali była zwyczajna, dostałabym się na nią bez twojej pomocy. Każda z tych osób jeśli ma coś do ukrycia, to ma też co najmniej dwójkę ochroniarzy obok siebie. Myślisz, że pozwolą swoim pracodawcom sypać odpowiedziami w środku zatłoczonej sali?
Westchnęła, nie mogąc się powstrzymać. Nie zdawała się traktować Widma protekcjonalnie, ale jednocześnie, dla niej takie rzeczy wydawały się podstawowe. Szukała odpowiednich słów, którymi mogła go przekonać, jak gdyby chciała uchronić go przed kompromitacją.
Oboje jednak wiedzieli, że Widmo przejrzał jej akt. Potrzebowała jego, lecz w jej retoryce, potrzebowali siebie nawzajem. To, na ile jej słowa miały być prawdą, okaże się dopiero w przyszłości, gdy Viyo przejdzie przez próg gali i oczy wszystkich zwrócą się w jego kierunku.
- Dobrze wiesz, ile znaczą pozory. To, że nikt nie przyzna się do podjęcia mojej strony na tyle, by zabrać mnie na galę, nie oznacza, że chętnie nie dobije ze mną targu gdy oczy gospodarza zwrócą się w innym kierunku - odparła, przekrzywiając lekko głowę, gdy dostrzegła jego ironiczny ton. Jej usta zadrżały lekko, jak gdyby fasada uśmiechu miała zostać zburzona, nim refleks kobiety zadziałał, podtrzymując ten wdzięczny gest. - I dobrze wiesz, że nikt nie wyrzuci Widma Rady Cytadeli za to, że pojawił się z kimś, kto uraził gospodarza. To nie grzech, a Cytadela jest za rogiem.
Gdy Viyo wyminął ją w przejściu, odwróciła się lekko w jego stronę. Wiatr niósł słodki, kwiatowy zapach jej perfum ze sobą.
Nie ruszyła za nim, starając się dogonić jego szybki chód. Zamiast tego, obróciła się całkiem w jego stronę, przyglądając się jego plecom, gdy odchodził.
- Oferuję ci gładkie wejście do środka, bez przysłuchujących się wszystkiemu co mówisz uszu. Posiadam znajomość tutejszych obyczajów, które są tobie obce, przez które będziesz wystawał z tłumu jak bolesna drzazga w palcu. Jestem w tym środowisku znana, więc zapoznam cię z osobą, której szukasz. Zaprowadzę was w dyskretne miejsce bez zwracania na siebie uwagi wszystkich innych, ani wzbudzania podejrzeń i załatwisz swoje obowiązki w spokoju - wymieniała, podnosząc lekko głos gdy się oddalał. - W zamian chcę tylko oficjalnego wejścia i statusu nietykalnej dla Fourniera, by załatwić swoje sprawunki i nie bać się o odeskortowanie mnie przez ochronę.
Jeśli spojrzał do tyłu, dostrzegł, że przysiadła na murku odgradzającym głęboki dół lądowiska od jego płyty. Założyła nogę na nogę, uruchamiając swój omni-klucz, nie wyrażając żadnej chęci puszczenia się za nim w bieg.
Najwyraźniej nawet jej potrzeba miała granicę godności.
- Ale jeśli chcesz wpaść na imprezę nadętych snobów swoimi wojskowymi buciorami i skompromitować całą Radę robiąc w środku burdel, z chęcią obejrzę później transmisję w extranecie - krzyknęła jeszcze, głosem zbyt słodkim, by nie przezierała się przez niego ironia. - Nie mówiąc o tym, że jeśli kogoś szukasz, na pewno aniołem nie jest i na twój widok już weźmie dupę w troki - dodała ciszej, ale głos niósł się echem po pustym hangarze.
- Zamawia taksówkę - poinformowała go tylko Etsy, będąc wciąż w zasięgu mając możliwość sprawdzenia tego, co kobieta robiła na swoim omni-kluczu. - Czy zamówić ją dla ciebie przed drzwi portu?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 13:22

Pozory stanowiły pancerz ludzi z najwyższych sfer w taki sam sposób, w jaki klasyczne uzbrojenie chroniło żołnierzy przed pociskami przeciwnika, ale były w równym stopniu też bronią. Nawet wydarzenie na które się wybierał, nie było zapewne tym, czym twierdziło że jest. Gala dobroczynna miała na celu zbiórkę funduszy, ale w rzeczywistości był to tylko jeden z wielu powodów dla których została wydana - i to z pewnością jeden z mniej ważnych. Dla zaproszonej elity była to zwyczajna okazja to osiągnięcia własnych celów, jakie by nie były. Polepszenie własnego wizerunku w oczach opinii publicznej, okazja do spotkania się z potencjalnymi klientami lub partnerami biznesowymi, swobodny moment na ubicie lukratywnych targów, wkradnięcie się w łaski gospodarza... Dobroczynność przedsięwzięcia leżała tylko w jego nazwie, bezczelnie przywdziewając maskę czegoś słusznego z pełną świadomością, że prawdopodobnie niewiele osób w nią wierzy, ale i tak podtrzymując ten akt. Bo tak wypadało.
Zwolnił kroku, aktywując omni-klucz i wystukując na nim kilka komend, ale w rzeczywistości błądząc myślami dookoła słów Zoé. Posiadanie swojego rodzaju przewodnika po biznesowych kuluarach miało swoje plusy i nie wątpił, że w jej słowach było sporo prawdy - nawet jeżeli część z nich z pewnością była trochę zabarwiona w swojej sile, żeby dodać wagi oraz wartości jej propozycji. Wywabienie Blackforda w odizolowane miejsce było kuszące, ale kobieta strzelała nieco w ciemność, nie wiedząc kto jest jego celem i na kim będzie mu zależało, a tym bardziej czy będzie posiadała odpowiednie znajomości, by akurat pomóc mu z tą konkretną osobą. Ale nawet pomimo tego, oferowała mu wiedzę. O innych gościach, o gospodarzu, o niuansach, których nie mógł dostarczyć mu extranet za pośrednictwem Etsy obecnej w jego uchu. Nie ruszyła też za nim, gdy pozornie odrzucił jej propozycję, a uwaga Etsy potwierdziła tylko, że kobieta pogodziła się z faktem potencjalnej porażki, zamawiając sobie powrotny środek transportu. I stawiając tym samym delikatną granicę między desperacja, a po prostu silną potrzebą.
- Tak, poproszę. I poszukaj mi czegoś o naszej rudowłosej niewiadomej, żebym wiedział chociaż trochę na czym stoję i kim jest - odpowiedział cicho po chwili milczenia, kierując swoje słowa do Etsy i korzystając z faktu, że znajdował się tyłem do Gaunthier. - Oraz o Founrierze.
Udając się na przyjęcie dobrze byłoby wiedzieć coś o jego gospodarzu, a także móc go rozpoznać, gdy przyjdzie co do czego. Sam nie zdążył zrobić właściwego wywiadu, a ten który planował nadrobić w drodze na przyjęcie, był cieniem tego co potrzebował. Natomiast gdy chodziło o kobietę... Była szczera w tym, że miała swój własny cel na gali, ale nieskora do wyjawienia go. Problem polegał na tym, że już kiedyś zdecydował się współpracować z nieznajomą, by osiągnąć zbieżne cele przy wspólnych siłach i skończyło się to masakrą w nocnym klubie oraz niemal czymś gorszym. Czy miał ochotę to powtarzać, wiedząc że i tym razem będą wykorzystywali się wzajemnie oraz że Gauthier może przynieść mu jeszcze większe kłopoty na gali, bo nic o niej nie wie?
Chłodny powiew wiatru na twarzy oraz echo pustki w klatce piersiowej uświadomiły mu, że tak naprawdę nie robiło mu to różnicy. Wiele miesięcy temu wszystko rozpadło się, bo postanowił w tej tymczasowej współpracy doszukać się czegoś więcej, a w nieznajomej czegoś, co mogło być ukryte pod jej agresywną maską. Popełnił błąd oczekując czegoś, na co żadna ze stron się nie pisała. Tym razem nie planował popełnić tego błędu.
Wyłączył omni-klucz i odwrócił się bokiem, ponownie zaplatając dłonie za plecami i spoglądając w stronę siedzącej kobiety. Przesunął po niej wzrokiem, dając sobie kolejne dwie-trzy sekundy na utwierdzenie się w swojej decyzji, nim skinął lekko głową w stronę wyjścia z doku.
- Zamówiłem nam transport - powiedział łagodnie, podłapując wzrok Zoé. - Zakładam, że wypadałoby, żeby moja plus jeden pojawiła się razem ze mną na przyjęciu, a nie osobno - dodał wymownie, uśmiechając się krótko.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 14:15

Znalezisko Etsy
A<33<B<66<C
Mistrz Gry wylosował/a 2d100:
35, 92
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 14:43


Zoè uniosła spojrzenie spod pochylonej nad omni-kluczem głowy. Jej uśmiech, który zdążył kompletnie zniknąć w trakcie jej zamawiania taksówki, powrócił do jej twarzy gdy turianin z powrotem obrócił się w jej stronę. Z nieukrywanym zadowoleniem odwzajemniła jego wzrok, przyglądając mu się gdy podchodził.
- Wypadałoby również być tylko stylowo spóźnionym, a powoli zbliżamy się do granicy faux pa - odrzekła z lekkim rozbawieniem, wstając zgrabnie na równe nogi i otrzepując sukienkę z nieistniejących pyłków.
Na taksówkę nie musieli czekać zbyt długo. Samo wpisanie przez Etsy celu oznaczyło ich markerem priorytetowym, dzięki któremu najbliższy, wolny pojazd nad ich głowami skierował się prosto na lądowisko. Minęła może minuta nieskrępowanego milczenia nim usłyszeli odgłos silników, a prom z wolna zajął bezpieczne miejsce.
Gauthier zajęła wolne miejsce pasażera, wskazując mu fotel obok siebie. Taksówka gładko podjęła się do lotu, włączając do ruchu na jednej z desygnowanych tras powietrznych. Noc na Bekensteinie była świetlista - hologramy nadawały kolonii złotego blasku, odbijając się od metalicznych powierzchni budynków. W oddali dostrzegali gładką, czarną toń wody, na której falach tańczyły refleksy nocnego nieba. Gala urządzona była w budynku, który ciężko było przeoczyć - kształt expo na pierwszy rzut oka przypominał architekturę Thessiańską. Wieża o solidnej, szerokiej podstawie zwężała się pnąc w górę, wieńczona iglicą. Większość jej pięter było przeszklone, dając wrażenie kompletnej transparentności. Tłum ludzi znajdujący się w środku skutecznie chował ściany działowe, ujawniające rozległy kompleks pomieszczeń pracowniczych znajdujących się na terenie ośrodka innowacji i rozwoju technologii, który użyczył Fournierowi miejsca pod to wydarzenie.
- Pierwszy raz na Bekensteinie? - zagadnęła Zoè tak, jak przystało nawiązywać luźną pogawędkę w trakcie czekania. Nie spodziewała się po nim rozległej ani wylewnej odpowiedzi, której z pewnością sam nie zamierzał też udzielać.
W czasie ich krótkiego lotu, Etsy zebrała wszelkie informacje, jakie tylko były dostępne w extranecie - zarówno do publicznej informacji, jak i nieco bardziej wyrafinowanych wyszukiwarek. Zoè Gauthier była córką francuskiego magnata - całe jej życie skąpane było w bogactwie, w które również teraz zdawała się opływać. Pochodząca z Ziemi, studiowała dyplomację i zgłębiała kierunki stosunków międzynarodowych, jednak jej edukacja wydawała się czysto hobbystyczna. Posiadając tak wiele wpływów przez kontakty swojej rodziny, nie musiała trudzić się zdobywaniem doświadczenia, by bez żadnego problemu zdobywać na pozór wymagające tytuły i stanowiska w wielu firmach, lub urzędach. Na Bekensteinie żyła od ostatnich sześciu lat. Według extranetu, była filantropką i przedsiębiorcą.
Z grubsza, zajmowała się byciem bogatą.
Vincento Fournier był znacznie trudniejszym orzechem do zgryzienia. Etsy znalazła o nim tylko tyle, że jest w jakiś sposób powiązany z przemysłem farmaceutycznym, oraz posiada bardzo kosztowne modyfikacje, które tłumaczy wypadkiem podczas lotu promem. Według opinii publicznej jednak, kierował się wyłącznie zachciankami, a nie potrzebą medyczną do ich posiadania.
Prom wylądował tuż przed innym, który czekał w kolejce - taksówka otrzymała informację o swoim priorytetowym traktowaniu i korzystała z tego przywileju. Gdy zatrzymali się przy krawędzi srebrzystego dywanu, Gauthier wskazała mu, by wyszedł pierwszy i wymownie podała mu dłoń, chcąc, by pomógł jej się wydostać z transportu.
Wejście ośrodka otoczone były ludźmi i błyskającymi w nocy, unoszącymi się nad ich głowami, mobilnymi kamerami. Niektórzy reporterzy, wcześniej gawędzący na boku, dostrzegając ich dwójkę znów łapali za omni-klucze, nakierowując soczewki aparatów w ich stronę z niemałym zainteresowaniem. Zoè uśmiechała się szeroko i serdecznie, lecz parła do przodu nie chcąc się zatrzymywać - pomachała tylko jednej osobie z tłumu jakby ją znała, nim zniknęli w przejściu.
Ochroniarze stojący przed wejściem byli uzbrojeni. Jak gdyby gala dobroczynna była równie niebezpiecznym miejscem jak obrady rządowe - mężczyźni mieli na sobie garnitury, lecz klamry przy ich spodniach były bardzo widoczne, pokazując kabury pistoletów oraz generatory tarcz.
- Czy jest taka potrzeba? - westchnęła z frustracją kobieta, gdy jeden z nich sprawdził, czy nie ma przy sobie broni, będąc może nieco bardziej dokładnym niż zwykle. Gdy dał jej znak, że może przejść, ruszył od razu do Viyo, nim jej słowa go nie zatrzymały. - Chcesz obmacywać Widmo? Prasie na pewno to się spodoba - prychnęła, sprawiając, że mężczyzna zmarszczył brwi i uruchomił omni-klucz, chcąc potwierdzić status Viyo, jego obecność na liście.
- Panna Gauthier jest z wami, Widmie Viyo? - spytał jeden z nich dla potwierdzenia, nim pozwolili im ruszyć naprzód.
Tak jak mówiła, oczy wszystkich wokoło skupione były na ich dwójce. Ktoś złapał kobietę za ramię, sprawiając, że ta odwróciła się na pięcie zaskoczona, ale dostrzegając koleżankę, poprosiła Vexa o moment, dając się zgarnąć na bok by wysłuchać, co tamta miała do powiedzenia.
W tym czasie niemal zmaterializował się przy nim wysoki mężczyzna. Jego oczy połyskiwały w sposób, który nie był naturalny, świadcząc o skrywających się w środku implantach. Jakiś rodzaj wszczepu neuronowego wystawał spod jego krótko ostrzyżonych włosów, a gdy wyciągnął ku turianinowi rękę, jego dłoń miała metaliczny blask.
- Widmie Viyo, to zaszczyt, który aż prosi się o powitanie ze strony gospodarza. - Fournier wyszczerzył szeroko zęby. Jego uśmiech wydawał się szczery, ale niewystarczająco - Widmo z łatwością rozpoznał w nim pewien akt. Tak samo, jak rozpoznał w trójce stojących metr za nim mężczyzn ochroniarzy. Stali drętwo, ignorując kelnerów z kieliszkami szampana, muzykę i rozgardiasz tłumu. Jeden z nich wpatrywał się wyłącznie w Viyo, podczas gdy reszta sondowała otoczenie. - Porozmawiajmy. Co sprowadza cię w moje skromne progi? - zagadnął, skrzętnie sięgając ku niemu ramieniem i wskazując kierunek, w którym chciałby się udać.
W momencie, w którym Fournier pojawił się przy nim, ludzie z wolna odwracali wzrok. Uwaga gospodarza była nie tylko zaszczytem - ale też sygnałem dla wszystkich pozostałych. Jeśli Widmo na przyjęciu miałby być problemem to on, Fournier, zadba o to, by to zagrożenie objąć kwarantanną. Jego szeroki uśmiech nie różnił się niczym od wyjętej w jego kierunku broni.
- Ależ bardzo chętnie panie Fournier - słodko zaszczebiotała Gauthier, materializując się z powrotem przy boku turianina. Bez zawahania wsunęła swoje ramię pod jego, drugą dłoń opierając pieszczotliwie na jego ramieniu. -
- Panno Gauthier, a to niespodzianka. - mężczyzna zamarł w miejscu, tak samo jak jego szybko blednący uśmiech. Odchrząknął, luzując nieco kołnierz swojej koszuli, odwracając spojrzenie od kobiety z powrotem w kierunku Widma. Był dobrym dyplomatą, ale nie potrafił ukryć tego, że z rudowłosą łączyła go relacja inna od biznesowej, której przebieg i zakończenie musiało być trefne, sądząc po jego bladej twarzy.
Kąciki ust kobiety uniosły się jeszcze wyżej, z niemal jadowitą satysfakcją odbijającą się w jej tęczówkach.
- Liczyłam na to, że będziemy mogli porozmawiać. Widmo ma tak wiele pasjonujących historii do opowiedzenia. Och, te wszystkie niebezpieczeństwa, które nie powinny ekscytować, a jednak...
- Tak, tak, chętnie posłucham każdej... - bąknął w odpowiedzi, odsuwając się nieco od Widma, zmieszany. - Niestety, jestem teraz potrzebny, ale złapię was za niedługo, dobrze? - dodał przepraszająco, ujmując dłoń Viyo w formie formalnego, pożegnania, nim odwrócił się w drugą stronę i ruszył na przód - a świta parła naprzód wraz z nim.
Zoé sięgnęła do tacy przechodzącego kelnera, zdejmując z niej jeden kieliszek z jasnożółtą zawartością, a drugi - z niebieską. Niebieski podała w jego stronę.
- Niebieskie są dekstro - uspokoiła go, jeśli miał jakieś obawy, po czym nie puszczając jego ramienia, powoli ruszyła wgłąb pomieszczenia.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 17:34

Kiedy prom wylądował na lądowisku, Vex otworzył jego drzwi i zaprosił kobietę do środka, po czym sam zajął miejsce obok niej na fotelu pasażera. Delikatne drżenie pod butami wzrosło na kilka sekund, gdy pojazd zwiększył ciąg silników, płynnie unosząc się do lotu, a następnie dołączając do ciągu pozostałych statków, odnajdując drogę do wprowadzonego adresu ich destynacji. Wieczór bekensteinskiej nocy rozświetlały złote hologramy oraz przemyślne, błyszczące ozdoby, które sprawiały ze nawet w późnej porze miasto lśniło niczym drogi zegarek lub przykuwający oko naszyjnik na szyi Gauthier. Strzeliste iglice, które mijali, przecinały metropolię na podobieństwo połączenia thessiańskiej architektury z ziemskimi apartamentowcami, a każda z nich odbijała w sobie tysiące świateł krążących po nieboskłonie pojazdów i rzucając na nie lustrzane refleksy. Był to zupełnie inny świat niż ten, do którego przywykł w odseparowanej od cywilizacji Cordovie, ale też nie tak obcy jak chciał udawać. Jakaś jego część powoli zaczęła akceptować to życie, pamiętając wszystkie pozostałe okazje podczas których odwiedzał miejsca takie jak to. Illium, Thessia, Szanghaj... Czasy wojskowych misji, bagnistych planet i wulkanicznych pustkowi przestały być już większością jego misji, ustępując miejsca tej części do której nie dopuszczano zwykłych żołnierzy. Kiedyś zapewne twierdziłby, że nigdy nie przyzwyczai się do takich klimatów, uznając prawdziwość słów rudowłosej i określenie samego siebie mianem "wojskowego z krwi i kości", ale prawda była taka, że pola bitwy, strzelanie do łowców niewolników, walki z piratami, eksplozje i latające pociski, były zwyczajnie łatwiejsze. Świat był prostszy, gdy składał się z dwóch kolorów i dwóch stron: twojej i tej która próbuje cię zabić.
Tyle, że łatwe czasy skończyły się dla niego w chwili, w której został Widmem.
- Pierwszy raz - potwierdził na pytanie Zoé, odrywając wzrok od widoku za szybą i przenosząc go na swoją towarzyszkę. - Aczkolwiek raczej nie będę miał czasu na zwiedzanie.
Przesunął spojrzeniem po jej twarzy, błądząc po zielonych tęczówkach otoczonych delikatnym makijażem i zastanawiając się co się za nimi kryje. Tak jak ona hobbystycznie studiowała na uniwersytetach, tak on hobbystycznie próbował naszkicować sobie wizerunek tej, która kryła się za niewiadomą maską. Obraz, który nakreśliła mu Etsy, przedstawiał dziewczynę przyzwyczajoną do bogactwa, a to z reguły oznaczało przyzwyczajenie do otrzymywania wszystkiego tego na co się miało ochotę. W doku pokazała, że jest jednak wystarczająco przedsiębiorcza i zdecydowana, by potrafić sprzedać swoje racje, a nie zrzucić swoje oczekiwania na karb tego co jej się należało przez jej status. Czym więc w takim razie był jej cel na gali? Prywatnym interesem związanym z jej biznesem czy zwyczajnym kaprysem kobiety, która chciała pokazać Fournierowi, że dostanie się na przyjęcie, nawet gdy jej tego zabronił?
Iglica ośrodka innowacji wyrosła przed nimi zaledwie kilka minut później, prezentując się swoim własnym stylem na tle innych budynków i wzbijając ponad nie. Taksówka wylądowała miękko na desygnowanym lądowisku rozpoczynającym się srebrnym dywanem, rozdzielającym tłum gości oraz reporterów na dwie strony. Skrzydła promu uniosły się cicho, wypuszczając go ze swojego wnętrza; kiedy wyprostował się na zewnątrz, wygładził lekko garnitur i przez dwa uderzenia serca lustrował okolicę, nim odwrócił się do pojazdu i ujął dłoń Gauthier, pomagając jej wysiąść. Błysk omni-narzędzi, kamer i aparatów był drobną nowością, która tylko wymownie potwierdzała odmienność tego wydarzenia od tych, w których bywał do tej pory. Z każdym kolejnym ujęciem coraz bardziej znikała anonimowość, wrzucając go głębiej w dyplomatyczną część stanowiska Widma - tą która stanowiła nieuchronny element tej profesji, który jakoś był najczęściej pomijany pośród opowiadania legend związanych z tą funkcją. A przynajmniej pośród żołnierzy.
Pomimo myśli, które przemknęły przez jego głowę, uśmiechnął się krótko do swojej towarzyszki i ruszył wraz z nią pewnie w stronę wejścia. Ochroniarze, którzy stanęli im naprzeciw, nie stanowili większego wyzwania dla rudowłosej, która już od progu zaczęła udowadniać swoją wartość w tej zawartej między nimi inwestycji. Jej uszczypliwej uwadze w stronę mężczyzn pilnujących porządku towarzyszyło jego milczenie i rozbawiony błysk w oku, ale gdy ochroniarz zapytał go bezpośrednio o status oraz o jego partnerki plus jeden, niespiesznie aktywował swój omni-klucz.
- Oczywiście - potwierdził tylko, udostępniając im swoje uprawnienia.
Nie zdążył jednak skomentować tego po wkroczeniu do foyer ośrodka, gdy zostali względnie sami, bo dziewczyna momentalnie została porwana na bok. I on w pewnym sensie również, gdy wieści najwyraźniej błyskawicznie dotarły do głównego gospodarza całego przyjęcia.
- Zaszczyt jest po mojej stronie, panie Fournier - odparł dyplomatycznie, lustrując mężczyznę wzrokiem, a następnie na chwilę przenosząc go na ochroniarzy stojących za nim i odnajdując spojrzenie tego, który go obserwował. Wyglądało na to, że Fournier wziął sobie do serca powiedzenie ostrożności nigdy zbyt wiele, ale mówiło to też wiele o tym czego się spodziewał. Ilu przedsiębiorców farmaceutycznych potrzebowało nieustannie trzech ochroniarzy za swoimi plecami?
To znaczy takich, którzy nie posiadali dodatkowych mniej legalnych form finansowania.
Jego tęczówki odnalazły z powrotem wzrok gospodarza, gdy chwilę później odwzajemnił oszczędnie jego uśmiech. Niewypowiedziana sugestia nie umknęła jego uwadze, ale nie zdążył na nią zareagować, bo Gauthier z powrotem niespodziewanie pojawiła się przy jego ramieniu. Delikatne napięcie mięśni, które towarzyszyło temu, gdy do niego przylgnęła, ustąpiło sekundę później kiedy dołączył do jej gry.
- Rzeczywiście. Zoé wspomniała mi, że się znacie - powiedział lekko, ujmując ją pod rękę i spoglądając między nią, a Fournierem. Metaforyczny, wymierzony w niego pistolet wycofał się jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy gospodarz zmienił nastawienie na widok rudowłosej. Oczekiwał irytacji lub złości, ale widać urażona duma potrafiła manifestować się w różnych formach, a on nie zamierzał tego kwestionować.
- Naturalnie. Liczę na to. - Skinął lekko głową i uścisnął krótko jego dłoń, gdy Fournier pożegnał się z nimi, a następnie odprowadził go spojrzeniem kiedy znikał z powrotem w tłumie. Kwarantanna została sprawnie zerwana jeszcze nim na dobre jej pętla się zacisnęła. Słowa kobiety przywołały go jednak do bieżącej rzeczywistości, tak jak i kieliszek, który mu podała.
- Chyba muszę zwrócić ci honor za moje wątpliwości - powiedział po chwili, spoglądając ku niej przelotnie i pozwalając sobie na oszczędny uśmiech. Uniósł naczynie do ust, upijając lekki łyk i ruszając wraz z nią niespiesznie w głąb sali balowej; jego wzrok przesunął się nad krawędzią naczynia po innych gościach gali, zapoznając się z twarzami i dyskretnie, ale nie namolnie szukając pośród nich Blackforda. Wiedział, że dopóki są na celowniku wszystkich spojrzeń, udanie się bezpośrednio w stronę swojego celu było ostatnim czego potrzebował. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, by zapoznać się z okolicą oraz pozostałymi osobami zaproszonymi na galę, skoro i tak mieli grać w grę pozorów. - Krótka przechadzka między gośćmi? - zaproponował, zdając się jednak na jej prowadzenie.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 19:53


Jedno było pewne - w przeciwieństwie do niego, Zoè czuła się w tym otoczeniu niczym ryba w wodzie. Po jej zachowaniu, ani reakcjach ludzi, których mijali, nie dało się poznać żadnej niesławy czy banicji z wydarzenia. Była granica tego, co wypada, a co nie - ale skoro znalazła się tutaj, niewyproszona przez gospodarza, musiało to oznaczać, że dla nikogo innego nie będzie problemem nawiązywanie z nią kontaktu. Póki była wśród nich, za szklanymi murami piękno zdobionego ośrodka, nie była społecznym pariasem, jakiego próbował z niej zrobić.
- Ależ naturalnie - odrzekła niewinnie, nie komentując jego słów, być może po to, by zbytnio się swoją pewnością siebie nie chełpić. Gauthier była świadoma swojej wiedzy i niezawodnego instynktu, ale wyglądała na osobę, która ten moment satysfakcji z wtarcia przegranemu swojego zwycięstwa odwleka, odstawia na inną, specjalną okazję. Niemalże racjonuje, nie pozwalając temu uczuciu wejść zbytnio do głowy.
Ruszyli wzdłuż pomieszczenia, ostrożnie stąpając na granicy tego, co mogło być uznawane za jego środek. Jak wszyscy wokół, trzymali się wystarczająco blisko padającego z góry światła, by pozostawać w sferze bezpiecznego pokazu wybiegowego, nie zwracając na siebie więcej uwagi niż było to potrzebne.
Zoè mówiła dużo i bez wielkiego oporu, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Rozluźniona, opowiadała mu o ludziach, których mijali, pokrótce informując o ich życiu zawodowym lub sprzedając mu plotki z ich życia osobistego. W tej niewinnej konwersacji, wszystko było przemyślane. Żadna z wspomnianych przez nią osób nie wydawała jej się na tyle ważna, by mówienie o niej za jej plecami było jakąkolwiek zniewagą, z którą rudowłosa musiałaby się później liczyć.
A wymienianie różnych, ciekawych osobowości było jednocześnie doskonałym sposobem na podsuwanie mu różnych osób bez bezpośredniego spytania wprost o to, kogo tak właściwie Widmo tutaj szukał. Gauthier nie lubiła bezpośredniości, bez względu na to po której jej stronie się znajdowała.
- Hollandowie - westchnęła, wskazując subtelnie gestem dłoni trzymającej kieliszek, z której upijała łyk. Po drugiej stronie jej palca wskazującego stało ludzkie małżeństwo. Na pierwszy rzut oka wyglądali na przyjemną, starszą parę. Kobieta miała na sobie pewien rodzaj rytualnej szaty, podkreślającą jej wiekowość i rolę jako matki. - Ukradli wodę krajom Afryki na Ziemi i sprzedają im ją z powrotem, butelkowaną, stukrotnie drożej - dodała, z nutą ironii w głosie, ciągnąc go nieco za ramię w innym kierunku, gdy dostrzegła ruszającego ku nim mężczyznę w garniturze, który wyglądał, jakby bardzo chciał porozmawiać z przedstawicielem Rady.
- Ritevue, jedyna w swoim rodzaju - kontynuowała, a niektóre z wspomnianych przez nią nazwisk były ciekawsze od innych. Tym razem wskazała na kobietę, roześmianą, elegancko ubraną, z kieliszkiem w kruchej i wątłej dłoni. - Ma swoją prywatną stację kosmiczną, na którą chętnie sprowadzają sobie z mężem młode asari - dodała i choć jej barwa głosu nie uległa zmianie, sugerując, że tego typu informacje nie były dla niej żadną nowością, jej wzrok nieco pociemniał. - Ciesz się, że stary Ritevue się pochorował, na sam jego widok zechciałoby ci się rzygać.
Pomimo tego, jak horrendalne były czyny niektórych członków tej elity, na przyjęciu ci sami byli duszami towarzystwa. Widmo z łatwością dostrzegał znajome twarze w tłumie, widząc senatorów, ambasadorów, a nawet znajomych, turiańskich dygnitarzy - wszystkich bawiących się doskonale w towarzystwie potworów o pięknych twarzach. Nie wszyscy tutaj byli przestępcami, jednak łatwość, z którą ci działający na granicy prawa mogli kamuflować się w resztę nie tyle społeczeństwa, to jego 2%, była mało optymistyczną wizją przyszłości.
- Nie znajdziesz tutaj ludzi, którzy po nocach mordują na zlecenie, Vexariusie - odezwała się nagle, lżejszym tonem, jakby chciała rozładować nieco atmosferę. - Bogaci ludzie nie lubią brudzić sobie rąk. Oszustwa podatkowe i stare, dobre pranie pieniędzy to najwyższe zarzuty, jakie mógłbyś im postawić, gdybyś miał jakiekolwiek dowody.
Upiła łyk swojego szampana, uśmiechając się znad szklanki do machającej ku niej blondynce.
- Inni mają proste grzechy na sumieniu. Na przykład ona sypia ze swoim kuzynem - dodała z nutą jadu, podczas gdy jej usta pozostały szeroko uśmiechnięte w kierunku oskarżonej. - Albo taki Blackford - kontynuowała, wskazując na mężczyznę stojącego przy jednej z wystawnych kolumn podtrzymujących wyższe piętro pomieszczenia. - Nikt z nas nie wie, skąd ma pieniądze, ale imprezy urządza tak chore, że nikogo to nie interesuje.
Wzruszyła ramionami, w wyraźnym geście jest jak jest, nic nie poradzę.
Blackford stał sam, lustrując wzrokiem otoczenie, w dłoni trzymając kieliszek szampana. Ubrany był bardzo elegancko - jego garnitur nawet na pierwszy rzut oka był dobry i dobrze dopasowany. Włosy miał ułożone, a w mankietach połyskiwały spinki z małymi kryształkami w środku.
- Jest też Telly, ech, Telly... - westchnęła kobieta, subtelnie wskazując na niemal kompletnie pijaną kobietę, śmiejącą się nadzwyczaj głośno w otoczeniu dwójki mężczyzn. Zoè wymownie spojrzała na zegarek. - Nie śpieszyła się tym razem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 21:42

Dobra wola politycznych i finansowych elit była delikatnym elementem, ulotnym i zmiennym niczym chorągiewka na wietrze. Przechadzając się między ludźmi krążącymi po sali w metaforycznym tańcu pozorów, nie miał żadnych wątpliwości, że gdyby początek dzisiejszego wieczoru potoczył się innym torem, Gauthier nie otrzymałaby przychylnych spojrzeń i miłych uśmiechów. Fałszywa radość i uznanie, które kierowali w ich stronę niektórzy goście, odwzajemniając powitania rudowłosej, były na tyle trwale, na ile było zezwolenie Fourniera. Za lekkim wzniesieniem kieliszków w niemym toaście przez parę po drugiej stronie sali, uśmiechającą się do nich po pozdrowieniu kobiety, czaiło się tyle sympatii co w uśmiechu rekina; perlisty śmiech starszej blondynki, któremu towarzyszył błysk rozbawienia w oczach, gdy mijali ją przy stolikach, brzmiał w pełni szczerze nawet pomimo faktu, że jeszcze kilka minut temu zapewne odwróciłaby się od nich z pogardą; turiański dygnitarz, który skinął głową w ich stronę z powagą, w innych okolicznościach prawdopodobnie udawałby, że ich nie widzi.
Nie wyglądało jednak na to, żeby Zoé przeszkadzało to w jakikolwiek sposób. Kobieta miała na twarzy tą samą, pogodną maskę, doskonale płynąc z subtelnym prądem przepływającym przez salę pełną przedsiębiorców, milionerów, polityków i amabasadorów, wyczuwając drobne zmiany i właściwe gesty w ten sam intuicyjny sposób, w który żołnierze radzili sobie na polu bitwy. To był inny świat, świat w którym pozory były silniejsze niż prawda, a okazja mocniejsza niż honor lub własne przekonania. W chwili w której Fournier pozwolił jej zostać na przyjęciu, w mgnieniu oka zamieniła się z pariasa z powrotem w wartościową duszę towarzystwa, tym jeszcze bardziej ciekawą ze względu na nowe towarzystwo. I wyglądało na to, że było to tu coś naturalnego.
- Ale zapewne kilku takich, którzy zlecają mordowanie, już tak? - odpowiedział lekko na jej uwagę, gdy niespodziewanie zmieniła temat z plotek na pobudki oraz przewiny. Wzruszył delikatnie ramionami, dając jej znać, że nie jest ani zaskoczony, ani zaszokowany. - Wiem. Staram się nie generalizować i nie wrzucać wszystkich do tej samej szuflady. Świat byłby o wiele prostszy, gdyby każdy bogacz był zły do szpiku kości i miał na sumieniu zabójstwo lub coś gorszego, gdyby wystarczyło tylko wskazać palcem w tłumie filantropów i wiedzieć, że trafi się na zbrodniarza. Okropniejszy, ale prostszy - dodał, oszczędnie unosząc kąciki ust do góry, a potem chowając je za kieliszkiem, żeby upić łyk błękitnego alkoholu. Podążył wzrokiem za jej uśmiechem, przez kilka sekund przyglądając się machającej blondynce i słuchając w milczeniu barwnego opisu z ust Gauthier, nim wydobył z siebie coś w rodzaju krótkiego parsknięcia.
- Niestety - lub stety - tak nie jest. - Kiedy pociągnęła go delikatnie dalej, przesunął spojrzeniem po Blackfordzie, nim wrócił nim z powrotem do swojej towarzyszki oraz tłumów, które minęli. Nie umknęło mu, że mężczyzna stał samotnie i z dala od innych, najwyraźniej będąc częścią elity, ale jednak nie do końca. - Hollandowie zapewne wybudowali kilka sierocińców, Ritevue pewnie zapłaciła obrzydliwie wysokie kwoty rodzinom tych asari pomagając im wyjść z biedy, a blondynka dokarmia bezpańskie koty lub coś w tym stylu. I wszyscy z nich bez mrugnięcia okiem finansują setki tysięcy kredytów dla potrzebujących na galach takich jak ta. Jak daleko od prawdy jestem? - Chociaż mówił neutralnym tonem, w jego głos wdarły się trudne do zidentyfikowania emocje. Nawet dla niego. Sięgnął do ramienia rudowłosej, delikatnie zdejmując z jej sukni pojedynczy włos, który zaplątał się tam przypadkiem. - Świat rzadko kiedy jest prosty. Nawet w otoczeniu złodziei wyzyskujących całe państwa, oportunistów wykorzystujących młode dziewczyny oraz oszustów podatkowych. A czasami nawet i zimnokrwistych morderców.
Przesunął wzrok po ludziach kręcących się po sali, nim dotarli pod jedną z kolumienek, robiąc tam tymczasowy przystanek. Oparł się o nią ramieniem i uniósł szklane naczynie do ust, upijając jego zawartości; jego oczy zatrzymały się na rudowłosej, przez kilka chwil otwarcie się jej przyglądając.
- A ty, Zoé? - odezwał się w końcu. - Poznałaś jakiego rodzaju turianinem jestem, wiesz też jakiego rodzaju są węże przechadzające się po sali. A jakiego rodzaju człowiekiem ty jesteś?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

6 gru 2021, o 22:25

Przyjęcie w ośrodku miało bardzo płynną dynamikę, wśród której Gauthier odnajdywała się doskonale. W jednej chwili luźne konwersacje przypominały wspólny taniec, w innej zmieniały się w pole walki, po którym lawirowała z równą zgrabnością. Niektóre sygnały wysyłane przez innych uczestników gali były zbyt subtelne, by nieprzyzwyczajone do dyplomatycznych machinacji oczy turianina zdołały je wykryć. Nieraz kobieta chwytała go za łokieć, odciągała w innym kierunku i napoczynała pustą rozmowę ze stojącą najbliżej osobą, wymieniając w ciągu pół minuty kilka uprzejmościowych zdań, po których wracali do przechadzania się po pomieszczeniu.
Gdy wreszcie stanęli w jednym miejscu, obróciła się przodem do reszty sali, lecz jej głowa pozostała zwrócona w jego stronę w geście, który podświadomie sugerował, że byli otwarci na konwersację i sprytnie ukrywał to, że kontrolowała jej potencjalny przebieg, gotowa urwać rozmowę w pół zdania.
- Bardzo poetyckie słowa z ust żołnierza Hierarchii - odparła, uśmiechając się pod nosem na dźwięk jej słów. - Pomyślałabym, że potraficie tylko rusz się, cofnij, atakuj, broń.
Dopiła zawartość swojego kieliszka i odłożyła go na tackę trzymaną przez przechadzającego się obok kelnera. Naciągnęła na swoje ramiona futro, które miała ze sobą - z przyzwyczajenia bardziej niż potrzeby. W środku było dość gęsto, nawet z klimatyzacją odpaloną w stu procentach.
Jej uśmiech się poszerzył, a usta rozwarły by wypowiedzieć kilka przymilnych powitań, gdy minęła ich grupka ludzi, których znała. W tym czasie, stojący nieopodal Blackford ruszył się ze swojego miejsca, lecz niewiele dalej - do najbliższej, innej grupy gości, do której konwersacji włączył się bez zawahania, a jej członkowie rozsunęli się lekko, robiąc mu miejsce.
- Gdyby świat był prosty, pewnie nadal nie wynaleźlibyśmy koła - przyznała, po chwili namysłu sięgając po inny drink z innej tacy podsuniętej jej przez obsługę - ten dymił się lekko, mając zielonkawe zabarwienie. - Świat rozwija się naszymi pragnieniami, bez względu na to, w którą stronę obraca się wskazówka naszego moralnego kompasu.
Odwzajemniła jego spojrzenie z zaciekawieniem. Choć wydawała się bardzo otwarta, promienna i zachęcająca do konwersacji, jej spojrzenie było na swój sposób płytkie. W morskiej zieleni chowała się bariera trzymająca to, kim była naprawdę, za zaporą kulturalnych uprzejmości i towarzyskich nawyków. Zapora, która nawet nie drgnęła odkąd nawiązali ze sobą rozmowę, jeszcze w doku Arae.
- Jestem człowiekiem, który lubi żyć wygodnie, nawet jeśli wiąże się to z przymykaniem oczu na niektóre kwestie - wzruszyła lekko ramionami, obracając się z powrotem w kierunku reszty sali, po której przez chwilę błądziła wzrokiem. - Wątpię, byśmy kiedykolwiek jeszcze się spotkali, Widmie Viyo. Ale dziękuję ci, że pomogłeś mi się tutaj dostać - dodała, ze szczerością pobrzmiewającą w jej barwnym głosie. - Te kręgi społeczne raz przypominają niskie schody, a raz drabinę, z której jest się o włos od spadnięcia. Miło z powrotem wskoczyć wyżej, ale znajomości, które tutaj zawrę, pozwolą mi utrzymać się w górze dłużej, niż potrwa ten wieczór.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

7 gru 2021, o 00:21



Poruszanie się po metaforycznym terrarium pełnym węży miało to do siebie, że łatwo było zrobić niewłaściwy krok i zostać ukąszonym. Gauthier doskonale odnajdowała się w tym terenie, wiedząc gdzie stawiać stopy i które gady omijać z uśmiechem, a z którymi zamienić kilka nic nie znaczących słów. Z każdą kolejną minutą zaczynał coraz bardziej doceniać jej propozycję, teraz wiedząc, że gdyby nie pojawiła się u niego w doku, jego zadanie byłoby o wiele trudniejsze. Przesuwając wzrokiem w zamyśleniu po grupkach gości konwersujących w różnych punktach sali oraz po tych, którzy wymieniali się między nimi, uświadomił sobie, że jej ostrzeżenie na samym początku było czymś więcej niż pustą groźbą oraz próbą sprzedania własnej osoby, by pomógł jej zrealizować cel. Nie planował robić incydentu politycznego i przebijać się na przyjęcie siłą, ale stąpanie po syczącym i fałszywym podłożu byłoby o wiele bardziej skomplikowane. Koniec końców oboje sobie pomogli, nawet jeżeli każde z nich było tu wyłącznie z własnych powodów.
- Być może dlatego nim nie jestem - odpowiedział na jej uwagę, wracając do niej spojrzeniem. Poruszył kieliszkiem w dłoni w zamyśleniu, zwlekając z dopiciem jego zawartości; błękitny alkohol kręcił się po jego ściankach i smakował na tyle delikatnie, by nie przeszkadzać w rozmowie, ale też na tyle wyraziście, by sugerować swoją zapewne zawrotną cenę.
Nie odpowiedział na jej własny pogląd świata oraz napędzających go pragnień, rozmyślając nad tymi słowami w milczeniu. Postęp kreował rzeczywistość, a jego z kolei kreowała potrzeba - bez względu na to czy stała za nią chęć sprawniejszego transportu, lepszej przyszłości dla ludzkiej rasy czy zwykłe, podparte hedonizmem wygodnictwo. Jednak wskazówka moralnego kompasu znaczyła tu więcej, niż kobieta przyznawała jej udziału. Steiger był tego najlepszym dowodem, tak jak i jego retoryka poparta setkami lat historii kształtowanej przez podobnych mu poprzedników. Pragnienia każdego z nich miały potęgę zmieniania świata, ale czy byłoby tak samo, gdyby ograniczała ich moralność?
Steiger był też dowodem tego, że i w jego słowach tkwiło więcej niż ziarnko prawdy. Że nawet towarzystwo morderców potrafiło być bardziej skomplikowane.
- Myślę, że można opisać w ten sposób większość ludzi, nie tylko tych którzy znajdują się na tej gali - powiedział po chwili milczenia, gdy odpowiedziała na jego pytanie. Nie naciskał jednak dalej. Odkrył istnienie muru za zielonymi tęczówkami i w tej samej chwili zaczął się od niego wycofywać, nie próbując odkryć tego co istnieje za nim, orientując się że wbrew swoim wcześniejszym zapewnieniom zaczął się zbliżać do terenów, których miał unikać - zwabiony ciekawością i wrodzoną dociekliwością, niczym zwierzę które dostrzegło w wodzie przy brzegu kuszący błysk, na chwilę zapominając że widziało tam wczoraj aligatora. Zamiast tego również przeniósł wzrok z powrotem na pozostałych uczestników gali, błądząc po nich bez celu, ale trzymając Blackforda w swoich peryferiach. Dopił zawartość kieliszka i odstawił go na tacę jednego z kelnerów, gdy ten przechodził akurat obok.
- Dziękuję, że złagodziłaś moje wparowanie tutaj z żołnierskimi buciorami - odwzajemnił się neutralnym tonem na jej słowa, obracając w głowie to co powiedziała. Chcąc nie chcąc, pomogli sobie wzajemnie, tak jak zapowiedziała. Pobudki nie miały tu większego znaczenia, bez względu na to co oboje chcieli osiągnąć. Dla niej było to ponowne wspięcie się na drabinę społecznej akceptacji i władzy, a dla niego otrzymanie rozmowy z informatorem, który konwersował swobodnie po drugiej stronie sali.
W końcu świat rozwijał się ich pragnieniami.
- Myślę, że imprezy urządzane przez tego Blackforda zainteresowały mnie na tyle, że chętnie porozmawiałbym z nim na ich temat - odparł po chwili milczenia. Przesunął leniwie wzrok z powrotem na kobietę, nie kryjąc się ze swoimi prawdziwymi intencjami. - Myślisz, że dałabyś radę zapewnić nam swobodną rozmowę w cztery oczy?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

7 gru 2021, o 19:27

Kobieta powoli sączyła swojego drinka, ale znad krawędzi naczynia wystawał jej lekki uśmiech. Również ona była zadowolona z przebiegu ich małego układu - oboje uzyskali dokładnie to, czego chcieli. Nie oznaczało to, by Zoè miała ochotę się przed nim otwierać, ale i tak powiedziała sporo jak na to, czego można było się po niej spodobać.
- Przyjemność po mojej stronie - odparła kokieteryjnie, odsuwając się nieco od kolumny, o którą podświadomie się oparła. Znów jej sylwetka się wyprostowała, a podbródek uniósł z godnością, gdy przesuwała spojrzeniem po otaczających ich gościach gali.
Gdy wspomniał znane jej nazwisko, nie obróciła od razu głowy w jego kierunku. Naturalnie obróciła się w jego stronę, omiatając Blackforda spojrzeniem, ale nie zawieszając na nim wzroku dłużej, niż na otaczającym go tłumie.
- Interesujący wybór - dodała z rozbawieniem, ale skinęła głową, znów biorąc go pod ramię.
Skierowała ich w stronę wąskiego przejścia między utworzonymi grupkami ludzi, na końcu którego było wyjście na jeden z balkonów. Czystym przypadkiem, zahaczało również o stojącego niedaleko mężczyznę.
Bardzo powoli ruszyli do przodu. Gauthier odpowiadała na powitania mijających ją ludzi, zwracając na siebie uwagę Idrisa, zamiast podchodząc do niego samemu. Dopiero gdy prawie całkowicie go minęli, podchwyciła jego wzrok i zatrzymała się, wyginając do tyłu i uśmiechając serdecznie, jakby wcale go wcześniej nie zauważyła.
- Idris, mój drogi - ucieszyła się, podchodząc nieco bliżej. Pozwoliła mu ująć swoją dłoń w staromodnym powitaniu - mężczyzna niemal od razu odwrócił się tyłem do ludzi, do których dołączył chwilę wcześniej skupiając swoją uwagę na nowopoznanej dwójce. - Myślałam, że nie przeżyłeś wyjścia z Agonii - dodała z rozbawieniem, w reakcji na co mężczyzna roześmiał się szczerze.
- Kochana, musisz pokładać we mnie więcej wiary - odparł bez skrępowania, prostując się nieco, wolną dłoń wsuwając do kieszeni, w drugiej nadal trzymając kieliszek z szampanem. - Ja za to myślałem, że Fournier prędzej padnie trupem niż pozwoli ci tutaj wrócić.
Gauthier oparła dłoń na jego ramieniu, śmiejąc się niewinnie, chowając gorycz wysuwającą się na światło dzienne spod wpół przymkniętych powiek.
- Posiadam pewien... dar przekonywania. Poznaj proszę Vexariusa Viyo. Widmo Rady - zaszczebiotała, wskazując mu stojącego obok niej turianina, którego ponownie chwyciła pod ramię, gdy Blackford, odruchowo, wyciągnął swoją dłoń w jego kierunku.
W jego oczach natychmiast błysnęła podejrzliwość.
- Bardzo... szczodry gest ze strony Rady. Cóż was sprowadza, Widmie? - spytał od niechcenia, choć każde z nich wiedziało, co może mieć na myśli.
Zoè go ubiegła.
- Przyjechał tu cię aresztować, naturalnie - odparła z rozbawieniem, ale też brutalną szczerością, która Blackfordowi, a także kilku osobom, które podchwyciły ich konwersację stojąc obok, wydawała się tak absurdalna, że niemal wszyscy zaśmiali się głośno w reakcji na jej słowa. - Właśnie kierowaliśmy się na balkon. Chodź, kochany, zanim ktoś będze musiał oblać mnie swoim drinkiem - westchnęła, puszczając ramię turianina, zamiast tego łapiąc to należące do Idrisa. Subtelny gest, pokazujący mu kto tak naprawdę jest w tej chwili dla niej istotniejszy, połechtał jego ego, a mężczyzna chętnie ruszył razem z nią na zewnątrz.
Balkon był prawie pusty, jeśli nie liczyć dwójki kobiet palących papierosy przy balustradzie. Noc na Bekensteinie była ciepła, ale w porównaniu do parującego wnętrza, wydawała się zimna i orzeźwiająca. Jedna z kobiet pomachała do Gauthier, która odwzajemniła gest, tymczasowo jednak przystając wraz z dwójką mężczyzn po drugiej stronie balkonu, również przy balustradzie.
- Obawiam się, że moje wejście tutaj jest jednorazowe. Dobrze złożyło się, że mogliśmy pomóc sobie nawzajem razem z Vexariusem - uśmiechnęła się, sięgając od razu do paczki papierosów, którą Idris wyciągał z kieszeni marynarki, by poczęstować się jednym z nich. Pozwoliła mu odpalić jego koniec i zaciągnęła się mocno tytoniowym dymem. - Odkąd stary Ritevue zachorował, jego pozycja jest... słaba. Pamiętasz ostatnie przyjęcie? - westchnęła ostentacyjnie, a Blackford pokiwał głową, podchwytując temat.
- Gość trzymał wszystko w kupie. Widziałaś, co się dzieje gdy do sterów dobrała się Marie. Nikomu się to nie podoba - mruknął, niechętnie przyznając jej rację.
Gauthier obróciła głowę w kierunku Viyo.
- Urządzanie przyjęć i polewanie alkoholu jest specjalnością drogiego Idrisa. Jest najlepszym domowym barmanem w okolicy - schlebiła tamtemu, klepiąc dłonią po jego ramieniu. - A kto zna wszystkie tajemnice, jak nie barman?
Blackford milczał przez chwilę, skupiony na paleniu i własnym namyśle, nim wreszcie potaknął lekko głową.
- Jak tak dalej pójdzie, przez nich dobiorą się do nas wszystkich. Poświęcenie Ritavue dla dobra ogółu brzmi bardzo w twoim stylu, Zoè. Zawsze wiedziałem, że nie masz duszy...
Odchrząknął, gdy kobieta z uśmiechem na ustach sprzedała mu kuksańca w bok, po czym oboje się roześmiali.
- Jestem pewna, że Idris może ci pomóc, jeśli tylko wynagrodzisz mu jego cenny czas - mrugnęła w stronę Vexariusa, zaciągając się znów papierosem, nim westchnęła głośno. - Pójdę sprawdzić, co ta cholerna pijaczyna ode mnie chce, zanim obie tu przyjdą. Nie przeszkadzajcie sobie, panowie - wyminęła Blackforda, ruszając do koleżanki, która wcześniej do niej machała.
Tylko Viyo widział, że żadna z tamtych kobiet wcale nie śpieszyła się w ich kierunku, ale posłużyły za bardzo dobrą wymówkę do zostawienia ich samemu sobie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

8 gru 2021, o 00:55



Vex w odpowiedzi uśmiechnął się tylko oszczędnie, również odbijając się lekko od kolumny i ujmując jej wyciągnięte ramię.
- To interesujące czasy - odparł neutralnie, poddając się jej przewodnictwu i podążając tam gdzie go poprowadziła. Nie miał wątpliwości, że prędzej lub później kobieta wykorzysta w jakiś sposób ten rąbek tajemnicy, który odsłonił, ale była to cena włączona w ich współpracę i przy odrobinie szczęścia - zbyt mała by miała znaczenie. Wydawało się, że piranie krążące po tutejszej sali żyły plotkami i informacjami, a to była po prostu jedna z nich. Anegdotka, którą Gauthier być może podzieli się z innym kolegą po fachu na innym przyjęciu, wspominając dobroczynną galę oraz Widmo, które się na niej pojawiło lub taką, którą subtelnie podsunie komuś ważnemu, gdy to Blackford czymś jej podpadnie; ciekawostka jak wiele innych, krążących dookoła Idrisa, który nie wiadomo skąd brał pieniądze, ale który urządzał szalone imprezy. O ile rzeczywiście była to cała prawda i wiedza, którą Zoé się z nim podzieliła, bo nie miał wątpliwości, że co soczystsze kawałki zostawiła dla siebie.
Kiedy skończyli lawirować między gośćmi, zatrzymując się niby przypadkiem przy Blackfordzie, uśmiechnął się do niego krótko bez wesołości, nie przerywając teatralnego szczebiotania rudowłosej. Wyciągnął ku niemu rękę, odwzajemniając jego uścisk dłoni.
- Niestety wygląda na to, że zostawiłem swoje kajdanki w drugiej marynarce. Musimy to przełożyć na kiedyś indziej - odpowiedział lekko, podejmując ton zarzucony przez kobietę, chociaż jego uśmiech nie sięgnął oczu. Zoé żonglowała słowami i kierowała kierunkiem rozmowy w sposób tak swobodny, jakby robiła to od dzieciństwa. I zapewne tak było. To było jej pole walki. Studia dyplomatyczne udoskonalały umiejętność konwersacji oraz subtelnej manipulacji w taki sam sposób, w jaki akademia wojskowa uczyła poprawnie trzymać karabin oraz oceniać sytuację pod ostrzałem; już kiedyś zwrócił na to uwagę, gdy rozmawiał z Irissą i teraz poczuł to samo deja vu, gdy kobieta prowadziła ich przez salę oraz przez rozmowę z wprawą taktyka dyrygującego oddziałami na mapie.
Czym innym było jednak zrobienie wrażenia na żołnierzu, a czym innym na sobie podobnych. I chociaż doceniał jej umiejętności oraz subtelność, to nie potrafił powiedzieć na ile ten akt działał na pozostałych członków elity obecnych na gali.
Skinął lekko głową, gdy zaproponowała balkon, a kiedy zmieniła ramię na drugiego mężczyznę, wsunął swobodnie dłoń do kieszeni i ruszył obok nich. Chłodne powietrze bekensteinskiej nocy połaskotało ich po twarzach, gdy wyszli na zewnątrz; półmrok późnej godziny rozświetlony był jednak przez setki złotych punktów lamp ulicznych, hologramowych bilboardów reklamowych i świateł skrytych we wnętrzach przeszklonych wieżowców. Oparł się dłońmi o balustradę balkonu, zawieszając wzrok na przysypiającym mieście i pozwalając parze wymieniać przez chwilę plotki, gdy prowadzili między sobą subtelny taniec tematów, które znajdowały się poza jego zasięgiem oraz zainteresowaniem.
- Wierzę. Trzeba wyjątkowych umiejętności, żeby zaskarbić sobie uznanie tutejszych ludzi - powiedział dyplomatycznie na uwagę Gauthier, obracając lekko twarz w jej stronę. Jej sugestia nie umknęła jego uwadze, łagodnie potwierdzając to co podejrzewał już wcześniej, że Zoé zapewne wie więcej niż mówi i że zdaje sobie sprawę - powierzchownie lub nie - ze źródła finansowania Blackgorda. Uśmiechnął się tylko powściągliwie i przesunął spojrzenie na mężczyznę, przez krótką chwilę błądząc nim po jego twarzy, nim wrócił do oglądania widoków rozciągających się poza granicami ośrodka.
- Postawa godna Widma. Być może powinnaś zmienić branżę, moja droga - dodał na uwagę mężczyzny odnośnie poświęcania kogoś dla dobra ogółu, mając świadomość, że dobro ogółu w tym przypadku oznaczało dobro tych, którzy którzy najwięcej mogli zyskać... lub najmniej stracić. Była jakaś kpiąca ironia w tym, że można było dostrzec bezpośrednie odbicie między jednym, a drugim.
Lub być może bolesna prawda.
Przesunął wzrokiem strzelistej iglicy lśniącej blaskiem świateł na granicy ciemności, gdy Guthier taktownie ich przeprosiła i dała mu tą swobodę na którą się umówili, przez kilka uderzeń serca śledząc leniwie spojrzeniem rój mniejszych punktów, który oblatywał ją dookoła na podobieństwo świetlików.
- Obraca się pan w czarującym towarzystwie, panie Blackford - odezwał się w końcu. Przesunął dłonią po balustradzie, odrywając wzrok od poszarpanej linii budynków i spoglądając przelotnie na człowieka. - Obawiam się jednak, że mi brakuje subtelnego taktu i uroku mojej partnerki. Domyślam się, że wiesz kim jestem i czego szukam.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1635
Posty fabularne: 119
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 43.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

8 gru 2021, o 10:54

Rozgarnięcie umysłowe Blackforda
<60%
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
77
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Mgławica Węża->Boltzmann] Bekenstein

9 gru 2021, o 12:10

Każdy ze światów, z którym Widmo miał w ostatnim czasie do czynienia, wydawał się w jakiś sposób operować na moralnych dylematach. Poświęcaniu jednego dla drugiego, lawirowania pomiędzy tym, co słuszne, a tym co prawdziwe. Nie było dziedziny, w której dobro ze złem byłoby jak olej i woda - nigdy się nie mieszając. W każdym aspekcie życia podejmowano decyzje, które fundamentalnie były niewiarygodne. Zaburzone własną percepcją, emocjami, ale też poglądem na to, co tak właściwie było słuszne. Chęć przetrwania była silniejsza niż każdy idealizm - w tym przypadku ani Gauthier, ani Blackford nie usiłowali się z tym kryć. Jeśli Ritavue stanowiłby zagrożenie dla ich otoczenia, zwracając na siebie uwagę rady, jedynie ich brak skrupułów przy działaniu w obronie własnego dobra skutecznie determinował to, jakiego rodzaju ludźmi byli oboje.
Wiatr unosił krótkie włosy mężczyzny w górę, naruszając ich idealny ład. Przeczesał je nerwowo, ewidentnie mając na tym punkcie pewną obsesję. Wypuścił w powietrze tytoniowy dym, zgniatając żarzącą się końcówkę papierosa o wierzch balustrady.
- Niech te piękne oczy cię nie zwiodą. Gauthier to żmija i tylko na początku próbuje to ukrywać - odrzekł żartobliwie. Mimo znaczenia jego słów, w jego głosie nie pobrzmiewała złośliwość. Być może nie powiedziałby tego z taką samą pewnością siebie kobiecie prosto w oczy, ale najwyraźniej było to elementem jakiegoś ich wewnętrznego żartu - a nie coś, co było strzeżoną tajemnicą, której nie powinien wypaplać jej plus jeden.
Obrócił się tyłem do balustrady, ignorując piękny widok po drugiej stronie. Oparł się tyłem o barierkę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Wbił spojrzenie w stojące obok Widmo, taksując go nim przez dłuższą chwilę, jakby mocno zastanawiając nad znaczeniem jego słów. Podrapał się po chwili po świeżo ogolonym zaroście, dochodząc do ostrożnych wniosków.
- Nie wiem, na ile mogę ci pomóc - przyznał, nie zauważając, jak Gauthier i jej koleżanki kierują się do wyjścia.
Niewątpliwie była w tym zasługa rudowłosej, która mignęła porozumiewawczo do turianina, ruszając z pozostałymi do baru. Tym samym, na balkonie zostali absolutnie sami.
- Ritavue jest skrytym człowiekiem. Jego żona papla, ale nie jest aż tak głupia, by wyłożyć się na tacy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Następna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

cron