W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

[Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

20 maja 2022, o 22:01

Obrazek


DIGITAL DREAM (C.D.)

DO ANDROIDS DREAM OF ELECTRIC SHEEP?



Mistrz Gry: Tori Te'eria
Gracze: Skax`Lilan nar Tonbay, Sinhe Kalos, Galath Inferno Benfami


Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

20 maja 2022, o 23:58

Wbrew niefrasobliwemu stwierdzeniu Dany, że uszkodzenie statku było jedynie niewielkim dodatkiem i niemal błogosławieństwem ułatwiającym pilotaż, podróż do kolejnego przekaźnika nie była gładka i spokojna jak to zwykle bywało. Myśliwcem czasem dość mocno wstrząsało, co jakiś czas przez cały jego kadłub przepływały drżące fale wibracji, a słyszalny nawet w niewielkiej kabinie gwizd rdzenia napędu momentami załamywał się, cichł, by po sekundzie wzmóc się gwałtownie, próbując powrócić do jednolitego, niezbyt przyjemnego, ale mimo wszystko miarowego dźwięku. Deedee zdawała się zupełnie nie zwracać na zachowanie swojego statku uwagi. Zwęziła oczy wpatrując się w quarianina gdy ten przyrównał możliwość wydobycia rdzenia pamięci z getha do niemal nierealnych warunków pilotażu, jednak chwilę później już z całkowitą uwagą wsłuchiwała się w słowa Skaxa opisujące syntetyki, zdając sobie sprawę z faktu, że najprawdopodobniej on jako jedyny mógł naprowadzić ich na odpowiedni trop. Mimo to, gdy skończył mówić rozparła się wygodniej w wysłużonym fotelu i prychnęła lekceważąco.

- W takim razie co powinniśmy według ciebie zrobić gdy staniemy oko w oko z jednym z nich? Grzecznie poprosić żeby był łaskaw sam się rozmontować czy żeby się nie ruszał gdy będziemy mu grzebać w głowie? - przez chwilę zastanawiała się nad czymś intensywnie, po czym skinęła głową - Dodatkowy hajs za rdzenie brzmi naprawdę kusząco, ale w takim razie decyzje będziemy podejmować na miejscu. Jeżeli próba ich wydobycia narazi powodzenie misji, wolę rozwalić blaszaka niż dać się zabić na ich statku.

Odwróciła się z fotelem na powrót w kierunku wyświetlaczy, sprawdzając parametry kursu, przez chwilę wprowadzała jakieś niewielkie zmiany w ustawieniach systemów statku, pozornie ignorując wypowiedzi Inferno i Sinhe, jednak musiała ich słyszeć i przyjąć ich słowa do wiadomości, bo po chwili wychyliła głowę zza oparcia fotela, z lekkim uśmiechem patrząc najpierw na batarianina, potem na drellkę.

- Nie powiedziałam, że „nasz” patrol należał do Cytadeli. Wspomniałam tylko, że Cytadela monitoruje ten teren, ale to nie jest jedyna grupa zainteresowana gethami. Powiedzmy, że zlecenie pochodzi od prywatnej firmy, która jest zainteresowana technologią gethów, a patrol o którym wspomniałam sprzedał jej zdobyte informacje. To solidny klient, nie będzie syfu przy płatności jeśli o to się obawiacie. Pracowałam już dla nich parę razy, głównie przy niewielkich fuchach, więc nie ma obaw. To jednakże jest przyczyną pośpiechu - nie mamy gwarancji, czy cel nie zostanie odkryty przez kogoś, kto będzie bardziej odważny i nie zawaha się zaryzykować abordażu lub ataku na własną rękę, dlatego musimy być szybsi - z westchnięciem machnęła ręką w kierunku okna - Tam jest coś, co pozwoli nam zarobić parę kredytów, ale jeśli się spóźnimy to będzie dupa i obejdziemy się smakiem, stąd ta pospieszna rekrutacja i dość... losowy dobór członków misji.

Przez dłuższy czas pozostawała w milczeniu, pozornie skoncentrowana na wyświetlaczach i instrumentach pokładowych statku i ignorując wymianę zdań między pozostałymi, w końcu jednak wstała ze swojego fotela i przeciągnęła się, aż zatrzeszczały jej stawy.

- Lot potrwa jeszcze trochę. Czeka nas jeszcze jeden skok, potem kawałek drogi na FTLu, więc macie trochę czasu dla siebie. Wyczyśćcie broń, pomódlcie się... - wzruszyła ramionami - Czy na co tam macie ochotę. Albo się zdrzemnijcie. Gdy dotrzemy na miejsce nie będzie czasu na odpoczynek - sama przecisnęła się między burtą a fotelami do tylnej części statku i odpięła z zaczepów wąską, rozkładaną pryczę, po czym usiadła na niej, ściągając z wprawą elementy swojego pancerza i rzucając je na podłogę pod łóżkiem, po czym - pozostając jedynie w czarnej, lekkiej bluzeczce na ramiączkach i legginsach - ułożyła się na posłaniu, zamykając oczy - Mam tylko jedno posłanie, więc kimnijcie się na fotelach. I nie tykać mi sterów bo połamię komuś ręce - odwróciła się plecami do pozostałych i po chwili zapadła w płytki sen.

Tym, którzy nie poszli za jej przykładem podróż mogła się nieco dłużyć, ale mogli również zaobserwować jak Deedee budzi się tuż przed tym jak statek zbliżył się do docelowego przekaźnika, bez słowa wraca na fotel pilota i przygotowuje statek do kolejnego skoku, po czym kładzie się ponownie. Po drugim ze skoków nie wróciła już na swoje posłanie, zostając przy sterach i doprowadzając „Artemidę” w pozornie pusty obszar przestrzeni na obrzeżach Mgławicy.

- Pobudka ludziska, czas się zabawić - odezwała się głośniej gdy FTL został dezaktywowany, a okno kokpitu pokazało widoczny stosunkowo niedaleko od nich, rozproszony na obrzeżach, a jednak zasłaniający gwiazdy obłok zjonizowanych gazów Perseusza - Według danych patrolu statek powinien być gdzieś tutaj... Ale był w dryfie, czyli muszę wyliczyć jego kurs. To może chwilę... - przerwała na chwilę, po czym odezwała się ponownie, nieco zaskoczona - No proszę, to nie było takie trudne. Wygląda na to, że jest dokładnie tam, gdzie powinien... Mumia, jak zbliżyć się do nich żeby nas nie wykryli? Szybki rajd i skok na ich pokład czy możemy się zbliżyć żeby go przeskanować i wybrać miejsce abordażu? A, i jeszcze jedno. Czterooki, Mumia, jak chcecie żeby się do was zwracać? Nasza łuskowata przyjaciółka się już przedstawiła, ja również. Co z wami?

Gdyby któreś z pozostałych chciało się bliżej przyjrzeć wciąż wyświetlonym na ekranach informacjom o docelowym statku otrzymanym od poprzedniego patrolu, Deede nie broniła im tego. Mało tego, w pewnym momencie wstała ze swojego fotela zostawiając swobodny dostęp do kokpitu i przeszła na tył, by ponownie założyć pancerz pozwalając pozostałym na skontrolowanie okolicy i instrumentów pokładowych.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

22 maja 2022, o 21:31

Sinhe nie miała wielkiego doświadczenia z gethami, więc nie zabierała głosu w dyskusji odnośnie do sposobu przeprowadzenia im lobotomii. Wsłuchując się w wymianę zdań między pozostałymi, usadowiła się w fotelu możliwie wygodnie, a wzrok skierowała na rozciągającą się na zewnątrz przestrzeń kosmiczną. Kiedy Deedee wspomniała o przypadkowym doborze ekipy, drellka uśmiechnęła się kącikiem ust. Naraz stało się jasnym, dlaczego została wybrana do tej, jakby nie patrzeć specjalistycznej, roboty. Miała tylko nadzieję, że nie pożałuje impulsu, który kazał jej stawić się w doku 73.

Zapatrzona w przelatujące za oknem kosmiczne śmieci i gwiezdny pył, mimowolnie podryfowała myślami ku opuszczonej stacji, na której znaleźli z Yorickiem laboratorium. Od tamtej pory ilekroć zamykała oczy, pod powiekami rozkwitał jej krwawy kwiat usharet. Minęło tyle lat, a ona wciąż wiedziała tyle, co nic. Ktoś zginął na tej stacji, ktoś, kogo znała. Ale kto? Ojciec? Linhe? A może wszyscy? Z jednej strony nie chciała się nad tym zastanawiać, z drugiej — nie potrafiła przestać. Typowe objawy obsesji. Westchnęła, czując zbierające się w kącikach oczu łzy i przymknęła podwójne powieki. Trwała tak chwilę, starając się uspokoić oddech i odpuścić myślenie. Niech to wszystko sobie będzie, skoro musi, ale niech przez nią przepłynie i odda spokój. Medytacja potrwała znacznie dłużej, niż się spodziewała, przechodząc niezauważenie w płytki sen. Musiała być zmęczona telepaniem się „Grubą” przez ostatnie dwa tygodnie, ale dopiero teraz ją to zmęczenie dogoniło. Ono albo podświadoma ulga, że nie będzie tkwiła na obcej planecie przez następny miesiąc w ramach terapii wywczasem. Nie wiedziała zresztą, czy Umberto nie wymyśliła czegoś jeszcze, na przykład zajęć grupowych czy spacerków rehabilitacyjnych. Po przełożonej Sinhe można się było spodziewać wszystkiego, a drellka nie lubiła niepewności prawie tak bardzo, jak wymuszonych zwierzeń.

Sen był powierzchowny, niespokojny. Śniło jej się, że znowu jest na tej przeklętej stacji, ale zamiast Yoricka, są z nią batarianin, quarianin i ludzka kobieta, szukający tam jakichś danych. W laboratorium, na stołach i w szklanych tubach wypełnionych bulgoczącym, fluorescencyjnym płynem, tkwiła cała jej rodzina. Siostry, Linhe i Ehre, leżały rozcięte wzdłuż ciał, prezentując pełen przekrój drellskiej anatomii. Thanum unosił się w cieczy z odkrytym mózgiem, z którego wystawały długie, stalowe sondy. Ojciec i matka również tkwili w szklanych pojemnikach. Wyglądali, jakby spali, ale kiedy Sinhe podbiegła do Alome, ta nagle otworzyła w niemym przerażeniu oczy i usta i zaczęła szamotać się jak wyrzucona na brzeg ryba. Kiedy Sinhe uderzyła pięścią w wyobloną taflę, ocknęła się. Jej zwinięta dłoń walnęła w ścianę kabiny, serwując drellce wątpliwej jakości pobudkę i obtłuczone kostki. Mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, po czym obmacała dokładnie rękę. Wyglądało jednak na to, że przez sen jej motoryka była upośledzona, dzięki czemu nie połamała sobie kości. Sen może nie był przyjemny, ale na tyle absorbujący, że nie zarejestrowała kolejnych turbulencji. Rozmasowując śródręcze, usłyszała, jak Deedee oznajmia, że dotarli do celu. Nie do końca rozumiała manierę kobiety, zwracającej się do nich per „ludzie” czy „ludziska”, skoro żadne z nich nie należało do gatunku ludzkiego, ale przyjęła to za swego rodzaju właściwość charakteru i sposobu bycia pilotki.

Nie wydaje ci się to podejrzane? — zapytała, zwróciwszy uwagę na zaskoczenie w głosie Schneider, gdy okazało się, że cel jest dokładnie tam, gdzie powinien. Pośpiech był złym doradcą, a póki co słuchali głównie jego, w obawie przed konkurencją. — Śmierdzi pułapką, albo jesteśmy najfartowniejszymi najemnikami, jakich ta galaktyka unosiła. Jakie są szanse, by dostać się tam niepostrzeżenie? — Drugie pytanie skierowała tyleż do szefowej eskapady, co do Mumii i Czterookiego.
ObrazekObrazek
Sinhe Kalos

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Posty fabularne: 7
Dołączył(a): 16 kwi 2022, o 22:01
Miano: Sinhe Kalos
Wiek: 33
Klasa: Strażnik
Rasa: Drell
Zawód: Medyk bojowy
Lokalizacja: Przestrzeń kosmiczna
Kredyty: 14.250

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

23 maja 2022, o 21:54

Z niemym zainteresowaniem obserwował jak drellka wyciąga z plecaka coś na kształt kostki, co po aktywacji przetransformowało się w transporter dla jej małpy. Na pożółkłej twarzy Inferno ponownie wypełzł paskudny uśmiech, kiedy dziewczyna z czułością nafaszerowała zwierzę środkami uspokajającymi a potem zapakowała je do wspomnianej klatki. Tym samym zanotował sobie jej słaby i zupełnie zbędny punkt, który postanowił schować do rękawa, nie ważąc się zeń skorzystać gdyby okoliczności go do tego zmusiły. Nie znał świętości i nie zawahałby się ukręcić pyjakowi łba jeśli miałby tylko tym coś ugrać. Póki co, nikt na pokładzie nie znał jego prawdziwej natury i Galath pragnął aby zostało tak jak najdłużej. Sam pyjak pozwolił też zarysować portret psychologiczny drellki, być może jeszcze niepełny i lekko kłamliwy, ale bardzo prawdopodobny, na co zresztą wskazywały jej późniejsze słowa. Zaczął zatem łączyć kropki, nadal nieliczne i rozpierzchnięte jak podniebny gwiazdozbiór, dochodząc do nieostrożnych wniosków. Miał Sinhe za wrażliwą, podatną na agitację istotę, gotową do górnolotnych poświęceń w imię własnych idei. Zgadywał też, że jest naturalnie tkliwa i podatna na psychiczną dominację. Mógł się przy tym bezwzględnie mylić, jego diagnoza przypominała rzut kamieniem na ślepo, do małego celu oddalonego na pięćdziesiąt kroków. Był też świadom, że ona też może pogrywać, nosić nieprzebitą maskę, zastawiać lepką sieć, w którą właśnie lekkomyślnie wchodził. Nie lekceważył jej zatem w żaden sposób, przypominając sobie małe, zwinne żmije z Khar'shan, na pozór nieporadne choć śmiertelnie jadowite. Rozumiał przy tym również, że i on sam jest oceniany przez resztę załogi, na podstawie tego, co zdążył powiedzieć oraz jak wyglądał. Na Omedze zdążył się stanowczo przekonać jak postrzegani są batarianie, jak bezmyślnie wrzuca się ich do jednego worka. Inferno korzystał z tego pełnymi garściami i przekuwał na własną korzyść, mając za nic uprzedzenia jak i samą rasę batarian, jego patriotyczny duch umarł, nim on sam skończył lat dwanaście, a swoich własnych braci i ich świat zmiótłby z powierzchni bez żadnych skrupułów gdyby tylko spłynęłoby z tego tytułu kilka kredytów. Wszystko to, uczucia, korzenie, metryka, wspomnienia, afiliacja, idee — były okowami, więziły i ograniczały, otumaniały jak narkotyk, każdego kto działał pod ich wpływem. Inferno dawno już je z siebie zdjął i czuł się prawdziwie wolny, jak atom, fruwający bezładnie, oddając się w pełni jedynej energii, jaką było życie. Te pragnął zachować jak najdłużej.
Sinhe, wybrzmiało w jego głowie imię towarzyszki, której istota zaprzątnęła mu jeszcze przed chwilą umysł. Imię, które bez wątpienia kojarzył i które poruszyło jedną z licznych strun w jego pamięci. Gdzieś je usłyszał, wiedział to na pewno, nie potrafił natomiast sprecyzować gdzie i w jakich okolicznościach.
Pokład nieustannie trząsł się, wibrował, złośliwie naruszając chorą nogę. Fotel przestał przypominać ten pasażerski, a zdawał się z każdą chwilą coraz bardziej przekształcać w maszynę do tortur, gdzie on, zamiast spoczywać, czuł się jak ofiara kaźni. Wydobył okrągły pojemnik na pastylki, nim go jednak otworzył, zacisnął na nim jeszcze długie, szponiaste palce i tkwił tak przez chwilę w bezruchu jakby rozważał ich zażycie, miotając się wewnętrznie, wypuszczając z siebie miarowe, wolne oddechy. W końcu je otworzył i wydobył dwie pastylki, upewniwszy się, że atencja skierowana jest na Deedee i w pośpiechu wcisnął je między zęby.
Słowa kapitan słuchał półuchem, samemu patrząc gdzieś w nieokreśloną dal, sygnując tym swą nieobecność, reagując dopiero gdy został ogłoszony czas na spoczynek. Nie zamierzał spać, bo i tak wątpił, że zdołałby zmrużyć oczy, potrafił natomiast tkwić w bezruchu i tak postanowił spędzić ten czas, ignorując ludzką dziewczyną, która za jego plecami rozkładała prycz i chwilę później na niej zasnęła. Wkrótce odpłynęła też Sinhe, Inferno zaś pozostał na swoim miejscu, dryfując we własnych myślach, hołubiąc chwilę wytchnienia zapewnioną lekami, wsłuchując się mimowolnie w wahliwy rytm pracy silnika, badając przemykające za szybą jasne, abstrakcyjne kształty. W pewnej chwili i jego dopadło znużenie, ale zwalczył je, pomny na dawny, wojskowy dryl.
Na nowo otrzeźwiał gdy Deedee wstała, podeszła do pulpitu i ogłosiła kolejny skok, który wszyscy uprzedzili zapięciem pasów i wkrótce znaleźli się u celu. Strzelił palcami, oblizując spierzchnięte wargi.
Galath Inferno — zdradził swe miano, kładąc ledwie zauważalny nacisk na nazwisko, czemu towarzyszył zagadkowy błysk w czterech, pustych oczach.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

23 maja 2022, o 22:36

Jak zwykle wszyscy zaczynali dużo gadać, a to natychmiast sprawiało, że on zaczynał czuć się niekomfortowo. Relacje personalne nie były jego konikiem, więc zamiast integrować się z grupką najemników, po prostu postanowił ich słuchać, czasami nieco się wyłączając, bo zaczynał rozmyślać o Gethach i o tym jak ich nienawidzi.

-To przecież Mgławica Perseusa i statek Gethów- Na oburzenie Batarianina zareagował zdziwieniem. Przecież to wszystko mówiło samo za siebie i nie wymagało żadnego dodatkowego słowa komentarza. Przynajmniej dla niego. Bo chyba nie do końca potrafił zrozumieć jak inni patrzą na całą tą sytuację.

-Ogłuszenie Getha to nie taka prosta sprawa. Ich oprogramowanie jest niezwykle złożone, a poszczególne jednostki są ze sobą połączone. Jak inni wykryją, że ten jeden został odcięty, nawet bez fizycznego kontaktu odetną wszystko co może się nam przydać- Nie chciał wchodzić w techniczne aspekty technologii Gethów, ich zaawansowanych procesów i mnóstwa innych mniejszych lub większych szczegółów. Podkreślił jednak, że to o co zostali poproszeni graniczy z cudem, a dodatkowe pieniądze musiałyby być imponujące, jeśli rzeczywiście mieliby się podzielić taką zdobyczą. Skax był jednak przekonany, że udaną próbę zachowałby dla siebie. Własny "umysł" Getha i cały jego bank pamięci nad którym mógłby pracować pchnęłyby do przodu jego poszukiwania.

-Skax`Lilan nar Tonbay. Skax, po prostu Skax- Gdy przyszedł czas na przedstawienie się, najpierw zaczął od swojego pełnego imienia, potem zorientował się, że taka forma jest mało przyjazna do wymowy, tym bardziej w środku walki, więc przedstawił się w skróconej formie, bez nazwiska i nazwy statku z którego pochodził.

-Jeśli chcesz się dostać niepostrzeżenie, to musisz liczyć, że mają wyłączone skanery. Inaczej nawet najlepsze maskowanie może nie wystarczyć. Szybkie podejście czy wolne nie ma znaczenia. Jeśli będą przygotowani, to i tak nic to na nie pomoże, a jeśli nie będą, to na zaskoczeniu długo nie ujedziemy, bo zorganizują się prędzej niż wy zdążycie pociągnąć za spust- Chyba powoli stawał się ich najbardziej pesymistycznym członkiem drużyny. Było to podejście realistyczne, ale jednak Quarianin lubił zakładać to co najgorsze. Tak na wszelki wypadek.
ObrazekObrazek
Skax

Avatar użytkownika
 
Posty: 91
Posty fabularne: 80
Dołączył(a): 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 21
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.950
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

26 maja 2022, o 20:48

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Deedee z zasępioną miną spojrzała podejrzliwie na Sinhe, po czym jej wzrok przesunął się na Skaxa, gdy słuchała jego komentarza i oceny sytuacji. Skinęła głową słysząc przedstawiających się, przez chwilę obserwowała Galatha, ale nie odezwała się ani słowem. Przez chwilę we wnętrzu stateczku panowała cisza, gdy Deedee, chyba podobnie jak pozostali, przetrawiała uzyskane informacje. W końcu machnęła ręką, a jej twarz wykrzywił lekki uśmiech. Wstała z fotela i ruszyła w kierunku swojej “sypialni” by ponownie zabrać się za przywdziewanie pancerza.

- No to faktycznie nielichy z ciebie ekspert, panie Skax`Lilan nar Torba - dziewczyna prychnęła pod adresem quarianina, a słyszalny wyraźnie w jej głosie sarkazm pozwalał przypuszczać, że przekręcenie nazwy statku nie było przejęzyczeniem - ”Nie da się”, “to nie taka prosta sprawa” i “gethy się nie mylą”... - westchnęła, nałożyła hełm i po powrocie na miejsce pilota zablokowała fotel w pozycji roboczej. Zapięła pasy i ujęła w dłonie manetkę przepustnicy i drążek sterowy - Chociaż miło by było jakby tym razem jednak blaszaki zrobiły błąd albo zaspały. A co do fartu albo pecha, to dla odmiany wolałabym żebyśmy choć tym razem wyciągnęli dłuższą słomkę. Dość już mam tych gównianych zadań które się pieprzą zanim się na dobre zaczęły... - ostatnie zdanie wypowiedziała ciszej, jakby do siebie, ale z racji ciasnej przestrzeni wnętrza myśliwca było doskonale słyszalne dla pozostałych.

Myśliwiec ruszył przed siebie, powoli nabierając prędkości i biorąc kurs na zaznaczony na wyświetlaczu HUD czerwony kwadrat, sygnalizujący położenie ich celu. Tym razem nie było szarpnięć ani zrywów wywoływanych gwałtownymi manewrami, Deedee najwyraźniej bijąc się z myślami jaką strategię podejścia wybrać, na razie prowadziła pojazd prostym kursem do celu.

- Zapnijcie pasy na wszelki wypadek - rzuciła przez ramię - Spróbuję ostrożnie podejść i się rozejrzeć, ale jak zaczną do nas walić to dam pełen gaz i zaczną się uniki. Nie dam się spławić bez nagrody...

W zapadłej ciszy wszyscy wytężali wzrok, by dostrzec na wyświetlaczach kokpitu rosnący obrys obłego, przypominającego zmutowanego insekta statku gethów. W całej Galaktyce stosunkowo niewiele osób mogło powiedzieć, że miało okazję na własne oczy oglądać statek syntetyków - a potem mieć możliwość o tym opowiedzieć, dlatego z zainteresowaniem - szczególnie w przypadku Skaxa - śledzili coś, co jak do tej pory znali tylko z holowizji, zdjęć w extranecie bądź opisów słownych przekazywanych na zasadzie “znajomy znajomego znał kogoś, kto usłyszał...”. Statek nie wykazywał żadnej aktywności, nie próbował nawet reagować na zbliżający się do niego myśliwiec, jego silniki milczały, a obok pojazdu najemników jak do tej pory nie zaczęły wybuchać pociski. W miarę zbliżania zaczęli dostrzegać cel także przez okno kokpitu - otoczony czerwoną obwódką ciemny obszar przestrzeni powoli zamienił się w punkt, który z każdą minutą lotu rósł i powiększał się, gdy zaczęli zbliżanie. Gdy stalowy, szarawy kształt był doskonale widoczny i zdawał się być na wyciągnięcie ręki, Deedee odezwała się ponownie.

- Spore bydlę - rzuciła, zerkając na jeden z wyświetlaczy - Blisko dwieście metrów... Skax, wiesz coś na temat typów statków które używają? To faktycznie transportowiec? Wolałabym nie dowiedzieć się w ostatniej chwili, że próbuję abordażu na krążowniku czy innej fregacie... Wygląda faktycznie na nieaktywny... a to co? Uszkodzenie? - stuknęła palcem w jeden z wyświetlaczy pokazujący zbliżenie pancerza szarego statku. Coś, co wyglądało jak pozbawiony fragmentu poszycia, nieregularny otwór znajdowało się pod brzuchem statku, słabo widoczne z powodu kąta widzenia kamery - równie dobrze jednak mógł być to głęboki cień padający na ten obszar statku bądź nieokreślonego przeznaczenia urządzenie czy maszyneria syntetyków.

- Spróbujemy może szybkiego skanu... - Deedee pstryknęła kilka przełączników włączając aktywną wiązkę, która omiotła zawieszony w przestrzeni kształt - Pokaż kotku co masz w środku...

Nim jej słowa zdążyły przebrzmieć, statek gethów nagle ożył. Nie zapaliły się żadne światła pozycyjne, okna i iluminatory nie rozbłysły nagle niespodziewanym światłem - może z racji tego, że ani jednych, ani drugich na statkach syntetyków raczej nie było. Skaner myśliwca wykrył jednak nagły wzrost mocy na pokładzie obcego okrętu, do życia zaczęły budzić się jego silniki, a kokpit myśliwca wypełnił elektroniczny pisk alarmów namierzania i wypełniło czerwone, błyskające światło kilku alarmowych kontrolek. W tej samej chwili, gdy jedno z działek transportowca wystrzeliło w ich kierunku pocisk, Deedee bez ostrzeżenia zwaliła myśliwiec gwałtownym manewrem przez skrzydło wchodząc w ciasną pętlę, by w najmniej oczekiwanym momencie runąć świecą w dół - a pocisk przeszył tylko miejsce, w którym sekundę temu znajdowała się zwinna maszyna. We wnętrzu pojazdu do akustyczno-wizualnego chaosu dołączyły wszystkie niezabezpieczone przedmioty, nabierając nagle życia i rozpoczynając dziki taniec po kabinie. Klatka z Resetem wystrzeliła nagle spod fotela Sinhe, uderzając z dużą siłą w stopę Inferno. Wpółprzytomny pyjak, wciąż pod wpływem środka oszałamiającego pisnął w proteście, gdy siła uderzenia rozpłaszczyła go na kratach jego prywatnej celi, po czym klatka wystrzeliła w górę, mijając o włos twarz batarianina i uderzając z hukiem w sufit, czemu towarzyszył kolejny pisk zwierzaka. Skax poczuł silne uderzenie w ramię - od jego pancerza odbiła się puszka z jakimś napojem, która pękając oblała go i drellkę strumieniem gazowanej, lepkiej cieczy i pomknęła w sobie tylko znanym kierunku, napędzana tak siłą grawitacji jak i gwałtownym odrzutem tryskającego, spienionego napoju.

Deedee nie traciła czasu na ostrzeżenia czy konwersację - dzikie manewry, które wykonywała maszyną szarpały tak nią samą, jak i pasażerami na wszystkie strony, ale trzeba przyznać, że były skuteczne. Kolejne pociski śmigały wokół stateczku, jednak jak do tej pory żadnemu nie udało się trafić w cel. Nagle alarmy ucichły, a Deedee odetchnęła głębiej.

- Tak myślałam... - sapnęła dysząc ciężko, jakby przebiegła maraton, choć z drugiej strony mógł być to efekt silnych, zmiennych przeciążeń, którym przez ostatnie pół minuty poddawała całe wnętrze myśliwca i jego konstrukcję - Skurwiel ma martwą strefę pod brzuchem... - kolejny gwałtowny manewr poderwał dziób maszyny i wyrównał jej lot, pokazując przesuwające się nad nimi niemal o wyciągnięcie ręki poszycie kadłuba statku gethów i tajemniczy, ciemny otwór, który widzieli wcześniej na zbliżeniu kamery - wystarczająco duży, by przy odrobinie szczęścia zmieścić ich myśliwiec. Deedee skierowała swój statek w jego kierunku zwiększając stopniowo ciąg silników hamujących. Szperacz umieszczony na dziobie myśliwca ukazał powierzchnię jakiegoś pokładu, na którym myśliwiec osiadł nim zdążył do końca wytracić prędkość, a pilot jednym ruchem rozpięła pasy i zerwała się z fotela, po czym z wąskiej szafki tuż obok swojego siedziska wyciągnęła karabin, w którym zaznajomieni z bronią mogli rozpoznać Argusa.

- Grunt, że żyjemy - odezwała się ponownie. - Pancerze szczelne, broń w gotowości. Wchodzimy na ostro, nie wiadomo jaki komitet powitalny nam wystawią. Chyba, że ktoś się chce wypisać z imprezy?

Zerknięciem na pozostałych upewniła się, że ich pancerze są kompletne a hełmy są na głowach, po czym jednym skokiem znalazła się przy włazie, szarpnięciem zwolniła zaciski i wyskoczyła na zewnątrz znikając im z oczu.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

29 maja 2022, o 18:18

Przysłuchiwał się rozmowie quarianina z blond kurewką z coraz większym zainteresowaniem. Dziewczyna pozwalała sobie na regularne, mało cięte uszczypliwości, które wszyscy kolektywnie ignorowali. Nie wierzył, aby robili to ze strachu przed nią, a tak jak on, uważali je za równie błahe i nieistotne co muchy fruwające nad kupą gówna. Batarianin wytężył z kolei słuch przy ponownym wspomnieniu o gethach. Żadnego jeszcze nie napotkał na swojej drodze i po prawdzie nie wiedział, czego może się spodziewać po syntetykach. Pod powierzchowną nonszalancją konsumował każdy urywek informacji, którymi dzielili się Skax i Deede, ignorując nudne pierdolenie o rdzeniach. Do tego nie zamierzał przykładać ręki, wiedział to już teraz, planując, jak już po części wspomniał, strzelać do każdego blaszaka, który zwróci się przeciw niemu. Ale poza prymitywną rządzą krwi, burzliwą namiętnością przekraczania społecznych zasad, posiadał żołnierski instynkt, spłodzony i wypielęgnowany przez brutalną akademię na Khar'shan. Być może przez wielu był postrzegany jako porywczy łotr, mięsień niezbędny wielu operacjom, lecz Galath był przede wszystkim zadaniowcem. Nieustępliwym, kurczliwie trzymającym się wydanym poleceniom. Oczywiście, od czasu gdy opuścił wojsko, pozwalał sobie na większą swobodę w interpretacji tychże, wciąż natomiast silił się na profesjonalizm i uczciwe rozliczenie kontraktu.
Zanotował sobie w głowie niepokojącą wieść o współmyślności gethów i jeszcze raz ustrzegł się przed lepką, lekceważącą myślą odnośnie humanoidalnych maszyn. Jako, że ich jeszcze nie widział, wyobrażał sobie je jak każdą, stalową konstrukcję zasilaną sztuczną inteligencją. A te znał głównie z miejsc publicznych, zaprogramowanych do czynienia wszystkim dobrze, skupionych na usługiwaniu i posłuszności. Gethy natomiast budziły galaktyczną obawę, słuszną, co pokazywała historia i Inferno, zamknąwszy oczy, starał sobie je wyobrazić. Widział wtedy czarne, bliżej nieokreślone sylwetki, groźne, łypiące czerwonymi ślepiami. Wydawały się niezwyciężone, niepomne na pociski Kata, gotowe zgładzić go serią puszczoną z ogromnych karabinów. Towarzyszyła im drastyczność i destrukcja, cuchnąca, wypełniająca gardła jego i towarzyszy paraliżującym lękiem. Inferno wiedział, że wizję maluje strach i sięgnął po racjonalność, marszcząc brwi w mentalnym wysiłku, uszczegółowiając obraz. I wtem czarne kształty przestały być w istocie czarne, a rozjaśniały się, jak gdyby wydostawszy się z mgły, ukazując pancerze, metaliczne i matowe, ale przy tym materialne. Tak jak każde opancerzenie, miały swoje słabe punkty, tu i ówdzie pod srebrnym karapaksem, podatne na obrażenia i zniszczenie. Postacie były śmiertelne, ich salwy pudłowały, a one same poruszały się z duża mniejszą bezczelnością. Ktoś je kiedyś już pokonał, pomyślał Galath, otwierając oczy i spozierając na ściskany w dłoni pistolet, który odbezpieczył podczas medytacji. Przyjrzał się broni i musnął po jej grzbiecie palcami, niemal z czułością.
Sięgnął ręką po paczkę papierosów, lecz w ostatniej chwili zawiesił dłoń nad kieszenią, a potem ją opuścił, słysząc, a zaraz potem widząc, statek nieprzyjaciela. Byli na miejscu, tym razem dosłownie. Na pokładzie zapadła cisza, każdy w skupieniu czekał na to, co zaraz się wydarzy, a mogło przecież wydarzyć się wszystko i nic. Galath czuł unoszące się w powietrzu nerwowość i oczekiwanie, znał je doskonale, podobnie wypełniały pokłady statków, z których prowadził desant na Mindoir i Elizjum. Być może komuś z nich pisana była dzisiaj śmierć, być może samemu Inferno, i nie pozostanie po nich żadne wspomnienie oprócz w pamięci tych, którzy zdołają ujść z życiem. Nie gwarantował tego nikt.
Transporter gethów wraz ożył, kiedy tknął go skaner, niczym niedźwiedź, wydał z siebie ryk uruchomionych silników, słyszanych tylko wyobraźnią i natychmiast niknących w próżni. W tej samej chwili Galath spodziewał się tak naprawdę wszystkiego, włączając w to natychmiastową anihilację gdy tylko przypomniał sobie dysproporcje okrętu w stosunku do myśliwca. Nie było mowy o wdaniu się w powietrzny konflikt jeśli myśleli o wyjściu z tego cało i batarianin z całą stanowczością wpatrywał się we wskazany ciemny punkt pod cielskiem korabiu, ich jedynej szansy, która naraz znikła kiedy uruchomiły się alarmy, a w ich stronę wystrzelono pierwsze pociski.
Tego co wydarzyło się później, nie potrafił w pełni pojąć. Ich pokład zawirował, obraz rozmazał się, do uszu i skroni uderzyła krew. Coś huknęło, ktoś krzyknął, słyszał jak brzęk i poruszenie wywołane przez nieprzytwierdzone przedmioty, teraz tańczące w powietrzu, śmiertelnie niebezpieczne w tak ciasnej kabinie. Poczuł silne uderzenie w nogę, po którym zaklął siarczyście, jednocześnie wdzięczny losowi, że była to zdrowa noga, zaraz potem ponownie głośno pomstując, bo gdyby uszkodził sobie i tę, wówczas równie dobrze mogliby go prowadzić do walki niosąc wraz z fotelem, na którym siedział.
Gdy w końcu Deedee zakończyła szaleńcze manewry a oni sami znaleźli się w martwym punkcie skąd nie groziło im bezpośrednie zagrożenie, Galath natychmiast odpiął pasy i zerwał się, sprawdzając przede wszystkim czy może ustać na obu nogach. Czuł lekki ból w trafionej kostce, ale poza tym wydawało się, że jest cały i zdrów. Obadawszy wzrokiem kabinę, natychmiast znalazł źródło ciosu; małą klatkę drellki, w której szamotało się rozbudzone, małpie gówno.
Następnym razem — syknął, wsuwając na głowę hełm — zderzy się z kulą mojego pistoletu. Zaręczam. — Był wściekły i nie zmierzał tego maskować. Bolały go teraz dwie nogi, a boks omal nie wyrżnął mu w twarz. — Tymczasem odpłacę się komuś, kto zdążył wkurwić mnie chwilę wcześniej.
Wyskoczył z włazu zaraz za Deedee.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

29 maja 2022, o 21:14

Wykrakała, na szczęście tylko po części. Póki co. Być może nie była to pułapka per se, może okręt miał po prostu zaprogramowany ostrzał w przypadku zbliżających się doń obcych obiektów, niemniej — zaczynało się źle.

Zdążyła o tym pomyśleć na krótko przed tym, jak rozbudzony dwustumetrowy kawał stali zaczął do nich strzelać niczym kroganie do buszujących po magazynach pyjaków. O istnieniu tych ostatnich z kolei, a właściwie jednego, za to konkretnego, Sinhe przypomniała sobie sekundę później. Gdy myśliwiec zanurkował gwałtownie, wywracając cały świat do góry nogami, a jej własne podrywając do góry, klatka, którą blokowała piętami, wystrzeliła naraz jak z przekaźnika masy. Przerażone piśnięcie Reseta zlało się — w przenośni i dosłownie — z wytryśnięciem gazowanego napoju. Uszkodzona puszka zawirowała jak wściekła, obryzgując twarz drellki wachlarzem lepiej cieczy. Smakujący gumą balonową energetyk wcisnął jej się do oczu, nosa i ust, dobijając wariujący błędnik. Poczuła się, jakby tonęła i gdyby nie kolejne piśnięcie pyjaka, jej uwaga niechybnie doprowadziłaby do napadu paniki. Tymczasem gwałtowne pragnienie ochrony pupila wymanewrowało ją z lęków o samą siebie. Zdołała otworzyć jedno oko i choć piekło jak cholera, a wizja była niewyraźna, namierzyła klatkę z Resetem i jakimś cudem zdołała ją pochwycić. Wygięte pod dziwnym kątem, wytężone ramię i ostatnie szarpnięcie maszyny wywołały spazm bólu w barku. Sinhe syknęła przez zęby, ale przyciągnęła do siebie transporter. Na szczęście był lekki.

Przynajmniej dla niej, bo po minie i słowach batarianina wnosiła, że ten miał zgoła odmienne wrażenia. Skulona wokół klatki i wciśnięta w fotel gwałtownie zblokowanymi pasami, otarła twarz i spojrzała na wściekłego Inferno. Nie odezwała się słowem, choć w jej ciemnych oczach również pojawiła się przez moment obietnica pożogi. Na szczęście — nie wiadomo, dla kogo większe — Galath odpuścił, a potem opuścił pokład z miną zwiastującą marsjańską burzę. Sinhe odniosła nieodparte wrażenie, że gdyby Schneider nie otworzyła wcześniej włazu, batarianin by go wykopał. Najchętniej razem z ich zleceniodawczynią, na którą był ewidentnie cięty. Odczekała, aż Inferno zniknie jej z oczu i dopiero wówczas się rozluźniła.

Wszystko gra? — zapytała, patrząc w przerażone oczy popiskującego pyjaka, obwąchującego jej palce, którymi podała mu kolejną porcję otumaniającego przysmaku. W istocie jednak zwracała się do siedzącego obok Skaxa. Kątem oka dostrzegła, że lepka lanca z Omegasmu nie oszczędziła również jego. Quariański kombinezon był poplamiony, ale nie wyglądał na uszkodzony, przynajmniej na jej półinżynierskie, zalepione energetykiem oko. — No już, już — szepnęła z uczuciem, tym razem zdecydowanie do zwierzaka, głaszcząc go pod brodą. Pyjak uspokoił się zaskakująco szybko, a kiedy drellka odkładała transporter na jego domyślne miejsce pod fotelem, spał już albo był tego stanu bardzo bliski. Sinhe sprawdziła klamry i mocowania pancerza, po czym sięgnęła po hełm, ale nim go założyła i wstała do wyjścia, obróciła twarz ku quarianinowi i uśmiechnęła się z dziwnie drapieżnym, niepasującym zupełnie do jej łagodnego oblicza, błyskiem w oku. — Niech Amonkira ześle nam pomyślne łowy.

Nareszcie, po dwóch tygodniach pierdzenia w koję, coś się działo. Zadanie, jakie by nie było, wypełniało pustkę i wypierało problemy. Liczył się tylko cel misji. Osiągana w ten sposób dysocjacja pozwalała jej nie zwariować do szczętu. Naraz zdziwiła się, jak w ogóle mogła rozpatrywać propozycję Umberto w kategoriach wykonywalności. Nie potrzebowała urlopu, potrzebowała odpowiedzi, zaś w przypadku ich braku — więcej roboty. I z tą myślą opuściła „Artemidę”, spokojna i pewna jak śmierć.
ObrazekObrazek
Sinhe Kalos

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Posty fabularne: 7
Dołączył(a): 16 kwi 2022, o 22:01
Miano: Sinhe Kalos
Wiek: 33
Klasa: Strażnik
Rasa: Drell
Zawód: Medyk bojowy
Lokalizacja: Przestrzeń kosmiczna
Kredyty: 14.250

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

29 maja 2022, o 22:47

Tak jak można było się spodziewać. Pesymistyczno-realistyczne podejście Skaxa nie spotkało się z miłym odbiorem. Trochę sam jest sobie winien. Równie dobrze mógłby Kroganom tłumaczyć co to są pokojowe negocjacje albo ludziom, że nie każda planeta, która nie ma wbitej w siebie flagi może być skolonizowana przez Przymierze.

-Chyba transportowiec. Na własne oczy nigdy ich nie widziałem- Nauka z obrazków wyglądała zupełnie inaczej, niż nauka na rzeczywistym przykładzie. Miał zajęcia z typów statków Gethów. Tylko że przypadkiem zdarzało mu się wtedy nieco zajmować innymi sprawami. Teraz pewnie przeklina te dni, że zamiast uważniej słuchać profesorów, wolał dłubać w swoim prototypie generatora. Po tamtych zajęciach coś by mu zostało w głowie, a tak to z generatora nie ostały się nawet pojedyncze obwody, gdy eksplodował podczas testu próbnego.

Powolne zbliżanie się podnosiło mu ciśnienie pod skafandrem. Z każdą chwilą wszystko mogło się posypać, a ich spokojna misja zamieni się w kilka dodatkowych ciał oraz mnóstwo złomu ze zniszczonego myśliwca. Wydawało się jednak, że wszystko szło lepiej niż poprawnie. Entuzjazm Deedee udzielił się i jemu. A potem oczywiście wszystko musiało się zesrać...

-Gotowy- Jak już sytuacja się uspokoiła, jasno zakomunikował, że najwyższy czas skopać kilka metalowych tyłków. W odróżnieniu od innych nie musiał zakładać swojego pancerza, sprawdził jednak czy nadal wszystko ma szczelne i czy jego generator tarcz jest gotowy. Nie mogło być inaczej, więc gdy pierwsi, bardziej odpowiedni na przednią linię, osobnicy wyszli ze statku, ruszył za nimi. Falanga w dłoni, choć zapewne tak jak to miał w zwyczaju, niezbyt dużo będzie musiał z niej korzystać. Na Gethów ma przygotowane kilka innych zabawek.
ObrazekObrazek
Skax

Avatar użytkownika
 
Posty: 91
Posty fabularne: 80
Dołączył(a): 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 21
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.950
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

31 maja 2022, o 22:03

Wychodząc kolejno z myśliwca nie mogli zbytnio ocenić wielkości pomieszczenia w którym ów wylądował - przeszkadzały temu ciemności, nie rozświetlanie żadnym sztucznym źródłem światła wnętrza statku gethów. Jedyne oświetlenie ich otoczenia stanowiło słabe światła gwiazd widoczne za niewyraźnym konturem otworu którym tu wlecieli i umieszczony na dziobie myśliwca, wciąż włączony szperacz, którego wąski stożek światła rozświetlał błyszczącą metalicznie podłogę pokrytą miejscami wężowymi splotami jakichś kabli i oddaloną zaledwie o kilka metrów, również metalową ścianę oraz znajdujące się na niej, zamknięte drzwi. Blask szperacza, nie rozpraszany atmosferą, której przynajmniej w tym pomieszczeniu - a może i na całym statku - po prostu nie było, tworzył niekomfortowy kontrast między rozświetloną jasnością i niemal całkowitą czernią otoczenia. Całość sprawiała ponure wrażenie - jakby weszli na pokład dawno zapomnianego, dryfującego w bezimiennej pustce, opuszczonego wraku, a nie statku, który jeszcze chwilę temu pluł do nich ogniem z działek. Brak atmosfery pozbawiał także wrażeń dźwiękowych - dookoła nich panowała bezwzględna cisza potęgująca dziwne doznania i surrealistyczne wrażenie.

Deedee, która jako pierwsza znalazła się na pokładzie obcego statku przypadła do ziemi, a gdy nie napotkała zmasowanego ostrzału w wykonaniu spodziewanego “komitetu powitalnego” włączyła latarkę, przytwierdziła ją do swojego karabinu i ostrożnie podniosła się z ziemi, z karabinem gotowym do strzału rozglądając się wokół w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. Szybkim truchtem podbiegła do stojących nieopodal, ustawionych w równym niemal pedantycznym porządku skrzyń i ukucnęła za jedną z nich. Gdy z włazu myśliwca wyskoczył Galath, błysnęła latarką w jego kierunku zwracając na siebie jego uwagę, po czym postukała palcem w bok swojego hełmu na wysokości ucha, dając mu do zrozumienia, że powinien włączyć komunikator. Chwilę potem, gdy do towarzystwa dołączyli Sinhe i Skax, dziewczyna podniosła się ze swojej prowizorycznej kryjówki i dołączyła do pozostałych.

- Coś mi tu, kurwa, nie pasuje - gdy się odezwała, jej głos dobiegł bezpośrednio z głośników umieszczonych w ich hełmach. Nie utrudniało to komunikacji, ale utrudniało orientację - o ile nie widziało się mówiącej osoby, nie sposób było zgadnąć czy znajduje się ona z lewej czy prawej strony, blisko czy daleko - Najpierw walą do nas jak do kaczek, potem olewają? - jej westchnięcie zabrzmiało w słuchawkach jak gwałtowny podmuch wiatru, a Deedee opuściła trzymany wciąż w gotowości karabin i aktywowała swój omni-klucz - Skaner nie zdążył wiele wyłapać, gdy tylko go włączyłam zaczęła się impreza z fajerwerkami. Wiem gdzie jest źródło mocy... I to praktycznie wszystko - wyciągnęła ku nim dłoń z urządzeniem pozwalając, by mogli się przyjrzeć przedstawionemu w rzucie 3D kształtowi statku, zaznaczonemu na czerwono rdzeniowi reaktora i również czerwonym, wybiegającym z niego ale urwanym w trakcie liniom, obrazującym prawdopodobnie zeskanowane główne linie energetyczne - a przynajmniej te ich fragmenty, które myśliwiec zdążył zeskanować. Była zaznaczona także ich pozycja - znacznie poniżej rdzenia i niemal w połowie długości okrętu. Z racji braku czasu na uzyskanie bardziej szczegółowych danych podczas skanowania nie dysponowali żadną mapą, która mogłaby im pomóc odnaleźć serwerownię, centrum danych czy cokolwiek mogłoby być celem misji, albo przynajmniej wskazać sieć korytarzy które mogły ich poprowadzić wybranego miejsca statku.

- No i mam dwie wiadomości, dobrą i złą - kontynuowała dziewczyna - Dobra jest taka, że na szczęście “Artemida” chyba jest cała więc jak na razie mamy sposób ewakuacji. Zła jest taka, że lecimy gdzieś w cholerę, bo statek aktywował silniki i gdzieś nas wlecze. Nie wiem jak wy, ale ja wolałabym załatwić sprawę i spieprzać do domu zanim wylądujemy w jakiejś bazie blaszaków, dlatego proponuję zagęszczać ruchy. Chyba, że są jakieś obiekcje albo pomysły, ja jestem otwarta na propozycje.

Pobieżne rozejrzenie się po wnętrzu pomieszczenia - czymkolwiek nie było (ładownią? Magazynem? Hangarem?) - uzmysłowiło im, że było dość szerokie - znacznie szersze niż rozpiętość skrzydeł ich myśliwca, a do dyspozycji mieli tylko dwa wyjścia. Jednym była dziura w poszyciu za ich plecami - ta sama, którą tu wlecieli, drugie znajdowało się na wprost, wciąż oświetlone światłem szperacza, prowadzące w głąb statku. Pomieszczenie było w większości puste - poustawiane w równych rzędach, zamknięte skrzynie ustawione były tylko niemal pod burtowymi ścianami. Trudno było się także domyślić jego przeznaczenia - za wyjątkiem skrzyń i ułożonymi na ziemi, pogrupowanych w większe wiązki kabli nie było tutaj nic co mogłoby ich zainteresować: żadnych maszyn, urządzeń, terminali i - na szczęście - żadnych gethów.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

3 cze 2022, o 10:54

Wysypali się z myśliwca, jak w połowie opróżniona paczka żelków z upuszczonej paczki. Na całe szczęście tutaj też obowiązywała zasada trzech sekund (tylko nieco wydłużona). Gethy nie rzuciły się na nich jak na cel, który wymaga natychmiastowej eliminacji, ale dali im czas na przygotowanie się. Bardzo miło z ich strony. Chociaż już z automatu należało się zastanawiać dlaczego jest tak spokojnie. Nie umknęło to nawet uwadze Deedee, która szybko przez komunikator wyraziła swoje niezadowolenie i podejrzliwość.

-Mogły nas wykryć jedynie automatyczne systemy obronne, a sam statek równie dobrze może być pusty... Albo dopiero jednostki bojowe zostają uruchamiane. Nie marnujmy czasu, nie chcemy skończyć w środku Perseusza- Im głębiej wlecą, tym ciężej będzie im wrócić. Z najróżniejszych powodów. Pierwszym i najbardziej oczywistym będzie spotkanie się z kolejnymi statkami Gethów. Mały myśliwiec może i fajnie sprawdzał się do cichego podejścia, ale samodzielnie nie uciekną niczemu większemu, tym bardziej gdy takich statków będzie mogło zjawić się więcej. Nawet gdyby nic jeszcze nie zdążyło po nich przylecieć to kolejną przeszkodą będzie sama mgławica. Nie bez powodu nikt się tutaj nie zapuszcza, nawet z najlepiej uzbrojonymi flotami w Galaktyce. To bardzo niebezpieczne rejony i z racji braku możliwości polegania na systemach nawigacyjnych czy tych odpowiedzialnych za skanowanie, to niewielu było w stanie tutaj manewrować statkiem. Poczekał, aż pozostali się ogarną i ruszył razem z nimi. Deedee miała częściowy skan, więc liczył na to, że ona będzie ich prowadzić. On sam niewiele mógł zdziałać. Gethy, w odróżnieniu od ludzi, nie lubowali się we wrzucaniu wszędzie terminali dostępu, monitorów czy komputerów, do których można się łatwo włamać. Po prostu tego nie potrzebowali. Trzeba więc po prostu liczyć, że to co do tej pory ich drużyna zdobyła w zupełności im wystarczy.
ObrazekObrazek
Skax

Avatar użytkownika
 
Posty: 91
Posty fabularne: 80
Dołączył(a): 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 21
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.950
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

3 cze 2022, o 16:35

Gładko przeleciał przez otwór i miękko, z lekką amortyzacją, przetoczył się po wrogim pokładzie. W dłoni trzymał odbezpieczonego Kata, gotów rozpocząć rzeź dokładnie w tym samym momencie, w którym wylądował. Szybko okazało się, że na tę należało poczekać, albowiem pomieszczenie, w którym się znaleźli było kompletnie puste. Spojrzał na Deedee, skinieniem głowy dając jej znać, że odczytał jej sygnał i samemu począł przeszukiwanie. Uruchomił wbudowany w hełmie mikrofon, oraz sensory pozwalające lepiej widzieć w ciemności. Wyprostował przed sobą ramiona w pozycji strzeleckiej, wodząc wzrokiem i obracając wraz z nim synchronicznie całą sylwetkę, mierząc lufą pistoletu wszędzie tam, gdzie tylko zajrzały jego cztery oka. Rzeczywiście, miejsce wydawało się puste i w zasadzie nic nie wskazywało na to, aby był to przypadek. Wręcz przeciwnie, Inferno miał wrażenie, że są tu pierwszymi istotami, zarówno żywymi jak i mechanicznymi, od bardzo, bardzo dawna.
Choć Schneider działała mu na nerwy, nie potrafił nie zgodzić się z jej spostrzeżeniami. Prawdopodobnie, przez jej dotychczasowe szczenięce zachowanie, uważał się od niej za bardziej doświadczonego i tym samym pragnął zauważyć w zastanych okolicznościach coś więcej.
Śmierdzi mi pułapką — stwierdził, kontynuując oględziny. — Niemniej, jestem przekonany, że jeśli ktokolwiek tu jest, to w niewielkiej liczbie. Inaczej sprzątnęliby nas na miejscu. Chcą wykorzystać nasz brak znajomości pokładu i w ten sposób wyrównać siły.
Zwrócił uwagę na drugi otwór, naprzeciw tego, którym weszli.
Droga jest jedna. Jeżeli mamy iść, to tylko tędy. Razem. Prędzej czy później napotkamy rozwidlenie i przyjdzie się nam rozdzielić, albo obrać jeden korytarz wspólnie. Zawczasu optuję za tym drugim, dwie osoby, nawet jeśli trafią do celu, mogą nie wystarczyć. Lepiej pobłądzić we czwórkę niż dać się wystrzelać jak kaczki.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

3 cze 2022, o 20:48

Nie wiem, jak jest z innymi rasami — nieco „zapiaszczony” głos drellki rozbrzmiał w głośnikach — ale słyszałam, że jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy. Myślę, że gethy również nie miałyby nic przeciwko naszemu pośpiechowi. Pośpiech to błędy.
Sinhe rozglądała się po pomieszczeniu, próbując dociec jego przeznaczenia. Poza zaskakująco schludnie ułożonymi skrzyniami i kablami nie było tu nic ciekawego, przynajmniej na pierwszy rzut uzbrojonego w noktowizor oka. Uruchomiła jednak skaner podczerwieni w omni-kluczu i rozejrzała się raz jeszcze, również po tym, co mieli nad głowami, a potem podeszła do tymczasowej kryjówki Deedee i wymownie stuknęła kontener kolbą karabinu.
Sprawdźmy, co możemy. Nie ma tego wiele, a lepiej poświęcić chwilę — spojrzała przelotnie na batarianina, jakby nawiązując do jego wcześniejszej wypowiedzi — niż zostawiać za plecami niewiadomą i nasz bilet powrotny na jej łasce.
Zgadzała się z Inferno w kwestii rozdzielania się. Co prawda na wstępie była mowa o tym, że wejść i wyjść mieli w pakiecie, a zwłaszcza ze Schneider, bo to ona miała kontakt do zleceniodawcy. Niemniej drellka wiedziała, że w akcji bywało różnie. Silny stres, nastawienie na zysk, chęć wykonania zadania za wszelką cenę — wszystko to mogło przyczynić się do odejścia od słusznego i oczywistego założenia, by trzymać się w kupie. Sinhe poznała ten aspekt najemniczej natury, gdy zaczęła pracować dla Słońc. Wcześniej, w hanarskiej służbie wojskowej, podobne rzeczy zdarzały się rzadko bądź wcale. Mimo to dobrze pamiętała, w jaki sposób wylądowała na Zoryi. Nie skomentowała więc nieoryginalności wypowiedzi batarianina, zdając sobie sprawę, że pewne kwestie warto, a nawet należy powtarzać do znudzenia.
Zakładam, że szukamy jakiejś serwerowni? — zapytała, kierując słowa głównie do quarianina, który z racji pochodzenia oraz braku lepszego kandydata na stanowisko został ich ekspertem do spraw gethów. Miało to mniej więcej tyle sensu, co każdy inny stereotyp na temat ras, z tą może jedynie różnicą, że Skax istotnie mógł wiedzieć o blaszakach więcej od pozostałej trójki, choćby przez osłuchanie z opowieściami ziomków. Poprzeczka jednak nie wisiała wysoko.
Lustrując wijące się pod ich stopami wiązki przewodów, Sinhe sprawdziła, czy prowadzą ku jedynej możliwej z ich położenia trasie zwiedzania, po czym wskazała je opromienioną pomarańczowym blaskiem omni-klucza ręką. — Może to nas poprowadzi?
ObrazekObrazek
Sinhe Kalos

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Posty fabularne: 7
Dołączył(a): 16 kwi 2022, o 22:01
Miano: Sinhe Kalos
Wiek: 33
Klasa: Strażnik
Rasa: Drell
Zawód: Medyk bojowy
Lokalizacja: Przestrzeń kosmiczna
Kredyty: 14.250

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

9 cze 2022, o 00:23

- Jeśli nawet to pułapka, to musimy być gotowi na każdą ewentualność - Deedee idąc za przykładem pozostałych aktywowała noktowizję, rozglądając się wokół - Może być tak, jak nasz ekspert mówi, że statek jest pusty a ostrzelała nas automatyka gdy wyłapała wiązkę skanu, ale teoria naszego pana Marudy też może być prawdziwa. Choć nie wiem, czy gethy myślą w ten sam sposób co batariański oddział rzeźników i stosują tą samą strategię.

Szczęknęła zamkiem karabinu upewniając się, że świeży pochłaniacz ciepła tkwi na swoim miejscu, po czym wzruszyła ramionami słysząc sugestię Sinhe odnośnie sprawdzania skrzyń. Odsunęła się od tej, przy której stała dając pozostałym wolną drogę dostępu.

- Może się tak zdecydujmy, co? Jedni namawiają do pośpiechu, reszta chce obmacywać wszystkie zakamarki - oparła karabin na ramieniu, przypatrując się poczynaniom drellki, ale nie zamierzając brać udziału w przeszukiwaniu skrzyń - Przypominam, że lecimy gdzieś w diabły, a ani nie wiemy dokąd ani co nas czeka na końcu drogi. Przysłali nas tu po zawartość banków danych, a to mi akurat na komputery nie wygląda. Chyba, że się mylę? - nie naciskała jednak, a gdy wieko pierwszej ze skrzyń zostało otwarte, sama z ciekawością zajrzała do środka.

Skrzynia nie była pusta, jednak jej zawartość niewiele mówiła. Poukładane w idealnym porządku spoczywały w niej jakieś metalowe elementy, jakby rozmontowane części urządzenia. Centralne miejsce skrzyni zajmował cylindryczny, szeroki obiekt wysokości około metra, zaopatrzony w kilka wtyczek i miejsc montażowych na dodatkowe elementy. Tuż obok, wpasowane w przestrzeń pomiędzy ścianą skrzyni a samo urządzenie znajdowały się trzy teleskopowe łapy zakończone płaskimi, talerzowatymi podstawami, gotowe do montażu na cylindrze. Dodatkowych części i podzespołów było w samej skrzyni zresztą dość sporo, całość jednak sprawiała wrażenie przygotowanego do złożenia, kompletnego mechanizmu. Ciężko było domyślić się przeznaczenia mechanizmu - ale z pewnością nie przypominało ono getha, nawet rozmontowanego na kawałki - a przynajmniej nie takiego, którego mogli znać ze zdjęć czy z nagrań.

- Same skarby... - mruknęła Deedee poświęcając na oględziny mechanizmu zaledwie kilka sekund, po czym odwróciła się w kierunku drzwi wyjściowych z pomieszczenia - Lalka, masz zamiar zaglądać do wszystkich po kolei? Wydaje mi się, że już wystarczająco dużo czasu daliśmy naszym gospodarzom na przygotowanie powitania. Głosuję za tym, żeby ruszać i też wolałabym się nie rozdzielać. W kupie cieplej, nie?

Próba przeskanowania okolicy w wykonaniu Sinhe nie dała aż tak dobrych rezultatów, jakich drellka by oczekiwała. Ściany pomieszczenia w znacznym stopniu wygłuszały słabej mocy skaner omni-klucza, z trudem udało się zaledwie oczytać, że za drzwiami mogą spodziewać się najprawdopodobniej centralnego korytarza z jakimiś pomieszczeniami po jego bokach, moc skanera była jednak za słaba by nawet określić ich wielkość i długość. Leżące na ziemi kable również nie powiedziały za wiele. Zbiegając się w cztery główne wiązki ginęły w ścianie po obu stronach drzwi, jednak w dość sporym od nich oddaleniu - jakby wnikając do dostrzeżonych wcześniej na skanie pomieszczeń.

- Tu akurat się z naszą skrupulatną koleżanką zgodzę - Deedee wpadła Sinhe w słowo po pytaniu zadanym Skaxowi - Skax, liczymy na ciebie w kwestii jakichkolwiek informacji odnośnie lokalizacji serwerów czy centrum danych. Nie wiem co blaszaki używają i czego się możemy spodziewać. I jak na moje, to powinniśmy spróbować wyłączyć te silniki. Im dalej nas zawloką, tym większy problem będziemy mieć przy powrocie. Rdzeń reaktora jest nad nami, chyba o piętro wyżej i bardziej w kierunku rufy, więc głosujemy - idziemy najpierw tam, czy ciśniemy w kierunku sterowni? Gethy mają jakąś sterownię na swoich statkach? - zerknęła ponownie na quarianina, po czym zatrzymała się przy zamkniętych drzwiach. Dzwi wyglądały zaskakująco normalnie - przytłumionym blaskiem świeciła na nich, niemal identyczna jak w każdych znanych im drzwiach, zielona kontrolka informująca o braku blokady zamka. Dana chwyciła pewniej w dłonie swój karabin, zerknęła na pozostałych i aktywowała kontrolkę zamka, a drzwi otworzyły się - pozornie bezdźwięcznie w pozbawionym atmosfery wnętrzu statku. Deedee, skulona za ich framugą, wyjrzała ostrożnie lustrując widok za drzwiami, po czym skinęła głową na pozostałych.

- Korytarz. Wygląda na długi. Może doprowadzi nas do jakichś schodów czy windy - po chwili wraz z pozostałymi, idąc tuż pod ścianą z bronią gotową do strzału, zagłębiła się w mroczną przestrzeń korytarza.

Noktowizyjna poświata ułatwiała im widzenie w ciemności, miała też jedną wadę - ograniczony zasięg pola widzenia, którego obraz na samych skrajach rozmywał się w szum niewyraźnych kształtów. Mimo tego, pokonawszy kilka kroków byli w stanie dostrzec, że kilkanaście metrów przed nimi po obu stronach korytarza, w ścianach znajdują się dwie wnęki - najprawdopodobniej odnogi skrzyżowania, bądź wejścia do bocznych pomieszczeń.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

10 cze 2022, o 19:56

Nie, jedna mi wystarczy — odpowiedziała spokojnie, upewniając się, że zawartość skrzyni nie przypomina komponentów o potencjale militarnym. Ani uśpionego getha, który strzeliłby im w plecy czy rozpieprzył „Artemidę” w drobny mak pod ich nieobecność. — Możemy ruszać. Dokąd konkretnie i najpierw, zastanowimy się po drodze — dodała, wyłączając skaner, który okazał się równie przydatny w zaistniałej sytuacji, jak śpiący w myśliwcu Reset. — Na razie i tak nie mamy wyboru.
Sinhe bez dalszych dywagacji podążyła za Schneider, szykując się na potencjalne starcie tak fizycznie, jak mentalnie. Świeżutki, jeszcze pachnący nowością Windykator mile ciążył w ręku, a zapowiedź towarzyszącego sięganiu po moc mrowienia u podstawy czaszki wprawiało drellkę w lekkie podniecenie. Odetchnęła, odbezpieczyła broń i zmówiła w myślach krótką modlitwę do Amonkiry. Nie oglądała się na Inferno i Skaxa, zakładając, że zgodnie z ustaleniami — i w trosce o własne cztery litery — wszyscy będą trzymać się w kupie.
Dwójka na lewo i dwójka na prawo? — zapytała, widząc w oddali rozwidlenie i mając na myśli symultaniczne sprawdzenie obydwu odnóg. — Za tobą, Inferno — dodała, zmieniając zawczasu szyk i wycofując się za batarianina. Z jakiegoś powodu wolała mieć go bezpośrednio przed sobą. Rozedrgana na krawędziach, monochromatyczna wizja utrudniała ogarnianie poczynań całej trójki jednocześnie, nie mówiąc o otoczeniu.
Zmierzając w kierunku skrzyżowania, Sinhe rozglądała się po korytarzu w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby sugerować źródło (wyłączonego) światła. Miała nadzieję, że noktowizja okaże sięrozwiązaniem tymczasowym, bo jeśli trafią w ogień krzyżowy, ograniczone pole widzenia będzie spawem do trumny. Kiedy nie dostrzegła nic takiego, w głośniku rozbrzmiał jej przesterowany głos: — Skax, czy gethy używają oświetlenia?
ObrazekObrazek
Sinhe Kalos

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Posty fabularne: 7
Dołączył(a): 16 kwi 2022, o 22:01
Miano: Sinhe Kalos
Wiek: 33
Klasa: Strażnik
Rasa: Drell
Zawód: Medyk bojowy
Lokalizacja: Przestrzeń kosmiczna
Kredyty: 14.250

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

11 cze 2022, o 21:47

-Gethy też się nie spieszą. Problem w tym, że ich uzgodnienie będzie przeprowadzone tysiąc razy szybciej niż nasz na szybko złożony plan. Albo idziemy albo trafimy na gotowe- Zgadzał się ze swoją drellską koleżanką, że pośpiech nie był wskazywany w wielu sytuacjach. Jej "ludzkie" powiedzonko nawet go rozśmieszyło. Niestety za przeciwników mieli sztuczną inteligencję i trzeba było brać pod uwagę ich możliwości. Na całe szczęście zaczęli coś robić. Sprawdzać skrzynie. Jeśli byli na transportowcu to z całą pewnością coś mógł on transportować. Ciężko było określić czym mogą być części w skrzyni. Skax lekko się wzdrygnął przypominając sobie Arniego. Cholera kupa złomu. Bardzo potężnego złomu. Jeśli Gethy zbudowałyby coś podobnego, to przy ich możliwościach powstałaby bardzo szybko cała armia takich Arnich.

-Wolałbym reaktor. Im szybciej odetniemy zasilanie tym lepiej dla nas. Pod każdym względem, a od wyłączenia silników zaczynając.- Wyraził swoją opinię i podał zaczym optuje w pierwszej kolejności. nie odniósł się jednak co to sterowni. Jak każdy statek, tak i ten powinien go posiadać, nieprawdaż? Tylko, że to nie był taki do końca normalny statek. Ponownie Skax mógł pluć sobie w brodę za nieprzyłożenie się do zajęć. Gdyby lepiej pamiętał szczegóły i różnice o technologii statków Gethów, to teraz miałoby to ogromne znaczenie.

-Niepotrzebują go. Widzą w szerszym spektrum niż światło widzialne- Gethy były bardzo praktyczne i nie pozwoliłyby sobie, żeby coś tak infantylnego jak oświetlenie stanowiło dla nich jakikolwiek problem. Tym bardziej gdy mowa o jednostkach nastawionych na walkę bądź obronę statku. Skax, widząc jak Inferno i Kalos poszli jedną stroną, sam ruszył za plecami Deedee.
ObrazekObrazek
Skax

Avatar użytkownika
 
Posty: 91
Posty fabularne: 80
Dołączył(a): 16 paź 2021, o 22:29
Miano: Skax`Lilan nar Tonbay
Wiek: 21
Klasa: Inżynier
Rasa: Quarian
Lokalizacja: statek
Kredyty: 53.950
Medale: 1
Wojownik Areny (1)

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

12 cze 2022, o 02:26

Z ulgą wypuścił przez nos powietrze, które rozeszło się cichym szumem po odbiornikach. Nareszcie był w swoim żywiole i czuł w kościach, że konfrontacja z wrogiem jest tylko kwestią czasu. A podczas rozlewu krwi mało był tak mocnych jak on; odpornych na stres, umiejętnie kontrolujących poziom adrenaliny siepaczy, czerpiących z satysfakcję z odbierania żyć z beztroską porównywalną do strącania maskotek gumowymi kulkami w wesołym miasteczku. Nie było dla Inferno piękniejszego uczucia od celowania w drugą istotę, posiadania, choćby przez chwilę, pełnej kontroli nad jej dalszą egzystencją, w której sędzią był impuls decydujący o pociągnięciu za spust. A gdy pistolet wystrzeliwał, niczym obnażony miecz anioła śmierci, zbierał swoje żniwo, zabierał najcenniejsze co tylko stwórca galaktyk kiedykolwiek komukolwiek podarował, w mgnieniu oka zamieniając bliźniego w bezwartościową kupę padliny. W oczach gasło światło, członki wiotczały, na ziemię zwalał się niemrawy twór, który ułamek sekundy temu myślał, marzył, istniał. I jeżeli życie było rzeczywiście tak bezcenne jak wszyscy uważali, a zabrać je można było łatwiej niż każdy skarb tego świata, to Galath ważył się na tę bezczelność i pragnąć ważyć się jeszcze długo, póki tylko będzie mógł.
I gdy Deedee wyrwała go swoim komentarzem z tych rozważań, w Inferno coś się obudziło. Brzydkiego i oślizgłego, gadzi upiór o skrajnym instynkcie, który sarknął jadowicie, gotów ukąsić. Odwrócił się w stronę dziewczyny, wciąż celując w ciemny korytarz, ich jedyny możliwy kierunek.
Posłuchaj mnie, ty mała, ludzka larwo — wycedził przez zęby. — Jeszcze na Omedze, gdy twoje słodkie usteczka wydmuchiwały balony, kazałaś nam wszystkim stulić pysk i cię słuchać. Ty tu rządzisz, mówiłaś. Zatem rządź jak obiecałaś i nie urządzaj demokratycznych wyborów, bo to nie rada Cytadeli, a nasze życia i powodzenie tej misji są w twoich rękach. Jeżeli będziemy każdą decyzję podejmowali wspólnie to zaręczam ci, zdechniemy szybciej nim zdołasz zorganizować kolejne głosowanie. Jeżeli przez kogokolwiek tracimy teraz czas, to wyłącznie przez ciebie i twoje nieudolne dowodzenie. Zatem jeśli masz jaja, wskaż gdzie mamy się udać, albo przekaż pałeczkę komuś kto będzie mieć odwagę to zrobić za ciebie.
Skończywszy mówić, nie czekał na reakcję Schneider, z góry zakładając jej błahe odszczeknięcie i ruszył wraz z resztą korytarzem. Cokolwiek kapitan pocznie, wiedział, że jego słowa godziły głęboko w jej ego. Dokładnie taki był cel. Nie robił tego na czczo, poza satysfakcją zdyskredytowaniem jej przed resztą składu, na które zbierała sobie od dłuższego czasu, miał też dobre intencje. Należało wziąć się w garść i zacząć podejmować zdecydowane działania, kluczowe dla nich wszystkich w tamtej chwili.
Wraz z Sinhe obrali wspólnie jedną z odnóg. Kiedy wcześniej szli do rozwidlenia, Galath stąpał pewnym, wojskowym krokiem, nieustannie mierząc w ciemną dal skąd w każdej chwili oczekiwał zagrożenia. Przy samym zakręcie zaś, przykleił się plecami do ściany, opuszczając broń, po czym jednym okiem wyjrzał na czarną jak noc arterię, upewniając się czy nie grozi im bezpośrednie niebezpieczeństwo. Jeżeli takowego nie zastał, sprawnie odbił się od rogu ściany, poczynając iść dalej, wyczulony na najmniejszy dźwięk lub przejaw aktywności z naprzeciwka.
ObrazekObrazek
Inferno

Avatar użytkownika
 
Posty: 22
Posty fabularne: 13
Dołączył(a): 6 kwi 2022, o 23:39
Miano: Galath Inferno
Wiek: 34
Klasa: Żołnierz
Rasa: Batarianin
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: Omega
Kredyty: 0.295

Re: [Obrzeża Mgławicy Perseusza] Przestrzeń kosmiczna

25 cze 2022, o 20:34



Ruszyli naprzód, dwójkami, trzymając się ścian korytarza. Deedee z uniesionym karabinem, gotowa do odparcia ewentualnego ataku zerkała czasem w bok by upewnić się, że batarianin i drellka idący z drugiej strony korytarza nie zostają w tyle, ale wciąż parła niespiesznie naprzód. Podświadomie starała się zachowywać cicho, choć było to nieco bezsensowne - brak atmosfery wygłuszał wszystko w wystarczającym stopniu, a jedyny hałas jaki robili stanowiła wymiana zdań w eterze - co było zdecydowanie bardziej niebezpieczne od zbyt głośnych kroków całej czwórki. Nikt jednak nie wydawał się tym przejmować, zresztą - jak inaczej mogli się porozumieć?

- Zatem najpierw wyłączamy silniki - skomentowała teraz wymianę zdań między Sinhe i Skaxem, po czym zatrzymała się na chwilę słysząc wypowiedź batarianina. Gdy ten skończył mówić, w słuchawkach rozległo się parsknięcie jej śmiechu, zakończone nosowycm chrapnięciem.

- Łał... - choć twarz Dany była ukryta pod przyłbicą hełmu, ton jej głosu nie pozostawiał złudzeń - dziewczyna z trudem hamowała rozbawienie - Ćwiczyłeś to całą drogę, tak? To dlatego do teraz się za bardzo nie odzywałeś? Zbyt byłeś zajęty układaniem płomiennej przemowy? Jak chcesz mnie obrazić, to musisz się bardziej postarać. Niejeden już próbował, ale to przeważnie to ja wszystkich wkurwiam - ruchem karabinu wskazała na znajdujące się już nieopodal skrzyżowanie i ruszyła znów naprzód - No i widzę, że nie tylko z nogą masz problemy, ale z pamięcią także. Nie powiedziałam, że ja tu dowodzę, tylko że beze mnie nie dostaniecie hajsu i że działamy razem. I że jestem otwarta na propozycje. Chcesz rządzić? Proszę bardzo, bo wyglądasz mi na takiego co zna statki gethów od podszewki i doskonale wie gdzie trzeba iść - dodała z sarkazmem - Byle byś nas w jakieś jeszcze większe gówno nie wpakował. To jak? Możemy urządzić głosowanie?

Dwójkami - Shneider z idącym za nią Skaxem po lewej stronie korytarza i idąca za Inferno Sinhe po prawej - dotarli do skrzyżowania i zatrzymali się tuż przed nim, zaglądając ostrożnie w wyloty korytarza. Zielono-szary, monochromatyczny obraz noktowizorów odkrył przed nimi krótkie, bliźniacze korytarze zakończone otwartymi drzwiami, za którymi znajdowały się jakieś pomieszczenia, jednak ich wyposażenie i ewentualne przeznaczenie było ukryte w elektronicznym szumie i zniekształceniach - noktowizja nie pozwalała dostrzec szczegółów. Korytarz, którym dotychczas szli kończył się również kilka metrów przed nimi - tu jednak byli w stanie dostrzec zamknięte drzwi windy mogącej stanowić drogę na inne pokłady statku o ile nie uda się odnaleźć innego przejścia.

Nim zdążyli ruszyć dalej, uwagę Galatha przykuł wyłapany kątem oka ruch wgłębi lewego pomieszczenia. Odruchowo, podnosząc broń wyżej odwrócił głowę w tamtym kierunku, ale tym razem nie udało mu się niczego dostrzec. Gdy już chciał odpuścić, składając winę na niewyraźny na granicach pola widzenia obraz noktowizora, w otwartych drzwiach pojawiła się nagle sylwetka przypominająca człowieka - ale na ogólnym kształcie podobieństwo się kończyło. Stojąca przez chwilę nieruchomo sylwetka miała ciemny kolor czegoś, co przypominało raczej skórę niż ubranie, jarzące się wyraźnie w zielonej poświacie noktowizji oczy, a całe ciało przypominało połączenie wyraźnie widocznych implantów i układów cybernetycznych z żywą tkanką. Postać przez moment mierzyła wzrokiem batarianina, po czym bez ostrzeżenie ruszyła w kierunku skrzyżowania, wyciągając w kierunku Galatha ręce. Nie była jednak sama - tuż za jej plecami zmaterializowały się jak za sprawą zaklęcia dwie następne, identyczne postaci, podążające bezdźwięcznie za swoim liderem.

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10282
Posty fabularne: 791
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04


Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

cron