W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

5 lis 2022, o 14:04

Nie odpowiedziała już w żaden złożony sposób oddziałowi stojącemu poza budynkiem. Gdy postanowili wpuścić ją szybko do środka, uznając Strikera i ją za sprzymierzonych, po prostu ruszyła za nim. Obróciła jedynie głowę do Charlesa, który postanowił pośmiać się z obecnej ksywki Shii. Pewnie sama by się pośmiała, gdyby była w nieco lepszym humorze.
- Tak? To zajebiście.
Oczywiście jej postrzeganie SST było póki co takie samo, jak wcześniej. Jedyne, co się zmieniło, to to, że w okolicy byli Zbieracze, czyli, oczywiście, większe zagrożenie. Zresztą, mieli współpracować ze sobą już wcześniej, więc współpracują. Może podczas misji jej zaimponują i odmienią jej poglądy, a może nie. Póki co jednak nie zamierzała jakoś bardzo się nad tym rozwodzić, bo wszyscy mieli istotniejsze rzeczy na głowie. Dlatego zresztą nie zamierzała do nikogo zagadywać, czy ich męczyć.
- Sporo uchodźców. Zdecydowanie więcej niż dwóch. - prychnęła cicho, zerkając póki co w kierunku Strikera i nawiązując do ich poprzedniej konwersacji. Nie powiedziała tego na głos, ale zastanawiała się, ilu z nich faktycznie przetrwa. Oby jak najwięcej - po to, między innymi, tu była.
Stanęli na audiencji przed Jutą - choć audiencja była kiepskim określeniem na spotkanie trzech szumowin w jakimś zasyfionym magazynie. Od razu zaprezentowała się jako mało przyjemna osoba, ale miała to, szczerze mówiąc, w dupie. Na niektórych stres działał bardziej, a na innych mniej. Niestety.
- Nie do końca "przysłał", lecieliśmy drugim statkiem za nią, ona dotarła pierwsza. - odpowiedziała prawie natychmiastowo, bez zbędnych szczegółów. - Jaka jest sytuacja? Mamy czym się ewakuować? Wiadomo co dzieje się w tej kopalni?- wypaliła swoją własną serią pytań, licząc na choćby krótki briefing dotyczący obecnej sytuacji. Mimo wszystko, nie wiedzieli zbyt dużo, a SST mogło mieć nieco więcej informacji. Pytanie tylko, czy Juta się nimi podzieli.

Gdy już otrzyma odpowiedź, ruszy za Asari, która miała ich zaprowadzić tam, gdzie będą wymagani.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

9 lis 2022, o 21:46

No popatrz, Kallus, chłoptaś miał gorszy dzień i mam zluzować porty — powiedziała prześmiewczym tonem turianka, ciągle trzymając mocno za żuwaczki jej przypiętego towarzysza. Jego głowa luźno latała w każdym kierunku, w którym nią zarzucała, a wraz z nią pojedyncze krople krwi rozbryzgiwały się po meblach. — Ciężki dzień to ty będziesz miał chłoptasiu, jak ci się przyssie taka kurwa pijawka do mordy i cię sparaliżuje. Aaa oooo, za takiego bydlaka to pewnie same larwy by się dały pokroić tam u siebie — rzucając kolejną zaczepką, położyła rękę na barkach swojego więźnia, przyglądając się w końcu dłużej dwójce najemników. Z ich perspektywy nie wyglądała jakoś wyróżniająco się, ot, kolejna turianka, po której na pierwszy rzut oka nie spodziewano by się problemów psychicznych.

Dochodząc zaś do słowa, Isha zdołała zadać nurtujące ją pytanie o sytuację, która delikatnie mówiąc nie była zbyt normalna. Juta, jak wcześniej ktoś określił najprawdopodobniej szefową tego pierdolnika, podrapała się po karku i westchnęła teatralnie, jeszcze bardziej opierając ciężar własnego ciała o pobitego osobnika. — Jak masz na myśli słoneczko przez ewakuację wypierdolenie z tej zasranej kolonii, to tak jakby wy od tego jesteście, nie? Nas tu zrzucono kilka dni temu, gdy demokracją obalono ambasadora Kallusa, czy jakie mu tam tytuły wsadzili do dupy. Ba, kurwa, my nawet nie mamy za bardzo jak się stąd ruszyć i czym — niespodziewanie zza ich pleców dotarło szurnięcie butami, gdy asari na nich czekająca wysunęła się lekko do przodu.

Mamy teraz jedną ciężarówkę... i nie widzieliśmy od jakiegoś czasu Zbieraczy — odezwała się nieśmiało, ale najwyraźniej na Jucie nie zrobiło to wrażenia, bo mlasnęła tylko.

Ciężarówką to jest twoja stara. Gówno zrobimy, jak te zasrane popierdółki insektów będą latać i ten wasz statek przeganiać. Na razie musimy się gdzieś przenieść, może do urzędu? No tak czy siak, to kopalnia teraz pewnie roi się od Zbieraczy, głównie tam siedzą. Najpierw wpadli, zajebali wszystko, co nie było człowiekiem, czyli większość, ich sobie wzięli, bo a czemu nie... no i zaczęli rabować. Rabować kurwa, zasrane przerośnięte muchy zajęły nasze kopalnie i cały towar, który nawiasem mówiąc za kilka dni podobno miał być już opchnięty, więc trochę tego było — odsuwając się w końcu, podeszła do Ishy i Charlesa, przyglądając się najpierw temu drugiemu, potem w końcu skupiając się na asari. — Nie wiemy, co się stało z górnikami, więc jak twoja koleżaneczka przyleciała, stwierdziła, że wytrzymamy jeszcze trochę i sama poleciała na zwiady jakąś godzinę temu. Podobno to właśnie wy mieliście nas stąd zabrać, ale i tak najwyraźniej gówno możemy, póki powietrze nie będzie puste. Więc nie wiem, możecie pomóc wypakować co tam jest w ciężarówce, albo przetransportować rannych, chuj mnie to.

Za nimi wspomniany ambasador poruszył się, unosząc lekko głowę. Stojąca plecami do niego Juta tego nie widziała, więc mężczyzna wykorzystując okazję i nie widząc oznaczeń SST na piersiach najemników, wbił w nich błagalne spojrzenie, oczekując jakiegokolwiek ratunku.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

9 lis 2022, o 22:16

- Może na przykład nie wjeżdżaj na nie swoich ludzi, dzięki.- odetchnęła dość spokojnie, ustanawiając pewną granicę. Może z delikatnej lojalności do Strikera (który pewnie i tak miał wyjebane), a może z nerwów, kazała kobiecie się odpierdolić, przyjmując ton nieco mniej obojętno-miły, niż zwykle.
Ta to dopiero nie znała definicji "mniej znaczy więcej". Gadała bardzo dużo, często od rzeczy i w słowach, które były nie tyle co niezrozumiałe, co po prostu niedopasowane. Larwy? Pijawka? Co ona pierdoliła? Znała wielu Turian i mało który (za wyjątkiem tych z jakichś kosmicznych zadupi) wypowiadał się w ten sposób. Widocznie Juta była inna.
Ishy też zdarzało się gadać za dużo, bez sensu i bez powodu, ale raczej nie bywała w tym agresywna. Ta tutaj, za to, była nabuzowana energią i ewidentnie szukała sprzeczki, widząc w swoich sprzymierzeńcach nie tyle co sojusznika, co podwładnego, nad którym może się znęcać. Isha nie była osobą bardzo szybką do zwady. Dało się ją, oczywiście, zdenerwować, i Turiance nieco się to udało, udzielając Asari trochę atmosfery poddenerwowania i budującego się gniewu. Mimo to, nie zamierzała dać jej się do niczego sprowokować, choć szykowała się już do zwady słownej, czy może nawet fizycznej.
Pozwoliła sobie, w końcu, na zdjęcie hełmu i wrzucenie na ząb jednej gumy. Musiała, mlaszcząc, chwilę się zastanowić.
- Na statku pomieszczę może maksymalnie ze trzydzieści osób, ale to żaden problem, bo Conestoga, czyli statek Świetlika, powinien być dostępny, uh, gdzieś w powietrzu. Oczywiście najpierw trzeba wywalić stamtąd Zbieraczy. Macie tu jakiekolwiek systemy przeciwpowietrzne? Albo powodujące jakieś zakłócenia i utrudniające lot? Cokolwiek? Jakaś obronność? Wiem, że raczej nie ma na co liczyć, ale nie przychodzi mi do głowy nic lepszego.- nie zerkała na Jutę, gdy zadawała to pytanie, a na Ambasadora. Nie wiedziała czym zasłużył sobie na demokratyczne wyrzucenie, ale jeśli ktoś miał wiedzieć coś o obronności Proctulusa, to raczej on, a nie narwana Turianka. - Dobra, chuj. Wynośmy się stąd, potem ustalimy co dalej. Idę pomóc z rannymi. - oznajmiła, jeżeli konwersacja nie zaprowadziła jej w żaden bardziej interesujący kierunek. Pozwoliła tamtej Asari zaprowadzić się do osób potrzebujących. Striker mógł iść gdzie chciał, choć chyba wolałaby, by trzymali się razem. Tylko jemu tu w miarę "ufała".

Jeżeli Juta jeszcze się sapała, i, dajmy na to, dotykała ją czy szarpała, to była gotowa się bronić, odepchnąć ją, czy po prostu porazić biotyką. Tak, żeby sobie nie myślała.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

13 lis 2022, o 18:17

Na jej początkowy bełkot nawet nie odpowiedział bo nie rozumiał o czym do niego mówiła. Nawet podczas swojego największego wstrząsu mózgu nie pamiętał by gadał tak dziwnie. Może jakiś dziwny dialekt kopalniany turian z tych regionów. Cholera wie, bo on na pewno nie wiedział o co jej chodziło. Jego towarzyszka chyba też średnio zrozumiała co lokalny dowódca chce powiedzieć.
Musiał też przyznać, że złapało go za serce jak Isha postanowiła go chronić przed złymi słowami Turianki. Nawet lekko się uśmiechnął opierając o ścianę kończąc swojego papierosa. Dla niego Yuta była nikim, prawie jak wszyscy tutaj z SST. Nie znał tych ludzi i ich opinia nie miała dla niego żadnej wartości. Nawet takiej by zapamiętać je na dłużej niż parę sekund.

Za każdym razem jak Yuta się śmiała Striker parskał siarczystym śmiechem. W życiu nie spotkał czegoś takiego bo kimś tego nazwać nie potrafił. Na hasło, że obalili ambasadora, a teraz chuja wiedząc co zrobił już dosłownie powstrzymywał śmiech. Zdarzyło mu się w wielu komediach grać, ale ta była chyba najlepsza.
- Niesamowite.
Powiedział pod nosem obserwując miotające się Yute. Ona nie nadawała się nawet trochę na dowódcę. O ile w ogóle tym dowodziła. Pewnie głównym dowodzącym była Shia, a w ramach zastępstwa wybrali ją. Niesamowite, że SST było w stanie dokonać tego całego zamachu. Znaczy, z perspektywy czasu, to oni im na to pozwolili. Gdyby było inaczej to pewnie i to by spieprzyli.
Nie mówiąc jak traktowała swoich podwładnych. Żeby ludzie cię słuchali musisz posiadać minimum umiejętności. Jedną z nich była nie obrażanie każdego członka zespołu bez powodu. W końcu odbił się od ściany gasząc papierosa i wyciągając kolejnego lekko wygniecionego. Odpalił go żarem z poprzednio, a kiepa wystrzelił gdzieś w kąt. Jak widać brakowało tutaj typowej ciężkiej ręki. Stanął znowu obok Ishy. Odpiął broń od zaczepu.
To pewnie odwróciło jej uwagę na tyle by mógł złapać ją za jedną z żuwaczek. I ciągnął ją w górę najmocniej jak mógł, ale nie na tyle by ją złamać, wyrwać czy zrobić większą szkodę niż zadanie bólu.
- Lepiej żeby zaczął cię ten chuj interesować. - Jeśli zaczęła się szarpać lub celować w niego bronią to planował to zablokować. - Jeśli będziesz się miotać to cię spale.
Szybko przekazał jej wiadomość raz i szybko wskazując jej szybkim spojrzeniem na tarcze. Dym papierosowy leciał prosto w jej oczy.
- Męczy mnie twój brak podstawowego profesjonalizmu. Wasza mierna zabawa w wojsko szybko irytuje jak nie ma sukcesów, co? Wyżywanie się na więźniu, na własnych podwładnych trochę łagodzi twoje przegranego ego, co?
Zagrzechotało lekko swoim ciężkim rewolwerem. Nie był zły. Był zawiedziony tym co widzi. Podejrzewał ich o minimum profesjonalności. Nawet tego nie osiągnęli.
- Kiedy rozmawiałem z Saer’Taarem to niestety musiałem odebrać jakieś mylne wrażenie o was. Najchętniej bym cię zabił, ale brakuje siły roboczej do zadbania o właściwą ewakuacje. Plus nie będę robił na rękę sojuszowi w pozbywaniu się niepotrzebnych rekrutów.
Nie mówił tego żeby ją zmanipulować, że są kolegami. Tak po prostu go odebrał. Nie kłamał też w tej drugiej kwestii. Nie był od tego by naprawiać ich własny kurwidoł. Miał swój. Nazywało się Przymierze.
Spojrzał o ile jeszcze były w pomieszczeniu.
- Przyprowadźcie kogoś kto zna drogę do Kopalni. - Puścił w końcu Turianke z bronią przygotowaną do jej eliminacji jeśli zacznie się znowu miotać. Spojrzał na Ishe. - Pogadam z Ambasadorem, a ty... - Zaciągnął się papierosem. - Słuchaj skoro twoja siostra może dowodzić i motywować resztę, to idź i ich zainspiruj. Siłą dobrych morali nie zdobędziemy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

16 lis 2022, o 20:55

Juta, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z poziomu irytacji jej osobą, to nie dawała tego po sobie poznać, dalej w wyjątkowo oryginalny sposób się wypowiadając. Przyglądając się jej bliżej, gdy przechadzała się przed ich twarzami, oboje najemników mogło właściwie dojść do wniosku, że całkowicie normalną osobą turianka nie była; nie chodziło tutaj jedynie o sposób jej wysławiania się, ale i nazbyt żwawe, teatralne ruchy i równie sceniczne podejście do swojego więźnia, kimkolwiek by on nie był. Zastanawiając się, jak ktoś o skłonnościach psychopatycznych mógł dorwać się do rządzenia swoim małym poletkiem, przychodzić do głowy mogło tylko zastraszanie i nieobliczalność, która wręcz biła od turianki.

Jesteśmy w zasranej dziurze, która do tej pory ledwo trzymała się na nogach, głodząc się i zdychając w kopalniach, co nie, Kallusie? Ich zasrane umowy były tra-gi-czne. — odpowiadając raczej pośrednio na pytanie Ishy, Juteia westchnęła, kręcąc głową i cmokając, przy okazji robiąc wokół siebie piruet i na chwilę skupiając się na ambasadorze, nie zauważając nawet pistoletu wyciąganego z kabury Strikera. O jego zamiarach dowiedziała się dopiero, gdy potężny mężczyzna podszedł do niej. Odwracając głowę w jego stronę, zaskoczona tym przypływem czułości, wydała z siebie bliżej niezidentyfikowany odgłos, gdy jedna z jej żuwaczek zakleszczyła się w łapie Charlesa. Krzywiąc się, wbiła błękitne ślepia prosto w poirytowane oczy kontraktora, słuchając, co też ciekawego ma do powiedzenia. Na chwilę warczała, fukając, gdy dym z papierosa powodował u niej odruch zamykania oczu, próbowała nawet się bezskutecznie odwrócić i dopiero gdy żelazny uścisk dłoni Strikera zelżał, chwiejnym krokiem cofnęła się do tyłu, masując żuwaczkę.

W tym czasie ambasador uniósł śmielej głowę, spoglądając z rosnącą nadzieją na Charlesa, prawdopodobnie w tym momencie stawiając go na boskim piedestale obrońcy i wyzwoliciela. Asari stojąca pod ścianą była zaś zaskoczona, chociaż z niepewną miną spoglądała na Jutę, jakby spodziewając się po niej jakiegoś wybuchu. Tymczasem turianka, gdy skończyła klepać się po szczęce, mlasnęła, zmrużyła oczy, spoglądając przy tym na Strikera, po czym absolutnie znikąd wybuchnęła głośnym, irytującym śmiechem, klepiąc ścianę obok. I kiedy przestała w końcu wyć, absolutnie rozweselonym spojrzeniem popatrzyła na Ishę oraz jej towarzysza, po czym rzuciła: — Dobre, dobre. Twardą dupę trzeba mieć do Zbieraczy, nie, Paeti? Idę się w sumie przejść na dół złapać jakiegoś górnika, jak się i wy chcecie pchać w to bagno, róbcie co chcecie z ambasadorem, i tak on się stąd nigdzie nigdy nie ruszy — ruszając, minęła chwiejnie wszystkich wokół, z niemal masochistycznym humorem znikając wkrótce za rogiem. Paeti, jak najwyraźniej nazywała się asari, westchnęła cicho i patrząc na zgromadzonych, powiedziała: — Naszego szefa zgarnęli Zbieracze, jak zaatakowali. Juta była jego prawą ręką od naprawdę brudnej roboty — spoglądając na Ishę, wskazała na drzwi. — Trzeba pomóc spakować wszystkie graty i zebrać jakoś do kupy ocalałych. Juteia wam kogoś pewnie przyprowadzi, kto was zaprowadzi do kopalni, ale w sumie tak jak mówiła, to jest wypizdowie, tak łatwo się nie pozbędziecie obstawy powietrznej — i jeśli D'veve chciała, to mogła wedle planu i prośby Strikera ruszyć za Paeti, by przygotowywać się do ewakuacji do innego miejsca.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

17 lis 2022, o 00:40

Gówno go obchodziły jakieś śmieciowe umowy. Gówno go też obchodziła jakakolwiek historia tych ludzi lub co ich spotkało. Żadna z tych informacji nie przybliżała ich do ekstrakcji siostry Ishy jak i ewakuacji z planety. To głównie na głowie osoby, którą znał i nawet lubił leżał ten cały burdel do ogarnięcia. Chciał pomóc. Gorzej, że nie widział innego rozwiązania niż twarda ręka. Jeśli chcieli stąd uciec i zabrać stąd cywilów to nie było innego wyjścia. Wszyscy musieli znać swoją rolę.
Równie dobrze mógł to wszystko olać i skupić swoje siły na odnalezieniu Shii. Mógł po prostu poświęcić tych wszystkich ludzi tylko w tym celu. Wabiki. Rozumiał jednak w swojej głowie koncept emocji. Wiedział, że jeśli do tego dopuści raczej ta “dobra” strona SST może nie przyjąć zbyt dobrze.
Stał patrząc na nią z góry jednak jego spojrzenie pełne irytacji przemieniło się w to pełne politowania. Znał takich jak ona. Ich sposób radzenia sobie ze stresem nigdy nie przynosił nic pozytywnego. Po prostu odprowadził ją tym samym lekko martwym wzrokiem, aż zniknęła za rogiem. Czuł, że powinien ją zabić. Czuł, że będzie się chciała zemścić.
- Ta? To zajebiście. - Rzucił w eter na treść o ich specjaliście od czarnej roboty. - Potnij kiedyś czyjąś matkę na oczach jej syna by ten wydał własny oddział do odstrzału dla korporacyjnych szwadronów śmierci to wtedy pogadamy o brudnej robocie.
Mlasnął językiem przypinając znowu pistolet do zaczepu. W tonie jego głosu było za to coś mocno nie tak. Raczej to nie był ten który Isha mogłaby kojarzyć. Tak jakby przez chwilę pojawił się tam Charles Striker ze swoich dni chwały jako korporacyjny żołnierz. Gdzie ludzkie życie było dla niego jeszcze mniej warte niż teraz, a zabicie kogoś tak by nikt tego nigdy nie odkryło stało się jego konikiem. Lata minęły, a to wszystko czego się nauczył było gówno warte. Wciąż był tak samo zagubiony jak zawsze.
- Wysadziliśmy kiedyś pancernik reaktorem, który był na ziemi. - Wzruszył ramionami. - Trzeba znaleźć jakiś jebitny ładunek albo zobaczę co da się zrobić z Ambasadorem.
Westchnął zaciągając się po raz ostatni papierosem. Czas było się brać za robotę. Charles nie przepadał za torturowaniem fizycznym, wolał się dogadywać. Zawsze dało się kogoś przekupić, a to pierwsze zazwyczaj było nudne.
Złapał za wolne krzesełko przeciągając je po ziemi w stronę swojego oponenta na nadchodzącej debacie. Zatrzymał je obok mebla i po prostu usiadł. Wyciągnął z kieszonki pakiet medi-żelu. Nałożył go na palce by po chwili zaczął opatrywać rany turianina.
- Kallus, tak? - Zapytał pokrywając żelem kolejną ranę. - To kim jestem nie powinno cię interesować ani to co tu robię. Jedyne co powinno cię interesować to ta niewielka iskierka nadziei, że mogą być twoim biletem z tego gówna.
Dołożył trochę żelu na jedną z większych ran. Po chwili jednak w stronę otwartej rany zaczynał zmierzać jego kciuk, który wbił się na co najmniej kilka centymetrów.
- Jedyne czego od ciebie chce to współpracę. Zrobisz to to minie ból i możesz się stąd wynosić razem z resztą ewakuowanych. Jak uruchomić systemy obronne kolonii?
Wyciągnął kciuk wycierając błękitna krew o jakikolwiek najbliższy materiał. Mogłyby to być nawet ubrania jego rozmówcy. Po prostu nie chciał mieć krwi na rękach. Szczególnie turian. O wiele gorzej schodziła.
- Przepraszam za to. Tak naprawdę nie przepadam za torturowaniem więc możemy przyjąć, że jesteśmy na stopie współpracownik, a nie wróg? To całe obalanie koloni też mi się podoba, ale nie mam na to wpływu. - Westchnął. - Więc jak? Porozmawiamy?
Wstał z krzesła by rozwiązać mężczyznę.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

18 lis 2022, o 14:42

Juta była irytującym sortem. To była ewidentna psychopatka. Ishy zdarzało się widzieć takie osoby w swoim życiu, i nigdy nie określiłaby się "fanką" takich zachowań i podejścia. Oczywiście i ona nie była najbardziej stabilnym psychicznie sortem, ale definitywnie wzięłaby pięć takich jak ona, niż jedną Jutę. Może kwestia tego, że ona raczej nie zastraszała wszystkich po kolei. I że była...jakoś lżejsza w swoich ekscentrycznościach. Nawet gdy była skrajnie niepoważna i wchodziła w ten "swój" humor, to zachowywała się lepiej. Widocznie wszyscy oskarżający ją o psychopatyczne skłonności nie wiedzieli, o czym mówili - to ta Turianka była prawdziwym przykładem psychola.
Gdy Striker próbował ją zastraszyć, szczerze się zdziwiła. Myślała, że jej kolega będzie podchodził do sprawy z takim dystansem, jak wcześniej. Widocznie coś w jej działaniach go aktywowało, i pokazał, że Juta nie może próbować nim pomiatać. Spodziewała się walki, sprzeczki, lub jakiejś eskalacji, ale o dziwo, nie doszło do tego - wręcz przeciwnie. Chyba zyskał jej respekt. Widocznie ta kobieta działała na bardzo zwierzęcej bazie, i pokaz siły był jedynym sposobem, by ją uspokoić. Dobrze, że nie doszło do większych rękoczynów - wolałaby nie antagonizować reszty SST. Czy tego chciała, czy nie, byli sobie trochę potrzebni. Oczywiście pewnie gdyby bardzo chcieli, mogliby iść absolutnie poza sieć i spróbować jakoś samemu wyzwolić kopalnię i się ewakuować, ale też nie o to tu chodziło.
- Kurwa nieźle.- prychnęła w końcu, gdy Juteia odeszła. Klepnęła lekko Strikera po ramieniu z lekką aprobatą, chyba dając mu popławić się w zwycięstwie, jakim było sprawienie, że aż musiała się wycofać, by poznęcać się nad jakimiś górnikami, czy jakoś podbudować sobie zranioną dumę. Isha już w tym momencie wiedziała, że ta kobieta będzie problemem. Jak dużym? To okaże się w praniu. - Masz wolną rękę, do potem. - pożegnała krótko Charlesa, sugerując mu, że może robić z ambasadorem faktycznie co tam sobie chce, byleby wyciągnąć jak najwięcej.
- To dużo wyjaśnia - oznajmiła, ruszając w kierunku drzwi i idąc za Asari. - Sama nie wiem, czy dawałabym jej kiedykolwiek jakąkolwiek władzę, ale...wiesz, nie mój cyrk, i takie tam. - i nie jej małpy, ale tego już nie mówiła. Wolała nikogo nie obrażać - Już domyśliłam się, że nie będzie łatwo, ale coś trzeba wykombinować z tym powietrzem prędzej czy później, inaczej nici z ewakuacji. No nic, zostawimy to na później. Chodź, zobaczymy co się da zrobić z przenoszeniem tych gratów, potem postaram się, jak to Striker powiedział, iść i zainspirować resztę. - na sam koniec parsknęła jedną salwą nerwowego śmiechu. Ta. Isha D'veve, zainspirować kogokolwiek do pozytywnych działań. Jeszcze gdyby chodziło o ludzi, których znała, to tak, dałaby radę bez problemu, ale tym razem była mowa o uciekinierach, zwykłych górnikach, i osobach, które zupełnie jej nie znały. Jak niby miała być inspirująca? Nie była liderem, nie była Shią.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

22 lis 2022, o 15:50

Ambasador, widząc odchodzącą oprawczynię, pozwolił sobie na jęknięcie będące mieszaniną ulgi i kolejnej fali bólu. Z widocznym wysiłkiem wychylił głowę na bok, by splunąć sążnie na podłogę mieszaniną plwociny oraz błękitnej krwi. Na dźwięk przesuwanego krzesła drgnął odruchowo, jakby szykował się na coś nieprzyjemnego i dopiero delikatny, niemal matczyny dotyk Strikera pozwolił mu na rozluźnienie mięśni i uchylenie oczu. Chłodna faktura medi-żelu ewidentnie sprawiła mężczyźnie ulgę i zdecydowanie pomogła w zdobyciu zaufania, o ile samym aktem agresji na Jutę najemnik tego nie zrobił.

Na pytanie o jego imię turianin kiwnął głową, nadstawiając się samemu do kolejnych pęknięć i ran. Cienka warstwa medi-żelu zasklepiała się, gdy Charles kontynuował swoją tyradę, a wraz z tą warstwą Kallus bardziej i bardziej się uspokajał. Kiedy zaś w końcu został rozwiązany, kolejne, głośniejsze westchnienie ulgi wydarło się z jego gardła. Wymasował natychmiast nadgarstki i wstał chwiejnie, opierając się zaraz o biurko i obserwując dwie wychodzące asari. — Dziękuję — wymamrotał, na chwilę zwieszając brodę, nim odchrząknął. — Jedyny system obronny jest po drugiej stronie kolonii, kawałek za miastem w stronę portu. Chyba gówno dał, jak przyleciał ten statek-matka, ale teraz, póki go nie ma... może się udałoby go uruchomić na miejscu? Pewnie roi się tam od Zbieraczy, ale lepszej szansy nie widzę — mrucząc, przetrząsnął spojrzeniem biurko i nawet zaglądnął do szafek, zanim oglądnął się na Strikera. — Co wiem, to powiem, ale szczerze, odkąd SST się pojawiło na horyzoncie, może się okazać, że w te kilka dni pozmieniali coś więcej, niż ustawienie krzeseł, tym bardziej, jak zaatakowali nas Zbieracze.

Ciche pukanie przerwało im rozmowę, a na słabe "wejść" ze strony Kallusa do środka wsunął się rosły turianin, który na widok rozwiązanego ambasadora rozszerzył oczy. Sylwetka równie rosłego Strikera szybko przykuła jego spojrzenie. — Eeee... Juta mówiła, że mam przyjść, bo potrzebujecie górnika?

Tymczasem Isha idąca za Paeti miała okazję wyrazić swoje własne zdanie na temat tak zwanego cyrku, jaki widziała w tej kolonii. Asari parsknęła, słysząc te i dalsze słowa, zaraz jednak poważniejąc. — Spora część naszego oddziału to byli ludzie, a tych sobie szybko łapali tymi rojami. Do reszty strzelali. Patrząc na Jutę, to nie tylko nam, ale też kolonistom przyda się ciepłe słowo. I zmiana miejsca — rzuciła, prowadząc Ishę po schodach na dół, do holu, gdzie kilku członków SST (wszyscy nie-ludzie) oraz co silniejsi koloniści pomagali już przerzucać torby i pojedyncze skrzynie z zaopatrzeniem. — Jak pierwszy raz tutaj przybyliśmy, to własnie tutaj się ulokowaliśmy, stąd parę naszych gratów, w tym dostawy leków, jedzenie i trochę części, o które nas poprosili mieszkańcy. Jak wszystko później jebło, to byliśmy rozpierzchnięci po mieście, ale kawałek po kawałku udało się tu wrócić, każdy z paroma mieszkańcami pod pachami. Ludzi zabrano, ciała też i od tamtej pory widzę, że latają co jakiś czas, głównie do magazynu — rzuciła, prowadząc D'veve do pomieszczenia, które okazało się, że jest chwilowym szpitalnym polnym.

Na podłodze leżało kilku turian, część nieprzytomna, część wręcz przeciwnie, ale z bonusem w postaci rzężącego oddechu i pojękiwania z bólu. W oczy szczególnie rzucała się dwójka małych dzieci zwiniętych w kulkę i zabandażowanych. To na nie spojrzała Paeti, ściskając usta w wąską kreskę. — Nie wiem, jak ich stąd przeniesiemy. Nie zmieszczą się w ciężarówce, a większość nie może wstać — mówiąc to konspiracyjnym tonem, spojrzała na najemniczkę, jakby jej powiązania z Conestogą, bądź stanowcze polecenie Strikera właśnie obarczyły ją decyzją o 8 rannych, w tym dwójce dzieci.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

24 lis 2022, o 04:41

Mówi się, że osoby w stresie przemieszczają się bardzo szybko. Jeżeli tak było, to Isha odczuwała gigantyczny stres. Kroczyła szybko obok Paeti, miejscami nawet nieco ją wyprzedzając. Czujnie obserwowała okolicę, ale nie mogła dojść do żadnej konkluzji. Słysząc grobowe informacje od swojej rozmówczyni, nie mogła pozbyć się wrażenia, że wpakowała się w coś zdecydowanie ponad swoją skalę. Uczestniczyła już w misjach wojskowych, rewolucjach, czy turniejach, ale nigdy w czymś...takim. To nawet nie była wojna, to było coś innego. Pewien dziwny sort horroru, do którego nie przywykła. Nie musiała bowiem dbać o powodzenie prostego zadania, czy po prostu swoje przetrwanie.
Isha D'veve została skazana na podejmowanie trudnych decyzji w misji, która była bardzo nieoczywista, pełna problemów i niedomówień. Mierzyła się z przeciwnikiem, którego praktycznie nie znała, a po swojej stronie, oprócz w miarę zaufanego, choć specyficznego Strikera, miała jedynie grupę, za którą nie przepadała. Co prawda, jej żal i złość na SST nie motywowały w tym momencie jej działań (a przynajmniej chciałaby, w swoim pragmatyzmie, tak myśleć), ale i tak nie byli to jej wymarzeni sojusznicy. Znowu nie było tu jej przyjaciół, czy choćby większej ilości najemników, z którymi kiedyś pracowała. Zresztą, nawet jej sytuacja z SST nie była do końca wyjaśniona. Kim dla nich była? Potencjałem na lidera? Sojusznikiem? Jakimś rozmówcą? Podwładną? Niezależnym kontraktorem? Nie miała pojęcia.
Jej charakterystyczny, definiujący ją uśmiech co prawda był czasem widoczny na jej twarzy, ale teraz, gdy się pojawiał, prezentował się na o wiele bardziej kompulsywny i nerwowy, niż zwykle. Wtrącała się do konwersacji, mając różne przemyślenia.
- To i tak dobrze, że tyle nieludzi się ostało. To wciąż jest w chuj dziwne, że wybrali sobie kolonię bez ludzi, ale... - chwilę się zastawiała, przerywając swoją wypowiedź głębokim i nie do końca zaplanowanym wydechem - Nawet chyba nie zamierzam zastanawiać się, o co z nimi chodzi. Przynajmniej nie teraz. Zostawimy to, nie wiem, naukowcom, czy dowódcom. - powiedziała po chwili milczenia. To było to, co miała do powiedzenia w tej kwestii. Nawet, jeśli rozwikłają tę zagadkę, która jest oczywiście ciekawa, to nie rozwiąże to w żaden sposób ich problemów. A przynajmniej nie zapowiadało się na to, by mogło tak być.
Ciepłe słowo i zmiana miejsca. Tego oczekiwali i to było im potrzebne. Wiedziała, że jako outsiderka ma tu pewną moc sprawczą, co Paeti tylko jej potwierdziła. Nie za bardzo podobało jej się to, w jakiej roli się znalazła. Nie była nigdy liderem, raczej po prostu duszą zespołu. Była tą śmieszną, która dużo gadała, patrzyła na sytuację raczej chłodno, i raczej inspirowała, ale nie masy, a pojedyncze jednostki, które dobrze znała. Może musiała podjąć właśnie taki styl? Zachowywać się, jakby dobrze znała tych ludzi? Jakby była ich koleżanką, a nie jakimś liderem?
Złapała się nad tym, że faktycznie myślała nad tym co może zrobić, by było dobrze. Instynktownie zgięła usta w lekki dziubek, po czym przygryzła język, ale tylko na chwilę. Jej mechanizm obronny się aktywował. Gdy się stresowała, mówiła dużo, żartowała, czasem flirtowała, a czasem po prostu pękała i krzyczała. Tym razem wygrała nadmierna konwersacyjność.
- A już myślałam, że to ty będziesz dawać mi dobre słowo. Ciągle liczę, że zaraz wejdzie ktoś i powie, że istnieje jakiś sensowny plan i zaraz będzie zajebiście. - śmiech, którym zakończyła to zdanie, był naprawdę nerwowy, nawet, jeśli ton miała raczej miły. Nie chciała być chamem dla Paeti, ale akurat to z nią rozmawiała. -No nic, zobaczymy, co da się zrobić. Zatrzymajmy się na chwilę, dobrze by było sprawdzić, ile czego mamy. - chciała zrobić tu krótki stop, by zobaczyć ile mają medykamentów i amunicji. To były ograniczone zapasy.
Idąc dalej, przeszły do szpitala polowego. Nie wzdrygnęła się, widząc rannych, bo spodziewała się, że w końcu taki widok ją tu czeka. Nie była osobą najbardziej wrażliwą na krzywdę, ale też nie był to zbyt fajny widok. Tak naprawdę to była gotowa, by zabrać się do pomagania im, gdy usłyszała kluczową informację od członkini SST.
- Naprawdę wyglądam ci na tak stanowczą, że aż dajesz mi o tym decydować? Znaczy...ekhm, wezmę ten komplement. - kwaśny śmiech sugerował, że nie potrzebowała odpowiedzi, ale jeśli miałaby dostać słowa otuchy, to by je przyjęła. Wiedziała, że to ona miała tu być tą pozytywną, ale chyba trochę ją to przytłaczało. Spoważniała dopiero po chwili milczenia i patrzenia na rannych. - Będzie trzeba wziąć najpierw dzieciaki. Potem ich opiekuna, jeśli jakiś jest. Potem najlepiej ci, którzy potrzebują najmniej leków, a potem...reszta. I tak dopóki nie skończy się miejsce. - wpierw sprzedała najbardziej chłodną, ale też i najbardziej "moralną" opcję. Chciała wybrać jakieś mniejsze zło, ale nagle naszedł ją pomysł.
- Czekaj, Paeti. Cofnij to. Słuchaj.- wzięła głęboki wdech, chwilę się zastanawiając.- Gdy ja i Charles wylądowaliśmy i dotarliśmy na parking, stały tam trzy ciężarówki. My wzięliśmy jedną, ale kolejne dwie mogą jeszcze tam być. Teoretycznie, mogłybyśmy się tam udać. A jak nie my dwie, to ja i Striker. Zwędzilibyśmy jedną, i mogłybyśmy załadować resztę rannych, może nawet więcej zapasów i wszystko, co inaczej trzeba by było zostawić. Wiem, że to ryzykowne i mogłoby spowolnić ewakuację, ale, kurwa, byłaby jakaś szansa. Parking był jakieś dwa kilometry stąd, może troszkę więcej. Co ty na to? Jeżeli wyruszymy szybko i przekażemy to reszcie, to będą mogli dalej się szykować. - był to ryzykowny gambit, potencjalnie poświęcenie, i potencjalnie nawet śmierć. Z drugiej strony, jednak, było to rozwiązanie, w jej głowie, idealne. Przynajmniej dopóki pomysł ten nie zostanie, nie daj bogini, zestrzelony. Może z kolei jej pomysł zainspiruje Paeti, czyli Ishy będzie dane zrobić to, co robi zwykle kolegom z drużyny? Przez chwilę wybrzmiała w niej jakaś nadzieja, że nie będzie musiała poddawać się trudnym wyborom i tym razem wyjdzie z tego obronną ręką. Nie miała nawet pewności, czy te ciężarówki dalej tam są, ale bardzo na to liczyła.
Zresztą, podwójny transport byłby całkiem miły, co nie?
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

24 lis 2022, o 15:20

Widząc podziękowania ze strony ambasadora lekko parsknął śmiechem. Nie był jego wybawcą, póki co po prostu był potrzebny i jeśli to co miał do powiedzenia uratuje jego życie, to Striker tak jak obiecał tak zrobi. Włos z głowy Turianina nie spadnie. Chociaż w jego przypadku to części karapaksu. Chyba.
- Domyślałem się. Ostatnim razem jak miałem z nimi do czynienia to też wyłączyli większość elektroniki w kolonii. - Podrapał się po odkrytym podbródku. To były ostatnie chwile w których mógł chodzić bez hełmu. Potem już znowu wciąganie przetworzonego powietrza. - Pewnie tak. Nie wyglądają na zbyt zorganizowanych. Spodziewałbym się na miejscu raczej jakiś nastoletnich wybryków jak pomalowane ściany albo ogólny syf. Pewnie dużo nie namieszali w systemach bojowych inaczej, a przynajmniej taką mam nadzieję. Będę potrzebował planu obiektu. Wiem, że gdzieś powinien być w systemach, o ile działają jeszcze, a jeśli nie to sporządź cokolwiek poglądowego.
Mlasnął przeciągle niezadowolony projekcjami, które właśnie pojawiły się w jego głowie. W najlepszym wypadku wszystko stało tak jak stało przy przejęcie władzy przez SST, w najgorszy ich najlepsi inżynierowie rozwalili systemy obronne stacji. Miał nadzieję, że drugi scenariusz nie będzie zbyt prawdopodobny. Chociaż znał swoje szczęście. Równie dobrzę wieżyczki obronne mógł już dawno szlag trafić.
Z zamyślenia wyrwał go nowy gość wchodzący do pomieszczenia. Wyglądało na to, że Yuta umiała jednak słuchać poleceń. Chociaż patrząc jak od razu poszła robić swoje, po tym jak ją potraktował, to nie chciał wiedzieć jaki był ich poprzedni szef. Ewentualnie jak bardzo był do niego podobny. Nad drugą opcją wolał się jednak nie zastanawiać. Zrzucił ją na kupkę rzeczy, które wrócą później. Jak dobrze pójdzie to ktoś go zabije, za nim tamte zdążą go powoli zabić.
- Ta, zgadza się. - Machnął do ambasadora by ten poszedł za nim. Pozwolił sobie na kolejnego papierosa. Musiał chyba zmienić paczkę w tej kieszeni bo powoli się kończyły, nie mówiąc już o tym jak był pogięte. Najważniejsze jednak, że wykonywały roboty i odbierały jego stres. Zaciągnął się się, a ruchem głowy zawołał też górnika by ten poszedł z nimi. - Będę potrzebował mapy kopalni, tuneli serwisowych, powstających i zamkniętych tuneli, magazyny ładunków wybuchowych i sprzętu ciężkiego.
Wyliczał prowadząc dwójkę do miejsca gdzie pewnie była Isha z resztą. Jeśli ktokolwiek miał problem, że Ambasador szedł z nimi to po prostu to ignorował. Chyba, że ktoś uzna, że podniesienie ręki będzie super pomysłem. Wtedy mu tą rękę upierdoli.

Wchodząc do pomieszczenia usłyszał trochę jej planu i musiał przyznać, że nie brzmi źle. Jeśli uda im się dokonać ewakuacji to będą mogli się zabrać za uratowanie jej siostry. Gorzej, jeśli tracili czas na “moralne” zwycięstwo. Musieli się śpieszyć.
- W drodze do portu znajduje się stacja obrony przeciw powietrznej. - Wyświetlił z omni-klucza mapę kolonii. - Możemy się udać po więcej ciężarówek to dobry plan, przy okazji zrzucicie mnie, ambasadora i mały oddział bojowy gdzieś tutaj. Dalej już na piechotę. Uruchomimy działka, wy będzie mogli na spokojnie wrócić konwojem tutaj i ewakuować ludzi do portu.
Wypuścił dym z płuc, który przybrał dziwne barwy przechodząc przez wyświetlony obraz. Striker był w końcu w swoim żywiole. Wspomnienia z korporacyjnych czasów były dzisiaj wyjątkowo silne.
- Jeśli nikt nie będzie chciał wyruszyć ze mną to ogarnę to sam. Niby im mniej ludzi tym lepiej. - Zaciągnął się po raz ostatni i założył na głowę hełm.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

29 lis 2022, o 23:12

... i dlatego Conestoga się zabrała to sprawdzać. Nie wiemy dokładnie, o co chodzi, ale teraz naszym priorytetem jest jednak przeżyć — Paeti dopowiedziała właściwie to, co było już wcześniej powiedziane; nikt nie wiedział, dlaczego insektoidy zachowują się tak, a nie inaczej, natomiast bez wchodzenia do gniazda bestii raczej trudno byłoby się w tym momencie domyślić, o co im chodziło. Isha wiedziała również, że wiedza ta jest aboslutnie minimalnym priorytetem i jakkolwiek w ogólnym rozrachunku dobrze byłoby dowiedzieć się dla dobra galaktyki, o co tutaj chodzi, tak nikt, kto nie jest zimnym draniem, nie będzie narażał życia niewinnych osób.

Na słowa o dawaniu ciepłego słowa Peti uśmiechnęła się smutno. — Fajnie jest nie mieć odpowiedzialności za nic. Oprócz stresu o swoje życie przychodzi ci też stresowanie się, jak bardzo splamisz swoje sumienie. Chyba że jesteś jak Juta — mówiąc bardziej szeptem to ostatnie zdanie, już nieco zdrowiej się zaśmiała. — Ale to wtedy nie stresujesz się niczym. Z jednej strony dobre, z drugiej można wpaść w pułapkę — zauważając, jak bardzo zaczęła paplać, na dodatek o pseudo-technologicznych tematach, odchrząknęła, ukazując szpital polowy i oczekując czegokolwiek od asari. — Świetlik mówiła, że nas zabierzesz i żebyśmy czekali na ciebie. Plus twój partner cię do tego polecał. Na moje to nie możesz być gorsza od tego, co mamy teraz — dodała, przy słuchując się dalej i przytakując głową, gdy najemniczka zaczęła wykładać kolejne plany.

W tym czasie Charles zajmował się własnym gościem, który poważnie przytakiwał na każde jego słowo. Dopiero na wieść o planach obiektu postanowił się odezwać. — Generalnie to nieduży budynek, raczej nie na jakieś standardy centralnych kolonii. Budżetu starczyło tylko na niewiele, a i tak trzeba było co jakiś czas to ustrojstwo naprawiać, bo oczywiście zgarnęli jakąś starą elektronikę po taniości... — bardzo łatwo było zauważyć, że ambasador, być może świadomie, być może nie, tłumaczy się z niedociągnięć kolonii, nad którą sprawował pieczę. — SST nie musiało więc pewnie grzebać dużo, żeby coś tam zepsuć, chociaż szczerze mówiąc mogli po prostu to przeprogramować do swoich potrzeb, przynajmniej takie wrażenie sprawiał ten ich szef.

Zerknął na turiańskiego górnika, który właśnie wszedł. Mężczyzna otworzył szerzej oczy, gdy Striker zaczął wyliczać niezliczoną ilość planów, które potrzebował. Mimowolnie jego wzrok powędrował do Kallusa, ale ten tylko wzruszył ramionami, krzywiąc się przy tym z bólu, gdy akurat poruszył czymś bardziej bolącym. — Ale... że wszystko? Nie mamy tego pod ręką, a nawet jak pozostałych chłopaków zgarniemy, to trochę to zajmie... — mówiąc to, upewnił się po tym raz jeszcze, że taką ilość Charlie akurat potrzebuje. Dopiero wtedy zniknął, a ambasador ruszył chwiejnie za nim, ostrożnie się rozglądając i kuląc, gdy widział członka SST. Ku jego uldze, postura Strikera i stoicka pewność siebie pozwoliły na swobodne zejście na sam dół, aż do wykładającej o swoich planach Ishy, gdzie Kallus oparł się o framugę, dysząc już lekko.

Chyba się nieco źle wypowiedziałem — dorzucił zaraz ambasador, gdy tylko Charles wspomniał o nim w chwili, gdy isha skończyła mówić. Skrzywił się za to przy wspomnieniu o jego udziale. — Działka są jeszcze za portem, kawałek za miastem. Nadal niedaleko, ale mała różnica jest.

W takim razie... możemy pojechać faktycznie po te ciężarówki? I z portu ty... i ktoś jeszcze na piechotę, a ktoś od nas załaduje się i na szybko wróci, żeby zmienić pozycję? Moglibyśmy wtedy nawet dla pewności sami się pokierować do portu, tam nas zabierzecie poza planetę, racja? — w słowach Paeti pojawiła się żywa nuta, jakby sama myśl o klarownym planie ją natchnęła nadzieją. Dopiero po sekundzie mina jej lekko zrzedła, gdy zerknęła ponad ramię Strikera.

Plan dobry, ale ja będę więcej niż kulawą nogą, nie pamiętam już nawet jak się trzyma pistolet — zdążył mruknąć ambasador, zanim pisnął przeraźliwie, pierw wystrzeliwując w górę niczym pocisk, później się kuląc w sobie. Jego oklapłe ramiona otoczyła znajoma, turiańska ręka, gdy w prześmiewczym tonie Juta pojawiła się ponownie, stając w kółku. Paeti wyprostowała się jak struna, w oczach mając jednak ewidentne niezadowolenie.

No właśnie właśnie, patrzcie pisklaka, tak bardzo mu się spodobało, że chce więcej — parsknęła, szczerząc się do wszystkich wokół, najszerzej jednak do Strikera. — Ale skoro nasz chłoptaś chce cię koniecznie z zespołem, to co powiesz na mały trójkącik? Zabieramy się WSZYSCY. Znaczy ja i ty. Szkoda trochę siedzieć na dupie, nie? A reszta sobie tam poradzi, wytypuje się nieszczęsnika do obrony — westchnęła, przyciskając do siebie zamarłego w miejscu ambasadora i oczekując odpowiedzi.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

30 lis 2022, o 02:06

Gdy Paeti tłumaczyła jej to, co już obie wiedziały, jedynie zaczęła delikatnie stawiać kroki prawie że w miejscu i lekko się przechadzać. Instynktownie chwyciła po gumę do żucia, zastanawiając się nad różnymi kwestiami. Nie miała nic do dodania w tej sprawie, bo po prostu wiedziała jak prezentuje się postać rzeczy. Z jednej strony, cieszyła się, że nie jest jeszcze na tyle cyniczna co Striker, by stwierdzić, że Zbieracze i tak są nudni. Z drugiej strony jednak, nie mogła nawet nacieszyć się "unikatowością" zdarzenia, bo uderzała w nią mroczna i smutna rzeczywistość tej misji.

Prychnęła, słysząc tekst o odpowiedzialności. Chwilę nawet milczała, co było u niej rzadkością.
- Ałć. Trochę za blisko domu, słonko. - powiedziała cicho i dość smutno jak na siebie, musząc faktycznie zwalidować to jak się z tym czuła, i co sobie myślała. Paeti niestety powiedziała dokładnie to, co Isha podświadomie myślała. Fajnie było być nieczułym najemnikiem, który martwi się tylko o siebie, i na dodatek udaje, że tak nie jest. W momencie, gdy dochodziła jednak inna odpowiedzialność, D'veve kulała. Zresztą, odpowiedzialność dosłownie do niej przyszła. Nie do końca prosiła o znalezienie się w tym predykamencie. A jednak, gdy nadszedł czas, musiała wejść w inne buty i na swój sposób "dorosnąć" do roli, którą powinna odegrać. - No dobra, skoro już "nie może być gorzej", to się postaram. - uśmiechnęła się delikatnie, choć też na swój sposób wymuszenie. Nie kupowała jeszcze tego.
Czasem faktycznie chciałaby być jak Striker. Oczywiście pomijając jego wszystkie problemy, zachowania, zdradzieckość i szujskość. Zazdrościła mu jednak tego, że on naprawdę miewał wyjebane tak, jak nikt inny.

Gdy sprzedawała Paeti resztę swojego planu, do środka wszedł Striker ze swoją własną koncepcją, chcąc podpiąć się pod jej operację i zaproponować swoje manewry. Manewry, które oczywiście już oboje ustalili, że trzeba przeprowadzić. Teraz mieli jednak pełne (lub przynajmniej pełniejsze) dane i mogli faktycznie zrobić coś w tym kierunku. Gdy przedstawił swój pomysł, pstryknęła do niego palcami, dalej lekko przechadzając się po pomieszczeniu.
- Mhm, brzmi nienajgorzej. - rzuciła dość lakonicznie do Człowieka, gdy zaproponował swój plan. - Ale na pewno nie idziesz sam, bo Zbieracze mają te swoje śmieszne roje na ludzi. Wolisz raczej mieć przy sobie kogoś, kto w razie czego spróbuje cię uratować. Nie wiem, weź sobie...
Jutę. No właśnie. Kobieta pojawiła się koło nich dość szybko i wtrąciła się do ich planu. D'veve pomyślała sobie nawet, że to dobrze. Może trafi ją jakaś kula, a może będzie dobra nie tylko w gadce, ale też i w strzelaniu, i przysłuży się misji.
- Rób sobie z tym chłopcem, czy z tymi chłopcami, co chcesz, ale mnie w wasze akty nie wciągaj. - prychnęła dość kwaśno i może z dozą humorzastej irytacji, na końcu puszczając mocnego balona z gumy do żucia.- Ja chcę tylko moją nową koleżankę i zostawię wam całą resztę. - na koniec puściła Paeti lekkie, niepasujące do powagi sytuacji oczko. Isha też miała swoje dziwnostki i mechanizmy obronne, lecz przynajmniej nie była takim chujem, jak Turianka. - Chociaż... nie, weźmiemy jeszcze jednego kierowcę. Może być dosłownie ktokolwiek, jakiś górnik, czy coś. - dodała na sam koniec, biorąc głębszy oddech po tej wypowiedzi i robiąc sobie chwilę przerwy, tylko po to, by na dobre przejąć pałeczkę i podsumować cały plan.

- Więc tak. Z mojej strony, to powinno wyglądać tak, że ja i Paeti bierzemy naszą ciężarówkę, wy idziecie na pakę, wysadzimy was po drodze. Proponuję byście wzięli sobie jeszcze kogoś, i najlepiej nie tego ambasadora. Z całym szacunkiem, ale ten gość ewidentnie padnie od losowej kuli. - zerknęła na niego, ale nie w sposób ostry, a lekko empatyczny. Ten koleś na sto procent po prostu wchodziłby im w drogę, lepiej było wziąć sobie jakiegoś żołnierza. -Wy odpalicie ten system, my pojedziemy po resztę ciężarówek. Wzięłabym jednego kierowcę, bo nigdy nie wiadomo, co tam zastaniemy, a wolałabym mieć przy sobie jakieś wsparcie. Jeśli się uda, to spróbujemy po was podjechać, a jeśli nie, to po prostu idźcie do portu. My pojedziemy ciężarówkami po resztę i ewakuujemy ich do portu. Mamy flary, więc stamtąd będziemy mogli je wystrzelić, żeby Sozika, to jest, pilotka mojego statku, mogła po nas podlecieć i przeprowadzić ekstrakcję. I wtedy będziemy mogli...ekhm, wykombinować co z kopalnią i Conestogą. - postanowiła nie robić przemowy dla "zwykłych ludzi" i cywili, tylko zrobić to, w czym była dobra. Wykombinować szybki, rozsądny i w miarę składający się do kupy plan, który da nadzieję i wiarę tym, którzy akurat tu byli.

Chwilowo odłożyła kwestię Conestogi na plan dalszy. Oczywiście wiedziała, że kopalnia będzie MUSIAŁA być punktem, który zbadają, ale wolała upewnić się, że będzie mogła wykorzystać do tego celu pozostałych członków SST, którzy w tym momencie nie mogliby ruszyć dupy, bo zostawialiby cywili na śmierć. Gdyby jednak zapewniła im bezpieczeństwo na statku, i może nawet zyskała ich szacunek, to mogłaby po prostu zabrać ich do kopalni. Pragmatyczne, ale też i moralne.
- Dwie trójki, czy tam dwa trójkąty. Ja-Paeti-Ktokolwiek, oraz Striker-Juta-Ktokolwiek.- zaproponowała na koniec, po czym zerknęła w kierunku Charlesa, lekko się do niego uśmiechając.- Dla nostalgii możemy nawet podzielić się na Alpha i Bravo.- patrząc po powrocie lepszego humorku i dużym skupieniu, chyba udało jej się samą zmotywować. Z drugiej strony, dużo humoru mogło oznaczać też i spory stres. Na pewno jednak nie czuła się już tak bezsilnie, jak przed chwilą.
Isha D'veve

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 217
Posty fabularne: 179
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Mindoir
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 8.900
Medale: 4
Wyzwoliciel (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Lenal] Proctulus

1 gru 2022, o 17:55

Kiedy przechadzał się jeszcze korytarzami tej prowizorycznej bazy odwrócił się na chwilę na pięcie w stronę swojego kopalnianego towarzysza.
- Tak, będę potrzebował tego wszystkiego żebym nie musiał was zabierać do kopalni. - Uniósł przed siebie dłonie prostując je w jego stronę jakby tłumaczył coś bardzo prostego, ale niezrozumiałego dla turianina. - Oczywiście wygodniej byłoby zabrać was, ale patrząc jaką masakrę zrobili zbieracze, to jedyne do czego byście byli użyteczni, to kupowanie czasu blokując ich natarcia.
Miał nadzieje, że to dotrze do jego niezbyt wojskowego rozumku i wykona polecenie. Jak się okazało zadziało. Wątpił jednak, że dostanie jakiekolwiek warte informacje. Te niestety były kluczowe by uratować siostrę Ishy z tego gówno. Musieli się śpieszyć.

- To niczego nie zmienia jeśli mamy transport. - Odpowiedział krótko ambasadorowi. W jego mniemaniu to, że mogli szybko zmieniać pozycję, a przeciwnik dysponował na ten moment tylko jednym wsparciem lotniczym, było na ich plus. Nie mówiąc o tym, że szturm na tak strategiczny punkt kontrolny pewnie zwróci uwagę większości przeciwników w okolicy. Taka sytuacja na pewno ułatwi zespołowi drugiemu przejęcie ciężarówek.
- Nie jestem pewny czy są jeszcze w okolicy. Podczas mojego ostatniego spotkania, kiedy skończyli główny zbiór ludzi i dotarliśmy na miejsce to nie mieliśmy z nimi żadnego kontaktu.
Odpowiedział na zmartwienie Ishy, a na propozycję tylko delikatnie westchnął ze zmęczenia. Jeśli nie było nikogo innego do pomocy to musiał brać Yutę. Oprócz ambasadora nie widział nikogo innego do wykonania tego. Nie mówiąc już o tym, że teraz musiał przesłuchać Turianke w kwestii zmian jakich dokonało SST w systemach obrony. Powolnym krokiem podszedł do Asari i powiedział cichym tonem.
- Wezmę tą srake ze sobą, ale jesteśmy kwita, że waliłem ci w plecy na Nyx. - Położył swoją rękę na ramieniu i lekko się uśmiechnął. W jego głowie świat musiał wyglądać całkowicie inaczej jak męczenie się z kimś przez parę godzin było porównywane prawie do zamordowania własnego członka oddziału. Chociaż jakby nie patrzeć jej ból był tylko fizyczny, dla Strikera będą to godziny psychologicznego terroru.
- A to nie była Alfa i Beta za pierwszym razem? - Zapytał lekko zaskoczony, że tak dobrze pamiętał jeszcze ich zespoły na Neidusie. Chociaż mogła mówić o Nyx? Kto wie. Trochę tych robót już przerobili. Chociaż na myśl o tym, że mieliby się nazywać znowu betą, aż lekko parsknął śmiechem przypominając sobie jak z Crassusem grali w pewną bete gry za co otrzymali “Beta” itemy. Od tego czasu nazywanie się Beta Squadem stało się pewnym idiotycznym inside jokiem w ich znajomości. - No dobra. Beta Squad! Dobra Yuta dobierz jakieś dobrego strzelca do zespołu albo kogokolwiek użytecznego i możemy ruszać. Czas odwalić trochę “brudnej roboty”.
Parsknął śmiechem na wspomnienia jak Paeti ją przedstawiła. Nabijanie się z towarzyszy walki zawsze było jego guilty pleasure. Jakby nie patrzeć nie zawsze mógł sobie na to pozwolić, ale teraz miał pełne pole do popisu.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1249
Posty fabularne: 172
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 45.800
Medale: 10
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Poprzednia strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość