W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

[Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

7 maja 2021, o 17:18

Obrazek
NAZWA Watson

LOKALIZACJA Droga Mleczna → Kołyska Sigurda

TYP Planeta skalista

PROMIEŃ 6,733 km

MASA 1.327 M⊕

GĘSTOŚĆ 5,61 g/cm³

GRAWITACJA 1.2 g

V UCIECZKI 16,54 km/s

DOBA 37,8 godzin

ATMOSFERA Obecna

CIŚNIENIE 0.6 atm

Skład atmosfery:
74,32% azot
24,38% tlen
1% argon
0,3% dwutlenek węgla
śladowe ilości innych gazów


Informacje dla podróżnych:
⊳ Planeta - ogród.
Jej odkrycie w 2165r. przypisują sobie Chińska Federacja Ludowa, Zjednoczone Stany Ameryki Północnej oraz Unia Europejska. Przymierze Systemów pośredniczyło w wypracowaniu niesławnego "kompromisu rejkiawickiego", który pozwolił każdej z koalicji na ograniczoną kolonizację w miastach zaludnionych przez osadników z każdego z państw.
⊳ Planeta zamieszkała jest przez rozmaite gatunki żyjących na jej powierzchni stworzeń, które ciężko wpisać w okresy Ziemskiej ewolucji. Fauna i flora nie zostały jeszcze w znaczącym stopniu zbadane i drastycznie różni się od siebie w zależności od regionu.
Temperatura minimalna:
-18'C
Temperatura średnia:
28'C
Temperatura maksymalna:
34'C
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

7 maja 2021, o 20:59


Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Vexarius Viyo, Marshall Hearrow, Carlos Brown, Tori Te'eria, Wayra Talev, Zed'terco Galick


“There we are, trapped in the amber of the moment. There is no why.”

Wyświetl wiadomość pozafabularną


- Wy to macie, kurwa szczęście. - Damski głos przebija się przez niemal ogłuszający ryk deszczu uderzającego o metalowe ściany promu. Pojazd przebija się przez ponury, zasnuty mgłą krajobraz porośniętej bujną roślinnością planety. - Tu bym wam pokazała, jakie wodospady są ładne. I co? I chuja wam pokażę.
Szczupła, drobno zbudowana blondynka macha ręką z frustracją, spoglądając w kierunku okna, za którym woda spadająca z wiszących nisko chmur zlewa się z tą wypływającą spomiędzy skał. Ciężko w tych odmętach szarości przeplatanych z wyblakłą zielenią spostrzec coś, co nazwać mogliby wodospadem.
Prom, który im przydzielono, był spory. Każde z nich, nieznajomych względem siebie, miało wystarczająco miejsca by rozsiąść się wygodnie, a i odsunąć od pozostałych co najmniej o jedno wolne miejsce. Pomimo cywilnych oznaczeń na jego szarej, zewnętrznej powierzchni, w środku przypominał pojazd, którym wojska transportowały żołnierzy na pole walki.
Poniekąd, spełniał teraz swoje pierwotne założenie znakomicie.
- Jeszcze wczoraj ładnie było, a potem się zesrało.
Kobieta pojawiła się jako pierwsza w wyznaczonym im przez zleceniodawcę miejscu zbiórki na Cytadeli. Przedstawiła się krótko, po cywilnemu - Evelyn Cantos, miło poznać. Bez stopnia wojskowego, bez stanowiska, bez chociażby zbędnego słowa, którym mogłaby opisać swoją rolę w tym wszystkim. Zaprowadziła ich do prywatnego doku, a później do promu. Bez fajerwerk, bez rozłożonego przed nimi, czerwonego dywanu, bez kurtuazyjnego zapytania jak leci. Przez większość drogi opowiadała skąpe w szczegóły historie lub anegdotki, według siebie umilając im dłużącą się podróż.
Pilot promu, rosły człowiek skryty w fotelu oddzielonym od pasażerów prowizoryczną zasłonką, nie odezwał się ani razu.
- No, jesteśmy na miejscu! - zapowiedziała, gdy każde z nich wyczuło, jak prom obniża lot, walcząc z grawitacją i ciężkimi kroplami deszczu, podchodząc do znajdującego się gdzieś w oparach mgły lądowiska. Po chwili lekkim stąpnięciem oznajmił im, że wylądował na ziemi. - Witam na terytorium Chińskiej Federacji Ludowej!
Jako pierwsza wyskoczyła z pojazdu wprost w ścianę deszczu, osłaniając się przed nim lekko ręką. Drugą machnęła w ich kierunku, zachęcając do ruszenia za nią, do połyskujących kilka metrów dalej drzwi. Rozsunęły się pod wpływem jej omni-klucza, wypuszczając z otwartego doku na korytarz, z którego z kolei przeszli dalej - na częściowo zadaszoną ulicę. Tam odsapnęła teatralnie, krople wody ścierając z czoła wierzchem rękawa.
- Módlcie się, żeby pogoda się poprawiła. Mamy trochę drogi przed sobą - westchnęła, szybkim ruchem wyrywając do przodu. Zdawała się nie patrzeć na to, czy żadne z nich nie zgubi się na terenie kolonii, który był rozległy - a im dalej od doków, tym bardziej wydawał się skomplikowany.
Watson był planetą - rajem, którego zdjęcia i opinie, które lądowały w extranecie, wydawały się porównywać go do małego skrawka egzotycznego nieba. Jego renoma w żaden sposób jednak nie odzwierciedlała tego, co zastali na miejscu - w dalekiej do sprzyjającej pogodzie, w nieznośnym chłodzie przejmującego wiatru, po ulicach poruszały się duchy w ludzkiej postaci. Mieszkańcy owinięci w płaszcze i chusty, podnoszący ku nim niewidzące spojrzenia i naprędce je odwracający, jak gdyby nawiązanie kontaktu z przybyszami było czymś wstydliwym, czymś zakazanym.
Czymś, czego Evelyn nie dostrzegała. Blondynka prowadziła ich sprawnym krokiem w sobie znanym kierunku, nie odpowiadając na żadne pytania wprost, nie udzielając żadnych informacji, które mogliby uznać za wyczerpujące. Wydawała się nie widzieć, lub świadomie ignorować to, w jak specyficzny sposób traktowała swoich gości, pokazując im się jako zupełna niewiadoma i w pojedynkę prowadząc ich wgłąb kolonii. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że nie była ich zleceniodawcą - przynajmniej oficjalnie. Na papierze zlecenie przyszło z samego rządu Federacji.
- Szefostwo się postarało, spójrzcie - zachęciła ich, uchylając przed nimi drzwi, które, jak poprzednie, wymagały potwierdzenia jej omni-klucza.
Znaleźli się w małym pomieszczeniu, przypominającym zamknięty sklepik lub skład, który niegdyś pełnił jego funkcję. Na ścianach za ladami widniało błyszczące, nowe wyposażenie.
Nie było jednak ani zleceniodawcy, ani nikogo poza blondynką. Nie było również żadnych odpowiedzi. Co za to było?
Wiadomość rządowa z voucherem wysłanym na ich omni-klucz.
- Śmiało! Przyda wam się - rzuciła kobieta, opierając się plecami o blat i przyglądając się nowo przybyłym dość obojętnie.

Pracodawca oprócz gwarantowanego po wykonaniu zlecenia wynagrodzenia, każdemu z ochotników przesyła voucher na 20.000 kredytów do wykorzystania w dostępnym na miejscu sklepie.

Uwaga! Niewykorzystane kredyty na voucherze przepadają. Transfer środków na konto nie jest możliwy. Przekroczenie kwoty vouchera i dopłacenie z własnych środków nie jest możliwe.

Sklep




Akcesoria bojowe:

  • Pochłaniacze ciepła - cena za sztukę 45 kredytów
  • Medi-żel - cena za sztukę 70 kredytów
  • Omni-żel - cena za sztukę 90 kredytów
Ceny:
  • części pancerza - 15.000 kredytów jedna (hełm/naramienniki/napierśnik/nagolenniki/rękawice
  • broń - ceny przedstawione pod modelami
  • omni-klucze - ceny przedstawione pod modelami
  • generatory tarcz - ceny przedstawione pod modelami


Obrazek Obrazek


Obrazek

Każda część pancerza Kassa Fabrication posiada 5% bonus do tarcz, prócz napierśnika, który posiada skrócenie szybkości ładowania tarcz o 1PA. Skompletowany posiada 15% bonus do tarcz i skrócenie szybkości ładowania tarcz o 1PA. By dowiedzieć się więcej, zapraszamy do informacji zgromadzonych w extranecie w zakładce Inne > Opancerzenie.

Obrazek

Każda część pancerza Sił specjalnych N7 posiada 5% bonusu do pancerza. Skompletowany posiada 20% bonusu do pancerza. By dowiedzieć się więcej, zapraszamy do informacji zgromadzonych w extranecie w zakładce Inne > Opancerzenie.




M-5 Falanga
Poziom: Q1
Typ: samopowtarzalna
Amunicja: 12/72
Cena: 18.000
M-9 Grom
Poziom: Q1
Typ: samoczynna
Amunicja: 50/350
Cena: 17.000
M-15 Windykator
Poziom: Q1
Typ: samoczynna
Amunicja: 24/144
Cena: 17.000
M-27 Sejmitar
Poziom: Q1
Typ: strzelba
Amunicja: 8/24
Cena: 15.000
M-97 Żmija
Poziom: Q1
Typ: samopowtarzalna
Amunicja: 6/36
Cena: 17.000

OMNI-KLUCZE


Polaris
Producent: Kassa Fabrication
Bonus tarcz: 10%
Premia technologiczna: 10%
Cena: 15.000
Bluewire
Producent: Laboratoria Aldrin
Bonus tarcz: 5%
Premia technologiczna: 5%
Cena: 10.500

GENERATORY TARCZ


Standardowy wzmocniony
Producent: Niezależny twórca
Pojemność: 750
Koszt odnowy: 10,5 PA
Cena: 14.000
Niezłomny
Producent: Hahne-Kedar
Pojemność: 860
Koszt odnowy: 12 PA
Cena: 18.000


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

8 maja 2021, o 14:42

Decyzja o wysłaniu zgłoszenia przyszła Marshallowi na tyle łatwo, że w zasadzie nie zastanawiał się nad tym ani chwili. Biorąc pod uwagę swój stan psychofizyczny i fakt, że został wysłany na przymusowy urlop nie pozostało mu nic innego. Inaczej faktycznie by zwariował, tak jak dowództwo zakładało. Spakowanie rzeczy też nie zajęło mu długo, tylko podstawowe rzeczy , trochę prowiantu, pancerz i broń. Minęło tyle czasu odkąd był na jakiejś akcji, że idąc do doków niemal podskakiwał z radości jak małe dziecko.
- Marshall Hearrow - przedstawił się niezobowiązująco, również nie podając stopnia ani przynależności. Jeśli trzeba będzie ujawni to potem, teraz nie widział takiej potrzeby. - Mówcie mi Arrow.
Podróż spędził jak zawsze - przesypiając niemal całą drogę, za to kiedy już znaleźli się wreszcie praktycznie na miejscu był wypoczęty i gotowy.
Wyglądał przez okno wsłuchując się w słowa blondynki. Była ładna i przemawiał do niego jej sposób bycia więc uśmiechnął się do siebie kiedy z jej ust padło kilka dosadnych zdań na temat braku widoku na tutejsze atrakcje. Mało tego, w samym promie poczuł się wreszcie na swoim miejscu. To było jedno z lepszych uczuć w ostatnim czasie.
Deszcz przyjemnie bębnił o ściany promu, za to był mniej przyjemny kiedy wreszcie z niego wysiedli. Było wilgotno i Hearrow dziękował sobie w duchu, że jednak ściął te włosy i nie musi odgarniać ich teraz, zmoczonych w ułamek sekundy. Tym bardziej Evelyn nie napawała go optymizmem mówiąc o długiej wędrówce. Chwilę rozglądał się próbując zapamiętać cokolwiek z zabudowań, jakieś punkty odniesienia i tego typu rzeczy, a przynajmniej na tyle na ile pozwalał mu padający do oczu deszcz. Dopiero po chwili się zreflektował, że reszta już w zasadzie ruszyła za przewodniczką i należałoby uczynić to samo.
- Nie wydaje wam się, że ludzie zachowują się tu jakoś, nie wiem, dziwnie? - rzucił w eter do grupki współtowarzyszy przyglądając się mijanym osobom. W tym deszczu i przez zawinięte twarze ciężko było cokolwiek dostrzec.
Watson - Hearrow przed samym wyjazdem wyszukał w extranecie informacji na temat kolonii jak i samej Chińskiej Federacji Ludowej. Zdjęcia przedstawiały zupełnie inny obraz niż to, co zastali na miejscu.
Prawie wpadł na osobę idącą przed nim, kiedy wszyscy zgodnie zatrzymali się przed drzwiami.
- Przepraszam - wymamrotał i wszedł do środka. Musiał przyznać Cantos rację, szefostwo się postarało. Potem usłyszał cichy dźwięk swojego omni-klucza. - No ładnie. Czyli szybki shopping, są może parasolki? Płaszcze przeciwdeszczowe?
Przechodził pomiędzy pozostałymi aby móc spojrzeć bliżej na to co oferował im ten osobliwy sklepiko-składzik.
- Dobra, jak ma mi to przepaść to poproszę to - wskazał na M97 Żmiję. -I z 40 pochłaniaczy. Resztę można przekazać na biedne dzieci, czy coś.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+20% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
+5% szansa na strzał krytyczny
+20% do pancerza
+1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni

Obrazek
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 579
Posty fabularne: 27
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

8 maja 2021, o 16:02

Powitaniu, które zgotowało im Watson, daleko było do tego zapowiadanego w artykułach dotyczących rajskiej planety oraz tego, które sugerowałyby powszechnie dostępne wiadomości. Prom trząsł się niemal przez cały czas, gdy lądowali - najpierw kiedy przebijali się przez kolejne warstwy atmosfery planety, a potem kiedy zamiast gładkiego szybowania napotkali agresywne uderzenia wiatru oraz zacinającej ulewy. Jednostajny, ogłuszający stukot ciężkich kropel na pancerzu pojazdu niemal zagłuszał ryk silników, nie mówiąc już o słowach ich przewodniczki i skutecznie wybijał z głowy pomysły na rozmowę z pozostałymi pasażerami, zamykając każdego w jednoosobowym kokonie własnych myśli.
Wiadomość od Rady, którą otrzymał zaledwie kilka godzin temu, dotarła do niego niemal zbyt późno, sprawiając że dotarł na miejsce spotkania jako ostatni, dołączając do pochodu zebranych na chwilę przed tym, gdy drzwi okrętu zamknęły się za ich plecami. Prośba o inwestygację była krótka, ale konkretna. Nowa misja nie była aż takim zaskoczeniem i chociaż odwlekła jego lot do Szanghaju, to zapewniała również bufor w stosunku do wszystkiego co wydarzyło się na skutej lodem planecie Rdzawego Morza, pozwalający skupić myśli na czymś prostszym i bardziej materialnym. Coś czego potrzebował... i zresztą, nie tylko on. Elpis, wraz z nową, permanentną pasażerką, zostały na orbicie Cytadeli, po raz pierwszy od wielu miesięcy zapewniając Etsy towarzystwo w trakcie jego nieobecności.
Pomimo tego, wchodząc do promu na Cytadeli nie spodziewał się znaleźć znajomych twarzy pośród ochotników. Co w pewnym sensie było błędem, biorąc pod uwagę, że poprzednim razem poznali się w niemal takich samych okolicznościach, chociaż zmierzając do o wiele mniej przyjaznego miejsca. Gdy na początku podróży jego wzrok napotkał twarz niebieskoskórej lekarki, uśmiechnął się lekko i skinął głową w jej stronę, dając jej znać, że ją rozpoznał, po czym zajął jeden z wolnych foteli.
- Mały świat, pani doktor.
Natomiast jeżeli chodziło o Browna... Jego wzrok zatrzymał się na człowieku nieco dłużej, wbijając się w niego w milczeniu. Po uśmiechu, którym obdarzył Tori, tutaj nie było śladu, ale jemu również skinął głową po dłuższej chwili.
Jego również rozpoznał.
Podróż upłynęła we względnej ciszy, którą pod koniec dla kontrastu wyrównał ryk deszczu. Większą część drogi spędził w milczeniu, obserwując swoich nowych, tymczasowych towarzyszy broni, żeby wyrobić sobie wstępną opinię, a pozostałą w otoczeniu własnych myśli i rozmytego, niewyraźnego obrazu za oknem. Gdy w końcu wylądowali, a Evelyn zaprosiła ich na zewnątrz, samej również wyskakując w ścianę deszczu, on także podniósł się z na nogi. Rzucił krótkie spojrzenie na strugi wody zacinające z pochmurnego nieba, po czym podążył za nią, bez słowa - chociaż niezbyt chętnie - znosząc ataki deszczu.
Watson nie przypominała rajskiej planety zarówno z powietrza, jak i z ziemi. Być może sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby na niebie przyjemnie świeciło słońce, a atmosfery nie psuła otoczka eksplozji w kopalni Piezo, ale trudno było docenić takie detale, gdy krople wody uderzały po karku i spływały po szczelinach pancerza. W ciszy podążył za ich przewodniczką, szybko wyłapując, że niewiele się od niej dowiedzą - przynajmniej na początku - i pozostawiając swoje pytania na później, póki co skupiając się na obserwacji. Nie skomentował również słów mężczyzny, ale podążył za jego wzrokiem na mijanych mieszkańców Watson.
Koszmarna pogoda potrafiła wyjaśnić wiele rzeczy.
Dotarcie do sklepu pozwoliło im na chwilę wyrwać się z objęć deszczu i złapać metaforyczny oddech. Przetarł twarz dłonią z drobinek wody, po czym rzucił okiem na komunikat na omni-kluczu. To jednak nie premia zwróciła jego uwagę w pierwszej kolejności.
- To zależy od tego co znajdziemy w kopalni - odrzucił na słowa Evelyn, spoglądając w jej stronę przelotnie. - Czy voucher zawiera w swoim pakiecie kilka odpowiedzi?
Przesunął spojrzeniem po dostępnym wyborze części, po czym zaznaczył swój wybór: napierśnik Kassa Fabrication. Jego własny, chociaż kompletny, posiadał na sobie wyraźne, zabliźnione omni-żelem szramy w większej ilości miejsc niż by chciał. I chociaż każda z nich opowiadała swojego rodzaju historię, to praktyczność zwyciężała z sentymentalizmem.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1594
Posty fabularne: 82
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 23.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

8 maja 2021, o 16:35



Zgłoszenie wysłała bez zbytniej wiary na otrzymanie pozytywnej odpowiedzi. Wciąż zła na cały świat, pełna żalu na siebie samą i wszystko dookoła, pod wpływem impulsu chwili, a może przekory - po przeczytaniu otrzymanej informacji wypełniła formularz zwrotny, wysłała i zajęła się rozsyłaniem informacji do swoich przyjaciółek, niemal zapominając o tym fakcie. Tym większe więc było jej zaskoczenie gdy już pół godziny później na terminalu pojawiła się ikona przychodzącej wiadomości, która okazała się niczym innym jak krótkim potwierdzeniem jej aplikacji wraz z datą i miejscem zbiórki w pobliżu doków Cytadeli.
W pierwszym odruchu chciała odpisać, że się rozmyśliła i sprawa nie jest aktualna, ale zanim jej dłoń dotknęła klawiatury, asari gwałtownie wstała z krzesła i przeszła do salonu, wpatrując się w panoramę Okręgu Zakera i śmigające za oknem pojazdy. Nic jej nie trzymało. Po raz pierwszy decydowała sama o sobie. Może właśnie ten odruch, w którym wysłała swoje zgłoszenie był znakiem, wolą Athame która wskazała jej jedną z możliwych dróg wyboru? Babka Tori pewnie wyśmiała by ją za taką myśl, ale w głowie młodej asari to wszystko składało się w jedną całość. Zbieżność wydarzeń w czasie mogła być tylko zbiegiem okoliczności, ale może był w tym udział bogini? Niespodziewany koniec stażu i brak kontraktu, niespodziewana wiadomość o zleceniu, niespodziewana przyszłość… Tori przeszła do sypialni i otworzywszy szafę zaczęła się pakować do niewielkiej torby - kilka sztuk bielizny, kilka sztuk odzieży, odrobina prowiantu na drogę. Nie miała zamiaru przesadzać jak zrobiła to ostatnim razem. Z treści zlecenia wynikało jasno, że nie będzie to wypoczynkowy kurort, drinki z palemką i pokaz mody. Trzeba postawić na funkcjonalność.
W podanym czasie i miejscu stawiła się na spotkanie ubrana już w swój pancerz, z Falangą u boku i generatorem tarcz gotowym do aktywacji. Spodziewała się że pozostali członkowie ekipy będą bardziej wyglądać na najemników czy żołnierzy, a w takiej sytuacji wolała raczej wtopić się w tłum niż wyróżniać się bardziej formalnym strojem. Trzymając w jednej dłoni swój nowy hełm a w drugiej niezbyt ciężką torbę z rzeczami szybko zlustrowała piątkę pozostałych - blondynkę, która była przedstawicielką zleceniodawcy i resztę nowej ekipy - trzech ludzkich mężczyzn i turianina. Wchodząc na pokład czekającego już promu nie była w stanie ukryć zaskoczenia widząc dwie znajome twarze -Vexa i Carlosa. Skinęła ku nim głową posyłając Vexowi lekki uśmiech, odpowiadając na jego powitanie.
- I wygląda na to, że Cytadela istotnie jest centrum tego świata. Kto by pomyślał…
Gdy Hearrow przedstawił się jako pierwszy z nieznanych jej osób, odwróciła głowę ku niemu.
- Tori. Tori Te’eria - na razie nie było potrzeby na wdawanie się w żadne dywagacje, kurtuazje czy wynurzenia.
Sama podróż nie obfitowała w atrakcje. Zresztą zapewne byłoby dziwne, gdyby było inaczej. Zajęli miejsca w wahadłowcu zajmując się tym, co kto wolał, nawet żadne rozmowy się nie kleiły. A gdy wylądowali, Tori bardziej skoncentrowała się na otoczeniu i próbie dostrzeżenia czegoś ciekawszego niż otaczająca ich ściana deszczu. Nie mogła jednak odmówić sobie jednego - zaraz po wyjściu z wahadłowca, nie zważając na deszcz przystanęła na chwilę, przymknęła oczy i kilkakrotnie odetchnęła świeżym, wilgotnym powietrzem niosącym ze sobą aromaty roślinności, mokrej ziemi, ale niestety także zapachami cywilizacji i osiedla. Mimo wszystko to powietrze było zupełnie inne od tysiąckroć wyfiltrowanego, oczyszczonego i sztucznie aromatyzowanego powietrza Cytadeli.
Truchtem dołączyła do reszty grupy, podążając za blondynką uliczkami i przejściami, starając się jednak z czystej ciekawości rozglądać wokół i ignorować dziwne zachowanie nielicznych napotkanych tubylców, tak podobne do…
Gdy dotarli do celu i otrzymała wiadomość z voucherem na zakupy, początkowo chciała to zignorować i odpuścić. Jednak widząc jak pozostali z zainteresowaniem zaczynają oglądać dostępne elementy wyposażenia i ekwipunku, zaczęła wyciągać szyję w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby i ją zainteresować. Broni zmieniać nie chciała, nie miała doświadczenia w doborze elementów pancerza ale możliwość zdobycia w zasadzie za darmo czegoś, co mogło wspomóc jej bezpieczeństwo była całkiem kusząca. Jej wzrok padł na generatory tarcz. Podeszła bliżej czytając ich specyfikacje i po chwili pewnym ruchem sięgnęła po „Niezłomnego”. Tak. To może się przydać. Pamiętając o zaledwie kilku pochłaniaczach ciepła spoczywających w jej torbie postanowiła dobrać ich trochę więcej. A co z pakietami medycznymi? No cóż, jest lekarką. Jeśli czeka ich jakiekolwiek niebezpieczeństwo i ryzyko urazów, Tori będzie czuła się odpowiedzialna za udzielenie pierwszej pomocy. Kalkulując szybko w głowie zgarnęła kilkanaście pakietów medi-żelu, które wylądowały w jej torbie zaraz obok nowo nabytych pochłaniaczy i starego generatora tarcz. Nowy generator zaś przypięła do paska, odsuwając się na bok by zrobić miejsce innym.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Ostatnio edytowano 10 maja 2021, o 14:56 przez Tori Te’eria, łącznie edytowano 1 raz
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 239
Posty fabularne: 75
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Kołyska Sigurda -> Skepsis -> Watson
Kredyty: 55.600
Medale: 2
Purpurowa gwiazda (1) Glitch (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

9 maja 2021, o 02:19

Wyłączył muzykę, która cały lot klekoczącym, zaraz zdającym się rozpaść promem walczyła o uwagę z burzą na zewnątrz, odgłosami działania pojazdu i głosem blondynki.
Nie to, żeby był rozczarowany…
Dobra, jasne do diabla, że był! Miała to w końcu być cudowna planeta, wprost raj – i liczył na to, że będzie. Rzadko miał okazję bywać w takich biomach. W końcu z ziemią łączyło go niewiele i na pewno nie to, żeby tam mieszkał kiedykolwiek. A Feros raczej nie zachwycała przyrodą.
Trochę słońca, widoków i ładnych dziewczyn w strojach kąpielowych. Plan był jasny, prosty i oczywisty – jasne, zlecenie przyjął z powodu kredytów przede wszystkim. Ale kilkudniowy pobyt na planecie miał być miłym bonusem.
Omni zaświergotał informacją o dodatkowych środkach. Darowanym kredytom nie zagląda się w pochodzenie, to tylko uśmiechnął się wesoło, odrobinę w lepszym humorze. Niezdecydowany przez moment łamał się – między praktycznością kupienia czegoś, co może się przydać od razu a wydania dodatkowych kredytów na fanaberie, która jednak pewnie nie będzie przydatna w tym momencie.
- Wezmę Polars i 20 pochłaniaczy… - powiedział po chwili. Kolejnej broni i tak by nie mógł zabrać ze sobą, mówiło się trudno. Za to większe szanse ocalenia skóry były zawsze w cenie.
Tak czy siak wciąż miał nadzieję na jakieś dokładniejsze wprowadzenie w sytuacje. Ambiwalentne podejście pracodawcy i wyraźna niechęć do oficjalnego przedstawienia się nie sprawiała mu większego kłopotu. Nie wiedział jak inni, on jednak przywykł do nie zadawania pytań dotyczących źródła pieniędzy, tożsamości płacącego i ogólnie – rzeczy które nie były bezpośrednio związane zleconym zadaniem. Stąd i tym razem niespecjalnie się dziwił.
- Też bym się ucieszył z dokładniejszych informacji, jeśli jakieś macie. Jakieś mapy też mogły się przydać. Niewiele było szczegółów w samym zleceniu – dorzucił, mając nadzieję, że jednak zamierzając im udzielić jakiś informacji o samej misji.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Posty fabularne: 27
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Kołyska Sigurda -> Skepsis -> Watson
Kredyty: 9.896
Medale: 1
Glitch (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

9 maja 2021, o 23:43

Jako starszy człowiek, najstarszy z zebranych, do tego były marines, większość czasu drzemał. Stara wojskowa prawda mówi jasno, śpij kiedy się da, bo nie wiesz kiedy znowu nadarzy się okazja. Ostatnimi czasy niewiele robił, głównie najmował się jako ochroniarz, bo za coś trzeba żyć, a jedyne co umie to posługiwać się bronią. Zlecenie z dala od Cytadeli było więc szansą na oderwanie się od monotonii i może zarobienie czegoś więcej niż drobniaków na przetrwanie.
Zdążył zauważyć znajome twarze, nie był pewien co do turiańskiej mordeczki, ale niebieska na stówę była tą samą asari co na tej pustynnej planecie.
Carlos Brown. Galaktyka mająca niezliczone miliarzy inteligentnych istot i planet przez to całe gówno zamieszkałych musi być naprawdę ciasna, skoro się znowu spotykamy.
Spostrzegł, zabierając się za przeglądanie katalogu.
Od Klendagonu mu się trochę mocniej posiwiało, a i wory pod oczami urosły. Uśmieszek, którym obarczał świat, był bardziej stonowany, prawie sztuczny. Do tego wieczną koszulę hawajską, tym razem czerwoną w zielone węże i butelki tekili, raczej chował pod granatową kurtką z wyraźnie odprutymi jakimiś naszywkami i łatanymi dziurami.
Rajska planeta była miłą odmianą po stacjach kosmicznych, miastach i pustyniach. Swobodne opady deszczu były przyjemnym doznaniem, po racjonowanej wodzie z Okręgów Cytadeli. Gdyby ta przyjemność nie była tak cholernie droga, pewnie by poszedł wreszcie na emeryturę na jakiejś planecie z od zajebania wody, ciepłym klimacikiem, małą ilością bydląt co chce cię zeżreć, szeroką plażą i może jakąś lokalną populacją asarii. O ile z niebieskimi zwykle nie da się gadać, bo chyba cała rasa ma coś nie tak z głowami, ciągle pierdoląc uduchowione, przeintelektualizowane bzdety, to przynajmniej patrzeć jest miło. Chyba ludzkie kobiety były by jednak lepsze...
Co zrobiło na nim największe wrażenie, to solidna grawitacja i raczej rzadkawa atmosfera. Po od chuja czasu w Okręgach, gdzie grawitacja była śmiesznie niska, kosmiczne nogi dawały mu się we znaki. Mięśnie odzwyczajone od obciążenia drżały, wywołując nieznośną miękkość kolan. Jak dać mu chwilę to powinien się z tym ogarnąć, ale jednak. No i ta atmosfera. Może nie na tyle rzadka by wymuszać użycie maski tlenowej, ale złapanie oddechu przez chwilę będzie trudniejsze.
Jak znowu będzie jak ostatnio, to jak boga kocham... Kradnę statek i zostaję piratem... Lecisz ze mną, niebieska?
Zapytał. puszczając Tori oczko. W sumie to jeszcze na Klendagonie żartowali sobie o zastaniu piratami. A, że mieszkańcy tej kolonii zachowują się dziwnie, to równie dobrze mogą być pod wpływem jakiegoś starożytnego ustrojstwa.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 26
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson
Kredyty: 18.660

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 00:45

Zed'terco na miejsce spotkania przyszedł ubrany dość niezobowiązująco. Ciemna bluza zapinana z przodu i coś na wzór jeansów nadawało się idealnie na mało wygodny lot. Cały potrzebny dobytek, a w nim pancerz, czy też ciuchy na zmianę, zmieścił się w dużej torbie sportowej, aktualnie przewieszonej przez ramię turianina. Mężczyzna dotarł jako jeden z pierwszych, chwilę przed czasem.
- Zed'terco Galick - przedstawił się na forum. Nie zamierzał jednak wdawać się w szczegóły i opowiadać o sobie, przynajmniej w tym momencie. Przed wejściem na prom zagaił jednak jedyną asari w zespole - Panna Te'eria? Kojarzę Panią z Heurty, jest Pani stażystką, zgadza się? Jak idzie staż?
Możliwe, że Zed nie należał do najbardziej towarzyskich istot, ale na pewno nie chciał też alienować się od grupy. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem było przynajmniej w części się zapoznać, żeby móc ocenić czego po kim się spodziewać. Jeśli mieli na sobie w przyszłości polegać, nie było innej możliwości.
Turianin nie zebrał się jednak na rozmowy z innymi członkami załogi. O ludziach nic nie wiedział, o drugim turianinie słyszał parokrotnie. Mimo to nie wiedział jak ma zagadać i o czym z nimi rozmawiać, liczył na to, że w późniejszym czasie atmosfera sama się rozluźni. Tymczasem policjant spędził lot na spaniu, czy też medytacji. Zamknął oczy i starał się nie myśleć o tym co się miało wydarzyć, o tym co było i o tym co jest teraz. Z tego stanu nie wyrwała go nawet burza szalejąca poza blachą promu już w atmosferze Watson. Dopiero gdy wylądowali turianin otworzył oczy, zabrał swoje rzeczy i ruszył za pozostałymi.
Wychodząc z promu zatrzymał się na chwilę, zadzierając głowę do góry. Deszcz był miłą odmianą od Cytadelowego filtrowanego powietrza i zawsze udanej pogody. Poza tym same wstępne przygotowania do akcji były miłą odmianą, od siedzenia na urlopie. Po rozwiązaniu sprawy przemytu nielegalnego oprogramowania omni-kluczy, Zed wziął urlop. Pech chciał, że turiańska dusza chciała działania i już po drugim dniu siedzenia na wolnym, Galick zaczął się męczyć w swoim mieszkaniu. Kontrakt, który znalazł przypadkiem przypadł mu do gustu - cena dobra, jak dobrze pójdzie to nie zostanie mu dużo do odsiedzenia w domu. Przez chwilę jednak przeleciało mu przez myśl, że może popełnił błąd, że może lepiej było zabrać motor na jakąś przejażdżkę do gdziekolwiek. Wybił sobie jednak to praktycznie od razu i ruszył dalej za grupą. Musiał nieco nadgonić.
Ze względu na to, że cierpiał na brak własnej broni, nie zamierzał się wahać w wyborze. Uwagę Zeda przykuła tylko jedna z broni - Sejmitar. Duża, ciężka strzelba z konkretnym kopem; czego chcieć więcej? Poza tym w pracy i tak by mu nie pozwolili z tego korzystać "bo procedury bezpieczeństwa". No tak, jakby strzelanie z czegokolwiek innego było bezpieczne.... Tak czy siak do zestawu doliczył trzy omni-żele, trzy medi-żele i dziesięć pochłaniaczy ciepła.
- Dołączę się z pytaniem o konkrety. - dodał lakonicznie.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek

M-27 Sejmitar - 7/8 strzałów (ilość pochłaniaczy: 3)
Zed’terco Galick

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Posty fabularne: 6
Dołączył(a): 28 paź 2016, o 21:50
Miano: Zed'terco Galick
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turianin
Zawód: Śledczy w stopniu Sekcyjnego w strukturach S.O.C.
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20.000

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 13:09


Uwaga Hearrowa obeszła blondynkę. Czy też przez odgłosy płaczącego nieba nie dosłyszała jego pytania, czy też postanowiła je zignorować - nie dała tego po sobie poznać. Ewidentnie miała swoje wytyczne, podobnie jak oni, które wypełniała bardzo skrupulatnie, przykrywając to fasadą wyluzowanego, wręcz obojętnego podejścia i niezobowiązującej rozmowy z pozostałymi.
Przysiadła na ladzie wewnątrz sklepu, przesuwając wzrokiem po ich twarzach. Niektóre wyrażały zaciekawienie sprzętem, inne ostrożność wywołaną brakiem odpowiedzi na niezadane przez nich pytania. Dopiero gdy Widmo odezwał się do niej w sposób bezpośredni, uśmiechnęła się przelotnie. Niczym ktoś, kto żart zrozumiał, ale nie był dla niego równie zabawny, odwzajemniał więc gest z czystej uprzejmości.
- No jasne - odparła, naśladując jego lekko sarkastyczny ton. Dopiero wtedy jej uśmiech nieco się poszerzył, nabierając na wiarygodności. - W pakiecie z jutrzejszymi wynikami loterii.
Powróciła do obserwacji, spoglądając na sprzęt, który wybierali dla siebie zza lady. Za każdym razem, gdy któreś z nich podnosiło broń, czy pochłaniacz ciepła, ich omni-klucze pulsowały lekko, świadcząc o wykorzystaniu vouchera, którego stan mogli stale monitorować na swoich urządzeniach. W miarę, gdy wykorzystywali więcej środków, na części wyposażenia wyświetlały się małe, czerwone ikonki hologramu, sugerujące brak wystarczających środków pozostałych na karcie by mogło im na nie starczyć.
Evelyn zeskoczyła z blatu na ziemię, przetrzepując spodnie na pośladkach dłonią, gdy z jej ruchem z blatu podniosła się otoczka kurzu.
- Wszystkiego się dowiecie - machnęła ręką, lekceważąco traktując ich poważnie wypowiedziane pytania. - Przecież na ślepo nigdzie nie pojedziemy, nie?
Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymując w przejściu dopiero wtedy, gdy zorientowała się, że jej odpowiedź nie była zbyt wyczerpująca. Przetoczyła wtedy wzrokiem po suficie, rozkładając szeroko ręce.
- A możecie słuchać i chodzić jednocześnie? - spytała nieco protekcjonalnie, uchylając przed nimi drzwi i, od razu po tym, prowadząc ich w drogę powrotną do chłodnego, deszczowego świata na zewnątrz.
Holograficzne zegary wyświetlające się na budynkach na przemian z reklamami wskazywały godzinę dwudziestą pierwszą. W systemie godzinowym planety, plasowało ich to na wczesne popołudnie. Zaznajomiona z terenem, blondynka ruszyła naprzód, prowadząc ich w główną, zadaszoną alejkę. Sufit na tej ulicy kolonii był przeźroczysty, wpuszczał do środka naturalne światło dzienne, a zadzierając głowę w górę, mogli dostrzec uderzające w jego powierzchnię krople wody.
- Ten szajs pojawił się tu prawie dwa tygodnie temu. - Blondynka zwolniła nieco, uruchamiając swój omni-klucz. Połyskiwał niebieską barwą, podobnie jak hologram, który wyświetliła ponad nim. Lekko ziarniste zdjęcie błękitnej, półprzeźroczystej kopuły rozpościerającej się nad połaciami terenu. Ze zdjęcia nie widać było odpowiedniej skali - bariera wyglądała jak kula biotyczna, którą zdolni byli wytwarzać biotycy i z perspektywy tej odległości wydawała się niczym od niej nie różnić. - Pochłonął całą fabrykę i jeszcze trochę. Jajogłowi uważają, że pokłady piezo, które były tam wydobywane są jakoś za to odpowiedzialne, ale nikt tego nie kupuje. To wygląda jak bariera biotyczna. Jakby wiecie, ktoś w środku ją zrobił.
Ich omni-klucze piknęły, informując o nadchodzącym przesyle danych. Po potwierdzeniu, ich oczom ukazała się ta sama mapka, którą również wyświetliła u siebie Evelyn, nie zwalniając kroku.

- Widzicie? - spytała, wskazując dłonią na miejsce podpisane jako Gardło. - Ileś tam tysięcy lat temu w planetę jebła kometa, stąd mamy złoża piezo. Kłopot w tym, że rozwaliła teren. Fabryka jest w dziurze pomiędzy skałami. Normalnie nie był to żaden problem, promy po prostu latały górą, ale bariera nie wpuszcza do siebie poruszających się pojazdów, nawet, jeśli jadą wolno. Zostały nam dwa wejścia na piechotę - jej palec przeniósł się wyżej, a północne wejście i jego etykieta błysnęły lekko, poruszone. - Wiemy na pewno, że północne jest odcięte. Zostaje nam gardło. Jedna droga do środka, jedna droga na zewnątrz. Przynajmniej póki nie rozwalimy tej bariery.
Przymknęła mapę, orientując się, że spoglądając na nią bezwiednie idzie na zderzenie czołowe z grupką ludzi stojącą na środku ulicy. Wyminęła ich, kiwając im głową przepraszająco. Czwórka stojących tam ludzi łypała na nich spod nasączonych wodą kapturów, nie wyglądając zachęcająco.
- To tutaj - rzuciła nagle Evelyn, tracąc poprzedni wątek, by skierować ich na odpowiedni tor. Skręciła w uliczką zatytułowaną holograficznym napisem jako wyjście, czym w istocie była. Korytarz kończył się podwójną parą drzwi. Gdy przez nią przeszli, znaleźli się pod małym zadaszeniem na platformie transportowej, na której czekał na nich pojazd. Lekko opancerzony, ewidentnie cywilny, choć jego opony były grube, a zawieszenie podniesione, gotowe na nierówny teren, który ich czekał.
Nie zrażona deszczem, podeszła do transportera, przy którym stał pokaźny plecak. Zgarnęła go i wróciła do nich pod daszek, rozpinając zamek i grzebiąc za czymś w środku.
- Nie miejsce nam tego przywitania za złe. Minęły dwa tygodnie - rzuciła nagle, powtarzając im tę informację. - Rozkładali czerwony dywan dla pierwszych trzech ekspedycji - zaprzestała grzebania w plecaku, najwyraźniej znajdując to, czego szukała lub upewniając się, że ma wszystko. Wyprostowała się i przeciągnęła, przetaczając wzrokiem po stojących przed nią. - My jesteśmy dziewiątą - dodała, uśmiechając się kwaśno, jakby w jej zdaniu brakowało po prostu.
Byli po prostu kolejną ekspedycją, której po prostu, najpewniej się nie powiedzie, więc ani mieszkańcy, ani przedstawiciele rządu nie kwapili się by witać ich oklaskami, dziękować za ich mężność i przybycie na miejsce. Wyrażać radość perspektywą pomocy, obrzucać drogim sprzętem i zespołem przewodników.
Była tylko ona. Evelyn Cantos, kolejne ogniwo w łańcuchu rutynowych misji, gotowa zabrać kolejnych do środka i trzymać kciuki.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 14:14

Arrow uważnie przyglądał się mapce wyświetlonej teraz na jego omni-kluczu i starał się jak najdokładniej analizować zarówno budowę terenu jak i ułożenie budynków.
- Ile metrów głębokości jest z krawędzi skały do dna? - zastanawiał się czy była ewentualna możliwość wspinaczki i wejścia/zejścia górą. Nie żeby w tym momencie była to jedyna alternatywa, ale dobrze było wiedzieć czy istnieją inne opcje. Obrócił obraz i postukał palcem w przestrzeń. - Baraki mieszkalne, fabryka piezo. Jak duży obszar zajmuje cały kompleks? Bo rozumiem, że mamy wejść tam i poszukać źródła owej bariery?
Dwa tygodnie wbrew pozorom to był całkiem spory kawał czasu. Już nawet nie wspominając o ilościach ekspedycji wysłanych do środka i żadna nie wróciła. Że niby im akurat miałoby się udać? Hearrow był przyzwyczajony do ryzyka, ale biorąc po uwagę procent udanych wypraw do tych nieudanych... cóż, zaczynało być niezbyt kolorowo.
- Osiem ekspedycji, liczmy, że w każdej było po sześć osób to razem daje czterdzieści osiem istnień - skomentował w duchu licząc, że jednak może ktoś przeżył tylko uciekł? Albo w środku fabryki mieli jakąś dobrą imprezę i nikt nie miał ochoty stamtąd wychodzić. Kogo my oszukujemy? Mamy przejebane.
- Byłaś za barierą już wcześniej? - zapytał Marshall. Skoro wprowadzała tam kolejną ekipę, to znaczyło, że sama Evelyn była w środku i wróciła. Tak przynajmniej to zrozumiał, co już na wstępie wydało mu się bardzo dziwne. Wraz z kolejnymi zadawanymi pytaniami, przychodziły mu do głowy jeszcze kolejne. Wreszcie zdał sobie sprawę, że chyba nastąpił u niego mocny przerost formy nad treścią. Owszem wewnętrznie bardzo chciał wziąć udział w jakiejś misji, ale dopiero co uszedł z życiem z czegoś, czego nie pamiętał, a teraz wpieprzył się w jeszcze gorszy szajs. Chyba.
- Jak z łącznością na terenie kopalni? Można się skontaktować z kimś kto jest w środku? W sensie jak już tam wejdziemy czy ktoś z zewnątrz będzie miał możliwość połączenia się z nami?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+20% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
+5% szansa na strzał krytyczny
+20% do pancerza
+1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni

Obrazek
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 579
Posty fabularne: 27
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 14:14

Uwaga Carlosa rzucona ewidentnie w jej stronę (a przynajmniej tak się wydawało, skoro tylko ona miała zarówno skórę jak większość pancerza w kolorze niebieskim) zaowocowała ściągnięciem brwi i mrukliwą odpowiedzią
- A może najpierw, zupełnie wyjątkowo, spróbujmy zrealizować misję? Poza tym obawiam się że ze mnie marny materiał na pirata.
Stojąc nieco z boku obserwowała pozostałych, wybierających wyposażenie i potrzebne gadżety. Przez chwilę jej wzrok zatrzymał się na drugim z Turian, który próbował ją zagadnąć gdy wchodzili do promu, jeszcze na Cytadeli. Kojarzył ją z Huerty, ale Tori nie mogła sobie przypomnieć jego twarzy. Co było dość dziwne, bo zgodnie ze swoimi zasadami - za które zresztą została niedawno skrytykowana - zawsze starała się zapamiętać swoich pacjentów i kilka detali o nich. Może tylko się tam minęli? Skąd zatem wiedział, że była stażystką?
Zeskoczywszy ze stołu i ruszając w kierunku wyjścia blondynka dała znać, że galeria handlowa została zamknięta i powinni ruszyć za nią. Tori starała się trzymać stosunkowo blisko niej, starając się nie uronić żadnej - mniej lub bardziej istotnej informacji, wciąż nie wiedząc czego mogą oczekiwać i na co się porywają. Stopniowo, w miarę wyjaśnień, zaczął się rysować ogólny zarys sytuacji. Tori wpatrywała się w otrzymaną mapkę słuchając jednocześnie, a gdy weszli na platformę transportową i zobaczyli czekający na nich transporter, asari przystanęła na chwilę i zmrużyła oczy. Ostatnim razem, gdy korzystała z podobnego środka transportu - nieco większego i zdecydowanie bardziej masywnego, wokół szalała burza piaskowa a ona sama ledwo stała na nogach. Niemiłe wspomnienie. Teraz wokół były ściany wody - Tori sama nie wiedziała co jest bardziej korzystne. Potrząsnęła głową odganiając niemiłe wspomnienia i zmrużyła oczy kierując je na przewodniczkę. Pozornie nonszalancki i lekceważący stosunek Evelyn do nich mógł być zarówno grą pozorów, maską którą kobieta przybrała z sobie tylko znanych powodów, ale równie dobrze mogły być jej naturalnym sposobem bycia. Za każdym razem gdy z jej ust padał kolejny wulgaryzm Tori krzywiła się lekko, ale jak do tej pory nie odezwała się ani słowem, zachowując powściągliwość i nie wypowiadając żadnej krytyki. Ona sama nie akceptowała takiego języka, ale może ludzie mają jakąś wewnętrzną potrzebę zmniejszania nagromadzonych emocji przez „rzucenie mięsem” od czasu do czasu? Jeśli tak, to nadmiarowych emocji w tej kobiecie było zdecydowanie za dużo.
Nadszedł czas na pytania - i chyba nie tylko asari tak sądziła, gdyż zapadłą na chwilę ciszę przerwał Hearrow swoimi pytaniami zmieszanymi z domysłami.
- ”My?” - odezwała się w chwili ciszy która zapadła po wyjaśnieniu, że są dziewiątą ekspedycją i po pytaniach mężczyzny - Czyli jak rozumiem pani wchodzi w skład ekspedycji, czy ma za zadanie tylko nas tam przetransportować? Poza tym mam kilka pytań. Sama bariera… Czy pojawiła się nagle, tego rozmiaru jaki ma teraz, czy stopniowo rosła? Czy się… przemieściła? Rozsądek podpowiada że to, co ją wygenerowało, powinno znajdować się w samym jej środku, dlatego można by było ocenić czy ten… ta osoba czy jakikolwiek jej generator się przemieszcza. Poza tym… czy są dostępne mapy bądź plany tych kompleksów? - wywołała ponownie mapkę i wskazała najpierw na fabrykę, potem na baraki mieszkalne. Zastanowiło ją jeszcze jedno - wyliczenie przez Hearrowa prawdopodobnej ilości osób wchodzących w skład poprzednich ekspedycji był tylko szacunkiem, nie wiedzieli nic więcej.
- I na koniec… Ile osób znajdowało się wewnątrz w momencie tego… incydentu i ile weszło w ramach kolejnych ekspedycji? Czy sama fabryka miała jakieś własne środki obronne? Mechy? Cokolwiek? - dodała szybko, zanim inni mogliby się odezwać.
Wyłączyła omni-klucz i spojrzała na pozostałych. Z pewnością też mieli pytania, a nie chciała sprawiać wrażenie ani przemądrzałej ani nie chciała wybijać się przed szereg. Ani tym bardziej próbować ustawić się na pierwszej linii. Pozostali wyglądali na doświadczonych i z pewnością ich podejście do sytuacji mogło się różnić od jej własnego. To, że sypnęła kilkoma pytaniami na raz wynikało tylko z jej ciekawości i z dość zdawkowych, niemal szczątkowych informacji które powoli do nich docierały.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 239
Posty fabularne: 75
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Kołyska Sigurda -> Skepsis -> Watson
Kredyty: 55.600
Medale: 2
Purpurowa gwiazda (1) Glitch (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 15:59

– Wojskowi raczej pamiętają o regularnych raportach, najemnicy nie zwykli umierać za ideę i gdy robi się naprawdę źle - uciekają. Więc jakieś ostatnie raporty albo ktoś kto przeżył, uciekł i opowiedział dlaczego? Zupełne nic, poważnie? – brwi chłopaka drgnęły, gdy pomyślał o ilości nieudanych prób i zupełnym jak dla niego – brakiem rozpoznania. Nawet jeśli miałoby się nazywać „rozpoznaniem bojem” czy jak to inaczej tam trepy nazywały.

Prawdę mówiąc – zaczynał się zastanawiać, o co tu chodzi.

Przy tej ilości straconych ludzi już dawno wojsko powinno się w to zaangażować. Chyba że… chodziło o coś, co oficjalnie nie może być wyciągnięte na światło dzienne. I siły rządowe czy sojuszu nie mogły zostać w to zaangażowane. Czyżby sprawa dla Emili Wong? – spojrzał spode łba, przez chwilę zastanawiając się. Jednak to ostatnie pytanie naturalnie przewinęło się w jego głowie i tam zostało. Głupio byłoby je zwerbalizować przy tej uroczej blondyneczce, która mogłaby przestać być tak urocza i pomocna.

Tak czy siak na te wątpliwości raczej nie dostanie odpowiedzi.

- Więc dowiedzieliście się coś z tych poprzednich misji? Czy wszelki słuch za drużynami niknął gdy tylko przekroczyli barierę? – dorzucił, niby lekkim tonem, chyba pierwszy raz przypatrując się blondynce nie po to żeby podziwiać jej… twarz.
Pieniądz pieniądzem, życie życiem. Trup nie wyda niczego, chociażby miał i miliony kredytów na koncie.
>> Ibris << >> Theme #1 << >> Theme #2 <<
ObrazekObrazek
Wayra Talav

Avatar użytkownika
 
Posty: 115
Posty fabularne: 27
Dołączył(a): 28 sty 2015, o 10:38
Miano: Wayra Talav
Wiek: 22
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Kurier / Przemytnik / Najemnik / Pilot
Lokalizacja: Kołyska Sigurda -> Skepsis -> Watson
Kredyty: 9.896
Medale: 1
Glitch (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

10 maja 2021, o 20:23

- Nie zaszkodziło spróbować.
Pogodna odpowiedź ich przewodniczki stanowiła tylko kolejną maskę skrywającą wszystkie niewiadome, które póki co na nich czekały. Sklep stanowił miły dodatek, zarówno mający na celu zwiększyć ich szanse, jak i osłodzić otoczkę ich przedsięwzięcia - co do tego nie miał wątpliwości. Był inwestycją w nich. W końcu nie byli pierwszymi, którzy próbowali zidentyfikować przyczynę biotycznej bariery o której wspominała wiadomość.
I jeżeli coś miało pójść nie tak, mogli nie był ostatnimi.
Po tym jak wymiana sprzętu została zakończona, odwrócił się przodem do kobiety i zaplótł dłonie za plecami w neutralnym geście. Na jej retoryczne pytanie wzruszył ramionami, nie widząc ku temu przeszkód i ruszył za nią oraz za pozostałymi, opuszczając niewielkie pomieszczenie na rzecz zadaszonej alejki. Deszcz nie ustawał, wybijając na przezroczystej powierzchni jednostajne staccato, które towarzyszyło im w miarę podróży w głąb kolonii, do następnego celu ich wycieczki. Jego wzrok przesuwał się po mijanych budynkach bez większego celu, poszukując zajęcia, gdy jego myśli skupiały się na słuchaniu kobiety. Dopiero, gdy wywołała na swoim przedramieniu hologram, spojrzał uważnie w jej stronę, a później bez zwłoki wyświetlił przesłane materiały również na swoim urządzeniu.
Błękitna półkula na jego omni-kluczu miała szarografitową barwę, odbijając się refleksami na powierzchni nowego napierśnika. Przyglądał się jej w zamyśleniu przez kilka długich chwil, analizując teren oraz zabudowania, które skrywała pod sobą. Nawet ten zalążek informacji uwolnił falę pytań u pozostałych, potwierdzając że nie on jeden nie lubił niewiadomych i stanowiąc pewną odmianę od ostatnich miesięcy ograniczonego towarzystwa.
- Będziemy potrzebowali danych wszystkich pracowników oraz członków ekspedycji, którzy weszli do środka, żeby wiedzieć kogo szukać i być przygotowanym gdybyśmy znaleźli wewnątrz kogoś kogo tam być nie powinno - zgodził się z Tori i niejako z Arrowem. Po kilku krokach wygasił własny omni-klucz, zostawiając dokładniejsze oględziny na później, gdy nie będą narażeni na zderzenie z przechodniami lub elementami architektury Watson. Jego wzrok tym razem wrócił jednak na jasnowłosą kobietę, która stanowiła w tej chwili ich jedyne źródło informacji - nawet jeżeli początkowo niechętne.
- Skala i czas trwania bariery raczej wykluczają osobę. Ale rozsądnie byłoby założyć, że jej źródło znajduje się w jej centrum - potwierdził słowa asari, rzucając okiem na wyświetlacz Evelyn. - Dobrze zakładam, że kompleks, który widzimy, to tylko górne piętro, a pod fabryką znajdują się również szyby kopalni wydobywczej?
Plany stanowiłyby ułatwienie, nawet jeżeli marginalne. Pomogłyby im się przygotować, chociaż jeżeli mieli odnaleźć ocalałych, to i tak musieli odwiedzić każde z tych miejsc.
Zatrzymał się pod zadaszeniem, gdy dotarli do oczekującego ich pojazdu. Skrzyżował ramiona, obserwując jak kobieta idzie po swój plecak, żeby zaraz z nim wrócić, uciekając przed atakami deszczu rządzącego poza krawędzią ich krótkiej osłony.
- Ogłoszenie wspominało o sześciu ekspedycjach z których nie wrócił nikt - odezwał się na słowa człowieka, który przedstawił się jako Wayra Talav, skinąwszy lekko głową. Też rozmyślał o tym samym co implikowały jego słowa. - Cokolwiek się im przydarzyło, musiało mieć albo bardzo nagłą naturę albo bardzo skrytą. Pierwsze dwie, może trzy ekspedycje mogły dać się zaskoczyć, ale osiem? I to na tyle, by nikt z nich nie powrócił?
Tajemnica ukryta w fabryce piezo rzeczywiście stanowiła niewiadomą. Wystawił dłoń poza krawędź zadaszenia, pozwalając by woda kapała mu na dłoń i w zamyśleniu obserwując jak liczne krople rozbijają się na wnętrzu pancernej rękawicy. Mogli gdybać nad potencjalnymi przyczynami, ale było to tylko tym - gdybaniem. Biotyka miała to do siebie, że stanowiła równie nieprzewidywalny element, co i bardzo zróżnicowany.
Była też kwestia promieniowania samego piezo.
- Od kiedy północne przejście jest zawalone? - rzucił do Evelyn, gdy ta wróciła do ich grupki ze swoim plecakiem. Zamknął dłoń i opuścił ją, chowając z powrotem za plecami. - Zostało zablokowane wraz z pojawieniem się bariery, czy to niezwiązany przypadek?
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1594
Posty fabularne: 82
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 23.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

13 maja 2021, o 00:32

Nie będąc przygotowanym do tak nagłych prezentów, Zed musiał wpakować do swojej torby przewieszonej przez ramię. Choć korciło go paradować po mieście z Sejmitarem, zrezygnował z tego pomysłu. Osobiście uważał, że był to gest mający między innymi na celu uśpienie ich czujności, zachęcenie do działania i przyspieszenie toku spraw. Poza takimi spostrzeżeniami, nie miał większego zdania na ten temat i wolał oszczędzić sobie gdybania, po prostu przyjmując sprzęt.
Wychodząc na ulicę, trzymał się raczej z tyłu grupy, widząc reakcję pozostałych, wiedział, że na pewno są skupieni na kobiecie i na jej oficjalnej wersji, lub na wersji, którą zna jako prawdziwą. Galick z tego powodu postanowił skupić się na otoczeniu, przyjrzeć nieco mieszkańcom, widniejącym reklamom i reakcjom mieszkańców na nich czy też na samą Cantos. Kiedy kobieta rozesłała pliki z mapką, automatycznie, jak pozostali, wyświetlił ją na swoim omni-kluczu, przyglądając się uważnie co było na niej zaznaczone. Zwolnił kroku, po czym się zatrzymał, analizując dokładnie obraz i spoglądając na grupę jedynie kątem oka, w miarę skrycie. Celem było oczywiście sprawdzenie reakcji mieszkańców na samotnego turianina.
Gdy stracił pozostałych całkowicie z oczu, rozejrzał się udając zagubionego, po czym ruszył truchtem w kierunku w którym szli. Nie zależnie, czy ktoś go zaczepiał, łypał złowrogo, czy ignorował, najważniejsze było wrócić do grupy.
Dobiegł przed samym wyjściem. Oddychając głęboko przystanął przy reszcie, wysłuchując pytań jakie padały. Niektóre uważał za bardzo istotne w tym momencie, inne traktował raczej jako dodatkowe. Nie wchodził nikomu w słowo, bo było to niegrzeczne. Stał cierpliwie, spoglądając na boki.
- Czy zachowały się jakieś nagrania do dwudziestu czterech godzin przed samym incydentem? - Wypalił swoim zwykłym tonem, kiedy pozostali umilkli i miał na to możliwość. - Raporty słowne? Pisemne? Cokolwiek? Logi startów i lądowań w strefie? - Dopytywał.
Dał jej czas na odpowiedzenie, dokładnie wysłuchując tego co mówiła, przenosząc na ten czas całą swoją uwagę na nią. Doszukiwał się w jej mimice wszelkich oznak czegokolwiek, kłamstwa, prawdy, wyuczonej formułki. Praca w biurze śledczym z pewnością pomagała w tego typu sytuacjach, na co dzień miał przecież do czynienia z dziesiątkami podejrzanych. Następne pytanie miało ją natomiast zaskoczyć, wybić z toru pytań standardowych i wywołać jakąś spontaniczną reakcji.
- Co na kolację? Jak przypuszczam, dziś nie ruszymy w teren ze względu na pogodę, no i trzeba byłoby rozbijać obóz na nieznanym terenie. Osobiście rozważam to jako kiepską propozycję. - Skrzywił się widocznie na myśl o biwakowaniu w ulewie, w strefie z której nikt od dwóch tygodni nie wyszedł.
- Dostaniemy wgląd w to kto jest właścicielem obiektu? - W spokojniejszym miejscu sprawdzi jak jest z dostępem do sieci, czy dałoby radę z niej również coś wyciągnąć. - Miło byłoby wiedzieć u kogo dokładnie będziemy się gościć - dodał z uśmiechem.
ObrazekObrazek

M-27 Sejmitar - 7/8 strzałów (ilość pochłaniaczy: 3)
Zed’terco Galick

Avatar użytkownika
 
Posty: 31
Posty fabularne: 6
Dołączył(a): 28 paź 2016, o 21:50
Miano: Zed'terco Galick
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Turianin
Zawód: Śledczy w stopniu Sekcyjnego w strukturach S.O.C.
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 20.000

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

13 maja 2021, o 00:42

Coś niezbyt chętna na pogawędki była niebieściutka. Nie to nie, nie będzie naciskał. Każdy ma problemy, do tego pewnie niezbyt go lubi po ostatnim razie kiedy się spotkali. Nic, kurwa, nowego. Inna sprawa, że nowy napierśnik trochę dziwnie wyglądał przy reszcie pancerza, która wyraźnie wyglądała na używaną i nawet łataną.
- Nosz żesz kur...
Warknął, kiedy odkrył iż zapasowe pochłaniacze nie zmieszczą mu się w plecaku. Tak samo apteczka będzie mniejsza niż zakładał.
Wszyscy bardzo grzecznie zadawali pytanka. Wszystkie bardzo dobre i treściwe, więc się nie odzywał by nie przeszkadzać tym wszystkim wzorowym uczniom. Jeden chyba pisał wypracowanie.
- Z tym, że najemnik zacznie wiać jak zrobi się gorąco to ty tak nie zakładaj. Jak tam byli turianie, to te kolczaste mordeczki dla misji zrobią wszystko. Krogańce też, ale oni dla zabawy czy tam honoru. Ludzie też odwalają nieracjonalne rzeczy. A jak tam jest biotyka to tym bardziej.
Zauważył, po drodze sprawdzając swój karabin i zakładając na plecy. Przy najbliższej okazji powinien wymienić tego rupiecia.
- Bez obrazy za te kolczaste mordeczki.
Rzucił do Vexa, klepiąc go w ramię i puszczając oczko. Albo przywykną do używanych przez niego przezwisk, albo go zabiją. Pewnie to drugie.
- No i ja też mam takie jedno, malutkie pytanko... Jaki jest cel misji? Sprawdzić co się odjebało, tyle to z ogłoszenia wiem. Ale konkrety jakieś? Mamy bawić się w bohaterów i ratować tych co tam utknęli? Wynieść jakiś tech? Odstrzelić biotyka i resztę olać? Fajnie by było to wiedzieć jeszcze przed zakupami, tak naprawdę.
Zauważył, drapiąc się po brodzie. Może był głupi i gdzieś tam blondi mówiła po chuj ich zgarnęli, ale nie dał by sobie ręki uciąć. Zresztą kto pyta ten nie błądzi, czy jakoś tak to było.
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 26
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson
Kredyty: 18.660

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

14 maja 2021, o 17:51


Na dźwięk pierwszych pytań Hearrowa, Evelyn przeklikała coś w swoim omni-kluczu, docierając do bardziej technicznych informacji, o które prosił.
- W cholerę - odrzekła elokwentnie, co zakończyła głębokim westchnieniem. - Gdybyście wszyscy potrafili się wspinać, moglibyśmy się tam dostać zabierając ze sobą odpowiedni sprzęt. Ale przejście jest otwarte, więc w zasadzie nie ma po co - wzruszyła lekko ramionami. - Musimy też jakoś wyprowadzić stamtąd ludzi.
Na mapce nie były zaznaczone odległości, ale pojawiły się gdy któreś z nich zapragnęło poznać szczegóły. Nie było ich wiele - podpisy pod lokalizacjami zaznaczonymi na terenie, włącz-wyłącz obszaru błękitnej bariery, wejście do do środka.
Wzrok blondynki zatrzymał się na dłużej na turianinie, gdy Vex wypowiedział swoją prośbę. Uniosła ręce w obronnym geście, dystansując się w pewien sposób od tej kwestii.
- Ja jestem tylko przewodnikiem. Jeśli Widmo Rady potrzebuje takich informacji, może wystosować oficjalną prośbę - odrzuciła, acz bez większego przekonania, po czym puściła mu oczko. - Może za trzy tygodnie ktoś się do ciebie odezwie.
Przewiesiła sobie plecak przez jedno ramię.
- Ależ wy macie pytań... Ruszajmy, odpowiem w trakcie - zachęciła ich ręką by ruszyli za nią, z powrotem do pojazdu, który miał zabrać ich aż pod samą barierę. Wychodząc spod zadaszenia, znów starli się z żywiołem. Wiatr wzmagał, deszcz siekał po twarzach, zmuszając do pochylenia głowy lub uniesienia w górę dłoni, osłonięcia się przed ciężkimi kroplami płaczącego nieba.
- Bez pojazdu będzie gorzej. Od wejścia mamy mniej więcej ten sam dystans do kopalni co do baraków, więc nie są zbyt po drodze. Zadecydujemy na miejscu co robimy najpierw - wskazała na odległości na swoim omni-kluczu. Mieli do pokonania aż sześć kilometrów na piechotę, w pełnym wyposażeniu, i to zakładając, że od wejścia pójdą prostą, najkrótszą linią do jednego z punktów. Gdyby chcieli obejść je dwa - czekało ich jeszcze więcej chodzenia. - Nie wiemy, jakie warunki pogodowe czekają nas na miejscu. Czy zaczniemy dziś, czy przeczekamy do jutra... Dowiemy się tego gdy tam dotrzemy.
Przerzuciła swój plecak do tyłu, na miejsce przeznaczone na skrzynie z wyposażeniem i bagaż, po czym zaprosiła ich do środka. Wnętrze pojazdu było ciasne w porównaniu do promu, którym tutaj przylecieli. Choć każdy miał swoje miejsce, stykali się ze sobą łokciami i szorowali elementami pancerza o siebie, zajmując kolejne siedzenia. Pomimo niewygody, dach oferował przynajmniej tymczasową osłonę od deszczu.
Jedynie jedno, wolne miejsce z przodu, obok kierowcy, było stosunkowo wygodne i osoba, która je zajęła mogła uniknąć dyskomfortu.
Evelyn zasiadła w miejscu kierowcy i obróciła się do tyłu, spoglądając na pozostałych. Przygryzła lekko wargę, na ułamek sekundy gubiąc słowa we własnym zawahaniu, po którym wypuściła powietrze z ust, formułując odpowiedź.
- Tak, wejdę do środka z wami - odparła, próbując ukryć swoje niezadowolenie tym faktem. - Nie, nigdy tam wcześniej nie byłam - dodała, znów robiąc małą przerwę. Obróciła się przodem do konsoli i zapięła pasy, sięgając do przycisku w suficie, który zmusił drzwi do zamknięcia się. - Nikt z tych, którzy tam byli, nie wrócił.
Ryk aktywującego się silnika na moment zagłuszył ciszę, która zawisła wewnątrz pojazdu po jej słowach. Czuli pod sobą drżenie metalu, gdy powoli ruszyli do rampy prowadzącej ich z miejsca parkingowego prosto na grząską drogę. Praca silnika ucichła lekko, mieszając się z stukotem uderzających o ich dach kropel. Watson, planeta-ogród i naturalny cud, przykrywała przed nimi swoje atuty gęstą powłoką mgły, czyniąc widok za oknem monotonnym.
- Sytuacja wygląda tak... Bańka pojawiła się po eksplozji, a przynajmniej tak nam się zdaje. Słyszeliśmy huk, ziemia zadrżała. Gdy służby ratunkowe dotarły na miejsce, już tam była - kontynuowała blondynka, prowadząc pojazd sprawnie po wytyczonej drodze. - W tym samym czasie zawaliło się przejście północne. Oficjalna wersja jest taka, że na skutek wybuchu, ale w praktyce niczego nie wiemy - dodała, unosząc rękę i gestykulując żwawo. - Gdy bariera się pojawiła, straciliśmy całkowicie kontakt z ludźmi ze środka. Ostatnie wiadomości, które przechwyciliśmy przed eksplozją, nie sugerują, żeby działo się coś niepokojącego. Zbliżała się godzina zmiany warty i część pracowników szykowała się do powrotu do domów.
Wywołała jeszcze raz mapkę, zbliżając na niej punkty zaznaczone jako interesujące ich lokacje.
- Główny budynek wydobywczy jest u góry. Udało mi się wydostać jakieś jego stare plany, ale na miejscu przekonamy się, na ile są aktualne - palcem wskazała na drugi obiekt. - Tu są baraki. Większość pracowników wraca po swojej zmianie do kolonii, ale ci, którzy uznawani są za niezbędnych, mieszkają w barakach, żeby być na miejscu.
Pojazdem szarpnęło lekko, zmuszając ją do przeniesienia obu rąk na kierownicę i wyłączenia mapki omni-klucza.
- Nie wiemy nic o poprzednich ekspedycjach. W tym leży cały problem. Nawet, jak ludzie wchodzą tylko na chwilę, nie wracają. Sondy i drony? Nie wracają. Podejrzewamy, że coś blokuje ich powrót. Łączności z barierą nie ma, nie mamy żadnych sensownych informacji o tym, co jest w środku - westchnęła, skupiając już w pełni na jeździe, nie odwracając się w ich kierunku. - Naszym głównym celem jest dotrzeć do budynku kopalni i dowiedzieć się, co się stało, oraz pomóc rannym jeżeli jest to możliwe - dodała, zerkając do lusterka, w którym widziała kabinę pasażerską, po czym uśmiechnęła się krzywo. - No i wydostać się ze środka, żeby przekazać te informacje dalej.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

14 maja 2021, o 18:46

Ton głosu Evelyn jakby się delikatnie zmienił, gdy zaczęła odpowiadać na ich pytania. Wciąż starała się być sarkastyczna, wciąż rzucała uszczypliwości, większość jej wypowiedzi była energiczna, a czasem wręcz żywiołowa, ale między jej słowami zaczęło się pojawiać chwilowe zawahanie, jej kilkukrotne westchnięcia zaczęły łagodzić obraz kobiety w oczach Tori. Co Evelyn tak usilnie starała się zamaskować? Strach? Zniechęcenie? Rezygnację?
Gdy blondynka odpowiedziała Vexowi wspominając o Widmie, Tori mimo woli podniosła wzrok znad wciąż wyświetlanej mapki i spojrzała na turianina. Tak, ona sama też wiedziała o tym choć ta informacja jakimś cudem została zepchnięta gdzieś w odległe zakamarki wspomnień. Wiedziała to nie od samego Vexa, ale z wiadomości którą otrzymała dawno temu. W tym momencie te kilka linijek tekstu wypłynęły z jej pamięci, jakby zobaczyła je przed chwilą na swoim omni.
Vexarius Viyo, Widmo.
Opuszcza restaurację "Stratosfera" w Okręgu Zakera na Cytadeli.

Asari potrząsnęła lekko głową i odsunęła na bok zarówno pytania na temat Evelyn, jak i wspomnienie pewnej kolacji w „Stratosferze”. Widząc gest kobiety zapraszający ich do pojazdu wygasiła swój omni-klucz i chwyciła ponownie torbę. Uważnie wsłuchując się w słowa blondynki i starając się wyłapać wszystkie fakty, które już wkrótce mogły się okazać przydatne, z lekkim ociąganiem ruszyła w strugi deszczu za Evelyn i grupą, podchodząc do pojazdu i wyciągając ciekawie szyję by zajrzeć do środka przez otwarty właz.
Lało chyba jeszcze mocniej niż uprzednio, a może był to tylko efekt wzmagającego się wiatru? Zachwyt Tori świeżym, wilgotnym powietrzem już chyba minął, najchętniej zakręciłaby ten kurek prysznica i zakończyła deszcz. Zgodnie ze słowami ich przewodniczki część drogi - i to niemałą - będą musieli przejść pieszo, a wędrówka w takiej ulewie nie będzie ani komfortowa ani wygodna, pomijając fakt że deszcz drastycznie utrudnia widoczność i mogliby przeoczyć cos istotnego. Chyba, że bariera jest w stanie powstrzymać deszcz i w jej wnętrzu jest sucho. Była taka możliwość. Tori była zafascynowana jednak wielkością tej bariery - nie słyszała jeszcze ani tym bardziej nie widziała żeby ktokolwiek był w stanie wygenerować tak rozległą kopułę. Ani utrzymać ją przez dwa tygodnie. Bez snu? To było chyba oczywiste, że kopuła nie była dziełem człowieka. Przynajmniej nie jednego tak dla ścisłości. Może gdyby grupa potężnych biotyków współpracowała ze sobą, zmieniając się w międzyczasie by odpocząć… Teoretycznie możliwe. Czy praktycznie? Znów, Tori nie słyszała jeszcze o czymś takim. Zresztą, nawet jeśli, to w jakim celu? Nikt nie wyszedł z jej wnętrza. Zapasy wody i żywności prędzej czy później będą się musiały skończyć. Nie było żadnej komunikacji, nikt nie żądał okupu czy haraczu. Czy na pewno?
Widząc, jak Evelyn zajmuje miejsce za kierownicą i obserwując ciasnawe wnętrze pojazdu, Tori zdecydowanie przepchnęła się między Wayrą a Carlosem i wepchnęła się do środka jako pierwsza, zajmując miejsce pasażera, obok Evelyn.
- Jeśli pogoda pozwoli chcę się przyjrzeć tej barierze gdy będziemy do niej dojeżdżali - odezwała się, usprawiedliwiając na głos wybór tego miejsca - Bezpośredni widok do przodu będzie chyba najlepszy.
Gdy wszyscy się zapakowali i pojazd ruszył, przez jakiś czas jedyną mówiącą osobą była wciąż blondynka. Miała dość oddanych słuchaczy, wszystko o czym mówiła mogło okazać się istotne i dodawało nowych szczegółów do historii i samej misji oraz budowało obraz tego, czego mogą się spodziewać. Przy okazji były to odpowiedzi na większość zadanych pytań.
- Ostatnie pytanie z mojej strony - Tori odwróciła wzrok od widocznej jedynie na kilka metrów, grząskiej drogi i ściany deszczu odcinających ich od reszty krajobrazu - Choć jak sądzę znam odpowiedź na to pytanie. Nikt się nie kontaktował z żądaniem okupu? Terroryści? Najemnicy? Batarianie? Nikt nie próbował przekonać was że za tym stoi?
*** ARMOR *** VOICE *** FORMAL *** PARTY ***
ObrazekObrazek
Tori Te’eria

Avatar użytkownika
 
Posty: 239
Posty fabularne: 75
Dołączył(a): 15 sie 2016, o 22:18
Miano: Tori Te'eria
Wiek: 163
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Lekarz
Lokalizacja: Kołyska Sigurda -> Skepsis -> Watson
Kredyty: 55.600
Medale: 2
Purpurowa gwiazda (1) Glitch (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

14 maja 2021, o 18:56

Turianin uśmiechnął się bez wesołości, domyślając się gdzie zaprowadzi go oficjalna droga jeszcze nim Evelyn zdążyła potwierdzić jego podejrzenia. Lista pracowników odpadała, bo to zdecydowanie nie był czas, który mogli poświęcić na oczekiwania. Utrudniało to nie tylko potencjalne poszukiwania, ale również przekreślało identyfikację napotkanych osób... lub ciał. W odniesieniu jednak do niewiadomych, które ich oczekiwały, na razie stanowiło to marginalny problem z którym będą musieli uporać się, gdy przyjdzie na to czas.
- Wręcz przeciwnie. Jeżeli wewnątrz bariery panują takie same warunki atmosferyczne jak i tutaj, to może działać na naszą korzyść - odparł na słowa swojego rodaka, obracając lekko głowę, by móc go obserwować. - Jeżeli ktoś czeka na nas po drugiej stronie przejścia, będzie miał większe trudności z dostrzeżeniem naszego nadejścia. "Jedno wejście, jedno wyjście", tak jak zauważyła panna Cantos. Zawalenie się północnego przejścia mogło być przypadkowym efektem eksplozji celującej w coś innego, ale biorąc pod uwagę, że miało miejsce w czasie zmiany warty oraz stworzyło dogodniejszą miejscówkę do obrony, musimy mieć na uwadze, że po przekroczeniu bariery ktoś lub coś będzie na nas aktywnie czekać.
Przerwał, gdy Brown poklepał go po ramieniu i strząsnął jego rękę. Spojrzenie, które mu rzucił w odpowiedzi, było w równym stopniu chłodne, co ostrzegawcze. Powstrzymał się jednak od komentarza, wracając wzrokiem do pozostałych. Ruszył do przodu, również opuszczając bezpieczne schronienie pod zadaszeniem i podchodząc do pojazdu. Widząc jednak jak w środku jest mało miejsca, zatrzymał się przy samym wejściu, puszczając pozostałych przodem.
- Nie ma co zostawiać za plecami niezbadanych terenów. Być może znajdziemy jakieś ślady w barakach albo ocalałych - rzucił pod adresem obrania potencjalnej drogi w stronę fabryki, opierając dłoń na framudze wejścia. Odczekał aż wszyscy zajmą miejsca, po czym sam wsiadł jako ostatni, zajmując ostatnie siedzenie przy samym wyjściu.
Warkot silnika na krótki moment zagłuszył nawet stukanie deszczu o dach, sprawiając że cały transporter zaczął wibrować i budzić się do życia. Zajął miejsce, czekając aż ruszą i słuchając odpowiedzi ich przewodniczki, gdy ta zaczęła wyprowadzać auto na drogę. Nie potrzebowali zbyt wiele czasu, żeby ruszyć uliczkami Watson, chociaż tak jak i podczas lotu, ich widoki sprowadzały się do wody rozmazanej na szybach pojazdu i niewyraźnych zarysów ścieżki widocznej między kolejnymi pociągnięciami wycieraczek.
Spoglądając za okno, zaczął analizować to co już wiedzieli - a nie było tego zbyt wiele. Ruszali na ślepo w nieznany teren, próbując wybadać sytuację, ale taka byłe ich praca. Gdyby dysponowali wszystkimi informacjami, prawdopodobnie nie byliby potrzebni, niemniej ich szanse nie wyglądały najlepiej - nie ze względu na brak doświadczenia, mieszaninę najemników na tylnych siedzeniach czy brak znajomości zagrożenia, ale przez zwykłą statystykę. Osiem ekspedycji... Pierwsze dwie mogły dać się zaskoczyć. Trzecia i czwarta z pewnością były przygotowane na cokolwiek, zdając sobie sprawę, że cokolwiek dzieje się wewnątrz bariery, jest wystarczająco groźne, żeby powstrzymać poprzednie grupy. Ale piąta, szósta, siódma i ósma? Na tym etapie Chińska Federacja Ludowa wysyłała kolejnych ludzi ufając nie w skuteczność zatrudnionych, a w zwyczajne liczby. Bo "ktoś w końcu musi wrócić".
Gdy wyczerpało się inne możliwości, nawet taka miała swój sens, ale nie rokowało to zbyt dobrze.
Aktywował swój omni-klucz, przenosząc spojrzenie z okna na wyświetloną mapę kompleksu, obracając ją parę razy, żeby zaznajomić się z terenem i zabić tym czas, który spędzali na podróży, słuchając jednym uchem rozmowy pozostałych.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz
-1PA do kosztu ataku w walce wręcz

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1594
Posty fabularne: 82
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 16:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 23.710
Medale: 14
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

16 maja 2021, o 10:06

Plan sam w sobie wydawał się prosty – wejść, zabezpieczyć ocalałych, zbadać źródło problemu, wyjść. Niby nic łatwiejszego, ale jednak byli już kolejną ekspedycją zebraną aby to zrobić, ponieważ poprzednim się nie udało. Żadnej łączności, żadnych danych, informacji, czegokolwiek na czym można byłoby oprzeć dalsze działania. Ruszali na ślepo, chociaż fakt posiadania starych planów budynku był trochę pocieszający. Jeśli sam budynek kopalni nie jest kompletnie zniszczony i stanowi jedynie dziurę w ziemi, to może nawet na coś się przydadzą.
Na biotyce znał się tyle co nic. To znaczy, podstawową wiedzę na temat jak to działa i skąd się bierze miał, ale w praktyce niewiele z tego wynikało. No i wiedział, jak na żołnierza po szkoleniach przystało, jak z walczyć z biotykami. To wszystko. Musiał zatem przyznać, że są tutaj obecni bardziej kompetentni członkowie niż on sam, dlatego uważnie przysłuchiwał się każdej wymianie zdań.
Widmo Rady
Zaraz, co?
Arrow uśmiechnął się pod nosem, zatem jednak wsparcie misji wygląda obiecująco. Słupki szansy ja jej powodzenie w głowie Hearrowa właśnie wzbiły się w górę. Dobrze było mieć świadomość, że w ewentualnej walce nie pozostanie sam. Asari nie brzmiała i nie wyglądała (chociaż oczywiście pozory mogły go mylić) jakby była doświadczona na tym polu, dwóch turian w tym jedno Widmo, czyli ktoś potrafi posługiwać się bronią i dwójka ludzi, z których jeden wyglądał na jeszcze dzieciaka. Może jednak nie będzie z nimi tak źle.
Wsiadł razem z pozostałymi do pojazdu, starając się nie obijać nikogo za bardzo ani łokciem, ani kolanem. Dobrze było wreszcie czuć na sobie ciężar pancerza. Gdy wyjął go po przerwie z szafy dokładnie wyczyścił, co do jednego paproszka kurzu.
Dźwięk deszczu uderzającego w dach pojazdu mimo wszystko trochę go uspokajał. Marshall uważnie studiował mapkę, jednocześnie słuchając tego co ma do powiedzenia Evelyn i przyporządkowując kolejne zdania do konkretnych punktów. Tu baraki, tu kopalnia, w tym miejscu zawał.
- Rozumiem, że po przekroczeniu bariery możemy zatem liczyć tylko na siebie – podsumował na koniec wypowiedzi blond przewodniczki. - Dobrze by było jednak wypocząć po podróży przed wejściem do środka. Najeść się i przespać, skoro nie wiemy co czeka nas w środku.
To wydawało się rozsądne, zwłaszcza, że podróż z Cytadeli nie trwała piętnastu minut. Pogoda również podporucznikowi wydawała się być raczej sojusznikiem, więc kiwając głową przyznał rację Vexowi.
- Dobrze byłoby też wiedzieć coś o sobie nawzajem. Wiecie, co, kto potrafi i na co może się przydać po drugiej stronie – rzucił do całej drużyny po czym oparł głowę o ścianę pojazdu i przymknął oczy. W normalnej wojskowej sytuacji każdy z członków załogi jest dobrany pod odpowiednim kątem do misji i wszyscy wiedzą o sobie wszystko, a w razie konieczności podjęcia konkretnych i wyspecjalizowanych działań wiadomo, kto ma ruszyć do czego. Tutaj Hearrow tego nie wiedział, a wolał wiedzieć. Zdecydowanie wolał wiedzieć.
ObrazekObrazek
Obrazek
-Problem nie jest problemem. Problemem jest twoje podejście do problemu-
Bonusy:
+20% do obrażeń od broni
+30% do obrażeń w walce wręcz
+1PA do ataku wręcz
20% szans na podpalenie przeciwnika przy ataku omni-ostrzem
+5% szansa na strzał krytyczny
+20% do pancerza
+1 pochłaniacz do każdej przenoszonej broni

Obrazek
Marshall Hearrow

Avatar użytkownika
 
Posty: 579
Posty fabularne: 27
Dołączył(a): 4 mar 2014, o 20:41
Miano: Marshall "Arrow" Hearrow
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Podporucznik Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 26.600
Medale: 4
Determinacja (1) Medal za długą służbę (1) Purpurowa gwiazda (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson

17 maja 2021, o 18:27

Wysłuchał z uwagą tego co każdy miał do powiedzenia. Wszystkie te informacje były bardzo ważne i ciekawe, ale jedno było jeszcze ważniejsze. Spojrzał na turiańca, unosząc brew i mierzwiąc swój wąs dłonią.
- Widmo... Kurwa... Mamy przejebane, skoro przysłali tu widmo.
Nie wiedział czy to prawda, ale miał nadzieję, że jego słowa wyraziły opinię wszystkich zebranych. Nikt nie gania takich ważniaków do byle wybuchu w kopalni, czy zbuntowanego biotyka, zwłaszcza jeśli jest to na terenie ludzi. Może kiedyś to by się mogło zdarzyć, jak jeszcze Shepard żył, ale teraz Rada i jej widma raczej mają wyjebane na to co dzieje się z ludźmi. Jeśli to nie jest wynik czegoś co sami spowodowali, albo technologii lub innego wykopaliska, które sami chcą podjebać, to cała ta kacja w jakiś sposób zagraża tym dupkom z Prezydium.
A może raz rada postanowiła pomóc ludziom i wysłała widmo? By się zgubiło w biotycznej bańce bez wyjścia... Przeskrobał coś, że go tu wysłali? A może jest szalony i sam się zgłosił? Pewnie wie co się odjebało i będzie umiał zamaskować cokolwiek wymyślili ci na górze i testowali na ludziach. Carlos nic nie ma do innych ras, ale jakoś nie miał okazji by wyrobić sobie do nich zaufanie. Przynajmniej do większości, niektórzy byli zaskakująco spoko, ale to jak wszędzie. Im niżej w hierarchii, tym porządniejszy z ciebie człowiek, turianiec, asari, salarianin czy inny kroganiec.
Rozsiadł się wygodniej, przymykając częściowo oczy. Spor na wpół przymkniętych powiek wciąż zerkał to na jedną, to na drugą z gadających osób, wciąż słuchając o czym mówią. Odezwał się jeszcze tylko na słowa Marshalla.
- Wypocząć to sobie można. Na przykład w czasie podróży było dużo na to czasu. Potarł ślepia, otwierając jedno oko i patrząc się na blondynę. Mamy jeszcze czas by się zdrzemnąć i coś opieprzyć, czy musimy wbijać na pewną zgubę teraz, zaraz jak tam dojedziemy?
Na dalsze sugestie nie odpowiedział. Był tutaj naj mniej elitarny ze wszystkich, takie miał wrażenie. Stary trep co zęby zjadł na nie jednej bitwie. Zdecydowanie zbyt wkurwiający by lubić i za uzdolniony by robić coś więcej niż strzelać. A i strzelanie mu idzie różnie. Jeśli w tej bandzie ktoś stanowi zagrożenie dla misji, to pewnie on, w ten czy inny sposób.
ObrazekObrazek

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Carlos Brown

Avatar użytkownika
 
Posty: 122
Posty fabularne: 26
Dołączył(a): 19 lip 2016, o 17:05
Miano: Carlos Brown
Wiek: 49
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemnik
Lokalizacja: [Kołyska Sigurda -> Skepsis] Watson
Kredyty: 18.660

Następna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości