W galaktyce istnieje około 400 miliardów gwiazd. Zbadano lub chociaż odwiedzono dotąd mniej niż 1% z nich. Pozostałe światy oraz bogactwa, które zawierają, wciąż czekają na odnalezienie przez korporacje lub niezależnych poszukiwaczy.

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 02:26

Arae wydawała się obca, gdy jej pokłady spowite były w krwistym blasku świateł awaryjnych. Odświeżony okręt jeszcze nie miał okazji uczestniczyć w walce na taką skalę - walce, która miała dużą szansę na przekreślenie jego nieskazitelnego wyglądu, który utrzymywał od opuszczenia doków na Ziemi. Odnowiona fregata mogła być wyłącznie łakomym kąskiem dla piratów, ale jej stan nie był widoczny z daleka. Ktokolwiek na nich polował, musiał podkraść się wystarczająco blisko, by dostrzec jakość komponentów, z których składała się fregata.
Lub polować na nich od dłuższego czasu.
- Nie potrafię uzyskać sygnatury tego statku - odezwała się pośpiesznie Sztuczna Inteligencja.
Byłoby to bardzo ironiczne, gdyby teraz, gdy Skinner znajdował się na pokładzie ich statku, okazał się tak witalną osobą dla ich przetrwania. Zwykle funkcjonowali w swoim duecie - Widmo i Sztuczna Inteligencja, zawsze myśląca o tym, o czym on nie zdołał, zakładająca najgorsze i przewidująca ruchy przeciwnika. Teraz wydawali się rozbici, jak gdyby ta trzecia ich cząstka, niebieskowłosa pozostawiona na Ziemi, okazała się kimś integralnym, spajającym nie tyle ich samych, co sposób, w który spoglądali na otaczający ich wokół świat.
Bez względu na to, czy wina leżała po stronie ich marnego przygotowania, czy tkwiła gdzieś w pustce po drugiej stronie opancerzonych ścian okrętu, ich przeciwnik okazał swoje karty, zdobywając przewagę gdy zaatakował po raz pierwszy.
- Dlaczego nie zaatakowali nas na Hebe? - wymsknęło się Etsy, gdy pośpiesznie kierował się do korytarzy Arae, szukając odruchowo windy. - Dlaczego... Nie, w tym polu asteroid nic nie widzę. Nawet ja nic nie widzę.
Viyo szybko przekonał się, że wirus, który usiłowała zwalczyć Etsy, uszkodził również bazowe połączenia elektroniczne na pokładzie statku. Winda była nieaktywna, nie pozwalając mu na szybkie zejście do hangaru. Z pewnością oznaczało to, że Skinner musiał zauważyć, że coś jest nie tak - ale haker nie miał schematu działania, którym mógłby podążać, kierując się od razu do kokpitu. Nie wiedział, jakie były procedury, lub techniczne wejścia na statku, na którym był pierwszy raz. Polegał wyłącznie na ratunku ze strony Widma, nieświadom czyhającego zagrożenia.
Wychodząc na szkarłatne korytarze okrętu, stanął naprzeciw szerokiej szybie, wypełniającej połowę opancerzonej ściany. Pustka po drugiej stronie wydawała się błoga, niewinna. Odłamki asteroid leniwie poruszały się w pozbawionym grawitacji środowisku, obijając od siebie, umykając jego polu widzenia, gdy fregata przyśpieszała, mknąc z całą swoją mocą w kierunku Przekaźnika Masy.
- Czekali na nas, Vex - ciche słowa SI wydawały się brzmieć głośniej niż alarm, który powinien brzmieć teraz po pokładach fregaty, wyciszony przez Etsy zawczasu. - Przygotuj się na uderzenie.
Dostrzegał na swoim omni-kluczu kurs naprowadzającej rakiety. Im bliżej się znajdowała, tym dziwniejsza wydawała się jej trajektoria. Nie wymijała skał zawczasu, biorąc odpowiedni zapas odległości od skał, które mogły ją detonować. Zamiast tego, wydawała się uderzać w każdy odłamek asteroid i odbijać się od niego w następny, w dość wolnej jak na pociski prędkości poruszać się w kierunku fregaty.
Jakkolwiek wolny, pocisk dotarł do Arae.
Dostrzegł go jak błysk na czarnym nieboskłonie. Błękitna gwiazda, która mignęła mu przed oczami, zmierzając prosto w jego kierunku, z każdą chwilą większa, intensywniejsza w kolorze. Wkrótce, szybę wypełnił błękit.
I zniknął.
Obrazek
In Extremis
[1]
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Vex, Vex i Vex


“It's enough for me to be sure that you and I exist at this moment.”
― Gabriel García Márquez


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Radar umilkł, gdy nadciągający ku nim pocisk trafił w swoje miejsce docelowe.
Czerń wsunęła swoje mroczne łapska na pokład Arae. Dym wypełnił korytarz, drażnił jego spojówki, ograniczył pole widzenia, gdy znajomo wyglądające smugi czerni wypełniły szkarłatny korytarz okrętu.
W pomieszczeniu uniósł się gryzący zapach ozonu, gdy wzrok usiłował dojrzeć pocisk, kolejną torpedę, której zadaniem było dostarczenie na statek przeciwnika siły, która była zdolna wyrównać tę walkę.
Smukła, kobieca sylwetka stojąca na środku pomieszczenia poruszyła się, z trudem zaczerpując wdechu, odklejając się od ściany, na której wylądowała. Odkaszlnęła, głosem zniekształconym, a jednak boleśnie znajomym. Jej pancerz, zniszczony przez połyskujące na jego powierzchni iskierki biotycznych płomieni, zlewał się z czernią unoszącego się wokół niej dymu. Ciemnoniebieskie włosy unosiły się lekko, podczas gdy twarz przed pustką broniła jedynie maska.
Niegdyś złote, teraz czarne tęczówki napotkały turiańskie spojrzenie w wąskim korytarzu Arae. Postać drgnęła, jak gdyby coś ją zatrzymało - na chwilę, na moment jakieś wątłe wspomnienie, krucha myśl usiłowała powstrzymać ją przed dalszym działaniem.
Myśl, która okazała się ulotna.
Ciało Volyovej przyjęło pozycję bojową, rzucając się w kierunku Widma i znikając w następnej chwili w biotycznym, błękitnym błysku. Za jej ciałem niósł się mrok otaczającej jej czarnej materii, gdy, ignorując Viyo, biegiem ruszyła wgłąb korytarza, kierując się w sobie znanym kierunku na Arae.


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 13:14



Setka pytań przelatywała przez jego głowę, gdy biegł korytarzem skrytym w krwistej czerwieni lamp alarmowych. Torpeda niosąca w sobie pakiety dezinformacyjne, stanowiąca część arsenału w wojnie elektronicznej, była paradoksalnie najgorszym co mogło ich spotkać w walce. Sztuczna Inteligencja była zasobem, któremu rzadko który haker potrafił sprostać i na tym polu nic nie powinno móc jej sprostać - a już na pewno nie przypadkowo spotkany pirat. Tysiące błędów, zalewające pamięć oraz procesory Arae, zaburzające sensory, blokujące komunikację i elektronikę, mieszającą w systemach okrętu, stanowiły jednak dowód czegoś zupełnie innego, co wywoływało tylko następne pytania. To że rakieta w ogóle trafiła ich w polu asteroid, graniczyło z cudem.
To że dodatkowo niosła za sobą kod komputerowy z którym Etsy nie potrafiła poradzić sobie sama, było niemożliwe.
- Może czekali aż sami uporamy się z ochroną stacji i wykonamy za nich ich robotę! - odkrzyknął do niej, ale wiedział że to nieprawda. Zbyt wiele rzeczy nie pasowało: taktyka atakującego ich okrętu, precyzyjność ataku, sprzęt którym to zrobili. Pytanie powinno więc brzmieć kim byli i jak ich znaleźli? Czy podążyli za nimi przez Przekaźnik w odstępie kilkudziesięciu minut, a potem ukryli się między asteroidami podczas gdy oni dokonywali improwizowanego dokowania do Hebe? Czy może czekali na nich tu już wcześniej, obserwując stację?
Jeżeli tak, to skąd wiedzieli, że tu przylecą?
Czy Handlarz Cieni zdradził go od razu jak tylko zawarli swoją transakcję?
Czy może to Reed brał w tym udział i w komputerach Isaaca znajdował się ukryty program namierzający, który nadawał sygnał bez względu na to gdzie polecieli, pozwalając łowcy przygotować na nich zasadzkę w dogodnym, oddalonym od Przestrzeni Rady miejscu?
Myśli przypominały stado owadów, które swoim bzyczeniem wypełniały wnętrze jego czaszki, niemal zagłuszając pulsowanie krwi w uszach, gdy biegł korytarzem. Adrenalina buzująca w jego żyłach sprawiała, że ciało chwilowo zapomniało o wciąż obecnych obrażeniach, które odniósł przez parunastoma minutami, a umysł skupiał się o obronie najważniejszego, mieszając desperację, ze skupieniem, determinacją oraz rosnącą wściekłością.
Arae była jego domem.
Próbowali zaatakować jego dom!
Zaklął, gdy winda okazała się nieaktywna, skręcając i obierając drogę do zejść technicznych. Gdy jednak zrównał się z przeszkloną ścianą korytarza, zwolnił mimowolnie kroku i zatrzymał się, tracąc cenne sekundy. Głos Etsy nie pozwolił mu jednak iść dalej, gdy wraz z jej słowami upadła na niego nieuchronność tego co się działo oraz rzeczywistość sytuacji.
- Nie sądzę, żeby to byli piraci, Ets - odpowiedział równie cicho, zgadzając się w z jej oceną i przesuwając spojrzeniem po skałach obracających się leniwie w kosmosie po drugiej stronie pancerza Arae.
Piknięcie omni-klucza zgrało się z pojawieniem na horyzoncie błękitnej poświaty. Vex wbił wzrok w pulsujący punkt, nie mogąc oderwać od niego wzroku, chociaż jego umysł próbował zrozumieć co to widzi. Rakieta zbliżała się coraz bardziej, ale jej trajektoria była nieregularna, dziwna. Bardziej przypominała stalową kulkę obijającą się we wnętrzu maszyny hazardowej, uderzającą o każdą asteroidę zamiast ją wymijać i wyrysowującą ostry, chaotyczny szlak między polem kosmicznego śmiecia, zamiast podążać prosto do celu. Chociaż sensory wskazywały zagrożenie, nie potrafił powiedzieć na co patrzy.
Nie była to torpeda, nie był to też prom desantowy.
Więc co do cholery ich atakowało?
Jego tęczówki rozszerzyły się w niemożliwym zrozumieniu na pół sekundy przed tym, gdy czarno-błękitna poświata wypełniła przeszklony bok Arae. Biotyczna energia zalała wnętrze okrętu, a potem zderzyła się z jego ścianą - a przynajmniej powinna, gdyby nie to, że niesiony przez nią ładunek przeniknął przez nią i zmaterializował się w jego wnętrzu.
Szum myśli w jego głowie urwał się gwałtownie jakby ktoś wyciągnął wtyczkę z niesprawnego odbiornika, gdy jego wzrok napotkał spojrzenie czarnych tęczówek w znajomej twarzy otoczonej błękitną falą włosów, z policzkiem przeciętymi wąskimi liniami blizn, z ciałem otoczonym biotyczną energią ciemnej materii.
- Maya? - Nie poznał własnego, ochrypłego głosu, który wyrwał się z jego gardła. Ten krótki moment trwający nie dłużej niż uderzenie serca wypełnił czas, rozciągając go w nieskończoność, gdy próbował zaakceptować to co widzi, ale urwał się równie gwałtownie co się pojawił, gdy kobieta niespodziewanie przyjęła bojową pozycję. Szum owadów powrócił ze zdwojoną siłą, gdy odruchy Widma również wzięły górę, bardziej odpowiadając na nagłe zagrożenie, a nie na to skąd ono pochodzi. Jakiś sarkastyczny głos na dnie jego głowy zauważył, że przecież mógł się tego domyślić. Na świecie była tylko jedna osoba wystarczająco szalona i potrafiąca dokonać niemożliwego, by zdecydować się na wielokilometrowy skok przez przestrzeń kosmiczną, otoczona wyłącznie własną, biotyczną energią.
Inne głosy były zbyt przytłoczone zaskoczeniem, by szeptać cokolwiek.
Drgnął, gdy Volyova zniknęła, a potem pojawiła się kawałek dalej, ale mrok w jej spojrzeniu pomógł mu się otrząsnąć z pierwszego szoku. Czerń, która zawsze gościła w jej tęczówkach, gdy ciemna materia przejmowała nad nią kontrolę, zawsze była bezosobowa, gwałtowna, pełna prymitywnej wściekłości i czystej, nieukierunkowanej furii. Teraz wyglądało to jednak inaczej.
- Etsy, zamknij grodzie do swojego rdzenia! - krzyknął, zrywając się za nią do biegu. Odzyskanie kontroli nad okrętem i dostanie się do Isaaca było ważne, jeżeli mieliby mieć jakąkolwiek szansę z okrętem, ale obecność wroga posiadającego ukryte cele na pokładzie była gorsza.
A wyglądało na to, że tym właśnie była w tej chwili Maya.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 16:38


Reakcja Etsy była natychmiastowa. Choć tego nie widział, potwierdziła mu porozumiewawczym piknięciem, że grodź do jej rdzenia była uszczelniona. Te zwykłe drzwi, zamknięte z reguły dla utrzymania szczelności poszczególnych sekcji, podobnie jak winda, zostały sparaliżowane w pozycjach, w których się znajdowały. Większość z nich zabezpieczała statek przed potencjalnym rozszczelnieniem, ale te, którymi miał udać się do Skinnera Vex, były otwarte.
Lub półotwarte, jak przeszkoda, na której zatrzymała się Volyova.
Była szybka, nawet, gdy nie teleportowała się na drugą stronę. Otaczająca ją, biotyczna aura była ciemna jak pustka, z której przybyła, a sporadyczne języki błękitnych płomieni wydawały się rzadkimi, gwiezdnymi punktami na jej powierzchni. Gdy poruszała ręką, płomyki tańczyły pomiędzy jej palcami, wystrzeliwują w kierunku, w którym je posłała.
Znał destrukcyjną moc jej biotyki. Ciemna energia wsunęła swoje macki między szczelinę w drzwiach, wyżerając bruzdy w metalu niczym postępująca natychmiastowo rdza. Osłabiając strukturę, wnikając w jej wnętrze i zatruwając od środka, stanowiąc wyłącznie spowolnienie dla mknącej ku nim Furii.
Mrok przysłonił wnętrze korytarza, a naelektryzowane powietrze rozdarł huk eksplozji, gdy ciało Volyovej z całą jej mocą wbiło się w rozszczelnione, uszkodzone przez nią drzwi. Wyżarte przez ciemną materię uszkodzenia osłabiły metal, sprawiając, że ten poddał się jej szarży, żałośnie wyginając w drugą stronę, krusząc w niektórych miejscach jak zasłonka, a nie gruba, decydująca o życiu i śmierci w kosmosie tarcza.
Oboje wpadli na korytarz prowadzący do rdzenia. Przeczucie Viyo okazało się prawdziwe - kobieta kierowała się do serca fregaty, do miejsca, w którym rezydowała Etsy. Jedyna, wartościowa rzecz w Arae okiem kogoś, kto chciałby im zaszkodzić.
- Statek jest blisko. Za chwilę go zobaczysz, utrzymuje kurs przechwytujący - odezwała się SI, w głosie dziwnie odrętwiałym, gdy przyglądała się temu, co działo się obok. - Vex, ona...
Kobieta zaatakowała gródź rdzenia, wściekle, odruchowo, jak atakujący pies, mający jeden cel w głowie. Pajęczynki ciemnej materii rozproszyły się wokół niej, działając ze znacznie mniejszą skutecznością niż się tego spodziewała.
Dostrzegł to. Jej zdziwienie, gdy na moment przestała, napotykając przeszkodę trudniejszą do zniszczenia niż ta, którą zapamiętała. Nie mogła wiedzieć, że wzmocnienie rdzenia SI zostało zainstalowane przed Arkadija jeszcze na Ziemi.
Etsy była trudniejsza do sięgnięcia, teraz bardziej niż kiedykolwiek.
Volyova nie reagowała na obecność turianina. Nie zareagowała na jego słowa, ani nawet na jego bieg za nią. Napotykając gródź, nie pozwoliła, by ujęło to jej determinacji. Z zawzięciem uderzyła w miejsce, w którym spodziewała się zamka z siłą, której nie posiadało wielu ludzi, szczególnie jej postury.
Maya zbyt wiele razy połamała kości podczas swoich szkoleń, by teraz nie korzystać z nieludzko wytrzymałych, syntetycznych kości, dzięki którym jej uderzenia były niemal tak bolesne, jak krogańskie.
Za jednym uderzeniem pojawiło się kolejne. Wkrótce, korytarz Arae wypełnił rytmiczny huk metalowych uderzeń, podczas gdy z wolna, ciemna materia oblepiała gródź, przysłaniając jej jasną powierzchnię, wżerając się w jej słabości niczym kwas.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 17:28

Pogoń za biotyczką przypominała surrealistyczną scenę wyrwaną z samego koszmaru. W świetle szkarłatnych lamp alarmów oraz pośród czarnego, żywego dymu zostającego w powietrzu za biegnącą kobietą, Vex niemal nie poznawał Arae. Ale nie poznawał również Mayi; niebieskowłosa gnała jak błyskawica, przedzierając się niepowstrzymaną siłą tam gdzie drzwi zablokowane były w połowie i znikając oraz pojawiając się tam gdzie na jej drodze stały inne przeszkody. Otaczające ją czarne płomienie były jednak boleśnie znajome, tak jak mrok spozierający spod jej powiek, bez względu na to jak obca w tej chwili się wydawała; znał jego działanie, widział efekty na własne oczy i wciąż nosił ich ślady na swoich rękawicach oraz przedramionach, zostawione przez smoliste macki na dnie lodowego wąwozu AZ-102. Wtedy tylko jego zaufanie i jej kontrola potrafiły utrzymać je w ryzach.
Teraz wydawało się jakby miało to miejsce w zupełnie innym życiu.
Aktywował swój pancerz technologiczny w biegu jeszcze nim zdał sobie sprawę z tego co robi, przeskakując przez pozostawione za kobietą wypalone zgliszcza drzwi. Jego przeczucie okazało się prawdziwe tak jak strach, który zagnieździł się w jego sercu, ale implikowało coś jeszcze. Z początku łudził się, że obecność tutaj Mayi to czysty przypadek - cokolwiek wygnało ją na śledzący ich statek, jakakolwiek historia pchnęła ją w objęcia czarnej materii, która wypaczyła jej myśli, mogła nie być związana z nimi. Dokonując abordażu na Arae mogła być równie zaskoczona jego widokiem, co on jej, bo nigdy przecież nie doczekała zmiany wyglądu statku ani jego nazwy.
Ale wiedziała o SI. Wiedziała gdzie się kierować. To nie był tylko abordaż, by przejąć statek nim ten upora się z zagrożeniem hakerskim.
To był atak na Etsy.
- Spróbuj dotrzeć do Isaaca! Mrugaj mu światłami, wyłącz ogrzewanie, cokolwiek niech tylko pomoże ci odzyskać kontrolę! Ja się nią zajmę! - krzyknął do Etsy kiedy wpadali w ostatni korytarz prowadzący do rdzenia. Rozumiał jej bezradność, ale ciężar uciekającego czasu oraz walącej się rzeczywistości dookoła nich był tak przygniatający, że wydawało się jakby to świat odbijał sobie na nich za te wszystkie ostatnie tygodnie spokoju. Viyo szeptał teraz tylko bezgłośne prośby do losu, by zdążył. By wzmocnienie wytrzymało.
Gródź usprawniona przez Arkadija starła się z biotyką Volyovej...
...i wygrała.
A przynajmniej kupiła mu tak cenny czas.
Wpadł z milczącą wściekłością w przejście za Mayą i nie czekał na oglądanie efektów jej uderzeń, rzucając się na nią i aktywując omni-ostrze. Nie mógł pozwolić jej dostać się do rdzenia. W ten czy inny sposób.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 17:48

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
1
Vex < 50 < Maya
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
79


2
Vex < 50 < Maya
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
75


3
Vex < 50 < Maya
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
57
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 19:07


W korytarzu skąpanym w krwistych barwach trybu awaryjnego, czarne języki biotyki przypominały rozpraszające się smugi atramentu. Grodź, którą usilnie atakowała, przygotowana była na wszystkie zagrożenia, jakie oferowała przestrzeń, w tym pustkę kosmiczną, która wtargnęła na pokład. Smukłe ciało biotyczki było znajome, lecz jej pancerz, skażony destruktywną siłą czarnej materii, przypominał szkielet tego, czym był niegdyś. Logo N7 na jej piersi, splamione, naderwane, wyglądało na nieczytelne dla każdego, kto nie wiedział, że wcześniej się tam znajdowało. Nie zważając na zagrożenie, jakie stwarzała energia jej samej, zawzięcie usiłowała wyrwać gródź z zamku, na pozór nie zwracając uwagi na biegnącego w jej stronę turianina.
Jej głowa obróciła się błyskawicznie, gdy dotarł wystarczająco blisko. Ciało odsunęło się od metalowej ściany, wymijając omni-ostrze, a biotyczne pole przechwyciło turiańską rękę, nie pozwalając mu zmienić trajektorii własnego ataku. Ostrze zagłębiło się w tytanowe drzwi, pozostawiając w nich jasne, rozżarzone zagłębienie, zmuszając do wyszarpnięcia go z siłą, trudem.
Atak odwrócił jej uwagę od grodzi.
Było coś innego w jej czynach, coś, czego nie mógł zrzucić na karb kontrolującej jej ciemnej materii czy szaleństwa, które wywoływała. Jej tęczówki były ciemne jak głęboka toń, w której zanurzona była Raitaro. Jej włosy unosiły się lekko, kolejne przebłyski błękitu w morzu ciemności. Nie atakowała z furią, która godna była jej tytułu. Nie rzucała się ku niemu na oślep, nie próbowała już zerwać grodzi własnymi pięściami. W jej walce pojawiła się taktyka, wojskowe myślenie, które w jej mózg wplotły lata treningów, których za dziecka nie chciała. Wysunęła się na środek korytarza, przyglądając turiańskiej sylwetce jak drapieżnik przyglądał się ofierze, szukając dogodnego okna na atak.
Tak jak drapieżnik wiedząc, że jeśli zaatakuje w złym momencie, reperkusje mogły być potężne.
Nie dało się odmówić turiańskiej sile, wytrzymałości i umiejętnościom taktycznym w walce. Ale cienie odcinające się w szkarłatnym świetle były zbyt szybkie, zbyt gwałtowne, zdecydowane, by zdołał przewidzieć ruchy swojej przeciwniczki. Gdy rzuciła się do przodu, dostrzegł ją zaledwie na chwilę, nim zniknęła, pojawiając się za jego plecami. Zanim zdążył się odwrócić, potężna siła uderzyła jego plecy, wzbijając go w górę, szafując jego ciałem jak szmacianą lalką. Gdy zetknął się z twardym gruntem, zrobił to z siłą, która wydarła z jego piersi oddech. Jedynie po kolorze podłogi dostrzegł, że biotyka cisnęła nim o sufit, a pajęczynki iskier wdrapywały się po jego pancerzu, pozostawiając po sobie zagłębienia.
W powietrzu, zapach ozonu mieszał się ze smrodem spalenizny.
Volyova była nieustępliwa. Nie spoglądała na niego z wściekłością ani smutkiem, jedynie skupieniem. Dostrzegł ruch jej dłoni, gdy ściągnęła go z sufitu na ziemię, sprawiając, że jego ciało walnęło w podłogę twarzą w dół, obijając szczękę, otwierając starą ranę na udzie.
Czekała. Stała obok, przy grodzi, na której wciąż tańczyły biotyczne iskierki. Nie rzuciła się, by dobić swojego przeciwnika. Nie usiłowała zamordować go w chwili, w której miała do tego najbardziej dogodny moment. Przyglądała mu się, jakby licząc, że pozostanie na ziemi, pozwoli jej zniszczyć gródź.
Ale turiańska siła nie dorównywała nieustępliwości Viyo, gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo kogoś, na kim mu zależało.
Omni-ostrze było najlepszą opcją. Strzelanina na statku kosmicznym mogła skończyć się katastrofalnie dla niego, Skinnera, może nawet dla całego statku. Kama rozbłysnęła w półmroku pomieszczenia, gdy ciało Widma, ignorujące odczuwany przez niego ból i znajome spojrzenie ciemnych oczu, rzuciło się naprzód w szaleńczym ataku, w nadziei na trafienie celu, a przynajmniej na odwrócenie jego uwagi od grodzi.
Pole otaczające Volyovą zapulsowało, niczym żywy organizm reagujący na zagrożenie. Jej włosy zafalowały jak przy podmuchu wiatru, unosząc się lekko w górę, naelektryzowane. Usunęła się z linii ataku, zgrabnie, szybko, tak, jak była do tego szkolona. Rozbrajając przeciwnika, nie odwzajemniając jego ataku. Dopiero gdy chwyciła jego dłoń własnymi, spomiędzy jej palców wysunęły się błękitne płomienie, przeszywające ceramiczną osłonę, docierające do miękkiego ciała pod spodem. Z wysiłkiem, z trudem, ale też maniackim uporem, niebieskowłosa skrzywiła się, z całej siły chwytając jego rękawicę, której łączenia z resztą pancerza uszkadzała spowijająca go ciemna materia.
Szybko, łączenia poddały.
Rękawica zsunęła się z jego dłoni wraz z omni-kluczem, który był jej celem. Na dłoniach pozostały głębokie oparzenia, które w tym otumanionym adrenaliną stanie, czuł jedynie w formie odrętwienia. Znów, biotyczna fala zrzuciła go z nóg, znów pod jednym ruchem kobiecej ręki turiańskie ciało opadło na podłogę.
Ale tym razem nie czekała, aż wstanie.
Omni-kama, którą mu odebrała, aktywowała się w jej rękach i z głębokim zamachem biotyczki wbiła w ranione udo turianina z siłą, przez którą ostrze przeszło przez jego warstwy pancerza, zagłębiając nawet w metalową podłogę pod nim. Volyova pochyliła się nad swoim przeciwnikiem, dobywając własnego ostrza - żarzącego, pomarańczowego. Z całą skrywaną w jej niepozornym ciele siłą wbiła własne ostrze w jego drugie udo, przyszpilając go do podłogi. Porzuciła urządzenie, zostawiając obydwa ostrza aktywowane.
- Statek jest blisko. Skinner pomaga, przywróciliśmy komunikację i zasilanie. Idzie do was.
Strach o przyszłość Etsy, przyszłość Arae, działały jak otulająca go kołdra. Uniemożliwiały umysłowi zarejestrowanie w pełni bólu, który powinien czuć, który przeszywał całe jego sparaliżowane cierpieniem ciało.
- Jeśli uda ci się ją zatrzymać, gdy skoczymy do tunelu Przekaźnika Masy nie będzie miała gdzie uciec.
Volyova kucnęła obok, poza zasięgiem jego dłoni. Gdy atakowana, lub gdy sama atakowała gródź, zmieniała się w wojenną machinę, o której w Przymierzu krążyły legendy. Ale teraz, spoglądając w zielone tęczówki turianina, zamarła, jakby poruszenie się sprawiało jej trud. Drgnęła, jakby chciała sięgnąć ku niemu dłonią. Otworzyła usta, jakby chciała mu coś powiedzieć. Jej twarz była napięta, brwi zmarszczone, ale w tęczówkach skrywały się emocje, których w półmroku świateł awaryjnych nie potrafił odczytać.
Nie była syntetykiem, który przybrał jej oblicze. Nie była kimś innym, skrytym w podobnej skorupie. Jej ciało było znajome, jej ruchy widział już wcześniej, a biotyka boleśnie wypalała w jego dłoni to, co niegdyś wypaliła na jego rękawicy.
- Umarłeś kiedyś, Viyo? - wydusiła z siebie znajomym głosem, cicho, jakby słowa sprawiały jej ból, jakby wokół jej szyi zaciśnięta była obca ręka.
- Vex, zaraz tam będę! - głos Skinnera zabrzmiał z głośników korytarza.
Volyova uniosła się w górę, wyprostowała, obracając głowę w stronę windy, z której przybyć miał haker.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 21:03



W chwili w której pierwsze omni-ostrze przebiło się przez jego udo, z jego gardła wyrwał się wrzask bólu. Pulsująca energia rozpalonej plazmy wciąż tkwiła w ranie, wypalając nerwy i pozostawiając po sobie odrętwienie, a tam gdzie fragment ostrza zanurzał się w metalowej podłodze Arae, iskry strzelały na boki rozświetlając korytarz dodatkowymi, jasnymi rozbłyskami. Kiedy kobieta wbiła drugi brzeszczot w jego drugą nogę, z jego ust wyrwało się już tylko warknięcie. Jego klatka piersiowa pracowała niczym ogromny miech, nabierając i wypuszczając gwałtownie powietrze, gdy próbował walczyć z cierpieniem napierającym na jego zmysły oraz chaotycznym strumieniem myśli, które rozsadzały mu czaszkę. Desperacja, determinacja, strach, wściekłość, zaskoczenie, upór, bezsilność i nienawiść łączyły się w tak skomplikowaną mgławicę emocji, że ich nawał niemal zagłuszał całą resztę. Pośród tego wszystkiego próbował zachować jakieś szczątki logiki, zebrać fragmenty rozsypanego w mak planu, powstrzymać nieuniknione, ale z każdym ciśnięciem o ścianę oraz z każdym kolejnym sykiem omni-ostrza stawało się to coraz trudniejsze.
Głos Etsy przebił się przez zasłonę bólu, zmuszając go do podniesienia się na jedynej, zdrowej ręce.
- Trzymaj Isaaca z daleka. To rozkaz, Ets - wydyszał do SI, wyrzucając z siebie słowa przez zaciśnięte zęby i chwytając pomarańczowe omni-ostrze, żeby wyrwać je z rany i odrzucić na bok. - Zablokuj windę.
Inne myśli przedzierały się wraz ze szczelinami determinacji, która próbowała walczyć z bezsilnością przygniatającą go równie silnie co iskrzące ostrza. Nie wiedział jak przekazać Etsy to, w czym zaczął się powoli orientować. Skinner nie miał jak powstrzymać Volyovej skoro jemu się to nie udało - był tylko hakerem, a nie wyszkolonym żołnierzem, który zdołałby odeprzeć atak biotyczki. Jedyne co mógł zaoferować, to być przez nią wykorzystanym do zaszantażowania SI by otworzyła gródź. Być może swoim życiem kupiłby im kilka sekund i być może wystarczyłoby to, żeby dostać się do Przekaźnika oraz skoczyć w tunel promieni Czerenkowa, uniemożliwiając niebieskowłosej ucieczkę.
Tylko co wtedy?
On nie był w stanie powstrzymać Mayi - nie w tym stanie, a być może nawet i nie gdyby był w pełni sił. Skinner byłby martwy, a Raik w innym systemie. Arae mknęłaby przez Przekaźnik i biotyczka miałaby wiele godzin, by na spokojnie przebić się przez gródź i zabić SI, niszcząc jej kwantowy komputer oraz to co stanowiło jej serce oraz umysł w tej samej chwili, w której wylecieliby w kosmos po drugiej stronie. Jej tajemniczy towarzysze odebraliby ją zaledwie kilka minut później, zostawiając martwy wrak statku za plecami.
W chwili, w której dał się przybić do podłogi, poniósł porażkę i zgubił ich wszystkich. Arae była skończona jeżeli niczego nie zrobi, tylko jeszcze to do nich nie dotarło.
Potrzebował chwili, by zorientować się, że Maya zaprzestała ataków i przygląda mu się w milczeniu. Jej słowa wgryzły się w jego umysł, wywołując ból większy niż ten, który pulsował z jego ran, paraliżując mu ciało, ale narzucając też na niego gruby welon odrętwienia. Podniósł na nią wzrok, odnajdując jej spojrzenie, nie potrafiąc jednak ani przebić się przez splątane w nim emocje, ani nawet nie do końca wierząc w to, że je tam widzi. Bez względu na to jak bardzo chciał ją zobaczyć jeszcze raz, to cokolwiek działo się z kobietą, cokolwiek stało za jej nagłym powrotem, zostało zepchnięte na ostatni plan w tym samym momencie, w którym porwała się na Etsy. W tym, w którym ich zaatakowała.
- Tak - odezwał się niespodziewanie cichym głosem. Cały mętlik emocji w jednej chwili przycichł gwałtownie w jego głowie, gasnąc jak gdyby ktoś zdmuchnął płomień świecy, gdy jej pytanie zostawiło tylko jedno, pojedyncze uczucie. - W chwili, w której obudziłem się w pustym łóżku i odkryłem, że nas porzuciłaś.
Smutek, którym był naznaczony jego głos, zniknął uderzenie serca później w eksplozji nieartykułowanej determinacji, gdy rzeczywistość wróciła na swoje miejsce. Kiedy biotyczka obróciła głowę w stronę windy, sięgnął gwałtownie chorą ręką do kamy, która wciąż przyszpilała go do ziemi - jednak nie po to by ją wyciągnąć. By kupić sobie czas.
I wcisnąć przycisk detonacji swojego pancerza technologicznego, wciąż znajdujący się na przytwierdzonym do niej omni-kluczu.
Zdrową rękę niemal w tej samej chwili skierował do kabury przy udzie, żeby wyszarpnąć z niej pistolet i władować w kobietę z bliska cały magazynek.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 21:13

A pierdolne se
A<33<B<66<C
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
32
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 22:22


Przez chwilę, krótką i ulotną, wewnątrz korytarza nastała cisza. Etsy nie komunikowała potwierdzenia jego rozkazu - nie musiała. Wiedział, że słuchała, jednocześnie zwalczając pozostawionego w jej systemach wirusa. Nie mogąc pomóc Viyo w żaden sposób, musiała walczyć o utrzymanie statku z pomocą hakera, którego jeszcze kilkanaście godzin wcześniej z powątpiewaniem zabierali na pokład Arae. Skinner walczył o swoje przetrwanie przede wszystkim, jego oferta pomocy była więc niecodzienna. Może SI zmusiła go do ratowania Widma za wszelką cenę.
A może po prostu nie był złym człowiekiem.
Eksplozja pancerza technologicznego odbiła się od tarcz kobiety, która drgnęła, pchnięta w tył impetem wybuchu. Odwróciła ku niemu swoją głowę, przyglądając się pogrążonemu w cierpieniu Viyo. Dopiero wtedy mógł dostrzec, jak specyficznie zachowywało się jej ciało. Napięte, gotowe do ataku, pomimo braku przeciwnika na horyzoncie. Trzęsło się, podrygując lekko, zrywając w kierunku drzwi i zatrzymując w następnej sekundzie, jak gdyby rozdzierała je walka tocząca się nie tylko w umyśle biotyczki.
Odwróciła wzrok, gdy dobył karabinu. Zmuszając się do stania w miejscu, przyglądała się grodzi, analizując, godząc się z tym, że nie była w stanie zniszczyć ją samymi, własnymi rękami.
- Odzyskaliśmy kontrolę nad statkiem. Przygotowuję nas do ucieczki - głos Etsy rozbrzmiał w korytarzu, a wraz z nim, światła awaryjne zniknęły, ustępując jasnej, dziennej bieli. - Statek przeciwnika dotrze do nas za pół minuty.
Kobieta zmrużyła oczy pod nagłym napływem jasności. Obróciła się w kierunku Viyo, dłonie mając zaciśnięte w pięści. Ciemna materia wokół niej falowała, przypominając czarne, burzowe chmury, spod których sporadycznie wyzierały błękitne błyskawice.
Salwa karabinu uciszyła myśli, dając upust rozsierdzających uczuciom turiańskiego serca. Rozgoryczenie, zawód, złość i smutek znalazły oparcie w znajomym uderzeniu broni o jego przedramię. Pociski przeszyły powietrze, uderzając w niebieskie tarcze biotyczki, przebijając się przez nie w ułamku sekundy.
Ciało kobiety zgięło się w pół, gdy trzy, ostatnie kule trafiły jej pancerz. Jedna z nich z brzdękiem opadła na podłogę, nie przedzierając się przez osłony w jej pancerzu. Pozostałe dwie utkwiły w jej ciele, otwierając drogę dla czerwonej krwi, znaczącej czarną, zniszczoną ceramikę.
Wyprostowała się, znów, wymuszenie, groteskowo. Choć jej ciało było organiczne, a w walce przypominało takie, które znał doskonale, gdy tylko tej walki zaprzestała wydawało się mniej naturalne niż syntetyczny android Hope. Z jej ust wydobył się świst zaczerpywanego spazmatycznie oddechu, a dłonie odruchowo spoczęły na brzuchu, znacząc rękawice krwią.
- Statek wroga to korweta. Nie szykują się do abordażu, lecą wzdłuż nas.
W oddali, za szybą, na tle kosmicznej otchłani, za Arae ciągnął się inny, ciepły punkt w zimnym kosmosie. Statek nie atakował, nie zbliżał się bardziej. Po prostu leciał.
Nogi ugięły się pod Volyovą. Opadła na ziemię, na własne kolana, ze sztywnością, trudem. Dopiero w świetle jarzeniówek, gdy znajoma twarz znalazła się tak blisko turiańskiej, dostrzegł, że jej policzki były mokre od łez. Z jej ran wypływała krew, a opancerzona sylwetka podrygiwała lekko, jakby za wszelką cenę starając się działać dalej, pomimo bólu, pomimo cierpienia. Iskierki biotyki trawiły podłogę wokół niej jak gdyby żyły własnym życiem, zawsze aktywne, zawsze gotowe do walki.
Nawet, gdy ciało już przestało walczyć, nie widząc w tej walce wygranej.
- Aktywuję systemy obronne.
Z ust Volyovej wydobyło się westchnienie, gdy oderwała wzrok od siedzącego na ziemi Viyo, szykując się do odwrotu. Mały, krótki gest przypominający ulgę, po którym niemal natychmiast podniosła się z kolan, sztywna, niewzruszona odniesionymi przez siebie obrażeniami. Poprawiła maskę na swojej twarzy, trawiona przez gorejące płomienie ciemnej materii.
W następnej sekundzie zniknęła, pozostawiając po sobie czarny dym i unoszący się wraz z nim zapach śmierci.
- Wrogi statek skacze do tunelu Przekaźnika - zakomunikowała Etsy podniesionym głosem kilka sekund później, gdy po Volyovej zostało jedynie wspomnienie, turiańskie rany i zniszczony korytarz. - Gonić? Zostać? Vex, co mam robić?
Na ziemi, w miejscu, w którym na moment zatrzymała się niebieskowłosa, w kałuży szkarłatnej krwi destrukcyjne iskry biotyki wyryły w podłodze jedną, koślawą literę - R.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

24 lut 2022, o 23:51



Słyszał głos Etsy i wypowiadane przez nią słowa, ale ich znaczenie nie chciało do niego dotrzeć. Chociaż Maya już zniknęła, pozostawiając po sobie wyłącznie zapach ozonu, szkarłatną krew na podłodze oraz wąskie niczym ostrze skalpela, chaotyczne ślady biotyki na ścianach, jej widok wciąż stał mu przed oczami jak gdyby wypalił mu się na powierzchni źrenic. Obraz otoczonej czarnym ogniem postaci o obcym spojrzeniu przeplatał się gwałtownie z tą, która klęczała trzymając się za brzuch, z łzami zdobiącymi jej policzki, nakładając na wspomnienie tej, która siedziała razem w nim na polu niezapominajek; sztywne, nieruchome zdjęcia migotały i rwały mu się przed oczami, gdy umysł nie potrafił sobie poradzić z tym wszystkim co na niego spadło.
Ciało nadal pamiętało bezsilność, wściekłość i czystą agresję, która wypełniała go, gdy zamachiwał się na nią omni-ostrzem oraz gdy naciskał spust karabinu. Irracjonalną, duszącą potrzebę wyładowania całej swojej frustracji na kimś kogo uważał za zdrajcę przez ostatnie tygodnie, na źródle tego całego bólu oraz cierpienia, które wywołało jej odejście, na osobie która teraz pojawiła się w jego życiu jako wróg - jawny, niszczycielski, prawdziwy. Potwierdzający jego ponure myśli oraz złość, dając świadectwo temu, że miał rację antagonizując ją, utwierdzając go w tym, że to ona była tą złą, a nie on.
Pamiętało też przerażenie oraz rozpacz, które zalały go w chwili, gdy dotarła do niego świadomość, że mógł się pomylić, że ostatnie tygodnie mogły być fałszywym wytworem jego własnego obrazu świata. Gdy dostrzegł jej łzy, mięśnie walczące o odzyskanie kontroli, umysł zmagający z siłą silniejszą niż ona sama. Gdy spadł na niego ciężar własnego wyboru oraz dotarły fakty i implikacje tego jednego, prostego gestu. Tego co zrobił.
Teraz.
Pociągając za spust.
Wcześniej.
Spisując ją na straty.

Przekreślając.

Nagła świadomość tego co się właśnie wydarzyło oraz co zaszło na przestrzeni ostatnich kilku minut nadeszła do niego z krystalicznie czystym zrozumiem możliwym tylko dla kogoś, kto uświadomił sobie, że próbując rozbroić bombę przez przypadek ją uruchomił i nie ma wystarczająco wiele czasu, by uciec przed zasięgiem eksplozji. Kogoś kto wykrwawiał się tak długo, że w końcu zrozumiał, że nawet jeżeli znajdzie już lekarza, to dla niego jest za późno. Chaotyczny szum emocji i myśli, który rozsadzał mu czaszkę od środka, teraz przycichł i zniknął, odnajdując jeden wspólny mianownik, jeden prosty powód oraz cel. Jedno źródło, które można było przypasować do tego wszystkiego, jeden element na który mógł zrzucić całą winę, cały swój ból i całe cierpienie, które tym spowodował.
Nieregularne R wypalone na podłodze było niczym ostatni brakujący puzzle, który niespodziewanie nadał sens temu w czym nie potrafił go dostrzec.
- Lecimy za nimi - wychrypiał cicho, wpatrując się w osmaloną ścianę przed sobą. W którymś momencie przez ostatnie kilkanaście sekund podciągnął się do pozycji siedzącej, opierając o ścianę, ale nie ruszył się dalej. Jego własne omni-ostrze leżało na ziemi, ale nie wykonał też żadnego gestu by je z powrotem przypiąć lub by zatamować własne krwawienie. Nawet karabin wypadł z jego rąk, porzucony gdzieś pośród zniszczeń i krwi, podczas gdy turianin wpatrywał się pusto przed siebie.
Powinni wrócić po Raika i siłą zmusić Kavińskiego do wejścia na pokład. To było jedyne rozsądne wyjście, bo jego logiczna część umysłu próbowała mu podpowiadać, że nie dość, że nie był w stanie sam mierzyć się z Mayą, to tym bardziej nie będzie mógł tego zrobić z mężczyzną z drugiego okrętu oraz wszystkimi żołnierzami, których mógł mieć na pokładzie korwety. Ale nie mógł pozwolić sobie na logikę.
Bo wiedział, że jeżeli nie ruszą w pościg od razu, to Reed zniknie na dobre, a wraz z nim Maya.
I gdy pojawi się po raz kolejny, następnym razem mogą nie mieć tyle szczęścia i może osiągnąć to do czego dążył.
To co mu obiecał.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 00:33


Pustka, która powstała po ucieczce niebieskowłosej, była niebezpiecznym miejscem.
Skażone ciemną materią wnętrze korytarza było ciche, umacniając turianina w przekonaniu, że został zupełnie sam. Jego własne rany sączyły się błękitną krwią, sunącą wzdłuż metalowych płyt podłogi. Płynęła korytarzami stworzonych przez biotykę uszkodzeń, łącząc się w barwę fioletu na środku ze szkarłatną kałużą - jedynym, co pozostawiła po sobie ludzka kobieta. Ból wezbrał na sile, gdy opadające z sił ciało rozluźniało swoje mięśnie, ustępując miejsca wszystkim bodźcom, których wcześniej starało się uniknąć. Jego nogi były odrętwiałe, a każdy, nawet najmniejszy ruch wzmagał przyprawiające o zawroty głowy cierpienie. Jego poparzona dłoń była gorąca w dotyku, choć po biotyce nie pozostało już żadnego śladu.
Drzwi windy otworzyły się w oddali, wypuszczając do środka hakera.
- Kurwa, co tutaj wybuchło - sapnął Skinner, odrzucając trzymany przez siebie pistolet w bok, podbiegając do siedzącego na ziemi turianina.
-Isaac, sprawdź jego stan zanim wejdziemy w pościg - poleciła Etsy. Brzmiała zimno, wyrachowanie, jakby wcale nie widziała przed chwilą Volyovej na tych korytarzach, jakby nie posiadała emocji, których chwilę wcześniej tak usilnie próbowała się pozbyć.
Haker zerknął na uszkodzoną grodź. Dopiero w jasnym, dziennym świetle po przywróceniu zasilania Viyo mógł dobrze przyjrzeć się powadze uszkodzeń, których dokonała Volyova. Cała powierzchnia metalu była zarysowana, pelna wgłębień, rys i szram, jakby potraktowano ją szrapnelem. W samym środku drzwi tkwiło duże zagłębienie od uderzeń wzmacnianych metalem pięści. Każde inne drzwi poddałyby się tym atakom.
- Pościg? Żartujecie sobie, nie? - warknął chłopak, pochylając się i, nie pytając turianina o zgodę, chwycił go pod ramię, ciągnąc do góry. - Cholera, ważysz tyle co Ugarr, przysięgam - sapnął, pozwalając mu oprzeć się na sobie.
Nogi odmawiały Widmu posłuszeństwa. Gdy został podniesiony do pionu, choćby wbrew sw ojej woli, natychmiast ugięły się pod jego ciężarem, zmuszając go do polegania na ścianie i stojącym obok Skinnerze.
- Zabierz go do kapsuły medycznej - poleciła Etsy, nie pytając nawet Viyo o zdanie.
- Tajest, szefowo - mruknął, niepewnie próbując pociągnąć Vexariusa w stronę stacji medycznej. Wciąż, nawet pomimo odniesionych przez Widmo ran i jego niemożności stawiania kroków samemu, był od niego słabszy i gdyby turianin chciał mu się oprzeć, nie mógłby wiele zrobić.
Etsy milczała przez chwilę, przyglądając się swoimi oczyma wydarzeniom na pokładzie statku. Jej hologram nie pojawił się nigdzie w zasięgu jego wzroku. Nie pokazywała się, chowając za swoimi trudnymi decyzjami.
- Nie mamy planu działania. Jeśli wytropili nas raz, będą wiedzieli, że za nimi polecieliśmy. Będzie ich więcej, nie sama Volyova. Nikogo nie pokonasz w tym stanie, a ja... nie mogę ci pomóc.
Haker zamrugał powiekami, jakby nie wierzył w to, że w ogóle prowadzą tę rozmowę.
- To była... niebieska? I chcecie za nimi lecieć, po tym, gdy ona sama wpuściła nam wpierdol? I co zrobimy, gdy do nich dolecimy? - spytał ze złością, ale też strachem chowającym się za jego argumentami. - Raik został na stacji. Ja gówno potrafię z bronią w ręku. Ty nawet nie ustoisz na nogach. Poprosimy o pertraktacje pokojowe?
Etsy ignorowała słowa Isaaca. Vex mógł czuć na sobie jej skupienie, choć nie widział jej nigdzie obok.
- Zabierz go do kapsuły medycznej - powtórzyła twardo. - Lecimy na Ziemię, zakupić części i porozmawiać z doktor Myers - postanowiła.
Chłodną kalkulacją, na którą Widmo nie był w stanie się zdobyć. Z pełną świadomością tego, że będzie oponować.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 02:02



Niemal nie zauważył pojawienia się Isaaca. Milczał na całą wymianę zdań między jego elektroniczną towarzyszką, a hakerem, wpatrując się pusto przed siebie i wsłuchując w jednostajne pulsowanie krwi w uszach. Jego poparzona dłoń przypominała zdjętą wcześniej rękawicę; siatka czarnych, drobnych jak pajęczyna nici ukrywała się pod warstwą spalonej skóry oraz nadkruszonych chitynowych płytek, tworząc nową, bardziej nietypową bliznę, która zostanie z nim na następne lata. Pomimo bólu, który wywoływał każdy ruch palców, zaciskał ją jednak powoli i rozprostowywał, nieświadomie i bezwiednie posyłając kolejne impulsy cierpienia wzdłuż własnego ramienia; każda iskra eksplodująca z nadpalonych nerwów była jednak jak lodowy szpikulec wbijający się w jego umysł, utrzymujący go w rzeczywistości którą wybrał.
Pozwolił Skinnerowi się podnieść, opierając się na nim bezwładnie i nie próbując nawet się bronić. Jego wzrok błądził po grodzi wgniecionej od uderzeń wzmocnionych kości, po stalowej powierzchni poszarpanej wyładowaniami czarnej materii i osmolonej energią potrafią strawić o wiele większy przeszkody, po podłodze mokrej od krwi w której mieszały się dwa kolory.
- Jeżeli nie ruszymy za nimi teraz, nigdy ich nie znajdziemy - odezwał się niespodziewanie cichym głosem, jednocześnie wypranym z emocji, jak i pełnym czegoś tak pustego, że potrafił tego nazwać. - I Reed zaatakuje ponownie. O to właśnie mu chodziło. Zabrał ode mnie Mayę i teraz użył jej, żeby zabrać mi ciebie. Dlatego kierowała się do rdzenia i dlatego czekali aż Raik opuści pokład.
I gdyby nie zainstalował wzmocnienia na drzwiach prowadzących do serca Arae, by mu się to udało. Niebieskowłosa biotyczka własnoręcznie uciszyłaby głos Etsy, a on musiałby na to patrzeć tak jak łowca sobie to zaplanował. Tak jak mu to przyrzekł. Jego własna obietnica, złożona Viyo pośród walącej się Chasci, którą teraz mógł spełniać, gdy jego życie zostało ograniczone wyłącznie do zemsty za śmierć Steigera.
Dawał się prowadzić hakerowi, ale słowa jego przyjaciółki odbiły się od niego tak jak wcześniej jego własne argumenty odbijały się od umysłu Kavińskiego. Śledził przez chwilę strużki błękitnej krwi, które zostawiali za sobą na korytarzu, niczym błękitny szlak prowadzący prosto na scenę zbrodni oraz jego osobistego koszmaru, ale gdy Isaac na chwilę przystanął żeby nabrać oddechu, podniósł na niego wzrok i wyszarpnął się nagle z jego uścisku, opierając ciężko plecami o ścianę.
- Okłamałem cię i zmusiłem Etsy, żeby zrobiła to samo - powiedział pusto, wpatrując się w chłopaka zielonymi tęczówkami. - Twoja szczęka nie wymaga aż tak zaawansowanego implantu jak wskazała to kapsuła medyczna. Zrobiłem to, żebyś nie miał wyboru i musiał nam pomóc.
Zacisnął palce chorej dłoni, ignorując drżenie mięśni całego przedramienia, które płonęło z bólu od tego gestu - ostrego i przeszywającego niczym czarny ogień, który trawił ją chwilę wcześniej, będącym słodkim zapewnieniem autodestrukcji. Nie oderwał jednak wzroku od hakera.
- Tam na dole kazałem jej zabronić ci się zbliżać, bo gdyby Maya cię złapała, mogłaby wymusić na niej otwarcie grodzi. A wtedy musiałbym zastrzelić cię własnoręcznie, żeby tego nie zrobiła. I bym to zrobił. Bez zawahania.
Jego spojrzenie przesunęło się po twarzy mężczyzny, który od początku chciał mu tylko pomóc i który prawdopodobnie uratował im właśnie życie... albo uchronił ich od czegoś jeszcze gorszego. Pakiety dezinformacyjne mogły pochłonąć Arae, wyłączyć Etsy, zablokować im drogę do Przekaźnika i zapewnić tyle czasu Mayi, ile go potrzebowała. A jednak gdy on walczył ze swoim własnym demonem i wykrwawiał się od ran, bezsilny i niepotrafiący powstrzymać biotyczki przed skrzywdzeniem SI, to haker pomógł jej oczyścić systemy.
- Nie jestem dobrym człowiekiem, Isaac. Nie zasługuję byś pomagał mi z dobroci serca. Wezmę ciebie i Raika, i wykorzystam was żeby dorwać Reeda.
Oparł się zdrową ręką o ścianę, wykorzystując ją żeby wyprostować się o własnych siłach, chociaż z najwyższym trudem. Podejrzewał, że gdyby nie ona, to pewnie nie byłby w stanie zrobić chociaż jednego kroku, nie wiedział jednak czy było to spowodowane ranami, czy ciężarem przykuwającym go do ziemi. Jego następne słowa były skierowane jednak zarówno do chłopaka, jak i do słuchającej ich Etsy.
- Może wrócić tutaj jeżeli za nim nie polecimy i gdy nas nie będzie - kontynuował ochryple. - Zniszczyć Hebe, zamordować Kavińskiego, zabić Raika. A my dalej nie będziemy mieli pojęcia, gdzie go szukać. Będzie niszczył powoli wszystko na czym mi zależy i przy okazji zniszczy też wszystko wasze.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 02:52

Słowa turianina były ignorowane - w sposób, który być może był według Etsy dla niego najlepszy, a który przypominał odsunięcie się od jego potrzeb, uczuć i strachu. SI z miejsca stała się lodowata, jej polecenia były krótkie, urywane, nie dotyczyły Volyovej w żaden bezpośredni sposób.
Zaatakowano ich w ich wspólnym domu, ale to Viyo słaniał się teraz na rannych nogach, podtrzymywany z trudem przez Isaaca. Etsy była dla niego rodziną, ale tym samym on był dla niej. Nie zamierzała kolejny raz przypominać mu o tym, że nie spełni jego rozkazów, powołując się na ich ustalenia - byli sobie równi. Była niezależną jednostką, a nie zwykłym głosem potwierdzającym jego słowa. Z tej autonomii skorzystała w tej chwili.
- Dlatego mamy polecieć za nimi i oddać mnie dobrowolnie? - spytała wprost, brutalnie, bez okazywanej litości dla osłabionego, pokonanego Widma. - To jest twój plan? Zaatakować teraz, poświęcić nas, żeby nikt inny nie zginął?
Isaac mruknął coś pod nosem, mijając windę, z której przybył wcześniej z hangaru.
Zamknięty z Widmem w sztywnych, czterech ścianach, nie mógł uciec przed szorstką prawdą turianina. Pozwolił mu oprzeć się samemu o ścianę, ale nie odsunął się drastycznie, jedynie zabezpieczył jego potencjalną dumę, niepozwalającą mu na przyjęcie pomocy od kogoś od siebie słabszego.
Haker milczał, pozwalając argumentom Viyo płynąć wściekle, desperacko z jego ust. Argumentom za dalszą pogonią, za porzuceniem pomocy, którą oferował, za zaakceptowaniem tego, że Widmo był, w istocie, złym człowiekiem.
Argumentom za tym, że Skinner miał rację, wykrzykując oskarżenia w jego stronę w brudnych, ziemskich slumsach.
- Taa, wiem - rzucił nagle, wyciągając ku niemu ramię, jakby czas na rozmowę, czas na protesty teraz się skończył. - Mieszkałem w gównianej klitce w Szanghaju. Naprawdę nie doceniłeś mojej umiejętności wyszukania tańszych zamienników do wszystkiego w jakimś zadupiu extranetu.
Im dłużej szli, stacja medyczna wydawała się coraz dalej. Serce waliło w turiańskiej piersi, a krawędzi jego pola widzenia czerniały, gdy pozwalał zmęczeniu zakraść się zbyt blisko niego.
- Kutas z ciebie, Viyo. Z tym możemy się wszyscy zgodzić - prychnął, szturchając dłonią panel na drzwiach, połyskujący zielenią. Wnętrze stacji medycznej wydawało się jeszcze jaśniejsze niż korytarze, które już raziły bielą. Eskortował go do jedynej, turiańskiej kapsuły, szerokim łukiem unikając tej, w której dał się zamknąć poprzednim razem. - Ale niektóre rzeczy nadal trzeba zrobić po kolei, zamiast rzucać się do przodu. Jak dla mnie na to właśnie czekają.
Odsunął się, pozwalając Widmu samemu wczołgać się do wnętrza kapsuły, której tak dawno nie widział od tej perspektywy. Ciasna, klaustrofobiczna, na swój sposób otulała go swoimi metalicznymi ramionami, chroniąc przed niebezpieczeństwem.
Haker podszedł bliżej, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Naprawdę myślisz, że Reed będzie uciekać? Gnojek dopadł mnie we własnym domu. Teraz zaatakował ciebie z pomocą niebieskiej. Wygląda ci na osobę, która ucieknie? Bo mi nie. - spytał wprost, choć Etsy podjęła decyzję za Viyo i nie zamierzała z nim na ten temat dyskutować. Skinner wciąż próbował. - Nie jestem twoim pionkiem, którego wykorzystasz, ani ja, ani Raik. Reed przyszedł też po mnie. To moja sprawa, może nie tak samo mocno jak twoja, ale wystarczająco. Dobroć serca czy nie, jesteś moją najlepszą kartą na przetrwanie. Zresztą, nie tylko moją.
Uderzył w panel kapsuły, wymuszając opuszczenie się dużej kopuły. Szkło odseparowało ich dwójkę, ale nie zagłuszyło ich rozmowy.
- Muszę najpierw znaleźć z Etsy sposób, w jaki nas śledzą. Skoro Volyova pracuje dla niego, jest dobrym tropem. Ostatnim razem gdy ją widziałeś, coś ci dała? Coś znalazłeś, zabrałeś?
Na powierzchni kopuły pojawiły się napisy, zasłaniające twarz hakera. Skan w tle wypluwał coraz większą ilość czerwonych ostrzeżeń, podczas gdy w ustach Viyo pojawił się znajomy, metaliczny posmak krwi.

ZNIECZULENIE OGÓLNE
(zalecane)
ZNIECZULENIE MIEJSCOWE
[POTWIERDŹ]
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 15:28



Słowa Etsy w końcu przedarły się przez jego desperacki upór, odnajdując to z czego zdawał sobie sprawę od samego początku, ale czego nie chciał zaakceptować. Dobrowolna zgoda na ponowne porzucenie niebieskowłosej kobiety oraz pozwolenie, by tkwiła w łapskach Reeda kolejne dni, tygodnie lub może nawet miesiące, tworzyła o wiele głębsze rany w jego sercu niż te, które teraz zdobiły jego ciało; zaciskała żelazny uścisk na jego gardle i żołądku, gdy świadomość że pozwoli łowcy ponownie zniknąć w cieniu, by mógł zaatakować po raz kolejny, skrobała pazurami po jego umyśle, domagając się podjęcia jakiejś akcji. Teraz. Już. Pomimo ran, pomimo ubytku krwi, pomimo słaniania się na nogach oraz rozmywającej się wizji.
Musiał to naprawić. Musiał naprawić co zrobił.
Nie odezwał się na argumenty Etsy, nie znajdując żadnych, którymi mógłby je zbić. Opuścił tylko głowę, wpatrując się pusto w błękitne strużki sunące wzdłuż jego pancerza i zbierające się pod jego nogami na podłodze windy. Niespodziewane słowa Skinnera również nie pomogły. Jego spokojny ton nie oferował wyrzutów i bólu, których oczekiwał, nie pozwalał mu dorzucić kolejnych ciężarów do zadręczania się swoimi decyzjami, do słów które potrzebował usłyszeć. Do potwierdzenia tego co wykrzykiwał mu jego własny umysł, do ułatwienia rzeczywistości oraz zaakceptowania jej taką jaką jest.
- A dlaczego by nie? Ma cały czas na świecie - odpowiedział cicho pod adresem Reeda, zmuszając się do myślenia o bieżącym problemie, o bardziej rzeczywistym niż jego własne rozterki moralne. - Jest różnica między uciekaniem, a trzymaniem się w cieniu i obserwowaniem jak twoją zwierzynę toczy trucizna, jak wykrwawia się z zadanych ran i miota na oślep. Gdyby chciał nas dobić, zrobiłby to teraz zamiast czekać, aż Maya wróci na jego pokład. Ale teraz wie, że ja wiem.
Opuścił ramię chłopaka i usiadł na krawędzi kapsuły. Ciało poddało się ciężarowi, który spoczywał mu na ramionach i nie było w stanie dalej udawać, pozwalając mu ostatnie minuty odbiły się na jego zgarbionej sylwetce i pokonanym, zmęczonym spojrzeniu unikającym wzroku Skinnera i wszechobecnej obserwacji Etsy.
- Nie wiem - odezwał się z ociąganiem po długiej chwili milczenia. Myślenie o tym, że Maya mogłaby współpracować z Reedem z własnej woli, rozbijała jego umysł na tysiąc lustrzanych kawałków i przeczyła temu co widział, a właśnie to sugerowały słowa Isaaca. Bo oznaczało to, że zostawiła mu nadajnik jeszcze nim od nich odeszła i że jej zmiana stron zaczęła się wcześniej, a nie gdy łowca odnalazł ją i złapał po tym jak ich drogi się rozeszły. Wszystko to sprawiało, że wszelka próba racjonalnego myślenia przypominała przedzieranie się przez głębokie bagno; czarne macki emocji przypominające biotyczne języki ognia chwytały jego myśli, przytrzymywały w miejscu, wciągały głębiej w bezdenną przepaść.
- Mam jej omni-klucz. Miała też lokalizator, ale był zabezpieczony przez Etsy, żeby nikt nie mógł go wykorzystać przeciwko nam. I pamiątkę, którą mi podarowała dzień wcześniej - powiedział ochryple, zaciskając bezwiednie dłonie w pięści aż znajoma igła bólu ponownie zaczęła podążać wzdłuż jego ramienia, a szkarłatne ostrzeżenia na powierzchni kapsuły medycznej zaczęły się powielać. Płatek śniegu zamknięty w krysztale wciąż leżał rzucony gdzieś na biurko, nadal zapakowany w sklepowi papier, zbyt bolesny by Vex chciałby go kiedykolwiek rozpakować. - Większość jej rzeczy jest w mojej kajucie - dodał cicho, zmuszając się do wydania tego niedopowiedzianego przyzwolenia.
Jego wzrok wpatrywał się w komunikat znieczulenia, ale nie widział żadnej z tych opcji. Wybranie uśpienia oferowało ciszę i spokój od własnych myśli, oferowało ciemność pozbawioną snów, koszmarów i rozterek, brak istnienia niosący ulgę. Coś o co krzyczała każda komórka jego ciała, każda myśl zbyt obciążona konsekwencjami i rzeczywistością, która na niego spadła.
Po długiej chwili bezruchu uniósł zdrową dłoń i wcisnął przeciwny symbol, niemal bezwiednie wybierając znieczulenie miejscowe.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 16:06

Skinner skinął głową, potwierdzając jego słowa. Wejście do kajuty Volyovej zawsze było czymś, do czego nigdy Widmo nie chciał dopuścić, szczególnie w przypadku obcych ludzi - takich jak Isaac. Jej prywatna kwatera pozostawała zamknięta odkąd kobieta zniknęła w Cordovej, pozostawiając ich samych na długi, bolesny czas.
Ale sytuacja się zmieniła. Teraz, jeśli od tego miało zależeć, jak dużą przewagę - i czy jakąś w ogóle - będą mieli ponad atakującymi w następnej bitwie, wszystkie te prawa zamilkły.
Pod tym względem hasło Castora było trafne.
- Dobra, sprawdzę wszystko razem z Etsy, ty tu już leż - mruknął, odwracając się i, koślawo żegnając, ruszając do wyjścia ze stacji medycznej.
Kapsuła piknęła, gdy wybrał opcję, ale ekran nie zniknął, zamrożony w tym samym miejscu, w którym był wcześniej, jakby decyzja Widma nie niosła ze sobą żadnych reperkusji. W pewnej chwili znajomy głos rozbrzmiał wewnątrz klaustrofobicznego pomieszczenia, głos, który wydawał się halucynacją dla odurzonego bólem umysłu turiańskiego żołnierza.
- Gdybym to ja w takim stanie podejmowała decyzję, która mi zaszkodzi, nie pozwoliłbyś mi tego zrobić - słowa Etsy brzmiały prawdziwie, ale teraz, po raz pierwszy odkąd Volyvoa zniknęła, zabrzmiał w nich smutek. Prawdziwa emocja, która wypędziła chłód ostrożnych kalkulacji, znów nadając jej błysku człowieczeństwa. - To, co proponujesz, to miotanie się na oślep, którego chce Reed. Niczego nie wiemy o obecnej sytuacji. Niczego nie wiemy o udziale Volyovej. W ciągu ostatniego roku ślepe skoki wiary naprzód były naszą ostatnią opcją, a nie pierwszą. Dlatego nie mogę pozwolić ci tego zrobić. Nie możemy skakać za nimi.
Maszyna przeskoczyła, sama, wbrew decyzji Viyo, na znieczulenie ogólne i z wolna rozpoczęła swoją pracę, z początku skupiając się na szczegółowym skanie uzyskanych przez niego obrażeń - czymś, do czego Etsy miała dostęp, co mogła bez problemu sprawdzić i jedynie wykorzystać to jako argument.
Ale nie potrzebowała już argumentów. Był kapitanem, ale ona była pilotem - statkiem wręcz. Wchodząc na operacyjny stół zdawał jej kontrolę, której nie musiała odbierać siłą. Była jego jedyną opcją, tak, jak on przez cały ten czas był jej jedynym ratunkiem.
- Porozmawiamy o tym, gdy dolecimy na Ziemię. Kiedy się obudzisz. Przepraszam, Vex - dodała ciszej, uprawniając kapsułę do kontynuacji.
Nawet, jeśli ta miała wpompować w jego żyły substancje, które wprowadzą go w farmakologiczny sen na nie wiadomo jak wiele czasu.
- Będzie lepiej. Znajdziemy ich. Na pewno.
Puste słowa towarzyszyły mu na skraj gasnącej świadomości.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

25 lut 2022, o 18:19



Jego palec prześlizgnął się po komunikacie, zostawiając błękitny ślad linii papilarnych, ale kapsuła nie zareagowała. Bezmyślnie nacisnął go ponownie, ale nic to nie zmieniło. Świadomość tego faktu dotarła do niego z opóźnieniem dopiero po dłuższej chwili, w tym samym momencie, gdy wnętrze wypełnił głos Etsy. Wtedy też pozwolił swojej ręce opaść z powrotem na bok, luzem wzdłuż ciała, a on sam po prostu wpatrywał się w milczeniu w nieruchomy ekran.
- Widziałem jej twarz, Ets - odezwał się niemal bezgłośnie, niemal jak gdyby nie słyszał słów swojej przyjaciółki. Teraz gdy zostali sami, w tamie pojawiła się pierwsza, gwałtownie powiększająca się szczelina. Przez pustkę w jego głosie przebił się ból, który nie miał nic wspólnego z tym, którymi pulsowały jego rany; ból którego nie był w stanie zagłuszyć fizycznym cierpieniem i zaciskaniem pięści, ból który nie dał się przygnieść fałszywą złością, zamaskować próbami wymuszenia na Isaacu jego potępienia czy szaleńczym ignorowaniem faktów oraz udawaniem, że jego decyzje mają jakiekolwiek znamiona racjonalności. - Walczyła z własnym ciałem jakby było kontrolowane przez kogoś obcego. Nawet gdy rzucała się na grodź oddzielającą ją od twojego rdzenia, nawet gdy klęczała we krwi po tym, gdy ją postrzeliłem. Cokolwiek zrobił jej Reed, trzyma ją w swoich pazurach.
Twarz, która odbijała się w grubej szybie komory medycznej, wydawała mu się obca. Wiedział, że Etsy mówiła całkowitą prawdę - zarówno w tym co powinni zrobić, jak i w tym jak zareagowałby on, gdy to ona stała po drugiej stronie. Nie miał to niej ani żalu, ani złości, nie próbował też się opierać. Ale nie umniejszało to tego co czuł.
- Miałaś rację, gdy odeszła. Nie powinniśmy niczego zakładać, nie powinniśmy wyciągać wniosków. A co ja zrobiłem? - zapytał głucho. - Spisałem ją na straty. Nie minął jeszcze tydzień, a zapomniałem o wszystkim co przeszliśmy, uwierzyłem w to, że nic dla niej nie znaczyliśmy. Zrezygnowałem z niej pomimo złożonych obietnic, pomimo swoich zapewnień. Bo łatwiej było mi to zrobić, niż zaakceptować fakt, że zabiłem ją niszcząc lekarstwo w głowie Steigera. Bo łatwiej było zrobić z niej wroga, niż mierzyć się z bólem. Jak możesz wierzyć, że zrobiłbym dla ciebie cokolwiek, skoro tak łatwo odrzucam i zapominam o innych, którzy byli mi bliscy?
Obraz zaczął rozmywać mu się przed oczami, gdy znieczulenie zaczęło krążyć po jego żyłach, farmaceutykami zmuszając ciało i umysł do ustąpienia. Wilgoć, którą poczuł przy zewnętrznym kąciku oka, spłynęła wzdłuż jego skroni, podążając za krawędzią płytki, by skapnąć na stół operacyjny pod głową. Mięśnie szczęki, które zaciskał z całej siły z determinacją, która przebrzmiała w jego następnych słowach, zaczęły się bezwiednie rozluźniać, nie mogąc mierzyć się z lekiem pulsującym przez jego organizm.
- Muszę to naprawić - szepnął bezgłośnie, walcząc z wymykającą się mu rzeczywistością. - Chciałem, żebyście były bezpieczne. Szczęśliwe. Ale wszystko czego się dotknę... Ostatnie miesiące... Powinienem... Muszę...
Zamknął oczy i westchnął cicho, gdy jego ciało przestało się bronić, opadając w błogosławioną ciemność.

THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

1 kwi 2022, o 15:27



Nietrudno było rozpoznać pewną defensywę w mimice Myers, a także w sposobie, w jaki ułożyła swoje ciało. Krzyżując ręce na klatce piersiowej, zakładając nogę na nogę, odsunęła się lekko w krześle, niechętnie wchodząc na grząski temat, który zapoczątkował. Lata pracy w tym zawodzie nauczyły ją pewnych zachowań, pewnych reakcji na konkretne kwestie, których nie była w stanie podważyć potencjalnie otwierająca oczy konwersacja z Vexariusem. Choć Etsy chętnie podejmowała z nim trudne tematy w konwersacjach, Grace nie wydawała się tak samo do tego skora.
- Gdybyś usłyszał ode mnie, że nie wierzę w jej śmierć, uznawałbyś w ogóle opcję pogodzenia się z tym, nieszukania jej po galaktyce i pogrzebania pustej trumny? - spytała wprost, po dłuższej chwili, w trakcie trwania której wyglądała, jakby w ogóle nie zamierzała wchodzić w tę dyskusję, ale coś zmieniło jej zdanie. - Bo założę się, że sprawdzasz extranet codziennie nawet kiedy powiedziałam ci, żebyś odpuścił.
Westchnęła, zgniatając ostrożnie końcówkę w połowie wypalonego papierosa na powierzchni kartonowego opakowania, co wypaliło w nim czarny okrąg. Wsunęła zachowaną połówkę do środka i chwyciła za swoją kawę, upijając z niej dużego łyka.
- Gdybym powiedziała im prawdę, nie dałabym im żadnego wyboru. W tym leży problem, Vexariusie - dodała na koniec, odsuwając się z krzesłem do tyłu. Gdy wyjaśnili sobie wszystkie kwestie, których Widmo potrzebował by zaznać informacji i spokoju ducha, chciała jak najszybciej wrócić do pracy - której w dodatku teraz jej przy okazji nieco dołożył. - Nie możesz powiedzieć ludziom, że ich córka może żyć oczekując, że racjonalnie porównają za i przeciw nim złapią się tej pieprzonej nadziei rękami i nogami.
Wstała z miejsca, przeciągając się lekko, gdy coś w jej plecach strzeliło - efekt ślęczenia nad stołem przez długie godziny w mało wygodnych krzesłach.
- Macierzyństwo tak nie działa - dodała pod nosem, obracając się i ruszając w stronę wyjścia z mesy, pozostawiając go samemu sobie z własnymi myślami.
Następne godziny upłynęły im wszystkim w napięciu. Myers zabrała się do pracy, podobnie jak Isaac ślęczący dalej nad sprzętem, który udało im się odzyskać z jego Szanghajskiego mieszkania. Nawet, jeśli chciał się do czegoś przydać, oboje go zbywali, każąc mu odpocząć, wrócić do łóżka, czy po prostu dać im święty spokój. Nerwy udzielały się każdemu gdy zbliżali się do Hebe, z którą kontakt ostatnim razem pozostawał urwany.
Gdy wylecieli z tunelu Przekaźnika Masy, przywitało ich pole asteroid, które zostawili ostatnio w popłochu. Przypominało pole bitwy bardziej niż wspaniały krajobraz po drugiej stronie wzmacnianej szyby. Każdy kamień leniwie toczący się przez połacie pustki stanowił potencjalny pocisk wystrzelony przez siebie. Nawet Myers, wychodząc na chwilę ze swojej zaciemnionej kajuty, stanęła w korytarzu na moment, przyglądając się widokom.
Może, podobnie jak on, wypatrywała błękitnego błysku pomiędzy skałami.
- Hebe jest zimne. Nie wysyłają żadnych sygnałów i wygląda na to, że nie odbierają komunikacji od nas - poinformowała go Etsy, gdy stał w kokpicie, przyglądając się radarowi lub usiłując przygotować do wyjścia.
Założenie przez niego pancerza było możliwe, ale przy tym cholernie bolesne i wcale nie pozbawiało go potrzeby podtrzymywania się czegoś przy każdym kroku. Nie mówiąc o tym, że jeśli choćby stanął w pobliżu swojego sprzętu, Myers teleportowała się za jego plecami okazując swoje niezadowolenie.
- Nie wykrywam żadnych sygnatur cieplnych w systemie. Mogą chować się za statkami, ale o tym przekonamy się jeśli zaatakują.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

1 kwi 2022, o 19:25

Po tym gdy Myers opuściła mesę, siedział przez dłuższą chwilę w milczeniu, obracając w głowie jej słowa i dopijając powoli stygnącą kawę. Miał wrażenie, że prawda tkwiła gdzieś po środku ich dyskusji i nie było jednej, właściwej odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie. Lekarka miała rację mówiąc, że nie mogli oczekiwać racjonalności po rodzicach Volyovej, ale rzeczywistość wyglądała tak, że nie mogli oczekiwać racjonalności nawet po sobie samych. On próbował wyciągnąć z niej coś, czego nie miała prawa wtedy wiedzieć i przelewał swój ból, strach i poczucie winy we wściekłość, kierując ją na nią, na Mayę, na Isaaca i na wszystko dookoła; ona odmawiała dawania nadziei, bo być może zbyt wiele razy widziała jak ta prowadzi donikąd, bo była lekarzem przyzwyczajonym do decydowania co jest dobre dla swoich pacjentów i obdarzała wszystkich chłodem, bo lodowa ściana była pewnie jedynym sposobem, by trzymać jej własne demony z dala od własnej głowy. Ich racjonalność, którą tak się zasłaniali, była zamglona i szara niczym brudna szyba, ale oboje udawali, że wciąż doskonale przez nią widzą.
Przez kilka długich minut pocierał skronie, nim w końcu również podniósł się z krzesła i wrzucił pusty kubek do zmywarki. Czekające na niego kule nie zachęcały do chodzenia, ale jeszcze mniej od przemęczania ciała miał ochotę na przemęczanie umysłu siedzeniem oraz rozważaniem ich obecnej sytuacji, gdy nie mógł nic z nią zrobić. Następne kilka godzin snuł się po okręcie, ale gdy wszyscy nieustannie go wyganiali, w końcu przeniósł się do kokpitu gdzie przeczekał ostatni odcinek lotu przez Przekaźnik, wybierając fotel pilota ponad własne łóżko oraz widok błękitnego tunelu rozmazanych gwiazd ponad widok własnej kajuty.
Kiedy w końcu wydostali się po drugiej stronie i powitało ich światło Solveig, niemal z ulgą przywitał widok skalnych odłamków asteroid oraz opustoszałego systemu. Niemal, bo całą resztę przesłaniało napięcie wywołane oczekiwaniem na to, co w nim zastaną.
- Więc miejmy nadzieję, że nie wrócili tu po opuszczeniu przez nas systemu - odezwał się cicho, gdy Etsy zdała pierwszy raport. Poprzednim razem okolica Hebe wydawała się tak samo martwa, ale do ostatniej chwili nie wiedzieli, że są obserwowani - aż było za późno. Teraz niewiele się zmieniło. Nie mieli taktyki, która uniemożliwiłaby powtórzenie Reedowi ich ataku, nie mieli planu na to, gdyby Maya ponownie próbowała dokonać desantu, nie mieli odpowiedzi na cokolwiek co spróbowałoby ich zaatakować. Gdy zbliżali się do doku technicznego stacji, zorientował się, że nie mają nawet rozwiązania na to jak odebrać Kavinskiego i Raika poza jedynym, oczywistym.
- Skanuj wszystkie częstotliwości radiowe w poszukiwaniu czegoś nietypowego, dobrze? - poprosił Etsy, prostując się znad fotela i z trudem opierając o niego dłonia. Pancerz, w który się wbił pomimo protestów Myers, ściskał go jak imadło i sprawiał, że kręciło mu się w głowie, ale ktoś musiał się dostać na pokład stacji. Z pewnością nie mogła to być Grace i nie mógł to być Skinner, biorąc pod uwagę, że nie wiedzieli czy nie napotkają kolejnej pułapki. Oraz to, że nie zamierzał zostawić Etsy bez pomocy hakera, gdyby znowu zostali zaatakowani taką samą rakietą jak wcześniej.
- Isaac, pilnuj bezpieczeństwa obydwu pań, gdy mnie nie będzie - rzucił przez komunikator, aplikując sobie już profilaktycznie jedną dawkę medi-żelu, żeby uciszyć pulsowanie mięśni. Na widok miny lekarki nie powiedział nic, starannie tylko unikając z uporem jej wzroku i upewniając się, że pochłaniacz w karabinie jest pełen nim odwiesił go na plecy. Jak na to, że zaledwie pół dnia temu rozmawiali o wadze wyboru, użycie teraz argumentu, że nie ma wyboru i musi iść na stację, wydawało się za bardzo zalatywać hipokryzją nawet jak na jego gust, więc po prostu trzymał dziób na kłódkę.
- Ets, jeżeli dostrzeżesz jakikolwiek ruch, nie pozwól im się do siebie zbliżyć. - Oparł się dłonią o ścianę korytarza i podnosząc wzrok na holograficzną twarz Etsy. - Nie wiemy co zastaniemy na stacji, ale ostatnie czego potrzebujemy to znalezienie się w walce na dwa fronty - dodał, zabierając z siedziska fotela pakunek dla Kavinskiego, nim ruszył w stronę śluzy.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

4 kwi 2022, o 18:34

Choć systemy ukazywały im czysty, pozbawiony przeciwników obraz układu, nie mogli mieć stuprocentowej pewności. Wszyscy przyglądali się zdenerwowani widokom za oknami, lub ekranowi radaru, czekając na coś niepokojącego - wykrycie sygnatury innego statku czy nadlatującej w ich stronę torpedy.
Jak na razie nic takiego się nie wydarzyło.
- Cały czas to robię. Na razie nie wychwytuję niczego niepokojącego w systemie - odparła Etsy, choć czuć było od niej lekki brak przekonania. Podobnie jak on, miała nieprzyjemne wspomnienia związane z Hebe i ich bezpieczeństwem w tym miejscu. Wracając na pole bitwy ciężko było poczuć się dobrze na widok zielonej lampki radaru. - Uważaj na siebie, Vex. Jeśli zastaniesz ślady zagrożenia na stacji, wycofaj się natychmiast.
Jeśli cokolwiek przedostało się przez potężne cielsko Raika, Etsy z góry zakładała, że ranny Widmo nie będzie miał obiecująco plasujących się przed nim szans na wygraną. Może, gdyby był w stanie, w którym opuszczali stację poprzednim razem po rozprawieniu się z jej systemem obronnym - ale teraz z trudem poruszał się we własnym pancerzu, a czekały go ciasne korytarze techniczne, będące jedynym wejściem do środka.
- Spokojna głowa - odezwał się nagle Skinner po dźwięku rozsuwających się drzwi śluzy. Po raz pierwszy Viyo miał szansę dostrzec chłopaka w pancerzu. Był dość standardowy, lekki, cywilny, przystosowany do spaceru kosmicznego i mało intensywnych walk, choć nie tak zmodernizowany jak to, co nosił na sobie turianin.
- Tak, wiem, wiem - dodał szybko, unosząc dłoń w górę, gdy Viyo nieuchronnie zamierzał ten widok skomentować. - Jeżeli wskoczy na pokład Volyova drugi raz, to oboje wiemy, że gówno zdziałam na tym statku. Panie potrafią o siebie zadbać. Etsy powinna zabrać Arae z przejścia i krążyć wokół, na wypadek zasadzki, co zostawi cię bez drogi powrotnej. Przydam się bardziej tobie na Hebe, niż krążąc tu razem z nimi.
Podszedł bliżej, dwukrotnie sprawdzając, czy posiadany przez niego pistolet zamocowany jest solidnie w kaburze przy udzie.
- Zmodernizowaliśmy z Etsy protokoły obronne. Poradzi sobie, jak znowu spróbują wirusa. Nie daj się prosić - mruknął, ale jego ton brzmiał na nieznoszący sprzeciwu.- Raik jest na tej stacji. Chcę iść.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10285
Posty fabularne: 794
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: [Rozpadlina Kalestona -> Solveig] Hebe

7 kwi 2022, o 21:46

Skinął głową na słowa Etsy, ale oboje wiedzieli, że tak prawdopodobnie się nie stanie. Milczenie Hebe mogło wynikać z setek różnych powodów, poczynając od tych najbardziej ponurych, a na najbardziej prozaicznych kończąc. Mogła zepsuć się im komunikacja, a bez Hope nadzorującej systemy mogli nie mieć środków, żeby ją naprawić. Mogli zachowywać ciszę radiową, żeby nie zwabić niepotrzebnie nieprzyjaciół, wiedząc że Vex i reszta będą w razie czego znali drogę do środka. Mogli też zostać zabici lub uprowadzeni przez piratów, mógł po nich wrócić Reed z Mayą, Kavinsky mógł się okazać szalonym naukowcem, który jednak wystrzelił Raika przez śluzę, gdy tylko dostał okazję...
Problem nie polegał na ich niewiedzy. Problem polegał na tym, że tylko najbardziej optymistyczne lub najbardziej pesymistyczne opcje zakładały, że wchodząc na stację, nie będzie musiał walczyć z jakimś zagrożeniem. A jego stan na to był co najmniej wątpliwy.
- Zobaczę co da się zrobić. Przecież nie zostawimy tam twoich odpowiedzi i Isaacowego ochroniarza - odpowiedział z westchnięciem, podpierając się jedną ręką o ścianę, a drugą sięgając do śluzy. Kiedy drzwi niespodziewanie się otworzyły, a po drugiej stronie zastał Skinnera w kombinezonie, umilkł na jego widok.
- Nie przydasz mi się jeżeli będę musiał się martwić o twoje bezpieczeństwo zamiast o swoje - odpowiedział po chwili ciszy na jego argument, ale w jego głosie nie było uporu. Komentarz chłopaka odnośnie protokołów obronnych Etsy trafił w jego największą barierę, która blokowała go przed zabraniem wsparcia, bo zdecydowanie bezpieczniej by się czuł, gdyby SI miała towarzystwo. Szczególnie teraz, gdy wiedział że Reed na nią poluje. Dodatkowo, w normalnych okolicznościach absolutnie by się nie zgodził, wiedząc że łatwiej mu będzie dbać o samego siebie, jeżeli napotkają w środku jakieś zagrożenie, ale tym okolicznościom było akurat daleko od normalności.
Miał bolesną, niechętną świadomość, że tym razem to on będzie musiał polegać na innych i skorzystać z tej pomocy - nawet jeżeli miałaby się ona sprowadzić tylko do podania ręki lub podtrzymania przed upadkiem.
Wbijał wzrok w Isaaca przez długie sekundy, nim w końcu westchnął cicho i odezwał się ponownie.
- Dobrze. Ale w razie czego trzymaj się za mną i się nie wychylaj - mruknął z rezygnacją. - Pamiętam jak wyglądało ochranianie ciebie przez Raika i jak dopadł was Khouri. Ostatnie czego potrzebuję to, żeby po tym wszystkim jeszcze poturbował mnie wściekły kroganin, jeżeli coś ci się stanie - dodał pod nosem, po czym wyminął hakera i ruszył do wyjścia, żeby aktywować procedurę dekompresji śluzy.
THEME                    VOICE                    ARMOR                    CASUAL
ObrazekObrazek
-5% (+25% z pancerzem tech.) do obrażeń w walce wręcz    -1PA do kosztu ataku w walce wręcz
-1PA koszt przeładowania    -1.5PA do kosztu zdolności technologicznych

Dla MG:
Wyświetl wiadomość pozafabularną
Vex

Avatar użytkownika
Administrator
 
Posty: 1731
Posty fabularne: 185
Dołączył(a): 18 cze 2014, o 15:17
Miano: Vexarius "Vex" Viyo
Wiek: 32
Klasa: Strażnik
Rasa: Turianin
Zawód: Widmo
Lokalizacja: Watson / Bekenstein
Status: It's complicated.
Kredyty: 29.110
Medale: 15
Determinacja (1) Żołnierz (1) Pionier (1) Nieproszony gość (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Szaleniec (1) Oko cyklonu (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Purpurowa gwiazda (1) Bóg wojny (1) Sponsor (1) Fanatyk Miłości (1)

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Galaktyka

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron