Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Re: Promenada

10 sty 2022, o 03:38


Sąd ostateczny

Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Mila Račan


“Rage wrapped itself around her like a tourniquet, keeping her alive even as it condemned a part of her to atrophy.”
― Omar El Akkad


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Atak terrorystyczny na centrum galaktycznego życia, zarówno politycznego i kulturowego, był wydarzeniem, które z trudem ktokolwiek mógłby określić jako pozytywne. Wiedzeni poczuciem bezkarności mieszkańcy siali chaos na terenie Okręgów długo po tym, gdy martwe ciało exile zostało wyniesione z wieży Prezydium. Zamknięte sklepy, niedziałające terminale i paraliż informacyjny stały się kolejnymi, męczącymi wyzwaniami dla pracowników i SOC, odciskając swoje piętno na jakości życia w miejscu, które słynęło z obietnicy nowego, godnego startu dla każdego przyjezdnego.
Czym innym były skutki działań hakera dla Račan i jej firmy. W miarę upływu dni, które mogła spędzić na regeneracji przeciążonego ciągłą walką i adrenaliną ciała, nieprzyjemne aspekty jej doświadczenia zaczynały uginać się pod napływem plusów. Renoma, którą zdobyli wraz z Curio ratując Radną Cytadeli samą w sobie zapewniła jej wiele chęci współpracy i długie noce przeglądania wypełnionej wiadomościami skrzynki odbiorczej. Nawet, jeśli szaleństwo w mediach miało potrwać tylko chwilę, póki atak pozostawał świeży we wspomnieniach mieszkańców, pozytywne opinie o ich firmie ochroniarskiej miały pozwolić im zapewnić sobie stały napływ nowy zleceń na długie miesiące.
Pierwsze, które wpadło im w oko, było stosunkowo proste, za to obrzydliwie lukratywne. Bogaty biznesmen z ExoGeni potrzebował znaleźć się w porcie Nos Astra w przeciągu następnego dnia i oferował za to ogromną cenę. Skuszeni łatwym zarobkiem, mogli zaprosić go na swój prom i ignorować jego pełne konsternacji spojrzenia, gdy porównywał sobie widok przed sobą do wyobrażeń stworzonych na podstawie kwiecistych artykułów w mediach. Docierając do Illium, nie musieli od razu ruszać do następnej przystani, zamiast tego poświęcając kilka dni na przebieranie w innych kontraktach czy przejadanie, lub przepijanie dotychczasowej wypłaty. Obrazek
Nos Astra gwarantowała widok, którego nie była w stanie zastąpić Cytadela. Wzniosłe wieżowce skąpane w różowym blasku zachodzącego słońca piętrzyły się jak góry, pomiędzy którymi mknął ruch powietrzny skycarów. Promenada oferowała dziesiątki sklepików najróżniejszej maści, które mogły zaciekawić każdego turystę ze statkiem w doku tuż obok tej atrakcji. W niektórych Račan mogła obejrzeć się za nowymi częściami pancerza, inne oferowały modyfikacje do broni, a jeszcze inne street foodowe jedzenie, które znajdowało się niebezpieczne blisko sklepu zoologicznego z egzotycznymi rybami i akcesoriami akwarystycznymi. Pomimo popularności planety wśród asari, tak blisko doków tłum składał się z wszelkiej maści osobników. Volusi wykłócali się o swoje pieniądze, turiańscy inwestorzy z trwogą spoglądali na spadające ceny akcji na wielkim wyświetlaczu znajdującej się nieopodal giełdy. Niektórzy korzystali z pięknego oświetlenia tej pory dnia i zwyczajnie opierali się o barierkę, przytuleni do swoich partnerów lub ostentacyjnie wzdychający pod wpływem własnych refleksji.
- Kogo moje oczy widzą.
Niski, męski głos zabrzmiał zza jej pleców, wyrywając się ponad ogólny gwar panujący dookoła kobiety, zmuszając do zerknięcia w stronę, z której nadbiegł.
Mężczyzna wyglądał znajomo, lecz przez pierwsze kilka sekund nie potrafiła go zidentyfikować. Ubrany w zwykłe, cywilne ciuchy, dłonie skrywał w kieszeniach swojej kurtki. Z samego sposobu, w jaki układała się jego sylwetka, rozpoznała w nim żołnierza, ale to po znajomych, zielonych oczach i charakterystycznym uśmiechu domyśliła się, że stał przed nią Mark. Oczami jej wspomnień Hunter był zawsze nieco wychudłym, wysokim chłopcem o sylwetce tyczki. Choć teraz jego skryte pod ubraniami ciało nosiło efekt lat ciężkiej pracy, nie przypominał plakatowych żołnierzy, z którymi zdarzało jej się służyć. Dalej stawiał na zwinność i szybkość w walce niż samą siłę.
Podszedł bliżej, opierając się o ladę z terminalem, w którym wcześniej przeglądała towar. Relikt przeszłości, tak obcy, a tak znajomy jednocześnie.
- Myślałem, że zobaczymy się dopiero na dziesięcioletnią rocznicę akademii - rzucił sarkastycznie, udając zainteresowanego hologramem rybki, którą można było nabyć w sklepie obok. - Już robiłem zaproszenia na zjazd absolwentów, kiedy zobaczyłem twoje nazwisko na pierwszych stronach.
Operująca terminal asari odeszła od klienta, któremu wcześniej udzielała swojej pomocy i skierowała się w ich stronę. Na jej pytające spojrzenie odpowiedział gestem dłoni, pozwalając jej wrócić do swoich obowiązków i nie przejmować się ich dwójką.
- Jak oceniasz swoje życie celebryty? - zażartował, odwracając wzrok od hologramu i kierując go na kobietę.
Ostatnio edytowano 10 sty 2022, o 19:54 przez Mistrz Gry, łącznie edytowano 2 razy
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

10 sty 2022, o 19:02

Cały ten bajzel na Cytadeli miał swoje plusy – pomimo niebezpiecznej sytuacji, latających kul, biotyków i niewidzialnych gnojów czyhających na życie Radnej, R&C miało zleceń do wyboru do koloru. Prestiż wiązał się także z podwyższonymi stawkami, które mogli negocjować. Tak też udało się całkiem szybko złapać jakiegoś bogatego biznesmena na przelot do Nos Astra. Jego spojrzenia i wyobrażenia Mila miała gdzieś – liczyły się kredyty, które za tę szybką podróż zdołała zgarnąć.

Rzadko, jeśli prawie nie wcale, bywała na Illium, które wręcz słynęło z szarej strefy interesów i bogatych miejsc turystycznych. Dlatego też po odstawieniu biznesmena na jego miejsce, mając właściwie trochę czasu na własne przyjemności, rozdzieliła się z Curio, aby pozwiedzać i pobawić się w nieco innym klimacie. Co prawda na zdecydowaną część atrakcji, jakie oferowała stolica planety nie było ją stać, ale za kasę ze zlecenia mogła przejść się po paru barach, zobaczyć jakieś ogrody czy po prostu zrobić sobie leniwy dzień w jakimś odosobnionym miejscu. Nie była to co prawda Chorwacja, gdzie w każdej chwili mogła wypłynąć na Adriatyk bądź pochodzić po górach, ale swoje zadanie miasto spełniało.

Promenada nie była pierwszym jej wyborem, ale znudzona łażeniem po intergalaktycznych ogrodach, których flory w 99% nie potrafiła określić, wybrała się i tam. W zgiełku targujących się volusów, mnogiej ilości dopiero co przybyłych turystów i całej reszty bezkształtnej masy kręciła się od sklepu do sklepu, szukając może jakiejś pamiątki, czy innego bibelotu do swojej ciasnej klitki na Cytadeli. Po drodze zatrzymała się w jakimś barze, zamawiając dziwnie smakujące mięso z frytkami, które zabrała w dalszą podróż. Przez chwilę się wahała, czy aby nie wspiera właśnie czarnego rynku egzotycznego mięsa sprzedawanego w punkcie akwarystycznym obok, ale myśl ta szybko minęła, gdy poczuła potrzebne jej po długim spacerze kalorie, nawet tak zwydziwiane jak te.

Kończąc właśnie posiłek, przystanęła na krótką chwilę przed jakimś kolejnym sklepem ze zwierzątkami, z ciekawości oglądając, co trzymają inne rasy w domu. Wybór był specyficzny, ale jej w oko wpadł jeden gatunek, który trzymała w domu za dzieciaka – chomik. Z tego co pamiętała, chomiki nie potrzebowały dużo uwagi, a chociaż żyły krótko, to fajnie się je oglądało, jak zasuwały w kołowrotku. Przez krótką chwilę zadumała się więc, czy aby jej rodzice nie podmieniali czasem jej zwierzątek, zważywszy na fakt, jak długo on żył...

Hmm? — mruknęła nachylona nad terminalem, słysząc nad sobą czyjś głos. Zajrzała przez ramię, marszcząc brwi na widok jakiegoś mężczyzny, którego wydawało jej się, że kojarzyła, ale nie potrafiła powiedzieć skąd. Ktoś ze Słońc, Przymierza? Sposób noszenia wskazywał militarne podłoże, ale coś nie tak dzwoniło jej w tym kościele. Dopiero po kilku dobrych sekundach konsternacja z jej twarzy zniknęła, zastąpiona szerokim uśmiechem, gdy rozpoznała w twarzy jegomościa duch przeszłości.

Ciebie się tutaj nie spodziewałam — odparła, przyglądając się Markowi. Zmienił się praktycznie nie do poznania. Jeszcze przecież po akademii, gdy zdarzało im się spotykać podczas szkolenia w Przymierzu, przypominał patyczaka. A potem Mila... odeszła przymusowo, jak czasami mówiła na swoją dyscyplinarkę i kontakt urwał się między nimi nagle, jakby dzielny żołnierz ludzkości nie chciał utrzymywać kontaktu z zakałami wojska.

Gdzieś w środku poczuła ukłucie spowodowane nagłym powrotem wspomnień, z którymi technicznie poradziła sobie przez te lata. Była w końcu terapia, kochająca rodzina... a jednak niemiłe uczucie zagnieździło się w jej sercu. — Siedemnaście — poprawiła go mimowolnie, sama dziwiąc się, że dokładnie pamięta rok zamknięcia akademii. — I bardzo mi miło, że specjalnie chcesz mi wręczyć zaproszenie. Każda okazja do opicia tej porażki jest dobra.

Uśmiechnęła się,wyrzucając puste opakowanie po jedzeniu do pobliskiego kosza i przecierając dłonie. Zerknęła zaraz po tym na terminal, czując coraz mocniejszy impuls zakupienia chomika. — Och, świetnie. Mam zniżki w każdym barze na Cytadeli, a do tego grube ryby płacą grubą kasę, żeby przewieźć ich z jednego bezpiecznego miejsca do drugiego. Żyć nie umierać. Mogłabym tak całe życie — odparła na jego pytanie, walcząc sama ze sobą nad kupnem zwierzaka. W końcu nie wytrzymała i złożyła zamówienie. Raz się żyje, czy coś.

A co u ciebie? Nadal kisisz się w Przymierzu? — zapytała lekkim tonem, odwzajemniając spojrzenie. Właściwie, dlaczego przestał pisać? Mili wydawalo się, że po odejściu z wojska próbowała się kilka razy kontaktować z Hunterem, bez skutku. Nie rzucała jednak na start wyrzutami.
ObrazekObrazek
Mila Račan

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 203
Posty fabularne: 173
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Nyx
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 13.580
Medale: 5
Taktyk (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Promenada

10 sty 2022, o 20:19

Lata, które dzieliły ich od wspólnej nauki w przeklętej akademii wydawały się grubą kreską oddzielać ich przeszłość od teraźniejszości. Nie wiedziała, w jaki sposób Hunter radził sobie z traumatycznymi wspomnieniami - nigdy nie podzielił się z nią informacją o swojej terapii, ale podejrzewać mogła, że na wsparcie kochającej rodziny nie miał co liczyć. W Przymierzu odnalazł to, czego wtedy mu brakowało - kierunek, stabilność, dach nad głową i pożywne jedzenie w talerzu. Choć wystarczyło to by trzymać młodego chłopaka w wojsku samą wdzięcznością za niepozostawienie go samemu na tym świecie i jko taką opiekę, z pewnością nie mogło wzbudzić na tyle silnego patriotyzmu by wyłącznie z tego powodu wciąż tam pozostał.
Machnął lekko ręką na swój błąd, choć jego twarz wyrażała lekkie zaskoczenie.
- Cholera, jak ten czas leci - westchnął, z wzrokiem chwilowo utkwionym w bliżej nieokreślonym punkcie przestrzeni, gdy umysł podążył ku wspomnieniom - podobnie jak jej. Ich młodość niekoniecznie była czymś, co ze wzruszeniem będą wspominać na starość, opowiadając czasy nastoletniego szaleństwa wnukom, czy zapijaczonym emerytom w barze dla weteranów. Niemniej, stanowiły nieodłączny element tego, kim byli teraz.
A zarazem punkt zaczepienia, dzięki któremu w ogóle teraz prowadzili ze sobą konwersację.
- Brzmi jak godne życie i spokojna emeryturka - zauważył z rozbawieniem, w pełni świadom tego, że w ich fachu, nawet jeśli operowali pod innymi flagami, emerytura lubiła bywać przedwczesna. - Słyszałem, że założyłaś firmę. R&C Security Services, brzmi profesjonalnie.
Uśmiechnął się w jej stronę znacząco, ale mogła dostrzec, co czaiło się pod jego komplementami. To, w jakim miejscu była teraz, zawdzięczała swojemu powrotowi do względnej normalności po traumatycznych doświadczeniach akademii. Niewiele osób potrafiło zostawić Skok Zero za sobą i ruszyć dalej, rozwijając się zawodowo, oraz osobiście. Choć nie utrzymywała stałego kontaktu z innymi studentami, co jakiś czas mogły obijać jej się o uszy historie tego, w jaki sposób potoczyły się ich życia. Nieraz były to historie z zakończeniem dość pesymistycznym. Na tle wszystkich złamanych przez turiańską rękę, była historią czystego sukcesu, osiągniętego nie dzięki prestiżowej akademii, a pomimo.
Twarz Marka nie zdradzała emocji, których nie chciał po sobie pokazywać. Wspomnienia, które ich łączyły, dla niego również były przykre, ale podobnie jak ona nie wplatał negatywnych zdań w ich konwersację. Obserwował, jak z trudem podejmowała decyzję dotyczącą chomika, z kącikiem ust stale uniesionym w górę.
Nie wiedziała, dlaczego po kilku latach mężczyzna przestał się odzywać. Stało się to z pewnością nim została najemnikiem Błękitnych Słońc, więc najprostsza wizja jej "zejścia na złą drogę" nie wchodziła do końca w grę. Nie było też konkretnego dnia, w którym wiadomości nagle przestały przychodzić - po prostu stawały się coraz rzadsze, coraz bardziej lakonicznie, by urwać w momencie, który nie wydawał się w żaden sposób logiczny, ale którego można było się odrobinę spodziewać. Nie pasowało to do charakteru młodego chłopaka. Nigdy nie traktował swoich przyjaciół jako chodzącego przypomnienia o horrorach, których doznał, ale też rzadko kiedy pokazywał po sobie to, co czuło każde z nich. Gdy spędzali czas w akademii, czasem śmiał się, że Račan wchłonęła jego buntowniczy temperament, pozostawiając mu pozorowany spokój, którego często miał za ich dwoje.
- Stare śmieci, stara wypłata - rzucił, rozkładając lekko ręce na boki. - Teraz jestem na przepustce.
Choć jego słowa brzmiały lekko, starając się przekonać słuchającego o tym, że faktycznie nie było o czym rozmawiać, wyczuła jego lekkie zbicie tematu. Zdanie brzmiało dość wymijająco. Świadomość tego, jak negatywne bywały łączące ich wspomnienia, starał się rekompensować humorem, jak gdyby pomiędzy nimi nie znajdował się ten zawieszony w powietrzu, oczywisty fakt.
- Może skoczymy coś zjeść? Nadrobimy, zrobimy sobie edycję "Gdzie wszyscy są teraz" jak na studentów przystało - zasugerował, unosząc lekko brew w górę gdy znów jego wzrok natrafił na reklamę chomika. - Chomika wolałbym nie jeść. Gubię się, co tu sprzedaje jedzenie żywe, a co ugotowane.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

10 sty 2022, o 23:11

To nieźle bawicie się w tym Przymierzu, skoro tyle lat zgubiłeś — rzuciła żartem, kończąc finalizację zakupu. Właściwie jeżeli się zastanowić, to sporo osób, biotyków z akademii poszło do Przymierza, o ile się nie stoczyło. Po zamknięciu projektu większość nie wiedziała, co zrobić ze swoimi nowymi umiejętnościami; zostali rzuceni na głęboką wodę bez wsparcia i chcąc nie chcąc musieli nauczyć się pływać sami, albo przyjąć jedną z niewielu pomocnych dłoni jakim było wojsko. Ba, Mila przecież sama miała nieświadomie wpojone poczucie, że jakoś musi wykorzystać swoje zdolności w bojowy sposób. Czy jeśli nikt nie zainteresowałby się nią w wieku dziecięcym, to byłaby teraz jakimś inżynierem, lekarzem, a może siedziałaby całe życie pod Splitem, pomagając w rodzinnym interesie?

Wiesz, że mam nadmiar energii. Prędzej bym skoczyła z klifu, niż przeszła na emeryturę. A firma... jest, istnieje. I owszem, brzmi profesjonalnie — powiedziała, także się uśmiechając i pocierając kark. Technicznie biznes istniał, był zarejestrowany i aktualnie wszędzie się z nim obnosili, ale połowę ich zleceń przyjmowali bez tej przysłowiowej fakturki. Z nią to chyba byłoby pranie brudnych pieniędzy, a przecież zarówno ona, jak i Crassus byli porządnymi obywatelami!

Gdzieś w międzyczasie zaczęła się także zastanawiać, co mogło być powodem urwania kontaktu. W pierwszej chwili faktycznie mogła podejrzewać, że stało się to wraz z kolejnymi jej przebojami w Przymierzu, aż do feralnej misji... ale kontakt urwał się całkowicie jeszcze przed nią. Powoli więc zaczęła wykluczać wpływy własnych czynów w armii, myśląc nad prawdziwym powodem. Jeszcze przed końcem ich rozdziału w szkole byli całkiem blisko ze sobą, a przecież jej charakter wcale się nie zmienił przez lata. Zawsze pierwsza do bójki, pyskowania i stawania okoniem. Hunter także się nie zmienił zbytnio w tamtym okresie... zwykłe znudzenie?

Milę przeszło uczucie irytacji, że zdążyła zapomnieć o olaniu jej przez przyjaciela, a ten ponownie pojawił się w jej życiu, jeszcze przynosząc nieprzyjemne wspomnienia. Kobieta może i odniosła jakiś sukces, ale jej same wspomnienia nie były lepsze i także odbijały się echem w głowie.

Powinieneś pomyśleć o zmianie zawodu. Zleceń nie brak w Terminusie, a ktoś z twoim doświadczeniem byłby dobrym narybkiem. Mogłabym ci nawet pomóc w przesiewaniu kompletnego gówna dla amatorów — podpowiedziała, mając świadomość tego, że na tym etapie Przymierze było dla niego już rodziną, zaś ta prawdziwa z tego co pamiętała, nie była zbyt przyjaźnie doń nastawiona. Było też coś w jego słowach, co zabrzmiało tak, jakby omijał temat.

Na wieść o zjedzeniu czegoś, najemniczka ponownie wyszczerzyła się, po czym rozglądnęła po okolicy. — Z chęcią. Nie wiem, co ty robisz w tym mieście, ale ja tutaj jestem na wakacjach. O, to kolejny plus. Nie wydzielają ci czasu wolnego, sam go sobie ustalasz. Właśnie, wakacje. Chodziło mi o to, że możemy po prostu pójść do jakiegoś baru. Sprzedadzą pewnie lepsze żarcie niż to w budkach przy zoologicznych, a przy okazji się napijemy jak... ludzie — zmieszała się przy ostatnim słowie. Chciała powiedzieć za starych dobrych czasów, ale nie przypominała sobie, aby zbyt często wychodziła z Markiem gdziekolwiek. Poza tym to byłoby nietaktowne.

Znam parę miejsc, zdążyłam je obskoczyć. A jak nie, to możesz ty coś zaproponować.
ObrazekObrazek
Mila Račan

Avatar użytkownika
Narrator
 
Posty: 203
Posty fabularne: 173
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: Nyx
Status: Cud że jeszcze żyje
Kredyty: 13.580
Medale: 5
Taktyk (1) Glitch (1) Fanatyk Miłości (1) Wojownik Areny (1) Upadek Mindoiru (1)

Re: Promenada

10 sty 2022, o 23:39

Dotarli do takiego punktu w swoim życiu, że samo istnienie czegokolwiek, co człowiek zbudował własnymi rękami, było osiągnięciem dla biotyków z taką przeszłością. Mężczyzna nie wycofał swojego uznania, nawet gdy Mila nieco machnęła na to ręką, dystansując się od skali komplementu, jaki jej sprawił. Być może spędził więcej czasu w kontakcie z innymi. Wiedziała, że jako jeden z niewielu starał się to robić, okazjonalnie wspominając jej w wiadomościach o tym jak sobie radzili, jeszcze kiedy między nimi istniała konwersacja. Nie wszyscy byli do tego pozytywnie nastawieni, ale Hunter najwyraźniej nie przejmował się tym, jakie koszmarne wspomnienia przywoływał zwykłym nawiązaniem kontaktu.
Samo wspomnienie zleceń w Terminusie sprawiło, że westchnął lekko, bez przekonania, nie próbując ukryć swojej reakcji. Nie mogła mu się dziwić - mało który wojak spoglądał na najemnicze zawody widząc w nich godny zarobek. Wojak, który Przymierzu poświęcił większość swojego życia, prawdopodobnie nie dałby się do takiego fachu zaciągnąć choćby oferowali pięciokrotną ilość kredytów. W tej kwestii Mark nie różnił się zbyt mocno od reszty.
- Jeśli któregoś dnia najdzie mnie ochota na eskortowanie zapijaczonych baronów narkotykowych Terminusa, na pewno dam ci znać - odrzucił rozbawiony, z powrotem wsuwając dłonie do kieszeni kurtki. - Albo lepiej, turian. Ich wspominam najlepiej.
Pozwolił ironii sączyć się między jego słowami bez skrępowania. Niechęć do Hierarchii również bywała powszechna w Przymierzu, szczególnie pośród osobników pamiętających Wojnę Pierwszego Kontaktu. Zresztą, spora ilość turiańskich generałów nadal krzywo patrzyła na niebezpiecznie szybko rozwijający się gatunek ludzki. Niechęć biotyka, w przeciwieństwie do tamtej, miała przynajmniej podstawę, którą ciężko było zrzucić na karb ignorancji czy ksenofobii.
- Bez obrazy dla partnera - dodał, wysuwając ręce z kieszeni tylko po to, by unieść je w obronnym geście.
Jej współpraca z Curio była dość oczywistym wskaźnikiem tego, że po jej niechęci albo nie zostało już śladu, albo ograniczyła się do niektórych osobników, uwalniając ją od przynajmniej jednego demona przeszłości wiszącego nad jej głową.
- Hej, przepustka to też wakacje. Co jest lepszego od wypoczynku, który w każdej chwili jakiś cwel z generalicji może ci przerwać, wzywając do zdjęcia kota z drzewa? - uśmiechnął się pod nosem, odklejając od blatu, o który wcześniej bokiem stał oparty. Odsunął się dalej, robiąc jej przejście i skinął ręką w stronę Promenady. - Prowadź, szefowo. Ja tu prawie nic nie znam, jestem pierwszy raz.
Wiedząc, że i tak chciała niektóre miejsca zobaczyć, nie musiał sięgać do omni-klucza w poszukiwaniu jakichś propozycji. Zamiast tego ruszył wraz z nią deptakiem, który prowadził do najbliższego lądowiska skycarów - lub, jeśli poprowadziła ich gdzie indziej, głąb w dzielnicę, w której się znajdowali. Nos Astra oferowała życie nocne, któremu ciężko było dorównać, co dobrze pokazywała ilość pałętających się wokół turystów. Wydawało się, że im głębszy stawał się purpurowy kolor popołudniowego nieba, tym więcej ludzi wychodziło na zewnątrz, zaintrygowane świetlistymi atrakcjami i muzyką wydobywającą się z okolicznych klubów.
- Myślisz, że zniżka na celebrytę zadziała? To dobre kryterium doboru miejsca - zażartował, odsuwając się nieco od niej gdy para nieświadomych otoczenia asari wpadła pomiędzy nich przy akompaniamencie żywej konwersacji. Zaraz potem dorównał jej kroku, ruszając w miejsce, które wskazała.

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

23 wrz 2022, o 16:32


Chasing the Sun
Mistrz Gry: Mila
Gracze: Marjanna


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Na tle ciemniejącego nieba Nos Astry miriady skycarów tańczyły z gwiazdami, przebierając się za nie – meteory, które zamiast spadać, płynęły, drwiąc z pobożnych życzeń dzieci. Te nieliczne giganty, które przebijały się przez sztuczne światło powierzchni planety, błyszczały, kusząc zamknięciem oczu i wyobrażeniem sobie siebie niczym głównego bohatera w vidzie...

Tłum turystów przewijających się przez ośrodek turystyczny asari skutecznie ściągał marzycieli na ziemię, oferując zamiast tego mnogość jedynych w swoim rodzaju ofert, których nie znajdzie się nigdzie indziej tak tanio, tak okazyjnie. Przyciągał także motłoch w postaci multigalaktycznych turystów stających nagle na środku deptaka, aby zrobić sobie zdjęcie z jakimś ładnie świecącym wieżowcem i czubkami głów przechodniów w tle. Gwar, ocieranie się ciał o siebie, ceny pamiątek z kosmosu – w takim miejscu siedziała teraz Jaana, przed sobą mając drapacze chmur asari i wczesnowieczorny nieboskłon. Obok niej na ławce siedziała Suyrrae, zajadając kluski z fastfooda po drodze. Kawałek dalej stał Bjorn, rozmawiając z kimś z Kuguara przez komunikator. Jeszcze niedawno cała trójka kręciła się po promenadzie w oczekiwaniu na resztę zespołu, która przygotowywała rezerwy ich statku przed kolejnym odlotem, który miał być jutro. Podobno Alamanni złapał kolejne zlecenie, ale jakie, miał się tym podzielić dopiero dzisiaj.

Reszta się dalej grzebie — powiedział Bjorn, podchodząc do dziewczyn. — Na moje oko mamy wystarczająco czasu, żeby przestać gapić się na wieżowce i dawać kantować volusom i skoczyć na coś do picia. Co wy na to, dziewczęta? Dla ciebie Marjaano oczywiście byłby soczek — z głupkowatym uśmiechem i szampańskim humorem mężczyzna stanął z przodu ławki, zasłaniając panoramę. Suy uniosła na niego spojrzenie i przełknęła jedzenie, zanim odpowiedziała:

Nie dziękuję, jestem zmęczona. Poza tym nie prościej kupić jakiegoś wina i wypić w mesie? Będzie taniej i bezpieczniej.

Ktoś mówił o upijaniu się? Bo ja nie. Jedno piwo, jeden drink, akurat jak reszta zacznie się zbierać. Zresztą coś ty taka oburzona? Nie, nie mów, sam zgadnę. Nadal nie jesteś pełnoletnia wedle standardów asari? O to chodzi, że ci nie sprzedadzą nawet piwa zero procent? — przyjacielska zaczepka ze strony Bjorna rozjuszyła chyba T'hato, która z nadąsaną miną otworzyła usta, aby coś odpyskować.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

25 wrz 2022, o 12:48

Nie wyszło. Wprawdzie tym razem nie z jej winy - naprawdę starała się złapać Hirę i robiła wszystko, jak należy - ale Jaana i tak czuła, że mogła zrobić więcej. Nikt jej nic już nie zarzucał, nikt nie twierdził, że znowu wszystko zepsuła - Ritavuori jednak doskonale radziła sobie z podobnymi wyrzutami sama. To, czego nie powiedział jej nikt inny, dopowiadała sobie sama, w efekcie przez kilka dni chodząc naburmuszoną i zajeżoną.
Gdy jednak wydało się, że Alamanni podobno złapał im jakąś robotę, a Bjorn zaproponował wyjście na miasto - całą załogą mieli skorzystać z chwil wolności - Jaana nie opierała się. Nawet ona wiedziała, że nie może być naburmuszona wiecznie. Poza tym, wyjście było pomysłem Bjorna, a to jakby... Cóż, udział Lybecka coraz częściej był dla Ritavuori najważniejszym argumentem.
Oczywiście, nie wszyscy stawili się o czasie. Dziewczyna nawet nie była zdziwiona - rzadko kiedy cała załoga wybierała się gdzieś razem, a gdy już w końcu to robili, trzeba było uwzględnić odpowiednio duży margines czasu na to, by każdy faktycznie stawił się na miejscu zbiórki. Gdy więc minęło pierwsze pięć, dziesięć czy wreszcie piętnaście minut, które razem z Bjornem i Suri spędziła kręcąc się po promenadzie, jasnym było, że to jeszcze trochę potrwa - gdzie trochę było wartością bliżej niesprecyzowaną.
- Spadaj. Sam se będziesz sok pił - ofuknęła Lybecka na wzmiankę o soku, wstając jednak z ławeczki i przeciągając się. - Ale tak, chodźmy. Annika będzie się pindrzyć pewnie jeszcze pół godziny, a Khari nie wyjdzie póki nie dokończy dopieszczać swojej listy zakupów, czyli... No, chodźmy. Napijmy się.
Na odmowę asari i niezbyt inteligentne zaczepki Bjorna Jaana sapnęła cicho, i pokręciła głową.
- Serio? - burknęła, spoglądając na Lybecka z niedowierzaniem. - Suri, no przeeeestań - rzuciła potem w kierunku niebieskoskórej. Mimo, że Suyrrae była o niej starsza - znacznie starsza, była w końcu asari - Jaana nie mogła pozbyć się zwyczaju traktowania jej jako młodszej siostry. Wynikało to zapewne z okoliczności, w jakich się poznały, faktem pozostawało natomiast, że Ritavuori mimowolnie wchodziła w rolę opiekuńczej - ale też tej, która namawia do złego i psuje. Tak jak teraz.
- Nic się przecież nie stanie. No powiedz, stało ci się coś przy mnie kiedyś? - wypaliła, wygodnie zapominając o paru sytuacjach, które mogłyby się kwalifikować jako potwierdzenie, że rzeczywiście jednak się stało. Bo Jaana przyciągała kłopoty, po prostu. Teraz jednak zdawała się o tym nie pamiętać i, podrygując przed T'Hato jak nadaktywny, mały piesek, robiła do niej wielkie, słodkie oczy.
- Zamiast siedzieć jak te ostatnie sieroty moglibyśmy przynajmniej zrobić coś fajnego. Poza tym - dodała, sięgając po - jej zdaniem - argument ostateczny - mi naprawdę chce się pić. Chooooodźmy! - Uśmiechnęła się szeroko.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

25 wrz 2022, o 20:21

Tak. Ja będę pił sok, a ty soczek, jak na gówniarę wypada — Lybeck odpowiadając zaczepnym, lecz ewidentnie żartobliwym tonem, podszedł doń i potargał włosy dziewczyny, niszcząc ułożoną fryzurę. Na samo oburzenie Suri, gdy tylko zasugerował jej niepełnoletni wiek (pomimo gigantycznej różnicy, jaka dzieliła ich dwójkę) parsknął i odsunął się kawałek, stając w końcu bokiem i samemu zerkając na krajobrazy metropolitalne. W tym czasie Jaana, pomimo przytyków co do jej wieku, zachęcona beforkiem z tą młodszą, mniej odpowiedzialną częścią załogi Kuguara, zaczęła przekonywać asari do wybryków w jakimś barze.

Suri słuchając jęczenia nastolatki na spokojnie włożyła do ust kolejną porcję jedzenia, przeżuwając je niemal ostentacyjnie, zastanawiając się nad propozycją Jaany. Gdy padło założenie o bezpieczeństwie w objęciach dziewczyny, asari nie mogła już nie zrobić głupiej miny. Odstawiając pudełko i opierając się o ławkę, Suri założyła ręce na piersi i obdarzyła Ritavuori znaczącym spojrzeniem mówiącym, aby nawet nie kontynuowała tematu. Dopiero na jej kolejne jęczenia i taniec radości przed jej obliczem odrobinę udobruchał dziewczynę.

Jeżeli przez fajne uważasz patrzenie, jak Bjorn niekontrolowanie ładuje w siebie kolejne piwa i gapi się na kolejne asari, to chyba przespałam ten moment — rzuciła, wstając jednak z miejsca z lekkim ociąganiem.

Patrzę się, bo mało asari w życiu widziałem. Ty się nie liczysz, Suri — mężczyzna odpowiadając, natychmiast ruszył raźno do przodu, najwyraźniej mając już upatrzony przybytek. Z punktu widokowego trójka ruszyła prosto na promenadę upstrzoną dziesiątkami sklepików. Część zautomatyzowanych kiosków nagabywała ich mechanicznym głosem, zaś sprzedawcy nieco bardziej żywo (chociaż tutaj niektórzy mogliby sprzeczać się w zależności na jaką rasę się patrzy) zachęcali do kupowania głupotek pokroju breloczków... a nawet do odwiedzania klinik z implantami.

Lybeck zaprowadził dziewczęta do jednego z wielu barów skitranych pomiędzy kolejnymi budynkami. Jako, że był wieczór, ledwo weszli do środka, uderzył ich hałas wielokulturowej mieszanki rozmawiającej w najlepsze przy kolejnych stolikach. Neonowe światła rozświetlały samą ladę, za którą stała asari trojąca się, by obsłużyć kolejne zamówienia. Na samym środku wokół rzeźbionej na podobieństwo tańczącej asari kolumny wiły się schody prowadzące w dół – wydobywał się stamtąd dym i basowa muzyka jasno sugerujące, że piwnicę przeznaczono na podłogę taneczną.

— Znajdźcie jakieś miejsce, ja pójdę po napoje — Bjorn nachylając się niebezpiecznie blisko między Suri a Jaanę, aż te poczuły jego perfumy, powiedział głośniej, by przebić się przez głośne rozmowy. Wskazując jeszcze dla pewności na bar, zostawił nastolatki na wejściu.

Tam coś widzę — powiedziała jeszcze głośniej Suri, chwytając biotyczkę za nadgarstek i prowadząc ją do skitranej z dala od baru kanapy, która akurat była wolna, nie licząc pozostawionych na stole kieliszków i rozlanego wokół, lepiącego się alkoholu. I ledwo Jaana zdążyła usiąść i się rozgościć, Suri jęknęła, chwytając się za brzuch. Zerkając na Marjaanę, rzuciła głośniejszym tonem: — Tamten street food chce właśnie wyjść. Idę szukać toalety, ty pilnuj miejsca!

Ritavuori została więc w zaskakująco szybkim tempie sama, mając na horyzoncie jedynie czubek głowy Lybecka. Podejrzewała, że Suri za szybko nie wróci z posiadówki. Przez najbliższą minutę, może dwie mogła więc skupiać się na zlepku rozmów dziesiątek osób wokół niej, wychwytując naprawdę trywialne żale, przechwałki i zdarzenia dni ostatnich. Ze stagnacji wyrwał ją dopiero miękki, dostosowany do aktualnych decybeli głos nijak nieprzypominający ten Bjorna, który chyba powinien powoli wracać.

Dosiądę się na chwilę, okej? — głos należał do asari o głębokim, niebieskim odcieniu skóry, która przyodziana w dosyć skąpe i obcisłe ubrania pokazujące to i owo (a że stała tuż obok siedzącej Jaany, to mogła się nimi chwalić tuż przed twarzą dziewczyny), nie oczekując odpowiedzi, usiadła na krześle dostawionym do stolika, znajdując się obok Ritavuori.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

1 paź 2022, o 09:46

Kwitując przekomarzania Bjorna kolejnymi westchnięciami i teatralnym przewracaniem oczu, bezgłośnie odetchnęła z ulgą, gdy Suri skapitulowała i ruszyli na poszukiwanie miejsca, w którym mogliby zaczekać na resztę. Maszerując gwarnymi ulicami, Jaana rozglądała się z ciekawością na wszystkie strony. To nie był jej pierwszy raz na Nos Astrze, promenadą również już wcześniej się włóczyła, ale Ritavuori zawsze była ciekawa. Co się zmieniło? Kto przechodzi obok? Co nowego na wystawie w pobliskim sklepie? W efekcie niezależnie, czy odwiedzała dane miejsce po raz pierwszy czy kolejny, zawsze obracała głowę na wszystkie strony, starając się zobaczyć jak najwięcej.
Przestała dopiero, gdy dotarli do baru. Zmuszona skupić się na przepychaniu przez tłum, upomniała tylko Lybecka surowo, żeby wziął jej coś normalnego do picia - w domyśle, oczywiście, nieodpowiedniego dla jej wieku - w kolejnej chwili prąc przed siebie jak krążownik w kierunku miejsca wskazanego przez asari. Z jednej strony dając się prowadzić za rękę przyjaciółce, z drugiej zaś rozstawiając łokcie odpowiednio szeroko, by wywalczyć im trochę przestrzeni osobistej w tym tłumie, gdy dotarła do stolika była już lekko sfrustrowana. Nadal cieszyła się, że zamienili ławkę na stolik w barze, tylko... Po prostu nie lubiła ludzi. Nie w takiej ilości.
No i na pewno nie kiedy zostawała z nimi sama.
- Serio? - spojrzała na Suri z niedowierzaniem. Choćby chciała, nie mogłaby jednak zaprzeczyć, że dziewczyna nie wyglądała za dobrze. Pobladła - na ile można to było stwierdzić po jej niebieskiej karnacji - i wyraźnie potrzebowała siedzenia innego niż krzesełko przy stole. Jaana sapnęła cicho. - Tak to jest, gdy rzucasz się na pierwszą z brzegu budkę z żarciem, niezależnie jak ona wygląda. Jakby żarcie na Kuguarze nie wystarczało - burknęła naburmuszona, bardziej już jednak do siebie niż do T'Hato, która zdążyła już ruszyć na desperackie poszukiwania toalety.
Wzdychając ciężko i kręcąc głową, Ritavuori rozparła się wygodniej na miejscu i odruchowo uruchomiła omni-klucz, by poszperać w extranecie. Przez krótką chwilę chciała jeszcze odnaleźć wzrokiem Bjorna, szybko jednak dała sobie spokój. Tłum był za duży, nie było opcji, by wypatrzyła blondyna. Pozostawało jej czekać.
I, jak się okazuje, integrować z niechcianym towarzystwem.
- Eeee... Nie bardzo? - odpowiedziała, podnosząc wzrok znad omni-klucza i spoglądając pytająco na asari. Odziana... No, wszyscy widzieli jak, kobieta nie czekała na odpowiedź. Prezentując wszystkie swoje walory - na co, szczerze mówiąc, Jaanie zrobiło się odrobinę gorąco - jak gdyby nigdy nic usiadła obok, a Ritavuori zatkało. Biotyczka może i sama należała do tych raczej bezczelnych, ale średnio umiała się zachować wobec innych, jeszcze bardziej nachalnych.
- Czekam na kogoś. To znaczy, nie jestem tu sama - plątała się nieudolnie, chcąc pozbyć się towarzystwa. Nauczona doświadczeniem, wiedziała, że takie spotkania nigdy nie kończą się dobrze - nie dla niej. Jaana była lepem na problemy i naprawdę nie dałaby się przekonać, że czasem podobnie nieoczekiwane interakcje mogą być zupełnie niewinne.
- W sensie, w zasadzie to tu nie ma miejsca, zaraz przyjdą moi znajomi i... No, sorry, ale zajęte tu jest - wypaliła wreszcie na koniec, jednocześnie w duchu krzywiąc się z niezadowoleniem. Nie była przekonująca. No oczywiście, że nie była - jak miałaby być, skoro słowa plątały jej się nagle jak durne, a po zwyczajowej elokwencji i pyskatości nie pozostawało śladu? Rumieniec na policzkach również nie pomagał, podobnie jak to, że wzrok trochę sam uciekał niekoniecznie tam, gdzie potrzeba.
Sapiąc pod nosem z rezygnacją, Jaana po raz wtóry uniosła głowę, tym razem zdeterminowana, by odnaleźć Bjorna i na migi kazać mu się pospieszyć. Nie zamierzała uskuteczniać small talku z nieznajomą ani w żaden inny sposób zachęcać jej do pozostania przy stole. Było wręcz odwrotnie - najchętniej pozbyłaby się kobiety już, w tej chwili, tylko jakby średnio jej to wychodziło.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

5 paź 2022, o 18:08

Wśród zgiełku baru i dziesiątek plotkujących ust, odburknięcie Suri było niemą odzywką, której rozszyfrowania nie dane było Jaanie doznać, ponieważ młoda asari pędem puściła się w poszukiwaniu toalety. Nadzieja na zostanie samej, gdzie mogłaby przejrzeć extranet, spełzły na panewce, gdy tylko kolejna asari przyczepiła się do niej. Ciemnoniebieska kobieta miała na sobie skąpy kombinezon, którego góra była na tyle wycięta, iż zasłaniała newralgiczne miejsca, a dół, gdyby obciąć, mógłby służyć za majtki. Wysokie buty na obcasie nadawały jej nie tylko wzrostu, ale i drapieżności, jakby młodziutka Jaana była dla niej zwierzyną. Całego wyzywającego wyglądu dopełniały lśniące drobinki, którymi obsypane było ciało asari.

Ona sama zaś nic sobie nie zrobiła z pierwszej odpowiedzi dziewczyny, rozsiadając się wygodnie na krześle i dopilnowując, aby jej łania noga dotykała niechcący nogi Marjaany. Gibając nią w rytm jakiejś dudniącej muzyki, ocierając się przez to co chwila o jej łydki, oparła się o stolik, podpierając dłonią brodę i absolutnie chamsko wypinając się tak, aby jej biust nie dość, że był skierowany w Jaanę, to jeszcze leżał na stole. Uśmiechając się ewidentnie zalotnie, wydała z siebie głośny pomruk, zanim wyprostowała się, ciągle szukając kontaktu wzrokowego z nastolatką.

Na razie nie widzę, żeby było tu zajęte — odparła, wskazując na puste miejsca przy stoliku. Tam, gdzie powinna siedzieć Suri i Bjorn, nie było nikogo, kto mógłby ją uratować z tej niezręcznej i przyznając szczerze - mało przyjemnej sytuacji. — A zresztą, nawet jeśli, to ja jestem otwarta na nowe znajomości. Możesz mi mówić Juno... — oczekując odpowiedzi i przedstawienia się, Juno nieznacznie przesunęła się na krześle w stronę Ritavuori, gdy ta próbowała znaleźć wzrokiem Lybecka. W końcu udało jej się wyłapać jego czuprynę, gdy manewrował z butelkami w jej stronę – nawet chyba ją zobaczył, bo zmarszczył brwi na widok roznegliżowanej asari w jej towarzystwie. Nadzieja na ratunek szybko prysnęła, gdy ktoś niechcący trącił Bjorna, wytrącając mu z dłoni butelkę, która rozbryzgała się o stopy niezdarnego nieznajomego. Tracąc chwilowo zainteresowanie Jaaną, ponownie zostawił ją na pastwę natrętnej łowczyni młodych dziewczyn.

Juno wychwyciła spojrzenie Jaany, a widząc, że ratunek nie nadchodzi, na ułamek sekundy uśmiechnęła się niemal tryumfująco. — Wygląda na to, że jednak jeszcze chwilę pobędziemy same — rzuciła, nachylając się ponownie i raz jeszcze nieznacznie przybliżając się do dziewczyny. Teraz posunęła się jeszcze do tego, że dotknęła opuszkami dłoń biotyczki, zaczynając znaczyć na niej ślady.

W ferworze uczuć, niekoniecznie tych przyjemnych, Jaana poczuła nagłe ukłucie w systemie nerwowym, jakby jej ciało automatycznie zapragnęło się obronić przed nachalną klubowiczką. Obronić w sposób, jaki nastolatka znała najlepiej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

8 paź 2022, o 10:36

Policzki jej płonęły i czuła się z tym bardzo źle. Zawsze można było czytać w niej jak w otwartej księdze i choć Jaana lubiła się okłamywać, że wcale tak nie jest, nawet siebie nie potrafiła oszukiwać zbyt długo. Gdy asari otarła się o nią po raz pierwszy, Ritavuori z sapnięciem cofnęła się, siadając głębiej na krześle, jakby w ten sposób mogła uniknąć dalszego kontaktu. Nie mogła - podobnie jak nie mogła powstrzymać galopującego serca i wzroku uciekającego w dekolt niepożądanej towarzyszki.
Możesz mi mówić Juno.
- Nie mogę - wypaliła bez zastanowienia, nie przejmując się specjalnie, jak głupio to brzmi. Zresztą, to co miała do powiedzenia potem, wcale nie było mądrzejsze. - Jestem nieletnia. - Była gotowa nawet zrezygnować z drinka, gdyby tylko ten argument ochronił ją przed napastliwą asari. Czuła się przy niej bardzo źle. To znaczy, z jednej strony dobrze - za dobrze - ale przez to właśnie źle. Jaana była w tym wieku, w którym cielesność i seksualność stawały się tematami niezwykle interesującymi, ale wciąż jeszcze były przerażające. Onieśmielające. I zupełnie niezrozumiałe. Choć co niektórzy jej rówieśnicy zapewne mieli już pierwsze - a może także drugie, trzecie i kolejne - doświadczenia w tym zakresie, życie Jaany było zanadto skoncentrowane na szpitalach, leczeniu i niepozwalaniu sobie na silniejsze emocje, że cała reszta była dla niej terenem zupełne nieznanym. Mogła fantazjować - oczywiście, że to robiła, nastoletnia burza hormonów miała w końcu całkiem dużo do powiedzenia - ale wyimaginowane obrazy to jednak zupełnie co innego niż smukłe ciało na wyciągnięcie ręki i niemal goły cyc tuż pod nosem.
Ritavuori wątpiła jednak, by asari przejmowała się czymkolwiek z powyższych.
Przez chwilę sądziła, że zaraz to wszystko się skończy. Wypatrzyła znajomą blond czuprynę, dostrzegła nachmurzenie dodatkowo wyostrzające nordyckie rysy, gotowa była już odetchnąć z ulgą, gdy chłopak obrał kurs na zajmowany przez nią stolik.
Nie zdążyła, bo w jednej chwili zdobyta z trudem butelka wypadła z dłoni Lybecka, a on sam dał się ponieść walce o sprawiedliwość z tym, który nie patrzył, gdzie lezie.
Nie była pewna, ale chyba właśnie w tej chwili wyrwał jej się z gardła cichy jęk. Mimowolnie znów spojrzała na Juno i naprawdę, nie sądziła, że twarz może palić aż tak żywym ogniem. Jasne, czasem było jej gorąco - szczególnie w towarzystwie Bjorna - ale żeby do tego stopnia?
Gdy asari musnęła jej dłoń opuszkami palców, coś w środku Jaany kliknęło. Przestawiło się w ten bardzo zły sposób, który znała, a o którym zdążyła już ostatnio zapomnieć. Leki działały, jak trzeba, Kristian wiedział, jak ją prowadzić, więc Ritavuori dosyć łatwo poddała się złudzeniom, że wszystko jest już pod kontrolą, jej biotyka uspokoiła się i będzie... Cóż, dobrze. Że nie będzie już tykającą bombą.
Była naiwna, co?
Do zażenowania, wstydliwego podniecenia, dyskomfortu i niepewności dołączyła nagle panika - i to już było dla Jaany za wiele.
- Nie - wykrztusiła cicho, czując się bardzo dziwnie. Już nie tylko poliki ją paliły, ale wszystko. Od palców stóp po czubek głowy czuła żar trawiący jej drobne ciało. Było tak, jakby nagle stała się jakimś jednym, cholernym przewodnikiem prądu. Niemal czuła, jak przez jej nerwy przeskakują kolejne wyładowania, a złogi piezo gotują się, wymagając rozładowania nadmiaru mocy.
- Nie, ja... Zostaw mnie - wydukała przez zęby, odruchowo zaciskając pięści i próbując się uspokoić. Było jej źle i jej ciało chciało się bronić, to jasne. Instynktownie sięgało po rozwiązanie, które na pewno byłoby skuteczne. Przecież już tak robiła. Przecież, w laboratoriach Cerberusa, widziała już skutki uwolnienia swojej mocy. Całej, a nie tylko tych skrawków, które potrafiła kontrolować. Przecież wiedziała, że jeśli na chwilę sobie odpuści, pozbędzie się asari od tak, na pstryknięcie palcami. To było proste, naprawdę.
- Musisz mnie zostawić - powtórzyła z uporem, podnosząc na Juno nagle rozognione spojrzenie. Gdyby się uprzeć, można by pomylić je ze spojrzeniem wygłodniałym, spragnionym bardzo wielu różnych rzeczy - tylko, że poza nim nic nie sugerowało, że Jaana pragnie czegokolwiek poza spokojem. Była napięta do granic możliwości, a dłonie, te gładzone delikatnie przez asari, zaczęły jej drżeć niekontrolowanie.
Nie chciała patrzeć, czy pierwsze błękitne smużki wymknęły się jej spod kontroli już teraz, czy jeszcze czekają, próbując przegryźć się przez jej ciało.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

21 paź 2022, o 14:32

Juno przesunęła się na krześle odrobinę, przyglądając się z na poły niewinnym uśmieszkiem ewidentnie speszonej Jaanie. Spojrzenie, którym ją obdarowała po usilnej próbie zniechęcenia jej do siebie sugerowało, iż asari dobrze oceniła Ritavuori i zdawała sobie przynajmniej częściowo sprawę z jej wieku. To znaczyło, że z perfidną dokładnością znalazła swą ofiarę i nic nie robiła sobie z niezręczności, którą wokół siebie roztaczała. Ba, napawała się nią, tym nieprzyjemnym uczuciem bycia w potrzasku i hormonami, które nietrzymane w ryzach ujawniały się zaczerwienionymi policzkami i uciekającym wiecznie wzrokiem.

Nie wyglądasz na aż taką młodą — mruknęła wystarczająco głośno, by Jaana ją usłyszała, gdy nacisk jej palców stał się mocniejszy. Zaciśnięta w pięść dłoń nie zniechęciła jej, a wręcz przeciwnie, zachęciła do posunięcia się o krok dalej, bezczelnego gładzenia jej przedramienia. Kolejne niemrawe chwile oporu nic dlań nie znaczyły, a gdy Jaana zaczęła odczuwać nieprzyjemne mrowienie świadczące o jej innym rozognionym środku, zgodnie Juno dostrzegła absolutnie co innego. Uśmiechając się lubieżnie, sięgnęła dłonią do policzka Marjaany. — Takie gierki lubię najbardziej. Ja jestem łowcą, a ty zwierzyną. Oczywiście nie chcesz, nie pragniesz, ale oczy nie kłamią, prawda? Och, a co to, widzę, że koleżanka po fachu?

Jej spojrzenie skierowało się do delikatnych wyładowań biotycznych na ramionach Jaany, sugerujących to, co już wiedziała i próbowała ostrzec nachalną kobietę. Uznając to za zachętę, Juno skierowała dłoń do ramienia, samej otaczając się delikatną poświatą, chcąc zabawić się smużkami energii. Problem był w tym, że zsuwając się odrobinę niżej niż ramię, gdy Jaana zapewne poczuła kolejne gwałtowne, nastoletnie odczucie oraz to będące wynikiem instynktu przetrwania, doszło do spięcia. I wystarczyło jedno, by niczym wybuch, o jakim zapewne marzyła Juno, faktycznie stał się, jednak w bardziej namacalny sposób.

Jeden krótki błysk wystarczył, gdy przetrzymywana, niestabilna energia Jaany wyrwała się na zewnątrz, otaczając zaskoczoną Juno. Ritavuori widziała jej minę – z początku zdziwienie, potem realizację, by w końcu, gdy energia zaczęła ją zjadać – strach. Krótki, niewielki wybuch odrzucił zarówno asari, jak i samą dziewczynę, która spadła z krzesła. Wokół niej poniosły się od razu krzyki, a chociaż muzyka nadal grała, to na kilka sekund zapadła cisza. Gdy Jaana w końcu przestała mieć przed oczami mroczki spowodowane jasnością swojej niekontrolowanej biotyki, zobaczyła ciemniejszy okrąg wokół niej i kilka zbierających się z podłogi osób. Parę z nich miało tylko osmalone brwi, ale ci najbliżej dostali odrobinę mocniej. Najgorzej ucierpiała teraz Juno, która leżąc na podłodze, jęczała porządnie przypalona. Wszystkie oczy zaś zaczęły zerkać na Jaanę – gdzieś z tyłu ktoś zaczął dzwonić na policję, a wśród wycofanego tyłu Bjorn próbował się przeciskać. I jeśli jakiekolwiek mocniejsze emocje teraz grały w duszy Jaany, to odczuwała ona wraz z nimi, wraz z paniką, kolejny cisnący ją zapalnik biotyczny gotowy do jeszcze jednej fali uderzeniowej.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

22 paź 2022, o 11:59

Wiedziała, że tak to się skończy. Oczywiście, nie od razu - nie w chwili, w której weszli do baru, i nie wtedy, gdy Juno dosiadła się do stolika. Gdy jednak poczuła pierwsze iskrzenie w układzie nerwowym, gdy do gorąca wynikłego z zawstydzenia dołączyło to drugie, gwałtowniejsze i bardziej nieprzewidywalne - wtedy już wiedziała. Po miesiącach spokoju i trzymania biotyki na wodzy kontrolujących ją leków musiało się coś spierdolić.
Gdy asari bezczelnie zignorowała wszystkie ostrzeżenia, Jaanie pozostało już tylko czekać. Niespecjalnie skupiała się na samym dotyku niebieskoskórej i na jej słowach - wszystko zagłuszał głośny szum krwi w skroniach. Jeszcze przez chwilę starała się walczyć, powstrzymać narastające napięcie, jeszcze przez moment szarpała się z własną mocą - w końcu jednak musiała się poddać. Gdy leki zawodziły, nie była w stanie powstrzymać swojej siły. Jeszcze nie. Może kiedyś jej się uda, może kiedyś będzie umiała panować nad swoją siłą. Ale jeszcze nie teraz.
Nie była świadoma samego wybuchu, nie do końca. Było tak, jakby na moment straciła świadomość otoczenia, by odzyskać ją już po wszystkim. Po wszystkim - czyli wtedy, kiedy zamiast bawiących się osób zaczęli otaczać ją poszkodowani.
Oddychała ciężko, strzelając na boki rozszalałym spojrzeniem osaczonego zwierzęcia. Chwiejnie wstając na nogi, widziała Juno, solidnie osmaloną przez biotyczną eksplozję, i innych, mniej lub bardziej dotkniętych wybuchem. Przypalona podłoga z pewnością będzie wymagało remontu, podobnie jak najbliższe stoliki, teraz rozrzucone bezładnie na boki.
Czuła, że się hiperwentyluje... I że to jeszcze nie koniec. Raz uwolniona, biotyka Jaany nie zamierzała ustąpić.
Gdzieś z tyłu ktoś wzywał policję. Słysząc to, zrobiło jej się jeszcze bardziej źle - jeśli to w ogóle było możliwe. Nie mogła mieć do czynienia z policją. Nie mogła się tłumaczyć, bo nie miałaby dobrego wyjaśnienia.
Była eksperymentem Cerberusa, do cholery, co miałaby powiedzieć?
Dostrzegając Bjorna, nie zważała już na konwenanse. I tak wszyscy się na nią gapili, więc co za różnica?
- Bjorn! - wydarła się, jednocześnie ruszając w kierunku blond czupryny. Gotowa była rozpychać się łokciami, byle tylko dostać się do chłopaka. Musieli stąd wyjść, zanim będzie gorzej. Zanim znowu...
Gdzieś z tyłu głowy błysnęła jej myśl, że muszą jeszcze zabrać Suri. I że może... Nie. Nie będą tu nikomu pomagać. Nikomu. Musieli uciekać. Musiała dopaść do Lybecka i zabierać się stąd w cholerę.
W środku gotowała się, targana szalejącym, biotycznym tornadem.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

25 paź 2022, o 14:33



Ludzie wokół Jaany kotłowali się spanikowani nagłym wybuchem – część nieświadoma, co było jego przyczyną, sądząc nawet, że może to była zwykła bomba. Drzwi do baru otworzyły się więc i nie zamykały, gdy pierwsi bywalcy postanowili zmyć się z miejsca zbrodni, przestraszeni być może jakiejś strzelaniny albo kolejnej eksplozji. W tym czasie reszta, oddalając się dyskretnie od nastolatki, pomagała dojść do świadomości poszkodowanym. Jedna asari siedząca stolik dalej miała twarz zalaną krwią, nie bezpośrednio od szalejącej biotyki, a od uderzenia o kant stołu przy upadku. Jej towarzyszka miała mniej szczęścia i widoczne były na ręce, którą się osłoniła, poparzenia.

Spokój, spokój! Policja jest już w drodze! — wydobył się z tłumu głos, należący chyba do jednej z barmanek, która wcześniej dzwoniła na wspomniany numer. Nic to nie pomogło, a najwyraźniej jeszcze przestraszyło paru gości, którzy wypadli na zewnątrz. W harmidrze, jaki nastał, jedna zmienna ciągle się do niej zbliżała – blond czupryna Bjorna, która wychynęła do pustej przestrzeni wokół Marjaany, rozglądając się za głosem go wołającym. Widząc dziewczynę, mężczyzna gwałtownie chwycił ją za ramię, bezprecedensowo pociągając w tłum.

Zawijamy się stąd, Jaana. Głowa w dół i udawaj, że cię nie ma — powiedział, nachylając się doń, gdy tylko przyciągnął ją do siebie bliżej w geście ochrony. Twarz, wcześniej rozjaśniona uśmiechem, teraz była śmiertelnie poważna, niemal rozeźlona, chociaż nie miał żadnego logicznego powodu, by być złym na Ritavuori. Idąc zaś w stronę wyjścia, oboje ujrzeli Suri, która wychodząc spanikowana z toalety rozglądała się w ich poszukiwaniu. Widząc uniesioną lekko dłoń Lybecka i jego gest wskazujący na drzwi, skinęła głową i sama zaczęła się przepychać. Niestety los bywał przewrotny i przyciśnięta do boku Bjorna nastolatka poczuła nagłe szarpnięcie za drugie, wolne ramię.

Asari w ubraniu cywilnym trzymała ją za nadgarstek w żelaznym uścisku, odcinając jej pośrednio dopływ krwi do wolnej dłoni. Zacięta mina i zarysowana postawa musiały oznaczać, że była albo w służbach porządkowych, albo w wojsku, aktualnie bawiąc się na urlopie. Reszta odsunęła się natychmiast, bojąc kolejnej konfrontacji, która narastała we wnętrzu Marjaany, unosząc jej włosy na rękach i karku. — Nigdzie się nie ruszacie, dopóki policja się wami nie zajmie — warknęła, ciągnąc do siebie dziewczynę. Bjorn, marszcząc brwi, sam zacieśnił uścisk, przytrzymując ją przy sobie... chociaż szczerze powiedziawszy, obie strony zaczynały cierpnąć od tego szarpania.

Nie wiem o czym mówisz, pomyliłaś osoby. Puść natychmiast moją siostrę — warknął, ale niespodziewanie asari pomogła sobie biotyką, by wzmocnić siłę własnych mięśni i bezceremonialnie wyrwała Jaanę z objęć Lybecka prosto w swoje własne. Instynkt kazał dziewczynie uciekać i bronić się, przez co kolejna fala wezbrała w niej gwałtownie, przelewając się przez każdy por na jej ciele. Nastolatka widziała, że zdesperowany Bjorn wyciąga zza pasa pistolet, gotów do ostatecznej obrony Marjaany, widziała też, że Suri już przy drzwiach odwraca się i otaczając się kokonem błękitnej energii zawraca się, by pomóc załodze. Widziała też, jak kolejne spięcie wydostaje się z niej, odpychając ją od praworządnej asari, ale też robiąc to samo z Bjornemm, będącym co prawda nieco dalej, ale ciągle w polu rażenia. Kolejne wrzaski wydostały się z gardeł gości.

Otumaniona brakiem własnej kontroli Jaana ledwo zauważyła, że Suri podbiegła do niej i pociągnęła ją do wyjścia, zostawiając zbierającego się z podłogi, rannego Bjorna w tyle. Tym razem wszyscy bez słowa odsuwali się od nich, zbyt przestraszeni, że biotyka recydywistki ich zrani.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

25 paź 2022, o 18:08

Wszystko szło nie tak. Prąc przed siebie w kierunku Bjorna starała się nie myśleć o tym, jak bardzo są teraz w dupie, ale było to trudne. Jak miała o tym nie myśleć, skoro ledwie zrobiła parę kroków, a ktoś chwycił ją za rękę, próbując zatrzymać?! Brakowało jej sił, by protestować. Dała się targać to w jedną, to w drugą stronę jak bezwładna lalka - aż do chwili, gdy eksplodowała znowu. Nie chciała. Oczywiście, że tego nie chciała. Nie planowała niszczyć... Cóż, czegokolwiek. Nie chciała też krzywdzić - tak naprawdę ani Juno, ani tej asari teraz, ani, tym bardziej, Bjorna. A jednak wciąż to robiła. Czuła się jak spuszczony ze smyczy drapieżnik - tylko, że drapieżnik ułomny, miotający się bez celu to w jedną, to w drugą. Nie czerpała żadnej satysfakcji z tego, co się działo. Jedyne, co miała to lęk, bezgraniczne przerażenie samą sobą.
Gdy dotarła do niej Suri, w jednej chwili biorąc na siebie obowiązek wyprowadzenia Jaany z lokalu, Ritavuori podążyła za nią właściwie bezwolnie, rozglądając się tylko nieprzytomnie dookoła.
- Musimy zadzwonić do Kristiana - wydukała w przebłysku rozsądku. Jeśli ktokolwiek mógł jej pomóc, poinstruować, jak opanować szalejącą biotykę, to tylko Losnedahl. Tylko czy rzeczywiście byłby w stanie w tej chwili coś zdziałać? Czy, nie będąc tuż obok, dałby radę uspokoić żywioł, jakim była w tej chwili Jaana? Dziewczyna chciała wierzyć, że tak, choć logika podsuwała, że to nie było możliwe. Dopóki nie przypnie jej pasami do łóżka, nie podepnie pod kroplówki i nie wleje w żyły odpowiedniej dawki chemii, chyba nawet Kristian nie za wiele będzie mógł.
I wtedy jej wzrok padł na Bjorna.
- Nie - wyszeptała, nagle zapierając się i oglądając za siebie. Nie wyrwała się Suri, ale też nagle przestała iść za nią jak pokorne cielę. - Nie - powtórzyła głośniej. - Musimy... Bjorn - rzuciła, spoglądając na asari przerażonym wzrokiem. - Musimy mu pomóc, nie możemy go zostawić. Suri, nie możemy. On...
Nie dokończyła. Brakowało jej słów - i tym razem chyba nie tylko przez oszołomienie własną biotyką. Po prostu... Cóż, pewnych rzeczy nie rozumiała. Właściwie, bardzo wielu rzeczy. Własne uczucia były jedną z takich rzeczy.
- Musimy mu pomóc - powtórzyła z uporem. Wizja pozostawienia Lybecka rannego, na pastwie tłumu i policji, przerażała ją tak samo jak perspektywa kolejnego biotycznego wybuchu.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

8 lis 2022, o 16:06

Suri do tej pory ciągnąca Jaanę za ramię, wykorzystująca fakt przerażenia tłumu biotyką dziewczyny, spojrzała zaskoczona i w tym momencie sama przestraszona konsekwencji stanięcia w miejscu. Szarpnęła pierw lekko winowajczynię, ale wryta w miejsce Marjaana nie dała się tak łatwo wyciągnąć na zewnątrz. W jej oczach widziała Bjorna krwawiącego z kilku ran na twarzy, z lekko przetrąconym lewym ramieniem i poparzeniami na prawej ręce, którą musiał instynktownie się osłonić przed chmurą czystej energii. Leżący niedaleko pistolet, który wyciągał jeszcze przed wybuchem został właśnie podniesiony przez jakiegoś turianina; próbująca wyrwać się w stronę chłopaka widziała, że mężczyzna sprawdza magazynek i odbezpiecza broń, dosyć niezręcznie podnosząc ją do góry, prosto w stronę Jaany. W międzyczasie ktoś inny złapał niespodziewanie Lybecka, wykręcając mu ręce i wywołując nagły grymas bólu na jego twarzy, gdy przetrącone (bądź złamane) ramię zostało mocno wygięte.

MUSIMY iść — krzyknęła Suri, wkładając całą swoją siłę w wyciągnięcie Ritavuori na zewnątrz. Ciągnięta wolniej niż przed chwilą, widziała, że spojrzenie Bjorna, jakim ją obdarował, było pełne bólu fizycznego, ale też i niezrozumienia, gdy obserwował uciekającą z miejsca zdarzenia Jaanę. — Bjorn sobie poradzi, a więcej mu pomożesz, jeśli uciekniemy — mówiąc to ciągle, asari w końcu wyszarpnęła biotyczkę z baru w momencie, gdy turianin spanikował, widząc uciekającą dziewczynę i wystrzelił co prawda całkiem z boku, ale jednak z poważnym zamiarem. Kilku gapiów zatrzymało się także przy wejściu, widząc ewidentne zamieszanie w okolicy; nietrudno było jednak między nimi przejść, a gdy obie wpadły prosto na promenadę, zniknięcie w tłumie nie było żadnym problemem.

Suri w milczeniu przepychała się między ludźmi, odchodząc jak najdalej od miejsca wypadku. Gdzieś w międzyczasie mignęły im skycary policyjne w ilości dwóch – na sygnale lecące nisko nad głowami ludzi, by wylądować prawdopodobnie przy barze. Asari jednak się nie zatrzymała jeszcze 10 kolejnych minut, by w końcu dotrzeć na prawie że drugi kraniec plątaniny sklepów i deptaków. Znajdując zaciszną ławkę, usadziła się na niej, tupiąc nogami i chwilę się zastanawiając. Jaana w tym czasie poczuła, jak biotyczne uniesienie powoli z niej ulatuje, pozostawiając nieprzyjemną pustkę i gorzki posmak w ustach.

Musimy spróbować jak najszybciej dostać się na Kuguara. Jeśli będziemy szybkie, nie zdążą nas zidentyfikować na odprawie celnej — mruknęła w końcu, spoglądając na Marjaanę. — Musisz też zadzwonić do Kristiana, jak mówiłaś, a najlepiej to od razu do Alamanniego, on będzie wiedział, jak wyciągnąć z tego bajzlu Bjorna. W ogóle Jaana, co się tam stało?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

13 lis 2022, o 10:50

Na widok niezrozumienia w oczach Bjorna, Jaana zawyła w duchu jak ranione zwierzę. Poobijany, chłopak będzie czuł się zdradzony - i miał do tego pełne prawo. Zostawiała go. Nie mogąc oprzeć się Suri - asari, choć drobna, miała teraz wyraźnie więcej siły niż osłabiona wybuchami Ritavuori - tak po prostu opuściła lokal i pozostawiła go na pastwę zbieraniny w klubie. Policji i cholera wie, kogo jeszcze. A on przecież... On by jej nie zostawił. Nigdy. Nie zostawiłby, prawda?
- Widziałaś, jak on wygląda? - rzuciła desperacko, to oglądając się na blondyna, to spoglądając na niebieskoskórą. - Jest ranny, Suri! Trzeba mu pomoc, musimy...
Niezależnie, co i ile by mówiła, asari była nieugięta.
Gdy wtopiły się w tłum na promenadzie, Jaana poczuła nagły odpływ sił. Biotyka wyraźnie uspokajała się, co z kolei skutkowało nagłym, silniejszym jeszcze wyczerpaniem. Z cichym sapnięciem oparła się o barierkę promenady i przetarła twarz.
Musisz zadzwonić do Kristiana.
Słowa Suri docierały do niej jakby przez dziwny kokon - wytłumione i nie do końca zrozumiałe. To jedno stwierdzenie jednak dotarło do niej aż nadto jasno. Tak, musiały zadzwonić.
I musiały wydostać Kristiana.
Wybierając na omni-kluczu numery Kristiana i Alamanniego - w ramach jednego połączenia, nie było sensu wywoływać ich oddzielnie - Jaana z niechęcią musiała przyznać rację Suri. To znaczy, nadal uważała, że powinny uratować Lybecka, ale... Teraz ich obecność przyniosłaby więcej szkody niż pożytku. Jej obecność. Wszyscy by ją rozpoznali. Nikt nie pozwoliłby jej zbliżyć się do Bjorna, nie mówiąc o zabraniu go gdziekolwiek. A gdyby nawet mogli stanąć obok siebie - to tylko po to, by dać się zaaresztować, co, oczywiście, nie wchodziło w grę.
Bała się tylko, że jakakolwiek zwłoka sprawi, że chłopakowi stanie się krzywda. Większa, niż dotąd. Większa niż złamane ramię i poparzenia.
Wsłuchując się w sygnał nawiązywania połączenia, westchnęła ciężko i uniosła wzrok na Suri.
- To chodźmy - zgodziła się wreszcie, z ciężkim sercem ruszając w kierunku doków. - Bjorn i tak już myśli, że tak po prostu go poświęciłam - dodała ciszej, zwieszając głowę.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Re: Promenada

22 lis 2022, o 16:54

Grupowe połączenie między Kristianiem i Federikiem, a Jaaną oraz Suri zawisło w powietrzu, gdy na krótką chwilę żaden z panów nie kwapił się do odebrania połączenia. Suri, skupiona na dziewczynie, czekała z niecierpliwością, decydując się w końcu na wstanie, gdy Ritavuori zarządziła marsz do doków. — W bólu i zamieszaniu, jakie tam było, każdy może wyglądać, jakby to miał być koniec przyjaźni — burknęła asari, poruszając się między falą turystów i czekając, aż któryś odbierze. — Zrozumie, jak ochłonie. To przecież nie była do końca twoja wina, a już szczególnie nie chciałaś zranić Bjorna, prawda? To nie jest nic, co szczera rozmowa nie... — przerwała, gdy w słuchawce odezwał się głos Alamaniego, a po nim – Kristiana; zdawało się jednak, że było między nimi wydźwięk podobny do tego, gdy ktoś przebywał w tym samym pomieszczeniu.

Halo? Jaana? Suri? Co tam? — zapytał Losnedahl niemal beztroskim tonem, przygotowany ciągle na wypad do baru. Asari zerknęła jeszcze na nastolatkę, zanim kiwnęła głową na ustronną ławeczkę osadzoną wzdłuż tarasu widokowego wychodzącego na miasto. Pod barierkami znajdował się akurat park, gdzie kolejne mrówki bez ładu i składu kręciły się, podziwiając botaniczny zmysł niebieskoskórych.

Mamy problem — zaczęła ich najnowsza załogantka; jej pierwsze słowa zabrzmiały niemal teatralnie, jak w jakimś vidzie. — Jaana straciła kontrolę nad swoją biotyką w barze i... parę osób zostało zranionych, w tym Bjorn. Musiałyśmy uciekać, bo policja była już w drodze i nie miałyśmy jak zabrać ze sobą Lybecka. Jesteśmy w drodze do doków, żeby zdążyć przed służbami — kończąc, dziewczyna pozwoliła dołożyć swoje trzy grosze Ritavuori, zanim w słuchawce zapadła cisza przetykana odgłosami otoczenia. W końcu oboje bez słowa się wyciszyli i dopiero po dobrej minucie powrócili do połączenia.

Jaana — odezwał się Kristian. — Idźcie dalej do doków, jak najszybciej. Nie pokazuj za bardzo twarzy i w miarę możliwości pilnuj biotyki. Jeśli cokolwiek będzie się działo, mów od razu Suri. Suri, kontaktuj się ze mną, jeżeli wcześniej Jaana znowu straci kontrolę, dobrze? — gdy tylko asari przytaknęła, do głosu dorwał się Federico.

Zajmijcie się powrotem, my będziemy monitorować, czy już pojawiłaś się w systemach. Nie rób NICZEGO innego, tylko wróć na Kuguar, jasne? My zobaczymy, co da się zrobić z Bjornem. Jeśli pojawi się za duże ryzyko, że ktoś na odprawie cię zauważy, damy znać. Porozmawiamy, jak będziesz bezpieczna — jeśli dziewczyna chciała, mogła o coś zapytać, bądź dopowiedzieć; tak czy siak, Suri kiwając głową, ruszyła dalej, wychodząc z powrotem na deptak.

Najszybciej będzie chyba zamówić skycara — powiedziała.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

24 lis 2022, o 19:03

Suri chciała dobrze, oczywiście, że tak - Jaanie trudno było jednak przetrawić słowa młodej asari. To znaczy, chciała jej wierzyć, jasne. Chciała, żeby dziewczyna miała rację, i żeby faktycznie Bjorn nie uznał jej za winną. Tylko, że za każdym razem, gdy próbowała wziąć sobie monolog Suyrrae do serca, głowa usłużnie podpowiadała jej najgorsze scenariusze. Że to wcale nie będzie tak dobrze. Że są granice tego, co można wybaczyć - i pozostawienie przyjaciela na pastwie tłumu i służb bezpieczeństwa znajduje się jednak już za nią. Że Lybeck miał prawo oczekiwać od niej więcej - i że przecież jeśli stwierdzi, że to jej wina, że sprowadziła na nich same problemy, no to... To nie będzie tak całkiem w błędzie.
W efekcie słuchała wszystkiego, co Suri mówiła, ale nie odpowiadała na nic. Prąc ze zwieszoną głową przed siebie, zatrzymała się dopiero, gdy Kristian wreszcie odebrał połączenie, a asari wskazała ustronne miejsce, gdzie mogły pogadać. Idąc posłusznie za niebieskoskórą, w ponurej ciszy słuchała jej wyjaśnień, by, po otrzymaniu garści poleceń, wreszcie się wtrącić.
- Muszę pomóc Bjornowi. Jamuszę - wypaliła, wiedząc, że brzmi jak zacięta płyta. Do znudzenia powtarzała tak samo i, szczerze mówiąc, podświadomie była pewna, że nic to nie da, ale... Nie mogła. Nie mogła nie mówić, słowa wyrywały jej się same, składając w chaotyczne, desperackie zdania. - Ja... Ja do tego doprowadziłam, ja go tam zostawiłam, więc ja muszę doprowadzić go na statek. To...
Monolog urwał się tak samo nagle jak się zaczął, Jaana znów skurczyła się w sobie jak przekłuty balonik, ściskając dłonie na skroniach i gryząc wnętrze policzka niemal do krwi. Chciało jej się wyć. Nie przez biotykę - ta na razie jakby się uspokoiła - tylko... Tak po prostu. Miało być dzisiaj miło. Dobrze. I nie było - przez nią. Znowu.
Po słowach Federico Ritavuori odetchnęła powoli.
- Tak, szefie - mruknęła cicho. Czuła się bardzo źle. Z jednej strony chciała - musiała - działać, z drugiej jednak nie potrafiła się zbuntować. Nie tak do końca, nie przeciwko swojej załodze - swojej rodzinie.
Najszybciej będzie chyba zamówić skycara.
- Nie - zaprotestowała krótko. Zmusiła się do jeszcze jednego głębokiego oddechu i spojrzała na Suri. - Idziemy piechotą, najlepiej zaułkami. Jestem uciekinierką, Suri. Zbiegiem. Zrobiłam ludziom krzywdę i uciekłam. Będą mnie szukać, na pewno. Sieć skycarów to pierwsze, co będą sprawdzać. W tłumie... W tłumie łatwiej się ukryć. I zmylić drogę, jeśli ktoś jednak... Jeśli jednak natkniemy się na patrol. - Wzruszyła lekko ramionami. Była zdziwiona, jak trzeźwo potrafi teraz myśleć i decydować. Zaskoczona tym, że od tak, na pstryknięcie, może znowu wejść w buty liderki. Z nich dwóch to zawsze Jaana była dyrygentem. To ona zabrała Suyrrae z kliniki i od tej pory to ona namawiała błękitną do wyskoków, nie na odwrót. Jednak to, że teraz, mimo wszystkich wydarzeń, przychodziło jej to tak łatwo...
Chyba po prostu w ten sposób uciekała. Znowu. Znajdowała sobie zajęcie, kryła się pod maską opanowanej, i uciekała od wyrzutów sumienia, na które chyba nie mogła sobie teraz pozwolić.
- Chodź - rzuciła krótko, tym razem samej ruszając przodem. Starając się wyglądać na jak najbardziej niewidzialną, jednocześnie wzięła na swoje barki torowanie im drogi. Musiała, to... Po prostu musiała.
W międzyczasie uruchomiła omni-klucz i odszukała ogólnodostępną mapę najbliższej okolicy. Musiała znaleźć im drogę. Jak najkrótszą, a jednocześnie jak najmniej oczywistą - bo na najbardziej uczęszczanych łącznikach między promenadą a portem na pewno będzie pełno służb.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
+ 10% do obrażeń od mocy
+ 5% do obrażeń od broni
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 310
Posty fabularne: 76
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 13:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 71,850
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Glitch (1) Wojownik Areny (1)

Poprzednia strona

Powrót do Nos Astra

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość