Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Re: Promenada

10 sty 2022, o 03:38


Sąd ostateczny

Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Mila Račan


“Rage wrapped itself around her like a tourniquet, keeping her alive even as it condemned a part of her to atrophy.”
― Omar El Akkad


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl wiadomość pozafabularną

Atak terrorystyczny na centrum galaktycznego życia, zarówno politycznego i kulturowego, był wydarzeniem, które z trudem ktokolwiek mógłby określić jako pozytywne. Wiedzeni poczuciem bezkarności mieszkańcy siali chaos na terenie Okręgów długo po tym, gdy martwe ciało exile zostało wyniesione z wieży Prezydium. Zamknięte sklepy, niedziałające terminale i paraliż informacyjny stały się kolejnymi, męczącymi wyzwaniami dla pracowników i SOC, odciskając swoje piętno na jakości życia w miejscu, które słynęło z obietnicy nowego, godnego startu dla każdego przyjezdnego.
Czym innym były skutki działań hakera dla Račan i jej firmy. W miarę upływu dni, które mogła spędzić na regeneracji przeciążonego ciągłą walką i adrenaliną ciała, nieprzyjemne aspekty jej doświadczenia zaczynały uginać się pod napływem plusów. Renoma, którą zdobyli wraz z Curio ratując Radną Cytadeli samą w sobie zapewniła jej wiele chęci współpracy i długie noce przeglądania wypełnionej wiadomościami skrzynki odbiorczej. Nawet, jeśli szaleństwo w mediach miało potrwać tylko chwilę, póki atak pozostawał świeży we wspomnieniach mieszkańców, pozytywne opinie o ich firmie ochroniarskiej miały pozwolić im zapewnić sobie stały napływ nowy zleceń na długie miesiące.
Pierwsze, które wpadło im w oko, było stosunkowo proste, za to obrzydliwie lukratywne. Bogaty biznesmen z ExoGeni potrzebował znaleźć się w porcie Nos Astra w przeciągu następnego dnia i oferował za to ogromną cenę. Skuszeni łatwym zarobkiem, mogli zaprosić go na swój prom i ignorować jego pełne konsternacji spojrzenia, gdy porównywał sobie widok przed sobą do wyobrażeń stworzonych na podstawie kwiecistych artykułów w mediach. Docierając do Illium, nie musieli od razu ruszać do następnej przystani, zamiast tego poświęcając kilka dni na przebieranie w innych kontraktach czy przejadanie, lub przepijanie dotychczasowej wypłaty. Obrazek
Nos Astra gwarantowała widok, którego nie była w stanie zastąpić Cytadela. Wzniosłe wieżowce skąpane w różowym blasku zachodzącego słońca piętrzyły się jak góry, pomiędzy którymi mknął ruch powietrzny skycarów. Promenada oferowała dziesiątki sklepików najróżniejszej maści, które mogły zaciekawić każdego turystę ze statkiem w doku tuż obok tej atrakcji. W niektórych Račan mogła obejrzeć się za nowymi częściami pancerza, inne oferowały modyfikacje do broni, a jeszcze inne street foodowe jedzenie, które znajdowało się niebezpieczne blisko sklepu zoologicznego z egzotycznymi rybami i akcesoriami akwarystycznymi. Pomimo popularności planety wśród asari, tak blisko doków tłum składał się z wszelkiej maści osobników. Volusi wykłócali się o swoje pieniądze, turiańscy inwestorzy z trwogą spoglądali na spadające ceny akcji na wielkim wyświetlaczu znajdującej się nieopodal giełdy. Niektórzy korzystali z pięknego oświetlenia tej pory dnia i zwyczajnie opierali się o barierkę, przytuleni do swoich partnerów lub ostentacyjnie wzdychający pod wpływem własnych refleksji.
- Kogo moje oczy widzą.
Niski, męski głos zabrzmiał zza jej pleców, wyrywając się ponad ogólny gwar panujący dookoła kobiety, zmuszając do zerknięcia w stronę, z której nadbiegł.
Mężczyzna wyglądał znajomo, lecz przez pierwsze kilka sekund nie potrafiła go zidentyfikować. Ubrany w zwykłe, cywilne ciuchy, dłonie skrywał w kieszeniach swojej kurtki. Z samego sposobu, w jaki układała się jego sylwetka, rozpoznała w nim żołnierza, ale to po znajomych, zielonych oczach i charakterystycznym uśmiechu domyśliła się, że stał przed nią Mark. Oczami jej wspomnień Hunter był zawsze nieco wychudłym, wysokim chłopcem o sylwetce tyczki. Choć teraz jego skryte pod ubraniami ciało nosiło efekt lat ciężkiej pracy, nie przypominał plakatowych żołnierzy, z którymi zdarzało jej się służyć. Dalej stawiał na zwinność i szybkość w walce niż samą siłę.
Podszedł bliżej, opierając się o ladę z terminalem, w którym wcześniej przeglądała towar. Relikt przeszłości, tak obcy, a tak znajomy jednocześnie.
- Myślałem, że zobaczymy się dopiero na dziesięcioletnią rocznicę akademii - rzucił sarkastycznie, udając zainteresowanego hologramem rybki, którą można było nabyć w sklepie obok. - Już robiłem zaproszenia na zjazd absolwentów, kiedy zobaczyłem twoje nazwisko na pierwszych stronach.
Operująca terminal asari odeszła od klienta, któremu wcześniej udzielała swojej pomocy i skierowała się w ich stronę. Na jej pytające spojrzenie odpowiedział gestem dłoni, pozwalając jej wrócić do swoich obowiązków i nie przejmować się ich dwójką.
- Jak oceniasz swoje życie celebryty? - zażartował, odwracając wzrok od hologramu i kierując go na kobietę.
Ostatnio edytowano 10 sty 2022, o 19:54 przez Mistrz Gry, łącznie edytowano 2 razy
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

10 sty 2022, o 19:02

Cały ten bajzel na Cytadeli miał swoje plusy – pomimo niebezpiecznej sytuacji, latających kul, biotyków i niewidzialnych gnojów czyhających na życie Radnej, R&C miało zleceń do wyboru do koloru. Prestiż wiązał się także z podwyższonymi stawkami, które mogli negocjować. Tak też udało się całkiem szybko złapać jakiegoś bogatego biznesmena na przelot do Nos Astra. Jego spojrzenia i wyobrażenia Mila miała gdzieś – liczyły się kredyty, które za tę szybką podróż zdołała zgarnąć.

Rzadko, jeśli prawie nie wcale, bywała na Illium, które wręcz słynęło z szarej strefy interesów i bogatych miejsc turystycznych. Dlatego też po odstawieniu biznesmena na jego miejsce, mając właściwie trochę czasu na własne przyjemności, rozdzieliła się z Curio, aby pozwiedzać i pobawić się w nieco innym klimacie. Co prawda na zdecydowaną część atrakcji, jakie oferowała stolica planety nie było ją stać, ale za kasę ze zlecenia mogła przejść się po paru barach, zobaczyć jakieś ogrody czy po prostu zrobić sobie leniwy dzień w jakimś odosobnionym miejscu. Nie była to co prawda Chorwacja, gdzie w każdej chwili mogła wypłynąć na Adriatyk bądź pochodzić po górach, ale swoje zadanie miasto spełniało.

Promenada nie była pierwszym jej wyborem, ale znudzona łażeniem po intergalaktycznych ogrodach, których flory w 99% nie potrafiła określić, wybrała się i tam. W zgiełku targujących się volusów, mnogiej ilości dopiero co przybyłych turystów i całej reszty bezkształtnej masy kręciła się od sklepu do sklepu, szukając może jakiejś pamiątki, czy innego bibelotu do swojej ciasnej klitki na Cytadeli. Po drodze zatrzymała się w jakimś barze, zamawiając dziwnie smakujące mięso z frytkami, które zabrała w dalszą podróż. Przez chwilę się wahała, czy aby nie wspiera właśnie czarnego rynku egzotycznego mięsa sprzedawanego w punkcie akwarystycznym obok, ale myśl ta szybko minęła, gdy poczuła potrzebne jej po długim spacerze kalorie, nawet tak zwydziwiane jak te.

Kończąc właśnie posiłek, przystanęła na krótką chwilę przed jakimś kolejnym sklepem ze zwierzątkami, z ciekawości oglądając, co trzymają inne rasy w domu. Wybór był specyficzny, ale jej w oko wpadł jeden gatunek, który trzymała w domu za dzieciaka – chomik. Z tego co pamiętała, chomiki nie potrzebowały dużo uwagi, a chociaż żyły krótko, to fajnie się je oglądało, jak zasuwały w kołowrotku. Przez krótką chwilę zadumała się więc, czy aby jej rodzice nie podmieniali czasem jej zwierzątek, zważywszy na fakt, jak długo on żył...

Hmm? — mruknęła nachylona nad terminalem, słysząc nad sobą czyjś głos. Zajrzała przez ramię, marszcząc brwi na widok jakiegoś mężczyzny, którego wydawało jej się, że kojarzyła, ale nie potrafiła powiedzieć skąd. Ktoś ze Słońc, Przymierza? Sposób noszenia wskazywał militarne podłoże, ale coś nie tak dzwoniło jej w tym kościele. Dopiero po kilku dobrych sekundach konsternacja z jej twarzy zniknęła, zastąpiona szerokim uśmiechem, gdy rozpoznała w twarzy jegomościa duch przeszłości.

Ciebie się tutaj nie spodziewałam — odparła, przyglądając się Markowi. Zmienił się praktycznie nie do poznania. Jeszcze przecież po akademii, gdy zdarzało im się spotykać podczas szkolenia w Przymierzu, przypominał patyczaka. A potem Mila... odeszła przymusowo, jak czasami mówiła na swoją dyscyplinarkę i kontakt urwał się między nimi nagle, jakby dzielny żołnierz ludzkości nie chciał utrzymywać kontaktu z zakałami wojska.

Gdzieś w środku poczuła ukłucie spowodowane nagłym powrotem wspomnień, z którymi technicznie poradziła sobie przez te lata. Była w końcu terapia, kochająca rodzina... a jednak niemiłe uczucie zagnieździło się w jej sercu. — Siedemnaście — poprawiła go mimowolnie, sama dziwiąc się, że dokładnie pamięta rok zamknięcia akademii. — I bardzo mi miło, że specjalnie chcesz mi wręczyć zaproszenie. Każda okazja do opicia tej porażki jest dobra.

Uśmiechnęła się,wyrzucając puste opakowanie po jedzeniu do pobliskiego kosza i przecierając dłonie. Zerknęła zaraz po tym na terminal, czując coraz mocniejszy impuls zakupienia chomika. — Och, świetnie. Mam zniżki w każdym barze na Cytadeli, a do tego grube ryby płacą grubą kasę, żeby przewieźć ich z jednego bezpiecznego miejsca do drugiego. Żyć nie umierać. Mogłabym tak całe życie — odparła na jego pytanie, walcząc sama ze sobą nad kupnem zwierzaka. W końcu nie wytrzymała i złożyła zamówienie. Raz się żyje, czy coś.

A co u ciebie? Nadal kisisz się w Przymierzu? — zapytała lekkim tonem, odwzajemniając spojrzenie. Właściwie, dlaczego przestał pisać? Mili wydawalo się, że po odejściu z wojska próbowała się kilka razy kontaktować z Hunterem, bez skutku. Nie rzucała jednak na start wyrzutami.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 83
Posty fabularne: 63
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 2.800
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Promenada

10 sty 2022, o 20:19

Lata, które dzieliły ich od wspólnej nauki w przeklętej akademii wydawały się grubą kreską oddzielać ich przeszłość od teraźniejszości. Nie wiedziała, w jaki sposób Hunter radził sobie z traumatycznymi wspomnieniami - nigdy nie podzielił się z nią informacją o swojej terapii, ale podejrzewać mogła, że na wsparcie kochającej rodziny nie miał co liczyć. W Przymierzu odnalazł to, czego wtedy mu brakowało - kierunek, stabilność, dach nad głową i pożywne jedzenie w talerzu. Choć wystarczyło to by trzymać młodego chłopaka w wojsku samą wdzięcznością za niepozostawienie go samemu na tym świecie i jko taką opiekę, z pewnością nie mogło wzbudzić na tyle silnego patriotyzmu by wyłącznie z tego powodu wciąż tam pozostał.
Machnął lekko ręką na swój błąd, choć jego twarz wyrażała lekkie zaskoczenie.
- Cholera, jak ten czas leci - westchnął, z wzrokiem chwilowo utkwionym w bliżej nieokreślonym punkcie przestrzeni, gdy umysł podążył ku wspomnieniom - podobnie jak jej. Ich młodość niekoniecznie była czymś, co ze wzruszeniem będą wspominać na starość, opowiadając czasy nastoletniego szaleństwa wnukom, czy zapijaczonym emerytom w barze dla weteranów. Niemniej, stanowiły nieodłączny element tego, kim byli teraz.
A zarazem punkt zaczepienia, dzięki któremu w ogóle teraz prowadzili ze sobą konwersację.
- Brzmi jak godne życie i spokojna emeryturka - zauważył z rozbawieniem, w pełni świadom tego, że w ich fachu, nawet jeśli operowali pod innymi flagami, emerytura lubiła bywać przedwczesna. - Słyszałem, że założyłaś firmę. R&C Security Services, brzmi profesjonalnie.
Uśmiechnął się w jej stronę znacząco, ale mogła dostrzec, co czaiło się pod jego komplementami. To, w jakim miejscu była teraz, zawdzięczała swojemu powrotowi do względnej normalności po traumatycznych doświadczeniach akademii. Niewiele osób potrafiło zostawić Skok Zero za sobą i ruszyć dalej, rozwijając się zawodowo, oraz osobiście. Choć nie utrzymywała stałego kontaktu z innymi studentami, co jakiś czas mogły obijać jej się o uszy historie tego, w jaki sposób potoczyły się ich życia. Nieraz były to historie z zakończeniem dość pesymistycznym. Na tle wszystkich złamanych przez turiańską rękę, była historią czystego sukcesu, osiągniętego nie dzięki prestiżowej akademii, a pomimo.
Twarz Marka nie zdradzała emocji, których nie chciał po sobie pokazywać. Wspomnienia, które ich łączyły, dla niego również były przykre, ale podobnie jak ona nie wplatał negatywnych zdań w ich konwersację. Obserwował, jak z trudem podejmowała decyzję dotyczącą chomika, z kącikiem ust stale uniesionym w górę.
Nie wiedziała, dlaczego po kilku latach mężczyzna przestał się odzywać. Stało się to z pewnością nim została najemnikiem Błękitnych Słońc, więc najprostsza wizja jej "zejścia na złą drogę" nie wchodziła do końca w grę. Nie było też konkretnego dnia, w którym wiadomości nagle przestały przychodzić - po prostu stawały się coraz rzadsze, coraz bardziej lakonicznie, by urwać w momencie, który nie wydawał się w żaden sposób logiczny, ale którego można było się odrobinę spodziewać. Nie pasowało to do charakteru młodego chłopaka. Nigdy nie traktował swoich przyjaciół jako chodzącego przypomnienia o horrorach, których doznał, ale też rzadko kiedy pokazywał po sobie to, co czuło każde z nich. Gdy spędzali czas w akademii, czasem śmiał się, że Račan wchłonęła jego buntowniczy temperament, pozostawiając mu pozorowany spokój, którego często miał za ich dwoje.
- Stare śmieci, stara wypłata - rzucił, rozkładając lekko ręce na boki. - Teraz jestem na przepustce.
Choć jego słowa brzmiały lekko, starając się przekonać słuchającego o tym, że faktycznie nie było o czym rozmawiać, wyczuła jego lekkie zbicie tematu. Zdanie brzmiało dość wymijająco. Świadomość tego, jak negatywne bywały łączące ich wspomnienia, starał się rekompensować humorem, jak gdyby pomiędzy nimi nie znajdował się ten zawieszony w powietrzu, oczywisty fakt.
- Może skoczymy coś zjeść? Nadrobimy, zrobimy sobie edycję "Gdzie wszyscy są teraz" jak na studentów przystało - zasugerował, unosząc lekko brew w górę gdy znów jego wzrok natrafił na reklamę chomika. - Chomika wolałbym nie jeść. Gubię się, co tu sprzedaje jedzenie żywe, a co ugotowane.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Promenada

10 sty 2022, o 23:11

To nieźle bawicie się w tym Przymierzu, skoro tyle lat zgubiłeś — rzuciła żartem, kończąc finalizację zakupu. Właściwie jeżeli się zastanowić, to sporo osób, biotyków z akademii poszło do Przymierza, o ile się nie stoczyło. Po zamknięciu projektu większość nie wiedziała, co zrobić ze swoimi nowymi umiejętnościami; zostali rzuceni na głęboką wodę bez wsparcia i chcąc nie chcąc musieli nauczyć się pływać sami, albo przyjąć jedną z niewielu pomocnych dłoni jakim było wojsko. Ba, Mila przecież sama miała nieświadomie wpojone poczucie, że jakoś musi wykorzystać swoje zdolności w bojowy sposób. Czy jeśli nikt nie zainteresowałby się nią w wieku dziecięcym, to byłaby teraz jakimś inżynierem, lekarzem, a może siedziałaby całe życie pod Splitem, pomagając w rodzinnym interesie?

Wiesz, że mam nadmiar energii. Prędzej bym skoczyła z klifu, niż przeszła na emeryturę. A firma... jest, istnieje. I owszem, brzmi profesjonalnie — powiedziała, także się uśmiechając i pocierając kark. Technicznie biznes istniał, był zarejestrowany i aktualnie wszędzie się z nim obnosili, ale połowę ich zleceń przyjmowali bez tej przysłowiowej fakturki. Z nią to chyba byłoby pranie brudnych pieniędzy, a przecież zarówno ona, jak i Crassus byli porządnymi obywatelami!

Gdzieś w międzyczasie zaczęła się także zastanawiać, co mogło być powodem urwania kontaktu. W pierwszej chwili faktycznie mogła podejrzewać, że stało się to wraz z kolejnymi jej przebojami w Przymierzu, aż do feralnej misji... ale kontakt urwał się całkowicie jeszcze przed nią. Powoli więc zaczęła wykluczać wpływy własnych czynów w armii, myśląc nad prawdziwym powodem. Jeszcze przed końcem ich rozdziału w szkole byli całkiem blisko ze sobą, a przecież jej charakter wcale się nie zmienił przez lata. Zawsze pierwsza do bójki, pyskowania i stawania okoniem. Hunter także się nie zmienił zbytnio w tamtym okresie... zwykłe znudzenie?

Milę przeszło uczucie irytacji, że zdążyła zapomnieć o olaniu jej przez przyjaciela, a ten ponownie pojawił się w jej życiu, jeszcze przynosząc nieprzyjemne wspomnienia. Kobieta może i odniosła jakiś sukces, ale jej same wspomnienia nie były lepsze i także odbijały się echem w głowie.

Powinieneś pomyśleć o zmianie zawodu. Zleceń nie brak w Terminusie, a ktoś z twoim doświadczeniem byłby dobrym narybkiem. Mogłabym ci nawet pomóc w przesiewaniu kompletnego gówna dla amatorów — podpowiedziała, mając świadomość tego, że na tym etapie Przymierze było dla niego już rodziną, zaś ta prawdziwa z tego co pamiętała, nie była zbyt przyjaźnie doń nastawiona. Było też coś w jego słowach, co zabrzmiało tak, jakby omijał temat.

Na wieść o zjedzeniu czegoś, najemniczka ponownie wyszczerzyła się, po czym rozglądnęła po okolicy. — Z chęcią. Nie wiem, co ty robisz w tym mieście, ale ja tutaj jestem na wakacjach. O, to kolejny plus. Nie wydzielają ci czasu wolnego, sam go sobie ustalasz. Właśnie, wakacje. Chodziło mi o to, że możemy po prostu pójść do jakiegoś baru. Sprzedadzą pewnie lepsze żarcie niż to w budkach przy zoologicznych, a przy okazji się napijemy jak... ludzie — zmieszała się przy ostatnim słowie. Chciała powiedzieć za starych dobrych czasów, ale nie przypominała sobie, aby zbyt często wychodziła z Markiem gdziekolwiek. Poza tym to byłoby nietaktowne.

Znam parę miejsc, zdążyłam je obskoczyć. A jak nie, to możesz ty coś zaproponować.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 83
Posty fabularne: 63
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 10:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 2.800
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Promenada

10 sty 2022, o 23:39

Dotarli do takiego punktu w swoim życiu, że samo istnienie czegokolwiek, co człowiek zbudował własnymi rękami, było osiągnięciem dla biotyków z taką przeszłością. Mężczyzna nie wycofał swojego uznania, nawet gdy Mila nieco machnęła na to ręką, dystansując się od skali komplementu, jaki jej sprawił. Być może spędził więcej czasu w kontakcie z innymi. Wiedziała, że jako jeden z niewielu starał się to robić, okazjonalnie wspominając jej w wiadomościach o tym jak sobie radzili, jeszcze kiedy między nimi istniała konwersacja. Nie wszyscy byli do tego pozytywnie nastawieni, ale Hunter najwyraźniej nie przejmował się tym, jakie koszmarne wspomnienia przywoływał zwykłym nawiązaniem kontaktu.
Samo wspomnienie zleceń w Terminusie sprawiło, że westchnął lekko, bez przekonania, nie próbując ukryć swojej reakcji. Nie mogła mu się dziwić - mało który wojak spoglądał na najemnicze zawody widząc w nich godny zarobek. Wojak, który Przymierzu poświęcił większość swojego życia, prawdopodobnie nie dałby się do takiego fachu zaciągnąć choćby oferowali pięciokrotną ilość kredytów. W tej kwestii Mark nie różnił się zbyt mocno od reszty.
- Jeśli któregoś dnia najdzie mnie ochota na eskortowanie zapijaczonych baronów narkotykowych Terminusa, na pewno dam ci znać - odrzucił rozbawiony, z powrotem wsuwając dłonie do kieszeni kurtki. - Albo lepiej, turian. Ich wspominam najlepiej.
Pozwolił ironii sączyć się między jego słowami bez skrępowania. Niechęć do Hierarchii również bywała powszechna w Przymierzu, szczególnie pośród osobników pamiętających Wojnę Pierwszego Kontaktu. Zresztą, spora ilość turiańskich generałów nadal krzywo patrzyła na niebezpiecznie szybko rozwijający się gatunek ludzki. Niechęć biotyka, w przeciwieństwie do tamtej, miała przynajmniej podstawę, którą ciężko było zrzucić na karb ignorancji czy ksenofobii.
- Bez obrazy dla partnera - dodał, wysuwając ręce z kieszeni tylko po to, by unieść je w obronnym geście.
Jej współpraca z Curio była dość oczywistym wskaźnikiem tego, że po jej niechęci albo nie zostało już śladu, albo ograniczyła się do niektórych osobników, uwalniając ją od przynajmniej jednego demona przeszłości wiszącego nad jej głową.
- Hej, przepustka to też wakacje. Co jest lepszego od wypoczynku, który w każdej chwili jakiś cwel z generalicji może ci przerwać, wzywając do zdjęcia kota z drzewa? - uśmiechnął się pod nosem, odklejając od blatu, o który wcześniej bokiem stał oparty. Odsunął się dalej, robiąc jej przejście i skinął ręką w stronę Promenady. - Prowadź, szefowo. Ja tu prawie nic nie znam, jestem pierwszy raz.
Wiedząc, że i tak chciała niektóre miejsca zobaczyć, nie musiał sięgać do omni-klucza w poszukiwaniu jakichś propozycji. Zamiast tego ruszył wraz z nią deptakiem, który prowadził do najbliższego lądowiska skycarów - lub, jeśli poprowadziła ich gdzie indziej, głąb w dzielnicę, w której się znajdowali. Nos Astra oferowała życie nocne, któremu ciężko było dorównać, co dobrze pokazywała ilość pałętających się wokół turystów. Wydawało się, że im głębszy stawał się purpurowy kolor popołudniowego nieba, tym więcej ludzi wychodziło na zewnątrz, zaintrygowane świetlistymi atrakcjami i muzyką wydobywającą się z okolicznych klubów.
- Myślisz, że zniżka na celebrytę zadziała? To dobre kryterium doboru miejsca - zażartował, odsuwając się nieco od niej gdy para nieświadomych otoczenia asari wpadła pomiędzy nich przy akompaniamencie żywej konwersacji. Zaraz potem dorównał jej kroku, ruszając w miejsce, które wskazała.

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9869
Posty fabularne: 404
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia strona

Powrót do Nos Astra

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron