Stolica, skolonizowanego przez asari, Illium. Nowoprzybyłym jawi się jako piękne, niekiedy doskonałe miasto, co często potrafi zmylić - tutejsi mówią, że Nos Astra potrafi być równie zdradliwe i niebezpieczne, co Omega. Często porównywane jest do Noverii przez swoje zaangażowanie w politykę handlu.

Re: Punkt handlowy

1 sty 2014, o 16:52

- Jedyne co mnie interesuje to artefakt, który trzyma asari - właściciel Windykatora widocznie tracił cierpliwość, lufa jego broni została bowiem wycelowana w kierunku stojącej przed nim dwójki biotyków. - Macie ostatnią szansę zanim rozsmaruje waszą trójkę po całej wystawie.
Ezra mógł tylko zauważyć jak Victor wciąż znajdując się na ziemi, zaczyna wycofywać się w kierunku kąta pomieszczenia. Cała trójka turian po przeciwnej stronie zdołała natomiast poradzić sobie z problemem schodów. Dopiero teraz dało się zauważyć, że podobnie jak pierwszy, reszta również była wyposażona w Falangi.
- Interesuje nas tylko artefakt, strzelanina w miejscu aukcji nie jest nam na rękę, ale jeśli będzie trzeba nie zawahamy się użyć siły - człowiek nadal próbował rozwiązać problem w pokojowy sposób. - Daję wam dokładnie pięć sekund na rzucenie na ziemie eksponatu oraz waszej broni, jeśli się nie podporządkujecie, otworzymy ogień.
Mieli tyle szczęścia, że trafili na profesjonalistę, a nie jakiegoś podrzędnego najemnika, który zamiast rozmowy, od razu wdusiłby spust do oporu. To dawało jakąś szansę na uratowanie tej sytuacji. Trudno było jednak spodziewać się wiele, ostatecznie wpakowali się w górę łajna sięgającą grubo ponad pas. Samo ujście z życiem mogłoby zostać więc uznane za niemały sukces.
Niestety wtedy pojawiła się kolejna komplikacja. Ezra kątem oka dostrzegł tylko charakterystyczne, błękitne światło bijące od stojącej obok niego asari. Nie potrzeba było geniusza żeby szybko dojść do wniosku, że biotyka nie wskazywała na chęć Elesii do rozstania się z manuskryptem.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

1 sty 2014, o 23:13

- Ludzie. - Mruknął do siebie, kontemplując w locie słowa strażnika. Nie rozumiał, jak można nie skorzystać z takiej opcji i przy odpowiedniej organizacji uniknąć dość niemiłych konsekwencji. Nabrał ochoty na klasyczne przyłożenie dłoni do czoła, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Jednocześnie miał ochotę zaśmiać się głośno na fakt rozsmarowania jego lub asari po ścianach. Chyba nie wiedział, że właśnie odgrażał się biotykom. Uściślając całą sprawę: fanatycznej biotyczce, która nie odda tego, po co przybyła. To zachowanie również pohamował. Nie potrzebował zbędnej farsy, będąc wystarczająco pewnym, że Elesia się nie podda, a Ezra, praktycznie rzecz biorąc, nie miał żadnego wyboru.
Jedno spojrzenie na Victora wystarczyło, by mieć świadomość jeszcze bardziej osłabionej pozycji. Na placu boju został sam w towarzystwie asari i nie znając jej wszystkich możliwości, mógł liczyć tylko na siebie.
Drugie spojrzenie w stronę Elesii dało ostateczną pewność, że ta farsa skończy się w jeden możliwy sposób. Niemniej zamierzał improwizować i dać jej te kilka sekund na wyprowadzenie wystarczająco potężnego ataku. Miała Adepta i biotykę, o której sile przekonał się dzień wcześniej. To powinno coś zdziałać.
- Nie wydaje mi się, aby ona - tu kiwnął głową na połyskującą błękitem asari - dała się tak łatwo przekonać. Śmiem zasugerować stwierdzenie, że... toczysz walkę z wiatrakami, chyba tak mówią ludzie. - Westchnął, przesuwając dłoń w stronę broni w taki sposób, by nie stanowiło to dużego afrontu i nie zmusiło strażnika do otwarcia ognia. Zaczął też przesuwać się bliżej gabloty, chcąc się skryć za nią w razie ewentualnych strzałów.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

4 sty 2014, o 22:07

- Strzał z Windykatora w Ezrę (Ochroniarz 4)
[50 + 20 + 10 za bliską odległość]
[80]
Peter King wylosował/a 4d100:
65, 83, 22, 63
3 sukcesy
Obrażenia:
[60 + 10% = 66]
[66 * 9 = 594]
[594 / 4 = 148]
[148 * 3 sukcesy]
444

- Atak odkształceniem turianina 1 (Elesia)
Obrażenia: 300

- Strzał z Adepta w turianina 1 (Elesia)
[50 + 2 + 10 za odległość]
[62]
Obrażenia:
[62% z 370]
229

- Strzał z Falangi w Elesię (Turianin 1)
[50 + 25 + 5 za odległość]
[80]
Peter King wylosował/a 1d100:
72
Trafienie
Obrażenia: 115

- Strzał z Falangi w Ezrę (Turianin 2)
[50 + 25 + 5 za odległość]
[80]
Peter King wylosował/a 1d100:
4
Trafienie
Obrażenia: 115

- Strzał z Falangi w Elesię (Turianin 3)
[50 + 25 + 5 za odległość]
[80]
Peter King wylosował/a 1d100:
53
Trafienie
Obrażenia: 115
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

4 sty 2014, o 22:13

Widok Ezry choćby ruszającego ręką gdziekolwiek w pobliżu jego broni był wszystkim co wystarczyło, by rozpętać w ośrodku aukcyjnym istne piekło. Wszystkie próby dyplomacji, jakkolwiek nieudolne w wykonaniu adepta zmieniły się w jedną wielką stratę czasu.
Właściciel Windykatora okazał się być nawet szybszy niż sama asari, posyłając serię skierowaną w kierunku chłopaka.
- Uważajcie na kobietę, przedmiot ma być w jednym kawałku - warknął jeszcze przez cały korytarz, kiedy zamek w jego broni przestał pracować.
Krótka chwila ciszy, która błyskawicznie została przerwana przez odpowiedź samej asari. Wykorzystując energię biotyczną, którą tak długo emanowała w pierwszej kolejności posłała w stronę jednego z turian odkształcenie, by następnie płynnym ruchem dobyć swoją strzelbę, ponownie znacząco obniżając tarcze chroniące jednego z trójki ochroniarzy.
Odpowiedź na atak była bardziej niż przewidywalna. Pociski z trzymanych przez nich Falang od razu pomknęły w kierunku Elesii i Ezry.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nim chłopak w ogóle zareagował i wreszcie rzucił za jeden z filarów, kilka pocisków nie omieszkało odpić się od jego osłon. Ze swojej pozycji ponownie dostrzegł Victora, który po prostu skulił się w kącie, chowając głowę między kolana i jakby dla pewności przykrywając rękami. Zupełnie jakby to mogło mu w jakikolwiek sposób pomóc.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

5 sty 2014, o 12:58

Seria strzałów w jego stronę zdawała się być czymś oczywistym. Człowiekowi zależało na artefakcie, więc Ezra automatycznie był pierwszym, którego trzeba było wyeliminować. Jednocześnie dawało mu to pewnego rodzaju przeświadczenie, że kule Windykatora będą skierowane tylko i wyłącznie w jego stronę. Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. Mimo oczywistej przewagi opancerzonego i lepiej uzbrojonego przeciwnika toczył walkę jeden na jednego. Z drugiej strony nie posiadał jakiejś taktycznej przewagi, która pozwoliłaby mu odnieść zwycięstwo. Niemniej i tak uważał, że nie wszystko było skazane na porażkę.
Znalazłszy się za swoją osłoną, pierwszym co zrobił było odczekanie tych kilku chwil, by jego bariery kinetyczne mogły się zregenerować. Wszystkie otrzymane strzały wprawdzie jej nie zniszczyły do końca, ale był pewien, że niewiele brakowało, aby utracić je na dobre. Dlatego też postarał się zająć za gablotą taką pozycję, która zapewni Crane'owi wystarczająco dużo czasu, by odzyskać tarcze. Nie wiedział, jak cenne były pozostałe eksponaty, ale liczył, że ich wartość stanowił naprawdę pokaźny przelew, by nie narażać ich na zniszczenie. W międzyczasie zaczął ostrożnie rozglądać się za jakimiś dodatkowymi atutami, które mógł nieść korytarz. Ironiczne, ale to właśnie tak niepozorne miejsca mogły dać największe możliwości. Pozostawała jeszcze sprawa wykorzystania tego wszystkiego, ale na to też przyjdzie czas.
Kiedy upewnił się, że tarcze odzyskały swoją maksymalną moc, pozwolił swojemu ciało rozjarzyć się błękitną poświatą. Poruszając kolejnymi mięśniami czuł przepływające impulsy elektryczne, aż w końcu dotarł do momentu, w którym mógł uderzyć. Zbierając moc w prawej dłoni skupił wzrok na właścicielu Windykatora, po czym posłał w jego stronę Odkształcenie. Nie obserwował toru lotu uderzenia, chcąc zająć odrobinę wygodniejszą pozycję.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

6 sty 2014, o 16:28

Atak odkształceniem ochroniarza (Ezra)
Obrażenia: 300

Atak odkształceniem turianina (Elesia)
Obrażenia: 300

Wybuch biotyczny - turianie (Elesia)
[100 + 25 * (3 + 3)]
Obrażenia: 250

Wybuch biotyczny - człowiek (Elesia)
[100 + 25 * (3 + 3)]
Obrażenia: 250

Trudno było określić jakich konkretnie atutów szukał Ezra. Zresztą niezależnie od konkretów nie sposób było doszukać się tu czegokolwiek. Ot zwykły szary, prost korytarz z rozmieszczonymi podestami na antyki. Nawet wentylacja była ledwo zauważalna. Ciągnąca się w każdym z rogów szeroka na może 5 centymetrów kratka, w którą trudno byłoby nawet wsadzić rękę.
Fakt, ochroniarze nie mieli zamiaru strzelać do kogoś kto kryje się za jednym z drogocennych artefaktów, równie dobrze mogli tu jednak po prostu zaczekać na jakieś posiłki. Tylko ktoś bardzo, bardzo naiwny mógł spodziewać się, że ledwie czteroosobowa grupa miała zajmować się ochroną wartych kilka milionów kredytów eksponatów. Słowem - czas nie grał na korzyść Ezry. Szczęście w nieszczęściu stał po tej samej stronie co ktoś pokroju Elesii i trzeba przyznać, że asari nie wyglądała na przejętą całą sytuacją. Jeśli już to na mocno poirytowaną. W momencie kiedy Crane postanowił wreszcie przejść do ataku, ona uczyniła dokładnie to samo, kopiując jego ruch. Różnicą pozostawał tylko kierunek, jej celem byli bowiem turianie. W momencie trafienia przez obie błękitne sfery, biotyczka wykonała tylko kolejny zgrabny piruet, by następnie rozłożyć ręce na boki. Dwie kolejne moce pomknęły w kierunku poddanych morderczemu działaniu odkształcenia nieszczęśnikom. Tym razem były to rzuty i miały tylko jeden jedyny cel. W momencie nałożenia się obu efektów, wszystko zwieńczyła widowiskowa eksplozja, która przykryła wnętrze odcieniami błękitu. Moc detonacji nie była dostateczna, by zlikwidować całkowicie zagrożenie płynące ze strony ochroniarzy, ale zaskoczeni obrotem sprawy, byli bardziej zajęci szukaniem ochrony, niż atakowaniem. Elesia nie miała jednak zamiaru czekać i nim w ogóle Ezra zdołał opanować irytujące piszczenie w uszach, biegła już w kierunku turian, płynnym slalomem między gablotami, zapewniając sobie w razie czego doskonałą ochronę. Chłopak dopiero teraz mógł dostrzec, że wokół jej prawego nadgarstka ukształtował się omni-klucz, a wraz z nim charakterystyczne, pomarańczowe ostrze. Próbowała się przebić na powierzchnię?
Widać losy złodziejki nie interesowały jej tak bardzo jak odzyskanego artefaktu.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

7 sty 2014, o 17:03

Obserwacje korytarza zdały się na nic, więc równie dobrze mógł gapić się w którąś z gablot. Zauważenie tych drobnych różnic nie pomogło, dlatego też skupił się na Elesii. Czuł się tak, jakby czytała mu w myślach. Wybrali jedynie inne cele i właściwie nie wiedział, czy to było dobre posunięcie. Ściągnął na siebie uwagę strażnika, dając asari czas na działanie, jednak ona atakowała w drugą stronę. Z całą pewnością chciała wydostać się z tego miejsca, a on mógł jej tylko pomóc. Jeśli to, co zamierzał zrobić, można było nazwać pomocą.
Ignorując irytujący odgłos biotycznych uderzeń, pozwolił swojej własnej mocy zafalować wokół ciała, po czym wychylił się ze swojej kryjówki, aby wystrzelić Odkształceniem w strażnika trzymającego się od Elesii najdalej. Dzięki temu mógł go zdekoncentrować na te cenne ułamki sekundy, w których asari zadałby swój śmiertelny cios omni-kluczem. Zaraz też przebiegł za gablotę znajdującą się bliżej wyjścia z korytarza, by zebrać moc w prawej dłonie i wykonać jeden, celny Rzut w tego samego strażnika, co poprzednio. W duchu liczył, że wybuch biotyki, jakiego oczekiwał, nie przeszkodzi Elesii w dokończeniu roboty. Pozostało mu już tylko dołączyć do asari i tak też rzucił się na obrany cel, kumulując w rękach wystarczająco dużo mocy, by rozsadzić ją w momencie kontaktu z pancerzem przeciwnika. Nie chciał też oślepnąć od biotycznych wybuchów i w chwili uderzenia zacisnął powieki, by po wszystkim otworzyć oczy i szybko odnaleźć się w zaistniałej sytuacji, a mianowicie: podążyć za Elesią.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

9 sty 2014, o 00:10

Asari w mgnieniu oka zmieniła pozornie przegraną walkę w najzwyczajniejszą egzekucję. Ezra w istocie pomagał, ale nawet on sam widząc zabójczą precyzję i skuteczność, którymi porażał każdy jej ruch, był niemal pewien, że koniec końców, był ledwie elementem tła. Oto co potrafi uczynić rozwinięta biotyka, wzbogacona o lata doświadczenia. Sam nie posiadał żadnej z tych rzeczy, przynajmniej na razie, ale jeśli poznanie kobiety pozwoliło mu stwierdzić cokolwiek, to właśnie fakt, że zdobycie ich leży w jego najlepszym interesie.
Wpierw musiał jednak wydostać się z tego miejsca. Na szczęście i tu mógł polegać na asari, która torowała mu drogę przez trójkę turian, skutecznie wykorzystując fakt, że poza tarczami nie posiadają praktycznie żadnej ochrony. Omni-ostrze rozrywało materiał ubrań i pancerze chroniące przedstawicieli tej rasy, jakby obojętne na ich wytrzymałość. Chwilę później, na placu boju pozostał już tylko jeden z nich. Zdruzgotane morale pozwoliło mu tylko uskoczyć w bok i ukryć za najbliższym regałem. Nie była to jednak próba zapewnienia sobie ochrony w celu kontynuowania walki. On po prostu chciał się schować, uciec. Nie interesował go w tej chwili artefakt, a po prostu jego własne życie.
Elesia dosłownie wystrzeliła w kierunku szczytu schodów, zostawiając w tyle tak Ezrę jak i Victora. Chłopak ciągle ją widział, ale jej tempo pozwalało mu stwierdzić, że lada moment straci towarzyszkę z pola widzenia. Problem polegał na tym, że dotrzymanie kobiecie kroku, oznaczało pozostawienie Drummonda w tyle. Pogarda jaką go darzył nie usprawiedliwiała natomiast faktu porzucenia człowieka na pastwę ochroniarzy. Szczególnie, że bez niego nigdy nie znaleźliby się w tym miejscu.
Crane posłał jeszcze jedno spojrzenie w kierunku asari, która osiągnęła już szczyt schodów. Ta jakby instynktownie obróciła głowę i przez krótką chwilę patrzyli sobie w oczy. Nawet z takiej odległości Ezra mógł z nich wyczytać, że coś jest nie tak. Zdążył już zauważyć jak zmienny potrafił być jej nastrój, ale wyrazu tak czystego obłędu nigdy by się po niej nie spodziewał. Tym mocniej czuł, że musi coś zrobić by jej pomóc. Postać Victora uczyniła z pozornie łatwej decyzji, nie tak do końca oczywisty wybór. Nie chodziło już nawet o niewypowiedzianą dawkę cierpienia, którą z pewnością by mu zaaplikowali. Przecież on znał tożsamości ich oraz pozostałych współpracowników Ezry. Zostawiając go za sobą mógł więc sprowadzić kłopoty na swoich towarzyszy, a to nie byłoby zbyt rozsądne posunięcie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

9 sty 2014, o 16:36

Szybkość działań asari była dla Ezry nie do pojęcia. Ledwie dostrzegł jeden z jej ataków, a ta wykonywała kolejny druzgocący cios. Nie wątpił ani przez chwilę, że jego "pomoc" była znacząca. Przynajmniej próbował i właśnie to mógł uważać za swój częściowy sukces. Nie musiał nawet zajmować się znaczącą koncentracją nad biotyczną siłą Elesii, kiedy ona już wszystko skończyła i skoczyła ku schodom. Niemniej zdziwił się, widząc jej spojrzenie. Dla młodego Elijaha wyglądała w tej chwili wyjątkowo jednoznacznie - biotyczna wariatka, ale tę myśl odpędził w zakamarki własnego umysłu. Nie musiała wiedzieć, co o niej myślał.
- Artefakt powinien być już bezpieczny, trzeba jeszcze załatwić jedną sprawę. - Mówiąc to, kiwnął głową w stronę Victora, dając wyraźnie do zrozumienia, co ma na myśli. Zwrócił się w kierunku mężczyzny i powoli wykonał krok ku niemu.
- Mogę go nie lubić, ale to on nas tu zaprowadził i zasługuje przynajmniej na wyprowadzenie go stąd żywego - mówił, rozglądając się za ostatnim strażnikiem. Ciało Crane'a zaczęło jarzyć się biotyką gotowe do wyprowadzenia jakiegokolwiek ataku. Mógł wprawdzie dobiec do Victora, ale nie miał pojęcia, jak ochronić kogoś innego poza sobą.
Zmierzając w stronę mężczyzny liczył, że Elesia chociaż częściowo podzieli jego zdanie i da mu wystarczająco czasu, aby wyprowadzić Drummonda przytomnego. Starał się patrzeć tylko w jego stronę, ale musiał być czujny i ciągle rozglądał się za atakiem.
- Victor, nie ruszaj się jeszcze przez chwilę - powiedział głośniej. - Nic ci nie będzie. - Dodał, chociaż wątpił, by to coś mogło zdziałać. Nie miał doświadczenia w takich sytuacjach.
Będąc coraz bliżej swojego informatora stanął tak, by w razie czego mieć możliwość uchylenia się przed strzałami z Windykatora, jak i wykonać Odkształcenie prawą dłonią, po czym posłać Rzut lewą. Chciał tylko osiągnąć jakikolwiek wybuch biotyczny, który dałby mu wystarczająco dużo czasu na zaciągnięcie Victora za najbliższą gablotę. Później już tylko pozostawało go bezpiecznie wyprowadzić.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

19 sty 2014, o 14:03

W całym tym zamieszaniu Ezra popełnił spory błąd nie doceniając powagi sytuacji. Elesia, o ile sama nie została jeszcze całkowicie opętana przez dziwny trans, zdawała się nie interesować niczym innym poza wydostaniem na powierzchnie. Jego słowa, działania, czy wręcz to co miało stać się z Cranem i Victorem nie były dla niej w żaden sposób istotne. Fakt, że nie zwolniła choćby tempa tylko to podkreślił. Chłopaka widocznie też niezbyt interesował los mieszkańców Nos Astry obecnych właśnie w punkcie handlowym i to co mogłaby zrobić wyraźnie niepanująca nad sobą asari.
Zamiast tego postanowił pomóc informatorowi. Kolejna niezbyt przemyślana decyzja. Decydując się dotrzeć do Drummonda musiał pokonać długi korytarz i choć cały czas przemykał ostrożnie za gablotami z eksponatami, sam musiał zacząć się niepokoić nie widząc żadnej reakcji ze strony ochroniarza uzbrojonego w Windykatora. Przez chwilę zaczął się zastanawiać czy ten nie wrócił do pomieszczenia aukcyjnego, ale niemalże w tym samym momencie człowiek pojawił się mniej więcej na środku sali, posyłając w jego kierunku serię z karabinu. Gotowy do działania zareagował jednak w porę. Pociski minęły się w powietrzu z efektem odkształcenia. Trafiony ochroniarz padł na ziemię znowu znikając z pola widzenia adepta, co skutecznie uniemożliwiło mu zakończenie ataku rzutem. Zbyt skupiony na próbie odnalezienia celu i zakończeniu sprawy widowiskową eksplozją, przestał jednak zwracać uwagę na otoczenie.
Ból był tylko chwilowy, gdy został trafiony po raz pierwszy. Coś ciężkiego uderzyło w potylice z początku sprawiając, że powoli zaczął tracić grunt pod nogami, kiedy nieoczekiwany napastnik powtórzył swoje działanie jeszcze dwa razy, wszystko przykryła ciemność.

***

- Hej, ty - kolejne uderzenie, tym razem opancerzoną rękawicą prosto w twarz. W pierwszej kolejności poczuł tylko charakterystyczny, metaliczny smak własnej krwi, dopiero chwilę później uświadamiając sobie, że cała jego głowa zdaje się pulsować od bólu. - No nareszcie, zaczynałem się niecierpliwić.
Tym razem cios dosięgnął jego głowy z drugiej strony. Ezra instynktownie szarpnął całym ciałem, próbując się zasłonić. Wszystko tylko po to by zdać sobie sprawę, że jest przykuty do krzesła. Niewielki pokój, szare ściany, brak okien i mebli, poza oczywiście tym które obecnie zajmował oraz o dziwo bliźniaczego siedziska pod przeciwległą ścianą, w którym siedział Victor, również skrępowany.
- To był spory błąd - nawet pomimo hełmu kryjącego twarz, po samym głosie łatwo dało się stwierdzić, że jego oprawcą jest ten sam człowiek, który wcześniej strzelał do niego z Windykatora. Stał dokładnie między dwójką więźniów, ale niestety to Ezra znalazł się w centrum jego zainteresowania. - Wątpię żebyś zdołał kiedykolwiek uregulować rachunek za szkody, których nam przysporzyliście, ale może uda nam się dojść do jakiegoś porozumienia.
Ochroniarz uruchomił swój omni-klucz, po chwili nad jego przedramieniem pojawiło się okno dialogowe. Nawet pomimo sporej opuchlizny, które utworzyła się nad jego oczami w skutek tych wysublimowanych technik przesłuchania, mógł dostrzec fragment nagrania z niedawnej walki. Konkretnie zatrzymany moment, w którym doskonale widać twarz Elesii.
- Chcę wiedzieć o niej wszystko, szczególnie gdzie obecnie się znajduje.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

21 sty 2014, o 17:56

Odzyskiwanie świadomości ściśle wiązało się z bólem jaki odczuwała głowa Ezry. Pulsująca w skroniach krew była niezmiernie irytująca i niestety nie istniał żaden sposób, żeby pozbyć się tego uczucia. Mógł tylko czekać, aż wszystko samo ustąpi. Wszystko uzupełniał cichymi jęknięciami, by nagle wyrwać z gardła głośniejsze stęknięcie. Wtedy też w ustach poczuł znany smak metalu i natychmiast przypomniały mu się te złe chwile spędzone u lekarza. Próbował się szarpać, ale i tak nie wykonał zbyt wielkiego ruchu. Przykuty do krzesła otrzymał kolejny cios, wywołując jeszcze jedno szarpnięcie całkowicie uświadamiające mu jego przegraną pozycję. Nie było sensu panikować, dlatego też wziął ostrożny oddech i skupiając się na uspokojeniu skołatanych myśli oraz zerknięciu wokół siebie. Typowy odruch załapany w dzieciństwie.
Nie musiał specjalnie rozglądać się, by wiedzieć jak wyglądają tego typu pomieszczenia. Jedynie krzesło naprzeciw niego przykuło jego uwagę na dłużej. Victor mógł spanikować i wyśpiewać wszystko, co wiedział. Na to nie mógł pozwolić. Wysłuchując kolejnych słów mężczyzny próbował pochwycić spojrzenie swojego wspólnika i dać mu jakikolwiek znak, by siedział cicho. Ezra miał doskonały przedsmak jego słabej woli i jedynym wyjściem pozostawało wzięcie wszystkiego na siebie.
- Teraz chcesz się dogadywać - wymruczał chwilę po obejrzeniu nagrania z walki. Klatka ukazująca twarz Elesii dała mu do zrozumienia, że coś znowu było nie tak. - Widzisz - odezwał się głośniej, unosząc twarz tak, by spojrzeć mężczyźnie prosto w hełm - zwykle założyłbym nogę na nogę i poważnym tonem oświadczył, że nie bawię się w takie gierki - wygiął lekko usta, przypominając sobie u bólu. Tylko to trzymało go w jakichś ryzach. Nie chciał wkurzyć strażnika, gdyż pewnie próbowałby zrobić coś nieskutecznego swoją biotyką, a to byłby wyrok na jego osobę.
- Co możesz zaoferować mi w zamian, nie licząc kulki w łeb? - spytał spokojnie, wyczekując nadchodzącego ciosu. Strażnicy zwykle byli przewidywali. Brak finezji w torturach i zwykłe okładanie zatrzymanego mogły dać skutek tylko w przypadku kogoś naprawdę słabego na ból. Niemniej, gdyby miał możliwość uniknięcia ciosu przy pomocy swoich zdolności, zrobiłby to. Pozostawało pytanie: jak? Nie wiedział i urywając swój krótki myślowy wątek, skupił się całkowicie na przesłuchującym go mężczyźnie.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

22 sty 2014, o 12:24

Zachowanie Victora nie było dla Ezry żadnym zaskoczeniem. Niemal w momencie kiedy chłopak skończył mówić, informator do tej pory siedzący w całkowitym spokoju i przyglądający się przyczynie swojego obecnego predykamentu, w końcu nie wytrzymał.
- Po prostu powiedz mu wszystko co wiesz – wypowiedział o dziwo całkiem spokojnym i opanowanym głosem. – Albo jeszcze lepiej, po prostu wpakujcie temu idiocie kule w łeb i dajcie mi skontaktować się z kilkoma osobami, przed końcem dnia znajdę wam tą furiatkę.
Ochroniarz widocznie stracił nieco zainteresowanie Ezrą na rzecz propozycji Drummonda. Trzeba przyznać, że była dość nieoczekiwana, ale tak na dobrą sprawę w obecnej sytuacji to właśnie Victor miał większą szansę na odnalezienie Elesii. Sam Elijah nie mógł ukryć zdziwienia, uświadamiając sobie że pozornie całkowicie beznadziejne położenie może stać się jeszcze mniej ciekawe. Wciąż zamaskowany człowiek wyraźnie wolał jednak zbadać wszystkie możliwości, więc po przeprowadzeniu w myślach krótkiego bilansu, ponownie zwrócił się do adepta.
- Chyba naoglądałeś się za dużo filmów dzieciaku – wreszcie decydując się na zdjęcie hełmu, mężczyzna zaprezentował więźniom swoją twarz. Surowe rysy, czarne, krótko ścięte i przyprószone siwizną włosy, stanowiły tylko tło dla błękitnoszarych oczu. Słowem wyglądał jak typowy żołnierz, który pierwszą młodość ma już za sobą. Ezra mógł przyrzec, że w całym swoim życiu nie widział drugiego tak stereotypowego najemnika. Na szczęście w ten wzorzec wpisany był całkowity profesjonalizm, a nie bezmyślnie okładanie innych pięściami po głowach i choć to też znajdowało się w wachlarzu umiejętności nieznajomego, wyraźnie nie była to kwestia jego preferencji, a po prostu skuteczności tego typu działań.
- Nie mam zamiaru do ciebie strzelać, nie jesteśmy na Omedze – zdaje się całkowicie obojętny na aktualne zachowanie Ezry mężczyzna nie stracił panowania nad sobą choćby na moment. – Nie jestem też tu po to, żeby cokolwiek oferować.
To mówiąc sięgnął za plecy i po chwili w jego dłoni pojawił się Kat.
- Masz dwie możliwości. Osobiście doradzałbym pierwszą. Pokażesz nam gdzie znaleźć asari, odzyskamy naszą własność i pójdziesz w swoją stronę – uciął na chwilę i przeładował trzymany pistolet. – Druga wiąże się z twoim brakiem współpracy. Wtedy po prostu wpakuje ci kulę w łeb i przekażę odpowiednim osobom, którzy postarają się o to, że nikt już cię nie znajdzie. To jednak kłopot, którego wolałbym uniknąć.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

28 sty 2014, o 17:24

Crane z trudem powstrzymał zdziwienie wpływające na twarz w chwili usłyszenia słów Victora. Nie chciał zastygnąć w jakiejś komicznej minie, ale chyba się nie udało. Czuł dziwne drganie mięśni twarzy i nieopisaną chęć rzucenia w mężczyznę krzesłem. Oczywiście nie miał takiej możliwości, więc pozostało mu teatralne westchnienie i skupienie na nim zmrużonych oczu. Twarz wyrażała konkretne uczucia względem niego i nie zamierzał ich ukrywać.
- Odezwał się ten, który usłyszał jeden strzał i skulił się jak małe dziecko - wymruczał, na powrót skupiając uwagę na strażniku. - To też pewnego rodzaju umowa, nie sądzisz? Ale mniejsza z tym. Oferujesz więc moją wolność za wystawienie wam asari? - Powtórzył powoli jego słowa dość głośno z nadzieją, że ustanowione połączenie z Elesią wciąż działało. Spotkała go już wcześniej i zapewne zrozumiała taką zagrywkę, a jeśli nie to był pojawiał się straszny problem. Naprawdę liczył, że asari mu odpowie i pomoże. Jakaś zapłata za pomoc w końcu się należała, nawet jeśli miała nią być śmierć tego mężczyzny.
- Mogę przyjąć taką ofertę - dodał po chwili poświęconej na obmyślenie czegokolwiek. - Rozumiem, że on idzie z nami? - Kiwnął głową na Victora. - Załatwmy ostatni problem - sugestywnie poruszył ciałem, dając mu znak, by go uwolnił - i możemy iść.
Czekając na reakcję strażnika skupił się na wymyśleniu dobrego sposobu na ewakuację. Pokładanie nadziei w Elesii miało sens tylko, jeśli pojawi się tam, gdzie on powie i krótko mówiąc uratuje jego cztery litery. W drugim, jedynym przypadku musiał polegać na sobie i w porę zwiać, zanim ktokolwiek zorientuje się, że spotkanie nie wypaliło.
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

29 sty 2014, o 09:50

Uderzenie kolbą pistoletu w prawy policzek, które o czym był przekonany, doprowadziło do skruszenia przynajmniej kilku z jego trzonowców, było jasnym znakiem, że to nie miejsce na szczeniacką licytację z Victorem. Zdawało się jakby Ezra ku rosnącej irytacji najemnika nie brał tej sytuacji na poważnie. Człowiek w pierwszej kolejności wysłuchał reszty wypowiedzi chłopaka, uważnie analizując każde, wypowiedziane przez niego słowa, a kiedy ten skończył, potężnym kopniakiem wymierzonym w klatkę piersiową, posłał go na ziemię razem z krzesłem. Potrzebował tylko krótkiej chwili, by dopaść bezradnego adepta i ścisnąć jego gardło z dostatecznie dużą siłą, by znacząco utrudnić mu oddychanie, że już o mówieniu nie wspominając. Jakby chcąc wzbudzić jeszcze większy strach u Elijaha, przycisnął Kata do jego policzka. W połączeniu z już i tak sporą dawką bólu po poprzednim uderzeniu, ciężko było określić to przyjemnością.
- Nie mam w zwyczaju ufać ludziom, którzy w takich sytuacjach nie przejawiają choćby cienia strachu. Muszą być albo szaleni, albo podekscytowani jak dzieci jakimś pseudo inteligentnym planem ucieczki – zabawne, że nadal mówił tym samym zrównoważonym tonem, niczym robot, który właśnie realizuje jeden z wpisanych w jego oprogramowanie procesów. – Zanim więc coś strzeli ci do głowy, pamiętaj, że wystarczy jedna kula z tego cacka, żeby zmienić to co kryje się w tej twojej zakutej pale w kisiel. Rozumiemy się?
Na szczęście ku uciesze Ezry, który wciąż desperacko próbował łapać kolejne hausty powietrza, było to pytanie retoryczne. Oszczędziło mu to raczej żenującej próby poskładania jakiegoś werbalnego potwierdzenia.
Człowiek trwał tak jeszcze chwilę nim ostatecznie zwolnił żelazny uścisk. Zupełnie jakby chciał doprowadzić adepta do samej granicy, pozwalając mu zrozumieć co czeka go, jeśli nie wywiąże się ze swojej strony umowy. Wracając do tak komfortowego pionu, Ezra został jednocześnie wyswobodzony wyswobodzony z kajdanków. Odzyskanie swobody ruchu, nawet wciąż ograniczonej przez pomieszczenie i stojącego na wyciągnięcie ręki najemnika, było niebywale przyjemnym uczuciem.
- No więc, gdzie możemy znaleźć asari?
Spytał bez ogródek, widocznie nie będąc wielkim fanem ogólnie pojętej gry wstępnej, chyba że rolę tej miało pełnić wcześniejsze okładanie Ezry. Nie umknęło uwadze chłopaka praktycznie całkowite zignorowanie osoby Victora oraz to jak on sam praktycznie całkowicie umilkł widząc reakcję najemnika na wcześniejsze słowa adepta. To rodziło jedno zasadnicze pytanie – lepiej skupić się teraz na osobie informatora i prawdopodobnie zostać w nader bolesny sposób poinformowany o tym, że to nie jego zasrany interes, czy na próbie wymyślenia jak kupić sobie trochę czasu, być może zyskując dla siebie jakąś szansę na ucieczkę?

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Punkt handlowy

24 lut 2014, o 13:10

Cóż, bycie obitym w taki czy inny sposób nieszczególnie przypadło Ezrze do gustu, jednak starał się to dość godnie znosić. Nie miał w zwyczaju krzyczeć i błagać o litość. Nie potrafił zejść do tak niskiego upodlenia. Za to większość czasu powstrzymywał się przed spinanie mięśni. Zmiana pozycji na krześle tego nie ułatwiała i już czuł jak pierwiastek zaczyna uwalniać swoją moc. Całe szczęście, że nie doszło do jakichś zauważalnych zmian. Inaczej zapewne już leżałby martwy z pociskiem między oczami.
Niemniej próba oddychania, na swój sposób przerażająca, stanowiła kolejne ciekawe doświadczenie. Na pewno wyglądał na przestraszonego i zdesperowanego próbą uzyskania kolejnej porcji tlenu, jednak myśl mógł, co tylko chciał, chociaż i tak nie wygłaszał swojego zdania. Dopiero powrót do właściwego siadu otrzeźwił go nieco. Zniknięcie oporu na nadgarstkach przyniosło mu nieskrywaną ulgę. Wykonał kilka, niezbyt gwałtownych, ruchów, by rozluźnić mięśnie. Na sam koniec wstał i zrobił kilka kroków po pomieszczeniu. Dopiero teraz mógł działać.
- Skontaktuję się z asari i wyznaczę spotkanie w magazynie. - Uruchomił omni-klucz i aktywował program wysyłający wiadomości tekstowe. Wolał nie korzystać z przekazywania audio. Słowami mógł zawrzeć kilka sygnałów dla Elesii, że mogą być kłopoty, ale najważniejszym było poproszenie o spotkanie w magazynie. Tyle mógł zrobić. Wysławszy wiadomość wyłączył hologram.
- Powinna czekać na nas na miejscu - powiedział, zerkając na wyjście. - Zaprowadzę cię na miejsce i jestem wolny? - spytał.
Wyświetl wiadomość pozafabularną

Wyświetl uwagę administratora
ObrazekObrazek

Bonusy: +10% do obrażeń od mocy||
Ezra

Avatar użytkownika
 
Posty: 97
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 13 lis 2013, o 17:21
Miano: Elijah N. Crane
Wiek: 26
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Samozwańczy Agent
Kredyty: 3.425

Re: Punkt handlowy

10 gru 2014, o 16:11

The Red Waltz
sesja próbna
MG: Irene Dubois
Gracze: Zeto'Seya, Jaana Ritavuori, Pyrak


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Nieczęsto widywało się vorche na Illium. Żeby funkcjonować na tej planecie, wymagane było minimum umiejętności samodzielnego myślenia, a to wykluczało już większą część tej rasy. W punkcie ochrony Pyrak został jednak przepuszczony i uznany za członka tej niezwykłej mniejszości, którą można ze spokojem wypuścić na ulice Nos Astry. Owszem, ochroniarze przyglądali się mu, ale robili to z chłodną obojętnością, która nie była mocno irytująca.
Czymkolwiek nie chciał się tam zająć Pyrak – czy zakupami, czy po prostu spacerowaniem po Illium i odstresowywaniem ostatnich dni – nikt mu w tymi nie przeszkadzał. Kilka razy odezwała się do niego reklama, zaproponowała mu też coś asari o przenikliwie wysokim głosie, ale generalnie popołudnie płynęło powoli i spokojnie.
W pewnym momencie jednak rozbłysła kontrolka omni-klucza vorcha. Informacja o przychodzącej wiadomości wydała cichy dźwięk i pojawiła się na holograficznym wyświetlaczu. I nawet jeśli Pyrak spodziewał się, że ktoś się z nim teraz skontaktuje, tutaj nadawca był anonimowy. Nie tyle, że numer omni-klucza z którego przyszła wiadomość, był mu nieznany, on nawet nie istniał. Miejsce nad tekstem, w którym normalnie powinien się pojawić, tym razem było puste. Widniała tylko treść:
Cześć,
Co robisz? Mam 35 000 kredytów do oddania za przypilnowanie, żeby nic mi się nie stało. Nie chcesz mi pomóc?
Rose.

Kiedy rozejrzał się wokół, nie zobaczył nikogo, kto mógłby być potencjalnym nadawcą wiadomości. Z pewnością nie był to żaden z ochroniarzy, każdy kupujący był zajęty swoimi problemami, a sprzedawczynie asari tym bardziej. Nikt nie zwracał na niego uwagi bardziej, niż do tej pory. A enigmatyczna wiadomość jak się pojawiła na omni-kluczu, tak widniała nadal.
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
 
Posty: 1680
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 16:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Punkt handlowy

10 gru 2014, o 19:30

- Łooo kuuchnia. - Mdły jęk wydobył się z lekko otumanionego łba vorcha, który powoli zaczynał dochodzić do siebie w miejscu w którym nie był do końca pewny dlaczego był i poco. Niczym na potężnym kacu, jakie miewał przez swoją biologie tylko po potężnych alkoholach i zabójczych prochach, życie zaczęło rozpalać się w piecach jego ciała coraz mocniej a między jego uszami wyższe przemyślenia nieśmiało zaczynały się tlić. W końcu, gdy sprowadził siebie z pozycji podłogowej płaskorzeźby do półsiedzącego warzywa zebrał on już dość sił mentalnych, by zadać sobie zasadnicze pytanie:
- Gdzie Pyrak? - Jęknął rozglądając się na lewo i prawo. Umysł powoli doganiał panującą wokół rzeczywistość i w niczym oka w mgnieniu stanął on na równe nogi by oddalić się szybciutko. - Pyrak szczęściarz. - Szepnął sobie pod nosem rozglądając się za siebie. - Pyrak leżeć tak dłużej to by Pyrak sprzątnięty przez straż.

Poczucie głębokiej dezorientacji nie chciało za cholerę opuścić jego łba. Gdyż stał on tu gdzieś nie wiadomo gdzie i nie wiadomo poco. To nie było by z resztą takie dziwne - wszakże nie pierwszy raz mu się zdarzało budzić w takich sytuacjach. To co jednak było nowe to elementy wyposażenia, jak nowiuteńkie wręcz rękawice oraz części do jednego z tych śmiesznych pistolecików robionych przez te niebieskie wiedźmy które znajdowały się na jego ciele i w torbie. Z całych sił vorch próbował przypomnieć sobie o co tu może chodzić, jednak wszelkie próby kończyły się tylko na bólu głowy oraz tajemniczym, jakby instynktownym, macaniu się za czymś z tyłu głowy.
-Eehhh! - Vorch jęknął w rozdrażnieniu. - A dupa. Pyraka tylko boleć głowa. - Pyrak machnął w końcu lekceważąco dłońmi na całą tą dziwną sytuacje. - Jak to ważne to Pyrak sobie przypomnieć.

"Jeżeli życie daje ci cytryny to oślep nimi frajera i zakoś jego fanty." - Głosi przysłowie, a przynajmniej tak się zdawało Pyrakowi - nigdy nie był dobry w te folkowe historyjki i powiedzonka, szczególnie jak przychodziła jego kolei na ich opowiadanie. - A pies by temu dupę lizał. - Stwierdził rzeczowo. Po określeniu tego gdzie się faktycznie znajduje, jak nakazywała jego oportunistyczna natura, trzeba było się rozejrzeć za źródłami potencjalnego zarobku. Rzeczywistość też najwyraźniej się z nim zgadzała, gdyż niemalże od razu na jego omni-kluczu wyskoczyła dość tajemnicza oferta zarobku.
- Hmm. - Vorch mruknął czytając ją dokładnie, co przy tak krótkiej jej długości nie było szczególnie trudne. Rozglądając się na lewo i prawo za kimś kto by mógł takie zlecenie podesłać Pyrakowi zaczynało się odświeżać wspomnienie o dość podobnej sytuacji - sytuacji, która mimo zabawnego końca z użyciem pewnej ślicznej główki oraz tasaka rzeźniczego mogła skończyć się dość paskudnie. "Pewnie jakaś asari szukać frajer do czegoś." - Ciekawość powoli zaczęła go łaskotać z tyłu jego czaszki, i mimo że doświadczenie kazało mu zignorować ów ofertę, żądza przygody wzięła górę. Jak zwykle rzecz jasna.
- Ciekawa jak Pyrak mieć odpowiedzieć. - Vorch cicho zadało sobie niemalże szeptem ów pytanie do samego siebie po raz kolejny rozglądając się tu i ówdzie. - Heh jak mieć interes naprawdę to chyba sami się pokazać.
ObrazekObrazek



I wish I could invoke some better part of me.

I know I'm s'posed to be all "the one", but I have too much fun killing everyone!


Obrazek
Pyrak

Avatar użytkownika
 
Posty: 331
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 7 gru 2012, o 21:15
Miano: Pyrak
Wiek: 7
Klasa: Inżynier
Rasa: Vorch
Zawód: Szabrownik/Konstruktor
Lokalizacja: Fadeless
Kredyty: 6.875
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Punkt handlowy

11 gru 2014, o 22:48

Żadna z asari obecnych w okolicy nie wyglądała, jakby szukała frajera do czegokolwiek. Nikt właściwie tak nie wyglądał, poza ochroniarzem który nadal przyglądał się Pyrakowi, ale z niezmiennie beznamiętnym wyrazem twarzy. Może po prostu zapatrzył się w niego, bo vorcha był najciekawszym elementem otoczenia. W końcu ileż można patrzeć na asari i ich stoiska?
Chwilę później omni-klucz znów piknął i na ekranie wyświetliła się kolejna wiadomość.
Nie skasowałeś tamtej, to dobrze.
Rozumiem że jesteś zainteresowany. Jeśli będziesz w stanie zapewnić względne bezpieczeństwo i dopilnować, żeby wszystko poszło zgodnie z moim planem, spotkajmy się w dokach. Mam paczkę, która musi dotrzeć na Benning. Jak wszystko będzie w porządku i nikt nie narobi problemów, dostaniesz swoje kredyty. Będzie nas dwie, znajdziesz nas. Białe i czarne włosy.
Albo statek, Fadeless. Podobno gdzieś tam stoi. Powiedz że cię przysłałam.
Rose.

Najwyraźniej nadawca nie uznał za stosowne dołączyć informacji o swojej rasie, ale biorąc pod uwagę że była mowa o włosach, to można było się jej domyślić. I tym razem nie było możliwości udzielenia odpowiedzi. Jeśli Pyrak chciał zarobić wspomnianą wcześniej kwotę, musiał pojawić się w dokach i nawet jeśli nie okaże się to warte jego uwagi, to tylko w taki sposób dowie się czegokolwiek.
Wokół niego nic się nie zmieniło. Może poza faktem że ochroniarz zaczął dłubać sobie w zębach, a na postoju taksówek wysiadł volus i chybotliwym krokiem ruszył w stronę jednego ze sklepów. Reklama po raz kolejny odezwała się do Pyraka, proponując mu proszek do odchudzających naparów, prosto z Thessii i wyjątkowo tylko dla niego w szokująco niskiej cenie.
Jeśli chciał cokolwiek zdziałać, chyba musiał ruszyć z miejsca.
Ostatnio edytowano 12 gru 2014, o 12:39 przez Irene Dubois, łącznie edytowano 1 raz
VERTIGO
+20% DO TARCZ | -10% DO TRAFIENIA IRENE | +40% DO OBRAŻEŃ WRĘCZ
ObrazekObrazek
CASUAL - FORMAL - MAIN ARMOR - ARMOR 2 - THEME


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Irene Dubois

Avatar użytkownika
 
Posty: 1680
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 27 mar 2014, o 16:41
Miano: Irene Dubois
Wiek: 24
Klasa: Szpieg
Rasa: Człowiek
Zawód: Złodziejka, technik okrętowy
Lokalizacja: Crescent
Status: Uznana za zmarłą
Kredyty: 30.615
Medale: 7
Rekrut (1) Żołnierz (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Podstawowe szkolenie (1) Operacja Szalony Geniusz (1)

Re: Punkt handlowy

12 gru 2014, o 12:35

- Mmm czemu Pyrak zawsze chcieć, żeby Pyrak coś chronić? - Japa vorcha przyjęła dość zmieszany wyraz. Wpatrując się niczym ciele w namalowane wrota na kolejną wiadomość Pyrak nie mógł wyjść z podziwu z tego jak świat na niego patrzy. - Pyrak nie być nawet duży. - Drapiąc się za głową lewą łapą prawe że od niechcenia powoli zaczął oglądać swoje ramiona i ciało. Sama myśl o tym, że ludzie mają go za kogoś solidnego i na tyle silnego by powierzyć mu ochronę nad czymkolwiek nieznacznie, ale zawsze, zaczęła miło łaskotać jego poczucie dumy. Szczerząc swoje kły w szerokim uśmiechu zaczął podziwiać swoje bicepsy wypinając je okazale, co w jego przypadku wyglądać mogło nadzwyczaj śmiesznie. - Heh, ale co się Pyrak dziwić. Z Pyrak w końcu potężna i przebiegła bestia być. - Zarechotał parszywie wzruszając ramionami.

W dobrym humorze i z braku lepszego zajęcia Pyrak ruszył dumnie stawiając krok z krokiem w stronę przeznaczenia. Z łapami głęboko w kieszeniach krocząc sobie, jak gdyby u siebie, i rozglądając się po różnych reklamach czy innych ciekawostkach jakie ów mieścina miała do zaoferowania nucił sobie przyjemną melodyjkę.
- Gdy nam wyrasta nagle w poprzek płot,
Szlaban jakiś lub wielki napis "STOP",
My brniemy w przód, przodu mamy głód,
Omijamy kłody robiąc lekki zwód.
Idziemy no, bo byle co,
Nie zatrzyma nigdy nas.
Rów czy dół, litra pół,
Łyknie każdy z nas na raz... Hehehe.
- Zaintonował rechocząc wesoło. - U a to co? - Jego uwagę momentalnie pochłonęła kolejna reklama jakieś dziwnego produktu, którego cel użytkowania nie do końca rozumiał. - Odchudzające napary? - Zafrasował się Pyrak, masując sobie brodę dłonią z wielkim zainteresowaniem w oczach. - Mmm Pyrak nigdy nie widzieć gruba niebieska wiedźma. - Zauważył stanowczo, zastanawiając się poco takie coś one wymyśliły i dla kogo to miałoby być przeznaczone. - Dać taki kroganowi. Krogany grube. - Rozmowa jego z samym sobą na tak idiotyczny temat zaczynała nieco go męczyć. Wzdychając głęboko i odwracając swe spojrzenie od tej jak i kolejnych durnych reklam, Pyrak ruszył szybkim krokiem w stronę doków.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek



I wish I could invoke some better part of me.

I know I'm s'posed to be all "the one", but I have too much fun killing everyone!


Obrazek
Pyrak

Avatar użytkownika
 
Posty: 331
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 7 gru 2012, o 21:15
Miano: Pyrak
Wiek: 7
Klasa: Inżynier
Rasa: Vorch
Zawód: Szabrownik/Konstruktor
Lokalizacja: Fadeless
Kredyty: 6.875
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Punkt handlowy

20 paź 2022, o 23:22

Obrazek
“By Fortune's adverse buffets overborne
To solitude I fled, to wilds forlorn,
And not in utter loneliness to live,
Myself at last did to the Devil give”

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Emilia Östberg, Mila Račan, Luna Reyes, Longinus Varro, Thescia Diro


Wieści o trawiącej Wędrowną Flotę chorobie sączyły się spomiędzy szczelin w barierze informacyjnej toczącej się w galaktyce wojny. Żadne z nich nie miało świadomości, z początku, że coś takiego w ogóle się dzieje. Gdy tylko aktywowali swoje omni-klucze, zalewały ich kolejne ściany aktualizacji na temat Floty Ewakuacyjnej, zawieszonej gdzieś pomiędzy zniszczonym układem Baldr, a Mgławicą Półksiężyc, przewidywanych ruchów Sojuszu Systemów Terminusa, czy strat po obu stronach barykady.
Na Cytadeli, Emilia mijała ściany, na których zawieszone były zdjęcia poległych w zniszczeniu Mindoiru. Ciszę stacji przerywał szloch bliskich i panika krzewiąca się pośród cywili. Gdy zatrzymała się na Promenadzie, przyglądając przelatującym nad Okręgami świetlnym rojem promów, Derius szturchnął ją w ramię.
- Coś odstresowującego po Virmirze - rzucił z przekąsem, wręczając jej mały dysk z danymi dotyczącymi jej następnego zlecenia. Jego ręka, wciąż w temblaku, przypominała o śladach ich poprzedniej misji, jednocześnie nie pozwalając mu na dołączenie do Östberg w jej następnych wojażach. - Rada chce wiedzieć, co dzieje się we Flocie. To najlepszy strzał, jaki mamy, przynajmniej na teraz.
Na datapadzie odnalazła szczegóły umieszczonego w jakiejś prywatnej grupie na extranecie zlecenia. Młoda quarianka oferowała kredyty za pomoc w odnalezieniu jej rodziny na pokładzie statku objętego kwarantanną. Z pewnością musiała też wiedzieć, w jaki sposób grupa wynajętych przez nią najemników dotrze na pokład - co, jak wspomniał Kryik, było ich wejściem.
- Wybierz sobie ładną przykrywkę - mruknął z rozbawieniem, odsuwając się od balustrady. - Wklepiemy ci w akta, jaki z ciebie quariański przyjaciel, totalnie warty zaufania.
Drogi R&C Security Services zaniosły ich luksusowy prom aż na Illium. Mgławica Półksiężyc wydawała się nagle roić od żołnierzy Przymierza, teraz, gdy stała się punktem zbornym uczestniczących w operacji ewakuacyjnej oddziałów... a może to fakt potępienia przez wojsko sprawił, że jej wzrok dostrzegał granatowe mundury wszędzie wokół.
Przemierzając ulice, którymi niegdyś przechadzała się z milczącym teraz Hunterem, Mila mogła odpocząć po wyczerpującej misji i spróbować zastanowić się nad tym, co czekało ją dalej. Ich firma, choć zyskała w oczach wielu, jednocześnie utrudniła im zdobywanie zleceń z mało legalnych źródeł, które zawsze oferowały większe pieniądze. Niemniej, któregoś dnia, do ich hangaru wsunął się obcy dla niej quarianin.
- Mila Račan? - spytał nieśmiało. Trzymał w dłoni datapad, który wysunął w jej kierunku, gdy potwierdziła swoją tożsamość. - Mój znajomy, Skax, polecił was. Zasłyszał o was od jakiejś asari, nie pamiętam imienia, takie dziwne było - dodał nieśmiało. Dla Račan nazwisko mogło być kompletnie nieznane, lecz to D'veve szepnęła to słówko do quariańskiego ucha. Najwyraźniej dość dobrze odpowiadali z Crassusem charakterowi zlecenia.
Na datapadzie, gdy na niego zerknęła, znalazła prywatne ogłoszenie z wołaniem o pomoc. Wędrowna Flota wprowadziła zakaz lotów z powodu toczącej się na pokładach jej statków choroby. Gdzieś tam, na jednym z zamkniętych statków, znajdowała się rodzina quariańskiej dziewczyny, która była skłonna zapłacić, by dowiedzieć się, co się z nimi stało.
- Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy. Nikt nie chce jej pomóc, rząd coś ukrywa, nie daje żadnych informacji... - mamrotał, kłaniając się jej nisko. - Zapłaci, oczywiście. Proszę, pomóżcie.
Po wykonanym zleceniu, nogi niosły Lunę Reyes w różne miejsca galaktyki. Wojna niezbyt ją obeszła - nie dotyczyła jej bezpośrednio, a gdy wybuchła, Reyes wykonywała zlecenie. Po napotkaniu sterowanego przez rozszalałą watażkę mecha z pewnością potrzebowała chwili odsapnięcia, odpoczynku i... lepszego dobierania przyszłych zleceń. Na przykład takich, które oferowały stosowną wypłatę za mordercze warunki pracy. Lub takich, które płaciły od razu.
Z kontem bankowym niepokojąco lekkim i pustym, mogła jedynie przeglądać się zawartościom sklepów, czekając na chwilę, w której nadejdzie utęskniony transfer. Stary znajomy, którego poznała podczas jednego z kontraktów, zwabił ją na Korlus, do swojego sklepu, oferując sowite zniżki i nowej generacji sprzęt. Na planecie została przez niego ugoszczona, nawet, jeśli mogła jedynie oglądać i marzyć, uzbrajając się w cierpliwość.
Na Korlusie dostała wiadomość od znajomego quarianina, z którym wykonywała poprzednie zlecenie. Wiadomość od Skaxa była krótka, acz treściwa.
Skax napisał(a):Kasy jak nie było, tak nie ma, ALE mam dla ciebie zlecenie, jak chcesz. Z polecenia, jest legit, jak nie boisz się kataru - zresztą, ty nie jesteś desktro, więc pewnie nic ci nie będzie.

W wiadomości zawarte było prywatne ogłoszenie stworzone przez jakąś quariankę. Szukała ludzi godnych zaufania, by stworzyć grupkę, której zadaniem była infiltracja jednego ze statków Wędrownej Floty. Haczyk? W Wędrownej Flocie panowała jakaś zaraza, o której nic nie było wiadome. Statek był zamknięty, a ruch we Flocie monitorowany. Quarianka pragnęła jedynie otrzymać informacje o tym, co stało się z jej rodziną, z której nie było kontaktu. Przyjęła z ulgą Reyes, gdy ta się do niej zgłosiła, słysząc wcześniej za pośrednictwem przyjaciela rekomendację Skaxa.
Omega odbijała tragedię wojny w krzywym zwierciadle. Każda kolejna doba od wybuchu układu Baldr niosła korytarzami echo tryumfalnych okrzyków i hucznej zabawy. Na drzwiach coraz większej ilości przybytków pojawiała się litera "T" w złamanym okręgu, wypisana czerwoną farbą - symbol przynależności. Na ścianach pojawiały się wypisane hasła, znajome Longinusowi i Thescii, znacząc stację zwycięstwem okupionym krwią niewinnych istnień. Członkowie SST, jak gdyby obecne między nimi podziały nie istniały, celebrowali, pili i tańczyli tak samo - wspólnie. Ugrupowanie, do którego się należało, było zwyczajnym dopiskiem na końcu artykułu, na te kilka dni nie interesując niemalże nikogo.
Ale podziały nie zniknęły. Gdy siedzieli którejś nocy w brudnej loży, przyglądając się świętującym, dostrzegali załamania obrazu, skryte w półmroku, oparte o ścianę lub szepczące do siebie nawzajem pełne niezadowolenia słowa. Zwycięstwo SST nie dla wszystkich było okazją do hucznego świętowania - było czynem zbrodniarskim, wizytówką Maelstromu, który wziął los organizacji we własne ręce. Tymi rękoma, splamionymi teraz wielobarwną krwią istnień pochłoniętych przez Przekaźnik, dokonał czynu niewyobrażalnego - czynu, z którym nie wszyscy się zgadzali.
- Psia mać, zaraz alkohol na Omedze się skończy - burknięciem przywitał się turianin, wsuwając do ich loży. Znali go, choć nie za dobrze - niegdyś był odznaczonym żołnierzem Hierarchii, lecz teraz, jako zgorzkniały starzec, głównie upijał się w barach. Wbrew pozorom, był to jego sposób na zdobywanie informacji - każdy go znał, każdy go lubił i, po odpowiedniej ilości kolejek, każdy się przed nim otwierał. - Zajęci jesteście?
Kieran odchrząknął konspiracyjnie, kładąc mały datapad na stole i przysuwając go w ich kierunku. Nie musieli po niego sięgać, by wiedzieć, że w jego środku czekała robota. Wiedzieli, że nie jest zadowolony z tego, czego dokonał Maelstrom. Na jego ramieniu tkwił mały symbol, który reprezentował członków Hybris.
- My tu świętujemy, a coś odpierdala się w Wędrownej Flocie. Ostatnie, czego teraz potrzebujemy, to bomba biologiczna na szeroką skalę. Rozumiecie? - wskazał im datapad, na którym znaleźli ogłoszenie spisane przez quariankę, oraz wycięty fragment artykułu z extranetu. We Flocie panowała jakaś zaraza, a admiralicja wprowadziła stan wyjątkowy, odmawiając udzielenia informacji. Quarianka oferowała kredyty za dostanie się na pokład objętego kwarantanną statku i odnalezienie informacji o jej rodzinie. - Poleciałbym sam, ale no, jak wirus atakuje dekstro, to macie lepsze szanse, nie? Poza tym, mnie znają wszyscy, a wy tacy anonimowi... - plótł pod nosem. Kieran zawsze miał wymówki na nieuczestniczenie w walce, to była po prostu kolejna z nich.
- Hybris zorganizowało do niej dojście, możemy was wprowadzić. To, co dostaniecie od quarianki, jest wasze. Jak się spiszecie, dorzucimy jakiś bonus - mrugnął do nich porozumiewawczo. - Nie musicie nic robić, tylko dowiedzieć się, co to za cholerny wirus. Im więcej informacji, tym lepiej.
Gdy się zgodzili, czy od razu, czy też po długich pertraktacjach, wypił z nimi kolejkę, nim ruszył dalej złorzecząc pod nosem.
Dzień później wszyscy pozostali dotarli na Illium, poza Milą, która już tutaj była. Quarianka przysłała im lokalizację spotkania w szyfrowanej wiadomości. Gdy udało im się ją rozwikłać, wskazywała na jeden sklep w punkcie handlowym, w pobliżu postoju taksówek. Sklepik odzieżowy, choć mały, okazał się dość zacisznym miejscem, którego normalnie przeszklone ściany były przysłonięte metalowymi płytami od środka.
W drzwiach przywitał ich obcy quarianin, każąc pokazać mu wiadomość, którą otrzymali, na potwierdzenie ich tożsamości. Okazał się być właścicielem sklepu, a jednocześnie bliskim przyjacielem ich zleceniodawcy. Wpuścił ich do środka, gdzie pośród wieszaków z ubraniem roboczym, na podstawionym stołku siedziała niska i drobna quarianka. Drżała lekko, obejmując się za ramiona, jakby starała się opanować kotłujące w niej emocje.
- Och, jak dobrze, że jesteście - westchnęła, gdy pierwsze osoby przekroczyły próg. Zerwała się z miejsca, wstając na równe nogi i przyglądając się przybyłym. Gdyby nie hełm, być może dostrzegliby emocje na jej twarzy, pozwalające im ją odczytać. Zamiast tego, zza przyciemnianej zasłony sięgało ku nim jedynie spojrzenie jej jasnych oczu.
- Dziękuję, że przybyliście tak prędko... Byłabym szybciej, ale z trudem wydostałam się z Wędrownej Floty. Nie chcą nikogo wpuszczać, ani wypuszczać - mruknęła, przyglądając im się z zainteresowaniem. - Ja... mam kredyty, oczywiście. Tyle, ile pisałam. Czy... czy macie jakiś statek, którym dostaniecie się na miejsce? Nie wiem, jak to wygląda. Czego potrzebujecie...

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 10614
Posty fabularne: 1,107
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Nos Astra

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość