Jeden z pięciu okręgów na Cytadeli, zdominowany gł. przez volusów, elkorów i hanarów, posiada jednak też wydzieloną ludzką strefę o nazwie Shin Akiba.

Re: Restauracja "El Jefe"

2 maja 2017, o 18:56

Świetnie. Po prostu świetnie. Z deszczu pod kurwa rynnę. Nie dość, że musiał sobie jakoś poradzić z niechcianym gościem, który spierdolił mu dzień, to nawiedziły go do tego dwie asari. Oczywiście jak już ktoś przyjdzie to od razu muszą się zwalić ludzie na jego głowę. Kurwa szatkowane liście sobue i bez soli. Nie pojebało go jeszcze na tyle by tak psuć naleśniki tak jak ona tego chciała. Jebana fioletowa szmata. Zero szacunku do gotowania, kurwa dosłownie zero. Czuł jak wzbiera w nim agresja. Dokładnie taka sama jak wtedy na statku. Nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek wybuch w tym miejscu. Ścisnął rękę na rękojeści noża najmocniej jak potrafiłby chwilę później głosem pracownika miesiąca powiedzieć.
- Przepraszam drogie Panie, ale niestety za 15 minut mamy rezerwację na całą restauracje. Zapraszamy, kiedy indziej, dostaną Panie zniżkę na cały asortyment.
Uśmiechnął się tak promieniście, że ludzie, którzy go znali nawet nie potrafiliby uwierzyć, że potrafi aż tak bardzo się poniżyć by tylko zadowolić klientów restauracji. Komiczny widok. Człowiek, który potrafił mordować bez mrugnięcia okiem, kładł się pod butem nowoprzybyłych. Jakby na chwilę całkowicie jakakolwiek godność zniknęła z jego życia. On już nie czuł się jakby się staczał, ale już się stoczył. Stoczył na dno braku jakiekolwiek godności, a zrobić wszystko by tylko przeżyć. Spojrzał na dziewczynę przy kontuarze.
- Już podaje rachunek i deser.
Odwrócił się na chwilę w stronę stołu kuchennego. Oparł się o niego. Nie wiedział, co ma zrobić. Mógł to po prostu olać. I tak siedzi tutaj, więc mogliby go znaleźć i po prostu to skończyć. Inną sprawą było pójście na wojnę z tymi osobnikami, ba nawet pójść ze swoją nową znajomą. Zaczął szykować deser. Wyciągnął z lodówki ciasto z zielonej herbaty i płatkami czekolady. Spód był wyłożony maślaną kruszonką i ciastkami. Dość słodkie ciasto. Położył na nim pokrojone truskawki i oblał czekoladą. Ciasto postawił przed dziewczyną. I tak musiał się uszykować wiec musiał ją czymś zająć. A co mogło zająć człowieka lepiej niż coś słodkiego?
- Zaraz wracam.
Urwał temat, który zaczęła. Nie za bardzo miał ochotę o tym gadać, kiedy w środku mogły siedzieć osoby postronne. Może to paranoja, może nie. Wolał nie obudzić się z ręką w nocniku. Zdjął z siebie fartuch i wszedł na zaplecze. Skręcił do swojej kanciapy. Na kanapie leżała jego torba jeszcze nierozpakowana po ostatniej robocie. Musiał się przebrać. Nie mógł iść w tak ujebanym stroju. Nie chciał się rzucać w oczy. Przebrał się, więc w bluzę i camo bojówki. Na ramię założył torbę, a na głowę wełnianą czapkę typu Beanie. Na ziemi pewnie wyglądałby jak zwykły robol, tutaj jak turysta. Lepsze to niż nic.
Wrócił na salę. Wiedział, że pójście z nią to zły pomysł, ale z braku jakichkolwiek lepszych postanowił, że to zrobi. Poprawił torbę. Musiał zamknąć knajpę, ale nie miał czasu na posprzątanie tutaj. Musiał jeszcze wysłać wiadomość szefowi, że znowu znika na parę dni. Ciekawe czy w końcu go zwolni. Póki, co nie zapowiadało się.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

2 maja 2017, o 21:54

Asari wydęła usta w niezadowoleniu i przesunęła spojrzeniem po widocznej za kontuarem kuchni. Była wyraźnie niezadowolona z otrzymanej odpowiedzi. Spojrzała znacząco na swoją znajomą, która jednak była zbyt zaczytana w czymś na swoim omni-kluczu, by podzielać oburzenie swojej towarzyszki.
- Pewnie nawet nie macie świeżych sobue, tylko jakieś mrożonki - mruknęła pod nosem. - Takie rzeczy to się wyświetla na terminalu przed wejściem, a nie że my wchodzimy i marnujemy czas, już byśmy zamówiły dawno coś gdzieś indziej gdybyśmy wiedziały wcześniej. Wstawaj, Soa, tu nic nie zjemy, bo zamykają zaraz.
Dalszą część ich rozmowy zagłuszyła muzyka. Druga asari wyraziła oburzenie obecnym stanem rzeczy, ale posłusznie zebrała się i wyszła, nie widząc innego rozwiązania, skoro były głodne, a Striker nie zamierzał dla nich gotować. Kilkanaście minut później w restauracji ponownie została tylko ich dwójka.
Ciemnowłosa uśmiechała się lekko, chociaż nie wyglądała jakby śmiała się z Charlesa, a bardziej z całej sytuacji. Dla niej nie było w tym niczego niepokojącego, miała przyjść tutaj i przekonać kucharza, żeby poszedł z nią, a zawartość płytki miała jej w tym pomóc. Nie spodziewała się może tak drastycznego przekazu, ale to też nie miało dla niej zbyt dużego znaczenia.
- Dziękuję - powiedziała z lekkim zdziwieniem, bo nie spodziewała się jeszcze ciasta. Niepewnie ściągnęła z wierzchu kawałek truskawki i wsunęła go do ust, chwilę później już z większym zaangażowaniem zabierając się za jedzenie. Nie zamawiała tego, ale wygląd deseru musiał ją przekonać.
Kiedy Striker wrócił do głównego pomieszczenia restauracji, talerzyk był pusty i o dziwo umyty, a ciemnowłosa z powrotem miała na sobie kurtkę. Stała przy drzwiach, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej i wyglądała na zewnątrz. Może spodziewała się kolejnych gości i wyganiała ich, informując, że zaraz zamykają. A może pilnowała, by nie pojawili się jacyś goście z tych mniej przyjaznych. Z tych związanych z człowiekiem w szarym pancerzu. Miała wygodne, sięgające kolan buty i utwardzane, skórzane spodnie. Cywile nie chodzili tak po Cytadeli, prędzej ci, którzy spodziewali się przypadkowego strzału w kolano. Po kurtce nie było widać zbyt wiele, ale można było założyć, że też byłaby w stanie ochronić przed kulą z niezbyt ciężkiej broni. Kobieta była spokojna, niezbyt rozmowna, wydawała się oderwana od rzeczywistości, ale kiedy w pomieszczeniu z powrotem pojawił się Charles, odwróciła się do niego i gestem głowy wskazała drzwi.
- Idziemy? - spytała. - Powinnam podziękować za obiad, bo był pyszny. Cieszę się, że mogłam zjeść. Kilka godzin leciałam tu z Ziemi, teraz lecimy z powrotem. Zdążyłam zgłodnieć.
Wyszła na zewnątrz i wsunęła ręce do kieszeni, obserwując, jak Striker zamyka restaurację. Potem długo milczała, prowadząc go w stronę postoju taksówek, by gdzieś w połowie drogi do doków westchnąć cicho.
- Pewnie masz pytania. Mogę odpowiedzieć, na tyle, ile jestem w stanie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

2 maja 2017, o 22:48

Przez chwilę przyglądał jej się. Było w niej coś dziwnego. Jej nieobecność na swój sposób go przerażała, ale na swój sposób dobrze ją rozumiał. Odcinanie się od emocji przy pracy było dość wygodne. On sam już dobrze wiedział jak to jest. Inną sprawą było to, że posprzątała po sobie. Na co trochę parsknął śmiechem. Tak to nie była dość normalna osoba, przez chwilę nawet zaczął podejrzewać, że jest trochę autystyczna.
Wychodząc z restauracji i zamykając drzwi, zaczął się zastanawiać, dlaczego zaczęli polować na jego byłych współpracowników. To prawda mieli naprawdę wiele pod paznokciami, w sumie mieli tam tyle syfu, że w jego metaforze pewnie wyglądały jak u 50 letniego górnika. Dopiero teraz do niego zaczęła docierać całą sytuacja. Kiedy był w restauracji był swoim safe roomie, małym bezpiecznej przystani gdzie może spędzać czas nie martwiąc się, że ktoś mu odstrzeli łeb?
- Mój dowódca mówił, że zawsze trzeba być najedzonym przed robotą, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zje się kolejny posiłek. Wziąłem to sobie te naukę dość do serca.
W połowie drogi do postoju wyciągnął z kieszeni paczkę fajek. Musiał zapalić. Czuł jak organizm domaga się kolejnej dawki nikotyny. Odpalił go. Czuł się też trochę dziwnie podróżując z nieznajomą przez Cytadelę. Przez chwilę nawet przez głowę przeszła mu myśl, że tak mogło wyglądać jego życie gdyby je sobie tak bardzo nie spierdolił. Wieczorne spacery z dziewczyną tu albo na Ziemi, chuj nawet może myśl o dzieciaku. Praca w jakiejś restauracji, ukończenie szkoły kucharskiej czy innych studiów. Cokolwiek.
Striker zawsze wiedział, że świat dzieli na dwa typy ludzi. Tych, co próbują naprawić przeszłość i na tych, co chcą zbudować przyszłość. On sam za to znajdował się w zasranym limbo. Nie miał żadnego celu w życiu. Nic. Co sprawiało, że dalej robił to, co robił? Kiedyś nawet zastanawiał się nad swoją przyszłością częściej, teraz zostało mu tylko patrzenie się w sufit swojej kanciapy i faszerowanie się lekami żeby otumanić mózg. Jeśli nie myślał nad tymi wszystkimi ludźmi, których zabił, to zastanawiał się, po co w sumie kontynuuje ten żywot.
Zaciągnął się i pokręcił głową. Musiał wyjść znowu z pułapki własnego umysłu. Musiał się ogarnąć. Z tego wszystkiego wyciągnęły go słowa dziewczyny czy ma jakieś pytania.
- Kiedy przechwyciliście te wiadomości?
To było dla niego najważniejsze. Musiał wiedzieć ile już to trwa. Wciąż była możliwość, że to Rosenkov sprząta po tym, co zrobili albo ktoś sprząta ludzi Rosenkova. Było dużo opcji. Jego martwiło to ile to już trwa. Domyślał, że jednak nie aż tak długo, inaczej dorwaliby go już w więzieniu, wysyłając jakiś poważniejszych zawodników niż paru pseudo gangsterów z gówno kosami.
- Gdzie lecimy dokładnie na Ziemie? Dla kogo pracujesz, a jeśli nie możesz na to odpowiedzieć to, czym się zajmuje? A i chyba dość ważne, jak mam się do ciebie zwracać?
Spojrzał na nią. Zaciągnął się znowu. Kolejny raz to samo uczucie. Czuł jakby ludzie się na nich patrzyli. Nie lubił tego. Nienawidził wręcz być widoczny. A to, że miał 2 metry wzrostu, wyglądał jakby urodził się w barbarzyńskim klanie plus mordę, za którą dostałby plus 10 do zastraszania bardziej przyciągało wzrok niż odciągało. Do tego jeszcze ona. Nie była brzydka. Szlag jak się przyjrzeć to była całkiem ładną dziewczyną w dość wyróżniającym się tutaj strojem. Więc tak. Obydwoje rzucali się dość mocno w oczy.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

3 maja 2017, o 10:08

Kiedy się nie odzywała, łatwiej było myśleć o niej jak o tymczasowej partnerce życiowej, z którą Striker wybrał się na spacer. A ciemnowłosa milczała dużo, więcej, niż mówiła, przynajmniej w tym momencie. Może na co dzień zachowywała się inaczej, wśród znajomych stawała się duszą towarzystwa i po akoholu śpiewała krogańskie pieśni wojenne. Teraz jednak szła z Charlesem, dopasowując do niego swoje tempo, choć pewnie musiała stawiać większe kroki niż zwykle, idąc obok dwumetrowego faceta. Sama była raczej przeciętnego wzrostu, dość wysoka jak na kobietę, ale przy nim i tak wyglądała na dwa razy mniejszą niż zwykle.
Skinęła głową na wzmiankę o dowódcy, ale nie powiedziała nic więcej. Była wyraźnie spięta, nie czuła się swobodnie. Obejrzała się przez ramię, jakby spodziewała się ataku zza pleców. Może faktycznie tak było, w końcu zabierała go z Cytadeli po to, by przewieźć w bezpieczne miejsce. Z pewnością nie na zawsze, ale przynajmniej na najbliższe kilka dni. Nie mówiła dokąd konkretnie. Striker mógł tylko zastanawiać się, czy będą to plaże Dominikany, Stany, czy zimna Norwegia.
- Nie wiem - odparła, w niczym go nie zaskakując. Westchnęła. - Dostałam tylko płytkę. Myślę, że nie wcześniej jak tydzień temu, bo dopiero wtedy zaczęło się mówić o tobie. Tak jak mówiłam, nie wiedziałam co jest na nagraniach, więc na ich temat nie powiem ci zbyt wiele.
Uniosła wzrok na Charlesa, gdy odpalił papierosa, choć trudno było zrozumieć, czy ma do niego o to pretensje, czy ma ochotę na to samo. Nie skomentowała, wróciła spojrzeniem do widocznego już punktu postoju taksówek i odgarnęła z twarzy włosy, które uparcie opadały jej na oczy.
- Do Montrealu, w Kanadzie - tu przynajmniej dostał konkret. - Pracuję dla Kassa Fabrication. Ty pracowałeś dla Rostenkova, nie? Tak słyszałam. Ale Rostenkov już cię wymazał z papierów, więc ci nie pomogą. Nie wiem jak Simard może ci pomóc i nie wiem dlaczego chce. Simard, w sensie mój szef. Ale ja nie jestem od zadawania pytań. Cieszę się, że zgodziłeś się ze mną pójść, Charlie.
Uśmiechnęła się lekko. Gdy to robiła, jej twarz nabierała znacznie delikatniejszych rysów, tak różnych od tego bitchface'a, którego miała na niej normalnie. Uśmiech jednak zniknął równie szybko, co się pojawił.
- Nazywam się Sonya Wade - odparła. W jej głosie pozostało lekkie rozbawienie. - Zapomniałam się przedstawić. Przepraszam. Możesz do mnie mówić po imieniu, albo po nazwisku, jak wolisz.
Poprawiła torbę wiszącą na ramieniu i podeszła do terminalu taksówek. Wybrała jedną z nich i chwilę później była już w środku. Fotele nie były może najwygodniejsze, zwłaszcza dla osób mających dwa metry wzrostu i musiały jakoś zmieścić się w nich z nogami, ale założyła, że Charles poradzi sobie z tym jakoś. Nikt ich nie zatrzymał, nikt nie rzucił się na nich i nie zestrzelił taksówki, gdy oderwała się od ziemi. Wade wpisała doki jako docelową lokalizację, po czym oparła się, po chwili odwracając głowę jednak w stronę Strikera.
- Wyglądasz inaczej, niż na zdjęciach - stwierdziła. - Dlatego na początku nie byłam pewna, czy to ty.
Teraz, gdy siedziała po jego prawej stronie, mógł zauważyć podłużną bliznę na jej skroni i lewej kości policzkowej. Niewielką i nierzucającą się w oczy, ale to ją uparcie zakrywała włosami. Pewnie nie do końca świadomie. Przed chwilą jednak odgarnęła je z twarzy. Odwróciła wzrok, skupiając go na sznurze skycarów, w który włączyła się ich taksówka.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

3 maja 2017, o 16:18

W sumie nie był w ogóle zaskoczony tym, co się działo. Jak zawsze nikt nic nie wiedział. Nikt nic nie widział. Prawie tak jak kiedyś, kiedy dowiadywał się wszystkiego na ostatnią chwilę by jak najmniej wiedzieć o zleceniu, które miał wykonać. Co ciekawe im dłużej ją słuchał tym bardziej zaczynał się zastanawiać czy ona nie robi tego, co on robił kiedyś. Zachowywała się może trochę aż za bardzo paranoicznie, co bardzo dobrze rozumiał, ale mimo wszystko jednak trochę przesadzała ze swoją obserwacją. Za bardzo to pokazywała.
- Dla Kassy? Hmm ciekawe nigdy nie działaliśmy przeciwko nim. W sensie ja nigdy nie brałem udziału w misjach przeciwko nim, tak mi się wydaje. To było dość dawno temu.
Nie było się już, co ukrywać skoro wiedziała, że pracował dal Rosenkova. W tym momencie chciał naprawdę dowiedzieć się więcej o tym, co właściwie się tutaj dzieje. Tym bardziej chciałby wiedzieć skąd oni wiedzą o nim i jego współpracy z korporacją. Poprawił się w taksówce. Był zawsze bardziej przyzwyczajony do bardziej wygodnych siedzeń albo, chociaż do ty, które znajdowały się na promach desantowych. Tutaj czuł się jak kaszalot w konserwie.
Inną sprawą było to, że leciał do Kanady, a dokładniej do Montrealu. Niby nic takiego, ale czuł, że coś jest nie tak. To była stolica Przymierza, nie zdziwiłby się gdyby na miejscu czekało na niego wojsko i chciało go aresztować. Cóż, nie żeby go to jakoś strasznie przerażało to nie tak, że nie jest gotowy na tortury albo na spędzenie kolejny raz swoje życia w pierdlu. Tyle, że tym razem nie mógłby liczyć na wcześniejsze zwolnienie warunkowe.
Sonya Wade. Nic nie mówiło mu to. Nigdy chyba nawet nie przewinęła się ta osoba w jego życiu, a przynajmniej by zapamiętał ja. Miał pamięć do twarzy, która była wielkim darem, a zarazem przekleństwem.
- Zależy, z kiedy macie zdjęcia. Trochę się zmieniłem podczas pobytu w więzieniu.
Spojrzał na nią i na jej blizny. Może nie były aż tak rzucające się w oczy jak jego, ale jak się przyjrzeć to na pewno tam były. Dziwił się trochę, że wstydzi się swoich blizn, ale nie jemu to była oceniać. Zresztą jego ciało było tak przeorane przez wszystko, co przeszedł, że jego to po prostu nie wzruszało. Rozumiał jednak, że nie każdy chce gadać o swoich bliznach szczególnie, że łączą się one zazwyczaj ze średnimi przeżyciami. Jakby nie patrzeć blizna wzdłuż jego skroni była o wiele bardziej okazała i dłuższa. Jakby nie patrzeć kula przeleciała wzdłuż jego czaszki. Do dzisiaj nie wierzył, że miał aż takiego farta, że kula nie przebiła czaszki, a z mózgu nie zrobiła mu siekanej galaretki.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

4 maja 2017, o 17:52

Wade uśmiechnęła się znów, choć nieznacznie. Obserwowała promy lecące przed nimi, co jakiś czas automatycznie zerkając w lusterko. Prawie jakby sama prowadziła, tylko że taksówka leciała sama. Założyła nogę na nogę i wystukała palcami na kolanie bliżej nieokreślony rytm. Ona też nie mogła czuć się przy Strikerze do końca swobodnie. W końcu wiedziała, kim był, co zrobił, czego może się po nim spodziewać. Nie bez powodu obserwowała go tak intensywnie wcześniej, jeszcze w restauracji. W każdej chwili mógł rzucić się na nią z bronią, czy to palną, czy z omni-ostrzem. Miał wystarczająco dużo wszelkiego rodzaju broni w kuchni, w której przebywał akurat w tamtej chwili, od rozgrzanych patelni po noże. Tymczasem udało się jej z nim porozumieć i przekonać do tego, by poszedł z nią. Miała prawo być z siebie zadowolona, bo póki co wszystko szło zgodnie z planem. Przynajmniej tym, z którym Charles był zaznajomiony.
- To chyba dobrze - odparła. - Skoro nie działałeś przeciwko nam, to tym lepiej.
Osoba, dla której pracowała Sonya, chciała Strikerowi pomóc, z sobie tylko znanego powodu. Fakt, że nigdy nie stali po dwóch stronach barykady, tylko tę sytuację poprawiał. Ciemnowłosa też wydawała się zadowolona. Coś na temat siedzącego obok mężczyzny na pewno wiedziała, ale z pewnością nie wszystko. Dobrze było zapoznać się z taką, dość istotną informacją.
- Sprzed więzienia w takim razie. Sprzed kilku lat - zerknęła na niego ponownie, tym razem zatrzymując wzrok na dłużej na jego profilu. - Teraz wyglądasz lepiej.
Trudno było uznać to za komplement, bo wypowiedziała to z absolutną obojętnością, w głosie i na twarzy. Może miała rację, a może nie. Przez te lata wydarzyło się wiele i prawdopodobnie były chwile, gdy Striker sam siebie nie rozpoznawał w lustrze. Kobieta westchnęła, rozmasowując dłonią spięty kark. Znów milczała długo, patrząc przed siebie.
- Nie jestem pewna... - zaczęła po chwili, marszcząc brwi. Utkwiła spojrzenie w lusterku i już go nie oderwała. Jakikolwiek spokój, który na moment zagościł na jej twarzy, momentalnie zniknął. - Musimy zmienić trasę.
Otworzyła panel taksówki i szybko zmieniła punkt docelowy na magazyny w odległej części Cytadeli. Ich skycar poderwał się z ciągu pojazdów, włączając się w inny. Za nimi natychmiast podążył ciemnoczerwony prom. Wade zaklęła parszywie.
- Wiedziałam - syknęła. - Wiedziałam, że będę za późno. Moje pierdolone szczęście.
Taksówka miała ograniczenia prędkości i trasy. To uniemożliwiało im ucieczkę. Prom z chwili na chwilę był coraz bliżej. Ciemnowłosa uruchomiła omni-klucz i podłączyła się pod systemy taksówki. Panel sterowania rozświetlił się jak choinka i zgasł. Kobieta skrzywiła się, pochylając się do przodu. W międzyczasie spojrzała na Strikera. W jej oczach lśniła determinacja. Przyleciała tu po niego i zamierzała z nim wylecieć, czy goście w czerwonym promie tego chcieli, czy nie.
- Zaraz zdejmę zabezpieczenia. Pilnuj ich. I nie pokazuj się za bardzo. Minuta i będę mieć dostęp do sterów, ale muszę się skupić.
Nie wiadomo, czy tę minutę w ogóle mieli. Drugi pojazd żadnych nałożonych odgórnie ograniczeń nie miał i definitywnie leciał za nimi, stopniowo się zbliżając. Gdy skręcili chwilę później, tamci skręcili za nimi. Sonya przygryzała policzek od środka, zajmując się hakowaniem.
- Musimy szybko dolecieć do doków. Ty tu mieszkasz, znasz jakieś skróty?
Od tylnej klapy taksówki odbiły się pierwsze strzały.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

6 maja 2017, o 10:58

Czy teraz wyglądał niby lepiej? Nie potrafił za bardzo odpowiedzieć sam sobie na to pytanie. Zawsze uważał, że najlepiej wyglądał chyba, kiedy jeszcze nie trafił w to całe bagno. Chyba jednak musiał być w lepszej formie niż wtedy, kiedy faszerowano go stymulantami. Sam ledwo, co pamięta ten okres, chociaż najchętniej by o nim zapomniał całkowicie. Sytuacje, w których nie spał po dwa lub trzy dni jadąc na środkach pobudzających, bo tego od niego wymagali. Rok, kiedy chodził z pieprzonym iniektorem operacyjnie przyczepionym do pleców. Gdyby wlali w niego więcej tego, co wtedy dostawał pewnie by zaczął srać pod siebie, jako warzywko.
- Ta, może i lepiej.
Powiedział dość agresywnie. Nie miał takiego zamiaru, ale jakoś czuł, że wracanie do tematu jego życia w korporacji zostanie w najbliższym czasie naprawdę mocno nad używane przez innych. Szybko jednak cała agresja z niego uszła słysząc, że muszą zmienić trasę. A wiec jednak są śledzeni. Nie żeby się tego nie spodziewał, ale mimo wszystko nastąpiło to dość szybko. Albo ona ich przyprowadziła za sobą, albo już go obserwowali. Teraz nie było jednak czasu na gdybanie jak to się stało. Sytuacja z gównianej stałą się chujowa.
Westchnął dość głośno. Zaczął zastanawiać się nad tym, co zrobić. Nie znał żadnych skrótów. To był pieprzony ul, nie dało się znać każdego pieprzonego skrótu w tym miejscu. W głowie zaczął opracowywać kilka planów w tym jeden turbo idiotyczny. Oczywiście ten najgłupszy zakładał najzwyczajniejsze w świecie wezwanie lokalnych służb porządkowych i rozwiązanie problemu za nich. Jednak czas, który musieliby im później poświęcić mógłby utrudnić sprawę. Prędzej czy później i tak ktoś wezwie SOC. W jego interesie leżało jednak by jak najbardziej spowolnić ten proces.
- Leć prosto do doków. Najlepiej jak najbardziej zatłoczonymi ciągami pojazdów.
Zalecił. Nie wiedział czy to dobry pomysł, ale w ostatnim czasie nie był najlepszy w wymyślaniu naprawdę dobrych. Jego ostatni plan zakończył się wysadzeniem szpitala. Więc nie, nie miał lepszego pomysłu od tego, co miał zamiar zaraz zrobić. Otworzył swoją torbę i wyciągnął z niej motykę. Powoli zaczął ją rozkładać na swoich nogach. Na twarzy wyrósł mu dziwny uśmiech. Był gotowy na nich, zawsze był gotowy na to, że ten dzień w końcu przyjdzie, więc obiecał sobie, że przynajmniej wywoła tak wielki ból dupy dla polujących na niego jak tylko się da.
Odwrócił się w stronę tylnej szyby. Widział ten czerwony prom lecący za nimi. Problem polegał na tym, że nie był pewien czy skurwysyny mają wzmocnioną przednią szybę. Jeśli nie to sytuacji powinna być trochę prostsza, jeśli tak to cóż będzie musiał wystawić swoje umiejętności strzeleckie na próbę.
- Obiecaj mi coś. Jeśli wszystko pójdzie nie tak, odstrzel mi łeb. Nie mam zamiaru być przez nich złapanym i brać udziału w ich idiotycznych filmach. Jeśli asset ma trafić w ręce wroga to lepiej się go pozbyć.
Było dość duże prawdopodobieństwo, że Kassa nauczyła ja tego, co jego i wiedziała, co będzie musiała zrobić. To były tylko jego założenia, równie dobrze jej korporacja mogła mieć do wszystkiego inne podejście niż Rosenkov. Może tam podchodzono do wszystkiego inaczej. Jemu jednak zaszczepiono trochę inną hierarchię priorytetów. Wziął powietrze w płuca. Teraz albo nigdy. Kolbą karabinu zaczął uderzać w tylną szybę mając nadzieje, że pęknie dość szybko i będzie mógł zacząć do nich strzelać. Jeśli dobrze pójdzie i zauważy kierowcę przez celownik termiczny spróbuje go odstrzelić za pomocą amunicji
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 11:12

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 11:42

To z pewnością miało wyglądać zupełnie inaczej. Mieli dotrzeć do doków, gdzie pewnie czekał na nich statek - nie wiadomo, czy należący do Sonii, czy do kogoś innego. Czy przyleciała sama, czymś niewielkim, czy miała całą załogę, która oczekiwała ich przybycia z silnikami gotowymi do odlotu. Nie zdążyła się podzielić tą informacją, bo wszystko zaczęło się dziać zdecydowanie zbyt szybko. Teraz siedziała pochylona nad panelem taksówki, zajmując się przełamaniem jej zabezpieczeń, podczas gdy wszystko dookoła powoli zaczynał trafiać szlag.
Próby zastrzelenia kierowcy, o ile sensowne, były zdecydowanie zbyt optymistyczne. Pierwsze kule rozbiły tylną szybę taksówki, ale potem wbiły się w maskę czerwonego promu, nie czyniąc żadnej szkody ani pojazdowi, ani lecącym w nim ludziom. Kobieta, która wychylała się wcześniej z bocznego okna z karabinem, zdążyła się schować. Wciąż byli za daleko, zarówno jedni, jak i drudzy, by sobie nawzajem zrobić krzywdę. Dość oczywistym było, że jeśli Sonya nie przejmie zaraz kontroli nad taksówką, ten dystans znacząco się zmniejszy.
- Nie będziesz - warknęła. - Mam cię dowieźć żywego.
Ich skycar szarpnął i panel sterowania zaświecił się z powrotem, tym razem normalnie, tak jak w każdym innym pojeździe tego rodzaju. Wade wykrzyknęła jakieś bliżej nieokreślone słowo z radością i opuściła omni-klucz, jednocześnie zerkając za siebie. Fakt rozbitej szyby zdecydowanie się jej nie spodobał, ale go nie skomentowała. Osunęła się tylko w dół na fotelu, by zniknąć za nim całkowicie - czego niestety Striker nie był w stanie zrobić, ze swoim wzrostem i budową ciała.
- Prowadź - poleciła, sama nawiązując połączenie z kimś, kogo Charles nie znał. - Shannon, wszystko się spierdoliło. Startuj już i otwórz hangar. Chyba kradnę taksówkę.
- Co? Sonya, ja pierdolę - odpowiedział z omni-klucza męski głos.
Kolejne strzały uderzyły w tył taksówki, nie trafiły jednak w okno, bo znacząco przyspieszyli. Mogli poderwać skycara i spróbować ominąć korki, ale to wystawiłoby ich na ostrzał. Sporym plusem był fakt, że to, czym lecieli oni, z reguły miało większą maksymalną prędkość, niż przeciętny prom. Może mieli szansę ich zgubić.
- WYLATUJ Z DOKU SHANNON - warknęła jeszcze ciemnowłosa i wyłączyła omni-klucz, znów zerkając za siebie. Potem odwróciła się do Strikera. - Leć do doków od zewnątrz. Szara korweta, matowy kadłub, białe silniki. Jak zapomną otworzyć hangar, to przysięgam że ich zapierdolę.
Kolejne strzały,z których jeden trafił w przednią szybę po prawej stronie kobiety, nie rozbijając jej jednak do końca. Sonya zaklęła i wyciągnęła z torby ciężki pistolet, niezbyt jednak skuteczny na tę odległość, więc póki co jedynie go odbezpieczyła. Mogli przebijać się przez korki, ale wtedy musieliby lecieć wolniej. Gdyby spróbowali je ominąć, mieliby większe szanse na zostawienie promu daleko w tyle, ale nie mieliby się za czym ukryć. Wybór, który Wade zostawiła jednak kierowcy.
- Mamy z pięć minut, zanim dostaną zgodę na start i ogarną całą resztę. Dlaczego teraz, do cholery? Co zrobiłeś, że cię znaleźli? Dlaczego nie wcześniej, albo nie później?
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 17:42

Może i nie trafił w kierowcę czy coś bardziej użytecznego. Starał się do tego podejść troszeczkę bardziej optymistycznie, teraz miał pewność, że tamci wiedzą, że nie pójdzie tak łatwo skoro obydwoje są uzbrojeni. Miał zamiar strzelać dalej jednak Sonya miała z goła inny plan. Wrócił na swoje miejsce i zabrał się za prowadzenie tego pojazdu. W takich momentach cieszył się, że to nie pierwszy raz, kiedy przyjdzie mu czymś takim kierować.
- Nie obiecuj.
Odpowiedział jej tylko za nim całkowicie przejął kontrolę nad pojazdem. Musiał się skupić, cieszyło go jednak to, że nie musiał się przejmować tym czy zarysuje ten pojazd albo czy nawet go ze złomuje. Martwiło go tylko to żeby go nie ze złomować razem z zawartością.
Przez chwilę podsłuchał jej rozmowę i parsknął śmiechem. Kurwa facet o imieniu Shannon. A myślał, że on miał przejebane w życiu. Nazwać faceta damskim imieniem. Znając życie i o ile przeżyje, koleś jest strasznym fiutem po tym jak jego rodzina wydała na niego wyrok bycia pośmiewiskiem z takim imieniem.
Kiedy zadała mu te kilka pytań ścisnął mocniej dłonie. W sumie to było dobre pytanie. Było kilka opcji, ale jedna wyjątkowo mocno zakorzeniła mu się w tym momencie w głowie. Nie mógł uwierzyć jak wielkim był debilem. Chociaż wiedział, że to powinna być jej robota, a nie jego, bo do tego czasu miał bardzo dobrą kryjówkę i nikt go kurwa nie szukał.
-To musiały być te zasrane vidy. Pewnie miały wgrany pogram namierzający po ich odpaleniu. Jeszcze jest opcja, że szli za tobą.
Warknął na nią. Właśnie zauważył, że ich znajomość, która tak słodko się zaczęła od kolacji i wspólnych spacerów, zakończy się na ogólnym opierdalaniu się nawzajem. Starał się ochłonąć. Znowu marzył o stymulantach, które tak dobrze działały na układ nerwowy, że kasowały jakiekolwiek inne myśli niż te, które były skupione tylko i wyłącznie na robocie.
Spojrzał na Sonye wyglądała na naprawdę podenerwowaną. Nie miał się zresztą, co dziwić, naprawdę chciała wykonać swoją misję. Nawet nie chciał wiedzieć, czym płacą za porażki w Kassie. Złapał jedna ręką za swój karabin i podał go jej.
- Trzymaj.
Wrócił do sterowania pojazdem. Korek odpadał, za długo to zajmie i nie wiedział jak ciężki sprzęt mogą mieć na promie za nimi. Podjął decyzję. Po chwili uniósł się delikatnie w górę jakby chciał wylecieć z korku, by natychmiastowo zapikować w dół. Musiał lecieć jak najbliżej ziemi. Wierzył, że może w taki sposób nie tyle, co zgubi swoich prześladowców to znajdzie więcej osłon manewrując wśród budynków znajdujących się na dole. Kiedy osiągnął w końcu pułap, jaki chciał zaczął kierować się w stronę doku. Musiał tam dotrzeć przed nimi, a najlepiej by było by się ich pozbyć. Miał nadzieje, że tym razem manewrowość i szybkość wygra nad brutalna silną.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 20:41

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 20:59

Wade zgromiła go spojrzeniem. Nie było jej w tym momencie do śmiechu, a do niefortunnego imienia swojego pilota zdążyła się już z pewnością przyzwyczaić. Fakt, brzmiało absurdalnie i rodzice faktycznie mogli go nie kochać, marzyć o córce a urodzić syna, ale w tej chwili nie miało to tak dużego znaczenia, jak to, że gonili ich bliżej nieokreśleni najemnicy. A może nie najemnicy, może ktoś inny. W końcu jednak kobieta westchnęła i rzuciła:
- Nienawidzi, kiedy się tak do niego mówi.
Przyjęła karabin i odwróciła się na fotelu, siadając teraz tyłem do kierunku jazdy. Zaufała Strikerowi, zakładając, że potrafi prowadzić, a jego brak protestów tylko ją w tym utwierdził. Wyjrzała zza oparcia, ale schowała się chwilę później, przytrzymując się tylko by nie wypaść, gdy taksówka zapikowała w dół.
- Za mną nie szli - syknęła w odpowiedzi. - Wylądowałam pierdolone pół godziny temu. Godzinę. Może vidy - zamilkła na moment i wychyliła się, posyłając długą serię w pojazd za nimi, który też zleciał w dół, ale w końcu zaczynał się oddalać. - Mam nadzieję, że nie rozwalili ci knajpy. Jedzenie było pyszne.
Komplement brzmiał dość absurdalnie, w momencie gdy jednocześnie wychylała się, żeby strzelić do tyłu. Tylko że bezskutecznie, bo osoba prowadząca prom robiła to dobrze. Sonya nie miała szans ani uszkodzić pojazdu, ani kierowcy. Zaklęła znów, całkiem efektownie.
- Jeśli vidy, to i tak zareagowali szybko. Ile czasu minęło od odtworzenia do naszego wyjścia? Kwadrans?
Odwróciła się i usiadła z powrotem, gestem sugerując skręcenie w jedną z uliczek po prawej stronie. Ludzie poruszający się na piechotę nie byli zbyt zadowoleni z faktu, że tuż nad ich głowami przelatywała taksówka, tam gdzie zdecydowanie nie powinna. Znając życie, zostali już kilka razy zgłoszeni. Z tyłu padły strzały, przez dziurę w tylnej części pojazdu trafiając w przednią szybę i sprawiając, że pękła w kilku miejscach, ale nie rozsypała się całkowicie. Znacznie lepsza byłaby druga opcja, bo w tej chwili Charles ledwo był w stanie widzieć, gdzie leci.
- Uwaga - uprzedziła Wade i zamachnęła się, kolbą jego karabinu uderzając w szkło, które dopiero wtedy rozpadło się i odsłoniło drogę. W ostatniej chwili uniknęli dzięki temu zderzenia z bilboardem. Kobieta złapała się mocno, gdy skręcili gwałtownie i nerwowo wypuściła powietrze z płuc. - Błagam. Jestem za młoda na zawał.
Brak przedniej szyby nieco utrudniał lot. Powietrze uderzało w nich z taką siłą, że trudno było oddychać, a co dopiero mówić. Po chwili namysłu Sonya odwróciła się znów tyłem do kierunku jazdy. Wzburzone włosy zasłoniły jej twarz. Ponownie uniosła karabin do strzału.
- Tylko nie hamuj gwałtownie - rzuciła.
Wystarczyło wylecieć spomiędzy budynków i powinni znaleźć się na wysokości doków. Wtedy pozostało rozejrzeć się po okolicy i znaleźć wspomniany przez kobietę statek, wylądować w jego hangarze i zostawić napastników w cholerę. Ale najpierw trzeba było im uciec.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

7 maja 2017, o 21:31

Prowadzenie tęgo złomu stawało się coraz bardziej uciążliwe. Nie tak planował ten wieczór. Wolał bardziej proste rozrywki jak czyszczenie broni i drzemki. Niestety utknął teraz w niezłym gównie latając jak wariat nad dzielnicami mieszkalnymi. Musiał się pośpieszyć teraz już było za późno na rozmowy z SOC na temat, „ale panie władzo ja się tylko broniłem”. Jeszcze, kiedy wspomniała o tym, że mogą rozwalić knajpę, przeklął coś po rosyjsku pod nosem. Co, jak co, ale rosyjski był o wiele lepszy do przeklinania. O wiele więcej możliwości niż w angielskim.
Najgorsze jednak było to, że strzelanie do nich powoli mijało się z celem. Nie dość, że się oddali, to jeszcze, jako prom mieli o wiele łatwiej w strzelaniu. Bardziej toporna konstrukcja, przygotowana do takich akcji. Nie to, co ich bojowa taksówka rozwalona na części. Próbując prowadzić sięgnął do swojej torby. Potrzebował dolnej części hełmu. Musiał jakoś oddychać, a uderzające powietrze nie było jego sprzymierzeńcem w tym momencie.
Kiedy już ją wyciągnął, zauważył swoje granaty przylepne. Cholera, to mogło się naprawdę przydać. Założył na twarz maskę by mógł łatwiej oddychać. Niestety oczy musiał dalej mieć przymknięte, wiedział już, że jeśli przeżyje będzie potrzebował kropel do oczu. Bardzo dużo kropel. Wysuszone spojówki nie były przyjacielem zawodowego najemnika.
Rozmowa w tym miejscu byłą dość niewygodna, więc miał nadzieje, że zna, chociaż język ruchów dłoni. Nie było to oczywiście jakoś super skomplikowane, ale nie każdy go znał. Jeśli odbyła jakiekolwiek szkolenie wojskowe powinna go zrozumieć dość dobrze.
Złapał ją za jakąkolwiek część ciała, która była najbliżej. Miał nadzieje, że to zwróci jej uwagę na tyle by zaczęła na niego patrzeć. Najpierw oczywiście klasyczne „ty” wskazując na nią palcem. Potem „słuchaj” przykładając otwartą dłoń do ucha. Potem wskazał na swoją torbę, a dokładnie na granaty. Potem pokazał pięć palców i wskazał na pojazd za nimi. Potem uniósł dłoń pokazując klasyczny znak mówiący „pośpiesz się”.
Według jego wyliczeń mogli być i od nich daleko. Ale mogli przelecieć przez bardziej ciasną przestrzeń jak parking albo inny tunel. Chociaż wolałby parking. W ich niszczeniu miał już jakąś wprawę. Musiał tylko taki znaleźć i wysadzić. Miał nadzieje, że chociaż to się uda, jeśli nie cały czas mieli ze sobą karabin.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

9 maja 2017, o 20:00

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

9 maja 2017, o 20:26

Striker nie mógł wygodnie odwrócić się tyłem do kierunku jazdy, bo przypadła mu zaszczytna rola kierowcy. Z drugiej strony Wade wcale nie wyglądała na zadowoloną. Długie włosy wpadały jej w oczy, do ust, a nie było czasu na związywanie ich. Wypluwała je co jakiś czas z frustracją i bezskutecznie potrząsała głową, bo pęd powietrza był zbyt duży.
Gdy Charles szarpnął ją za łokieć, odwróciła się do niego. Na twarzy miała odmalowaną determinację, która nadawała jej rysom ostrości. Wyglądała teraz znacznie mniej niewinnie, niż w chwili, gdy zamawiała grillowanego kurczaka u niego w restauracji. Teraz pierwszym, co przychodziło na myśl, to fakt, że najchętniej gołymi rękami rozszarpałaby tych, którzy za nimi lecieli. Spojrzała na granaty i sięgnęła po nie jedną ręką, uprzednio łapiąc karabin między kolana. Nie miała pancerza ani zaczepów, na których mogłaby go teraz zamontować. Zacisnęła zęby i zamachnęła się, rzucając w końcu pierwszy z granatów.
Nie trafiła. Zaklęła, nie po rosyjsku, ale w pięknej, czystej angielszczyźnie. Zerknęła na Strikera, a potem za siebie, na trasę, którą wybrał. Szukała lepszego rozwiązania, niż rzucanie za siebie bomb, jak w starych grach zręcznościowych. Tutaj ta zręczność okazywała się znacznie większą suką. Prom był kilkadziesiąt metrów za nimi, niełatwo było w niego wycelować. Znacznie prostszym celem okazał się bliżej nieokreślony pomnik, pionowa pałka kończąca się ogromną kulą, koło której przelatywali. Sonya rzuciła w niego trzema granatami, a ostatnim - jednak - spróbowała trafić w ścigający ich pojazd.
Trafiła, w jedno i drugie. Wybuch na promie z jakiegoś powodu nie zniszczył go ani trochę, osmalił mu jedynie szybę, co nieco utrudniło prowadzenie kierowcy. I to wyszło uciekającym na ogromny plus.
Gdy uszkodzeniu uległa ażurowa konstrukcja pomnika, ten załamał się i zaczął spadać. Kradziona taksówka przeleciała pod nim jeszcze zanim to się wydarzyło, ale pilot czerwonego promu przez częściowo osmaloną przednią szybę nie zauważył tego wystarczająco wcześnie. W panice przed walącą się gigantyczną kulą gwałtownie skręcił, znikając w jednej z prostopadłych uliczek.
- Tak! - zawołała Sonya i z powrotem złapała karabin w ręce, zabezpieczając go. Wyglądało na to, że teraz nie będzie już im potrzebny. Szybko dotarli już w okolicę doków, a ich oczom ukazał się wspomniany przez kobietę statek. Hangar był otwarty, stał w nim wysoki mężczyzna, trzymając się jednej ze ścian i czekał na nich. Wpakowanie się na pokład w pełnym tempie i wyhamowanie nie było łatwym zadaniem. Niewiele brakowało, by rozwalili się o przeciwległą ścianę. Zanim rampa się zamknęła, na horyzoncie pojawił się ponownie czerwony prom, ale teraz mogli co najwyżej pomachać im na pożegnanie. Kilka sekund później silniki korwety zawyły, a Cytadela została za plecami.
Wade gwałtownie wypuściła powietrze z płuc i odwróciła się, osuwając się na fotelu. Miała włosy w absolutnym nieładzie i chyba rozmazał się jej makijaż, ale wydawała się szczęśliwa. Może przez szeroki uśmiech, którego jeszcze Charles u niej nie widział.
- Ukradliśmy taksówkę, Charlie - poinformowała go, spoglądając na niego z rozbawieniem. Zupełnie tak, jakby przed chwilą nie groziła im śmierć z rąk bliżej nieokreślonego prześladowcy. Zaśmiała się. - Nie sądziłam, że mam aż tak beznadziejnego cela. Ale nieważne.
Otworzyła drzwi i wyskoczyła na zewnątrz, odgarniając włosy z twarzy. Do pojazdu podszedł ciemnoskóry mężczyzna, teraz oglądając go z niedowierzaniem ze wszystkich stron. Pokręcił głową, spoglądając na Wade z absolutną rezygnacją w oczach.
- Co? Przecież jesteśmy.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

10 maja 2017, o 15:13

Kiedy taksówka osiadłą w końcu na ziemi, a nie wbiła się przeciwległą ścianę, Charles poczuł w końcu spokój. Zeszła z niego cała adrenalina i przyszło zmęczenie. Jakby nie patrzeć był już od paru godzin na nogach, a nie spał zbyt długo ze względu na to, że znowu miał koszmary. Oparł głowę o fotel kierowcy. Westchnął tylko głośno. Obrócił głowę w jej stronę. W życiu nie spodziewał się, że ktoś tak bardzo promieniście się do niego uśmiechnie. Był raczej przyzwyczajony do przerażania lub pasywnej agresji. Rzadko jakieś pozytywne emocje. Pewnie jeszcze nie zaglądała w jego kartotekę, o ile ją mieli. Wtedy za pewne inaczej by go traktowała.
- Musimy się jej pozbyć. Pewnie ma zamontowanego GPSa.
Nie spodziewał się tego, że laska z bitchfacem ma jeszcze całkowicie inną stronę. Znał wielu operatorów we swojej wcześniejszej pracy, ale ona należałaby chyba do tych, z którymi miałby problem z współpracą długoterminową. Podczas akcji stawała się troszkę zbyt podekscytowana. Nawet był w stanie zrozumieć czarnoskórego mężczyzny i jego niezadowolenie na twarzy. Zastanawiało go jednak to czy Sonya jest długoletnim pracownikiem czy dopiero zaczyna. Cholera wie.
Ściągnął z twarzy maskę tlenową. Musiał znowu wszystko spakować do torby. Wsadził najpierw ją do środka, a potem karabin. Trochę go bolało to, że stracił swoje wybuchowe cacuszka, ale prędzej czy później gdzieś uda mu się je uzupełnić. Wyszedł za nią przyglądając się statkowi. Korweta jak korweta. Jednak wciąż towarzyszyło mu uczucie, że za chwile ktoś się na niego rzuci i aresztuje. Nie żeby mu to jakoś przeszkadzało. Przynajmniej wiedziałby, na czym stoi.
Zaczął się zastanawiać ile osób liczy załoga. Standartowo było to od 5 do 15 osób do obsługi statku, nie licząc ludzi, którzy się na niej znajdowali. Nie chciało mu się wierzyć, że wysłali tylko ją. Chociaż mógł to być najlepszy operator Kassy. Nie wiedział. Nic nie wiedział. Było tutaj zbyt wiele niewiadomych. Czuł się przez to trochę bardziej podkurwiony niż zazwyczaj. Przez całą drogę nie wziął pod uwagę jeszcze jednej zmiennej. Co jeśli to oni na niego polowali, a tamci chcieli mu pomóc? Co jeśli sam wszedł w paszczę lwa, bo popełnił podstawowy błąd, czyli poszedł za ładną kobietą? Znał od cholery takich historii i żadna zazwyczaj nie kończyła się pozytywnie.
Obrazek Obrazek Obrazek

ObrazekObrazek

Obrazek Obrazek Obrazek


GG 56291905
Charles Striker

Avatar użytkownika
 
Posty: 1115
Posty fabularne: 48
Dołączył(a): 6 wrz 2015, o 15:07
Miano: Charles Striker
Wiek: 29
Klasa: Żołnierz
Rasa: Człowiek
Zawód: Kontraktor Przymierza
Lokalizacja: Cytadela
Status: Kontraktor Przymierza
Kredyty: 14.600
Medale: 7
Kat (1) Wyzwoliciel (2) Medal za długą służbę (1) Operacja Psychopata (1) Sponsor (1) Glitch (1)

Re: Restauracja "El Jefe"

10 maja 2017, o 22:10

Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

9 sty 2022, o 21:25


En passanta
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Isha D'veve


“She remembered who she was
and the game changed.”
― Lalah Delia


Wyświetl wiadomość pozafabularną


Wyświetl wiadomość pozafabularną

Pogrążona w chaosie stacja z trudem przywracała pozory normalnego funkcjonowania. Atak hakerski odcisnął na Cytadeli piętno, które każdy przechadzający się czystymi ulicami był w stanie doświadczyć. Panele, które nieraz odmawiały posłuszeństwa - drzwi, które nie reagowały na podchodzącego do sklepu kupca. Idealna maska galaktycznej stolicy była lustrzanym mirażem, którego rysy i pęknięcia przecinały powierzchnię jak tworzące się w tkance blizny.
Pomimo zapewnień władzy, mieszkańcy nie wiedzieli czego mogli się spodziewać. Każdy dzień przynosił nowe naprawy, ale też nowe usterki. W klinikach wciąż piętrzyły się wnioski o przyjęcie i przydzielenie łóżka. Niektóre sklepy nieśmiało otwierały się na powracający ruch turystów, inne pozostawały zabarykadowane przed potencjalną wściekłością separatystów, którzy chętnie korzystali z amoku ostatnich wydarzeń by zagrabić jak najwięcej dla siebie.
Wiedząc to wszystko, Isha mogła być przygotowana na wszelkie ewentualności stawiając swoją stopę w cywilnym doku, mijana przez śpieszących się biznesmenów, rozwrzeszczane dzieci i goniące je matki, a nawet turystów korzystających z nieciekawej sytuacji stacji i wiążących się z tym zniżek. Nie mogła przygotować się tylko jednego - osoby, którą miała na tej stacji spotkać.
Isyxa była nieustępliwa. Jej początkowa wiadomość była bardzo subtelna, niemówiąca zbyt wiele - ot, zwykłe jak leci siostrzyczko? minęło sporo czasu. xx, które Isha mogła zignorować, lub odpowiedzieć w sposób kulturalny, a zarazem nienawiązujący głębszej konwersacji. Z czasem jednak komunikator asari pikał coraz częściej, gdy jej siostra, niezrażona potencjalnymi odpowiedziami, jak gdyby między nimi nigdy nie wydarzyło się nic negatywnego, domagała się odpowiedzi i kontaktu.
Prośba o spotkanie nadeszła bardzo szybko. Nie zważając na ich problematyczną sytuację rodzinną, a także prosty fakt tego, że nie widziały się naprawdę kupę czasu i nigdy wcześniej nie wyrażała zbyt wielu chęci zmiany tego stanu, Isyxa wprost spytała, czy mogłyby zobaczyć się na stacji.
Isha, mając z pewnością tysiąc lepszych rzeczy do zrobienia, mogła sięgnąć po dziesiątki wymówek, które przychodziły jej tylko do głowy. Bez względu na to, czy zgodziła się za pierwszym, dziesiątym, czy nawet dwudziestym razem, jej siostra dość szybko zdradziła po sobie, że musi chodzić o coś poważnego - i że nie zamierzała odpuścić, póki Isha nie zgodzi się spotkać z nią na Cytadeli.
Stacja była neutralnym gruntem. Nie zmuszała młodszej D'veve do konfrontacji z ojczystą planetą. Isyxa wybrała też publiczne miejsce, jakąś restaurację serwującą ludzkie jedzenie, o której żadna z nich nie słyszała, ale miała dobre opinie w extranecie. Nawet przy stosunkowo opustoszałym stanie stolicy po ostatnim ataku, wciąż dawało to mnóstwo potencjalnych świadków, które blokowały jej możliwości argumentacyjne.
Wchodząc do pomieszczenia dostrzegła sylwetkę swojej siostry od razu. Tylko kilka stolików było zajętych, w większości przez ludzi stęsknionych za ojczystą kuchnią. Asari była jedyna - siedziała ubrana w eleganckie, lecz cywilne ubrania, z nosem zagrzebana w swoim omni-kluczu, który wyświetlał obce dla niej menu. Na widok Ishy uśmiechnęła się szeroko, rozkładając szeroko ręce by ją uściskać, w tak obcy dla siebie sposób, a zarazem tak przekonujący - jakby jej radość była niczym niezmącona, a ich spotkanie absolutnie nie brało pod uwagę tego, co poróżniło ich w przeszłości.
- Isha, jak dobrze cię widzieć! - zaszczebiotała, wskazując jej miejsce naprzeciw siebie. Jej stolik był dość odosobniony od reszty, z ładnym widokiem na okręgi po jednej stronie. Zasiadła, wpatrując się w swoją siostrę. - Ale się zmieniłaś... Mam nadzieję, że nie byłaś tutaj podczas tego całego zamknięcia. Złapali już terrorystę? - rzuciła pytanie w eter, sięgając z powrotem do menu, które teraz wyświetliła obok, przed szybą i widokiem za nią, jeżdżąc z pozycji na pozycję, nie wiedząc za bardzo co wybrać.
- Co to Orlean? - mruknęła, marszcząc brwi w konsternacji. - Jakieś zwierzę? Spytajmy szefa kuchni - zaproponowała, skacząc z tematu na temat, dłoń unosząc w górę by zawołać kogoś z obsługi.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Re: Restauracja "El Jefe"

10 sty 2022, o 22:05

Chaos panujący w Cytadeli był dla Ishy dosyć dużym zaskoczeniem. Jeśli pięć lat temu ktoś zapytałby jej o jeden przymiotnik, którym miałaby określić to piękne miejsce, zdecydowanie byłoby to "nietykalna". Jasne, nie było to NAJBARDZIEJ bezpieczne miejsce w całej Drodze Mlecznej, w końcu było tu od cholery różnych przestępców, krętaczy, opuszczonych miejsc, najemniczej aktywności i tak dalej, ale takie rzeczy były wszędzie. Mimo wszystko stolica Galaktyki kojarzyła jej niegdyś z miejscem bezpiecznym, takim, w którym nie trzeba było martwić się o tego sortu globalne katastrofy. Wpierw uderzył Suweren - to już zachwiało nieco wiarę D'veve. Już wtedy mit niezdobywalnej fortecy nieco runął, ale teraz...? Zdecydowanie myślała, że nowiutka, przecudowna Rada będzie chciała mocno zadbać o swój wizerunek i nie dopuści do pojawienia się na nim choćby jak najmniejszej rysy. Widocznie się zawiodła. Jasne, przeczytała już wszystkie te wiadomości i newsy...w zasadzie nawet gdyby miała ich nie czytać, to pewnie szybko zorientowałaby się o tym co się stało, w końcu absolutnie wszyscy teraz o tym gadali. W transporcie publicznym, na ulicach, w knajpach...

Ale to nie było istotne. Atak Gethów oraz niedawny "Czarny Dzień" był niczym w porównaniu do katastrofy, która nadchodziła teraz...

Isyxa D'veve. Starsza siostra Ishy. Przy okazji jej...mniej ulubiona. Dosłownie może ze dwa dni po zakończeniu ostatniej misji w jakiej Najemniczka Asari brała udział, zaczęło się wypisywanie wiadomości. Zapytania co tam, jak się ma, co się działo...
Początkowo Isha odpowiadała raczej kordialnie, choć z dystansem. Krótko opisywała to co ostatnio działo się w jej życiu, mocno oszczędzając na szczegółach i licząc, że siostra po prostu się odczepi. Na szczęście (lub z perspektywy Ishy, niestety), nie miało to miejsca. Natłok wiadomości był dość duży. Młodsza D'veve nie pozostawiała ich bez odpowiedzi, ale też nie sprawiała wrażenia zbyt chętnej do rozmów. Częściowo dlatego, że obawiała się prób odbudowy relacji z siostrą, częściowo dlatego, że węszyła jakiś dziwny spisek jej rodziców, a częściowo dlatego, że chciała po prostu...zapomnieć. Mieć to za sobą. Dlatego też odrzuciła pierwsze zaproszenie na spotkanie. Myślała, że to wystarczy. Szybkie "nie dzięki" i do widzenia...ale potem przyszła kolejna prośba. Wpierw zignorowana. Potem kolejna...i w końcu się zgodziła. Zresztą, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to odbębni to spotkanie i wróci do swojej ekipy. W zasadzie i tak była trochę uziemiona na Cytadeli, Hierax potrzebował paru kalibracji, napraw i tak dalej, a ekipa chciała odpocząć. Dlatego też w końcu postanowiła, że się zjawi. Postawiła za to jeden żelazny warunek - to starsza siostra ma stawiać. Skoro już Isha MUSI tu być, to chociaż zje coś za darmo. Teoretycznie była akurat po wypłacie, ale podobno trzeba być oszczędnym.

Nie powiedziała przyjaciołom gdzie idzie, niezbyt chciała by się zamartwiali, albo co gorsza, wpierdalali w nie swoje sprawy, dlatego też po prostu oznajmiła, że idzie spotkać się z koleżanką ze starej pracy i po prostu poszła.

Stawiła się więc na miejscu, ubrana w raczej luźne i mało eleganckie ciuchy. Na tyle by uszanować dresscode restauracji, ale jednocześnie nie wyjść na ekstremalnie elegancką, lub, nie daj Bogini, przejętą całym spotkaniem i sytuacją. Musiała wyjść na...rozluźnioną. Niechętną. Może nawet trochę apatyczną, ale w ten taki cool i śmieszny sposób.

Przysiadła przy stoliku i przywitała siostrę poprzez skinięcie jej z dystansu głową i lekki uśmiech.
- No hej.- rzuciła dosyć luźno. Układała sobie w głowie to co chce powiedzieć, ale nawet nie zdążyła. Została zalana serią pytań, na które zamierzała odpowiedzieć. Na WSZYSTKIE. Isyxa wiedziała jak rozgrzać młodszą siostrę - poprzez całą masę pytań. Pamiętała jednak by być "ostrożną".- Nie, akurat mnie tu nie było, zwiałam jakieś...nie wiem, parę godzin przed zamknięciem. I...uhhh...Orlean to nie jest zwierzę. To jest, ten, no...uhh...koleżanka mi kiedyś mówiła, ta z ludzką gorączką, pisałam o niej. To jest ten, no...kraj? Jakiś? Chyba?- odpowiedziała raczej szybko, choć plątając się nieco w zdaniu i mieszając słowa. Nie czuła się zbyt komfortowo, ale zbierała teraz resztki swojej kompostury.

Keep it cool, Isha. Masz to w garści, mordko. Pomyślała sobie. Postanowiła zamówić sobie z menu coś normalnego, może jakiś...sznycel? Mieli tu pewnie sznycel. Fulvinia raz opowiadała jej o tym czymś. I może jakieś wino. Albo nie, nie wino. Coś słodkiego. Napój. Jakiś energetyk? Biotycy lubią energetyki, trzeba pokazać Isyxie, że Isha jest, no, BIOTYKIEM.

Tak więc postanowiła. Sznycel. Energetyk. Może jakieś przystaweczki, dowolne. Cokolwiek mają, tak w zasadzie.
ObrazekObrazek
Isha D'veve

Avatar użytkownika
 
Posty: 73
Posty fabularne: 61
Dołączył(a): 17 paź 2021, o 17:53
Miano: Isha D'veve
Wiek: 109
Klasa: Adept
Rasa: Asari
Zawód: Najemniczka/Ninja
Lokalizacja: Neidus/Nyx/Cytadela/Omega
Status: Lepiej nie mówić
Kredyty: 4.250

Re: Restauracja "El Jefe"

10 sty 2022, o 23:02

W normalnych warunkach z przeszłości Isyxa z pewnością wytknęłaby Ishy jej jąkanie, czy też nienadążanie za jej nawałem pytań. Oczywiście nie w prosty, bezpośredni sposób, a chowając przytyk w niezobowiązującym żarcie. Ich dynamika od zawsze była skrzywiona w mało komfortowym kierunku, z czego asari zdawała sobie sprawę i często wykorzystywała - nawet nieświadomie. Dziś jednak Isyxa D'veve była inną kobietą. Siostrą odmienioną. Uśmiechniętą szeroko, kiwającą głową w zadowoleniu na dźwięk chaotycznych odpowiedzi, jakby bez problemu dostrzegała w nich sens pozostając ślepą na zdenerwowanie Ishy.
- To bardzo dobrze - odparła elokwentnie, nie precyzując na co tak dokładnie odpowiadała.
Uzyskując odpowiedź na swoje pytanie odnośnie Orleanu, machnęła drugi raz w kierunku nadciągającego kelnera, odsyłając go z powrotem na zaplecze. Zamilkła na moment, podobnie jak ona zagrzebując się w rozbudowanym menu. Jedzenie, które tutaj oferowano, z pewnością wzbudziłoby tęsknotę kubków smakowych każdego przedstawiciela rasy ludzkiej. Dla asari jednakże wszystko było obce. Nazwy zwierząt, których mięso serwowano, sosów doskonale znanych w Ziemskiej kuchni, warzyw - nic z tego nie przemawiało do Isyxy. W ciemno postanowiła wybrać Gumbo, wzruszając przy tym lekko ramionami gestem osoby, która się poddaje. Do tego zamówiła dla siebie koktajl alkoholowy i poczekała, aż Isha zaznaczy swoje wybory nim wygasiła holograficznie wyświetlaną kartę dań.
- Och, sama Athame tylko pamięta kiedy ostatnio się widziałyśmy - zaszczebiotała, opadając na oparcie krzesła i zakładając nogę na drugą. Gwar kuchni wydostający się z zaplecza skutecznie zagłuszał panującą między nimi ciszę, gdy Isyxie nieopatrznie nie udało się odpowiednio szybko wypełnić jej kolejnymi, pustymi słowami. - Jak się miewasz? Co u ciebie? Masz tutaj mieszkanie?
Wyjrzała przez duże okno, za którym rozpościerał się majestatyczny widok Okręgów. Ciężko było odmówić Cytadeli uroku, szczególnie w niektórych miejscach, które pozwalały spojrzeć na nią z najbardziej korzystnej strony. Pomimo tego, kobieta westchnęła cicho.
- Mi chyba brakowałoby Thessii... roślinności, kwiatów. Życia, a nie, każdą przepustkę spędzać tak w sterylnej puszce - zadumała się, nim nadchodzący do ich stolika kelner nie odwrócił jej uwagi. Przystanął, podając obu kobietom ich zamówienie. Przed Isyxą stanął wysoki kieliszek z fantazyjnym, owocowym drinkiem ze słomką. Drink miał różową barwę, a w blasku lamp w lokalu dało się dostrzec pływające w nim, złote drobinki. Przed Ishą stanęła puszka ziemskiego energetyka, którego łaskawie kelner jej otworzył i wsadził do środka słomkę.
Isyxa nie powiedziała ani słowa.
- Nie uważasz, że Cytadela jest taka... puszkowata? - spytała, z braku lepszego słowa. Sięgnęła po swojego drinka i wsunęła słomkę do ust, upijając mały łyk. - Ach, drink Serrice. Przynajmniej alkohol mają tutaj normalny.
Odchrząknęła, maskując swój mało przyjemny komentarz gdy kelner robił w pomieszczeniu nawrotkę i akurat nieszczęśliwie znów mijał ich stolik, gdy Isyxa się odezwała.
Gdy znów, na sekundę, zapadła niezręczna cisza, starsza D'veve zastukała nerwowo paznokciami o szklany kielich, przyglądając się Ishy w skupieniu.
- Dobrze cię tu traktują, Isha? - spytała, ni stąd, ni zowąd. - Wiesz, tak bez rodziny całe życie... Inni nie żyją tysiąc lat - dodała, z niewypowiedzianą sugestią w głosie.
Inni przeminą, a jej siostry na tysiąc lat pozostaną, czy tego chciała, czy nie.
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9872
Posty fabularne: 407
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 21:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Okręg Zakera

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość