Prezydium to obszar wewnętrznej strony pierścienia łączącego okręgi. Znajdują się tutaj ambasady ras uznających zwierzchnictwo Cytadeli, a także wiele sklepów, lokalów rozrywkowych czy drogich mieszkań, na które pozwolić sobie mogą najbogatsi. Znajduje się tu także Wieża Cytadeli.

Re: Przestrzeń Publiczna

18 sty 2017, o 00:21

- HeKAte - poprawiła mężczyznę, podkreślając zamienione spółgłoski. Była zadowolona, nawet pewnie podświadomie nawet nieco dumna ze statku, na którym służyła. To nie była pierwsza lepsza jednostka, jaką mogła napotkać w porcie Cytadeli. Był lepszy od większości, jakie widziała, korzystał z najnowocześniejszych podsystemów, właściwie chyba nawet prototypów - niektórych na pewno, choć nie wiedziała czy wszystkich. Nie podobało się jej więc przekręcanie nazwy fregaty, tak samo, jak pewnie Mattowi nie odpowiadało jej przekręcanie jego imienia.
- Naprawdę? Wow, galaktyka jest mała - zaśmiała się, tym razem już całkiem szczerze. - Jest w porządku. Pozdrowię.
Był w porządku, bo zatrudnił ją, a ona nie należała do najlepszych pracowników na rynku, trzeba było to przyznać. I jakoś nigdy od tamtej pory nie mieli ze sobą problemów. Może i Lex nie była najbardziej towarzyską osobą na pokładzie, albo zdarzało się jej zapić na wieczór i rano zaspać, ale zawsze potem nadrabiała swoje zaległości, więc raczej kapitan nie miał na co narzekać.
O Venus słyszała. Zresztą, kto nie słyszał, zwłaszcza jeśli pracował w branży. Dużo się mówiło o nowym statku, o inwestycji i zatrudnieniu nowych fachowców. Nawet na Hekate zdarzyło im się o tym porozmawiać kilka razy, z tego co pamiętała.
- Nieźle - ruszyła u boku Matta w tę stronę, w którą ruszył on.
Prowadzona w stronę tajemniczego sklepu, w którym sprzedawano tanie fajki, rozglądała się obojętnie wokół siebie. Cytadela nigdy jej nie fascynowała. Znacznie lepiej czuła się na Omedze, gdzie ludzie nie mieli kijów powsadzanych w tyłek tak głęboko, że nie mogli kręcić głową. Ale w sumie przynajmniej teraz będzie się czuła pewniej, w towarzystwie nowo poznanego mechanika, który też do tych eleganckich i wysztyftowanych nie należał.
- A wiesz, że poznałam kiedyś radną? - pochwaliła się. - Pracowałam wtedy dla takiego biznesmena na Illium, sprzątałam jego brudy.
Machnęła ręką, dając do zrozumienia, że nie jest to historia warta opowiadania. Gorsze czasy, kiedy brała prywatne zlecenia, korzystając ze swoich hakerskich umiejętności, żeby sprzątać po bogatych i leniwych. Chociaż to nie był standard, zdarzyło się jej to kilka razy, z czego raz właśnie u tamtego.
- Fel plątała się po jego apartamentach w szlafroku - parsknęła śmiechem, po czym zreflektowała się i wsunęła ręce do kieszeni, usiłując zachować powagę. To generalnie były dziwne czasy, trudno było opanować rozbawienie, gdy je wspominała. - W sumie plotki o nich ucichły, więc pewnie się rozstali. Nie jestem już na bieżąco.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 273
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

18 sty 2017, o 22:05

-Bogini ciemności, no tak. Zresztą...Dziwna nazwa dla statku kurierskiego, nie? Konstruktor, jebaniutki, miał fantazję.-Stwierdził, chwaląc się przy okazji swoją wiedzą na temat mitologii greckiej, która nie należała do specjalnie zaawansowanych. Ot kojarzył najważniejsze epizody i opowieści. Wzruszył przy tym ramionami, bo temat nie należał do najbardziej interesujących. Miał dla niej złą wiadomość, bowiem sklep bezcłowy, o którym wspominał znajdował się na drugim końcu tej stacji, w okolicy centrali jego byłego pracodawcy. Nie był do końca przekonany czy przy obecnych godzinach szczytu, zdążą dotrzeć na czas. Tuż przed zamknięciem. Owszem, dobrze dogadywał się z właścicielem, ale nie do tego stopnia, by wykładał towar na ladę chwilę przed zamknięciem. No cóż, ale znając Matta, pewnie miał jakiś plan B. Wystarczyło puść na ruskich, handlujących lewym towarem w tym samym okręgu. Nieco bardziej na uboczu. Z nimi też dało się dogadać, tylko trzeba było ważyć słowa. Nawet Matt, nie czujący potrzeby blokowania ozora, czuł przed nimi taki respekt, że wolał się z nimi dogadać dyplomatycznie.-A mówi się, że przy tak zajebistych rozmiarach galaktyki nie jesteś wstanie znaleźć znajomego, nie? Gówno prawda.-O Bleysie miał bardzo dobre zdanie. Mało brakowało, by nie zgłosił się do jego pracodawców, gdy jego wkurwienie na Fergusson Engineering sięgało zenitu. Na szczęście, pojawiła się okazja załapania się na Venus. I ot, jest tu. Dlaczego? Bo był naprawdę dobry, jego nieskromnym zdaniem, jeden z najlepszych, co udowadniał zresztą nieraz. Był świadom swojej wartości. Co prawda, nie była to ciepła posadka kierownicza, ale odpowiadała mu. Mniejsza odpowiedzialność, wykonywał robotę, którą lubił i znał się na niej. I płacili mu dobrze, ba, nawet bardzo dobrze. Nawet najbardziej dochodowe kontrakty nie potrafią zrównoważyć się z jego obecnym wynagrodzeniem.
-Wiesz, jednostka nowa. Trzeba jeszcze parę elementów dograć, ale w gruncie rzeczy, nie jest najgorzej. Po czterech latach pewnie wszystko się posypie. A przez to, że założyli nie do końca sprawdzony, "eksperymentalny" i zjebany system napędowy. Już mamy problem z separatorem cząstek zjonizowanych.-Skoro w końcu znalazł na kogoś po swoim fachu, mógł sobie podywagować na tematy typowo techniczne. Czyż to nie pięknie? Ale kiedy temat z niewyjaśnionych przyczyn przeniósł się na Iris, Matt dziwnie się skupił. Sam nie wiedział dlaczego. Można rzec, że nadstawił uszy, zamienił się w słuch. Jak zwał tak zwał. Niemniej jednak, skupił się na skąpych informacjach przedstawionych przez Lex. Kiwnął twierdząco głową i znów, wzruszył ramionami.-No popatrz, faktycznie, galaktyka jest mała. Ktoś od nas, gadał z jej asystentką. Krążą słuchy, że fagas wyparował i już się nie zjawia.-W szlafroku...Gdyby załoga wiedziała na jak genialny pomysł wpadł Scooter. Człowiek odpowiedzialny za nagrywanie kobiet w damskiej toalecie, w ziemskiej centrali FE. Prawdopodobnie za samo jego przedstawienie szerszej gawiedzi, prawdopodobnie wyleciałby na zbity pysk. Teraz...Pewnie i tak mu wszystko jedno, ale...Łącząc szlafrok, Iris i genialny koncept swojego kumpla, no cóż...Powstał dość ciekawy mix.-Mój ziomek, spec od IT na Venus. Stwierdził, że Fel to dobra dupa, no bo...Nie oszukujmy się, jest i warto byłoby sprawdzić co nosi pod tym fatałaszkiem od Gucciego. No i...Chciał w jej kajucie wpierdolić cztery kamery. Nad łóżkiem dwie i w kiblu kolejne dwie. Na szczęście, odwiodłem tego pojeba od tego.-Zaśmiał się. Dobrze wspominał trio "wyrzutków bez których nic by nie ruszyło". Cegła, Scooter i Matt byli sporym wsparciem dla całej załogi, a to dlatego, że doskonale znali systemy napędowe Fergusson Engineering.
Przechodząc obok sklepu z elektroniką, Matthew rzucił okiem na zegarek. Zrobił wielkie oczy i cmoknął. Musieli się pośpieszyć, zdecydowanie, widząc jednak potworny ruch i świszczące co po chwila Skycary, starające się dostać na czas do miejsca swojej destynacji, mechatronik na chwilę, stracił wiarę. Jednak tylko na chwilę.
-W sumie, trzeba byłoby się sprężać. Okręg Shalta jest po drugiej stronie prawie, a ruch mamy zajebisty. Dawaj, idziemy na skróty na przystanek.-Nagle odbił w prawo, by przejść bocznymi alejkami w pobliże Atrium. Stamtąd był już tylko żabi skok do przystanku Skycarów. Później wystarczyło jedynie przełączyć w tryb manualny, złamać kilka przepisów, mając nadzieję, że SOC spojrzy na to pobłażliwym wzrokiem i powinni zdążyć. No właśnie, powinni. W tym samym czasie, powstawał już plan B.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 352
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 35.880
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

20 sty 2017, o 23:10

Wzruszyła ramionami, nie wiedząc co na to odpowiedzieć. Dla niej to była nazwa jak nazwa, statek mógł się nazywać zarówno Hekate, jak i Stokrotka, ważne że ludzie wiedzieli o jakiej jednostce mowa. A że Hekate brzmiało lepiej, to była inna kwestia. Lex się to podobało. Pasowało do jej imienia, było konkretne i brzmiało dobrze. Nie wstydziła się przyznawać do tego, gdzie pracowała, bo świadczyło to o niej lepiej, niż gdyby tak po prostu mówiła, że jest technikiem na statku. W takich chwilach jej wygląd z nieokrzesanego i niewłaściwego stawał się ekstrawagancki, przynajmniej w niektórych kręgach. Ale na pokładzie współpracownicy wiedzieli o niej już tyle, by rozumieć, że miała po prostu inny gust.
- No - parsknęła śmiechem. - A gdzie poznałeś kapitana? Jest spoko, ale mało mówi. I mógłby się trochę rozluźnić, a nie chodzi całe życie w garniturach i mundurach. Ale może to przychodzi razem z awansem zawodowym, a eleganckie ubranie do ciebie przyrasta i masz przesrane już do końca.
Na pokładzie często żartowali sobie czy z Bleysa, czy z któregoś z jego najbliższych współpracowników. Teraz też mogła sobie na to pozwolić, zwłaszcza że nie mógł usłyszeć jej nikt niepożądany, a ona nie mówiła wcale nic takiego strasznego. Zresztą taka była prawda. Raz tylko widziała Belforda w luźniejszym stroju, na Ziemi, w Grecji. Całkiem się jej podobał w takiej wersji, ale potem ją zatrudnił i musiał przestać.
- Dużo eksperymentalnych rzeczy jest zjebanych - przyznała. - U nas też jest dużo prototypowych rozwiązań, ale wszystkie sprawdzone, więc psują się rzadko. Jak się je dobrze pilnuje. Może coś zjebaliście z kontrolami i teraz macie problem, bo nie zauważyliście jak się separator zaczyna pierdolić? Jak na nowy statek dla Rady to słabo. Liczyłam na same zachwyty.
Nie mówiła do końca poważnie, zresztą na jej twarzy widniało rozbawienie, bo widziała że w towarzystwie nowo poznanego mężczyzny z jakiegoś powodu może czuć się swobodnie. W tę swobodę wchodziły również niegroźne złośliwości.
- Nom. Ale nawet w szlafroku była tak samo drętwa jak w tych długich sukniach - parsknęła śmiechem. - Nie wiem czy fagas zniknął bo zaczął angażować się za bardzo, czy dlatego że znalazła jakieś jego brudy. W sumie to pierwsze do niego pasowało, drugie też. Nie spędziłam za dużo czasu w ich towarzystwie. Ale myślę, że takie nagrania sprzedałyby się za grubą kasę.
Szła obok niego z uniesionym w półuśmiechu kącikiem ust. Posłusznie ruszyła za nim w stronę przystanku, zakładając, że jeśli planuje ją zgubić i zamordować, to spotka go niemiła niespodzianka, bo wcale taka bezbronna nie była. Przez moment trudno było jej pozbyć się ataku paranoi, która rzucała się na nią znienacka w najmniej oczekiwanych momentach, ale przeszło jej gdy wskoczyła do skycara i rozsiadła się wygodnie na fotelu pasażera, mężczyźnie oddając sterowanie, skoro wiedział dokąd lecieć.
- Ale ty też nie jesteś stąd, co nie? - spytała. - Gdzie mieszkasz tak normalnie, jak nie jesteś na statku?
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 273
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

21 sty 2017, o 21:08

Nazwa statku nie była dla niej ważna. Dziwne. Wielu starych wyjadaczy zwraca na nazwy statków. Mówią wiele o swoich kapitanach, o swoim przeznaczeniu, o przynależności. No chyba, że były to statki korporacyjne. Wówczas nie mówiły nic, były suche, bez wyrazu...Zlepkiem cyferek. Ot co. Hekate zwyczajnie nie pasowała mu do nazwy statku kurierskiego, jak to wcześniej zareklamował Bleys. Po prostu...Bogini cienia i zemsty rozwożąca towar po całej galaktyce.
No chyba, że to wysyłka trucizn i bomb dla jakiś złodupców...
To już miało więcej sensu. Venus miała zaskakiwać, zachwycać i budzić respekt. Kto widział ją w dokach, chociażby z daleka, faktycznie...Można było poczuć takie dziwne uczucie w żołądku. Majestatu często dopełniała eskorta złożona z jednego, bądź dwóch statków wojskowych. Naprawdę, pracować na pokładzie tego statku to spora odpowiedzialność, ale też ogromny prestiż. Czuł dumę, że służy na tak ważnym dla galaktyki statku. Co prawda, jako zwykły robol, ale zawsze...Przynajmniej tam nie sprzątał, od tego były specjalnie zaprojektowane do tego projektu mechy.
-A jak go poznałem? Aaaa...Stare dzieje, jeszcze pracowałem dla Fergussona.-Odparł. W tej sprawie musiał być bardzo oszczędny w słowach, przecież obowiązywała go tajemnica dotycząca wydarzeń na stacji Raitaro. Wielokrotnie chciał komuś o tym opowiedzieć, ale Matthew był cholernie lojalny wobec danego słowa, a tym bardziej, złożonego podpisu czy odcisku palca. A w tym wypadku, wszystkich trzech. Kara za ujawnienie informacji była ogromna i z pewnością, nie na jego kieszeń. Nawet przy jego obecnych zarobkach.-Skończyłem kontrakt i wróciłem na Ziemię, wpadłem na ofertę pracy na boku i tak się spotkaliśmy, ot co. Spoko ziomuś. Mniej sztywny, niż Ci się wydaje...Ale poczucie humoru ma zjebane.-Przyznał szczerze. Różnili się od siebie bardzo, żołnierz i inżynier. Dwa zupełnie różne światy. Jak przypomni sobie tą robotę...Po części wydało mu się to zabawne. Z perspektywy czasu, kiedy przestał go już prześladować widok martwych ciał i szansa tragicznej, choć szybkiej śmierci. To ryzyko mu się podobało, choć marudził i mogłoby się zdawać, że trząsł gaciami jak mała panienka. Z tymże...Stres na Matta działał jak płachta na byka i zmuszał go do podkręcenia wszystkich procesów o 200%, a może nawet 300%. W sumie...To dzięki niemu wszyscy przeżyli, ale nie chciał się do tego przyznać...Nawet nie czuł tego, że został cichym bohaterem. A co do eksperymentalnego sprzętu...Postanowił się wypowiedzieć rzeczowo, jako człowiek z doświadczeniem, na temat "sprawdzonych prototypów".
-Gówno prawda. Prototyp nigdy nie jest sprawdzony, a jak ktoś Ci wciska taki kit...To lepiej mu przyjebać. Przykład? Prototypowa kriopompa wsadzony do całkiem seryjnego silnika FE Quantum VI...Miała zastąpić dyfuzyjną, co była standardowo do niego montowana. Zmodyfikowali odrobinę sterownik, układ rurek został praktycznie ten sam. Sześć lat Przymierze latało okrętem, chwaląc silnik w chuj. Sterownik silnika po sześciu latach się zapętlił i przez jeden przestawiony bit w bloku, wyjebały błędy, o których nawet my w serwisie nie mieliśmy pojęcia. Pompa dostała sztycha, bo zassała cały syf z komory reakcji...Ogólnie...Uziemiło jednostkę na 8 miesięcy. Zanim posprzątaliśmy ten bajzel...W efekcie, wrócono do starej konfiguracji, starego sterownika...Takie tam. A ten separator przy pracy ociera się o czujnik położenia wału, lekko się przestawi i tracimy kąt obrotu wału. Cała jonizacja się przez to pierdoli. Niby prosta robota, trzeba przełożyć bebechy separatora do innej obudowy, ale...Wiesz jak to jest w budżetówce. Dokument goni dokument, potwierdzenie potwierdzenia i wniosek o wniosek. Chujnia z grzybnią, ogólnie.-No...Miał nadzieję, że sprawę prototypów wyjaśnił wystarczająco zrozumiale. Ślepa wiara w sprzęt, dzięki któremu poruszasz się w przestrzeni kosmicznej, dla Matta nie była w ogóle logiczna. W związku ze swoim doświadczeniem w zawodzie, brał pod uwagę bardzo wiele czynników zewnętrznych. Lex musiała być świeżynką w fachu, skoro jeszcze wierzyła w stwierdzenie "sprawdzonego prototypu". Ale mniejsza o tym. Temat Iris i jej fagasa był równie interesujący, co sprawa niedawno omawianego sprzętu typu "pre-alpha a może i jeszcze gorzej". Kiedy znaleźli się już na przystanku, Matthew uiścił opłatę za użycie publiczno-prywatnego skycara. Wielokrotnie zastanawiał się nad sprowadzeniem tutaj swojego ziemskiego środka transportu. Byłoby o wiele prościej i przynajmniej, jak to bywało w wielu przypadkach.-Mamy szczęście, nikt nie narzygał, ani nie zostawił kondoma na tylnej kanapie. Oho...Opakowanie burgera.-Pochwalił się znaleziskiem znajdującym się na siedzeniu kierowcy. Chwycił go i zwinął go w kulkę, którą wyrzucił za siebie. Nikt nie szanował tego sprzętu, bo był publiczny...Czyli według logiki wielu tutejszych rezydentów, niczyj. Wkurwiało go to i czasami brzydził się. W Chicago wszystkie takie pojazdy były o wiele bardziej zadbane, choć patologiczne przypadki zdarzały się...Ruszyli z dość dużym impetem, lecz zaraz po tym musieli zwolnić. W tych godzinach ruch był niemiłosierny, a poruszanie się skycarem poza wyznaczonymi do tego strefami groziło dostaniem mandatu. Matthew już raz tak próbował, kosztowało go to nieco ponad tysiąc kredytów. Dlatego nie zamierzał próbować drugi raz tego samego patentu. W tym czasie postanowił poczęstować Lex kolejnym papierosem.
-To fakt, ma kij w dupie...Albo to ja w ogóle nie umiem być poważny. W każdym razie, nie wiem kim był ten fagas, ale skoro prał swoje brudy...To trochę pasował do tego politycznego obrazku. A dla brukowca takie hity pewnie są warte grubą pengę.-Skwitował, w sumie może lepiej ukrócić ten temat jak najszybciej. Matthew mógłby go potraktować zbyt osobiście, bowiem pomimo ostatnich waśni z Radną, i tak mu na niej zależy. Póki zajmował bezpieczny dystans od prywatnego życia Iris i tak było zdecydowanie lepiej. Zresztą. Nie był osobą, którą interesowałyby takie tematy. Nawet jeśli odkrycie paru pikantnych tajemnic mogło stać się dobrą kartą przetargową na pokładzie. Tu komuś coś szepniesz, tam komuś coś szepniesz...Większość załogi jest zdecydowanie bardziej głodna sensacji i dzięki temu można zyskać.
-A co? Aż tak widać, że nie jestem miejscowy? -Spytał. To chyba oczywiste. Wystarczyło na niego spojrzeć, nawet w biedniejszych okręgach nie było takich jak on. Poza schematem tutejszej mody i zachowania. Nie przybierał Cytadelowej gęby, choć siedzi tu już jakiś czas, lecz zdecydowanie za krótko by nazwać to miejsce domem. W ogóle. Dom w jego przypadku jest bardzo trudny do zdefiniowania.-Chicago. W teorii, bo planuje ogarnąć tutaj mieszkanie. Dostałem niedawno kartę stałego pobytu i w sumie...Mieszkam tu już jakiś czas, w hotelu pracowniczym. Wkurwia mnie to miejsce, ale wolę być na miejscu. Po chuj mam siedzieć w pustym mieszkaniu, kiedy tutaj mam praktycznie wszystkich znajomych. A Ty? Skąd dokładnie jesteś? Ziemia to dość spore miejsce.
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 352
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 35.880
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

22 sty 2017, o 15:39

- No ja go poznałam w Grecji, nawet sobie popływaliśmy razem - to były dobre wspomnienia. Tamtejszy klimat sprawiał, że potrzebowała do szczęścia znacznie mniejszej ilości leków. Dużo czasu spędzili na plaży i na słońcu. A Lex lubiła słońce, choć nie miała okazji korzystać z niego ostatnimi czasy. Spora ilość tatuaży, jakimi pokryte było jej ciało, sprawiała że nie krępowała się rozbierać, bo były praktycznie drugim, przylegającym do skóry strojem, ukrywającym prawdziwą ją przed wzrokiem ludzi. Może dlatego wysokie, greckie temperatury jej nie przeszkadzały, bo ubierając się zakrywała tylko tyle, ile nakazywała względna przyzwoitość. I pamiętała też Bleysa biegającego w krótkich spodenkach, może trochę też pamiętała picie z innymi przy ognisku, a po tym całym wspominaniu przypomniał się jej też poranny kac i nostalgia szybko jej przeszła.
Uniosła wzrok na Matta, gdy jego odpowiedź na temat prototypów przerodziła się w monolog, w który nie miała nawet czasu się wtrącić. Uniosła jedną brew, czując, że zaczyna chorować na przypadek mocnego wtf, ale nie przerywała, pozwalając mu wypowiedzieć swoje zdanie do końca. Pokręciła głową, gdy skończył wreszcie, zsuwając się w dół na fotelu taksówki i zarzucając nogi na deskę przed nią. Była niska, mogła to zrobić bez wybijania sobie brody kolanami.
- Weź wyluzuj - parsknęła suchym śmiechem. - Chodzi mi tylko o to, że póki co nie mieliśmy żadnych problemów. Może wszystkie się skończyły zanim zaczęłam tam pracować, nie wiem. A może dopiero się pojawią. Tak czy inaczej się na żadne nie załapałam. A teraz mam wolne i nie chcę gadać o separatorach i kątach obrotu wału. Odpoczywam od tego. Lecę dziś na Ziemię żeby się spotkać z rodzicami, napierdolić z bratem, znaleźć sobie kogoś na kilka przyjemnych nocy i za tydzień wracam do swojej maszynowni. Wtedy będę się martwić kątem obrotu czegokolwiek innego, niż mój własny tyłek.
Przyjęła papierosa z wdzięcznością i odpaliła go, włączając wyciąg w skycarze. Oparła dłoń z fajką o kolano wyprostowanej nogi, wyglądając przez okno. Cytadela wyglądała tak, jak zawsze. Czysto, elegancko. Z góry nie było widać tych, którzy zostawiali opakowania po jedzeniu w pojazdach publicznych.
- Nom - mruknęła pod nosem, przypominając sobie swój krótki epizod współpracy z Rodriguezem. To był dziwny typ. Nie polubiła go za bardzo. Czasem miała ochotę mu przypierdolić.
Gdy Matt spytał, czy bardzo po nim widać, że nie jest stąd, odwróciła głowę z powrotem do niego i uśmiechnęła się nieco szerzej. Owszem, było widać bardzo. Tak samo jak po niej.
- Może gdyby cię ubrać w jedną z tych długich kiecek asari, to wtopiłbyś się w tłum - zaproponowała, wypuszczając jednocześnie dym z płuc. - Chicago? Ja też jestem stamtąd!
Nie spodziewała się aż takiego zbiegu okoliczności. Nie dość, że mechanik, to jeszcze z jej rodzinnego miasta. Galaktyka faktycznie była mała i jednak dało się czasem spotkać kogoś, kto nie pochodził z całkowicie innego świata. I to na Cytadeli. To już w ogóle niespodzianka. Pierwszy raz od dawna aż tak ucieszyła się, że udało się jej od kogoś wysępić papierosa.
- Mam tam małe mieszkanie w jednym z tych dużych wieżowców w Avondale. Wiesz których? Tych co wyglądają jak jenga, tych szarych. Na jednym z nich wyświetla się taki gigantyczny hologram tego nowego spa, co asari założyły na obrzeżach. Na pewno je widziałeś.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 273
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

22 sty 2017, o 22:30

Im dalej w Cytadelę, tym mniej zamożne okręgi, a tym samym mniejszy ruch. Powoli zbliżali się do swojego celu, to było oczywiste. Nie tyle czuł to po kościach, to widział to przez okno pojazdu. Krajobraz z kolorowego, niemalże rajskiego zmienił się nie do poznania. Holograficzne bilbordy zniknęły. Mijali miejsca, które jeszcze pamiętały atak Suwerena, potężnego okrętu gethów, jak podawały media, choć dla Matta było to dość naciągane.
-Popatrz na ten okręg.-Wskazał palcem na mijany przez nich okręg Tayseri.-Od ataku gethów i tego ich wielkiego statku minęło już kupe czasu, a jeszcze nie zdążyli się z tego gówna pozbierać. Zresztą...Ten cały Suweren, nie wydaje mi się być robotą gethów. A Ty? Jak myślisz?-Zagaił. Interesowały go poglądy innych osób na ten temat. Czy tak jak on, podzielają teorie spiskowe, że ten wielki statek był zaawansowaną sztuczną inteligencją, który zhakował gethy czy był to po prostu ich kolejny produkt. Kolejna, większa wersja. A może...Tak jak to krążyło w sieci...Ten atak był początkiem czegoś o wiele gorszego. Co nadejdzie...Prędzej czy później. Kto wie.
Trzeba przyznać, że faktycznie. Trochę popłynął ze swoim monologiem na temat prototypów. Był jednak mocno doświadczony w tym temacie i zamierzał wyprowadzić biedaczkę z błędu, zanim przejedzie się i straci zaufanie do otaczającego ją sprzętu. Ot co. Zapobieganie jest zdecydowanie lepsze od leczenia. Wszyscy to wiedzieli. Wolał ostrzec koleżankę po fachu, zanim rozpłacze się na środku maszynowni, biegając w panice, szukając rozwiązania problemu.
-Nie no, spoko. Z prototypami mam na pieńku, dlatego uważam. Wiesz, przezorny zawsze zabezpieczony. Powiedziała zakonnica, zakładając kondoma na świeczkę.-Odrzekł, sam odpalając w tym momencie papierosa. Wyszło mu to nadzwyczaj sprawnie, prowadząc pojazd unoszący się w powietrzu i jednocześnie rozmawiając. Najwyraźniej takie manewry nie były mu obce.-Urlop rzecz święta. Szczerze powiedziawszy, nie pamiętam już kiedy na nim byłem. A nie! Czekaj, ostatni zakończył się pieprznięciem atomówki pod wodą. Zresztą, to nawet nie był urlop. Tylko jakiś zafajdany wyjazd integracyjny.-Skwitował. Po części...Trochę jej zazdrościł. Brat, rodzice. No cóż, już zapomniał jak to jest mieć zdrowe relacje ze swoją rodziną. Jedyną osobą, która okazywała mu jakąkolwiek troskę, to jego najstarsza siostra. Reszta, wydawała się o nim zapomnieć. Tak jakby w ogóle nie istniał. Podobnie było z jego byłą żoną. Kontaktowała się z nim tylko kiedy było to konieczne. A konieczne czytaj jako "potrzebuję więcej kasy na NASZE dziecko". A na taką prośbę nie miał serca odmówić. W końcu los Isy był dla niego najważniejszy. Spoglądał nieobecnym wzrokiem przez okno, kiedy Lex opowiadała o swoich planach. Po chwili jednak, wrócił do teraźniejszości, spojrzał na kobietę i zaśmiał się cicho.
-No...Ambitny plan, takie lubię. Ale w sumie, to mam propozycję. Wiem, to dziwne. Facet, którego znasz od jakiś trzydziestu minut, prowadzi skycar chujwiegdzie i takie tam, raczej nie ma nic ciekawego do zaoferowania, ale...Nie dasz rady przesunąć swojego lotu...Na, no nie wiem, jutro? Skoro rzadko tutaj bywasz, to warto zobaczyć to i owo, a wierz mi...Kluby są tu zajebiste, a alko to prawdziwy prima sort. Niedrogi nocleg znajdziesz w okręgu Zakera, obudzisz się z zajebistym kacem i totalną niewiedzą...A coś mi się wydaje, że lubisz takie rozrywki.-Luźna propozycja, w te kilkanaście minut zdążył ją polubić. Szczerze powiedziawszy brakowało mu w tym miejscu kogoś, kto nie pasowałby tutaj tak samo jak on. Jego znajomi z pokładu Venus już dawno zostali wciągnięci przez tutejsze maniery, poczucie smaku. Takie typowe słoiki, będące bardziej cytadelowe niż rodzimy mieszkańcy tej stacji - Opiekunowie.
Bo u nas na Cytadeli...
Przypomniał sobie słowa gościa, który na Cytadeli mieszkał zaledwie dwa tygodnie i już zdążył zapomnieć skąd jest, jak się tutaj znalazł i że pracuje na zmywaku, ale...Odniósł sukces, bo Cytadela taka fajna, wow.
-Ten kubraczek z zajebistym kołnierzem, co turianie noszą...Mam wrażenie, że byłby bardziej twarzowy.-Roześmiał się. W sumie, nie trzeba było mu się długo przyglądać, by stwierdzić, że jest "słoikiem", podobnie jak 60% populacji tej zasranej stacji. Na jego twarzy zmalowało się niemałe zaskoczenie, kiedy Lex oznajmiła, że jest z Chicago. To niebywałe. Daleko od Ziemi, w zupełnie obcym środowisku, poznały się dwie osoby, mające wspólnego znajomego i pochodzące z tego samego miejsca. I to wszystko za sprawą głupiego, na pozór, papierosa.-Jaja se robisz...Serio? Haha! Nie wierzę.-Nie krył zaskoczenia. To było miłe uczucie, już zorientował się dlaczego tak dobrze im się toczy rozmowa. Ludzie z Chicago gadają na podobnych falach i choć to ogromna metropolia...To mimo wszystko, jakoś wydaje się być zgrana. Za oknem malował się powoli obraz okręgu Shalta, do którego zmierzali, a Matthew powoli szukał dogodnego miejsca do zaparkowania pojazdu. W pobliżu miejsca, do którego zmierzali.-Wiem, wiem gdzie to jest! Ja mieszkam w Jefferson Park. W tym takim poskręcanym wieżowcu, gdzie ostatnie dwadzieścia pięter zajmuje to centrum handlowe "Zander". Na dole jest skwer z pomnikiem takiego orzełka i biało-czerwoną flagą, upamiętniający mieszkającą tam Polonię. Znaczy, teraz też tam są, ale nie tak wiele jak dawniej...W sumie, mój pradziadek tam mieszkał, zanim przeniósł się do San Francisco.-Miał nadzieję, że wystarczająco dobrze zobrazował jej swoje miejsce zamieszkania. Niespecjalnie to mu wychodziło, ale tym razem bardzo się starał.-A na parterze jest knajpa z pierogami, o.-Dodał. To miejsce powinna kojarzyć. Miejsce dość często odwiedzane przez miejscowych. Domowa kuchnia, ciekawe smaki...Zdecydowanie inne od wszechobecnych hambugerów.
Matt kierował maszynę na najbliższy parking, sprzyjający odległością z miejscem, do którego się kierowali.

Wyświetl wiadomość pozafabularną
ObrazekObrazek



Premia technologiczna: +20%
Bonus do tarcz: +15%
Bonus do celności strzelby: +5%
Zwiększenie siły i obrażeń od mocy technologicznych: 15%
Zwiększenie obrażeń zadawanych przez Spalenie: 10%
Matthew Tarczansky

Avatar użytkownika
 
Posty: 352
Posty fabularne: 23
Dołączył(a): 23 lis 2014, o 21:31
Miano: Matthew Tarczansky
Wiek: 32
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Oficer Techniczny
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 35.880
Medale: 3
Medal za długą służbę (1) Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

23 sty 2017, o 22:55

Wyjrzała posłusznie przez okno, widząc zniszczenia, jakich dokonały niedawne ataki. Dla niej to nie była kupa czasu, bo wszystko co działo się po wypadku dla niej było niedawno. Jakoś nie potrafiła przyzwyczaić się do faktu, że minęło już kilka lat od momentu, w którym straciła osobę najważniejszą w całym jej życiu. Dlatego też i atak na Cytadelę wydawał się wciąż świeży. Leki czasem zaburzały jej postrzeganie upływu czasu.
- Mi też się nie wydaje, ale podobno ja mam paranoję - odparła. - Zaburzenia nerwicowe i zespół lęku napadowego. Więc nie jestem osobą wiarygodną do takich dyskusji. Ale nie, to na pewno nie jest robota gethów. Kiedyś mówiło się u nas o tym sporo, jak pracowałam jeszcze w fabryce. Mieli kilka podejrzeń, łącznie z tym, że to propaganda wymyślona przez asari, bo czują się zagrożone. Ale Cytadela w tych rejonach wygląda tak chujowo, że nie sądzę żeby doprowadziły do tego dobrowolnie - zamilkła na moment, zaciągając się dymem. - Mimo wszystko, nie gethy.
Zaśmiała się potem krótko, nie wiedząc do końca, czy chce słuchać o wybuchach atomówki w chwilach, gdy jej głowę zaprzątały wszystkie poznane dotąd teorie spiskowe i podejrzenia odnośnie tego, co miało ich czekać przez najbliższe lata. W extranecie spędzała sporo czasu, przeglądając mniej lub bardziej oficjalne jego części (raczej jednak mniej) i widziała tysiące przepowiedni i założeń. Ludzie zbierali już puszki, żeby pochować się w schronach na następne kilka lat. Szkoda tylko, że sama Crimson za mało dbała o swoje życie, by się tym przejmować. Co wcale nie przeszkadzało jej teraz pogrążyć się w niezbyt optymistycznych rozmyślaniach.
- Hm? - wybudziła się z zamyślenia chwilę później. - Co?
Zorientowała się, że o coś ją pyta, więc postanowiła skupić się na moment i spróbować wrócić do tych zakamarków podświadomości, do których dla odmiany jego pytanie trafiło. Udało się, więc uśmiechnęła się z powrotem, wzruszając ramionami.
- Nie wiem, czekaj - uruchomiła omni-klucz i połączyła się z rozkładem lotów na Ziemię. Wyglądało na to, że było ich kilka na dobę, powinna więc się na jakiś załapać. A że często zmieniała plany, nikt ze znajomych czy z rodziny nie powinien być zaskoczony. - Jeszcze nie kupiłam biletu, więc czemu nie. Ale stawiasz mi pierwszą kolejkę. Nie piłam na Cytadeli jeszcze.
Raz była tutaj z Roy'em, nie udała im się tamta wizyta zbytnio, więc nie rozważała nawet dłuższych odwiedzin. Ale skoro znalazła sobie towarzystwo, które jej dla odmiany odpowiadało, to nie musiała z niego rezygnować. Napierdolenie się w towarzystwie tego mężczyzny, którego znała od pół godziny, wyglądało w tej chwili jak doskonały plan na najbliższy wieczór. Niezależnie od tego, jak się on skończy.
- No wiem, moja znajoma tam mieszka, też ma polskie korzenie - pracowała z jedną taką jeszcze w Hahne-Kedar. Od czasu załamania, jakie Lex miała po śmierci narzeczonego, nie miały ze sobą żadnego kontaktu, bo Crimson nie odbierała wiadomości, telefonów i nie otwierała drzwi nikomu poza własnym bratem. Nie wiedziała więc, co dzieje się z nią teraz, ale dawniej odwiedzała ją czasem. - Wow. To się nazywa dobra intuicja przy sępieniu fajek. Jeszcze mi powiedz że pracowałeś dla HK to już całkiem jebnę.
- NPC - ARMOR -
ObrazekObrazek
+10% DO OBRAZEŃ WRĘCZ | 75% SZANSY NA POWALENIE | +10% PREMIA TECHNOLOGICZNA | +10% TARCZE

Obrazek
Alexis Crimson

Avatar użytkownika
 
Posty: 273
Posty fabularne: 0
Dołączył(a): 2 cze 2014, o 23:05
Miano: Alexis Crimson
Wiek: 28
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Inżynier Cerberusa
Postać główna: Irene Dubois
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 21.400
Medale: 1
Medal za długą służbę (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 02:23


kern3l_panic.fve
Mistrz Gry: Hawk
Gracze: Iris Fel, Hira Cassan, Mila Račan, Crassus Curio, Jaana


“Is it better for a man to have chosen evil than to have good imposed upon him?”

Wyświetl wiadomość pozafabularną


Tego dnia, Cytadela była idealnie cicha.
Idealnie, bo w ferworze tętniącej życiem stolicy na próżno było dopatrzeć się dźwięków odstających od normy. Tocząca się swoim rytmem, zwykła codzienność miała różne barwy, lecz tworzyła jeden zgiełk. Rozmów odbywanych na ulicach i śmiechu dobiegającego z kawiarenek, metalicznego głosu Aviny instruującej przyjezdnych z każdego ze swoich rozsianych gęsto po całej stacji terminalu, sporadycznego świstu przelatujących taksówek, włączających się w ruch powietrzny odbywany ponad ich głowami.
Cicho, natomiast, było pojęciem względnym. Nawet w najgłębszych zakamarkach metalicznej struktury, w których własny oddech wydawał się najgłośniejszym z odgłosów, w tle pomrukiwały systemy podtrzymywania życia. Pompujące czyste powietrze w korytarze, podtrzymujące neutralne ciśnienie dla organicznych mieszkańców Cytadeli, spełniały swoją funkcję niemal niezauważalnie.
We wszechświecie prawdziwie cicho było tylko w jednym miejscu - i choć otaczało ich wokół, wzburzone morze obłoków mgławicy w kosmicznej pustce, nie sprzyjało życiu codziennemu.
O jego rutynie w bolesny sposób przypomniała stacja Mili i Crassusowi. Ostatnie, nagłe zlecenie, które wpadło im w dłonie wydawało się istnym darem zesłanym przez same niebiosa. Zdesperowani, wystraszeni klienci byli odpowiednikiem słodkiej zakąski, która wystawiając swoje ogłoszenie wpadała prosto w morską toń wypełnioną harpiami konkurencji. Salarianin imieniem Marl był istotą wysoce skomplikowaną - w jego mniemaniu. Nadawał sobie wysoki priorytet, bojąc o swoje życie przy priorytetowym transporcie na Sur'Kesh, a jednocześnie przyparty do muru przez rezygnację poprzedniej firmy ochroniarskiej, bez słowa zaprzeczenia zgodził się na ofertę współpracującej dwójki. W swym samozwańczym geniuszu, pobieżnie sprawdził ich nazwiska w extranecie, a gdy cmoknął, gotów targować się w kwestii ceny, jedno z dwójki przestąpiło z nogi na nogę, pozwalając, by zgrzyt metalu umieszczonej w magnetycznej kaburze broni odpowiedział na niewypowiedziane przez niego pytania. Po jednym spotkaniu twarzą w twarz, potwierdzili swoją natychmiastową gotowość, skuszeni prostotą zlecenia i wysokością płacy. Uzgadniając z nim godzinę wylotu, poświęcili kilkanaście minut by się dozbroić, nim udali się do doków w celu przygotowania statku do lotu. W doku jednak, zamiast kuszącego, zielonego kolorku kontrolki wejściowej, czekała na nich pomarańczowa taśma. Zablokowane.
- Coś się w papierach nie zgadza - zdawkowo odrzucił na ich pytanie pracownik doków, z głębokim westchnieniem zapowiadając swoje niezadowolenie, nim wpisał nazwę ich statku w rejestr i sprawdził. - Co ja poradzę? Polecenie z Wieży Cytadeli mam. Wasz statek kradziony, czy jaki tam. Pewnie coś źle wypełniliście, a oni się o to lubią przypierdolić.
Wzruszenie ramion było jego ekwiwalentem pożegnania.
Pośpiech był jednak wrogiem biurokracji. Podróż do Prezydium zajęła im zaledwie kilka minut przedarcia się przez doki i odnalezienia taksówki. Dotarcie do odpowiedniego biura z pomocą omni-kluczy nawigujących ich w dobre miejsce - pestka! Wszystko jednak po to, by utkwili w niezmiernie długiej kolejce po tym, gdy sprawdzony system nie poradził sobie z rozwiązaniem ich problemu, wymagając organicznej interwencji.
Ich omni-klucze wrzały od natłoku wiadomości salarianina, żądającego natychmiastowego powrotu do doków. Po piętnastu minutach spóźnienia, przesłał swoje pierwsze ostrzeżenie, wygrażając się zmianą kontrahenta. Urząd był jednak mało przyjaznym miejscem w kwestii uzyskiwania jakichkolwiek informacji. Gdy wreszcie przyjęła ich ewidentnie znudzona życiem asari, podniosła ku nim spojrzenie z oporem, błogo nieświadoma ich problemów, napięcia czasowego ani tego, że salarianin przestał odpisywać na wiadomości.
- Numer referencyjny pojazdu, nazwisko, identyfikator... - wysypywała z siebie słowa, potrzebne informacje, niewiele odróżniając się od robota, któremu nie udało się naprawić ich problemu. - No i znowu... Zaiya! - odsunęła się w krześle od biurka, sfrustrowana, wyrzucając dłonie w powietrze. - Zaiya! To się znowu dzieje, na nic to nie reaguje, na bogini... ZAIYA! PRZYJDŹ TUTAJ!
Zamiast przepraszającego spojrzenia, dostrzegli w jej oczach wyłącznie frustrację. Pokręciła głową z rezygnacją, rozglądając się tuż po tym za swoją koleżanką. Ktoś z czekających zaklął, podczas gdy wszyscy po drugiej stronie okienek odsunęli się od swoich terminali.
Ostre światło jarzeniówek błysło. Zignorowane ostrzeżenie, nadciągające zaledwie ułamek sekundy przed tym, gdy zniknęło całkowicie, zastąpione krwistą posoką lamp alarmowych. Powietrze zgęstniało, wzburzone aaah! zastąpiło oooh!.
- No i pięknie! - warknęła wściekle asari, wstając ze swojego krzesła. Dłońmi podparła boki, rozglądając się naokoło. - I co jeszcz....
Bum.
Ot, bum, bo bębenki uszne każdego przedstawiciela organicznych mieszańców miały swój limit. Eksplozja nadeszła zbyt nagle, by byli w stanie zarejestrować szczegóły. Było bum, po którym nadszedł bolesny pisk, rozchodzący się po mózgu wraz z odległą migreną. Był powiew wiatru, po którym w ich twarze uderzyła fala gorąca, odrzucając do tyłu - ku ich szczęściu, na podłogę, gdzie metalowe, wzmacniane lady ochroniły przed pożogą kosztem powypadkowych siniaków. Systemy podtrzymywania życia pracowały niemal tak dobrze, jak ich mózgi starające się zorientować w nowej sytuacji. Spoglądając na świat z dołu, dostrzegli zduszane przez niego płomienie, zastąpione ciężkimi kroplami płynu gaśniczego. Gdy wrócił słuch, wróciły również krzyki.
Pomieszczenie było nagrzane i czarne. Wybuch rozsadził tylną ścianę pokoju wraz z umieszczonymi w jej suficie lampami. Część osób po drugiej stronie chowała się w kątach, w kłębkach, starając osłonić poranione ciała. Część, szczególnie ta skryta przed całym incydentem przed ladą, szaleńczo rzuciła się do wyjścia, a z niego wprost do przestrzeni publicznej.
Część leżała. Ciała powyginane w absolutnie nierealnych kątach. Urzędnicza przewieszona przez ladę, z metalowym szrapnelem wbitym wprost w jej trzewia, podrygiwała lekko w kałuży własnej krwi. Pozostali mieli więcej szczęścia. Ich wtopione w plastik zwłoki zamarły w jednej, finalnej pozycji, spalone w kilka sekund.
Bum.
Może dobrze, że walnęło.
Cytadela była zbyt cicha. Głośne śmiechy poruczników Przymierza stojących na korytarzu wydawały się podstępnym szeptem, którego podejrzliwość podsycały jeszcze ich głośniejsze spojrzenia. Jaana czuła je na swojej twarzy nawet, gdy odwracała wzrok. Czuła je na plecach, mijając dwójkę dumnych marines, sterczących pod drzwiami swojej ambasady. Być może byli tutaj po raz pierwszy - podziwiali widoki, a także każdego, innego człowieka w tym morzu obcości. Być może byli stałymi bywalcami - mieszkańcami stacji, którzy potrafili odróżnić tych, którzy w jakiś sposób odstawali, lub mieli coś na sumieniu.
Być może po prostu nie spodziewali się, że Jaana będzie miała przy sobie broń.
Była przygotowana do wylotu. Jej rozkazy były chaotyczne, niespójne, ale zdążyła do tego przywyknąć. Cerberus był organizacją, która dobrze dbała o swoje zawodowe tajemnice. Zbyt wiele zmiennych nie pozwalało na skrupulatne planowanie z wyprzedzeniem, dlatego potrzebowali agentów tu, teraz, na miejscu - lub w drodze. Nieraz musiała wypełniać elementy misji tych, którym nie udało się dotrzeć na nowe miejsce odpowiednio szybko. Teraz jednak, ten element planu był jej.
Teraz była gotowa do odlotu. Czekający na nią w dokach statek miał pozwolenie na odlot, a ona w pełnym rynsztunku gotowa była pożegnać się ze stacją, wyruszając ku przekaźnikowi masy - a stamtąd, dalej, ku niezmierzonemu wszechświatowi. Niemniej, musiała wcześniej coś odebrać.
Jej kontakt nie był kurierem - przynajmniej nie na tyle, by o tym wiedziała. Pracował w ambasadach, lub pracowała. Najemniczka otrzymała wyłącznie lokalizację i godzinę, nie miała pojęcia, z kim musiała się spotykać. To również nie odstawało od normy. Wszyscy stanowili zaledwie małe łańcuchy w wielkim ogniu działającej korporacji - każde z nich miało zadanie do wypełnienia, a to z reguły bywało granicą pozostawiającą dobre obyczaje i kulturę za progiem. Z pewnością jej kontakt musiał odnajdywać się w tym podwójnym życiu naturalniej. Czym innym były niewinne odwiedziny, przemknięcie przez terytorium wroga niezauważonym, a czym innym powiązanie tego terytorium ze swoim prywatnym życiem.
Jaana była już blisko umówionego miejsca. Sprawdzając w dyskretny sposób cel wyznaczonych jej koordynat, dostrzegła, o ironio, windę do wieży Cytadeli i mały zakamarek skryty tuż obok niej. Ktokolwiek wybierał miejsce spotkania, musiał być bardzo śmiały - lub zakładał, że najciemniej zawsze będzie pod latarnią, więc bliska obecność gardzieli stanowiącego prawo galaktyczne rządu zadziała na plus.
Eksplozja była nagła, nieprzewidziana. W jednej chwili mijała filię biura transportowego, stawiając kroki naprzód z wzrokiem utkwionym w odległym celu, w drugiej huk i żar wypełniły całą jej świadomość. Wyrwana w metalu dziura wyrzuciła szrapnele w oba kierunki - gdyby Ritavuori postąpiła o kilka kroków dalej, znalazłaby się w ich polu rażenia. Teraz jej przejście zagradzały odłamki zawalonej ściany, koło których, żałośnie, nadal stała Avina, przyglądając się niewidzącym spojrzeniem tej sytuacji. Drzwi biura otworzyły się gwałtownie, wypuszczając na zewnątrz chmurę dymu - a wraz z nią, przykryte popiołem, pierwsze przerażone postaci.
- ̴̢̖̰̈́-̸̧̡͉̃̂͋ ̵̮̭̥̞͐̽̓B̴͖̳̒ł̵͙̪͇̮̀̓͆̄ą̵͕͐͒͌̅͜d̴̢̲̲̯̘̂́̃ ̴̫͖̫̎̎͝s̴̖͙͐̓́̓̂ŷ̴́̋̈̓͜s̸̜̹̘̥̑ͅţ̵̥̤͍͐̐̓̔̃è̵̺̜͇̫̑͗m̷͍͔̿͆͂̿ȕ̸̜̔̉ͅ.̷̜͖̈́̀̈ ̴̡̞͈̮̿B̷͇͗ł̷̪̏ą̸̠͓͛̄̕ḏ̴̛̹͉͎͉̎ ̸͕̄͌s̵̜̼̦͙͘y̸͉̘̐͊̕ṣ̵̻̝́̈́̐̂̓t̵͚̲̝̂̒͗̆̚e̶̳̗͔͓̿̌̑̀m̷͉̣͓̠̱͆͋̃̈́̓u̴̻̮̪̺̙̒̂̀̿.̶̖͠ ̵̲̹̤͙͌B̸̹̯̦̺̤̎͂̈͊́ł̷͉̟̗͊ą̸̠̝̹̺̐̽̿̈́͜͝ḏ̶̒̓͑ ̷̺̃͋͆̐s̵͙̲̪̰̓́̽̚y̴̥̫̆͋ͅš̴̨̙͚͇̯̈̃̀t̴̡̫̮́̄͗̽e̵̘̋͒-̵̝̏̔̈̅̆ - zniekształconym głosem wyrzucała z siebie WI, podczas gdy jej sylwetka falowała lekko, nienaturalnie. Biotyczka jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziała.
Podłoga zadrżała gwałtownie. Krzyki zatrzymujących się przechodniów wzmogły na sile, gdy ci unieśli dłonie w górę, wskazując na przykrywające pustkę, sztuczne niebo. Falowało, drżało pod wpływem ruchu, gdy stacja powoli zaczęła się zamykać.


Cytadela była dziwna.
Nie była to dziwota, którą radna Fel mogłaby wskazać palcem i zapytać o jej cel lub pochodzenie, przynajmniej nie z początku. Nie było to coś wyczuwalne w powietrzu, ani nic, co mogłaby usłyszeć. Gdy idąc korytarzami od spotkania do spotkania mijała dygnitarzy, a także zwykłą, cywilną ludność załatwiającą swoje sprawunki w Prezydium, nie widziała nic nowego w ich rozmowach ani zachowaniu. Avina grzecznie i poprawnie odpowiadała na wszelkie ich pytania, tak samo jak na pytania Iris jej współpracownicy odpowiadali bez żadnego zarzutu.
Niemniej, coś było zdecydowanie nie tak. Podchwytywane kątem oka mrugnięcia ekranów, zniekształcenia literek, które znikały gdy tylko skupiła na nich swój wzrok. Niepoprawnie wyświetlane reklamy na dużym bilboardzie, koło którego przechodziła, gdy ten mylnie zinterpretował jej osobę, źle dobierając zestaw. Choć wierzyła swej intuicji, nie miała żadnych, twardych dowodów na niepoprawne działanie jakichkolwiek systemów. Drobne usterki zdarzały się każdego dnia i były sprawnie łatane. Źle wyświetlane reklamy łatwo było podważyć w jeszcze bardziej oczywisty sposób - a nuż była skrycie zainteresowana batariańskim preparatem na hemoroidy?
Pierwsze sygnały dopadły ją w drodze do wieży Cytadeli. Towarzyszyła jej dwójka polityków - Vincent, ludzki mężczyzna, który gwizdał pod nosem zawsze, gdy denerwował się następnym spotkaniem i Adarius, turiański, stary wyjadacz, który znał te korytarze lata przed tym, gdy przemierzyła je po raz pierwszy. To on jako pierwszy zmrużył oczy, wczytując się w komunikat na swoim omni-kluczu, odczytując wiadomość, która miała zbyt niski priorytet by niepotrzebnie zajmować czas Radnej. Chwilę po nim, identyczny ruch powtórzył jego ludzki towarzysz - oboje spojrzeli po sobie porozumiewawczo, podejmując niemą decyzję powiadomienia o tym Iris, która dostrzegała nagle stworzone między nimi napięcie doskonale.
- Radno Fel, centrum bezpieczeństwa wydało niepokojącą notkę - turianin chrząknął lekko, zerkając na omni-klucz jeszcze raz, jakby upewniając się, czy nie jest to jego senna mara. - Został zwołany Sztab. Jesteśmy potrzebni w wieży.
Notkę tę otrzymała i ona, gdy wszyscy przyspieszyli, przemierzając w pośpiechu Prezydium. Za nią podążyły następne - komunikaty były chaotyczne, niespójne. Jeden wymieniał drugi w tempie niemal porównywalnym do ich kroków. Gdy weszli do przestrzeni publicznej, wiedzieli tylko, że coś sprawia, że systemy Cytadeli przestały być posłuszne, a ilość błędów i usterek wymykała się spod kontroli. Gdy znaleźli się w połowie drogi do wieży, koncepcją numer jeden był wirus. Gdy dotarli pod samą wieżę, na popularności zyskała idea buntu Opiekunów.
- Radno.
Dwójka turiańskich ochroniarzy skinęła jej głową, rozstępując się przed wejściem do środka. Wraz z dwójką swoich towarzyszy, Iris znalazła się w windzie. Vincent uderzył pośpiesznie w panel, wybierając odpowiednie piętro. Ku jemu zdziwieniu, panel zamigotał lekko i wydał z siebie cichy zgrzyt, nie akceptując jego polecenia. Niewiele sobie z tego myśląc, mężczyzna walnął w niego pięścią, ponownie wybierając odpowiednie miejsce - winda przyjęła jego polecenie, zamykając drzwi i powoli ruszając w górę.
Droga na szczyt była długa. Szklana ściana ujawniała im widok na Prezydium, na pomykających po ulicach ludzi, otwarte kawiarnie i restauracje. Na duży bilboard, szeroki na kilka budynków, wyświetlający reklamę. Na oczach blondynki, reklama zafalowała groźnie, a tam, gdzie poruszył się obraz, wykwitły na nim artefakty.
- Co jest z tym ustrojstwem? - warknięcie Adariusa przeszyło ciszę. Winda stała na samym szczycie wieży, jednak drzwi się nie otwierały.
Z panelu wydostało się ciche pik.
- Halo! Pomożecie nam, czy będziecie tak stać? - krzyknął Vincent, machając ręką do stojących po drugiej stronie funkcjonariuszy SOC. Dostrzegając go, od razu sięgnęli do omni-kluczy, chcąc zmusić windę do posłuszeństwa.
Pik.
- Cóż się dzieje z tą stacją? - ciche westchnienie turianina okazało się ostatnią rzeczą, jaką radna usłyszała.
Ostatnią przed finalnym pik.
Winda runęła. Jak gdyby przytrzymujące ją w miejscu wsporniki zdematerializowały się w jednym momencie. Ciała ich trójki uderzyły w sufit. Zderzenie z nim dla Fel było bolesne - ucierpiało jej ramię i kark, co dotarło do jej umysłu wraz ze świadomością pozbawienia tchu. Prezydium za przeszkloną szybą mignęło jej przed oczami, gdy pompująca przez jej serce adrenalina wypełniała jej żyły.
Instynkt wziął górę. Jej ciało spowiła biotyczna otoczka w ostatniej, odpowiedniej na to chwili. Chowając się w biotycznym kokonie, uderzyła o podłogę z wytłumioną siłą, która wprawiła ją w szok. Koło niej, z głośnym chrupnięciem zwaliły się dwa ciała.
Kark Vincenta nie wytrzymał uderzenia. Mężczyzna zmarł na miejscu, pustym wzrokiem spoglądając na leżącą obok Fel. Adarius jęknął głucho, drżąc w miejscu, wzmocniony swą turiańską budową przeżywając upadek.
Z panelu windy wydostało się ciche pik.
Cytadela była chora.
Tocząca się w ekosystemie stacji choroba miała wiele objawów, które były zbyt ze sobą niezwiązane z czystego pozoru, by ktokolwiek z jej technicznej obsługi był w stanie rozwikłać zagadkę nim było już zwyczajnie zbyt późno. Rozsiewający się po układzie odpornościowym wirus działał ukrycie. Infekował, przemieszczał się od węzła do węzła, podpisywał na różne sposoby, przybierał różne formy. Wszystko, by zwieźć układ odpornościowy właściciela, schować przed białymi krwinkami wystarczająco długo, by reszta jednostek przeżyła. Dotarła dalej, wgłąb tkanek. Mnożyła się, powiększała swoją rodzinę, a wreszcie - podjęła decyzję o ujawnieniu.
Nosiciel nie wiedział, że przegrał walkę z infekcją w chwili, w której w ogóle się okazała. Desperacko walczył z każdym błędem, lecząc symptomy w miarę ich występowania. To właśnie w tym momencie Hira zorientowała się w tym, co się dzieje.
Podobnie jak większość, nie zwracała uwagi na jednorazowe mrugnięcie obrazu reklamy. System bez wad nie istniał. To, jak szybko były eliminowane determinował kto był zwycięzcą, a kto przegranym. Niemniej, w miarę, gdy dostrzegała malujące się wokoło wzory, jej ciekawość rosła.
Naprawa była domeną techników Cytadeli, a także opiekujących się stacją stworzeń. W jednym błędzie dziewczyna odnalazła jednak wątły koniec sznurka - który, choć być może nie prowadził do kłębka, a jedynie pustki, był wystarczająco intrygujący by nim podążyć.
Cokolwiek pustoszyło systemy stacji, było mądre. Zdawało sobie sprawę z krwiożerczych drapieżników antywirusa, ścigających je z kłapiącymi zębami. Z rywali próbujących przechytrzyć je w wyścigu. Powielało się, eliminując wady w swoim kodzie, udoskonalając metody swojego działania. W chwili, w której urosło do poziomu dającego prawdziwe objawy, tempo replikacji wirusa było niebotyczne.
Sznurek zaprowadził dziewczynę do Prezydium. Z nosem w omni-kluczu i szeptem Kiry w głowie, poruszała się od jednego węzła do drugiego - szybko, sprawnie, jakby była w stanie w ten sposób wyścignąć samą infekcję. Badała, które z nich były zainfekowane. Była w tym metoda. Nie wszystkie były dla wirusa przydatne.
Krzyk przykuł jej uwagę. Ugruntował w rzeczywistości na powrót, wraz z hukiem spadającej na ziemię windy. Rozpoznała figurę leżącą na ziemi - radna ludzkości, w przeciwieństwie do jej towarzyszy, wątle podnosiła się na kolana, przeżywając wypadek.
- Kontrola nad systemem sterującym windą została utracona.
Nie tylko Kira doszła do tych wniosków. Stojący przy wejściu ochroniarze SOC w panice usiłowali połączyć się z zainfekowanym terminalem za pomocą omni-kluczy, jednak żaden z nich nie odnosił w tym sukcesu.
Winda piknęła ostrzegawczo.
- System jest przeciążony. Winda wyruszy znów w górę. Podłącz mnie do terminala - zażądała, nie robiąc sobie wiele dwójki ochroniarzy, którzy blokowali im dostęp, samym próbując znaleźć rozwiązanie. - Zatrzymam windę. Ty powstrzymaj ochroniarzy. Chcą resetować system, co zresetuje sekwencję.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 12:37

Jej kontakty z Cerberusem były skomplikowane. Czasem, żartując z Lybeckiem, nazywali to love-hate relationship. Ucieczka z ośrodka, uprowadzenie statku i ogólne tupnięcie nóżką mogło bardzo szybko zakończyć jakiekolwiek kontakty z organizacją - ale nie zakończyło, bo mimo wszystko wszyscy się potrzebowali. Cerberus ich, oni Cerberusa. Nawet, jeśli żadna ze stron nie chciała tego przyznać, Jaana była za cenna dla Człowieka Iluzji, a Człowiek Iluzja - jego kontakty i możliwości prowadzonej przez niego grupy - zbyt cenne dla Ritavuori i jej załogi. Federico, Vladimir, Annika, Kristian, Benjamin, Khari i wreszcie także Bjorn - oni wszyscy mogli nie zgadzać się ze sposobami, w jakie Cerberus zamierzał osiągnąć swe cele, z drugiej jednak strony nie mogli zaprzeczyć, że one przynoszą efekty. Że Cerberus, choć idący po trupach tak bardzo, jak tylko się dało - że jest skuteczny. Mogło im się to nie podobać, mogli krzywić się na niektóre doniesienia o metodach wybieranych przez Człowieka Iluzję, byliby jednak głupi, gdyby od tak zrezygnowali z możliwości, które daje im przynależność do organizacji.
W efekcie, gdy opadły pierwsze emocje, gdy ci bardziej lojalni agenci Cerberusa przestali już się miotać, oburzeni bezczelnością zespołu z Kuguara i gdy Jaana z załogą przestali wykrzykiwać w ich stronę same inwektywy - wtedy można było ustalić nowe zasady kooperacji. Takie, które zadowolą wszystkich - przynajmniej na tyle, na ile się to dało. W efekcie Ritavuori zyskała względną, upragnioną wolność, a Cerberus zachował prawa do wyników prowadzonych na niej badań. Jaana nie przestała być eksperymentem, ale zaczęto traktować ją... No, normalnie. Kristian był dobrym lekarzem, świetnym specjalistą, ale przy tym nie zapomniał o tym, że jest też człowiekiem. I że ona, Ritavuori, również nim jest. Jaana nie miała złudzeń - Losnedahl z pewnością był w jakimś stopniu brutalny, w innym przypadku nie odnalazłby się w Cerberusie. Nie był jednak taki do niej i to jej wystarczało.
Na ten moment było dobrze. Kuguar stał się ich domem, a zlecenia płynęły tyleż samo ze strony organizacji, co z wolnego rynku. Działając jako agenci Cerberusa, podejmowali się też zadań na własną rękę - i jakoś to szło. Ritavuori rozwijała się, pieniądze spływały, mieli za co żyć - i byli wystarczająco autonomiczni, by Jaana nie czuła się osaczona. Tak, było dobrze.
Pobyt na Cytadeli był kolejnym z zadań, jednym z wielu, jakie przyszło jej wykonywać. Gdy małżeństwo Losnedahl oswoiło się już z myślą, że Ritavuori nie jest aż tak nierozsądna i aż tak niedojrzała, Jaana zaczęła czasem działać sama, a nie zawsze w towarzystwie. Teraz jednak, idąc korytarzami Cytadeli, zaczęła zastanawiać się, czy to na pewno był dobry pomysł - i czy faktycznie właśnie tego chciała.
Było dziwnie. Cicho. Mijani oficerowie Przymierza spoglądali na nią tak, jakby coś wiedzieli, a w powietrzu wyczuwało się jakieś napięcie, którego nie umiała uzasadnić. I nie było to fajne. Tak naprawdę to było bardzo, bardzo niekomfortowe.
By nie pogrążać się bardziej w ponurych rozmyślaniach, skupiła się na zadaniu. Proste przynieś, podaj, pozamiataj nie powinno sprawić jej trudności. Miała koordynaty miejsca spotkania, wiedziała, że coś ma zabrać - tyle. Z jednej strony to szalenie mało, z drugiej akurat taka niewiedza Jaanie nie przeszkadzała. Gdzieś z tyłu głowy Ritavuori plątała się myśl, że im mniej wie, tym spokojniej może spać. Bo gdyby zaczęła wgłębiać się w te wszystkie plany Cerberusa, w szczegóły tych wszystkich zleceń i misji - nagle mogłoby okazać się, że coś zaczyna jej przeszkadzać. Że sumienie, uczucia, empatia - jakkolwiek by to zwał - że to wzięłoby górę i że po prostu by nie potrafiła. A tak? Tak było łatwo. Pójdź coś odbierz, kropka. Nieistotne co, nieistotne po co.
Brzydkie umywanie rąk, ale co zrobić. Ritavuori też nie była święta - i nie czuła się gotowa na bycie idealistą, zbawcą narodów i męczennikiem. Potrzebowała pieniędzy i spokojnego życia, tyle.
Szła szybkim krokiem, typowym dla ludzi, którzy się spieszą. Starała się nie zwracać uwagi na to, jak na nią patrzą. Zadanie, tylko ono się liczyło. Szła więc, parła przed siebie i... Chwilowe zawahanie ocaliło jej zdrowie, a może i życie. Odruchowo przywołany biotyczny kokon mógłby nie dać rady, bo Jaana wciąż była przecież... trudna, jeśli chodzi o biotykę. Niesamowicie silna, ale niepanująca nad tym, co posiada.
- Ja pierdolę - rzuciła na przydechu, w głowie słysząc już oburzony głos Anniki, która wciąż jeszcze próbowała wychować Jaanę na przyzwoite dziewczę, a nie odpad społeczności galaktycznej. - Kurwa, kurwa, kurwa - mruczała Ritavuori, niecenzuralną mantrą próbując się uspokoić.
Co tu się właśnie odjebało? Wybuch? W środku Cytadeli?
Zamykającej się Cytadeli?!
Sięgnięcie do omni-klucza było odruchem, wybranie numeru Lybecka - tak samo. Skulona przy stercie gruzów Jaana strzelała spłoszonym spojrzeniem na boki, czekając na połączenie. Nie skupiała się na niczym konkretnym, czujnie obserwując nagłe pandemonium, którego była świadkiem.
- No odbierz - rzuciła w kierunku urządzenia, przygryzając wargę nerwowo. - Odbierz, ciulu.
Musiała wiedzieć, co się dzieje. Musiała... Na wszystkich bogów, zadanie właśnie się skomplikowało. Tkwiąc w samym środku chaosu Jaana niczego nie potrzebowała bardziej jak znaleźć się z powrotem na Kuguarze, im dalej od Cytadeli - tym lepiej.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

+ 20% obrażeń w walce wręcz
+ 1 PA koszt ataku wręcz
1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
75% szans na obalenie przy ataku wręcz
+ 5% do obrażeń od mocy
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 253
Posty fabularne: 26
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 14:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 43.951
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 12:41

To miała być prosta misja.

Zawieźć jakiegoś nadętego Salarianina na Sur'Kesh, wytrzymać jego pierdolenie, odstawić na miejsce i zgarnąć kredyty. Środkowa część planu brzmiała co prawda karkołomnie, ale była małą ceną za spokojny przelot wte i wewte, być może nawet bez rozlewu krwi. Z tym, że jak na złość cały świat musiał być przeciwko im akurat w tej chwili.

Zaczęło się prozaicznie, ale wyjątkowo denerwująco. Zagrodzone przejście do doków oznajmiające, że służba Cytadeli postanowiła kopnąć ich w dupę i napluć w twarze. — Jak kurwa kradziony, nie po to użerałam się z papierkologią i całym tym legalnym szajsem, żeby mi potem jakiś urzędnik wytykał... aaaa, chodź Crassus, bo się jeszcze ten Salarianin zesra na różowo, że mu się spóźniliśmy minutę.

Mamrocząc pod nosem wyzwiska w kierunku systemów i osobników pracujących nad utrzymaniem tych systemów, bo przecież Mila nie mogła rypnąć się w dokumentach, ruszyła rozeźlona w stronę taksówek. Już wcześniej irytujące zachowanie Marla nadszarpnęło jej dobrym humorem, który teraz wyparował całkiem. A propos Marla, wielki niecierpliwiec zaczął faktycznie srać na różowo już w trakcie poszukiwania odpowiedniego biura, bo oczywiście samemu nie można nic załatwić. Mila przeglądała z rezygnacją kolejne jego wiadomości, odpisując co dziesiątą, żeby się nie pieklił, bo biurokracja ich wydymała sekundę przed wylotem. Oczywiście to nie pomagało i stojąc w kolejce do okienka, kobieta marzyła o tym, żeby czemuś... bądź komuś przywalić. Twarz Salarianina była tutaj natomiast kuszącą perspektywą. — Patrz ci go, mówiłam, że się zesra na różowo... o, OSTRZEŻENIE. Owsiki ma w dupie, mówię ci.

W końcu Marl przestał odpisywać i o ile sam tego fakt najemniczka przyjęła z nieukrywaną ulgą, to wizja straconego pieniądza niespecjalnie jej się uśmiechała. Akurat za to kolejka postanowiła ruszyć i razem z Crassusem stanęli naprzeciwko znudzonej życiem Asari, która chyba minęła się z życiowym powołaniem. Numer... cholera, sekunda, nigdy nie pamiętam — mruknęła, przetrząsając swój omni-klucz w poszukiwaniu odpowiedniej nazwy. — Dobra. CSP 211843/21780420, rejestracja na Crassusa Curio, numer... ej Crassus, podaj swój numer.

Zaraz uniosła brew delikatnie rozbawiona sytuacją, w której Asari musiała się znaleźć. Frustracja urzędniczki nieco przyćmiła jej własną, zgotowaną przez tę samą biurokrację, która właśnie dawała w kość jej pracownikom. Z głośnym westchnięciem założyła ręce na piersi i tupiąc niecierpliwie nogą, patrzyła jak biurokraci z pozostałych stanowisk także się odsuwają.

Wtedy coś błysnęło.

Zaskoczona, uniosła głowę, patrząc na źródło zamieszania, czyli migające ledy. A żeby nie było temu dosyć, dosłownie sekundę później i one zniknęły, zastąpione czerwonym blaskiem świateł alarmowych. — Co jest... — zdążyła mruknąć do akompaniamentu wkurzonej biurwy, gdy kolejne wydarzenie do reszty zburzyło wizję jej idealnego dnia.

Bum.

Mila zdążyła odwrócić twarz w stronę głośnego dźwięku, który jednak zaraz prawie rozerwał jej bębenki uszne, na krótką chwilę pozbawiając zmysłu słuchu. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie, gdy zarejestrowała błysk, a następnie smagnięcie parzącym powietrzem. Fala uderzeniowa dosłownie zmiotła ją z nóg, przewracając w stronę stalowych lad, pod którymi wylądowała nieświadoma jeszcze, co się stało. Przez kilka sekund siła uderzenia wyparła z jej płuc powietrze, a uderzenie głową o podłogę także temu nie pomogło. Zrobiło się jej na chwilę czarno przed oczami, a do tego ciągle piszczało jej w uszach.

Łapiąc gwałtownie powietrze i zaczynając czuć pierwsze efekty tak nagłego miotnięcia jej osobą, Mila uniosła się na łokciu, przeganiając mroczki przed oczami. Widziała ostatnie dogasające płomienie i mnóstwo sadzy osadzonej na ścianach, a za chwilę do jej uszu dotarły pierwsze krzyki. — Crassus... kurwa, Curio, wstawaj! — Szarpnęła swoim towarzyszem, a zapewne widząc, że nic mu się nie stało, wygrzebała się na kuckach spod lady, ostrożnie wstając i rozglądając się po pobojowisku.

Splunęła na bok, pozbywając się z ust krwi i przetarła też kącik rękawem. Bolało ją wszystko, a na dodatek powietrze w środku parzyło jej płuca. Patrząc tylko, czy jej Turianin też się wygramolił, chciała ruszyć w stronę wyjścia. Zanim to jednak zrobiła, szybkie przelecenie wzrokiem pomieszczenia ujawniło prawdziwe ofiary wybuchu. Asari, która ich miała obsłużyć, leżała przewieszona przez ladę, mając w ciele najzwyczajniej w świecie kawałek metalu, który musiał zabić ją na miejscu. Krew powoli skapywała na podłogę, obmywając osmaloną część rdzawym kolorem. Inni też nie mieli szczęścia. Żar wręcz wtopił ich w miejsca,prawdopodobnie spalając drogi oddechowe, doprowadzając do smutnego końca. Mila i Crassus mieli szczęście, że stali akurat w tym miejscu... choć gdyby nie rozgardiasz urzędniczy, dawno temu byliby poza Cytadelą, bezpiecznie na własnym statku.

Ze stękiem ruszyła do wyjścia, przestępując co i rusz zbłąkane kawałki ściany... ciała leżące bezwładnie. Musiała kogoś odepchnąć przy przejściu, kto chciał wcisnąć się przed nią. Dopiero w miarę bezpiecznym miejscu przystanęła na chwilę i rozejrzała się, chcąc zobaczyć, jak to wszystko wygląda na zewnątrz. Być może skąd przyszedł wybuch, czy tylko ich departament został tym objęty, co się ogólnie stało.

Co tu się kurwa stało... — jęknęła, wycierając pot i sadzę z twarzy, zwracając się do Crassusa. — Atak terrorystyczny?
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Posty fabularne: 32
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 11:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 8.000
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 18:00

Lubił salariańskich pracodawców.
Większość Salarian dla których miał okazję pracować oceniał pozytywnie, a miał ku temu kilka powodów. Rozmowy były zwięzłe i na temat, nawet jeśli któryś chciał wyartykułować coś więcej, ich wygrzany metabolizm sprawiał, że strzelali słowami jak z karabinu. A zbędne pierdolenie? Łatwo było puścić koło uszu mowę, która bardziej przypominałą szum kiedy to rozmówca się już nakręcił. Sprawa druga to ich fizjonomia, w zdecydowanej większości przypadków Crassus wraz z Milą nie mieliby problemu by zafundować solidny wpierdol jakby petent odmówił zapłaty. Czego tu nie lubić? Crassus więc zacierał swoje trójpalczaste rączki na robotę, która im właśnie wpadła. Tak jak się spodziewał, szybko doszli do porozumienia z galaktycznym kuzynem żaby i przeszli do płatnej kooperatywy. A i samo zadanie należało do kategorii łatwych. Nic więc dziwnego, że był w dobrym humorze. Przynajmniej do pewnego momentu.

- COOO?! - Curio sapnął agresywnie, czując jak momentalnie wzbiera się w nim turiańska krew. Nienawidził urzędów i biurokracji, jeśli cokolwiek było uosobieniem hierarchii i zrzucania odpowiedzialności to były tym zasrane urzędy. I wszystko spowinowacone z nimi. - Kradziony?! No komuś się tu chyba pliki pojebały, jeszcze kilka dni temu było cacy i nagle co, kradziony?! ŹLE WYPEŁNIŁEM?! Synku, czy ja wyglądam na jakiegoś szczyla co nie umie kupić promu? Toż to legitny prom, wzięty w leasing od legitnej firmy!
Turianin zapowietrzył się, nie mogąc wydukać żadnego słowa przez czyste wkurwienie, które nim aż trzęsło. Na sam koniec rzucił ostatni raz przysłowiowym mięchem i odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia. Prawie, że biegiem.
Pośpiech jest wrogiem biurokracji, a wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.

Po drodze Crassus jasno wyraził swoją opinię o Marlu, oraz jak głęboko ona siedzi. Salarianin stracił swój status VIPa w momencie, gdy urzędnicy na Cytadeli zesrali jego w pełni legalne papiery. A tego już nie mógł popuścić. Przez resztę drogi nie odzywał się już do Mili, ograniczając się do rozgrywania możliwych scenariuszy mamrocząc pod nosem.

Do urzędu wparował krokiem sprężystym tak jak mocna była jego irytacja. Już na wejściu wyrzucił ramiona w górę, głośno zadając istotne pytanie;
- Na co idą moje podatki, ja się pytam? NA CO IDĄ MOJE CIĘŻKO ZAPRACOWANE KREDYTY?! - agresywnie przemaszerował przed ladę i Asari mającą nieszczęście być na swojej zmianie w tym momencie. Curio wbił w nią jadowitą żółć swych oczu. A kiedy ta odpowiedziała standardowym urzędniczym bełkotem, Turianin odepchnął się od lady, klnąc głośno. - Ty z nią gadaj, Mila, bo ja nie wytrzymie zaraz!
Faktycznie, było ciężko. Na tyle, że musiał dać upust buzującym w nim emocjom i zatoczyć zamaszyste koło wokół sali w której się znajdowali. Powrócił gdy najgorsza fala minęła, ponownie zajmując miejsce obok Racan. Nie odzywał się, chwilowo ograniczając się do wpatrywania się w Asari i pasywno-agresywnego drgania żuwaczkami. Tak było aż do chwili, w której musiał podać swój numer.
- A co to, ta flądra nie ma tego w systemie? To co to za urząd jest?! No co jest? - w końcu skierował swoje słowa do urzędniczki ale wtedy też zgasły wszystkie światła, pozostawiając ich skąpanych w karmazynowym oświetleniu alarmowym. - Pięknie! Nic dziwnego, że macie taki burdel! Tak się nie będziemy bawili, dawać mnie tu kiero…
Błysk. To jedyne co zobaczył w przyciemnionej sali, a z jego ust wydobyło się krótkie:
- O.

Fala uderzeniowa cisnęła nim o ziemię jak szmacianą lalką, wyciskając przy tym powietrze z płuc. Jego brak jak i bliskie spotkanie jego turiańskiej czaszki z podłogą wyłączyło Crassusa na kilka sekund, wysyłając go objęcia ciemnej pustki. Leżał na plecach, z rękoma i nogami rozpostartymi, jakby zastygł w trakcie robienia śnieżnego aniołka.
W odmętach ciemności przywitał go przeraźliwy pisk i szum, będący wynikiem gwałtu na jego zmyśle słuchu. Po chwili jednak, wśród powoli wygasającego pisku, usłyszał głos swojej przyjaciółki. Wtedy też zrozumiał, że w sumie to chyba żyje. I nawet nie jest głuchy… Ale cholera, co z oddechem?!

Oczy turianina otworzyły się nagle i w pełni, wpatrując się prosto w znajomą twarz Mili, a on sam zaciągnął się wielkim haustem powietrza. Życiodajny tlen wrócił do płuc, choć zanieczyszczony pyłem i ulatniającymi się oparami po wybuchu. Tak też po początkowej uldze Crassus poczuł, że się krztusi. Rzężąc głośno, przewrócił się ociężale na swój bok. Zmiana pozycji pomogła, teraz mógł wykrztusić z siebie drażniący go pył, kaszląc gorzej niż astmatyk.
- Co to khe-rwa było? - odezwał się w końcu, unosząc pierw na jednym łokciu a sekundę potem na obydwu ramionach. Zmusił się by wstać, początkowo chwiejąc się zanim jego zmysły złapią ponownie pion. Mrugnął kilka razy i rozejrzał się wokół pobojowiska, dopiero teraz dostrzegając pełnię skutków wybuchu.
- Cholera, biedne sukinsyny. - mruknał i skierował wzrok na urzędniczkę… A raczej jej drgające truchło. Mimo to, zgodny ze swoim sumieniem i odruchami, doskoczył do niej w kilku susach by szybko ocenić funkcje życiowe. I dojrzeć kawał żelastwa, który z niej wystawał. To wystarczyło by przekonać go, że Asari nie żyje. - Szlag! To nie było normalne, Mila! Mila?
Odwrócił się od nadpalonej lady by dostrzec swoją towarzyszkę powoli zmierzającą do wyjścia. Nabrał więc rozpędu, ponownie tego dnia odpychając się od nieszczęsnej lady, i potruchtał by zrównać się z kobietą. Raz jeszcze męczący kaszel powrócił, na szczęście krótszy niż poprzednio.

- Nie mam pojęcia co to mogło być ale wątpię, żeby to była zwykła awaria. Zobacz co tu się odjebało. Cholera, jeśli Cytadela znów jest atakowana to się wkurwię. -uświadomiwszy sobie tą możliwość, Crassus sięgnął na plecy by wyjąć swoją M-97. Karabin rozłożył się do pełnej wersji w ułamku chwili, lądując zaraz w jego oburęcznym chwycie. Curio nie miał zielonego pojęcia, czy ktokolwiek za to odpowiedzialny był w okolicy. Nie wiedział też, czy ktoś taki istniał. Ale zdrowy rozsądek i lata wyszkolenia nakazywały mu nie ryzykować i nie dać się złapać z ręką w przysłowiowym nocniku. Zerknał na Milę, szturchając ją łokciem.
- Te, ogarniaj się. - wskazał lewą dłonią swoją broń, by dać znać o co mu chodzi.- Hanar jeden wie co to było ale nie ryzykujmy. Nie zamierzam zdychać przed kupieniem sobie willi w Prezydium.
Przyłożył więc kolbę do ramienia, stękając przy tym nieco z bólu. Ten jednak musiał poczekać na moment kiedy Crassus będzie miał na to czas. Pierw trzeba było dowiedzieć się co tu się stało i w miarę możliwości ulotnić swoje cztery litery. W sumie to osiem, licząc Racan. Ruszył więc żwawo w kierunku drzwi, zachowując odpowiednią ostrożność i czujność. Drugi raz go nie wysadzą, o nie.
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 43
Posty fabularne: 30
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Krąg Prezydium, Cytadela
Kredyty: 32.245
Medale: 2
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 18:54

- Też to widzieliście? - zwróciła się do towarzyszących jej mężczyzn, gdy przechodząc obok słupa reklamowego, ten wypluł z siebie katatonie dźwięków oraz obrazków, bez ładu i składu. Pokręciła nosem, gdy oboje zaprzeczyli, bo nie dopatrzyli się w hologramach czegokolwiek niepokojącego. A już na pewno nie batariańskiego środka na hemoroidy. Przekonawszy samą siebie, iż to drobna usterka, zapewne nic, z czym nie poradziliby sobie Opiekunowie, dołączyła do turiańskiego, jak i ludzkiego polityka w drodze na spotkanie w voluskiej ambasadzie. Kolejne w tym tygodniu. Jeżeli volusowie wykażą się niezdrowym uporem, następnym razem wezwie ich na spotkanie z cała Radą, aby raz, skutecznie, ukrócić tę całą farsę.
Pozornie, dzień ten nie różnił się od innych na Cytadeli. Terminarz pękający w szwach, umówione co godzinę spotkanie, te same ścieżki pokonywane po kilka razy od jednego, do drugiego punktu w obrębie Prezydium. Dawno jednak, nie czuła się tutaj tak nieswojo, a zadzierając wysoko głowę, aby popatrzeć na błękit nieba, zamiast spokoju, ogarniał ją niczym nieuzasadniony niepokój.
Obejrzała się na Adarius, który jako pierwszy otrzymał ostrzeżenie od centrum bezpieczeństwa.
- Zatem nie zwlekajmy. Prowadź. Volusowie będą musieli na nas poczekać, może w końcu zrozumieją, że przedstawiając nam po raz kolejny ten sam wniosek bez wprowadzonych poprawek, niczego nie ugrają... - stwierdziła, przyspieszając kroku. Jej obcasy, dudniły o stelaż mostu, którym przeszli na wprost Prezydium, aby skrócić sobie drogę do Wieży Cytadeli. Kątem oka, przyglądała się twarzom tych, których mijali w pośpiechu, jednakże nie dostrzegła na nich niczego, co mogłoby potwierdzić jej kłębiące się w myślach - i nie tylko - obawy. Większość cieszyła się jak gdyby nigdy nic malowniczym pejzażem Prezydium, bliskością natury, istną sielskością będąc albo zbyt ślepa, albo zajęta własnymi sprawami, co by zauważyć, że faluje tu nie tylko tafla wody w jeziorze, ale już prawie każdy ekran terminali rozsianych gęsto w przestrzeni publicznej.
Wyminęła turiańskich mundurowych z bezgłośnymi pozdrowieniami. Weszła do windy, przeglądając wiadomości, które jak fala zalały jej omni-klucz. Napływały do nich doniesienia z każdego zakątka stacji, od pracowników ambasad oraz SOC, tym samym mnożyły się teorie spiskowe; z dwojga złego była skłonna uwierzyć w wirusa wpuszczonego w sieć, ale na pewno nie w bunt Opiekunów. W jej ocenie, ta hipoteza, nie miała najmniejszych podstaw, aby stać się rzeczywistością.
- Co o tym myślicie? - popatrzyła się na polityków, również uczestniczących w przepływie tych wszystkich chaotycznych informacji. Kiedy Vincent nerwowo uderzył z pięści w panel kontrolny, wyciągnęła rękę z zamiarem położenia dłoni na jego ramieniu.
- Spokojnie. Nie dajmy się zwariować - nie tu, nie teraz.
Odsunąwszy od siebie myśl, iż to wszystko zaczynało niebezpiecznie przypominać powtórkę z rozrywki, czyli atak na Cytadelę przez Sarena oraz gethy, skupiła wzrok na jednym z większych bilbordów co by nie dać się wciągnąć w deja vu. Wzdrygnęła się, ponieważ niespodziewanie, wyświetlana treść zmieniła się na ciąg niezrozumiałych dla niej znaków. Wiedziona ciekawością, podeszła bliżej przeszklonej ściany, jakby chciała sprawdzić na własnej skórze, czy to nie są jakieś omamy, bądź inne wytwory podatnej na sugestie i zarazem bujnej wyobraźni.
Nic z tego. Obce symbole, zaczynały wykwitać na innych urządzenia. Przeskakiwała wzrokiem z hologramu na hologram, a gdy widok zmienił się na znajome Atrium, spokojne jak cisza przed burzą, Iris obróciła się miękko na palcach.
- Drzwi się zacięły? Może powinniśmy... - nie dokończyła. Nie miała na to szans.
Turianin westchnął zirytowany.
Vincent mocował się z zatrzaśniętymi drzwiami od windy.
Usłyszała pik. Po chwili następne, głośniejsze.
Pik
I winda runęła w dół.
Pod wpływem szarpnięcia, pociągnięta do góry prawami fizyki, boleśnie uderzyła w sufit aż kości gruchnęły. Przed jej oczyma, pojawiły się mroczki, z kolei w uszach nieprzyjemnie zapiszczało. Wiedziona instynktem, otoczyła swoje ciało biotyczną barierą niemalże w ostatniej chwili; wszyscy trzej, spadli na ziemię jak szmaciane lalki.
Kręciło się jej w głowie. Dźwięki dochodziły do niej jak spod głębokiej wody. Nie wiedziała do końca, co się właściwie stało, ale jednego była absolutnie pewna - musiała stąd wyjść. Teraz. Natychmiast.
Pomimo nieprzyjemnego rwania w boku, Iris dźwignęła się na własne nogi, balansując ciałem tak, aby utrzymać równowagę. Jeżeli zaś zabrakło jej sił, trudno, wyczołga się z tej windy na kolanach, ale za to z podniesioną głową. Torują sobie drogę biotyką, jak tylko zajdzie taka potrzeba.
Rozejrzała się po zamkniętej, niewielkiej przestrzeni. Zobaczyła martwe spojrzenie Vincenta oraz ledwo co unoszącą się klatkę piersiową Adariusa. Z trudem łapał powietrze. Nie zamierzała zostawić tutaj turianina, dopadła więc do niego i lekko szarpnęła w stronę wyjścia. No dalej.
W tej konkretnej chwili, nie zastanawiała się dlaczego. Odpowiedzi będzie szukać, gdy oboje znajdą się poza windą. Przynajmniej względnie bezpieczni.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1614
Posty fabularne: 62
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 57.210
Medale: 10
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

27 cze 2021, o 22:37

Dziewczyna chciała spędzić ten dzień na Cytadeli na swój sposób. Uwielbiała spacerować po prezydium, podziwiać architekturę i latające taksówki. Dla większości istot na tej stacji nie było to nic nadzwyczajnego, ale jej krótkie życie nie było jeszcze przepełnione tymi wspaniałościami, dawało jej to poczucie relaksu i odprężenia. Oczywiście po za tym w planach miała jeszcze odwiedzenie Czyśćca i kolację w jakiejś wytwornej restauracji, co czasami wprowadzało w zakłopotanie restauratorów którzy próbowali zrozumieć, dlaczego 17-letnia ludzka dziewczyna je kolacje samotnie w jednym z najdroższych lokali na Cytadeli. Jeszcze bardziej dziwiło ich to, że było ją na to stać, ale wtedy dziewczyna karmiła ich kłamstwem na temat delegacji i bogatego ojczulka - a Kira zrobiła co do niej należało, aby w ich terminalu wyświetlić fałszywe tożsamości jej i "ojca". Te plany jednak nie doszły dziś do skutku.

Jeszcze w trakcie spaceru po prezydium, Kira wyłapywała przez oczy Hiry najróżniejsze "bugi" w systemach Cytadeli, objawiające się niestabilnymi billboardami, hologramem Aviny i migającym oświetleniem. Sama dziewczyna zapewne wyłapałaby to chwilę później, ale SI nie była ograniczona tylko do punktu skupienia ludzkich oczu, ona widziała wszystko w obrębie pola widzenia i zapamiętywała wszystko.

Mam nadzieję, że nie śpieszy ci się zbyt mocno do klubu? Coś jest nie tak, widzisz to? - Kira podświetliła zbugowane podsystemy stacji dzięki połączeniu biologii i technologii jej oczu. - Sprawdźmy to na wszelki wypadek.
Okej, opiekunowie chyba nie nadążają z naprawami, ale to nie powód do tego abyśmy ingerowały.
Naszym celem miało być nie tylko "ustawienie się" i bycia kryminalistkami ale także pomoc społeczeństwu, prawda? No dalej dziewczyno, nie daj się prosić. Zajmie nam to góra kilka minut.
Ooohh, w porządku. Ale w zamian wyszukasz w klubie najprzystojniejsze dziewczyny, w porządku?
Naprawdę? Tylko to ci przyszło do głowy? Nie darmowe drinki?
No co...na takie zawsze można znaleźć haka i zarobić ekstra kredyty.
Tak, na pewno tylko o to chodzi. Przypominam, że dobrze wiem co siedzi w twojej głowie.
Nie oceniaj, proszę cię. Nie moja wina, że przechodzę "ten" okres, w końcu w połowie wciąż jestem człowiekiem. - Hira zaróżowiła się na policzkach i odchrząknęła - Może sprawdźmy lepiej te zakłócenia.

Podróżując od terminalu do terminalu, Kira poczęła wynajdywać w tych wszystkich błędach pewien wzór - cokolwiek atakowało systemy Cytadeli było inteligentne, może nawet coś na poziomie SI, ponieważ skrupulatnie opanowywało tylko te systemy które zdawały się mieć jakiekolwiek znaczenie strategiczne, te najbardziej prymitywne a jednak podłączone do sieci zdawały się być nietknięte. Przez chwilę Hira poczuła lekką ulgę, że strzeże jej jedna z najbardziej zaawansowanych SI...w sumie jedna z niewielu istniejących.

Czy ten wirus...lub cokolwiek to jest, jest w stanie zainfekować omniklucze? Ty strzeżesz mojego, ale co z pozostałymi na stacji? Jeśli coś im grozi to musimy ich ostrzec, aby nie próbowali nawiązywać połączenia z terminalami.

Chwilę po tym jak otrzymała odpowiedź od Kiry, usłyszała w oddali wybuch, a dosłownie kilka sekund później huk już nie tak daleko od siebie. Odwróciła się i zobaczyła roztrzaskaną windę prowadzącą do wieży Rady - przez chwilę ją to przeraziło. Coś atakowało Cytadelę i miała już dwa dowody na to, że jest to ekstremalnie niebezpieczny twór i nawet ona musiała przestać go lekceważyć. Potem odezwała się jej cyfrowa starsza siostra wyrywając ją z zamyślenia.

Hira. Hira! Skup się!

Kira wytłumaczyła swój plan, lecz dziewczyna nie od razu go zaakceptowała.

Przecież to radna! I SOC! Jak się wmieszamy mogą nas zatrzymać za utrudnianie czynności, a nie daj odkryją ciebie, wiesz co by nam groziło. Nie...poradzą sobie.
Hej, hej, uspokój się. Głęboki oddech i wydech. Pozwolisz aby ktoś zginął kiedy możesz temu zapobiec? Jesteś wprawną aktorką, nie takie przedstawienia już odstawiałaś. Dalej, zróbmy to. Po za tym to radna, kto wie jak ci się odwdzięczy za pomoc. Ktoś taki z długiem wdzięczności to duży atut.

Dziewczyna wzięła kilka głębokich wdechów i rzuciła jakby do siebie.
- Masz rację, dobra, zróbmy to.

Elegancka nastolatka wbiegła pomiędzy funkcjonariuszy SOC a panel kontrolny windy, przytulając się plecami do terminalu windy, wyraźnie blokując do niego dostęp funkcjonariuszom. Złożyła także za plecami ręce, a prawą dłoń przyłożyła do terminala, pozwalając Kirze robić swoje.
- Przestańcie! Zabijecie ją! Próbujecie zresetować system, ale tym samym wywołacie kolejną sekwencje wznoszenia windy, a potem uderzy z powrotem w ziemię. Powtórki ta radna nie przeżyje. Znam się na tym, dajcie mi się tym zająć, proszę. Od wielu lat zajmuje się systemami i programowaniem, wiem jak to się skończy kiedy zresetujecie system.

Dziewczyna była zestresowana, ale wyglądała na przekonaną o swoich słowach i umiejętnościach, pytanie tylko co zrobi SOC. W końcu nie była w stanie stawić oporu funkcjonariuszom.
Legenda do moich postów (bez "-" na początku oznacza konwersację myśli między SI a Hirą):
Kwestie Kiry | Kwestie Hiry


Hira Cassan

Avatar użytkownika
 
Posty: 49
Posty fabularne: 37
Dołączył(a): 30 maja 2021, o 23:29
Miano: Hira Cassan
Wiek: 17
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Haker / Haktywistka
Lokalizacja: Illium
Status: Poszukiwana jako "Obserwatorka" przez: Przymierze, Hierarchię Turian, Illium i SOC
Kredyty: 48.770
Medale: 1
Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

1 lip 2021, o 02:16


Nie musieli czekać długo na panikę. Była jak ogień podczas suszy - wymagała tylko jednej, zbłąkanej iskry. Zaczęła się niewinnie. Od krzyku stojących obok Jaany ludzi, wskazujących sobie dłońmi unoszący się z budynku dym. Od podniesionych tonu głosu zatrzymujących się przechodniów. Płaczu wystraszonego hukiem dziecka, które stojąca niedaleko asari zgarnęła w swoje ramiona. Szybko zaczęła się rozprzestrzeniać, w miarę jak cywile wychodzili z pierwszego szoku, transu przerażenia, ruszając się jak woskowe figury, w które ktoś nagle tchnął życie.
Ktoś potrącił Jaanę gdy szukała dla siebie schronienia. Ignorując dziewczynę, rosły kroganin wyleciał jako pierwszy z budynku, ruchem wielkiego łapska odrzucając ją w bok. Chcąc, nie chcąc, poleciała prosto na ścianę, nim udało jej się wymknąć fali wylewających się z budynku ludzi.
Nie tylko uszkodzone biuro było ewakuowane. Wybuch poruszył Promenadą w jej posadach, otwierając drzwi okolicznych lokali, wypuszczając coraz więcej mieszkańców Cytadeli na ulice.
Gdy Crassus i Mila przedarli się na zewnątrz, Jaana stała niedaleko, starając się unikać wpadających na nią ludzi jednocześnie walcząc ze swoim omni-kluczem. Wydostanie się na zewnątrz z każdą chwilą wydawało się coraz trudniejsze - mieszkańcy byli zdezorientowani. Wylewali się na Promenadę, szukali siebie nawzajem w krzykach, poruszali chaotycznie w różnych kierunkach, utrudniając znalezienie miejsca, które mogło służyć za ustronne.
Żadne połączenie nie przebijało się na drugą stronę. Jaana nie była jedyną, która próbowała. Stojący blisko niej turianin panicznie usiłował skontaktować się ze swoją rodziną - jak każdy, szukając komfortu w potwierdzenia bezpieczeństwa jej członków. Klął pod nosem, głosem, w którym pobrzmiewały nuty rozpaczy. Napotykał ten sam błąd, który na swoim urządzeniu widziała dziewczyna - Brak sygnału.
- To już koniec. To koniec, wszystkiego! - krzyknął ktoś z tłumu, chowając twarz w masie innych. Podniesione głosy mieszały się ze sobą.
Ktoś wyminął Ritavuori, znów ją potrącając. Gdy miała się odsunąć, poczuła, że ktoś wsuwa w jej dłoń kartkę z wiadomością.
- Terroryści... musimy uciekać przed... przecież tutaj są dzieci... dlaczego...
Zmięta kartka naznaczona była chaotycznie spisanym tekstem.
KOMM NIE DZIAŁA KONTAKT W WIEŻY WYJŚCIE ZABLOKOWANE

- To atak... O BOŻE ONI MAJĄ BROŃ!
Na krótką chwilę, żywy organizm, jaki stanowili zgromadzeni na Promenadzie ludzie, zafalował szeregiem odwracanych w jednym kierunku dłoni. Stojący na przodzie, ludzki mężczyzna z przerażeniem wpatrywał się w stojącą blisko siebie trójkę, która dopiero teraz, w kontraście wyraźnie się wyróżniała. Otaczający ich mieszkańcy byli ubranymi w zwykłe, miękkie ubrania cywilne, przy których ceramiczne płytki wzmocnionego pancerza, optycznie powiększające ich sylwetki, łatwo zwracały na siebie uwagę.
Stojąca obok mężczyzny asari z dzieckiem w dłoniach nagle otworzyła szeroko oczy. Przerażenie zmieniło ich rozmiar do wielkości spodków. Jedną dłoń oderwała od potomstwa, unosząc ją w górę.
- Boże, nie strzelaj, proszę! - krzyknęła do stojącego na wprost Curio, który w dłoniach trzymał uniesiony karabin. - Weźcie co chcecie, tylko nie strzelajcie!
Reakcja tłumu była natychmiastowa. Część osób uniosła ręce, cofając się lekko, ostrożnie w tył - pozostali buntowniczo wyszli na wprost, w tym kroganin, który wcześniej uderzył swoim cielskiem Jaanę. W oczach tłumu, ich trójka była ze sobą powiązana, nawet jeśli nie stali obok siebie. Ich podniesione głosy mieszały się z szeptami
- To oni podłożyli bombę...? cicho... byłem w budynku, to był jakiś koszmar... ten turianin wrzeszczał na ludzi... cicho, nie prowokuj go! widziałem, jak wychodzili tymi drzwiami... tych troje...? Tak...
Ochroniarze stojący przed drzwiami windy z początku nie dostrzegali przyglądającej im się dziewczyny. W panice, wiedząc jak wielka jest stawka, w pełni skupieni byli na drzwiach windy, które pozostawały zatrzaśnięte z uwięzioną w środku radną.
- Cholera, padła komunikacja! - krzyknął jeden z nich, spoglądając w swoje urządzenie.
Omni-klucz Hiry również przestał działać. Na szczęście jej połączenie nie opierało się na tej samej technologii - Kira nadal była w jej przysłowiowym uchu, a kontakt z nią nie został zerwany.
Turianie wiedzieli, że ich starania w odzyskaniu kontroli nad terminalem są jałowe. Ich przeszkolenie techniczne, o ile takowe posiadali, było niewystarczające by powstrzymać działanie wirusa. Gdy nadszedł do nich ten moment zrozumienia i odsunęli się od niego, winda wydała z siebie kolejne, krótkie pik.
Jeden funkcjonariusz odwrócił się do dziewczyny. Wściekłość wymalowaną miał w oczach, choć nie ona była jej powodem - to goszcząca się w jego umyśle panika połyskiwała w jego spojrzeniu niczym ogniki szaleństwa.
- Skąd to wiesz? Kim ty kurwa jesteś? - turianin wytknął ją palcem, podczas gdy za jego plecami, jego towarzysz usiłował wsunąć omni-ostrze w szczelinę pomiędzy framugą a rozsuwanymi drzwiami.
- Piętnaście sekund nim ruszy w górę.
- Identyfikuj się. Natychmiast! - ryknął, jak gdyby problem Fel na krótką chwilę przestał być istotny. Jakby to stojąca przed nim, chcąca pomóc dziewczyna stała się jego głównym problemem.
- Nie mamy czasu. Zaryzykuj. Podłącz mnie zanim cię powstrzyma.
- Ty to zrobiłaś? - warknął, wskazując dłońmi za swoje plecy.
- Jak ma pomóc, to jej pozwól do cholery - stęknął jego towarzysz, z całej siły usiłując mechanicznie otworzyć drzwi bez widocznego skutku.
- Dziesięć sekund.
Pik.
- Idź, otwórz to! - krzyknął drugi, machając ku niej ręką, ku oburzeniu swojego partnera.
- Chyba oszalałeś.
Bez względu na to, jaki miał być efekt ich krótkiej sprzeczki - dała Hirze wystarczająco czasu, by ta zbliżyła się do terminala. Gołym okiem wyglądał w porządku - póki nie spróbowało się z nim połączyć.
- Gotowe.
Drzwi windy wysunęły się w tej samej chwili, w której wiadomość SI dotarła do mózgu dziewczyny. Funkcjonariusze krzyknęli, rzucając się do przodu - w swej wyuczonej liście priorytetów natychmiast podnosząc pod ramiona ludzką kobietę i mało delikatnie, lecz skutecznie wyciągając ją na zewnątrz.
- Radno Fel, wszystko dobrze? - niemiły funkcjonariusz kucnął, przyglądając jej się uważnie - szukając objawów poważniejszych obrażeń, innych niż tworzące się powoli siniaki.
Drugi turianin ruszył z powrotem do windy. Szybko ocenił sytuację, pochylając się, by spróbować pomóc rannemu rodakowi, który, w przeciwieństwie do drugiego polityka, nadal oddychał.
- Wyrzuca mnie. Nie utrzymam kontroli. Odsuńcie się od windy.
Reakcja SI była błyskawiczna - tak samo jak przesłana przez nią informacja, generująca zaledwie ułamek sekundy opóźnienia docierając do mózgu Hiry. Jednak jej ciało było wolniejsze. Gdy otworzyła usta by wykrzyknąć ostrzeżenie, nim zdążyła wypowiedzieć słowo, drzwi windy zatrzasnęły się z policjantem w środku, który natychmiast rzucił się do drzwi i walnął w nie pięścią, reagując szybciej, niż ogarniające go przerażenie.
Winda piknęła, a na terminalu pojawił się napis Jazda w górę.
Potem wystrzeliła gwałtownie, powracając do morderczego cyklu góra-dół. Walające się w jej środku ciała mazały jej szklane ściany krwią.

Bilboard na drugim końcu promenady ponownie rozbłysł. Jedno po drugim, pojawiły się na nim cztery okienka z wyświetlanymi ujęciami. W rogu każdego okna tkwił napis NADAWANE NA ŻYWO i czerwona kropka.
Na pierwszym, Quentius, turiański radny, zataczał koła wewnątrz swojego gabinetu. Panel na jego drzwiach błyszczał się czerwienią blokady. Na drugim, radna asari, otoczona gwardią uzbrojonych funkcjonariuszy, przemierzała korytarze ambasad, szukając schronienia. Na trzecim, kamera krążyła wokół unoszącego się nad lądowiskiem promu, w którym według podpisu znajdowała się salariańska radna. Znajdował się na terenie Okręgów.
Na czwartym, obok szalejącej windy do Wieży Prezydium, z ziemi podnosiła się ludzka radna. Stała w otoczeniu jednego policjanta SOC i młodej dziewczyny o charakterystycznych, niebieskich włosach.
Nad okienkami unosił się wielki napis.
ZDRAJCY.
- Potrzebuję czasu, żeby zablokować ten sygnał - przekazała Kira, automatycznie szukając źródła problemu. Po krótkiej chwili, jakby w innej intonacji, dodała - Musimy jej pomóc. Ale nie jestem w stanie nas wymazać z obrazu.
Choć nie mówiła tego wprost, wiedziała, że Hira domyśli się reszty. Pozostając blisko radnej, być może mogła jej pomóc - ale również i jej pozycja była odkryta, co stawiało ją w niebezpiecznym położeniu.
Napis zamigotał, zmieniając swoją treść.
KARĄ ZA ZDRADĘ JEST ŚMIERĆ.
Na trzecim oknie, prom radnej Esheel zamigotał odbijanymi od jego metalowej powierzchni pociskami. Kierowca natychmiast skręcił, oddalając się w przeciwnym kierunku, lecz kamera dostosowała ujęcie i wydawała się za nim podążać.
Część tłumu odwróciła się, by oglądać ten spektakl. Część jednak wciąż stała murem w miejscu, wpatrując się w uzbrojonych Curio, Racan i Ritavuori.
Po chwili, kroganin w przebłysku swojej determinacji, postąpił o krok w ich kierunku.

Wyświetl uwagę Mistrza Gry
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Re: Przestrzeń Publiczna

1 lip 2021, o 19:52

Wejście pomiędzy funkcjonariuszy SOC wyszło lepiej niż podejrzewała dziewczyna. Te jej heroiczne czyny kiedyś poślą ją za kratki, albo zafundują ponowną wizytę u Cerberusa, co byłoby chyba jeszcze gorsze od więzienia na Cytadeli. Co by nie było, stało się, postawiła się im i...wygrała? Kira zrobiła swoje a drzwi windy otworzyły się, uwalniając radną, mocno poobijaną ale żyjącą.
Dziewczyna stała niemal nieruchomo, nie chciała wchodzić dalej w kompetencje funkcjonariuszy - i tak czuła, że wystarczająco sobie narobiła kłopotów z których będzie musiała się tłumaczyć, nie zdążyła jednak poinformować pozostałych, aby pod żadnym pozorem nie wchodzili do windy. Moment w którym ta zatrzasnęła się na powrót, a na jej szklanych ścianach zaczęła rozbryzgiwać się krew...Hira nie wytrzymała tego widoku i wyrzuciła z siebie pozostałość dzisiejszego śniadania, zdążyła to jednak zrobić na pas zieleni tuż obok windy. Kiepska pierwsza prezentacja przed najważniejszą ludzką kobietą.

Dobrze, że ja nie mam żołądka - kiepski widok.
Kira...kiepski czas na żarty. Wybuch tamtego budynku i awaria windy w której AKURAT przebywała radna...to nie jest przypadek. Gruzy tamtego budynku skutecznie odcięły szybką pomoc dla radnej, to wszystko było zaplanowane.

Dalszą część jej myśli przerwały obrazy ukazujące się na wielkim billboardzie. Kiedy ujrzała swoją twarz na nim, szybko odwróciła się tyłem do ewentualnej kamery, zerwała kawał materiału ze swojej drogiej jak cholera sukienki i obwiązała nią sobie włosy i twarz, tak aby jak najkrócej jej twarz była wystawiona na widok publiczny...może miała szczęście i nikt z Cerberusa nie zdążył rozpoznać jej twarzy, odkryte miała jedynie oczy.

Według nagrań oceń możliwe położenie kamery. Przeszukaj też radną w poszukiwaniu jakichś nadajników, coś musi zdradzać ich położenie, może przejęte omniklucze?

- Trzeba zabrać ją z otwartej przestrzeni. Tutaj nie jest bezpieczna.- rzuciła do jedynego żyjącego jeszcze funkcjonariusza, chociaż nie podnosiła głosu, co w jej wersji byłoby raczej godne politowania niż wywarło rzeczywistą presję na kimkolwiek.

Podeszła do radnej i przyklękła przy niej, podając jej dłoń.

- Da pani radę iść? - coś zakuło ją w jej wewnętrznym ego.

Podejrzewam, że za pomoc w jej uśmierceniu dostałabym kilka milionów kredytów, a teraz narażamy wszystko aby ją ratować. Przypomnij mi abym ci później wygarnęła co nie co, Kira...ale muszę przyznać, że z bliska jest jeszcze ładniejsza niż na widach...pomimo tych siniaków i...
Hira, skup się, proszę cię.
Legenda do moich postów (bez "-" na początku oznacza konwersację myśli między SI a Hirą):
Kwestie Kiry | Kwestie Hiry


Hira Cassan

Avatar użytkownika
 
Posty: 49
Posty fabularne: 37
Dołączył(a): 30 maja 2021, o 23:29
Miano: Hira Cassan
Wiek: 17
Klasa: Inżynier
Rasa: Człowiek
Zawód: Haker / Haktywistka
Lokalizacja: Illium
Status: Poszukiwana jako "Obserwatorka" przez: Przymierze, Hierarchię Turian, Illium i SOC
Kredyty: 48.770
Medale: 1
Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

3 lip 2021, o 10:27

Brak sygnału... Brak sygnału?! Zaaferowana nieudanym połączeniem, nie od razu zwróciła uwagę na uzbrojoną parę, która nagle znalazła się nieopodal niej. Marszcząc się w komicznym skupieniu, nastolatka próbowała zrozumieć - nie, że wszystko, ale cokolwiek. Bo żeby pojąć wszystko, to jednak wymagałoby więcej wysiłku. Na ten moment wystarczałoby jej zrozumienie tylko kilku rzeczy. Na przykład - dlaczego nie może połączyć się ze swoimi ludźmi, dlaczego komunikacja nie działa. I, powiedzmy - dlaczego akurat teraz?
- To są jakieś jaja... - wyburczała pod nosem, chociaż tak naprawdę wcale nie uważała obecnej sytuacji za zabawną. Ani trochę. - Jakieś, kurwa...
Nie dokończyła, bo nagle, jedna za drugą, stały się dwie rzeczy. Najpierw ktoś ją szturchnął, przepchnął nieelegancko z miejsca, w którym się przyczaiła. Na podobny brak wychowania Ritavuori była gotowa oburzyć się i odpowiednio skomentować, co o tym myśli, jednak - nie. Nieee, nie, nie. Nie mogła, a to dlatego, że jej uwagę zwróciło coś innego. Kartka. Zwykła, pomięta, pobazgrana kartka. Jaana rozejrzała się odruchowo, próbując znaleźć tego, który wepchnął jej świstek w dłoń, w kolejnej chwili skupiając się na samej treści notatki. KOMM NIE DZIAŁA KONTAKT W WIEŻY WYJŚCIE ZABLOKOWANE. Odetchnęła bardzo powoli. Brak znaków interpunkcyjnych nie utrudniał wyłowienia trzech jakże istotnych komunikatów. Komm nie działa - to już wiedziała, przekonała się o tym bardzo szybko. Notatka nie zawierała wyjaśnienia, dlaczego nie działa, ale to nic. Dziewczyna zajmie się tym później. Kontakt w wieży - świetnie, to był jakiś punkt zaczepienia. Może i mieli tu właśnie mały koniec świata, wychodziło jednak na to, że jej zadanie wcale się nie zakończyło. Jej łącznik nadal tu był, a skoro tak, to w zupełnie nierozsądny sposób Jaana uważała, że nadal musi wypełnić zlecenie - i, na koniec, zażyczyć sobie za nie znacznie większą nagrodę niż początkowo było mówione. Większą przysługę, większą wypłatę. Bo to jednak praca w trudnych warunkach, nie? Wreszcie - wyjście zablokowane. Serio? Znaczy, wiecie, niby mogła się tego spodziewać. Mieli do czynienia z zamachem, więc w interesie organizatorów nie było raczej, by ludzie i nie-ludzie zaczęli im stąd...
Drgnęła, bo zadziała się druga rzecz. Nagle zaczęła czuć na sobie spojrzenia. Nieufne. Przerażone. Wrogie? Dotąd skupiona na notatce, teraz uniosła głowę, próbując zorientować się, co się dzieje. Kto ma broń? I czemu patrzą na nią? Jej spojrzenie zatrzymało się na uzbrojonym turianinie i jego towarzyszcze.
- Ja ich nawet nie znam - wypaliła w odruchu obronnym. Fakt, sama też miała broń. I pancerz. I, jakby się dobrze zastanowić, mogła wyglądać na terrorystę. Mogła, nie? Tylko, że... No, nie była nim, na wszystkich bogów!
- Weź to schowaj - rzuciła do turianina, spoglądając znacząco na broń. - Ogarnijcie się, no - burknęła. - Na widłach was zaraz rozniosą, serio - zwróciła uwagę, przelotnie zastanawiając się, czy turianin wie w ogóle, jak wyglądają widły. Czy turianie mieli takie narzędzie? - A mnie razem z wami, a wcale nie mam na to ochoty. Bo, wiecie, ja nie podłożyłam tej bomby - uściśliła kulturalnie, na wszelki wypadek, gdyby potrzebowali wyjaśnienia.
A potem, dla dopełnienia sytuacji, stała się rzecz trzecia.
- Zdrajcy... Co? - rzuciła z niedowierzaniem, spoglądając na billboard i chwilowo zapominając, że zamierzała udać się do wieży i odnaleźć swój kontakt. Patrzyła na kolejne obrazy, nie rozumiejąc, co widzi. Czy raczej - rozumiejąc, ale nie pojmując całości konsekwencji.
Chcieli pozabijać radnych? Ale czemu?!
W pewnym momencie sytuacja - w postaci kroganina - zmusiła ją do ponownego skupienia się na tym co tu i teraz, w jej bezpośrednim otoczeniu. Szybka kalkulacja wykazała, że nie ma opcji, by przepchnęła się teraz w kierunku wieży - tłum skutecznie tarasował drogę. No i ten kroganin...
- Ja ich nawet nie znam - rzuciła, jak gdyby to miało w czymkolwiek jej pomóc. Nie mogło, oczywiście, ale słowa wyrwały jej się zanim zastanowiła się nad ich celowością. Nagłe poczucie zagrożenia sprawiło, że smużki biotyki same zaczęły przeplywać jej między palcami. Nie sięgnęła jeszcze po broń tylko dlatego, że, po pierwsze, to z pewnością tylko pogorszyłoby sytuację, a po drugie - pistolet nie był jej głównym orężem.
W międzyczasie kątem oka znów spojrzała na parę, przez którą - jej zdaniem - znalazła się w obecnej sytuacji.
- To wasza wina, więc teraz to naprawcie - wypaliła bezczelnie, bez skrępowania. - Muszę do wieży - poinformowała i, nie mówiąc nic więcej, znów skupiła się na kroganinie. Niech naprawiają co popsuli, nie? Sprawili, że tłum wziął ich za terrorystów, to teraz niech się postarają, by ich nie rozerwali, tak? A jak przy okazji utorują jej drogę do wieży - tym lepiej.
Gdyby to było możliwe, Jaana najchętniej uniknęłaby walki - w tym momencie i tak mieli dosyć problemów - ale coraz mniej wierzyła, że to się uda.
KUGUAR NPC PANCERZ

ObrazekObrazek

+ 20% obrażeń w walce wręcz
+ 1 PA koszt ataku wręcz
1x w ciągu walki lekki atak wręcz ma automatyczny sukces
75% szans na obalenie przy ataku wręcz
+ 5% do obrażeń od mocy
+ 10% tarcz
- 2PA za akcję zmiany broni
- 2 PA kosztu użycia medi- lub omni-żelu
- 10% na zakupy produktów Rady Serrice


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Jaana

Avatar użytkownika
 
Posty: 253
Posty fabularne: 26
Dołączył(a): 22 mar 2014, o 14:39
Miano: Marjaana Ritavuori
Wiek: 16
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: najemniczka
Postać główna: Rebecca Dagan
Lokalizacja: Aite
Status: eksperyment Cerberusa;
Kredyty: 43.951
Medale: 2
Medal za długą służbę (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

3 lip 2021, o 13:24

Panika, której został świadkiem była do przewidzenia. Cywile często potrafili lipną sytuację zmienić w istny chaos. Brak dyscypliny, chociaż w najmniejszym stopniu. Płacz, jęki, krzyki i połączenia do bliskich… Właśnie. Połączenia. Spodziewał się natłoku połączeń do SOCu i najbliższych, zamiast tego dostrzegł jeszcze bardziej pogłębiającą się rozpacz i grozę po powtarzających się komunikatach o braku sygnału. Normalnie Curio miałby to po prostu w dupie ale w tej sytuacji zdawało się potwierdzać obawy turianina. To nie mogła być zwykła awaria, a zaplanowana akcja. I ktoś właśnie odciął komunikację w Promenadzie, a przynajmniej tej części. Nie dobrze. Bardzo nie dobrze. Tym bardziej, że ktoś tutaj miał broń!

Crassus odruchowo uniósł delikatnie karabin, usłyszawszy przerażony krzyk o uzbrojonych napastnikach. Zaś kiedy fala obracających się w ich stronę głów dotarła wreszcie do samego turianina, mężczyzna również zechciał się odwrócić za siebie w pierwszej chwili. Przystopował na czterdziestu pięciu stopniach w lewo, doznając po drodze olśnienia. Tutaj chodziło o niego i Milę. I ewidentnie jakąś drugą kobietę, na którą postanowił na razie nie zwracać uwagi. Oderwał rękę od okolic spustu, chcąc tym samym pokazać, że nie zamierza strzelać do dzieci jak mu sugerowano. Trójpalczasta dłoń powędrowała dalej w górę, rozpościerając się w geście pokoju i pojednania.
- Ej, ej! Spokojnie, nie mamy nic wspólnego z atakiem jak i z nią. - krótkim ruchem głowy wskazał w kierunku Jaany. - Sami słyszeliście!
Widząc jak część osób wyłania się w ich kierunku, w bojowym szyku i gorejących nastrojach, Curio odruchowo cofnął się o krok albo dwa, chcąc zachować w miarę bezpieczną odległość. Strach potrafił pchnąć ludzi do robienia głupot, a co dopiero krogan? Kroganin, który wystąpił jeszcze bardziej zwiększył powagę sytuacji.
- To nie my, powtarzam, to nie my stoimy za tym wybuchem! Jesteśmy tak samo zdziwieni jak i wy! - postanowił kontynuować swoje próby porozumienia się tłumem. A przynajmniej tą bojową częścią. Na wezwanie do odłożenia broni przez Jaanę, Crassus rzucił poirytowane spojrzenie na ludzką kobietę. To jednak po chwili zmieniło się w pełne podejrzenia. - Nie zamierzam bo nie wiem co tu się kurwa dzieje. Nie podłożyłaś ale za to wiesz, że to była bomba. No proszę, proszę.
Odwrócił się w kierunku tłumu i już miał wskazać Jaanę jako podejrzaną, tym samym zrzucając z siebie oskarżenia. I wtedy rozbłysł billboard.

Turianin zerknął w kierunku billboardu po to, żeby zawiesić na nim wzrok swoich rozszerzających się ze zdziwienia oczu. Crassus nie był miłośnikiem polityki i polityków ale nawet on od razu rozpoznał postaci radnych na wyświetlanych transmisjach. Ci często gościli w mediach, a Curio spędzał wystarczającą ilość czasu w extranecie lub przed holowizorem by niektóre wizerunki wypaliły się w jego mózgu.
- Zdrajcy. - mruknął pod nosem. - Sprawy się skomplikowały.
To mężczyzna czuł w każdym zakątku swojego pokrytego karapaksem ciała, chociaż nie miał jeszcze pojęcia jak bardzo. A zapowiadała się lekka robota, przewóz płaza, zainkasowanie kredytów. To nie, jakaś biurwa musiała sknocić zapisy rejestracyjne promu i wpieprzyć Crassusa jak i Milę w to gówno. Jak tu ufać i szanować biurokrację? Na nienawiść przyjdzie czas potem, teraz musiał wymyślić plan jak wydostać się z ekskrementów tej sytuacji. I chyba właśnie wpadł na jeden. Być może nie należał do najlepszych ale jeśli się uda, to przynajmniej nie będą mieli na głowie tłumu gotowego ich zlinczować. Rzucił więc krótkie, pełne jadu spojrzenie na Jaanę, a następnie zwrócił się do Mili, szepcząc:
- Rób to co ja.

Crassus spojrzał na kroganina, który postąpił kolejny krok w ich kierunku. Oparł kolbę na wewnętrznej stronie swojego łokcia, unosząc lufę w niebo by każdy z obecnych dostrzegł, że turianin wcale nie zamierza celować w cywili. Tym razem lewa dłoń wystrzeliła wysoko w górę, by zwrócić uwagę wszystkich.
- Spokojnie! R&C Security Services, agent Curio! A to jest agentka Račan! - wskazał odpowiednio pierw siebie a potem na Milę. By zaś potwierdzić swoje słowa, zbliżył lewe przedramię do prawej dłoni, której kciukiem wystukał na omni-kluczu swoją legitymację prywatnego agenta ochrony, zarejestrowanego w ewidencji Cytadeli. Może i musiał uiszczać regularną daninę w postaci podatków oraz pieprzyć się z całą administracją, ale takie chwile utrwalały przekonanie, że czasem warto działać legalnie. Teraz sam zrobił krok do przodu, wyciągając ramię z omni-kluczem na bok by kroganin i reszta mogli się przyjrzeć wyświetlonej legitymacji. - Zostaliśmy wynajęci przez...
Żółte oczy turianina zerknęły raz jeszcze billboard, jakby szukając odpowiedzi. Jak do cholery nazywali się radni? Ludzka radna wydawała mu się znajoma i chyba nawet miała proste do zapamiętania nazwisko. Fyr? Fen? Fal?
- Radną Fel! - wypalił momentalnie po tym, jak wygrzebał nazwisko z odmętów swojego umysłu. - Tak jest, prywatna ochrona Fel! Wybuch odciął nas od radnej. do której musimy się dostać. Teraz proszę wszystkich o zachowanie spokoju i pozostanie tu, na zewnątrz. Funkcjonariusze SOC pracują nad przywróceniem sygnału i pomoc niedługo nadejdzie. My musimy zabezpieczyć radną. Tak jest. Nie, Mila?
Skąd Crassus to wiedział? Nie wiedział. Zmyślał wszystko jak leci, być może za wyjątkiem nazwiska radnej. Nie miał też zielonego pojęcia gdzie Fel może się znajdować dokładnie ale za to był pewny jednego - im szybciej zmyją się z oczu spanikowanego tłumu, tym lepiej dla nich. Wyłączył wyświetlanie certyfikatu i odwrócił się w kierunku Jaany, której bezczelność zdążyła go jeszcze bardziej wkurwić.
- A ja do toalety. To nie jest koncert życzeń, jakbyś nie zauważyła. Więc sklej już te dupę, okej? - podszedł bliżej do Jaany, broń wciąż trzymając w niebojowej pozycji. Nie jego celem było zastraszyć kobietę, wręcz przeciwnie. Zniżył głos zanim dodał: - Ale jak chcesz tam dotrzeć to zastanów się raz jeszcze czy aby na pewno nie chcesz nas znać.

Spojrzał na Milę i jeśli ta była gotowa, to szybszym krokiem ruszył w kierunku tłumu z gorącą nadzieją, że kupili jego śpiewkę. Przynajmniej na razie, dopóki się nie oddalą. Jako autor tego planu, na siebie wziął szpicę i ewentualną reakcję zebranych istot. Wciąż jednak grał do roli, którą sobie wymyślił.
- Proszę o spokój! Wszystko będzie dobrze! SOC niedługo się pojawi! Proszę zrobić przejście! Ochrona radnej, zrobić przejście!
Do stu elkorów, niech oni to łykną.
Crassus Curio

Avatar użytkownika
 
Posty: 43
Posty fabularne: 30
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 13:28
Miano: Crassus Curio
Wiek: 36
Klasa: Szpieg
Rasa: Turianin
Zawód: Najemnik. Ale taki legendarny!
Lokalizacja: Krąg Prezydium, Cytadela
Kredyty: 32.245
Medale: 2
Glitch (1) Seryjny Pechowiec (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

3 lip 2021, o 21:20

Przeciągając ręką po twarzy, Mila rozejrzała się po okolicy. Wokół panował niewysłowiony chaos, wszyscy panikowali, próbowali skontaktować się z rodzinami, nie wiedzieli co robić. Instynktownie kobieta sięgnęła do własnego omniklucza, ale i on nie działał. Nadal oszołomiona po wybuchu, zerknęła na Crassusa, który wyciągnął właśnie broń i wskazywał jej na to samo. Sięgnęła więc, ale zawiesiła rękę na kaburze, słysząc jakieś dzikie wrzaski.

Terroryści...? Mila spojrzała na asari, rozdziawiając usta w niedowierzaniu. Faktycznie, była uzbrojona w przeciwieństwie do CYWILI, ale raczej oczywistym było, że SOC nie przepuściłby jej do takiego miejsca, gdyby nie miała faktycznych pozwoleń. Ale jednak ludzie wokół nie myśleli na trzeźwo i to było pierwszym, co wpadło im do głowy – że ona i Crassus byli pieprzonymi terrorystami, bo śmieli POSIADAĆ BROŃ. Jeszcze pojawiła się obok jakaś inna dziewucha, również uzbrojona, która coś im tam wytykała.

Ogarnijcie się? — Mila odwróciła się do Jaany, której imienia oczywiście nie znała. Curio coś tam jej szepnął do ucha i zaczął przekabacać tłum, ale Chorwatka była zajęta roszczeniową NASTOLATKĄ, która śmiała jej cokolwiek mówić. Podeszła do niej i dźgnęła ją palcem w pierś. Wysyczała ciszej, nie chcąc podjudzać tłumu. — Pojawiasz się z dupy i mówisz mi, że mam ogarnąć się za coś, czego nie zrobiłam? Wracaj lepiej do domu, bo jeszcze rodzice będą się martwić, że nie wróciłaś z konwen...

Spojrzała nad jej ramieniem, zaaferowana billboardem z wyświetlanymi na nim informacjami. Zdrajcy? Tego jeszcze nie grali. Czyli najpierw wybuch, potem takie jaja? Mila straciła w tym momencie kompletnie zainteresowanie nastolatką, razem z przyjacielem spoglądając przez chwilę na nadawaną na żywo transmisję. Jego pytanie do reszty wybiło ją z rytmu, ale kojarzyła, aby robiła to, co on.

Jakaś ochrona... radnej co? — Tak, zgadza się. — Podeszła do Crassusa, widząc jego odznakę wyświetlaną na omni-kluczu. A, że ochrona radnej. Przykrywka. No dobra. Mila wyprostowała się i położyła dłoń na kaburze strzelby. Widząc, że Curio chce przecisnąć się przez tłum i krzyczy o ochronie, najemniczka wyprzedziła go szybkim krokiem, chcąc utorować przejście.

Szaleniec, pomyślała, gapiąc się groźnie po twarzach naocznych świadków. Pospołu z jego okrzykami, wymachując wolną prawą dłonią, powiedziała tym razem donośnym tonem: — Z drogi, radna w niebezpieczeństwie, nie utrudniać pracy! — Crassus przeszedł siebie. Oby to się udało.
ObrazekObrazek


Wyświetl wiadomość pozafabularną
Mila Račan

Avatar użytkownika
 
Posty: 47
Posty fabularne: 32
Dołączył(a): 1 cze 2021, o 11:48
Miano: Mila Račan
Wiek: 33
Klasa: Szturmowiec
Rasa: Człowiek
Zawód: Najemniczka
Lokalizacja: .
Kredyty: 8.000
Medale: 2
Taktyk (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

4 lip 2021, o 11:32

Zagryzła od środka policzki do krwi, przeciskając się po omacku do wyjścia. Świat dookoła niej wirował, trochę jak w tańcu na jednym z ostatnich bankietów, w których miała przyjemność uczestniczyć, ale nie dała się porwać tym złudzeniom. Już wyciągała rękę, aby dosięgnąć do ramienia Adariusa, tyle że w tym samym momencie do środka windy wpadło dwóch turian i nie pytając o nic, wywlekli ją na zewnątrz. Czuła, jak ćmi ją głowa, a serce bije jak oszalałe. Nie mogła nad nim zapanować, podobnie jak nad szczytowym oddechem, gdy ten boleśnie szarpał jej żebra oraz ramiona z każdym wdechem do góry.
- Nic mi nie będzie - odpowiedziała funkcjonariuszowi, który pochylał się nad nią z medycznym skanem. Była w stanie ustać na własnych nogach, nawet, jeżeli trzęsła się jak osika, a to było teraz najważniejsze. O całą resztę, martwić się będą później. Najlepiej, gdy dotrą do bezpiecznego miejsc, a tymczasem tak naprawdę nie ona potrzebowała tutaj pomocy.
- Musicie... Musicie wyciągnąć Adariu... - wychrypiała z trudem składając dłuższe zdanie i opierając się na ramieniu policjanta, lecz było już za późno. Drzwi do windy zamknęły się i ta w momencie pomknęła do góry z drugim funkcjonariuszem SOC na pokładzie oraz wciąż żywym turiańskim politykiem. Iris przyglądała się temu, jak nabierała wysokości z autentycznym przerażeniem w oczach, po czym potrząsnęła głową. Nie, nie, nie, nie, nie!
To była chwila słabości. Na więcej nie mogła sobie pozwolić.
Podniosła się z ziemi, odrzucając pomoc turianina.
- Jakie są wytyczne? - był funkcjonariuszem SOC oddelegowanym do Prezydium. Musiał więc dostać polecenia od sztabu kryzysowego, a także być w stałym kontakcie z dowództwem i ochroną pozostałych Radnych. Wiedzieć, dokąd powinien się z nią kierować. Gdzie czekać będą Widma. Rozglądając się dookoła siebie, dopiero teraz jej spojrzenie spotkało się z wzrokiem obecnej tu od początku dziewczyny. W innych okolicznościach, zapytałaby z kim ma przyjemność, lecz te obecne były wyjątkowo niekorzystne, aby pozwalać dochodzić do głosu ceregielom. Musiała uwierzyć na słowo, że ta faktycznie chciała pomóc, tym bardziej, jeżeli funkcjonariusz napomknął, że jako pierwsza wiedziała co należy zrobić z windą.
Nie małe poruszenie, a także zmieniający się na bilbordach obraz, na moment przykuło spojrzenie Iris. Mrużąc oczy, popatrzyła się po wszystkich Radnych zapędzonych podobnie jak ona w kozi róg, w końcu po samej sobie, zdając sobie sprawę, że w błyskawicznym tempie pokazywane jest to, co robiła w chwili obecnej; wystarczyło, że podniosła dłoń, a to samo pokazało się setkom par oczu obecnych w tej chwili w Prezydium.
- Co tu się dzieje!? - spytała w eter, a jej usta poruszyły się na obrazie bezgłośnie.
- Tak. Skorzystajmy z korytarzy serwisowych w ciągu ewakuacyjnym... - zaproponowała, robiąc już jeden krok przed siebie. Nie mieli czasu do stracenia. Naturalnie uznała, że Hira idzie z nimi. Iris nie zamierzała nikogo zostawiać na pożarcie terrorystom. Zdrajcy. Publiczne oskarżenia, nie dawały jej spokoju, podobnie zresztą jak myśl, że jakiś szaleniec - a może cała ich grupa? Sekta? - mają teraz największą władze nad stacją. Nieufnie przyglądała się więc każdemu słupowi reklamowemu, które mijali na swojej drodze, a także zamkniętym drzwiom spodziewając się, że za nimi może czaić się uosobienie kary, której zapowiedzieli.
theme ~ voice ~ armor~
ObrazekObrazek

Wyświetl wiadomość pozafabularną
Iris Fel

Avatar użytkownika
 
Posty: 1614
Posty fabularne: 62
Dołączył(a): 10 maja 2012, o 18:36
Miano: Iris Fel
Wiek: 31
Klasa: Adept
Rasa: Człowiek
Zawód: Przedstawiciel Ludzkości w Radzie Cytadeli
Lokalizacja: Cytadela
Kredyty: 57.210
Medale: 10
Weteran (1) Jeden z wielu (1) Wyzwoliciel (1) Medal za długą służbę (1) Skupiony (1) Najlepszy z najlepszych (1) Taktyk (1) Ultra-idealista (1) Elitarne szkolenie (1) Glitch (1)

Re: Przestrzeń Publiczna

5 lip 2021, o 01:41

Reakcja tłumu
bardzo dobra < 33 < średnia < 66 < zła < 99 < r u n
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
61


Czego dowiedziała się Kira
dużo < 33 < mało < 66 < nic
Mistrz Gry wylosował/a 1d100:
32
Mistrz Gry

Avatar użytkownika
 
Posty: 9730
Posty fabularne: 272
Dołączył(a): 1 cze 2012, o 22:04

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Krąg Prezydium

KTO JEST ONLINE?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości